Od tłumaczki: Dzisiaj bez większych fajerwerków. Zbliża się koniec szkoły. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 79 – ŻYCIE NIE JEST SPRAWIEDLIWE

31 maja 1978

Huncwoci i Mia zdecydowali się zostać w Hogwarcie podczas ferii wielkanocnych. Wymówili się od powrotu powtórkami do zbliżających się egzaminów, ale wszyscy doskonale wiedzieli, że w rzeczywistości zostali na zamku, bo Lily nie była jeszcze gotowa do nazwania Dworu Potterów „domem" w tak krótkim czasie po utracie własnego. James mieszkał z Lily w jednym pokoju przez kilka tygodni po utracie jej rodziców.

Kiedy czas na to pozwalał, Syriusz spał na kanapie w Pokoju Wspólnym Prefektów Naczelnych. Twierdził, że miał niewytłumaczalną potrzebę przebywania blisko czarownicy, która była mu bliska, jak siostra. Musiał być pewny, że dziewczyna była bezpieczna.

Mia nie miała nic przeciwko temu, bo dawało jej to możliwość unikania łóżka Syriusza nocą, kiedy na pewno zauważyłby nową bliznę na jej przedramieniu. Cały czas pamiętała, jak gwałtownie zareagował, widząc purpurową linię na jej żebrach. Nie miała ochoty na powtórkę z rozrywki.

Odbył się ostatni finał rozgrywek w Quidditcha w ich szkolnej karierze i, jak zwykle, Gryffindor zdominował boisko. I pomimo tego, że wygrali i zdobyli Puchar Quidditcha, Syriusz był zawiedziony, że nie udało mu się zrzucić z miotły Regulusa, ponieważ młodszy z Blacków był nieobecny. Chodziły pogłoski, że szukający Ślizgonów zachowywał się dziwnie od kiedy wrócił do szkoły po feriach wielkanocnych. Jego zachowanie przypominało Mii sztywną postawę Dracona z jej oryginalnego szóstego roku.

Na szczęście, będąc w posiadaniu słodkiego, srebrzystego Pucharu Quidditcha, ani James, ani Syriusz nie zwrócili uwagi na to, gdzie się znajduje i jak wygląda Regulus. Skupienie się na nowym rekordzie Quidditcha i sławie, jaka z nim szła w parze odwracało uwagę Syriusza od tego, że świętować powinien był z Mią.

Niestety, gdy minął miesiąc od kiedy Syriusz i Mia ostatni raz się z sobą kochali, a ich kontakt fizyczny ograniczył się jedynie do pieszczot w ubraniach, Mia wiedziała, że chociaż częściowo będzie musiała zdradzić swoją tajemnicę. Syriusz już zaczynał być podejrzliwy, bo Mia nie pozwalała mu się dotykać i doszło między nimi do dwóch sprzeczek. Podczas jednej Syriusz był pewny, że Mia zdecydowała, że jednak kocha Remusa i chce do niego wrócić. Podczas drugiej zemdlał, bo wmówił sobie, że Mia jest w ciąży.

- Na pewno można na tobie polegać w trudnych momentach – warknęła sarkastycznie Mia, patrząc na Syriusza, który już odzyskiwał przytomność.

- Wydaje mi się, że on trochę przesadza – powiedział Remus, który zdążył usłyszeć ostatnie zdania ich kłótni. – Ale z drugiej strony, kiedy my od jakiegoś czasu nie uprawialiśmy seksu, ja też zacząłem być podejrzliwy. Nakrzyczałem na ciebie i odszedłem.

- Nakrzyczałeś? Ja uważam, że zrobiłeś cholerną scenę – Mia zachichotała, widząc, jak zmrużył oczy. – Sprowadzisz pozostałych? Chcę to już mieć za sobą.

- Wszystkich?

- Watahę, Huncwotów… Sprowadź cały cholerny rocznik. Mary, Alice i Frank to zobaczą, jeśli w przyszłości nie będę ostrożna. A skoro planują zostać Aurorami… - Jęknęła, sfrustrowana. – Wolałabym, żeby sami nie wyciągnęli żadnych wniosków.

- Zrozumieją – zapewnił ją Remus.

- Co zrozumieją? – Zapytał Syriusz, patrząc na nich spod przymkniętych powiek. – Masz jakąś tajemnicę?

Mia wykrzywiła się do swojego chłopaka.

