Od tłumaczki: Jesteśmy w połowie opowieści (łącznie 154 rozdziały). Wow! To niesamowicie dużo. I ten rozdział ma właściwie ogromne znaczenie dla opowieści. Poza ostatnimi kilkoma zdaniami jest raczej radosny, wyjawiający wiele spraw. A te ostatnie kilka zdań. W końcu, niestety, musiało do tego dojść.

Miłego czytania i do zobaczenia za tydzień

ROZDZIAŁ 77 – DŁUGA OPOWIEŚĆ

27 marca 1978

Remus stał naprzeciwko płytkiej, kamiennej misy z wygrawerowanymi na brzegu runami. Część jego umysłu chciała się bliżej przyjrzeć tym znakom i przetłumaczyć je, ale z drugiej strony jego głowa była pełna pytań dotyczących aktualnej sytuacji, w jakiej się znalazł i nie miał czasu na coś tak prostego, jak Starożytne Runy. W środku misy znajdowała się substancja, która nie była cieczą, ani gazem, a wyglądała jak ich mieszanka. Jasna, biało-srebrzysta substancja bezustannie wirowała, jakby powierzchnię muskał niewidoczny wiatr. Nigdy wcześniej nie widział z bliska Myślodsiewni. Były zbyt drogie, żeby mógł je zobaczyć w zwykłym sklepie.

Za nim stała Mia, koncentrująca się na swoich wspomnieniach, a obok niej znajdował się Dumbledore, który swoją różdżką wyciągał z jej głowy srebrzyste nitki. Zawahała się na moment, sprawdzając, czy wspomnienia nadal są w jej głowie. Musiała się upewnić, że dyrektor je skopiował, a nie usunął całkowicie.

Dyrektor umieścił wszystkie nitki w sporej fiolce. Kiedy skończyli, zbliżyli się do Remusa. Dumbledore wlał zawartość fiolki do misy, przyglądając się z uwagą, jak wspomnienia wirują w nieznanej substancji.

- Czy mógłby pan zdjąć ze mnie Zaklęcie Prawdy lub chociaż nieco je zmodyfikować, żebym była w stanie odpowiedzieć na pytania Remusa? – Zapytała grzecznie Mia.

Dla Remusa było oczywiste, że cały czas była wściekła i tylko udawała uprzejmą, żeby uzyskać od dyrektora dokładnie to, czego chciała.

- Oczywiście – Dumbledore skinął głową i machnął różdżką nad jej drobną postacią.

Chwilę później Mia, stojąca obok Remusa, nakazała mu pochylić się nad misą. W momencie, gdy jego twarz dotknęła powierzchni nieznanej substancji, pomieszczenie zachwiało się, a on został rzucony w ciemność. Gdy już odnalazł się wewnątrz wspomnienia, Mia znowu stała obok niego i się do niego uśmiechała.

- Wszystko w porządku?

- To wszystko nadal wydaje mi się nieco nierealne – przyznał.

- Podejrzewam, że będziesz się czuł podobnie jak ja, gdy zostałam nagle rzucona do roku 1971. Nie uwierzysz, jak zszokowana byłam, widząc ciebie, Jamesa, Lily i Syriusza – zachichotała, pomimo smutnego wyrazu twarzy. – Chociaż „zszokowana" to niedopowiedzenie stulecia.

- To znaczy, że znasz nas wszystkich w przyszłości? Chciałem powiedzieć, na pewno znasz mnie, skoro to ja cię odesłałem… - Remus kontynuowałby, ale Mia uniosła dłoń i wskazała scenę, która właśnie się rozwijała przed ich oczami.

- Obejrzysz zaraz zestaw moich wspomnień. Wybrałam takie, które odpowiedzą na większość twoich pytań, ale jednocześnie nie zdradzą zbyt wiele – wyjaśniła, wchodząc w przestrzeń, która wyglądała jak Skrzydło Szpitalne Hogwartu. Pomieszczenie było spowite w ciemności. – Odpowiem na te pytania, na które mogę. Ale…

Urwała, gdyż jej uwagę przyciągnęła wysoka postać, siedząca na brzegu szpitalnego łóżka.

- Co? – Zapytał nerwowy Remus.

- Wybaczysz mi, że tak długo to wszystko przed tobą ukrywałam? – Szepnęła.

Remus zmarszczył brwi, przypominając sobie, jak na nią naskoczył za ukrywanie przed nim prawdy. Obarczył ją niesamowitym poczuciem winy. Czuł nie jeszcze gorzej, wiedząc, że Syriusz zachowywał się wobec niej tak samo.

Uśmiechnął się surowo.

- Wierząc mojemu listowi, ciebie nie można o nic obwiniać.

- Niech ci będzie. Zaraz zobaczysz najgorsze sceny z mojego życia – otarła łzy z oczu. – W taki sposób zyskałam moje blizny.

Remus chciał zapytać o wyjaśnienie, ale właśnie wtedy jego uwagę przykuł szept w ciemnościach.

- Co się ze mną stało?

