Od tłumaczki: Bez komentarza, jeśli chodzi o moje spóźnienie. A tak szczerze… To jeden z moich ulubionych rozdziałów. Myślę, że Wam też się spodoba. Do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 63 – ZAIMKI
7 czerwca 1977
Mia wrzasnęła z wściekłości, kiedy drzwi zatrzasnęły się za plecami Remusa. Dlaczego był taki zdenerwowany? Co ona zrobiła źle? Ukryła przed nim bliznę i nie powiedziała mu skąd ją ma? Po pierwsze to nie była pierwsza taka blizna, a po drugie nie była nawet najniebezpieczniejsza, a jednak do tej pory pozwalał jej na zachowanie swoich sekretów. Wiedział, że ma sporo sekretów, bo regularnie uprawiali seks w Wrzeszczącej Chacie. Łzy zapiekły ją w oczy, a w żołądku się jej zakotłowało, gdy uświadomiła sobie, że nie zjadła tego wieczoru kolacji. A może nie zjadła też obiadu? Spróbowała sobie przypomnieć, ale nie mogła określić, kiedy ostatni raz jadła prawdziwy posiłek. Nie… Była pewna, że jadła śniadanie, bo wtedy właśnie Remus zapytał ją, czy nie wolałaby kawy zamiast herbaty…
Kurwa mać!
Westchnęła i osunęła się po kamiennej ścianie na zimną podłogę. Od miesiąca ignorowała swoich przyjaciół, swoją rodzinę i swojego chłopaka, a Remus i tak się upewniał, że codziennie zjadła chociaż jeden porządny posiłek. A jak ona się mu za to odpłaciła? Oskarżyła go, że jest z nią tylko dla seksu, zasugerowała, że był rozdrażniony ze względu na fazę księżyca, a nie z powodu stanu, do jakiego się doprowadziła, a na koniec okłamała go i postanowiła zatrzymać dla siebie kolejny sekret.
- Skończyłaś już? – Zapytał z cienia znajomy głos.
Mia spojrzała w górę zmęczonymi oczyma. Zobaczyła, jak materializuje się przed nią dziewczyna z gęstymi, ciemnymi włosami, ubrana w czarno-czerwone szaty zarzucone na wyprasowaną szarą spódniczkę. Jej czerwono-złoty krawat był idealnie zawiązany w przeciwieństwie do krawata Mii, który wisiał luźno na jej szyi.
- Taki stres nie pasuje ci do twarzy. Albo nie pasuje mi do twarzy. A może nam? Nie wiem, który zaimek byłby odpowiedni do tej sytuacji – zastanawiała się na głos Hermiona.
- W jakiej sytuacji? – Mia zamrugała oczami ze znużenia. – W sytuacji, kiedy w końcu się kompletnie załamałam nerwowo?
Na Merlina, odbiło mi, pomyślała, trąc dłońmi powieki.
- Trzynaście lat w magicznym świecie i nadal odwołujesz się do mugolskiej psychologii, zamiast do magicznej alternatywy? – Zacmokała Hermiona. – Przynajmniej tyle się nie zmieniło, od kiedy tu wylądowałaś.
- Naprawdę minęło już trzynaście lat od kiedy otrzymałam swój pierwszy list? – Zdumiała się Mia, chwilowo ignorując fakt, że rozmawia ze sobą. – Straciłam rachubę.
Hermiona wzniosła oczy ku niebu.
- Nieprawda. To wszystko jest nadal w twojej głowie.
- Tak jak ty? Jesteś snem czy halucynacją? – Mia zadała gorzkie pytanie swojej kujonowatej wersji.
- Prawdopodobnie jednym i drugim – odpowiedziała Hermiona, po czym zaczęła dokładnie tłumaczyć swoją teorię. – Jesteś fizycznie i magicznie wykończona. Niedługo wylądujesz w Skrzydle Szpitalnym, a pani Pomfrey nagada ci za doprowadzenie się do takiego stanu. Jesteś odwodniona, cierpisz na bezsenność, brak ci składników odżywczych, a rodzice byliby zawiedzeni tym, że znowu zaciskasz zęby.
- Nie jestem odwodniona! I wcale nie brakuje mi składników odżywczych – warknęła Mia, patrząc, jak Hermiona siada przed nią ze skrzyżowanymi nogami. – Codziennie jem śniadanie.
- Tylko dlatego, że Remus pamięta o tym, żeby je dla ciebie przygotować – odpowiedziała spokojnie Hermiona. – Czy w innym wypadku sama byś się sobą zajęła?
- To, co teraz robię, jest nieco ważniejsze od S.U.M.ów, więc jeśli mam poświęcić na to kilka bezsennych nocy, niech tak będzie!
Hermiona westchnęła i spojrzała na Mię z politowaniem.
- Teraz nie chodzi o kilka nocy. Całymi latami się dręczyłaś. Oczywiście, były momenty, kiedy wracałaś do listu Remusa, żyłaś zgodnie z jego wskazówkami i byłaś spokojniejsza. Ostatnio złamałaś każdą z tych reguł – w jej głosie było tylko żalu, że Mię ogarnęły wyrzuty sumienia, że w jakiś sposób uraziła swoją osobę żyjącą w latach dziewięćdziesiątych.
- Tylko dlatego, że jakieś słowa znajdują się w liście od starszego Remusa, nie znaczy, że są prawdą – stwierdziła Mia.
- Nie – zgodziła się Hermiona. – Ale znasz zasady podróży w czasie, Mia.
