Od tłumaczki: Późno, bo późno, ale jest. Ten rozdział to głównie pierwsza wspólna noc Mii i Syriusza. I pewna poważna rozmowa. Jeżeli ktoś nie lubi rozdziałów o kategorii M może spokojnie ten rozdział pominąć (chociaż nie jest tak graficzny, jak będą niektóre kolejne rozdziały). Miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 52 – ŻADNYCH OCZEKIWAŃ
30 lipca 1976
Nie był tak delikatny, jak podczas ich pierwszego pocałunku – w obu liniach czasowych – w tajnym przejściu w Hogwarcie. Nie był też tak pewny siebie i arogancki jak wtedy, gdy przycisnął ją do ściany po urodzinach Remusa. Kiedy sprawił jej nieziemską przyjemność i nie żądał nic w zamian.
Teraz był w nim gniew. Niepohamowana frustracja. To był Syriusz, który brał dokładnie to, czego pragnął.
Mocno ścisnął jej podbródek i Mia krzyknęła, ale pozwoliła mu zbliżyć się do siebie, kiedy gorącym językiem otworzył jej usta. Jego gwałtowność sprawiała jej ból, ale pomimo tego te pocałunki – chwile, kiedy podgryzał, łaskotał i przygniatał jej wargi – pozostawiły ją bez tchu, zauroczoną jego siłą. Odczuwała desperacką potrzebę, żeby jęknąć, wymówić jego imię, ale nawet na sekundę nie pozwalał jej oderwać ust od swoich warg. Oplotła ramionami jego kark i zanurzyła dłonie w jego włosach, przekazując swoją potrzebę, a on natychmiast skopiował jej ruchy. Odsunęła się od niego minimalnie, a on bez chwili wahania zacisnął palce w jej włosach, przytrzymując ją w miejscu. Usłyszała, jak zawarczał i nie mogła się powstrzymać, żeby nie odpowiedzieć swoim warknięciem. Szarpnęła za jego gęste loki w walce o dominację.
Nocami, kiedy na niebie królował księżyc w pełni, mały lis i ogromny pies walczyli ze sobą. Siłowali się i przeganiali z miejsca na miejsce, tworząc niesamowicie szybko przemieszczającą się plamę czerwieni i czerni. Czasami toczyli się po ziemi. Lisowi zdarzało się podgryzać psa, szczególnie w łapy.
Mia ugryzła Syriusza i przesunęła zębami po jego wardze.
Pies wykorzystywał swój rozmiar i siłę przeciwko małemu lisowi. Często przygważdżał lisa do ziemi w chaosie walki.
Syriusz mocno chwycił biodra Mii, pociągnął ją pod siebie i uwięził między swoim ciałem i miękkim materacem łóżka.
Ich comiesięczna, zwierzęca walka o dominację była tylko zabawnym sposobem na spędzenie czasu w Zakazanym Lesie, ale w tym momencie nie byli lisem i psem. Byli czarownicą i czarodziejem, i właśnie w tej chwili czarodziej upewniał się, że dominuje nad czarownicą, która drżała pod nim. Gdyby nigdy więcej nie miał mieć kontroli nad swoim życiem, musiał chociaż kontrolować tę noc.
Syriusz w końcu oderwał się od jej ust i Mia głośno nabrała powietrza w płuca, ale chłopak nie zwrócił na to uwagi, bo przeniósł się w inne rejony jej ciała. Jego wargi dotknęły jej karku, najpierw lekko, a potem mocno przygryzł jej skórę. Mia zadygotała, z bólu i przyjemności, znajdując zaspokojenie w tej cienkiej granicy między jednym i drugim. Przyznawała, że rzadko myślała o jednym z nich, będąc z drugim, ale zaczęła się zastanawiać, czy jej przyzwyczajenie do seksualnej agresji Remusa nie przygotowało jej do radzenia sobie z Syriuszem.
Mocno przyssał się do skóry na jej karku i najprawdopodobniej zostawił ślad. Jego stwardniałe dłonie – ich skóra nie była delikatna po latach gry w Quidditcha – ponownie sięgnęły do jej bioder i Mia znowu jęknęła. Lekko się przesunęła, żeby sięgnąć po różdżkę, która upadła na prześcieradło. Machnęła nią w kierunku drzwi, wzmacniając Zaklęcie Wyciszające i dodając niezwykle silny Urok Zamknięcia – zrobiła to w ostatnim momencie, kiedy mogła się skoncentrować, bo dłoń Syriusza właśnie wślizgnęła się między jej nogi. Krzyknęła, zdziwiona, że tak szybko przejął kontrolę nad sytuacją.
