Od tłumaczki: Przepraszam za opóźnienie. Wczoraj zwyczajnie wyleciało mi z głowy, że muszę usiąść do komputera. Przy okazji tego rozdziału chcę się przyznać, że poezji i cytatów nie tłumaczę sama. Korzystam z oficjalnych tłumaczeń, które są dostępne w sieci. W tym rozdziale Remus i Mia prezentują zarówno twórczość Lorda Byrona, jak i Pabla Nerudy. Te tłumaczenia, oczywiście, nie należą do mnie, są tylko cytatami. I dokładnie to samo odnosi się do wszystkich cytatów w tym fanficku. Miłego czytania, do zobaczenia na koniec tygodnia.

ROZDZIAŁ 58 – SŁODKIE LENISTWO

17 października 1976

Oficjalny List Intencyjny Remusa był najczęściej omawianym tematem w Hogwarcie jeszcze przez kilka tygodni po tym, jak kremowa koperta została pewnego wrześniowego wieczora dostarczona Jamesowi Potterowi. Każdy miał coś do powiedzenia o związku księżniczki czystej krwi i półkrwi prefekta.

James przeprosił Remusa za swoje niegrzeczne zachowanie, ale przez cały czas nie pozwolił mu zapomnieć, że jest bratem Mii. Syriusz, przestrzegając swoich własnych zasad związanych z Mią, przestał z nią flirtować… A przynajmniej nie flirtował z nią tak często, jak kiedyś.

Charlus i Dorea wysłali odpowiedź do Remusa po tygodniu od otrzymania Listu Intencyjnego. Przyniósł ją Łysek, jedna z rodzinnych sów, która pewnego poranka wylądowała przed zdenerwowanym Remusem i zaczęła dziobać palce chłopaka, gdy odebrał kopertę. Remus otworzył ją i zaczął czytać, co napisali mu państwo Potter, świadomy, że Mia i pozostali Huncwoci przyglądają się mu z zainteresowaniem. Na koniec westchnął z ulgą i spojrzał na Jamesa.

- Dziękuję – powiedział cicho, a James tylko skinął głową w odpowiedzi.

- Za co on tobie dziękuje? – Chciał wiedzieć Peter.

- Wysłałem do ojca szybką sowę – wyjaśnił James, posyłając Mii jeszcze szybszy uśmiech. – Obiecałem, że jeśli Remus nie będzie zachowywał się przyzwoicie w stosunku do mojej siostry, znajdę coś bardzo długiego i ostrego, i wbiję to w jego żebra.

- Możemy uznać, że spełniłeś już swoją groźbę, czy nadal mam się mieć na baczności? – Remus zachichotał, nadal nieco oszołomiony tym, że dostał od ojca Mii oficjalną zgodę na staranie się o nią.

- Miej się na baczności, radzę z całego serca – James wzruszył ramionami. – Trzymaj łapska przy sobie i między nami będzie wszystko w porządku.

- Jeśli będziesz trzymał łapska przy sobie, będziesz miał problem ze mną – ucięła Mia, posyłając bratu mrożące krew w żyłach spojrzenie. – Możesz się wściekać, ile chcesz, Rogaczu, ale uwierz mi, że ja gryzę, prawda, Syriuszu?

Syriusz tylko uniósł rękę, która nadal nosiła blizny po tym, jak Mia ugryzła łapę Łapy podczas pierwszej transformacji w Animaga.

- Daj im na razie spokój, Rogaczu. Mia potrafi o siebie zadbać.

- Dziękuję – Mia uśmiechnęła się do Blacka, który skinął do niej głową. – A skoro chcesz się kimś zająć w obronie mojego honoru, zostaw Remusa i jego ręce, a weź się za kogoś innego, kto nie potrafi odwrócić wzroku, kiedy natyka się na coś nieprzeznaczonego dla niego.

