Od tłumaczki: Dość trudny rozdział przed nami. Dużo bólu, cierpienia i szalonego, złamanego Syriusza. Nie będę nic więcej mówić, rozdział mówi sam za siebie. Widzimy się za tydzień.

ROZDZIAŁ 51 – PERSKIE DYWANY

3 lipca 1976

Krzyk Mii odbił się od ścian dworu.

- JAMIE!

Upadła na kolana przy ciele Syriusza i jej skóra pokryła się zimnym potem, kiedy zauważyła, że jego szaty są przesiąknięte krwią. Lewa ręka ciasno przylegała do klatki piersiowej, ukryta częściowo pod płaszczem, natomiast dłoń prawej ręki tak mocno zaciskała się na łańcuchu, który wisiał na jego szyi, że straciła wszystkie kolory. Nie poruszył się, ale kiedy położyła lekko dłonie na jego policzkach, zadrżał i jego wszystkie mięśnie się spięły.

Załkała, gdy zdała sobie sprawę z tego, czego musiał doświadczyć: ktoś go torturował klątwą Cruciatus. Dotknęła go nieco mocniej, wiedząc z doświadczenia, że po takich torturach lekki dotyk bolał najbardziej. Skurcze, które były następstwem klątwy przysparzały ofierze czasami więcej cierpienia, niż samo zaklęcie. Jeśli jednak mięśnie były silnie masowane i uciskane, skurcze można było wytrzymać.

Mia przełknęła łzy i obróciła jego głowę tak, aby mogła spojrzeć mu w oczy.

- Syriuszu, spójrz na mnie, kochany. Otwórz oczy, proszę. Syriuszu, proszę, spójrz na mnie.

- Cześć, piękna – wymamrotał, w końcu podnosząc powieki.

- JAMIE! – Wrzasnęła znowu. – TILLY!

Skrzatka pojawiła się w mgnieniu oka.

- Młody panicz Black? Panienko, on potrzebuje uzdrowiciela. Tak, natychmiast!

W tym momencie do komnaty wbiegł James z wyciągniętą różdżką i jego wzrok natychmiast padł na sylwetkę Syriusza.

- Łapa! – Wrzasnął i upadł na kolana, obok przyjaciela. – Co się z nim stało?

- Zabieramy go do Szpitala Świętego Munga – nalegała Tilly. – Tilly go aportuje.

- Nie zostawię go samego – oświadczyła Mia, potrząsając głową. Ten ruch sprawił, że łzy zamgliły jej wzrok. – Skorzystamy z Sieci Fiu. Jamie, bierz proszek. Tilly, znajdź mamę i tatę. Powiedz im, co się stało.

James podbiegł do kominka, żeby nabrać pełną garść proszku Fiu dokładnie w momencie, kiedy Tilly zniknęła im z oczu.

- Mia? Co się stało?

Syriusz jęknął, kiedy dziewczyna złapała go za ramiona.

- Wszystko w porządku?

Mia wytarła dłonią łzy. James stanął ponownie u boku przyjaciela. Jego oczy też były wilgotne i tylko panika powstrzymywała go przed totalnym załamaniem się.

- Co się stało, Łapo? – Zapytał.

Syriusz nie odpowiedział. Jego głowa osunęła się na bok i pobladła niesamowicie szybko.

- Później nam powie. Czas najwyższy zabrać go do szpitala – James skinął głową siostrze i razem z nią podniósł ciało przyjaciela.

- Mia… - Wyszeptał Syriusz.

Spojrzała na jego twarz, kierując się razem z bratem w stronę kominka. Jej warga zadrżała, kiedy zobaczyła krew kapiącą na kamienną podłogę. Zmusiła się do skupienia uwagi na chłopaku, ujęła jego twarz w dłonie i pomyślała, że chciałaby całować go tak długo, aż zniknie ból. Gdyby mogła przejąć jego cierpienie na siebie, chętnie by to uczyniła.

- Tak, kochanie?

- Czy teraz jestem dobrym człowiekiem? – Wyszeptał z niespotykaną w jego głosie desperacją.

Zapłakała ponownie, słysząc jego słowa. Mocno go złapała, a James wrzasnął „Szpital Świętego Munga" i cała trójka zniknęła w zielonych płomieniach.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- GDZIE ON JEST?!

Mia pozwoliła, żeby jej instynkt Animaga przejął kontrolę, szczególnie w momencie, kiedy w jej żyłach krążyła adrenalina, a jej myślami rządził strach. Dzięki temu nawet poprzez osłony, które stworzyła, poprzez harmider szpitalnego życia, usłyszała głośny wrzask jej matki, dobiegający z głównego holu szpitala. Jej słowa, jakby magicznie wzmocnione, poniosły się po ścianach i szybach wind, docierając aż na dach, skąd wystartowały przerażone gołębie.

