Od tłumaczki: Witajcie po Świętach! Przepraszam, że przetrzymałam Was o cały tydzień, ale właściwie całe Święta spędziłam w łóżku, na antybiotyku. Wobec tego ten przyjemny rozdział, który chciałam zamieścić w Wigilię, zamieszczam teraz z serdecznymi życzeniami szczęśliwego Nowego Roku dla Was wszystkich. Od kolejnego rozdziału wracamy do cotygodniowych aktualizacji. Miłego czytania!
ROZDZIAŁ 70 – PIERWSZY POCAŁUNEK
1 września 1977
- W zeszłym roku mieliśmy trochę problemów z niepotrzebną utratą punktów. Proszę, żebyście pamiętali, że jako Prefekci reprezentujecie nie tylko swoje Domy, ale również szkołę. Nie chcę, żeby rywalizacja między Domami spowodowała, że się między sobą kłócicie – Lily spokojnie przemawiała do Prefektów zgromadzonych w pierwszym wagonie pociągu.
- Wiem, że poprzedni Prefekci Naczelni mieli dość… Luźne zasady dotyczące spotkań Prefektów, ale ja zamierzam się z wami regularnie spotykać, żeby mieć pewność, iż wszyscy uczniowie są przez was traktowani sprawiedliwie. Wszyscy, włącznie ze Ślizgonami – spojrzała na Snape'a, którego spojrzenie ciemnych oczu spoczywało na Jamesie.
- Wiem, że Gryffindor nie wygrał Pucharu Domów przez ostatnie sześć lat, ale to nie znaczy, że będę odwracać wzrok, żeby moi koledzy i koleżanki z dormitorium mogli zorganizować nielegalną imprezę w Wieży. Potter? – Lily odwróciła się w stronę Jamesa, który stał obok niej w luźno dopasowanych szatach. Wyglądał na wypoczętego i spokojniejszego niż kiedykolwiek. Jedyną wypolerowaną rzeczą, jaką miał na sobie, była jego odznaka Prefekta Naczelnego przypięta do wierzchniej szaty. – Jako Prefekt Naczelny masz coś do dodania?
James uśmiechnął się.
- Nie. Omówiłaś wszystkie tematy bardzo dokładnie, panno Evans.
Prefekci zaśmiali się krótko.
Kiedy Lily się zarumieniła, słysząc chichoty, James uniósł brew i spojrzał na tłumek zgromadzony w wagonie.
- To nie był żart – westchnął i potarł dłonią czoło.
Mia tylko trochę mu współczuła. James wcale nie chciał być Prefektem Naczelnym.
- Mia! Mia! Remusie! – Krzyczała głośno Lily, biegnąc korytarzami Rezydencji Potterów. W jednej dłoni trzymała ogromną kopertę, a w drugiej lśniącą, złotą odznakę. Na jej twarzy lśniła radość. Jej oczy błyszczały jak dwa szmaragdy. – Udało mi się! Dostałam ją!
- Dostałaś? – Mia podniosła się z kanapy, którą okupowała razem z Remusem. Była zachwycona szczęściem przyjaciółki i zignorowała ukłucie zazdrości, które poczuła na widok odznaki.
Do salonu wszedł Syriusz, trzymający w uwalanych smarem dłoniach nadgryzione jabłko. Jego długie, czarne włosy były związane w luźny kucyk, a jego biała koszulka była umazana czarnym płynem.
- Co jest? Coś mnie ominęło?
- Trzymajcie – Lily uśmiechnęła się szeroko i rozdała wszystkim koperty, ostatnią podając Jamesowi, który wszedł za Syriuszem do salonu. – Właśnie przyszły listy z Hogwartu. Zostałam Prefekt Naczelną.
- Moje gratulacje, Lily. Nikt nie zasługuje, żeby być Prefekt Naczelną bardziej niż ty – powiedział Remus, ignorując spojrzenie, które posłała mu Mia.
- Otwórz swój list, Remusie – pisnęła Lily w odpowiedzi. – Rzućmy okiem na twoją odznakę Prefekta Naczelnego.
Remus zmarszczył brwi.
- Nie możesz być pewna że ją dostanę. Prawdę mówiąc, wolałabym jej nie dostawać. Prosiłem nawet Dumbledore'a, żeby nie brał mnie pod uwagę podczas podejmowania decyzji. Przed nami O.W.U.T.E.M.Y. i… I cała reszta. Nie jestem pewien, czy dam sobie radę z obowiązkami Prefekta, a co dopiero z tym, co leży na barkach Prefekta Naczelnego.
Mia uścisnęła dłoń chłopaka ze zrozumieniem. Wiedziała, że przed końcem poprzedniego semestru Remus spotkał się z dyrektorem, żeby przedyskutować swoją przyszłość. Remus był najpoważniejszym kandydatem do stanowiska Prefekta Naczelnego, ale wiedział również, że cała jego przyszłość może zależeć od wyników jego egzaminów, wobec czego postanowił, że nic nie powinno go rozpraszać.
Lily zmarszczyła brwi, a jej ramiona opadły z rezygnacją, gdy usłyszała jego słowa.
