Od tłumaczki: Oto przed Wami rozdział, w którym jakaś tajemnica wychodzi na jaw. I owszem, w ostatnim rozdziale widzieliśmy koniec Remusa i Mii, ale zbliża się czas Syriusza. To właśnie on jest stworzony dla Mii. A ona dla niego, o czym przekonacie się z kilku najbliższych rozdziałów. Na szczęście, będą to rozdziały przyjemne i szczęśliwe.
ROZDZIAŁ 72 – INTERWENCJA
3 września 1977
W rzeczywistości Mia nie nakarmiła tele-świstoklikiem wielkiej kałamarnicy. Rozkoszowała się jednak kilkoma momentami czystej histerii, jaką spowodowało jej stwierdzenie. Szczególnie zaś cieszyło ją przerażenie Lily, zanim dziewczyna opanowała się i ukryła swoje uczucia za fasadą Prefekt Naczelnej. Nakazała Jamesowi i pozostałym Gryfonom rozpoczęcie poszukiwań z powietrza. Nie potrafiła się pogodzić, że ślizgońska księżniczka mogła zostać strawiona przez kałamarnicę.
Tylko Remus i Syriusz stali murem za Mią.
- Wydawało mi się, że po sześciu spędzonych z tobą latach, będą w stanie poznać, kiedy kłamiesz – powiedział Remus, potrząsając głową. Mia z dumą patrzyła na chaos, który wywołała. Ramiona skrzyżowała na piersi, a na jej ustach wykwitł uśmiech pełen satysfakcji.
- Zabini sobie na to zasłużyła. A poza tym, Jamie ukarał mnie szlabanem. Niech się trochę potrzęsie nad faktem, że jego siostrzyczka mogła nakarmić kałamarnicę Ślizgonką.
- A gdzie rzeczywiście jest drugi tele-świstoklik? – Zapytał Syriusz, nadal chichocząc.
- Na dnie jeziora – przyznała z uśmiechem. – Tam, gdzie jest w miarę płytko. Woda zdoła zniszczyć jej eleganckie, drogie szaty, ale jej samej nic się nie stanie.
James, Lily i pozostali Gryfoni zdążyli dotrzeć z powrotem Mii, gdy ich uwagę przykuła wściekła i przemoczona Elora Zabini, nadbiegająca od drugiej strony jeziora. A skoro sprawa sama się wyjaśniła, Lily z przykrością ukarała Mię dodatkowymi dwoma szlabanami z profesor McGonagall i odjęła Gryffindorowi dwadzieścia punktów.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
5 listopada 1977
Elora Zabini całkowicie przeinaczyła sytuację, w której znalazła się dwa miesiące wcześniej. Teraz cała szkoła huczała od plotek, w których jej krótka przygoda w wodach Czarnego Jeziora miała coś wspólnego z Syriuszem i pływaniem nago. Plotka była tak skandaliczna, jak sama Ślizgonka. Uczniowie byli przekonani, że Black miał na pośladku znamię w kształcie serca. Oczywiście, Gryfoni doskonale wiedzieli, że nie była to prawda, ponieważ niejednokrotnie mieli okazję oglądać goły tyłek Syriusza pod pretekstem podziwiania jego tatuażu.
Wystarczyły cztery dni, żeby czarownice zaczęły plotkować o tym kiedy i w jakich okolicznościach same mogły zauważyć to słynne znamię w kształcie serca.
Po raz pierwszy w życiu Syriusz miał dość bycia w centrum uwagi.
- Wypij to – rozkazała Mia, zbliżając się do niego podczas śniadania.
Przesunęła w jego kierunku małą fiolkę z rubinową zawartością. Syriusz właśnie w tym momencie opierał głowę na rękach, a dłońmi zakrywał uszy, żeby nie słyszeć Krukonek, które gapiły się na niego i chichotały bezczelnie. Lubił, kiedy doceniano jego ponadprzeciętne zdolności w zakresie dostarczania rozkoszy fizycznych, ale nie chciał do końca nauki być kojarzonym ze znamieniem w kształcie serca i pływaniem nago w jeziorze. Za chwilę któraś zacznie się chwalić, że chłopak się jej oświadczył, co doprowadzi do wojny na pełną skalę o tytuł przyszłej Lady Black.