- Nie jesteśmy pewni. Dostałaś potężną klątwą. Neville i Harry powiedzieli nam, że Śmierciożerca, który cię przeklął, został wcześniej uciszony. Prawdopodobnie dzięki temu nadal żyjesz.

- Czy to ja? – Zapytał Remus, słuchając głosu w ciemnościach. – Nie widzę swojej twarzy. Dlaczego siedzimy w ciemnościach?

Odwrócił się do Mii, która łagodnym, sentymentalnym wzrokiem wpatrywała się w ukrytą w cieniu postać.

- Jesteśmy w Skrzydle Szpitalnym – wskazała dłonią postać leżącą w łóżku szpitalnym. – Byłam nieprzytomna przez kilka dni i nie chciałeś rozjaśniać świateł, żeby nie przysparzać mi bólu głowy.

- Ile mamy lat?

- To będzie bardzo niezręczna rozmowa.

Zmrużył oczy.

- Dlaczego?

- W tym wspomnieniu ja mam szesnaście lat – wyjaśniła szybko. Kontynuowała po chwili, prawdopodobnie obliczając coś w myślach. – Ty masz trzydzieści sześć.

- Jestem dwadzieścia lat starszy od ciebie? – Jego oczy rozszerzyły się w absolutnym szoku. Jego umysł zalała fala wspomnień, nad którymi nie miał żadnej kontroli. Zbyt wiele wiązało się z Pokojem Życzeń i nocami pod fałszywym księżycem w pełni, kilka dotyczyło nocy spędzanych w zaciszu łóżka w Wieży Gryfonów, a jedno rozgrywało się w ciemnej alejce, w mugolskim Londynie. Remus poczuł, jak jego policzki czerwienieją. Ukrył twarz w dłoniach, a Mia zachichotała.

- Technicznie rzecz biorąc, kiedy przybyłam do roku 1971 byłam osiem lat starsza od ciebie. Dostałam Eliksir Odmładzający, żeby móc uczyć się w szkole wraz z wami i żeby być adoptowaną przez Potterów bez przyciągania do siebie niechcianej uwagi. Więc przestań narzekać na różnicę wieku – położyła dłoń na jego ramieniu, ściągając na siebie jego uwagę. – Poza tym, czarodzieje i czarownice żyją ponad sto lat. Czym jest dwadzieścia lat w porównaniu do życia, które może trwać całe stulecie?

- Czy mogę zobaczyć?

Mia, albo dziewczyna, którą kiedyś była – czy może kiedyś będzie? – czekała na odpowiedź starszego Remusa, który jednak nic nie mówił. Niecałą minutę później bezgłośnie zapalił swoją różdżkę i podał jej do ręki.

Remus z zainteresowaniem przyglądał się tej scenie. Dziewczyna z wahaniem przyjęła różdżkę – różdżkę, którą rozpoznał jako własną – i światło przesunęło się po jej twarzy.

- Na Merlina, ona wygląda zupełnie, jak…

- Ona to ja – wytłumaczyła Mia. – Moja przeszłość: Hermiona Granger.

Dziewczyna leżąca na łóżku – Hermiona Granger – próbowała uśmiechnąć się do starszego mężczyzny, zanim przeniosła uwagę na bandaże okrywające jej drobne ciało. Remus uśmiechnął się z zadowoleniem, kiedy zauważył, że jego starsza wersja odwróciła się od niej, chcąc zapewnić jej odrobinę prywatności. Napływ intymnych wspomnień nagle stał się łatwiejszy do zniesienia, kiedy zrozumiał, że w przyszłości nie wykorzystał swojego powiązania z Mią Potter, żeby wymusić cokolwiek na Hermionie Granger.

Remus zmarszczył brwi, widząc, jak przyglądała się długiej bliźnie na swoich żebrach. Remus doskonale znał tę bliznę. Głęboka, długa i purpurowa, znaczyła jej jasną, miękką, skórę. W bardzo intymny sposób dotykał tej blizny, całował ją. Mia nigdy nie wyglądała na zasmuconą widokiem tej blizny, ale dziewczyna na łóżku była roztrzęsiona. Załzawionymi oczami wpatrywała się w skazę i pochlipywała pod nosem.

Instynktownie próbował coś powiedzieć, jakby mógł przynieść płaczącej dziewczynie ukojenie, ale starszy Remus go uprzedził.

- To tylko blizna, Hermiono. „Im głębiej ból przenika wasze istnienie, tym większą radość możecie w nim pomieścić".

W tym momencie scena rozwiała się przed ich oczami.

- Byliśmy blisko?

- Byliśmy przyjaciółmi – skinęła z namysłem głową. – Szanowałam cię i lubiłam bardziej niż wielu innych przyjaciół, chociaż nie mogę ci powiedzieć, dlaczego. Mimo, że nie byliśmy wtedy tak blisko, jak jesteśmy teraz, kochałam cię. Byłeś moim przyjacielem i zrobiłabym dla ciebie wszystko.

