Od tłumaczki: Przepraszam, że wczoraj nie wrzuciłam rozdziału, ale miałam trudny tydzień. Na szczęście, od kolejnego weekendu wszystko powinno wrócić do normy, rozdziały będą się pojawiać w sobotę lub w niedzielę.
Jeśli zaś chodzi o sam rozdział… Powoli prawda wychodzi na jaw. Przynajmniej częściowo. Nasi bohaterowie zaczynają dorastać. Rozdziały z tego powodu robią się poważniejsze, mroczniejsze. Dojrzalsze. Bo takie są ich problemy.
ROZDZIAŁ 60 – WĄCHACZE I MUGOLE
23 grudnia 1976
Czując, jak opadają osłony wzniesione wokół Dworu Potterów, Mia w końcu wyszła z sypialni, w której godzinami ukrywała się przed Jamesem i Syriuszem, i skierowała się ku drzwiom wejściowym. Po jej twarzy przemknął uśmiech, kiedy usłyszała, jak jej rodzice rozmawiają z Lily, która właśnie wróciła z Cokeworth.
- Bardzo dziękuję, że pozwolili mi państwo na spędzenie świąt Bożego Narodzenia z wami i waszą rodziną – powiedziała grzecznie Lily tonem, jakiego zwykle używała wobec nauczycieli w Hogwarcie.
- Nie ma problemu, kochanie – odpowiedziała entuzjastycznie Dorea. – Zawsze jesteś mile widziany gościem w naszym domu. Bardzo się cieszę, widząc Mię w towarzystwie innych czarownic. Myślę, że chłopcy latami wywierali na nią zły wpływ.
Mia wywróciła oczami, wchodząc do przedsionka.
- Albo to, albo doprowadzili tę biedną dziewczynę do szaleństwa – dodał Charlus, kątem oka dostrzegając postać córki.
- Słyszałam to – Mia rzuciła ojcu pobłażliwy uśmieszek i przywitała się z Lily silnym uściskiem. – Dzięki niech będą Merlinowi za to, że już tu jesteś. Syriusz zaczarował wszystkie jemioły i porozwieszał we wszystkich komnatach. Przechwala się tym, że jako pierwszy stał się pełnoletni.
Obie czarownice były nieco zirytowane, kiedy okazało się, że pierwszą osobą z ich rocznika, która ukończyła siedemnaście lat był właśnie Syriusz. Od tego momentu mógł legalnie posługiwać się magią poza Hogwartem. Mia zapytała profesora Dumbledore'a o swój własny status, ale dowiedziała się tylko tego, że Ministerstwo za jej oficjalną datę urodzenia przyjęło dzień urodzin Jamesa w marcu i do tego dnia będzie miała na sobie Namiar.
- Uważam, że to bardzo dobre zaklęcie – obwieścił z uśmiechem Charlus.
- Oczywiście, że tak – Mia spojrzała na ojca pochmurnie, ale z uśmiechem czającym się w kącikach jej ust. Charlus roześmiał się, ujął dłoń Dorei i wyprowadził ją do ogrodu.
Lily spojrzała na zieloną krzewinkę, która wisiała w rogu komnaty. Czerwone wstążki zwieszały się z drewnianego łuku, który ozdabiał jemiołę wraz z równie czerwonymi owocami. Roślinka wyglądała idealnie i bardzo niewinnie. Lily nerwowo przygryzła wargę.
- Chcę wiedzieć, jak działają te jemioły?
- Wydają z siebie wrzaski rodem z dreszczowca za każdym razem, kiedy ja i Remus jesteśmy sami w pomieszczeniu – prychnęła Mia. – Nadal nie wiem, jak on to zrobił. Musiał połączyć Zaklęcie Hałasu z Urokiem Śledzącym.
Po raz pierwszy jemioła narobiła hałasu późno w nocy, kiedy Mia ukradkiem przemknęła do sypialni Remusa, żeby pożyczyć mu interesującą go książkę. Zdążyła przestąpić próg i zrobić kilka kroków w głąb komnaty, kiedy krzewinka zaczęła wrzeszczeć. Syriusz i James w kilka sekund pojawili się w komnacie, z wyciągniętymi różdżkami i szerokimi uśmiechami tylko po to, żeby zobaczyć, jak Mia i Remus stoją kilka metrów od siebie z przerażonymi minami.
- To okropne – przyznała Lily, próbując się nie roześmiać. – Bardzo sprytne, ale okropne.
- O mnie mówisz? – Zapytał Syriusz, wchodząc do przedsionka ubrany wyłącznie w mugolskie jeansy i poplamioną olejem silnikowym białą, obcisłą koszulkę.
Lily parsknęła śmiechem.
- Skąd wiedziałeś?
- Usłyszałem słowa „bardzo sprytne" i domyśliłem się, że to o mnie.
Mia posłała Syriuszowi nieprzyjazne spojrzenie.
- Powiedziała też „okropne". Chodziło jej o takie znaczenie: jesteś okropny, bo stworzyłeś te paskudne, wrzeszczące jemioły.