- Nie siadaj jeszcze. Ty dupku, uderzyłeś się w głowę, kiedy zemdlałeś.

- Nie zemdlałem – Syriusz oburzył się, słysząc jej słowa, ale po chwili sięgnął dłonią za głowę i dotknął guza. Zmrużonymi oczami śledził Remusa, opuszczającego Pokój Wspólny Gryfonów. – Dlaczego nadal trzymasz coś przede mną w sekrecie? I dlaczego Lunatyk wie?

Mia westchnęła i przeklęła w myślach jego oskarżycielski ton.

- Bo Remus był ze mną, kiedy to się stało. Tak jakby. Niedługo wszystko wyjaśnię.

- Jak znalazłem się na kanapie? – Zapytał po chwili, rozglądając się wokół z ciekawością.

- Przecież powiedziałam, że zemdlałeś – wyjaśniła, przeczesując palcami jego gęste włosy. Odsunęła jednak rękę, kiedy chciał ją złapać. Syriusz obdarzył ją wrogim spojrzeniem, kiedy się od niego odsunęła.

- A zatem, skoro nie jesteś w ciąży – powiedział z westchnieniem ulgi. – I nie przyprawiasz mi rogów z Remusem…

Mia spojrzała na niego z największym oburzeniem, na jakie było ją stać.

- Powiedziałem, że nie przyprawiasz mi rogów, więc nie patrz tak na mnie. Po wszystkim, co razem przeszliśmy, uważam, że ufasz mi na tyle, że powiedziałabyś mi, gdybyś coś do niego czuła – westchnął i opadł na poduszkę. Pozwolił jej znowu zagłębić palce w swoich włosach. – Dlaczego cały czas coś przede mną ukrywasz?

- Ukrywałam to przed wszystkimi – przyznała Mia. – Nawet Jamie nie wie.

Syriusz szeroko otworzył oczy.

- Jak źle?

- Zanim wam powiem, będę oczekiwała złożenia Przysięgi Czarodzieja – powiedziała, mając nadzieję, że Syriusz zrozumie powagę sytuacji. – Ale musisz wiedzieć jedną rzecz: to, co chcę wam powiedzieć, nie ma nic wspólnego z tobą. W żaden sposób nie jesteś odpowiedzialny.

Wiedziała, że jakiś czas temu chłopak winił się za bliznę na jej żebrach. Przez przypadek przyznała, że w jakiś sposób był z nią związany, co było prawdą. A jednak ta blizna była inna. Syriusz – starszy Syriusz – prawie zginął, próbując nie dopuścić do jej powstania i nie chciała, żeby młodszy Syriusz uważał, że miał z nią coś wspólnego.

Dwadzieścia minut później jej przyjaciele i Peter zebrali się w sypialni chłopców, gdzie można było zablokować drzwi. Mia szybko rzuciła zaklęcie Muffliato, żeby się upewnić, że nikt ich nie podsłucha, po czym zażądała od każdego złożenia Przysięgi Czarodzieja. Jak było do przewidzenia, James jako pierwszy przyrzekł na swoją magię, że zachowa w sekrecie wszystko, czego dowie się za chwilę. W jego ślady szybko podążyli Syriusz, Remus, Lily, Alice, Frank, Mary, a po chwili również Peter, chociaż on zrobił to z wahaniem.

- Niektórzy z was już to wiedzą. Jestem adoptowana – szepnęła Mia i zauważyła zdumione spojrzenia Mary, Alice i Franka. Peter patrzył na nią i próbował ułożyć sobie w głowie wszystko, co o niej wiedział. – Urodziłam się w rodzinie Mugoli.

Obserwowała, jak wyraz twarzy Petera zmienia się od zdziwienia, przez irytację do obrzydzenia.

Mamy to, pomyślała. Od kilku miesięcy ma ślizgońską dziewczynę czystej krwi i już się od nas oddala. Ale w tym momencie nie interesowała jej skrzywiona dusza i uprzedzenia Petera. Gdyby to nie wydało się jej przyjaciołom podejrzane, nie włączyłaby go dzisiaj w swoją tajemnicę. Z jego powodu zażądała przysięgi.

- Moja mugolska rodzina została wiele lat temu zaatakowana przez Śmierciożerców. Kiedy… Kiedy odeszli i okazało się, że nie mam żadnej rodziny, adoptowali mnie Potterowie.