- Kim są Neville i Harry? – Zapytał, przypominając sobie, że w ich krótkiej rozmowie padły oba imiona, a Harry'ego wspominał również list.

Mia zmarszczyła brwi.

- Nie jestem pewna, czy powinnam ci powiedzieć.

- Złożyłem Wieczystą Przysięgę – wytknął.

- Neville jest synem Alice i Franka.

Remus z uśmiechem przyswoił tę informację.

- Wow. Jaki jest?

- Genialny, jeśli tylko dać mu szansę – odpowiedziała słodkim tonem, którym zwykle mówiła o Jamesie. Remus już w tym momencie mógł stwierdzić ze stuprocentową pewnością, że Mia traktowała syna Franka i Alice jak rodzinę. – Jest tak podobny do ojca, że nawet mnie to zdziwiło. Był bardzo bliskim przyjacielem. Pierwszą osobą, którą spotkałam w pociągu do Hogwartu. Można powiedzieć, że był moim pierwszym przyjacielem.

- A Harry? – Dopytywał Remus, wyrywając ją z rozważań o przeszłości.

- Harry – wymówiła jego imię, prawie się krztusząc łzami. W jej głosie pobrzmiewało tak wiele emocji, że Remus zaczął się zastanawiać, czy Harry nie był przypadkiem jej chłopakiem. Albo kochankiem. – Jak ja mogę wyjaśnić ci, kim jest Harry?

Mia odetchnęła głęboko i szeroko się uśmiechnęła.

- Harry James Potter.

Remus się rozpromienił.

- Rogacz ma syna? A kto jest…?

- Lily – Mia skinęła głową. – Jest do nich bardzo podobny. Wygląda jak James, ale ma oczy Lily. Dokładnie tak.

Nie zdawała sobie sprawy z tego, że znowu zaczęła płakać i przestraszył ją gest Remusa, kiedy chłopak chciał otrzeć z policzka jej łzy.

- Był moim najlepszym przyjacielem. A przynajmniej był nim przed tobą. Przed tym, jak zostałam odesłana w czasie.

Chciał zapytać o Harry'ego, dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Chciał zapytać, czy James i Lily mieli więcej dzieci i jakie te dzieci były. Chciał zapytać o siebie samego, o Syriusza i Petera, i ich rodziny. Oczywiście, on na pewno nie miał żadnej rodziny i prawdopodobnie Syriusz też się nie ustatkował, biorąc pod uwagę jego Więź Duchową z Mią, ale był pewny, że przynajmniej Peter kogoś sobie znalazł. Nie miał jednak okazji zadać żadnego z tych pytań, bo scena się zmieniła przed ich oczami.

Stali na szczycie Wieży Astronomicznej, która wyglądała, jakby ktoś zamknął w niej stado hipogryfów. Podłoga pokryta była kurzem, pyłem i odłamkami kamieni. Dziewczyna z tumanem gęstych włosów przechylała się przez barierkę.

- Hermiono, wszystko w porządku? Pokaż mi swoje ramię.

- To… To ja – powiedział bardzo świadomy tego faktu Remus. W końcu mógł przyjrzeć się swojemu przyszłemu wcieleniu przy lepszym świetle i chłopak drgnął, widząc nowe blizny, zmarszczki i posiwiałe włosy. – Wyglądam…

- Tak dobrze, jak zawsze – dokończyła szeptem Mia zza jego pleców.

Odwrócił się do swojej przyjaciółki, która z zachwytem wpatrywała się w jego przyszłą osobę.

- Wow – westchnęła po chwili. – Zapomniałam o tym. Tak dawno cię nie widziałam. To znaczy, starszego ciebie.

- To nic takiego – stwierdziła Hermiona, przyciskając do siebie zranione ramię. – Trafił mnie rykoszet. Gdyby ciebie nie było obok, mogłabym być w gorszym stanie.

- Co to znaczy „gdyby ciebie nie było obok"? – Zapytał Remus, przyglądając się, jak jego starsze wcielenie delikatnie bada jej ranę. Spojrzał na Mię, która nieświadomie dotykała trójkątnej blizny na swoim ramieniu. To o nią się pokłócili, kiedy jeszcze ze sobą chodzili.

- Przypadkiem zostaliśmy wciągnięci w pojedynek – wyjaśniła. – Nie byłam wystarczająco uważna i to ty odciągnąłeś mnie z pola bitwy.

- Zostałaś ranna w walce? – Dopytywał starszy Remus. – Dlaczego tego nie wyleczyłaś?

- Wyczyściłam ranę – odpowiedziała Hermiona. – Zagoi się naturalnie.

- Pani Pomfrey powinna mieć w Skrzydle Szpitalnym wyciąg z dyptamu.

- Nie, ja… Chcę, żeby została blizna. Muszę pamiętać.

- Jak długo trwa ta wojna?

- Dłużej, niż chciałabym o tym mówić – przyznała ze smutkiem, a jej oczy ponownie wypełniły się łzami. – Przez jakiś czas jest spokojniej, ale… Kontynuujmy.