- Przykro mi, że odczuwasz to w ten sposób, ale szczerze mówiąc, kogo innego mógłby wybrać dyrektor Dumbledore?
- O, kurwa…
Mia, Lily i Remus spojrzeli w kierunku, skąd dobiegło ich przekleństwo. Kilka metrów od nich stał pobladły nagle James, trzymający w dłoniach list i coś błyszczącego.
Syriusz zaczął się histerycznie śmiać, kiedy czytał przez ramię list Jamesa.
- To najlepszy dzień mojego życia.
- Zostałeś Prefektem Naczelnym? – Wrzasnęła podekscytowana Mia. Nie powinna być tak zaskoczona, bo przecież wiedziała, że rodzice Harry'ego byli Prefektami Naczelnymi, ale było jej bardzo trudno myśleć o nich jako o rodzicach Harry'ego, a nie po prostu jako o Lily i Jamesie.
- Ty zostałeś Prefektem Naczelnym? – Powtórzyła Lily, nie do końca wierząc w to, co widziała. W jej oczach mignęły zarówno zaskoczenie, jak i poczucie poniżenia, bo przecież ona pracowała ciężko przez wiele lat na odznakę oraz idące z nią poczucie obowiązku i odpowiedzialności.
Remus roześmiał się.
- Chyba sobie żartujecie.
- Nic nie rozumiem – poskarżył się James.
Lily skrzyżowała ramiona na piersi i posłała mu nieprzyjazne spojrzenie.
- To tak, jak ja.
- Na Merlina! – Zaskrzeczał Syriusz, trzymając się pod boki. – Potrzebowałem tego. Rogacz jest Prefektem Naczelnym! Co, do diabła, myślał sobie Dumbledore?
- Ja znowu zostałem Prefektem – zauważył Remus, otworzywszy swój list.
- A ja zostałam wybrana, żeby zastąpić Lily – dodała Mia, wyciągając z koperty znajomą odznakę. Pamiętała, jaka była podekscytowana, kiedy otrzymała ją po raz pierwszy na swoim oryginalnym piątym roku.
- Spójrzcie na was. Macie identyczne odznaki – zagruchał Syriusz takim tonem, jakby przemawiał do dzieci. – Mam wam zrobić pamiątkowe zdjęcie?
Lily wywróciła oczami i odwróciła się, żeby wyjść z pokoju.
- Muszę wysłać sowę do rodziców – wymamrotała gniewnie pod nosem.
- Jestem pewien, że nie będą mieli nic przeciwko temu, żebyś dzieliła dormitorium z Rogaczem – zawołał za nią Syriusz.
Odwróciła się na pięcie z takim impetem, że ledwo utrzymała równowagę.
- Co?
- Lily, Prefekci Naczelni… Wiesz… - Mia próbowała powstrzymać śmiech. Syriusz jednak nie miał takiego problemu, bo ryczał ze śmiechu, podpierając się o ścianę, żeby się nie przewrócić. – Prefekci Naczelni dzielą Pokój Wspólny. Każde z nich ma swoją sypialnię, ale ich kwatery nie znajdują się w Wieży Gryfonów.
- Mam z nim mieszkać?
- Lily, od początku twoim celem było otrzymanie odznaki Prefekt Naczelnej. Wiesz doskonale, jakie są warunki mieszkalne Prefektów Naczelnych – wytknął Remus, chichocząc pod nosem. – I, patrząc obiektywnie, mieszkałaś z nim przez ostatnie dwa miesiące.
- Tak, ale… To coś innego… Ja… - Lily nie mogła złożyć sensownego zdania.
Syriusz wyszczerzył zęby.
- Czujesz, że nie będziesz miała prywatności?
Prefekci zaczęli opuszczać wagon, aż w końcu pozostali wyłącznie James, Lily, Remus, Mia i warczący Severus Snape. Ślizgon całkowicie zignorował Lily i skupił swoją nienawiść na Jamesie.
- To piramidalna bzdura, że po wszystkim, co zrobiłeś w ciągu ostatnich sześciu lat, ten stary wariat akurat ciebie wybrał Prefektem Naczelnym, Potter.
- Myślałeś, że wybierze ciebie, Smarkerusie? – Odezwał się nagle Syriusz, który wetknął głowę do ich wagonu, widząc, że pozostali Prefekci wychodzą. Dołączył do przyjaciół, stając po prawej stronie Lily w obronnej pozie. – Chyba zwariowałeś, że ktokolwiek pozwoliłby ci zamieszkać w jednym apartamencie z Lily po tym, jak ją nazwałeś.
Snape zacisnął szczęki ze złości, a jego oczy zmrużyły się, widząc, jak blisko siebie stali Lily i Syriusz.
- Wielokrotnie za to przepraszałem. Wyjaśnię ci, czym są przeprosiny, Black. To taka czynność, którą powinieneś wykonać po tym, jak przypadkiem lub celowo kogoś zranisz i następnie tego żałujesz. Na przykład, jeśli narazisz czyjeś życie na niebezpieczeństwo.
- Przykro mi tylko z tego powodu, że wcześniej nie wyszło…
- Syriuszu, dziękuję, że czekałeś, aż skończymy spotkanie – przerwał mu Remus, złapał przyjaciela pod ramię i siłą wyciągnął z wagonu. Rzucił przyjaciołom przez ramię przepraszające spojrzenie. – Wracamy do naszego przedziału.