- Te zasady się do nas nie odnoszą, Hermiono – wyrzuciła z siebie swoje stare imię, jakby było dla niej obraźliwe. Nie słyszała go od tak dawna, że stało się dla niej obce. W jakiś sposób to ono było w tym momencie przezwiskiem. Nienawidziła przezwisk i zdrobnień. – Nawet Dumbledore powiedział, że…
- Profesor Dumbledore.
Mia spojrzała z niedowierzaniem na Hermionę i potrząsnęła głową.
- Na Merlina, Ron miał rację. Masz koszmarną osobowość.
- Znowu pozwalasz Ronaldowi kontrolować nasze poczucie własnej wartości? – Hermiona wywróciła oczami, a jej mundurek szkolny zmienił się nagle w długą, bladobłękitną suknię, którą miała na sobie podczas Balu Bożonarodzeniowego. Jej włosy już nie tworzyły tumanu nad jej głową, ale były związane w gładki węzeł nad karkiem. – Wydawało mi się, że już dawno wyrzuciłyśmy go z naszej głowy.
- A czy my nadal jesteśmy nami? – Zapytała Mia, świadomie ignorując wspomnienia Balu, którego efektem była bójka między Ronaldem i Wiktorem Krumem. – Czy nadal jesteśmy tą samą osobą? Nawet nie nosimy tego samego imienia.
- Nie do końca – odpowiedziała Hermiona. – Ale patrząc obiektywnie, muszę przyznać, że ja nie jestem tą samą Hermioną Granger, którą byłam w wieku jedenastu lat. Wzrost i dojrzewanie to naturalna kolej rzeczy. Chociaż nie wiem, jak na ciebie wpłynęło powtarzanie naszych nastoletnich lat.
Mia zmrużyła oczy, wychwytując w tych słowach coś obraźliwego.
- A co to miało znaczyć?
- Chodziło mi o to, że przechodzenie dwa razy przez okres dojrzewania nie było najlepszym pomysłem – wyjaśniła Hermiona. – Ale przyznam, że radzisz sobie dużo lepiej, niż ja bym sobie poradziła. Nie płaczemy tak dużo, jak poprzednio.
Mia parsknęła śmiechem, przypominając sobie ciemne, zimne noce, które spędziła zapłakana w swoim łóżku, w sowiarni, w bibliotece czy w innych zakamarkach zamku. Płakała, bo Ron był dla niej niemiły. Płakała, bo martwiła się o Harry'ego. Płakała, bo Draco ją przezywał.
- Pomaga posiadanie przyjaciół, którzy się o ciebie troszczą – przyznała.
- A jednak robisz wszystko, żeby ich stracić – wytknęła jej Hermiona.
Mia warknęła głucho, wstała i zaczęła nerwowo spacerować po wieży.
- Staram się, żeby do tego nie doszło.
Hermiona odwróciła głowę, żeby móc obserwować Mię.
- Wiesz, że to nie zadziała. Zasady mówią…
- Znam te pieprzone zasady! – Syknęła Mia.
- Język!
- Pierdol się! – Mia jęknęła z frustracji i przeczesała palcami włosy.
- Oczywiście, że znasz zasady – Hermiona też wstała i podeszła do Mii, a jej ubranie zmieniło się w zwyczajne, mugolskie ciuchy. Pociągnęła za skraj szaty Mii i odsłoniła jej łopatkę. – Bogowie, wyryłaś je sobie na skórze. Nadal nie mogę uwierzyć, że zrobiłaś nam tatuaż! Wiesz, że tego nie da się usunąć, prawda? To magiczny tusz. Nawet w mugolskim świecie tego nie usuną.
- Jeśli dobrze pamiętam, ty też permanentnie naznaczyłaś nasze ciało – warknęła Mia, wyciągnęła ręce i podniosła sweterek Hermiony, odsłaniając długą, purpurową bliznę, przecinającą całą długość klatki piersiowej.
- Tak, no cóż… - Hermiona zaczerwieniła się i zakryła swoje ciało. – Nie miałam takiego zamiaru. A skoro już jesteśmy przy bliznach… Twoja blizna po rozszczepieniu pojawi się całkiem niedługo. Za kilka miesięcy.
- Wiem.
- Będziesz się musiała z niej wytłumaczyć.
- Wiem.
- Remus nie będzie zadowolony.
- Wiem!
- Nawet jeśli uda ci się wymyślić jakieś śmieszne kłamstwo na temat tego rozszczepienia, kolejną blizną będzie… - Hermiona spojrzała na swoje ramię, gdzie litery były wycięte na gołej skórze.
- Wiem, która blizna będzie następna! – Wrzasnęła Mia i skierowała wzrok na swoje przedramię, które na chwilę obecną, na szczęście, było nieskazitelne.
- To nie była nasza wina – szepnęła Hermiona, kładąc dłoń na barku Mii. – Zrobiłyśmy to, co było konieczne, wiesz o tym. Nosimy na ciele blizny z przeszłości, bo poświęciłyśmy nasze dzieciństwo, żeby pomóc Harry'emu przetrwać. Remus próbował oddać ci to dzieciństwo. Dlaczego odrzucasz jego dar?
- Nie chcę czuć się bezsilna – Mia zrzuciła z siebie dłoń Hermiony. – Jeżeli mam się znowu poświęcić, żeby pomóc Jamiemu, niech tak będzie. To dokładnie ta sama sytuacja.
