Od tłumaczki: Przed nami jeden z najważniejszych dla fabuły rozdziałów. To właśnie tej nocy, z 14 na 15 kwietnia 1976 roku przydarzyło się coś, co sprawiło, że możliwe były późniejsze wydarzenia, do których doszło na trzecim roku Hermiony i Harry'ego. Ale poczytacie o tym dokładniej w przemyśleniach Mii. Miłego rozdziału.
ROZDZIAŁ 49 – WATAHA
14 kwietnia 1976
Mia nie mogła uwierzyć w to, że wcześniej nie dostrzegła znaków.
„Ty też jesteś moja, wiesz? Należysz do mnie. To tak jakbym ja był alfą, a ty moją betą."
„A co z Syriuszem, Jamesem i Peterem?"
„Oni też należą do watahy."
- Tworzymy watahę – wyszeptała, nagle zdając sobie z tego sprawę. – Musimy iść. Wyjaśnię wszystko po drodze. Chyba wiem, jak możemy uratować Remusa.
Uśmiechnęła się nerwowo, stawiając pierwszy krok w kierunku Zakazanego Lasu. Syriusz i James natychmiast znaleźli się po obu jej stronach, gotowi podążyć za nią w niebezpieczeństwo, ufający jej bezwarunkowo w kwestiach związanych z lykantropią.
- Zaczekajcie! – Zawołał Peter. Jego okrągła twarz była nienaturalnie blada, a oczy szeroko otwarte. Bał się nawiązać kontakt wzrokowy z przyjaciółmi. – Ja… Ja… Ktoś powinien powiedzieć Dumbledore'owi, co się dzieje.
Wydawało się, że James zgadza się z Peterem, ale Mią już zawładnęły instynkty Animaga i wyczuwała strach, wypływający wraz z potem z każdego poru na skórze chłopaka. Usłyszała, jak Syriusz warknął niskim, niebezpiecznym tonem – prawdopodobnie wyczuwał to samo – i uniosła rękę, żeby powstrzymać go przed popełnieniem jakiegoś głupstwa.
- Peter ma trochę racji. Jeśli chce zawrócić i iść do Dumbledore'a, powinien to zrobić. Powiedz dyrektorowi, że Greyback zabrał Remusa do Zakazanego Lasu i że widziałeś ich razem z Higgsem. Ani słowa o nas. Pamiętaj, że ty też nielegalnie zmieniasz się w Animaga – groźba w jej głosie była oczywista. Gdyby Peter jakimś cudem wydał ich sekret, pociągnęłaby go za sobą bez skrupułów.
Pettigrew tylko skinął głową, zmienił się w szczura i pomknął w stronę zamku.
Mia westchnęła i odwróciła się ku swoim odważnym Gryfonom.
- Huncwot nie oznacza członka watahy – powiedziała stanowczo i szybko przeszła między przyjaciółmi, skupiona na lesie, który widziała przed sobą. Wiedziała, co trzeba zrobić, żeby ocalić Remusa, jej alfę, i odczuła ulgę, wiedząc, że Peter Pettigrew nie zostanie częścią watahy, którą właśnie mieli stworzyć.
Tam, gdzie zmierzali, nie było miejsca dla tchórzostwa.
- Mia, byłaś kiedyś w Zakazanym Lesie? – Zapytał James, podążając za nią między drzewami.
Dziewczyna szła przed siebie bez wahania, z łatwością odnajdując ukrytą ścieżkę.
- Tak jakby – skłamała.
Wielokrotnie znajdowała się w tym lesie w ciągu swojego życia. Pamiętała, że testrale trzymają się po prawej stronie miejsca, do którego zmierzała i z ulgą dostrzegła na ziemi ślady ich kopyt. Wiedziała też, że centaury żyją raczej w centrum lasu, na ogromnej polanie, podobnej do tej, na której zakończyła się ostatnia bitwa Drugiej Wojny Czarodziejów. Podobnej do tej, gdzie Harry zabił Voldemorta. Gdzie ona, Remus i Syriusz prawie zginęli.