Jego włosy zasłaniały mu twarz.
Nie dotykał jej tak, jak robił to kilka miesięcy wcześniej, w korytarzu Hogwartu. Zabrał dłoń i przyciągnął Mię do siebie w taki sposób, aby znaleźć się między jej nogami. Dzieliło ich tylko kilka warstw materiału.
Drżała z przyjemności, kiedy pokazał jej, co może z nią zrobić, gdy nie dzielą ich ubrania. Jego palce wbiły się w delikatne ciało jej bioder i ud. Uniósł się nad nią i po chwili na nią opadł, mocno przyciskając do siebie. Warknął.
Poczuła, że od środka buduje się w niej znajome napięcie. Sięgnęła w górę i przeczesała palcami jego jedwabiste włosy.
Nagle wszystko ucichło. W pokoju słychać było wyłącznie ciężki oddech chłopaka. Przestał się ruszać. Tylko jego ramiona drżały w niekontrolowany sposób.
- Syriuszu? – Szepnęła zmartwiona, bo poczuła wilgoć na skórze brzucha. Odsunęła jego włosy z twarzy i przesunęła się nieco, żeby swobodnie usiąść. Uniosła jego podbródek, żeby spojrzeć mu w oczy.
Kiedy w końcu uniósł wzrok, okazało się, że jego szare oczy były załzawione i Mia mogła zobaczyć coś, czego nigdy wcześniej nie dostrzegła: odsłoniętą duszę Syriusza Blacka.
Była to bardzo ulotna, delikatna chwila i Mia doskonale o tym wiedziała, więc zanim zdążył podnieść swoje osłony, pochyliła się nad nim i go pocałowała. Nie włożyła w ten pocałunek ani odrobiny pasji i pożądania, które odczuwała, natomiast próbowała mu przekazać tym swoją szczerość i zaufanie. Nie poruszył się, więc otworzyła oczy i zauważyła, że Syriusz walczył sam ze sobą, zastanawiając się, czy dopuścić ją do siebie.
Zrozumiała, że Syriusz się bał.
- Czy jestem przy tobie bezpieczna? – Zapytała, zdając sobie sprawę, że musiał poczuć, że znowu ma kontrolę nad sytuacją. Musiał zrozumieć, że to on, a nie ona, jest obrońcą.
Jej pytanie wyrwało go z kręgu mrocznych myśli. Przez moment wyglądał tak, jakby dopiero zrozumiał, że to ona jest przy nim tej nocy. Pochylił się ku niej i dotknął czołem jej czoła, westchnął i musnął wargami jej usta.
Odsunął się po chwili i dotknął dłonią jej policzka. Jego spojrzenie było bardzo ostrożne, ale szczere.
- Nie wiem.
Mia jedną dłonią ponownie przeczesała jego włosy, a drugą położyła na jego karku i delikatnie go pieściła.
- Powiedz mi.
- Prawie zostałem… Śmierciożercą – słowa same uciekły z ust Syriusza i chłopak skrzywił się, słysząc je. Cierpiał, przyznając się jej do tego. Łzy wezbrały w jego oczach. – Próbowali mnie oznaczyć, Mia. Po co w ogóle zadawaliby sobie trud, gdybym już nie był…
- Nie – zaprotestowała stanowczo Mia i poczuła, że jej oczy też wilgotnieją. – Jesteś dobrym człowiekiem, Syriuszu. Jesteś dobry, miły, odważny… Na Merlina, bardzo odważny! Oni nie próbowali cię oznaczyć, bo w jakiś sposób do nich przynależysz. Próbowali, bo jesteś inny. Pierwszy Black, który trafił do Gryffindoru, pierwszy w czerwono-złotych barwach. Jesteś rzadkością, dlatego dla nich jesteś bezcenny.
Coś jej przyszło do głowy. Uśmiechnęła się, sięgnęła jedną swoją ręką do nadgarstka drugiej i zdjęła z niego swoją bransoletkę. Dawno temu znalazła sposób, jak przełamać zaklęcie zamykające, które umieścił na niej starszy Syriusz. Powoli sięgnęła do ręki chłopaka i umieściła na niej ozdobę.
- Odwaga i talent. Masz nowe słowa, które cię definiują, Syriuszu.
