Od tłumaczki: Słowo na niedzielę. Zmiany, zmiany, zmiany. Wszystkie katalizuje obecność Mii. Rozdział mocno rozciągnięty w czasie, ale naładowany bardzo ważnymi dla fabuły sytuacjami. Mia w końcu zaczyna rozumieć, co znaczyły słowa z listu Remusa. Przed nami kilka poważnych rozdziałów, żeby w końcu pośmiać się przy dwóch kolejnych – ja sama powstrzymuję śmiech podczas tłumaczenia. Miłego i do zobaczenia w przyszły weekend.
ROZDZIAŁ 50 – KATALIZATOR
8 czerwca 1976
Peterowi udało się zrobić to, co obiecał: poinformował Dumbledore'a o pojawieniu się Greybacka i zdradzie Higgsa.
Z tego powodu trójka Huncwotów i Mia – aktualnie wataha pod dowództwem Remusa jako samca alfa – wracając z lasu, napotkała na swojej drodze grupę Aurorów i nauczycieli, szukających młodego Lupina z wyciągniętymi różdżkami. Zanim ktokolwiek mógł ich zauważyć, Mia, James i Syriusz ukryli się pod Peleryną Niewidką i zniknęli w gąszczu drzew, zostawiając Remusa na pastwę dorosłych.
Remus wyjaśnił Dumbledore'owi i Aurorom, co się wydarzyło, nie zdradzając się przy tym słowem, że jego przyjaciele byli w to zamieszani. Greyback oszołomił go w przejściu pod Wierzbą Bijącą, ale wcześniej Remus zdążył podsłuchać rozmowę wilkołaka i Higgsa. Było to, oczywiście, kłamstwem, jako że Remus był nieprzytomny na długo przed pojawieniem się nauczyciela. Dopiero Mia, James i Syriusz wtajemniczyli go w szczegóły dotyczące jego porwania.
Remus też przyznał, że niewiele pamiętał z tego, co nastąpiło później. Wiedział, że doszło do transformacji w wilkołaka pod księżycem w pełni i wiedział, że obudził się w centrum Zakazanego Lasu tego ranka. Zauważył na trawie krew Greybacka i założył, że musieli ze sobą walczyć w środku nocy, szczególnie, że Remus sam był ranny.
Aurorzy byli nieprzyjemni i podejrzliwi – zważywszy na to, że Remus kłamał, mieli do tego pełne prawo – jednak ich brak zaufania miał większy związek z samą lykantropią, niż z umiejętnością Remusa do fabrykowania historyjek.
Chłopak został odeskortowany do gabinetu Dumbledore'a, gdzie Aurorzy przez dwie godziny kontynuowali przesłuchanie, posuwając się nawet do stwierdzenia, że Remus musi być w zmowie z Greybackiem, biorąc pod uwagę ich szczególne połączenie. Z tego powodu oskarżyli Lupina o asystowanie Greybackowi w morderstwach popełnionych w pobliskich wioskach.
W tym momencie Dumbledore miał dość i kazał sprowadzić Petera, który złożył stosowne oświadczenie. Wrażenie na Aurorach zrobiła dopiero informacja o synu profesora Higgsa, który zaginął w dziwnych okolicznościach ponad dwa lata wcześniej.
W końcu pozwolono Remusowi udać się do Skrzydła Szpitalnego. Nie, żeby było mu to potrzebne – rana, którą zadał mu Greyback zdążyła się sama zagoić dzięki jego zdolnościom regeneracyjnym. Została po niej kolejna blizna do kolekcji.
Z kolei Syriusz z dumą nosił swoją bliznę, po ranie, którą Greyback zadał mu w ramię. Na szczęście, ze względu na zwierzęcą postać Syriusza w momencie zadawania rany, nie było szans, żeby chłopak został zainfekowany lykantropią. Gdyby nie to, że mówiąc prawdę Syriusz musiałby zdradzić zbyt wiele sekretów, cała szkoła już by wiedziała w jaki sposób Black nabawił się tej blizny. Jednak ze względu na dobro przyjaciół, stwierdził tylko, że podrapał go kot Filcha.
Po tej długiej nocy, Mia przez jakiś czas leczyła zwichniętą kostkę, którą uszkodziła w momencie, kiedy Greyback zrzucił ją ze swojego grzbietu. Z kolei James z dumą oświadczył, że jako jedyny wyszedł z tego starcia bez szwanku.
Syriusz do końca miesiąca wołał za Jamesem „Rycerz Rogacz", co spowodowało, że ego chłopaka rozdęło się do niesamowitych rozmiarów.
Wygrana w Pucharze Quidditcha nie polepszyła sytuacji.
Nadszedł czerwiec i przebywanie w pobliżu Jamesa stało się torturą. Swoim przyjaciołom ciągle opowiadał w jaki sposób pokonał Greybacka, natomiast pozostałym uczniom chwalił się swoimi umiejętnościami latania na miotle. Kiedy nic nie mówił, bawił się Zniczem, który ukradł miesiąc wcześniej – z czasem wyrył w nim inicjały Lily – udowadniając, że gdyby znudziła mu się gra na pozycji Ścigającego, byłby fantastycznym Szukającym.
