Od tłumaczki: Coraz bardziej zagłębiamy się w mroczną rzeczywistość wojny, którą rozjaśniają nam wyłącznie miłosne historie, tatuaże, a także jedne zaręczyny. To wszystko w poniższym rozdziale. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 75 – ELFIE WINO I TUSZ

18 grudnia 1977

Remus, trzymając kufer jedną ręką, roześmiał się z żartu, który opowiedział Peter. Obejrzał się za siebie i wywrócił oczami na widok Jamesa i Lily. Młodzi zakochani uważali chyba, że zachowują się subtelnie i skromnie, ale wszyscy zebrani na peronie raczej spodziewali się, że ta dwójka zaraz wróci do pociągu, żeby znaleźć dla siebie pusty przedział. I Remus zgadzał się z nimi.

Zauważył, że na skraju peronu czekał na nich Charlus Potter. Mężczyzna uśmiechał się do zbliżających się do niego nastolatków. Remus cieszył się, że widział na jego twarzy uśmiech. Martwił się, że święta w Rezydencji Potterów będą puste bez Dorei. Teraz stało się jasne, że Tilly dobrze opiekowała się ojcem Mii i Jamesa.

Starszy czarodziej wyszczerzył zęby na powitanie i przeczesał palcami swoje posiwiałe włosy. Ostatnimi czasy na pewno pojawiło się w nich zdecydowanie więcej siwizny, ale nadal sterczały na wszystkie strony, jak włosy Jamesa.

Gdy do niego dotarli, Remus i Peter przesunęli się, pozwalając Jamesowi jako pierwszemu przywitać się z ojcem. Uprzedziła go jednak Lily, podchodząc do mężczyzny razem ze swoim chłopakiem.

- Dzień dobry, panie Potter.

Charlus odebrał jej dłoń z ręki swojego syna, żeby złożyć na grzbiecie tejże dłoni lekki, elegancki pocałunek.

- Nie wiecie nawet, jak bardzo się cieszę, widząc waszą dwójkę promieniejącą szczęściem – zachichotał, po czym objął Jamesa, następnie Petera i Remusa. Uniósł brew, patrząc na wilkołaka. – Powinienem pytać?

Remus zaśmiał się, wiedząc doskonale, o co mężczyźnie chodziło. Odkaszlnął i wskazał głową przez swoje ramię, po czym sam się obejrzał, żeby przyjrzeć się Mii i Syriuszowi, wychodzącym z pociągu. Mia, radosna i roześmiana, dała się poprowadzić Syriuszowi w walcu przez całą długość peronu. Chłopak obracał drobną czarownicę w swoich ramionach, po czym przechylił ją i mocno pocałował. Charlus zmarszczył brwi. Huncwoci się roześmieli.

- Z tego cieszę się nieco mniej – stwierdził, widząc, jak Syriusz pomaga Mii odzyskać równowagę, bierze jej dłoń w swoją i prowadzi w kierunku rodziny. Oboje promienieli. – Kiedy do tego doszło?

James poklepał ojca po plecach.

- Jakiś miesiąc temu.

Charlus spojrzał na Remusa.

- Ciebie powinienem za to winić?

- A pomogłoby to w czymś? – Zaproponował Remus, prychając pod nosem na widok Syriusza zwalniającego kroku, podczas gdy Mia rzuciła się ojcu w ramiona.

Uściskawszy córkę, Charlus spojrzał na Syriusza i uniósł brew.

- Synu.

- Proszę pana.

- Proszę pana? – Charlus roześmiał się głośno. – Nie byłem dla ciebie panem od kiedy skończyłeś dwanaście lat. Kiedy stałem się panem, zamiast tatą?

Mia parsknęła śmiechem, po czym wzięła Lily pod rękę i zaprowadziła ją do publicznych kominków sieci Fiu. Odwróciła głowę, zakładając, że panowie za nimi podążą, ale Remus tylko pokręcił głową. Spędził kilka godzin w pociągu, obserwując Syriusza coraz bardziej zdenerwowanego tym, co chciał powiedzieć jej ojcu. Wszyscy się zgodzili, że najlepszym scenariuszem będzie taki, w którym Charlus jest szczęśliwy, że Mia związała się na dobre z jego prawie przybranym synem. Najgorszy scenariusz zakładał Czarodziejski Pojedynek i przez dwadzieścia minut James, Remus i Peter zastanawiali się, jak szybko Charlus rozbroi Syriusza.

Mając świeżo w pamięci próby Syriusza w skleceniu logicznych zdań, Remus stwierdził, że za nic w świecie tego nie przegapi.

