Od tłumaczki: Nie miałam czasu w weekend, w ogóle. Nadrabiam to dzisiaj bardzo przyjemnym rozdziałem. Oczywiście, słownictwo Syriusza nadal pozostawia wiele do życzenia, a będzie coraz gorzej. To w końcu dorosły, pełnoletni czarodziej z ogromnym pociągiem do whisky. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 65 – POROZUMIENIE

26 czerwca 1977

Kilkanaście minut doczyszczali się i uczyli ponownie, jak chodzić na miękkich kolanach. Dopiero wtedy zdecydowali się wrócić do Dworu Potterów. Zadowolony z siebie Remus odprowadził zaczerwienioną Mię pod drzwi jej sypialni, ucałował z galanterią grzbiet jej dłoni i życzył jej dobrej nocy.

Mia opadła bez sił na swoje łóżko i z przyjemnością oddała się wspominaniu wydarzeń tej nocy. Była szczęśliwa, ponieważ zdecydowała się ponownie przestrzegać swoich nowych reguł. Teraz, mocniej niż kiedykolwiek, żyła swoim życiem i się nim cieszyła.

Kilka godzin później usłyszała głuche stuknięcie i poczuła, że materac jej łóżka ugiął się pod dodatkowym ciężarem. Sięgnęła pod poduszkę, żeby wyciągnąć stamtąd swoją różdżkę, a jej szeroko otwarte oczy zmieniły kolor na bursztynowy, żeby pomóc jej widzieć w ciemności. Wycelowała w postać leżącą w obok swoich nóg.

- Co na…? Syriuszu? – Szepnęła, zaskoczona, widząc burzę czarnych włosów chłopaka rozsypaną na jej kołdrze.

- Dzień dobry, kotku – wymamrotał w materac.

- Syriuszu… Tempus… Syriuszu, jest w pół do piątej rano – rzuciła mu mordercze spojrzenie swoimi zmęczonymi, bursztynowymi oczyma. Potarła powieki. – Dopiero wróciłeś do domu? Gdzie są Jamie, Lily i Peter?

- Evans i Glizdogon Aportowali się do swoich domów – upojenie alkoholowe spowodowało, że ciężko było zrozumieć jego bełkot. Mia zadrżała, czując od niego odór przetrawionej whisky. – Rogacz zemdlał tuż po tym, jak wytoczył się z kominka. Tilly zabrała go do łóżka.

- A z jakiego powodu ty wylądowałeś w moim łóżku? – Zapytała, spoglądając nerwowo w kierunku otwartych drzwi sypialni. Wyobraziła sobie, że w każdej chwili mogli przez nie wejść Remus lub Jamie.

Syriusz wzruszył ramionami i wtulił ciało w materac.

- Jest lepsze niż moje.

- A to dlaczego?

- Bo nie jestem w nim samotny.

Mia zmarszczyła brwi.

- Mogłeś pójść do Jamiego albo do Remusa, jeśli czułeś się samotny.

- Nie są tacy ładni, jak ty… No, dobrze, Rogacz jest taki ładny, jak ty, ale te jego włosy… Na Merlina…

- Remus też jest przystojny – Mia zachichotała, usiadła na łóżku i dokładnie okryła koszulą nocną swoje nogi. Co prawda Syriusz już wcześniej widywał jej nagą skórę, ale przynajmniej w tej sytuacji, gdyby ktoś wszedł do jej pokoju, nie założyłby, że zaszło między nimi coś niestosownego.

- Gdybym wślizgnął się do łóżka Lunatyka, jego dziewczyna byłaby na mnie wściekła – wybełkotał.

Mia roześmiała się na głos, wyobrażając sobie swoją reakcję na widok skacowanego, śpiącego Syriusza, przytulonego do wyraźnie zesztywniałego, zaniepokojonego Remusa.

- Ale uważasz, że mądrym jest wślizgiwać się do łóżka tejże dziewczyny, mając nadzieję, że jej chłopak-wilkołak nie okaże się typem zazdrośnika?

