Od tłumaczki: Przepraszam za dzień obsuwy, ale miała weselny weekend. Nie swój, ale na nieszczęście wyjazdowy, więc całą sobotę i niedzielę miałam zajęte. Dzisiaj, jak tylko dostałam możliwość, usiadłam do komputera, zbetowałam rozdział i wrzucam do sieci.

Dorzucę jeszcze tylko coś na temat jednego komentarza, który dostałam od Ohaily – kwikogenny Lubię to słowo. Ten rozdział jest jeszcze bardziej kwikogenny niż poprzedni.

ROZDZIAŁ 55 – CNOTA

2 września 1976

Mia nie chciała się pogodzić z tym, co powiedział Dumbledore. Wiedziała, że nie może zacząć mówić ludziom, co skrywa ich przyszłość, bo naraziłaby na niebezpieczeństwo siebie i swoich bliskich. Ale kto miałby jej zabronić zdobywać nowe informacje? Dla przykładu, nie była pewna, czy Ślizgoni nadal pozostający w zamku są już oznaczonymi Śmierciożercami. Gdyby to potwierdziła, jej obowiązkiem byłoby poinformowanie nauczyciela. Może poszłaby do McGonagall, a nie do Dumbledore'a.

Mia przez cały dzień była na zajęciach. Szczególnie podobała jej się Numerologia, w której nieco pomogła jej Lily. Popołudnie spędziła na nauce nad jeziorem, pod rozłożystym bukiem. Cieszyła się kilkoma spokojnymi chwilami. Po zakończeniu odrabiania lekcji, zaczęła planować, w jaki sposób dowiedzieć się, czy Snape, Carrowowie albo inni Ślizgoni przyjęli Mroczny Znak. Po kilku minutach uporczywego zastanawiania się, zalało ją poczucie winy, ponieważ na swoim oryginalnym szóstym roku była bardzo niemiła dla Harry'ego, który robił wszystko, żeby się dowiedzieć, czy Draco Malfoy został Śmierciożercą. Uważała, że przyjaciel wpadł w paranoję, nakazując Zgredkowi i Stworkowi śledzić Dracona i samemu szpiegując go pod… Peleryną!

Wstała i pospieszyła do Wieży Gryfonów, a plan powoli układał się w jej głowie. Mogła pożyczyć od Jamesa jego Pelerynę Niewidkę, wślizgnąć się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów i uważnie obserwować przyszłych Śmierciożerców. W momencie, kiedy zauważy czarny znak na czyimś przedramieniu, będzie mogła o tym donieść… Nie, nie będzie mogła. Musiałaby wtedy wyjaśnić, w jaki sposób go spostrzegła. Mogłaby za to upewnić się w stu procentach, że któryś uczeń został oznaczony, a następnie rozpruć lub podwinąć rękawy szaty tego ucznia na oczach nauczyciela. I tak potrzebowała pomocy swojego brata, nieważne, jak by się do tego zabrała.

- Jamie, muszę pożyczyć od ciebie Pelerynę… - Zaczęła, wchodząc do dormitorium chłopców, ale reszta zdania utknęła jej w gardle, gdy zszokowana ogarniała wzrokiem widok, jaki ją przywitał.

Sypialnia wyglądała, jakby ktoś kilka razy umyślnie użył Zaklęć Bombardujących. W kamiennych ścianach dostrzegła sporej wielkości dziury i szczeliny, a na podłodze pył. Zasłony zostały zdarte z przynajmniej dwóch łóżek. Jeden z materaców był odwrócony do góry nogami i przez jego długość ciągnęło się długie rozcięcie, przez które wysypywały się pióra i puch. Przez komnatę przetoczył się chłodny wiatr, który bez przeszkód wlatywał przez wybite okno. Kamienną podłogę znaczyły głębokie rysy i krople krwi.

- Co się tu stało, na brodę Merlina?

- Tych dwóch… Dwóch zasrańców… Uprawiało seks z moją siostrzyczką – wymamrotał James, siedząc w kącie dormitorium, ewidentnie pijany. – To się stało.

Mia spojrzała na swojego brata, który siedział na podłodze i kurczowo zaciskał dłoń na swojej różdżce. W drugiej ręce trzymał w połowie opróżnioną butelkę whisky, z której ponownie próbował się napić. Był zagniewany i miał na sobie pogniecione szaty, ale poza tym nie wyglądał na rannego. Mia podążyła za jego spojrzeniem do ściany naprzeciwko, gdzie siedzieli Syriusz i Remus, obaj oparci plecami o gołe kamienie.