Nie dopuszczę do tego.
- Czasami zmieniam Pokój Życzeń w Zakazany Las. Replika lasu jest idealna, za wyjątkiem tego, że Pokój Życzeń nie odwzorowuje żywych stworzeń, więc las jest pusty. Dzięki temu zwiedzałam Zakazany Las bez żadnego zagrożenia. To tam ćwiczyłam przemianę w Animaga – wyjaśniła, pomijając całkowicie fakt, że również w tej komnacie wielokrotnie uprawiała seks z Remusem.
- Kotku, niedługo wzejdzie księżyc – powiedział Syriusz. – Wyjaśnij nam swój plan zanim będziemy musieli się zmienić.
- Wilkołaki dzielą kilka podobieństw ze zwykłymi wilkami. Dlatego mogą żyć w watahach lub samotnie. Remus jest samotnym wilkiem wyłącznie ze względu na okoliczności – zaczęła, z trudem przechodząc przez zwalony pień drzewa. Przez chwilę patrzyła na brata i jego najlepszego przyjaciela, jak z łatwością przeszli nad przeszkodą dzięki swoim długim nogom, którymi obdarzyła ich natura. – Każda wataha ma swojego samca alfę, przywódcę, najsilniejszego. To on kontroluję watahę, a pośród wilkołaków funkcjonuje niepisana zasada, że potomstwo alfy nie ma możliwości, żeby walczyć przeciwko niemu. Potomstwo zwykle nie jest wystarczająco silne. Dlatego Remus musi się odwołać do swojego wewnętrznego instynktu alfy.
- Ale to właśnie Greyback zmienił Remusa, prawda? To sprawia, że Remus jest jego potomkiem. W jaki sposób jednocześnie może być samcem alfą? – Zapytał James.
- Bo Syriusz i ja uczyniliśmy go samcem alfą – odpowiedziała. –Nie zrobiliśmy tego celowo, ale to zrobiliśmy.
Syriusz złapał Mię za ramię i odwrócił w swoją stronę. Na jego twarzy wyraźnie malował się szok.
- Jak?
- To pewien rodzaj więzi. Czułam ją podczas moich medytacji, ciągnęła mnie do Remusa. Widzisz, czułam Więź Rodzinną, która ciągnęła mnie do ciebie, Jamie – kontynuowała, nie pozwalając sobie na wspominanie o Więzi Duchowej, którą czuła między sobą i Syriuszem. – Ale poza nią było coś jeszcze. Jakaś niewidzialna nić, która wabiła mnie do Wrzeszczącej Chaty podczas pełni księżyca i jednocześnie do lasu, w którym wy trenowaliście. To była niesprowokowana Więź Watahy.
Spojrzała w niebo, strząsnęła ze swojego ramienia rękę Syriusza i przyspieszyła, kierując się w stronę centrum Zakazanego Lasu. Księżyc zaczął wschodzić.
- Wiem coś o więziach. Niesprowokowana więź nic nie znaczy – powiedział Black, idąc za nią. – Ona oznacza tylko tyle, że mamy na siebie jakiś wpływ, bo żyjemy na tym samym świecie.
- Tak jest wśród czarodziejów i czarownic – zgodziła się Mia, uświadamiając sobie, jak mało Syriusz wiedział w rzeczywistości o więziach. – U wilkołaków jest inaczej. Więzi zwykle tworzą się między członkami rodzin lub małżonkami. Nie ma żadnej hierarchii, poza więzią między skrzatem domowym i jego panem. W watasze jest ustanowiona hierarchia. Jest ona niezbędna dla ich przetrwania, bo bez niej by się pozabijały.
- A jak to wszystko ma się do nas? – Dopytywał James, przeskakując nad sporej wielkości głazem. – Nie jesteśmy wilkołakami.
- Wszystkie więzi prowokuje się poprzez emocje i akcje, Jamie. Przygotowanie i prowokacja. Syriusz i ja zrobiliśmy pierwszy krok w przygotowaniu Więzi Watahy tej pierwszej nocy, którą spędziliśmy z Remusem we Wrzeszczącej Chacie.
