Od tłumaczki: Troszkę później niż zamierzałam, ale w ten weekend bawiłam się na weselu. Właściwie miałam nadzieję, że uda mi się wczoraj wieczorem zamieścić ten rozdział, ale prawdę mówiąc dopiero wtedy skończyłam go tłumaczyć. Dzisiaj miałam okazję go poprawić. Z góry też uprzedzam – w kolejny weekend możecie się spodziewać rozdziału w sobotę, bo mam lekki tydzień, ale w ostatni weekend lipca rozdział pojawi się najwcześniej w niedzielę wieczorem – spędzam weekend w Krakowie na koncercie Iron Maiden. W domu, z dostępem do internetu, będę dopiero w niedzielę.
Jeśli chodzi o sam rozdział: smutny, trochę przygnębiający. Syriusz miał być dobrym człowiekiem. Znamy Syriusza z przyszłości, więc wiemy, że będzie dobrym człowiekiem, ale nastoletni Syriusz Black to robota na pełny etat… Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 47 – MIAŁEŚ BYĆ DOBRYM CZŁOWIEKIEM
13 marca 1976
- Nie zamierzam cię przepraszać za to, że uprawiałam seks z Remusem – powiedziała Mia, przerywając niezręczną ciszę, która zapadła między nimi w korytarzyku. Oboje siedzieli pod wielkim oknem, a w powietrzu nadal unosił się aromat podniecenia.
Po tym, jak jej dotknął, posmakował i doprowadził na niewyobrażalne szczyty rozkoszy wyłącznie przy pomocy swoich utalentowanych palców, Syriusz opadł razem z Mią na kamienną podłogę, głównie pod ciężarem alkoholu i targających nimi emocji.
Teraz położył się na boku, z głową na jej kolanach. Zapatrzył się w ścianę, nie dopuszczając do siebie myśli, że wolałby ją pieścić, niż pozwalać, żeby to ona zagłębiała palce w jego włosach. Na jego wargach pojawił się lekki uśmieszek, gdy poczuł, jak delikatny był teraz jej dotyk w przeciwieństwie do mocnych pociągnięć jeszcze kilka chwil wcześniej.
- Uważasz, że nie powinienem być zazdrosny? – Zapytał, patrząc na nią.
Mia westchnęła i zacisnęła wargi. Wyglądała na zaskoczoną jego szczerością.
- Nie – odpowiedziała po chwili. – Mimo, że nie masz do tego prawa.
- Jesteś na mnie zła? Trochę mnie przed chwilą poniosło… A raczej mocno mnie poniosło – zmarszczył czoło, wściekły na siebie. Wiedział, że powinien był najpierw zapytać ją o zgodę. – Nie chciałem… Cię wykorzystać.
- Uważam, że wykorzystałam cię w takim samym stopniu, jak ty mnie. I nie narzekam. A czy nie jestem na ciebie zła po fakcie? – Zaśmiała się, ale śmiech szybko zastąpiło westchnienie. – Troszeczkę. Nie z powodu tego, co się stało, ale dlatego, że wiem, jak niewiele to dla ciebie znaczy.
Usiadł i spojrzał na nią z powagą.
- Co masz na myśli, mówiąc, że to nic dla mnie nie znaczyło? Pobiegłem za tobą. Próbowałem cię przeprosić, zanim mnie uderzyłaś, a potem… Na Merlina, Mia, nie wiesz, ile dla mnie znaczysz?
- Ile? – Zapytała wprost.
Syriusz zamarł.
- Widzisz? Ty wiesz, co ty czujesz. Ja wiem, co ja czuję. Ale to tobie słowa nie chcą przejść przez gardło.
- Mam swoje powody – wyjaśnił miękko.
- Chodzi o twoją rodzinę?
- Ja… Muszę mieć pewność, że jesteś bezpieczna – powiedział cichym, poważnym głosem. – Jest coś takiego we mnie… Jakaś głęboka potrzeba, żeby cię chronić. Zawsze tam była. Od momentu, kiedy cię pierwszy raz ujrzałem. Kiedy Smarkerus cię popchnął, ogarnęła mnie furia. Coś poruszyło się w mojej duszy i wiedziałem, że muszę cię chronić. Brzmi śmiesznie, prawda?
- Nie. Zawsze mnie chroniłeś. Zawsze byłeś moim obrońcą, Syriuszu.
Spojrzał na nią, ale ona nie patrzyła w tym momencie na niego. Gapiła się w ścianę, jej wzrok sięgał gdzieś daleko poza niego, jakby jego tam w ogóle nie było. W jej wzroku było coś takiego, co kazało mu się zastanawiać, czy przypadkiem czegoś od niego nie oczekiwała.