- Od kiedy zacząłem chodzić z pana córką, proszę pana – odpowiedział grzecznie Syriusz na zadane pytanie.

- Załatwiłeś to odpowiednio? – Charlus spojrzał na Jamesa.

James wyglądał na zadowolonego, kiedy przyglądał się wyprostowanemu jak struna Syriuszowi, stojącemu przed nimi z nietęgą miną.

- Załatwiłem. Chociaż przyznam szczerze, nie dostałem ostatnio żadnego Listu Intencyjnego – zachichotał. – A ty, tato?

- Nie. Żadnego – Charlus udał zawód.

Syriusz zmrużył oczy i najpierw rzucił niebezpieczne spojrzenie Jamesowi, a potem przeniósł je na Remusa.

- Nie jestem taki staroświecki, jak Lunatyk – powiedział drwiącym tonem. A ponieważ cała uwaga Charlusa skupiona była na Syriuszu, Remus odpowiedział mu za jego plecami wulgarnym gestem. – Planuję jednak się wyprowadzić. Podczas przerwy poszukam sobie jakiegoś mieszkania.

- Synu, wiesz, że to nie jest konieczne – powiedział poważnym tonem Charlus, a z jego twarzy zniknęło udawane poruszenie losem jego ukochanej córeczki. Położył dłoń na ramieniu Blacka. – Uważam cię za swojego syna, tak samo, jak Jamesa. Bez względu na twój świeży związek z Mią… Syriuszu, ja ci ufam.

- Doceniam to… Tato. Nie masz pojęcia, jak bardzo to doceniam – Syriusz westchnął z ulgą i przeczesał palcami włosy. – Ale to jest konieczne. Dostałem od was wszystko, co można było dać drugiej osobie i nie zamierzam tego znieważyć, mieszkając pod jednym dachem z moją dziewczyną i jej rodziną. Nawet jeśli rzeczona rodzina jest również moja.

- Lunatyk robił tak przez cały rok – zauważył James.

- Przywal ode mnie Rogaczowi, proszę – rzucił Remus do Petera, który działając całkowicie odruchowo wycelował w ramię przyjaciela i uderzył. Na jego twarzy pojawiło się przerażenie, kiedy pod kosteczkami pięści poczuł miękkie ciało, bo James nie zdążył się uchylić na czas. Zirytowany Potter odwrócił się z morderczym wyrazem twarzy w kierunku Petera, który z piskiem ukrył się za Remusem.

- Chłopcy – wymamrotał Charlus pod nosem, jakby to wszystko tłumaczyło.

- Lunatyk nie miał kasy, żeby żyć po swojemu – wyjaśnił Syriusz. – Bez obrazy, stary.

- Nie obrażam się – Remus skinął głową.

- A skoro jesteśmy przy temacie Remusa, zabieram go ze sobą – chłopcy uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo. Już wcześniej wszystko między sobą ustalili i, zgodnie z ich przewidywaniami, Charlus spojrzał na nich ze zdziwieniem. – Nie sądzę, że sam sobie poradzę w wielkim świecie.

- A ja jestem przyzwyczajony do niańczenia Syriusza – powiedział Remus, obchodząc postać Jamesa, żeby stanąć obok Syriusza i objąć po przyjacielsku jego ramiona. James skorzystał z okazji i oddał Peterowi. – Poradzimy sobie.

Charlus skinął głową, patrząc na nich z mieszaniną ojcowskiej dumy i zaniepokojenia.

- Nie mogę wam tego zabronić, skoro podjęliście taką decyzję. Jesteście dorośli i macie prawo o sobie decydować samodzielnie. Ale mój dom zawsze będzie waszym domem, pamiętajcie o tym obaj. A teraz mam inne pytanie… James, jak mają się sprawy między tobą i uroczą Lily? – Zapytał z uśmiechem, odwracając się w kierunku kominków sieci Fiu. Huncwoci zrobili to samo. – Nie widzę żadnych blizn po klątwach czy siniaków…

Syriusz wyszczerzył zęby.

- Radzę sprawdzić pod jego ubraniem.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Święta nie miały tak uroczystego charakteru, jak w poprzednich latach. Brakowało im Dorei, która sprawiała, że wszystkie świąteczne czynności wykonywane były z energią. Peter wrócił do swojego domu po zaledwie jednej nocy spędzonej w Rezydencji Potterów, natomiast Lily dopiero po trzech pełnych dniach postanowiła Aportować się do Cokeworth, żeby odwiedzić swoich rodziców, siostrę i szwagra.

