Od tłumaczki: Wczoraj kompletnie mi wyleciało z głowy, że miałam dodać nowy rozdział. Usprawiedliwię się wyłącznie tym, że świętowałam swoje urodziny… I w pracy, i w domu… I miałam strasznie zakręcony dzień. Dzisiaj naprawiam swój błąd i wrzucam nowy rozdział. Ten i kolejny są bardzo ważne z punktu widzenia Remusa. Ja to ujmie Dumbledore, współczesny Remus rozpoczyna drogę, by stać się przyszłym Remusem. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 76 – LISTY

17 stycznia 1978

Odkładając na bok zmartwienia, jakich dostarczały im napływające bez przerwy raporty dotyczące aktywności Śmierciożerców i kolejnych morderstw, zajęcia szkolne upływały im szybciej i spokojniej, niż w poprzednich latach. Nie mieli żadnego złego nauczyciela, na korytarzach nie było żadnych Śmierciożerców – może poza Snapem i Regulusem, którzy jednak starali się nie zwracać na siebie uwagi po powrocie z przerwy świątecznej. Nie było żadnych ciał zmaltretowanych przez wilkołaki, żadnych pojedynków na boisku do Quidditcha i żadnych przeklętych mioteł nad jeziorem.

I, co było dziwne, Syriusz i James przestali okładać klątwami Snape'a.

Przynajmniej wtedy, kiedy Lily patrzyła.

W niedługim czasie Mii udało się przekonać przyjaciół, że nadszedł czas, żeby zacząć się przygotowywać do zbliżających się O.W.u.T.e.M.ó.w. Każde z nich miało swój cel w uzyskaniu jak najlepszych wyników egzaminów. Lily, podobnie jak Hermiona Granger, zachowywała się tak, jakby chciała udowodnić Czarodziejskiemu Światu, do czego zdolna jest czarownica urodzona w rodzinie Mugoli. Frank i Alice ciężko pracowali, żeby pokazać, że byli warci szansy, którą otrzymali – bezwarunkowego przyjęcia do Akademii Aurorów od razu po zakończeniu roku szkolnego. Syriusz przyznał, że był nieco zdesperowany, żeby pokazać swój intelekt i talent z jak najlepszej strony, żeby móc dołączyć do swoich przyjaciół w Akademii. Remus potrzebował wyjątkowych wyników, żeby ktokolwiek spoza szkoły mógł usprawiedliwić, dlaczego zatrudnia wilkołaka. James nadal twierdził, że nie wie, co chce robić po szkole poza spędzeniem całego życia z Lily, dlatego powtarzał materiał razem z nią, żeby jej pokazać, że to, co było ważne dla niej, było ważne również dla niego. Mary i Peter jako jedyni mieli problemy z tematami, jakie powtarzali. Ich podejście jednak diametralnie się różniło: podczas gdy Mary z chęcią prosiła nauczycieli o pomoc w zrozumieniu najtrudniejszych zagadnień, Peter obraził się, ponieważ żadne z jego przyjaciół nie zrezygnowało dla niego ze swoich własnych powtórek. Nie przyznał się też żadnemu nauczycielowi, że w ogóle potrzebuje pomocy.

Mia, nie wiedząc, co czeka na nią w przyszłości, ciężko pracowała, mając na uwadze ten sam cel, który sobie obrała przed S.U. – chciała pobić rekord.

Byli tak pogrążeni w powtarzaniu materiału i przygotowaniach do egzaminów, że nawet Walentynki minęły spokojnie, pomimo tego, że dwie pary spędzały je razem po raz pierwszy.

James i Lily wybrali się tego dnia do Hogsmeade, ale wyłącznie oficjalnie, jako Prefekci Naczelni. Trzeba jednak przyznać, że James wyrwał się na moment spod natłoku obowiązków i kupił swojej dziewczynie pudełko Cukrowych Piór.

Syriusz i Mia spędzili ten dzień na zamku, ćwicząc wspólnie praktyczne zagadnienia z dziedziny Obrony przed Czarną Magią. Zdecydowali się tego dnia na zaklęcia bezróżdżkowe i cały dzień rzucali na siebie łagodnie uroki i klątwy.

