Od tłumaczki: Prezentuję bardzo słodko-gorzki rozdział. Trochę łez, trochę śmiechu, trochę śmiechu przez łzy. O Huncwotach, o Watasze… O Rodzinie przez wielkie „R". Miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 78 – MUGOLE I MAPY
30 marca 1978
Harold i Aster Evans zginęli w wypadku samochodowym w ich rodzinnej miejscowości, Cokeworth. Odjechali kilka przecznic od swojego domu, kiedy ich samochód stracił sterowność i uderzył w słup telefoniczny. Mugolska policja nie znalazła żadnych śladów hamowania, śladów opon na jezdni, czy udziału innych samochodów. Żadne z rodziców Lily nie znajdowało się pod wpływem środków odurzających i nie było żadnych poszlak wskazujących, że któreś z nich zostało do czegoś zmuszone wbrew swojej woli – żadnych poszlak możliwych do znalezienia przez Mugoli, oczywiście. Jedyną pociechą w tej tragedii była informacja, że państwo Evans śmierć ponieśli na miejscu, nie cierpiąc długo.
Lily była zdruzgotana. Profesor Dumbledore pozwolił Mii towarzyszyć przyjaciółce w podróży siecią Fiu do domu znajomej Charłaczki, która mieszkała w Surrey. Uprzejma, starsza kobieta, w której Mia rozpoznała panią Figg ze swojej oryginalnej linii czasowej, powitała je po drugiej stronie kominka i pozwoliła Lily skorzystać z telefonu, żeby dziewczyna mogła skontaktować się z Petunią i Vernonem Dursley'ami. Siostra Lily zapewniła szybko, że zajmuje się przygotowaniami do pogrzebu i że odciska to spore finansowe piętno na niej i jej świeżo poślubionym małżonku. Zapewniła jednak, że Lily nie ma się czym martwić, bo Petunia wszystkim ma wszystko pod kontrolą. Dwie czarownice następnie powróciły do Hogwartu, gdzie Lily została zwolniona z zajęć, aby w spokoju rozpaczać nad stratą. James sam się z zajęć zwolnił, żeby zająć się swoją dziewczyną, odmawiając opuszczenia jej w takim ciężkim okresie.
Nie wiadomo, czy to z powodu tego, że chodziło o prefektów i Prefektów Naczelnych, czy może dyrektor miał miękkie serce w kwestii Gryfonów, ale Dumbledore zgodził się, żeby Mia z przyjaciółkami i Huncwoci towarzyszyli Lily podczas pogrzebu.
Mia zdecydowała się wziąć na siebie trudne zadanie, jakim było dopilnowanie, żeby wszyscy czarodzieje czystej krwi prezentowali się odpowiednio na mugolskim cmentarzu. Transmutowała ich szaty w długie, czarne płaszcze, po czym sprawiła, że spodnie chłopców i sukienki dziewcząt również przyjęły tę ponurą barwę. Tylko Syriusz wygladał bardzo nie na miejscu. Zerknąwszy na chłopaka ubranego w elegancki garnitur, Lily zaśmiała się po raz pierwszy od otrzymania smutnych wieści o swoich rodzicach. Natychmiast też zaczęła go prosić, żeby zmienił strój na swoje zwyczajowe jeansy i skórzaną kurtkę.
Całą grupą dotarli do Punktu Aportacyjnego w Cokeworth i skierowali się w stronę niewielkiego cmentarza, o którym poinformowała siostrę Petunia. Nie było żadnych mów pogrzebowych, żadnych historii opowiadanych nad grobem. Było mało kwiatów i jeszcze mniej ludzi. Pojawił się tylko ksiądz, który odprawił króciutką mszę nad podwójnym nagrobkiem i nagle było po wszystkim.
- Przywitam się z moją siostrą – Lily uśmiechnęła się ze smutkiem do przyjaciół. Wszyscy skinęli jej w odpowiedzi głowami, decydując się zaczekać na nią na swoim miejscu. Zanim powrócą do Hogwartu, chcieli się upewnić, że siostry załatwią między sobą wszystko, co miały do załatwienia.
Mia zmrużyła oczy, patrząc na Vernona, gdy Lily skierowała się ku swojej siostrze.
- Uszy do góry, panowie – wymamrotała do Syriusza, Jamesa, Remusa i Petera.
Lily zbliżyła się do Petunii, której oczy były tak samo zaczerwienione, jak jej młodszej siostry, ale wyraz twarzy miała dużo chłodniejszy. Nie zmieniła go nawet wtedy, kiedy Lily oplotła ją ramionami i mocno uściskała.
