Od tłumaczki: Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Jesteśmy już prawie w połowie naszej opowieści. I zaczyna się robić coraz ciekawiej. Przed nami bardzo trudna rozmowa i chwila oddechu na samym końcu rozdziału. Najbliższe kilka rozdziałów będzie bardzo przyjemne, obiecuję. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 71 – ZAKOCHANA

3 września 1977

Mia wtuliła się w ciepłe ciało, które leżało obok niej i uśmiechnęła się leniwie, kiedy poczuła, że długie ramię mocno przyciska ją do siebie. Pomyślała, że pożegnalne przyjęcie zorganizowane dla Jamesa wypadło lepiej, niż się tego spodziewała. Zdecydował o tym pocałunek Lily i Jamesa na środku Pokoju Wspólnego. Serce Mii wypełniło się radością, gdy widziała burzę czarnych włosów tak blisko długich rudych loków swojej przyjaciółki. Przypomniało jej to pierwszy pocałunek Harry'ego i Ginny.

Syriusz i Remus bardzo chętnie by rzucili w stronę zakochanych kilka żartów, ale Mia stanęła na ich drodze i nie dopuściła Huncwotów do swojego brata, pozwalając jemu i miłości jego życia na szybką ucieczkę. Żadne z nich nie pojawiło się na śniadaniu, natomiast na Zaklęcia przyszli trzymając się za ręce. Chłopcy zagwizdali z podziwem, a czarownice westchnęły z zazdrością.

James nigdy nie wyglądał na szczęśliwszego, a Lily była nową osobą, pozbawioną smutku, który na dobre zagościł w jej oczach po zakończeniu swojej przyjaźni ze Snapem. Wydawało się, że nie pamięta już, jak inni uczniowie dokuczali jej z powodu pochodzenia, czy jak traktowała ją uprzedzona siostra i jej świeżo poślubiony mąż. W jakiś sposób ta odnaleziona miłość uleczyła ich oboje i oferowała ulgę wszystkim, którzy byli blisko związani z parą.

Lily, a z tego powodu również James, stwierdzili, że w piątek musieli załatwić ważne sprawy Prefektów Naczelnych. Ich nieobecność nie powstrzymała jednak Syriusza od kontynuowania imprezy, szczególnie, że mieli nowy powód do świętowania: po sześciu latach starań James w końcu zdobył swoją czarownicę.

Gryfoni świętowali do białego rana i Mia zasnęła na kanapie przed kominkiem, opierając się o twarde, muskularne ciało. Po raz pierwszy od wielu miesięcy śniła coś innego, niż nawiedzające ją koszmary.

Hermiona powoli otworzyła oczy i uświadomiła sobie, że leży na śmierdzącym kotami, ogromnym łóżku. Rozejrzała się i zrozumiała, że jest w namiocie, z którego korzystali podczas mistrzostw świata w Quidditchu. W tym namiocie, który spakowała, kiedy zdecydowali się wyruszyć na poszukiwanie Horkruksów. Ale dlaczego znajdowała się w środku? Dlaczego nie byli w Rezydencji przy Grimmauld? Hermiona próbowała sobie przypomnieć, co się stało i dlaczego znalazła się w tym miejscu. Pamiętała wycieczkę do Ministerstwa, pamiętała, że razem z Harrym i Ronem znalazła medalion, pamiętała, że pracownicy Ministerstwa i Śmierciożercy zobaczyli Syriusza i rzucili się za nim w pogoń, i wtedy… I wtedy…

Spróbowała usiąść i skrzywiła się, czując przeszywający, ostry ból, który miał swoje źródło na jej plecach. Syknęła i coś się poruszyło obok niej. Powoli odwróciła głowę, nie chcąc prowokować kolejnych ataków bólu i spojrzała w blade, szare oczy Łapy, który leżał obok niej i skomlał. Hermiona zmarszczyła czoło i spróbowała przekręcić całe swoje ciało tak, żeby leżeć przodem do Łapy i zapewnić go, że czuje się dobrze, ale wtedy zdała sobie sprawę, że nie miała na sobie bluzy. Jej oczy szeroko się rozwarły, położyła się z powrotem na brzuchu i jęknęła.

- Syriuszu! Gdzie jest moje ubranie? Dlaczego leżysz ze mną w łóżku? Co się w ogóle stało? Gdzie są Harry i Ron? – Pytania uformowały się na jej ustach prawie bezwolnie. Obezwładniał ją dziwny, nieznajomy rodzaj bólu. Czuła, jakby coś naciągało skórę na jej plecach i nie chciało puścić. Łapa zeskoczył z łóżka i po chwili stał nad nią Syriusz, przyciskający dłoń do jej kręgosłupa. Hermiona zadrżała i chciała się odsunąć.