- Dobrze, że wilk panuje nad waszą gromadką – zauważył Snape. –Powiedzcie, czy wszystko w waszym Pokoju Wspólnym obłazi sierścią?
Mia zmrużyła oczy, a jej ramiona drżały z wściekłości, kiedy patrzyła na Snape'a. Nawet we wzroku Lily można było dojrzeć złość na takie potraktowanie Remusa, biorąc pod uwagę, jakie trudne lato właśnie przeżył. Jakie trudne lato wszyscy przeżyli.
Co było bardzo dziwne, James jako jedyny zachował spokój i odkaszlnął.
- Wybacz nam, Snape. Czeka nas patrolowanie pociągu.
Snape wywrócił oczami.
- Teraz grasz dobrego ucznia?
- Nie – James nadal nie dał się wyprowadzić z równowagi. – Robię swoje i staram się, żeby jazda pociągiem minęła nam bez żadnych problemów.
Snape odwrócił się do swojej byłej przyjaciółki.
- Lily, chyba nie wierzysz, że on się zmienił.
Lily wyglądała na oburzoną tym, że po wielu miesiącach, kiedy Severus się do niej nie odzywał, teraz zwrócił się do niej pierwszym imieniem w taki sposób, jakby nadal się przyjaźnili.
- Lily… - Mia wyciągnęła do niej rękę.
- Wszystko w porządku. Wybacz nam, Severusie. Czeka nas patrolowanie pociągu – Lily obojętnym tonem powtórzyła słowa Jamesa.
- On nie zasługuje na odznakę i dobrze o tym wiesz! – Wyrzucił z siebie Snape. – Dumbledore obsadził go na tym stanowisku tylko dlatego, że Lupinowi nie można ufać! Jest mu po prostu żal Pottera.
- A dlaczego dyrektorowi miałoby być mnie żal? – Zapytał James i Mia w końcu usłyszała w jego głosie tłumioną wściekłość.
- Bo zmarła twoja matka – odpowiedział bezceremonialnie Ślizgon. – Jakbyś to ty był za to odpowiedzialny…
Może Snape miałby coś więcej do powiedzenia, ale cokolwiek by to miało być, dokończyłby z podłogi, smakując po drodze swoją krew kapiącą z rozciętej wargi. Mia stanęła nad Ślizgonem, jej dłonie były zaciśnięte w pięści i gapiła się z obrzydzeniem na Snape'a, który przykładał rękę do obolałej szczęki.
- Mia! – Wrzasnęła zszokowana Lily.
- Ty okropny, zakłamany, tłustowłosy nietoperzu! – Krzyknęła Mia.
- Ty suko! – Odwrzasnął Snape i wstał, płynnym ruchem wyciągając różdżkę.
- Expelliarmus – zawołał James, rozbrajając Snape'a. – Slytherin traci dziesięć punktów za zaatakowanie Prefekta.
James patrzył na Severusa z wściekłością. Potrzebował chwili dla siebie, żeby ochłonąć po tym, jak Snape wycelował różdżkę w jego siostrę.
- Ona uderzyła mnie!
Mia ledwo trzymała swoje nerwy na wodzy, czując przemożną potrzebę, żeby ponownie go uderzyć. Jej gniew i jej żałoba osiągnęły taki punkt, gdzie musiały znaleźć jakieś ujście. Snape dał jej możliwość wyładowania się, mówiąc tak bezceremonialnie o jej matce.
- Jeśli mam być szczera, minęło kilka lat, od kiedy ostatni raz cię uderzyłam. Zbierało ci się na kolejny cios.
- Gryffindor traci dziesięć punktów za napaść na innego ucznia – powiedział James.
Mia odwróciła się do swojego brata i rzuciła mu zdziwione spojrzenie.
- Słucham? Jamie, słyszałeś, co on wygadywał o mamie.
- Tak, słyszałem – odpowiedział stanowczo. – Ale tylko dlatego, że to powiedział nie znaczy, że jest to prawda. Mamie byłoby wstyd, gdyby wiedziała, że uciekasz się do przemocy fizycznej, zamiast podejść do tego z innej strony. Gdyby wiedziała, że bezmyślnie działasz, zamiast zaplanować coś nieco bardziej… Ślizgońskiego. Nie wspominając już o tym, że oboje jesteście Prefektami i powinniście dawać innym uczniom przykład. Co by było, gdyby widział was jakiś pierwszoroczny? W zasadzie, oboje macie szlaban. Przed ucztą macie się zobaczyć z waszymi opiekunami Domów, żeby ustalić jego warunki.
- Nie możesz… - Zaczął Snape.
James szybko uciął jego protesty.
- Jestem Prefektem Naczelnym i mogę. Mia, wracaj do naszego przedziału. Lily i ja będziemy patrolować korytarze.
- Pożałujesz tego, Potter – przyrzekł Snape, wybiegając z wagonu.
- Jestem pewien, że tak będzie – wymamrotał w odpowiedzi James.