Mia skoncentrowała się na egzaminach, przez co nie miała czasu na doprowadzenie do porządku swojego aroganckiego brata.
Zaowocowało to tym, że przeszła przez wszystkie egzaminy jak burza, co zdecydowanie różniło się od jej poprzedniego podejścia, kiedy spędzała długie tygodnie przygotowując się do nich i doprowadzając na skraj załamania nerwowego. Pewność siebie dał jej fakt, że w swojej oryginalnej linii czasowej zdobyła jedenaście S.U.M.ów. Z tego powodu poprosiła, żeby pozwolono jej przystąpić do egzaminów z przedmiotów, w których nie uczestniczyła. Była to bardzo niezwykła prośba, ale McGonagall pociągnęła za kilka sznurków (głównie z ciekawości) i Mia dostała szansę, żeby pobić swój własny rekord.
Ostatnim S.U. był egzamin z Obrony przed Czarną Magią. Po aresztowaniu profesora Higgsa, uwikłanego w próbę porwania Remusa, lekcje dla piątego i siódmego roku zostały przejęte przez profesor McGonagall i profesora Flitwicka. Pozostali uczniowie zostali zwolnieni z zajęć i egzaminów.
Wszyscy uczniowie piątego roku pojawili się w Wielkiej Sali, żeby przystąpić do egzaminu i Mia roześmiała się głośno, kiedy zobaczyła, że profesor Flitwick rozsadza Huncwotów.
Syriusz siedział kilka krzeseł za Jamesem, zaś Remus ulokował się dwa miejsca na prawo od Blacka. Peter utknął gdzieś na końcu Wielkiej Sali, pomiędzy bliźniętami Carrow, którzy ciągle coś do niego szeptali. Z kolei Mia siedziała między Lily i Mary, za sobą mając Alice i Franka. I patrząc na egzamin, który właśnie się przed nią pojawił, doszła do wniosku, że stworzenie Grupy Doradczej było niesamowicie dobrym pomysłem.
Skończyła pisać w rekordowo krótkim czasie i uśmiechając się pod nosem, rozejrzała się po komnacie. Spostrzegła, że każdy członek GD – poza Peterem, który nerwowo gryzł paznokcie i przebierał stopami pod krzesłem – też już skończył. W kącie zauważyła Snape'a, którego dłoń śmigała nad pergaminem. Długie, tłuste włosy zasłaniały jego twarz.
- Zostało pięć minut! – Zawołał profesor Flitwick.
Mia wywróciła oczami, patrząc na brata, który niebezpiecznie bujał się na swoim krześle. Ziewnął głośno i przeczesał palcami włosy, sprawiając, że wyglądały gorzej niż kiedykolwiek. Odwrócił się i nawiązał kontakt wzrokowy z Syriuszem, który, również bujając się na swoim krześle, uniósł w górę oba kciuki.
Mia zaśmiała się cichutko, zastanawiając się, jak zareagowaliby chłopcy, gdyby z daleka złamała nóżki ich krzeseł. Zmarszczyła brwi na widok zdenerwowanego Remusa, który – chociaż już dawno skończył pisać – nadal przyglądał się uważnie swoim odpowiedziom. Przywołała go cichym „Pst" i uniosła brew, posyłając mu pytające spojrzenie. Lupin tylko odpowiedział uśmiechem i z pokonanym westchnieniem odłożył pióro.
Nie wierzę, że Remus Lupin nie zdał swoich egzaminów z najwyższymi ocenami.
- Proszę odłożyć pióra – zaskrzeczał profesor Flitwick. – Pan również, panie Stebbins! Proszę pozostać na swoich miejscach, a ja zbiorę wasze egzaminy. Accio!
Nagle wszystkie rolki pergaminu poderwały się w górę i poszybowały w kierunku wyciągniętych ramion nauczyciela, który przewrócił się pod ich ciężarem. Kilka osób zaśmiało się.
Mia i Lily westchnęły i jednocześnie się podniosły, żeby pomóc nauczycielowi stanąć pewnie na nogach.
- Dziękuję bardzo – profesor Flitwick zachłysnął się własnym oddechem. – Dobrze, szanowni państwo, jesteście wolni!
- Jak myślicie, jak wam poszło? – Mary zapytała Mię, Lily i Alice, która właśnie do nich dołączyła, kierując się nad jezioro. Wszystkie dotykały się ramionami i Mia zaśmiała się, wyobrażając sobie, jak to musi wyglądać z daleka.
- Jeśli nie dostanę za to Wybitnego, zacznę wrzeszczeć – przyznała, pamiętając, jak źle się czuła, kiedy w swojej poprzedniej linii czasowej dostała tylko Powyżej Oczekiwań.
- Ja też. Mam nadzieję, że byliśmy dobrze przygotowani – odpowiedziała zmartwiona Lily, bawiąc się guzikiem swojej szaty poplamionymi atramentem palcami. – Wiecie, w związku z aresztowaniem profesora Higgsa…
- Na pewno poszło ci bardzo dobrze, Lily – Mia spojrzała przed siebie i zobaczyła brata bawiącego się swoim Zniczem, roześmianych Remusa i Syriusza oraz Petera, z nosem w książce, sprawdzającego swoje odpowiedzi. – Idę usiąść z chłopcami.