Jedyny moment, kiedy wszyscy zauważyli, że tego dnia przypadają Walentynki, przypadł z samego rana, kiedy sowy przyniosły pocztę. I pomimo tego, że Mia już dwa razy przeklęła dziewczęta, które chciały przykuć do siebie uwagę Syriusza, chłopak znowu dostał mnóstwo słodyczy. Jednak zamiast zmusić Petera do smakowania czekoladki z każdego pudełka, żeby odrzucić te nasączone eliksirami miłosnymi, Mia machnęła różdżką i wszystko znikło ze stołu.

Jedyne chwile, kiedy siódmoroczni Gryfoni zrezygnowali z powtórek przypadały na ich urodziny.

Pierwsza była Lily, obchodząca swoje święto pod koniec stycznia. James zaczarował stado szpaków – dokładnie osiemnaście sztuk – żeby przez cały dzień dostarczały solenizantce kwiaty. Aby oddać chłopakowi sprawiedliwość, należy wspomnieć, że były to lilie odmiany Stargazer, po jednej za każdy ukończony rok życia.

Urodziny Remusa przyjaciele ponownie świętowali w Pokoju Życzeń, tym razem z whisky, ale bez Veritaserum. Na prośbę Remusa odbył się nieformalny pojedynek czarodziejów. Na koniec długiego turnieju, Lily oszołomiła Jamesa, Alice i Frank ogłosili remis, Syriusz transmutował Petera w kołkogonka, a Mary w niuchacza, natomiast niekwestionowanym zwycięzcą okazał się Remus, który podszedł Mię i pokonał ją Urokiem Galaretowatych Nóżek – jakby nie mógł użyć poważnie brzmiącego zaklęcia.

Niedziela wypadała dwudziestego szóstego marca i zarówno Mia, jak i James nalegali, żeby świętować ich urodziny tego dnia, mimo że w rzeczywistości przypadały następnego. Poniedziałek oznaczał dla nich zarówno zajęcia szkolne, jak i kolejne powtórki do egzaminów, których nie chcieli omijać. Z tego powodu świętowali swoje osiemnaste urodziny w Wieży Gryfonów, dzień wcześniej, niż powinni, otoczeni ludźmi, którzy byli dla nich najważniejsi na świecie.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

27 marca 1978

Poniedziałkowe popołudnie Mia i Remus spędzali razem w bibliotece, pochyleni nad podręcznikami do Starożytnych Runów. Co jakiś czas z niepokojem spoglądali na stos książek, których jeszcze nawet nie tknęli. Poplamione atramentem palce Mii zaczynały drętwieć i za każdym razem, gdy dziewczyna strzelała kosteczkami, Remus zaczynał chichotać i przez moment dawał oczom odpoczywać od skomplikowanych tekstów.

Zerknął na jej pergamin, w myślach sprawdzając tłumaczenie. Częściowo zależało mu na tym, żeby nie popełniła żadnego błędu, ale z drugiej strony zauważał subtelne różnice między swoim i jej tłumaczeniem. Nie był tak zadufany w sobie, żeby uważać, że jego translacja była jedyną poprawną wersją, wobec czego chętnie przyswoił sobie subtelności zawiłego tłumaczenia, którego autorką była najlepsza uczennica w ich klasie.

- Gapisz się – wymamrotała do niego.

- Tylko zerkam – poprawił ją z uśmiechem.

Zachichotała.

- Dupek.

- Wiedźma – też się zaśmiał i z uwagą obserwował, jak poprawiła swoje tłumaczenie, przytknęła różdżkę do pergaminu i wymazała pomyłkę.

Ziewając, przeciągnął się i spojrzał za okno. Gdyby się wystarczająco mocno skoncentrował, byłby w stanie dostrzec Jamesa i Syriusza krążących nad boiskiem do Quidditcha, ćwiczących przed nadchodzącym meczem przeciwko Ślizgonom. Nadchodzące egzaminy nie miały znaczenia, gdyby miało się okazać, że James i Syriusz opuszczą Hogwart bez idealnego wyniku w Quidditchu. Remus parsknął śmiechem, gdy dotarło do niego, że nadchodząca gra sprawi, że Gryfoni i Ślizgoni zakończą ostatni rok w szkole w jeszcze gorszych stosunkach, niż kiedykolwiek.

Odwrócił się do Mii, chcąc sprawdzić, czy skończyła tłumaczyć tekst, który pojawił się na ich ostatnim próbnym egzaminie, kiedy jego uwagę przykuł ruch na jej skórze.

Przekrzywił głowę i zagapił się przerażony na odsłonięte przedramię Mii, na którym – niczym pisane niewidzialnym piórem – pojawiały się głęboko zaznaczone litery.