Pokój, w którym leżał Syriusz był wyposażony w wysokie okna, więc Mia bez problemu zauważyła, jak podwójne drzwi otworzyły się z hukiem i na oddział wmaszerowała wściekła Dorea, usuwając ze swojej drogi przeszkody bez użycia różdżki.

Jedną taką przeszkodą była na pewno młoda, przerażona dziewczyna, która szła obok Charlusa.

- Nie może pani tak po prostu tutaj wchodzić. Musi się pani wpisać do księgi odwiedzin.

Charlus zamrugał oczami, zmieszany, natomiast Dorea odwróciła się do dziewczyny.

- Mogę tu wchodzić i tu wejdę. A jeśli myślisz, mała, durna dziewczynko, że mnie powstrzymasz, proponuję spróbować. Moja cierpliwość ma swoje granice.

Dziewczyna prawie wybuchła płaczem.

Mia warknęła, gdy zobaczyła, jak w stronę jej rodziców idzie znajomy uzdrowiciel.

- Co jest? – Wymamrotał James.

- Cicho – odpowiedziała Mia i przekrzywiła głowę, żeby lepiej słyszeć, co się działo po drugiej stronie.

- Co się tu dzieje? Mam wezwać Aurorów? – Zapytał uzdrowiciel, sięgając po różdżkę.

- Przepraszam za zamieszanie – odpowiedział Charlus. – Chcemy zobaczyć…

- Naszego syna! Nasza skrzatka domowa poinformowała nas, że został tu przyjęty po tym… - Dorea urwała i z trudem przełknęła ślinę. – Po tym, jak go torturowano.

- Jesteście, państwo, rodzicami Syriusza Blacka?

- Tak – odpowiedziała bez wahania Dorea. – Gdzie są moje dzieci?

Uzdrowiciel podniósł dłonie w geście poddania. Westchnął, widząc, że Dorea się uspokoiła i przeczesał palcami włosy.

- Nazywam się Gerald Wainscott. Kieruję tym oddziałem. Proszę ze mną – odwrócił się i zaprowadził Potterów do pokoju przylegającego do tego, w którym leżał Syriusz.

Mia przeszła na drugą stronę komnaty i przyłożyła dłoń do ściany. Wymamrotała zaklęcie, które rozszerzyło jej osłony na drugi pokój i skupiła się na słuchaniu, o czym rozmawiano po drugiej stronie.

- Wiem, że państwo nie są rodzicami chłopca, ale… Pozostała dwójka jest wasza?

- Tak – potwierdził Charlus. – Ale Syriusz…

- Bardzo mi przykro, ale nie mogę podać państwu żadnych informacji o stanie zdrowia pana Blacka. I skoro mamy to już ustalone, potrzebujemy państwa pomocy – uzdrowiciel odkaszlnął. – Państwa dzieci przyprowadzili pana Blacka jakieś pół godziny temu. Uzdrowiciele zabrali go do komnaty obok i chcieli zająć się jego obrażeniami, ale kiedy próbowali wyprosić z pokoju państwa dzieci… Zrobiło się nieprzyjemnie.

Mia prychnęła. Ten człowiek próbował ją zmusić, żeby odeszła od łóżka Syriusza. Jeśli spróbuje zrobić to ponownie, dopiero wtedy poczuje, jak nieprzyjemna potrafi być.

- Proszę nas do nich zabrać – zażądał Charlus.

Mia usłyszała kroki i odsunęła się od ściany. Czuła, jak magia obronna ślizga się po jej skórze jak zbroja. Obserwowała swoich rodziców, którzy właśnie podeszli do osób zgromadzonych po drugiej stronie drzwi. Gdy poprzednio ich liczyła, było tam pięcioro uzdrowicieli, dwójka Aurorów i jeden czarodziej w brązowych szatach, który mógł być Łamaczem Klątw.

Wainscott zwrócił się ponownie do Potterów.

- Gdy moi ludzie próbowali wygonić z tej komnaty państwa dzieci, zostali zaatakowani.

Charlus niebezpiecznie zmrużył oczy.

- Ktoś zaatakował nasze dzieci?

Wainscott potrząsnął głową i wypuścił z sykiem powietrze.

- Nie, panie Potter. Pańskie dzieci zaatakowały moich ludzi.

Charlus osłupiał. Dorea uśmiechnęła się z dumą.

- Następnie państwa córka osłoniła komnatę, mówiąc, że nikt nie odsunie jej od pana Blacka. Musieliśmy wezwać Łamacza Klątw, żeby przełamać jej zaklęcie – wskazał dłonią czarodzieja w brązowych szatach, który z rosnącą frustracją patrzył na drzwi zablokowanego pokoju. Popełnił błąd, patrząc przez okno w oczy Mii, która tylko obnażyła zęby i warknęła na niego.

Dorea z łatwością prześlizgnęła się między mężczyznami, stanęła przed oknem i nawiązała kontakt wzrokowy z córką.