Chciała odłączyć się od dziewcząt i skierować razem ze swoją watahą i Peterem w stronę ogromnego buku, rosnącego nad samym jeziorem.
- O, nie, nie pozwalamy – zaprotestowała Mary, łapiąc mocniej ramię przyjaciółki. – Do tej pory byłyśmy miłe, bo wiemy, że wariujesz podczas powtarzania materiału i nie chciałyśmy, żebyś nas przypadkiem przeklęła, ale czekałyśmy na to miesiącami i w końcu egzaminy się zakończyły. Dlatego teraz usiądziesz z nami i dokładnie nam opowiesz, co stało się między tobą, Remusem i Syriuszem po przyjęciu urodzinowym Remusa.
Mia natychmiast się zaczerwieniła i rzuciła tęskne spojrzenie w kierunku komfortowej strefy, jaką tworzyli dla niej chłopcy, których nie interesowały plotki.
- Nie wiem, o czym mówisz, Mary. Wiedziałaś przecież, że Remus i ja chodziliśmy ze sobą przez rok.
- Czy całowałaś się z Syriuszem, kiedy byłaś dziewczyną Remusa? – Zapytała Alice. – Dlatego był na ciebie zły?
- Remus był zły? Skąd wiesz? – Odpowiedziała pytaniem Mia.
- Kiedy ja i Frank obudziliśmy się w Pokoju Życzeń, okazało się, że wszyscy już wyszli – wyjaśniła Alice, zdejmując z szyi szalik i transmutując go w sporej wielkości koc. – Wobec tego wróciliśmy do Pokoju Wspólnego i zastaliśmy tam Remusa, krążącego przed kominkiem. Wyglądał na wściekłego, a gdy nas zobaczył, zapytał, czy widzieliśmy ciebie albo Syriusza.
Mia tylko jęknęła.
- Nic takiego się nie stało, zapewniam.
- Nie sądzę – wymamrotała pod nosem Lily.
- Masz coś do dodania, panno Evans? – Mia uniosła elegancko brew i posłała przyjaciółce uśmieszek.
- Jak tylko wróciłaś do naszego dormitorium, przypomniałam sobie, że zostawiłam w Pokoju Wspólnym wypracowanie na Zaklęcia – odpowiedziała Lily, a jej policzki zaróżowiły się. Przygryzła wargę i nerwowym ruchem założyła kosmyk włosów za ucho. – Usłyszałam, jak Remus i Syriusz rozmawiali.
Mia zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- O czym?
- Słyszałam tylko fragmenty. Syriusz powiedział Remusowi, że wszystko rozumie i go przeprosił – Lily wywróciła oczami. – Co samo w sobie było dziwne, bo nie spodziewałam się, że Syriusz Black zna słowo „przepraszam".
Wszystkie Gryfonki zaśmiały się, słysząc to stwierdzenie.
Mia tylko potrząsnęła głową.
- Syriusz czasami potrafi zaskakiwać. Jeśli damy mu szansę, może stać się naprawdę dobrym…
- Impendimenta!
Dziewczyny odwróciły głowy i ich uwagę przykuł zbierający się tłumek. Mia lekko otworzyła usta, kiedy jej wzrok padł na Jamesa, który stał w centrum zgromadzenia i uśmiechał się szeroko do Lily.
- O, nie – wymamrotała i szybko wstała z ziemi. – Jamie…
- Co się dzieje? – Zapytała Lily.
- Lily, proszę, zostań tutaj. Ja to załatwię – Mia chciała zaoszczędzić przyjaciółce sceny, która w pewien sposób miała zaważyć na całej ich przyszłości.
Nic nie zmieni tego, co ma być. Słowa starszego Remusa rozbrzmiały w jej głowie, ale nie zwracając na nie uwagi, parła naprzód. Warknęła z frustracji, kiedy tłum uczniów zgęstniał, odcinając ją od tego, co działo się w centrum: Jamesa trzymającego pod różdżką Snape'a.
- Chłoszczyść – powiedział zimnym tonem Potter.
- Zostaw go w spokoju – wrzasnęła Lily, przepychając się przed Mią.
Snape leżał na trawie, krztusząc się mydlinami. Syriusz i James jednocześnie okręcili się na piętach, żeby niewinnym wzrokiem spojrzeć na Gryfonkę. Mia zamknęła oczy. Nie chciała na to patrzeć.
- Dobrze się czujesz, Evans? – Zapytał James, a jego ton zmienił się diametralnie. Teraz był głębszy, przyjemniejszy. Dojrzalszy.
- Masz go zostawić – powtórzyła Lily, patrząc na chłopaka z całą niechęcią, jaką do niego odczuwała. – Co on ci w ogóle zrobił?
Syriusz prychnął głośno i spojrzał na Snape'a z obrzydzeniem.
- No cóż… - Zaczął James powoli i spojrzał na Blacka, jakby szukał potwierdzenia dla słów, które chciał wypowiedzieć. Jednak Syriusz potrząsnął przecząco głową, nakazując przyjacielowi, żeby nie zdradzał prawdziwego powodu, dla którego zaatakowali Ślizgona. – Chodzi raczej o sam fakt jego istnienia, jeśli wiesz, co mam na myśli.