- Uspokój się, kotku. Sprawdzam, jak goi się twoja rana.

Hermiona zbladła.

- Rana?

- Nie pamiętasz? Rozszczepiłaś się podczas ucieczki z Ministerstwa. Rozerwało ci skórę i mięśnie na plecach. Starałem się, jak mogłem, żeby cię uleczyć, ale ja nigdy nie zajmowałem się Remusem po pełniach księżyca. Mieliśmy tylko wywar z dyptamu. Zostanie ci blizna.

- Bardzo źle wygląda? – Zapytała ze łzami w oczach, zła na siebie, że tak głęboko przejmowała się swoim wyglądem.

- Nic w tobie nie wygląda… - Zaczął Syriusz ze ściśniętym gardłem. – Nie wygląda źle. Widziałem już podobną bliznę. Jestem pewien, że dobrze się wygoi. Straciłaś jednak dużo krwi i musisz wypoczywać. Niestety, skończył się nam Eliksir Uzupełniający Krew.

- A moje ubranie? – Zapytała skromnie.

- Ah… Nie powinnaś unosić ramion. Mogę cię przykryć tak, żeby nie było widać ciała i… I usiądę na zewnątrz, jeśli tego potrzebujesz – zaproponował nerwowym tonem.

Niemal niedostrzegalna zmiana w jego głosie rozbawiła Hermionę. Wyglądało na to, że ona, Hermiona Granger, wywoływała w Syriuszu Blacku nerwowe reakcje.

- Po prostu… Trzymaj Harry'ego i Rona z daleka ode mnie.

Wypoczywała przez wiele dni. W końcu jej plecy zagoiły się na tyle, żeby mogła nosić lekkie ubranie, pod którym spowijał ją bandaż, ale nadal odpoczywała na żądanie Syriusza.

W tych rzadkich momentach, kiedy Łapa zasypiał obok niej, ona siadała i czytała, szukała miejsca, w którym ukryty był kolejny Horkruks. Wtedy Syriusz się budził, karmił ją, sprawdzał, jak goi się jej rana i zapewniał ją, że blizna nie wygląda źle. Raz nawet posunął się do porównania jej do rzeki, która zakolami spływa w dół jej pleców.

Hermiona zarumieniła się, słysząc komplement i z wdzięcznością przyjęła tę odrobinę jedzenia, jaką dla niej zdobył. Czuła się dziwnie bezpiecznie i komfortowo, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wokół nich toczyła się wojna.

Mia śniła o przeszłości i o starszym Syriuszu. Prawie czuła obok siebie jego ciało, kiedy jej umysł zaczynał się budzić. Gdyby skoncentrowała się na swoich wspomnieniach wystarczająco mocno, była pewna, że usłyszałaby jego zmysłowy głos, spojrzałaby na niego, patrzącego na nią w taki sposób, który sprawiał, że czuła się wyjątkowa. Starszy Syriusz miał tę samą pewność siebie, którą przejawiał w młodości, ale był bardziej wyrafinowany. Lepiej się kontrolował. Stawił czoła swoim demonom i z nimi wygrał, podczas gdy młodszy Syriusz dźwigał na swoich ramionach ciężar, jaki złożyła na nim jego rodzina. Młodszy Syriusz bał się ich więzi. Starszy Syriusz przyjmował ją jako coś naturalnego.

- Ty… Wiesz? Wiedziałeś? Cały ten czas?

- O więzi?

Zarumieniła się, a on się tylko uśmiechnął.

- Kiedyś nie będziesz tego robiła.

- Czego? – Zapytała cicho, kiedy Syriusz skierował się ku wyjściu z namiotu.

- Rumienić się z powodu uczuć, jakie w tobie wywołuję.

Już się nie rumieniła. Już nie. Mia odetchnęła głęboko i poczuła jego zapach.

- Syriuszu… - jęknęła przez sen i nabrała powietrza w płuca. Pergamin… Świeżo ścięta trawa i… Czekolada?

Kurwa mać!

Otworzyła szeroko oczy i wszystkie pozostałości snu uleciały, zastąpione przez przerażenie i zawstydzenie, i nadzieję, że jednak nie powiedziała tego na głos, chociaż w głębi serca wiedziała, że tak zrobiła. Uniosła głowę znad twardego ciała, na którym zasnęła i spojrzała nie w szare, ale w zielone oczy, które patrzyły na nią z zaciekawieniem.

Remus powoli uniósł brew w pytającym geście, a Mia wstrzymała oddech i głośno przełknęła ślinę.

- Nadszedł czas, żebyśmy porozmawiali.