- Moje włosy zmienią kolor? – Zapytał, patrząc podejrzliwie na eliksir. Kiedy o nie chodziło, Mia była po prostu genialna, co czyniło ją jeszcze bardziej niebezpieczną.
- Nie zmienią.
- To może wypadną?
- Nie wypadną.
- To nie jest Roztwór Pomniejszający, prawda? – Miał nadzieję, że Mia nie była tak okrutna.
- To rozwiązanie twoich aktualnych problemów – wyjaśniła, rzucając jednocześnie mordercze spojrzenie w kierunku chichoczących dziewcząt.
Syriusz spojrzał z zaciekawieniem na bulgoczącą, krwistoczerwoną ciecz, odkorkował fiolkę i szybko wypił zawartość, krzywiąc się nieco z powodu jej gorzkiego smaku.
- A teraz przejdź się po Wielkiej Sali i dotknij każdej dziewczyny w pomieszczeniu. Podaj rękę, przytul, poklep po ramieniu. Cokolwiek.
Syriusz uniósł pytająco brew, ale wstał i bez słowa zaczął chodzić od stolika do stolika. Zatrzymywał się, żeby przywitać się z każdą czarownicą. Uśmiechał się do wszystkich dziewcząt i każda z nich odpowiadała identycznym uśmiechem, jakby go osobiście znała. I w niektórych przypadkach to była prawda, przed kilkoma laty znały go. To właśnie te czarownice próbowały unikać kontaktu wzrokowego. Z kolei te dziewczyny, które z chęcią kłamały o ich wspólnych namiętnych chwilach, były zadowolone z jego uwagi.
Zajęło mu to całe czterdzieści minut, głównie z tego powodu, że niektóre wiedźmy, szczególnie młodsze, siłą zmuszały go do tego, żeby z nimi usiadł.
- Witasz się ze wszystkimi swoimi fankami? – Zapytał James, wchodząc do Wielkiej Sali razem z Lily. Zajęli swoje nowe miejsca, naprzeciwko Mii i Remusa, którzy nadal przygotowywali sobie nawzajem śniadania.
Syriusz wywrócił oczami i usiadł obok Lily.
- Nie rozmawiaj ze mną. Mia dała mi do wypicia eliksir i kazała przywitać się z każdą dziewczyną w szkole.
Noże i widelce upadły z hukiem na stół i w tej samej chwili Gryfoni siedzący w pobliżu brunetki spojrzeli z przerażeniem na jej niewinną twarz. Mia zerknęła na Lily, która wyglądała tak, jakby za chwilę miała doświadczyć prawdziwego ataku paniki. Syriusz zaczął się zastanawiać, czy Mia dorówna poziomowi Jamesa, jeśli chodzi o irytowanie przyjaciółki.
- Uspokójcie się – powiedziała Mia, nie wyglądając na poruszoną uwagą, która się na niej skupiła. – Zasłużyły sobie na to. Zapewniam, że to nie jest nic groźnego, ani permanentnego.
- Czy będę musiała ukarać cię kolejnym szlabanem? – Jęknęła Lily. – Mia, nie mogę sobie pozwolić na utratę Prefekta.
Mia odwróciła się do Syriusza.
- Narzekałeś ostatnio na problemy, jakie masz z czarownicami, prawda?
Pokiwał powoli głową i ponownie wywrócił oczami.
- McGonagall powiedziała, że generuję chaos, a kiedy zaprzeczyłem wszystkim plotkom i powiedziałem jej, że dziewczyny kłamią, ona stwierdziła, że nie ma, niestety, sposobu, żeby to udowodnić. Poza, oczywiście, Veritaserum, którego użycie w tym wypadku byłoby nielegalne – westchnął, przypominając sobie spojrzenie nauczycielki. Ta kobieta potrafiła patrzeć na niego jednocześnie potępiająco i pokazując, że o niego dba. Trochę go to niepokoiło. – Przynajmniej uwierzyła, że mówię prawdę.
- Rozumiecie? – Zapytała Mia. – Teraz musimy to udowodnić.