Mia spojrzała na Remusa, który siedział na trawie, zaabsorbowany książką, której wcale nie czytał. Zmrużyła oczy i przyklękła przed nim.
- Rusz się! – Strzeliła palcami przed jego nosem. – Prefekcie!
Remus tylko bardziej zasłonił się książką i westchnął z wyczerpania, a Mia potrząsnęła głową, niesamowicie sfrustrowana. Od momentu, kiedy Remus nieomal zabił Snape'a, chłopak trzymał się od Ślizgona z daleka. Doprowadziło to do tego, że nikt nie był w stanie zapanować nad Jamesem i Syriuszem, kiedy o niego chodziło.
- Trzymam się od tego z daleka, Mia – wymamrotał, zmieniając nieco pozycję, jakby było mu niewygodnie.
- „Do triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili" – zacytowała Mia.
To w końcu wymusiło reakcję na Remusie, chociaż chłopak niechętnie się jej tłumaczył.
- Mia, Snape próbował ich dorwać przez ostatnie kilka tygodni. Próbowałem ich powstrzymać kilkukrotnie, ale nie mogę przez cały czas pilnować Jamesa i Syriusza. Szczególnie, że oni mszczą się za zaczepki Ślizgonów dotyczące mojej odmienności, albo nazywania ciebie… - Urwał, skrzywił się i opuścił wzrok. Nie pozwolił sobie ponownie spojrzeć jej w oczy.
- Nazywania mnie jak? Snape coś o mnie powiedział?
- Nie, to Carrow. Alecto nazwała cię dziwką – przyznał po chwili. – Snape zaczął się śmiać. James wszystko słyszał. To dlatego James i Syriusz w zeszłym tygodniu mieli szlaban. Złapano ich, kiedy na boisku rzucali klątwy na bliźnięta Carrow. Teraz dorwali Snape'a.
- Wasza czwórka zachowuje się jak dzieci. Sama się tym zajmę – chciała się wyprostować, ale przeszkodziło jej nagłe poruszenie. Usłyszała, jak Syriusz coś krzyczy i zobaczyła dwa rozbłyski żółtego światła. Ludzie zaczęli wrzeszczeć i Mia poczuła, jak Remus materializuje się u jej boku, chcąc się dowiedzieć, co się stało.
Mia patrzyła, jak jej brat trzymał Snape'a w powietrzu, wykorzystując przeciwko niemu jego własne zaklęcie. Zamrugała oczami na myśl, że to z jej różdżki chłopcy nauczyli się tego zaklęcia. Przez chwilę zawładnęło nią poczucie winy, ale zobaczyła, że policzek Jamesa znaczy czerwona pręga, z której krew kapie na jego szaty. I poczucie winy znikło w mgnieniu oka.
- Ty zasmarkany sukinsynu… - Ruszyła przed siebie, a jej kroki napędzał gniew.
Nienawidziła tego, że James i Syriusz znęcali się nad innym uczniem. Nienawidziła tej części swojej osobowości, która traktowała Snape'a identycznie. Ale jednak Snape odwdzięczał się dokładnie tym samym i zdecydowanie częściej niż oni zaczepiał ich i doprowadzał do bójek. Mii nie pomagało, że znając los Jamiego, była wobec niego bardzo opiekuńcza. W dodatku był bardzo podobny do Harry'ego, a ochrona Harry'ego Pottera stała się dla niej naturalna.
Sięgnęła po różdżkę i rzuciła walczącym mordercze spojrzenie, ale zanim mogła ponownie ruszyć przed siebie, poczuła, jak dwie silne ręce zacisnęły się na jej ramionach i pociągnęły do tyłu.
- Postaw go na ziemię! – Wrzasnęła Lily.
- Nie ma sprawy – odpowiedział James i machnął różdżką.
Snape poleciał na trawę, głową w dół. Gdy w końcu wyplątał się ze swoich szat i wstał, trzymając w dłoni różdżkę wycelowaną w Jamesa, powaliło do zaklęcie Syriusza.
- Petrificus totalus!
Zesztywniałe ciało Ślizgona przewróciło się na ziemię.
- Zostawcie go w spokoju! – Powtórzyła Lily. Wyciągnęła przed siebie swoją różdżkę, na którą James i Syriusz spojrzeli z zaniepokojeniem.
- Evans, naprawdę nie chcę cię przekląć – zagroził James, chociaż wszyscy doskonale wiedzieli, że nigdy nie podniósłby różdżki przeciwko Lily. Na dowód miał mnóstwo blizn po jej zaklęciach, przed którymi się nie bronił.
- Puść mnie, Remusie – warknęła Mia, szamocząc się w jego ramionach.
- Nie pozwolę ci stanąć między Jamesem i Lily, kiedy oboje mają wyciągnięte różdżki – zaprotestował Lupin.
- Uwolnij go – krzyknęła Lily.
James westchnął głęboko, odwrócił się w kierunku Snape'a i wymamrotał przeciwzaklęcie.
- Proszę bardzo – powiedział, przyglądając się, jak Snape próbuje odzyskać równowagę. – Masz szczęście, że Evans tu była, Smarkerusie…
- Nie potrzebuję żadnej pomocy od takiej szlamy, jak ona!
