Od tłumaczki: Zostało jeszcze sto rozdziałów do końca tej fascynującej powieści. Niesamowicie miło mi się tłumaczy i czyta od czasu do czasu Wasze komentarze. Przed nami dwa bardzo ciekawe rozdziały. Ten jest wstępem do kolejnego, podczas którego zawsze płaczę ze śmiechu. Podczas tłumaczenia było tak samo. Miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 54 – NA KONIEC
2 września 1976
- Dzień dobry, Lily – powiedziała Mia z szerokim uśmiechem, siadając obok przyjaciółki przy stole Gryfonów.
Uczta rozpoczynająca szósty rok – druga w życiu Mii – była prawie identyczna, jak wszystkie poprzednie. Różniło ją od pozostałych tylko to, że Dumbledore wspomniał o letnich atakach Śmierciożerców w całej Wielkiej Brytanii. Po niebezpiecznej sytuacji z profesorem Higgsem i Fenrirem Greybackiem osłony Hogwartu zostały wzmocnione, a dyrektor osobiście doszedł do porozumienia ze stadem centaurów zamieszkującym Zakazany Las. Gdyby uczniowie lub nauczyciele byli w niebezpieczeństwie w Lesie, centaury zgodziły się pomóc, a Dumbledore zaoferował im swoją ochronę przed Voldemortem, którego Prorok Codzienny zaczął nazywać Sami-Wiecie-Kim.
Tak, Mia bardzo dobrze wiedziała, kim był Sami-Wiecie-Kto.
- Czy McGonagall rozdała już plany lekcji?
Zaczęła nakładać na talerz rozmaite przekąski, napełniła wysoką szklankę sokiem z dyni i przesunęła wszystko na drugą stronę stołu, ani na chwilę nie odwracając wzroku od Lily.
- Jeszcze nie – Lily miała na twarzy podekscytowany uśmiech. – Jak ci poszły egzaminy? Ja dostałam dziewięć Wybitnych. A bardzo się martwiłam swoimi wynikami. Egzamin z Numerologii był dużo trudniejszy, niż się spodziewałam. I bardzo bym chciała wiedzieć, jak udało ci się podejść do egzaminu, chociaż nie chodziłaś na zajęcia.
- Przekonałam profesor McGonagall, żeby się za mną wstawiła. Prawdę mówiąc, zdawałam egzamin z każdego przedmiotu, jaki był do wyboru. Chciałam zobaczyć, czy mi się uda – wyjaśniła Mia, ukrywając pełen dumy uśmiech, który groził pokazaniem się na jej twarzy.
- Myślałam, że sobie z nas żartujesz, kiedy mówiłaś, że chcesz napisać wszystkie egzaminy – Lily była bardzo rozbawiona. – Jak ci poszło?
- Bardzo dobrze – Mia nie chciała powiedzieć nic więcej.
- Jesteś zbyt skromna. Nie do twarzy ci w tym – zachichotał Remus, siadając naprzeciwko Mii i rzucając jej pełne wdzięczności spojrzenie, kiedy zauważył gotowe śniadanie. Skinął głową do Lily, kompletnie ignorując jej nagle zaczerwienioną twarz, po czym zaczął przygotowywać filiżankę herbaty dla Mii. – Ze wszystkiego dostała Wybitny. Nawet z Mugoloznawstwa i z Wróżbiarstwa.
- Przecież zawsze twierdziłaś, że Wróżbiarstwo to bzdura! – Krzyknęła Lily.
- I nadal tak sądzę. Właśnie to udowodniłam – Mia wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do Remusa, przyjmując z jego rąk gorący napój. – Nigdy nie chodziłam na te lekcje, nie przygotowywałam się do egzaminu, opisałam fałszywe przepowiednie i dostałam Wybitny.
- Jak tobie poszło, Lily? – Zapytał Remus. Gdy jednak Lily nie chciała podnieść na niego wzroku, chłopak uniósł brew i w jego oczach pojawiło się zmartwienie. – Wszystko w porządku?
- Uspokój się – wymamrotała Mia i wbiła łokieć pod żebro przyjaciółki, zdając sobie sprawę, że Lily wróciła pamięcią do ich rozmowy o seksualnych poczynaniach Remusa i Syriusza.
- Tak, wszystko w porządku – skłamała Lily i spojrzała w oczy przyjaciela, ale bardzo szybko ponownie opuściła wzrok i zaśmiała się nerwowo.
Lupin spojrzał na Mię, która tylko wzruszyła ramionami i bezgłośnie powiedziała „babskie problemy", po czym sięgnęła po miseczkę owsianki, jaką przed nią postawił.
- Ja… Dostałam dziewięć Wybitnych – Lily wyglądała tak, jakby ktoś właśnie podciął jej skrzydła. – Moi rodzice byli bardzo zadowoleni. Pobiłabym rekord, gdyby ktoś nie chciał się popisać.
Mia roześmiała się głośno w odpowiedzi.
- Właściwie, wyrównałabyś rekord – poprawił ją Remus. – Syriusz też dostał dziewięć Wybitnych.
