Od tłumaczki: Zakończenie siódmego roku, czyli coś, czego Mia nie przeżyła w swojej oryginalnej linii czasowej. Rozdział, w którym jest trochę śmiechu, trochę akcji… I niestety, w ostatniej linijce, trochę smutnych wiadomości. Ale mimo wszystko, życzę miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.
(PS. Nie wiem, czy się Wam chwaliłam, ale we wrześniu biorę ślub… W tym tygodniu udało mi się załatwić prawie wszystko z nim związane – kupiłam suknię, buty i zamówiłam obrączki… Nawet nie wiecie, jakie to jest absorbujące i trudne zajęcie.)
ROZDZIAŁ 80 – CI, KTÓRZY POWINNI TU BYĆ
2 czerwca 1978
Ostatnia lekcja Zaawansowanych Eliksirów zgromadziła wszystkich uczniów przed jednym kociołkiem, za którym stał profesor Slughorn. Ponieważ nauczyciel nie miał już żadnej wiedzy do przekazania, poprosił swoich najlepszych studentów o pomoc w uzupełnianiu zapasów Skrzydła Szpitalnego. Wyłącznie Damokles Belby otrzymał pozwolenie, żeby pracować nad czymś innym. Stało się tak wyłącznie dlatego, że Belby poprosił Slughorna o pomoc w opatentowaniu eliksiru, który chłopak stworzył podczas zajęć. Damokles z dumą nazwał swój wynalazek Wywarem Tojadowym, odkrywając jego znaczenie dla populacji wilkołaków. Mia, Syriusz i Lily gorąco mu pogratulowali, podczas gdy Snape tylko prychał z niesmakiem.
- Skończyłaś już? – Zapytała Mia, widząc, że Lily czyści swój kociołek, a następnie sięga do torby i wyciąga z niej małą, szklaną kulę. Dziewczyna uniosła brew, widząc, jak jej przyjaciółka z uśmiechem nalewa do kuli wody. – Chcę wiedzieć?
- Przygotowałam prezent dla profesora Slughorna – odpowiedziała Lily z uśmiechem. – Zawsze był dla mnie bardzo miły, chociaż wiem, jakie ma odczucia względem Mugolaków. Może teraz zrozumiał, że talent nie ma nic wspólnego z czystością krwi. Jest, co prawda, Ślizgonem, ale chcę mu podziękować za wszystko, czego mnie nauczył.
Wyciągnęła z torby słój z płatkami kwiatów i skierowała się do biurka nauczyciela.
- A ty skończyłaś? Bo mój obrońca czeka – rzucił ironicznie Syriusz, pakując swoje rzeczy po tym, jak zakorkował wszystkie fiolki z Eliksirem Uzupełniającym Krew, który miał uwarzyć. Widząc jej pytające spojrzenie, wskazał głową stojącego w progu Jamesa, który trzymał przed sobą wyciągniętą rękę i spoglądał niecierpliwym wzrokiem.
Po tym, jak Syriusz zaatakował Regulusa, Wataha zebrała się na naradę i wspólnie zdecydowała, że poza lekcjami Syriusz będzie oddawał swoją różdżkę Jamesowi na przechowanie do momentu, kiedy Black sam zadecyduje, że nie czuje potrzeby atakowania każdego napotkanego Ślizgona.
Mia rzuciła bratu promienny uśmiech.
- Raczej ścigający. Idźcie przodem. Ja zaczekam na Lily. Zajmijcie nam miejsca – poprosiła, domyślając się, że biblioteka prawdopodobnie jest oblegana przez ich kolegów i koleżanki z siódmego roku.
Syriusz skinął głową, pocałował ją w policzek i skierował ku drzwiom. W progu rzucił swoją różdżkę na wyciągniętą dłoń Jamesa.
Mia odwróciła się i jej wzrok spoczął na Snapie, który korkował ponad tuzin fiolek z Eliksirem Pieprzowym. Po swojej krótkiej rozmowie z Regulusem, Mia zdała sobie sprawę z tego, że spędziła wiele lat w tej linii czasowej, będąc wściekłą na przyszłość. Potrzebna była rozmowa z halucynacją samej siebie, kilkanaście równań numerologicznych i wycieczka z Remusem w odmęty Myślodsiewni, żeby zdała sobie sprawę ze swojej goryczy. I z tego, że wolała napawać się tą goryczą, zamiast korzystać ze słów zawartych w liście starszego Remusa. Nie żyła przecież całą pełnią swojego życia, skoro koncentrowała się na przyszłości i na tym, czego nie mogła zmienić.