Sceneria ponownie się zmieniła.

Zamiast ciemnej Wieży Astronomicznej przywitał ich widok dużego, dobrze oświetlonego salonu.

- Musisz mi obiecać, że podejdziesz do tego na spokojnie. Pamiętaj, że dla mnie to się już wydarzyło i jestem bezpieczna, teraz i tutaj – powiedziała szybko i chwyciła jego dłoń. Uścisnęła ją mocno i nie puściła, jakby się obawiała, że Remus będzie chciał uciec.

- Postaram się – obiecał, w odpowiedzi również ściskając jej rękę. Zastanawiał się, czy potrzebowała jego wsparcia, czy może oferowała jemu swoje.

- Stójcie! Zabierzcie wszystkich poza szlamą i Syriuszem. A zdrajcę krwi trzymajcie z daleka od Pottera!

Zielone oczy Remus błysnęły złotem, kiedy zobaczył zawieszonego w powietrzu, znajomego czarnego psa, związanego magią. Dziewczyna, która w tej linii czasowej miała na imię Hermiona była zdecydowanie w największym niebezpieczeństwie. W dodatku była wychudzona i miała na sobie ubranie, które od dawna nie widziało pralki. Wyglądała, jakby wojna odcisnęła na niej swoje piętno. Niewinna i skrzywiona. Remus zrozumiał, dlaczego Mia była tym, kim była. Została wykuta w ogniu.

- Skąd wzięliście ten miecz? – Zanim Hermiona mogła odpowiedzieć na to pytanie, Łapa zaczął się rzucać w powietrzu, próbując wyzwolić się z więzów. Szczekał jak opętany, generując jak największy hałas. Jego szczeknięcia odbijały się od marmurowych ścian i podłóg, prawie zagłuszając krzyki wzywające Hermionę z drugiej strony salonu.

Remus nie rozpoznawał tego głosu.

- Zabierzcie go do innej komnaty. Ja sama poradzę sobie z dziewczyną. Nie usłyszę jej odpowiedzi, jeśli on będzie robił tyle hałasu.

Wysoka, jasnowłosa kobieta wpatrywała się ze zdumieniem w Hermionę.

- Bella, ta dziewczyna…

- Czy to jest…? – Zaczął Remus, przyglądając się kobiecie, która była bardzo podobna do kuzynki Syriusza. I chociaż minęło kilka lat od kiedy widział Narcyzę, ta czarownica była od niej zdecydowanie starsza.

Zanim Mia potwierdziła jego przypuszczenia, odpowiedział ktoś inny.

- Narcyzo, idź już. Draco, idź z matką.

Remus z uwagą obserwował, jak Lucjusz Malfoy najpierw krzyknął na Narcyzę, a następnie na młodego chłopaka, który wyglądał prawie jak ojciec, ale nie miał w spojrzeniu tyle nienawiści. Chłopak prychnął, ale złapał swoją matkę pod ramię i zaciągnął do komnaty przylegającej do salonu. Machnął różdżką i zawieszony w powietrzu Syriusz ruszył z nimi.

Remus zrobił krok do przodu – może chciał iść za Łapą i uwolnić go z jego więzów – ale Mia mocno trzymała jego dłoń i przyciągnęła go z powrotem do siebie.

- Bądź cicho, Remusie. Musimy to wszystko obejrzeć.

Zauważył, że bardzo szybko oddychała. Gdy się skoncentrował, usłyszał, że jej serce w szalonym rytmie uderza o żebra.

- Dokąd zabrali Łapę?

- Zapytam jeszcze raz! Skąd wzięliście ten miecz? Skąd?

- Znaleźliśmy go… Znaleźliśmy… BŁAGAM! – Krzyczała Hermiona.

- Kłamiesz! Crucio!

- Nie! – Wrzasnął Remus, przyglądając się bezsilnie, jak jego najlepsza przyjaciółka była poddawana torturom na jego oczach. Kiedy czarnowłosa wiedźma zakończyła swoje zaklęcie, uklękła obok Hermiony i wyciągnęła sztylet. I nagle dziewczyna znowu krzyczała z bólu, kiedy ostrze wbijało się raz za razem w jej miękkie ciało.

Remus nie mógł dłużej na to patrzeć. Poczuł mdłości, a kiedy spojrzał na Mię, zauważył, że przygląda się tej scenie spokojnie, z dumą, chociaż jego wilkołacze zmysły wychwyciły jej przyspieszone tętno.

- Nie rozumiem tego. Dokąd zabrali Jamesa? – Zapytał, przypominając sobie, że czarnowłosa wiedźma kazała trzymać Hermionę i Syriusza z dala od Pottera. – Dlaczego mnie tam nie ma?

- Bo twoim zadaniem nie było chronić mnie – odpowiedziała cierpliwie Mia.

- Oczywiście, że to jest moje zadanie! – Krzyknął. Jej słowa zabrzmiały w jego uszach jak bluźnierstwo. – To nasze zadanie! Naszym zadaniem jest chronić…

- Nie, Remusie. Twoim zadaniem nie było chronić mnie.