Nagle magia obronna Mii cofnęła się i dziewczyna odwróciła się do Syriusza, przy którego łóżku siedział James. Zignorowała rozmowy, które toczyły się za drzwiami i ponownie zajęła się rannym Blackiem. Nie chciała patrzeć na twarz matki. Wiedziała doskonale, jak oni wszyscy wyglądają, umazani krwią Syriusza.

Syriusz leżał na łóżku. Jego goła klatka piersiowa była czysta, tylko odznaczały się na niej fioletowe sińce i głębokie nacięcia, na które Mia aplikowała wywar z dyptamu. Syriusz drżał z bólu i jego mięśnie spinały się co chwilę.

James chwycił przyjaciela za rękę i odwrócił wzrok, nie mogąc patrzeć na poczynania siostry. Mia rękawem szaty otarła łzy i kontynuowała leczenie głębokich ran na karku i szyi Blacka.

- Musimy wejść do tego pokoju – powiedział Wainscott do Potterów.

- Moje dzieci stamtąd nie wyjdą – odpowiedziała Dorea.

- Tylko rodzina może…

- Jesteśmy jego rodziną – zapewnił Charlus, a w jego głosie zaczął pobrzmiewać ukryty temperament. – Ten chłopiec jest dla nas jak syn. Wprowadzimy was do jego pokoju, ale w międzyczasie proszę posłać kogoś do kominka i skontaktować się przez Sieć Fiu z Alphardem Blackiem.

Nie czekając na odpowiedź Wainscotta, Charlus dodał po chwili jeszcze kilka słów.

- I nic nie ma się stać naszym dzieciom. Nie chciały was skrzywdzić. Są po prostu przerażone.

Mia założyła, że Aurorzy i uzdrowiciele skinęli głowami na zgodę. Nie podniosła jednak wzroku znad ciała Syriusza, żeby się upewnić. Odwróciła się dopiero, gdy jej ojciec cicho ją zawołał.

- Mia, kochanie, zdejmij osłony.

Mia i James spojrzeli w kierunku, z którego pochodził głos.

James rozluźnił się nieco, widząc rodziców, ale Mia przez cały czas zachowywała się tak, jakby się spodziewała ataku. Była taka cząstka, gdzieś w głębi jej świadomości, która nie potrafiła odróżnić zapachu krwi Syriusza od zapachu własnej krwi, rozlanej przez Bellatrix Lestrange w Dworze Malfoy'ów. Mocno ścisnęła różdżkę, próbując wyczytać coś, cokolwiek, z twarzy swoich rodziców. Jej ojciec był spokojny, chociaż zobaczyła w jego oczach surowość, która nie pomogła załagodzić jej gniewu.

Dopiero jej matka, która położyła płasko dłoń na szybie, nawiązała z nią kontakt wzrokowy i uśmiechnęła się do niej smutno, dotarła do niej. Ten uśmiech ją złamał. Jednym ruchem różdżki opuściła osłony i odblokowała drzwi.

Gdy uzdrowiciele wparowali do pokoju przed ich rodzicami, Mia zauważyła subtelną zmianę w Jamesie. Wyglądało to tak, jakby jego wewnętrzny Animag przejął nad nim kontrolę. Sama czuła, że jej oczy zmieniły barwę na bursztynową, kiedy ogarnęła spojrzeniem obcych ludzi. Dwójka nastolatków uniosła różdżki. Mia stanęła między Syriuszem i uzdrowicielami.

- Mia – zawołał do niej Charlus, przepychając się między uzdrowicielami. – Oni chcą tylko pomóc. Spisałaś się cudownie.

Powoli sięgnął do niej rękoma, zaczekał, aż opuściła różdżkę i przyciągnął ją do siebie.

Dorea z kolei zamknęła w uścisku Jamesa.

Charlus pocałował ją w czubek głowy, co sprawiło, że zalała się łzami.

- Spisałaś się cudownie, córeczko.

- Co się stało? – Zapytała Dorea, obserwując uważnie uzdrowicieli poruszających się przy łóżku Syriusza. Kilku mamrotało z uznaniem o zdolnościach Mii, ale jeden z niepokojem przyglądał się jego lewemu ramieniu, podczas gdy drugi machał różdżką nad całym jego ciałem.

Mia spojrzała na matkę przez łzy.

- Próbowali go zmusić do przyjęcia Mrocznego Znaku.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Trwało to już wiele godzin, ale Syriusz się nie złamał.

Od momentu, kiedy zobaczył swoich rodziców na stacji King's Cross, wiedział, że coś było nie tak. Jego przyjaciele też się tego domyślali, a on trzymał się kurczowo pamięci o ich twarzach, kiedy jego obolałe ciało raz za razem uderzało o podłogę. Spojrzał w dół i zauważył krople krwi – pochodzące prawdopodobnie z zadanej mu przed chwilą rany głowy – spadające na drewno, którym wyłożony był salon w rezydencji jego rodziców. Świadomie przechylił głowę tak, aby krew kapała na dwustuletni perski dywan, ulubioną ozdobę jego matki.