Większość tego czasu spędziła będąc wściekłą na czarodzieja, który siedział przed nią. Była na niego zła, bo ją popchnął na kamienną ścieżkę, doprowadzając do wrogich stosunków między nim i Jamesem. Była na niego zła, bo był paskudnym przyjacielem dla Lily, bo był podły dla niej, bo przeklinał Jamesa i Syriusza przy każdej możliwości. Bo nigdy nie stanął w obronie swojej przyjaciółki. Była na niego wściekła, bo wiedziała, że to Severus Snape podsłucha i przekaże Voldemortowi część przepowiedni, która przyczyni się do śmierci Jamesa i Lily, a Franka i Alice doprowadzi do tragicznego stanu. Na tym jej gniew się nie kończył. Była na niego wściekła, bo mężczyzna całą swoją nastoletnią gorycz przeniósł w przyszłość, gdzie publicznie, wielokrotnie był okrutny dla Harry'ego. W uspokojeniu jej złości nie pomagał też fakt, że w przyszłości nazwie ją „nieznośną wiem-to-wszystko" i będzie miał ubaw z jej przeklętych zębów… Ten dupek!
Ale skoro potrafiła się przemóc i zobaczyć odkupienie na drodze Regulusa… Skoro potrafiła wybaczyć Draconowi lata tortur… Była pewna, że potrafi spojrzeć na Severusa Snape'a i zobaczyć osobę, która pewnego dnia będzie najważniejsza dla zakończenia wojny. Zapewnił im nie tylko dostęp do Miecza Gryffindora i do szkoły, ale również na wszelkie sposoby chronił uczniów Hogwartu przed złem bliźniąt Carrow. Dziesiątki lat będzie szpiegował, ryzykując swoim życiem tylko po to, żeby w końcu je stracić. Dupek, czy nie, Severus Snape zginie, znajdując się po stronie światła, robiąc dobry uczynek.
- Potrzebujesz pomocy? – Zapytała.
- Poradzę sobie – odpowiedział chłodno.
- Chciałam cię przeprosić – poprawiła pasek torby, którą miała przewieszoną przez ramię. Wstała, żeby spojrzeć mu w oczy. – Nie powinnam była cię uderzyć…
- Dwukrotnie – wtrącił Snape, nawet na nią nie patrząc. Kontynuował swoją pracę.
- Dwukrotnie – zgodziła się Mia z uśmiechem. – Przyznam szczerze, zasługiwałeś na to, ale powinnam mieć na uwadze fakt, że nie mogę oczekiwać od innych uprzejmego traktowania, kiedy ja sama tak szybko uciekam się do fizycznej brutalności. Jeśli poczujesz się od tego lepiej, wiedz, że nie jesteś jedynym Ślizgonem, którego uderzyłam.
Z dumą pomyślała o ciosach, którymi poczęstowała zarówno Dracona, jak i Lucjusza Malfoy'ów.
- Bardzo mało mnie obchodzą twoje fizyczne zażyłości z moimi kolegami, jak również twoja żałosna próba przeprosin – Snape okazał zdziwienie, kiedy Mia nie złapała haczyka i tylko się do niego uśmiechnęła. Wyglądała tak, jakby rozmawiała z bliskim znajomym, a nie człowiekiem, który zatruł jej kilka lat życia.
- Chcę ci również przebaczyć – powiedziała cicho, a jej uśmiech przygasł.
Nie pytając nawet, co przebacza mu Mia, Snape najeżył się z wściekłości.
- A skąd ci przyszło do głowy, że potrzebuję twojego przebaczenia?
- Może nie w tym momencie, ale mogę ci obiecać, że pewnego dnia będziesz potrzebował mojego przebaczenia, Severusie Snape. Pewnego dnia zrobisz coś, czego będziesz żałował do końca swoich dni – zerknęła na jego lewe ramię.
Instynktownie Snape przyciągnął ramię do piersi, tak jak wcześniej zrobił to Regulus.
Na Merlina, obaj muszą popracować nad odruchami, jeśli chcą kiedyś umknąć z życiem od Śmierciożerców, pomyślała, potrząsając głową.
- Któregoś dnia zrozumiesz, jakie konsekwencje będą miały twoje decyzje, podjęte pod wpływem gniewu i zazdrości. Wtedy zapragniesz przebaczenia, ale nie będzie nikogo, kto by mógł ci przebaczyć – obejrzała się przez ramię i zobaczyła, że uradowana Lily prawie znikła w silnym uścisku ramion profesora Slughorna. Przepiękna rybka pływała w szklanej kuli, która teraz stała na biurku nauczyciela. Mia ponownie spojrzała na Snape'a, który gapił się na Lily nie z pożądaniem, a ze smutkiem i tęsknotą. Zaczęła się zastanawiać, czy kiedykolwiek miała taki wyraz twarzy, kiedy myślała o Harrym.
- Snape, jak już zrozumiesz, co takiego uczyniłeś – szepnęła, subtelnie wskazując jego Mroczny Znak. – Pamiętaj, że w Hogwarcie pomoc zostanie udzielona tym, którzy o nią proszą.