- Lunatyk i ja doszliśmy do porozumienia, jeśli chodzi o Mię – powiedział Syriusz takim tonem, że Mia zesztywniała i nadstawiła uszu, zastanawiając się jednocześnie, czy chłopak miał świadomość tego, z kim rozmawiał. – Ja wiem, co on czuje, on wie, co ja czuję, a ona… Ona czuje to wszystko.

Zdumienie na twarzy Mii tylko się pogłębiło. O co może mu chodzić? Jakie „wszystko"?

- Fakt, pragnę jej, ale to nie znaczy, że nie chcę, żeby we dwójkę byli szczęśliwi. Tacy szczęśliwi. Wiesz, jacy oni są szczęśliwi? – Na twarzy Blacka pojawił się szeroki uśmiech. Zamknął oczy i skotłował jej kołdrę, po czym położył na niej głowę. – Na Merlina, to właśnie jest miłość.

- Syriuszu? – Szepnęła Mia, boleśnie świadoma tego, że nie przerwała mu, gdy o niej mówił.

Na moment uniósł powieki. Jedna z nich musiała mu bardziej ciążyć, bo nie podniósł jej do końca. Kiedy ją w końcu rozpoznał, uśmiechnął się do niej głupkowato, jakby nie zdawał sobie sprawy, że właśnie z nią rozmawiał.

- Cześć, kotku. Kiedy wróciłaś do domu? I co robisz w moim łóżku?

- To moje łóżko – poinformowała go.

Syriusz potrząsnął głową i uniósł brwi.

- Lunatykowi to się nie spodoba.

- Podobno doszliście z Remusem do porozumienia?

- Tak – prychnął w odpowiedzi. – Rozumiem doskonale, że wydrapie mi oczy, jeśli wyczuje na tobie mój zapach. Wracaj do swojej sypialni, Mia.

Odetchnęła głęboko, próbując odgonić frustrację.

- Jestem w swojej sypialni.

- To dobrze – Syriusz rozluźnił swoje mięśnie i pozwolił głowie opaść. – Nie powinnaś przebywać w mojej. To byłoby niestosowne.

- Zapamiętam to sobie – wywróciła oczami. – Jak minęła reszta koncertu?

- Nie zostałem do końca – wymamrotał. – Cholerne kobiety…

- Wyszedłeś z McKinnon i Hitchins? – Warknęła, jednocześnie zirytowana i zawiedziona. Przez chwilę była wściekła na siebie za wcześniejsze wyjście z Remusem. Biorąc jednak pod uwagę to, co stało się w ciemnej, londyńskiej alejce, doszła do wniosku, że nie ma czego żałować.

- Co? Nie! – Syriusz roześmiał się gorzko. – Pierdolone… Musiałem im powiedzieć, że mają się ode mnie odwalić. Jak na Krukonki, nie odczytują dobrze sygnałów niewerbalnych. To mój fiut. Nie należy do nich.

Mia prychnęła z niesmakiem. Nie, współczesne Krukonki przypominały jej bardziej trzpiotowatą Lavender Brown niż Lunę Lovegood. Pomijając, oczywiście, Pandorę.

- Odbiło im i próbowały dobrać się do Rogacza, co z kolei rozwścieczyło Evans – Syriusz i Mia wymienili uśmieszki, a dziewczyna zaczęła się zastanawiać, co Lily mogła zrobić dwóm nachalnym blondynkom. – Evans powiedziała, że wszyscy jesteśmy pijani i że ty byłabyś wściekła, gdybyśmy ja albo James zrobili coś głupiego. A potem ta ruda wiedźma wypchnęła nas z klubu i zagroziła, że powie mamie i tacie, jak się zachowujemy.

Mia tylko uśmiechnęła się słodko, czując dumę z zachowania przyjaciółki.

- Jeśli to dla ciebie cokolwiek znaczy, cieszę się, że nie wróciłeś do domu z tamtymi czarownicami.