- Wcale nie jest taka sama i ty doskonale o tym wiesz – krzyknęła Hermiona, a jej ton bardzo przypominał głos rozeźlonej Molly Weasley. – Tylko w jakiś sposób wyłączyłaś na moment logiczne myślenie. Może dlatego ja musiałam się pojawić. Podświadomie zdajesz sobie sprawę z tego, że to, co robisz, jest niezdrowie nie tylko dla ciebie, ale również dla wszystkich relacji, które stworzyłaś. Odrzucasz dar, który został ci ofiarowany, mimo że nie możesz nic zmienić. Ty jesteś katalizatorem.
- Muszę spróbować.
- A jeśli ci się uda? – Zapytała Hermiona, opierając dłonie na biodrach.
- Jamie i Lily przeżyją.
- A kto zginie w ich miejsce? Remus? Harry? Syriusz?
- Nikt nie zginie. Ja wszystko naprawię – odpowiedziała Mia, prawie krztusząc się myślą o utracie wszystkich, których kochała.
- Mia, musisz mnie wysłuchać – Hermiona sięgnęła po jej dłonie. – Historia już się wydarzyła. Snape przekazał przepowiednię Voldemortowi. Peter zdradził rodziców Harry'ego. Harry został Chłopcem-Który-Przeżył. I to wszystko musi się wydarzyć w ten sam sposób. Pokonaliśmy go, Mia. Voldemort odszedł, a my w końcu mamy szansę na pokój.
- Nie chcę, żeby Harry został Chłopcem-Który-Przeżył – zapłakała Mia i w końcu pozwoliła łzom płynąć. – Chcę, żeby miał oboje rodziców. Chcę, żeby miał dzieciństwo wypełnione miłością i rodziną, a nie… Nie tym, co dostał od losu. On na to nie zasługiwał.
Hermiona zmrużyła oczy pełne szczerego współczucia i zrozumienia.
- A co się stanie, jeśli ci się uda? Jeśli Lily nie poświęci się, żeby ocalić Harry'ego, Voldemort pozostanie silny. Nie zatrzyma się w dążeniu do swojego celu. I zapoluje na Harry'ego drugi raz i trzeci, i kolejny. A jeśli nie zaatakuje Harry'ego, zaatakuje Neville'a. Poświęcisz Neville'a, żeby uratować rodziców Harry'ego? Wiesz w ogóle, co Neville robi po zakończeniu wojny? Spotyka się z Hannah Abbott. Słodki, nieśmiały Neville znalazł w sobie odwagę, żeby zaprosić ją na randkę.
- Będzie dobrze. Franka i Alice też ocalę – Mia zrobiła sobie mentalną notatkę na później, bo dzięki zaklęciu Dumbledore'a nie mogła tych notatek robić pisemnie, nawet dla siebie. – Neville też się wychowa z rodzicami.
- Niech będzie – Hermiona westchnęła z irytacją. – Skoro jesteś taka zdeterminowana, sprawdźmy, co masz.
Zaciągnęła Mię na środek wieży i zmusiła ją, żeby ta usiadła. Następnie Hermiona usiadła naprzeciwko Mii i nagle w jej dłoniach znalazły się pergamin i pióro.
- Jak planujemy ocalić rodziców Neville'a? Torturowali ich Bellatrix Lestrange, jej mąż, jej szwagier i Barty Crouch Junior, prawda? Planujesz zabić czwórkę Śmierciożerców w pojedynkę?
- Jeśli będę musiała – Mia zmarszczyła czoło, patrząc na Hermionę. – Co robisz?
- Wykonuję kalkulację numerologiczną. Skoro planujemy zmienić przyszłość, musimy wiedzieć, jaką mamy szansę na powodzenie, prawda?
Jej ton pełen pewności siebie wstrząsnął Mią. Gdyby była teraz w postaci Animaga, na pewno zjeżyłaby się na całym ciele.
- A może już wykonałaś pełną kalkulację? – Hermiona uśmiechnęła się zimno, wiedząc doskonale, jaka będzie odpowiedź. – Nie? To znaczy, że wyciągasz pochopne wnioski, z gorącą głową rzucasz się do przodu, chcąc pokonać Śmierciożerców, którzy zabili ważnych dla ciebie ludzi. Pamiętasz, jak dobrze Harry na tym wychodził? Bo z tego, co ja pamiętam, właśnie takie postępowanie doprowadziło do śmierci Syriusza!
- Sprowadziłam go zza Zasłony.
- Nie tylko on zginął, bo ktoś coś zrobił zanim pomyślał. Powinnaś przestać myśleć jak Gryfonka, a choć raz zacząć myśleć jak Krukonka!
- Tym razem prawie trafiłam do Slytherinu – wytknęła Mia.
- Pozwolę sobie zignorować ten komentarz – odpowiedziała szybko Hermiona. – Wracając do tematu, chcesz zabić czwórkę Śmierciożerców. To czterokrotne rozerwanie swojej duszy. Doliczymy do tego starszego Crabbe'a, więc pięciokrotne. Ile Horkruksów planujesz wykonać dla siebie? Zdecydujemy się na przedmioty o specjalnym znaczeniu, jak Voldemort? Zawsze uważałam, że nieco przesadził. Może użyjemy muszelkę i wrzucimy ją do oceanu?
- Niech będzie po twojemu – warknęła Mia, rozumiejąc, o co chodzi Hermionie. – Nie muszę ich zabijać. Ale mogę ich powstrzymać.