- Dziękuję, że się wszystkim zajęłaś. Wiem, że mama i tata mieli pieniądze odłożone na wszelki wypadek, ale zdaję sobie sprawę z tego, że pogrzeb również was obciążył finansowo. Obiecuję, że gdy tylko skończę szkołę, zwrócę wam połowę poniesionych kosztów.
Vernon prychnął z niesmakiem, jakby właśnie usłyszał szyte grubymi nićmi kłamstwo.
Słysząc ten dźwięk, Syriusz ruszył przed siebie, ale przytrzymali go mocno James i Remus. Gdy chciał zaprotestować przeciwko takiemu traktowaniu, Mia go uciszyła.
- W porządku, Lily – odpowiedziała krótko Petunia. – Nie ma takiej potrzeby.
- Możemy innym razem o tym porozmawiać – zgodziła się Lily, zostawiając ten temat na później. – Tak sobie myślałam… Może wrócimy do domu, żeby chwilę razem posiedzieć, powspominać. Mój dyrektor dał mi cały dzień wolny… Prawdę mówiąc, mam wrażenie, jakbyśmy nie rozmawiali od wieków.
- My wracamy do naszego domu – powiedział z naciskiem Vernon.
- A dlaczego nie możecie pójść do domu rodziców? – Zapytała Lily, próbując w jakiś sposób dotrzeć do tego upartego, żałosnego człowieka.
- Nie możemy tam iść, ponieważ… - Petunia zawahała się. – Dom już do nas nie należy. Przynajmniej nie w całości.
- O czym ty mówisz? To cały czas jest nasz dom. Tylko dlatego, że mama i tata odeszli, nie znaczy, że… Że to już nie jest nasz dom.
- Chodzi o to, że Vernon i ja planujemy go sprzedać. Dzisiaj rano podpisaliśmy umowę z deweloperem, który chce wykupić całe sąsiedztwo – wyjaśniła Petunia, odwracając wzrok.
- O, nie – wymamrotała Mia.
- Czy powinniśmy…? – Zaczął James, próbując zrobić krok do przodu, ale Mia go zatrzymała. Miała nadzieję, że siostry wyjaśnią tę kwestię między sobą. Wiedziała, że Vernonowi nie spodobałoby się, gdyby któreś z nich podjęło jakieś kroki i spowodowałoby to tylko poszerzenie się przepaści między Lily i Petunią.
- Sprzedajesz dom? – Wrzasnęła piskliwie Lily. – Jak możesz?
- Dostaliśmy go w spadku razem z Vernonem, a my już zaczęliśmy układać sobie życie w Surrey – Petunia zmrużyła napuchnięte oczy. – Nie potrzebujemy dodatkowego domu, szczególnie tak starego. I w takiej okolicy.
- Ty pochodzisz z tej okolicy, więc nie zadzieraj nosa. To był nasz dom! Tam się wychowałyśmy! – Lily wybuchła płaczem.
- Ja się tam wychowałam – odpowiedziała gorzko Petunia. – To nie był twój dom od kiedy wyjechałaś do tej… Do tej szkoły dla dziwadeł!
Lily puściła obraźliwe słowa mimo uszu, próbując dowiedzieć się czegoś więcej o swoim domu rodzinnym.
- I dlaczego mama i tata zostawili ten dom tylko tobie? To nie ma żadnego sensu!
- W momencie, kiedy ostatni raz zmieniali zapisy w testamencie, ty byłaś niepełnoletnia. Tak mi się wydaje – Petunia wzruszyła ramionami. – Na Boga, nie rozumiem, dlaczego przyprowadziłaś ze sobą tych ludzi.
Petunia spojrzała ponad ramieniem Lily na Syriusza, który właśnie zapalił papierosa mugolską zapalniczką, przyciągając natychmiast uwagę Franka i Mary.
- Odłóż to – mruknęła Mia.
- To moi przyjaciele. Są tu, żeby mnie wspierać – odpowiedziała Lily, zasmucona faktem, że Petunia woli ją ignorować. – Skoro sprzedałaś dom, gdzie są moje rzeczy?
- Spakowane i gotowe do przewiezienia tam, gdzie sobie życzysz.
- Gdziekolwiek sobie życzę… Dobre. Bo oczywiście mam wolny dom, w którym mogłabym zamieszkać – wrzasnęła, a koniuszki jej włosów zaiskrzyły.
James miał tego dość i zdecydowanym krokiem obszedł Mię i podszedł do swojej dziewczyny.