- Jesteś dla mnie za dobra – patrzył jej w oczy i nawet na moment nie oderwał od niej wzroku, żeby spojrzeć na to, co założyła na jego rękę. Palcami delikatnie pieścił jej policzki, żuchwę i kark.
Parsknęła śmiechem.
- Pamiętaj, co powiedziałam. Jesteś bezcenny, a nie idealny.
Nie odpowiedział uśmiechem, ale w głębi jego oczu zobaczyła rozbawienie. Chwila jednak minęła i Mia ponownie zauważyła to, co było w nich wcześniej: strach. Wznosił wokół siebie osłony. Pokazał jej zbyt dużo, okazał słabość i to sprawiło, że poczuł się wobec niej bezsilny.
- Potrzebuję cię – wyszeptała, zanim zdążył całkowicie się od niej odciąć.
Oczy Syriusza, cały czas wilgotne od łez, rozszerzyły się w szoku.
- Mia, nic się nie zmieniło. Nadal jestem…
- Mój. Jesteś końcem mojej podróży, Syriuszu – przerwała mu Mia. – Jednak muszę przyznać, że jestem praktyczną i logiczną osobą. Nie oczekuję od ciebie epickiej historii miłosnej, w której jestem czystą księżniczką zamkniętą w wysokiej wieży, a ty, czarujący książę, ratujesz mnie z opresji, przybywając na białym koniu.
Odsunęła kosmyk włosów, który opadł mu na twarz. Nie chciała tracić kontaktu wzrokowego, który udało się im nawiązać.
- Oboje jesteśmy Gryfonami, którzy stoczyli ciężką bitwę, aby nie zostać przedzielonymi do Slytherinu, co znaczy, że żadne z nas nie jest idealne. Ja na pewno nie jestem czysta, a ty, choć jesteś czarujący – zaśmiała się, widząc, jak do jego oczu powraca pewność siebie, - raczej nie przybędziesz na białym koniu, żeby mnie uratować.
- A może na czarnym koniu? – Zasugerował z lekkim uśmiechem.
- Może kiedyś. Kiedy będziemy starsi, mądrzejsi i wojna się skończy. W tym momencie żyjemy w gównianym świecie, pełnym czarnej magii i Śmierciożerców. Z tego powodu trudno mi się oprzeć pragnieniu posiadania ciebie, choćby na chwilę, chociaż troszeczkę.
Coś w jej duszy zaprotestowało, ale zwalczyła to uczucie. Już i tak miała wrażenie, że czas prześlizguje się między ich palcami. Zagłębiła paznokcie w jego koszulce.
- Moje życie do tej pory opierało się na zbyt intensywnym analizowaniu wszystkiego. Teraz chcę żyć chwilą. Tą chwilą. Nie mam żadnych oczekiwań, Syriuszu, nie dzisiaj. Czyż nie czekaliśmy wystarczająco długo?
- Potrzebuję cię – wyrzucił z siebie Syriusz, powtarzając jej słowa sprzed kilku minut.
Szczerość w jego głosie sprawiła jej ból. Ale jednocześnie coś w jej duszy się rozluźniło, przyniosło jej ulgę i rozpaliło w niej ogień pożądania.
Nagle znowu ją całował, w końcu pozwalając sobie ugasić długo powstrzymywany pożar pragnienia i chęci posiadania. Wbiła palce w mięśnie jego pleców, przestraszona, że gdyby poluzowała swój chwyt, rozpłynąłby się w ciemnościach nocy. Jego usta ślizgały się po jej szczęce i szyi. Mia westchnęła, zastanawiając się, czy fizycznie możliwe jest samospalenie.
Jego palce odnalazły pierwszy guzik jej koszuli nocnej. Mia zamknęła oczy i próbowała uspokoić swój oddech. Syriusz odpinał guziki po kolei, jeden po drugim, delikatnie, prowokująco. Torturował ją swoim tempem. We wszystkich marzeniach, Mia widziała, jak Syriusz po prostu rozrywa jej ubrania. W rzeczywistości, rozbierał ją powoli i całował każdy centymetr kwadratowy jej odsłoniętej skóry. Tonęła w subtelnych doznaniach, znikała pod falami przyjemności, które przetaczały się pod jej skórą.
- Syriuszu, po prostu… Rozerwij to!
Jego klatka piersiowa zadrżała, kiedy spomiędzy jego ust wyrwał się niekontrolowany chichot, ale zignorował jej słowa i sięgnął do piątego guzika, który znajdował się u nasady mostka. Całował jej skórę pomiędzy piersiami, ale nie odsunął materiału, który je zakrywał. Spodziewała się, że będzie bardziej zachłanny w chęci poznania jej ciała – ona bardzo chciała na niego spojrzeć – ale Syriusz delektował się każdą sekundą.