- To i tak nie ma znaczenia. I tak wszystkim wokół powiedzą, że dzisiejszej nocy uprawialiśmy seks – jęknął, zirytowany, przypominając jej Harry'ego, męczącego się na piątym roku z kłamstwami, które na jego temat drukował Prorok Codzienny. Zastanawiała się, czy Harry przypadkiem nie podłapał tego tonu głosu od starszego Syriusza.

- O czym ty mówisz?

- O tym, że każda dziewczyna, którą totalnie w tym roku olałem, opowiedziała wszystkim, że i tak ją przeleciałem – wczołgał się wyżej na łóżko i ułożył wygodnie. – Wierząc ostatnim plotkom, przespałem się ze stu dwudziestoma ośmioma czarownicami. Tylko w tym roku!

Jej oczy się rozszerzyły i parsknęła ze złością.

- A z iloma tak naprawdę się w tym roku przespałeś? – W jej głosie było więcej jadu, niż przypuszczała, że w sobie posiada.

- Z jedną – Syriusz ziewnął i zamknął oczy. – Z Mią.

Zbladła.

- Co powiedziałeś?

- Ale nie mów tego Mii – wymamrotał, powoli zasypiając. Czuła dyskomfort, rozmawiając z nim o samej sobie i dowiadując się rzeczy, których nigdy by jej nie powiedział. Czuła się źle, wykorzystując go, skoro nie wiedział, z kim w tej chwili rozmawiał. – Wiesz, jaka ona jest. Wszystkiemu przypisuje głębsze znaczenie. Nie chcę, żeby zaczęła myśleć, że czekam, aż w końcu rzuci Remusa.

A czekał?

- A czekasz?

- Nie. Ona należy do Remusa – powiedział Syriusz stanowczo. – To właśnie jest miłość. Widziałaś ich razem? Są tacy szczęśliwi. Nie zniszczę tego. Poza tym, nie wiem, co to wszystko znaczy… Cholerne więzi…

Rzeczywiście, cholerne więzi, zgodziła się w myślach Mia.

- Syriuszu, dlaczego nie byłeś z nikim od czasu, kiedy byłeś ze m… Z Mią?

Nigdy by jej nie przyszło do głowy, że Syriusz przestał sypiać z każdą poznaną czarownicą. Do diabła, to był przecież Syriusz Black. Krążyło o nim więcej pogłosek i legend niż o Draconie Malfoy'u. Zdawała sobie sprawę z tego, że sama wierzyła w te pogłoski, które okazały się nie być prawdziwe. Oczywiście, wiedziała, że Syriusz ciężko pracował na swoją reputację, ale z jakiego powodu dziewczyny, którym odmawiał w tym roku obwieszczały wszem i wobec, że z nim spały? Chciały znaleźć się w blasku reputacji, jaką miał Syriusz? Może ktoś prowadził miesięczne statystyki? A może dzieliły się jego pomysłami i z dumą nosiły na piersi jego odznakę? Mia warknęła ze złości, czując wobec bezsilnego Syriusza troskę i opiekuńczość.

- Ona uważa, że jestem dobrym człowiekiem, wiesz? - Uśmiechnął się ze smutkiem i to wyciągnęło Mię z jej chaotycznych rozważań. – Więc staram się nim być. Czasami to cholernie trudne zadanie. Ale obiecałem, więc się staram. Nasza, żeby ją bronić. Nasza, żeby zapewniać jej bezpieczeństwo. Nasza, żeby ją czynić szczęśliwą.

Oddychał powoli. Po kilku minutach ciszy, Mia pomyślała, że zasnął. Przerzuciła swoje nogi nad krawędzią łóżka, doskonale wiedząc, że nie może tu zostać.

Głos Syriusza zwrócił jej uwagę.

- Myślisz, że byłaby szczęśliwsza, gdybym był dobrym człowiekiem?

Zmrużyła oczy. Zabolało ją serce.

- Jesteś dobrym człowiekiem, Syriuszu.

- Miło, że tak sądzisz – powiedział ze szczerym uśmiechem. Otworzył oczy i spojrzał na nią. – Mia? Powinnaś wrócić do swojej sypialni. Nie chcę, żeby Remus pomyślał, że go nie kochasz… Że go nie chcesz… Że ja go zdradziłem…

I w tym momencie chłopak naprawdę zasnął.