Lily zbladła i nie mogła znaleźć przez moment słów, żeby na to odpowiedzieć. Dopiero po chwili z jej ust wydobył się wrzask.
- Co?! Jak to w ogóle możliwe? On nigdy się nie uczy! Czy Syriusz Black w ogóle wie, gdzie jest biblioteka?
- Oczywiście, że wiem – odpowiedział zza jej pleców głęboki głos Syriusza. Chłopak przesunął się i zajął miejsce po drugiej stronie Mii. – To tam, gdzie można uprawiać seks z dziewczyną przy półkach z książkami.
Mia posłała mu ostrzegawcze spojrzenie, podczas gdy Lily zaczerwieniła się i jęknęła przeciągle.
- Dobrze się czujesz, Evans? – Syriusz uniósł brew, a jego usta rozciągnęły się w zadowolonym uśmieszku.
- Daj jej spokój. Lily jest wkurzona, bo się okazało, że zdobyliście tyle samo S.U.M.ów – Mia spróbowała wytłumaczyć rumieniec przyjaciółki wściekłością, a nie zawstydzeniem. – Mówiąc o egzaminach, jakie przedmioty wybraliście?
- Wszystkie, które mogłam – odpowiedziała natychmiast Lily i skupiła się na swoim śniadaniu, nie pozwalając sobie spojrzeć na przyjaciół, dopóki z jej policzków nie zniknie rumieniec.
- Ja dostałem prawie same Wybitne – powiedział Remus, po czym z jego piersi wyrwał się zawiedziony warkot. – Tylko nie z Eliksirów, więc sobie odpuszczę ten przedmiot. Zrezygnuję też z Zielarstwa i Astronomii, żeby skupić się na Obronie przed Czarną Magią i Starożytnych Runach.
- Jestem trochę zdziwiona, że nie dostałeś Wybitnego z Eliksirów – powiedziała Lily, cały czas nie nawiązując z chłopcami kontaktu wzrokowego. – Czy twój bardzo czuły zmysł węchu nie pomaga ci w warzeniu?
- Wręcz przeciwnie – Remus westchnął i ze smutkiem utkwił wzrok w śniadaniu. – Byłoby mi łatwiej, gdyby był jedyną osobą w laboratorium. Ale w komnacie, gdzie dwadzieścioro uczniów warzy różne eliksiry w tym samym czasie, zapachy zaczynają mnie przygniatać i bardzo ciężko jest mi się skupić.
Syriusz wzniósł oczy ku niebu.
- Nie było ci przeznaczone zostać Mistrzem Eliksirów, Luniaczku. Gdyby tak było, ty i Mia założylibyście Grupę Doradczą dla maniaków eliksirów, a nie do nauki Obrony przed Czarną Magią – odpowiedział swoim aroganckim uśmieszkiem na pełne wdzięczności spojrzenie przyjaciela. – Z kolei ja dołączę do miłych pań na Zaawansowanych Eliksirach.
- Ty kontynuujesz Eliksiry? – Lily nie mogła złapać oddechu.
- Muszę, jeśli mam zostać Aurorem.
- Byłeś… - Mia była tak zszokowana deklaracją Syriusza, że po raz pierwszy od lat zrobiła błąd i zwróciła się do niego w złym czasie. – To znaczy… Chcesz zostać Aurorem? Nic mi wcześniej o tym nie mówiłeś.
- Dopiero niedawno zdecydowałem – odpowiedział lekko Syriusz, a Mia poznała ten ton jego głosu jako jeden z murów, za którymi się krył. – A poza tym, że muszę mieć OWuTeMa z Eliksirów, żeby się dostać na szkolenie dla Aurorów, chcę się dowiedzieć, jak się warzy Veritaserum.
Mi zmrużyła oczy, przypominając sobie zeszłoroczne przyjęcie urodzinowe Remusa.
- Ty i Veritaserum to złe połączenie.
- Ja i Śmierciożercy to też złe połączenie, a i tak będę kontynuował Obronę przed Czarną Magią.
Mia i Remus zamrugali ze zdziwienia, słysząc, że Syriusz tak beztrosko odnosi się do wydarzeń sprzed kilku miesięcy.
- Dajcie już spokój – Syriusz jeszcze raz wywrócił oczami. Dramatyzmu jego ruchom dodał fakt, że nagle opuścił ramiona, jakby w każdej dłoni trzymał ciężar całego świata. – Chcę, żeby wszystko wróciło do normy. Chcę normalnego roku szkolnego, normalnego śniadania, podczas którego Evans mi mówi, że zachowuję się jak rozwydrzony bachor. Podczas którego Lunatyk i Mia przygotowują sobie nawzajem śniadanie, a ja robię psikusa Rogaczowi.
- Co zrobiłeś? – Zapytali jednocześnie Mia, Lily i Remus tym samym, oskarżycielskim tonem.
Syriusz roześmiał się głośno i wyprostował na siedzeniu.