- O, nie – mruknął James, widząc, że Mia wstaje i wchodzi na ławkę, żeby wszyscy ją widzieli. Jedynym nauczycielem obecnym w Wielkiej Sali był Dumbledore, a on zwykle przejawiał niezwykłą jak na siebie obojętność w stosunku do poczynań Mii.
Mia głośno odkaszlnęła, przyciągając do siebie uwagę Gryfonów i kilku podsłuchujących uczniów z innych Domów. Rzuciła na siebie zaklęcie Sonorus i jeszcze raz odkaszlnęła, żeby wszyscy ją usłyszeli.
- Jestem ciekawa. Która z dziewcząt w ciągu ostatniego roku przespała się z Syriuszem Blackiem?
Nagle wszyscy uczniowie zaczęli szeptać między sobą. Gryfoni byli zażenowani, poza Syriuszem, który był bardzo ciekawy tego, jak wszystko się potoczy. Rozejrzał się i spostrzegł, że kilka dziewcząt, z którymi nigdy nie uprawiał seksu, śmiało się i wyglądało na bardzo zadowolone z siebie. Z kolei te czarownice, z którymi rzeczywiście spał, rozglądały się z wrogością po innych kobietach.
Syriusz skrzywił się, widząc wszystko to jak na dłoni.
Nikt jednak nie powiedział nic głośno i Black spojrzał na przyjaciółkę, zastanawiając się, co dalej.
Mia uśmiechnęła się i uniosła różdżkę.
- Coccinus Mendax!
Rozbłysło krwistoczerwone światło i mgła spowiła Wielką Salę.
Dumbledore, siedzący samotnie przy stole nauczycielskim, obserwował wszystko uważnie, ale się nie wtrącał.
Wystarczyło pięć sekund, żeby ktoś zaczął wrzeszczeć.
Brzydkie czerwone plamy pojawiły się na twarzach ponad pięćdziesięciu czarownic. Pokrywały głównie skórę wokół ich ust. Wyglądały jak połączenie znamienia z zakaźną chorobą i zdecydowanie szpeciły urodę tych młodych kobiet.
- Pozwólcie, że przetłumaczę z łaciny. Coccinus Mendax oznacza szkarłatnego kłamcę – wyjaśniła Mia głosem słodkim, jak miód. – Im więcej nakłamałyście w sprawie pytania, które przed chwilą zadałam, tym bardziej rozprzestrzeni się skaza na waszych twarzyczkach.
Niektóre dziewczyny miały niewielkie, szkarłatne otoczki wokół ust, ale u pozostałych cała skóra twarzy była pokryta czerwienią.
Czarownice dotknięte klątwą Mii wyciągnęły różdżki i wycelowały w stół Gryfonów. Właśnie ten moment wybrał Dumbledore, żeby zainterweniować na korzyść Mii. Rzucił potężne zaklęcie ochronne, a jego wzrok nigdy nie opuścił postaci drobnej czarownicy. Syriusz z podziwem patrzył, jak Mia spojrzał prosto w oczy Dumbledore'a, wyprostowała plecy i wysunęła lekko podbródek w niemym wyzwaniu. Wyglądało to tak, jakby między tą dwójką istniało jakieś niepisane porozumienie. Syriusz nigdy nie widział, żeby ktokolwiek patrzył na Albusa Dumbledore'a w taki sposób. Wyłącznie McGonagall uchodziło to na sucho.
Mia sprawiała wrażenie, jakby była o krok od wyzwania dyrektora, żeby ukarał ją za jej zachowanie. Coś w jej wzroku spowodowało, że klatka piersiowa Syriusza zawibrowała. Ciepło spłynęło z jego mostka prosto do koniuszków palców. Potarł nieświadomie kciuk o palec wskazujący. Zastanawiał się, czy nie przejawiają się w ten sposób jego instynkty Animaga, które kazały mu jej dotknąć po tym pokazie dominacji, jaki urządziła. Oblizał swoje wargi w bardzo zmysłowy sposób i odetchnął. Nie chciał przyciągać uwagi Jamesa – ślinił się na widok jego siostry i był to najszybszy sposób, żeby oberwać.