- Dobranoc, Syriuszu – przeczesała palcami jego długie, gęste włosy, westchnęła i stanowczym krokiem wyszła z pokoju.

Przeszła cicho w dół długiego korytarza, mijając po drodze drzwi do sypialni Remusa. Chociaż chciała wejść do środka, powstrzymała się i skierowała prosto do pokoju Jamesa. Wślizgnęła się do komnaty i spojrzała na brata, leżącego na łóżku w dziwacznej pozycji, ubranego przez Tilly w swoją piżamę.

- Coś się stało? – Wymamrotał Jamie, czując, jak Mia wchodzi pod jego kołdrę.

Uśmiechnęła się z czułością na widok jego włosów, sterczących na wszystkie strony, jakby były pokryte kleikiem.

- Przesuń się – popchnęła go tak, żeby zrobił jej nieco miejsca obok siebie.

- Dobrze się czujesz? – Zapytał, patrząc na nią spod przymkniętych powiek.

- Ja się czuję dobrze. Ale Syriusz zasnął w moim łóżku.

James szeroko otworzył oczy, słysząc jej słowa.

- Co? Ten dupek… Powiedz, próbował czegoś?

Wzniosła oczy ku niebu, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nawet gdyby Syriusz czegoś próbował, James nie byłby w stanie obić mu twarzy w obronie honoru swojej siostry. Potrafiła jednak sobie wyobrazić moc ich porannego kaca. Dorea na pewno będzie zachwycona.

- Nie, oczywiście, że nie. Przez chwilę mówił od rzeczy, a potem zasnął. Myślał, że jest w swoim pokoju – zachichotała, widząc, jak James próbował przyjąć jej słowa do wiadomości, trąc zmęczone powieki. – A jak ty się czujesz?

- Padam na pysk.

- Cały czas jesteś pijany?

- Lily wyglądała dzisiaj przepięknie, prawda? – James wyszczerzył zęby, odpowiadając swoim pytaniem na jej pytanie.

Wywróciła oczami.

- Tak, nadal jesteś pijany. Jeżeli chociaż raz jękniesz imię Lily, podczas gdy ja śpię w twoim łóżku, przeklnę cię stąd do przyszłego stulecia.

- A co w ogóle robisz w moim łóżku? – Wymamrotał, przekręcając się na plecy.

- Bo nie mogę wrócić do swojego. Śpi w nim Syriusz.

- Więc idź do Remusa – prychnął. – Ale tylko po to, żeby spać.

- Nie mogę – zaśmiała się cicho. – Jeśli teraz pójdę do Remusa, wyczuje on na mnie zapach Syriusza, a bardzo nie chciałabym odbyć dyskusji o tym, jak do tego doszło z moim terytorialnym chłopakiem, o godzinie piątej nad ranem.

James wykrzywił do niej twarz.

- Wy, psowate, i ten wasz zmysł węchu…

- Lisowate – poprawiła go i odpowiedziała uśmiechem, kiedy wzruszył ramionami. – A skoro już o tym mowa…

Pochyliła się nad swoim bratem i potarła swoim policzkiem o jego policzek z diabelskim błyskiem w oku. Następnie okręciła się wokół własnej osi w jego pościeli, jak czasami robił Łapa, w słoneczne dni tarzając się w trawie. Otarła włosami o jego twarz.

- Co, do diabła? Odsuń się ode mnie! Idź wetrzeć smród Syriusza w coś innego – zażądał, owijając się szczelnie kołdrą i odwracając od niej plecami. – Dokładnie tak! Wiem, co wy w ten sposób robicie. Cała wasza trójka jest pod tym względem obrzydliwa.

- Kocham cię, Jamie – powiedziała, powstrzymując śmiech.

- Też cię kocham, Mia.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Słońce wzeszło nad horyzontem, kiedy Mia zdecydowała, że czas zacząć nowy dzień. Nie wyspała się w łóżku Jamesa, który przez cały czas chrapał i wiercił się. W pewnym momencie nawet, całkowicie niechcący, wbił łokieć w kark swojej siostry.

