Od tłumaczki: Kolejna niedziela, kolejny rozdział. Te najbliższe już nie będą takie śmieszne, jak dwa poprzednie. Będą raczej słodko-gorzkie. Przed nami mądry Syriusz, napalony i seksualnie sfrustrowany Remus i niezdecydowana Mia. I tak przez kilka najbliższych rozdziałów. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 56 – AMORTENCJA
8 września 1976
Mia miała wyjątkowo zły tydzień.
Po tym, jak James dowiedział się, że spała zarówno z Syriuszem, jak i z Remusem, nie mógł się zdobyć na to, żeby spojrzeć jej w oczy. Przynajmniej trójka Huncwotów znowu ze sobą rozmawiała, czemu bardzo pomogło brutalne potraktowanie Petera. Udało im się wyciągnąć z niego prawdę. Pettigrew przyznał, że raz zdarzyło mu się przyłapać Remusa i Mię na gorącym uczynku, a potem podsłuchał rozmowę Remusa i Syriusza o tej jednej nocy, którą Mia spędziła z Blackiem podczas wakacji. Skończyło się podbitym okiem i zakazem towarzyszenia im we Wrzeszczącej Chacie przez trzy miesiące. Dodatkowo, Syriusz zmusił Glizdogona do przyniesienia do Wieży Gryfonów tak dużo kremowego piwa, ile mógł unieść.
James zachowywał się w jej obecności niezwykle spokojnie – Mia rozumiała, że był zawstydzony swoim własnym zachowaniem – jednak Syriusz i Remus też zachowywali się inaczej niż zwykle i to ją zastanawiało. Obaj wiedzieli, że przespała się z tym drugim, ale coś musiało między nimi zajść tej nocy, kiedy zaatakował ich Rogacz i z tego powodu obaj obchodzili ją na paluszkach.
Syriusz mało się odzywał i przez cały czas uważnie przyglądał się Mii i Remusowi, szukając czegoś konkretnego. Z drugiej strony, Remus był bardzo rozkojarzony. Po raz pierwszy w ciągu pięciu lat zapomniał, jaką Mia piła herbatę i dodał do jej owsianki maliny. Było to tak zdumiewające wydarzenie, że wszyscy Gryfoni spojrzeli na nich z niedowierzaniem i szokiem na twarzach – zupełnie, jakby ktoś w ich obecności rzucił Avada Kedavra.
Doszło do tego, że Mia musiała złapać Remusa po zajęciach z Obrony przed Czarną Magią i siłą zmusić go do przyznania, że tydzień wcześniej Syriusz rozmawiał z nim na bardzo trudny i niejasny temat, jakim były ich uczucia do niej.
Wyciągnęła z niego tak dużo, jak dała radę, ale nadal miała wrażenie, że chłopak coś przed nią ukrywa. Za jego zachowanie winiła zbliżającą się pełnię księżyca i obiecała mu, że spotkają się wieczorem pod Wierzbą Bijącą. Przed nią były jeszcze podwójne zajęcia z Zaawansowanych Eliksirów, na które uczęszczała razem z Lily, a przed ich rozpoczęciem chciała jeszcze odwiedzić Syriusza przebywającego w Skrzydle Szpitalnym po tym, jak grupa Ślizgonów z siódmego roku dorwała go przed szatnią Quidditcha.
- Co ty próbujesz zrobić, Syriuszu Black? – Wściekłym głosem Mia zażądała odpowiedzi w momencie, kiedy przekroczyła próg Skrzydła Szpitalnego. Zmrużonymi oczami wpatrywała się w postać spokojnie siedzącą na wysokim łóżku. Na stoliku po jego lewej stronie leżał stos książek, a największa z nich służyła mu jako podkładka, na której leżał pergamin, po którym Black zawzięcie pisał.
- Wypracowanie z Transmutacji – chłopak wskazał głową na to, co napisał. – Wiem, wiem. Ja też uważam, że jest bardzo głupie. Nie wiem, czemu w ogóle kontynuuję ten przedmiot. Jestem Animagiem. Nie wiem, czy mogę osiągnąć wyższy poziom. Gdybym chciał, pewnie mógłbym nauczać Transmutacji.
- Syriuszu!
Spojrzał na nią niewinnym wzrokiem.
- Tak, kochanie? Co cię tak wku… - Przerwał i zacisnął wargi, widząc wyraz jej twarzy. Próbując zmienić temat, wskazał palcem na ciemniejące siniaki, które formowały się pod jego gardłem. – Chodzi o złamany obojczyk? Bo mogę cię zapewnić, że ten drugi wygląda dużo gorzej, niż ja. A przynajmniej wyglądał zanim zemdlałem.
Mia zmarszczyła brwi i ogarnęło ją poczucie winy, gdy spojrzała na jego pobite ciało.
- Właściwie, nie z tego powodu przyszłam, żeby na ciebie nawrzeszczeć.
Naprawdę chciała nakrzyczeć na Syriusza tuż po tym, jak został zaatakowany przez kandydatów na Śmierciożerców?
Tak.
Zdecydowanie chciała.
