Od tłumaczki: Ode mnie tylko małe ostrzeżenie – rozdział zdecydowanie w kategorii M. Jednocześnie bardzo fizyczny i bardzo emocjonalny. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 73 – MOJA
5 listopada 1977
Remus jako pierwszy wstał z krzesła, pobladły i z malującym się na twarzy poczuciem niesamowitej winy. Zielonymi oczami wpatrywał się w drobną postać Mii, ale za każdym razem, kiedy udawało mu się pochwycić jej spojrzenie, odwracał wzrok, jakby wstydził się czegoś okropnego, co uczynił.
- Syriuszu! – Syknęła rozwścieczona Mia.
- Nie rozumiem. O co chodzi? – Zapytała zdezorientowana Lily.
- Skąd wiecie? – James w końcu ochłonął na tyle, żeby zadać logiczne pytanie.
- Mama… - Wyjaśnił Syriusz, jednocześnie czerwieniejąc po usłyszeniu tonu Mii. Uświadomił sobie, że bezmyślnie zdradził przyjaciołom ich wspólny sekret i z tego powodu nie chciał spojrzeć jej w oczy. – Mama powiedziała mi ostatniego lata.
Black odwrócił się i spojrzał na Remusa. Zmarszczył brwi.
- Tak że, stary, martwiłem się nie tylko o twoją przyszłość i twoje przeznaczenie.
- Tilly widzi naszą więź duchową – dodała Mia, kierując wyjaśnienie swojemu bratu, który w odpowiedzi ściągnął okulary zaczął pocierać zamknięte oczy. Jęknął.
- Ale to nie ma żadnego sensu – powiedział Remus, nadal nie nawiązując kontaktu wzrokowego z Mią. Patrzył prosto na Syriusza. – Jeśli jesteście połączeni więzią, to Mia nie miałaby możliwości, żeby… Być ze mną.
Rzucił spojrzenie Jamesowi i Lily.
- Syriusz nigdy by na to nie pozwolił.
- Więź nigdy nie została zapieczętowana – wyznała cicho Mia.
- Zaczekaj – James spojrzał pytająco na swoją siostrę. – Myślałem, że więzi pieczętuje się uprawiając seks.
Mia potrząsnęła głową.
- Tylko więzi między wilkołakami.
- Czy w takim razie jesteś połączona więzią z Remusem?
Remus jeszcze bardziej pobladł i szeroko otworzył oczy.
- Nie.
- Nie – zgodziła się Mia, dużo spokojniej podchodząc do tematu, niż Remus. – Ja nie jestem przeznaczoną mu samicą.
- Ale uprawiałaś z nim seks – wyrzucił z siebie James, na szczęście unikając słowa „cnota".
- Tak.
- Więź Watahy? – Naciskał James.
- Nie jest zapieczętowana – odpowiadała cierpliwie Mia.
- Ale powiedziałaś mi, że wilkołaki pieczętują swoje więzi za pomocą seksu – kontynuował niezrażony James, ignorując zażenowane spojrzenie, którym obdarzył go Remus i zirytowane prychnięcia Lily, która nie dawała rady nadążyć nad tematem rozmowy.
- Tak, ale wilkołak gryzie swoją partnerkę podczas pieczętowania więzi – warknęła Mia.
- W trakcie uprawiania seksu? – Upewnił się James.
- Nie macie pojęcia, jaki jestem zażenowany – jęknął Remus, chowając twarz w dłoniach.
- Tak, Jamie – wrzasnęła Mia.
- A ty nigdy…? – James odwrócił się do Remusa i uniósł brew. A kiedy Remus odpowiedział pytającym spojrzeniem, James zacisnął zęby i wydał z siebie groźny pomruk.
- Nie! – Remus miał zaciętą minę. – I mam do ciebie prośbę. Możemy nie omawiać pożycia seksualnego mojego i Mii tak publicznie? Ani implikować, że mój wilkołaczy problem miał z nim coś wspólnego?
- Żadnego podgryzania podczas seksu? Jakie to nudne – zachichotał Syriusz, próbując rozładować napiętą atmosferę. Wyłącznie Mia zaśmiała się razem z nim.