Mówiąc, trzymała dłonie wsparte na biodrach. Pamiętała, jak stosowała tę pozę, rozmawiając z Harrym lub Ronem, gdy któryś z nich źle się zachował. Zawsze na nich działało. Przygniatało ich poczucie winy, które sprawiało, że zawsze dokańczali swoje zadania domowe i przepraszali. W przeciwieństwie do nich Syriusz tylko ją wyśmiał, całkowicie ignorując jej przymrużone oczy.
- Słyszałem tylko „sprytne" i tego będę się trzymał – mrugnął do obu dziewcząt. – Długo z nami zostaniesz, Evans?
Lily skinęła głową, próbując ukryć żal, który zagościł w jej spojrzeniu.
- Do końca ferii zimowych. Mam pewne problemy rodzinne – przyznała cichutko, a na jej policzki wpłynął rumieniec wstydu.
- Witaj w klubie – odpowiedział lekko Syriusz. – Kiedyś należałem do niego tylko ja, ale w pewnym momencie Potterowie stwierdzili, że nie mogę mieć wyłączności i zaczęli wprowadzać do niego pewnych łachmianiarzy. A skoro o łachmaniarzach mowa…
- Cześć, Lily – do przedsionka wszedł Remus, ubrany bardzo podobnie do tego, co miał na sobie Black.
Widok Remusa w zdartych, mugolskich jeansach i ciasnej koszulce sprawił, że Mia miała chwilowe problemy z oddychaniem. Jej myśli powoli zaczynały krążyć wokół tematów zakazanych w mieszanym towarzystwie, gdy jemioła umieszczona w rogu pomieszczenia zaczęła wrzeszczeć.
- Do cholery, Łapo! – Warknął Remus. – Nawet nie jesteśmy sami.
- Masz rację – Syriusz przekręcił głowę, podrapał się jedną dłonią po włosach, a drugą sięgnął po różdżkę i uciszył krzewinkę. – Ta była wadliwa.
- Potrzebujesz pomocy ze swoim kufrem? – Zapytał Remus, podchodząc do Lily. Wyciągnął umorusane olejem dłonie do Syriusza, niemo prosząc o Zaklęcie Czyszczące. – Tilly prawdopodobnie by nas wyręczyła, ale Mia zmusza ją, żeby na święta brała jeden dzień wolnego.
- To mój prezent dla niej – oświadczyła z dumą Mia, bardzo zadowolona z tego, że latami udawało się jej manipulować skrzatką domową.
- Dziękuję, Remusie. Doceniam twoją pomoc – Lily uśmiechnęła się do Remusa i z zazdrością obserwowała, jak Syriusz szybkim ruchem różdżki oczyszcza jego i swoje ręce. – Albo może poprosimy Syriusza, żeby skorzystał z Zaklęcia Lewitującego, skoro jako jedyny może używać magii.
Syriusz wyszczerzył zęby w uśmiechu, wysunął z dumą podbródek i położył dłonie na swoich biodrach.
- Dobrze jest być dorosłym.
- I nadal zachowywać się jak dziecko – dodała ze śmiechem Mia.
- Nigdy nie przestanę się tak zachowywać.
- Myślisz, że tego nie wiem?
Przerywając im, Remus zwrócił się do Lily, rozbawionej wymianą zdań między Syriuszem i Mią.
- Jeśli nie masz nic przeciwko mojemu pytaniu, dlaczego nie spędzasz świąt z rodziną?
Sięgnął dłonią do jednej z rączek kufra i skinął głową na Syriusza, żeby złapał z drugiej strony, skoro nie chciał korzystać z magii.
Syriusz z kolei wydął wargi do przyjaciela, prychnął z niesmakiem i machnął różdżką nad ciężkim kufrem, mrucząc długie zaklęcie. Kufer uniósł się w powietrze i łagodnie popłynął do przodu.
- Moja siostra zaprosiła na święta swojego mugolskiego chłopaka – wymamrotała Lily z krzywą miną.
Wyraz twarzy Mii był prawie identyczny z tym, który wykrzywiał usta przyjaciółki, gdy przypomniała sobie Petunię i Vernona Dursley'ów, dwójkę najgorszych Mugoli, jakich nie miała nieprzyjemności spotkać w tej linii czasowej.
- Ponieważ nie możemy mu powiedzieć, że jestem czarownicą, siedziałam tam i próbowałam powiedzieć mu coś o mojej szkole z internatem, nie zdradzając za wiele. Patrzył na mnie jak na wariatkę – Lily westchnęła z goryczą. – Jestem prawie pewna, że Petunia powiedziała mu, że wysłano mnie do szpitala psychiatrycznego.
- I twoi rodzice na to pozwolili? – Warknęła Mia, przypominając sobie, jak Harry kiedyś jej opowiedział, że jego wujostwo opowiedziało wszystkim, jak to przez niesprzyjające okoliczności zostali zmuszeni do wysłania swojego siostrzeńca do Ośrodka Wychowawczego imienia Świętego Brutusa dla Młodocianych Recydywistów.
Lily wzruszyła ramionami i wbiła wzrok w podłogę.
- Petunia jest pewna, że Vernon niedługo się jej oświadczy, więc moi rodzice zdecydowali, że nie będą robić wokół mnie zamieszania. I wydaje mi się, że tęsknią za czasami, kiedy byłam… Normalna.