Peter bardzo szybko opuścił głowę, słysząc słowa Mii.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Może to było dziwne, ale okazało się, że Huncwoci stanowili najmniejszy problem, kiedy chodziło o nowy poziom związku Mii i Remusa. Sposób, w jaki Remus starał się o Mię, romantyczny i staromodny, przyciągnął w jego kierunku niektóre czarownice, zwłaszcza Krukonki, które ani się z Mią nie przyjaźniły, ani się jej nie bały – jeszcze. Mary, Alice i Lily starały się trzymać inne dziewczyny z daleka od pary, ale Huncwoci bardzo szybko zaczęli podpuszczać czarownice do flirtowania z Remusem. Bo jedynym śmieszniejszym widokiem od Krukonki robiącej z siebie idiotkę był Remus postawiony w bardzo niekomfortowej sytuacji.

Mia weszła do biblioteki któregoś leniwego, sobotniego poranka i zdziwiła się, widząc w niej Jamesa, Syriusza i Petera. Dopiero po chwili zauważyła stolik w głębi pomieszczenia, przy którym grupa Krukonek otoczyła Remusa. Chłopak robił wszystko, żeby skupiać uwagę na treści książki o Starożytnych Runach, którą miał przed nosem. Zauważyła, że wyglądał tak, jak kilka lat wcześniej – jak jedenastolatek, który bał się jakiegokolwiek dotyku.

Trzy z czterech dziewcząt ubranych w bardzo obcisłe szaty z niebiesko-brązowym obramowaniem usiadły na ławeczkach obok Remusa, natomiast czwarta miała czelność przysiąść na stoliku, żeby zwrócić na siebie uwagę chłopaka.

- Podoba się wam ten spektakl? – Zapytała Mia, podchodząc do roześmianych Huncwotów. Mary, Alice i Lily stanęły za nią i zmrużonymi oczami przypatrywały się Krukonkom, które właśnie weszły na terytorium Gryffindoru.

- Oczywiście, kotku – Syriusz uśmiechnął się półgębkiem, a między jego wargami wisiał niezapalony papieros. – Gdybym wiedział, że w bibliotece bywa tak zabawnie, zacząłbym tu przychodzić kilka lat temu.

- Nie przeszkadza ci to? – Zapytał siostrę James.

Mia prychnęła, wyrwała papierosa z ust Syriusza i wyrzuciła go do najbliższego kosza na śmieci.

- Przeszkadza mi to, że Remus czuje się niekomfortowo. Przeszkadza mi fakt, że Krukonki mają tendencję do dotykania tego, co nie należy do nich – podobało się jej tylko to, że Marlene McKinnon nie było pośród nich.

Syriusz roześmiał się.

- To teraz Remus należy do ciebie?

- Stul dziób. Wiesz, o co mi chodzi. Czy naprawdę sama muszę to przerwać? – Podparła boki rękoma. – A może wy…?

- Zostawimy naszego przyjaciela na pożarcie wilkom? – Zasugerował Syriusz.

- Można to tak ująć – zmrużyła oczy i odwróciła się na pięcie, żeby podejść do stolika. Usiadła naprzeciwko niego. Za nią podążyli Huncwoci. – Dzień dobry, kochanie.

Remus upuścił książkę i spojrzał na nią błagalnie. Uśmiechnęła się do niego słodko i przeniosła spojrzenie na Krukonki.

- Możemy w czymś wam pomóc? Wyglądacie na zagubione.

- Chciałyśmy się tylko przywitać z Remusem – odpowiedziała blondynka. Mia rozpoznała w niej Callistę Hitchins, jedną z dziewcząt, które w Walentynki próbowały otruć Syriusza eliksirem miłosnym.

- Cóż za zbieg okoliczności! Remus właśnie chciał się z wami pożegnać – rzuciła zimnym tonem Mia.

Dwie Krukonki zachłysnęły się oddechem i Mia wywróciła oczami, rozpoznając również je – Sophia Buckley i Mirabella Ellis, dwie członkinie fanklubu Syriusza Blacka. I jednocześnie dwie kolejne czarownice, które doświadczyły kiedyś klątwy z ręki Mii Potter.

- Jeśli jesteście tu, bo chcecie mu podać ukradkiem eliksir miłosny, musicie wiedzieć, że Remus jest zbyt inteligentny, żeby się na coś takiego nabrać. Co również oznacza, że jest inteligentniejszy od was.

