Od tłumaczki: Zgodnie z zapowiedzią, rozdział w sobotę. Kolejnego możecie się spodziewać raczej w przyszłą niedzielę, w związku z moim wyjazdem. Po prostu nie będę miała możliwości, żeby go wcześniej dodać.
Dziękuję za komentarze i PM'ki. Odpowiem dzisiaj Wioli, która zapytała, czy naprawdę nie można niczego zmienić: częściowo jest to wyjaśnione w poniższym rozdziale. Z punktu widzenia Hermiony, to wszystko już się wydarzyło. Mia nie może nic zmienić. Co gorsza, czasami jest katalizatorem przyspieszającym lub wręcz powodującym to, co dla Hermiony wydarzyło się w przeszłości. Zagadnienia związane z czasem i zmianą czegokolwiek będą jeszcze wielokrotnie poruszane, ale odpowiadając na pytanie – nie można nic zmienić.
Miłego czytania
ROZDZIAŁ 48 – BIERZ PELERYNĘ
17 marca 1976
Huncwoci i Mia zostali wezwani do gabinetu Dumbledore'a w momencie, kiedy Remus się uspokoił.
Dyrektor wyglądał tak, jakby chciał jak najszybciej mieć tę sytuację za sobą.
- Panowie, zaczekajcie proszę przed drzwiami. Muszę zamienić słówko z panną Potter w sprawie zupełnie niezwiązanej z obecną – powiedział, a w jego oczach pojawiły się dobrotliwe błyski, z których był znany.
James chwycił ramię Remusa, Peter podtrzymał Syriusza, bo wydawało się, że dwaj przyjaciele nie są w stanie utrzymać się na własnych nogach. Chłopcy opuścili gabinet.
Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Dumbledore wskazał Mii puste krzesło, które dziewczyna zajęła ze smutnym uśmiechem.
- Bardzo mi przykro, panie profesorze. Powinnam była do tego nie dopuścić – chciała się tylko w spokoju rozpłakać, ale jej oczy pozostawały suche i zaczerwienione. Wszystkie łzy wylała przy Remusie, kiedy tego ranka pocieszała go w Pokoju Życzeń.
- Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie podczas naszych spotkań, panno Potter. I podtrzymuję moje stanowisko, że powinna pani trzymać się zasad ustalonych przez pana Lupina. Jeśli mogę spytać, próbowała pani coś zmieniać w obecnej linii czasowej?
Westchnęła i przygryzła policzek.
- Nie wiem, panie profesorze. Czasami nie potrafię zdecydować, czy moje działania mają na celu coś zmienić, czy po prostu reaguję normalnie. Są dni, kiedy zastanawiam się, czy nie jestem tym katalizatorem, o którym pan mówił. Czy to właśnie moja obecność w tej linii czasowej doprowadziła do przyszłości, którą znam.
Największym problemem Mii w tej linii czasowej był Peter. Gdyby dano jej taką możliwość, zapobiegłaby spotkaniu Jamesa, Syriusza, Remusa i Petera, a jednak to właśnie ona jako pierwsza wyciągnęła dłoń do leżącego na podłodze pociągu chłopca. Zastanawiała się nad tym, jak ciężko jej było kontrolować swój gniew, gdy stała twarzą w twarz z tym zdrajcą – szczególnie we Wrzeszczącej Chacie – i do głowy przyszło jej, że może to jej własna niechęć do Petera stała się tym, co pchnęło go w stronę czynów nie do odkupienia.
I była też kwestia Snape'a. Bardzo świeża, można dodać.
- Wydaje mi się, że właśnie ja byłam powodem tego, co stało się ostatniej nocy – przyznała. – Na ostatniej lekcji doszło do pewnego spięcia między mną i Severusem. Syriusz wziął to bardzo do siebie. Prawdopodobnie chciał się odegrać w moim imieniu, zatem to moja wina.