- Jak? – Hermiona nie chciała spojrzeć Mii w oczy i dalej prowadziła kalkulacje. – Profesor Dumbledore sprawił, że nikomu nie powiesz nic, co jest związane z przyszłością. A jeśli jakoś ci się uda umieścić ich w Azkabanie, na pewno uciekną. Wiesz o tym. Crouch ucieknie dzięki Eliksirowi Wielosokowemu i swojej matce, a Bellatrix i braci Lestrange uwolni Voldemort tuż po tym, jak ponownie dojdzie do władzy.
- Nie wiem! Po prostu… Usunę ich z drogi i zniszczę Horkruksy zanim Voldemort powróci!
- Jeśli Bellatrix i bracia Lestrange będą gnić w więzieniu, jak dostaniesz się do ich skarbca? – Zapytała Hermiona. – Ostatnim razem pomógł ci Draco.
Cholera. Mia zapomniała o dostępie do skarbca Lestrange'ów.
- Czy Zakon Feniksa ma szpiega w szeregach Śmierciożerców? Nie, bo jedynymi, którzy odważyli się dla nas szpiegować byli Śmierciożercy, którzy zdradzili swojego pana. Snape, który nawrócił się wyłącznie dla…
- Lily, wiem – Mia westchnęła. – Ja tylko…
- Nie uda ci się nie dopuścić do powrotu Voldemorta, Mia – przerwała Hermiona. – Bo on przez cały czas będzie u szczytu swoich mocy. Jeśli ocalisz Jamesa i Lily, Harry go nie pokona. Voldemort będzie rządził, a jego Śmierciożercy będą przez cały czas atakować. Rodzice Harry'ego nie mogą przez całe życie się ukrywać. A gdy Voldemort będzie ich szukać, jak wiele osób zginie? Może zginie Syriusz? Wiesz, że chce zostać Aurorem. Czytałyśmy statystyki zgonów z czasów pierwszej wojny. Wiesz, jak wielu Aurorów zginęło podczas ataków Śmierciożerców.
- Pięćdziesięciu siedmiu – odszepnęła Mia, czując, że zbiera się jej na mdłości. Zastanawiała się, czy udałoby się jej zwymiotować, skoro ostatnim posiłkiem, jaki jadła, było śniadanie. Jadła śniadanie, prawda?
- Może pięćdziesięciu ośmiu, jeśli Syriusz dostanie się w krzyżowy ogień. A może po prostu znajdzie sobie inne zajęcie? W końcu to nie jest tak, jakby już się rwał do walki, prawda? – Zapytała sarkastycznie Hermiona. – A może niech się ukryje razem z rodzicami Harry'ego. Przecież nam udowodnił, jak spokojnie i rzeczowo podchodzi do zamknięcia go w bezpiecznej kryjówce. Tak, zamknijmy go dla jego własnego dobra. Na pewno dobrze na tym wyjdziemy.
- Naprawdę jesteś wredną Panną-Wiem-To-Wszystko – warknęła Mia.
Nienawidziła tego, ale miała świadomość, że jej odpowiedniczka z innej linii czasowej ma rację. Znając Jamesa, dziwiła się, że w przyszłości uda się jego przekonać, żeby się ukrył. Prawdopodobnie jedynym sensownym argumentem będzie kwestia bezpieczeństwa Lily i Harry'ego. Ale czy udałoby się przekonać Syriusza do dołączenia do Potterów? Czy Syriusz Black dobrowolnie zgodziłby się pozostać w kryjówce? Ta myśl była absurdalna. Podczas przymusowego pobytu w rezydencji przy Grimmauld Syriusz prawie oszalał z nudów – a przy tym cierpiał na Zespół Stresu Pourazowego. Potem uwięziła go Zasłona. Mia nie potrafiła sobie wyobrazić, żeby młodszy Syriusz reagował inaczej na potencjalne uwięzienie.
- A co z Remusem? – Drążyła Hermiona.
Mia poczuła, że wszystkie mechanizmy obronne podnoszą się w jej duszy. Obdarzyła siedzącą dziewczynę wrogim spojrzeniem.
- Czy Remus przeżyje? A twoi inni przyjaciele z tej linii czasowej? Mary? Pandora? Może Luna nigdy się nie urodzi. A co z rodziną Weasley'ów? Przez tyle lat zastępowali ci rodzinę. Życie ilu z nich zaryzykujesz? Czy potrafiłabyś żyć z myślą, że poświęciłaś któregoś z braci Rona, żeby twój brat nie zginął? Czy zmiana przyszłości jest warta tego, że Ginny może się nigdy nie narodzić? Oddałabyś Harry'emu jego rodziców, ale odebrałabyś miłość jego życia…
- Nie, ja…
- Niczego nie zmienisz, Mia – powiedziała stanowczo Hermiona. Wyciągnęła przed siebie pergamin z kompletną kalkulacją numerologiczną. Pokazała Mii wyniki.
Mia zmarszczyła brwi, patrząc na liczby. Sprawdziła je, po czym sprawdziła je ponownie, nie wierząc w wynik, ale otrzymała tą samą odpowiedź. Nic się nie liczyło. Ona niczego nie zmieni.
- Nie!
- Remus już ci to powiedział – stwierdziła Hermiona. – A to oznacza, że w niedalekiej przyszłości, ty powiesz mu o wszystkim. Sama się tego domyśliłaś. Wiesz, że słowa zawarte w jego liście są tak naprawdę twoimi słowami, powtórzonymi jego charakterem pisma i przekazanymi w czasie. Ty powiesz jemu, on powie tobie. To zaklęty krąg, tak jak ci powiedziano.