- Kurczę, nie udało mi się wywołać w was takiej reakcji od trzeciego roku, kiedy podmieniłem wszystkie miotły Ślizgonów na miotły mugolskie – uśmiechnął się i zaczął przedrzeźniać swoich przyjaciół. – „Dostaniesz szlaban, Syriuszu". Powiem wam tyle: nie zrobiłem prawie nic. To była najprostsza klątwa, jaką mogłem rzucić.
Właśnie w tym momencie James wszedł do Wielkiej Sali, przecierając zaspane oczy. Poprawił na nosie okulary i skierował się do swoich przyjaciół, siedzących przy stole Gryfonów. Ziewając, sięgnął po drożdżówkę, ugryzł ją i dopiero wtedy spojrzał na zszokowane twarze swoich przyjaciół, pozostałych Gryfonów i reszty uczniów.
- Co jest? – Wymamrotał z pełnymi ustami.
Remus i Mia spojrzeli na Lily, który wyglądała, jakby walczyła z wybuchem śmiechu, ale obok siedział Syriusz, wyglądający na bardzo zadowolonego z siebie.
Aby uniknąć rozmowy z Jamesem – i nie nadymać ego Syriusza – Lily szybko wstała i opuściła Wielką Salę.
- Czyś ty zwariował? – Syknęła Mia, uderzając mocno w ramię Syriusza. – W jaki sposób sprawiłeś, że częściowo transformował?
Jamie zamrugał oczami ze zdziwienia, przełknął to, co miał w ustach i uniósł jedną brew w kierunku przyjaciół.
- Transformował?
- To nie jest transformacja. Chociaż przyznaję bez bicia, że właśnie stamtąd wziąłem ten pomysł. To tylko zaklęcie. I uważam, że jego włosy wyglądają w ten sposób dużo lepiej – odpowiedział Syriusz z szerokim uśmiechem.
Słysząc o swoich włosach, James upuścił drożdżówkę na stół i dotknął swojej głowy tylko po to, żeby znaleźć na niej ogromne poroże, wyrastające bezpośrednio ze skóry.
- Łapo!
James rzucił się na Syriusza, przewracając go na ziemię. Tarzali się przez chwilę po podłodze, Black ze śmiechem, a Potter próbując uderzyć przyjaciela.
Mia westchnęła, patrząc z dezaprobatą na ich walkę.
- Jamie, jak to się stało, że tego nie zauważyłeś?
- Bo jego głowa jest tak nadęta, że nie poczuł dodatkowego ciężaru? – Zaproponował rozbawiony Remus.
- Panie Black!
Wszyscy się odwrócili w kierunku zirytowanej profesor McGonagall, która stanęła obok chłopców. Syriusz w końcu przygwoździł Jamesa do podłogi i usiadł na nim okrakiem.
Nauczycielka mówiła ostrym tonem.
- Powinien był pan transmutować pana Pottera w mopa, skoro korzysta pan z niego, żeby wycierać podłogę.
Syriusz mrugnął do niej zawadiacko.
- Gdybym chciał nim wytrzeć podłogę, nie musiałbym nic transmutować. Widziałaś, jak wyglądają jego włosy!
Nauczycielka tylko zmrużyła oczy.
- Znając pański wynik z egzaminu z Transmutacji, spodziewałam się po panu czegoś subtelniejszego niż prosty Urok Anteoculatia – westchnęła, zawiedziona i machnęła bez słowa nad głową Jamesa, rzucając przeciwzaklęcie. Następnie schowała swoją różdżkę i wyciągnęła plany lekcji, które zaczęła rozdawać swoim uczniom. – Mam nadzieję, że na moich lekcjach postara się pan lepiej niż to, co zaprezentował pan przed chwilą.
- Minnie! – Zawołał za nią Syriusz, gdy odchodziła. – Chyba ze mną flirtujesz! Wiesz, jak lubię, kiedy piękna czarownica się na mnie wścieka!
Złożył swój plan lekcji i wetknął go do kieszeni, nie zwracając uwagi na fakt, że James nadal próbował się wydostać.
- Uwielbiam tą kobietę. Gdyby była czterdzieści lat młodsza…
- Łapo, jeśli ci stanie, bo pomyślałeś o McGonagall… Jeśli w ogóle ci stanie, bo pomyślałeś o kimkolwiek podczas siedzenia na mnie, przy okazji następnej pełni księżyca pokażę ci, jak ostre jest moje poroże – warknął James.
Syriusz zachichotał i spojrzał w dół na przyjaciela.
- A teraz kto flirtuje?
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
James wydobrzał bardzo szybko po klątwie, którą poczęstował go Syriusz i sam nabił przyjacielowi kilka siniaków. Dopiero, gdy chłopcy wyrównali rachunki, grupa Gryfonów skierowała się w stronę klasy do Obrony przed Czarną Magią. Tam wdali się w dyskusję dotyczącą nazwiska ich nowego nauczyciela, które nie zostało im podane poprzedniego wieczoru, na uczcie powitalnej. Gryfoni mieli nadzieję, że wróci do nich profesor Prewett, ale przeczyły temu pogłoski o klątwie, jaką było obłożone stanowisko nauczyciela tego przedmiotu. Ledwie usiedli na krzesłach, gdy do komnaty wpadł wysoki mężczyzna, lekko pociągający nogą. Na głowie miał burzę kudłatych, jasnych włosów.
