Od tłumaczki: Trudny rozdział przed nami, w przeciwieństwie do kilku poprzednich. Ale z drugiej strony wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać i zazębiać z oryginalną linią czasową. A tak w ogóle, jest sobota, rozdział jest gotowy i go wrzucam na stronę. Jeszcze się upewnię za kilka godzin, że na pewno tam jest...
Arily – odnośnie Twojego ostatniego komentarza… Niestety, miałaś rację i dobrze sie domyśliłaś.
ROZDZIAŁ 62 – PODEJRZANY
12 maja 1977
- Syriuszu, gdzie idziesz? – Zawołała za nim Mia, kiedy Black w pośpiechu oddalał się od brzegu jeziora.
W momencie, kiedy Syriusz wybuchł, Mia odwróciła się do przyjaciół, żeby spróbować im wytłumaczyć, dlaczego chłopak tak zareagował, ale jakoś nie mogła się przemóc, żeby powiedzieć im, że podejrzanym o próbę morderstwa jest jego młodszy brat. Zamiast tego poprosiła Remusa i Franka o odprowadzenie Lily do Skrzydła Szpitalnego, żeby pani Pomfrey mogła na nią zerknąć i upewnić się, że z dziewczyną wszystko w porządku. James próbował protestować przeciwko takiemu podziałowi obowiązków, ale spojrzenie, jakim obrzuciła go Lily spowodowało, że cofnął się z podkulonym ogonem i zaczął pod nosem przepraszać. Zaproponował w końcu, że razem z Peterem polecą nad jezioro i spróbują odzyskać utracone miotły i części bielizny dziewcząt, które mogą w międzyczasie wypłynąć.
- Syriuszu! – Wrzasnęła Mia. – Łapo! Gdzie idziesz?
- Zobaczyć się z Dumbledorem – warknął na nią Black, kiedy już go dogoniła. Na każdy jego długi krok ona musiała robić dwa krótsze. – Wiedziałem, kurwa mać! Wiedziałem, że powinienem był zabrać ze sobą Regulusa tamtej nocy, kiedy uciekłem z domu. Z technicznego punktu widzenia to byłoby porwanie, bo Regulus nie poszedłby ze mną z własnej woli, ale ja wtedy też nie byłem pełnoletni, więc nie skazaliby mnie na pobyt w Azkabanie.
- Nawet o tym nie wspominaj – powiedziała ostro Mia, gdy usłyszała z jakim lekceważeniem Syriusz mówił o wtrąceniu do Azkabanu. Przypomniało jej się zdjęcie Syriusza, jakie widziała w Proroku Codziennym po jego ucieczce z wiezienia. Przypomniała sobie jego zapadłą twarz, jego długie, zmatowiałe włosy i wyraz jego oczu: szaleństwo zmieszane z porażką. Mocno zacisnęła powieki i potrząsnęła głową, próbując wymazać ten obraz z głowy.
- Gdybym podjął dobrą decyzję z kwestii mojego brata, teraz nie byłby rekrutem Śmierciożerców!
Krzyk Syriusza wyciągnął ją z ponurych myśli i nagle uświadomiła sobie, że znowu została w tyle. Po chwili oboje wkraczali przez ciężkie drzwi do przedsionka zamku.
- To był on, Mia. Jestem tego pewny.
Mia też podejrzewała, że to była wina Regulusa. Zauważyła głowę z czarnymi włosami kryjącą się za innymi uczniami, zainteresowanymi tym, co działo się nad jeziorem. Jedynymi chłopcami o tym odcieniu czarnych włosów, których znała byli Syriusz, Regulus i Snape. A Syriusz i Snape byli w tym momencie w zasięgu jej wzroku.
- Próbował zabić Evans! – Wyrwało się po chwili Syriuszowi takim tonem, jakby nadal nie mógł w to uwierzyć. Jakby musiał sobie co chwilę przypominać, co się stało, żeby następnie móc donieść na swojego brata władzom szkoły. – Na Merlina… Gdyby mu się udało… Nie dałbym rady żyć z tą wiedzą. Nie potrafiłbym spojrzeć w twarz Jamesowi. Kurwa! Głupi mały dupek!
- Nie mów nic Dumbledore'owi – powiedziała nagle Mia, gdy skręcali do korytarza, który prowadził do gabinetu dyrektora.
Syriusz obrócił się do niej w pół kroku i spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Czy ty naprawdę stajesz w obronie mojego brata? Żartujesz sobie ze mnie?
Zmusiła się, żeby zapomnieć na chwilę, że w tym momencie Regulus rzeczywiście służył Voldemortowi i był potencjalnym Śmierciożercą. Ale nie minie dużo czasu, zanim ich zdradzi.
- Oczywiście, że nie! Ale po pierwsze, nie mamy żadnego dowodu, że rzeczywiście stał za tym Regulus. Wiemy tylko, że Śmierciożercy przechodzą inicjację w wieku szesnastu lat i tak akurat wypadło, że dzisiaj twój brat właśnie tyle lat kończy. Jeśli doniesiesz na niego Dumbledore'owi, on tylko pokiwa głową, obdarzy cię swoim słynnym błyskiem w oku, a na pożegnanie dostaniesz cukierka.
Syriusz nie miał szans niczego udowodnić, szczególnie jeśli Mia poszłaby z nim. Dumbledore założyłby, że Mia próbuje zmienić linię czasową i zignorowałby ich podejrzenia dotyczące Regulusa.
Nie, musiał istnieć inny sposób.
- Co w takim razie zrobimy?
Mia uśmiechnęła się, kiedy odpowiedź pojawiła się w jej umyśle.