- To jest twój wielki sekret? – Zapytała ironicznie Mary. – Mia, przecież nie będziemy o tobie gorzej myśleć z powodu twojego pochodzenia. I pamiętaj, że byłaś urodzona w mugolskiej rodzinie. Teraz jesteś Potterem. Gdybyśmy mieli coś przeciwko osobom urodzonym w mugolskich rodzinach, nigdy byśmy się nie zaprzyjaźnili z Lily. Raczej byśmy ją przeklęli.

Lily prychnęła.

- Jeśli ja nie dorwałabym was pierwsza.

Mia zaśmiała się i potrząsnęła głową.

- Nie. Wiem, że pozostaniecie moimi przyjaciółmi, bez względu na okoliczności. Widzicie, ja również zostałam wtedy zaatakowana – odkaszlnęła, zdenerwowana. – Ten atak spowodował, że na moim ciele została niemożliwa do usunięcia blizna. Nie mogę jej nawet zamaskować. Kiedy przybyłam do Hogwartu, profesor Dumbledore znalazł eliksir, który ukrył ją przed wzrokiem osób postronnych. Niestety, ten eliksir miał ograniczony czas działania.

Remus powiedział jej, że najlepsza będzie nieco zmodyfikowana wersja prawdy. Najlepsze kłamstwa bazują na prawdzie.

- Czas minął i blizna jest znowu widoczna.

- Wszystko w porządku, Mia – powiedział Remus, kładąc jej dłoń na ramieniu.

- Remus wie? – Jamie, zdumiony, uniósł brew. – Chodzi mi o to, że kiedy byliśmy dziećmi i zobaczyłem…Zapytałem o to mamę. Powiedziała mi wtedy, że kiedy zostałaś adoptowana, mama i tata pozwolili ci zacząć życie od nowa. Powiedziała, że jeśli będziesz chciała podzielić się swoją przeszłością, zrobisz to sama. To znaczy… Jak to możliwe, że Remus wie, a ja nie? Przecież jestem twoim bratem!

- Remus był obok mnie, kiedy działanie eliksiru się skończyło – wyjaśniła Mia, wzruszając ramionami. Nie wiedziała, w jaki inny sposób załagodzić nastawienie brata. Złapała go za dłoń i lekko ścisnęła, zadowolona, kiedy oddał uścisk. – Widząc jego reakcję, zdecydowałam, że chcę, aby był obecny, kiedy pokażę wam bliznę. Błagam, nie panikujcie.

James się wyprostował i Mia zauważyła, że Syriusz zrobił to samo. Chłopak wyglądał na zaniepokojonego. Z ogromnym wahaniem – do ostatniej sekundy zastanawiała się nad tym, czy nie potraktować wszystkich Zaklęciem Niepamięci i do końca życia nosić długie rękawy – podciągnęła materiał i odsłoniła skórę na ramieniu, poznaczoną fioletowo-sinymi liniami.

Wszyscy zareagowali dokładnie tak, jak się spodziewała.

Lily krzyknęła, odepchnęła Jamesa od Mii i mocno ją objęła. Mia czuła, że jej przyjaciółka, jej siostra, drży i nie mogła przestać się zastanawiać, czy Lily przypadkiem nie bała się, że sama padnie ofiarą podobnego traktowania.

James miał kwaśną minę. Czuł ogrom bezsilności. Wyglądał, jakby chciał coś zrobić, ale nie wiedział, co może pomóc. Remus przeszedł przez komnatę i położył dłoń na ramieniu przyjaciela, uziemiając go.

Frank i Alice stali niedaleko, patrząc na bliznę zdumionym wzrokiem. Próbowali zachować spokój, nie okazać Mii ani grama litości, wiedząc, że pogorszyłoby to sytuację.

Mary z kolei nie miała w sobie litości. Miała natomiast ogromne pokłady wściekłości. Wyciągnęła ręce i ujęła delikatnie nadgarstek Mii, żeby móc lepiej przyjrzeć się wyrytemu na jej skórze słowu. Wulgarne epitety spłynęły z jej ust w niekontrolowanym wybuchu.

- Co za pierdolony gnój! Śmierciożercza kupa gówna! Na Merlina, powiedz mi, że dostał, na co zasłużył?

- Owszem – Mia skinęła głową, przypominając sobie wykrwawiającą się, krztuszącą Bellatrix Lestrange. – Cierpiał bardziej, niż ja. Tego jestem pewna.