- Za kilka miesięcy kończę szkołę. Co będę miała wtedy zrobić? – Zapytała Lily i na twarzy Petunii przez moment pojawiła się troska, ale szybko przykryła ją obojętna maska. – Gdzie niby będę się miała podziać? Jesteś przecież moją siostrą!
- Jak śmiesz podnosić głos na moją żonę? – Vernon zrobił krok do przodu i z niesmakiem spojrzał na Lily. – Nie rozumiesz, że właśnie pochowała swoich ukochanych rodziców?
Mia poczuła, jak ramię Syriusza zaciska się wokół jej talii. Chłopak mamrotał pod nosem, że trzeba pozwolić Jamesowi rozprawić się z sytuacją.
- To byli też moi rodzice, ty… - Głos Lily drżał od tłumionej wściekłości. – Ty… Brudny Mugolu!
- Lily – James pociągnął dziewczynę za rękę i objął mocno. – Uspokój się, kochanie.
Vernon zaczerwienił się, widząc ich uścisk.
- A kim ty jesteś?
- James Potter – odpowiedział James, odwrócił się lekko i wyciągnął przed siebie otwartą dłoń. Miał jeszcze wątłą nadzieję, że będąc uprzejmym dla tego ogromnego człowieka, uda mu się uratować relację dwóch sióstr. – Jestem chłopakiem Lily.
- Potter – Vernon prychnął, patrząc na dłoń Jamesa, której nie zamierzał uścisnąć. – Jesteś jednym z nich, prawda?
- Dobrym człowiekiem? Tak. Ale rozumiem twoje problemy w rozpoznawaniu dobrych ludzi – James warknął w odpowiedzi, a jego chęć by być uprzejmym momentalnie wyparowała.
Vernon obnażył zęby i zrobił kolejny krok w kierunku Jamesa i Lily, przygotowując się na fizyczne starcie.
- Posłuchaj mnie, dziwadło…
Mia warknęła. Syriusz wetknął papierosa między wargi i korzystając z tego, że ma obie ręce wolne, przerzucił sobie prychającą dziewczynę przez ramię.
- Mary, zabierz jej różdżkę – wymamrotał do jasnowłosej czarownicy, która wykonała polecenie i wyciągnęła z kieszeni przyjaciółki kawałek drewna.
A ponieważ Mia nadal nie chciała spokojnie się ułożyć na jego ramieniu, Syriusz mocno klepnął ją w tyłek, przyciągając uwagę pozostałych.
Petunia miała oburzoną minę, ale Lily rozbawiło ich zachowanie.
Mia nie chciała, żeby jej brat wpakował się w jakiekolwiek kłopoty, ale z drugiej strony widziała na własne oczy efekty tego, jak jej brat dorwał swoich przyjaciół i nie potrafiła sobie wyobrazić, co James mógł zrobić Vernonowi, który na pewno nie miał ochoty przepraszać za swoje zachowanie.
A jednak zanim doszło do bójki, pomiędzy Jamesa i Vernona wkroczył Remus, co spotkało się z niechętnym przyjęciem przez obu mężczyzn, którzy na razie tylko mierzyli się wzrokiem. James miał nad Vernonem zdecydowaną przewagę kilku centymetrów wzrostu, ale nie mógł się z nim równać pod względem szerokości.
- Natychmiast się uspokójcie – rozkazał Remus łagodnym tonem, kładąc dłoń na ramieniu Jamesa.
- Nie przyjmuję rozkazów od takiego obdartusa, jak ty – rzucił Vernon, a jego twarz przybrała purpurowy odcień. Niechęć w jego wzroku tylko się pogłębiła, kiedy zwrócił uwagę na jakość ubrań Remusa i blizny na jego twarzy.
- Stary – Remus zwrócił się bezpośrednio do Dursley'a. – W tym momencie jestem twoim najlepszym przyjacielem, bo tylko ja jeden trzymam moich przyjaciół na smyczy. A bardzo chcieliby podejść i się przedstawić.
Wskazał dłonią grupę czarownic i czarodziejów, którzy stali w niewielkiej odległości od nich i patrzyli na Vernona morderczym wzrokiem. Żadne z nich jednak nie wyglądało bardziej niebezpiecznie niż Syriusz i Mia. Nawet wisząc na ramieniu swojego chłopaka Mia czuła, że jest o włos od transformacji w Animaga. Chciała zmasakrować jego ciało.
- Zasmucanie Lily nie przysporzyło wam fanów – dodał po chwili, przenosząc wzrok na zawstydzoną Petunię, która ukryła się za mężem. – Jeśli jeszcze raz powiecie coś, co ją zrani, zafunduję wam obojgu bilet w jedną stronę do szpitala.