Posłała mu mordercze spojrzenie i wsparła dłonie na biodrach.
- Chociaż jestem na ciebie zła, że nie powiedziałeś nauczycielowi, kto cię zaatakował. Jak oni mają karać osoby odpowiedzialne, skoro nawet Dumbledore nie wie, co jest grane? Przecież dyrektor na pewno nie uwierzy, że po prostu spadłeś z miotły. Jesteś jednym z najlepszych lotników.
- Nikomu nie powiedziałem, kto mnie zaatakował, bo nie jest tchórzem, który składa swoje problemy na cudze barki – przyznał, nie patrząc jej w oczy. Skupił się ponownie na swoim wypracowaniu. – A Rogacz i Glizdogon dopieszczają dla mnie pewne szczegóły.
Mia nagle zbladła, zmartwiona. „Dopieszczanie szczegółów" zwykle oznaczało „planowanie czegoś okropnego" w języku Huncwotów. Nikt nigdy nie chciał być jednym ze szczegółów dopieszczanych przez czwórkę Gryfonów.
- Nie chcę wiedzieć, co planują, chyba że jest to coś wybitnie bolesnego – wzruszyła ramionami i wzniosła oczy ku górze. – Wtedy będę mogła pomóc. W końcu złamali ci obojczyk.
Powinna odczuwać poczucie winy na myśl o zadaniu fizycznego bólu innym uczniom, ale z drugiej strony Mia Potter różniła się od Hermiony Granger. Chociaż, prawdę mówiąc, Hermiona Granger też poczuła ten fantastyczny wyrzut adrenaliny, kiedy na trzecim roku uderzyła Dracona Malfoy'a. Mia czasami się zastanawiała, czy właśnie tamto wydarzenie nie sprawiło, że zaczęła dostrzegać – jak nazywała to Dorea – swoje ukryte ślizgońskie talenty. W tej linii czasowej udało jej się uderzyć większą liczbę Ślizgonów niż w latach dziewięćdziesiątych.
- Chyba nie przyszłaś tu, żeby mnie ochrzanić za to, że zostałem ranny? Nawet dla ciebie to cios poniżej pasa – Black nie odrywał oczu od swojego wypracowania, ale Mia widziała, że zaczął się drwiąco uśmiechać.
- Nie – warknęła, przypominając sobie, że to nie był główny powód, dla którego go odwiedziła. – Remus jest moim przyjacielem i o wszystkim mi mówi. Wiem, że próbowałeś go przekonać, żeby do mnie wrócił i chciałabym wiedzieć, dlaczego to zrobiłeś.
Syriusz prychnął i zanim odpowiedział, zakończył zdanie ozdobnym zawijasem.
- Remus nie mówi ci o wszystkim.
- Słucham? Oczywiście, że mówi.
Black ostrożnie odłożył pióro i westchnął, jakby szykował się do długiej dyskusji. Naprawdę miała nadzieję, że tak nie będzie.
- A zatem zdajesz sobie sprawę, że on cię nadal kocha? – Zapytał z wszystkowiedzącą miną.
Mia otworzyła usta ze zdumienia, nie będąc przygotowana na takie pytanie. Jej policzki poczerwieniały, gdy dotarło do niej, że uczucia Remusa były dużo silniejsze, niż dał jej do zrozumienia. Domyślała się, że ją kochał, zanim dowiedział się, że ona nie jest mu przeznaczona, ale nie sądziła, że pielęgnował to uczucie po ich pierwszej wspólnej nocy.
- Nie bądź śmieszny. On mnie kocha tak samo mocno, jak ja kocham jego. Nic więcej.
- W to chętnie uwierzę.
Zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- A co to miało znaczyć?
Syriusz skrzyżował ramiona na piersi i przez moment musiał opanować ból, jaki go przeszył, ale chciał sprawiać w tym momencie wrażenie pewnego siebie.
- Ty i Remus jesteście w sobie zakochani. Zerwaliście ze sobą tylko dlatego, że oboje jesteście na tyle głupi, żeby wierzyć w przeznaczenie.
Zacisnęła mocno zęby, słysząc jego słowa.
- Jest dużo dowodów na to, że wilkołaki łączą się w pary z przeznaczonym im samicami i…
- Nie mówię teraz o Remusie, Mia! Mówię o tobie. O tobie i o mnie – zbladła i z sykiem wciągnęła powietrze do ust. Nie zważając na jej reakcję, Syriusz kontynuował. – Nie masz nic do powiedzenia na ten temat?
Do diabła.
Z trudem przełknęła ślinę, a jej zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Jego wzrok był twardy i zimny, podobny do tego, jakim ją obdarzył, kiedy odkrył jej bliznę. To spojrzenie mówiło, że wiedział, że ona coś ukrywa. Że kłamie.
- Twoja mama miała mi wiele do powiedzenia.
Cholera.
- Powiedziała mi, na przykład, że w jakiś sposób sprowokowaliśmy Więź Duchową!
Kurwa mać!
- A ty trzymałaś to, i na pewno setki innych rzeczy, w tajemnicy przede mną!