- Czuję, że przegrywam, jeśli niczego nie robię – przyznała ze smutkiem Mia. – Czuję się tak, jakbym dostała drugą szansę, ale jeśli Jamie i Lily zginą, przegram tę drugą szansę. Jak mogę ich kochać, być z nimi, pozwolić, żeby mi zaufali, a w krytycznym momencie pozwolić im umrzeć?
- Dlaczego nie myślisz o Syriuszu i Remusie? - Zapytała Hermiona, a pióro i pergamin rozpłynęły się w powietrzu. Wstała i wyciągnęła dłoń do Mii w pocieszającym geście.
- W jakim sensie?
- Kilka lat temu obiecałaś sobie, że zrobisz wszystko, żeby mieli pewność, że byli kochani. Że dasz im wspomnienia, które pozwolą im przetrwać to, co jeszcze przed nimi – Hermiona odwróciła Mię twarzą do siebie. – Uratowałaś życie Syriusza, Mia. Gdyby nie twój świstoklik, jego rodzina zabiłaby go w jego własnym domu. To było genialne posunięcie, muszę przyznać.
- Dzięki.
- A Remus? Zaprzyjaźniłaś się z chłopcem, który ponad wszystko w życiu potrzebował miłości. Widziałaś, że jego rodzice bali się go. Jego ojciec nadal się go boi – Hermiona wykrzywiła twarz z wściekłości, a Mia pokiwała głową, zgadzając się z jej myślami. – Spójrz na niego teraz. Jest na tyle silny i pewny siebie, że potrafi się postawić nawet tobie. Na pewno wymagało to od niego sporo odwagi. Pomogłaś mu stać się tym silnym człowiekiem. Nawet zapewniłaś mu stały dopływ Wywaru Tojadowego.
Mia uniosła brew.
- Chciałaś powiedzieć, ukradłam przepić na Wywar Tojadowy od jego wytwórcy.
- Tiara Przydziału prawie umieściła cię w Slytherinie – wymamrotała Hermiona.
Mia odpowiedziała przebiegłym uśmiechem.
- Masz rację.
- A zatem, czy naprawdę twoja druga szansa nie przyniosła nic dobrego?
- Kiedy… Jeśli kiedykolwiek wrócę do domu… - Mia zdecydowała się zignorować pytanie Hermiony i poruszyła drugi dręczący ją problem. Zmartwienie zabarwiło jej spojrzenie. – Do roku 1998… Harry mnie znienawidzi.
Hermiona potrząsnęła głową.
- Harry nigdy cię nie znienawidzi.
- W takim razie Syriusz i Remus…
- Oni zrozumieją – wtrąciła szybko Hermiona. – W którymś momencie, między dniem dzisiejszym a rokiem 1998, Syriusz i Remus pogodzą się ze śmiercią Jamesa i Lily, i zrozumieją, jaką rolę odgrywałaś w ich życiu. Myślisz, że są na tyle głupi, żeby cię nie rozpoznać? Bogowie! Syriusz nazwał mnie „Mia" w momencie, kiedy ściągnęłam go zza Zasłony. To było pierwsze słowo, które wypowiedział.
Oczy Mii rozszerzyły się szeroko i dziewczyna wciągnęła głośno powietrze do płuc.
- Zapomniałam o tym.
- Wiedział doskonale, kim jesteś. Remus też wiedział. Nienawidzili cię? Czy Remus kiedykolwiek wyrzucił cię ze swojego domu? Czy Syriusz porzucił cię przy pierwszej możliwej okazji? Nie. W każdym momencie stali u twojego boku. Syriusz zawsze cię bronił, nawet zabił dla ciebie Bellatrix. Oni cię kochają – Hermiona uśmiechnęła się ze smutkiem. – Skup się właśnie na tym. Skup się na przeżyciu swojego życia i na radowaniu się swoim życiem. Ciesz się z obecności Lily i Jamesa, dopóki masz okazję.
Mia westchnęła.
- A co mam powiedzieć Remusowi?
- Myślę, że należy rozpocząć od przeprosin, szczególnie po tym, jak go potraktowałaś.
- Chodziło mi o bliznę – Mia zmrużyła oczy, słysząc naganę w głosie Hermiony. – Na pewno o nią zapyta.
Hermiona odetchnęła, próbując zachować cierpliwość.
- Powiedz mu prawdę.
- Nie mogę! Dumbledore rzucił na mnie…
- Profesor Dumbledore.
Mia zacisnęła zęby i policzyła do dziesięciu. Przez myśl jej przeszło, co mogłoby się stać, gdyby zaatakowała halucynację samej siebie.
- Profesor Dumbledore – powiedziała po chwili, cały czas przez zaciśnięte zęby. – rzucił na mnie zaklęcie, które nie pozwala mi powiedzieć prawdy.
- Nie. Profesor Dumbledore rzucił na ciebie zaklęcie, które nie pozwala ci celowo zdradzić swoich sekretów, które wpłynęłyby na zmianę przyszłości – poprawiła ją Hermiona, nie zwracając uwagi na mordercze spojrzenie Mii. – Remus uważa, że szpiegujesz podejrzanych Ślizgonów. Więc powiedz mu, jak zdobyłaś tę bliznę. W pojedynku z podejrzanym Ślizgonem. To prawda, czyż nie?
- Będzie chciał wiedzieć więcej.