Oni wyglądali zdecydowanie gorzej.

Chciała ruszyć w ich stronę, po drodze wyjmując różdżkę, ale Remus tylko uniósł dłonie i niemo błagał ją, żeby się nie zbliżała. Sposób, w jaki James poprawił wycelowaną w przyjaciół różdżkę, powiedział jej dokładnie, dlaczego nie powinna podchodzić do dwóch rannych Huncwotów.

Remus był wyczerpany i w oczach miał poczucie winy. Jedną dłoń trzymał na krwawiącej ranie na żebrach. Jego prawe oko było zaczerwienione i gdyby nie zdolności regeneracyjne wilkołaka, jutro zrobiłoby się podpuchnięte.

Syriusz wyglądał dużo gorzej. Miał rozciętą wargę, a prawy rękaw jego białej koszuli był rozerwany i zalany krwią. Mia zmarszczyła oczy na ten widok i instynktownie zrobiła krok w jego kierunku, ale Black ją powstrzymał.

- Kotku, byłoby lepiej, gdybyś w tej chwili się do nas nie zbliżała. James ma nie po kolei w głowie… - Syriusz wskazał dłonią przyjaciela. – Na szczęście, whisky sprawiła, że nie może już dłużej stać i nas bić. Szkoda tylko, że jego różdżka przez cały czas jest w nas wycelowana. Byłabyś zaskoczona, gdybyś wiedziała, ile rzeczy Rogacz potrafi zrobić bezbłędnie, gdy jest pijany.

Spojrzała na swojego brata z otwartymi ustami. Była zszokowana jego zachowaniem. Właśnie w tym momencie udało mu się pociągnąć z butelki jeden długi łyk, ale Syriusz miał rację: mimo upojenia alkoholowego, jego różdżka ani drgnęła.

- Jamie, dlaczego trzymasz ich pod różdżką? Zachowujesz się idiotycznie.

James odstawił butelkę od swoich ust i trochę alkoholu pociekło na jego szaty. Potrząsnął głową.

- Nie mogę im ufać. Muszę trzymać ich w jednym miejscu.

- To są twoi najlepsi przyjaciele. Oczywiście, że możesz im ufać – warknęła, podchodząc do brata i próbując zabrać mu butelkę.

James uchylił się i przycisnął butelkę oraz różdżkę do swojej piersi, za nic nie chcąc ich oddać. Wiele też mówiło o Syriuszu i Remusie ich zachowanie, ponieważ widząc okazję do ucieczki, nie skorzystali z niej, ale siedzieli pełni skruchy na podłodze. Mia odeszła kawałeczek na bok, starając się znaleźć lepszy kąt do wyrwania mu whisky, a w międzyczasie James odzyskał swoją pozycję, z której celował do przyjaciół.

- To parszywi złodzieje! – Wrzasnął, wskazał machnięciem różdżki Syriusza i Remusa, po czym załkał. – Ukradli cnotę mojej słodkiej Mii.

Mia zbladła.

- Fuj! Nie mów na to „cnota"!

- Właściwie, to najlepsze słowo – wymamrotał Remus, a na jego twarzy pojawiło się zmęczenie. – Próbowaliśmy kilku innych i uwierz mi, że to jest najbardziej odpowiednie.

Wiedziała, że taka będzie reakcja Jamesa, kiedy dowie się, że spała z Remusem albo Syriuszem. Oczywiście, miała nadzieję, że nie dowie się o nich obojgu. Wydawało jej się, że była bardzo ostrożna, jeśli chodzi o relacje z jej chłopcami, ale tego wieczoru musiało wydarzyć się coś, czego nie brała pod uwagę. Teraz mogła jedynie załagodzić konsekwencje.

- Jamie – Mia przyklękła obok brata. – Doceniam twoje zachowanie, ale nie wolno ci bić twoich przyjaciół. Jesteś pijany i nie myślisz jasno.

- Nie jestem pijany – wymamrotał, wyglądając na zadowolonego z siebie, co było bardzo trudne przy opadających powiekach.

- Zaczął pić dopiero po tym, jak nas zlał na kwaśne jabłko – syknął Syriusz, dotykając lekko językiem rozciętej wargi.