Mia jęknęła i położyła głowę na stole. Cicho zaklęła na los i zaczęła się zastanawiać, jak mały jest świat czarodziejów.
James i Syriusz byli bardzo zainteresowani mężczyzną, szczególnie że przypiął on do swoich szat odznakę Aurora.
Remus poklepał Mię po ramieniu.
- Dobrze się czujesz? – Zapytał, a ona w odpowiedzi znowu jęknęła i potrząsnęła głową w momencie, kiedy nowy nauczyciel zapisał na tablicy swoje nazwisko: Rufus Scrimgeour.
- Poinformowano mnie, że wasza klasa jest przeszkolona z zakresu teorii Obrony przed Czarną Magią, jednak nie mieliście okazji wykorzystać waszej wiedzy w praktyce. Z notatek, które zostawił profesor Higgs wynika, że przynajmniej połowa z was jest leniwa, kiedy dochodzi do pojedynkowania się.
- Chyba wiem, która połowa – wymamrotał pod nosem Syriusz.
Scrimgeour zmrużył swoje żółtawe oczy i obrzucił klasę uważnym spojrzeniem.
- Ponieważ Higgs został aresztowany za swoje powiązania z mrocznymi czarodziejami, nie wezmę jego notatek pod uwagę. Wszyscy rozpoczynacie ten rok z czystymi kartami. A to znaczy, że dopóki nie udowodnicie, że się mylę, jesteście tylko nieodpowiedzialnymi dziećmi, nie potrafiącymi się obronić i narażającymi innych na niebezpieczeństwo. Rozpoczęliście szósty rok w tej szkole, wobec czego zaczniemy używać zaklęć niewerbalnych. Wymawiać inkantacje zaklęć muszą wyłącznie czarodzieje poniżej przeciętnej. Dobierzcie się w pary.
Podczas pierwszych lat nauki w Hogwarcie uczniowie dobierali się w pary na podstawie zawiązujących się przyjaźni. Z czasem jednak wrogość między Gryfonami i Ślizgonami osiągnęła taki poziom, że podczas praktycznej części zajęć po jednej stronie komnaty ustawiali się uczniowie ubrani w złoto-czerwone szaty, natomiast naprzeciwko nich stanęli ci odziani na srebrno i zielono.
Profesor Higgs zawsze ustawiał Jamesa naprzeciwko Syriusza, ale profesor Scrimgeour jeszcze nie wiedział, czego się spodziewać. Dlatego Potter, z szerokim uśmiechem na twarzy, stał naprzeciwko Severusa Snape'a, natomiast Syriusz z niecierpliwością czekał na możliwość uderzenia klątwą w Amycusa Carrowa. Mia stała po prawej stronie Syriusza, naprzeciwko Elory Zabini, a w następnej parze stali naprzeciwko siebie Remus i Alecto Carrow.
- Za chwilę Gryfoni podejmą próbę rzucenia ofensywnego zaklęcia na stojących naprzeciwko Ślizgonów, natomiast Ślizgoni spróbują się obronić. Nie chcę słyszeć ani słowa – powiedział stanowczo Scrimgeour. – Jak policzę do trzech… Raz, dwa, trzy!
W jednej chwili Amycus, Alecto i Elora zostali odrzucenie na ścianę, nieprzytomni. Syriusz, Mia i Remus wymienili między sobą dumne uśmiechy.
Z kolei James patrzył intensywnie przed siebie, zaangażowany w niewerbalny pojedynem ze Snapem. Snape'owi udało się na czas rzucić zaklęcie tarczy, ale James nie zakończył swojej ofensywy na Zaklęciu Oszałamiającym. Teraz próbował bez słowa przebić się przez osłonę Ślizgona, sprawić, żeby zwróciła się przeciwko niemu. Wszyscy zaprzestali swoich pojedynków, żeby uważnie się przyjrzeć dwóm przeciwnikom. Orzechowe oczy spotkały się z czarnymi i w obu parach błysnęła nienawiść.
- Wystarczy – krzyknął kilka minut później profesor Scrimgeour. Jednocześnie James i Snape przestali podtrzymywać zaklęcia i obaj niemal upadli na podłogę z powodu magicznego wyczerpania. – Pan Potter pokazał niebywałą siłę, ale w takim wypadku zaklęcia powinno się nakładać na siebie, a nie polegać na jednym, które nie działa. Panie Snape, musi się pan nauczyć jednocześnie bronić i atakować. Tylko w ten sposób ocali pan życie w walce z mrocznym czarodziejem.
Syriusz zacisnął dłonie w pięści.
- Ale to przecież on jest mrocznym czarodziejem – wymamrotał przez zęby.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Bardzo charyzmatyczny człowiek – powiedział James, uśmiechając się szeroko godzinę później, kiedy wychodzili w komnaty. – Nadal nie mogę uwierzyć, że Rufus Scrimgeour uczy nas w tym roku Obrony! Słyszeliście, że trenował pod okiem samego Alastora Moody'ego!