- Poddaliśmy się – powiedział Syriusz, a na jego twarzy pojawiło się zrozumienie.
- Przetłumacz – poprosił Jamie, mrużąc niebezpiecznie oczy.
- Ja i Syriusz, w naszych animagicznych postaciach, jesteśmy zwierzętami stadnymi. Żeby pokazać Lunatykowi, że nie stanowimy dla niego zagrożenia, musieliśmy się mu poddać. Przynajmniej pasywnie: skulone uszy, podwinięty ogon – wyjaśniła. – Dopiero wtedy Lunatyk pasywnie nas oznaczył, potarł pyskiem nasze pyski i zostawił na nas swój zapach. W tym momencie ja i Syriusz zostaliśmy rozpoznani jako potencjalni kandydaci do uformowania watahy i jednocześnie ustanowiliśmy hierarchię.
- Uczyniliśmy Remusa alfą dzięki temu, że dosłownie padliśmy mu do stóp – Syriusz zaśmiał się. – A to znaczy, że… Uda nam się odciągnąć go od Greybacka przez aktywne poddanie się? To sprowokuje więź?
Skinęła głową.
- Najpierw musimy usunąć Greybacka z drogi. Lunatyk nawet nie zwróci uwagi na nas i na to, że próbujemy uformować z nim watahę, jeśli Greyback nie zostanie umniejszony w jego oczach. A to wymaga rozlewu krwi – głośno przełknęła ślinę. Oczywiście, że to wymaga rozlewu krwi. Jaki rytuał tego nie wymaga? Wróciła pamięcią do momentu, kiedy wyciągnęła Syriusza zza Zasłony, przypomniała sobie swoją zakrwawioną dłoń, złocisty blask i to nagłe przyciąganie, które poczuła. Coś ją wtedy nieubłagalnie ciągnęło do Blacka.
- No, dobrze – James skinął głową, ale wyglądał na zdenerwowanego, gdy tak podążał za siostrą w głąb Zakazanego Lasu. – Nasza trójka przeciwko szalonemu, żądnemu krwi wilkołakowi. Nie widzę problemu.
W głos Jamiego wdarła się sarkastyczna nuta.
- Co się dzieje po sprowokowaniu więzi?
- Pieczętuje się ją – odpowiedziała Mia, po czym zakłopotana przeczyściła gardło. – Ale nie będziemy tego robić.
- Dlaczego nie? Nie wzmocniłoby to więzi? – James uniósł brew.
- Tak, wzmocniłoby, ale… Ani ty, ani Syriusz nie chcielibyście pieczętować tej więzi.
- Jeśli mówimy o życiu Remusa, zrobiłbym dla niego wszystko – zaprotestował stanowczo Potter.
Syriusz zaczął się szaleńczo śmiać, ale po chwili umilkł i odkaszlnął, próbując zachować powagę.
- Rogaczu, wilkołaku pieczętują swoją więź uprawiając seks i gryząc się nawzajem.
James przystanął na moment, a jego twarz zrobiła się ogniście czerwona.
- No, dobrze. Ale Remus przeżyje, jeśli nie zapieczętujemy więzi? – Upewnił się. Syriusz tylko zachichotał i skinął głową. – Wiec zgodnie z planem…?
Słowa Pottera zostały przerwane przez głośny wrzask, dobiegający z niedaleka. Po chwili zawtórował mu kolejny. Troje Gryfonów spojrzało w górę i dostrzegło królujący na niebie księżyc w pełni, w całej swojej szkodliwej chwale. Słuchali krzyków Remusa, świadczących o ogromnym cierpieniu i Mia zadrżała. Zamknęła oczy i ukryła twarz na piersi Syriusza, który opiekuńczo otoczył ją ramionami. Remus zawsze cierpiał podczas transformacji, ale Mia nie potrafiła sobie wyobrazić, jak musiał się czuć, wiedząc, że obok niego jest Greyback.
Nie potrafiła objąć rozumem tego, jak musiał się bać.