- Pójdziemy do McGonagall.
Minerva McGonagall była jej ulubioną nauczycielką w obu liniach czasowych, chociaż jej nieoficjalna przynależność do Huncwotów zmieniła dynamikę ich relacji. Podczas gdy Hermiona Granger była jej ulubioną uczennicą, Mia Potter sprawiała same kłopoty wychowawcze. I nie były to kłopoty typu „wpadłam w nie, ratując zbawcę naszego świata, Harry'ego Pottera", do których przywykła w poprzedniej linii czasowej.
Dwadzieścia minut później Syriusz i Mia siedzieli w gabinecie nauczycielki Transmutacji, która patrzyła na nich z mieszaniną podejrzliwości, ulgi i zaniepokojenia w oczach. Mia pamiętała, że takie samo spojrzenie kobieta rzucała na Harry'ego i Rona, czasami na Neville'a i z tego powodu w tym momencie poczuła się winna, że w jakiś sposób zawiodła osobę, która wprowadziła ją w tajniki magicznego świata. Zastanawiała się, czy profesor McGonagall uważała Mię za zepsutą księżniczkę czystej krwi, która marnowała swój potencjał. Zrobiła w głowie mentalną uwagę, żeby bardziej się starać na siódmym roku, żeby udowodnić kobiecie, że nie marnuje swojego talentu. Że była czymś więcej niż tylko siostrą Jamesa Pottera. Kiedy Lily zostanie Prefektem Naczelnym, nic nie będzie powstrzymywało Mii od rozwinięcia skrzydeł.
- Chcecie, żebym uwierzyła, że pan Black, szesnastoletni chłopiec, rzucił urok na miotłę panny Evans, a jego celem było morderstwo z zimną krwią. I całe to zdarzenie miało miejsce w biały dzień, na otwartym terenie, przy przynajmniej ośmiu świadkach? – Minerva uniosła sceptycznie brew i skoncentrowała uwagę na Syriuszu, jakby myślała, że chłopak próbuje ją usilnie zatrzymać w gabinecie, podczas gdy jego koledzy przygotowują jakiś niesmaczny żart.
Na Merlina, czyżby chłopcy byli tacy niepoważni w stosunku do tej czarownicy, że ona uważa, że nie zasługują na zaufanie?
Minerva przeniosła wzrok na Mię.
- Widziała pani młodego pana Blacka na miejscu?
- Nie, pani profesor – odpowiedział za nią Syriusz. Mia była za to wdzięczna, bo nie wiedziała, na jak wiele pozwoli jej Zaklęcie Prawdy Dumbledore'a. – Ale Śmierciożercy są rekrutowani w wieku szesnastu lat i to jest logiczne, że…
- A skąd pan może wiedzieć, w jakim wieku rekrutowani są Śmierciożercy? – McGonagall wyprostowała się na swoim krześle, gotowa w każdej chwili zaatakować.
Syriusz głośno przełknął ślinę i przymknął powieki. Nie mógł znieść jej badawczego wzroku.
- Bo próbowali mnie oznaczyć – wymamrotał, ignorując jej cichy krzyk, który wyrwał się spomiędzy cienkich, ciasno zaciśniętych warg. – Poprzedniego lata… Zaatakowano mnie w moim własnym domu. Odmówiłem przyjęcia Mrocznego Znaku i uciekłem. Dlatego od tamtej pory mieszkam u Potterów.
- Czy zgłoszono ten atak odpowiednim władzom? – Zapytała Minerva. – Mój drogi chłopcze, jak w ogóle udało ci się uciec?
Oczy Mii rozszerzyły się niemal niedostrzegalnie, kiedy zauważyła, że Syriusz bawi się nieświadomie łańcuchem zawieszonym na szyi. Miała cichą nadzieję, że chłopak nie zdradzi całej prawdy, biorąc pod uwagę, że chociaż tworzenie nieautoryzowanych świstoklików nie było technicznie nielegalne, zwykle pociągało za sobą wiele niewygodnych pytań.
- Kominek był otwarty – skłamał. – W momencie, gdy Potterowie zabrali mnie do szpitala świętego Munga, moi rodzice już zdążyli mnie wydziedziczyć. Nie zgłosili nigdzie, że zaginąłem, a ja nie chciałem… Nie chciałem ich więcej widzieć. Nie wiem, co zrobili później mama i…
Syriusz zawahał się, odkaszlnął i poprawił. Zmarszczył brwi.
- Co zrobili później pan i pani Potter.
- Wezwali Aurorów – wtrąciła się Mia, bez problemów przypominając sobie, co wydarzyło się tamtego wieczoru. Wydarzenia z tamtego okresu odbiły się mocno na jej psychice. Pamiętała doskonale widok i zapach krwi Syriusza. Pamiętała, w jaką panikę wpadli uzdrowiciele i Aurorzy, kiedy Mia i James zaatakowali ich z furią, ponieważ chcieli ich oddzielić od Syriusza. – W Ministerstwie wiedzą, co się wydarzyło.
- Czy panna Evans dobrze się czuje? – Zapytała profesor McGonagall po kilku minutach przedłużającej się ciszy.
Mia skinęła głową.
- Tak, pani profesor. A przynajmniej czuła się dobrze kilka minut po wypadku, bo zdążyła już nawrzeszczeć na mojego brata – powiedziała, czym zasłużyła sobie na krótki chichot nauczycielki.
- Pan Potter naprawdę uważa się za czarującego młodzieńca, ale uważam, że panna Evans nawet gdyby była nieprzytomna, potrafiłaby go złajać – stwierdziła stanowczo Minerva. – Dlaczego leciała nad jeziorem? Z tego, co zrozumiałam, panna Evans nie jest fanką latania.