Vernon zaczął szybciej oddychać.
- Grozisz mi?
- Tak – odpowiedział bez wahania Remus.
- Lunatyk sobie poradzi – zachichotał Syriusz i postawił Mię na nogi. Objął ją w pasie, gdy tylko dotknęła ziemi.
Mia zastanawiała się, czy oczy Remusa zrobiły się złote. Zgadywała, że tak, bo Vernon zająknął się, zanim wypowiedział kolejne słowa i zrobił krok w tył. Był agresywny w swojej niewiedzy o świecie, który przedstawiła mu jego szwagierka, ale Mia musiała przyznać, że miał odrobię poczucia zagrożenia. Gdyby naciskał na Remusa, na pewno by pożałował.
- Gdzie są moje rzeczy? – Szepnęła Lily, przełykając łzy. Po tym, jak się uspokoiła, miejsce ognistego temperamentu znowu zajęła rozpacz i żałoba.
- Słucham? – Zapytał James, nadal patrząc groźnie na Vernona.
- Sprzedali dom naszych rodziców – zapłakała Lily. – Ja… Już nie mam domu…
- Oczywiście, że masz – zaprotestowała głośno Mia, zbliżając się do przyjaciół i rzucając nieprzyjazne spojrzenie Dursley'om. – Zamieszkasz razem z nami we Dworze.
- We Dworze – prychnął Vernon i wywrócił oczami.
Gdyby wzrok mógł zabijać, Vernon padłby martwy pod ciężarem spojrzenia Mii, którą nagle opanowała chęć zabrania tego Mugola do Dworu Potterów wyłącznie po to, żeby pokazać mu, jak bardzo się myli. Dziewczyna chciała złapać go za kołnierz taniej koszuli i przeciągnąć przez cały Czarodziejski Świat, pokazać mu Hogwart i Bank Gringotta. Pozwolić mu się zaślinić na widok skarbca Syriusza. A na sam koniec, wyłącznie z czystej złośliwości, zostawiłaby go na samym środku salonu Malfoy'ów, żeby zdechł.
- Nie – Lily potrząsnęła głową. – Nie chcę się narzucać.
- Lily, jesteś taka, jak my.
- To jest pewne – mruknął pod nosem Vernon.
- Syriuszu – zawołał James przez ramię.
Syriusz zbliżył się do nich, wyglądając tak onieśmielająco, jak zawsze z dłońmi wepchniętymi do kieszeni skórzanej kurtki i papierosem zawadiacko zwisającym z lekko rozchylonych warg. Zaciągnął się głęboko i bez większego namysłu wydmuchał cały dym prosto w twarz Vernona, który natychmiast zaczął się krztusić.
- Ty i Mia zabierzecie Lily z powrotem do Hogwartu – zarządził James, cały czas nie spuszczając wzroku z Vernona. – Remus i ja spakujemy cały dobytek Lily i zabierzemy wszystko do domu. Spodziewam się otrzymać adres, pod którym znajdę wszystko, co należy do Lily. Powiem też tacie, co się stało.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Na Merlina! – Krzyknął Syriusz, gdy cała grupa Aportowała się w punkcie znajdującym się tuż przed bramami Hogwartu. Musieli zaczekać na nauczyciela lub na Hagrida, zanim zostaną wpuszczeni na teren szkoły. Mia machnęła różdżką i srebrny lis ruszył w kierunku zamku, żeby poinformować dyrektora o ich powrocie. – Czy my właśnie spotkaliśmy mugolskich odpowiedników Malfoy'ów? Z tego Dursley'a skurwysyn jakich mało.
- Są okropni – zgodziła się z nim Mia. Wyrwała mu papierosa spomiędzy ust, zaciągnęła się raz i sprawiła, że papieros rozpłynął się w powietrzu. – Lily, tak mi przykro, że w dodatku do tego, co się stało, musiałaś znaleźć się w takiej sytuacji ze swoją siostrą.
- Straciłam wszystko – dziewczyna odetchnęła drżąco. Jej zwykle rozjaśnione oczy dzisiaj były zamglone i nie błyszczały w świetle słonecznym jak dwa szmaragdy. Oparła się o bramę i ześlizgnęła po niej na ziemię. – Straciłam dom, straciłam rodzinę…
- Twoja rodzina jest tutaj, razem z tobą – nie zgodził się z nią Syriusz, klęknąwszy przed nią.