Syriusz zarzucił rękę na jej ramiona i uśmiechnął się do niej, cały czas lewitując jej kufer.
- To Mugole nie są normalni, Evans. Kiedy to zrozumiesz?
Remus i Mia podążyli za Blackiem, który odprowadził Lily do jej sypialni.
- Pomyślałbym, że chętniej spędzisz święta z Alice albo Mary – drażnił się z Lily Remus. – Wiesz, że w tym domu mieszka James.
Lily parsknęła śmiechem i, udając obojętność, odpowiedziała Remusowi lekkim tonem. Zbyt lekkim. Takim, jakiego używała, kiedy kłamała.
- Jestem gotowa na takie poświęcenie.
Mia była jedną z kilku osób, które zauważyły, że w ostatnim czasie zmieniło się nastawienie Lily do Jamesa. Po pamiętnym incydencie na boisku, kiedy Potter prawie poświęcił swoje życie, żeby ratować swojego najlepszego przyjaciela, nawet Lily musiała przyznać, że chłopak nie był totalnym dupkiem.
- Alice spędza święta z rodziną Franka…
- Auć – zaśmiał się Syriusz. – Święta z panią Longbottom. Pewnie usłyszymy kilka ciekawych historii po powrocie do szkoły.
- A Mary wyjechała z matką do Francji – dokończyła Lily, zaskoczona tym, że Syriusz wszedł jej bezceremonialnie w słowo. Jednocześnie jego koncentracja się nieco rozproszyła i kufer zadygotał w powietrzu.
- Tak samo, jak Peter – powiedział Remus. – Jego tata dostał jakieś zlecenie we Francji i całą rodziną spędzają tam święta. Chyba zamierza tam otworzyć nowy sklep.
- Cieszę się, że jego rodzinie się powodzi – odpowiedziała Lily, rzucając Syriuszowi wdzięczny uśmiech, kiedy chłopak delikatnie postawił jej kufer przed drzwiami gościnnej sypialni, która znajdowała się naprzeciwko komnat Mii. – Wiem, że apteka jego taty gorzej funkcjonowała po tym, jak pan Pettigrew został oskarżony o korzystanie z Czarnej Magii. Uważam, że to była piramidalna bzdura!
Mia celowo opuściła wzrok na swoje paznokcie i z zainteresowaniem się im przyglądała.
- Mia, widziałaś Tilly? – Wrzasnął James z drugiej strony długiego korytarza. Po chwili wyszedł zza rogu, ubrany w mugolskie jeansy, podobnie jak Syriusz i Remus, ale nie miał na sobie białej, poplamionej olejem silnikowym koszulki, tylko prezentował dumnie nagą klatkę piersiową. Zdążył już się pozbyć uwalanej brudem odzieży. – Wiem, że ma wolne, ale nigdzie nie mogę znaleźć mojej koszulki Zjednoczonych z Puddlemere, a ona zawsze wie, gdzie… Evans?
- Potter – przywitała się grzecznie Lily, patrząc na chłopaka szeroko otwartymi oczami.
James zaczerwienił się i skrzyżował ramiona na piersi, brudząc swoją skórę olejem.
- Ja… To znaczy… Cześć.
Odkaszlnął i próbował nonszalancko oprzeć się o ścianę, ale jego ramię cały czas było umazane olejem i chłopak ześlizgnął się ze ściany, potknął i wymamrotał jakieś przekleństwo. Na ścianie został ciemny ślad.
Syriusz ukrył swój uśmieszek za ramieniem wyższego od siebie Remusa.
James jeszcze raz przeczyścił gardło i rzucił mordercze spojrzenie przyjacielowi.
- Ja… No cóż… Witaj w naszym domu? – Zapominając, że nie miał na sobie koszulki, przeczesał umorusanymi dłońmi włosy (prawdopodobnie zostawił na nich resztki oleju) i jeszcze raz spojrzał na swoją siostrę. – Mia, widziałaś Tilly?
- Nie – dziewczyna roześmiała się, widząc swojego brata zawstydzonego, prawie nagiego i umorusanego olejem, stojącego przed Lily. Po raz pierwszy w jej obecności rzeczywiście wyglądał na zażenowanego, zamiast pewnego siebie. Twarz Lily również płonęła czerwienią, kiedy próbowała patrzeć na cokolwiek poza jasną skórą Jamesa. – Powiedziałam jej, że nie ma odpowiadać na nasze wezwania, a wyłącznie na polecenia mamy i ojca. Jeśli tak bardzo jej potrzebujesz, musisz znaleźć rodziców.
- Dobrze, tak zrobię – James skinął głową i jeszcze raz spojrzał na Lily. – Do zobaczenia, Evans.
Lily westchnęła, widząc, jak James znika w innym korytarzu.
- Ledwie się do mnie odezwał.
Mia, Remus i Syriusz wymienili zaskoczone spojrzenia i potrząsnęli głowami.
- Może dał sobie z tobą spokój – zasugerował Syriusz i parsknął śmiechem, widząc złość pojawiającą się na twarzy Lily.
Mia i Remus zachichotali, kiedy powietrze wokół nich zaiskrzyło.