- Musimy ich znaleźć zanim oni znajdą nas – zdecydował James. – Zmieńcie się i pozostańcie w zasięgu wzroku.
- A ty trzymaj się za nami – poinstruował go Syriusz. – Lunatyk poznaje Rogacza, ale dla Greybacka jesteś łatwą zdobyczą.
James przez moment wyglądał na święcie oburzonego, ale skinął głową, zgadzając się ze słowami przyjaciela. Odwrócił się od pozostałych, żeby zmienić postać. Jego ramiona wyciągnęły się i opadły na ziemię uzbrojone w silne kopyta. Potrząsnął gęstymi włosami i jego głowa po chwili wyglądała jak łeb dostojnego jelenia, z ogromnym porożem, zakończony ostrymi wypustkami.
Mia zachichotała na ten widok. Rzeczywiście, łatwa zdobycz.
Syriusz wziął głęboki oddech i rzucił się do przodu, transformując się podczas skoku. Wylądował na ziemi na czterech łapach. Spojrzał na nią psimi oczami i pyskiem dotknął jej dłoni, oferując jej pocieszenie.
Mia westchnęła, próbując zapanować na emocjami. Czy naprawdę minęło dopiero kilka godzin, od kiedy była na niego wściekła?
Zamknęła oczy i opadła na ziemię. Transformacja nadal sprawiała, że czuła się, jakby tonęła, jakby woda zamykała się nad nią i nie pozwalała osiągnąć powierzchni. Po chwili otworzyła oczy i jej sterczące uszy drgnęły, kiedy nasłuchiwała odgłosów lasu. Krzyki ustały, ale słyszała coś innego. Spojrzała na stojącego obok niej Łapę i zrozumiała, że też to usłyszał.
Skamlenie.
Ona i Łapa zaczęli ostrożnie posuwać się w kierunku słyszanych odgłosów, natomiast Rogacz trzymał się kilka metrów za nimi. Rozejrzała się po otoczeniu i na wierzch jej umysłu wypłynęło jedno bardzo bolesne wspomnienie.
To tutaj wszystko się wydarzyło po raz pierwszy.
Poznawała tę grupę drzew po prawej stronie, a gdy obejrzała się za siebie, doskonale widziała ścieżkę w lesie. Było tak, jakby patrzyła na nią ludzkimi oczami, ale nie wzrokiem Mii Potter. Wzrokiem Hermiony Granger.
Uciekała wtedy przez Zakazany Las, ściskając dłoń Harry'ego Pottera. Wokół jej szyi wisiał Zmieniacz Czasu, z którego niedawno skorzystali, a gonił ich wilkołak. Remus po swojej transformacji. Te same drzewa, ta sama ścieżka… Mia prawie dała się przekonać, że w oddali czeka na nich Hardodziob. Gdyby spojrzała przed siebie swoim lisim wzrokiem, była przekonana, że dostrzegłaby cypel na jeziorze, gdzie Harry walczył z Dementorami. W swoim wspomnieniu słyszała wycie Lunatyka, więc pobiegła za Łapą, polegając na swoim instynkcie, na zapachach i odgłosach, które pchały ich naprzód.
„ – Kat! Przyprowadzi Dementorów! Czas na nas, Hermiono – powiedział do niej Harry, pomagając jej wdrapać się na grzbiet hipogryfa.
Wzbili się w powietrze i lecieli zbyt wysoko, jak na jej gust. W końcu dotarli do zamku i Hermiona zobaczyła komnatę, w której uwięziony był zbiegły więzień i morderca, Syriusz Black – komnatę, do której prowadziło trzynaste okno na prawo od Zachodniej Wieży.
- Odsuń się – powiedziała do Harry'ego i wyciągnęła różdżkę. Lewą ręką mocno ściskała szatę przyjaciela. – Alohomora!
Okno odskoczyło, co zwróciło w końcu wolność Syriuszowi.