Remus otworzył usta, żeby o to zapytać, wiedziony głównie ciekawością, ale wstrzymał oddech, kiedy litery ułożyły się w całe słowo.

Szlama.

Coś go ścisnęło w piersi, kiedy przyglądał się temu napisowi, wyrytemu w skórze jego najlepszej przyjaciółki.

- M… Mia?

- Sekundę – wymamrotała. Koniuszkiem języka dotknęła kącika ust, kiedy z wielką koncentracją wpatrywała się w tekst. – Remusie, trzy ostatnie runy nie są staro-nordyckie. Możesz to odgadnąć po ich brzmieniu… Co się stało?

Remus wskazał dłonią jej ramię i z trudem powstrzymał mdłości.

- Mia, co to jest?

Spojrzała na pergamin, ale dopiero, gdy Remus złapał jej ramię i podciągnął na wysokość jej wzroku, zdała sobie sprawę z tego, o czym mówił.

- Kurwa…

Remus głośno wciągnął powietrze. Widok blizny w ogóle jej nie zaskoczył.

- Kurwa? Mówisz tylko „kurwa"? Nie wrzeszczysz z przerażenia, bo słowo… Właśnie to słowo… Pojawiło się znienacka na twoim ciele?

Jego coraz głośniejszy ton przyciągał niechcianą uwagę. Pani Pince spojrzała na nich wrogo.

Mia rzuciła czarownicy przepraszające spojrzenie, po czym złapała Remusa za rękę i zmusiła, żeby ponownie usiadł. Chłopak sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że stoi. W rzeczywistości odskoczył od niej, jakby była przeklęta.

- Nie miałeś tego zobaczyć. Nikt nie miał… I jeszcze pojawiła się w moje urodziny… To okropne! Jak w ogóle mogłam zapomnieć, jakiego dnia to się wydarzyło?

- Masz zamiar mi to wyjaśnić? – Warknął głośno Remus, zdziwiony każdym mijającym momentem, kiedy Mia nie panikowała.

Pani Pince odkaszlnęła znacząco i rzuciła im kolejne wrogie spojrzenie.

- Ja… - Mia zaczęła, urwała i westchnęła. – Remusie, pamiętasz, jak błagałam ciebie i Syriusza, żebyście nauczyli się Oklumencji? Spróbowałeś kiedyś?

- Nie – przyznał.

- Remusie! – Syknęła w odpowiedzi. – Przez wiele lat was o to prosiłam, a nawet ty nie spróbowałeś przyswoić bardzo przydatnej umiejętności? Do wszystkich diabłów, przecież trwa wojna!

- Mia, ja nie muszę się tego uczyć – wyjaśnił. – Jestem wilkołakiem.

Spojrzała na niego ze zdumieniem.

- A co to ma do rzeczy?

- Gdyby jakiś Legilimenta próbował się dostać do mojej głowy, usłyszałby wyłącznie Lunatyka – odwrócił wzrok od jej ramienia. – Więc wydostałby z mojego mózgu jakiekolwiek informacje wyłącznie w przypadku, gdyby płynnie mówił po wilczemu.

Jej oczy rozjarzyły się z ulgi, gdy przyciągnęła ramię do siebie i przycisnęła do swojego ciała.

- Naprawdę? Czy to zostało przetestowane?

- Profesor Dumbledore próbował mnie odczytać przed tym, jak skończyłem jedenaście lat – powiedział, przypominając sobie, jak dyrektor bez zapowiedzi pojawił się w ich domu. – Mama myślała, że był włamywaczem i próbowała rozbić mu na głowie pogrzebacz. A potem na parter zszedł mój tata. Dumbledore, oczywiście, uniknął wszystkich ataków, usiadł z nami w salonie i zaproponował mi naukę w Hogwarcie. Podejrzewam, że użył na mnie Legilimencji, żeby się dowiedzieć, jak bardzo oddzielony jestem od Lunatyka. Kiedy mój tata zapytał Dumbledore'a, co widział w moim umyśle, dyrektor powiedział, że nie zrozumiał absolutnie nic. Roześmiał się później, mówiąc, że na szczęście nikt nie mówi po wilczemu, więc nikt nic nie znajdzie w mojej głowie.

- Dzięki temu wszystko będzie łatwiejsze! – Mia rozpromieniła się, złapała go za rękę i pociągnęła w kierunku wyjścia z biblioteki. – Chodź ze mną. Muszę ci coś pokazać.