- Pewnego dnia, całkiem niedługo, będzie musiał dowiedzieć się wszystkiego. Sama siebie nie odesłałaś w przeszłość. Jeżeli Remus będzie miał cię kiedykolwiek odesłać, będzie musiał poznać całą prawdę.
- Niech będzie – zgodziła się Mia. – Przeproszę, nakarmię go półprawdą i obiecam, że pewnego dnia wszystko mu powiem. Co może pójść źle?
- Robisz się bardzo pesymistyczną osobą, kiedy brakuje ci snu – zauważyła Hermiona.
- Robię się bardzo pesymistyczna, kiedy mam w perspektywie wślizgnięcie się do łóżka mojego chłopaka, żeby przeprosić za coś, czego nie potrafię nawet dokładnie wyjaśnić. I będę musiała bezszelestnie przemknąć obok śpiących Jamesa, Syriusza i Petera – warknęła Mia.
- Nigdy nie sugerowałam, żebym przepraszała Remusa w łóżku – Hermiona zaczerwieniła się, wypowiadając te słowa.
- Rumienisz się? – Mia roześmiała się głośno. – Na Merlina, czy my naprawdę mamy jakieś powody, żeby się rumienić?
- Ty na pewno nie masz – Hermiona nie chciała spojrzeć Mii w oczy. – Czy coś cię jeszcze w ogóle zawstydza?
- Prawdę mówiąc, nigdy nie musiałam się niczego wstydzić – wytknęła z dumą Mia.
- Uprawiasz seks ze swoim nauczycielem! – Zwróciła jej uwagę zaniepokojona Hermiona.
- Nie jest moim nauczycielem – Mia uśmiechnęła się przewrotnie. – Mam przestać?
- No cóż… - Hermiona zamyśliła się nad tym, po czym lekko wzruszyła ramionami. – Tego nie powiedziałam. To naturalna kolej rzeczy. Remus zawsze był bardzo…
- Dobrze zbudowany?
- Atrakcyjny – poprawiła Hermiona. – A teraz zmykaj stąd, zanim znajdzie cię ślizgoński prefekt, który da ci szlaban.
Mia zachichotała.
- Szlabany nie są takie złe.
- Wierzę ci na słowo – Hermiona potrząsnęła głową, zawiedziona. – Uważam twój brak szacunku dla nauczycieli i władzy za szokujący.
- Czy jeszcze kiedyś cię zobaczę? – Zapytała Mia.
- Za każdym razem, kiedy spojrzysz w lustro.
- Nie – Mia potrząsnęła przecząco głową. – Nie ma cię tam, kiedy patrzę w lustro. Czasami się zastanawiam, czy jeżeli uda mi się wrócić do roku 1998, czy moi przyjaciele mnie poznają? Ty i ja… Hermiona i Mia… Jesteśmy dwiema różnymi osobami, prawda?
- Nie do końca – Hermiona zadrżała. – Cały czas gdzieś tam jestem. Ja jestem tą logiczną i lojalną częścią twojej osobowości, równoważę twoją agresję i pożądanie.
- I jesteś zdecydowanie mniej zabawna.
- Nie miałaś przypadkiem kogoś przepraszać? – Hermiona uniosła brew. – Obudź się i zabieraj się do tego!
Mia otworzyła oczy i skrzywiła się, kiedy poczuła, jak chłodny wiatr owiewa jej wyziębione ciało.
Siedziała, oparta o kamienną ścianę na szczycie Wieży Astronomicznej. Zmęczonymi oczami rozejrzała się dokoła, żeby się upewnić, że rzeczywiście jest sama. Westchnęła i spróbowała przypomnieć sobie kalkulację numerologiczną, na którą patrzyła we śnie. Mimo tego, że wszystko działo się w jej głowie, kalkulacja miała sens. Przyznając się do porażki, Mia pozwoliła łzom płynąć przez kilka dobrych minut, żeby pozbyć się ich ciężaru. Następnie wstała, otarła policzki rękawem swojej szaty i skierowała się do stronę Wieży Gryfonów.
Po krótkiej wizycie we własnej sypialni, cichutko przeszła do dormitorium chłopców i wślizgnęła się pokoju zamieszkiwanego przez Huncwotów. Na palcach przemknęła obok chrapiącego brata i wywróciła oczami, widząc, że jedna z jego nóg wystawała poza materac i była ciasno owinięta czerwoną kotarą. Mijając łóżko Syriusza zachowywała się szczególnie ostrożnie, bo wiedziała, że Łapa ma prawie tak dobry słuch, jak Remus. Zmrużyła oczy, patrząc na łóżko Petera, ale na szczęście kotary były zasłonięte i Mia nie musiała patrzeć na śpiącą spokojnie postać chłopaka, kiedy inni nie mieli tyle szczęścia, żeby spać w ogóle.
Tak, jak ona.
- Planujesz tylko tam stać? – Zapytał Remus zza swoich szczelnie zasłoniętych kotar łóżka.
Mia westchnęła, zdając sobie sprawę, że nie przemyślała dokładnie tego, czy uda jej się wejść niezauważoną. Zepchnęła na bok swoją dumę i powoli odsunęła zasłonę, żeby spojrzeć na Remusa, siedzącego na łóżku, opartego wygodnie o jego wezgłowie. Kołdra, ubrana w czerwoną poszewkę, zakrywała go do pasa. Mia zamrugała, zdumiona, bo chłopak nie miał na sobie koszulki. Musiał mi wszystko jeszcze utrudnić, prawda? Spojrzała na jego twarz i dostrzegła jego twarde spojrzenie. Nadal jest wkurzony. No, tak.