W kącie komnaty, na skraju swojego łóżka, siedział Peter. Nie patrzył na żadnego ze swoich przyjaciół. Na jego twarzy malowała się mieszanina mdłości i przerażenia. Mia chciała już go zapytać, jak się czuje, wyłącznie po to, żeby potwierdzić jego opinię o wyższości czystej krwi i Voldemorcie, ale nie miała okazji. W komnacie rozległ się huk i wszyscy rozejrzeli się, żeby zrozumieć, że Syriusz wyszedł.

- Gdzie on, do diabła, idzie? – Warknęła z irytacją Mary.

- Może… Po prostu potrzebuje być sam? – Zasugerowała z wahaniem Alice.

- Nie – powiedział stanowczo James, zbliżając się wraz z Remusem i Peterem do drzwi. – Znam Syriusza. Będzie chciał się zemścić.

- Ale przecież nie może się zemścić – zaoponowała Lily, kiedy wraz z chłopcami zbiegała po schodach. – Mia właśnie nam powiedziała, że odpowiednio się zajęto człowiekiem, który ją zranił.

- To może nie mieć znaczenia – Mia zmarszczyła brwi, żałując, że nie rzuciła na komnatę zaklęć blokujących, zanim wyznała przyjaciołom prawdę. Takie zaklęcia powstrzymałyby ich od opuszczenia pomieszczenia do momentu, kiedy wszyscy by się uspokoili. – Jeśli nie znajdzie Śmierciożercy, który mnie zaatakował… A nie znajdzie… Zaatakuje pierwszego lepszego człowieka, który jest wystarczająco blisko Śmierciożerców.

Kilka minut później grupa Gryfonów znalazła się w lochu, niedaleko wejścia do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Ich oczom ukazał się zakrwawiony Regulus Black przyszpilony do ściany różdżką Syriusza. W szarych oczach Syriusza błyszczało szaleństwo, a Regulus po raz pierwszy patrzył na swojego brata ze strachem.

Mia krzyknęła, widząc braci w takiej sytuacji i rzuciła Remusowi błagalne spojrzenie.

On i James natychmiast ruszyli przed siebie.

- Expelliarmus – krzyknął James i szybko schował do kieszeni wyrwaną Syriuszowi różdżkę.

Kiedy Syriusz zwrócił swój gorący gniew przeciwko przyjaciołom, bo przerwali coś, co wcale nie wyglądało na przesłuchanie, a bardziej przypominało demonstrację siły, przeciwstawił mu się Remus, korzystając ze swojej wilczej siły, aby poskromić przyjaciela.

Doskoczył do nich Frank i unieruchomił ramiona starszego Blacka, a Lily w tym samym czasie sięgnęła po swoją różdżkę.

- Somnus – mruknęła i Syriusz opadł bezwładnie w ramiona Remusa. – Nie martwcie się, on tylko śpi.

Gryfoni westchnęli z ulgą.

- Zabierzcie go z powrotem do dormitorium – kontynuowała Lily. – Ja rzucę zaklęcia ochronne na drzwi wejściowe. Mary, idź do Skrzydła Szpitalnego. Weź od pani Pomfrey Wywar Uspokajający.

Mary skinęła głową.

- Jasne. Myślę, że przed egzaminami nie będzie problemu, żeby dostać podwójną dawkę.

- Frank, Peter, Alice? – James przeczesał palcami potargane włosy. – Możecie pójść do Wielkiej Sali albo do biblioteki? Chodzi o to, żeby rozpowiedzieć innym uczniom, że Syriusz zachorował. Żeby nikt nie zadawał głupich pytań, kiedy Syriusz zniknie na parę godzin.

Kiedy opuścili loch, James spojrzał na Regulusa, który siedział na podłodze, wpatrując się zimnym wzrokiem w przeciwległą ścianę i przykładał dłoń do rany na karku, żeby zatamować krwawienie.

- Co z nim?

- Odejdźcie stąd – zdecydowała Mia. – Zajmijcie się Syriuszem. Ja niedługo do was dołączę.

- Mia… - James zrobił krok w jej stronę, zaciskając kurczowo dłoń na różdżce.

- Idź.

Kiedy Remus, James i Lily zabrali ze sobą nieprzytomnego Syriusza, Mia przyklękła przed rannym Ślizgonem i zmarszczyła brwi.

- Pozwól mi – wskazała dłonią jego kark.