Czysta krew. Prychnął na samą myśl. Czysta krew przelana w jego własnym domu.

- Obiecałeś mi, że będzie gotowy, Orionie – chłodny głos odezwał się z kąta komnaty.

Syriusz nie widział jego twarzy, podobnie, jak nie widział twarzy gości, którzy odwiedzili jego rodziców. Widział tylko członków swojej rodziny.

Przybył do domu tydzień temu i natychmiast został zamknięty w swojej sypialni. Na początku nie było to dla niego problemem, ale później zrozumiał, że nie dostanie żadnego jedzenia. Wzywał skrzaty domowe, ale na jego wezwania odpowiadał wyłącznie Stworek, poinstruowany, żeby dawać Syriuszowi tylko wodę. Gdy nadszedł koniec tygodnia, młody Black, pozbawiony pożywienia i kontaktu ze światem, ledwo trzymał się na nogach.

Chcieli, żeby był słaby i załamany.

Ale Syriusz nie pozwolił się złamać.

W pewnym momencie Walburga przyszła do jego sypialni i nakazała mu wziąć prysznic i ubrać swoje najlepsze szaty. Nie był w stanie z nią walczyć, szczególnie, że zagroziła, że jeśli sam tego nie zrobi, skrzaty domowe zrobią to za niego. Wobec tego usłuchał.

Sprowadzono go do salonu, gdzie powitał go krąg zamaskowanych postaci. Jego oczy rozszerzyły się, gdy zrozumiał, na kogo patrzył: Śmierciożercy. Spod maski jednego z nich wystawały długie, jasne włosy i Syriusz domyślił się, że ma przed sobą Lucjusza Malfoy'a. Rzucił się do przodu, ale przechwyciła go jego kuzynka, Bellatrix, chętna do zadania krewniakowi bólu. Jej klątwa uderzyła w jego ciało, raniąc je, przecinając skórę, sprawiając, że zakrwawił swoje piękne szaty. Chciała go jeszcze bardziej osłabić. Złożyć w ofierze swojemu panu.

- Jest gotowy, mój panie – zaprotestował Orion, pochylając głowę. – Ma szesnaście lat, tak, jak prosiłeś.

- O nic nie prosiłem. Wymagam, żeby oni wszyscy mieli co najmniej szesnaście lat, ale muszą przyjść do mnie dobrowolnie. Muszą chcieć poświęcić dla mnie życie. Nie mogę rzucać w nieskończoność Imperiusa na każdego mojego żołnierza.

- Może trzeba mu trochę pomóc, mój panie? – Wyszeptała Bellatrix, wpatrując się z admiracją w zakapturzoną postać. Syriuszowi zrobiło się niedobrze, ale miał pusty żołądek i nie miał czym wymiotować. Odwrócił głowę akurat w momencie, kiedy mężczyzna skinął głową i oczy Bellatrix zalśniły z zachwytu.

Rozpoczęły się tortury.

Jego ciało wypełnił ból, jakiego nigdy nie doświadczył. Ogień tańczył na zakończeniach nerwów, noże wbijały się głęboko w mięśnie, przytrzymując go na ziemi i jednocześnie miotając nim po podłodze. Wrzeszczał, gdy cierpienie brało w posiadanie jego ciało.

Ale się nie złamał.

Pod krzykami, które wydawało z siebie jego umęczone ciało, Syriusz zamknął oczy i skoncentrował się tak mocno, jak nigdy. James, Remus, Peter, Mia. Latanie wysoko nad boiskiem do Quidditcha, gdy wiatr rozwiewał mu włosy. Zdobycie Pucharu Quidditcha. Ukrywanie się w tajnych przejściach przed Filchem i jego głupim kotem. Robienie żartów ze Ślizgonów. Wymykanie się do Hogsmeade. Whisky. Dyniowe ciasteczka. Czekoladowe żaby. Święta u Potterów. Noce z watahą we Wrzeszczącej Chacie. Rogacz, Lunatyk, Glizdogon… Mia.

Mia.

- Nigdy! – Wrzasnął Syriusz, gdy poczuł, że działanie klątwy się skończyło. Spróbował wstać i utrzymać się w pionie na chybotliwych nogach. Wściekła Bellatrix uderzyła go w głowę i ponownie posłała na podłogę, gdzie Syriusz znowu zaczął krwawić na ulubiony perski dywan Walburgi.

- Czy chłopiec coś kocha? – Zapytał nieznajomy. – Może rodzinę? Czy dołączy do nas, jeśli im zagrożę?