Pełnia księżyca wypadała w bożonarodzeniową noc, wobec czego zamiast otworzyć prezenty z samego rana, zrobili to w wigilijny wieczór. Dzięki temu cały następny dzień spędzili drzemiąc i zbierając siły, aby wieczorem wznieść w sadzie zaklęcia ochronne.

Gdy zapadła noc, po sadzie biegały ochoczo jeleń, pies i mały rudy lis, których uważnie obserwował złotooki wilk. W końcu cała czwórka zasnęła pod wielkim drzewem, niedaleko rzeki. Wszyscy skulili się blisko siebie, żeby zachować ciepło i obudzili się, żeby zobaczyć, że ziemię pokrył śnieg.

Zmieniwszy się ponownie w człowieka, Mia rzuciła na Remusa zaklęcie rozgrzewające, po czym transmutowała swój szalik w koc, którym okryła przyjaciela.

Pozostałe dni przerwy świątecznej młodzi Gryfoni spędzili bardzo spokojnie. Dla Charlusa był to jednak pracowity okres, podczas którego uczęszczał na tajemnicze spotkania. James, Remus i Syriusz byli bardzo tych spotkań ciekawi, Mia jednak pozostała w tej kwestii wycofana. Założyła, że jej ojciec należał do Zakonu Feniksa i że zbliżały się prawdziwe kłopoty.

Syriusz i Remus grzecznie odmówili Mii i Jamesowi, kiedy bliźnięta Potter zaproponowały swoją pomoc w poszukiwaniu odpowiedniego mieszkania. Dwaj chłopcy wrócili do Rezydencji kilka godzin później, ze zwycięskimi minami na twarzach, ale nie pozwolili nikomu zobaczyć ich nowego apartamentu do lata, kiedy będą mieli okazję się urządzić.

Przed Nowym Rokiem cała czwórka postanowiła odwiedzić grób ich matki. Miejscem pochówku Dorei był urokliwy, mały cmentarzyk nieopodal Somerset. Mia wyciągnęła różdżkę i stworzyła przepiękny wieniec, który położyła na nagrobku. Nie minęło sporo czasu, kiedy cała czwórka poczuła potrzebę, żeby utopić swoje smutki w alkoholu. Aportowali się do Dziurawego Kotła, gdzie przywitał ich Tom i jego piwniczka pełna dobrego, elfiego wina, które tylko czekało na doborowe towarzystwo.

Kilka godzin później trzeźwy Remus zaniósł prawie nieprzytomnego Jamesa do kominka, a Mia i Syriusz z psotnymi uśmiechami wymknęli się na ulice mugolskiego Londynu.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

17 stycznia 1978

Gdy wrócili do Hogwartu, ponownie oddali się rutynie.

W Wieży Gryfonów, w łazience przylegającej do dormitorium chłopców z siódmego roku, przed długim lustrem powieszonym nad rzędem umywalek stało trzech czarodziejów. Peter zmagał się z zarostem na swojej twarzy, próbując usunąć go zaklęciem. Remus ułatwił sobie życie, nakładając na twarz Magiczny Krem Usuwający Zarost Herberta Hyslopa. Chłopak ziewnął i spojrzał gniewnie na cienie pod swoimi oczami, których powodem była zbliżająca się pełnia księżyca. W międzyczasie spod prysznica wyszedł Syriusz, z ręcznikiem owiniętym nisko wokół jego bioder. Stanął przed lustrem i przeczesał palcami wilgotne włosy.

- Łapo, zdążysz przed treningiem? – James wetknął głowę przez niedomknięte drzwi. Już miał na sobie strój do Quidditcha, niecierpliwy, żeby polatać z drużyną w nowym roku.

- Myślisz, że zaryzykowałbym przegraną z moim małym braciszkiem? – Syriusz prychnął. – Oszalałeś? Całe życie czekałem na dzień, kiedy legalnie będę mógł machnąć pałką i wpakować pędzący Tłuczek prosto w jego arogancką, głupią twarz. Może, przy okazji, strącę go z miotły.

- Łapo, co to jest?

Syriusz spojrzał niewinnie na Remusa.

- Co co jest?

- Łapo! – James złapał przyjaciela za ramiona i odwrócił go do siebie w taki sposób, żeby mieć dobry widok na napis wytatuowany na piersi Syriusza. Spojrzał na niego gniewnie. – Czy na piersi wytatuowałeś sobie imię mojej siostry?