- Syriusz ma rację – stwierdziła Mary, która ramię w ramię z Alice pochyliła się nad przyjaciółką i usiadła obok niej. – Black, tylko żeby woda sodowa nie uderzyła ci do głowy, bo się z tobą zgodziłam… Lily, mamy prawo wybierać sobie rodziny i my wybraliśmy ciebie do naszej. Wiesz o tym, prawda?
- Dokładnie. A prawdę mówiąc… - Syriusz urwał i pełnym namysłu ruchem uderzył czubkiem różdżki w złotą bransoletę, która oplatała jego nadgarstek. Mia wiedziała, że była to jedna z dwóch rzeczy, z którymi nigdy się nie rozstawał. Drugą był srebrny łańcuch na jego szyi. Spojrzał na swoją dziewczynę, pytając o pozwolenie, a Mia słodko się do niego uśmiechnęła, doskonale rozumiejąc jego gest.
Odwróciwszy się ponownie do Lily, Syriusz zapiął bransoletę wokół jej chudego nadgarstka i odwrócił ją w taki sposób, żeby Lily zauważyła wygrawerowane na niej słowa.
Lily zaprotestowała.
- Syriuszu, nie! To jest zbyt drogie.
- Po pierwsze, ona nie jest tak właściwie moja – odpowiedział. – Co znaczy, że nigdy nie wydałem na nią żadnych pieniędzy.
Mia uśmiechnęła się do przyjaciółki.
- To stara pamiątka rodzinna, która leżała gdzieś we Dworze.
Lily wzięła głęboki oddech i spojrzała na bransoletę. Jej dłoń nadal spoczywała w ręce Syriusza.
- Animo et astutia – przeczytała. – To są słowa rodu Potterów.
- Odwaga i talent. Mia dała mi tę bransoletę, kiedy straciłem swoją rodzinę – wyjaśnił Syriusz i na szczęście nie kontynuował opowieści o tym, jak z wdzięczności ostro ją przeleciał. Jeżeli to miała być jakaś tradycja przy otrzymaniu tej błyskotki, Mia miała nadzieję, że jej dotrzymaniem zajmie się w niedługim czasie jej brat. – Otrzymałem ją, kiedy stałem się częścią rodziny Potterów. Teraz ja daję ją tobie.
- Nie jestem Potterem, Syriuszu. Nie mogę jej przyjąć. Zabierz ją z powrotem.
- Nie.
- Mia…
- Nie – ucięła szybko Mia. – Zgadzam się z Syriuszem. Jesteś dla mnie jak siostra. Dlatego należysz do rodziny Potterów. Albo do Blacków, skoro to Syriusz dał ci bransoletę.
Zaśmiała się i uklękła naprzeciwko Mary i Alice, więżąc Lily między trzema czarownicami. Frank, nadal stojący w pobliżu, położył dłoń na ramieniu Petera. Obaj chłopcy z uśmiechami przyglądali się tej scenie.
- A tak na marginesie, James będzie zachwycony, kiedy zobaczy, że masz ją na ręku – dodała po chwili Mia ze złośliwym uśmiechem. Lily zarumieniła się. – Jeżeli miałabym wskazać kogoś, kto żyje w zgodzie ze słowami mojego rodu, byłabyś to ty. Odwaga i talent? Brzmi zupełnie, jak Lily Evans.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Zajęło jeszcze pięć minut żeby Lily przestała się kłócić z Syriuszem i Mią o bransoletę. A jednak potrzeba było Alice i Mary, które nagle się wtrąciły i powiedziały Lily, że nie przyjmując biżuterii obrazi pewną ważną tradycję czarodziejów czystej krwi. Mia, urodzona w rzeczywistości w rodzinie Mugoli, zauważyła kłamstwo i potrząsnęła głową z niesmakiem. Zaczęła się zastanawiać, czy w jej poprzedniej linii czasowej Ron i Ginny okłamali ją w taki sam sposób.
Gdy znaleźli się w Pokoju Wspólnym Prefektów Naczelnych, Syriusz usiadł na kanapie obok Lily i trzymał ją w mocnym uścisku. W przylegającej do salonu kuchni, Mia przygotowywała gorącą czekoladę. Nie chciała angażować skrzatów domowych do tak prostej czynności. Pozwoliło jej to też skupić myśli na czymś innym niż przyszłość, w której Petunia i Vernon Dursley'owie nadal egzystowali. Gdyby nie wpisali się na listę osób do odstrzału, którą przygotowywała Mia już wcześniej, w związku z tym, jak traktowali Harry'ego, zostaliby do niej dodani dzisiaj po tym, jak potraktowali Lily.