Usiadła szybko na kanapie, a jej serce waliło w piersi. Jak mogła? Nie było jej winą, że śniła o innym mężczyźnie, szczególnie, że w jej wyobraźni odgrywało się wspomnienie… Ale pozwoliła sobie zagłębić się w tym wspomnieniu, chciała, żeby ponownie było tak, jak pamiętała. Tęskniła… za nim. Za Syriuszem. I była tak głupia, że wyjęczała jego imię, śpiąc ze swoim chłopakiem!

- Remusie, tak mi przykro…

Uniósł dłoń, uciszając ją i usiadł.

Przygryzając wargę, uważnie obserwowała, jak potarł dłońmi twarz i oparł łokcie na kolanach. Siedział w ciszy, co pozwoliło Mii zebrać myśli i rozejrzeć się po Pokoju Wspólnym. Zauważyła koce, które okrywały ciała siódmorocznych Gryfonów, którzy zasnęli poza swoimi sypialniami. Wyglądało na to, że ona i Remus nie byli jedynymi, którzy nie trafili po zabawie do swoich dormitoriów, ale jak na razie tylko oni się obudzili.

- Chodźmy na spacer – powiedział po chwili. Wstał i wyciągnął do niej dłoń.

Jej wzrok padł na małą bliznę, która znaczyła jego nadgarstek. Była to pamiątka po pierwszej pełni, która nastąpiła po śmierci ich matek. Bardzo trudno było im zdominować Lunatyka. Rogacz i Łapa dopiero wspólnymi siłami zaciągnęli wilkołaka do sadu za Dworem Potterów, gdzie wzniesiono specyficzne osłony. Blizna Remusa pochodziła od ugryzienia małego lisa, który rzucił się na Lunatyka, gdy wilkołak zamierzył się na Łapę. Mia dziękowała wszystkim bogom, że przed kolejną pełnią pilnowała bardzo restrykcyjnie przyjmowania przez Remusa Wywaru Tojadowego. Wzmocniła też osłony.

Remus i Mia zarzucili na siebie zimowe peleryny i opuścili w ciszy Wieżę Gryfonów. Skierowali się na brzeg jeziora, gdzie Remus transmutował swój szalik w koc, na którym usiedli. Zapatrzyli się na taflę wody, w której odbijało się wschodzące słońce.

- Chcę, żebyś była ze mną szczera – Remus przerwał zalegającą między nimi ciszę i spojrzał na nią błagalnie. – Mam do ciebie kilka pytań i muszę uzyskać na nie odpowiedzi, żeby z całej tej sytuacji wyjść z nietkniętą dumą. Proszę, nie myśl, że ci nie ufam, ale teraz potrzebuję… Werbalnego potwierdzenia.

Mia poczuła, że serce się jej ścisnęło w piersi, ale skinęła głową.

- Rozumiem.

- Czy byłaś z Syriuszem w czasie, kiedy oficjalnie się o ciebie starałem?

Mia cicho krzyknęła, zaskoczona tym pytaniem, mimo że jego wcześniejsze słowa właśnie coś takiego zwiastowały.

- Nie! Byłam wyłącznie z tobą! Nigdy bym…

- Wiem, wiem – Remus westchnął z ulgą. – Po prostu… Musiałem to usłyszeć.

Przeczesał palcami swoje brązowe włosy i zmarszczył brwi.

- A kiedy jesteś ze mną, myślisz o nim?

- Na Merlina, nie! – Odpowiedziała bez wahania.

Pamiętała, że kilka razy, wiele lat temu, porównywała w duchu, jak obaj całują. Jeden raz nawet zdradziła Lily, jak dobrze jej było z każdym z nich. Nigdy jednak nie myślała o Syriuszu, będąc z Remusem w intymnej sytuacji.

- Chciałabyś, żeby on był na moim miejscu?

Zmarszczyła czoło i pochyliła się w jego kierunku, żeby go szybko pocałować. Musiała sprawić, że zrozumie.

- Nie. Remusie, jesteś idealny. Kocham cię.

- Ja też cię kocham, o czym oboje wiemy – odpowiedział Remus. Dotknął czołem jej czoła i zamknął oczy. – Ale śnisz o nim?

- Czasami – przyznała ze smutkiem.

- Śnisz o tym… - zawahał się. – Śnisz o tej chwili, kiedy byłaś z nim?

- Czasami – powtórzyła, zdając sobie sprawę z tego, że Remus nie mógł rozumieć, że Syriusz, o którym śniła nie był tym samym Syriuszem, którego obecnie znali. - Nie robię tego celowo. Nie ma żadnego czynnika, który prowokowałby te sny. A śnię raczej o… Przyszłym Syriuszu. Starszym Syriuszu.