Regulus skupił wzrok na jej twarzy i w jego oczach pojawiła się podejrzliwość.

- Nie zrobię ci krzywdy – zapewniła go i wywróciła oczami, kiedy prychnął z niedowierzaniem. – Nieźle mi wychodzą Zaklęcia Uzdrawiające, ale skoro chcesz się wykrwawić, proszę bardzo. Wygrawerują na twoim nagrobku „Regulus Black: Uparty Dupek".

Regulus w odpowiedzi też wzniósł oczy do nieba.

- Ty i mój brat jesteście siebie warci – wymamrotał.

- Uznam to za komplement – odpowiedziała cicho i odsunęła jego rękę od rany, żeby bliżej się jej przyjrzeć. Obrażenie nie było głębokie, ale na pewno bardzo bolało. Mia doskonale wiedziała, że Syriusz świetnie celował, więc to było tylko ostrzeżenie. Bardzo uważnie się przyjrzała ranie, po czym machnęła nad nią różdżką, zamykając ją.

- Czy ktokolwiek mi wyjaśni, co się właśnie stało? – Warknął Regulus, sycząc z bólu, kiedy jej zaklęcie zapiekło.

- Syriusz ma problem ze Śmierciożercami – wyjaśniła. – Po tych wszystkich wiadomościach, które docierają do nas za pośrednictwem Proroka Codziennego, spodziewałam się, że wybuchnie prędzej czy później.

- A zaatakował mnie, ponieważ…?

- A jak myślisz? – Jej spojrzenie powędrowało ku jego lewemu przedramieniu.

Niekontrolowanym ruchem przyciągnął ramię do klatki piersiowej i spojrzał na nią w taki sposób, jakby szykował się do odparcia jej ataku. Ale kiedy z jego oczu zniknęły chłód i gniew, pozostawiając wyłącznie smutek i pustkę, Mia westchnęła i coś przyszło jej do głowy.

- Będziesz potrzebował wyciągu z dyptamu, żeby nie została ci blizna. Jeśli nie chcesz, żeby pani Pomfrey zadawała ci zbędne pytania, wezwij Stworka. Jestem pewna, że dostarczy ci każdy eliksir – powiedziała, uważnie przyglądając się reakcji Regulusa.

Jego oczy minimalnie się rozszerzyły, kiedy rzuciła imieniem skrzata domowego.

- Nic mi nie będzie.

- Naprawdę? – Przekrzywiła lekko głowę. Wyglądała jak wąż, który szykuje się do ataku na czarodzieja. – Czyżby Stworek źle się czuł?

- Czy ty coś wiesz? – Oczy Regulusa niebezpiecznie się zwęziły.

Zaczyna się, pomyślała, czując jednocześnie przerażenie i dziwną ulgę.

- Wiem, że nie jesteś złym człowiekiem. I nie zrozum mnie źle, bo jako dziecko byłeś uciążliwym dupkiem. Ale wiem, że Syriusz chciał cię uratować tamtego dnia, gdy został zaatakowany w swoim domu. Kiedy próbowali jego oznaczyć – zmarszczyła czoło, wspominając tamten dzień i zauważyła, że Regulus mocniej przycisnął do siebie swoje lewe ramię. – To niesprawiedliwe, że zostaliście w taki sposób rozegrani przeciwko sobie.

- No cóż – Regulus odkaszlnął. – Życie nie jest sprawiedliwe.

- Nie – zgodziła się Mia. – Nie jest.

- Nie masz zamiaru nikomu donieść?

Potrząsnęła przecząco głową.

- Nie.

- Dlaczego? – Do jego głosu wróciła podejrzliwość.

Westchnęła, wyczerpana.

- Z kilku powodów. Po pierwsze, wiem jak zareagowałby Syriusz, gdyby miał stuprocentową pewność. I wiem, że znienawidziłby siebie samego za taką reakcję – wyjaśniła zgodnie z prawdą. Pamiętała głęboką nienawiść, jaką do swojego brata żywił starszy Syriusz, o której dowiedziała się kilka dni przed tym, gdy zrozumieli, że Regulus zdradził Voldemorta. – A po drugie, osobiście uważam, że nie jesteś jednym z nich. Nie jesteś do końca wierny. I uważam, że zgodzisz się ze mną w tej kwestii.