- Aha – fuknęła Lily i skrzyżowała ramiona na piersi. Potrząsnęła głową i uniosła wysoko podbródek. – To dobrze. Dla niego.
- A może go po prostu poprosiliśmy, żeby przystopował swoje zachowanie na okres świąt – przyznał Remus z małym uśmiechem. – Nie ma sensu, żebyś budziła się codziennie i widziała w swojej sypialni bukiety kwiatów i listy miłosne.
- No właśnie. Która czarownica byłaby zadowolona, gdyby ją ktoś tak traktował? – Zapytała sarkastycznie Mia.
- Zamknij się i pokaż mi mój pokój – Lily zmrużyła oczy, po czym została wprowadzona do komnaty przez przyjaciółkę.
Na wszelki wypadek Remus im nie towarzyszył, nie chcąc przypadkiem aktywować jednej z jemioł Syriusza.
- Przyjdźcie szybko na dół, to pomożecie mi pakować prezenty – krzyknął Black.
Lily wytknęła głowę z komnaty.
- Dlaczego nie skorzystasz z magii i sam ich nie zapakujesz? I mam nadzieję, że mi nic nie kupowałeś.
- Daj spokój, Lily. Kiedy Syriusz skończył siedemnaście lat, zyskał dostęp do skarbca, który zostawił mu jego wujek i wtedy Syriusz stwierdził, że zmarnuje jego zawartość na nas – Remus wywrócił oczami, włożył ręce do kieszeni i odwrócił się, żeby podążyć za przyjacielem, ale nie zauważył, że rzeczony przyjaciel zatrzymał się, spojrzał na niego i podniósł rękę.
- Po pierwsze, niczego nie marnuję. Uwierz mi, że wydałem bardzo niewiele w stosunku do tego, co zostało w skarbcu. Mój wujek oprowadził mnie po banku zeszłego lata, zanim umarł. Potrzebowałbym miotły, żeby zobaczyć wierzchołek góry złota, którą mi zostawił. Obawiam się lawiny, gdybym próbował coś stamtąd zabrać.
Mia zachichotała i potrząsnęła głową. Miała okazję widzieć, jak wyglądają skarbce Potterów i mogła sobie wyobrazić, że dziedzictwo Syriusza wygląda właśnie tak, jak to opisał. Taka ilość złota była śmieszna, ale zdecydowała, że w przyszłości zrobi z niej dobry użytek.
- Po drugie, wcale nie marnuję ich tylko na was. Sobie też kupiłem fantastyczny prezent świąteczny.
- Mówiąc „fantastyczny" masz na myśli „śmiertelnie niebezpieczny" – powiedziała Mia.
- Nową miotłę? – Zapytała Lily.
- Mugolski motocykl – wymamrotał Remus. – Używany. Który nawet nie jest na chodzie. Cały poranek nad nim pracowaliśmy.
- To dlaczego nie kupiłeś nowego?
Syriusz zaśmiał się.
- A jaka byłaby z tego zabawa?
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
27 grudnia 1976
- Mia! – Wrzasnął Syriusz ze swojej sypialni. – Zabierz ode mnie tego cholernego kota!
Od świąt Bożego Narodzenia minęło kilka dni i wszyscy mieszkańcy Dworu Potterów popadli w przyjemną, leniwą rutynę. Wieczorami czytali książki. Gdy pogoda na to pozwalała, James, Syriusz i Remus brali swoje miotły i przerzucali się nowiutkim Kaflem, którego James znalazł pod choinką. Popołudniami Mia i Lily odrabiały zaległe prace domowe, zaskoczone faktem, że chłopcy swoje zadania już skończyli. Dorea zmusiła Syriusza do zdjęcia swojego zaklęcia z jemioły wiszącej w bibliotece, pozwalając Mii i Remusowi na wspólne czytanie książek w jednym z ogromnych foteli. Było to dla obojga cudownie ciche doświadczenie.
Nie podobały jej się tylko momenty, kiedy Syriusz zaczynał wrzeszczeć na jej kota.
- O co się tak pieklisz? – Mia wsunęła głowę do sypialni Syriusza i zobaczyła, że chłopak przyjął postać Animaga. Ogromny czarny pies warczał na czarno-szarego kocura, który w ogóle się nie bał przeciwnika, tylko syczał na niego i mrużył swoje małe, błękitne oczy.
- Łapo! – Warknęła i obserwowała spokojnie, jak pies zmienił się w człowieka i oskarżycielsko wycelował palec w kota, prychającego i drepczącego przed nim w miejscu.
- Kot, Mia! Zabierz stąd tę parszywą bestię, najlepiej do swojej sypialni.
- Zostaw mojego małego Wąchacza w spokoju – zagruchała Mia i zgarnęła kociaka w ramiona. Uśmiechnęła się, gdy zwierzak przytulił główkę do jej policzka i zamruczał z zadowoleniem.
- Co za głupie imię dla kota – wymamrotał Syriusz, podchodząc do łóżka i pokazując Mii podrapaną czerwoną narzutę.
- Co za głupie imię dla psa – odpowiedziała pod nosem Mia. – Skoro tak bardzo ci się nie podoba, to po co mi go kupiłeś? Ty jesteś psem, mój chłopak jest wilkołakiem. Skąd przyszedł ci do głowy pomysł, że kot będzie dobrym pomysłem na prezent?