Mia wyszła z wagonu zaraz za Snapem, żeby się upewnić, że Ślizgon wróci do siebie, a nie pójdzie za Syriuszem i Remusem, żeby się na nich zemścić za to, co zrobili ona i James. Z uwagą nasłuchiwała jednak tego, co dzieje się w opuszczonym właśnie wagonie między jej bratem i Lily.
- Potter… Dziękuję. Za to, że byłeś sprawiedliwy.
James westchnął, sfrustrowany.
- Zyskam u ciebie jakieś dodatkowe punkty, jeśli ci uświadomię, jakie to było trudne?
Lily roześmiała się.
- Bo chodziło o twoją siostrę? Czy o Severusa Snape'a?
- Szczerze? O oboje. Jego się nie boję. Natomiast boję się Mii – zachichotał nerwowo. – Bywa brutalna wobec Ślizgonów, ale jeśli chodzi o radzenie sobie z nami, czasami ma typowo ślizgońskie metody.
- Nie martwiłabym się tak bardzo na twoim miejscu. Kocha cię. Ale może poproś Petera, żeby przez jakiś czas testował twoje posiłki.
Oboje się roześmieli.
Stojąca niedaleko Mia próbowała stłumić ogarniające ją poczucie szczęścia, gdy myślała o swojej przyjaciółce i swoim bracie. To uczucie zastępowało jej gniew i irytowało ją to niepomiernie.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Mia rzuciła Jamesowi nieprzyjazne spojrzenie, kiedy siadała naprzeciwko niego przy stole Gryfonów przed Ceremonią Przydziału. Próbowała przekonać sama siebie, że gdyby była na jego miejscu, też dałaby mu szlaban. Ile razy w ciągu ostatnich sześciu lat tłumaczyła Syriuszowi i Jamesowi, że nie powinni atakować Snape'a? Straciła już rachubę. Jednak patrząc na to z drugiej strony, Snape był okrutny i minęło już kilka lat, od kiedy ostatni raz go uderzyła. Na Merlina, poczułam się tak dobrze, jak za pierwszym razem.
- Nie będzie tak źle, kotku – uśmiechnął się do niej Syriusz, siedzący obok Jamesa. Sięgnął ponad ramieniem przyjaciela i zajrzał do jego kielicha, udając, że sprawdza, czy Mia niczego nie dolała do soku dyniowego. – Już raz miałaś szlaban za uderzenie Smarkerusa w twarz. To ja powinienem się gniewać. Już dwa razy oberwał od ciebie, a ja nie widziałem tego ani za pierwszym, ani za drugim razem.
Mia wydęła wargi i skrzyżowała ramiona na piersi.
- Miałam już szlaban, ale nigdy nie został mi nałożony przez mojego własnego brata.
- Mia, naprawdę nie wierzę, że to mówię, ale Prefekt Naczelny postąpił zgodnie z regulaminem – Lily westchnęła ciężko. – Gdyby nie dał wam szlabanów, sama bym to zrobiła. Nieważne, kto zaczął.
Syriusz parsknął śmiechem w swój kielich.
- Prefekt Naczelny!
- Jeśli chcesz, mogę wdać się w jakąś bójkę. Wtedy spędzę szlaban z tobą – zaproponował Remus, obejmując swoją dziewczynę opiekuńczo. To w końcu wywołało na twarzy Mii słaby uśmiech.
- Nawet się nie waż – Lily spojrzała na Remusa ostrzegawczo. – Od dwudziestu czterech godzin jestem Prefekt Naczelną i już mam dwójkę Prefektów na dołku za bójkę. Nie chcę, żeby trzeci też miał szlaban. A już szczególnie kolejny Prefekt z Gryffindoru.
- A czy ja mogę spędzić z nią szlaban? – Zapytał z uśmiechem Syriusz.
Lily westchnęła, pokonana.
- Jakbym mogła cię powstrzymać.
- Przykro mi, Mia, ale doskonale wiesz, że musiałem to zrobić – James spojrzał na nią ze zmarszczonym czołem i Mia w końcu podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się lekko, wybaczając mu. Pomyślała, że gdyby w swojej oryginalnej linii czasowej problemy jej, Harry'ego i Rona nie dotyczyły zwykle śmiertelnie niebezpiecznych sytuacji, sama powinna była kilka razy dać im szlaban. – Przynajmniej masz szlaban dopiero za tydzień. Dzięki temu możesz uczestniczyć w dzisiejszej imprezie.
- Jakiej imprezie? – Lily spojrzała na Jamesa ze zdumieniem. – Nie dawałam pozwolenia na żadną imprezę.
Syriusz posłał jej szeroki uśmiech.
- Prefekt Naczelny dał swoje pozwolenie.
Lily zmrużyła oczy i wbiła gniewny wzrok w Pottera, który niewinnie się do niej uśmiechnął.
- O co chodzi?
- Nic wielkiego, Lily – zapewnił ją Remus. – Ponieważ James został Prefektem Naczelnym i wyprowadza się z Wieży, chcemy go odpowiednio pożegnać.
- I będziemy świętować, bo dzięki jego awansowi nie będziemy już musieli słuchać, jak chrapie – dodał Syriusz, klepiąc Jamesa po plecach.
James odwrócił głowę i spojrzał na Blacka.