Zaciągnęła go ciemnymi korytarzami do Wieży Gryfonów.

Remus czekał na nią cierpliwie w Pokoju Wspólnym, podczas gdy Mia poszła po coś do swojego dormitorium. Kiedy wróciła, trzymała w dłoniach złożony pergamin. Chociaż patrząc na sposób, w jaki go dotykała, równie dobrze mogła trzymać w dłoniach złoto goblinów. Z pewną dozą nerwowości wyciągnęła dłoń przed siebie i podała mu pergamin.

Widząc jej niespokojne spojrzenie, delikatnie odebrał od niej i otworzył list. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy to data, wykaligrafowana w rogu: 19 września 1998.

Czytał słowa zapisane dziwne znajomym charakterem pisma, a jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, gdy zapoznawał się z historią – bo to nie mogła być prawda, - którą trzymał w swoich rękach. Podróże w czasie, Departament Tajemnic, Niewymowni i Świstokliki. Ta historia była zbyt wymyślna, ale jednocześnie zbyt dokładna. Syriusz był wspomniany nie raz, a dwa razy – wyglądało na to, że w obu sytuacjach znajdował się w niebezpieczeństwie. List mówił o wojnie, przeznaczeniu i kimś, kto nazywał się Harry.

I dopiero słowa zapisane na samym końcu listu powiedziały Remusowi to, czego nie chciał przyznać.

Twój oddany i posłuszny przyjaciel,

Remus

- To… To nie może być prawda!

- Ale to jest prawda – potwierdziła Mia.

- Tak naprawdę masz na imię Hermiona? – Zapytał, patrząc na nagłówek. Skinęła głową, a w jej oczach pojawił się smutek i melancholia. Wyglądała tak, jakby nie podobał się jej sposób, w jaki jej imię spłynęło z jego ust.

Po chwili się uśmiechnęła.

- Jamie stwierdził, że nie jest w stanie go wymówić, więc skrócił je do „Mia".

- Przecież nienawidzisz przezwisk – wytknął jej.

- Ale kocham Jamiego.

- Ja… To znaczy… - Zawahał się, patrząc na słowa, które według niej były prawdą zapisaną jego pismem. – Czy to prawda?

- Tak. Każde słowo jest prawdziwe. Domyślam się, że masz pytania.

- Nie więcej niż tysiąc – westchnął, ostrożnie złożył list i oddał jej. Wzrokiem błagał ją, żeby zabrała od niego pergamin, bo nie chciał ponownie patrzeć na te słowa.

Nie spędził dużo czasu na czytaniu o podróżach w czasie. Udało mu się znaleźć tylko kilka odniesień, a nawet wtedy Remus nigdy nie myślał poważnie o tej dziedzinie magii. Dotykanie jej listu wydawało się mu złe i niebezpieczne.

- Chciałabym móc na nie odpowiedzieć – przyznała ze smutkiem Mia.

Remusowi nagle przypomniała się kłótnia, którą odbyli ponad rok temu na szczycie Wieży Astronomicznej. Mia przyszła wtedy do niego, do łóżka i wyjaśniła, dlaczego nie może podać mu żadnych szczegółów dotyczących swoich blizn.

- Dumbledore – rzucił wściekle. – Nie możesz mi nic powiedzieć. Dosłownie nie możesz, prawda? Nałożył na ciebie jakieś zaklęcie. Powiedziałaś mi to w zeszłym roku.

Mia skinęła głową. W jej oczach błyszczały łzy. Ten smutny, zdesperowany wyraz jej czekoladowych oczu sprawił, że coś się poruszyło w jego duszy. Po raz pierwszy poczuł, że dyrektor traci jego zaufanie.

- Nie mogę nawet nic napisać – wytłumaczyła, ocierając rękawem oczy.

Remus całym sercem był z nią. Zastanawiał się, co tak naprawdę przed nimi skrywa, jak wielki ciężar niesie na swoich ramionach i jak długo będzie musiała się pod nim uginać. I co ważniejsze, dlaczego Dumbledore upierał się, żeby Mię uciszyć? Co jedna czarownica mogła wiedzieć o przyszłości, że…?