- Czy ktoś mi wyjaśni, co się właśnie stało? – Zapytała nagle Lily tonem, jakiego nigdy u niej nie słyszeli. – Czym, do cholery, jest więź duchowa? Dlaczego Remus miałby ugryźć Mię? O co wam chodzi, kiedy mówicie o watasze?
Wtedy bardzo niechętnie wyznali jej całą prawdę.
Opowiedzieli, jak odkryli, że Remus jest wilkołakiem i jak desperacko chcieli mu pomóc. Jak Syriusz uświadomił sobie, że gdyby wszyscy stali się Animagami, mogliby dotrzymywać Remusowi towarzystwa i chłopak nie byłby sam w noce, kiedy księżyc w pełni królował na niebie. Kiedy Lily nie chciała im uwierzyć, James przybrał postać Rogacza, co sprawiło, że Lily musiała usiąść na sofie i przez kilka minut się nie odzywała, taka była zaskoczona. Kiedy zaś Syriusz i Mia zaoferowali, że pokażą jej w co oni się zmieniają, grzecznie odmówiła. Powiedziała, że takie rzeczy musi przyjmować w małych dawkach, a uświadomienie sobie, że jej chłopak jest ojcem Bambiego wcale nie było małą dawką informacji. James prawie się na nią obraził, ale Mia szybko wytłumaczyła mu, czego dotyczy mugolskie porównanie Lily.
Kiedy Lily przetrawiła tę porcję nowości, Mia opowiedziała jej, co zdarzyło się na piątym roku między nimi i Fenrirem Greybackiem. Wyjaśniła, że gdy Remus mówił o swojej watasze, nie mówił w przenośni. Łączyła go najprawdziwsza magiczna więź z Syriuszem, Jamesem i Mią. Wtedy Syriusz przekazał Lily to, co zeszłego lata opowiedziała mu Dorea o wszystkich rodzajach więzi. I o więzi, która łączyła go z Mią.
Lily siedziała na sofie blada jak ściana i patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, kiedy skończyli mówić.
- Walczyliście z Fenrirem Greybackiem?
- Oni próbowali z nim walczyć. Ale to ja skopałem mu dupę – odpowiedział z zadowoleniem James.
- I wszyscy jesteście zwierzętami – wymamrotała raczej do siebie Lily.
- Niektórzy z nas w większym stopniu, inni w mniejszym – Syriusz mrugnął do niej zawadiacko, za co dostał kuksańca w bok od Jamesa.
- Syriusza i Mię łączy magiczna więź, podobnie, jak całą waszą czwórkę? – Dopytała.
Remus skinął głową.
- Wilkołaki tworzą watahy pod przywództwem swojego alfy. Dzięki temu, że pokonałem Graybacka, który jest uznawanym przez całe społeczeństwo wilkołaków alfą, byłem w stanie utworzyć własną watahę – rozpromienił się z dumy i Mia uśmiechnęła się na ten widok. – Członków watahy łączy więź.
Lily uniosła brew.
- A gdzie w tym miejsce dla Petera?
Mia zrobiła wszystko, żeby nie warknąć.
- Petera nie było z nami, kiedy tworzyliśmy watahę. Więź na niego nie wpływa – wytłumaczył Remus.
- Ale proces nie jest zakończony, prawda? Więź nie jest zapieczętowana? – Lily spojrzała na Mię.
Dziewczyna potrząsnęła głową.
- Nie.
- Ponieważ… - Zaczęła Lily i zamrugała oczami, kiedy to do niej dotarło. – Ponieważ Remus musiałby was ugryźć podczas seksu?
Syriusz wybuchnął śmiechem. Nawet Remus się uśmiechnął, słysząc bezpośrednie podsumowanie Lily. Mia chichotała pod nosem. James wyglądał na zażenowanego.
- W praktyce wystarczyłoby, żeby ugryzł tylko jedno z nas – wyjaśniła Mia. – Gdyby oznaczył jedno z nas, więź przeniosłaby jego znak na każdego członka watahy.
- Ale musiałby tego kogoś oznaczyć podczas seksu – wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Lily odwróciła się, żeby uważnie się przyjrzeć Remusowi. Czuła się, jakby bohater jednej z powieści romantycznych o wilkołakach, które wieki temu pożyczyła od Mary wyszedł z kart książki i znalazł się z jej Pokoju Wspólnym. Był jednak zdecydowanie bardziej zawstydzony, niż go sobie wyobrażała i patrzył na nią, jakby był w stanie odczytać jej myśli.