- Ja nie chrapię.
Lily prychnęła.
- Żartujesz? Chrapiesz tak głośno, że umarłego byś obudził.
Nagle oczy ich wszystkich przyjaciół zwróciły się na rudowłosą czarownicę. Lily zaczerwieniła się, zdając sobie sprawę, co mogły oznaczać jej słowa.
- Co ja słyszałam? – Zapytała Mary, przysuwając się do przyjaciółki. – Lily, kochanie, skąd wiesz, czy James chrapie? Czyżbyście coś przed nami ukrywali?
- Skoro musisz wiedzieć, tego lata spędziłam trochę czasu w Rezydencji Potterów – przyznała lekko Lily. – Podobnie, jak poprzedniego lata. W tym czasie zdarzyło mi się wpaść na Jamesa, który akurat ucinał sobie drzemkę. To wszystko. Nic skandalicznego, na co miałaś nadzieję.
Byli tak pochłonięci rozmową, że nie zauważyli, że zniknęła cała zastawa stołowa – nie usłyszeli również powitalnej przemowy Dumbledore'a – ale nie mogli nie zwrócić uwagi na to, że nagle wszyscy uczniowie zaczęli wstawać od stołów.
- Proszę o uwagę! Prefekci z piątych klas – powiedziała Lily donośnym głosem, ale nie uciekając się do krzyku. – Proszę odprowadzić pierwszorocznych do dormitoriów. Upewnijcie się, że wszyscy znają hasła do swoich Pokojów Wspólnych. I postarajcie się, żeby nikt nie wpadł w znikający stopień. Prefekci z szóstych klas, zgodnie z ustaleniami, patrolują dzisiaj w nocy korytarze, a prefekci z siódmych klas… Postarajcie się nie wpaść w jakieś kłopoty, dobrze?
Ostatnie słowa skierowała prosto do Mii i Remusa.
Mia otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo Lily szybko się od nich oddaliła, a za nią pospieszył James.
- Auć – Remus zamrugał oczami. – Zakładam, że to było do ciebie.
- Zamknij się. Wracaj do Wieży i upewnij się, że Syriusz i Peter nie zrobią nic głupiego. Ja porozmawiam z Lily.
- Powodzenia.
Lily i James podeszli wspólnie do drzwi wejściowych do Wielkiej Sali, gdzie czekała na nich profesor McGonagall. Mia trzymała się niedaleko, pozostając w zasięgu słuchu, czekając na dogodny moment, żeby przeprosić przyjaciółkę.
- Panno Evans, panie Potter, chciałabym pogratulować państwu waszych nowych pozycji w szkole. Ufam, że wasze nowe obowiązki potraktujecie z należnym im szacunkiem.
Lily skinęła głową.
- Oczywiście, pani profesor.
Uwaga nauczycielki przeniosła się na Jamesa i jej spojrzenie złagodniało.
- Potter, bardzo mi przykro z powodu twojej matki. Była utalentowaną czarownicą. Proszę, przekaż swojemu ojcu moje najszczersze kondolencje.
Mia zauważyła, że po twarzy Jamesa przemknął cień, w którym rozpoznała rozpacz po stracie matki, ale chłopak szybko zapanował nad swoimi emocjami. Zastanawiała się, czy z jej twarzy też można było czytać, jak z otwartej książki. Ślizgońska część jej natury – szlifowana latami przez Doreę – chciała ukryć ten smutek, bo uważała, że czyniło ją to bezbronną wobec obserwujących ją drapieżników. Ale ten sam smutek, który ona ukrywała, sprawiał, że jej brat wyglądał na bardziej przystępnego. Jeśli cokolwiek mogło być dowodem tego, że James się zmienił, była to niewielka odległość, w jakiej stała Lily.
- Dziękuję, pani profesor. Czy pani kondolencje mam przekazać również mojej siostrze i Syriuszowi? – Zapytał niewinnie James, uśmiechając się lekko, gdy zauważył, że McGonagall zmrużyła gniewnie oczy i zacisnęła wargi w wąską linię.
- Wydaje mi się, że sama będę miała okazję z nimi porozmawiać w przyszły piątek – odpowiedziała stanowczo. – Trudno mi uwierzyć w tę bójkę w pociągu. Panno Evans, proszę dobrze panować nad swoimi Prefektami w tym roku. Mam również nadzieję, że Prefekt Naczelny dojrzał do pełnienia swoich obowiązków.
Uśmiech Jamesa nieznacznie się poszerzył.
- Postaram się pani nie zawieść, pani profesor.
- Możecie mi obiecać, że nie złapię was na korytarzu, obrzucających się klątwami?
- Jeśli mam być absolutnie szczery – zaczął James, - nigdy nie rzuciłem klątwy na Lily.
- A ja nigdy nie zostałam przyłapana na rzucaniu klątwy na Pottera – dodała Lily, wyraźnie dumna z siebie.
- Niech będzie po waszemu – McGonagall zaczęła ich poganiać w kierunku wyjścia. Mia szybko schowała się za drzwiami, widząc, jak cala trójka opuszcza Wielką Salę. –Wiem, że macie przed sobą dużo pracy, szczególnie z przygotowaniem harmonogramu patroli. Udam też, że nie wiem nic o jakiejkolwiek zabawie, jak może mieć miejsce w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Bo wy na pewno nic o niej nie wiecie?