Ziewając, weszła do jadalni, w której zastała swoją matkę, leniwie wyciągającą z misy owoców winogrona i borówki, które następnie odkładała na talerz nieobecnego jeszcze Charlusa. Dorea robiła to codziennie rano, od wielu lat. Mia raz zapytała matkę, dlaczego nigdy nie poprosiła Tilly o przygotowanie jej śniadania bez tych owoców, szczególnie w dni, kiedy jej ojca nie było, żeby je później zjeść. Dorea jednak stwierdziła, że dla niej stało się to tradycją.

- Dzień dobry, mamo – Mia pocałowała Doreę w policzek i usiadła po jej lewej stronie. Sięgnęła natychmiast po grzankę.

- Dzień dobry, Mia – Dorea uśmiechnęła się promiennie do córki. – Wyglądasz kwitnąco, chociaż twoje oczy świadczą o wielkim zmęczeniu. Opowiesz starej kobiecie, jak w tych czasach bawią się młodzi ludzie?

Dorea uniosła brew i Mia bez trudu wyobraziła sobie, jak kobieta musiała wyglądać w młodości, beztroska i bezwstydna. To musiała być wspólna cecha rudowłosych kobiet, bo Lily i Ginny zachowywały się identycznie.

- Nie jesteś stara, mamo.

- To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

- Wszystko zależy od tego, czy uważasz Remusa za swoje dziecko, czy też jeszcze nie – Mia posłała matce znaczący uśmiech.

Dorea zachichotała i machnęła lekceważąco dłonią.

- Wszystkiego, co chcę wiedzieć o twoim życiu miłosnym, dowiem się od panny Evans i twoich pozostałych przyjaciółek z Gryffindoru.

- One zbyt chętnie dzielą się z tobą tym ciężarem.

- Dzień dobry, Remusie – Dorea nagle zmieniła rozmówcę.

Remus powoli wszedł do jadalni, mając na sobie tylko flanelowe spodnie od piżamy, na których wzór tworzyły złote znicze. Piżama była bożonarodzeniowym prezentem od Dorei. James i Syriusz dostali tamtej zimy podobne, z tym, że na piżamie Jamesa widoczne były kafle, a na piżamie Syriusza tłuczki. Mia kiedyś wyraziła zdumienie, że Remus dostał piżamę z takim wzorem, skoro nawet nie gra w Quidditcha, nie licząc kilku meczy, które chłopcy rozegrali w sadzie. Dorea wtedy wyjaśniła, że nie mogła znaleźć piżamy w książki i czekoladki, dlatego musiał się zadowolić dokładnie taką, jaką dostał.

- Jak spałeś? – Zapytała Dorea, rzucając figlarne spojrzenie Mii.

- Dobrze, dziękuję, pani Potter – odpowiedział uprzejmie Remus, sięgając po dzbanek stojący na środku stołu i nalewając z niego herbaty do małej filiżanki. Następnie zajął miejsce obok Mii i postawił filiżankę obok jej talerza.

Podczas pierwszych dni, które Remus spędził z rodziną Potterów, zirytowana Tilly nie mogła się pogodzić z tym, że Remus i Mia przygotowują sobie nawzajem śniadanie. Rozumiała, że czarodziej lub czarownica sami nakładają potrawy dla siebie, ale nie potrafiła zrozumieć, dlaczego jej młoda panienka pozwala serwować sobie śniadanie przygotowane przez nowego młodego panicza, ale odmawia posiłków serwowanych przez nią.

W końcu Tilly przestała się wściekać na młodych Gryfonów. Stało się to jednak dopiero w momencie, kiedy Mia obiecała nie poruszać więcej tematu zapłaty za pracę.

- James zaraz zejdzie na dół – poinformował je Remus. – Ale nie sądzę, żeby Syriusz do niego dołączył. Chyba wczoraj nie wrócił do domu. Chciałem go obudzić, ale nie było go w jego pokoju.

- Bo śpi w moim.