Zniknął miły w obyciu, zabawny Syriusz Black, a na jego miejscu siedział arogancki, zamknięty w sobie chłopak, przypominający jej Dracona. To tylko dowodziło, że mimo przydziału do Gryffindoru, Syriusz był pełnej krwi Blackiem.
Chociaż, teoretycznie ona też była Blackiem, prawda? Rozmawiając z ludźmi, którzy znali Doreę Potter (z domu Black) zarówno ze szkoły, jak i z późniejszych lat, wszyscy wspominali, jak bardzo Mia przypomina swoją matkę.
- Nie powinna była ci o tym mówić – wyszeptała, gdy Syriusz nie przestawał wlepiać w nią zagniewanego wzroku, czekając na jakąś reakcję. Prawdopodobnie spodziewał się przeprosin. Ale jak ona w ogóle mogła zacząć przepraszać? Przykro mi, że cię okłamywałam, Syriuszu, ale jeśli mam być szczera, kłamię na temat wszystkiego, włącznie z moim imieniem, historią naszego pierwszego spotkania, twoją przyszłością i możliwością, że nigdy nie wrócę do własnej linii czasowej. A gdyby mi się to udało, na pewno mnie znienawidzisz, bo pozwolę, żebyś został aresztowany, bo jeden z twoich przyjaciół wrobi cię w morderstwo drugiego.
- Dlaczego? – Zapytał.
- Bo nie chciałam, żebyś czuł się zmuszony do angażowania się w związek ze mną – wyrzuciła z siebie, czując, jak wracają wszystkie obawy, które kiedyś miała. Pamiętała doskonale swój pierwszy pocałunek ze starszym Syriuszem. Kryły się w nich miłość i pożądanie, ale nie mogła się na nich dostatecznie skupić, bo wszystkie jej uczucia przesłaniała myśl, że przynajmniej częściowo była to wina więzi, którą zainicjowała. Ta więź w jakiś sposób przeniosła się wraz z nią do roku 1976.
- A czy ja nie mogę chcieć tego samego dla ciebie? – Syriusz potrząsnął głową i odetchnął głośno, z niedowierzaniem. – Kurwa mać, Mia! Uważasz Wróżbiarstwo za kompletną bzdurę, a tak łatwo dałaś się przekonać do wiary w Więź Duchową?
Posłała mu zimne spojrzenie, gotowa poinformować go, że Wróżbiarstwo rzeczywiście jest bzdurą, podczas gdy Więź Duchowa jest prawdziwa. Czuła ją. Kiedy się kochali, czuła ją tak wyraźnie, że prawie ją zobaczyła, ale najwyraźniej on nie czuł tego samego.
- Nie patrz tak na mnie. Nie mówię tego, żeby cię zranić. Wiesz, co ja… - Zawahał się, wzdrygnął i odkaszlnął, przeczyszczając gardło. – Wiesz, jaka jesteś dla mnie ważna. Nie mógłbym cię nigdy zranić i wcale nie mówię tak z powodu jakiejś cholernej więzi.
Odwróciła od niego wzrok. Spróbowała wypchnąć z umysłu wspomnienie starszego Syriusza, wspomnienie przyszłości.
- To bardziej skomplikowana sprawa – wyszeptała.
- Więc mi ją wyjaśnij – zażądał w odpowiedzi.
- Naucz się Oklumencji – odbiła piłeczkę, zniecierpliwiona.
- Nie – Syriusz zmrużył oczy. – Przestań pieprzyć o Oklumencji. Tak przy okazji, próbowałem, ale to trudne bez dobrego Legilimenty, który mógłby mi pomóc. Nie o to zresztą chodzi. Bez żadnego wahania zaakceptowałaś Więź Duchową między nami, ale mówisz, że jest to bardziej skomplikowana sprawa i nie chcesz mi jej wyjaśnić. Odebrałaś wybór zarówno mi, jak i sobie samej.
- Nic ci nie odebrałam – jakaś część Mii chciała mu powiedzieć, że tylko ratowała mu życie i efektem ubocznym było powstanie tej więzi. Chciała mu to wytknąć i zobaczyć jego reakcję na tej głupiej, aroganckiej, pięknej twarzy.
- Zasługujesz na Remusa – westchnął głęboko. – Kochasz Remusa.
- Nie zaprzeczam, ale… Ale co, jeśli kocham również ciebie?
Zapadła między nimi głucha cisza. Nie był to jednak pojedynek silnych woli, tylko próba odczytania tego, co myśli drugie. Mia zastanawiała się, czy uwierzył jej, kiedy powiedziała, że go kocha. Wiedziała, że miał problem z zaakceptowaniem oznak miłości, szczególnie, kiedy chodziło o nią.
W końcu to Syriusz przerwał panującą między nimi ciszę, mrucząc z frustracją pod nosem.
- Powinnaś była się nad tym zastanowić zanim zaakceptowałaś myśl o Więzi Duchowej między nami. To, co robisz, nie jest sprawiedliwe ani wobec nas, ani wobec Remusa. Byliście tacy szczęśliwi, tacy zakochani. Potem dowiedzieliście się, że wilkołaki mają przeznaczone im partnerki i się rozstaliście. Pomylę się, jeśli powiem, że uważam, że nasza więź miała z tym coś wspólnego?