Syriusz zbladł i zakaszlał w dłonie.
- To nie jest najważniejsze. Musimy znaleźć Regulusa.
- Jest pan pewien, że pańskie podejrzenia nie są skutkiem braterskiej rywalizacji?
- Słucham? – Tęczówki Syriusz pociemniały, kiedy wstawał oburzony z krzesła.
Mia sięgnęła w górę i złapała go za ramię, próbując powstrzymać niesławny temperament Blacków przed przejęciem kontroli nad chłopakiem.
- Oczywiście, że nie! Może sobie zatrzymać swoich głupich rodziców, jeśli tylko zostawi moich przyjaciół w spokoju.
- Rozumiem, że jest to delikatna i bardzo osobista kwestia – powiedziała cicho McGonagall, nie wyglądając na zaskoczoną tym wybuchem. – Ale bardzo proszę, żeby w moim gabinecie pilnować swojego tonu, panie Black. Panno Potter, czy ma pani powody przypuszczać, że to Regulus Black jest winowajcą?
- Regulus jest… - Zaczęła, ale słowa utknęły jej w gardle, mimo że starała się je wypowiedzieć. Regulus jest Śmierciożercą. Regulus jest Śmierciożercą, ale Regulus zdradzi Czarnego Pana. – Ja… Zgadzam się z Syriuszem.
- Rozumiem – nauczycielka westchnęła, czując ciężar otrzymanych informacji. Mia zaczęła się zastanawiać, czy Dumbledore powiedział jej coś o potencjalnych Śmierciożercach w szkole. –Przekażę te informacje dyrektorowi i profesorowi Slughornowi. Jeżeli młody pan Black będzie się zachowywał w sposób podejrzany, zostanie to zauważone. W międzyczasie proponuję, żeby państwo już stąd wyszli. Sprawdźcie, proszę, jak się czuje panna Evans.
Mia wstała i chciała się skierować do wyjścia, ale zatrzymał ją widok stojącego nieruchomo Syriusza, który nie wyglądał na zadowolonego z tego, co usłyszał.
- Co się stanie z Regulusem?
- Jeżeli odkryjemy coś związanego z informacjami, które państwo mi właśnie przekazali, załatwimy wszystko sami. Nauczyciele, a nie uczniowie – odpowiedziała stanowczo McGonagall. – Waszym zadaniem jest skupić się na nauce i, na Godryka, spróbować nie wpaść w kolejne tarapaty. Zostawcie wojnę dorosłym.
- Jestem pełnoletni – zaprotestował Black.
- W tym momencie, to się nigdzie nie liczy, panie Black.
- Chcę walczyć – dodał, a Mia warknęła, słysząc te słowa.
Profesor McGonagall zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- A czy ja wyglądam jak osoba rekrutująca żołnierzy?
Mia złapała dłoń Syriusza i lekko pociągnęła.
- Dziękujemy, pani profesor. Już wychodzimy.
- Panie Black? Panno Potter? – Minerva zawołała za nimi, kiedy już przestępowali przez próg.
Odwrócili się w jej stronę, zaciekawieni. Zobaczyli, jak jej usta rozciągają się w mało charakterystycznym dla niej uśmiechu.
- Po pięćdziesiąt punktów dla każdego z was za reanimację panny Evans. Jeżeli w przyszłości nadejdzie moment, kiedy będziecie musieli stanąć naprzeciw mrocznym mocom, uważam, że oboje sobie świetnie poradzicie. Ale dopóki jesteście w bezpiecznych murach Hogwartu, pozwólcie sobie być dziećmi.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
7 czerwca 1977
Wściekły Syriusz postanowił pójść za radą Minervy McGonagall i pozwolił sobie na bycie dzieckiem. Niedługo po rozmowie w jej gabinecie, razem z Jamesem, Peterem i Remusem odpalił na środku korytarza znakomite sztuczne ognie Doktora Filibustera. Wszyscy czworo dostali z tego powodu szlaban.
Kiedy przyszli zapytać Mię, czy widziała ich wielki występ, dziewczyna tylko wywróciła oczami i odpowiedziała „Widziałam lepsze", myśląc z dumą o swoim oryginalnym piątym roku, kiedy Fred i George Weasley spektakularnie opuścili Hogwart uciskany przez Dolores Umbridge.
Chłopcy spędzali każdą wolną chwilę na żartach i sprawianiu kłopotów, natomiast Mia próbowała obejść Zaklęcie Prawdy Dumbledore'a. Wiele godzin poświęciła na wzmocnienie swoich tarcz mentalnych, wiedząc, że doświadczony Oklumenta jest w stanie przeciwstawić się działaniu Veritaserum. A skoro zaklęcie było przeciwieństwem tego eliksiru, Mia miała nadzieję, że Oklumencja pomoże.
Mimo swoich starań, nie była nawet w stanie powiedzieć „Nazywam się Hermiona Granger" na głos, a co dopiero ostrzec swoich przyjaciół przez grozą, która miała nadejść. Szukając granic zaklęcia, Mia odkryła, że nie może nawet napisać słowa Horkruks.
Niezdolna mówić o przyszłości, zdecydowała się pracować ciężko nad udowodnieniem rzeczy, które podejrzewała, ale nie wiedziała na pewno. Dokładnie tak, jak polecił jej Dumbledore, kiedy wyjaśniał zawiłości Zaklęcia Prawdy. Spędziła cały miesiąc snując się po korytarzach Hogwartu z głową schowaną za pergaminem i z palcami umazanymi tuszem. Pod jej oczami pojawiły się cienie, bo znowu nie mogła spać. Skoro Voldemort rekrutował Śmierciożerców w Hogwarcie, Snape i Regulus nie mogli być jedyni. Jeżeli wystarczająco długo by szpiegowała pozostałych Ślizgonów, na pewno natknie się na nowe informacje, które mogłaby dostarczyć dyrektorowi.