- Podkową raczej nie złapiesz butelki whisky, prawda? – Dodał Remus.

- Zaatakowałeś ich w postaci Animaga? – Krzyknęła Mia i ponownie rozejrzała się po komnacie. Nagle wszystkie uszkodzenia nabrały większego sensu. Sypialnia była sporych rozmiarów, bo musiała pomieścić czterech dorastających chłopców, ale Rogacz był masywnym, dojrzałym jeleniem. Mia była pewna, że rozpiętość jego poroża była tak duża, że nie mógł spokojnie podnieść głowy między łóżkami.

- Bo to są zwierzęta! Bydlaki, obaj! – Gorzko odpowiedział James. – Ukradli twoją cnotę!

- Przestań mówić „cnota"! – Wrzasnęła Mia. – Nikt mi nic nie ukradł! I podczas pierwszego razu na pewno nie było ich dwóch!

Dziwne, podniecające obrazy pojawiły się w jej głowie i Mia musiała stłumić rumieniec, kiedy rzuciła okiem na Remusa i Syriusza. Chłopcom przyszło najwyraźniej do głów to samo, bo odwrócili od niej wzrok i nie chcieli spojrzeć sobie nawzajem w oczy.

- Jesteś taka mądra… Taka mądra Mia – James uśmiechnął się, usiadł i odstawił na bok butelkę whisky, żeby czule poklepać siostrę po głowie. – Tak się cieszę, że to ty jesteś moją siostrą Mią.

Westchnęła z irytacją, ale pozwoliła mu na tę chwilę czułości, bo widziała, że jego to uspokaja.

- A ja się cieszę, że ty jesteś moim bratem Jamiem. Wolałabym trzeźwego brata, ale ty mi wystarczysz.

James zachichotał i przytulił Mię, po czym szybko złapał za butelkę, którą chciała mu odebrać.

- Teraz powiedz mi, który ci to zrobił. Wskaż mi tego drania, a ja go przeklnę – powiedział spokojnie i lekceważąco pomachał różdżką przed nosami pobladłych Huncwotów.

- Nie wolno ci ich przekląć, Jamie – krzyknęła do niego, próbując odebrać mu różdżkę. Wolała nie rozbrajać go zaklęciem, ale wiedziała, że nie zawaha się, jeśli ją do tego zmusi.

- Niech ci będzie – prychnął i wydął wargi. – Zatem powiedz mi, który to zrobił, a zmuszę go, żeby się z tobą ożenił.

Remus i Syriusz nagle zbledli.

Mia potrząsnęła głową, mając dość całej tej sytuacji.

- Jamie, jesteś pijany. Oddaj mi butelkę – szybko wysunęła ręce do przodu i złapała najlepszą Whisky Ogdena, ignorując płaczliwy jęk, który wydarł się z gardła jej brata, gdy odebrała mu szkło. Powąchała zawartość, westchnęła i poczęstowała się ostatnim łykiem alkoholu. Wywróciła oczami, gdy usłyszała ciche warknięcie Syriusza, który właśnie stracił ostatnią dobrą whisky.

- To Syriusz, prawda? – James rzucił przyjacielowi mordercze spojrzenie. –Już na pierwszym roku udało mu się znaleźć drogę do twojego łóżka.

- Mieliśmy wtedy po jedenaście lat, stary – syknął Syriusz. – I przypominam, że ty też byłeś w tym łóżku. Tak, jak Remus.

- Aha! Przyznajesz się! Przyznajesz, że planowałeś to od tylu lat! – Wykrzyknął James i spróbował wstać tylko po to, żeby wylądować na swoich wyciągniętych rękach.

- Jamie, uspokój się – Mia pochyliła się nad nim, żeby ponownie spróbować odebrać mu różdżkę, ale chłopak znowu był szybszy od niej.

- Ja nie ukradłem żadnej cnoty, ty pijany gnojku! – Warknął Syriusz, patrząc z niepokojem na iskry, które pojawiły się na końcu różdżki Jamesa.

James odsunął się od Mii i wpadł na swój kufer. Mia zamrugała oczami, zastanawiając się, jak musiało go zaboleć, ale wyglądało na to, że nic mu się nie stało. Zamiast skupić się na bólu, Potter skoncentrował się na swoim drugim przyjacielu.

- Ty! Kurwa, wiedziałem!