Black wspiął się na parapet i przerzucił nogę przez grzbiet hipogryfa. Rzucił wtedy Hermionie spojrzenie pełne żalu i czegoś jeszcze, czego nie potrafiła nigdzie umiejscowić. Skinęła do niego uspokajająco głową, z milczącym przyzwoleniem, żeby złapał ją w pasie na czas ucieczki. Podczas całego lotu, miała mocno zaciśnięte powieki, które podniosła dopiero w momencie, kiedy kopyta Hardodzioba dotknęły stałego podłoża.
Harry natychmiast zeskoczył z hipogryfa, natomiast Hermiona nie mogła się ruszyć, bo ramiona Syriusza cały czas ją obejmowały.
- Syriuszu, musisz uciekać. Szybko – wydyszał Harry. – Oni w każdej chwili mogą dotrzeć do biura Flitwicka. Dowiedzą się, że uciekłeś.
Nagle Syriusz puścił Hermionę.
Odwróciła się, żeby na niego spojrzeć, a on odpowiedział jej wzrokiem na krawędzi łez. Podejrzewała, że prawie płakał z wdzięczności, domyślała się, że ten niewinny człowiek, skazany za zbrodnie kogoś innego, po raz pierwszy od wielu lat spotkał się z uprzejmym potraktowaniem.
Syriusz Black posłał jej wtedy wszystkowiedzący uśmieszek.
- Mam u ciebie Dług Życia, mała czarownico."
On wiedział, pomyślała Mia, a jej oddech uwiązł w gardle, podczas gdy biegła za Łapą po Zakazanym Lesie. To wspomnienie nagle stało się wyraźniejsze od innych.
Wszystko zaczęło się tamtej nocy. Wrzeszcząca Chata. Syriusz, Remus i Peter. Pełnia księżyca i wilkołak po transformacji. Hermiona zawyła wtedy, żeby odwrócić uwagę Lunatyka od ich wcześniejszych wcieleń, a on odpowiedział na jej wezwanie. Przypomniała sobie, co sama napisała w wypracowaniu dla Snape'a: wilkołaki odpowiadają wyłącznie na wycie swojej watahy.
Remus z przyszłości miał rację: czas się zapętlił. Ona była katalizatorem dla wszystkiego, co miało się przydarzyć i już się przydarzyło. Tamtej nocy, kiedy uratowała życie Syriusza, on ją rozpoznał. Rozpoznał Mię w oczach Hermiony Granger. Tamtej nocy ona sprawiła, że był jej dłużny życie. Tej samej nocy zawyła w lesie i Lunatyk odpowiedział.
Dzisiejszej nocy miał nastąpić moment, który uczynił to wszystko możliwym. Tej nocy zostanie częścią większej całości, do której należał Remus.
Częścią watahy.
Wspomnienia uleciały z jej głowy, gdy zauważyła, że Łapa zwolnił. Odetchnęła głęboko. W lesie pomieszało się tak wiele aromatów, że początkowo nie była w stanie wyłapać właściwego. Wiedziała, że nad jej głową gniazdują młode ptaki, a w pobliżu kręci się stadko testrali. Gdzieś w oddali błąkał się samotny jednorożec, roztaczając wokół siebie słodki zapach. Na peryferiach swojego zasięgu wyczuwała Rogacza, obchodzącego ich ostrożnie. Gdyby się skoncentrowała, na pewno by go zobaczyła.
W końcu wychwyciła znajomy, ukochany zapach tuż przed sobą: świeża trawa i pergamin.
Lunatyk.
Jednocześnie do jej nozdrzy dotarło coś niepokojąco znajomego: krew i pot.
Greyback.
Zbliżyła się do Łapy, przeszła między jego ogromnymi kończynami i otarła się o jedną swoim miękkim policzkiem, sygnalizując, że była obok niego, czuła się dobrze i była gotowa. Poczuła, że się z nią zgadzał, kiedy jego gorący oddech owionął jej niewielką postać.