Zbladł. Oddech uwiązł mu w gardle. Nadzieja i strach walczyły w jego sercu, bo to mogło oznaczać tylko jedno… Ze świstem wciągnął powietrze do płuc.

- Partnerka?

Mia uśmiechnęła się.

- Tak.

- Ale ja…

- Powinniśmy kontynuować – przerwała mu. – Masz jakieś pytania dotyczące listu?

Remus ledwo rozumiał jej słowa, bo jego mózg zawiesił się na przetwarzaniu jednej informacji: miał przeznaczoną sobie kobietę. Wiedział o tym od czasu pierwszej nocy, którą spędził z Mią, wiele lat temu. Walczył z tym, ale Mia zawsze go pocieszała i obiecywała mu, że gdzieś tam czeka na niego wyśniona kobieta. A czuła się tak pewnie, bo w rzeczywistości wiedziała, że w końcu ją znajdzie. Mia wiedziała, że w przyszłości byli razem. Gdzieś tam czekał na niego ktoś… Ktoś stworzony dla niego. Ktoś, kogo mógłby ochraniać i o kogo mógłby się troszczyć. Ktoś, kto pasowałby do niego tak, jak Syriusz pasuje do Mii. Nadzieja zatriumfowała w jego sercu i załagodziła mdłości spowodowane poprzednim wspomnieniem. Pozbierał się, bo musiał zadać jej jeszcze kilka pytań.

- Dlaczego cię odesłałem? – Wyrzucił z siebie.

- Wychodzi na to, że ja cię o to poprosiłam.

- Kiedy?

- Teraz. Teraz cię o to proszę, Remusie – spojrzała mu prosto w oczy. – 19 września 1998 roku znajdziesz się w posiadaniu Zmieniacza Czasu, który jednocześnie posłuży jako Świstoklik. Dasz go w prezencie urodzinowym Hermionie Granger i bez jej wiedzy wyślesz ją do roku 1971. Dokładnie, do 1 sierpnia 1971. Zaczarujesz Świstoklik w taki sposób, żeby dostarczył mnie do klasy Obrony przed Czarną Magią.

Zmarszczył brwi.

- Bez twojej wiedzy?

- Tak. W innym przypadku nie przyjęłabym twojego prezentu. Ja… Hermiona była bardzo uparta, jeśli chodziło o podróże w czasie. Ona by nie zrozumiała, dlaczego ja musiałam wrócić.

- A czy ty… Nie jesteście tą samą osobą? – Potrząsnął głową. – Nie mogę tego zrobić. To tylko niewinna dziewczyna.

- Musisz – nagle Mia spojrzała na niego surowo. – Jeżeli nie odeślesz w przeszłość Hermiony Granger, Mia Potter przestanie istnieć. Hermiona nie stanie się mną. Nie poznałabym ciebie, nie kochałabym ciebie… Nie zaprzyjaźniłabym się z Lily, nie byłabym siostrą Jamesa, nie zakochałabym się w Syriuszu.

W tym momencie załamała się fasada, za którą skrywała swoje prawdziwe emocje. W jej oczach błyszczała panika. Była tak przerażona, że jej strach zaczął się udzielać jemu. Złapała jego koszulę w swoje drobne, zgrabne piąstki i kontynuowała błagalnym głosem.

- Musisz mi obiecać… Obiecaj, Remusie, że bez względu na to, co się stanie, odeślesz mnie w przeszłość. Muszę wrócić w czasie. Nie mogę sobie pozwolić, żeby nie przeżyć tego życia. Potrzebuję ciebie, Jamiego i Syriusza!

Remus wolno pokiwał głową, zastanawiając się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie było w nim Mii. Pamiętał, kiedy po raz pierwszy zajął przedział w pociągu do Hogwartu. Był przerażony – nie tylko tym, że jego tajemnica mogłaby wyjść na jaw, ale również tym, że mógłby kogoś skrzywdzić. Mia wszystko zmieniła. A przede wszystkim, zmieniła jego.

Kiedy skinął głową, odetchnęła z ulgą i upadła prosto w jego ramiona. Instynktownie ją objął.

- Wszystko będzie w porządku, Mia. Nie stracę cię.

Sceneria znowu się zmieniła i znaleźli się w dużej, słabo oświetlonej bibliotece. Remus uśmiechnął się, widząc, jak Hermiona Granger obdarza jego starsze wcielenie uściskiem. Niedaleko nich stał wysoki, czarnowłosy czarodziej, który również się uśmiechał.

- To jest Syriusz? – Remus zachichotał na widok przyjaciela. – Na Merlina, spójrz na niego. Nie potrafi się trzymać z daleka od salonów tatuażu.

Patrzył, jak Mia z tęsknotą wpatruje się we wspomnienie. Jej palce drżały, jakby chciała je wyciągnąć i poczuć pod nimi skórę Syriusza. Nigdy nie wątpił, że Mia kochała Syriusza, ale było dla niego boleśnie jasne, że kochała go na długo przedtem, kiedy spotkali się jako dzieci. Remus był pewien, że Mia kochała współczesnego Syriusza, ale tęskniła za Syriuszem, na którego teraz patrzyła i Remus zrozumiał, że jego też kochała.