- Wszystkim się zajęliśmy – ogłosił James, wchodząc razem z Remusem do Pokoju Wspólnego. Syriusz opuścił kanapę, pozwalając swojemu najlepszemu przyjacielowi usiąść obok Lily. – Wszystko, co do ciebie należy, znajduje się we Dworze, Lily. Próbowałem ją powstrzymać, ale Tilly już rozpakowała połowę jednego pudła. Przygotowuje dla ciebie komnatę. Mam nadzieję, że lubisz fiolet, bo na taki kolor zaczarowała ściany w tej komnacie.
Lily roześmiała się i mocno przytuliła swojego chłopaka.
- Dziękuję.
- Co się tu stało? – Zapytał Remus, stojąc na środku pokoju i rozglądając się nerwowo. Wyglądał na zaalarmowanego.
- O czym mówisz? – Mia weszła do salonu i podeszła do stolika, na którym postawiła tacę z gorącą czekoladą. – Siedzieliśmy tutaj od powrotu do zamku. Frank, Alice, Mary i Peter wrócili do dormitoriów, żeby się przebrać w normalne szaty.
Remus potrząsnął głową.
- Coś się zmieniło… Jest inaczej… - Jego oczy zmieniły kolor na złoty i ich spojrzenie spoczęło na Lily. Poruszył skrzydełkami nosa. – Czy ty…?
Urwał i rozejrzał się ponownie po pokoju, jakby przeoczył coś oczywistego.
- Co przegapiliśmy?
- Trochę dziewczęcej przyjaźni – drażnił się z przyjacielem Syriusz. Dłońmi wskazał Mię i Lily, siadając obok Jamesa na sofie. – Próbowałem je przekonać, że najlepiej by było, jakby pozbyły się ubrań i rozpoczęły bitwę na poduszki, ale jak zwykle, nikt mnie nie słucha. Auć!
Syriusz posłał oburzone spojrzenie Jamesowi, który lekko się od niego odchylił, i uderzył go pięścią w ramię.
- Tylko żartowałem, ty debilu!
- Syriusz dał Lily bransoletę Potterów, tę, którą dostał ode mnie kilka lat temu – Mia pokazała dłoń Lily, ignorując zdeprawowane poczucie humoru swojego chłopaka.
- To wszystko? – Naciskał Remus, niezadowolony z uzyskanej odpowiedzi. – Ja… Czuję coś. Nie umiem tego wytłumaczyć.
Mia westchnęła i szeroko otworzyła oczy.
- Och!
- Co? – Remus zwrócił się do niej.
- Więź Rodzinna! Syriuszu, sprowokowałeś Więź Rodzinną, dając Lily tę bransoletę – powiedziała, wyraźnie podekscytowana. – Dokładnie tak samo było ze mną. Dostałam ją po adopcji i to sprowokowało powstanie Więzi Rodzinnej między mną a Jamiem i rodzicami. To uczyniło mnie Potterem.
- Zaczekaj. Ja teraz też jestem Potterem? – Lily zbladła i spojrzała z przerażeniem na Jamesa. – Czy ja właśnie zostałam twoją siostrą? O, Boże… I tak czuję się dziwnie, wiedząc, że Syriusz i Mia są kuzynostwem w drugim pokoleniu.
- Zostałem podwójnie wydziedziczony – powiedział Syriusz.
- Jestem adoptowana – odpowiedziała równocześnie z nim Mia.
- A ty na pewno nie jesteś moją siostrą – powiedział stanowczo James, po czym błagalnym wzrokiem spojrzał na Mię, szukając potwierdzenia. – Prawda?
- No cóż, technicznie nie – zapewniła Mia, śmiejąc się na widok miny, z jaką patrzyła na nią Lily. – Oczywiście, żartuję. To niezapieczętowana więź. Żeby stać się Potterem, musiałaby zostać oficjalnie adoptowana, albo…
Spojrzała na swojego poddenerwowanego brata, którego twarz przybrała uroczy, czerwony odcień.
- Aha – Lily skinęła głową i spojrzała na bransoletę. A gdy dotarły do niej słowa przyjaciółki, zerknęła na zarumienionego Jamesa. – Chodzi ci o to, że moglibyśmy… Ale jesteśmy związani? W taki sposób, w jaki działa wasza Więź Watahy?
- To dlatego Lunatyk coś wyczuwa – dodał z namysłem Syriusz. – Ty jesteś związana z nami, my jesteśmy związani z nim.