Mia zaśmiała się, widząc, jak Syriusz ściągnął podarty materiał z łóżka i sięgnął po różdżkę, żeby spróbować naprawić zniszczenia.
- Powinieneś był przynajmniej kupić takiego, który jest po części kugucharem. Wtedy byłby w stanie wyczuć, że jesteś Animagiem – powiedziała, tęskniąc po części za Krzywołapem.
Wiedziała, że w jej sercu nic nie zastąpi jej pierwszego zwierzęcia, ale musiała przyznać, że nie potrafiła ukryć podekscytowania, kiedy w bożonarodzeniowy poranek odpakowała małe, czerwone pudełko tylko po to, żeby znaleźć w nim małego, prychającego kociaka.
- Mogę zabrać Wąchacza i wymienić go na jakiegoś kuguchara? – Zapytał.
Zachichotała, kiedy Wąchacz znowu syknął do Syriusza.
- Nigdy w życiu.
- Niech ci będzie – zgodził się i podszedł do swojego stolika nocnego, żeby podnieść leżącą na nim książkę. – A mówiąc o nietrafionych prezentach, ta mugolska książka, którą mi podarowałaś jest śmieszna. Zapytaj Evans, czy Mugole naprawdę tak myślą o czarodziejach.
Wcisnął jej książkę w ręce i podszedł do drzwi.
- To tylko opowieść, Syriuszu – Mia westchnęła i postawiła kota na ziemi, zachęcając go do wyjścia z sypialni chłopaka. – To nie jest Historia Magii.
- On nawet nie jest prawdziwym czarodziejem, Mia! – Krzyknął.
- Oz nie jest prawdziwym miejscem. To tylko opowieść. Czyta się ją dla zabawy.
Potrząsnął głową.
- To bardzo głupia opowieść. Czarodziej nie może używać magii, połowa czarownic należy do Śmierciożerców, a wielkim zwrotem akcji w całej opowieści jest odkrycie przez mugolską dziewczynę, że cały czas miała na sobie Świstoklik.
- Jej buty nie były Świstoklikiem – Mia roześmiała się, słysząc w jaki sposób Syriusz podsumował książkę. Skoro tak bardzo zirytował go „Czarnoksiężnik z krainy Oz", Mia postanowiła, że na urodziny podaruje mu kolejne książki pochodzące z klasycznej mugolskiej literatury fantastycznej. Może „Władcę Pierścieni". Nie ma obrazków, za to zawiera dużo słów. Dużo trudnych słów.
- Bezużyteczne przedmioty, których rolą było zabranie jej do domu? – Syriusz skrzyżował ramiona, gotowy do dyskusji. – Jak inaczej byś je nazwała?
Mia zastanowiła się przez chwilę.
- No, dobrze. To był Świstoklik – przyznała niechętnie.
- I jestem prawie stuprocentowo przekonany, że cała ta akcja była wymyślona przez goblinów.
- Manczkinów – poprawiła go.
- Od tej pory nie wolno ci kupować dla mnie książek.
- W takim razie od tej pory nie wolno ci kupować dla mnie zwierząt.
- Zgoda. Możemy je teraz oddać?
Mia zmrużyła oczy i wcisnęła książkę z powrotem w dłonie Syriusza.
- Rozmawiamy o kocie? – Zapytał Remus, wchodząc do sypialni Syriusza z książką w ręku. Była to książka, którą on i Mia czytali razem w bibliotece i była zaznaczona w miejscu, w którym skończyli.
- Ty też nie lubisz Wąchacza? – Mia spojrzała na swojego chłopaka z zawodem w oczach. Opuściła wzrok na podłogę, widząc, jak jej kot ociera się z zadowoleniem o nogi Remusa. Zaśmiała się, widząc na twarzy Lupina obrzydzenie, kiedy spróbował lekko potrząsnąć stopą, żeby odpędzić od siebie zwierzaka. – Zobacz, jaki jest kochany.
- Kocham ciebie. Nienawidzę twojego kota.
Prychnęła.
- Przekonasz się do niego.
- Zabierz go ze sobą podczas kolejnej pełni księżyca. Wtedy go zjem – zasugerował. – Nie żartuję. Ten mały gnojek ugryzł mnie dzisiaj rano.
- Ty przynajmniej się szybko goisz. Ta paskuda używała mnie jako drapaka przez cały poranek – jęknął Syriusz i pokazał przyjaciołom ramię poznaczone delikatnymi śladami pazurów. Nagle wcisnął swoją książkę w ręce Remusa. – Trzymaj. Remusie, ona nie chce tego z powrotem. Ty to przeczytaj.
Remus uśmiechnął się i postukał palcem w okładkę.
- Już skończyłeś?
Syriusz, urażony w swojej dumie, skrzyżował ramiona na piersi i obrzucił Remusa twardym spojrzeniem.
- Wiesz, ja umiem czytać. Zdobyłem więcej S.U.M.ów niż ty.
Lupin zachichotał pod nosem i podał Mii książkę, którą wspólnie czytali. Otworzył „Czarnoksiężnika z krainy Oz" i zaczął przerzucać strony.