Kiedy wyciągnęła dłoń i dotknęła jego twarzy, wzdrygnął się. Nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ktoś po raz ostatni obdarzył go taką pieszczotą. Już od najmłodszych lat bał się dotyku. Walburga nigdy go nie rozpieszczała, a jakiekolwiek neutralne zachowanie wobec syna zniknęło, kiedy Syriusz zaczął naśladować ludzi, których widział pod oknami swojego domu. Spacerowali tamtędy Mugole, zupełnie inni od jego rodziców. Kiedy odezwał się w rezydencji zasłyszanym akcentem, Walburga go mocno spoliczkowała, a Orion tylko stał i się przyglądał.
Myśl o tym, że musi przed tym wszystkim chronić Mię, przywołała niechciane wspomnienia. Miał nadzieję, że nie zauważyła, jak zadrżał, ale współczucie błyszczące w jej oczach powiedziało mu, że się przeliczył.
Zamknął oczy. Proszę, nie lituj się nade mną.
Zabolało ją to, że odsunął się od jej dotyku. Wyglądał, jakby jej lekkie muśnięcie przysporzyło mu cierpienia. Wiedziała, że w domu nie dostał tyle rodzicielskiego ciepła, ile powinien i zaczęła się zastanawiać, czy odbija to sobie ze wszystkimi dziewczętami, z którymi sypiał. Czy dotykał je tak delikatnie i czy pozwalał im, żeby pieściły jego skórę. Pomyślała o swoim starszym Syriuszu, który najpierw spędził dwanaście lat w Azkabanie, potem przez cały rok uciekał, następnie był więźniem w swoim własnym domu, żeby na koniec zostać uwięzionym za Zasłoną. Zastanawiała się, czy nigdy nie zaznał czułości i delikatności od swoich przyjaciół.
Ta myśl złamała jej serce.
- Też muszę mieć pewność, że jesteś bezpieczny – wyszeptała, kiedy lekko odwrócił głowę i ucałował wnętrze jej ręki.
Przypomniała sobie, jak zleciał ze swojej miotły i przez wiele dni leżał połamany w Skrzydle Szpitalnym. Przypomniała sobie starszego Syriusza, uwięzionego w celi, czekającego na pocałunek Dementora. Przypomniała sobie wyciągnięcie Syriusza zza Zasłony i zmuszanie go do połykania jednego eliksiru za drugim. Przypomniała sobie, jak rzuciła się między niego i różdżkę Czarnego Pana, próbując ochronić go przed torturami.
- Nie rozumiesz, Mia – westchnął z bólem. – Muszę cię chronić, nawet przed samym sobą.
- Ty nigdy mnie nie skrzywdzisz – przypomniała mu twardo Mia.
- Ja nie, ale moja rodzina nie ma skrupułów – spojrzał jej prosto w oczy. – I dopóki nie będę pewny, że już nie są problemem… Nie mam pojęcia, kim mógłbym dla ciebie być. Nie jestem dla ciebie dość dobry. W ogóle nie jestem dobry.
- Jesteś dobrym człowiekiem, Syriuszu Black – warknęła, ujęła jego twarz mocno w swoje dłonie i przycisnęła usta do jego warg, jakby próbując cofnąć jego słowa.
- Może kiedyś nim będę – powiedział, odsuwając się od niej. – Ale w międzyczasie… Nie mogę.
- Więc co miało znaczyć to, co się działo przed chwilą?
- To byłem cały ja, kompletnie pozbawiony kontroli – zaśmiał się gorzko i schował głowę w ramionach. – Na Merlina, dokładnie ta sama część mojej duszy, która chce cię chronić, również cię pragnie. Kurwa, Mia… Nie masz pojęcia, co chciałbym z tobą zrobić.
Ostro wciągnęła powietrze i zarumieniła się.
Syriusz jęknął.
- To wcale nie pomaga. Te dźwięki, które wydajesz… Kolor twojej skóry… Do diabła, mógłbym całą noc upajać się twoim zapachem.
Mia tylko poruszyła nosem.
- Naprawdę, wolałabym, żebyście się tak nie zachowywali, ty i Remus.
- Nie udawaj, że sama tego nie czujesz. Jesteś zwierzęciem w takim samym stopniu, jak ja i Remus.
Mia miała w sobie na tyle dużo przyzwoitości, żeby odwrócić wzrok. Nie zaprzeczyła słowom Syriusza.
- Czy Remus jest jedyny? – Zapytał Black po chwili przeciągającego się milczenia.
- Tak.