- Lily należy teraz do Watahy. To znaczy, w pewien sposób – potwierdził zagubiony Remus, siadając obok przyjaciółki. – Czuję się bardziej opiekuńczy względem ciebie. To niesamowite! Zastanawiam się, czy inni, nasi małżonkowie i dzieci, staną się częścią Watahy.
Remus spojrzał na Mię, która tylko się uśmiechnęła, wiedząc, że chłopakowi chodziło o Harry'ego.
- Jestem częścią Watahy? – Lily uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawiły się pierwsze emocje. – Częścią waszej rodziny?
Było jasne, że Lily czuła jednocześnie smutek i ulgę. Tego dnia straciła jedną rodzinę i w bardzo szybkim tempie została zaakceptowana jako część innej rodziny.
- Zawsze nią byłaś – stwierdziła Mia. – Po prostu magia zgadza się z nami.
Lily roześmiała się i odetchnęła z ulgą. Śmiała się przez łzy.
- Uwielbiam magię!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
1 kwietnia 1978
- Co to ma znaczyć, że zgubiłeś mapę?
Mia nie pamiętała, żeby widziała swojego brata tak zestresowanego od momentu, kiedy na trzecim roku był pewien, że zapomniał, gdzie odłożył Pelerynę Niewidkę. Weszła wtedy do sypialni chłopców i powitał ją widok Huncwotów rozbierających komnatę na czynniki pierwsze. Praktycznie rozmontowali ciężkie, drewniane łóżka w poszukiwaniu bezcennej rodowej pamiątki. James leżał na podłodze w pozycji embrionalnej, mamrocząc pod nosem, że ojciec go zabije, dopóki Mia nie przypomniała mu, że dzień wcześnie pożyczył jej Pelerynę, żeby mogła wymknąć się do kuchni w poszukiwaniu smakołyków na urodziny Syriusza.
Ale mapa nie została pożyczona Mii. Wziął ją Peter, który teraz trząsł się ze strachu, stojąc przed dwójką swoich przyjaciół. Wszyscy byli wdzięczni, że Syriusza nie było na miejscu.
- Nie chciałem! – Krzyknął przerażony Peter.
- Co ty, u diabła, robiłeś, Glizdogonie? – Zażądał odpowiedzi James, patrząc na przyjaciela zdumionym wzrokiem. – Po co w ogóle potrzebowałeś mapę? Nie mieliśmy żadnych planów, nie robiliśmy żadnych żartów i od wieków nie korzystaliśmy z Peleryny, bo znamy wszystkie tajne przejścia w Hogwarcie.
- Chciałem się wymknąć, żeby… Żeby… Zobaczyć moją dziewczynę – wyjąkał nerwowo, bo zdawał sobie sprawę z tego, że to marna wymówka.
Remus i James wyglądali na zszokowanych tym oświadczeniem, ale Mia tylko wywróciła oczami.
- Masz dziewczynę? – Remus uniósł brew. – Od kiedy?
- I kim ona, do cholery, jest? Dlaczego do tej pory jej nie spotkaliśmy? – Dodał wściekły James.
- Bo wy… - Peter przełknął ślinę. – Nie zrozumiecie tego… Ona jest Ślizgonką.
Wszyscy troje się zdziwili. Remus i James dlatego, że nie spodziewali się, że ich przyjaciel z własnej woli rozpocznie związek ze Ślizgonką, zaś Mia dlatego, że nie spodziewała się, żeby jakakolwiek dziewczyna, Ślizgonka czy nie, chciała się umawiać z tym śmierdzącym szczurem. Bo pomimo tego, że zło nie zdominowało jeszcze duszy Petera, Mia nadal była na niego wściekła za to, że kiedyś podglądał, jak uprawiała seks z Remusem.
- Peter, chłopie – James położył dłoń na ramieniu przyjaciela. – Kim ona jest?
- Ma na imię Iris – Peter zmarszczył brwi. – Jest na szóstym roku.
- Iris i co dalej? – Dopytała Mia.
- Słucham?
James rzucił Peterowi podejrzliwe spojrzenie.
- Jak ma na nazwisko, Glizdogonie?
- M… Mulciber.
- Na Merlina – jęknęła Mia i odsunęła się na kilka kroków, kiedy jej brat w końcu stracił nad sobą panowanie.
- Mulciber? – Ryknął James, wyrzucając ręce w górę. – Chodzisz z młodszą siostrą Mulcibera? Kompletnie zwariowałeś?
Remus patrzył na przyjaciela, zastanawiając się, czy się nie przesłyszał.