Sięgnął do jej pępka i w tym momencie się zatrzymał. Spojrzał jej w oczy i zobaczyła w nich tak silny głód i pragnienie, że całkowicie straciła głowę. Podniósł się i ponownie ją pocałował, mocno i brutalnie, szukając jej języka swoim i warcząc z przyjemności, kiedy go znalazł.
Mia sięgnęła na jego plecy i złapała jego koszulkę. Spróbowała ją podnieść.
Syriusz zaśmiał się miękko, widząc jej potrzebę rozebrania go i po chwili przerwał pocałunek, podniósł się na rękach i zrzucił koszulkę na ziemię. Chciał się na nią znowu opuścić i wrócił do przyjemnego całowania, ale Mia płasko położyła dłonie na jego klatce piersiowej i przytrzymała. Jęknął, ale dziewczyna tylko potrząsnęła głową.
- Nie – wydyszała ciężko. – Chcę… Chcę na ciebie spojrzeć.
Dotykała palcami jego skóry, zapamiętując wszystkie mięśnie, każde załamanie i wcięcie. Spojrzała niżej i jęknęła, widząc jak silne mięśnie znikają pod materiałem spodni od piżamy. Był to fragment jego ciała, który dopraszał się o pieszczoty językiem.
Syriusz uśmiechnął się do niej.
- Podoba ci się widok?
W odpowiedzi, Mia oplotła ramionami jego szyję i przyciągnęła do siebie jego głowę, by kontynuować przerwany pocałunek. Krzyknęła z zachwytu, kiedy poczuła jego dłoń na swojej skórze, pod materiałem koszuli nocnej.
- Syriuszu… Proszę…
- Cierpliwości, kotku. Chcę się nacieszyć każdą chwilą spędzoną z tobą.
Mia warknęła.
- Syriuszu, chcę cię poczuć we mnie. Natychmiast!
Przymknął oczy i spełnił jej żądanie. Miał taki wyraz twarzy, jakby się mocno na czymś koncentrował.
- O czym myślisz? – Zapytała go ze złośliwym uśmieszkiem.
- Na brodę Merlina, kobieto! – Wymamrotał i mocno złapał jej biodra, zatrzymując jej ruchy. – Musisz przestać.
Nie było wiele aspektów jego złej reputacji, z których mógłby być dumny, ale jedna rzecz zawsze go definiowała: zawsze potrafił zaspokoić czarownicę zanim stracił nad sobą kontrolę. Mia właśnie go testowała w najgorszy – i najlepszy – sposób.
Wziął długi, powolny oddech, próbując się uspokoić, ale nie mógł się skupić, bo poczuł, że Mia uniosła nogi i ugięła kolana. Jej palce u stóp złapały gumkę jego spodni od piżamy i próbowały zepchnąć je w dół. Spojrzał na nią i zobaczył jej zwycięski uśmiech. Naciskała na niego, próbując zdominować sytuację, ale on jej na to nie pozwoli.
Pozwolił jej się rozebrać, ale zanim miała okazję zobaczyć go w całej jego okazałości, pochylił się nad nią, uniósł jej koszulę nocną i odsłonił czarne, koronkowe majteczki. Ich kolor sprawił, że zawarczał z przyjemności. Czuł się tak, jakby wytatuowała sobie na ciele jego nazwisko.
Mia zadrżała.
- Pragnę cię.
- Potrzebuję cię – jęknął głośno i ukrył twarz w zagłębieniu jej obojczyka. Mia wbiła paznokcie w jego plecy.
Wynosił ich wyżej i wyżej, znajome napięcie budowało się w nich obojgu, na przemian gorące jak ogień i zimne jak lód. Całował jej gardło, a po chwili przeniósł się nieco wyżej i oparł swoje czoło o jej czoło, pozwalając jej skoncentrować się na swojej twarzy. Jego ruchy balansowały na granicy miedzy bólem i przyjemnością, ale powstrzymywał się, nie chcąc jej skrzywdzić.
Gdy napięcie stawało się nie do zniesienia, Syriusz poczuł, że coś jeszcze zareagowało w jego duszy. Jakaś część jego magii mocno go pociągnęła, prawie brutalnie przyciągała do Mii. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w jej źrenice i zrozumiał, że ona też to poczuła, bo w tej samej chwili wygięła się w łuk. Magiczna nić ciasno ich owinęła i gdyby zamknął oczy, był przekonany, że mógłby ją zobaczyć. Czuł, jak zmienia się w coś silniejszego.