- Czy może tak pozostać? Wiem, że nie mam prawa o to prosić, ale ufam Remusowi i tylko Remusowi.
Mia wzruszyła ramionami, zastanawiając się, co miałby do powiedzenia Lupin, gdyby był obecny podczas ich rozmowy.
- To zależy. Czy ty też będziesz mnie pragnął?
- Tak – przyznał bez wahania.
Zmrużyła oczy.
- Nie będę spać w wami dwojgiem.
- Nie o to mi chodziło – warknął. – Nie dokładnie o to. Remus powiedział mi, dlaczego nadal uprawiacie ze sobą seks. Dzięki niemu nie jesteś samotna, jesteś bezpieczna. On sprawia, że zapominasz o mnie.
Mars na jej twarzy się pogłębił, a w duszy poczuła ukłucie zdrady.
- Nie powinien był ci tego mówić.
- Ja nie mam zamiaru uprawiać z tobą seksu. To byłoby przekroczenie pewnej granicy, zza której nie chciałbym wracać. Dlatego nie chcę, żebyś na mnie czekała. Jeżeli potrzebujesz być z kimś, proszę, żebyś była wyłącznie z Remusem.
- Dobrze. Ale jeśli chodzi o ciebie, koniec z Gryfonkami. Rób, co chcesz – powiedziała gorzkim tonem. – Nie spodziewam się, że skończysz ze swoimi seksualnymi eskapadami, ale nie chcę słyszeć o twoich podbojach od innych Gryfonek.
Skinął głową.
- Zgoda.
- I absolutny koniec z McKinnon – warknęła po chwili.
- Kurwa mać! Złożę ci Wieczystą Przysięgę, że nigdy więcej nie dotknę tej wariatki!
- I musisz przeprosić Remusa – dodała na zakończenie. – Naprawdę, nie chcę wiedzieć, o czym rozmawialiście, jak wyszłam.
- Nie, nie chcesz – wyglądając na szczerze zawstydzonego, Syriusz potarł dłońmi twarz. – Obiecuję, że go przeproszę. Nie zakończę naszej przyjaźni tylko dlatego, że uprawiał seks z moją…
Mia posłała mu niebezpieczne spojrzenie.
- Naszą dziewczyną? – Poprawił się, chichocząc pod nosem. Dziewczyna tylko prychnęła, na co Syriusz roześmiał się na cały głos. – Wiesz, że taka jest prawda. Byłaś nasza przez te wszystkie lata, kotku. Moja, Remusa i Jamesa, w dużo mniejszym, nie-seksualnym sensie.
- Dziękuję za wyjaśnienie – wzruszyła z obrzydzeniem ramionami. Po chwili jednak się uspokoiła, wzięła głęboki oddech i rozluźniła ramiona. – Czuję się tak, jakbyśmy negocjowali warunki przedzaręczynowe.
- A czy właśnie tego nie robimy? – Syriusz posłał jej swój pełen wyższości uśmieszek. – Właśnie stworzyliśmy krótką listę ludzi, z którymi wolno nam uprawiać seks do momentu, kiedy wszechświat uzna za stosowne stworzenie nam warunków do bycia razem. Co może się zdarzyć niedługo, a może się nie zdarzyć w ogóle.
- Zdarzy się. Nawet, jeśli mamy na to czekać całe dwadzieścia lat, tak się stanie – zamilkła na chwilę po tych słowach. – Dzisiejszy wieczór raczej ci nie wystarczy do tego momentu?
- Oczywiście, że nie – do jego spojrzenia wrócił zadziorny błysk, z którego był znany. – A wracając do dzisiejszego wieczoru… Miałabyś coś przeciwko temu, żeby sprawić mi taką przyjemność, jaką ja sprawiłem tobie?
- Chyba żartujesz! – Potrząsnęła z niedowierzaniem głową i ruszyła się, żeby wstać. – Wezmę twoje urocze zachowanie za przeprosiny. Bo powinieneś przeprosić po tym, jak zmusiłeś Remusa i mnie do wyznania naszego sekretu. Sądzę, że jesteśmy kwita, Łapo.
- Zaczekaj! – Zawołał za nią, widząc, jak Mia zaczyna odchodzić w kierunku Wieży Gryfonów. – Musimy do naszych warunków przedzaręczynowych włączyć jeden bardzo ważny punkt.
Mia spojrzała na Syriusza wszystkowiedzącym wzrokiem i uniosła brew.
- Nic nie mówimy Jamiemu?