- Może i jest inteligentny – oświadczyła Callista, mrużąc oczy. – Ale uważam, że jest również ślepy.

- Na twoim miejscu, uważałabym na słowa, Hitchins – ostrzegła ją Mary. – Nie chciałabyś skończyć ze słowem „Zdzira" wypisanym na twarzy, prawda?

Callista, Sophie i Mirabella spojrzały z wściekłością na Gryfonów.

- Grozisz mi, Macdonald? – Zadrwiła z niej Callista wyzywającym tonem, jednak nie na tyle głośno, żeby zbudzić przysypiającą bibliotekarkę.

- Ona ci nie grozi – odpowiedziała spokojnie Mia, jednocześnie zmieniając kolor oczu na bursztynowy. Powiało od niej niebezpieczeństwem. – Jeżeli kiedykolwiek spróbujesz manipulować, rzucać zaklęcia czy uroki, zatruwać lub w inny sposób krzywdzić moich przyjaciół, będziesz musiała się martwić o coś więcej niż kilka pryszczy na twarzy.

- Nie wierzę! – Prychnęła Callista. – Remusie, nie mam pojęcia, co ty w niej widzisz!

W tej chwili Remus już nie wyglądał jak przestraszony pierwszak, który czuje się niekomfortowo. Jego oczy błyszczały złotem. Uśmiechnął się szeroko i sięgnął ręką przez całą szerokość stołu. Ujął dłoń Mii w swoją i pogładził ją kciukiem.

- „Idzie w ciemności, jak noc, która kroczy w cichym gwiazd gronie przez bezchmurne kraje" – uniósł jej dłoń do swoich ust i złożył na niej pocałunek. Krukonki westchnęły. – „Co cień i światło w sobie kras jednoczy, to w jej obliczu i w jej oczach taje i razem spływa w taki stan uroczy, jakiego niebo dumie dnia nie daje".

- Na bogów… - Lily zarumieniła się i odwróciła od nich wzrok, bo poczuła się, jakby podglądała ich w bardzo intymnym momencie.

- Matko Merlina – wyszeptała Alice, przyciskając dłonie do piersi.

Mary zachichotała.

- Do jasnej cholerki!

- Ja pierdolę! – Zaśmiał się Syriusz ze swoim zwyczajowym wdziękiem. – Dobra robota, Luniaczku. Jeśli Mia kiedyś da ci kosza, chyba ja zacznę się do ciebie przystawiać.

Chłopcy, poza dumnym Remusem, wybuchli śmiechem.

- To było przepiękne – zagruchała Sophia, zapatrzona w Remusa, całkowicie ignorując to, co działo się za jej plecami.

- Jeżeli ktokolwiek poza Mią jest w stanie podać mi nazwisko autora tych słów – zaczął Remus, kierując wzrok zielonych oczu na Krukonki, - wycofam się ze swoich konkurów.

Krukonki zbladły, otworzyły usta, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo.

- Nic? – Podpuszczał je Remus, czekając na odpowiedź. – W takim wypadku byłbym wdzięczny, gdybyście zechciały zostawić mnie w gronie przyjaciół, z moją dziewczyną. Dziękuję za wasze towarzystwo. To było oświecające… Przeżycie.

W momencie, kiedy Krukonki opuściły bibliotekę, Mia ze śmiechem pochyliła się nad Remusem i klepnęła go wolną dłonią w głowę.

- Cytujesz mi lorda Byrona? Nawet się nie starasz.

- To było urocze, Remusie – Lily uśmiechnęła się do przyjaciół. – Masz ogromne szczęście, Mia.

Mia wyszczerzyła zęby i uniosła brew.

- Powinnaś usłyszeć, co Remus mi cytuje, kiedy jesteśmy sami.

Prawie natychmiast James zjawił się przed nimi i oparłszy ręce na stoliku, pochylił się nad przyjacielem.

- Ah, tak? A co dokładnie Lunatyk cytuje ci, kiedy jesteście sami?

- Równania numerologiczne – odpowiedziała bez wahania Mia, obdarzając brata diabelskim uśmieszkiem. – Czemu pytasz? Miałby mi cytować coś innego?

James zmarszczył brwi, słysząc jej niewinny ton.