Niestety, jej działania nie przynosiły żadnych efektów, bo żaden Ślizgon nie nosił jeszcze Mrocznego Znaku. Nawet w zaciszu swojego Pokoju Wspólnego Ślizgoni nikt się otwarcie nie chwalił swoimi poglądami. Mia zyskała wstęp do ich Pokoju Wspólnego dzięki Pelerynie Niewidce Jamesa i bardzo głośnemu uczniowi z drugiego roku, który wręcz wykrzyczał hasło, zanim wślizgnął się do lochu.
To, co zobaczyła pod osłoną Peleryny Niewidki, nie nadawało się do opisania w żadnym raporcie. Regulus nie miał Mroczego Znaku na przedramieniu i nic nie zapowiadało, że w najbliższym czasie zostanie oznaczony. On i Snape rzadko ze sobą rozmawiali. Kiedy jednak do tego dochodziło, każda ich rozmowa kończyła się sprzeczką. Stało się dla niej jasne, że dwaj Ślizgoni przekuli swoje młodzieńcze przymierze w gorzką niechęć. Mia tylko podejrzewała, że stało się tak z powodu ofiary, którą Regulus wybrał na swoją inicjację, a do której Snape nadal coś czuł. Żaden z chłopców o tym nie wspominał, podobnie jak żaden Ślizgon nie powiedział nic o Voldemorcie albo o Śmierciożercach.
Mało jadła, mało spała… Zaczynała zachowywać się identycznie, jak podczas jej oryginalnego trzeciego roku, kiedy wpadła w pułapkę korzystania ze Zmieniacza Czasu. Rozciągnęła się do granic możliwości. Była wyczerpana i wściekła na swoją bezsilność, na to, że nie mogła zmienić przyszłości. Prawie nikt jej nie pytał o jej zachowanie poza kilkoma lekko rzuconymi uwagami na temat tego, jak spała danej nocy albo czy coś w ogóle zjadła danego dnia. Tylko Remus obserwował ją uważnie swoimi zielonymi oczami, podczas gdy ona coraz częściej szukała samotności, z dala od niego i pozostałych Gryfonów.
Tej czerwcowej nocy stała na szczycie Wieży Astronomicznej i zamglonym wzrokiem wpatrywała się w gwiazdy. Chłodny wiatr łagodził podrażnienia wokół jej oczu, jakich nabawiła się, trąc opadające ze zmęczenia powieki. Przechyliła się nad barierką i spojrzała kilkaset metrów w dół, na błonia.
Na jej prawym ramieniu pojawiła się właśnie nowa blizna w kształcie trójkąta, biała i błyszcząca na jej skórze. Podrapała się po niej, krzywiąc się, gdy przypomniała sobie w jaki głupi sposób nabawiła się jej na swoim oryginalnym szóstym roku. Rzucona w ciemno klątwa, prezent od jednego ze Śmierciożerców wpuszczonych do zamku przez Dracona. Dumbledore był martwy, ale jeszcze nikt o tym nie wiedział. Oni cały czas dzielnie walczyli – ona, Ron, Luna i Ginny – ramię w ramię z członkami Zakonu Feniksa.
Klątwa uderzyła w nią z zaskoczenia i gdyby starszy Remus Lupin nie odepchnął jej w odpowiednim momencie, oberwałaby w klatkę piersiową, a nie w ramię, na którym teraz widniała blizna. Nie miała jednak czasu, żeby zastanowić się nad tym, że przed chwilą mogła zginąć, bo Śmierciożercy zaatakowali ze wszystkich sił. Niedługo później wszyscy byli zbyt zdenerwowani przenoszeniem rannego Billa Weasley'a do Skrzydła Szpitalnego, żeby zwracać na nią uwagę, wobec czego Hermiona też nie poświęciła ani chwili swoim obrażeniom. W momencie, kiedy miała chwilę dla siebie, zdecydowała, że musi zachować tę bliznę, żeby przypominała jej, co działo się na wojnie. Żeby zawsze pamiętać, że mogła stracić życie. Ponownie.
Ta blizna przypominała jej o słowach Moody'ego: Stała czujność!
- Wiesz – zaczął Remus od drzwi wieży. Mia odwróciła się na pięcie, zaskoczona jego nagłym pojawieniem się. – Jest po ciszy nocnej. Jako prefekt ściśle przestrzegający reguł, nie powinienem mieć żadnego problemu z odjęciem punktów, panno Potter.
Mia prychnęła z niesmakiem i powróciła do poprzedniej pozycji. Oparła się znowu o barierkę.
- Odbieranie mi punktów i tak przejdzie niezauważone. Czasami przychodzi mi do głowy, że Jamie i Syriusz celowo prowadzą do utraty przez Gryffindor Pucharu Domów, w czysto tradycyjnym celu – uśmiechnęła się miękko, gdy poczuła, że jego ramię objęło jej talię, a podbródek oparł na czubku jej głowy.
- Wiesz, Peter i ja też mamy w tym swój udział – udał obrażonego. – Ale uważam, że masz rację. W tym momencie tradycją jest zdobycie Pucharu Quidditcha, ale utrata Pucharu Domów. Kim my jesteśmy, żeby skończyć z tradycją?
Mia obróciła się w jego ramionach i uśmiechnęła słodko.
- Jesteś słodki, kiedy próbujesz być taki sarkastyczny, wiesz?