Chłopak wypowiedział to nazwisko z takim zachwytem, że Mia zaczęła się śmiać. Jej śmiech zamarł dopiero, gdy Jamie spojrzał na nią spod przymkniętych powiek.
- Uważam, że to przesada. Wiecie dlaczego on tu jest, prawda? – Zapytała czterech chłopców, którzy odpowiedzieli zdumieniem. – Czy któryś z was czyta Proroka Codziennego w jakiejś innej sekcji niż ta związana z Quidditchem?
- Oczywiście! – Odpowiedział oburzony James. – Dlatego mówię, jakim niesamowitym człowiekiem jest Auror Scrimgeour. Przez całe lato pojawiał się na okładce Proroka. Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów łapał Śmierciożerców.
- Nie – nie zgodziła się Mia. – Nie łapali, tylko ścigali Śmierciożerców. Jak na razie nie złapano nikogo, kto nosiłby Znak Vol… Znak Sami-Wiecie-Kogo. Aresztowano przechodniów pod Imperiusem. Mamy wojnę, a nasz nowy nauczyciel ma inne zadanie, poza uczeniem nas: on rekrutuje.
- Ja chętnie się zgłoszę – zakomunikował z dumą Syriusz.
Mia warknęła, słysząc jego beztroskę.
- Nie masz pojęcia, o czym mówisz. Zresztą, on nie jest tu dla ciebie. On jest tu z powodu Dumbledore'a – westchnęła, widząc, że nie rozumieją, o co jej chodzi. – Czy to nie jest oczywiste? Ministerstwo nie jest w stanie przewidzieć ataków Śmierciożerców. Nie atakują już wyłącznie osób urodzonych w mugolskich rodzinach. W zeszłym tygodniu zamordowano całą rodzinę goblinów i krążą pogłoski, że Sami-Wiecie-Kto chce zwerbować olbrzymów. A kogo lepiej mieć po swojej stronie, na każde wezwanie Ministerstwa, niż wielkiego Albusa Dumbledore'a?
- Więc powinniśmy do niego dołączyć – stwierdził Syriusz. – Jak najszybciej zakończyć tę wojnę.
- Ta wojna szybko się nie zakończy – jęknęła Mia i spuściła wzrok. – Dumbledore nie zawiąże sojuszu z Ministerstwem. On wszystko robi po swojemu, w swoim czasie. Uważam, że tak jest najlepiej.
- Dlaczego Dumbledore nie połączy sił z Ministerstwem? Przecież mają taki sam cel – zapytał Peter.
Mia opanowała się w ostatniej chwili i nie warknęła na Petera. Dopiero zaczęły się zajęcia i chłopcy byli bardzo opiekuńczy względem Petera, kiedy chodziło o jej niechęć do niego. Zwykle usprawiedliwiała się stresem związanym z egzaminami.
- Nie możemy ufać Ministerstwu. Nikomu nie można ufać – spojrzała na Remusa, Syriusza i Jamesa. – W tej chwili moje pełne zaufanie mają wyłącznie cztery osoby: was trzech i Lily.
Peter zmarszczył brwi.
- A co ze mną?
Mia wzięła głęboki oddech, obserwując, jak Syriusz pokrzepiająco klepie Petera po plecach. Wyglądał, jakby był zażenowany. W przeciwieństwie do Mary, Mia nie okazywała otwarcie wrogości w stosunku do Petera, ale wszyscy wiedzieli, że za nim nie przepadała.
- To nic osobistego, Peter – skłamała. – Jamie to mój brat, Remus jest moim najlepszym przyjacielem, a Syriusz… Syriusz należy do rodziny.
Spojrzała na pozostałych Huncwotów, próbując znaleźć odpowiednie słowo. Patrząc na Remusa, w końcu je znalazła.
- Tworzą watahę.
- Chodzi o to, że nie poszedłem z wami do Lasu, prawda? – Powiedział z wyrzutem Peter. – Evans też tam nie było. Ona też nie jest częścią tej waszej watahy.
- Jeszcze nie – wymamrotała Mia i musiała prychnąć, gdy zobaczyła, jak twarz Jamiego się rozjaśniła. – Uspokój się. Nie masz przypadkiem lekcji?
- Nie, mam wolne. Muszę przygotować terminarz treningów Quidditcha. Chcesz mi pomóc? – Zapytał z czarującym uśmiechem. Wiedział, że Mia nie lubi słuchać o lataniu czy o grze, ale potrafiła z wyczuciem organizować takie wydarzenia. James nie miał problemu, żeby w takich momentach korzystać z pomocy mądrej siostry.
- Nie, muszę… - Pomyślała przez chwilę. – Chcę iść do Dumbledore'a. Muszę z nim o czymś porozmawiać.
Chłopcy posłali jej zaniepokojone spojrzenia, na co Mia tylko westchnęła.
- Chodzi o mój egzamin z Wróżbiarstwa. Chyba rozumiecie, że dostałam Wybitny za oszukiwanie. Tych zajęć nie powinno być ujętych w programie nauczania i dyrektor powinien się o tym dowiedzieć. Nawet, jeśli ma się to odbyć kosztem jednego S.U.M.a. Wy idźcie do siebie i załatwcie problem ze swoją drużyną.