- Nigdy.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
16 marca 1976
Pomimo regularnych spotkać Grupy Doradczej w Pokoju Życzeń – gdzie starsi studenci, dzięki uprzejmości Mii, zaczęli uczyć się magii bezróżdżkowej – uczniowie nadal musieli uczestniczyć w oficjalnych lekcjach Obrony przed Czarną Magią, prowadzonych przez profesora Higgsa. Absolwent Slytherinu w żaden sposób nie złagodził swojego podejścia do stworzeń, które określał mianem „mieszańców", ale w związku z ogromną ilością skarg zakazano mu pokazywania drastycznych zdjęć i nazywania obrony przed takimi stworzeniami zabijaniem.
Uczniowie nadal mieli wrażenie, że uczestniczą w kursie przygotowawczym dla przyszłych Śmierciożerców. Mia postawiłaby sporą kwotę na to, że (pomimo braku urody i niezdolności odczuwania ludzkich emocji) profesor Higgs zakochałby się z wzajemnością w Dolores Umbridge.
Higgs czekał na nich przed wejściem do klasy z grymasem, który można było uznać za uśmiech.
- Dobrać się w pary. Nie w obrębie jednego domu!
Poza Lily, nikt nie ruszył w kierunku ucznia z innego domu. Evans, z przyzwyczajenia, skierowała się w stronę Snape'a, który tylko ostrzegawczo potrząsnął głową.
- Abbott i Longbottom – syknął nauczyciel z niecierpliwością. – Belby i Brown, Zabini i Macdonald, Lupin i Evans przeciwko rodzeństwu Carrow. Potter i Snape… Nie pan, tylko panna Potter.
Uśmiech spełznął z twarzy zadowolonego Jamesa, który miał nadzieję na pojedynek ze swoim przeciwnikiem.
- Pan Potter i pan Black. Oczekuję od was prawdziwego pojedynku, a nie markowania ofensywy i defensywy – Higgs posłał dwóm Gryfonom mrożące krew w żyłach spojrzenie, po czym dopasował w pary pozostałych uczniów.
- Panie profesorze, a co ze mną? – Zawołał Peter, jedyny Gryfon, którego nauczyciel pominął.
- Pettigrew? Nie zauważyłem cię, chłopcze. Zaczekaj, aż Longbottom zemdleje albo zostanie inaczej zdjęty z podłogi.
- Lily, proszę, uważaj na Remusa – szepnęła Mia, widząc, jak dwójka Prefektów zajmuje miejsca naprzeciwko bliźniąt ze Slytherinu.
Remus ledwo trzymał się na nogach, bo właśnie nadchodzącej nocy miała wypaść pełnia księżyca. Gdyby to nie był cios dla dumy chłopaka, Mia nalegałaby na to, żeby zwolnił się z zajęć i udał do Skrzydła Szpitalnego.
Lily uśmiechnęła się uspokajająco do przyjaciółki i skinęła głową. Jednak zanim zdążyła spojrzeć na Remusa, poczuła na nodze nieprzyjemne ukłucie.
- Auć! Najpierw powinniśmy się sobie ukłonić!
- Nie kłaniam się szlamom! – Powiedziała Alecto Carrow.
Gryfoni spojrzeli na nauczyciela, który na pewno słyszał, co powiedziała Carrow, a jednak nie zdecydował się reagować.
Kiedy nauczyciel nic nie powiedział, wzrok Lily skierował się ku Snape'owi, ten jednak udawał, że nie widzi spojrzenia przyjaciółki. Zajęty był wpatrywaniem się w stojącą naprzeciwko niego Mię.
- Ale z niego przyjaciel – parsknęła Mia.
Te słowa dotarły do Higgsa, który zmrużył oczy.
- Na co czekacie? Nie mamy całego dnia!
James i Syriusz jako jedyni wymienili grzecznościowe ukłony, mimo że bardziej interesowało ich, jak potoczą się pojedynki między ich przyjaciółmi i Ślizgonami.
Dokładnie w momencie, kiedy Higgs odwrócił się do uczniów plecami, aby podejść do swojego biurka, Ślizgoni wybuchli.
- Expelliarmus!
- Drętwota!
- Flipendo!
- Verdimillious!
- Petrificus Totalus!
- Impendimenta!
Jednocześnie z drugiej strony Gryfoni ryknęli jednym głosem:
- PROTEGO!
Żaden atak nie dosięgnął swojego celu.
Adrian Abbott i Damokles Belby trzymali się protokołu pojedynkowego, wobec czego Frank i Alice mieli możliwość zasymulowania prawdziwego pojedynku. Dwójka Gryfonów, oboje będący członkami Grupy Doradczej, byli dużo lepsi od Ślizgonów i rozbroili ich w kilkanaście sekund. Frank, do szpiku kości dobry człowiek, podszedł do Adriana i podał mu rękę, pomagając wstać. Alice wzięła w niego przykład i z uśmiechem podeszła do Damoklesa.