- Oczywiście, że nie, pani profesor – odpowiedział stanowczo James. – A gdyby w Pokoju Wspólnym odbywała się taka zabawa, na pewno ją przerwę. Po północy wszyscy będą w swoich łóżkach.
- Po jedenastej – zarządziła McGonagall po chwili namysłu.
- Umowa stoi.
Ustaliwszy to z Jamesem, nauczycielka odwróciła się ponownie w kierunku Lily.
- Panno Evans, zaprowadzi pani Prefekta Naczelnego do waszego nowego apartamentu? Zakładam, że wie pani, gdzie on się znajduje, skoro przez ostatnie sześć lat celowała pani w pozycję Prefekt Naczelnej.
Lily zmarszczyła czoło, a w jej oczach błysnęła uraza.
- Nie nazwałabym tego celowaniem, ale tak, pani profesor, wiem, gdzie znajduje się nasz apartament.
- W takim razie życzę wam dobrej nocy – McGonagall odwróciła się od nich przy schodach i skierowała z powrotem do Wielkiej Sali, gdzie spotkała się z Mią. Dziewczyna spojrzała na nauczycielkę wyjątkowo ironicznym spojrzeniem, uniosła dłonie w poddańczym geście i usunęła się z jej drogi, kierując kroki w stronę klatki schodowej.
James i Lily stali pochyleni nisko nad pergaminami, które w dłoniach trzymała Lily. Oboje byli nieświadomi obecności Mii. Zaciekawiona Mia rzuciła na siebie Zaklęcie Kameleona, zanim zdążyli ją zauważyć i bezgłośnie do nich podeszła.
- Przyjdziesz dzisiaj na imprezę do Wieży? – Zapytał James, odprowadzając Lily do schodów.
- Nie. Mam za dużo do zrobienia – odpowiedziała, przyglądając się uważnie swojemu harmonogramowi powtórek do egzaminów, który podzieliła kolorystycznie zgodnie z rangą zagadnienia. – Muszę rozpisać patrole Prefektów, uwzględniając to, że w przyszły piątek Mia i Sev… Snape… Mają szlaban. Muszę znaleźć nowych partnerów dla ich partnerów na ten wieczór. Zdaję sobie też sprawę, że muszę w harmonogramie uwzględnić to, że jesteś kapitanem drużyny Quidditcha i będziesz organizował treningi. I pod uwagę trzeba też wziąć powtórki do egzaminów.
- Wiesz, że mogłabyś sobie odpuścić to wszystko pierwszej nocy – roześmiał się w odpowiedzi James.
- To jest właśnie twój problem, Potter – Lily położyła dłonie na biodrach i westchnęła z irytacją. – Każdą noc traktujesz w ten sposób. Musisz dorosnąć i wziąć na siebie chociaż część odpowiedzialności.
- Cieszę się, że jesteś ze mną szczera. Pomyślę o tym, dobrze? – Uśmiechnął się i przeniósł uwagę na schody, gdzie dostrzegł małą dziewczynkę w srebrno-zielonych szatach siedzącą na ostatnim stopniu. Wyglądała na przerażoną.
Mia już chciała zdjąć z siebie Zaklęcie Kameleona, żeby podejść do dziewczynki i jej pomóc, ale Lily ją uprzedziła.
- Przepraszam. Zgubiłaś się? – Zapytała słodkim głosem.
- Nie – odpowiedziała agresywnie jedenastolatka, po czym z zawstydzeniem spojrzała w podłogę. – No, dobrze. Tak. Ale… Nie chcę trafić do mojego Pokoju Wspólnego.
- A to dlaczego? – James usiadł obok dziewczynki.
- Jestem Ślizgonką – odpowiedziała takim tonem, jakby uznała pytanie za pozbawione sensu.
- Widzę – James dotknął lekko palcem srebrno-zielonych szat dziewczynki i obdarzył ją przewrotnym uśmieszkiem. – Ale jaki masz z tym problem? Nie lubisz zielonego?
Dziewczynka wyglądała tak, jakby miała ochotę się roześmiać, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
- Jestem pół-krwi czarownicą – przyznała cicho, cały czas nie podnosząc wzroku na Prefekta Naczelnego. – Słyszałam, że do Slytherinu trafiają tylko czarodzieje czystej krwi. Jeśli się pojawię w ich Pokoju Wspólnym, wyrzucą mnie.
- Oczywiście, że tego nie zrobią – odpowiedziała Lily stanowczo, przerażona faktem, że dziewczynka wierzyła w te plotki.
Co prawda, Mia nie przyjaźniła się z Tracey Davis podczas swojej oryginalnej linii czasowej, ale dotarła do niej informacja, że Tracey była mieszanej krwi. Nie zauważyła jednak, żeby dziewczyna była niemile widziana w swoim Domu. Założyła więc, że Ślizgoni z czasem przełamali swój opór dotyczący czarodziejów pół-krwi.