Lunatyk leżał na ziemi, skamląc cicho, a wzrok jego złocistych oczu utkwiony był w wysokiej sylwetce szarego wilkołaka, który stał nad nim w dominującej pozie. Greyback, zesztywniały i pokryty bliznami, górował nad Lunatykiem, który przy swoim alfie wyglądał jak przerażony szczeniak. Greyback warknął, obnażył zęby i pochylił się nad Lunatykiem, próbując zmusić go do okazania poddaństwa – siłą starał się odchylił łeb młodszego wilka i obnażyć gardło.
Lunatyk jednak protestował i Mia wiedziała, że to jeden z efektów Wywaru Tojadowego. Świadomość Remusa była blisko powierzchni i Mia wiedziała, że chłopak walczył, mimo że Lunatyk chciał się bezwarunkowo poddać swojemu alfie. Warknął cicho, kiedy Greyback znowu go popchnął. Starszy wilk natychmiast ukarał swojego potomka za nieposłuszeństwo i wgryzł się w jego bok.
Oczy Mii rozszerzyły się i lis ruszył przed siebie, chcąc zaatakować, ale Łapa zdążył zacisnąć zęby na jej karku i powstrzymał ją od ślepego ruszania do bitwy.
Otoczył ją zapach krwi Remusa i zrobiło się jej niedobrze. Zaczęła myśleć o każdym poranku po pełni księżyca, który spędziła z chłopakiem. Przypomniała sobie, jak trzymała w ramionach płaczącego jedenastolatka. Przypomniała sobie, jak trzydziesto-ośmioletni mężczyzna próbował powstrzymać płacz, żeby jej nie przerazić. Widziała wystarczająco dużo krwi Remusa. Za dużo.
Ponownie odetchnęła, żeby się uspokoić i lekko uderzyła głową w łapę Syriusza, żeby dać mu znać, że nadszedł czas.
Łapa powoli wyszedł z krzaków, z każdym krokiem zbliżał się do dwóch wilkołaków. Na początku starał się iść bezgłośnie, ale nie miał to sensu – pies był zbyt duży, żeby nie przyciągnąć uwagi Greybacka, nawet gdyby stary wilkołak nie wyczuł go wcześniej nosem.
Greyback odwrócił się i stanął przed Łapą, warcząc groźnie, ale Syriusz się nie cofnął.
Mia spojrzała na Lunatyka, który z kolei nie spuszczał wzroku z Łapy i oddychał szybko, płytko. Uspokój się, kochanie, pomyślała.
Greyback warknął ostrzegawczo.
Łapa to zignorował, rozpędził się, skoczył i zatopił kły w karku wilkołaka.
Greyback odpowiedział ciosem i po chwili dwa drapieżniki walczyły o dominację. Jeden próbował zmusił drugiego do poddania się.
Mia skorzystała z okazji i podbiegła do Lunatyka. Spojrzała mu prosto w oczy, ale on się wycofał. Jego wzrok przeskakiwał od jej niewielkiej postaci do Greybacka, milcząco prosząc, żeby uciekała, żeby ratowała siebie i Syriusza. Nie był w stanie im pomóc.
Usłyszała głośny jęk i odwróciła się, przerażona, żeby zobaczyć, jak Greyback zrzuca z siebie Łapę i ciska nim o najbliższe drzewo. Psie cielsko osunęło się na ziemię, a z jego zranionej łapy trysnęła krew. Ogarnęła ją furia i mały lis rzucił się do przodu. Mia wylądowała na plecach starszego wilkołaka, wbiła pazury i zęby w jego skórę, a jej dusza zaśpiewała, kiedy poczuła w ustach smak miedzi. Greyback zawył z bólu i zaczął się szamotać, próbując zrzucić ją ze swoich pleców. Jego ruchy były zbyt gwałtowne i Mia spadła prosto pod nogi Greybacka, który warknął na nią i obnażył kły.
Chciała uciec, ale wtedy poczuła, że była ranna. Nie zdążyłaby się oddalić na czas. Odsłoniła własne zęby, zdecydowana, żeby nie ujawniać przed wilkołakiem swojego strachu, szczególnie teraz, kiedy była w niebezpieczeństwie.