Syriusz oddychał głęboko, boleśnie. Zlizał ze swoich ust krew, po czym splunął na dywan.

- Nie… Dołączę do… Ciebie… Nawet gdybyś… Pozwolił mi… Ich… Zabić.

- Zabijcie brata.

- Nie! – Wrzasnęła Walburga i padła mężczyźnie do stóp. – Mój panie, błagam cię. Zabij tego zdrajcę.

Wskazała głową krwawiące, zmaltretowane ciało Syriusza.

- Mój Regulus jest dobrym chłopcem, czystym i szlachetnie urodzonym, dokładnie tak, jak wymagasz. Nawet w tak młodym wieku, chętnie ci się podda i przyjmie twój znak.

- Naprawdę?

Walburga skłoniła głowę.

- Pójdę po niego, mój panie.

- Nie ma takiej potrzeby – mężczyzna potrząsnął głową. – Przyprowadź go do mnie, gdy skończy szesnaście lat. W międzyczasie, zastanówmy się, co zrobić z twoim upartym dziedzicem?

- Złamać go.

Słysząc głos Lucjusza Malfoy'a, Syriusz zawarczał. Poczuł, że jego ciało zesztywniało. Nie był to skutek zaklęcia, bo nadal mógł się szamotać, ale Malfoy celował w niego różdżką i siłą prostował jego lewe ramię.

- Dobrowolnie, czy nie, zostanie naznaczony. Później może się wykazać, czy był tego warty – syknął Malfoy, podchodząc do Syriusza i stawiając stopę na jego dłoni. – Mój panie, czy mogę?

Zakapturzony mężczyzna zastanowił się przez chwilę, po czym skinął głową.

Lucjusz odwrócił głowę i spojrzał w dół. Jego srebrzyste oczy były tak szeroko rozwarte, że Syriusz mógł dostrzec w nich wszystek szaleństwa. Po chwili Malfoy pochylił się i dotknął czubkiem różdżki skórę na lewym przedramieniu Blacka.

Syriusz zawył, kiedy skóra zaczęła go parzyć. Wiedział, że nie może dopuścić, żeby dotknęła go mroczna magia, wobec czego gwałtownie wykręcił rękę, co poskutkowało złamaniem kości, ale i utratą kontaktu z różdżką Lucjusza. Ból był nagły i ostry, ale do wytrzymania, w porównaniu z torturami, jakie zadawał mu Cruciatus.

- Głupi, uparty Gryfon – syknął Malfoy.

- Jestem tym zmęczony – powiedział nagle nieznajomy, wstał i skierował się ku wyjściu z komnaty. – Orionie, Walburgo, nie wzywajcie mnie ponownie, jeśli nie będziecie mieli posłusznego dziecka do zaoferowania.

Zniknął z głośnym trzaskiem.

- Ty pieprzony zdrajco krwi! – Wrzasnęła Bellatrix, rzucając na chłopaka kolejnego Cruciatusa. Złamana ręka zapłonęła żywym ogniem.

- Bella, wystarczy – krzyknęła Walburga. – Zostaw go. Musimy się przygotować. Później usunę tę plamę w drzewa rodzinnego.

W odpowiedzi Syriusz tylko splunął na jej ohydny, drogocenny dywan.

Salon powoli opuścili wszyscy Śmierciożercy.

Pozostał w nim tylko Syriusz, którego krew wsiąkała w perski dywan, barwiąc go na czerwono. Nie mógł się powstrzymać od parsknięcia śmiechem, gdy w przebłyskach świadomości zrozumiał, że od teraz ulubiona ozdoba jego matki będzie miała gryfoński kolor.

- Na Salazara – rozległ się cichy szept. Syriusz spojrzał w górę i zobaczył zbliżającego się Regulusa. – Ty naprawdę jeszcze żyjesz?

Syriusz kaszlnął w odpowiedzi. Metaliczny posmak krwi zaczął go palić w gardle. Coraz trudniej mu było oddychać.

Oczy Regulusa były szerokie.

- Dlaczego po prostu tego nie zrobiłeś?

Syriusz próbował się uśmiechnąć, ale jego mięśnie właśnie się spięły i na jego twarzy pojawił się brzydki grymas.

- Znasz mnie, Reg. To ja ustalam zasady. Nie dostosowuję się do nikogo – walczył o oddech. Kilka razy musiał zasięgnąć powietrza, zanim tlen trafił do jego płuc. – Poza tym, widziałeś ich szaty? Pierdolę to, nie pokażę się w czymś takim publicznie. Ktoś by mnie jeszcze rozpoznał.

- Oszalałeś.

- Nie – Syriusz przełknął ślinę i odczuł niesamowitą ulgę, gdy zimne srebro otarło się o jego szyję. Wcześniej o tym nie pomyślał, ale właśnie przypomniał sobie o prezencie od Mii. Prawie się rozpłakał. – Spadam stąd. Reg, możesz iść ze mną. Chodź ze mną, wynośmy się stąd. Wiesz, że będziesz następny.