- Wiem – odpowiedział uśmiechem i Mia poczuła ciepło w okolicach serca. Marzyła, żeby chłopak zawsze był tak pewny siebie. – Ale lubię, gdy jesteś w pobliżu, żeby mi o tym przypominać. Powiesz mi, dlaczego tu jesteś?
- Potrzebowałam trochę spokoju. Tylko tutaj mogę go znaleźć.
- Powiesz mi w końcu, co się dręczy? – Zapytał z poirytowanym westchnięciem. Wyglądało na to, że cały poprzedni miesiąc miał na niego gorszy wpływ, niż pokazywał. Nagle cała pewność siebie, którą jej pokazywał, znikła. – Byłaś… Nie wiem, taka odległa przez ostatni miesiąc. Czy zrobiłem coś nie tak?
Poczucie winy wypełniło Mię.
- Nie. Oczywiście, że nie. To nie ma nic wspólnego z tobą. Muszę sobie poradzić z kilkoma sprawami. Ułożyć je w swojej głowie, żeby mnie nie rozpraszały.
- Zauważyłem, że masz jakieś problemy – odpowiedział zmartwiony. – Niestety, wszyscy zauważyli. Lily obwinia siebie za to, co cię dręczy. Uważa, że ta sytuacja, kiedy uratowałaś jej życie miała jakiś wpływ na twoją psychikę. Że z tego powodu się od wszystkich odsunęłaś.
Mia westchnęła, sfrustrowana.
- To nieprawda. I to nie ma nic wspólnego z Lily. Ja po prostu… Martwię się o przyszłoroczne egzaminy.
Remus zmarszczył brwi i spojrzał na nią spod przymkniętych powiek, zastanawiając się, czy nie kłamała. Może się tego domyślał. Nigdy nie miała okazji zapytać, czy swoimi wyostrzonymi zmysłami mógł wyczuć przyspieszone bicie serca, towarzyszące kłamstwu.
- Rozumiem. W przyszłym roku masz zamiar uczyć się Zaawansowanego Szpiegowania?
- Słucham?
- Masz przy sobie listę z nazwiskami Ślizgonów – odsunął się od niej i skrzyżował ramiona na piersi. – Aktualnych studentów i absolwentów, takich jak Lucjusz Malfoy.
- Grzebałeś z moich rzeczach? Jako mogłeś? – Warknęła gorzko Mia. Brak snu i stres spowodowały, że podniosły się jej wszystkie mury.
- Oczywiście, że nie grzebałem! – Odpowiedział równym spojrzeniem. Jego piękne rysy twarzy wykrzywiło oburzenie usłyszanym oskarżeniem. –Lily zauważyła ją dzisiaj na twoim biurku i pomyślała, że albo planujesz jakiś wielki żart, albo chcesz się zemścić. Stwierdziła, że powie mi i pozwoli mi się dowiedzieć, co wymyśliłaś.
Mia wykrzywiła brzydko twarz.
- Kurwa – zaklęła pod nosem.
- Możesz mi zdradzić, co planujesz? I może w międzyczasie zniknie z twojej twarzy ta mina mówiąca „Odpierdol się, Remusie" – dodał ostro.
- To, co robię, to nie twoja sprawa! – Krzyknęła.
- Nie, masz rację. To nie tak, że jestem twoim pieprzonym chłopakiem – powiedział sarkastycznie. – Ale przyznam szczerze, ostatnimi czasy widuję cię wyłącznie na śniadaniu i podczas lekcji, więc nie wiem, co sobie ostatnio o mnie myślisz.
- Na Merlina, o to ci chodzi? – Mia wywróciła oczami. – O to, że byłam tak rozdrażniona, że ostatnio w ogóle nie uprawialiśmy seksu?
Wyraz twarzy Remusa w ułamku sekundy zmienił się z wściekłego w zszokowany. Opadła mu szczęka.
- Słucham?
- Kurwa – Mia zamrugała oczami, kiedy zrozumiała, co właśnie powiedziała. Nie miała jednak możliwości cofnięcia tych słów. – Remusie, nie chodziło mi o to…
Remus tylko rzucił jej skrzywdzone spojrzenie.
- Naprawdę uważasz, że martwię się o ciebie, o twoje zdrowie, bo brakuje mi seksu?
- Nie o to mi chodziło – czuła się winna, oskarżając go o coś takiego. – Po prostu pękła moja samokontrola. Przepraszam… Ostatnio nie spałam dobrze…
- Wiec zacznij o siebie dbać! – Warknął na nią i jego głos opuściły wszystkie ciepłe nuty. – Merlin jeden wie, że nikogo do siebie ostatnio nie dopuszczasz, żeby zadbał o ciebie!
Jego głos nabrał głębszej barwy, a oczy zmieniły kolor na złoty. Instynktownie Mia spojrzała w niebo i poczuła ulgę, widząc znikający sierp księżyca. Jednak zanim ponownie skupiła uwagę na Remusie, usłyszała, jak głośno wciągnął powietrze.
- Czy ty właśnie…? Czy ty się upewniłaś, w jakim stadium jest księżyc na niebie? – Spojrzał na nią pustym wzrokiem. – Żartujesz sobie ze mnie? Proszę, powiedz, że żartujesz.
- Uważam, że reagujesz trochę za bardzo emocjonalnie – wymamrotała.
- No, tak – Remus prychnął. – To tylko oznacza, że moja wściekłość jest nieracjonalna i niesprawiedliwa. Według ciebie jestem o krok od wybuchu, prawda? Nie mogę się po prostu o ciebie martwić, tak? To potwór kryjący się we mnie jest na skraju furii.