- Ona ma rację – James uśmiechnął się do Lily. – I powinnaś mi uwierzyć na słowo, że ona zawsze ma rację. Odprowadzę cię teraz osobiście do lochów. A kiedy znajdziesz się już w Pokoju Wspólnym, znajdziesz Prefekta z siódmej klasy, dobrze? Nazywa się Snape. Powiesz mu, że jesteś mieszanej krwi i on ci pomoże zaaklimatyzować się. Wiesz, Snape może czasami zachowuje się jak dupek…
Mia w ostatniej chwili zakryła dłonią usta, żeby nie zdradzić swojej obecności śmiechem, który chciał się desperacko wydostać z jej płuc. Jednocześnie Lily warknęła na Jamesa.
- Potter!
- … Ale Ślizgoni zawsze trzymają się razem – James spojrzał na Lily z uniesioną brwią. – A najważniejsze jest to, że Snape sam jest pół-krwi czarodziejem. A gdyby się tak zdarzyło, że ktokolwiek będzie ci dokuczał, znajdziesz Prefekt Naczelną i ona rzuci na tego kogoś paskudną klątwę, dobrze?
Dziewczynka w końcu parsknęła śmiechem i otaksowała Lily oceniającym wzrokiem.
- Nie sądzisz, że jest do tego zdolna, prawda? – Zapytał James, odgadując znaczenie tego spojrzenia. Podciągnął lekko spodnie i pokazał jej małą bliznę nad kostką. – Widzisz to? Na trzecim roku ta urocza czarownica podpaliła moje szaty.
- A ty nie powinnaś tego powtarzać – wtrąciła się nagle Lily. – Bardzo źle się wtedy zachowałam i później tego żałowałam.
Te słowa w końcu spowodowały, że mała czarownica głośno się roześmiała.
- Zgoda.
- Zaczekaj tam na mnie – James wskazał okazałą zbroję, stojącą blisko zejścia do lochu w pozycji obronnej, jakby jej zadaniem było pilnowanie korytarza. Kiedy dziewczynka zaczęła się oddalać w tamtą stronę, James spojrzał na Lily. – Znajdę apartament Prefektów Naczelnych po imprezie. Pasuje?
- Jasne – odpowiedziała z uśmiechem Lily. – Dziękuję… Za zajęcie się nią. Wiem, jakie jest twoje podejście do Ślizgonów i do… Do Snape'a.
Mrugnął do niej zawadiacko.
- Cóż, ostatnio uświadomiono mi, że powinienem dorosnąć i wziąć na swoje barki choć odrobinę odpowiedzialności.
Zachichotała.
- Dupek z ciebie.
- Prawie zapomniałem – w ostatniej chwili wyciągnął z torby obszerny pergamin i wcisnął jej w ręce. – Zabierzesz to ze sobą i powiesisz w naszym Pokoju Wspólnym? To takie moje przypomnienie, czym się później zająć. Nie chcę go zgubić.
Mia próbowała podejrzeć, co zawierał pergamin, ale Lily szybko złożyła go razem ze swoimi papierami.
- Harmonogram treningów Quidditcha?
James w odpowiedzi słodko się uśmiechnął.
- Coś w tym stylu.
- W porządku. Dobrej nocy, Potter – Lily pożegnała się i odwróciła w swoją stronę.
Mia obserwowała z rozbawieniem, jak James gapił się w kierunku, w którym odeszła Lily przez kilkadziesiąt sekund, zanim podbiegł entuzjastycznie do jedenastoletniej Ślizgonki, która patrzyła na niego, jak na wariata.
- Gotowa?
- Chyba tak.
James wyciągnął dłoń i Mia uśmiechnęła się czule, kiedy dziewczynka z wahaniem ją ujęła. Podążyła za nimi do lochu i zaczekała, aż mała Ślizgonka znalazła się bezpiecznie w Pokoju Wspólnym. James, doskonale wiedząc, gdzie nie jest mile widziany, zaczekał na korytarzu, aż za plecami małej czarownicy zamknęły się drzwi. Dopiero wtedy odwrócił się i chciał wrócić do Wieży Gryfonów i dokładnie ten moment wybrała Mia, żeby zrzucić z siebie Zaklęcie Kameleona.
- Buuuuu!
James wrzasnął i podskoczył ze strachu. Rzucił siostrze mordercze spojrzenie, kiedy ta wybuchła śmiechem, po czym rzucił się na nią i złapał ją w talii. Nie był może tak szybki, jak Harry, ale mężczyźni z rodziny Potterów mieli w genach tężyznę fizyczną. Mia musiała przyznać, że nie miała takiej siły, jak James, a jej umiejętności bazowały głównie na różdżce. Nie mogła uniknąć pojmania przez swojego brata, który przerzucił ją przez ramię, nadal rozbawioną.
- Jesteś dupkiem.
- A ty przybrałaś na wadze chyba z dziesięć kilogramów od ostatniego razu, kiedy cię podnosiłem – odpowiedział James i zachichotał, kiedy Mia próbowała go kopnąć za tę uwagę. – Jak długo podsłuchiwałaś?
- Wystarczająco długo, żeby usłyszeć, że zagrałeś ładnie z małą Ślizgonką, żeby zaimponować Lily.