- Wcale nie drwię z twojej inteligencji, Łapo. Jak ci się podobała ta książka?
- Nie pytaj – ostrzegła go szybko Mia.
- On nie był prawdziwym czarodziejem! – Wrzasnął Syriusz.
- Nazwał srebrne trzewiczki Świstoklikiem – poinformowała Mia i Remus zaczął się histerycznie śmiać. – Ale skoro już jesteśmy przy temacie Świstoklików, mam pewien pomysł na projekt i chętnie skorzystałabym z waszej pomocy. Chcę stworzyć połączone Świstokliki. Na podobnej zasadzie, co twój łańcuch.
Wskazała dłonią na szyję Syriusza, gdzie nadal tkwił Świstoklik na srebrnym łańcuchu. Chłopak nigdy się z nim nie rozstawał, głównie z tego powodu, że już raz ocalił mu życie.
- Tylko zamiast połączyć je z konkretnym miejscem, chciałabym połączyć jeden Świstoklik z drugim, jego bliźniakiem.
- Po co? – Zapytał Remus, oddając zawiedzionemu Syriuszowi jego książkę.
Mia odrzuciła głowę do tyłu i westchnęła.
- Szczerze? Bo się nudzę.
Dwa razy przeszła przez naukę w Hogwarcie. Tym razem planowała, że uda się jej dokończyć naukę na siódmym roku, ale jednak nie pozwoliła sobie na okazanie całego swojego potencjału, bo wiedziała, że Prefektem Naczelnym powinna zostać Lily. Zatem Mia latami powstrzymywała się przed okazywaniem pełni swoich możliwości. Robiła, co mogła, żeby się nie popisywać, chociaż zaklęcia, których się uczyła, opanowała wiele lat wcześniej, w większości niewerbalnie i bezróżdżkowo. Część jej czwartego roku zajęło doprowadzenie do perfekcji sztuki przemiany w Animaga, ale pozostały czas spędzony w tej linii czasowej Mia przeznaczała głównie na tworzenie nowych zaklęć, eliksirów i wzmacnianie swoich tarcz umysłowych. Próbowała się też nauczyć Legilimencji, ale nie chciała przypadkiem naruszyć cudzej prywatności. Uważała to za ohydny czyn.
Remus uśmiechnął się do niej czule.
- Chodziło mi o praktyczne zastosowanie takich połączonych Świstoklików.
- Może Aurorzy by mieli na nie zapotrzebowanie? – Zasugerowała, wzruszając ramionami. – Pomyśl o tym. Dla przykładu, Auror śledzi kogoś, kto się Aportuje. Nie można za nim podążyć, szczególnie, jeśli Aportował się w miejsce, które jest chronione przed nieautoryzowanym wejściem. Ale Świstokliki działają na innej zasadzie. Mogą przenikać przez niektóre zaklęcia ochronne. Jeśli Aurorowi udałoby się podłożyć śledzonej osobie jeden z połączonych Świstoklików, mógłby wszędzie za nim podążyć.
Remus uniósł brew.
- I wyskoczyć takiej osobie, na przykład, z kieszeni.
- Nadal nad tym pracuję – Mia zmarszczyła nos.
- To jest genialny pomysł – Syriusz wyszczerzył zęby. – Z miejsca jestem w stanie wymyślić siedem… Nie, osiem sposobów na wykorzystanie ich w naszych żartach.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
29 grudnia 1976
Wspomnienie krwi przytłoczyło ją i spowodowało, że jej żołądek podskoczył. Odwróciła głowę i spojrzała prosto na Bellatrix Lestrange. Minęło wiele lat, od kiedy po raz ostatni śniła o swojej oprawczyni. Konfrontacja z Bellatrix przed Dworem Malfoy'ów po ślubie Narcyzy i Lucjusza wyleczyła ją ze strachu, który kiedyś odczuwała, ale jednak Bellatrix tu była i się na nią gapiła.
Jednak zamiast zimnych, bezlitosnych oczu, te, które wpatrywały się w nią, były puste.
Usłyszała, że ktoś rzucił Cruciatusa, więc odruchowo spojrzała w dół i zrozumiała, że krew, którą poczuła, wylewa się z ogromnej rany, ziejącej w gardle Bellatrix. Widok i smród unieruchomiły ją, ale słyszała stłumiony ryk wyjącego psa. Słyszała, że w oddali ktoś walczył, mężczyzna i kobieta. Słyszała jedno słowo.
Sectumsempra.
Odwróciła głowę i zobaczyła, jak starszy Lucjusz Malfoy upada, jak podcięty, a zza jego pleców wyłania się wściekły Draco.
Nagle stała na stopniach banku Gringotta. Obok niej znajdowali się Harry, Ron, Syriusz i Draco. Za nimi leżał stos martwych ciał Śmierciożerców. Sen czy wspomnienie? Zastanawiała się Mia, podchodząc do Syriusza.
- Nie jesteś mordercą – powiedział do Dracona, ale patrzył na nią.
Spojrzała na stertę ciał. Jeden ze Śmierciożerców jeszcze żył. Starszy Crabbe.