Mia zatrzęsła się, słysząc, jak Remus się opisał.
- Nie wkładaj takich słów w moje usta, Remusie.
- Czemu w ogóle musiałaś spojrzeć w niebo, żeby się dowiedzieć, jaką mamy fazę księżyca? – Zapytał, dłonią wskazując gwiazdy. – Przecież doskonale pamiętasz daty wszystkich pełni księżyca przypadających przez następną dekadę. Znałaś je na pamięć od kiedy mieliśmy po jedenaście lat.
- Ja… Ja tylko… - Zamknęła oczy i położyła dłonie na skroniach. Brak snu zmieszany z dręczącymi ją problemami i jego podniesionym głosem sprawiały, że ciężko się jej myślało.
- Mia, jaki mamy dzisiaj dzień?
- Jaki… Niedzielę?
- A data, Mia? Data? – Sprecyzował i zaczekał chwilę na jej odpowiedź. Kiedy nie nadeszła, warknął przeciągle i przeczesał palcami włosy. – Na Merlina, nawet tego nie pamiętasz?
Westchnęła.
- Mówiłam, że ostatnio nie sypiam dobrze.
- Dlaczego? – Zapytał, znowu wyglądając na zmartwionego. – Znowu miewasz koszmary?
- Nie, ja tylko…
- Po co ci ta lista, Mia? Ja nie mam przed tobą żadnych sekretów. Nie sądzisz, że zasługuję chociaż na tyle twojego zaufania, żeby dowiedzieć się tego?
- Tobie ufam bardziej niż komukolwiek innemu, Remusie.
- A zatem to udowodnij! Co ty kombinujesz?
- Szpieguję Ślizgonów! Muszę się dowiedzieć, którzy należą do Śmierciożerców! – Warknęła, zdradzając mu tę jedną tajemnicę, którą chciała przed nim zachować.
Przez moment nic nie mówił, ale jego oczy wróciły do naturalnej zieleni. A jednak, mimo tej zmiany, jego spojrzenie było trudniejsze do zniesienia, niż patrzenie w oczy wilka, kryjącego się za złotymi tęczówkami.
- Co powiedziałaś?
Zmarszczyła brwi, widząc, jak szok i zmartwienie zmieniły się w pewność.
- Ja… Każdej nocy biorę Pelerynę Niewidkę Jamiego, wślizguję się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów i słucham… I szukam Mrocznego Znaku. Po to jest mi potrzebna lista.
Remus dwa palce zacisnął na grzbiecie swojego nosa. Był na nią bardziej wściekły, niż na Petera, Syriusza i Jamesa razem wziętych przez całe sześć lat.
- Dlaczego? Dlaczego robisz coś takiego? Mia, a jeżeli tam naprawdę są Śmierciożercy?
- Wtedy znajdę dowód, którego potrzebuję – odpowiedziała bez wahania. W końcu walczyła już wcześniej przeciwko Śmierciożercom. Remus jednak nic o tym nie wiedział.
- Jeśli naprawdę podejrzewasz, że w Hogwarcie są Śmierciożercy, poinformuj o tym profesora Dumbledore'a! – Wrzasnął na nią, a jego głos odbił się od kamiennych ścian wieży.
- Nie mogę! On mnie nawet nie wysłucha! Muszę zrobić to sama – próbowała wyjaśnić, mając nadzieję, że Remus odpuści i zostawi ją samą. Musi pozwolić jej to zrobić, dla swojego dobra i dobra pozostałych Huncwotów. – Próbowali zabić Lily. Próbowali zabić Syriusza i Jamiego. Jeśli następnym razem spróbują dobrać się do ciebie…
Oddech Mii spłycił się w panice, gdy pomyślała o Śmierciożercach atakujących Remusa. Zadziałało to na nią jak płachta na byka, a magia zaczęła buzować pod jej skórą.
- Muszę ich powstrzymać, Remusie. To moje zadanie. Nie mogę zmarnować tej szansy… Czas ucieka, a im wszystko uchodzi na sucho!
Nawet nie zauważyła, kiedy podszedł bliżej i próbując ją uspokoić, delikatnie przesuwał rękoma po jej ramionach.
- Mia, co to jest? – Jego miękki głos przerwał ciszę, gdy jego palce odnalazły nowy znak na jej skórze.
- Co?
- To nowa blizna – powiedział, delikatnie jej dotykając.
- Ja… - Została mi po tym, jak uratowałeś mi życie przed Śmierciożercami. Właśnie tutaj mi ją zrobili, za drzwiami pomieszczenia, gdzie zamordowano Dumbledore'a. – Nie wiem, co to jest.
- Przestań wciskać mi kit – zmarszczył brwi, czekając, aż powie mu prawdę.
Odwróciła wzrok i usłyszała, jak wciągnął głęboko powietrze, potrząsnął głową i odsunął się od niej.
- Nic? Naprawdę nic mi nie powiesz? Niech będzie. Zobaczymy się później – odwrócił się w kierunku drzwi. – Po prostu później. Mój patrol się skończył, więc idę spać.
- Remusie! – Zawołała za nim ze łzami w oczach.
- Dobrej nocy, Mia – powiedział ostro i zniknął na schodach prowadzących do zamku. Nawet na nią nie spojrzał.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Hermiona?
Hermiona podskoczyła, słysząc głos profesora Lupina. Odwróciła się i obserwowała, jak przechodził nad gruzem, którego jeszcze nie uprzątnięto z Wieży Astronomicznej. Przed jego przybyciem opierała się o barierkę wieży i patrzyła załzawionymi oczami na błonia, kilkaset metrów niżej.