Jej opór tylko go rozwścieczył – albo podekscytował, nie potrafiła powiedzieć.
Powarkiwania Greybacka nagle zostały zagłuszone przez tętent kopyt i na polanę galopem wkroczył Rogacz, szarżujący do przodu z pochyloną głową. Rzeczywiście, łatwa zdobycz. Greyback nie miał czasu, żeby odpowiednio zareagować i w jednej chwili ostre poroże wbiło się między jego żebra, przebiło skórę na karku i powaliło go na ziemię. Rogacz jednak nie skończył – zaparł się i potrząsnął łbem, rozdzierając futro i skórę wilkołaka. Po chwili zrzucił go na ziemię, odwrócił się do niego tyłem i wierzgnął tylnymi kopytami, zadając cios w otwartą ranę.
Krew zalała polanę. Greyback zawył z bólu i frustracji, kiedy nie mógł się podnieść.
Niespodziewane warknięcie zagłuszyło wszystkie inne odgłosy na polanie i trójka Animagów obejrzała się za siebie. Lunatyk właśnie podniósł się z ziemi i trzymał pysk wysoko, jakby zapach krwi Greybacka poruszył w jego świadomości coś pierwotnego.
Mia dokuśtykała do Łapy, który spokojnie wylizywał swoją ranę. Oboje patrzyli uważnie, jak Lunatyk podszedł do Greybacka i powąchał jego drżące ciało.
Starszy wilkołak próbował warknąć na swojego potomka, ale Lunatyk odwarknął, pewny siebie, zwycięski. Jego złote oczy zalśniły w mroku.
Mia chwyciła zębami zdrową łapę Syriusza i dała mu znak, żeby podążał za nią. Przyjęła bardzo niską pozycję i podczołgała się pod nogi jasnego wilkołaka, który natychmiast na nią spojrzał. Leżała najniżej, jak mogła, z uszami przy głowie i podkulonym ogonem. Lunatyk patrzył na nią z zadowoleniem.
Łapa bardzo dokładnie kopiował jej ruchy.
Zgodnie z ich poleceniem, Rogacz odszedł kilka kroków do tyłu, ale jego wzrok nie opuszczał sylwetki Greybacka.
Lunatyk postąpił krok do przodu, a wtedy Mia i Syriusz jednocześnie obrócili głowy, dobrowolnie obnażając przed wilkołakiem swoje gardła. W tym momencie Remus wydawał się im dużo większy, niż leżący na ziemi Greyback.
Pochylił pysk nad Mią, powąchał ją i opuścił rozwarte szczęki na jej kark. Nie zacisnął ich, tylko okazał swoją dominację. Pokazał, że gdyby chciał, mógłby ją zabić.
Nie poruszyła się, nie przechyliła głowy, nawet wtedy, kiedy Lunatyk odsunął się od niej i powtórzył to samo z Łapą.
Po chwili Lunatyk odstąpił od nich, odwrócił się i spojrzał na Greybacka, który prychając na swojego potomka, odsuwał się od niego, krok po kroku. Złociste oczy starszego wilkołaka prawie jarzyły się czerwienią z wściekłości, ale Mia widziała w spojrzeniu Greybacka strach.
Lunatyk zawył i w czwórkę patrzyli, jak Greyback ucieka do lasu. W momencie, kiedy niebezpieczeństwo minęło, wilk, lis, jeleń i pies zostali otuleni srebrnym blaskiem.
Mia pomyślała o więzi, jaka nawiązała się między nią i Syriuszem. Przez krew i poświęcenie, przypomniała sobie w momencie, kiedy magia wybuchła między nimi.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
15 kwietnia 1976
Promienie słońca przenikały przez gęstą kurtynę liści. Mia otworzyła oczy i zdała sobie sprawę, że gdzieś w środku nocy zmieniła się z powrotem w człowieka. Nie pamiętała zasypiania, więc domyśliła się, że formowanie Więzi Watahy spowodowało, że stracili przytomność. Zamrugała, bo światło ją oślepiło i chciała usiąść, ale nie mogła się podnieść bo coś jednocześnie pchało i ciągnęło ją w dół.