- Nie patrz tak na mnie, Lily – w końcu warknął. – To nie ja wymyśliłem te wszystkie zasady. Sam ledwo je znam. Akurat tę regułę odkryła Mia, wyłącznie dlatego, że tak cholernie dużo czyta. A mówiąc o Mii, podobno celem naszego małego spotkania była interwencja w sprawie Mii i Syriusza.
- Do nich jeszcze wrócimy – obiecała Lily, odwracając się w kierunku Mii, Syriusza i Jamesa. – To kiedy planujecie zapieczętować Wieź Watahy?
- Nigdy! – Krzyknął James.
- A czy zapieczętowana więź nie wzmocni waszej magii? To mogłoby być strategiczne posunięcie, biorąc pod uwagę toczącą się wojnę. Już nie wspominając o tym, że zapieczętowana więź mogłaby być najważniejszym elementem waszej obrony, a nawet mogłaby pomóc w leczeniu!
Żadne z nich nie potrafiło zaprzeczyć jej logice. Tylko Remus miał na ten temat inne zdanie.
- Absolutnie nikogo nie ugryzę!
- Chodzi mi o to, że zapieczętowanie tej więzi wydaje się być dobrym pomysłem, a skoro wszyscy jesteście połączeni, wystarczyłoby, żeby tylko Mia… Widzisz? – Lily uśmiechnęła się nagle do Remusa i palec wycelowała w warczącego Syriusza. – W ten sposób wróciliśmy do Syriusza i Mii. Dajcie już sobie spokój. To nie jakaś magiczna więź ciągnie was do siebie. Gdyby tak było, już dawno bylibyście razem. A dopóki nie jesteście razem, oboje jesteście żałośni. Zdecydowaliście, że wolicie się unikać. Teraz zdecydujcie, że chcecie być ze sobą.
- Jaka jesteś romantyczna, Lily – wyrzuciła z siebie sarkastycznie Mia. – Powinnaś pisać wiersze.
Syriusz prychnął.
- Pij – Lily popchnęła świeżo napełnioną szklaneczkę w kierunku Syriusza, który już dawno się poddał i bez wahania przyłożył szkło do ust. – Syriuszu, chcesz być z Mią?
- Tak – odpowiedział ciężko Black.
- Dlaczego?
- Bo tylko ona mnie dopełnia – odpowiedział, oddając kontrolę w metaforyczne dłonie serum prawdy, które krążyło w jego żyłach. – Była pierwszą osobą w moim żałosnym życiu, która okazała mi serce. Nigdy nie próbowała mną manipulować. Nigdy nie wahała się przeczesać palcami moich włosów, bo wie, że działa to na mnie uspokajająco.
Uśmiechnął się lekko, zanim kontynuował.
- Mia sprawia, że czuję się potrzebny, że czuję się dobrym człowiekiem, a nie zniszczonym wrakiem – w końcu przemógł się i spojrzał na drobną czarownicę, która z trudem łapała oddech. – Poza tym, to najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu widziałem. Kto by nie chciał z nią być? Spójrzcie na nią. Ona jest wszystkim.
Promieniejąc na słowa Syriusza, Lily popchnęła szklankę w kierunki Mii, bezgłośnie nakazując jej wypić bursztynową zawartość.
Mia zawahała się, ale w końcu przełknęła whisky. Już się nie krzywiła, czując przyjemne palenie w gardle, które jeszcze kilka lat temu było nie do zniesienia. Syriusz miał rację. Przywykła do niego.
- Czy chcesz być z Syriuszem?
- Tak.
- Dlaczego?
- Ponieważ… - Mia urwała, uświadomiwszy sobie, że Veritaserum nie ma na nią tak silnego wpływu, jak kiedyś. Zaczęła się zastanawiać, czy podobnie było z Syriuszem, czy jednak wszystkie jego słowa były tak szczere, jak chciała, żeby były. Przeszło jej przez myśl, czy nie skłamać, skoro nie czuła się zmuszona do mówienia prawdy, ale już nie chciała kłamać. Dlatego powiedziała prawdę. – Ponieważ Syriusz jest moją przyszłością.