- Tej nocy mnie odesłałeś – Mia wskazała pudełko opakowane czerwonym papierem. – Tam ukryłeś Zmieniacz Czasu.

- Pozwól, że otworzę twój prezent, skoro już tu jesteś.

- Nie. Zaczekaj, aż wyjdziemy. To bardzo… Nietypowy prezent. Bardzo prywatny. Chodzi mi o to, że może ci się nie spodobać. Kiedy zobaczymy się następnym razem, możesz mi powiedzieć, czy ci się spodobał.

- Spodobał mi się – powiedziała Mia, patrząc jasnym wzrokiem na Remusa.

- Wszystko w porządku? – Zapytała cicho Hermiona.

- Mam nadzieję, że tak.

Remus przyglądał się, jak starszy Remus uśmiechnął się do dziewczyny i odwrócił w kierunku wyjścia z biblioteki. Zanim przestąpił przez próg, położył krzepiąco dłoń na ramieniu Syriusza.

Hermiona zmarszczyła brwi.

- Wszystko z nim w porządku?

- Ma dużo na głowie – odpowiedział Syriusz. – Ostatnio sporo wspominaliśmy. Czasami bardzo intensywnie.

Wzruszył ramionami i przeszedł przez całą długość biblioteki, żeby znaleźć się blisko niej. Sięgnął do jej ręki, na której błyszczała bransoletka i przyciągnął ją do siebie.

- Już prawie północ.

- Czy to jest takie ważne? – Zapytał Remus.

- Następnego dnia po moich urodzinach mieliśmy porozmawiać o Więzi Duchowej, o nas – wyjaśniła, a po jej twarzy przemknął cień, kiedy patrzyła na wspomnienie. – Ja sama wiedziałam o niej od jakiegoś roku i byłam mocno skołowana. Syriusz wiedział, ponieważ wie teraz i obiecał, że mi wszystko wyjaśni, ale… Ale zostałam rzucona w przeszłość i nigdy nie mieliśmy okazji porozmawiać. Uważam, że we dwóch to zaplanowaliście.

- Właściwie chciałem cię o coś zapytać od dłuższego czasu… Mia? – Remus westchnął. Przenosił wzrok między Mią i wspomnieniem Syriusza i Hermiony. – Dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś, że ciebie i Syriusza łączy Więź Duchowa?

- Szczerze? Nie wiem. Na początku sama nie wiedziałam, co to oznacza. Później nie wiedziałam, czy powinnam ci o tym mówić, bo nie miałam pojęcia, czy wiesz w przyszłości. A w końcu wszystko się po prostu zrobiło zbyt skomplikowane.

Remus skinął głową. Rozumiał.

- Zanim zagłębimy się w opowieści o starożytnej magii i porozmawiamy jak dorośli, pozwolisz staremu psu na chwilę zapomnienia?

Remus otworzył szeroko oczy, widząc starszego, zniszczonego przez życie Syriusza, pochylającego się i całującego młodą czarownicę. Nie mogła być dużo starsza, niż Mia aktualnie była, a Syriusz musiał się zbliżać do czterdziestki. Przez moment poczuł się nieswojo i odwrócił się, by spojrzeć na Mię, ta jednak wpatrywała się w scenę, jakby była jej niezbędna do przeżycia. Nagle dotarło do niego, że to wspomnienie znalazło się w zestawie nie tylko dla niego. Ona musiała to zobaczyć. Ona musiała sobie przypomnieć.

- Wszystkiego najlepszego, kotku – wyszeptał Syriusz. – Cokolwiek by się stało, obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa.

- Syriuszu, nie rozumiem…

- Nie, porozmawiamy jutro. Otwórz prezent od Remusa. Przygotowywał go od bardzo dawna.

- Tęsknisz za Syriuszem Blackiem – wyszeptał Remus. – Powiedziałaś to, kiedy zmusiliśmy ciebie i Syriusza do wypicia Veritaserum, aby skonfrontować wasze uczucia. Miałaś na myśli jego, prawda? Starszego Syriusza.

- Jeżeli jeszcze coś powiesz o różnicy wieku, przeklnę cię – zagroziła, nawet na niego nie patrząc.

Remus zachichotał. Wierzył w jej groźby.

- Nie powiem ani słowa – wrócił myślami do jej listu. – Piszę, że już kiedyś korzystałaś ze Zmieniacza Czasu? Żeby ocalić Syriusza?

- Wpakował się w kłopoty – odpowiedziała napiętym tonem.

- Jest w tym najlepszy – parsknął śmiechem. Odczuwał zadowolenie, że w przyszłości niezmienna zostanie chociaż jedna rzecz: Syriusz nadal będzie Syriuszem. – A Departament Tajemnic?