Uśmiechnęła się do Jamesa, po czym obdarzyła chłopców – poza Peterem – całusem w policzek. Odwróciła się od nich i odeszła w stronę Wieży Dyrektora.
- Czekoladowe żaby – powiedziała do kamiennego gargulca, strzegącego wejścia do wieży. Kiedy statua nie odskoczyła, Mia westchnęła z irytacją i zaczęła wymieniać kolejne słodycze. – Kwachy. Cukrowa nitka. Lodowe myszy…
Uśmiechnęła się, kiedy statua przesunęła się, dając jej dostęp do klatki schodowej.
- Panno Potter, co za miła niespodzianka. Mam nadzieję, że szósty rok zaczął się podobnie do pani oryginalnej linii czasowej? – Zapytał Dumbledore z przyjaznym błyskiem w oku. Zaśmiał się miękko, co z jakiegoś powodu sprawiło, że cała się najeżyła. Podstawił jej pod nos miskę wypełnioną słodyczami.
Grzecznie odmówiła, potrząsając głową.
- Rufus Scrimgeour. Jest tutaj z powodu wojny, prawda? Z powodu Voldemorta i jego Śmierciożerców?
- Panno Potter, przyznaję, że od czasu do czasu szukałem pani porady, szczególnie, jeśli chodzi o krąg pani przyjaciół. Ale ustaliliśmy podczas naszego pierwszego spotkania, że tematu Voldemorta nie będziemy poruszać, pani i ja – powiedział stanowczo Dumbledore, chociaż jego spojrzenie pozostało ciepłe i przyjazne.
- Ale ja wiem, jak go zabić – krzyknęła dziewczyna, sfrustrowana. – Wiem, co on robi, wiem, kogo szuka. Wiem, że właśnie w tej chwili rekrutuje uczniów tej szkoły i…
- Czy w pani linii czasowej wygraliśmy wojnę? – Przerwał jej Dumbledore.
- Tak – tę rozmowę prowadzili już kilkukrotnie, ale im dłużej przebywała w latach siedemdziesiątych, tym bardziej emocjonalnie podchodziła do możliwości naprawienia przyszłości. – Tak, wygraliśmy. W moim czasie Voldemort jest całkowicie zniszczony.
- W taki razie nie zaryzykuję utraty tej przyszłości.
Nawet nie dotrwasz do tej przyszłości, pomyślała.
Mocno zacisnęła zęby, potrzebując odrobiny fizycznego bólu, który powstrzyma ją przed zalaniem się łzami.
- Moglibyśmy uratować tak wiele osób. Czytam Proroka Codziennego. Tak wielu umiera, a moja wiedza o przyszłości mogłaby im pomóc.
Dumbledore westchnął ze smutkiem.
- Albo mogłaby wyrządzić więcej szkód. Voldemort mógłby odkryć, że posiada pani wiedzę o przyszłości i wykorzystać ją przeciwko pani. Albo, o czym już wcześniej rozmawialiśmy, nie zmieniłaby pani niczego, tylko skrzywdziła siebie, a niewinni i tak by zginęli. Muszę nalegać, żeby postępowała pani zgodnie z moim zaleceniem i nie zdradziła nikomu słowa o przyszłości. Wiele ryzykowałem w przeszłości, zadając pani niektóre pytania. Zapewniła mnie pani, że w przyszłości wygramy i niczym nie zaryzykuję utraty tego zwycięstwa. Nawet, jeśli miałoby to oznaczać moją śmierć.
Oznacza.
- W końcu robimy to wszystko dla większego…
- Proszę nie kończyć, dyrektorze – Mia uniosła dłoń, przerywając mu w połowie zdania. Hermiona Granger nigdy nie znalazłaby w sobie odwagi, żeby uciszyć Albusa Dumbledore'a, szczególnie będąc cały czas uczennicą Hogwartu, ale Mia Potter miała to gdzieś. – Ma pan mój Zmieniacz Czasu?
- Nie, panno Potter – odpowiedział miękko. – Jak obiecałem, pracuje nad nim mój przyjaciel, ekspert w dziedzinie czasu. Zostanę poinformowany, jeśli odkryje coś nowego.
- Dziękuję, dyrektorze.
Mia odwróciła się i zaczęła schodzić po spiralnej klatce schodowej. Z każdym krokiem spomiędzy jej ust wyrywało się ciche przekleństwo. Wiedziała, że nie może się poddać. Chociaż widziała, co się stało w momencie, kiedy próbowała wprowadzić jakąś zmianę – stawała się wtedy katalizatorem przyszłych wydarzeń – to bezczynność w momencie, gdy jej świat się walił wydawała się jej jeszcze gorszym wyjściem.
Każda podjęta przez nas decyzja jest predestynowana. Podróż w czasie niczego nie zmieni.
Żyj swoim życiem. Ciesz się swoim życiem.