Regulus nie odpowiedział. Patrzył tylko na nią zimnym wzrokiem, ukrywając za obojętną fasadą swoje prawdziwe emocje, jakie odczuł w związku z jej słowami. Mia czuła się okropnie, wiedząc, że nie może mu pomóc, że nie może go ocalić, ale zdawała sobie sprawę z tego, jak niesamowicie ważna była dla ich strony decyzja, którą Regulus musiał podjąć sam.

Wstała powoli z kolan, otrzepała szatę i włożyła różdżkę do kieszeni.

- Przez jakiś czas unikałabym Syriusza, gdybym była na twoim miejscu. Na szczęście, nasz rocznik za kilka tygodni kończy szkołę, więc to nie powinien być duży problem.

Wzruszyła ramionami i odwróciła się, żeby odejść.

- Potter? – Zawołał za nią i Mia spojrzała przez ramię. Po chwili wahania, Regulus westchnął, a z jego twarzy znikła cała lodowata wściekłość. – Zajmij się moim bratem.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Mia zapukała do drzwi dormitorium chłopców i z uwagą obserwowała, jak Remus ostrożnie te drzwi otworzył. On i James stali sztywno na środku pokoju, zaś Lily siedziała na skraju łóżka Syriusza. Mia zmarszczyła czoło, wchodząc do środka i widząc, jak Remus natychmiast stawia ponownie osłony.

- Jak on się czuje?

- Jestem wkurzony – wymamrotał Syriusz, odwrócony do niej plecami, z głową spoczywającą na poduszce. Mia westchnęła i błagalnie spojrzała na Lily, prosząc o więcej informacji.

- Obudziliśmy go, żeby mu podać Wywar Uspokajający…

Syriusz jęknął.

- Który smakuje jak szczyny.

Lily wywróciła oczami.

- Już nie jest tak źle.

- Naprawdę? – Zapytała z powątpiewaniem Mia.

Syriusz prychnął, a Mia założyła, że była to jego wersja sarkastycznego śmiechu.

- Został również poinformowany, że nie wolno mu opuścić Wieży bez kogoś z nas – dodał James, krzyżując ramiona na piersi. Mia zwróciła uwagę na to, że różdżka Syriusza nadal znajdowała się w kieszeni szat Jamesa. Była za to niesamowicie wdzięczna. – I chciałbym utrzymać tę zasadę do momentu, kiedy ukończymy szkołę.

- Odpierdol się, Rogaczu – wyjęczał Syriusz, a po chwili zawył z bólu, bo Lily mocno uderzyła go w potylicę.

- Język. Powinieneś się cieszyć, że podchodzimy do tego tak spokojnie. Zaatakowałeś innego ucznia i zostałeś przyłapany na gorącym uczynku przez Prefektów Naczelnych i dwóch prefektów, którzy zamiast na ciebie donieść, zdecydowali się ciebie ochronić.

- Nie potrzebuję waszej cholernej ochrony – coś pękło w Syriuszu, ale nadal nie odwrócił się, żeby na nich spojrzeć. – I nie zaatakowałem żadnego ucznia. Zaatakowałem Śmierciożercę.

- Zaatakowałeś własnego brata – poprawiła Mia.

- Jedyni bracia, jakich posiadam, są w tym pokoju.

- Jak się czuje Regulus? – Zapytał Remus, ignorując Syriusza.

- Zaleczyłam ranę na jego karku i powiedziałam mu, żeby zdobył trochę Wywaru z Dyptamu, to nie będzie blizny – odpowiedziała, zostawiając dla siebie kilka istotnych szczegółów rozmowy, jaką przeprowadziła z młodym Śmierciożercą. Syriusz zesztywniał, słysząc jej słowa. – Tak, Syriuszu. Uzdrowiłam twojego brata i powiedziałam mu, w jaki sposób nie zostanie mu blizna. Może wiesz, jaki ja mam stosunek do blizn.

- Zostawimy was samych – Remus posłał znaczące spojrzenie plecom Blacka. Gestem zaprosił Lily i Jamesa do wyjścia.

James zatrzymał się na chwilę i spojrzał na Mię, bezgłośnie pokazując, że ma w kieszeni różdżkę Syriusza. Uniesieniem brwi zadał jej pytanie. Mia tylko potrząsnęła głową i wskazała drzwi, sugerując, że na wszelki wypadek powinien zabrać jego różdżkę ze sobą. Kiedy drzwi zamknęły się za tą trójką, Mia ponowie wzniosła zaklęcia ochronne i dodała do nich kilka własnych uroków, żeby powstrzymać Syriusza przed kolejną ucieczką.