- Panno Potter, Armaty z Chudley znowu zajmują ostatnie miejsce w lidze. Czy to też jest pani wina? – Zapytał Dumbledore. – Przez cały ostatni tydzień padało. Czy to również pani wina? Minęło kilka lat, od kiedy czytałem list, który pani dostała, więc proszę mi przypomnieć, co mówił o winie?
- „Błagam, nie wiń siebie za to, jak potoczyła się przyszłość" – zacytowała, po czym ponownie westchnęła, doskonale rozumiejąc tok rozumowania Dumbledore'a. Znała na pamięć słowa Remusa. To była jedyna rzecz, która łączyła ją z przyszłością. – „Co ma się wydarzyć, na pewno się wydarzy, nieważne jak". Rozumiem, panie profesorze.
Uśmiechnął się.
- To dobrze. Przejdźmy teraz do właściwej sprawy, dla której poprosiłem o chwilę rozmowy na osobności. Do tej pory starałem się nie ulegać pokusom i nie zadawałem pytań dotyczących pani wiedzy o przeszłości. Chciałbym jednak poprosić o radę, jak rozwiązać ten problem.
- Jak mogę panu pomóc, dyrektorze? – Zapytała.
- Nie jestem pewny, co w tym momencie powinienem zrobić. Tajemnica pana Lupina nie ujrzy światła dziennego. Powziąłem pewne środki zaradcze, jeśli chodzi o pana Snape'a. Jednak uważam, że teraz powinienem zdecydować, co zrobić ze studentem, który celowo naraził życie innego człowieka na niebezpieczeństwo. Odwracanie wzroku od tego problemu jest nielogiczne – zmarszczył brwi i uśmiech zniknął z jego twarzy. – Proszę mi powiedzieć, co wie pani o panu Blacku. Szczególnie o jego charakterze.
Mi przymknęła oczy. Dlaczego zawsze musi chodzić o Syriusza?
- Nie będę kłamać: moja opinia może być bardziej przychylna Syriuszowi, niż bym tego chciała. Jeśli chodzi o Syriusza i o mnie… Mamy pewne problemy, ale… - Wróciła myślami do swojej oryginalnej linii czasowej, do chwili w Skrzydle Szpitalnym, zanim razem z Harrym cofnęli się w czasie, żeby uratować Syriusza.
- Syriusz Black udowodnił w wieku szesnastu lat, że jest zdolny do popełnienia morderstwa – powiedział profesor Snape. – Nie zapomniałeś o tym, prawda, dyrektorze? Nie zapomniałeś, że był taki czas, kiedy próbował zabić mnie?
- Moja pamięć jest tak dobra, jak zawsze, Severusie.
Ona i Harry doskonale wiedzieli, że Syriusz nie był odpowiedzialny za morderstwo Jamesa i Lily, zaciekle walczyli, żeby przekonać o tym Snape'a, Knota i Dumbledore'a, ale rozumieli też, że w ostatecznym rozrachunku ich zdanie nie ma większego znaczenia. Słowa pary nastolatków, zbiegłego więźnia i wilkołaka nie liczyły się.
- Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, dzisiaj w nocy uratujecie więcej niż jedno niewinne życie.
Niewinny.
Syriusz nie był winny morderstwa, ale mimo wszystko został zesłany do Azkabanu. Mia wiedziała, że Syriusz – młodszy Syriusz – ma przed sobą ogrom cierpienia. I nie miało znaczenia, kiedy albo jaką zbrodnię popełni. Black będzie cierpiał.
- Jest bardzo niespokojnym, niepewnym chłopcem. W dodatku bardzo zagniewanym, występującym przeciwko rasizmowi szerzonemu przez swoją własną rodzinę… Ale jest dobrym człowiekiem i sam siebie karze za to, co zrobił – powiedziała z przekonaniem, przypominając sobie czerwone obwódki wokół oczu Syriusza, kiedy siedział przed Pokojem Życzeń, szczerze żałując swoich czynów.
Uśmiech Dumbledore'a powrócił.
- Dziękuję, panno Potter. Pani słowa były dla mnie bardzo ważne.