Słowa z jej listu – z jej nowego zbioru zasad – rozbrzmiewały w jej głowie jak mantra, a pod jej skórą zaczynała palić ją gorycz.
- Zamknij się, starszy Remusie!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Syriusz wbiegł do dormitorium, które dzielił ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Na twarzy miał brzydki grymas gniewu. Opadł na kolana przed swoim kufrem i zaczął w nim grzebać, mrucząc pod nosem coś o „pierdolonym Filchu".
- Jakiś problem, Łapo?
Syriusz spojrzał na Jamesa, który siedział na swoim łóżku, patrząc na formularz zapisów do drużyny Quidditcha. Wykreślił kilka słów piórem, które trzymał w dłoni, napisał Tylko Szmaty Nie Grają W Quidditcha, przyjrzał się temu, co napisał, otworzył szeroko oczy, skrzywił się i wymazał te słowa.
- Filch oskarżył mnie o odpalenie kilku łajnobomb na trzecim piętrze. Tym razem ja tego nie zrobiłem, ale Filch kazał mi wywrócić kieszenie i zabrał mi moje papierosy. Teraz jestem tak wkurzony, że muszę zapalić – odpowiedział Black i sięgnął do saszetki, w której trzymał swój zapas papierosów. Otworzył ją i zawarczał, widząc, że jest w połowie pusta. – Rogaczu, kradniesz mi fajki?
- Nie – odpowiedziała cicho James z niewinną miną. – Dlaczego tak sądzisz?
Syriusz przyjrzał się uważnie swojemu przyjacielowi, podszedł do niego i wciągnął głęboko powietrze.
- Bo czuję na tobie ich zapach.
Niewinna mina Jamesa nagle zmieniła się w strach i poczucie winy. W ciągu lat wspólnie spędzonych w Hogwarcie, James i Syriusz kilkukrotnie się starli. Jeśli sprawa była poważna, James Potter był niepowstrzymaną siłą, z którą należało się liczyć. Ale tylko Merlin mógł pomóc czarodziejowi, który kradł papierosy Syriusza Blacka.
Kiedy Syriusz do niego podszedł, James zeskoczył z łóżka i wskazał palcem Remusa.
- Lunatyk wziął pierwszego!
Remus tylko spojrzał na przyjaciela zszokowany.
- Ale z ciebie dupek, Rogaczu. Chciałem tylko spróbować – wyjaśnił Syriuszowi. – James z kolei kradł twoje fajki od zeszłego semestru. Nie pozwól mu zrzucić na mnie winy, skoro nie stać go na własne papierosy.
- Nie stać mnie? – Brwi Jamesa zniknęły pod jego włosami. – I to mówi facet, który chomikuje słodycze jak niuchacz!
- Nie musiałbym ich chomikować, gdybyście ich nie podkradali – odwarknął Lupin, rzucając oskarżycielskie spojrzenie Syriuszowi.
Black wywrócił oczami i skrzyżował ramiona na piersi.
- Wziąłem jednego batonika.
- Poprzedniej nocy wziąłeś jeszcze dwa – wtrącił się Peter. – A w pociągu zwinąłeś paszteciki dyniowe Remusa. Dałeś mi pół, żebym nic nie powiedział.
- I teraz powinieneś mi to pół oddać, ty cholerny szczurze – warknął Syriusz.
- Nie, to ty powinieneś mi oddać moje paszteciki dyniowe i dwa batoniki czekoladowe – ryknął Remus.
- A właśnie, że to ty powinieneś mi oddać moje fajki! – Syriusz zrobił kilka kroków w stronę Remusa.
- To nie ja kradnę twoje fajki, tylko Rogacz!
- Hej! – Wrzasnął James i pozostali chłopcy odwrócili się do niego, czekając na jego usprawiedliwienie. Po prawie pół minuty ciężkiej ciszy, która zapadła w dormitorium James zrozumiał, że nic nie wymyśli, wobec czego postanowił zmienić temat. – To Remus oblał wszystkie twoje szaty tą śmierdzącą wodą kolońską.
Syriusz szeroko otworzył oczy i odwrócił się na pięcie w stronę Lunatyka. Z wściekłością przypomniał sobie jak bardzo śmierdziały jego szaty po tym incydencie. Perfum był prezentem od Oriona i głównie z tego powodu Syriusz go nienawidził. Dlatego, gdy buteleczka zbiła się w jego kufrze i jej zawartość przesiąkła przez wszystkie jego ubrania, Black wpadł w furię. Nawet jego najsilniejsze Zaklęcia Czyszczące nie były w stanie pozbyć się tego zapachu.
- To był wypadek – bronił się Remus. Wstał z łóżka i wyciągnął przed siebie puste dłonie, pokazując, że nie był uzbrojony.
Wyglądał śmiesznie. Syriusz wiedział doskonale, że w każdej walce wręcz Remus będzie lepszy od niego. Poza lykantropią, był kilka centymetrów wyższy od pozostałych Huncwotów, ale jednocześnie był pacyfistą i chciał uniknąć jatki, która zwykle kończyła ich doroczną kłótnię wszechczasów.