Podeszła do jego łóżka i przeszła nad jego nieruchomą postacią. Ciężko opadła na materac po jego drugiej stronie i spojrzała w twarz wściekłego czarodzieja, którego przepełniały gorycz i Wywar Uspokajający.

- Cześć – szepnęła.

- Cześć.

- Nie możesz mi tego robić, Syriuszu. Wiem, że czułeś bezsilność i uważałeś, że musisz zareagować, ale jeśli chcesz kiedyś zostać Aurorem, musisz nauczyć się panować nad swoim temperamentem – widziała, że chciał zaprotestować, więc rzuciła mu spojrzenie, po którym momentalnie zamilkł. – Już od dawna nie przejmuję się ani tą blizną, ani tym słowem.

Podwinęła rękaw i pokazała mu bliznę z bliska, odnotowując ze smutkiem, że odwrócił wzrok.

- Jestem teraz taka paskudna?

Syriusz natychmiast na nią spojrzał, oburzony jej pytaniem.

- Oczywiście, że nie – prychnął. – Wszyscy mamy blizny.

Podwinął rękaw na lewej ręce i spojrzał na stary ślad po oparzeniu, które było pozostałością po Lucjuszu Malfoy'u, próbującym oznaczyć go Mrocznym Znakiem. Jego aura mieniła się wściekłością, gdy porównywał ich blizny.

- Pierdoleni Śmierciożercy. A więc dlatego nie dałaś mi się dotknąć od miesiąca?

- Nie chciałam, żebyś zobaczył ją przypadkiem, tak jak tą drugą – podświadomie dotknęła dłonią swoich żeber. – Musiałam wymyślić jakiś sposób, żeby wam powiedzieć. Pomyślałam, że najłatwiej mi będzie powiedzieć wam wszystkim za jednym razem. Nie spodziewałam się, że się wściekniesz i kogoś zaatakujesz.

- A czego się po mnie spodziewałaś? – Zapytał spokojnie i Mia nagle poczuła ogromną wdzięczność dla Mary za zdobycie Wywaru Uspokajającego. – Może ja sam nie byłem wtedy przytomny, ale Rogacz zdradził mi, że gdy ja zostałem zaatakowany, ty wzniosłaś tak silne zaklęcia wokół mojej sali, że Uzdrowiciele musieli wezwać Łamacza Klątw! Kiedy Remusowi grożono w Szpitalu świętego Munga, wszyscy podnieśliśmy różdżki przeciwko Aurorom. To chyba oczywiste, że zareagowałem tak gwałtownie, gdy zobaczyłem to słowo na twojej skórze!

- Co tylko oznacza, że wszyscy musimy się nauczyć panować nad sobą – uśmiechnęła się, ale ten uśmiech bardzo szybko zbladł. Odgarnęła włosy z twarzy Syriusza, pozwalając opuszkom palców dotknąć leciutko policzka chłopaka. – Chcę, żebyś mi obiecał, że nie będziesz ścigał Regulusa.

Syriusz parsknął i odwrócił od niej wzrok.

- Mówię poważnie, Syriuszu. Proszę. Za niecały miesiąc opuszczamy Hogwart i nie chcę, żeby nasze wspólne życie po szkole rozpoczęło się od aresztowania ciebie za atak na własnego brata.

- Jeśli wyzwę go na Pojedynek Czarodziejów, będę mógł go legalnie zaatakować – wytknął.

Mia warknęła.

- Syriuszu!

- Niech ci będzie – odpuścił. – Cholerna wiedźma zabrania mi przeklęcia Regulusa.

Mruczał coś pod nosem, zamykając oczy. Przyciągnął ją do siebie, zanurzył twarz w jej włosy i rozluźnił się.

- Tak, biedny Syriusz nie może atakować Ślizgonów – dodała sarkastycznie Mia.

- No właśnie – zgodził się, ignorując jej ton. – Taką masz nade mną moc, kotku. Nikogo nie zaatakuję. Muszę cię naprawdę kochać.

Mia westchnęła, słysząc jego słowa, ale nic nie powiedziała. Nie chciała zwracać mu na nie uwagi, nie wiedząc, czy nie powiedział ich przypadkiem. Trzymała go mocno w swoich ramionach, przytuliła twarz do jego klatki piersiowej i w końcu zasnęła.