- Nic nie wiedziałeś, Rogaczu! Przed chwilą byłeś pewien, że to Łapa! – Odkrzyknął Lupin, drżąc na widok wycelowanej w niego mahoniowej różdżki.

- Obaj jesteście tak samo winni! – Zawył James.

- Skąd ci to przyszło do głowy? – Syriusz szczerze się zdziwił. – Lunatyk posuwał ją latami, a ja miałem ją tylko raz.

Furia wezbrała w Mii, która odwróciła się na pięcie w stronę Syriusza, poważnie zainteresowana klątwą, jaką chciał w niego rzucić James.

- Miałeś mnie? Przepraszam, czy ja dobrze usłyszałam? Miałeś mnie?

- Nie mówię przecież, że nasze spotkanie było złe. Było idealne! – Syriusz kontynuował, jakby nie zdawał sobie sprawy, że dziewczyna stoi tuż obok, gotowa wepchnąć mu butelkę do gardła. Wskazał dłonią Remusa. – Na pewno ze mną było ci lepiej, niż podczas wszystkich nieznaczących spotkań z Lunatykiem.

- Nieznaczących? – Remus zmrużył oczy. – Chciałbyś, żebym załatwił myślodsiewnię i pokazał ci, jak znaczące były te spotkania? Musiałbyś najpierw skoczyć do apteki, bo aktualnie posiadam tylko kilka tuzinów fiolek na wspomnienia, a żeby dokładnie ci wszystko pokazać, potrzebowałbym drugie tyle.

- Niech ci będzie! – Syriusz wstał i posłał Remusowi mordercze spojrzenie. Pomachał mu przed oczami małym palcem. – Kiedy będziesz kupował swoje małe fiolki, kup jedną bardzo dużą. Pokażę ci wtedy moje wspomnienie i to, jak ona lubi, kiedy ja…

- Uwierz mi – przerwał mu mrocznym tonem Lupin. – Wiem lepiej niż ktokolwiek inny, co Mia naprawdę lubi.

- Jedna rzecz, której Mia bardzo nie lubi, to dyskusja o jej seksualnych preferencjach przy jej pijanym bracie – krzyknęła dziewczyna, wyciągając swoją różdżkę i celując w dwóch Huncwotów. Zarówno Syriusz, jak i Remus posłali jej przepraszające spojrzenia, po czym odwrócili się do siebie plecami.

- Barwami Gryfonów jest czerwień i złoto, a nie… Nie… Nie szkarłat! – Wymamrotał pod nosem James, brzmiąc jak obrażone niemowlę.

Mia odwróciła się do brata ze zdziwieniem.

- Jamesie Charlusie Potterze… Czy ty właśnie nazwałeś mnie szkarłatną kobietą?

- Co? – James wyglądał na szczerze zdziwionego tym pytaniem. – Nie. Nazwałem Remusa szkarłatną kobietą. Szkarłatnym mężczyzną. Bydlakiem. Lunatykiem. Szkarłatnym Lunatykiem!

Syriusz stłumił wybuch śmiechu.

Remus jęknął.

- Dlaczego to na mnie wszystko się skupia?

- Mam ci przypomnieć, że dziabnął nas obu? – Syriusz wskazał na swoje krwawiące przedramię. – Ja nie regeneruję się tak szybko, jak ty. Jesteśmy kwita. Dzielimy to upokorzenie.

- Jak na moje, dzielicie się zbyt wieloma rzeczami – jęknął James.

Syriusz, zmęczony sytuacją, pokazał Jamesowi dwa uniesione palce.

- Było warto.

James rzucił się do przodu, Syriusz z okrzykiem przerażenia zanurkował za Remusem, a między chłopcami stanęła Mia i lekko pchnęła ramiona swojego brata. James nagle stracił równowagę i klapnął na podłogę.

Mia zmarszczyła czoło i ucisnęła palcami grzbiet nosa, czując zbliżający się ból głowy.

- Remusie, znajdź Mary i poproś ją o Eliksir Wytrzeźwiający. Ostatnim razem, gdy Jamie gdzieś zniknął pijany, obudził się nagi w schowku na miotły.

Zdecydowanie nie chciała tego ponownie oglądać. Skończyło się na plotkach i drzazgach w bardzo wrażliwych miejscach, a ona musiała przekonywać wszystkich, że jej brat nie ma żadnego fetyszu związanego z miotłami.