- Panno Potter – głos Dumbledore'a przyciągnął uwagę wszystkich uczniów, również naznaczonych czarownic, które otwarcie płakały. – Urocza demonstracja. A jednak, jako dyrektor odpowiedzialny za wszystkich swoich uczniów, nie mogę pozwolić, żeby tak wiele czarownic zostało oszpeconych. Proszę, żeby zademonstrowała pani przeciw-zaklęcie.
Sprytnie, pomyślał Syriusz.
- Oczywiście, panie profesorze. Sprawa jednaj wygląda następująco: każda czarownica może sama z siebie zdjąć klatwę. W końcu wskazuje ono kłamcę – wyjaśniła Mia. – Żeby plamy zniknęły, każda czarownica musi powiedzieć prawdę.
Jej ton głosu był miękki, spokojny i pełen niedowierzania, jakby nie mogła zrozumieć, że nikt sam na to nie wpadł.
- Nie uprawiałam seksu z Syriuszem Blackiem.
Wszyscy odwrócili się w kierunku zawstydzonej, zapłakanej Callisty Hitchins, stojącej przy swoim stole z twarzą upstrzoną szkarłatnymi plamami. Szpecące znaki znikły w momencie kiedy Callista powiedziała prawdę. Na jej twarzy pozostało wyłącznie zawstydzenie i rozmazany makijaż.
Ze swojego miejsca wstała wściekła Elora Zabini i wbiła mordercze spojrzenie w Syriusza, nie w Mię.
Syriusz odpowiedział tym samym.
- Nie uprawiałam seksu z Syriuszem Blackiem.
Elora zasyczała ze złości, kiedy pozostali Ślizgoni wyśmiali jej wyznanie. Najgłośniej zaś śmiał się Regulus, wyjątkowo rozbawiony całą sytuacją. Przypomniało to Syriuszowi wszystko, co ciepłe i znajome w związku z jego bratem, ale gdy spojrzenia obu Blacków się spotkały, Regulus odwrócił się, a Syriusz odsunął od siebie ciepłe uczucia.
Kiedy wszystkie oszpecone czarownice powiedziały prawdę, w Wielkiej Sali zapadła niezręczna cisza. Mia w końcu usiadła na swoim miejscu i w spokoju dokończyła śniadanie. Całkowicie zignorowała fakt, że wszyscy się na nią gapili.
- Dzięki, Mia – wymamrotał Syriusz. Uczucie odrzucenia przez swojego brata zostało zastąpione gorącym odczuciem wobec Mii.
Uśmiechnęła się do niego. Spojrzeli na siebie i Syriusz miał niesamowitą ochotę, żeby chwycić jej dłoń. Ale wszyscy na nich patrzyli, więc odwrócili głowy i schowali dłonie pod stołem.
- Muszę uciekać na Numerologię – Mia wstała i szybko wyszła z Wielkiej Sali, rzucając na pożegnanie smutne spojrzenie Syriuszowi i uśmiechy pozostałym przyjaciołom.
Syriusz zmarszczył brwi i spojrzał na swój talerz, nadal pełny. I mimo, że jego żołądek skręcał się z głodu, a stres i zmartwienie wywoływały mdłości, nic nie nadawało się według niego do jedzenia. Zacisnął zęby.
- Muszę zapalić – wstał od stołu i odszedł.
Remus potrząsnął głową, patrząc na miejsca opuszczone przez Mię i Syriusza.
- To zaczyna się robić śmieszne.
Lily skinęła głową, zgadzając się z nim.
- Musimy coś z tym zrobić.
- Albo może mnie posłuchacie – zaproponował James. – Nie będziemy swatać mojej siostry z moim najlepszym przyjacielem. Sama idea ich dwojga razem sprawia, że chcę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy.
- Odrosłyby – powiedziała Lily, przeczesując te włosy lekkim ruchem. Z rozbawieniem obserwowała, jak chłopak traci rezon pod jej dotykiem. Remus zachichotał na ten widok, bo jeszcze rok temu tych dwoje na każdym kroku darło koty. – Chcesz, żeby Syriusz i Mia byli szczęśliwi?
- Tak – jęknął James w odpowiedzi.
- A nie sądzisz, że szczęśliwi byliby tylko razem?