Syriusz uniósł brew, patrząc na Jamesa. Jedną dłonią przytrzymując ręcznik na swoich biodrach, drugą pociągnął za przód szaty przyjaciela.

- A czy to nie jest imię Lily wytatuowane na twojej piersi?

James zarumienił się, ale nie poddał tak łatwo.

- To coś zupełnie innego.

- Jeśli mówiąc „innego" masz na myśli to, że Lily nie wytatuowała sobie twojego imienia na skórze, to masz rację – Syriusz skinął głową, odwrócił się plecami do Jamesa i sięgnął po swój poranny płyn do płukania jamy ustnej.

- Kpisz z nas? – Krzyknął Remus.

Syriusz z całych sił starał się nie wybuchnąć śmiechem na widok miny Lunatyka. Raz mu się zdarzyło prychnąć, mając w ustach płyn, co skończyło się wypaleniem śluzówki i wszystkich włosków w nosie. Syriusz wypluł to, co miał w ustach, językiem przebiegł po krawędzi zębów i uśmiechnął się do odbicia Remusa.

- Co ja mogę na to poradzić? Ta wiedźma jest we mnie zakochana.

- Udało ci się przekonać Mię, żeby wytatuowała sobie twoje imię? – Peter gapił się na Syriusza z absolutnym podziwem. – Na własnej skórze?

- Nie, ty kretynie, na swojej torbie – sarknął Syriusz, nie przejmując się dźwiękami, jakie wydawał z siebie James. – Tak, na swojej skórze. I wcale nie musiałem jej długo przekonywać… Z tego, co pamiętam.

- Najpierw upiłeś moją siostrę, a potem zabrałeś ją do salonu tatuażu? – Warknął James.

- Przecież to nie był pierwszy raz! I to nie ja ją upiłem. To ty ją upiłeś. Właściwie, upiłeś nas oboje, a potem zostawiłeś nas samych w Dziurawym Kotle. Gdzie indziej mogliśmy pójść?

- Gdzieś, gdzie nie zrobilibyście sobie tatuaży? – Zasugerował z niedowierzaniem Potter.

- Wtedy byśmy się tak dobrze nie bawili. A poza tym, ona to lubi!

- A gdzie sobie zrobiła ten tatuaż? – Dopytał Peter.

Syriusz natychmiast odwrócił się na pięcie i posłał Peterowi mordercze spojrzenie. Pamiętał, jak wszyscy się dowiedzieli, że Peter raz podglądał Mię i Remusa uprawiających seks. Syriusz nie chciał, żeby sytuacja się powtórzyła.

- W takim miejscu, o którym Rogacz nie chce słyszeć, a wy na pewno go nie zobaczycie – machnął dłonią w kierunku Remusa i Petera. Remus roześmiał się radośnie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że widział tak samo dużo nagiego ciała Mii, co Syriusz. Peter z kolei wyglądał na zawstydzonego tym, że w ogóle zadał pytanie. James po prostu się zaczerwienił.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Po drugiej stronie Wieży Gryfonów, w dormitorium dziewcząt, Lily, Alice i Mary siedziały na skraju łóżka tej ostatniej i gapiły się na Mię, która miała na sobie tylko parę koronkowych, fioletowych fig i starą, znoszoną koszulkę Syriusza z motywem graficznym Black Sabbath, która ledwo zakrywała jej uda. Trzy czarownice przekrzywiły głowy, żeby wyraźnie zobaczyć to, co im pokazywała.

- O, mój Boże – wyrwało się Lily, której zielone oczy były szeroko otwarte i wyzierał z nich szok i przerażenie.

Alice się zarumieniła.

- Jest bardzo wysoko.

- Bardzo seksowny – skomentowała Mary. – Bolało?

- Nie pamiętam – roześmiała się Mia i założyła jeansy. Następnie na swoje mugolkie ubranie zarzuciła czarną szatę z czerwono-złotym brzegiem.

- Piliście coś? – Zachichotała Alice. – Whisky?

- Elfie wino – poprawiła ją Mia.

Lily wybuchła śmiechem i pokręciła głową.

- Wy dwoje macie poważny problem z alkoholem.

- Myślę, że jeśli oboje są od czegoś uzależnieni, jest to coś bardziej drapieżnego – zauważyła Mary i pozostałe czarownice odpowiedziały chichotem.

Mia uśmiechnęła się do swoich trzech przyjaciółek, zadowolona, że w tej linii czasowej udało jej się zaprzyjaźnić z innymi dziewczynami, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wcześniej jej jedyną przyjaciółką była Ginny. Mia zawsze myślała, że to właśnie Ginny była inna od pozostałych dziewcząt, podobnie jak ona sama, ale po poznaniu Lily, Mary i Alice doszła do wniosku, że problem leżał w Lavender i Parvati.