Spojrzała w szare oczy chłopaka i wyobraziła sobie, jak znika z nich cała młodość i niewinność. Oczami wyobraźni widziała zmarszczki na jego twarzy, tatuaże i blizny – znaki trudnego życia, niezasłużenie trudnego, mogłaby dodać. Były piękne. On był piękny.
- Kiedy zamykam oczy, widzę koniec tej wojny i on tam jest – Myślała o swoim Syriuszu, starszym Syriuszu… Ale czy ten młody chłopak też nie był jej Syriuszem? – W jednej dłoni trzyma szklankę z whisky, w drugiej papierosa i wywraca oczami, jak każę mu rzucić palenie.
Zachichotała i poczuła, jak ulatuje z niej napięcie, kiedy Black się do niej uśmiechnął.
- Chcę być z nim, bo wiem, że zawsze na pierwszym miejscu postawi moje bezpieczeństwo i moją radość. Nawet wtedy, gdy nie wierzy, że najbezpieczniejsza i najszczęśliwsza będę przy nim. Bo kiedy myślę o przyszłości, jako pierwszy na myśl przychodzi mi…
Mia zamknęła oczy i poczuła, jak w kącikach zebrały się łzy, gdy przypomniała sobie tamtą czarowną chwilę, którą spędziła w bibliotece rezydencji przy Grimmauld.
- Zanim zagłębimy się w opowieści o starożytnej magii i porozmawiamy jak dorośli, pozwolisz staremu psu na chwilę zapomnienia? – Zapytał ją wtedy starszy Syriusz, a w jego oczach Hermiona widziała zarówno błaganie, jak i niespotykaną u niego nerwowość. Złożył na jej ustach tak lekki pocałunek, że nie wiedziała już, czy zdarzyło się naprawdę, czy może wyobraziła sobie tamten wieczór.
- Kiedy myślę o przeszłości i o przyszłości, zawsze krąży mi po głowie jedno zdanie: tęsknię za Syriuszem Blackiem.
Stłumiła płacz, kiedy myślami wróciła do swojego starszego czarodzieja. Do mężczyzny, który uleczył jej rozszczepione plecy. Do człowieka, który uratował ją przed Bellatrix Lestrange. Do człowieka, który własnym oddechem przywrócił ją do życia, kiedy prawie utonęła w zapomnianym korytarzu na czwartym piętrze. Do mężczyzny, który otworzył przed nią swój dom i przeżywał z nią każdy jej koszmar, który traktował Harry'ego jak własnego syna, który razem z nią opłakiwał jej mugolskich rodziców. Który, w końcu, zmusił Dracona Malfoy'a – ze wszystkich ludzi, właśnie jego – żeby się z nią zaprzyjaźnił i pomógł jej przystosować się do czasów po wojnie.
Mia spojrzała w oczy młodszego Syriusza Blacka. Chłopca, który wyciągnął do niej pomocną dłoń, kiedy została zepchnięta na ziemię. Chłopca, który dorastał razem z nią, uśmiechał się do niej i wniósł światło w jej życie. Chłopca, który traktował Jamesa i Remusa – dwóch najważniejszych ludzi w jej życiu – jak braci. Chłopca, który z niezwykłą odwagą przeciwstawił się swojej uprzedzonej, rasistowskiej rodzinie. Chłopca, którego tak często zbywano i ignorowano tylko z powodu rodu, w jakim się urodził. On jednak zawsze stał pewnie, z wysoko uniesioną głową i walczył dla swoich przyjaciół. Dla niej.
Dojrzał. Był teraz mężczyzną. A jednocześnie nadal był jej Syriuszem.
Wszystkie te myśli przytłoczyły ją, bo nagle zdała sobie sprawę z tego, że nie zniosłaby utraty Syriusza. A miała go przecież stracić… Żałoba, Azkaban, nienawiść, czas… To wszystko miało ich rozdzielić. Mia wyskoczyła ze swojego fotela i pobiegła w kierunku drzwi. Bez namysłu i wahania zniszczyła potężne czary ochronne Lily, jakby były zrobione z kartki papieru. Chwilę później zniknęła za drzwiami, które z trzaskiem się za nią zatrzasnęły.