Ich sprzeczkę przerwał marzycielski głos.

- Uważam, że to było piękne.

Mia podniosła wzrok i zobaczyła czwartą Krukonkę, stojącą nieopodal. Miała długie, jasne włosy, tak samo jasne, sarnie oczy i niewielki uśmiech na ustach, kiedy tak patrzyła na grupę Gryfonów. Lily i Mary spięły się, ale Mia pokręciła głową.

- Witaj, Pandoro.

- Witaj, Mia Potter – odpowiedziała słodko Krukonka. – Nie byłam pewna, czy znasz moje imię, ale ja, oczywiście, znam twoje.

Mia zaśmiała się cicho w odpowiedzi. Luna bardzo przypominała swoją matkę. Pandora westchnęła.

- Chciałam przeprosić za moje koleżanki. Próbowałam im powiedzieć, że wy dwoje na poważnie się o siebie staracie, ale chyba mnie nie słyszały.

- Albo cię zignorowały – wtrąciła Mary.

- O… - Pandora z namysłem pokiwała głową, jakby ta myśl nigdy nie przeszła jej przez głowę. – Cóż, chciałam tylko powiedzieć „przepraszam" w imieniu Krukonów. Nie wszyscy jesteśmy źli. Obiecuję, że ja nie będę się starała odbić ci chłopaka. Widzę, że jest tobą oczarowany.

Mia cały czas się uśmiechała. Brutalnie zdusiła w sobie wspomnienia.

- Doceniam to. Dobrze jest mieć chociaż jedną przyjaciółkę w Ravenclawie.

- Przyjaciółkę? – Uśmiech Pandory poszerzył się. Dziewczyna spojrzała na Syriusza. – W taki razie, jako przyjaciółka, postaram się, żeby moje lokatorki nie próbowały podać ci ukradkiem eliksiru miłosnego.

Syriusz spojrzał na Pandorę z zaciekawieniem i skinął powoli głową, po czym posłał przyjaciołom inne spojrzenie. Mia znała ten wyraz twarzy – sama tak właśnie patrzyła na Lunę, kiedy uważała, że dziewczyna zwariowała.

- Jeszcze jedno… Powinieneś pozbyć się Gnębiwtrysków ze swojej głowy – rzuciła Pandora do Jamesa.

Mia wybuchła histerycznym śmiechem.

- Gnębiwtrysków? – James uniósł brew.

- Tak. Wpadają ci do głowy przez uszy i z ich powodu nie możesz się skupić. Mnożą się w alarmującym tempie, kiedy patrzysz na… - Urwała i powiodła wzrokiem od Jamesa do Lily, która najpierw się zaczerwieniła, a potem rzuciła Potterowi mordercze spojrzenie.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

11 grudnia 1976

Mia mocno trzymała Remusa.

Ukryci za kotarami łóżka chłopaka, które zaczarowali tak, żeby nie można było ich ruszyć, niesłyszani z zewnątrz, Remus i Mia korzystali z rzadkiego momentu, kiedy byli sami. Trwał ostatni weekend, podczas którego można było odwiedzić Hogsmeade przed świętami Bożego Narodzenia i większość uczniowskiej populacji była w wiosce. Jeśli zaś chodziło o samych Huncwotów, James wyciągnął Syriusza na trening Quidditcha, a Peter usłyszał groźne „wypierdalaj stąd, albo ponieś konsekwencje" od Remusa. Gdy zostali sami, Remus rzucił Mię na swoje łóżko i szybko pozbawił ją ubrań.

Nigdy nie będzie miał dość tej czarownicy.

Przed sprowokowaniem Więzi Watahy, chwile, kiedy uprawiał z Mią seks sprawiały, że czasami cierpiał. Oczywiście, ich seksualne spotkania męczyły go fizycznie, co trzymało wilka na smyczy, szczególnie przed pełnią księżyca, ale wiedza, że ona nie była mu przeznaczona… Sprawiała, że coś w jego duszy swędziało, miejsce, którego nie mógł podrapać. Każda chwila, którą spędzał w niej przypominała mu, że nie mógł jej mieć w taki sposób, w jaki chciał. I jednocześnie wiedział, że kobieta, którą będzie mógł mieć w taki sposób, nie będzie Mią.