- Widzisz Syriusza w swojej przyszłości?

- Oczywiście, że tak. Ciebie też tam widzę. Ale od lat znamy prawdę. Gdzieś tam czeka twoja przeznaczona partnerka, a Syriusz jest…

- Wiem – przerwał jej. – Kiedyś już o tym rozmawialiśmy, ale obiecaliśmy sobie, że dowiemy się tego przez własne doświadczenia. Obiecaliśmy sobie, że nie pozwolimy, żeby los złapał nas w pułapkę czegoś, czego nie chcemy. Wydawało mi się, że dobrze sobie radzimy, ale… Może próbowaliśmy unikać czegoś, co jest nieuniknione?

Złapał jej dłoń i przyciągnął ją do siebie. Objął ją i mocno przytulił. Sprawił, że czuła się bezpiecznie i komfortowo, mimo okropnej rozmowy, którą właśnie odbywali. Znał ją i spodziewała się, że wiedział, jak się czuła.

Po kilku minutach ciszy Remus pocałował ją w czubek głowy.

- Czy jesteśmy w sobie zakochani?

- Remusie, oczywiście, że cię kocham – odchyliła się, żeby móc spojrzeć mu w oczy.

- Ale czy jesteś we mnie zakochana? – Dopytywał Remus. Kiedy nie udzieliła mu natychmiastowej odpowiedzi, zasypał ją gradem pytań. – Czy zawsze będziemy razem? Czy chcesz za mnie wyjść, Mia? Czy chcesz mieć dzieci? Ja nie mogę mieć dzieci.

Mia warknęła i uderzyła w jego pierś, zirytowana.

- To bzdura. Wielokrotnie ci powtarzała, że twoja lykantropia nie przenosi się na potomstwo.

Pomyślała o małym Teddym Lupinie, który zwykle miał jaskrawoniebieskie włosy. Dopiero, kiedy ona brała go w ramiona ich kolor zmieniał się w brązowy. Zawsze wydawało jej się, że Teddy… Był częścią jej samej. Od momentu, kiedy zobaczyła niemowlaka, czuła się z nim związana, co było dziwne, bo Hermiona nigdy nie myślała o dzieciach. Ale syn Remusa był inny. Nie było dla niej ważne, jaki akurat ma kolor oczu czy włosów – zależało jej na nim. Mia nie potrafiła sobie wyobrazić przyszłości bez małego Metamorfomaga i była zła na Remusa za takie myśli, które nieświadomie przeczyły poczęciu chłopca.

- Nie mówimy teraz o mojej lykantropii – powiedział, przerywając ciąg jej myśli. – Mówimy o naszej przyszłości. A teraz odpowiedz na pytanie: jesteś we mnie zakochana?

- Nie wiem – potrząsnęła głową. – A czy ty jesteś zakochany we mnie?

- Nie wiem. Ale jestem przerażony tym, że mogę cię stracić. Jesteś nie tylko moją miłością. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Moją Betą. Jestem moim domem, Mia. Moją bezpieczną przestrzenią i nie wiem, co zrobię, jeśli to wszystko stracę – westchnął ze smutkiem i zacisnął zęby. – I mnie to wkurza, bo wydaje mi się, że Syriusz nie wie… Nie rozumie, jak cholernie ważna jesteś dla mnie. I dla niego. Szkoda, że nie chodzi o jakiegoś debila, którego mógłbym uderzyć w twarz i kazać mu się odwalić od mojej czarownicy.

Mia uważnie patrzyła w jego oczy, szukając złotych tęczówek, ale widziała tylko zielone. Lunatyk nie przemawiał przez chłopaka. Wszystkie te myśli należały do Remusa.

- Ale nie mogę mu przyłożyć, bo chodzi o Syriusza, mojego przyjaciela, członka mojej watahy. I przyznam ci szczerze, że na jakimś poziomie rozumiem, co się między wami dzieje. Ja ciebie potrzebuję, Mia, ale Syriusz… Syriusz bez ciebie zginie – powiedział, zdając sobie sprawę z tego, że przesadza.

Mia jednak zbladła, słysząc te słowa, przerażona implikacjami, jakie niosły. Co się stanie, kiedy ona, Mia, nagle zniknie? Skoro przyszłości nie wolno było jej zmienić, Syriusz na pewno wyląduje w Azkabanie. A jeśli tak się stanie, gdzie ona wtedy będzie? Zaczęła się martwić o starszego Syriusza. Wiedziała, że miał świadomość, że ona zostanie odesłana w czasie. Ich pocałunek w bibliotece był praktycznie pożegnaniem. Czy ona jeszcze kiedyś go zobaczy? Czy będzie na nią czekał, jak jej to obiecał – dzień po jej dziewiętnastych urodzinach? A może, zgodnie ze słowami Remusa, Syriusz bez niej zginie?