- Nie pomylisz się.
- Więc zawróć z tej ścieżki. Napraw swój poprzedni związek i bądź z Remusem.
Jęknęła, sfrustrowana, i przeczesała palcami włosy. Dlaczego żaden z nich nigdy nie nauczył się Oklumencji? Wiedziała, że nie mogła im powiedzieć o wojnie, o ofiarach śmiertelnych albo o Azkabanie, ale przynajmniej powiedziałaby im o Tonks. Może nie zdradziłaby im jej imienia, ale miałaby za sobą całą aferę z samicą wilkołaka.
- Nie mogę, Syriuszu. Zaakceptowałam fakt, że ty i ja…
- Ale ja nie zaakceptowałem! Przez całe moje życie ktoś decydował za mnie i dopiero podczas Ceremonii Przydziału po raz pierwszy mogłem sam o czymś zdecydować – jego szare oczy pociemniały. – Ledwo uciekłem swojej własnej rodzinie, która chciała mnie ofiarować jako sługę mrocznego czarodzieja. Jestem pewien, że tak łatwo nie odpuszczą. Dlatego nie będę cię narażał na niebezpieczeństwo. A po drugie, odmawiam zaakceptowania w moim życiu czegoś, o czym nie mogę zdecydować, Mia! Nigdy nie pozwolę, żeby doszło do zapieczętowania naszej więzi, jeśli nie będę pewny, że chodzi ci wyłącznie o mnie, a nie o Remusa. To, że on uważa, że gdzieś w świecie czeka na niego idealna kobieta wcale mnie nie przekonuje.
- I co teraz? – Mia patrzyła na niego zimno. – Sądzisz, że zacznę się z nim umawiać, bo tobie jest tak wygodniej?
Oczywiście, rozumiała jego punkt widzenia i czuła się z tym bardzo źle. Minął ledwie miesiąc od chwili, kiedy jego rodzina zaatakowała go i próbowała zmusić do zmiany swojego życia, a Dorea nie zważając na nic, zdradziła mu sekret Więzi Duchowej i pozwoliła mu myśleć, że jego życie znowu znalazło się w szponach przeznaczenia. Rozumiała go. Ale i tak było jej bardzo ciężko przyznać rację Syriuszowi, szczególnie w momencie, kiedy używał wobec niej tego aroganckiego tonu.
- Nie. Sądzę, że zaczniesz się umawiać z Remusem, bo jest dla ciebie dobrym wyborem. Bo ty jesteś dobra dla niego. Bo się nawzajem kochacie. Ty masz być tą mądrą i nie akceptować rzeczy tylko dlatego, że powinnaś je zaakceptować. Nigdy byś nie rzuciła zaklęcia czy uroku, nie wypiła eliksiru, nie wiedząc najpierw, jak one działają. Spodziewam się, że w taki sposób potraktujesz swoje serce, a dzięki temu również serce Remusa i moje.
Mówił bardzo logicznie, przez co wiedziała, że jego słowa były przemyślane i nie chodziło mu tylko o chronienie jej kosztem własnego szczęścia. Syriusz potrafił otaczać dobrą opieką swoich przyjaciół, kiedy tylko miał okazję przemyśleć sytuację i nie działał pochopnie.
- Ale ja nie chcę cię zranić. Nie chcę, żebyś patrzył na mnie i Remusa, i myślał…
- Mia, biorąc pod uwagę to, jak cię do tej pory traktowałem, powiedziałbym, że dostałem za swoje – przerwał jej Syriusz. Przypomniała sobie Marlene McKinnon i poczuła, jak w jej żołądku rozpala się płomień złości. – Nie skrzywdzisz mnie. Twoje bezpieczeństwo, twoje szczęście są ważniejsze od moich. Myśl o tym, jak o komplemencie z mojej strony, bo poza tobą tylko garstka osób widziała bezinteresowną stronę mojej natury.
- Ja… - Zawahała się. – Pomyślę o tym.
- To dobrze – ostrożnie przesunął się na swoim łóżku i poklepał wolne miejsce obok siebie. – A teraz usiądź obok mnie i pomóż mi z moim wypracowaniem.
Gniew, który do tej pory unosił się w pokoju, natychmiast się ulotnił. Mia wywróciła oczami, widząc, jak szybko Syriusz potrafił zmienić temat rozmowy. Gdyby nie wiedziała, że taka była natura Blacka, gdyby nie wiedziała, jak szybko chłopak potrafi zmieniać nastrój wszystkich dokoła, pomyślałaby, że ktoś próbuje rzucić na nią Imperiusa.
- Podobno gdybyś tylko chciał, mógłbyś nauczać Transmutacji.
Uśmiechnął się przekornie, a w jego oczach pojawiły się diabliki, co trochę Mię zmartwiło.