W mgnieniu oka przestał oddychać, a ona zauważyła, że z jej różdżki raz za razem ucieka jasnozielone zaklęcie, które trafia w martwe ciało. Nie mogła go powstrzymać. Sylwetka Crabbe'a nagle zmieniła się w ciała bliźniaków Carrow – w jej śnie mieli po siedemnaście lat i właśnie zostali naznaczeni jako Śmierciożercy. Amycus miał na twarzy zadowoloną minę, a Alecto śmiała się szaleńczo, gdy uderzało w nią Zaklęcie Zabijające.
W oddali widziała siedemnastoletnią Hermionę Granger, siedzącą przy palenisku w ogromną książką na kolanach. Obok niej siedzieli Harry i Ron.
- Jest jakaś szansa, żeby złożyć się z powrotem w całość? – Zapytał Ron.
- Tak – potwierdziła Hermiona ze smutkiem. – Ale byłoby to skrajnie bolesne doświadczenie.
Harry spojrzał na nią z zaciekawieniem i zdecydował się zadać nurtujące go pytanie.
- Dlaczego? Jak to wygląda?
- Trzeba żałować. Trzeba poczuć ciężar tego, co się zrobiło. Ale znalazłam taki mały dopisek. Ból może być tak wielki, że cię zniszczy. Nie sądzę, że zmusimy Voldemorta do obrania tej ścieżki, a ty?
Mia poczuła ostry ból w piersi i spojrzała jeszcze raz na śmiejące się twarze Carrowów. Nie reagowali na Zaklęcie Zabijające, które raz za razem im posyłała. Próbowała przestać, ale własna różdżka nie chciała jej słuchać. Łzy spłynęły na jej policzki, gdy błagała, żeby to już się skończyło.
I nagle wszystko ustało. Poczuła, że przez jej ciało przebiegł dreszcz, a za sobą usłyszała zimny, nieprzyjemny głos.
- Pozwól, że pokażę ci, jak powinno wyglądać poprawnie rzucone Zaklęcie Zabijające – syknął Voldemort i wycelował w nią Czarną Różdżkę.
- Mia! Mia! Mia! – Do jej podświadomości wdarł się głos Remusa. Najpierw był bardzo cichy i daleki, ale z każdym powtórzeniem jej imienia, potężniał.
A jednak to nie głos Remusa przywrócił ją do rzeczywistości. W jej sypialni wrzeszczało jeszcze coś i Mia nagle otworzyła oczy, przerażona hałasem, jaki wydawała z siebie jemioła Syriusza, wisząca w progu jej komnaty.
- Kurwa! – Zaklął Remus. – Syriuszu!
Syriusz pojawił się przed drzwiami w ułamku sekundy z szerokim uśmiechem na ustach. Widząc, co się dzieje, jego uśmiech natychmiast zbladł
- Co się stało?
- Twoja jemioła wariuje, a Mia miała koszmar – warknął Remus.
- Cholera jasna! Zaraz to naprawię – wycelował różdżką w krzewinkę i z poczuciem winy wymalowanym na twarzy uciszył ją. Wtedy zauważył, że Mia trzęsie się na swoim łóżku, spocona i blada, zamknięta w opiekuńczych objęciach Remusa. – Mia, tak mi przykro.
- Wszystko w porządku, kochanie – wyszeptał Remus, chowając twarz w jej gęstych lokach. – Jesteś bezpieczna. Trzymam cię. Trzymam cię.
Pocałował czubek jej głowy.
Syriusz klęknął przy jej łóżku i patrzył na nią ze smutkiem. Złapał jej dłoń w swoje ręce.
Wtedy w progu stanęła Lily, którą zwabiło zamieszanie. Bardzo zdziwił ją widok Remusa i Syriusza wspólnie zajmujących się przerażoną Mią. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jak sama mogłaby pomóc, ale nic jej nie przyszło do głowy.
Nagle James znalazł się obok Lily, bezceremonialnie ją odepchnął, nie zważając na jej protesty i wszedł do sypialni swojej siostry z krótkim „Odsuń się" na ustach.
Remus wstał, pozwalając Jamesowi zająć swoje miejsce obok Mii. Chłopak mocno przytulił swoją siostrę.
- Dobrze się czujesz?
- Już tak, Jamie – wymamrotała. – Miałam bardzo zły sen.
- Mia? – Szepnęła Lily, wchodząc do sypialni. – Czy… Chcesz o tym porozmawiać?
- Nie – Mia potrząsnęła głową, próbując wyrzucić z pamięci obraz Voldemorta i martwych Śmierciożerców.
Lily podeszła bliżej.
- Mia, uważam, że powinnaś…
- Powiedziała, że nie chce rozmawiać, Evans. Więc odwal się – warknął James.
Mia zauważyła, że na twarzy Lily pojawił się szok. Dziewczyna kilkukrotnie widziała już wściekłego Jamesa Pottera, ale jego wściekłość nigdy nie była skierowana przeciwko niej. Przełknęła głośno ślinę, zaskoczona jego postawą. Nie znała tej strony chłopaka, który starał się o nią przez wiele lat.
Lily wzięła głęboki oddech, wyprostowała się i z determinacją uniosła głowę.