W jakiś sposób ich postępowanie wywołało wściekłość w pozostałych Ślizgonach. Ktoś – Mia nie widziała, kto – rzucił w kierunku Franka zaklęcie oszałamiające. Longbottom stracił przytomność i uderzył o podłogę.
- Hej! – Krzyknęła rozwścieczona Lily.
Zaczęła iść w kierunku leżącego Franka, ale zanim do niego dotarła, zaatakowali Carrowowie. W kierunku Evans poszybowały dwa kolejne zaklęcia oszałamiające. Jednego uniknęła, ale drugie uderzyło ją w ramię, posyłając ją na ziemię.
To z kolei wywołało reakcję w Jamesie, który opuścił Syriusza i pospieszył w kierunku nieprzytomnej dziewczyny. Bez problemu bronił się przed zaklęciami i klątwami, jakie w jego kierunku słali Ślizgoni. Z równym powodzeniem mogli próbować go połaskotać.
- Evans, wszystko w porządku? – James omiatał zaniepokojonym wzrokiem sylwetkę Lily, szukając obrażeń.
Mia z kolei uważnie obserwowała sytuację i kątem oka zauważyła, że Snape skierował różdżkę na plecy Jamiego.
- Levicorpus!
Niewidzialna ręka złapała kostkę Jamesa i zaczęła unosić w górę.
Jednak zanim Potter zdążył stracić równowagę, Mia stanęła przed bratem i uniosła swoją różdżkę.
- Liberacorpus.
- Skąd znasz to zaklęcie? – Zażądał odpowiedzi wściekły Snape. – Gdzie się go nauczyłaś?
Mia odpowiedziała równym spojrzeniem.
- Drętwota.
Snape zablokował jej zaklęcie i rzucił w jej kierunku Urok Potknięcia, którego Mia bez problemu uniknęła. Kiedy Snape się zorientował, wykrzyczał „Serpensortia" i przywołał długiego, niebezpiecznego węża, który zaczął atakować nieprzygotowaną Mię.
Syriusz i Remus zrobili krok do przodu, chcąc jej pomóc, ale dziewczyna tylko uniosła dłoń, wycelowała różdżkę w gada i uśmiechnęła, kiedy dotarła do niej ironia sytuacji.
- Vipera Evanseca – wąż zniknął w kłębach czarnego dymu, powodując, że złość Snape'a prawie wyrwała się spod kontroli. Mia obserwowała uważnie, jaki będzie jego kolejny krok, jednak Ślizgon nic nie zrobił.
Zaatakowali Carrowowie.
Lily nadal była nieprzytomna i pilnował jej James, wobec czego dwójce Ślizgonów pozostało posłać zaklęcia w kierunku Remusa, który był rozkojarzony pojedynkiem Mii.
- Impendimenta!
- Drętwota!
Atak na Remusa – szczególnie, gdy chłopak znajdował się w tak złym stanie, jak tego dnia – wystarczył, żeby odwrócić uwagę Mii od Snape'a. Dokładnie w momencie, kiedy oczy Mii opuściły postać chłopaka, Ślizgon ryknął „Langlock".
Ponieważ jej język został przyklejony do podniebienia, Mia nie była w stanie nic powiedzieć. Snape wykorzystał to, żeby zaatakować z całą mocą swojej wściekłości.
- Locomotor Wibbly! – Zawołał i jej nogi załamały się pod jej ciężarem. – Expelliarmus!
Jej różdżka przeleciała przez całą długość komnaty.
Spojrzała na Snape'a i poczuła, jak poruszyło się coś w jej duszy, coś podobnego do uczucia, które jej towarzyszyło podczas przemiany w Animaga. Poświęciła chwilę na zastanawianie się, czy w złości jej oczy stają się bursztynowe.
- Ty sukinsynu! – Wrzasnął Syriusz i zaczął biec w kierunku Snape'a z wyciągniętą różdżką. Nagle między nimi wyrosła wezwana bezgłośnie tarcza, blokując ruchy Blacka. Chłopak rozejrzał się i jego wzrok padł uśmiechającego się drwiąco Higgsa.
- Gryffindor traci dwadzieścia punktów, panie Black. Niech wszyscy trzymają się od tego z daleka. Chcę zobaczyć, jak to rozegrają – zaśmiał się, widząc niemą, pozbawioną różdżki, unieruchomioną Mię. – Proszę zakończyć swój pojedynek, panie Snape.
Snape na początku nie wiedział, jak się zachować, ale po chwili na jego ustach zagościł pełen wyższości uśmiech. Skierował różdżkę ku dziewczynie.