Rzeczywiście, były. Dumbledore wykazał się niezwykłą kreatywnością podczas wymyślania kary dla Syriusza, który niejedną noc spędził na szlabanie i nie wyniósł z tego żadnej nauki. Zatem zamiast kazać mu polerować srebra i puchary, zamiast wydalić go za próbę popełnienia morderstwa, Dumbledore nakazał Syriuszowi – w rzeczywistości bardzo inteligentnemu młodemu mężczyźnie – zorganizowanie korepetycji dla uczniów piątego roku, którzy mieli problem ze zbliżającymi się egzaminami.
Ta kara zmusiła Syriusza do rozmów z uczniami z innych Domów, w tym ze Ślizgonami, i jednocześnie sprawiła, że Black sam usiadł do powtarzania materiału. Kiedy do Mii dotarła informacja o tym, jaką karę nałożono na Syriusza, dziewczyna roześmiała się w głos. Przypomniała sobie, jak kiedyś starszy Syriusz obiecał jej, że kiedyś jej opowie, jak udało mu się zdobyć aż dziewięć S.U.M.ów.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
14 kwietnia 1976
- Nie jestem na niego zła. Jestem zawiedziona.
Mia leżała na kanapie w Pokoju Wspólnym, w dłoniach trzymała książkę dotyczącą numerologii. Minęły już dwa lata, a ona nadal nie wybaczyła chłopcom, że odwiedli ją od wyboru tego przedmiotu. Bardzo ją cieszyło, że nadszedł czas egzaminów, po których będzie mogła zrezygnować z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami – ponownie. Przełożyła stronę podręcznika i uświadomiła sobie, że zamiast czytać tekst, wykorzystuje książkę jako wymówkę, żeby nie rozmawiać z bratem.
- Ale Remus mu wybaczył – przekonywał James, siadając przed nią na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, ubrany w strój do Quidditcha.
Zmarszczyła brwi i zacisnęła usta.
- Może Remus nie powinien był mu wybaczać. Syriusz zachował się głupio i samolubnie, a wasza dziwna niechęć do Snape'a właśnie wykroczyła poza ramy szkolnego naśmiewania się, co też mi się bardzo nie podoba.
James natychmiast odwrócił wzrok, wyglądając na zawstydzonego. Znała to spojrzenie. Klasyczne zagranie Jamesa Pottera, które później odziedziczył jego syn. Mówiło mniej więcej tyle: „Przepraszam, jeśli moje zachowanie ci się nie podoba, ale i tak będę się w ten sposób zachowywał". Przynajmniej Harry miał wystarczająco dużo poczucia przyzwoitości, że zagrywał w ten sposób, kiedy ryzykował życiem, żeby ratować świat. James korzystał z tego spojrzenia, za każdym razem kiedy chciał uniknąć jej gniewu.
- Przecież nikt nie zginął – przypomniał Jamie z krzywym uśmiechem. – Dumbledore zmusił Snape'a do złożenia Przysięgi Czarodzieja, że nigdy nie zdradzi sekretu Lunatyka.
Wiedziała, że Jamie celowo nie używa żadnego obraźliwego określenia, kiedy mówił o Severusie. Nie chciał jej bardziej zirytować.
- Mia, minął już miesiąc. Remus ma się dobrze, Snape ma się dobrze, tylko ty się przez cały czas wściekasz na Syriusza.
- Ma grubą skórę, jakoś to przeżyje – odpowiedziała z goryczą.
- Chociaż na niego nakrzycz, albo coś – westchnął i spojrzał na nią błagalnie. – Mia, nigdy nie było tak źle. Boję się, że jeśli z nim nie porozmawiasz, Syriusz zrobi coś głupiego.
Mia wbiła wzrok w swojego brata i uniosła elegancko jedną brew. Zaczęła podejrzewać, o co mogło chodzić Jamiemu. Nie spuszczając w niego wzroku, odłożyła książkę na bok i pochyliła się nad chłopakiem. Obserwowała, jak James powoli łamie się pod ciężarem jej spojrzenia – nauczyła się tej sztuczki od Dorei.