- Nie. Ona jest też moją przyjaciółką. Jeśli jeszcze tego nie zrozumieliście, widzę ją w takim stanie już od sześciu lat – podeszła jeszcze bliżej, ignorując mordercze spojrzenie, którym obdarzył ją James.
Syriusz i Remus zwiesili głowy w poczuciu winy, rozumiejąc, że skoro Lily była świadkiem jej koszmarów, dziewczyna musiała je śnić w takich chwilach, kiedy oni nie mogli jej pomóc.
- Nie możesz po prostu przykleić plasterka na problem i udawać, że problem znika.
- Co to jest plasterek? – Zapytał Syriusz, marszcząc brwi. Wszyscy go zignorowali.
- Evans – warknął James. – Nie masz pojęcia… Nie masz prawa, żeby…
Mia położyła rękę na ramieniu brata.
- Jamie, wszystko w porządku.
- Wcale nie.
- Urodziłam się w rodzinie Mugoli – wyrzuciła z siebie Mia.
- Mia! – Krzyknął James, szeroko otwierając oczy. Remus, Syriusz i Lily patrzyli na rodzeństwo nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- Jamie, jestem zmęczona wszystkimi tajemnicami – przyznała cicho Mia, a w jej głosie słychać było płacz. Zmarszczyła czoło, wiedząc, że z powodu zaklęcia Dumbledore'a nie będzie mogła powiedzieć za dużo. Nie będzie mogła zrzucić z siebie tego ciężaru. – Dobijają mnie. Jest tego za wiele. Są za ciężkie i nie mogę ich wszystkich tłumić w sobie.
- Nie rozumiem… - Wyjąkał Syriusz. – Jak możesz pochodzić z rodziny Mugoli?
- Zostałam adoptowana – przyznała Mia. – Potterowie przygarnęli mnie na miesiąc przed rozpoczęciem pierwszego roku w Hogwarcie. Moja rodzina… Moja biologiczna rodzina…
Musiała się poprawić, widząc smutek w oczach Jamiego. Po chwili kontynuowała.
- Oni… - Są w przyszłości. Gdzieś w Australii, pozbawieni wspomnień. – Odeszli. Z powodu Śmierciożerców. Z powodu Sami-Wiecie-Kogo.
W jakiś sposób próbowała im przekazać to, co najważniejsze, omijając Zaklęcie Prawdy Dumbledore'a.
- Dumbledore umieścił mnie u Potterów dla mojego bezpieczeństwa.
- To dlatego wiesz tak dużo o Mugolach – Lily usiadła na łóżku, po drugiej stronie Mii i wzięła w swoje ręce drugą dłoń przyjaciółki.
- Czy ty… - Syriusz zawahał się i Mia słyszała poczucie winy w jego głosie. – Wiesz, kim byli ci Śmierciożercy?
Przełknął głośno ślinę, obawiając się, że może to był ktoś, kogo znał. Albo ktoś, z kim był spokrewniony.
- Nie – skłamała, zdając sobie sprawę, dlaczego Syriusz o to zapytał. Jak mogła mu powiedzieć, że to w rzeczywistości jego własna rodzina tak ją skrzywdziła? Jak mogła mu powiedzieć, że Bellatrix ją torturowała? Że torturowała ich oboje? – Przepraszam, że was okłamałam i że z mojego powodu Jamie też musiał kłamać…
- Nie musisz za nic przepraszać, Mia – powiedział stanowczo James. Ucałował jej skroń i mocniej do siebie przycisnął. – Nigdy nie kłamałem. Jesteś i zawsze byłaś moją siostrą. Jesteś Potterem.
- Dla mnie to nie robi żadnej różnicy – zapewnił ją Remus.
- Dla mnie też nie – dodał Syriusz.
- A już zdecydowanie dla mnie – Lily uśmiechnęła się szeroko, próbując rozluźnić atmosferę. – Chociaż jestem wkurzona, że pozwoliłaś mi uczyć się o telewizji.
Zaśmiała się, a wszyscy do niej dołączyli, widząc, że Mia też się śmieje.
Minęło pół minuty absolutnej ciszy.
- Nie chcę już dłużej być złamana – powiedziała cicho Mia, tuląc się do brata i mocniej ściskając dłoń Lily.
- Mia, nie jesteś… - Zaczął James, ale Mia mu przerwała.
- Jestem – powiedziała wyraźnie. – Jamie, naprawdę jestem skrzywiona. Zabiłabym tę sukę Carrow. To było dla mnie tak łatwe, że nawet się nie zastanowiłam. Nie chcę być mordercą. Nie chcę złamać swojej duszy.
Zmarszczyła brwi, myśląc o przyszłości, o Voldemorcie i Horkruksach.
- Zacznę z wami rozmawiać o tym, co mnie martwi, kiedy będę tego potrzebowała… Albo kiedy będę mogła. Ale musicie mi obiecać, że nie powtórzycie tych słów nikomu innemu. Ani Mary, ani Alice i Frankowi. I zdecydowanie nie Peterowi – położyła duży nacisk na ostatnim imieniu.
Każde z nich po chwili złożyło przysięgę, że zachowają jej tajemnice dla siebie.