Na błoniach zapadła przerażająca cisza.
Mia bladła.
- Lily… - Wyszeptała, patrząc, jak przyjaciółka wbija wzrok w odpychającą, chłodną twarz Snape'a.
Mia – nie, Hermiona – była nazywana szlamą tak wiele razy, że straciła rachubę, ale kiedy teraz patrzyła na scenę rozgrywającą się między Lily i Severusem, zaczęła się zastanawiać, jak bardzo by bolało, gdyby zamiast Dracona tym określeniem nazwali ją Harry albo Ron. Była pewna, że gdyby użyli go Remus albo Syriusz, złamałoby to jej serce na tyle różnych sposobów, że prawdopodobnie by go nie złożyła. To była niezaprzeczalna zdrada, dokonana w ogniu walki i gniewu.
- Natychmiast przeproś Evans! – Ryknął James, ponownie celując różdżką w Snape'a, jednak tym razem Gryfon był naprawdę wściekły.
- Nie chcę, żebyś go zmuszał do jakichkolwiek przeprosin – wrzasnęła Lily, podchodząc do Pottera. – Jesteś tak samo wredny, jak on!
- Co? – W głosie Jamesa pojawiło się niedowierzanie. – Ja nigdy bym cię tak nie nazwał.
- Mary, zabierz stąd Lily. Zabierz ją gdzieś daleko! – Zażądała Mia.
Mary tylko skinęła głową, ale jej uwaga skupiona była na Ślizgonie, którego obserwowała spod przymkniętych powiek.
Wszyscy rozumieli rzucanie na siebie klątw na korytarzach zamku. Wszyscy rozumieli wyzywanie się nawzajem, wyśmiewanie swoich Domów i sprawianie problemów na boisku do Quidditcha. Ale była linia, której nikt nie śmiał przekroczyć: nikt nigdy nie nazwał Lily Evans szlamą w obecności pozostałych Gryfonów.
- Ciągle przeczesujesz włosy, bo myślisz, że wyglądają wtedy dobrze, jakbyś właśnie zsiadł z miotły… Zabawiasz się swoim głupim Zniczem, który ukradłeś… - Lily z każdym słowem zbliżała się do Jamesa, który z kolei wyglądał na przerażonego. – Przemierzasz korytarze i rzucasz zaklęcia na każdego, na kogo masz ochotę… I jeszcze uważasz, że masz do tego prawo. Jestem zdumiona, że jesteś w stanie oderwać się na miotle od ziemi, biorąc pod uwagę rozmiar twojego ego! Niedobrze mi się robi, kiedy na ciebie patrzę!
- Chodźmy, Lily – Mary złapała przyjaciółkę za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę zamku.
Mia uważnie się przyglądała odchodzącym Gryfonkom i mogła przysiąc, że Lily powstrzymywała łzy. Odwróciła się do chłopców i posłała im mrożące krew w żyłach spojrzenie – zarówno Huncwotom, jak i Snape'owi.
- Co z nią? – Zapytał James, próbując tym pytaniem zbyć zachowanie Lily, jakby go mało obeszło, ale Mia widziała, że jej słowa go zraniły i wpędziły w poczucie winy. Chociaż, znając Jamiego, Mia domyślała się, że nie wiedział, dlaczego powinien się czuć winny.
- Czytaj pomiędzy wierszami. Ona chciała ci powiedzieć, że jesteś zadufany w sobie, stary – odpowiedział lekko Syriusz. Ponownie rozbłysło żółte światło i Snape jeszcze raz znalazł się w powietrzu, wisząc do góry nogami.
- Liberacorpus!
Snape opadł na ziemię.
James i Syriusz odwrócili się jednocześnie i spojrzeli ponad ramieniem Mii na Remusa, który tylko wzruszył ramionami.
- Jak mogłeś? – Warknęła Mia, potrząsając z niedowierzaniem głową, wpatrzona w brata i jego najlepszego przyjaciela.
- Słyszałaś, jak nazwał Evans? – Odpowiedział tym samym tonem Jamie.
- Jesteś Gryfonem! – Uderzyła go mocno w potylicę. – Zachowuj się jak Gryfon.
- Nikt nie prosił cię o zdanie… - Zaczął Snape, patrząc na Mię z niechęcią.
Natychmiast się do niego odwróciła, czując jak jej oczy przez moment stały się bursztynowe. Skierowała różdżkę w stronę Ślizgona.
- Ty! Groziłeś moim przyjaciołom, nazwałeś Lily szlamą i sprawiłeś, że mój brat krwawi. Wracaj do zamku, Snape, zanim nie zdecyduję się na mały rewanż.
- Liczę, że kiedyś spróbujesz – syknął, po czym wstał i odszedł w kierunku grupy Ślizgonów, która obserwowała całą scenę z rozbawionymi minami. Mia domyślała się, że byli zadowoleni z tego, że Snape w tak publiczny sposób stracił swoją przyjaciółkę, urodzoną w rodzinie Mugoli.
- Mam was oficjalnie dość – Mia odłożyła różdżkę i zawiedziona potrząsnęła głową. – Myślałam, że to, co wydarzyło się w marcu pozwoliło wam spojrzeć na życie z innej perspektywy. Widocznie się pomyliłam.