Jednak po powstaniu watahy… Coś się zmieniło. Ta więź sprawiła, że Mia w jakiś sposób należała do niego i wilk był zachwycony, gdy mógł ją posiąść. Więc robił to często. Zamiast pustki i potrzeby wypełnienia tej pustki, jaką czuł wcześniej po tym, gdy ich zmęczone, spocone ciała padały na łóżko, teraz czuł tylko spełnienie i radość. Gdzieś na skraju jego umysłu, wilk zawsze mu przypominał, że to tylko tymczasowe rozwiązanie. Kiedy znajdzie swoją przeznaczoną kobietę, nie będzie już więcej potrzebował Mii, nie będzie chciał Mii. Nie. Wtedy będzie pożądał, potrzebował całym sobą innej kobiety.

Remus z tym walczył. Walczył dla Mii, dokładnie tak, jak prosił go o to Syriusz. Wszystko albo prawie wszystko, tak sobie przyrzekli i on dawał w siebie wszystko dla dobra tego związku. Dlatego wysłał formalny List Intencyjny do jej rodziców i jej brata. Nie wymagała tego od niego i on o tym wiedział, ale chciał sobie coś udowodnić. Mia – przynajmniej w tym momencie – wybrała jego przed Syriuszem. Wybrała jego, półkrwi wilkołaka przez czarodziejem czystej krwi, pochodzącym ze starożytnego, szlachetnego rodu. Sądząc po reakcjach pozostałych uczniów, Syriusz był zdecydowanie przystojniejszy i bardziej czarujący od niego. Remus doskonale wiedział, że Mia kochała Syriusza i ta ostatnia próba stworzenia z nią związku była właśnie tym – ostatnią próbą na zyskanie szczęścia. Dlatego nie mógł sobie pozwolić na powstrzymywanie się.

Niestety, jego publiczna deklaracja przyniosła mu wiele problemów, nie tylko w postaci nachalnych Krukonek, które obsesyjnie używały zaklęć zmniejszających na swoich ubraniach. Nie, Remus potrafił poradzić sobie z dziewczynami, bo zdawał sobie sprawę, że gdyby dowiedziały się czym w rzeczywistości jest, uciekłyby z krzykiem. Prawdziwy problem pojawił się pod postacią nieprzyjemnego listu, który Remus otrzymał od ojca. Trochę czasu zajęło, zanim nowiny o czynie Remusa dotarły do domostwa Lupinów, kiedy jednak to się stało, Lyall Lupin nie był zadowolony, że jego syn przyciąga tyle niechcianej uwagi do swojej osoby.

Remus był wdzięczny, że Lyall nie przysłał mu Wyjca.

- Jak źle? – Zapytała Mia, marszcząc brwi, kiedy Remus otworzył list w Pokoju Wspólnym. Syriusz, James, Peter i Lily byli obok i z uwagą wpatrywali się w przyjaciela. Jego spojrzenie ciemniało z każdym przeczytanym słowem, jego oddech przyspieszał z każdą linijką.

- On… Zaczął pić. Jestem pewny – patrzył na słowa listu niewidzącym wzrokiem i czuł, jak przepełnia go cierpienie, którego nie zadały mu lata dystansu i braku fizycznego ciepła, jakiego nie zapewnili mu rodzice. – Pisze, że byłem głupi, skoro zdecydowałem się publicznie okazać moje uczucia i żebym…

Zawarczał i rzucił list na podłogę, po czym ukrył twarz w dłoniach, żeby nie pokazać przyjaciołom swojego gniewu, żalu i wstydu, które toczyły walkę w jego oczach.

James westchnął, sfrustrowany w imieniu przyjaciela. Podniósł list z podłogi i zaczął czytać na głos, biorąc brak poruszenia przyjaciela jako pozwolenie.

- „Mogę tylko mieć nadzieję, że zaczekasz do osiągnięcia pełnoletności zanim zagryziesz i zabijesz tę biedną dziewczynę. Wtedy, gdy cię złapią i skażą na dożywocie w Azkabanie, ja nie będę odpowiedzialny za twoje czyny".