- Kochasz Syriusza?

Rozpacz ścisnęła gardło Mii, a w jej oczach pojawiły się łzy.

- Nie mogę tego powiedzieć.

- Dlaczego nie?

- Bo on nie jest gotowy, żeby to usłyszeć – wyjaśniła, a łzy przelały się na jej policzki. Natychmiast je wytarła, wściekła, że zdradziła tak głębokie emocje. – A ja nie jestem gotowa na to, że on ode mnie odejdzie. Znowu. Już dwa razy ode mnie odchodził i za każdym razem diabelsko bolało. Nie zniosę trzeciego razu.

Kilka sekund po ich pierwszym pocałunku uciekł od niej. Kilka minut po ich pierwszym wspólnym razie w łóżku poprosił ją, żeby wyszła z jego sypialni.

- A poza tym… Jeśli jestem zakochana w Syriuszu, on ma prawo dowiedzieć się o tym jako pierwszy.

- Naprawdę sądzisz, że kolejny raz od ciebie odejdzie?

Mia wzruszyła ramionami. Syriusz był nieustanną zmienną jej życia. Był wieczną walką między sercem i sumieniem. I Mia uważała, że sumienie go okłamywało.

- Tej nocy po koncercie, kiedy pijany przyszedł do mojej sypialni, nie zdawał sobie sprawy z tego, że byłam obok niego. Opowiadał mi, co do mnie czuje, ale jednocześnie zapewniał, że nie chce zniszczyć tego, co jest między tobą i mną, Remusie. Powiedział mi, że nie jest w stanie zrobić takiego świństwa swoim przyjaciołom. A potem zaczął bełkotać coś o tym, że powinien być dobrym człowiekiem.

- On naprawdę musi sobie z tym sam poradzić.

- Doskonale o tym wiem. On… Wyznał mi, że nie spał z żadną czarownicą od czasu… Kiedy był ze mną.

Remus uniósł brew i obdarzył ją sceptycznym spojrzeniem.

- Naprawdę?

- Nie wiedziałeś?

- Nie, to znaczy… - Urwał i zamyślił się na chwilę. – To prawda, że nie widzieliśmy go z żadną kobietą i nie słyszeliśmy, żeby się w ostatnim czasie przechwalał tym, z kim spał. Ale przecież słyszałaś sama, co o nim mówią Krukonki, prawda? A Syriusz ci wyznał, że z nikim nie spał?

- Nie sądzisz, że mówił prawdę? – Zapytała z wahaniem.

- A co ty o tym myślisz? – Westchnął, zastanawiając się nad słowami przyjaciela. Zdecydowanie nie tak planował ten poranek. Rzeczywiście, chciał się obudzić obok swojej nagiej czarownicy, ale nie spodziewał się usłyszeć z jej ust imienia swojego kumpla i nie spodziewał się również, że wda się z nią w dyskusję dotyczącą rzeczonego kumpla. – Ja osobiście uważam, że Syriusz w stanie odurzenia alkoholowego nie jest w stanie kłamać.

Remus przypomniał sobie pewną noc, kiedy Huncwoci wypili kilka butelek whisky. Syriusz wtedy opowiedział chłopcom o swoim bardzo wyrazistym śnie, w którym dzielił się Mią z Remusem. Wyznał też wtedy, że gdyby wszyscy wypili dużo whisky, bardzo chciałby spróbować tego w realnym świecie. Z tego powodu Remus nie odzywał się do Syriusza przez kilka dni, a James nabił mu siniaka pod okiem. Black odwdzięczył się Potterowi poinformowaniem go, że nigdy nie mógłby być częścią miłosnego trójkąta wraz z nim i Lily, ponieważ uważał Lily prawie za swoją siostrę. Kiedy ktoś wkurzył pijanego Syriusza, chłopak był w odpowiedzi brutalnie szczery.

Remus potrząsnął głową i wyrzucił z pamięci to wspomnienie.

- Jest jeszcze coś. Gdyby Syriusz przespał się z jakąś dziewczyną, chwaliłby się tym. Do diabła, nie minął nawet tydzień, od kiedy przespał się z tobą, kiedy mi o tym powiedział.

- Chwalił się mną? – Warknęła Mia.

Remus zawahał się, szukając odpowiednich słów, które ją uspokoją.

- Nie chwalił się… Raczej wyznał mi prawdę. Może potrzebował mojego przebaczenia albo jakiejś innej reakcji, co w tamtym okresie było kompletnie niepotrzebne. Wydaje mi się, że już wtedy zależało mu na tym, żebyśmy ponownie ze sobą chodzili i nie chciał trzymać tego przede mną w tajemnicy.