- Oczywiście, że mógłbym nauczać Transmutacji. Trochę gorzej idzie mi modyfikowanie zaklęć i tu potrzebuję twojej pomocy. Jak mogę opóźnić działanie Permanentnego Zaklęcia Klejącego? Chcę, żeby to wypracowanie przykleiło się na stałe do biurka McGonagall, jak tylko je oceni. Będzie jej na zawsze przypominało o moim geniuszu.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Godzinę później Mia uczestniczyła w lekcji Zaawansowanych Eliksirów. Stała spokojnie obok skupionej Lily, która całą swoją uwagą obdarzyła kociołek i starała się unikać palącego spojrzenia czarnych oczu, które były w nią wlepione.
Mia rzuciła w kierunku Snape'a spojrzenie spod przymkniętych powiek.
- Mam go dla ciebie przekląć? – Spytała z zaciekawieniem, doskonale pamiętając każdą „szlamę", którą usłyszała z jego ust. I pomimo, że w końcu wybaczyła zmorze swojego dzieciństwa, czyli Draconowi, stało się to na długo po tym, jak przestał być purystą krwi. Mia nie winiła Lily za trzymanie Snape'a na dystans.
- Olej go – prychnęła Evans. – Bardziej go wkurzymy, udając, że nie istnieje. A jeśli nie przestanie się na mnie gapić do końca zajęć, doleję mu do soku dyniowego moją Amortencję.
- Wtedy on się w tobie zakocha…
- W takim razie doleję mu Amortencję Belby'ego – poprawiła się Lily i obie Gryfonki miały problem z opanowaniem wybuchu śmiechu.
- To zabawne, że wszyscy wokół sądzą, że jesteś słodką, niewinną dziewczyną – Mia spojrzała czule na przyjaciółkę, po czym szybko skoncentrowała się na migoczącej zawartości swojego własnego kociołka. – Jesteś pozytywnie nikczemna, Lily Evans.
- Ty masz na mnie taki zły wpływ. Byłam bardzo grzeczną dziewczyną, zanim poznałam ciebie i Mary. Teraz zaczytuję się w bardzo obrazowych romansidłach, rzucam klątwy na chłopców i układam plany przeciwko Ślizgonom w czasie lekcji Eliksirów. A skoro jesteśmy przy Ślizgonach, jak się czuje Black? – Lily uniosła głowę znad kociołka i spojrzała na przyjaciółkę z zaniepokojeniem. – Słyszałam, że mocno go poturbowali.
Mia zastygła na wzmiankę o Syriuszu.
- No, tak. Widziałam się z nim przed lekcją. To wszystko powoli wymyka się spod kontroli. Najpierw przeszedł przez piekło w czasie wakacji, a teraz to?
- Uważasz, że stoi za tym Sama-Wiesz-Kto? – Wyszeptała Lily.
- Tak – potwierdziła stanowczym tonem Mia. – Ty trzymaj się od tego z daleka.
Potrząsnęła głową, widząc oburzoną minę przyjaciółki.
- Mówię poważnie, Lily. Po prostu nadal bądź dobrym prefektem, który nie dopuszcza do walk na korytarzach. Urodziłaś się w rodzinie Mugoli, co automatycznie czyni z ciebie ich potencjalny cel.
Lily odpowiedziała poważnym spojrzeniem, w którym kryła się irytacja.
- Zdrajcy krwi też są potencjalnymi celami.
- Tak, ale ty jesteś w gorszej sytuacji – Mia prawie warknęła i żeby zmienić temat, zajrzała do kociołka przyjaciółki. Eliksir Lily zmienił kolor na perłowy, a dym unosił się nad jego powierzchnią w postaci spirali. – Wygląda na to, że skończyłaś.
- Myślisz, że tak powinien wyglądać? –Zapytała Lily nerwowo.
- Ważniejsze jest to, jak pachnie, a nie, jak wygląda. Ty będziesz czuła od niego coś innego, niż pozostali. Zapach eliksiru powinien ci się kojarzyć z tym, co cię najbardziej pociąga – Mia urwała i spojrzała na swój wywar, który barwą zaczął przypominać eliksir Lily.
Zgasiła płomień pod kociołkiem i przestała mieszać płyn, ale jej cała uwaga skupiona była na pochylonej nad swoim eliksirem Lily. Dziewczyna wdychała opary i powoli jej spojrzenie traciło ostrość.
Lily odetchnęła i zamrugała ze zdziwieniem. Miała rozszerzone źrenice.
- Czuję zapach tarty cytrynowej – uśmiechnęła się, ale po chwili jej uśmiech zaczął blednąć, gdy zdawała sobie sprawę, jakie inne aromaty zawiera mieszanka. –Jest też zapach kwitnącego sadu i… I… Miotły?
Lily pobladła i odskoczyła od swojego kociołka. Wpatrywała się w kociołek szeroko otwartymi oczami.
Mia uśmiechnęła się z przekąsem do przyjaciółki.
- Nie wiedziałam, że lubisz tartę cytrynową.
Lily zaczerwieniła się.
- Nie lubię. To znaczy… Lubię, ale ja nie…
Rozpromieniona Mia tylko odetchnęła z ulgą, kiedy dotarło do niej, że Lily Evans w końcu się zorientowała, że gdzieś głęboko żywi jakieś uczucia dla Jamesa Pottera.