Syriusz wstał na widok Mii pędzącej ku wyjściu. Oddychał ciężko, miał problem z przełknięciem emocji, które pojawiły się w nim na dźwięk jej słów.
- Naprawdę będziesz tak stał i się za nią gapił? – Wrzasnęła na niego Lily.
Odwrócił się do niej i spojrzał na nią ze zdumieniem.
- Oczywiście, że nie.
- Więc na co, kurwa, czekasz? – Warknął Remus, głową wskazując drzwi.
- Daję jej kilka sekund przewagi – krzyknął Black. – Chyba nie wyobrażaliście sobie, że polecę za nią, żeby ją złapać tuż za drzwiami, za którymi czekacie wy, słuchający każdego słowa?
Podszedł do Jamesa i z kieszeni jego szaty wyciągnął Mapę Huncwotów. Gdy tylko miał ją w dłoni, wybiegł z Pokoju Wspólnego Prefektów Naczelnych, stukając mocno butami ze smoczej skóry.
Syriusz przesuwał się szybko i bezszelestnie po ciemnych korytarzach Hogwartu, korzystając z Mapy zarówno do tego, aby śledzić Mię, jak i po to, żeby nie wpaść przypadkiem na Filcha lub któregoś z Prefektów. Podążając za małą kropką, podpisaną jako Mia Potter, Syriusz zorientował się, że dziewczyna prawdopodobnie zmierza na siódme piętro, do Pokoju Życzeń. Natychmiast przyspieszył, wiedząc, że jeżeli Mia zniknie w ukrytej komnacie, może sobie zażyczyć, żeby zamek nikogo więcej do niej nie wpuścił.
Dotarłszy na siódme piętro, Syriusz przemierzył całą długość korytarza, żeby zrozumieć, że nikogo tam nie ma.
- Kurwa! – Co miał teraz zrobić? Spróbować dostać się do Pokoju Życzeń? Usiąść pod ścianą i zaczekać na nią? Ile by to trwało?
Westchnął, zawiedziony. Jeszcze raz spojrzał na mapę, żeby sprawdzić, czy Remus wyszedł już z apartamentu Lily i Jamesa. Jego spojrzenie skakało od kropki do kropki i nagle jego uwagę przykuła samotna postać, ukryta kilka pięter niżej w zapomnianej alkowie. Właśnie tam ukryła się Mia. Zaskoczony Syriusz schował mapę do kieszeni, zszedł schodami dwa piętra i skręcił w znajomy korytarz, kiedy uderzyło w niego bardzo wyraźne wspomnienie.
- Na Merlina, twoje oczy mają kolor czekolady. Ale założę się, że są koloru dobrej whisky, kiedy szczytujesz.
Nabrał głęboko powietrza do płuc, gdy uświadomił sobie, że kiedy Mia wybiegła z Pokoju Wspólnego Jamesa i Lily, chcąc uciec przed nimi wszystkimi, w jakiś sposób zawędrowała w to samo miejsce, w którym znalazł ją po szesnastych urodzinach Remusa. Czyżby to był zwykły przypadek, czy może znowu los sobie z nim pogrywał? A nawet jeśli los chciał z nim pogrywać, mógł mu bardziej pokrzyżować plany.
Syriusz zwolnił kroku i spokojnie podszedł do ukrytej w cieniu alkowy, gdzie na kamiennej podłodze siedziała Mia. Kolana miała podciągnięte pod brodę i ramionami obejmowała swoje nogi.
- Cześć, kotku – szepnął, klękając obok niej. – Jeśli chciałaś być sama, wybrałaś całkiem niezłą kryjówkę. Z tego, co pamiętam, Prefekci raczej tu nie zaglądają.
Mia spojrzała na niego i się zaczerwieniła. Prawdopodobnie sama sobie przypomniała tamtą chwilę szalonego zapomnienia, kiedy ich ciała splotły się w tym samym miejscu w namiętnym uścisku, napędzani whisky i kumulującym się napięciem. Odetchnęła bardzo powoli.
- Dlaczego to wszystko musi być tak skomplikowane?
Syriusz prychnął.
- Bo oboje jesteśmy głupio uparci. Przynajmniej tak słyszałem.