- Jeśli wcześniej się nie zamordują – wymamrotał, ale gdy pochwycił spojrzenie swojej dziewczyny, westchnął, pokonany. – Dobrze, niech wam będzie. Czułem się bardzo niezręcznie, patrząc, jak obchodzili siebie z odległości kilku metrów przez ostatnie sześć lat. I tak zawsze ze sobą flirtowali.
Spojrzał na Remusa.
- Przynajmniej kiedy Mia była z tobą, Syriusz potrafił się powstrzymać.
- To wygląda tak, jakby próbowali się unikać – przyznał Remus. – Naprawdę myślałem, że Syriusz weźmie sprawy w swoje ręce w momencie, kiedy ja i Mia ogłosiliśmy, że się rozstaliśmy. Ale on do tej pory nie zrobił ani jednego kroku.
- On się boi – powiedziała Lily. – Ona też.
- I co my możemy na to poradzić? – Wtrącił się Peter.
Lily zachichotała.
Remus zadrżał.
- Ile zasad złamiemy?
- Żadnej – obiecała Lily, odwracając się w stronę Petera. – Nie wszyscy zostaniemy złapani.
Peter zesztywniał pod jej uważnym spojrzeniem.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Późnym wieczorem Mia przemierzała ciemne korytarze olbrzymiego zamku. Wymknęła się z Wieży Gryfonów i skierowała na trzecie piętro, gdzie na końcu długiego korytarza, za obrazem młodego rycerza, mieściły się apartamenty Prefektów Naczelnych.
Wyciągnęła z torby ogromną książkę i nie zwracając większej uwagi na otoczenie, wymamrotała hasło. Obraz odsunął się, wpuszczając ją do Pokoju Wspólnego Lily i Jamesa.
- Lily, przyniosłam książkę, o której ci mówiłam – zrzuciła torbę na podłogę, ale nie oderwała wzroku od tekstu podręcznika. – Wiem, że raczej się nie spodziewasz tego materiału na egzaminie, ale to nie znaczy, że nie musimy…
Ktoś kaszlnął i to zatrzymało ją w pół kroku. Podniosła wzrok. Zamrugała, widząc swoich przyjaciół siedzących przy okrągłym stole. Syriusz był dosłownie uwięziony między Remusem i Jamesem. Dwaj Huncwoci przytrzymywali jego ramiona, a Potter w dodatku zakrywał swoją dłonią usta Blacka.
Mia uniosła brew.
- Co się tu dzieje?
- Uciekaj! To pułapka! – Syriusz na moment wyrwał się Jamesowi, ale po chwili uciszyła go różdżka dziewczyny jego najlepszego przyjaciela.
Lily parsknęła śmiechem, widząc mordercze spojrzenie Blacka.
- Zamknij się, Syriuszu. Mia, siadaj.
Mia potrząsnęła głową i cofnęła się.
- Nie. Masz w oczach ten wyraz, który zwykle zwiastował, że Jamie zaraz zostanie potraktowany paskudną klątwą.
- Usiądź, kochanie – poprosił ją Remus. Wstał i ujął ją pod ramię, prowadząc do miękkiego, głębokiego fotela, który stał naprzeciwko sofy, po drugiej stronie okrągłego stołu. Usiadł obok niej, podczas gdy miejsce obok Syriusza zajęła Lily.
- Czy to jest jakaś interwencja? – Zapytała zirytowana Mia. – W takim razie do czegoś wam się przyznam: ledwo rozpoczęłam powtórki, zjadam wszystkie swoje posiłki, śpię osiem godzin na dobę… No dobrze, sześć godzin na dobę… Doskonale sobie ze sobą radzę w tym roku. Nie ma potrzeby, żebyście się…
Nagle jej spojrzenie padło na wielką butelkę, która w tej chwili znalazła się na stole.
- Czy to jest whisky? Lily, pozwoliłaś, żeby Syriusz przyniósł whisky do waszego Pokoju Wspólnego?
- Prawdę mówiąc, poprosiłam go o to. Nie rób sobie wielkich nadziei. Nie uciekniesz, bo zablokowałam jedyne wyjście – wskazała palcem fotel i uśmiechnęła się z zadowoleniem, gdy Mia jej posłuchała.