- A jak pachnie twoja Amortencja? – Zapytała Lily, próbując zmienić temat.
- Jak pergamin i świeżo skoszona trawa – odpowiedziała Mia, nawet nie wąchając oparów. – Miałam już styczność z Amortencją.
Przypomniała sobie lekcję w swojej oryginalnej linii czasowej, kiedy Harry uwarzył eliksir korzystając z porad Księcia Półkrwi. Spojrzenie Mii nieświadomie spoczęło na Snapie, który siedział przy swoim stanowisku z ramionami skrzyżowanymi na piersi i znudzonym wzrokiem. Przed nim stały trzy zakorkowane fiolki eliksiru. Pozer.
- Pergamin i świeżo skoszona trawa? – Powtórzyła Lily. – To wszystko? Ma to dla ciebie jakiś sens?
- Czasami dochodzą do tego inne aromaty – Mia wzruszyła ramionami, gdy na myśl przyszły jej whisky, skóra i tytoń. Syriusz. – Powąchaj ją dla mnie.
Lily uniosła brew.
- Sama nie chcesz tego zrobić?
Mia potrząsnęła głową.
- Niedawno powiedziano mi, że sama powinnam podejmować ważne decyzje. Nie chcę, żeby eliksir miłosny powiedział mi, kto mnie najbardziej pociąga.
- Syriusz i Remus? – Dopytała Evans.
- Syriusz chce, żeby znowu zaczęła się umawiać z Remusem.
- To z jego strony bardzo… Mądre. Znajdował się pod działaniem jakiejś klątwy, kiedy to mówił?
Mia głośno się roześmiała, co sprawiło, że pozostali uczniowie spojrzeli na nią z zaciekawieniem. Zaczerwieniła się i odkaszlnęła, zawstydzona, po czym opuściła wzrok i bez wąchania Amortencji, napełniła eliksirem swoje fiolki.
- Nie, on po prostu uważa, że… Powiedz mi, wiesz o tym, że wilkołaki mają swoje przeznaczone samice, prawda? – Zapytała szeptem i Lily tylko skinęła głową. – Syriusz uważa, że dla mnie i dla Remusa to była wymówka, żeby ze sobą zerwać.
- A była?
- Tak i nie – Mia wzruszyła ramionami. – Źle się czuję z tym, że jestem z Remusem, podczas gdy gdzieś czeka na niego przeznaczona mu kobieta. I nie chcę krzywdzić Syriusza.
- Remus nie ma kontroli nad przeznaczeniem. Dlaczego nie miałabyś z nim być, skoro to nie od niego zależy? – Zapytała Lily. – Teraz zwodzisz Syriusza, który nie może mieć pewności, czy przypadkiem nie jesteś zakochana w jego najlepszym przyjacielu.
Mia rzuciła przyjaciółce mordercze spojrzenie.
- Nie rozmawiałaś przypadkiem z Syriuszem?
- Nie, ale skoro on ci powiedział to samo, to znaczy, że sytuacja jest oczywista. Nikt nigdy nie zrozumiał, dlaczego rozstałaś się z Remusem. Nie sądzę, że zachowaliście się sprawiedliwie wobec siebie nawzajem, a skoro Syriusz z ciebie rezygnuje, ty nie powinnaś czuć się winna. Jesteś dobrym człowiekiem, Mia. Wiem, że kochasz ich obu.
Mia tylko westchnęła, zakorkowała ostatnią fiolkę i odstawiła eliksir daleko od siebie, żeby móc oprzeć ramiona na stole laboratoryjnym.
- I to właśnie jest problem.
- Więc napraw ten problem – Lily polizała swój kciuk i poprawiła krzywo naklejoną kartkę z opisem zawartości fiolki, a następnie zaklęciem utrwaliła jej pozycję. – Wybierz jednego z nich i włóż w wasz związek całe swoje serce. Jeśli to nie zadziała, nie będziesz miała wątpliwości. Sugeruję, żebyś skupiła się na Remusie, skoro Syriusz poruszył cały ten temat.
Mia parsknęła śmiechem.
- Sądzę, że po prostu chciałabyś wiedzieć więcej o moim życiu prywatnym.
Lily wyprostowała się i uniosła dumnie podbródek. Machnęła różdżką nad zawartością kociołka i resztka eliksiru zniknęła.
- Nawet się nie odniosę do twojego bezpodstawnego oskarżenia. Nie przyznam się też, że pożyczyłam od Mary mugolską książkę, której głównym bohaterem jest usychający z miłości wilkołak.
- Kłamczucha – Mia zachichotała i zaczęła sprzątać swoje stanowisko.
- Jednej rzeczy jestem ciekawa – Lily odkaszlnęła i pochyliła się nad przyjaciółką, żeby nikt jej nie usłyszał. Jej policzki się zaróżowiły – Czy wilkołaki naprawdę gryzą… Podczas… No wiesz?
- Gryzą, żeby oznaczyć swoją partnerkę, tak.