- Nic nie rozumiem! Dlaczego ja miałbym odesłać się w czasie? Na Merlina, i to za dwadzieścia lat od teraz – zamrugał oczami, gdy nagle do niego dotarło, że przeżył tak długo. Zawsze mu się wydawało, że śmierć czyha na niego za rogiem, szczególnie biorąc pod uwagę trwającą wojnę. Zaczął się zastanawiać nad prawnymi uregulowaniami dotyczącymi podróży w czasie. Mimo swojej szczątkowej wiedzy na ten temat, pamiętał, że Ministerstwo ściśle regulowało takie podróże. – Dlaczego to zrobiłem? Prawa rządzące czasem są… Byliśmy w Departamencie Tajemnic? Co Syriusz tam robił? Dlaczego musiałaś ratować go na swoim trzecim roku? I kim, do diabła, jest Harry?

Mia jęknęła, gdy przytłoczyła ją ilość jego pytań. Palcami przeczesała włosy.

- Na Merlina, gdybym wiedziała kilka lat temu, że twoja lykantropia czyni cię odpornym na Legilimencję, powiedziałabym ci wszystko. Chciałabym powiedzieć ci wszystko. Albo chociaż cokolwiek.

- Spróbuj – poprosił ją. Nie mogła po prostu pokazać mu tego listu, a potem zostawić samego, żeby wszystko zrozumiał. Pokładała w nim zbyt dużo zaufania. Nie był na to wystarczająco sprytny. Ponownie wskazał dłonią jej ramię. – Mia, nie możesz tego tak na mnie zrzucać. Skąd pochodzi ta blizna?

Chyba zdążyła już o niej zapomnieć, bo warknęła na jej widok. Wyciągnęła różdżkę i wydłużyła rękawki swojej bluzki tak, aby przykryły jej brzydotę.

- Zostałam zaatakowana przez Ś… Śmierciożercę.

Remus zwrócił uwagę, że słowa z trudem przeszły przez jej usta. Jakby próbowała jakimś cudem ominąć limity, jakie narzuciło na nią zaklęcie Dumbledore'a.

- W przyszłości? – Zapytał, a ona skinęła głową. – Wiec dlaczego…?

Nie potrafił w myślach dokończyć tego pytania, ale samo „dlaczego" powinno w tym wypadku wystarczyć. Dlaczego to wszystko się zdarzyło?

- To skomplikowane pytanie.

Mia westchnęła.

- Mi to mówisz? To ja nie mogę nic powiedzieć.

- Szkoda, że ja nie znam sztuki Legilimencji – Remus przeczesał palcami włosy. – Wtedy mógłbym tylko zajrzeć do twojej głowy i wszystko byś mi pokazała.

- Jesteś geniuszem!

Ponownie Remus znalazł się w sytuacji, kiedy młoda czarownica prowadziła go za rękę ciemnymi korytarzami Hogwartu. Tym razem jednak nie oponował. Jego umysł i ciało były od siebie oderwane. Złapał się na rozważaniach dotyczących podróży w czasie, prawdopodobieństw, możliwości i strasznych konsekwencji, gdyby coś poszło nie tak.

Kilka minut później oboje znaleźli się w gabinecie Dumbledore'a. Stary czarodziej wpatrywał się w nich oboje z uprzejmym zainteresowaniem. Wstał, żeby ich przywitać, po czym wskazał obojgu krzesła stojące przed biurkiem pokrytym bibelotami.

- Panno Potter, panie Lupin, co za miła niespodzianka. Miałem posłać po panią później, panno Potter, bo mam dla pani prezent urodzinowy. Cóż, może nie do końca prezent, ale chciałbym oddać pani coś, co jakiś czas temu od pani pożyczyłem.

- Coś pożyczonego? Ma pan na myśli mój…? – Mia spojrzała na mężczyznę z nadzieją i wyciągnęła dłoń, na której po chwili spoczął pakunek.

- Tak – Dumbledore uśmiechnął się. – Niestety, nie udało mi się znaleźć w nim nic przydatnego.

Mia zmarszczyła brwi i wepchnęła paczuszkę do kieszeni szaty, nie wspominając, co zawierała.

- Dziękuję, proszę pana. A skoro już o tym mówimy, wypłynęły nowe okoliczności – podciągnęła rękaw i pokazała dyrektorowi bliznę.

Dumbledore spojrzał na nią poważnym wzrokiem.