- Dlaczego mam wrażenie, że dałam się wciągnąć w coś, co mi się nie spodoba? – Zapytała Mia, nagle zdenerwowana. Z szacunkiem odłożyła wielką księgę na stolik.
- Bo tak jest – warknął Syriusz, kiedy Lily zdjęła z niego zaklęcie, które nie pozwalało mu mówić. – I nie patrz na mnie. Ja też dałem się nabrać na jej cholerne sztuczki. Evans ma słodkie, maślane oczka, ale w rzeczywistości jest wredną harpią. Jestem zaskoczony, że nie została przydzielona do Slytherinu.
- Uważaj, stary – ostrzegł go James. – Mówisz o mojej czarownicy.
- Twoja czarownica to harpia o ślizgońskim charakterze, która kazała mi przynieść whisky, twierdząc, że jest to składnik jednego z eliksirów, nad którym pracuje – odwarknął Black. – Zgodziłem się tylko dlatego, że zagroziła, że zdradzi wszystkim nasz sekret, a biorąc pod uwagę ile ich mamy i ile mogłeś jej powiedzieć podczas pościelowych pogaduszek, przyszedłem przygotowany poddać się jej szantażowi.
Lily zarumieniła się.
- James i ja nie prowadzimy żadnych pościelowych pogaduszek. To dżentelmen w każdym calu. Ale po prawdzie, kiedyś chciałabym poznać wszystkie wasze mroczne sekrety.
James głośno przełknął ślinę.
- Pewnego dnia ci wszystko opowiem – obiecał.
- Niech wam będzie. Przygotowaliście pułapkę z alkoholem – przerwała im Mia. Rozejrzała się po pokoju. – Tak przy okazji, gdzie jest Peter?
- Ma szlaban z Filchem – odpowiedział Remus.
- Co tym razem zmalował?
Lily uśmiechnęła się.
- To, o co go poprosiliśmy.
- My? Ty też jesteś w to zamieszany? – Spojrzała z niedowierzaniem na Jamesa, a potem na Remusa. – Wy obaj?
- Ja ich do tego namówiłam – przyznała Lily.
- Uważasz, że miałem wybór? – Jęknął James.
Mia prychnęła z niesmakiem. James był po uszy zakochany w swojej dziewczynie. Zaczęła się zastanawiać, jak można wykorzystać wpływ, jaki Lily wywierała na Jamesa na swoją korzyść.
- A zatem powiedzcie mi – Mia posłała Lily nieprzyjazne spojrzenie. – Do czego przekonaliście Petera?
- Odwrócił uwagę Slughorna, kiedy James zwinął mu to – odpowiedział Remus, trzymając w dłoniach znajomą fiolkę z przezroczystym płynem.
Oczy Mii rozszerzyły się w nagłym zrozumieniu. Natychmiast spojrzała na Syriusza, który na twarzy miał wypisane przerażenie.
- Wydaje mi się, że się zgodziliśmy co do tego, że gra „Veritaserum lub wyzwanie" to głupi pomysł i nigdy więcej w nią nie zagramy?
Patrzyła uważnie, jak Remus zbliża fiolkę do butelki i wlewa do whisky nieco więcej Veritaserum, niż było to konieczne.
- Tylko Veritaserum – wyjaśniła Lily. – Nie będzie wyznań.
- Remusie? – Mia odwróciła się do swojego najlepszego przyjaciela z błaganiem w oczach, jednak on zignorował je i podał jej szklaneczkę wypełnioną bursztynowym płynem. Zdrajca.
Uśmiechnął się do niej miękko, przypominając jej, jakim w rzeczywistości był przebiegłym wilkiem. Mia obiecała sobie, że przy najbliższej okazji go ugryzie.
- Napij się, Mia. Lily osłoniła ten pokój i wszyscy tu utknęliśmy do momentu, kiedy ona uzna, że możemy wyjść.
Syriusz wykrzywił się do rudowłosej czarownicy, kiedy James postawił przed nim szklaneczkę w whisky. Sam również sobie nalał.
- Jaki jest cel tego spotkania?