- To prawda, że on sobie wytatuował twoje imię? – Zapytała Mary.

Mia skinęła głową, lekko czerwieniejąc.

- Na piersi.

Musiała przyznać, że to, co zrobili było głupie i bezmyślne, i najbardziej spontaniczne w jej życiu, pomijając momenty, kiedy jej życie było w niebezpieczeństwie. Wystarczyło, że Syriusz wspomniał, że chciałby mieć jej imię wyryte w swoim sercu już na wieki i Mia stopniała jak bohaterki romantycznych książek Lily. Potem wystarczyło kilka celnie dobranych komentarzy Syriusza, wyszeptanych prosto do jej ucha, żeby zgodziła się na odpowiednik jego tatuażu. Gdy nieco przetrzeźwiała, zawstydziła się swojego zachowania, ale gdy tatuaż całkowicie się wygoił spostrzegła, że jego widok w bardzo agresywny sposób pobudza Syriusza seksualnie. Lubił patrzyć na swoje imię wytatuowane na jej skórze, szczególnie tak blisko części jej ciała, które uwielbiał.

- To wszystko jest takie ekscytujące – zaśmiała się Mary, wyrywając Mię ze snu na jawie.

- Szalone – poprawiła ją Lily.

- Tak nazywasz mojego brata, kiedy paraduje przed tobą bez koszulki? – Zapytała Mia, rzucając przyjaciółce wyzwanie.

- Co to ma znaczyć? – Oczy Mary rozjarzyły się. – James Potter ma tatuaż?

Lily wywróciła oczami.

- Wytatuował sobie bukiet kwiatów.

- Bukiet lilii – sprostowała Mia z uśmiechem.

- Wy dwie macie takie wielkie szczęście – ogłosiła z przesadą Mary.

Mia i Lily wymieniły spojrzenia i zaśmiały się. Mary lubiła przesadzać, ale w tym wypadku absolutnie się z nią zgadzały. Obie miały szczęście, nieważne, czy były z nim związane tatuaże, czy nie.

- Frank nigdy by sobie nie zrobił tatuażu. Boi się igieł – przyznała Alice, po czym zawahała się na moment, zanim zdradziła przyjaciółkom coś bardzo ważnego. – Ale… Też zdobył się na coś nieodwracalnego.

- Coś lepszego niż tusz? – Mary przeturlała się po łóżku w tym samym momencie, kiedy Alice wyciągnęła ku przyjaciółkom prawą dłoń, grzbietem do góry. Słońce, które wpadało do Wieży przez wysokie okna rozjaśniło ogromny rubin osadzony w złotej obrączce wsuniętej na palec dziewczyny.

- Na Merlina! – Pisnęła Mary i nie wyhamowała przed krawędzią łóżka. Spadła z hukiem na podłogę. Szybko się pozbierała, skoczyła na równe nogi i chwyciła dłoń przyjaciółki. – Spójrz na wielkość tego kamienia! Naprawdę poprosił cię, żebyś za niego wyszła?

Alice skinęła głową, rozpromieniona.

- Moje gratulacje! – Mia uśmiechnęła się i uściskała mocno Alice. – Tak się cieszę! W jaki sposób zadał ci to pytanie?

- Był zdenerwowany i trochę się jąkał – odpowiedziała cicho Alice, cały czas się szeroko uśmiechając. – Znacie Franka. Był bardzo słodki. Okazuje się, że długo musiał przekonywać swoją matkę i jej brata, żeby pozwolili mu wziąć pierścionek. Jest własnością Rodu Longbottom od stuleci.

- Jest uroczy – powiedziała z podziwem Lily. – Nie mogę uwierzyć, że jesteś zaręczona.

Mary mrugnęła do niej zawadiacko.

- Przecież powtarzałyśmy ci, że czarodzieje wcześnie wstępują w związki małżeńskie.

Lily zbladła.

- Uważacie, że James mógłby…? Nie, nie powinnam o tym myśleć.

Alice zachichotała.

- Do lata będziesz zaręczona.

- Powiedziałabym, że Lily będzie zaręczona za rok – wtrąciła Mia.

Mogłaby wykonać skomplikowane obliczenia numerologiczne, spojrzeć w herbaciane fusy albo w kryształową kulę, ale właściwie wystarczyło znać datę urodzin Harry'ego. Odjęła od niej dziewięć miesięcy, następnie określiła, ile czasu zajęłoby zorganizowanie wesela, a potem założyła, ile czasu po ślubie Lily zdecydowałaby się zajść w ciążę.