- Syriuszu…
- Spójrz na mnie – błagał i po chwili pod jego powiekami wybuchał feeria barw, po czym bezwładnie opadł na jej ciało.
Leżeli tak przez kilka minut, dochodząc do siebie po osiągnięciu szczytów. Syriusz opierał czoło obok jej głowy, oboje ciężko oddychali. Pochylił się nad nią i pocałował delikatnie, próbując jej powiedzieć, co do niej czuje. Nie mógł znaleźć słów, bo krew jeszcze nie zdążyła wrócić do jego mózgu.
Zsunął się z jej ciała i położył na materacu, który wydawał się chłodny przy zetknięciu z jego rozpaloną skórą. Przełożył ramię nad jej talią i obrócił ją plecami do siebie. Ukrył twarz w jej gęstych włosach i przez chwilę oddychał ich aromatem. Po chwili obsypał delikatnymi pocałunkami jej nagie ramiona, uśmiechając się pod nosem, gdy zauważył, że koszula nocna wisi wokół jej bioder.
- Podnieś się – szepnął, siadając i stukając palcem w jej udo. Mia bez słowa wykonała polecenie, pozwalając mu się rozebrać. Po fakcie wydawało się to jej dziwne.
Przeciągnął materiał po jej pośladkach i nogach, po czym rzucił w kierunku, w którym prawdopodobnie wcześniej cisnął jej majteczki. Wracając na swoją pozycję, składał delikatne pocałunki na całej długości jej ciała. Na kostce, na łydce, w miejscu za jej kolanem, na udzie, na przepięknej krzywiźnie jej biodra, które dodatkowo lekko przygryzł. Położył dłoń na jej brzuchu i podciągnął się wyżej, całując z uśmiechem każdy kawałeczek jej ciała. Chociaż wiedział, że dał sobie dużo czasu na podziwianie jej piękna zanim poddał się pierwotnemu instynktowi pożądania, przez cały czas odczuwał potrzebę, żeby uczcić jej ciało.
Pocałował ją tuż nad talią, po czym nagle przerwał, bo poczuł, że jej skóra zmieniła się pod jego palcami. Otworzył oczy i spojrzał w dół. Skoncentrował się i kciukiem prześledził cieniutką, ale głęboką bliznę, która biegła przez całą długość jej klatki piersiowej. Bliznę, której nigdy nie widział.
- Daj mi różdżkę.
- Rzuciłam już Zaklęcie Antykoncepcyjne – wymamrotała śpiąco Mia.
- Mia, daj mi różdżkę – zażądał bardziej stanowczo.
- Po co? – Zapytała, ale usiadła i podała mu różdżkę.
Zanim jej odpowiedział, oświetlił komnatę. Przytrzymał światło nad jej ciałem i jego żołądek się skurczył na widok, jaki go powitał.
- Mia, co to jest, do kurwy nędzy?
Cholera, pomyślała, patrząc na głęboką, fioletową bliznę, o której całkowicie zapomniała.
Przez zamieszanie związane z atakiem na Syriusza, Mia straciła rachubę i nie zorientowała się, jaki mają miesiąc i rok. Pani Pomfrey ostrzegała ją przed kilkoma laty, że gdy osiągnie wiek, w którym nabyła jakąś bliznę, powróci ona na jej skórę. Długa fioletowa linia znacząca jej żebra była pierwszą z wielu. Klątwa Dołohowa, którą została potraktowana w Departamencie Tajemnic na koniec jej oryginalnego piątego roku zostawiła po sobie brzydką pamiątkę. Niestety, w związku z tym, że był to efekt mrocznego zaklęcia, nie można było jej w żaden sposób zamaskować. I dlatego w tym momencie znalazła się w środku paskudnej sytuacji z Syriuszem, gapiącym się na jej bliznę szeroko otwartymi oczami.
- Mia, co to jest?
- Blizna.
- Nie żartuj. To nie jest zwykła blizna. Takie coś zostawiają mroczne zaklęcia. Kiedy ktoś cię dorwał? Kto cię dotknął? – Był wściekły, ale Mia wiedziała, że jego gniew nie był skierowany przeciwko niej.