- Drę… - Rozpoczął inkantację.
Ginny, byłabyś ze mnie dumna, pomyślała Mia, zaciskając mocno oczy i rzucając swojego pierwszego, niewerbalnego, bezróżdżkowego Upiorogacka.
Zanim Snape miał możliwość, żeby dokończyć zaklęcie, kichnął, wrzasnął głośno, po czym z jego zakrzywionego nosa wydostał się ciemny dym w kształcie nietoperza. Po chwili Upiorogacek rozpostarł skrzydła i zaczął atakować Ślizgona.
- Finite Incantatem – wtrącił się James.
Mia westchnęła, czując, jak jej język został uwolniony, a do jej nóg wróciło czucie.
- Accio różdżka – zawołała i obmyła ją ulga, kiedy różdżka z winorośli znalazła się ponownie w jej dłoni. Skierowała ją natychmiast w kierunku Snape'a. – Drętwota!
Jej oczy błysnęły, kiedy nieprzytomny Snape zwalił się na podłogę.
Wstała i rozejrzała się po komnacie.
Frank siedział obok Lily, a Alice przykładała worek z lodem do guza, którego sobie nabił po oszołomieniu. James stał nad Remusem, który też już odzyskał przytomność, a którego wzrok nie opuszczał leżącej postaci Snape'a. Elora Zabini i Mary już dawno straciły swoje różdżki i siłowały się w kącie komnaty – Mary wygrywała pojedynek na ciągnięcie się za włosy.
Syriusz, nadal blokowany przez tarczę Higgsa, chodził nerwowo wzdłuż jej krawędzi, a jego szare oczy przeskakiwały z nauczyciela na Snape'a. Wyglądał, jakby chciał popełnił morderstwo.
Mia przypomniała sobie, że starszy Syriusz Black miał ten sam wyraz twarzy, gdy we Wrzeszczącej Chacie stanął naprzeciwko Petera Pettigrew.
Z kolei Peter cały czas trzymał się z tyłu. Wyglądał tak, jakby chciał się stopić ze ścianą.
- To było bardzo interesujące…Doświadczenie – skomentował Higgs drwiącym tonem. – Zadanie domowe na jutro: piętnastocalowe wypracowanie o skutkach nakładania na siebie zaklęć ofensywnych. Chociaż dzisiaj przypada pełnia księżyca. Panno Potter, będzie pani w stanie odrobić zadanie domowe, czy skupi się dzisiaj pani na walce o prawa wilkołaków, które podobno były widziane w pobliżu?
Mia odpowiedziała morderczym spojrzeniem, ale nie pozwoliła się sprowokować.
Ostatnie słowa Higgsa jednoznacznie oznaczały koniec lekcji, jednak Syriusz, zamiast wyjść z klasy, podszedł do Snape'a.
- Jeśli jeszcze raz odezwiesz się do Mii, Smarkerusie, jesteś martwy – warknął niskim, groźnym głosem, wychodząc z komnaty.
Na korytarzu Mia stała przy Remusie, który wyglądał, jakby za chwilę miał zemdleć. Odgarnęła delikatnie z jego zroszonego potem czoła długie, jasne kosmyki.
- Chcę wiedzieć, skąd znasz to zaklęcie, Potter! – Krzyknął do niej Snape, wychodząc za Syriuszem z klasy.
Black odwrócił się i chciał rzucić na Ślizgona z dłońmi zaciśniętymi w pięści.
- Powiedziałem ci, że masz się do niej nie odzywać. Już nie żyjesz, Smarkerusie!
- Wystarczy! Cofnij się – powstrzymała go Lily, wchodząc między chłopców.
- Zejdź mi z drogi, Evans – warknął Syriusz.
- Syriuszu – syknęła na niego Mia. Posłała Snape'owi nieprzyjemne spojrzenie ponad ramieniem przyjaciela. – Syriuszu, nie. On nie jest tego warty.
Black cofnął się, ale spojrzał zimno na Lily i Severusa, zanim opiekuńczo objął ramionami Mię.
- Severusie – szepnęła Lily.
- Nie zamierzasz się dowiedzieć, jak się czują twoi przyjaciele i ich zwierzak? – Zadrwił z niej Snape.
Lily zadrżała, gdy dotarły do niej jego słowa. Uniosła dłoń, kiedy James i Syriusz stanęli po obu jej bokach.
- Wszyscy mają się wynieść z tego korytarza zanim zacznę odejmować punkty.
- Kiedyś będziesz musiała wybrać stronę, Evans – Syriusz posłał Lily drwiące spojrzenie i odszedł, zostawiając Mię i Jamesa z niedomagającym Remusem.