- Stary, przecież przez wiele lat podobała ci się Mary. Nie pamiętasz, co zrobił jej Mulciber na piątym roku?
- Iris nie jest taka – przekonywał ich Peter. – Nie jest podobna do swojego brata. Przysięgam na swoje życie.
- A więc wymykasz się na spotkania z Iris… Mulciber – Remus potrząsnął głową. – I pewnego razu…
- Złapał mnie Filch – Peter skinął głową. Dłonie schował w kieszeniach szaty i bujał się na piętach, zawstydzony. – Zobaczył, że mapa wystaje mi z kieszeni i ją zabrał.
- W porządku – James przestał się nerwowo przechadzać przed przerażonym przyjacielem. Teraz miał zdeterminowaną minę. – Syriusz skorzysta ze swojego scyzoryka i włamiemy się do biura Filcha.
To nie byłby pierwszy raz, kiedy Huncwoci włamywali się do biura odźwiernego i znając ich, Mia była pewna, że to nie byłby ostatni raz.
- Nie – powiedziała nagle.
James odwrócił się do niej i posłał jej niemiłe spojrzenie.
- Co masz na myśli, mówiąc „nie"?
- Chodzi o to, że nie możecie Syriuszowi powiedzieć, w jaki sposób Peter stracił mapę. Jeżeli Syriusz dowie się, że Peter chodzi ze Ślizgonką, a w szczególności z siostrą Mulcibera, będzie tak, jakby się dowiedział, że ja chodzę ze Snapem. Pęknie – wyjaśniła. Widziała na twarzach Jamesa i Remusa zrozumienie, ale bardziej podobała jej się pełna przerażenia mina Petera, która świadczyła o tym, jak bardzo chłopak nie chciał się ściąć z wściekłym Blackiem. Po części Mia bardzo chciała, żeby jej chłopak rozłożył szczura na części, ale wiedziała, że mapa musi zostać w gabinecie Filcha. A Syriusz by ją odzyskał po tym, co zrobiłby Peterowi. – Po drugie, musimy dać mapie odejść.
- Odejść? – James nie zrozumiał. – Odejść gdzie?
- Niedługo skończymy szkołę i mapa nie będzie nam potrzebna. Proponuję, żeby zostawić ją w biurze Filcha i pozwolić innym uczniom włamać się do niego i ją ukraść. Taka nasza spuścizna. Dziedzictwo Huncwotów.
Co dziwne, James wyglądał na rozbawionego tym pomysłem.
- Coś, co sami stworzyliśmy, a co zostanie przekazane kolejnym pokoleniom Huncwotów, chcących uniknąć Filcha, prefektów i nauczycieli.
- A jeżeli nikt nigdy jej nie odzyska? – Zapytał Remus.
- To znaczy, że na nią nie zasługują – zachichotała Mia, a James i Remus zgodzili się z jej pomysłem.
- Pete, przyjacielu – James westchnął. – Masz szczęście, że moja siostra cię lubi.
Peter roześmiał się i zignorował mordercze spojrzenie, jakie mu posłała. Mia zdecydowanie nie lubiła Petera. Lubiła za to pozostałych. Fakt, że Peter wyszedł z tej sytuacji cało i zdrowo był tylko skutkiem ubocznym.
Pettigrew uśmiechnął się do Mii.
- Dzięki, Mia.
- Nie dziękuj mi – powiedziała. – Tylko uważaj na swojego małego węża i, na Merlina, nie daj się wplątać w poznanie jej rodziny. Może nie powinnam się wypowiadać w tej kwestii, biorąc pod uwagę to, że chodzę z Syriuszem, ale wiesz, jaki jest Mulciber. Peter, Iris może być w porządku, ale jej rodzina na pewno taka nie jest.
- Wiem o tym. Będę ostrożny. Naprawdę mi przykro, że straciłem mapę – powtórzył Peter, kiedy w czwórkę skierowali się ku Wieży Gryfonów. Mia zastanawiała się, w jaki sposób wyjaśnią Syriuszowi, że nie są już w posiadaniu mapy.
- Wypadki chodzą po ludziach – James westchnął i spróbował skupić się na pozytywnych aspektach tej sytuacji. – Mia ma rację. Jak skończymy Hogwart, mapa przestałaby być nam potrzebna. Teraz należy do następnego pokolenia.
- Jaki mamy dzisiaj dzień? – Zapytała Mia po chwili.
- Pierwszy kwietnia – odpowiedział Remus. – Czemu pytasz?
Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Bez powodu.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Fredzie i George'u Weasley.