Umieszczenie czterech dorastających chłopców w jednym dormitorium na całe siedem lat i nadzieja, że nigdy nie dojdzie między nimi do bójki była porównywalnym głupstwem do pozwolenia grupie nastolatków mieszkać w jednej Wieży i wierzyć, że nigdy nie będą uprawiać seksu. Syriusz i Remus byli dowodem, że nie powinno się mieć nadziei ani na jedno, ani na drugie.
- Szukałem mapy – zapewnił Syriusza Remus, kiedy wszystkie spojrzenia padły na niego. – Gdybyś odłożył ją na swoje miejsce…
- Odłożyłbym, gdyby wnętrze kufra Rogacza nie wyglądało jak szczurza nora – odpowiedział Syriusz, któremu jeszcze nie przeszedł gniew.
- Hej! – Krzyknął Peter.
Pozostali trzej Huncwoci odwrócili się do przyjaciela z krzykiem.
- Zamknij się, Glizdogonie.
- Nie wciągajcie mnie w waszą kłótnię – Peter wydął wargi i obdarzył ich niewinnym spojrzeniem. – Ja nic nie zrobiłem.
- Ty nic nie zrobiłeś? – Prychnął z niedowierzaniem Remus, krzyżując ramiona na piersi. – Widziałem, jak podbierałeś Łapie whisky z jego sekretnego zapasu. Przez cały zeszły rok!
- Co?! – Furia Syriusza osiągnęła szczyt. Pogodziłby się z tym, że jego przyjaciele częstują się bez pozwolenia jego papierosami, ale whisky? Jego bezcenna, cudowna whisky, którą z takim trudem gromadził? Biorąc pod uwagę, że ich kufry były wyrywkowo sprawdzane przez Filcha, Syriusz musiał ją dobrze ukrywać. A ponieważ nie był jeszcze w takim wieku, żeby ją legalnie zakupić, podkradał znaczne ilości z zapasów swoich rodziców. Jednak od momentu, kiedy zamieszkał z Potterami, jego zapas niesamowicie się uszczuplił.
Syriusz spojrzał na Petera morderczym wzrokiem, z kolei Remus i James wymienili zadowolone spojrzenia, ciesząc się, że kłótnia się zakończyła. Biorąc pod uwagę fakt, że rozpoczęło ją wytknięcie ich jako złodziei, byli szczęśliwi, że nie na nich skupi się furia Blacka.
- My mały, cholerny… - Zawarczał Syriusz, idąc w stronę Petera.
- SYRIUSZ I REMUS PRZESPALI SIĘ Z MIĄ! – Wrzasnął na całe gardło Peter, zakrywając rękami twarz.
W pokoju zapadła niesamowita cisza, przerywana wyłącznie urywanym oddechem Petera. Spojrzenie, jakie Syriusz posłał przyjacielowi kryło obietnicę niewyobrażalnego bólu, który mu zada w chwili, kiedy uda mu się odkręcić sytuację, w której właśnie się znaleźli.
Odwrócił się do Jamesa, a jego serce zaczęło wybijać nieregularny rytm. Zauważył, że Remus zrobił to samo. A Potter nie siedział już na swoim łóżku. Stał przed nim, pergamin z terminami treningów Quidditcha zgniótł w mocno zaciśniętej dłoni, a jego twarz powoli przybierała czerwoną barwę.
- CO?!
Syriusz spróbował odwrócić jego uwagę.
- Peter kilka razy skorzystał z twojej różdżki, kiedy się podrapać po tyłku.
Remus westchnął i zaklął pod nosem.
- Niezła próba, Łapo, ale ta kłótnia osiągnęła punkt krytyczny dziesięć sekund temu. Posłuchaj mnie, Rogaczu – zwrócił się do przyjaciela łagodnym, stanowczym tonem i rzucił krótkie spojrzenie Syriuszowi, który z kolei miał nadzieję, że Remus nie pogorszy ich sytuacji. – Porozmawiajmy, jak dorośli.
- Mogliśmy wszystkiemu zaprzeczyć – jęknął Black.
Zanim któryś z nich miał okazję wytłumaczyć Jamesowi, jak skomplikowany był ich związek z jego siostrą, chłopak zmienił się w Animaga. W ciasnym dormitorium stał przed nimi wściekły Rogacz. Chrapy miał rozszerzone, oddychał ciężko i urywanie, czarne oczy zmrużyły się niebezpiecznie, a głowę miał pochyloną do przodu.
W oczach Syriusza pojawił się szczery strach.
- Kurwa…
Kątem oka zauważył, że Peter zmienił się w szczura i uciekł przez niewielką szczelinę między kamieniami.
- James… - Próbował go uspokoić Remus, stawiając krok do tyłu.
Rogacz uderzył kopytem w kamienną podłogę.
- No, do diabła – Syriusz szybko zmienił się w psa, wiedząc, że przynajmniej w takiej postaci miał większe szanse na uniknięcie rzezi.
- To niesprawiedliwe! – Wrzasnął Remus. – Ja nie mogę się zmieniać na zawołanie!
Obaj jednak zadrżeli, kiedy wściekły jeleń na nich zaszarżował.