- Nie jesteśmy głupi.
- Przy tobie ja wychodzę na głupiego. A jeśli mam być szczery, uważam, że to głupie z twojej strony, że chcesz być z kimś takim, jak ja – zmarszczył brwi i zmierzył się z jej onieśmielającym spojrzeniem bez strachu. Nigdy nie bał się jej gniewu. Raczej był nim podniecony. Zawsze tak na niego działała. – Nie jestem dobrym człowiekiem, Mia.
I po raz pierwszy w życiu zamiast się z nim kłócić, że owszem, Syriusz jest dobrym człowiekiem, Mia potrząsnęła głową i obojętnie spojrzała w jego szare oczy.
- Nie obchodzi mnie to.
Syriusz zaśmiał się, wstał i podciągnął ją na nogi jednym płynnym ruchem, po czym przyszpilił do ściany w ten sam sposób, jak zrobił to po urodzinach Remusa. Mia najpierw pisnęła ze zdziwienia, ale po chwili jęknęła, czując twardą ścianę za plecami.
- Nie obchodzi cię, że nie jestem dobrym człowiekiem?
- Nie jesteś złym człowiekiem – powiedziała po chwili. – Skąd ci się wzięło to przeświadczenie, że musisz być jakimś cholernym bohaterem, żeby być mnie wartym?
- Bo ty jesteś dobrym człowiekiem i zasługujesz na cholernego bohatera – odpowiedział bez wahania. – Biorąc pod uwagę moją rodzinę, prawdopodobnie jestem o krok od załamania nerwowego. Jestem na celowniku Śmierciożerców, którzy zrobią wszystko, żeby zniszczyć mnie i moich przyjaciół. Mam paskudną reputację i jeszcze gorszy temperament. Naprawdę muszę ci przypominać, że celowo napuściłem Snape'a na wilkołaka po transformacji?
- A czy ja naprawdę muszę ci przypominać, że żałowałeś tego, co zrobiłeś? – Mia zmrużyła niebezpiecznie oczy. – Dlaczego uważasz, że stoję wyżej od ciebie? Może nie łączą nas więzy krwi, ale Dorea Black była moją matką, więc ja również należę do tej rodziny. Pamiętaj też, że tak naprawdę urodziłam się w rodzinie Mugoli, co również stawia mnie na celowniku Śmierciożerców. I mam ten paskudny nawyk przeklinania wszystkich czarownic, które z tobą zadzierają. Jedną nawet przeniosłam do Czarnego Jeziora.
- Tele-świstoklikiem, pamiętam – dodał. – Szkoda, że przeniósł ją na płytki koniec jeziora.
Zachichotała.
- Mia, ja nie jestem podobny do Remusa – Syriusz ciężko westchnął. – Nie jestem słodkim, grzecznym chłopcem. Nie będę czytał ci wierszy, bo to gówno mnie nudzi. Jestem samolubny, chciwy i kiedy na ciebie patrzę…
Urwał i poruszył biodrami. Jęknął. Wbił palce w jej biodra.
- Kiedy cię dotykam… Nie wiem, czy potrafię się kontrolować.
- Nie chcę, żebyś się kontrolował – powiedziała, wstrzymując oddech. – Jesteś samolubny i chciwy, i mam świadomość, że nigdy nie zacytujesz mi żadnego wiersza. Nigdy bym cię o to nie poprosiła. Nie wybrałam Remusa. Wybrałam ciebie. Kocham…
Urwała, bo usta Syriusza nakryły jej wargi w mocnym, prawie brutalnym pocałunku.
Kiedy się od niej oderwał, miał zamknięte oczy.
- Nie mów tego. Nie… Po prostu nie mów. Jeszcze nie – błagał. Dotknął swoim czołem jej czoła, jego oddech owionął jej usta. Znowu poruszył biodrami, nieświadomie próbując dać ujście swojemu podnieceniu. – Mia, jeśli tak właśnie ma być… Jeśli się na to zdecydujemy… Nie puszczę cię. Nie jestem tak silny.
- Przecież powiedziałam…
- Nie, Mia. Ja nigdy nie miałem dziewczyny – przerwał jej, próbując wytłumaczyć. – Jestem niesamowicie popierdolony i nie mam wątpliwości, że będę gównianym chłopakiem. Przede wszystkim dlatego, że nie wiem, co ja, kurwa, robię.