Remus otworzył szeroko oczy i spojrzał na swoją dziewczynę.

- Słucham?

Mia uważnie przyglądała się twarzy Remusa i dostrzegła, że płatki jego nosa zadrżały prawie niezauważalnie. Była pewna, że nie do końca świadomie doszukiwał się na jej skórze zapachu Blacka. Jednak kiedy zamiast niego wyczuł Jamesa, skonsternowany uniósł brew.

Zachichotała, ciesząc się, że wystarczająco wcześnie pomyślała o sposobie usunięcia z siebie aromatu Syriusza.

- Skąd to pytające spojrzenie? Przecież nie jestem w łóżku razem z nim. I nie towarzyszyłam mu przez całą noc. Spałam u Jamesa, dopóki z łóżka nie wygoniło mnie jego donośne chrapanie.

Nagle ich uwagę przykuł głośny wrzask dobiegający z piętra rezydencji.

- Odpierdol się, Potter! Głowa mnie boli.

- Mnie też boli głowa, a i tak muszę zejść na to cholerne śniadanie w gronie rodzinnym.

- Przestań mnie popychać, ty dupku! Uwierz, że potrafię ugryźć do krwi!

- No, dalej, spróbuj, Łapo! Zobaczymy, co się stanie chwilę później.

Oczy Dorei zalśniły, kiedy do jej uszu dotarły wrzaski dwóch chłopców.

Mia pociągnęła łyk herbaty z filiżanki.

- Śpiące królewny się obudziły – wymamrotała.

- Może być tak usiadł na własnym porożu, ty cholerny bękarcie?

- Przestań się drzeć, fiucie! Boli mnie głowa!

- Urocze – skomentowała sucho Dorea. – Naprawdę mnie nie dziwi to, że panna Evans przez tyle lat odmawia propozycji małżeństwa z Jamesem.

Mia i Remus stłumili wybuch śmiechu. Charlus byłby wściekły na chłopców za język, którym się posługują w obecności swojej matki i Mii, ale Dorea tylko z uprzejmym zainteresowaniem przyglądała się dwóm Gryfonom, którzy zmierzali w kierunku stołu, cały czas wymieniając się obelgami.

- Patrząc na nich dwóch, jestem prawie pewna, że nie zostanę obdarzona wnukami – Dorea westchnęła, zawiedziona, po czym przeniosła wzrok na swoją córkę. – Mia, kochanie, twoje dzieci poniosą dalej dumne nazwisko Potterów, prawda?

Oczy Remusa wypełniło czyste przerażenie.

Mia utrzymała swoje emocje na wodzy, patrząc na całkowicie negatywne nastawienie Remusa. Rozumiała go. Większość młodych mężczyzn byłaby przerażona samym faktem tego, że matka ich dziewczyny rozmawia z nią o wnukach, ale w przypadku Remusa chodziło głównie o jego lykantropię. Zdawała sobie sprawę, że panikował jeszcze z innego powodu – nadal nie odbyli rozmowy dotyczącej przyszłości i tego, czy będą razem po ukończeniu Hogwartu.

Przypomniał jej się starszy Remus, załamany i przerażony, po tym, jak uciekł do rezydencji przy Grimmauld, dowiedziawszy się, że Tonks jest w ciąży. Wtedy Mia bardzo mu współczuła, ale teraz, znając prawdę, była na niego tak wściekła, jak Syriusz. Poczuła niepohamowaną potrzebę, żeby go uderzyć.

Powstrzymała się jednak, zrobiła mentalną notatkę, że tą sprawą należy się w niedalekiej przyszłości zająć i uśmiechnęła się do swojej matki.

- Jestem pewna, że James zapewni dziedzica dla nazwiska Potterów.

- Dzień dobry, mamo – jęknął Syriusz, wchodząc do jadalni w tym samym ubraniu, w którym zasnął na łóżku Mii. Pochylił się nad Doreą i musnął ustami jej policzek.

Dorea wzdrygnęła się, czując smród przefermentowanego alkoholu.