- Olej go – poradziła Mia.
Lily zmarszczyła brwi.
- Którego?
- Obu? Wszystkich?
wWwWwWwWwWwWwWwWw
17 marca 1976
- Mia? Mia, obudź się.
- Peter? – Mia potarła zaspane oczy i spojrzała na trzęsącego się chłopca, który stał w nogach jej łóżka. – Peter, przysięgam na Merlina, jeśli w tym momencie znajdujesz się w żeńskiej sypialni, przeklnę cię stąd do przyszłego tysiąclecia. Jak tu wlazłeś?
- Szczur – wskazał na siebie, jakby to go tłumaczyło.
- Rozumiem. To tłumaczy, jak się tu dostałeś. Teraz chcę wiedzieć, po co? Jeśli Mary się dowie, że wślizgujesz się do naszej sypialni, umrzesz w męczarniach. Nawet Jamie nie obroni cię przed jej gniewem.
- Mia, musisz iść ze mną. Coś się stało. Nie możemy go uspokoić.
Wyskoczyła z łóżka, odrzucając kołdrę. Wiedziała.
- Gdzie jest Remus?
Noce, kiedy królowała pełnia księżyca, stawały się coraz gorsze od kiedy dotarły do nich słuchy, że w okolicy widuje się wilkołaki. Ataki zbliżały się do Hogsmeade, a co za tym idzie, do Hogwartu. Remus zmienił się we wrak człowieka, a fakt, że podczas transformacji jego przyjaciele nie mogli mu towarzyszyć, pogłębiał jego depresję.
- Jest w Pokoju Życzeń. Jamesowi udało się go zamknąć – małe, wodniste oczka Petera były szerokie z przerażenia, co tylko spowodowało, że Mia szybko narzuciła na siebie szaty.
Nie czekając na Petera, Mia wybiegła z sypialni i pognała w kierunku wyjścia z Wieży Gryfonów.
Dotarłszy na siódme piętro, skierowała się ku wrzaskom, które słyszała od dłuższego czasu. Mijając róg, dziewczyna spostrzegła Syriusza, siedzącego na podłodze. Jego oczy były podkrążone i zaczerwienione. Zwiesił nisko głowę, nie patrząc na Jamesa, który wrzeszczał na niego z czerwoną twarzą, trzymając go pod różdżką.
Mia często porównywała Jamesa do Harry'ego, ale właśnie w takich chwilach, kiedy James tracił nad sobą kontrolę, dostrzegała różnice między ojcem i synem. Harry przez całe siedem lat zachował sylwetkę Szukającego, z kolei James nabrał masy mięśniowej i kiedy potrzebował, wyglądał na wyższego i większego, niż był w rzeczywistości.
- … powinienem przekląć cię w tym momencie! – Darł się, bliski łez. – Syriuszu, miałeś być lepszym człowiekiem, niż twoja rodzina!
Krzywiąc się z powodu głośności wrzasków swojego przyjaciela, Syriusz skulił się pod ścianą.
Mia wciągnęła gwałtownie powietrze, patrząc na rozgrywającą się przed nią scenę. Nigdy nie widziała Jamesa wściekłego na Syriusza. Nawet, kiedy kłócili się o związek jej i Remusa, Jamie raczej reagował złością, bo uważał to za swój braterski obowiązek. Jednakże teraz był naprawdę wściekły na swojego najlepszego przyjaciela. Już od bardzo dawna James nie zwrócił się do Syriusza jego imieniem, zamiast ksywką.
- Ja wiem… Ja… Ja nie mogę… - Black jąkał się, nie mogąc sklecić zdania.
- Jamie? – Szepnęła Mia, podchodząc bliżej. – Jamie, gdzie jest Remus?
Syriusz głośno przełknął ślinę, wstał i na chwiejnych nogach próbował się do niej zbliżyć.
- Mia…
- Remus jest w Pokoju Życzeń – powiedział James, a jednocześnie ruchem różdżki zabronił Syriuszowi podejść bliżej Mii. Posłał przyjacielowi mordercze spojrzenie, po czym zwrócił się do swojej siostry. – Zdarzył się… Wypadek.
- Nie – potrząsnęła głową, już wiedząc, co zaraz usłyszy. Jak mogła o tym zapomnieć? Wbiła wzrok w Syriusza, który złamał się pod jego ciężarem i odwrócił głowę.
- Mia, tak mi przykro. Nie masz pojęcia, jak mi przykro – załkał Black, wyraźnie wstrząśnięty.