- Jamie? – Zaczęła spokojnie, chociaż jej łagodna mina nijak się miała do burzy szalejącej w jej oczach. – Czy Syriusz zagroził, że nie zagra w dzisiejszym meczu, jeśli mu nie wybaczę?
Jej podejrzenia zamieniły się w pewność w momencie, kiedy oczy Jamesa rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Mama miała rację, powinnaś była zostać Ślizgonką. Proszę, Mia, to ważny mecz. Jeśli dzisiaj pokonamy Slytherin, będziemy mieli szansę na Puchar!
Na początku nie mogła uwierzyć, że Remus tak szybko przebaczył Syriuszowi. James też bardzo szybko przyjął przeprosiny, mimo tego, że był bliski przeklęcia swojego najbliższego przyjaciela jeszcze miesiąc temu.
- Niech ci będzie – warknęła, patrząc na klęczącego przed nią brata, błagającego, żeby wybaczyła Łapie dla uratowania honoru Gryffindoru. – Przyślij go do mnie jak najszybciej, żebyście jeszcze zdążyli na boisko. Nie chcemy, żeby cała szkoła myślała, że kapitan drużyny Gryfonów opuścił własny mecz.
Łapa zaczął powoli schodzić ze schodów wiodących do sypialni chłopców, jakby tylko czekał na jej słowa. Położył wielki, czarny łeb na jej kolanach, spojrzał jej głęboko w oczy i zaskomlał cicho.
- Szczenięce oczy – prychnęła z niesmakiem. – Sprytne. Idź, wygraj swój głupi mecz. Wybaczam ci. Na razie.
Podążyła za chłopcami na boisko i dołączyła do Lily, Mary, Alice, Franka, Petera i bardzo źle wyglądającego Remusa na trybunach. W powietrzu czuć było mrozem. Nikomu innemu to nie przeszkadzało, ale Lupin bardzo źle reagował na zmiany temperatury. Mia machnęła różdżką w jego kierunku i rzuciła Zaklęcie Rozgrzewające.
Lupin westchnął z ulgą i przyciągnął ją do siebie.
- Dzięki, Mia.
Dziewczyna wciągnęła głęboko powietrze, wdychając jego zapach, jakby był powietrzem, do którego dostępu od tak dawna jej odmawiano. Po sytuacji ze Snapem, kiedy prawie zabił innego ucznia, Remus wycofał się, ale na szczęście nie stał się na powrót zahukanym chłopcem, którego poznała na pierwszym roku. Powiedział jednak Mii, że na jakiś czas muszą zaprzestać fizycznych zbliżeń. Przynajmniej do momentu, kiedy Remus ułoży sobie w głowie kilka spraw, w tym poradzi sobie z poczuciem winy, które przygniatało go od miesiąca. Oczywiście, zgodziła się na jego zasady, po części też dlatego, że nie wiedziała, czy gdyby wylądowała w łóżku z Remusem, zrobiłaby to bo pragnie Remusa, czy może dlatego, że chciała się odegrać na Syriuszu. A Lupin nie zasługiwał, żeby go wykorzystywać w ten sposób.
Jego uścisk bardzo ją ucieszył, bo miała nadzieję, że jej najlepszy przyjaciel wraca do normalności, szczególnie biorąc pod uwagę, że pełnia księżyca przypadała za kilka godzin.
Pani Hooch zmusiła Jamesa, żeby uściskiem dłoni przywitał się z kapitanem drużyny Ślizgonów, Lucindą Talkalot. Na gwizdek czternastu zawodników wzniosło się w powietrze.