- Blizna, którą mam na żebrach, jest wynikiem klątwy, która uderzyła mnie dawno temu. Osoba, która mnie trafiła, została już ukarana i nie musisz się nią przejmować. Mam jeszcze jedną bliznę na ramieniu, której się nabawiłam, bo weszłam w drogę jednemu Ślizgonowi i… Niedawno się rozszczepiłam. Mam ogromną bliznę na plecach.
Syriusz głośno przełknął ślinę, słuchając prawdy płynącej z jej ust. Wcale nie zaskoczyło go to, że pojedynkowała się z jakimś Ślizgonem, ale rozszczepienie? Ta informacja go zdziwiła.
- Nawet Remus jej jeszcze nie widział – szepnęła.
Sposób, w jaki to powiedziała, sprowokował pierwotną reakcję w duszy Syriusza.
Sposób, w jaki na nią spojrzał sprawił, że jednocześnie poczuła strach i podniecenie.
Szybkim ruchem obrócił ją w swoich ramionach i przycisnął jej plecy do swojej muskularnej klatki piersiowej. Poczuła, jak jego palce powoli zaczęły rozpinać jej sweterek. Gdy materiał rozsunął się na jej piersiach, Syriusz ściągnął go z niej. Odsunął z jej ramienia ramiączko stanika i ustami powiódł po bliźnie po rozszczepieniu.
Mia zadrżała, czując jego usta na swojej skórze. Jęknęła z przyjemności.
- Moja – szepnął, słysząc dźwięk, który wyrwał się z jej gardła.
Znowu ją obrócił. Zanim miała okazję coś powiedzieć, poczuła, jak jego język wdziera się do jej ust. Drżała i jęczała z przyjemności. Nie był słodki, ani delikatny, ani kochający, ani wdzięczny. Był szorstki, twardy. Chciał ją posiąść na każdy ze sposobów i to ją rozpalało.
Usłyszała, jak warknął i ten dźwięk sprawił, że po jej ciele falą rozeszło się ciepło. Pożar skoncentrował się na jej podbrzuszu i poczuła potrzebę, którą musiała jak najszybciej zaspokoić.
Zanim miał okazję znowu ją obrócić, uniosła nogę i zarzuciła ją na jego biodro. Poczuła, że całujące ją wargi rozciągnęły się w uśmiechu. W odpowiedzi na jej ruch, Syriusz ujął jej dolną wargę między zęby i zaczął lekko ssać. Po chwili przeniósł usta na jej kark, następnie na płatek ucha i ramię, i powtórzył tę czynność. Jedna z jego dłoni przeniosła się z jej talii na udo i powoli podwijała jej spódniczkę.
- Widzisz, jak na mnie działasz? – Szepnęła, a w jej gorącym oddechu wyczuł aromat whisky.
Niebywale aroganckim wzrokiem patrzył na nią, kiedy szczytowała, zaspokojona wyłącznie jego palcem. Widząc jego spojrzenie, Mia chciała jednocześnie rozpaść się na kawałki w jego ramionach i mocno mu przyłożyć.
Zamiast tego, zanurzyła palce w jego włosach i pociągnęła. Mocno. Zamiast go przyhamować, jeszcze bardziej go podnieciła.
- Pamiętasz sytuację sprzed roku? – Wyszeptał prosto do jej ucha, ignorując sposób, w jaki drżało jej ciało, domagając się więcej. – Byłaś w moim łóżku, leżałaś pode mną. Ja doskonale to pamiętam. A teraz cała jesteś moja.
Słyszała wyłącznie głos Syriusza, przebijający się przez bicie jej własnego serca.
Nie słyszała, jak się śmiał, a wiedziała, że musiał się śmiać, bo jego klatka piersiowa poruszała się w charakterystyczny sposób. Nie słyszała, jak odpinał sprzączkę od paska, chociaż poczuła, że to zrobił, bo musiał zabrać dłoń z jej gorącego ciała.
Istniało wyłącznie bicie jej serca, jego niecichnące szepty, w których stwierdzał, że należała tylko do niego i jej własne jęki przyjemności.