Mia przygryzła wargę.

- Nie chcę, żeby z tego powodu ucierpiała wasza przyjaźń.

Remus przeczesał palcami włosy.

- On jest jednym z moich najlepszych przyjaciół i nie traktuję tego lekko. W dodatku oboje należycie do mojej watahy i to znaczy dla mnie dużo więcej. Jesteście moją rodziną.

Zmarszczył brwi, widząc, że Mia ledwo powstrzymuje się od płaczu. Latem wszyscy stracili kogoś bliskiego. Potrzebowali siebie nawzajem, szczególnie Remus, który teraz nie miał już nikogo.

- Prawdę mówiąc, mam problem ze swoimi odczuciami. Nie wiem, czy to, co właśnie czuję jest tym, co rzeczywiście czuję, czy może tym, co uważam, że powinienem czuć.

- A uważasz, że co powinieneś czuć? – Zapytała po chwili.

- Powinienem być wściekły, że moja dziewczyna we śnie wyjęczała imię innego czarodzieja. Chociaż mogło być gorzej. Mogłaś nazwać mnie jego imieniem podczas uprawiania seksu – parsknął śmiechem, ale szybko sobie coś uświadomił i rozbawioną minę zastąpiła marsowa. – Aha…

- Koniec z seksem.

Remus powarczał pod nosem. Za pierwszym razem doskonale im wychodził układ przyjacielski z dodatkowymi korzyściami, ale teraz w ich związek uwikłany był Syriusz.

- Teraz jestem wkurzony z innego powodu.

Mia zaśmiała się przewrotnie, co w jakiś dziwny sposób podniosło go na duchu. Ale tak szybko, jak się pojawił, uśmiech zniknął z jej twarzy. Otarła oczy rękawem szaty i spojrzała na niego.

- Tak mi przykro, Remusie.

- Wiem. Ale to nie jest twoja wina – westchnął i zamknął ją w swoich ramionach. – Spróbowaliśmy. Włożyliśmy w to całe nasze serca. A teraz czuję ulgę. Wiesz, że cię kocham, wiesz, że chciałbym dać ci wszystko, czego zapragniesz, ale nie mogę. Zawsze miałaś rację, jeśli chodzi o przeznaczenie. Ostatnio miałem kilka razy ten sam koszmar, w którym opuszczamy Hogwart, pobieramy się, po czym pojawia się przeznaczona mi kobieta i Lunatyk przejmuje nade mną kontrolę. Skończyłoby się tak, że bym cię zostawił. Nie chcę, żeby do tego doszło.

- Ona się pojawi w twoim życiu – obiecała mu Mia.

Remus zignorował jej słowa.

- Nie rozmawiamy teraz o niej. Chodźmy na śniadanie – wstał i podciągnął ją na nogi jednym silnym ruchem. – Ale zanim cokolwiek ogłosimy, musisz znaleźć mój List Intencyjny. Do diabła, dlaczego musiałem zrobić coś tak głupiego?

Uśmiechnęła się do niego słodko.

- Bo jesteś romantykiem do szpiku kości.

- Mam nadzieję, że wiesz, że nie możesz liczyć na Syriusza recytującego romantyczną poezję – stwierdził, kiedy szli do zamku, nadal trzymając się za ręce. – Ewentualnie może się skończyć tym, że zacytuje ci tekst jakiejś piosenki Sex Pistols. Jeszcze za mną zatęsknisz.

Mia roześmiała się głośno i ścisnęła jego dłoń.

- Nie zdążę za tobą zatęsknić. Przecież nigdzie się nie wybierasz.

- A mogłabyś mu chociaż powiedzieć, że byłem lepszym kochankiem niż on? – Zapytał błagalnie.

Mia ponownie się roześmiała.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Śniadanie minęło bez żadnych ekscesów. Po nim Mia wróciła do Wieży Gryfonów, żeby wziąć prysznic i się przebrać. Gdy stała przed lustrem, zauważyła, że na jej plecach zaczęła być widoczna blizna po rozszczepieniu. To by wyjaśniało mój sen, pomyślała, jednocześnie zaczynając się zastanawiać, jak sobie poradzi, gdy za kilka miesięcy pojawi się jej kolejna blizna. Szlama.

James zasugerował, żeby chłopcy polatali wokół boiska, bo zapowiadał się ładny, słoneczny dzień, wobec czego dziewczęta również zdecydowały się spędzić go na błoniach zamku. Było dość chłodno, ale ciepłe szaty wierzchnie i lekkie Zaklęcie Ogrzewające poradziły sobie z temperaturą. Gdy chłopcy – łącznie z Remusem, Frankiem i Peterem – poderwali w górę miotły, dziewczęta usiadły na kocu i przyglądały się im z uwagą.