- Nikomu nic się nie stało. Ale Smar… Snape… – Jamie poprawił się. – Snape znalazł sposób, żeby przedostać się pod Wierzbą Bijącą. Na szczęście, dotarłem tam na czas. Snape jest z Dumbledorem, ale Remusa nie dało się opanować, kiedy wstało słońce. Profesor Dumbledore poprosił nas, żebyśmy go uspokoili, ale Mia… On nie chce słuchać.
- Jak Snape znalazł ten sposób? – Zapytała, patrząc na Syriusza. W jej oczach już pojawiły się łzy. Czyż nie było prawdą, że kilka dnia temu nie był w stanie odwrócić od niej wzroku, kiedy w ciemnym korytarzu wyznawali sobie uczucia i obiecywali zapewniać sobie bezpieczeństwo?
- Pozwoliłem, żeby mnie podsłuchał – wymamrotał. – Pozwoliłem, żeby myślał, że trzymamy we Wrzeszczącej Chacie coś cennego. Pozwoliłem, żeby pomyślał, że nas wydalą ze szkoły, kiedy to znajdą. A potem…
Ukrył twarz w dłoniach i wypuścił drżący oddech.
- Tak mi przykro, Mia. Pozwoliłem, żeby usłyszał, jak mówiłem o sekrecie Wierzby Bijącej. O tym, jak ją zatrzymać.
Zamknęła oczy. Nie potrafiła na niego krzyczeć.
- Syriuszu, mogłeś go zabić. Mogłeś zrujnować Remusa. Zrujnować całe jego życie.
- Mia, proszę – szepnął, a w jego głosie słychać było załamanie. – Nakrzycz na mnie, uderz mnie. Powiedz mi, że mnie nienawidzisz.
- Nie ma sensu – westchnęła, będąc w stanie zaoferować mu wyłącznie swój cichy zawód. – Najsmutniejsze jest to, że spodziewałam się, że niedługo zdarzy się coś w tym stylu. Nie mam siły, żeby się na ciebie wściekać, bo to niczego nie zmieni. Nic się nie zmienia.
Jej głos był nabrzmiały smutkiem. Spojrzała na drzwi.
- Jamie, wpuść mnie. Muszę zobaczyć Remusa.
- Bądź ostrożna – ostrzegł ją szeptem, prowadząc w kierunku Pokoju Życzeń. – Kilka razy uderzył Łapę.
- I dobrze – zgodziła się.
- Mia, tak mi… - Zaczął znowu Syriusz, a jego twarz zalała się łzami.
- To nie mnie powinieneś przeprosić. Podobno miałeś być dobrym człowiekiem!
Szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w Pokój Życzeń po tym, jak drzwi się za nią zamknęły. Wyglądało na to, że James poprosił komnatę o odtworzenie Pokoju Wspólnego Gryfonów, jak zrobił to podczas urodzin Remusa. Czy naprawdę minęły tylko cztery dni od wspólnego świętowania?
Komnata wyglądała, jakby przeszła przez nią trąba powietrzna. Meble były powywracane, zasłony podarte, a w ścianach ziały ogromne dziury. Mia zmarszczyła brwi, dotykając jednej wyrwy, na której znalazła krew.
Usłyszała łkanie z kąta komnaty i odwróciła się w tamtą stronę, dostrzegając w końcu Remusa, skulonego, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Nawet w ciemności, widziała nową bliznę na jego twarzy, zaczynającą się nad lewą brwią, ciągnącą przez całą długość nosa i kończącą w połowie policzka.
- Cześć, kochanie – szepnęła, przysuwając się do niego powoli. W końcu klęczała przed jego skurczoną postacią. Remus odwrócił głowę, nie kontrolując szlochów. Obawiała się, że się od niej odsunie, kiedy zaoferowała mu swój dotyk, jak zwykle się od niej odsuwał po pełni księżyca. Martwiła się, że na nią warknie, że się od niej odetnie albo ją zignoruje. A jednak w momencie, kiedy pochyliła się w jego kierunku, Remus wpadł w jej ramiona, zanosząc się płaczem.
- Będzie dobrze – szepnęła, przeczesując palcami jego włosy, próbując powstrzymać swoje własne łzy. Pocałowała czubek jego głowy. – Dumbledore wszystko naprawi. Nie zrobiłeś nic złego.
- Mogłem kogoś zabić. Mogłem go zabić – wymamrotał między szlochami. – Skończę tak, jak inne wilkołaki… Jak Greyback. W końcu kogoś skrzywdzę.
- Nie pozwolę, żeby tak się stało. Przysięgam na moją magię, Remusie, że zrobię wszystko, żebyś nigdy nie stał się kimś takim, jak Greyback.