- Mia, daj spokój. Owszem, nie chcę, żeby ten tłustowłosy dupek zginął, ale to nie znaczy, że będę się z nim przyjaźnił – odparował James. – Byłem dla niego łagodny. Wiesz, co powiedział o Remusie? Sama byś mu odpłaciła, gdybyś to słyszała! W dodatku śmiał się, gdy…
- Gdy Carrow nazwała mnie dziwką? – Domyśliła się Mia.
James i Syriusz od razu spojrzeli na Remusa, doskonale wiedząc, że to on powiedział Mii, co się stało.
- Nikt nie będzie w ten sposób mówił o mojej siostrze – warknął James.
- Nie musisz mnie chronić! – Wrzasnęła.
Te słowa sprawiły, że James, Syriusz i Remus zaczęli protestować. Widocznie źle dobrała słowa, które coś w chłopcach poruszyły.
- Jamie, na Merlina, dorośnij! – Krzyknęła. – Pielęgnujesz w sobie urazę do jedenastoletniego chłopca, który popchnął twoją siostrę. Jesteś moim bratem i kocham cię, ale czasami zgadzam się z Lily. Jesteś niesamowicie arogancki i zapatrzony w siebie.
- Mia… - Remus wyciągnął do niej dłoń, ale się odsunęła.
- Ty miałeś być ich głosem rozsądku. Ty powinieneś najlepiej rozumieć, dlaczego nie powinni się znęcać nad innymi – machnęła dłonią przed twarzami Jamesa i Syriusza. – Powinieneś być mądrzejszy.
- Hej! – Krzyknął obrażony Syriusz.
Słysząc jego głos, Mia odwróciła się, żeby na niego spojrzeć.
- Kto dzisiaj zaczął, Syriuszu? – Zapytała wprost. James i Remus uciekli spojrzeniami, ale Black wytrzymał jej wzrok. – Podobno miałeś być lepszym człowiekiem!
- Jestem lepszym człowiekiem! Na pewno lepszym od niego! – Wrzasnął Syriusz, wskazując kierunek, w którym odszedł Snape.
- Jeśli naprawdę chcesz poznać człowieka, przyjrzyj się uważnie, jak traktuje swoich podwładnych, a nie równych sobie – powiedziała ze smutkiem i odwróciła się od nich ze łzami w oczach.
Remus natychmiast podążył za nią.
- Kto to powiedział?
- Dobry człowiek, którego kiedyś znałam – szepnęła Mia, a oczami duszy zobaczyła starszego Syriusza.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
16 czerwca 1976
Frank Longbottom był bardzo szczęśliwym człowiekiem.
Po sytuacji, która miała miejsce nad jeziorem, Frank stał się jedynym chłopcem z ich rocznika, z którym rozmawiały dziewczęta. To niestety oznaczało, że gdy Huncwotom nie udało się dotrzeć z przeprosinami do Mii i Lily, Frank został wysłany jako negocjator. Oczywiście, nie przyniosło to żadnego skutku, a doprowadziło do tego, że kiedy próbował po raz czwarty przekazać Mii wiadomość, Alice musiała ją błagać, żeby dziewczyna nie skrzywdziła w żaden sposób jej chłopaka. Nie zabijaj posłańca i tak dalej.
Gdy zostawiła Huncwotów nad jeziorem, Mia skierowała się do Pokoju Życzeń i poprosiła zamek o stworzenie czegoś, które doskonale znała. Z wielkimi szczegółami opisała miejsce, w którym chciała się znaleźć i nagle ściany zaczęły zmieniać kolor i teksturę, podłoga zmieniła się z drewnianej w marmurową i znikąd zaczęły się pojawiać drogie meble. Gdy z sufitu wyłonił się ogromny, kryształowy żyrandol, Mia z zadowoleniem stwierdziła, że stoi w miejscu bardzo podobnym do Rezydencji Malfoy'ów.
Stworzyła sobie miejsce, którego nienawidziła najbardziej na świecie.
Stworzyła je, bo desperacko potrzebowała coś zniszczyć.
Przez prawie trzy godziny Mia rzucała klątwy, niszczyła, tłukła i paliła wszystko, co znajdowało się w jej zasięgu. Większą winą obarczała Voldemorta i jego Śmierciożerców, niż Huncwotów. Wiedziała, że James i Syriusz nadal zachowują się jak aroganckie bachory, ale domyślała się również, że Snape zaczął się zabawiać z czarną magią. I mimo że wcześniej James nie sprawiał jej żadnych problemów, wiedziała, że czarna magia jest dla niego nieprzekraczalną granicą. Wiedziała, że James wyrośnie na dobrego człowieka, że wstąpi do Zakonu Feniksa i będzie zwalczał mrocznych czarodziejów. Podejrzewała, że właśnie w tym momencie był przekonany, że to robi.
A robił to w sposób niesamowicie głupi i niedojrzały, w sposób, którego nie akceptowała. Ale to robił.
Chciała być wściekła na Syriusza, który powinien był wiedzieć lepiej, powinien był zareagować, ale mimo że się starała obudzić w sobie wściekłość, nie potrafiła się gniewać na niego. Znała Syriusza od lat. Pamiętała go, starszego i zniszczonego życiem, siedzącego przy stole kuchennym w rezydencji przy Grimmauld, rzucającego w stronę profesora Snape'a gorzkie epitety. Snape zawsze go do tego prowokował i odpowiadał identycznym tonem. Zawiść między nimi była zbyt głęboko zakorzeniona.