- Uwielbiam, jak grają w Quidditcha – westchnęła Mary.

- Mam nadzieję, że gapisz się na Syriusz lub Petera, bo pozostali czarodzieje, którzy krążą nad nami są zajęci – mruknęła Lily, patrząc w pergamin, który trzymała w dłoniach.

Mia rzuciła na niego okiem i uświadomiła sobie, że jest to tygodniowy harmonogram patroli Prefektów. James wykonał go swoim charakterystycznym pismem, którego prawie nie dało się rozszyfrować. Lily zaczęła go przepisywać na czysto, zdając sobie sprawę z tego, że Prefekci muszą być w stanie go odczytać, żeby się do niego zastosować.

- Jak rozumiem związek twój i Pottera to poważna sprawa? – Zapytała Alice, patrząc na przyjaciółkę z uszczęśliwioną miną.

Lily podniosła wzrok i się zarumieniła, widząc, że wszystkie przyjaciółki się w nią wpatrują.

- Powiedziałabym, że czas najwyższy – stwierdziła Mia.

Mary zachichotała i stuknęła palcem w żebro Lily.

- Zgadzam się. Ale żeby było jasne, przyglądałam się prawie wszystkim. Porównuję ich do dzieł sztuki: nie namalowałam ich, nie wiszą na ścianach mojego domu, ale to nie znaczy, że nie wolno mi ich podziwiać.

- Ja nie mam wątpliwości, że nasi chłopcy są wierni i lojalni wobec swoich czarownic – powiedziała stanowczo Alice. – James przez wiele lat był zakochany w Lily, Frank nigdy by mnie nie zdradził, a Remus świata nie widzi poza Mią.

Patrząc na swoje przyjaciółki, Mia westchnęła. Sięgnęła do swojej szkolnej torby i wyciągnęła z niej List Intencyjny, który rok temu Remus wysłał do Jamesa.

- Remusie! Ściągnij tu chłopaków!

Mia unikała wzroku dziewcząt, które przenosiły skonfundowane spojrzenia z listu, który trzymała w dłoni na jej twarz. Oczywiście, jedyną osobą, która podeszła do jej zachowania z zaciekawieniem zamiast ostrożności była Lily.

Kiedy czarodzieje wylądowali, Remus skinął głową ze zrozumieniem w kierunku Mii. Odłożył delikatnie miotłę na ziemię i podszedł do niej. Syriusz i James podążyli za nim, patrząc na przyjaciela z zainteresowaniem, chociaż Mia musiała przyznać, że w oczach Syriusza kryło się zdenerwowanie wywołane trzymaną przez dziewczynę kopertą. Frank i Peter usiedli obok dziewcząt z uwagą obserwując, co się dzieje.

- Panno Potter – zaczął Remus, prostując się i łącząc dłonie za plecami, żeby wyglądać bardziej formalnie. – Rok temu wysłałem do ciebie List Intencyjny. Przez ten czas zalecałem się do ciebie i starałem się o ciebie zgodnie z etykietą. Dzisiaj chciałbym poznać twoją odpowiedź.

Lily zachłysnęła się i zakryła usta dłonią. Mary i Alice mocno zacisnęły dłonie w pięści. Wszyscy zignorowali blednące twarze Jamesa i Syriusza, którzy coraz uważniej wpatrywali się w Mię i Remusa.

- Panie Lupin, jestem wdzięczna, że zrobiłeś mi ten zaszczyt i wysłałeś do mnie List Intencyjny. Mam dla ciebie odpowiedź. Otrzymasz ją tutaj, przed przedstawicielami Rodu Potterów i rodu mojej matki, Blacków – machnęła dłonią, wskazując stojących w pobliżu chłopców.

Uśmiechnęła się do niego ze smutkiem, a on tylko skinął głową.

- Nie.

- Wszystko w porządku, kochanie – szepnął, całując ją w policzek i zakładając lok jej włosów za ucho. – Zrób to.

- Incendio – koperta stanęła w płomieniach.

- Nie! – Alice i Lily wrzasnęły równocześnie i rzuciły się w stronę koperty, próbując zagasić płomienie.

- Mia! Tego nie można cofnąć! – Dodała Mary z wyrzutem.

Mia uśmiechnęła się do przyjaciół.

- Wiem o tym. Remus i ja rozmawialiśmy o tym dzisiaj rano i wspólnie zdecydowaliśmy się zakończyć nasz związek – wzięła głęboki oddech i złapała za dłoń chłopaka. – Nigdy nie przestaniemy się przyjaźnić.