Regulus potrząsnął głową.

- Nie jestem taki, jak ty, Syriuszu. Oddam się mu dobrowolnie. Mnie nikt nie skrzywdzi.

- Kiedyś ktoś na pewno cię skrzywdzi – odpowiedział z rozpaczą Syriusz, po czym przycisnął złamaną rękę do piersi i syknął z bólu. Spojrzał jeszcze raz na swojego brata, westchnął i złapał srebrny łańcuch, zawieszony wokół szyi. – Portus!

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Uzdrowicielom udało się w końcu powstrzymać skurcze, ale gdy jeden z nich przypadkiem sprawił, że Syriusz zaczął się rzucać – ból podczas aplikowania maści na poparzenia był ogromny – Mia i James ponownie stanęli naprzeciw pracowników szpitala z wyciągniętymi różdżkami. To przeważyło szalę i po hojnej dotacji od Potterów, uzdrowiciele pozwolili Mii zająć się Syriuszem.

Jamesa w końcu zmorzyło i chłopak zasnął w kącie pokoju. Mia z kolei wysłała wiadomość za pomocą Galeona do Remusa. Poinformowała go, co się wydarzyło i poprosiła, żeby się nie ruszał z domu. Ona i James byli bardzo skoncentrowani na tym, żeby trzymać swoje gwałtowne temperamenty w szachu. Nie potrzebowali nadopiekuńczego wilkołaka, który wywołałby awanturę w szpitalu.

W holu szpitala, razem z jej rodzicami, stał Alphard Black. Mia słuchała ich rozmowy.

- Jesteś głową rodziny, Alphardzie. Możesz to zrobić – szepnęła Dorea.

- Oczywiście, moja droga, jeśli to dla ciebie nie problem.

- Syriusz nie jest dla nas problemem – powiedziała stanowczo, na co Charlus zachichotał pod nosem. – No, dobrze, jest głównie problemem, ale był naszym problemem odkąd skończył jedenaście lat. Jesteś pewien, że Orion i Walburga nie zgłoszą się po niego?

Alphard westchnął.

- Jestem pewien. Kiedy dotarłem na Grimmauld, żeby się dowiedzieć, co się stało, już go nie było na drzewie rodzinnym. Walburga straciła rozum. Proszę, weź różdżkę Syriusza. Znalazłem ją na podłodze, obok perskiego dywanu, który… Wydaje mi się, że gdybym ja go przygarnął, spowodowałoby to więcej problemów. Cygnus, Orion i Walburga walczą przeciwko mnie odkąd ojciec mianował mnie głową rodziny. Merlin jeden wie, dlaczego to zrobił.

- Był mądrym człowiekiem – odpowiedziała Dorea.

Alphard zaśmiał się ze smutkiem, który nie pasował do młodzieńczej twarzy mężczyzny.

- Syriusz będzie u was bezpieczny, kiedy znajdzie się poza murami Hogwartu.

- Bądźmy poważni, Alphardzie – odparowała zirytowana Dorea. – Śmierciożercy próbowali naznaczyć szesnastoletniego chłopca wbrew jego woli. W jego własnym domu, na oczach jego własnych rodziców. Nikt nie jest bezpieczny. Oficjalnie mamy wojnę.

- Możesz mieć rację, Doreo. A teraz, wybacz mi. Mamy za sobą długą noc. Dzisiaj przygotuję dokumenty dotyczące rodziny zastępczej i wyślę je do Ministerstwa w poniedziałek rano. Nadal uważam, że bezpieczniej by było, gdybyście go adoptowali, ale masz rację: Syriusz jest dziedzicem rodu Blacków. Chociaż przyznam, że dostałem kilka sów od Walburgi, żeby przekazać tytuł Regulusowi.

Mia potrafiła sobie wyobrazić spojrzenie, jakie musiała Alphardowi posłać Dorea, groźbę, którą by zrealizowała, gdyby mężczyzna zgodził się z żądaniami Walburgi.

- Przekaż Syriuszowi, że postaram się utrzymywać z nim kontakt. Podziękuj też swoim dzieciom za to, że się nim zajęły. Zauważyłem, że twoja córka jest wobec niego szczególnie opiekuńcza.

- Może kiedyś zostanie uzdrowicielką – odpowiedziała Dorea. – Mia, kochanie? Przyniesiesz mi filiżankę herbaty?

Westchnąwszy z irytacją, ponieważ została przyłapana na podsłuchiwaniu, Mia skinęła głową. Wiedziała, że matka chciała ją nakłonić do opuszczenia pokoju. Domyśliła się, że jeśli przyniosę jej herbatę, wezmę też filiżankę dla siebie. Cóż, nie lubiła, gdy nią manipulowano, przyda mi się filiżanka herbaty.