- Nie mogę ci powiedzieć – odpowiedziała cicho i serce jej stanęło na moment, kiedy zauważyła, że znowu ją od siebie odciął. Zamrugała oczami, sfrustrowana. – Syriuszu, zaczekaj! Musisz się nauczyć Oklumencji.
- Nie, to ty musisz mi powiedzieć prawdę. Ktoś cię skrzywdził!
- Ze mną wszystko w porządku. Obiecuję, Syriuszu, czuję się dobrze. Wiem, o czym myślisz. Ty nie zawiodłeś.
To ja zawiodłam i nie obroniłam ciebie, pomyślała, gdy przypomniała sobie tamtą konkretną bitwę. Walczyła u boku Harry'ego, ale nagle została oddzielona od pozostałych, gdy Śmierciożercy gonili ich po komnatach Departamentu Tajemnic. Klątwa pozbawiła ją przytomności, a gdy obudziła się kilka dni później, obok jej łóżka siedział zapłakany Remus, który złapał ją za rękę i powiedział jej, że Syriusz zginął.
Dłonie Syriusza nadal obejmowały jej ciało, jakby się bał, że Mia odejdzie.
- Dlaczego masz tyle tajemnic?
- Muszę je mieć – ponownie poczuła łzy pod powiekami. – Pewnego dnia wszystko ci powiem, obiecuję. Przysięgam na moją magię, że nie ukrywam nic, co może cię skrzywdzić. Ale dzięki nim będziesz…
- Nie mów, że będę bezpieczny! – Warknął, puścił ją i usiadł na łóżku. – To nie jest twoje zadanie, żeby mnie chronić. Moim zadaniem jest chronić ciebie!
- Dlaczego?
- Bo to ja jestem niebezpieczny. Powiedz mi prawdę, proszę… Muszę wiedzieć. Czy tę bliznę zostawił ci Śmierciożerca?
- Tak. Ale ja żyję, a on nie. Któregoś dnia wszystko wam wyjaśnię. Tobie, Jamesowi i Remusowi – skłamała. Jamie nigdy, przenigdy nie pozna prawdy.
- Kurwa! Przeklął cię Śmierciożerca… - Syriusz ukrył twarz w dłoniach, ale po chwili na nią spojrzał. – Czy to z mojego powodu?
Wahała się o sekundę za długo.
- Kurwa!
Wstał i zaczął się ubierać.
- Nie – krzyknęła, ale było za późno. – Nic nie rozumiesz. To jest zbyt skomplikowane.
To było skomplikowane. Bo, mimo że nie winiła Syriusza za swoją bliznę, on leżał u podstaw sytuacji, w której została ranna. To fałszywa wizja Blacka torturowanego w Departamencie Tajemnic spowodowała, że Harry stawił czoła Śmierciożercom. Hermiona tylko mu towarzyszyła, bo nigdy nie potrafiła zignorować niebezpieczeństwa, w jakim się znajdował. To potrzeba Harry'ego, żeby uratować swojego ojca chrzestnego sprawiła, że pojawili się w Ministerstwie.
- Zapytałaś wcześniej, czy jesteś ze mną bezpieczna. Nie jesteś – Syriusz w pośpiechu narzucał na siebie ubrania. – Mia, musisz być bezpieczna, a ja nie mogę… To nie w porządku… Nie teraz. Kurwa!
Mia z trudem przełknęła ślinę i spróbowała się uspokoić. Nie była już tą niedojrzałą dziewczynką, która płaczem reagowała na wszystkie przeciwności losu.
- Mówiłam ci, że nie mam wobec ciebie żadnych oczekiwań. Nie względem tej nocy. Ale mówiłam prawdę, kiedy powiedziałam, że jesteś końcem mojej podróży. Jesteś mój – wstała i podeszła do niego, nie czując wstydu z powodu swojej nagości. Sięgnęła po koszulę nocną. – Ten dystans, który między nami tworzysz… Jest tymczasowy.
Syriusz skinął głową.
- Oczywiście, że jest tymczasowy. Przykro mi, Mia.
- Z powodu tej nocy? Żałujesz? – Zapytała ze zmarszczonymi brwiami. Tama, za którą schowała swoje emocje groziła przelaniem.
- Na Merlina, nie – Syriusz odetchnął głęboko i spojrzał na nią błagalnie. – Przykro mi, że jestem taki cholernie niestabilny emocjonalnie. A ty żałujesz?
- Nigdy nie żałowałam w swoim życiu niczego, co jest związane z tobą, Syriuszu – pochyliła się i pocałowała go lekko. – Niczego, co było, jest i będzie.