- Ojej, jakie masz wielkie oczy – powiedziała słodko, mając nadzieję, że w odpowiedzi otrzyma uśmiech.
Remus nie miał jednak ochoty na gry i jego twarde spojrzenie jeszcze się pogłębiło.
- Przynajmniej lepiej dostrzegam kit, który mi wciskasz.
Zadrżała, słysząc ton jego głosu.
- Zasłużyłam sobie na to. Przesuń się, proszę, bo nie chcę nikogo obudzić.
Jego mina nieco złagodniała, kiedy robił jej miejsce, a ona wślizgiwała się na materac. Zasunęła za sobą zasłony i zauważyła, że on rzucił na nie zaklęcie wyciszające.
Bez zbędnych słów, odwróciła się do niego i ściągnęła przez głowę sweterek, który miała na sobie. Rzuciła go w nogi łóżka. Remus jęknął na widok jej gołej skóry, a jego wzrok przykuły jej piersi, otulone wyłącznie jego ulubionym stanikiem z różowej koronki, który James wyciągnął z jeziora.
- Mia… Nie możesz tak po prostu ściągać z siebie ubrań i oczekiwać, że ja…
- Tę bliznę otrzymałam tego lata, kiedy zaatakowano Syriusza – przerwała mu Mia i wskazała palcem długą, purpurową szramę.
Szczęka opadła Remusowi na jej wyznanie.
Zmarszczyła brwi, ale mówiła dalej, robiąc dokładnie to, co poradziła jej Hermiona. Omijała w ten sposób Zaklęcie Prawdy Dumbledore'a. Miała szczęście, bo termin „lato, kiedy zaatakowano Syriusza" mógł się odnosić zarówno do roku 1976, kiedy Śmierciożercy dopadli go w jego własnym domu, jak i do roku 1996, kiedy wpadł za Zasłonę po zaklęciu Bellatrix. To nie było kłamstwo, ale nie była to też całkowita prawda.
- Nie mogę ci powiedzieć, jak zostałam ranna, dlaczego to się stało albo jakiej klątwy użyto. Wiem, że zaatakował mnie Śmierciożerca, któremu już wymierzono sprawiedliwość – powiedziała to, wiedząc, że Dołohow zginął z ręki Syriusza i bitwie o Dolinę Godryka. – Dumbledore wie o wszystkim i…
To on nie pozwala mi zdradzić ci całej prawdy.
- … To są bardzo wrażliwe informacje i nie mogę ich zdradzić. Dumbledore rzucił na mnie zaklęcie.
Remus nagle się wyprostował. Palce przesuwał delikatnie po jej żebrach i wyczuwał pod nimi fakturę blizny. Jego oczy nigdy nie opuściły jej twarzy. Na wspomnienie Dumbledore'a, jego spojrzenie zrobiło się zimne.
- Jesteś związana Wieczystą Przysięgą?
- Nie, to nie to – zapewniła go. – To… Coś innego.
- Czy Dumbledore wie też o tej bliźnie? – Remus wskazał palcem bliznę na jej ramieniu, o którą pokłócili się kilka godzin wcześniej.
- Nie – Mia pokręciła głową i westchnęła. – To była moja wina. Nie zwracałam uwagi na otoczenie i skończyłam, pojedynkując się z jakimś ślizgońskim dupkiem na korytarzu.
To dopiero się stanie, za dwadzieścia lat. I tak przy okazji, to ty mnie wtedy uratujesz.
- Nie widziałam, kto to był. Tylko skraj jego szat.
- Dlaczego nie poszłaś do pani Pomfrey, żeby cię uleczyła? - Zapytał, pieszcząc palcem jej ramię. – Mia, co miesiąc używasz na mnie wywaru z liści dyptamu, żebym nie miał żadnych paskudnych blizn…
- Chciałam mieć bliznę – przyznała ze smutkiem. – Muszę pamiętać, żeby zawsze być ostrożną. Że nie wszystkim można ufać. Że Hogwart nie jest zawsze bezpiecznym miejscem.
Zmarszczył brwi.
- Bardzo mroczny pogląd na życie.
- Ale prawdziwy. Jamie prawie zginął, Syriusz na pewno by zginął, gdyby mój brat nie wszedł między niego i tamtą klątwę. W zeszłym miesiącu zaatakowano Lily. Będzie tylko gorzej, Remusie. Ja… Nie mogę… - Próbowała dokończyć zdanie, ale słowa utknęły jej w gardle i w myślach przeklęła Dumbledore'a za uciszenie jej w taki sposób. Skrzywiła się i musiała stłumić łkanie, kiedy Remus sięgnął do niej ręką i objął ją mocno. – Tylko próbowałam pomóc. Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie. Niczego nie zmienię.
- Szkoda, że mi tego nie powiedziałaś – wyszeptał z twarzą ukrytą w jej włosach. – Przez ostatni miesiąc tylko egzystowałaś, nie żyłaś naprawdę.
- Wiem. I tylko ty się mną zajmowałeś.
- To nie było łatwe – jęknął.
- Wiem. Strasznie mi przykro, Remusie – przekręciła głowę w taki sposób, żeby spojrzeć mu w oczy. – Możesz mi wybaczyć?
- Nie będziesz już nic przede mną ukrywać? – Zapytał bardzo bezpośrednio.