W końcu jej ciało się rozluźniło, ale nie miała czasu, żeby odpocząć, bo Syriusz uniósł ją, przyszpilił ponownie do ściany i nakazał jej owinąć nogi wokół swojej talii.
- Powiedz, że jesteś moja.
Na zawsze.
Mia spojrzała w jego piękne, szare oczy i dostrzegła jego potrzebę, dostrzegła desperację, ból i tęsknotę, ale przede wszystkim widziała w nich czystą, kompletną żądzę. Był skrzywiony w taki sam piękny sposób, jak ona. I chociaż żadne z nich nie potrafiło poskładać życia drugiego w całość, oboje na pewno spróbują.
- Jestem twoja – szepnęła, ujmując jego twarz w dłonie i delikatnie pieszcząc. Pocałowała go słodko. – Cała twoja. Na zawsze twoja.
Na zawsze, pomyślał Syriusz. Powiedziała „na zawsze", tylko moja.
Dźwięk jej głosu, smak jej ust i oddanie w jej oczach powiedziały Syriuszowi wszystko, co musiał wiedzieć. Schował głowę w zagłębieniu jej ramienia i bez wahania zagłębił zęby w skórze, którą czuł pod swoimi ustami. Mia najpierw syknęła z bólu, ale po chwili poczuła, jak to nieprzyjemne uczucie zmieniło się w potrzebę, bolesną przyjemność. Syriusz doskonale wiedział, głównie dzięki szczerej przyjaźni z Remusem i ogromnym ilościom spożytej przez nich whisky, że Mia wielokrotnie oferowała swoją skórę wilkołakowi, ale Remus zawsze się powstrzymywał.
Z tego powodu Syriusz wziął ją całą, naznaczył ją, nie pytając jej o zdanie, nie błagając jej. Wiedział, że potrzebował tego dużo bardziej, niż ona.
Syriusz bardzo chciał, żeby ten idealny moment trwał wiecznie, ale, na Merlina, minął rok od kiedy po raz ostatni był w niej. I od momentu, kiedy Mia opuściła wtedy jego sypialnię, nie dotknął żadnej innej dziewczyny. Minęło za dużo czasu. Zdecydowanie za dużo i Syriusz o tym wiedział. Czuł, jak w jego lędźwiach buduje się znajome napięcie, że zbliża się do szczytu, ale nie pozwoliłby sobie skończyć, zanim jej nie zaspokoi.
- Moja – wyszeptał ponownie, z oddaniem. – Twoje ciało należy do mnie, twoja przyjemność należy do mnie…
- Moje serce należy do ciebie – dodała, patrząc głęboko w jego oczy.
Syriusz zrozumiał, jaki to był delikatny moment w ich życiach. Arogancja zniknęła z jego twarzy, zastąpiona przez coś, co go przerażało. Skinął głową, bezgłośnie obiecując jej to samo. Nigdy by jej nie obiecał, że będzie ideałem. Nigdy by jej nie obiecał, że nie weźmie jej daru i nie zrobi z nim czegoś głupiego. Ale obiecał jej, że spróbuje i było to największe zapewnienie, na jakie stać było Syriusza Blacka.
Mia jęknęła i Syriusz nagle zdał sobie sprawę, że wpatruje się w bursztynowe oczy prześlicznej czarownicy, którą właśnie trzymał w ramionach. Pochylił się nad nią i pocałował ją.
- Kocham cię – szepnęła, kiedy się od niej oderwał.
Coś w nim pękło. Zamknął oczy i przyciągnął ją mocno do siebie. Jej miękkie kształty wpasowały się w jego twarde ciało. Stłumił szloch, kiedy jej wyznanie miłości rozbiło go na kawałki i magicznie złożyło z powrotem.
Z każdym ich dotykiem złota więź umacniała się między nimi, łącząc się z ich magią tak samo, jak wtedy, kiedy pierwszy raz Syriusz ją pocałował. Tak samo, jak wtedy, kiedy pierwszy raz się kochali.
Gdy już było po wszystkim, Syriusz opadł bez sił na podłogę, delikatnie trzymając ją w swoich ramionach, nigdy nie opuszczając jej ciała.
Było idealnie. Absolutnie, nieskończenie, całkowicie idealnie.