- Remusie! – Hermiona wciągnęła głęboko powietrze i skrzywiła się lekko. Nadal nie przywykła do zwracania się do niego po imieniu, ale wielokrotnie na to nalegał. – Przestraszyłeś mnie.
- Wybacz – powiedział z wahaniem. Dłonie miał ukryte w kieszeniach szaty, która swoje lepsze dni miała już dawno za sobą. Powoli się do niej zbliżył. – Nie spodziewałem się, że kogoś tu zastanę. Nie myślałem, że ktokolwiek będzie chciał tu przyjść, jeszcze przynajmniej przez jakiś czas.
- Nie mogłam spać.
- Koszmary? – Cały czas miał zmarszczone czoło. Rzucił jej takie spojrzenie, jakby naprawdę się o nią martwił.
- Co? Nie – potrząsnęła głową i otarła z policzka łzę. – Myślałam o profesorze Dumbledorze. I całej reszcie, tak podejrzewam. Nie mogę uwierzyć, że profesor Snape… To znaczy, wiem, że to zrobił. Harry na pewno nie kłamał. Po prostu trudno mi to sobie wyobrazić.
Remus skinął głową i stanął obok niej. Oparł się ramieniem o barierkę.
- Wiem, o czym mówisz. Przez wiele lat wątpiłem w siebie i w to, w co kiedyś wierzyłem bez wahania. Przez dwanaście lat byłem pewien, że to Syriusz był odpowiedzialny za śmierć Jamesa i Lily. A teraz człowiek, któremu ufałem, bo prosił mnie o to Albus Dumbledore okazał się… Nie wiem, jak go nazwać… Zdrajcą? Nie wiem, czy kiedykolwiek był lojalny wobec nas.
- Zawsze był takim złym człowiekiem? – Zapytała Hermiona. – Chodziłeś z nim do szkoły.
- Chodziłem do szkoły z wieloma Śmierciożercami – odpowiedział, a po jego twarzy przesunął się cień. – Oczywiście, wtedy o tym nie wiedziałem.
- Podejrzewałeś coś? – Dopytywała, zwróciwszy uwagę, że odwrócił od niej wzrok, kiedy z zażenowaniem pokiwał głową.
- Niektórzy coś podejrzewali.
- Tak mi przykro – westchnęła. – Wiem, że to musi być dla ciebie bolesne, rozmawiać o przeszłości. Szczególnie, że straciłeś…
- Wszystkich?
Serce Hermiony złamało się, gdy pomyślała, że ten mężczyzna rzeczywiście stracił prawie wszystko, co kochał. Nie wiedziała wiele o jego rodzinie, ale patrząc na to, jak wyglądał, nie sądziła, żeby miał żyjących krewnych. A jeśli miał, nie zajmowali się nim dobrze. Jedyna rodzina, która kiedykolwiek go akceptowała została odebrana mu przez Voldemorta: najpierw rodzice Harry'ego, potem Peter Pettigrew, Syriusz, a teraz profesor Dumbledore.
- Co się teraz stanie? – Zapytała, próbując zmienić temat.
- Odbędzie się pogrzeb – wzruszył ramionami. – A Zakon będzie musiał się wynieść z rezydencji przy Grimmauld, po kwatera główna na pewno została…
- Przepraszam, Remusie – przerwała mu. – Chodziło mi o to… Co się stanie z tobą? Wiem, że prof.… Snape warzył twój Wywar Tojadowy. Czy jest jakiś inny Mistrz Eliksirów, który mógłby to dla ciebie robić?
Pomimo powagi tematu, Remus odwrócił się do niej i obdarzył ją uśmiechem. Z jakiego powodu poczuła się dziwnie. Jakby nie była wystarczająco dobra, żeby dorównać jego oczekiwaniom. Jakby powinna coś zrozumieć, ale nie wiedziała, co.
- Nie, niestety nie – odpowiedział. – Może ty byś spróbowała?
- Ja? Pokładasz we mnie zbyt dużo wiary – stwierdziła, potrząsając przecząco głową. – Nie jestem wystarczająco utalentowana, żeby próbować uwarzyć taki skomplikowany eliksir. Boję się, że mogłabym zrobić ci krzywdę.
Uśmiechnął się do niej słodko.
- Nie będę naciskał. W końcu ty nie jesteś odpowiedzialna za tę sytuację. A tak przy okazji, pokładam w tobie tyle wiary, ile powinienem, Hermiono – zbliżył się do niej, jakby chciał położyć dłoń na jej ramieniu, ale zamiast tego tylko przeczesał palcami swoje siwiejące włosy. – Dam sobie radę. To nie będzie pierwsza pełnia, jaką przeżyję bez Wywaru Tojadowego. Po prostu… To będzie pierwsza taka pełnia od wielu lat.
- Tonks ci ją ułatwi, prawda? – Rzuciła Hermiona i z rozbawieniem zauważyła, że Remus się zaczerwienił na wspomnienie kobiety.
- Co?
- Przepraszam – nie mogła się nie uśmiechnąć na widok jego miny. – Nie chcę się wtrącać, ale… Hmmm…
Uniósł brew.
- Chodzi ci o scenę ze Skrzydła Szpitalnego?
- Tak. Zakładam, że jest ci przeznaczona?
- Skąd wiesz?
- Z książek? – Wzruszyła ramionami i roześmiała się gorzko, jakby jej słowa były nieśmiesznym żartem. – Kiedyś napisałam bardzo dobre wypracowanie o wilkołakach. Na trzecim roku. Dwie rolki pergaminu.