- Kochanie, whisky nie jest jedynym alkoholem, który można pić na imprezach. Dzisiaj natomiast pijesz wyłącznie wodę – nakazała. – A po śniadaniu masz natychmiast wylądować pod prysznicem. Nie pozwolę, żeby cały dwór śmierdział jak wnętrze Dziurawego Kotła.

James roześmiał się i skopiował ruch Syriusza, żeby pocałować matkę w policzek.

- Dzień dobry, mamo.

- Mój kochany synku, nie wyglądasz najlepiej – przyłożyła dłoń do czoła Jamesa, udając, że nie wie, skąd się wzięło jego złe samopoczucie. Wezwała Tilly, która pojawiła się natychmiast w jadalni i spojrzała rozczarowanym wzrokiem na chłopaka. – Czy możesz przynieść eliksir Lekarstwo na Kaca dla chłopców? To taka przezroczysta fiolka, która stoi na mojej szafce nocnej.

- Tak, pani. Tilly przyniesie.

- Dziękuję, mamo – James uśmiechnął się z ulgą. Sięgnął przez całą długość stołu do karafki z wodą dokładnie w momencie, kiedy pojawiła się Tilly z małą buteleczką, zawierającą przezroczysty płyn.

- Tilly przyniosła eliksir dla młodych panów.

- Dziękuję, Tilly – James chciał odebrać fiolkę z rąk matki.

- Nie, nie – powiedziała miękko Dorea, przyciągając szkło do siebie. – Nie spiesz się tak. Powiedzcie mi szczerze, kto pije eliksir Lekarstwo na Kaca jako pierwszą rzecz o poranku?

- Ludzie, którzy cierpią na kaca? – Zapytał z niedowierzaniem Syriusz.

- Może masz rację – powiedziała z namysłem Dorea, stukając palcem w podbródek. – Minęło wiele lat od kiedy sama potrzebowałam tego eliksiru. Nie pamiętam, jak powinno się go przyjmować. Może najpierw powinniście coś zjeść? A może powinno się go zmieszać z sokiem dyniowym? Hmmm? Nie, chyba nie… Przecież nie mogę narazić was na większe niebezpieczeństwo tylko dlatego, że nie pamiętam, jak podać wam eliksir. Która matka by tak postąpiła?

Mia nie mogła się już powstrzymać i wybuchła głośnym śmiechem, uświadamiając sobie jednocześnie, jak okrutną czarownicą jest Dorea Potter. Zamiast zachowywać się wyjątkowo głośno tylko po to, żeby zwiększyć ich bóle głowy i niechęć do whisky, Dorea zaproponowała im słodkie wybawienie od bólu, które następnie im odebrała. To było genialne. Mia coraz bardziej doceniała ślizgońską taktykę swojej matki.

- Najpiękniejsza matka na świecie? – Syriusz uśmiechnął się do Dorei, mobilizując cały urok osobisty, który posiadał wyrzucony z łóżka, skacowany chłopiec. W jego przypadku było to więcej czaru niż u większości dorosłych mężczyzn.

- Mój drogi chłopcze… Za takie podlizywanie się dostaniesz… Dwie krople.

Uśmiech Syriusza zbladł. Będą musieli się mocno postarać o ulgę.

- Gdzie podziewają się tego cudownego poranka Lily i Peter? – Zapytała bez związku z niczym Dorea, biorąc łyk porannej herbaty. Jej wzrok nigdy nie opuścił jednak dwóch chłopców, wpatrujących się z nadzieją w fiolkę eliksiru.

- Peter dzisiaj pomaga swojemu ojcu w sklepie – odpowiedział Remus, rzucając Jamesowi i Syriuszowi złośliwy uśmieszek.

- A Lily bierze udział w zaślubinach swojej siostry – dodała Mia.

- To prawda, wspominała coś o tym. Przedziwna ceremonia, mugolskie zaślubiny – Dorea pochyliła się nad stołem i wlała po dwie krople płynu do szklanek Jamesa i Syriusza, którzy natychmiast je opróżnili i ponownie podstawili czarownicy z błagającym spojrzeniem.