- Kafel w posiadaniu Gryfonów; szybko zaczynają grę. Kapitan James Potter nigdy nie próbował zwieść Ślizgonów fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. Potter podaje do Florence, Florence z powrotem do Pottera. Potter podrzuca Kafel, a pałkarz, Syriusz Black, uderza w niego pałką i zdobywa punkty! – Nad trybunami poniósł się głos komentatora, podczas gdy Gryfoni zaczęli klaskać. – To był bardzo dziwny ruch Blacka, podobny do zagrania z mugolskiej gry, ale zgodny z regułami Quidditcha.
Po tylu latach w szkole, Mia w końcu uśmiechała się, oglądając mecz. Quidditch zawsze był dla niej głupim i bardzo niebezpiecznym sportem, ale go pokochała. Jej uwagę przykuł przelatujący obok Syriusz. Odwrócił do niej głowę i mrugnął zawadiacko, a Mia nie mogła oderwać wzroku od jego ciała odzianego w czerwono-złote szaty do gry, które rozwiewał za nim wiatr. Do jej ust napłynęła ślinka. Przełknęła ją i nagle jej oczy się zwęziły, gdy uświadomiła sobie, co się właśnie stało. Powiedziała sobie, że absolutnie nie będzie się rozpływać na tym, jak Syriusz Black wyglądał w szatach do Quidditcha! Nie zasługiwał na to, żeby ona się w ogóle o nim myślała. Prychnęła, skrzyżowała ramiona na piersi i odszukała wzrokiem swojego brata, który bez problemu zdominował całą grę.
- Ślizgoni posiadają Kafla i wygląda na to, że kapitan Talkalot spostrzegła, gdzie jest Znicz!
Uwagę wszystkich przykuło dwóch Ścigających, nurkujących w kierunku ziemi, omijających tłuczki i innych przeciwników, goniących za małą, złotą piłeczką. Znicz był jednak nieco szybszy niż dwie Zmiataczki, których dosiadali zawodnicy.
Mia odwróciła wzrok od meczu dokładnie w momencie, kiedy czarodziej w szatach Aurora podchodził do dyrektora Dumbledore'a.
Dumbledore wstał i wyciągnął przed siebie różdżkę. Jasne światło obmyło całe boisko, natychmiast kończąc grę. Znicz i dwa tłuczki zatrzymały się w powietrzu i runęły na ziemię.
Dyrektor następnie przyłożył różdżkę do swojego gardła, rzucając na siebie Zaklęcie Nagłaśniające.
- Wybaczcie, ale musimy przełożyć to spotkanie na inny termin. Wszyscy uczniowie mają natychmiast wrócić do Pokojów Wspólnych. Nikomu nie wolno wychodzić z zamku.
- Co się dzieje? – Zapytała Alice, zwracając się do Remusa i Lily, dwójki Prefektów, którzy zaczęli zaganiać Gryfonów do zamku.
Lily zmarszczyła brwi, robiąc unik przed rządkiem przerażonych pierwszorocznych.
- Kto wie?
- Remusie? – Szepnęła do niego Mia. – Wszystko w porządku?
Potrząsnął głową.
- Nie. Zabronili uczniom wychodzić z zamku, a ja będę sam w Zakazanym Lesie za mniej niż dwie godziny – jego oczy na moment spoczęły na Wierzbie Bijącej, widocznej w oddali. – Dlaczego mieliby zabronić uczniom opuszczania zamku?
Kąciki ust Mii opadły.
- Nie wiem. Ale obiecuję, że się dowiem.
Remus razem z Lily zaprowadził Gryfonów do Pokoju Wspólnego, po czym udał się do Skrzydła Szpitalnego, gdzie spotkał się z panią Pomfrey, która miała zaprowadzić go do ukrytego wejścia po Wierzbą Bijącą. Słońce zaczęło powoli chować się za horyzont, a Mia zaniepokojonym wzrokiem wpatrywała się w wierzchołki drzew Zakazanego Lasu.
- Wszystko będzie w porządku – powiedział James, podchodząc do niej. Bawił się czymś, co trzymał w dłoni.
- Co tam masz?
James parsknął śmiechem.
- Znicz.
Mia zachichotała w odpowiedzi.