- Trzy – poprawił ją Remus z diabelskim uśmieszkiem. – Przeczytałem każde słowo. Domyślam się, że właśnie wtedy nauczyłaś się rozpoznawać oznaki lykantropii u wilkołaków i dowiedziałaś się o ich przeznaczonych partnerkach.
Jej uśmiech zbladł.
- Powiedziałeś jej, że jesteś dla niej niebezpieczny.
- Powiedziałem też, że jestem za stary i za biedny – dodał.
- To tylko wymówki – uznała, a Remus rzucił jej zaskoczone spojrzenie. Hermiona domyśliła się, że trafiła w sedno problemu. – Nie jesteś dobrym kłamcą, wiesz?
Remus zachichotał.
- Niewielu Gryfonów dobrze kłamie.
- Bezpieczeństwo samicy wilkołaka jest jego najwyższym priorytetem – powiedziała spokojnie, jakby cytowała książkę. – Wyższym nawet niż potrzeba polowania i instynkt drapieżnika.
- Dorównuje mu wyłącznie potrzeba chronienia swojej watahy – teraz Remus zmarszczył brwi i odwrócił się od niej. Przechylił się przez barierkę i spojrzał w niebo, koncentrując uwagę na wschodzącym księżycu.
- Masz swoją watahę? – Zapytała.
- Miałem – skinął głową. – Dawno temu.
- Straciłeś ich – westchnęła, nagle rozumiejąc. – To dlatego odpychasz od siebie Tonks? Boisz się, że znowu kogoś stracisz?
- Jak na kogoś, kto nienawidzi Wróżbiarstwa, masz do niego niezły talent.
Hermiona zarumieniła się pod jego uważnym spojrzeniem. Miał taką minę, jakby próbował podzielić się z nią prywatnym żarcikiem, który powinna zrozumieć, ale jednak nie rozumiała.
- Po prostu mam oczy – drażniła się z nim. – Chociaż wiem, że moje zdanie raczej się nie liczy.
- Zdziwiłabyś się, Hermiono – szczerość w jego spojrzeniu sprawiła, że poczuła się nieswojo. – Jesteś przyjaciółką. I twoja opinia ma znaczenie.
Uśmiechnęła się, słysząc to słowo. Była wdzięczna, że mężczyzna, którego tak bardzo szanowała, nie widział w niej już wszystkowiedzącego dziecka.
- Ja… No cóż… - Jej rumieniec się pogłębił. Poczuła gorąco na twarzy. – Powinieneś być razem z Tonks. Profesor McGonagall ma rację. Dumbledore byłby najszczęśliwszy na świecie, wiedząc, że ten świat jest pełen miłości. Jak długo wiedziałeś, że to właśnie Tonks jest…
- Dłużej niż wypada o tym wspominać – jęknął zawstydzony, a jego oczy oderwały się od jej twarzy i spoczęły na ranie, którą miała na ramieniu. Jego brwi się uniosły, jakby rozpoznał skądś ten znak. – Hermiono, dobrze się czujesz? Pozwól, że spojrzę na twoje ramię.
- To nic takiego – zbagatelizowała ranę Hermiona. – Wzięło mnie z zaskoczenia. Gdyby ciebie nie było wtedy obok, prawdopodobnie wyglądałabym gorzej.
- Zostałaś ranna w bitwie? Dlaczego tego wcześniej nie wyleczono?
- Sama oczyściłam ranę – przyznała. – W końcu się zagoi.
Wskazał dłonią drzwi.
- Pani Pomfrey powinna mieć w Skrzydle Szpitalnym wyciąg z liści dyptamu.
- Nie. Ja… Chcę mieć bliznę – przyciągnęła do siebie ramię. Nerwowo dotykała niezaleczonej rany. – Muszę pamiętać. Muszę zawsze mieć tę możliwość, żeby spojrzeć na tę bliznę i pamiętać o Dumbledorze… I o Snapie. Pamiętać, żeby zawsze być czujnym. Pamiętać, że nie każdy zasługuje na zaufanie. Że Hogwart nie zawsze jest bezpieczny.
Patrzył na nią tak intensywnie, że znowu poczuła się nieswojo. Wyglądało tak, jakby się nad nią litował i sprawiło to, że posłała mu sztuczny uśmiech.
- Powinienem wrócić do Skrzydła Szpitalnego. Chcę się upewnić, że Bill wróci do zdrowia.
Do jej uśmiechu powróciła szczerość.
- Bill ma szczęście, że ma obok siebie doświadczonego wilkołaka. Może mógłbyś odbudować swoją watahę, z Billem i Tonks.
- Może – wolno pokiwał głową, ale na jego ustach pojawił się smutny grymas. – Na razie musimy wygrać wojnę.
- Nie powinieneś czekać – wyrzuciła z siebie. – Powinieneś… Powinieneś pozwolić Tonks zająć się sobą. I samemu zająć się nią.
- Może pójdziemy na układ, Hermiono. Zastanowię się nad opieką nad Tonks i nawet nad tym, żeby pozwolić jej opiekować się mną – wyglądał na zniesmaczonego tym pomysłem. – Jeśli ty obiecasz mi, że zajmiesz się sobą. I Harrym.
- Te dwie sprawy zbyt często się wykluczają – zachichotała, a Remus odpowiedział głębokim, bogatym śmiechem.
- Jeżeli ktoś potrafi je połączyć, tą osobą jesteś tylko ty, Hermiono – pochylił się nad nią, objął ją i mocno przytulił.
Hermiona odetchnęła głęboko jego zapachem i poczuła, jak przy nim jej magia uspokaja się. Uśmiechnęła się pod nosem, zastanawiając się, dlaczego taki nieznajomy dotyk wydał się jej taki… Znajomy.