- To bardzo długa historia. Sądzę, że lepiej ją przeżyć.

- Kogo stracimy? Kto zginie podczas wojny?

Mia spuściła wzrok.

- Wiesz, że nie mogę ci powiedzieć. Już raz próbowałam naprawić przyszłość i moje działania miały skutek odwrotny do zamierzonego. Dumbledore powiedział… Mama powiedziała, że nie wolno mi niczego zmieniać. Tak, wiedziała. Mama wiedziała o wszystkim – potrząsnęła głową, okazując frustrację. – Nawet gdybym chciała, nie mogłabym nic zmienić. Wykonałam wszelkie możliwe obliczenia numerologiczne i nigdy wynik nie był korzystny. Gdybym zdecydowała się podjąć takie działania i rzeczywiście zmieniłabym przyszłość, pogorszyłabym wszystko. Poza tym, prawdopodobnie by mi się nie udało.

- Dlaczego?

- Bo w rzeczywistości czas jest zapętlony. Tak właśnie jest napisane w liście. Gdybym w jakiś sposób doprowadziła do zmiany przyszłości, mogłoby się okazać, że nigdy w moje ręce nie trafi Zmieniacz Czasu. Gdyby tak się stało, nigdy bym nie wróciła do przeszłości, żeby ją zmienić – sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła małe pudełko, które przekazał jej Dumbledore. Otworzył je i pociągnęła za złoty łańcuch. Wyciągnęła Zmieniacz Czasu i pokazała go Remusowi.

Wyglądał jak mała klepsydra otulona srebrem. W środku miała niebieski piasek, który wyglądał jak zamrożony. Z wahaniem dotknął Zmieniacza Czasu i dokładnie obejrzał. W oczy rzuciła mu się runa wyryta u dołu.

- Predestynacja – powiedział, spojrzał na Mię i dostrzegł, że się uśmiechnęła. – Nie mam pojęcia, jak byłaś w stanie to wszystko ogarnąć rozumem.

- Miałam siedem lat, żeby do tego przywyknąć – wzruszyła ramionami. – I w międzyczasie kilka rzeczy mnie rozproszyło. Wiesz, że przez dwa lata spotykałam się z wilkołakiem? A mój aktualny chłopak ma bardzo wysokie wymagania.

Remus parsknął śmiechem, zgadzając się z nią.

- Dlatego szpiegowałaś Ślizgonów? Niektórzy są Śmierciożercami, prawda?

- Tak.

- Czy jesteśmy w niebezpieczeństwie? Skoro są na zamku?

- Nie wiem. Jestem pewna wyłącznie trzech nazwisk, z których dwójka na pewno przejdzie na naszą stronę. Obaj są niesamowicie ważni. W rzeczywistości, gdybym mogła komuś wybaczyć, wybaczyłabym im dwóm. Jest jeszcze ktoś, ale… - Mia zamknęła oczy i przygryzła policzek. Zauważył, że robiła to, kiedy była wściekła. – Nie mogę nic zrobić. Znając przyszłość, znajduję się w ogromnym niebezpieczeństwie. Gdyby Sam-Wiesz-Kto się dowiedział…

- Rozumiem – Remus przerwał jej, bo nie chciał, żeby zaczęła myśleć o okropnościach, jakie mógł jej zgotować Sam-Wiesz-Kto. – Dlaczego ja? Dlaczego nie powiedziałaś Syriuszowi? Albo Jamesowi, czy Lily?

- Bo tobie ufam ponad wszystko – odpowiedziała bez wahania. – Jesteś moim najlepszym przyjacielem i masz nad nimi tę przewagę, że twoich myśli nie da się odczytać.

Zamilkła na dłuższą chwilę.

- Syriusz reaguje zbyt emocjonalnie i jest do dupy, jeśli chodzi o Oklumencję. James tak samo. A Lily zadawałaby za dużo pytań.

Remus ponownie skinął głową, zgadzając się z nią.

- Czy w przyszłości jesteśmy szczęśliwi?

- Za nami jest sporo nieszczęścia. Ale w końcu docieramy do tak wspaniałego momentu, którego nie zamieniłabym na nic na świecie. Kocham moje życie w tej linii czasowej, ale często śnię o przyszłości. Tęsknię za nią.

- Za przyszłym Syriuszem – Remus parsknął śmiechem, gdy sobie coś przypomniał. – Tego dnia, kiedy zerwaliśmy, powiedziałaś mi, że śniłaś o przyszłym Syriuszu, a patrząc na ten pocałunek…

- To skomplikowane.

- Właśnie widzę – roześmiał się. – Jest dwadzieścia lat starszy od ciebie.

- Dziewiętnaście, jeśli mamy być dokładni. I miałeś nie narzekać na różnicę wieku – spojrzała na niego spod przymkniętych powiek. – Uwierz mi, ty nie masz nic do gadania jeśli chodzi o różnicę wieku.

- Co? – Zamrugał. – Ale powiedziałaś… I widziałem przecież… Ty i ja nie jesteśmy… To znaczy, w przyszłości nie będziemy…?