Kiedy oczy Lily niebezpiecznie się rozszerzyły, Mia odsunęła lekko swoje szaty, żeby pokazać przyjaciółce nieskazitelną skórę swojego ramienia. Zaśmiała się cicho, słysząc, jak Lily westchnęła zawiedziona.
Mia poprawiła swoje szaty.
- Muszę cię tylko uświadomić, że to bajka, że wilkołaki gryzą w obojczyk. Partnerzy mają zwykle ślady na udach i biodrach – wzrok Lily natychmiast powędrował niżej, a Mia potrząsnęła głową. – Jeśli chciałabyś, żebym się rozebrała, to powiem ci, że patrzysz na nie tego Pottera, co trzeba.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Po zakończonej lekcji Eliksirów Mia skierowała swoje kroki ku klatce schodowej, którą mogła dotrzeć do biblioteki. Sprawdziła na Mapie Huncwotów, że właśnie tam powinna znaleźć Remusa. Nie chciała tego przyznawać na głos, ale zarówno Syriusz, jak i Lily mieli po części rację. Ona i Remus nie wyjaśnili wszystkiego między sobą, kiedy się rozstali.
Mia zdecydowała się na rozstanie z chłopakiem, bo znała przyszłość. Wiedziała, że Remus pozna Tonks i będzie miał syna, Teddy'ego. Wiedziała, że wraz ze znalezieniem przeznaczonej sobie kobiety, Remus znajdzie szczęście. Wiedziała, że ona i Syriusz dzielą Więź Duchową i że w przyszłości to wiele dla niego znaczyło. Opiekował się nią, kiedy uciekali przed Śmierciożercami, spał w jej łóżku – nieważne, że pod postacią Łapy – uratował ją przed Bellatrix, uratował przed utonięciem i pocałował ją namiętnie w ukrytym przejściu w samym środku bitwy. Wiedziała o tym wszystkim.
Syriusz i Remus nie wiedzieli o tym nic. I Syriusz miał rację – to było niesprawiedliwe. Los odebrał im możliwość wyboru, dając Remusowi przeznaczoną mu partnerkę, a na Syriusza nakładając Więź Duchową. Ona też odebrała im wybór, znając przyszłość i nie dzieląc się z nimi swoją wiedzą. Oni potrzebowali dowodów. Wobec tego Mia da im ostateczny dowód, robiąc dokładnie to, co zalecił jej w swoim liście Przyszły Remus.
Ciesz się swoim życiem.
- Cześć – przywitała Remusa, kiedy już go znalazła, zaszytego w najdalszym kącie biblioteki.
Siedział sam przy stoliku schowanym między Numerologią i Alchemią. Rozpromieniła się, kiedy odpowiedział jej uśmiechem, mimo że pióro w jego dłoni zadrżało. Tej nocy wypadała pełnia księżyca i Mia wiedziała, że emocje Remusa były na skraju wybuchu. Szybko się do niego przysiadła i nakryła jego dłoń swoją.
- Przepraszam – Remus zmarszczył brwi i przyciągnął rękę do siebie. Trzasnęły kosteczki. – Jestem dość niespokojny. Od kiedy pogorszyła się pogoda, nie miałem okazji pobiegać. Przez to jestem taki… Przygaszony. Podobno mieliśmy się spotkać dopiero po wschodzie księżyca?
- Rozmawiałam z Syriuszem.
Remus odwrócił wzrok.
- I co ci powiedział?
- Doskonale wiesz, co mi powiedział – odpowiedziała, wyciągając różdżkę i machając nią w powietrzu. Niewerbalnie rzuciła Zaklęcie Wyciszające oraz swoje słynne, warte przydziału do Slytherinu zaklęcie Odrzucająco-Omijające. Rozproszyło to uwagę Remusa, co Mia wykorzystała, żeby przysunąć się do niego. – Nie byłeś ze mną szczery.
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć. My tylko rozmawialiśmy… Rozmawialiśmy o więzi, jaka tworzy się między wilkołakiem i jego partnerką, a potem o tobie i Syriuszu, a potem…
- Naprawdę uważasz, że my się poddaliśmy? – Zapytała wprost. – Że wybraliśmy najłatwiejszą drogę, bo uważaliśmy, że nie mamy wyboru?
Remus zmarszczył brwi i przymknął oczy.
- Ja nie mam wyboru.
- A gdybyś miał? – Zapytała i z satysfakcją zauważyła, że z trudem przełknął ślinę.
Odetchnął głęboko przez nos.
- Wybrałbym ciebie.
Uważnie go obserwowała i pozwoliła sobie przełączyć swoje zmysły na lisie. Nagle zdała sobie sprawę, że ludzkimi zmysłami nie byłaby w stanie dostrzec tego, co znajdowało się tuż przed jej oczami. Widziała, jak jego krew pulsowała w rytm uderzeń serca w żyłach pod cienką skórą szyi. Słyszała, jak głęboko wciągał jej zapach do płuc podczas każdego wdechu. Poczuła, kiedy jej aromat coś w nim rozpalił.
Sprawiło to, że jej ciało opanowało stare, znajome podniecenie. Jego reakcja spowodowała, że Mia uśmiechnęła się, czując moc, jaką nad nim posiadała.