- Nie! – James wstał i spojrzał z niechęcią na Remusa. – Nikt stąd nie wyjdzie. Muszę ich mieć na oku przez cały czas.

- Bo jeśli odeślę stąd Remusa, on znajdzie jakiś sposób, żeby się ze mną przespać? – Mia wywróciła oczami.

- No pewnie! – James skinął głową, kompletnie nie łapiąc sarkazmu w jej słowach. – Pójdę z nim.

- Bardzo dobrze. Jak was nie będzie, skorzystam z okazji i prześpię się z Syriuszem.

James obrócił się tak gwałtownie, że ponownie stracił równowagę i upadł na podłogę. Jednak jego różdżka ani na chwilę nie zeszła z kursu i pewnie celowała w Blacka.

- W co ty pogrywasz, Mia? Kurwa! – Syriusz pokazał jej zakrwawione ramię. – To nie jest rana odniesiona podczas gry w Quidditcha. Tutaj dziabnął mnie swoim pieprzonym porożem! Właśnie tutaj.

- Jamie, to z kim wchodzę w intymne relacje, to nie twój interes – uświadomiła stanowczo Jamesowi, ignorując jęki Syriusza.

- Intymne relacje? – Prychnął James, robiąc taką minę, jaką zawsze pokazywał Tilly, kiedy ta próbowała go zmusić do zjedzenia kapusty. – Tak Lunatyk to nazwał? Kiedy cię do tego namówił?

Syriusz i Mia wybuchli śmiechem, słysząc te słowa.

James zmarszczył brwi.

- Co w tym takiego śmiesznego?

- Myślisz, że to Lunatyk namówił do tego Mię? – Histeryczny śmiech Syriusza sprawił, że po chwili chłopak skrzywił się z bólu.

Remus skrzywił się i skrzyżował ramiona na piersi.

- Nie wiem, czy nie powinienem się teraz obrazić.

- Jamie… - Mia uśmiechnęła się do brata i korzystając z tego, że był rozkojarzony, zabrała mu różdżkę. – Jesteś słodki… I przy okazji niesamowicie mnie obrażasz, myśląc, że dałabym się komukolwiek namówić na coś, czego nie chcę. A już szczególnie przez Remusa, z którym chodziłam przez rok, zanim odważył się mnie pocałować.

- To było bardzo romantyczne, jeśli dobrze pamiętam – wymamrotał Remus, nadal zastanawiając się, czy nie powinien się obrazić za ten słowny atak na jego męskość.

Mia słodko się do niego uśmiechnęła.

- Kochanie, ode mnie nigdy nie usłyszysz złego słowa na swój temat – mrugnęła do niego.

James wykrzywił do niej twarz i zamachał rękoma.

- Nie… Nie waż się do niego mrugać! Nie mrugaj do niego w mojej obecności, po tym, jak wy…Co wy… Jak on… I ty… I Łapa też? – Jedno oko Jamesa już było zamknięte i chłopak powoli zasypiał.

- Remusie, załatw ten Eliksir Wytrzeźwiający – Mia poprosiła przyjaciela.

- On zostaje – wrzasnął James, nagle całkowicie wybudzony. – Nie wolno im wykorzystać mojej siostry i nie ponieść żadnych konsekwencji. To niesprawiedliwe! Niesprawiedliwe!

- Nie wykorzystałem jej! – Wrzasnął wściekły Remus. Nagle na jego twarzy pojawiła się złość, której Mia nie widziała od początku tej dziwnej sytuacji. Zmrużyła oczy, zdając sobie sprawę, że w pijackim chaosie myśli, Jamie właśnie przekroczył bardzo cienką linię. – Kochałem ją całym sobą… Wszystkim…

Zająknął się, skrzyżował spojrzenie ze wzrokiem Mii i przebiegł przez pokój, kierując się do swojego łóżka.

- Ożenisz się z nią, Lunatyku? – Wymamrotał Jamie, a Mia delikatnie odsunęła jego włosy ze spoconego czoła.

- Planujesz już jej zaręczyny? – Zaśmiał się Syriusz.

- Nie pozwolę, żeby moja siostra miała taką samą reputację, jak te puste laski, które posuwasz, Syriuszu – warknął do niego James. – Ona jest od nich lepsza.

Syriusz zatoczył się, słysząc te słowa i na jego twarzy odmalowało się poczucie winy.