James zacisnął dłonie w pięści, gniotąc pergamin. Syriusz nerwowo przechadzał się przed kominkiem. Peter się trząsł, a Lily stała za nim i pokrzepiająco klepała go po ramionach. Mia z miłością przeczesała włosy Remusa dłonią. Ten prosty gest pokazał chłopakowi, że ona się go nie boi.

- „Ponieważ wygląda na to, że nie potrafisz się kontrolować, nie jesteś u nas mile widziany podczas świąt Bożego Narodzenia. Bardzo mnie to boli, ponieważ w ostatnim czasie twoja matka nie czuła się najlepiej".

- Czekają nas kolejne święta u Potterów – zasugerował Syriusz, próbując przełamać zły humor, który nagle zawisł nad Pokojem Wspólnym.

Remus zmusił się, żeby przestać myśleć o słowach swojego ojca i zdecydował się skoncentrować swój gniew na jednym zadaniu: udowodnieniu, że nie jest potworem, za którego ma go jego własny ojciec. Każdy śmiech, każde westchnięcie i każdy jęk, które wydawała z siebie Mia z jego powodu napędzało go, nadawało mu sens i pokazywało, że był bardziej człowiekiem, niż bestią. Nie zwracał uwagi na to, jak często warczał do jej ucha, poruszając się w niej.

- Dziękuję Merlinowi za Quidditcha – zaśmiała się Mia pomiędzy zduszonymi jękami, czując, że Remus złapał odpowiedni rytm i się do niej uśmiechał.

- Nie na taki rodzaj poezji miałem nadzieję – przekomarzał się z nią. Pochylił się o złapał zębami płatek jej ucha. Po chwili przeniósł wilgotne wargi na jej kark.

Wyszczerzyła zęby i klepnęła go w ramię.

- To ty jesteś poetą.

- Skoro nalegasz – pocałował ją w miejscu, gdzie wyczuwał jej puls i prawie warknął z zachwytu, gdy poczuł go pod swoimi ustami. – „Całe twoje ciało ma w sobie przeznaczone mi naczynie lub słodycz…"

Całował jej gardło i wdychał aromat miodu i powietrza po burzy.

Mia mocno wbiła palce w jego plecy i zaczęła przesuwać je wyżej.

- „Podnosząc rękę…" – Odpowiedziała z uśmiechem. –„Trafiam wszędzie na gołębia, co szukał mnie…"

Jej dłonie ślizgały się po jego ramionach, po jego piersi, z czułością śledząc stare blizny.

- „Jakby ciebie, miłości, uczyniono z gliny dla moich dłoni garncarskich".

Remus jęknął i siłą trzymał oczy otwarte, bo chciał widzieć, jak jej policzki czerwienieją, jak jej usta otwierają się, żeby nabrać więcej powietrza do płuc.

- „Twoich kolan, twych piersi, twej kibici…" – Wyszeptał prosto do jej ucha, leniwie się z nią kochając. – „Brakuje we mnie jakby w wydrążeniu ziemi spragnionej, od której oddzielono…"

- Remusie… - Wydyszała Mia, zamykając oczy. Jej eleganckie, wąskie palce zagłębiły się mocno w mięśnie jego ramion.

-„… formę. A razem jesteśmy całkowici jak jedna rzeka, jak jedno ziarnko piasku".

Ostatkiem sił wykrztusił jej imię, chowając twarz nad jej obojczykiem.

Po chwili się z niej ześlizgnął. Gdy tylko poczuł, że leży plecami na materacu, objął ją i przyciągnął do siebie. Kontynuował pieszczotę tej wrażliwej skóry za jej uchem.

- Nigdy się tobą dostatecznie nie nacieszę.

- Jeśli za każdym razem będziesz zapraszał do naszego łóżka Pabla Nerudę, ja się na pewno nie obrażę.

Przerwało im kaszlnięcie dobiegające zza zasłony.

Zirytowana Mia jęknęła, a Remus warknął, wdzięczny za to, że Zaklęcia Wyciszające działały przynajmniej w jedną stronę. Oni słyszeli, co się dzieje poza bezpieczną przestrzenią łóżka, natomiast nikt zza zasłony nie mógł usłyszeć ich. Remus zaczął szukać różdżki, zawiedzony tym, że ich miłe chwile zostały przerwane.