- A ja powiem tylko, że was nienawidzę i wam strasznie zazdroszczę – powiedziała ironicznie Mary i rzuciła się na łóżko, zasłaniając dramatycznym ruchem twarz. – Alice jest zaręczona, wy dwie złapałyście na swoje haczyki dwóch najlepiej wyglądających uczniów w Hogwarcie, a w dodatku Mia na pewno całkowicie zepsuła Lupina, bo teraz każdą nową dziewczynę będzie do niej porównywał. I co zostaje nam, biednym dziewczynom?

- Peter – roześmiała się Mia.

- Jesteś nieczuła – Mary wydęła wargi. – Wolałabym poślubić Puchona.

Dwadzieścia minut później dziewczęta skierowały się do Wielkiej Sali, gdzie już czekali na nie James i Syriusz. Obaj chłopcy mieli na sobie szaty do Quidditcha i Mia podziwiała, jak dobrze leżą one na Syriuszu.

- Spójrz na te piękne czarownice, panie Łapo - uśmiechnął się James, po czym wstał i bezceremonialnie przeszedł po stole, żeby usiąść po jego drugiej stronie, obok Lily. Dziewczyna posłała mu gniewne spojrzenie, po czym wywróciła oczami, kiedy osunął się na ławeczkę obok niej. – Czy nie jesteśmy najszczęśliwszymi czarodziejami w całym czarodziejskim świecie?

- Masz rację, panie Rogaczu. Jesteśmy – Syriusz mrugnął zawadiacko do Mii. – Najszczęśliwszymi na całym świecie, jeśli mogę sobie pozwolić na nieco przesady.

- Tak przeszczęśliwymi, że uznałem to za swój obowiązek, wymknąć się w nocy do Hogsmeade, żeby kupić mojej pięknej czarownicy wspaniały podarunek – kontynuował po chwili Potter. Sięgnął do kieszeni swojej szaty i wyciągnął z niej mały pakunek. Jedno machnięcie różdżką później pakunek osiągnął swoje oryginalne rozmiary.

Lily uśmiechnęła się z zadowoleniem i pokiwała głową.

- Jesteś dobrym chłopakiem, Potter. Wiesz, jak uwielbiam Pióra Cukrowe.

- A gdzie jest mój prezent? – Zapytała ironicznie Mia, patrząc na Syriusza. W rzeczywistości nie spodziewała się niczego.

- Widzisz, poświęciłem dużo czasu, żeby wymyślić, jaki prezent najbardziej by ci się podobał, mój kochany kotku – odpowiedział. Biorąc przykład z Jamesa, przeszedł nad stołem, w pełni świadomie prowokując gniew Lily, która specjalnie wyjęła z ust Cukrowe Pióro, żeby się do niego wykrzywić. – Wiem, że kwiaty i czekoladki uważasz za bezsensowne prezenty.

Zaczekał, aż skinie głową z aprobatą, zanim kontynuował.

- Długo myślałem, co byłoby wyrazem najwyższego uwielbienia, jakie mógłbym ci zaoferować.

- I?

Założyła, że kupił jej jakąś książkę. To był najprostszy sposób, żeby zadowolić Mię i wiedziała o tym cała jej rodzina i wszyscy jej przyjaciele. Remus, mimo że znał ją najlepiej, również kupował jej książki – na szczęście wyłącznie takie, których jeszcze nie posiadała w swojej kolekcji. Syriusz zwykle postępował inaczej, niż wszyscy. Dawał jej coś, co miało dla niej specjalne znaczenie. Jak na przykład niedopasowane kolczyki, które dostała od niego w poprzednie święta Bożego Narodzenia. Albo rodowa bransoletka Potterów, którą dostała od niego Hermiona na swoje dziewiętnaste urodziny. Syriusz nigdy nie decydował się na prosty prezent.

- W końcu zdecydowałem się kupić największe pudło czekoladek, jakie oferowało Miodowe Królestwo – ogłosił po chwili dramatycznej pauzy.

Mia zmarszczyła czoło, zakłopotana. W ogóle nie spodziewała się żadnego prezentu. Nie obchodzili tego dnia żadnego święta ani rocznicy i ona tylko zażartowała o prezencie, jaki chciała od niego dostać.

- Naprawdę? Bezsensowny prezent, a i tak go kupiłeś?