Jego powieki nadal były opuszczone, kiedy Mia sięgnęła dłonią pod stołem i położyła ją pewnie na jego udzie. Drgnął, czując jej dotyk i szeroko otworzył oczy, w których wyczytała pytanie. Odpowiedziała na nie, przesuwając dłoń w górę, aż jej palce znalazły znajomy twardy kształt, ukryty pod materiałem spodni.
- O, kurwa… - Remus wciągnął powietrze przez zaciśnięte zęby. Poruszył biodrami w reakcji na jej poczynania, pochylił się do przodu i twarz ukrył w kartach Nowej Teorii Numerologii, którą właśnie czytał.
Uśmiech Mii poszerzył się, gdy usłyszała, jak Remus klnie. Zawsze lubiła te momenty, kiedy jej zachowanie wyzwalało w nim potrzebę odwołania się do mocniejszego słownictwa, które generalnie zostawiał sobie wyłącznie na wybuchy złości.
Nie mogła się powstrzymać od głębokiego, podniecającego śmiechu na myśl, jak szybko rzuciła chłopaka na kolana – albo, w tym przypadku, na stół. To też była magia, której się nauczyła i szybko doprowadziła do perfekcji. Rozpięła jego spodnie, a jego ciało zesztywniało ze zdziwienia. Jednak jej nie zatrzymał.
- Mia… Mia, powinniśmy… Musimy…
- Przestać? – Zasugerowała.
- Nie? – Jęknął w odpowiedzi, próbując skupić się na dylemacie moralnym, przed którym został postawiony.
Odsunęła się od niego na chwilę, żeby pozwolić mu odzyskać jasność umysłu.
- Uważam, że Syriusz miał rację.
Remus podniósł głowę i spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem. Jego miękkie, zielone oczy były szeroko otwarte.
- Zbyt szybko się poddaliśmy. Wiem, że niczego nie zmienię. Złe rzeczy na pewno się przydarzą. Już się przydarzyły. Czuję się bezsilna. Dlatego chcę mieć chociaż jakiś wybór. Przynajmniej w tej sprawie – wskazała dłonią na nich oboje. – Dlatego uważam, że Syriusz miał rację, ale niech ci Merlin dopomoże, jeśli kiedyś mu o tym powiesz.
Remus uśmiechnął się lekko i sięgnął ręką po jej dłoń.
- Podobno mieliśmy zasadę, która mówi, że nie rozmawiamy o Syriuszu, kiedy jesteśmy nadzy.
Mia zachichotała.
- Planujesz pozbyć się ubrań?
- Powiedzmy, że to się liczy jako „nago" – odpowiedział drapieżnym uśmiechem. Jego oczy błysnęły złotem, kiedy położył jej dłoń na swojej twardej erekcji. Następnie opuścił powieki, czując, jak Mia z ochotą dotyka jego ciała. Otworzył usta i cicho jęknął.
Mia poczuła tę moc, którą nad nim w tej chwili miała.
Remus oddychał szybko, zagryzając dolną wargę.
- Tak jest dobrze? – Wyszeptała.
- Bardzo dobrze. Tęskniłem za tobą.
- Ja za tobą też… I za tym.
Pochyliła się nad nią i złapała jego dolną wargę swoimi ustami, rozkoszując się smakiem, którego tak dawno nie czuła.
Remus jęknął i pozwolił, żeby jego język wślizgnął się za jej wargi. Jego ręka spoczęła na jej karku i delikatnie go masowała.
- Czy to jedna z twoich fantazji erotycznych? – Zapytała, odrywając się od niego.
Lupin odetchnął prosto w jej usta.
- Jedna z wielu.
- Opowiedz mi.
- Mmm-mmm – Remus pokręcił przecząco głową, a jego kark pokrył się ceglastoczerwonym rumieńcem.
- Nie? Może powinnam zgadywać? – Szepnęła przy jego uchu i uśmiechnęła się, kiedy poczuła, że skinął. – Założę się, że w twojej pięknej głowie zalęgła się fantazja, w której bierzesz mnie na tym stoliku.
Remus warknął, słysząc jej słowa.
- Nie? To może przy półkach. W bibliotece jest tyle półek. Nie chciałbyś przygwoździć mnie do jednej z nich? – Zapytała niskim, głębokim głosem. – Nie chciałbyś mnie ostro przelecieć przy książkach do Zaawansowanej Transmutacji?
Chłopak jęknął, pochylił się nad nią i mocno pocałował. Odsunął się dopiero po chwili, żeby zachichotać.
- Masz kosmate myśli. Syriusz miał na ciebie zły wpływ.
- Chcesz na niego nakrzyczeć? – Zapytała, nawet nie próbując ukryć swojego podniecenia, kiedy wpatrywała się wyczekująco w głodne, błyszczące pożądaniem, zielone oczy Remusa.
- Nakrzyczeć? – Chłopak roześmiał się. – Wyślę mu kosz prezentowy z Miodowego Królestwa! Ale najpierw odwiedzimy półki w sekcji Zaawansowanej Transmutacji.