- Jamie! – Skarciła go Mia. – Nikt inny nie wie o Syriuszu. To twoi najlepsi przyjaciele i wiesz doskonale, że nigdy by mnie nie skrzywdzili. Proszę, skończ ten cyrk. Szczególnie, że jest ważniejsza rzecz, o którą musimy się martwić.

- Jaka?

- Na przykład, w jaki sposób dowiedziałeś się, że spałam z jednym i z drugim? – Zadała w końcu pytanie, które nurtowało ją od momentu, kiedy weszła do dormitorium. Ucieszyła się, że żaden z nich nie zaprotestował, słysząc jej pytanie. – Nie sądzę, żeby któryś z nich był tak głupi, żeby ci powiedzieć…

Spojrzała na Syriusz z uniesioną brwią, ale chłopak tylko pokręcił przecząco głową.

- Więc albo wszedłeś dokładnie w momencie, kiedy o tym rozmawiali, albo…?

- Peter mi powiedział – przyznał James.

- Oczywiście, że Peter ci powiedział – syknęła. – A w jaki sposób Peter się dowiedział? Któryś z was mu powiedział?

Rzuciła pytające spojrzenie Syriuszowi i Remusowi, który uporał się ze swoim gniewem i do nich dołączył.

- Nie! – Odpowiedział Black.

- Nigdy nie powiedziałem nikomu poza Syriuszem – dodał Lupin.

Syriusz przytaknął.

- Dokładnie. A ty komu powiedziałaś?

- Tylko Lily – szepnęła Mia.

James spojrzał na nich rozjarzonymi oczami.

- Evans tu była? Mówiła coś o mnie?

Mia wzniosła oczy ku niebu.

- Jamie, nie teraz.

- Skąd wiemy, że to nie ona wszystko wypaplała? – Zapytał Syriusz.

- Bo Lily potrafi dochować tajemnicy tak dobrze, jak nasza czwórka. Albo i lepiej. Od początku wiedziała, że Remus jest wilkołakiem. I mimo, że ze Snapem przyjaźniła się od najmłodszych lat, potrzeba było ciebie – spojrzała chmurnie na Syriusza, - bezmyślnego głupca, żeby Snape poznał sekret Remusa.

- To skąd Peter wiedział? – Zapytał Remus. – Wiem, że to on wszystko wygadał, bo przy tym byłem… Ale chyba za bardzo zdenerwowałem się furią Rogacza, żeby to przemyśleć.

- To tylko znaczy, że Peter nas szpieguje, podsłuchuje nasze rozmowy. Minęło kilka miesięcy, od kiedy spałam z którymkolwiek z was – spojrzała uważnie na swoich dwóch kochanków, ignorując wykrzywioną twarz swojego brata. – To znaczy, że był w posiadaniu tej informacji od dłuższego czasu, ale użył jej dopiero w momencie, kiedy tego potrzebował.

James wtrącił się do ich rozmowy, wyglądając na nieco bardziej trzeźwego.

- Nie sądzę, żeby Peter celowo…

- Przestań ufać Glizdogonowi! – Wrzasnęła na niego Mia, przerywając jego myśl.

- Mia, chyba trochę… - Zaczął Syriusz.

- Nie! – Wstała z łóżka, wściekła. Poczuła, że jej oczy na moment zmieniły barwę na bursztynową, a wokół jej włosów pojawiły się iskierki. Chłopcy popatrzyli na nią ostrożnie. – Zdarzyła się jedna z dwóch sytuacji. Albo Peter podsłuchał, jak rozmawialiście o uprawianiu ze mną seksu, albo był tego świadkiem, kiedy przemykał po dormitoriach w postaci szczura!

Kiedy nie zareagowali tak, jak na to liczyła, dodała po chwili:

- To znaczy, że on widział, jak uprawiamy seks. Widział mnie nagą!

Prawie się uśmiechnęła, kiedy w końcu dostrzegła w ich oczach zapalającą się furię.

- Ten mały… - Zaczął Syriusz, zaciskają dłonie w pięści.

- Załatwcie to między sobą, bo jeśli ja będę musiała się z nim rozmówić, najpierw rzucę go kotu Filcha! – Zapowiedziała mrocznie, odwróciła się do nich plecami i wyszła szybko z dormitorium, zatrzaskując za sobą drzwi.