- Tak. A potem dałem w prezencie Lunatykowi, bo dzisiaj wygląda jak kupa – odpowiedział, niespeszony jej zakłopotaniem.

Mia roześmiała się miękko i objęła Syriusza, po czym złożyła na jego ustach soczysty pocałunek. Na Merlina, jak ona kochała tego człowieka.

- Odkładając na bok fakt, że właśnie obraziłeś Remusa – skomentowała po chwili namysłu. – Najlepszym prezentem, jaki kiedykolwiek mógłbyś mi sprawić jest zaopiekowanie się ludźmi, na których mi zależy.

- Bo fakt, że wytatuował sobie na piersi twoje imię nie wystarczy? – Zapytał James, siedzący dokładnie za Syriuszem. Z tonu jego głosu można było wywnioskować, że nie był zadowolony.

- Nie bądź hipokrytą, Jamie – Mia prychnęła, nie zaszczycając swojego brata spojrzeniem. Pozwoliła za to Syriuszowi na składanie na jej ustach kolejnego pocałunku… I kolejnego… I kolejnego…

W końcu sposób, w jaki okazywał jej swoją miłość przerwała profesor McGonagall, która odkaszlnęła wystarczająco głośno, żeby usłyszeli ją Gryfoni siedzący najdalej od stołu nauczycielskiego. Syriusz oderwał się od Mii i uśmiechnął się do zastępczyni dyrektora.

- Co sprawiło, że dzisiaj rano macie takie dobre humory? – Rzucił James, przypatrując się Lily, która w bardzo świadomy sposób ssała swoje Pióro Cukrowe. Chłopak zaczerwienił się.

- Dowiedziałyśmy się, że Frank oświadczył się Alice – odpowiedziała cicho Lily.

- Co!? – Wrzasnął James, momentalnie blednąc.

- Na Merlina… - Jęknął Syriusz i złożył głowę na stole.

Dwie towarzyszące im czarownice tylko wzniosły oczy ku niebu.

- Na Kirke, obaj przesadzacie tak, jak Mary – powiedziała Mia, krztusząc się śmiechem. – Nie musicie się o nic martwić. Frank nie stworzył jakiejś tradycji, do której muszą dostosować się wszyscy chłopcy w Hogwarcie, więc możecie nadal żyć tak, jak żyjecie do tej pory, nie uwiązani do nikogo.

- Stary, co ty, do diabła, wyprawiasz? – Krzyknął James do Franka Longbottoma, który właśnie wszedł do Wielkiej Sali z Alice i odprowadził swoją narzeczoną do grupy dziewcząt, które chciały zobaczyć jej pierścionek.

- No co? – Zdziwił się Frank, obdarzając przyjaciół rozbawionym, zadowolonym z siebie spojrzeniem. – To nie moja wina, że jestem dojrzalszy od was i myślę o przyszłości, zamiast o najbliższym meczu Quidditcha. Muszę mieć na uwadze rozwijającą się karierę i przyszłą żonę.

- Hej! To nie jest zwykły mecz Quidditcha – zauważył Syriusz, a Frank w odpowiedzi tylko zachichotał i potrząsnął głową. – To będzie ten mecz Quidditcha, kiedy mój brat zleci ze swojej miotły. Najważniejsza rzecz pod słońcem.

- Słucham? – Mia uniosła brew.

- Jedyną rzeczą ważniejszą od zrzucenia Regulusa z jego miotły podczas najbliższego meczu Quidditcha jest seks z tobą, żeby uczcić zrzucenie Regulusa z jego miotły – wyznał po chwili Syriusz z tak niewinną miną, że Mia musiała się szczerze roześmiać.

- Hej! – Krzyknął James, posyłając swojemu przyjacielowi mrożące krew w żyłach spojrzenie. – Moja siostra!

- Rżnie się z twoim najlepszym przyjacielem – odpowiedział wulgarnie Syriusz, jednocześnie drwiąco się uśmiechając. – Daj sobie z tym spokój, Rogaczu. Przestanę o tym mówić, jak ty nauczysz się rzucać Zaklęcie Wyciszające.

James zdecydował się odwrócić do Franka. Policzki mu płonęły.

- Dlaczego tak bardzo zależy ci na rozwoju twojej kariery i szybkim znalezieniu żony, Frank? – Zapytał, próbując z całych sił ignorować żarty, które jego kosztem bawiły Mię i Syriusza.

- Zmieniasz temat? – Syriusz uniósł brew. – Subtelnie.