Niczego nie mogła zmienić.
Nawet, gdy próbowała, okazywało się, że rozniecała na nowo płomień rywalizacji między nimi.
Każda podjęta przez nią decyzja albo zapoczątkowała serię wydarzeń, do których próbowała nie dopuścić, albo była paliwem dla przyszłości, która rozwijała się swoim torem przed jej oczami. Sama jej obecność na Ulicy Pokątnej przed pięcioma laty była przyczyną otwartej wrogości między Severusem Snapem i Jamesem Potterem. Ten sam moment sprawił, że w ich życiu pojawił się Syriusz Black. Jej miłość do Remusa i jej źle ukierunkowana uprzejmość dla Petera były podstawą dla powstania Huncwotów. Jej potrzeba chronienia swoich przyjaciół postawiła ją na wojennej ścieżce ze Snapem. Ona skorzystała z jego zaklęcia na jego oczach i to sprawiło, że ją atakował. Z jej powodu Huncwoci teraz się na nim mścili. To doprowadziło do momentu, kiedy Severus zerwał kontakt z Lily, jedyną osobą, która potencjalnie mogła nie dopuścić do jego upadku w ciemność. Teraz jego dołączenie w szeregi Śmierciożerców stało się faktem. Snape dołączy do Voldemorta, podsłucha przepowiednię i nieświadomie doprowadzi do śmierci Jamesa i Lily.
Mia była katalizatorem dla tego wszystkiego.
Wróciła do Pokoju Wspólnego pokryta potem, łzami i krwią. Chłopcy natychmiast do niej doskoczyli.
- Mia, co się stało? – Ryknął James. – Wszystko w porządku? Kto ci to zrobił?
- Sama sobie to zrobiłam – wymamrotała. – Idę spać.
- Nie! Mia, co się dzieje? – Syriusz patrzył szeroko otwartymi oczami na jej pocięte dłonie. Zraniła się, gdy zdecydowała się zniszczyć żyrandol.
- Nauczcie się Oklumencji – doradziła. – Wszyscy.
Nie powiedziała nic więcej, tylko skierowała się do dormitorium dziewcząt, gdzie zastała płaczącą Lily. Ten widok złamał jej serce, bo doskonale wiedziała, że przed innymi Lily próbowała być silna, ale jak każdy inny człowiek, miała swoje słabości. Mia skorzystała z kilku zaklęć niewerbalnych, żeby doprowadzić się do normalnego stanu – przyznała po chwili przed sobą, że powinna była to zrobić zanim wróciła do Wieży – i usiadła na skraju łóżka przyjaciółki, po czym przygarnęła ją do siebie w silnym uścisku.
Siedziały tak przez godzinę. Lily płakała nad straconym przyjacielem z dzieciństwa, a Mia żałowała, że nie udało jej się nie dopuścić do wojny, która miała się niedługo rozpocząć.
- Lily? – Zawołała od drzwi Mary. – Lily, przepraszam, ale… Snape czeka przed portretem. Gruba Dama jest wściekła, bo powiedział, że się nie ruszy, dopóki z nim nie porozmawiasz. Powiedział, że będzie spał na korytarzu, jeśli do niego nie wyjdziesz.
- Powiedz mu, żeby się odwalił – warknęła Mia.
Lily tylko westchnęła.
- Nie. Wszystko w porządku. Pójdę do niego sama i powiem mu, żeby spadał.
- Lily, tak mi przykro. Z powodu wszystkiego.
- Nie mogłaś nic zmienić, Mia – Lily wzruszyła ramionami, posłała przyjaciółce smutny uśmiech i wyszła razem z Mary z dormitorium, zamykając za sobą drzwi.
Mia skinęła głową.
- Wiem – powiedziała cicho do siebie.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
26 czerwca 1976
Resztę miesiąca Mia spędziła ze swoimi przyjaciółkami, co było dla niej bardzo dziwne – w obu liniach czasowych – ale chłopcy nie dali jej innego wyboru. Szesnaście lat. Wszyscy skończyli już szesnaście lat i Mia zastanawiała się, czy tego lata Severus Snape przypadkiem nie przyjmie Mrocznego Znaku.
W pociągu siedziała w przedziale razem z Lily, Alice i Mary. Wychodząc na peron, przepełniło ją poczucie grozy, gdy zauważyła Walburgę i Oriona Blacków, patrzących z niechęcią na czerwoną lokomotywę. W ciągu ostatnich pięciu lat rodzice Syriusza ani razu nie pofatygowali się, żeby na niego czekać po powrocie ze szkoły. Zwykle Syriusz zabierał się z nimi do Dworu Potterów, a stamtąd podróżował Siecią Fiuu do swojego domu wyłącznie wtedy, kiedy musiał. Na Regulusa czekali kilka razy, ale zwykle przysyłali po niego skrzata domowego.
- Syriuszu? – Odezwała się do niego po raz pierwszy od kilku tygodni. – Syriuszu, twoi rodzice są na peronie.