Przez chwilę w sypialni panowała cisza, po czym głuchy huk oznajmił chłopcom, że James w końcu stracił przytomność. Syriusz odetchnął z ulgą i podszedł do kąta komnaty, w której Potter ukrył ich różdżki. Oddał Remusowi jego własność, który natychmiast uniósł zaklęciem Jamesa i umieścił go w łóżku.

W międzyczasie Syriusz próbował zaleczyć swoją ranę i syczał z bólu. Żałował, że nie może pójść po pomoc do pani Pomfrey, ale w jaki sposób miałby wytłumaczyć, że zraniło go poroże jelenia? W jego własnym dormitorium?

W ciszy, wspólnie doprowadzili sypialnię do porządku. Niewiele mogli zrobić z kamieniami, które tworzyły ściany zamku, ale naprawienie okien i łóżek okazało się nad wyraz proste.

- Musimy pogadać, Luniaczku.

- To nie może zaczekać? – Westchnął Remus i wyciągnął się na swoim łóżku tuż po tym, jak wreszcie udało mu się dopasować materac.

Syriusz zignorował jęk przyjaciela.

- Jesteś zły, bo przespałem się z Mią?

- Nie – odpowiedział Lupin po przedłużającej się chwili ciszy. – Już ci wcześniej powiedziałem, że nie jestem zły. Nie jestem.

- Remusie… - Syriusz prychnął z niedowierzaniem.

- No, dobrze. Jestem trochę zły – przyznał sfrustrowany Lunatyk. – Ale nie mam prawa się wściekać. Nie jestem zły ani na ciebie, ani na nią, ale…

- Na tę więź między wilkołakami i ich przeznaczonymi partnerkami?

Remus skinął głową.

- To powinna być ona. Jest dla mnie idealna w każdy sposób poza… Poza tym.

- Rozumiem – Syriusz odpowiedział kiwnięciem i usiadł w nogach łóżka Remusa. Przeczesał palcami włosy. – To paskudne uczucie, wiedzieć, że nie ma się wyboru.

Rzucił tymi słowami do Remusa, ale wiedział, że tak naprawdę mówił do siebie. Dorea opowiedziała mu o Więzi Duchowej i wprawiła go tym w stan konsternacji i ciągłego stresu.

- Nie wiem, czy w ogóle ją znajdę – jęknął Lupin. – To rzadkość. Bardzo rzadka rzadkość. Nie spotkałem wielu wilkołaków w moim życiu, ale mój tata spotkał. Żaden z nich nie znalazł nigdy przeznaczonej u samicy.

- A gdybyś miał wybór? – Zapytał nagle Syriusz.

- Nie mam.

- Pieprzyć to! – Syriusz wstał. – Mówisz, że prawdopodobnie nigdy nie znajdziesz przeznaczonej ci kobiety, więc poddajesz się i postanawiasz spędzić resztę życia w samotności?

- Nie jestem samotny – zaprotestował Remus. – Wychodzi na to, że z tobą jako moim przyjacielem, trudno mi znaleźć moment tylko dla siebie. Wszystko u mnie w porządku, naprawdę. Mam przyjaciół. Mam ciebie, Glizdogona, Rogacza i Mię.

- A kiedy nie będzie chciała się z tobą rżnąć? – Syriusz celowo zapytał go tak wulgarnie, mrocznym i gorzkim tonem.

Remus zareagował natychmiast. Usiadł i zawarczał, a jego oczy na moment zabłysły złotem.

- To nie problem. My… Od dawna tego nie robiliśmy. Nie musisz się o mnie martwić. Martw się o siebie i Mię. I o Rogacza, biorąc pod uwagę to, co się dzisiaj działo.

- Martwię się o Mię – mruknął Syriusz. – Remusie, ona cię kocha.

Remus potrząsnął głową.

- Nie w taki sposób.

- Dokładnie w taki sposób. Ty ją kochasz, prawda? – Zapytał, patrząc prosto przed siebie, ale Lunatyk spuścił wzrok, śledząc jakiś punkt na podłodze. Black mógłby pomyśleć, że przyjaciela spetryfikowało, ale jego ramiona poruszały się w powolnych, spokojnych oddechach. – Odpowiedz mi, Lunatyku!

- Oczywiście, że ją kocham! – Remus wstał i spojrzał lodowato na Syriusza. – Kocham ją od wielu lat, ale to nie ma znaczenia.