- Od kiedy jesteś Szukającym?
- Od nigdy. Zwinąłem go. Chciałem mieć pamiątkę po meczu, z którego nic nie wynieśliśmy – przyznał, wzruszając ramionami. – Jak myślisz, dlaczego zamknęli nas w zamku?
- Nie mam pojęcia. Ale naprawdę chciałabym się tego dowiedzieć. Martwię się o Remusa. Zanim Dumbledore odwołał mecz, rozmawiał z Aurorem – powiedziała swojemu bratu, marszcząc czoło. – Coś się musiało wydarzyć.
- Nie wiedziałem, że Aurorzy byli w szkole – odpowiedział cicho Jamie. – Myślisz, że może chodzić o to, o czym pisze Prorok? O te… Masakry?
- Bardzo możliwe. Hej… Czy to nie jest…? – Przekrzywiła głowę, przyglądając się samotnej sylwetce na błoniach Hogwartu. Najpierw założyła, że to był Hagrid, ale nawet z takiej odległości widziała, że ten człowiek nie miał postury półolbrzyma.
- Prawdopodobnie nauczyciele robią dodatkowy obchód – powiedział James, patrząc tam, gdzie jego siostra.
- Jamie, bierz Pelerynę! Coś tu się nie zgadza.
Pięć minut później James, Mia, Syriusz i Peter wymykali się przez dziurę za portretem Grubej Damy. James i Syriusz mieli problem, żeby we dwóch zmieścić się pod Peleryną. Peter już zmienił się w szczura i biegł po listwie przy ścianie, natomiast Mia podążała za chłopcami, rzuciwszy na siebie Zaklęcie Kameleona.
- Idźcie w kierunku drzwi wejściowych – szepnęła do chłopców, starając się na nich nie wpaść.
Na dole zdążyła złapać za Pelerynę, zatrzymując Huncwotów, ponieważ usłyszała znajome głosy.
- Zidentyfikowano ciało? – Wyszeptała profesor Sprout do profesora Kettleburna, który poruszał się, opierając o ścianę. Ona wyglądała na zmartwioną, on na zdenerwowanego.
- Nie pozostało po nim nic, co umożliwiłoby identyfikację.
- I są tego pewni? Winna jest ta sama osoba? – Dopytywała profesor Sprout.
- Tak twierdzą Aurorzy. Uważają, że wilk ukrywał się w Zakazanym Lesie przez kilka tygodni, czekając na pełnię księżyca. Czekał, żeby zaatakować Hogsmeade – odpowiedział Kettleburn.
Mii udało się powstrzymać cichy okrzyk od momentu, kiedy nauczyciele zniknęli poza zasięgiem słuchu.
- Musimy się dostać do Wierzby Bijącej – ponagliła Huncwotów i pobiegła w kierunku drzwi wyjściowych. Wiedziała, że łatwiej im będzie wymknąć się na zewnątrz niż unikać nauczycieli na zamku.
Kiedy już znaleźli się na zewnątrz, obserwowali z oddali, jak pani Pomfery prowadzi bardzo zdenerwowanego Remusa w kierunku drzewa. Mia widziała, jak Lupin wciągnął głęboko powietrze.
Odwrócił się dokładnie w ich kierunku, chociaż nie mógł ich zobaczyć, ponieważ byli niewidzialni dla ludzkich oczu. Przez chwilę tylko patrzył w ich stronę, ale pani Pomfrey szybko położyła mu dłoń na ramieniu i popchnęła przed siebie.
- Nie mamy czasu do stracenia, panie Lupin.
Skinął głową i przecisnął się w przejściu pod Wierzbą Bijącą.
Mia odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, jak Remus zniknął pod drzewem, a pani Pomfrey odwróciła się, żeby odejść.
- Nadal coś mi nie pasuje – odezwał się James.
Mia skinęła głową, cały czas w milczeniu obserwując Wierzbę Bijącą i oddalającą się pielęgniarkę.