Snape obnażył zęby z groźnym grymasie.
- A co to, do diabła, ma znaczyć?
Westchnęła z frustracją. Nawet gdyby chciała powiedzieć mu prawdę, Tacere Veritas jej nie pozwoli.
- Kiedyś zrozumiesz. Pewnego dnia.
- Wszystko w porządku? – Zapytała Lily, podchodząc ostrożnie do Mii, rzucając krótkie spojrzenie Snape'owi, który szybko odwrócił wzrok. Mia rozumiała, dlaczego.
- Tak, w porządku. Chciałam się pożegnać ze Snapem – odpowiedziała z uśmiechem. – Zasłużył sobie na to tym, że przez siedem lat byliśmy w jednej klasie, nie sądzisz?
Lily zmrużyła oczy i zerknęła na przedramię Mii, wiedząc, jakie słowo było ukryte pod rękawem szaty. Dokładnie to samo słowo było przyczyną zakończenia przyjaźni między Severusem i Lily.
W końcu Lily podniosła wzrok i z obojętną miną spojrzała na Snape'a.
- Do widzenia, Severusie. Powodzenia na egzaminach i… Powodzenia w życiu, jakiekolwiek by ono nie było.
Snape zachował kamienną twarz, ale Mia zobaczyła błysk nienazwanej emocji w jego oczach, kiedy skinął Gryfonkom głową, nadal niezdolny spojrzeć na swoją byłą przyjaciółkę.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
24 czerwca 1978
Błonia Hogwartu zostały otwarte dla rodziny i przyjaciół uczniów z rocznika 1978. Dzień był przepiękny i nauczyciele zdecydowali się zorganizować uroczystość pod gołym niebem, a nie w namiotach. Przed sceną ustawiono wiele rzędów kolorowych krzeseł, do których uczniowie prowadzili swoich rodziców. Krzesła były zaczarowane w taki sposób, żeby odwzorowywać barwy Domu, do którego przynależał dany uczeń.
Mia odprowadziła swojego ojca do złotego krzesła, do którego przyczepiona była tabliczka z jego nazwiskiem. Charlus pocałował ją w czoło i roześmiał się głośno, gdy podniósł wzrok. Mia odwróciła się i jej oczom ukazał się James, machający wariacko ręką do ojca oraz Syriusz, który korzystając z nieuwagi przyjaciela powoli skracał spodnie i wierzchnie szaty Jamesa bezróżdżkowym zaklęciem. W momencie, kiedy odsłonięte zostały kolana Jamesa, chłopak poczuł zmianę, odwrócił się na pięcie do Syriusza i uderzył go pięścią w ramię. Następnie zwrócił się do Lily z prośbą, żeby dziewczyna naprawiła jego strój.
Pozostali uczniowie z ich wesołej gromadki przyjaciół, wszyscy odziani w czerwono-złote szaty, stali w kolejce, która ustawiła się do odebrania świadectwa ukończenia szkoły.
- Powinnaś stanąć z kolejce, kochanie – powiedział Charlus.
- Mam jeszcze dużo czasu. Czy to dziwne, że jestem zdenerwowana? – Zapytała, ale Charlus nie miał okazji jej odpowiedzieć, bo właśnie miejsce obok niego zajęła dostojna czarownica z żywym sępem na ramieniu.
Charlus rzucił ptakowi przerażone spojrzenie, a Mia odkaszlnęła i uśmiechnęła się uprzejmie.
- Lady Longbottom.
Czarownica skinęła głową i zmrużonymi oczami spojrzała na Mię.
- Potterowie, no tak. Nie miałam okazji w zeszłym roku przekazać kondolencji – jej wzrok spoczął na Charlusie. – Twoja żona była wspaniałą kobietą i najprzyjemniejszym członkiem jej wrednej rodziny.
Charlus zachichotał.
- W tej kwestii możemy się zgodzić.
Przez kolejne dziesięć minut Augusta Longbottom narzekała na nieprzyjemną parę, która zajęła miejsce po jej prawej stronie (państwo Pettigrew), a której zdecydowanie unikała przez całą uroczystość. Następnie na parę, która siedziała przed nimi (państwo Brown), którzy bardzo chcieli wciągnąć ją w rozmowę na temat ślubu Franka i Alice.
- Nasz najstarszy syn, Robert, ożenił się w zeszłym roku – pani Brown uśmiechnęła się do Augusty i Charlusa, wskazując czarodzieja o kasztanowych włosach, który siedział obok niej. Do niego kleiła się chichocząca blondynka, która za każdym razem zwracała się do swojego męża per „Wobbie".
Zarówno Charlus, jak i Augusta spojrzeli na młodą kobietę z przerażeniem, ale Mia widziała, że jej ojciec powstrzymuje śmiech. Dziewczyna, przypominając sobie nieprzyjemne, upokarzające momenty ze swojego oryginalnego szóstego roku zdecydowała, że czas na nią i ucałowawszy ojca w policzek, wróciła do swoich przyjaciół.