- Prawda. James, napij się – poprosiła Lily i z uśmiechem stwierdziła, że spełnił jej prośbę. – James, czy kiedykolwiek wdaliśmy się wspólnie w relację seksualną?
James zarumienił się i zanim miał okazję się zastanowić, prawda popłynęła z jego ust.
- Nie. Kilka razy się pieściliśmy. Raz pozwoliłaś mojej ręce zawędrować pod twoją bluzkę – słysząc te słowa, Lily szeroko otworzyła oczy. Nie spodziewała się, że James poda tyle szczegółów. – To znaczy… Miałem na myśli… Lily, dlaczego to zrobiłaś?
- Żeby udowodnić, że eliksir działa – wyjaśniła, jednocześnie zakładając lok rudych włosów za ucho. Robiła tak za każdym razem, kiedy coś ją zdenerwowało. – I chciałam, żeby wszyscy mieli świadomość, że nie uprawialiśmy jeszcze seksu.
Syriusz parsknął śmiechem.
- Powiedz to ręce Rogacza, która zawędrowała pod twoją bluzkę.
Lily spojrzała na niego ostrzegawczo.
- Syriuszu, pij.
Musiało minąć przynajmniej trzydzieści sekund, zanim Syriusz, patrząc na wszystkich wrogim, zimnym wzrokiem, przechylił szklaneczkę i wypił jej zawartość.
- Czy to prawda, że nie spałeś z żadną dziewczyną od czasu Mii? – Zapytała Lily.
- Tak, to prawda – przyznał Syriusz.
- Dlaczego?
Syriusz próbował walczyć, ale nic to nie dało. Musiał poddać się prawdzie.
- Ponieważ… Nie… Nie chcę, żeby myślała, że jestem jakimś zboczeńcem, który bierze do łóżka każdą czarownicę, która tego chce. Musiałem… Chciałem się upewnić, że Mia wie, że jest spe… Specjalna. Kurwa mać! – Wstał i kopnął kanapę.
- Siadaj, Łapo – zażądał Remus.
Mia zachłysnęła się i spojrzała na swoich przyjaciół.
- O co tu, do diabła, chodzi?
- Bardzo mnie cieszy, że ja i James mieliśmy szansę, żeby stworzyć związek bez żadnych zewnętrznych bodźców – Lily uśmiechnęła się i sięgnęła ku dłoni Jamesa. – Teraz, kiedy jesteśmy razem, żałuję straconego czasu. Wszyscy obserwowaliśmy przez ostatnie kilka lat, jak wokół siebie skakaliście. A Remus został w to wciągnięty przypadkiem. To było dla nas bardzo bolesne i niezręczne.
Mia i Syriusz zmarszczyli brwi i spojrzeli odpowiednio na Remusa i Jamesa, którzy kiwali głowami.
- Oboje jesteście niesamowicie uparci, ale też oboje jesteście moimi przyjaciółmi i kocham was, i chcę… Chcemy, żebyście byli szczęśliwi.
Remus skinął głową.
- Lily ma rację. Oboje się powstrzymujecie. Na pewno każde z was ma swoje powody, ale prawda jest taka, że czekacie, aż to drugie zrobi pierwszy krok.
- Uwierzcie mi, trudno mi się z nimi zgodzić, bo jesteś moją siostrą i moją najlepszą przyjaciółką. I również dlatego, że myśl o was dwojgu razem powoduje, że chce mi się rzygać – przyznał James. – Ale… Mia, ty jesteś samotna od momentu, kiedy zerwałaś z Remusem. Wszyscy to zauważyliśmy. Łapo, ty zaś zapijesz się na śmierć, jeśli nie dojdziesz ze sobą do ładu.
James spojrzał wymownym wzrokiem na butelkę whisky, na którą Syriusz patrzył z tęsknotą.
- Mia jest dużą częścią twojego życia – kontynuował. – Wiem o tym, bo mówisz o niej za każdym razem, kiedy jesteś pijany.
- To okrutne z waszej strony – wymamrotała Mia.
- Zamknij się i pij – zażądała Lily, patrząc na pełną szklankę przyjaciółki.