- Czujesz to, Mia? – Zapytał podenerwowany Syriusz. – Coś nowego.
- To nie jest żaden nowy zapach – zagryzła wargi i poczuła, jak dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie. I jakby potwierdzając jej przypuszczenia, przejście pod drzewem się otworzyło i czwórka uczniów wstrzymała oddech z przerażenia.
Z przejścia wyłonił się wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, który coś za sobą ciągnął. Przez moment oświetlały go ostatnie promienie zachodzącego słońca i Mia dojrzała groźną twarz i poszarzałe przedwcześnie włosy. Nawet z oddali widziała błysk jego ostrych zębów.
Fenrir Greyback.
- Może być? – Odezwał się ktoś znajomym, wysokim głosem i zza drzewa wyszła kolejna postać. Mia ledwo powstrzymała się od krzyku, widząc ich nauczyciela Obrony przed Czarną Magią.
- Dobrze się spisałeś – odpowiedział chrapliwie Greyback.
Mia zadrżała z wściekłości na widok starszego wilkołaka. To właśnie on był odpowiedzialny za ból, który co miesiąc przeszywał Remusa. Ten wilkołak zaatakował Billa Weasley'a. Ten wilkołak złapał ją, Harry'ego, Rona i starszego Syriusza, i zawlókł ich do Rezydencji Malfoy'ów. Musiała przełknąć żółć, która pojawiła się nagle w jej ustach i zepchnąć w głąb swojego umysłu myśl, która kazała jej zaatakować i zabić Śmierciożercę. Zmusiła się, żeby pamiętać o tym, że w końcu Greyback zginie z ręki Dracona Malfoy'a.
Niestety, Greyback miał zginąć dopiero za dwadzieścia dwa lata, natomiast starszy Remus nigdy jej nie powiedział, że przeżył konfrontację z nim w Hogwarcie. Mia nie miała pojęcia, co się wydarzy.
- Przez cały rok siedziałem w szkole tylko po to, żeby wykonać jedno zadanie? – Syknął Higgs.
- Uważaj na swój ton. Jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, muszę się spieszyć – odpowiedział wilkołak, wskazując na ciemniejące niebo. – Jeśli już skończyliśmy…
Zrobił taki ruch, jakby chciał sięgnąć po coś, co leżało na ziemi, ale Higgs go powstrzymał.
- Ani słowa o naszej znajomości – zażądał Higgs. – Skończyliśmy ze sobą.
- Zwykle nie przyjmuję rozkazów od czarodziejów, ale skoro tak dobrze mi się przysłużyłeś… - Greyback zaśmiał się drwiąco. – Dobrze, dobrze. Nikt nigdy nie pozna twojej tajemnicy. Nadal wszystkim opowiadasz, że twój syn utonął?
Higgs niebezpiecznie zmruży oczy.
- Nie mam żadnego syna.
- Co za bzdura! Widziałem go podczas poprzedniej pełni. Jest częścią mojej watahy, czyli znajduje się tam, gdzie jego miejsce. Oczywiście, jest na samym końcu łańcucha pokarmowego – wilkołak oblizał drapieżnie wargi. – Ale to nie zmienia faktu, że należy do watahy.
Dłoń Higgsa, zaciśnięta wokół różdżki, pobielała.
- A ten… Brudny mieszaniec? – Spojrzał z niechęcią na ziemię. – Też jeden z twoich?
- Ten? – Greyback uśmiechnął się mrocznie i podniósł nieprzytomnego Remusa za szaty. – To jeden z moich ulubieńców.
Mia poczuła, że Syriusz chciał ruszyć do przodu, więc złapała go pod Peleryną i przytrzymała. Starła się kiedyś z Greybackiem i wiedziała, że nie mają szans przeciwko wilkołakowi, szczególnie, kiedy pomagał mu profesor Higgs. Nie w momencie, kiedy Remus był ich zakładnikiem.
Greyback poklepał nieprzytomnego Remusa po policzku.