- Słucham? – Mia uniosła brew. – Nie! Ale twoja partnerka jest od ciebie odrobinę młodsza.

- Naprawdę? – Zaczął się zastanawiać, ile lat młodsza od niego będzie ta kobieta. Początkowo przeraziła go idea starszego siebie w związku z młodszą Hermioną, ale po tym, jak zobaczył Hermionę i Syriusza musiał przyznać Mii rację, że różnica wieku nie miała znaczenia. – Kim ona jest? Możesz mi ją pokazać?

- Wiesz, że nie mogę. Ale… Kiedy nadejdzie odpowiedni czas, nie bój się jej. Nie bój się zakochać – poprosiła z głębi serca.

Remus skinął głową z uśmiechem.

- A zatem jeśli w przyszłości nie jesteś Mią, co się stało pomiędzy teraźniejszością i przyszłością? Gdzie się podziała starsza Mia Potter?

- Nie wiem. To jest ta część, którą będziemy musieli przeżyć.

- Niewiarygodne.

Przeczesał palcami włosy, zastanawiając się, w jaki sposób miał żyć z tą wiedzą. Jak miał normalnie patrzeć na Syriusza, wiedząc, kim stanie się w przyszłości? Cieszył się, że nie pokazała mu nikogo innego. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak za dwadzieścia lat będą wyglądali James i Lily. Chciał jednak dowiedzieć się więcej. Chciał zobaczyć swoją przyszłą partnerkę, chciał zobaczyć syna Jamesa i syna Franka i Alice. Zwrócił jednak uwagę, że Mia bardzo starannie wybrała wspomnienia, które chciała mu pokazać. Poza jedną sceną z Syriuszem, pokazała mu tylko prywatne momenty, w których rozmawiała właśnie z nim.

- A zatem przez cały czas podążałaś za moimi wskazówkami? – Spojrzał na list, który Mia nadal trzymała w dłoni. – Żyłaś swoim życiem i…

Urwał i spojrzał na nią rozpromienionym wzrokiem.

- Twój tatuaż! Wytatuowałaś moje słowa na swoim ramieniu!

Uśmiechnęła się.

- Tak właśnie zrobiłam.

- Wow – chichot Remusa powoli przekształcał się w donośny śmiech. W pewnym momencie, chłopak zaczął się krztusić.

- Co cię tak śmieszy? – Zapytała podejrzliwie.

- Syriusz… Syriusz był taki dumny z tego, że wytatuowałaś sobie na skórze jego imię, a okazuje się, że moje słowa miałaś wytatuowane dużo wcześniej.

Mia zarumieniła się. Jej czerwona twarz była wystarczająco dobrze widoczna nawet pomimo półcienia pasującego w odmętach Myślodsiewni. Najwidoczniej nie miała pojęcia, że Syriusz pochwalił się przyjaciołom.

- Cholerna plotka! To nie jest rozmowa, którą chętnie z nim przeprowadzę – uderzyła Remusa w ramię, kiedy nie przestawał się śmiać. – Pozbądź się tego uśmieszku, Lunatyku.

- Dobrze, dobrze – wziął głęboki, uspokajający oddech. – Co teraz zrobimy?

- Muszę znaleźć jakiś sposób, żeby wytłumaczyć pozostałym, skąd się wzięła ta blizna – spojrzała na swoje ramię i zmrużyła oczy. – Podczas przerwy wielkanocnej zniknę na jakiś czas i powiem, że zaatakowali mnie Śmierciożercy.

Dobry humor natychmiast znikł z twarzy Remusa. Potrząsnął głową.

- Nie możesz tego zrobić – stwierdził. – Mia, jeśli Syriusz dowie się, że ktoś cię zaatakował, wpadnie w furię. James też. Będą winić siebie. Ja bym winił. Cały czas się winię.

Rzeczywiście, winił przyszłego siebie za to, że nie było go z Syriuszem i Mi… Hermioną, gdy zostali zaatakowani i przetransportowani do Dworu Malfoy'ów.

- Coś wymyślę. Powinniśmy już iść – Mia uniosła różdżkę do góry i ponagliła Remusa, żeby zrobił to samo. Kiedy to zrobił, poczuł, jak coś wyciąga go z Myślodsiewni i po chwili stał pewnie w gabinecie dyrektora.

Remus odwrócił się do Dumbledore'a, który wydawał się w ogóle na nich nie czekać. W dłoniach trzymał list, a z jego oczu zniknął radosny błysk, z którego był znany. Remus zmarszczył brwi i zrobił krok w kierunku starego czarodzieja.

- Panie dyrektorze? Czy wszystko w porządku?

- Niestety, nie – odpowiedział Dumbledore, patrząc ze smutkiem na list. – Czy bylibyście państwo tacy uprzejmi i sprowadzili do mnie pannę Evans?

Mia zbladła.

- Co się stało?

- Doszło do wypadku – wyjaśnił Dumbledore. – Rodzice panny Evans zmarli ubiegłej nocy.