- Oczywiście, nasz świat zaadaptował wiele z ich tradycji… Większość z nich to głupie przesądy z ich świata, ale niemniej dla Mugoli to tradycja – machnęła różdżką i ponownie napełniła szklanki chłopców wodą i dodała do każdej po dwie krople płynu. Zachichotała, kiedy ponownie wypili je duszkiem i ponownie podstawili jej pod rękę puste naczynia. Powtórzyła wobec tego wszystkie czynności po raz trzeci. – Kiedy ja brałam ślub, panna młoda była wprowadzana do kręgu przez swoich rodziców lub opiekuna, żeby złożyć świętą przysięgę i związać się z drugim człowiekiem Więzią. Nie było żadnych ostentacyjnych ceremonii, pełnych kwiatów i ciast. A te współczesne suknie…

- A jaką suknię ty miałaś na sobie, mamo? – Zapytała Mia, patrząc na Jamesa i Syriusza, pijących swoją wodę.

- Nie miałam żadnej. Tradycja wymagała tego, żeby panna młoda weszła do kręgu nago.

James zakrztusił się wodą. Syriusz zrobił to samo chwilę później.

- Głupi chłopcy. Oczywiście, że miałam na sobie suknię ślubną – Dorea wywróciła oczami. Kiedy James i Syriusz odetchnęli z ulgą, Dorea spojrzała na Mię i pokręciła powoli głową. Mia zarumieniła się i cicho zaśmiała.

- Powiedzcie mi, proszę, czy eliksir działa? – Dorea zwróciła się ponownie do chłopców.

James skinął głową.

- Tak sądzę. Cały czas mnie wszystko boli, ale czuję się lepiej.

- Ja też – zgodził się z nim Syriusz. Spojrzał na przezroczystą fiolkę. – Czy to twój przepis, mamo? Wydawało mi się, że eliksir Lekarstwo na Kaca jest zielony…

- Bo jest – Dorea odpowiedziała uśmiechem. – To jest woda.

Mia i Remus zaczęli się śmiać.

- Czyż nie powiedziałam wam, że dzisiaj pijecie wyłącznie wodę? Jeżeli wszystkie swoje problemy będziecie chcieli rozwiązywać za pomocą magii, uzależnicie się od niej. Nie pozwolę, żeby moje dzieci chodziły po świecie, uważając, że wszystko im się należy, bo w domu niczego im nie odmawiano. Skoro jesteście na tyle głupi, żeby doprowadzić się alkoholem do takiego stanu, powinniście teraz ponieść konsekwencje.

Podniosła się i uśmiechnęła życzliwie, kiedy Remus, James i Syriusz wstali równocześnie z nią. Pochyliła się nad każdym z nich i musnęła ich policzki.

- Postarajcie się dzisiaj nie szukać kłopotów. Muszę się zająć kilkoma ważnymi sprawami w klinice świętego Munga i prawdopodobnie zajmie mi to cały dzień.

- O mnie nie musisz się martwić. Planuję rozpocząć powtórki do O.W.u.T.e.M.ów – obwieściła Mia, a Remus skinął głową, zgadzając się z jej planem na cały dzień. Zerknęła na Jamesa i Syriusza, którzy szeptali do siebie konspiracyjnie. Dwie czarownice wymieniły zaniepokojone spojrzenia.

James spojrzał na nie niewinnym wzrokiem.

- My zrobimy jazdę próbną motocyklem Syriusza. Nic wielkiego – odkaszlnął, przeczyszczając gardło i odwrócił głowę, żeby uniknąć potępiającego wyrazu twarzy Dorei. Trafił jednak na zmrużone, bursztynowe oczy Mii.

- Macie się trzymać ziemi – rozkazała Dorea, patrząc ostrym jak brzytwa wzrokiem na Syriusza.

Zbladł, słysząc jej słowa, a po chwili westchnął, pokonany.

- Zgoda, ale jeśli tylko dostanę wszystkie pozwolenia, sprawię, że będzie latać tak gładko, jak Zmiataczka – odpowiedział stanowczo, kończąc dyskusję.