- Ja się tym zajmę – wymamrotała Mia i bez pomocy różdżki anulowała zaklęcia.

- Czego?! – Parsknął Remus w kierunku zasłony.

- Wybacz – odpowiedział Peter.

- Nie kazałem ci wypierdalać stąd godzinę temu?

- Remusie! – Syknęła Mia, chociaż w głębi serca była zadowolona, że przyjął wobec Petera taki ton.

- Dwie godziny temu – poprawił go cichym głosem Peter.

Remus nie mógł się powstrzymać od rzucenia Mii dumnego uśmieszku. Bezgłośnie wymamrotał do niej „dwie godziny" i sugestywnie poruszył brwiami. Mia zaśmiała się i klepnęła go w ramię.

- Pomyślałem, że poinformuję was zanim ktoś naskarży McGonagall.

Mia usiadła.

- Poinformujesz nas o czym?

- Carrowowie wyzwali Syriusza na pojedynek.

- Kurwa – wymamrotał Remus. – Zaraz do ciebie przyjdziemy. Gdzie się umówili?

- Na boisku – odpowiedział Pettigrew.

- Ubieraj się – nie było mowy, żeby Remus odsunął zasłony, dopóki Mia nie będzie się odpowiednio prezentować, szczególnie, że Peter miał niemiły zwyczaj podglądania jej. Chciał o tym kiedyś z nim porozmawiać, ale zawsze uważał, że był zły czas. Zwykle, za blisko pełni księżyca.

- McGonagall jest we wiosce – powiedział po chwili, wciągając spodnie. – Gdzie jest Filch?

- Przy bramie – wyjaśnił Peter.

- W takim razie musimy się martwić wyłącznie o Lily – Remus westchnął. – Peter, postaraj się, żeby się nie pojawiła na boisku. Mia i ja będziemy tam za chwilę.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Remus i Mia biegli korytarzami tak szybko, jak mogli, ciesząc się, że Filch nie przebywał na zamku i nie patrolował go w poszukiwaniu uczniów łamiących zasady. Pędząc przez marmurową klatkę schodową, Mia zastanawiała się, co musiał mieć w głowie Syriusz, żeby przyjmować wyzwanie na pojedynek od jakiegokolwiek Ślizgona, nie mówiąc już o bliźniętach Carrow. Zawsze była szansa, że Syriusz zachowa się honorowo i będzie się pojedynkował zgodnie z regułami, co postawi go na przegranej pozycji. Mia doskonale wiedziała, że Carrowowie nie potrafią grać fair.

Wbiegli na boisko do Quidditcha i pierwszym, co się rzuciło im w oczy, była uniesiona różdżka Syriusza, z której emanowało czerwone światło, przeciwdziałające każdej klątwie rzucanej przez Amycusa. James stał kilka metrów na prawo od Syriusza i uważnie przenosił spojrzenie między Amycusem i Alecto, która była sekundnikiem swojego brata.

Mia chciała zawołać chłopców, ale powstrzymała ją dłoń Remusa na jej ramieniu.

- Rozproszysz ich, jeśli teraz coś powiesz – ostrzegł ją.

Mia zmarszczyła brwi, ale zrozumiała, co miał na myśli. Każde odwrócenie uwagi mogło okazać się niebezpieczne dla Blacka. Carrowowie znali brudne zagrywki. Niewielką pociechą była dla niej wiedza, że w przyszłości oboje nie żyją.

- Impendimenta! – Krzyknął Amycus z brzydkim grymasem, wykrzywiającym jego twarz. Rzucił Syriuszowi mordercze spojrzenie, kiedy Gryfon z wdziękiem uchylił się przed szybującym zaklęciem.

- Tylko na tyle cię stać? – Syriusz wybuchł śmiechem. – Nawet nie wiem, czemu spodziewałem się czegoś więcej.

- Zamknij mordę, ty zakłamany zdrajco krwi! – Wrzasnęła Alecto, próbując zachwiać skupieniem Blacka.