- Nadal będę, niestety – odpowiedziała Mia, mrugając w poczuciu winy. Miała nadzieję, że się teraz od niej nie odsunie. – Dumbledore nie pozwala mi powiedzieć więcej. Ale znajdę sposób, żebyś się dowiedział całej prawdy. Nie tylko dlatego, że chcę ci wszystko powiedzieć, ale dlatego, że muszę. Chcę być z tobą szczera, obiecuję. Kiedy będę wiedziała, jak to zrobić, powiem ci wszystko.
To właśnie sposób zdradzenia mu całej prawdy był naprawdę problematyczny. Miała kilka pomysłów, ale biorąc pod uwagę delikatną naturę ich związku po dzisiejszej kłótni, Mia nie była pewna, czy nadszedł czas, żeby go o wszystkim poinformować.
- Ale skończyłaś szpiegować Ślizgonów? – Uniósł brew.
- Tak – odpowiedziała z goryczą.
- Między nami wszystko w porządku?
Mia spojrzała w jego smutne oczy.
- Ty mi powiedz.
Remus lekko przesunął wargami po jej ustach. Jego dotyk był delikatny i leczniczy, kiedy próbował naprawić to, co zepsuła między nimi ta noc. Na chwilę się od niej oderwał, żeby spojrzeć głęboko w jej oczy, w poszukiwaniu odpowiedzi. Odetchnęła głęboko i ich usta ponownie się spotkały w głębokim, mocnym pocałunku. Jego język brutalnie otworzył jej wargi i wślizgnął się w głąb jej ust. Mia wygięła się w łuk i jęknęła z przyjemności.
Poczuła, jak jego palce przesuwają się po jej plecach i ruchem, który wskazywał na duże doświadczenie, rozpiął jej stanik.
Mia znowu jęknęła, czując jego gorące wargi, ale dopiero drapieżny wyraz jego oczu sprawił, że odwróciła wzrok. Intensywność Remusa czasami była dla niej nie do zniesienia, a lisia część jej natury kazała jej poddać się wilkowi, odsłonić gardło przed dominującym nad nią człowiekiem, który przyciskał do jej ciała swoją rozpaloną skórę.
Remus podciągnął się na łokciach i pozwolił językowi wirować na skórze jej karku. Mia w tym czasie sięgnęła dłonią między ich ciała i złapała za skraj spodni Remusa. Uśmiechnęła się, gdy warknął prosto w jej ucho.
- Nie wierzę, że to mówię, ale po tym, co dzisiaj powiedziałaś… Po tym, jak oskarżyłaś mnie o to, że ważny jest dla mnie tylko seks…
- Nie mówiłam poważnie. Remusie, wiem, że nie chodzi ci tylko o to – powiedziała poważnie, szybko przesuwając swoją dłoń z jego spodni na jego gołą klatkę piersiową. Chciała mu pokazać, że bardziej zależy jej na jego miłości, niż na jego ciele, nawet mimo tego, że właśnie w tym momencie sama nie była pewna, czego bardziej potrzebowała.
Remus skinął głową i jego tęczówki ze złotych zmieniły się w zielone. Pocałował ją krótko i lekko.
- Wiem. Ale mam takie wrażenie, że gdybym poddał się potrzebom mojego ciała, tylko potwierdziłbym, że rzeczywiście było mi przykro, że ostatnio nie miałaś dla mnie czasu. Albo, że za seks kupiłaś sobie moje wybaczenie.
- Naprawdę mnie nie chcesz? – Otworzyła szeroko oczy. – Jestem prawie naga i leżę w twoim łóżku.
- Przecież widzę – zacisnął mocno oczy i oparł czoło o jej obojczyk. – I nienawidzę siebie za to, co robię.
- Niech ci będzie. Złaź ze mnie, ty szlachetny draniu – zachichotała i odepchnęła go od siebie. Roześmiała się głośniej, gdy nie chciał się od niej odsunąć. Pocałowała czubek jego głowy i dopiero wtedy przekręcił się na plecy i wbił sfrustrowane spojrzenie w sufit.
Wyciągnęła rękę w kierunku swojego sweterka i obserwowała, rozbawiona, jak oczy Remusa się rozszerzają, kiedy wyjęła z kieszeni czekoladowy batonik.
- Co powiesz na nagrodę pocieszenia?
- Wyszedłbym na niewdzięcznego, gdybym odmówił wszystkiego, co mi oferujesz – przyznał i wyrwał jej czekoladkę z ręki.
- Odmawia mi seksu, ale chętnie sięga po słodycze – uśmiechnęła się, podziwiając jego ciało, obserwując, jak zamiast niej, pochłaniał batonika. – Nie byłbyś moim Remusem, gdybyś nie był choć trochę przewidywalny. Kocham cię, wiesz?
- Też cię kocham – uśmiechnął się do niej czule, a w jego oczach błyszczały przeprosiny.
- Dobranoc, Remusie – pocałowała go w policzek, wślizgnęła się pod kołdrę i ułożyła wygodnie na boku.
- Dzisiaj śpisz tutaj? Wiesz, jak zareaguje Rogacz, jeśli cię tu zobaczy?
- To zaczaruj zasłony, żeby mnie nie zobaczył – wymamrotała. – Jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, nie spałam dobrze od jakiegoś miesiąca i resztki energii przeznaczyłam na ciebie, więc nie mam siły, żeby wrócić do swojego dormitorium.
- No, dobrze – dał się przekonać. – Ale jeśli obudzę się z płucem przebitym porożem, ciebie obarczę winą.
- Przyjęłam.