- A, kurwa, powinno mieć znaczenie! Nie miałeś wyboru i zostałeś wilkołakiem. Wobec tego powinieneś mieć wybór i samemu zdecydować, z kim chcesz spędzić resztę życia. Masz możliwość wyjaśnić jej bratu, że chcesz ponownie z nią być – wskazał nieprzytomnego Jamesa, który już zaczynał chrapać. – Dlaczego nie chcesz o nią walczyć?

- Bo i tak przegram – odpowiedział ze złością Remus. – Nieważne, co ja czuję i czego ja chcę. W momencie, kiedy zostałem wilkołakiem, ten wybór został mi odebrany.

- Więc odbierz go z powrotem od losu! – Wściekły Syriusz wziął zamach i kopnął kufer, stojący w nogach łóżka Remusa.

Lupin uniósł brew.

- Dlaczego mnie do tego zmuszasz? Ty jej nie chcesz? Była dla ciebie tylko…

Syriusz zacisnął dłonie.

- Dokończ to zdanie, Lunatyku, a złamię ci pierdoloną szczękę.

- To wytłumacz się.

Syriusz wziął głęboki oddech, podszedł do swojego łóżka i się położył. Dłońmi zasłonił swoje oczy.

- Chcę, żeby była szczęśliwa i bezpieczna. Przy mnie nie jest bezpieczna, a to moje zadanie… - Urwał i się poprawił. – Nasze zadanie, żeby była szczęśliwa i bezpieczna.

Remus westchnął.

- Syriuszu…

- Zmuszam cię do podjęcia jakichś kroków, bo chcę, żeby była szczęśliwa. Z tobą. Jeśli mi i Mii jest pisane być razem… - Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy to w ogóle było możliwe. Więź Duchowa, czy nie, poza murami Hogwartu trwała wojna, a on był szczególnie niebezpieczny. – Zawsze będę się zastanawiał, czy to ze względu na to, że chciała być z tobą, ale sądziła, że nie ma wyboru. I ona też będzie się nad tym zastanawiać.

- Ona do mnie nie wróci – Remus potrząsnął głową. – To była jej decyzja.

- Nie dałeś jej wyboru – odpowiedział Syriusz, a jego oczy zwęziły się w szparki. – Powiedziałeś jej, że gdzieś tam czeka na ciebie przeznaczona ci kobieta, a ona zachowała się honorowo i dała ci wolną rękę.

- Prawdę mówiąc… - Remus odkaszlnął i zarumienił się. – My nadal… To znaczy, po naszym rozstaniu, nadal byliśmy razem. Trwało to kilka miesięcy. Zdecydowaliśmy, że nadal możemy być razem fizycznie. Dopóki ja nie znajdę mojej drugiej połówki albo dopóki ty nie wyjmiesz z dupy tego kija.

- Cóż, ty nadal nie masz partnerki, a kij czuje się dobrze w mojej dupie. Więc dlaczego nie jesteście razem? To bzdura, że sypiacie ze sobą, a przed całą szkołą udajecie, że tylko się przyjaźnicie. Tak się robi, jeśli jednocześnie sypia się z innymi ludźmi, a wiem, że do momentu tego spięcia ze Smarkerusem uprawialiście seks tylko ze sobą.

Remus wzruszył ramionami.

- Tak było wygodniej.

- Dla ciebie czy dla niej?

- Dla nas obojga.

- Napraw to, Remusie – powiedział Syriusz. Było mu niedobrze, ale jednocześnie poczuł, jak z jego ramion unosi się ciężar. – Zasługujecie na siebie nawzajem. Ty na pewno zasługujesz na szansę, żeby się przekonać, że masz wybór. Nie możesz skorzystać z łatwego wyjścia i powiedzieć, że należysz do kogoś, kogo w ogóle nie znasz. Jest też dodatkowa korzyść…

Syriusz westchnął i spojrzał na drugi koniec pokoju.

- Jeśli zaczniesz chodzić z Mią, Rogacz przestanie być na nas wściekły. W końcu, może kiedyś uczynisz z niej szanowaną kobietę.

Remus zachichotał.

- Wierz lub nie, ale w tej chwili nieco bardziej obawiam się Mii, nie Rogacza.

Syriusz odpowiedział uśmiechem.

- To dlatego ty jesteś tym mądrym.