- O, moja droga…

Gdy spojrzenie błękitnych oczu dyrektora przesunęło się na Remusa, chłopak skurczył się w sobie, jakby zrobił coś złego i został na tym przyłapany. A przecież tak nie było. A może jednak? Jego przyszłe wcielenie podstępem wysłało młodą czarownicę w przeszłość. A to było według niego okropne, niegodziwe, niemoralne, a przede wszystkim nielegalne.

- Rozumiem, że nadszedł czas, aby współczesny pan Lupin rozpoczął przemianę w pani przyszłego pana Lupina?

Mia skinęła głową.

- Tak, panie profesorze. Remus wyjaśnił mi, że z powodu swojej lykantropii żaden Legilimenta nie będzie w stanie odczytać jego myśli. Pokazałam mu list i chciałabym odpowiedzieć na jego pytania za pomocą Myślodsiewni.

- Bardzo ciekawy sposób na ominięcie Zaklęcia Prawdy, panno Potter. W taki sposób nie będzie musiała pani nic mówić ani pisać na temat przyszłości – zauważył Dumbledore.

Mia nie pokazała na swojej twarzy żadnej emocji, ale w sposób bardzo przypominający Remusowi Doreę uniosła brew. I mimo, że najodważniejsi Gryfoni kulili się pod jej spojrzeniem, Dumbledore nawet nie drgnął. A Remus miał nieodparte wrażenie, że powinien był.

- Nie spodziewałem się, że będzie pani chciała po prostu pokazać komuś przyszłość.

- Cóż… Powiedziano mi, że w tej linii czasowej jestem dość przebiegła – odpowiedziała spokojnie, a kąciki jej ust drgnęły.

- Widzi pani – Dumbledore uśmiechnął się do niej. – Zawsze uważałem, że Ceremonia Przydziału jest dokonywana za wcześnie.

- A zatem to prawda? – Przerwał im Remus. – Mia naprawdę pochodzi z przyszłości?

- Rzeczywiście, to prawda – Dumbledore skinął głową. – Zanim pozna pan pewne szczegóły dotyczące przyszłości, chciałbym pana prosić, żeby pańskie pytania dotyczyły wyłącznie tego, czego się pan już dowiedział lub w niedługiej przyszłości się dowie, czyli listu i blizn panny Potter.

Obaj spojrzeli na Mię, która w tej chwili mocno przyciskała do siebie pergamin, zupełnie inaczej niż w Wieży, gdzie traktowała list z delikatnością i czułością.

- Przyszłość jest bardzo delikatna. I mimo, że list sugeruje, iż przyszłości nie można zmienić, nie zamierzam tego ryzykować, bez względu na powody. Jeśli chodzi o przyszłość, położyłbym własne życie na szali, czy pan rozumie, panie Lupin?

- Chodzi o wojnę, prawda? – Zapytał Remus, zostawiając sobie na później zastanawianie się, czy przypadkiem dyrektor właśnie mu bardzo subtelnie nie zagroził.

Musiało chodzić o wojnę. W jakim innym przypadku Albus Dumbledore położyłby swoje życie na szali? List Mii – list Remusa, jeśli miał być szczery – wspominał o wojnie, o straconych życiach i o tym, że mimo najszczerszych starań i chęci, ona nie będzie w stanie nic zmienić i nikogo ocalić. Według jego przyszłego wcielenia, odesłał Mię w czasie, bo został o to poproszony.

- Mia wie, co się stanie i pan nie chce, żebym przypadkiem lub celowo zdradził się przed kimkolwiek.

- Dokładnie, panie Lupin – przyznał Dumbledore.

- Jeśli przyszłość jest lepsza, a wojna się skończyła… - Remus zawahał się, gdy na myśl przyszło mu ostatnie wydanie Proroka Codziennego. Trzy dni temu brutalnie zamordowano rodzinę goblinów, przynajmniej siedmioro Mugoli zaginęło z czarodziejskich wiosek, nie wspominając już o bezpardonowym ataku przed siedzibą Ministerstwa Magii, w którym zginęło dwóch Aurorów i trzech przypadkowych przechodniów. – Też nie chciałbym ryzykować tego wyniku. Bez względu na wszystko. Rozumiem, o co chodzi, proszę pana.

- Bardzo mnie to cieszy. I chociaż osobiście wierzę w dane przez pana słowo, i doskonale wiem, że nie można przeciwko panu użyć Legilimencji, nawet pan nie jest odporny na inne zaklęcia, tortury i Veritaserum. Wydaje mi się, że z tym ostatnim oboje państwo są doskonale zaznajomieni?