Frank roześmiał się razem z Syriuszem i Mią, ale postanowił ulżyć Jamesowi w jego zażenowaniu i odpowiedział na zadane pytanie.

- Nie chcieliśmy rozgłaszać tego wszem i wobec, ale Alice i ja dostaliśmy się do programu wczesnego szkolenia na Aurorów. Zostaniemy przyjęci do Akademii od razu po zakończeniu szkoły, jeżeli wyniki naszych egzaminów będą wystarczająco wysokie.

James uśmiechnął się szeroko.

- Stary, to fantastyczne wieści! Dobra robota!

- Dzięki.

Syriusz nagle przestał się śmiać, a po jego twarzy przemknął cień. Miękkie, chłopięce rysy, które uwidaczniały się na jego policzkach, kiedy się śmiał ustąpiły miejsca ostrym kształtom dorosłego, zmartwionego mężczyzny.

- Czy ja też powinienem był aplikować wcześniej? Myślałem, że konieczna jest znajomość wyników egzaminów.

- Nadal planujesz tę ścieżkę kariery? Chcesz został Aurorem? – Zapytała Mia, marszcząc brwi.

- A co innego mógłbym robić? Siedzieć na tyłku i wydawać swój spadek?

Musiała przyznać, że rzeczywiście poza murami Hogwartu trwała wojna, ale w jej oryginalnej linii czasowej starszy Syriusz był zadowolony zachowując się właśnie w ten sposób – siedząc na tyłku i nic nie robiąc. Nie potrafiła sobie przypomnieć ani jednej rozmowy, która by dotyczyła jego zatrudnienia albo tego, co będzie robił po wojnie, jeżeli przeżyje.

Przypomniała sobie statystyki, z którymi zapoznała się przed wielu laty, a które dotyczyły liczby Aurorów zabitych podczas Pierwszej Wojny Czarodziejów. Zagryzła zęby na dolnej wardze.

- To nie jest bezpieczne zajęcie. Robię się przez to nerwowa.

- Oj, kotku, martwisz się o mnie? – Syriusz wyszczerzył do niej zęby, pochylił się nad nią i najpierw pocałował w policzek, a następnie w ten wrażliwy punkt za jej uchem, który sprawił, że przyjemny dreszcz przeszedł wzdłuż jej kręgosłupa. Ten dreszcz kiedyś stanie się przyczyną jej śmierci, a ona chętnie śmierć powita, jeśli tylko oznaczałoby to, że Syriusz nigdy nie przestanie tak robić. – Nie martw się o mnie. Będę jednym z najlepszych Aurorów pracujących dla Ministerstwa. Zmienię zasady tej gry. Będę wyłapywał Śmierciożerców i mrocznych czarodziejów. Azkaban nie będzie tym samym miejscem, kiedy już skończę.

Mia zadrżała. Cóż, tu się nie mylisz.

- A mówiąc o Śmierciożercach – szepnęła Alice, wślizgując się na wolne miejsce obok Franka. Położyła na środku stołu rozłożoną gazetę.

James natychmiast ją podniósł, a Syriusz i Mia pochylili się nad Lily, żeby móc razem czytać. Na środku strony widniało zdjęcie kilku poruszających się Aurorów, którzy mieli zdecydowanie posępne miny. Pośród nich znajdowali się Rufus Scrimgeour i Alastor Moody. Pod zdjęciem widniał ogromny podpis:

ATAK ŚMIERCIOŻERCÓW. NIE ŻYJE CZTEROOSOBOWA RODZINA

Zamordowano dwoje dzieci w wieku poniżej dziesięciu lat. Wszyscy członkowie rodziny nosili na swoich ciała dowody długotrwałych tortur, jakim zostali poddani przed śmiercią. W ciągu kilku ostatnich lat docierały do nich informacje o atakach dokonanych przez Śmierciożerców i wszyscy uważnie te informacje śledzili, ale po raz pierwszy pojawiła się wzmianka o dzieciach.

Instynktownie, Mia odwróciła się i spojrzała w kierunku stołu Ślizgonów, którzy, podobnie jak oni, byli pochyleni nad Prorokiem Codziennym. Niektórzy w ogóle nie sprawiali wrażenia zainteresowanych doniesieniami, inni – w tym Barty Crouch Junior – otwarcie się śmiali.

Jej uwagę przykuły jednak dwie inne twarze, wyraźnie wyróżniające się w tłumie Ślizgonów. Na zimnej, prawie pozbawionej emocji twarzy Severusa Snape'a i siedzącego obok niego Regulusa Blacka widać było pierwsze oznaki mdłości i żalu.