Przechodząc przez szeroki korytarz, Mia poczuła znajomy zapach i skręciła w jego kierunku. Ostrożnie wyjrzała za róg i warknęła, gdy zauważyła Lucjusza Malfoy'a, wychodzącego z jednego ze szpitalnych pokoi. Na twarzy miał niezadowolony grymas, a jego włosy powiewały za nim, gdy szybko szedł przed siebie, nie patrząc pod nogi. Chciała za nim pójść, ale najpierw zajrzała do komnaty, którą opuścił.

Pogrążona w żalu Narcyza Malfoy siedziała na szpitalnym łóżku. Twarz ukryła w dłoniach. Płakała.

Mia uniosła brew i weszła do pokoju, zanim zastanowiła się, co robi.

- Narcyza?

Blondynka uniosła głowę.

- Co ty tu robisz?

- Wszystko w porządku? – Zapytała Mia, zmartwiona widokiem, jaki prezentowała sobą Narcyza.

- Oczywiście, że nie. Przecież jestem w szpitalu! – Warknęła czarownica.

- Widziałam, że twój mąż właśnie wychodził – Mia postanowiła zignorować ton Narcyzy. Nie chciała marnować energii na kłótnie i w dodatku wiedziała, że Syriusz zawsze miał słabość do tej kuzynki, choć nie rozumiała dlaczego. Z tego powodu nie chciała być wobec niej niegrzeczna. – Skrzywdził cię?

- O, nie, kochana – odpowiedziała jej Narcyza lekko i wywróciła oczami. – Śledzisz go, albo coś w tym stylu?

- Nie. Jestem w szpitalu, bo dzisiaj prawie zabili Syriusza – głos Mii nagle zrobił się twardy i zimny.

Narcyza westchnęła, a jej spojrzenie zmiękło.

- On… Oni… - Odetchnęła głęboko. – Czy on… Chciałabym wiedzieć, czy przeżył?

- Ledwie.

Mia rozejrzała się po pokoju i zauważyła fiolki po eliksirach, które stały przy łóżku. Eliksir Przeciwbólowy, Przeciwkrwotoczny i Wywar Uspokajający.

- Jeśli zmieszasz kolce róży z czerwoną koniczyną, dostaniesz całkiem silny eliksir płodności. Chociaż najpierw powinnaś zaczekać, aż wydobrzejesz. Działa najlepiej, jeśli jest uwarzony jesienią i wypity podczas pełni księżyca.

Narcyza zmrużyła oczy.

- Skąd…?

Mia wskazała dłonią fiolki.

- Twoje eliksiry. Do tego jesteś bardzo blada, bardziej niż zwykle. I jeszcze dochodzi fakt, że Lucjusz Malfoy jest właśnie takim typem faceta, który zostawiłby żonę samą w tak trudnej chwili.

Dolna warga kobiety zadrżała, zdradzając, że jej chłodna obojętność jest tylko maską.

- Złości się, bo chce mieć dziecko, a ja nie mogę mu go dać.

- On chce mieć dziedzica – poprawiła ją Mia. – Dasz mu dziedzica. Syna. Obiecuję. Na pewno będzie rozpieszczony.

Wywróciła oczami, przypominając sobie młodego Dracona.

- Tylko, na Merlina, Narcyzo… Nie pozwól Lucjuszowi kontrolować waszego syna w taki sam sposób, jak kontroluje ciebie.

- Czyli jak? – Zapytał Lucjusz Malfoy, zatrzymując się w drzwiach i obrzucając Mię groźnym spojrzeniem.

Odetchnęła głęboko i jej oczy rozszerzyły się, kiedy otoczył ją znajomy zapach: krew.

Krew Syriusza.

Ogarnęła ją biała, gorąca furia. Zanim miała okazję pomyśleć, co robi, wyciągnęła przed siebie rękę i zamachnęła się w taki sposób, jakby była Animagiem, z wyciągniętymi pazurami. Uderzyła go mocno, solidnie. Dużo mocniej, niż kiedykolwiek uderzyła Dracona czy Snape'a. Jeden z jej paznokci zagłębił się w jego skórze i pojawiła się krew. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy przypomniała sobie, że starszy Lucjusz Malfoy miał pod okiem małą bliznę. Ucieszyło ją, że obrażenie, jakie mu właśnie zadała – nieważne, jak małe – pozostawi ślad na całe życie.

Lucjusz zawył i przyłożył dłoń do policzka.

- Ty mała, brudna…

- Ostrożnie, Malfoy – przerwała mu Mia. – Bo może nabiorę ochoty, żeby porozmawiać z Aurorami. Widzisz, bardzo ich interesuje to, co stało się dzisiaj z Syriuszem.

Zatrzęsła się ze złości, a jej wściekłość pogłębił uśmieszek, który rzucił jej Malfoy.