Mia i Remus zdecydowali się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego.

- Jak unikniemy tego ryzyka? – Zapytał Remus,

- Dzięki przysiędze. Wieczysta Przysięga uchroni wszystkie sekrety przyszłości przed odkryciem – odpowiedział stanowczo Dumbledore.

- Nie! – Mia zerwała się z krzesła i stanęła między Remusem i Dumbledorem, jakby uważała, że drobna czarownica będzie w stanie obronić umysł swojego przyjaciela przed najpotężniejszym czarodziejem stulecia. – Dyrektorze, on przez to zginie.

- I może właśnie z tego powodu nie będzie chciał zdradzić żadnych szczegółów dotyczących tego, co zobaczy – wyjaśnił Dumbledore tak lekko, że włoski na karku Remusa zjeżyły się. – Ale jest dodatkowa korzyść. Wieczysta Przysięga nie pozwoli pani, panno Potter, ujawnić rzeczy, które pan Lupin chciałby zmienić, kładąc swoje życie na szali i łamiąc Przysięgę.

Remus zwrócił uwagę na to, jak Mia niebezpiecznie zmrużyła oczy. Oczywiście, że musiała wiedzieć coś o przyszłości, co sprawiłoby, że Remus podjąłby pewne działania. Spróbował oczyścić umysł z niepotrzebnych myśli. Ona nie będzie mu mogła powiedzieć o niektórych rzeczach, on zostanie związany przysięgą, która zamknie mu usta. Więc jaki był w ogóle sens w tym, żeby się czegokolwiek dowiedział? Już w tym momencie żałował, że w ogóle poznał jej sekret.

- Jego życie jest dla pani nieco ważniejsze, niż dla niego.

Remus zauważył groźbę w spokojnych słowach dyrektora. Dumbledore używał go jako narzędzia, które powstrzyma Mię przed ujawnieniem zbyt wiele. I nawet pomimo tego, że Remus nie troszczył się o swoje życie, wiedział, że z jej powodu nigdy nie pozwoli wystawić się na śmiertelne niebezpieczeństwo.

- Jestem gotowy.

Mia odwróciła się do niego, błagając go wzrokiem, żeby wspólnie z nią sprzeciwił się woli dyrektora. Remus jednak był spokojny, wiedząc, że gdy złoży swoje życie w jej ręce, ona bardzo dokładnie przemyśli to, co chce mu ujawnić w kwestii przyszłości.

- Niech będzie – zgodziła się, wyraźnie wściekła. – Ale Remus zostanie zaprzysiężony mnie, a nie panu.

Posłała dyrektorowi mordercze spojrzenie, a on tylko skinął głową.

- Nie widzę problemów. Jeżeli oboje sobie tego życzycie, chętnie posłużę państwu jako świadek.

Bez dalszego wahania Remus i Mia chwycili się za dłonie. Wzrok dziewczyny spoczął na różdżce Dumbledore'a, która dotknęła ich złączonych rąk.

- Czy ty, Remusie Lupin, przysięgasz zatrzymać dla siebie wszystkie sekrety dotyczące przyszłości, które dzisiaj zostaną przed tobą ujawnione? – Zapytała, podnosząc swoje czekoladowe oczy na niego.

- Przysięgam – odpowiedział i z różdżki Dumbledore wystrzelił cieniutki płomyczek, który owinął się wokół ich dłoni jak rozżarzony drut.

- Czy przysięgasz rozmawiać o tych sekretach wyłącznie z osobami, które o nich wiedzą – zawahała się na moment. – I przysięgasz wyjawić całą prawdę Syriuszowi Blackowi za piętnaście lat?

Tak starannie i dokładnie sformułowała to pytanie, że Remus zaczął się zastanawiać, co może się stać w ciągu kolejnych piętnastu lat i dlaczego przez ten czas Syriusz nie dowie się prawdy od Mii.

- Przysięgam – odpowiedział mimo wszystko i z uwagą obserwował drugi płomyczek, który owinął się wokół pierwszego i ich połączonych dłoni.

- Czy przysięgasz zdawać się na mój osąd, kiedy chodzi o przyszłość i sprawy z nią związane?

- Przysięgam – skinął głową i zobaczył, jak trzeci płomyczek dołącza do pozostałych dwóch, wiążąc ciasno ich dłonie. Jednocześnie życie Remusa zostało związane Wieczystą Przysięgą do sekretów, które przysiągł chronić.