- Zagrałem ładnie dla samego faktu grania ładnie. Wiesz, współpraca między Domami i całe to gówno. Jestem Prefektem Naczelnym, jeśli jeszcze nie słyszałaś.
Mia zaśmiała się pod nosem, jednocześnie się krzywiąc, bo James nie chciał jej postawić na nogi. Wchodził po schodach, a z każdym jego krokiem Mia czuła jak jego kościste ramię zagłębia się w jej żebrach.
- Prefektem Naczelnym, powiadasz? A zachowujesz się jak naczelnik więzienia!
Postawił ją na ziemi na następnym piętrze, co zaowocowało tylko stwierdzeniem Mii, że James się starzeje i traci formę. Z tego powodu James ścigał ją zawzięcie do samego wejścia do Wieży Gryfonów. Oboje dotarli do portretu Grubej Damy zdyszani i kobieta spojrzała na nich z oburzeniem, ale wpuściła ich do Pokoju Wspólnego bez zbędnych uwag. Mia przeszła przez dziurę za portretem jako pierwsza, a gdy w komnacie pojawił się James, zebrani Gryfoni zaczęli śpiewać.
Mia roześmiała się, potknęła i wylądowała w ramionach Remusa. Członkowie drużyny Quidditcha podnieśli Jamesa i podrzucając go, śpiewali czarodziejski odpowiednik „Sto lat". W kącie Pokoju Wspólnego stali Syriusz i Peter, i wspólnie otwierali butelki kremowego piwa, które następnie rozdawali chętnym.
- Mam jedno dla ciebie – powiedział Remus i umieścił w jej dłoni smukłą butelkę.
- Zdrówko – Mia uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła długi łyk z butelki, ciesząc się pełną zachwytu miną Jamesa. Dobrze było zobaczyć go szczęśliwym, szczególnie po tragicznym lecie, które oboje przeżyli. Jej myśli powędrowały do Tilly i ojca, samotnie spędzających czas w Rezydencji.
- Mam nadzieję, że młodsi uczniowie byli w łóżkach zanim zaczęliście rozdawać alkohol – powiedziała, zwracając uwagę na dwójkę uczniów z czwartej klasy, których ktoś zapędził na schody. Oboje mieli zawiedzione miny.
- Syriusz chciał częstować wszystkich szklaneczkami whisky, ale przegłosowaliśmy go.
Mia prychnęła, pewna, że Remus nie żartował.
- Lepiej, żeby na tej imprezie nie było ani kropelki whisky. Lily będzie…
- JAMES!
Wszyscy zamilkli i odwrócili głowy w kierunku wejścia do Pokoju Wspólnego, gdzie stała Lily. Wyglądała tak, jakby przebiegła całą drogę między apartamentem Prefektów Naczelnych i Wieżą Gryfonów. Nie mogła złapać oddechu, włosy miała rozwiane, a w dłoni trzymała pognieciony pergamin.
- Czy Lily właśnie…? – Remus zamrugał ze zdziwienia oczami, słysząc, jak Lily użyła pierwszego imienia Jamesa. Syriusz i Peter otworzyli usta, ale nie wydobył się z nich żadnej dźwięk. Mia z kolei ścisnęła mocno ramię swojego chłopaka i w jej oczach zalśniło oczekiwanie.
James spojrzał przed siebie i się uśmiechnął. Nie był to jest arogancki, zadufany w sobie uśmieszek, jaki zwykle pojawiał się na jego twarzy, ale prawdziwy, szczery uśmiech, który pokazał, jak bardzo Potter cieszył się z jej obecności.
Mia zauważyła, jak ich spojrzenia się skrzyżowały i mocniej ścisnęła ramię Remusa.
Lily uniosła pognieciony pergamin.
- Przygotowałeś harmonogram patroli Prefektów.
James zaczerwienił się.
- Ja… Tak.
- Jest poukładany. Podzielony na dni i Domy. Bierze nawet pod uwagę szlabany i treningi Quidditcha.
James przełknął głośno ślinę i rozejrzał się po komnacie, czując się nieswojo, gdy każdy Gryfon patrzył na niego. Było to o tyle dziwne, że zwykle James uwielbiał być w centrum uwagi.
- Chodzi o to… Przecież lubisz coś takiego – powiedział w końcu, wzruszając ramionami.
- Jak ty…? – Zaczęła Lily, ale urwała, zaskoczona. – Przecież nie znasz ścieżek patrolowych Prefektów. Nigdy nie byłeś Prefektem…
- Dostałem przecież podręcznik, Evans –odpowiedział James, a w jego głosie pobrzmiewała udawana uraza. – Potrafię czytać, w przeciwieństwie do tego, co o mnie… Co?
W jednej chwili Lily stała przy wejściu do Pokoju Wspólnego, a w następnej biegła w jego kierunku wąskim korytarzem, który utworzyli pozostali uczniowie. W jej oczach błyszczało zdecydowanie.
James szybko wepchnął swoje piwo kremowe w ręce Syriusza i odwrócił się w kierunku Lily, która doskoczyła do niego i objęła ramionami jego szyję.
A chwilę później, nie zwracając uwagi na ponad pięćdziesiąt obserwujących ich osób, Lily Evans pocałowała Jamesa Pottera.