- Ale… Co się stało? – Zapytała Lily, marszcząc brwi. – Razem tworzyliście idealną parę.

- Prawie – Remus uśmiechnął się. – Prawie idealną. Ale nie do końca.

James przeszedł nad kocem i stanął między Mią i Remusem. Położył dłonie na ramionach siostry i spojrzał jej głęboko w oczy. Jego twarde spojrzenie powiedziało jej, że szukał w niej śladów rozpaczy lub zranienia. Chciał się upewnić, czy powinien pocieszać przyjaciela, czy może bronić honoru swojej siostry.

- Taka jest twoja decyzja?

- Właśnie tak powinnam była postąpić, Jamie. Wróciliśmy do siebie, żeby sprawdzić, czy do siebie pasujemy. Żeby podjąć pewne decyzje. I właśnie je podjęliśmy – stwierdziła Mia. Spojrzała ponad ramieniem brata prosto w szare oczy bladego, spanikowanego Syriusza, który gapił się na nią z otwartymi ustami.

Mia chciała coś powiedzieć, ale zanim udało się jej przekształcić swoje myśli w słowa, ktoś przerwał ich zaklęty moment.

- Cześć, Black.

Wszyscy się odwrócili i spojrzeli na zbliżającą się do nich Elorę Zabini, mającą na sobie drogie, eleganckie, czarne szaty, zdobione srebrem i zielenią. Ślizgonka zignorowała pozostałych Gryfonów, skupiając się na Syriuszu, który wzdrygnął się na jej widok.

- Dobrze wyglądasz. Miałeś przyjemne wakacje?

Syriusz wykrzywił się do niej i obrzucił ją niechętnym spojrzeniem.

- Szczerze mówiąc, były do dupy.

- Przykro mi. Ale gdybyś chciał się pozbyć tych… - Elora w końcu spojrzała z obrzydzeniem na towarzystwo Blacka. – Ludzi… Może miałbyś ochotę na spacer?

- Nie, nie miałbym. Moja odpowiedź będzie taka sama, jak zawsze, gdy pytasz. I byłbym wdzięczny, gdybyś przestała rozpowiadać Krukonkom, że się ze mną przespałaś. W życiu nie przelecę takiej żmii jak ty. Od twojego jadu zgniłbym od środka.

Elora roześmiała się, nie biorąc do siebie jego słów.

- Słoneczko, będę mówić, co mi się podoba.

- Słuchaj, Zabini – wtrąciła się Mia, czując, jak w jej żyłach zaczyna krążyć wściekłość. Nie do końca świadomie sięgnęła do kieszeni i poczuła, jak jej palce zaciskają się na małym srebrnym krążku. – Umiesz pływać?

Elora spojrzała na Mię, jakby ta ją obraziła.

- Oczywiście, że umiem, ty mała zdrajczyni krwi…

- To dobrze. Łap – Mia rzuciła Ślizgonce srebrnego Sykla.

Instynktownie Elora złapała monetę i popatrzyła na Mię ze zdziwieniem. Po chwili ogarnęło ją błękitne światło i dziewczyna zniknęła ze stłumionym krzykiem.

Gryfoni popatrzyli na Mię z przerażeniem.

- Co, do kurwy? – Krzyknął Syriusz.

- Pamiętasz o tamtej modyfikacji świstoklików, o której kiedyś rozmawialiśmy? – Zaczęła Mia lekkim tonem, jakby przed chwilą wcale nie zaatakowała innej uczennicy. – Udało mi się ją zaprojektować.

James głęboko wciągnął powietrze i podszedł do Lily, która zaczynała się powoli hiperwentylować. Położył dłonie na ramionach swojej dziewczyny i mocno ucisnął.

- Pomijając fakt, że właśnie zaatakowałaś swoją koleżankę na oczach Prefektów Naczelnych… Znowu… - Powiedział, patrząc na nią z zaniepokojeniem. Mia odczuła zadowolenie na ten widok. – Z czym połączyłaś ten świstoklik?

- Tele-świstoklik. Tak go nazwałam – ogłosiła z szerokim uśmiechem, na co Syriusz, najmniej zaniepokojony z całej grupy, roześmiał się głośno.

James zmarszczył brwi i ujął dwoma palcami grzbiet nosa.

- Niech ci będzie… Twój tele-świstoklik jest połączony z drugim, prawda? Na tym polega sedno sprawy. Więc pytam cię, gdzie jest ten drugi?

Wyglądając tak, jakby dopiero w tym momencie zrozumiała, o co pytał James, Mia skinęła głową i uśmiechnęła się niewinnie.

- Nakarmiłam nim wielką kałamarnicę.