- Naprawdę? Coś się stało temu głupiemu zdrajcy krwi? Może powinienem pójść z tobą, żeby porozmawiać z Aurorami. W końcu właśnie na mnie napadnięto.

Udała, że nie rozumie, o co mu chodzi i zatrzepotała powiekami.

- Nie sądzę, żeby mnie aresztowali. Widzisz, akurat wtedy znajdowałam się pod wpływem Imperiusa. Nie pamiętam, co się wtedy działo.

- Sądzisz, że ci uwierzą?

- Masz rację. Niech Aurorzy przeprowadzą pełne dochodzenie. Znasz się na rzucaniu klątwy Imperius, Malfoy? – Zapytała wszechwiedzącym tonem i nie umknęło jej uwadze, jak Narcyza zesztywniała.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

30 lipca 1976

Syriusz przeniósł się do Dworu Potterów po tygodniu spędzonym w Szpitalu Świętego Munga, gdzie był pod stałym nadzorem uzdrowicieli. W końcu Mia musiała ulec i opuścić jego pokój szpitalny, ale postawiła warunek: przez cały czas musiał z nim przebywać Potter. Z tego powodu każdy członek rodziny na zmianę trzymał wartę przy Blacku. Kiedy nareszcie pozwolono mu opuścić szpital, w Rezydencji Potterów czekała już na niego gotowa sypialnia, ozdobiona gryfońskimi kolorami i zdjęciami przyjaciół na ścianach. Czekały też nowe szaty.

Syriusz, nadal dochodzący do siebie, został zmuszony do ciągłego przebywania w łóżku przez nieznośną skrzatkę domową, która teraz nazywała go bardzo grzecznie „młodym paniczem Blackiem" i okrywała do snu co wieczór.

Mia zacięcie walczyła z Tilly o prawo do opieki nad Syriuszem. Skrzatka w końcu się poddała i pozwoliła Mii przynosić Syriuszowi jedzenie i go odwiedzać, jeśli ona nadal będzie odpowiedzialna za sprzątanie pokoju i gotowanie.

Remus i Peter w końcu znaleźli czas, żeby ich odwiedzić i Mia zmusiła się, żeby na czas ich wizyty opuścić sypialnię Syriusza. Pozwoliła chłopcom na kilka godzin wyłącznie w swoim towarzystwie. Black rozmawiał z przyjaciółmi o Quidditchu, grał w Eksplodującego Durnia i planował żarty na nadchodzący rok, ale w żaden sposób nie zdradził im, co się mu stało tamtej nocy.

Miewał jednak koszmary.

- Zajmę się tym – powiedziała Mia do Jamesa, gdy któregoś wieczoru obudził ich dźwięk Syriusza jęczącego przez sen. To był czwarty raz w tym tygodniu, a Mia wiedziała, że Syriusz odmówił przyjmowaniu Eliksiru Bezsennego Snu, który dostał przy wypisie ze szpitala.

James westchnął, zirytowany.

- Wlej mu ten eliksir do gardła siłą, jeśli musisz – powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i wrócił do swojej sypialni, mrucząc coś pod nosem o głupich kundlach.

Weszła do jego sypialni i zamknęła za sobą drzwi. Nie chciała obudzić swoich rodziców ani Tilly, wobec czego rzuciła na komnatę silne Zaklęcie Wyciszające. Dopiero wtedy zdecydowała się podejść do łóżka, na którym leżał Syriusz. Zmarszczyła brwi, widząc, jak rzucał się przez sen, pokryty potem, z gniewną miną na twarzy. Zbliżyła się do niego powoli i odsunęła jego różdżkę, żeby przypadkowo jej nie przeklął, gdyby obudziła go za szybko. Wiedziała, że znienawidziłby się, gdyby ją skrzywdził.

- Syriuszu? – Szepnęła i usiadła na krawędzi jego łóżka. Wyciągnęła dłoń i pogładziła go po twarzy. – Syriuszu, obudź się.

Jego oddech przyspieszył pod jej dotykiem i chłopak usiadł gwałtownie na łóżku. Jego szare oczy były szeroko otwarte, niebezpieczne. Mia przypomniała sobie mężczyznę, którego zobaczyła po raz pierwszy we Wrzeszczącej Chacie – złamanego, dzikiego, przerażającego. Wciągnęła z sykiem powietrze na widok jego szalonego spojrzenia. Na jej twarz wpłynął zdradliwy rumieniec.

- Syriuszu?

Warknął, nisko i cicho, i Mia pomyślała, że może nadal tkwił w swoim koszmarze. Pomyślała, że za chwilę ją zaatakuje.

Krzyknęła cicho, kiedy złapał ją za ramiona i przyciągnął do siebie. Nie miała okazji wymamrotać jego imienia, kiedy jego zachłanne wargi opadły na jej miękkie usta w brutalnym, pełnym pasji pocałunku.