Syriusz ją zignorował.

- Levicorpus! Everte Statum!

Amycus nagle znalazł się w powietrzu, trzymany niewidzialną ręką za kostkę, zwisając głową w dół. Po chwili potężna siła odrzuciła go za linię połowy boiska, gdzie upadł z hukiem. I stało się dokładnie, jak Mia podejrzewała: zamiast pozwolić bratu dokończyć pojedynek, Alcecto wskoczyła na jego miejsce i wycelowała różdżkę w Syriusza.

- Defodio!

Mia otworzyła szeroko oczy, widząc, jak z różdżki Ślizgonki wypływa czerwone światło, po czym uderza w nieosłonięte ramię Syriusza i przedziera się przez skórę, aż do krwi. Czuła jej zapach nawet z tego miejsca, w którym stała.

Syriusz zamrugał powiekami, czując nagły, ostry ból. Krew zaczęła przesączać przez jego szaty do Quidditcha.

James wycelował różdżkę w Alecto i już chciał odpowiedzieć ogniem, ale Amycus zdążył się podnieść i zalał boisko falą Ogłuszaczy. Z tego powodu James musiał całą swoją energię skupić na Zaklęciach Ochronnych, broniących jego i Syriusza przed wyeliminowaniem z pojedynku.

- Expelliarmus! – Wrzasnęła Alecto, rozbrajając Syriusza, który z powodu rany na ramieniu ledwo trzymał swoją różdżkę.

W tym momencie James opuścił swoje tarcze, żeby ruszyć na pomoc Syriuszowi, a Amycus skorzystał z okazji i rozbroił Gryfona. Wyglądało to tak, jakby Ślizgoni z wyprzedzeniem zaplanowali taki rozwój wydarzeń, a James i Syriusz byli zaskoczeni, że dali się tak łatwo nabrać.

Carrowowie zwrócili się w stronę bezbronnego Syriusza. Rozbrojenie Gryfonów oznaczało w praktyce koniec pojedynku, ale ślizgońskie bliźnięta wyglądały niebezpiecznie i z mordem w oczach wpatrywały się w Blacka.

- Niech wam będzie. Wygraliście tę rundę – powiedział James gorzkim tonem.

- rundę? – Zapytał Amycus, śmiejąc się szaleńczo. – Potter, my wygrywamy każdą rundę. Dwóch zdrajców krwi. Nie masz pojęcia, jak on nas wynagrodzi, kiedy dowie się, co zrobiliśmy.

Mia zbladła i sięgnęła po różdżkę. Szybkim krokiem ruszyła ku walczącym, a Remus dotrzymywał jej tempa.

- Powiecie komu? I co? Że w końcu udało się wam wygrać pojedynek? – James roześmiał się na cały głos. – Zawsze przychodzi ten pierwszy raz.

- I zawsze przychodzi ostatni raz – zachichotała Alecto. Jej różdżka wycelowana była w Syriusza, natomiast Amycus trzymał na celowniku Jamesa. – Będę należała do elity. Może nawet doceni mnie bardziej, niż Bellatrix.

Wspomnienie jego szalonej kuzynki starło uśmieszek z ust Syriusza. Instynktownie chłopak zbliżył się do Jamesa.

- Nie mogę się doczekać wyrazu twarzy Czarnego Pana, gdy dowie się, że zabiłam Syriusza Blacka!

Mia widziała zaklęcie formujące się na ustach Amycusa. Jednak zanim miał okazję wypowiedzieć jego pierwszą sylabę, dziewczyna wrzasnęła „Drętwota" i Ślizgon osunął się na ziemię.

Mia miała nadzieję, że upadek jej brata sprawi, że Alecto zwróci się przeciwko niej, ale Ślizgonka była zdeterminowana w swoim postanowieniu. Zanim Mia albo Remus zdążyli zareagować, Alecto zachichotała szaleńczo i posłała w stronę Blacka klątwę.

- Sectumsempra!

- Nie! – Krzyknęła Mia i rzuciła się do przodu. Jej oczy już pokrywały łzy.

U ich stóp krew zaczęła wsiąkać głęboko w ziemię.