Nie czekała tak długo, jak Syriusz, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że opór na nic się nie zda. Jej przyjaciele nie wypuszczą jej stąd, zanim nie dowiedzą się tego, czego chcą się dowiedzieć. Część jej umysłu zastanawiała się, czy Veritaserum jest w stanie przeciwdziałać zaklęciu Dumbledore'a. Bardzo chciała się o tym przekonać, dlatego szybko upiła łyk.
- Mia, dlaczego nie powiedziałaś Syriuszowi, że chcesz z nim być?
- Bo znowu mnie zostawi, kiedy sytuacja stanie się dla niego nie do zniesienia – zarumieniła się, gdy usłyszała swój ton i ukryła twarz w dłoniach.
- Słucham? – Zapytał Syriusz. – Naprawdę tak myślisz?
- Ja to wiem – powiedziała, nie patrząc na niego. – Dokładnie tak postąpiłeś w przeszłości.
- Zasługiwałaś na kogoś lepszego!
- Nie – nie zgodziła się z nim. – Zażądałeś, żebym wyjawiła ci wszystkie moje sekrety. Takie, których nie mogę zdradzić. Jeszcze nie.
- Remusie, pij – powiedziała spokojnie Lily, przerywając ich kłótnię. – Dlaczego ty i Mia zaczęliście się znowu spotykać?
- Bo Syriusz nam to zaproponował. Powiedział, że poddaliśmy się zbyt wcześnie i jesteśmy winni sobie i jemu odszukanie odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście do siebie nie pasujemy, czy to może przeznaczenie nie chce, żebyśmy byli razem.
- Mia, pij – nakazała Lily, nie dając nikomu ani chwili na zastanowienie się nad tym, co właśnie się działo. – Jakie wyciągnęłaś wnioski ze swojego związku z Remusem?
- Kocham Remusa, ale nie jestem w nim zakochana – odpowiedziała bez wahania. – Koniec końców mieliśmy wybór i zdecydowaliśmy, że nie powinniśmy być razem.
Syriusz potrząsnął głową.
- To nie ma sensu. Jeśli go kochasz, to dlaczego nie chcesz z nim być?
- Bo nie jest tobą, ty kretynie!
Nagle w komnacie zaległa ciężka cisza.
- Syriuszu, pij – powiedziała cicho Lily, napełniwszy ponownie jego szklaneczkę. – Dlaczego nie chcesz być z Mią?
Syriusz zmarszczył brwi i ze smutkiem pokręcił głową.
- Chcę. Bardziej niż… Kurwa… Bardziej niż cokolwiek na świecie. Ale nie jestem dla niej dość dobry. Po prostu nie jestem i już.
- To chyba ja o tym decyduję – wtrącił się James.
Mia spojrzała na swojego brata z niedowierzaniem.
- Wybacz, chyba się przesłyszałam.
- Stul dziób, Mia – warknął James i odwrócił się do Syriusza. – To moja młodsza siostra i kocham ją ponad wszystko we wszechświecie. Lily jest tuż za nią, a Huncwoci tuż za nimi. Uwierz mi, że gdybym nie uważał cię za dość dobrego dla mojej siostrzyczki, nie prowadzilibyśmy tej zwariowanej rozmowy po pijaku. Wierzę, że jesteś dla niej odpowiedni. Mama wierzyła, że jesteś dla niej odpowiedni.
Syriusz wlepił wzrok w podłogę i zacisnął dłonie w pięści.
- Jesteście dla siebie stworzeni – dodał Remus.
- Nie chcę, żebyśmy byli dla siebie stworzeni! Chcę, żeby miała pieprzony wybór! Nie chcę, żeby została wciągnięta w moje gówniane życie tylko dlatego, że los uważał to za trafne, połączyć ją więzią ze zdrajcą z rodu Blacków! – Chłopak wstał i podbiegł do drzwi, które ku jego zdumieniu nadal były zamknięte. Warknął, odwrócił się i przespacerował po Pokoju Wspólnym. W końcu oparł głowę o zimny kamień i westchnął, pokonany.
- Co masz na myśli, mówiąc o więzi? – Zapytał podejrzliwie James.
- Syriuszu… - Ostrzegła go Mia, spoglądając na chłopaka panicznym wzrokiem.
- Mia i ja jesteśmy połączeni więzią duchową.