- Mamy wspólną przeszłość. Z niecierpliwością czekałem, aż dorośnie. Rano zabiorę go do watahy, bo chcę, żeby poznał pozostałych. W przyszłym tygodniu będziemy w Wiltshire. Przekaż tę informację swojemu Czarnemu Panu, dobrze? Jeśli naprawdę jest przyjazny wilkołakom, na pewno szepnę mu o tobie dobre słowo.
- Wolałbym, żebyś udawał, że nigdy się nie spotkaliśmy, mieszańcu. Zabierz siebie i swoje potomstwo z powrotem do lasu, żeby nikt was nie widział. Niepotrzebnie ryzykujemy.
- Powiedzieć twojemu synowi, że tatuś przesyła całusy? – Śmiech Greybacka pożegnał Higgsa, który z wściekłością kierował się w stronę zamku. Wilkołak przerzucił sobie ciało nieprzytomnego Remusa przez ramię i zniknął w lesie.
- Co do kurwy? – Szepnął Syriusz, zrzucając z siebie Pelerynę. – Kurwa, ja pierdolę, co teraz zrobimy? Wiecie, kto to był?
Mia skinęła głową, widoczna, po zdjęciu z siebie Zaklęcia Kameleona.
- Greyback – odszepnęła, przerażona.
- Co my tu jeszcze robimy? – James przejął dowodzenie. – Idziemy za nim. Przecież on ma Remusa!
- Musimy podejść do tego w inny sposób, Jamie – Mia nerwowo przestępowała z nogi na nogę, próbując coś wymyślić. – Mieliśmy szczęście, że staliśmy od zawietrznej. Remus wyczuł nas tylko dlatego, że jesteśmy blisko związani. Gdyby Greyback wiedział, że wszystko słyszeliśmy, bylibyśmy martwi. Albo Remus byłby martwy.
- I w dodatku Higgs, ten dupek… - Warczał Syriusz.
James złapał Mię za ramiona i mocno nią potrząsnął.
- Mia, musimy coś zrobić, zanim Greyback zabierze Remusa poza nasz zasięg.
- Jamie, księżyc w pełni wzejdzie za kilka minut. Obaj się przemienią – próbowała wyjaśnić, ale James patrzył na nią nic nie rozumiejącym wzrokiem. – Greyback stworzył Remusa. I, co gorsza, jest samcem alfa. Nawet jeżeli wejdziemy do lasu, żeby sprowadzić Remusa z powrotem, to mimo stosowania Wywaru Tojadowego, Lunatyk podda się woli alfy.
- To zabijemy tego cholernego wilkołaka – zaproponował Black.
- Nie, nie damy rady. Na pewno nie jako ludzie, a w naszych zwierzęcych postaciach… - Zawahała się, ale musiała wyjaśnić im wszystko w sposób racjonalny. – Nawet wy dwaj macie problem, żeby okiełznać Lunatyka, a obaj macie potężne ciała jako zwierzęta. A teraz mówimy o dorosłym wilkołaku, który pogodził się ze swoją naturą. Widzieliście, jak on w ogóle wygląda? Patrzyliście na jego dłonie? Przez cały czas pozostaje między formami, jest jednocześnie człowiekiem i wilkiem, żeby masakrować ludzi i zarażać ich między pełniami księżyca. Tacy ludzie nie zmienią się w wilkołaki, ale ich rany będą trudne do uleczenia, a ich zachowanie stanie się bardziej wilcze. On tak postępuje, bo wie, że ludzie się boją wilkołaków. To dzikus do szpiku kości. Bycie samcem alfa tylko dodaje mu sił.
Peter zmienił się nagle w człowieka i z przerażeniem patrzył na Mię.
- Co w takim razie możemy zrobić?
- Co sprawia, że Greyback jest samcem alfa? – Zapytał jednocześnie James.
Na całym ciele Mii pojawiła się gęsia skórka, kiedy rozwiązanie ich problemów rozbłysło jasno w jej umyśle.
- Wataha – uśmiechnęła się.