Spojrzała w dół i zobaczyła Syriusza, śpiącego spokojnie na jej kolanach, obejmującego jej talię, z gęstwiną czarnych włosów przykrywającą jego twarz. Odwróciła głowę za siebie i uśmiechnęła się na widok Remusa, który przerzucił rękę nad jej ramionami i znowu sprawił, że czuła się komfortowo i bezpiecznie. Odetchnęła z ulgą i przytuliła mocniej do śpiącego Remusa, jednocześnie zatapiając dłoń we włosach Syriusza. Zauważyła, że ten nawyk działał bardziej uspokajająco na nią, niż na niego.
- Widzę, że ci wygodnie – głos Jamesa zabrzmiał jak wystrzał w ciszy lasu.
Jeszcze raz się odwróciła i spojrzała na swojego brata, który uśmiechał się do niej drwiąco. Jego włosy sterczały na wszystkie strony, a okulary były nieco przekrzywione.
- To prawda – przyznała.
James zachichotał.
- Przypominają mi się czasy, kiedy byliśmy dziećmi.
Odpowiedziała smutnym uśmiechem.
- Tak. Tęsknię za tamtymi czasami.
- Ja też – Jamie skinął głową i westchnął. – Głównie dlatego, że wtedy nie wydawało mi się dziwne, że moja siostra leży przytulona do dwóch moich najlepszych kumpli. Gdzie się podziały te stare, dobre dni, kiedy Lunatyk nie leżał nagi za moją siostrą, a Łapa nie miał porannej erekcji.
- Co?! – Mia podskoczyła i przypadkowo uderzyła w czoło Syriusza.
- Auć! Co się, kurwa, dzieje? – Black podskoczył, przykładając dłoń do czoła.
James zaczął się śmiać.
Mia zakryła dłońmi usta i stłumiła okrzyk.
- Syriuszu! Przepraszam! – Wydęła usta, widząc, jak chłopak wykrzywił się z bólu, po czym się nad nim pochyliła i pocałowała w czubek głowy. – Nic ci nie jest?
- Nigdy nie czułem się lepiej! Walczyłem z wilkołakiem, zostałem ranny – jęknął. Usiadł i pokazał długą ranę na swojej dłoni. – Nawiązałem Więź z moimi najlepszymi przyjaciółmi i obudziłem się, bo laska mnie uderzyła. Normalny poranek.
Syknął, kiedy oślepiło go słońce i przesłonił oczy dłonią.
- A co u ciebie, Rogaczu?
- Obudziłem się z krwią we włosach – przyznał James. – Poza tym wszystko w porządku.
- Z krwią we włosach? – Zapytała Mia.
- No, tak. Wiesz, od… - Przyłożył dłonie do głowy i zasymulował atak porożem. – Od epickiego pogromu wilkołaka. Nie sądzę, żebym mógł powiedzieć o tym Evans?
Zachichotał, a na pierwszy plan wysunęła się jego pewność siebie. Mia nie była tym zachwycona.
- Uważam, że zachowałem się bardzo bohatersko.
- Rzeczywiście, jesteś bohaterem, Jamie – przyznała Mia i wybuchła śmiechem, kiedy wyraz samouwielbienia na twarzy jej brata został zastąpiony przez szczere zadowolenie.
Syriusz zaśmiał się pod nosem.
- Oczywiście! Rycerz Rogacz!
James odpowiedział identycznym uśmiechem.
- Łapa Lwie Serce!
- I Lisica Ryzykantka! – Syriusz odwrócił się do Mii i wyszczerzył zęby.
Dziewczyna posłała mu chłodne spojrzenie.
- Przestań nazywać mnie lisicą. Nie lubię tego.
- Mia Wspaniała! – Dodał James.
- Nie chcę wam przerywać – wymamrotał Remus. Twarz zasłaniał ręką, skulił się za Mią, nadal nagi. – Ale mam pytanie: czy ktoś mógłby mi transmutować jakieś spodnie?