- Co? – Rozejrzał się i gdy jego wzrok natrafił na spojrzenie Walburgi, przełknął głośno ślinę.
- Syriuszu, nie idź z nimi – błagała. – Chodź z nami.
Pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek.
- Wszystko będzie dobrze, kotku. Zobaczę ciebie i Rogacza za kilka dni – obiecał, uroczo się do niej uśmiechając. Jego szare oczy zabłysły w promieniach słońca, wpadających na peron przez wysokie okna.
Skinęła do niego głową i ze strachem obserwowała, jak odszedł w ich kierunku.
- Teraz z nami rozmawiasz? – Zapytał James, wysiadając razem z Remusem z pociągu.
Mia obróciła się na pięcie i mocno objęła brata.
- Wiesz, że stać cię na więcej, niż znęcanie się nad słabszymi – wyszeptała mu do ucha. Spojrzała nad jego ramieniem i zauważyła, że Remus też ją usłyszał. Opuścił na ziemię wzrok pełen wstydu. Westchnęła i puściła Jamesa, który próbował ukryć fakt, że jej słowa wprawiły go w zakłopotanie.
- Odwiedź nas niedługo we dworze – powiedziała do Remusa, po czym pocałowała go w policzek i objęła mocno w pasie. Chłopak tylko skinął głową i mocno ją przytulił.
Poczuła, że coś wisi w powietrzu. Pomyślała, że oni też to poczuli.
Zmiana.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
3 lipca 1976
Minął prawie tydzień, a Syriusz nadal nie dawał znaku życia.
James próbował wysłać do niego sowę i skorzystać z Sieci Fiu, Mia wysłała do niego wiadomość przez ich zaczarowany Galeon, ale do tej pory ich przyjaciel nie odpowiedział na żadną próbę kontaktu. Charlus i Dorea zwrócili uwagę na nerwowe zachowanie swoich dzieci i obiecali, że skontaktują się z kilkoma osobami, które mogą im powiedzieć, co się stało z dziedzicem Blacków. Charlus początkowo nie wierzył, że stało się coś złego, ale gdy Mia wspomniała, że Walburga osobiście odebrała Syriusza z peronu, oczy Dorei zwęziły się w szparki, jakby dostrzegła niebezpieczeństwo. Odezwała się do kilku znajomych, zarówno z Ministerstwa Magii, jak i z kręgów bardziej elitarnych i dowiedziała się, że od tygodnia nie widziano żadnego członka rodu Blacków.
- Spróbujcie się przespać, kochani – Dorea ucałowała każde ze swoich dzieci. – Powinniśmy niedługo wrócić.
Ostatni raz spojrzała w lustro, żeby ocenić swój wygląd.
Bardzo rzadko się zdarzało, że Potterowie wychodzili wieczorem z domu podczas wakacji, kiedy Mia i James byli na miejscu, ale w tym wypadku dużo wcześniej zaplanowali kolację z przyjaciółmi. Mia była jednak przekonana, że chodziło o spotkanie Zakonu Feniksa i gdyby tego wieczoru była w Hogwarcie, okazałoby się, że zarówno Dumbledore, jak i McGonagall są nieobecni.
- Bądźcie ostrożni – powiedział James, marszcząc brwi. Poprzedniej nocy zaatakowano aptekę, której właścicielem był znany czarodziej urodzony w mugolskiej rodzinie. Zamordowano trzech znanych „zdrajców krwi", zraniono kilku innych i jak dotąd nikogo nie aresztowano. James był zmartwiony, że jego rodzice chcą po takiej nocy opuścić bezpieczny dwór.
- Nie wychodźcie z domu – nakazał Charlus, po czym razem z Dorea weszli do kominka i zniknęli w wirze zielonych płomieni.
Kilka godzin później Mia podniosła się z fotela, na którym siedziała skulona, z książką w ręku. Nie chciała iść spać, wolała zaczekać na swoich rodziców i spróbować wyciągnąć od nich jakieś informacje o „kolacji", w której uczestniczyli z przyjaciółmi. Jednak fotel w pewnym momencie zrobił się zbyt wygodny i gdy Mia zaczęła przysypiać, zdecydowała się podążyć w ślady Jamesa i iść do łóżka.
Odłożyła książkę na półkę i skierowała swoje kroki ku schodom. Nie dotarła nawet do trzeciego schodka, gdy cały salon rozjarzył się błękitnym światłem.
Mia szybko się odwróciła, instynktownie wyciągnęła różdżkę i powoli weszła do salonu, z zaklęciem ogłuszającym na czubku języka. W komnacie było ciemno, bo zgasiła wszystkie lampy przed pójściem do swojej sypialni, więc przygotowując się na atak, szepnęła „Lumos".
Nikt nie zaatakował. Z kolei jej wzrok przykuła ciemna sylwetka człowieka leżącego na podłodze. Jej wyostrzone zmysły wyczuły krew.
Dużo krwi.
Jej serce stanęło na moment, gdy zrozumiała, czym był ten błękitny blask, który rozjarzył salon.
Awaryjny świstoklik.
Jedyny awaryjny świstoklik, który kiedykolwiek połączyła z zaklęciami ochronnymi dworu dała…
- Syriusz!