- Na Merlina – jęknęła Mary, patrząc nad ramieniem zbliżającej się Mii. – Wydaje mi się, że moja matka próbowała poderwać ojca Pandory.
Mia obróciła się, żeby przyjrzeć się matce Mary, Begonii Macdonald, która otaksowała spojrzeniem przechodzącego czarodzieja. Mężczyzna przełknął głośno ślinę i oddalił się szybciej, niż do niej podszedł. Begonia roześmiała się wdzięcznie.
- Jakie to cudowne – powiedziała z uśmiechem Pandora. Jej eleganckie, niebiesko-brązowe szaty były rozpięte, ujawniając, że dziewczyna miała pod nimi jaskrawopomarańczową sukienkę. – Mój tata jest bardzo nerwowy, kiedy chodzi o czarownice. Uważam, że w głębi duszy podoba mu się, że ktoś z nim flirtuje.
- Nie przyszedł – wymamrotał Remus, rozglądając się uważnie. Mia popatrzyła w tym samym kierunku i zauważyła puste krzesło z tabliczką z nazwiskiem „LUPIN". Zmarszczyła czoło i przyciągnęła do siebie przyjaciela, mocno go ściskając. Lily, Syriusz i James również okazali swoje poparcie. W pewnym momencie doszło do tego, że wszyscy Gryfoni trwali w grupowym uścisku.
- Mogłoby być gorzej, Lunatyku. Moi rodzice mogliby się pojawić – Syriusz wskazał dłonią dwa puste krzesła pośrodku tłumu, opatrzone nazwiskiem „BLACK". – Ale na wszelki wypadek, gdyby zdecydowali się pokazać, zaczarowałem te krzesła, żeby odgryzły tyłek każdemu, kto na nich usiądzie.
Ceremonia trwała w najlepsze i wszyscy absolwenci otrzymali świadectwa ukończenia szkoły wraz z gratulacjami od dyrektora i grona pedagogicznego. Slughorn chwilę dłużej ściskał dłonie swoich ulubionych uczniów. Profesor Broadmoor, ich siódmy i ostatni nauczyciel Obrony przed Czarną Magią, podszedł do Mii, Remusa i Jamesa, żeby pogratulować im wybitnych osiągnięć.
Gdy przyszła kolej Syriusza na odebranie świadectwa z rąk dyrektora, Minerva McGonagall zabrała Dumbledore'owi pergamin z ręki i stanęła na drodze Syriusza z błyskiem w oku. Zamiast świadectwa podała mu coś innego.
Syriusz zawahał się, ale przyjął pergamin z rąk zastępczyni dyrektora, która teraz uśmiechała się do niego złośliwie. Zerknąwszy na treść trzymanego w dłoni dokumentu, roześmiał się głośno. Mia poznała, że jest to praca domowa, którą Syriusz kiedyś przykleił do biurka nauczycielki.
- Czy to znaczy, że będziesz za mną tęsknić, Minnie? – Syriusz mrugnął do niej zawadiacko, a profesor McGonagall zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- To znaczy, Syriuszu – odpowiedziała z uśmiechem, pierwszy raz zwracając się do niego po imieniu. Podała mu jego świadectwo. – Że jedynym powodem, dla którego zejdziesz z tej sceny ze swoimi włosami nietkniętymi po tym, jak wielokrotnie skalałeś moje biurko, jest fakt, że głównie dzięki tobie Gryffindor wygrał najwięcej Pucharów Quidditcha z rzędu w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat.
- Przestań ze mną flirtować – Syriusz posłał nauczycielce szeroki uśmiech, a z kolei z jej twarzy zniknęła beztroska. – Przecież wiesz, że jestem szczęśliwie zajętym facetem. Wstydziłabyś się, Minnie!
Dumbledore długo przemawiał do zgromadzonych, co sprawiło, że przynajmniej kilka osób zasnęło na swoich krzesłach. Dopiero, gdy zaczął wymieniać sukcesy pokolenia właśnie kończącego szkołę, przykuł do siebie niepodzielną uwagę tłumu. Dyrektor chwalił Damoklesa Belby'ego za jego talent do Eliksirów i wyjawił, że student został już przyjęty do działu badawczo-rozwojowego Szpitala świętego Munga. Otto Bagman został zakontraktowany jako ścigający w barwach Os z Wimbourne, tej samej drużyny, w której wcześniej grał jego brat.
Dumbledore dużo czasu poświęcił, wychwalając Franka i Alice oraz, co zdziwiło niektórych obecnych, Syriusza. Cała trójka została zaakceptowana, bez względu na wyniki egzaminów, we wczesnym programie treningowym dla Aurorów, w Departamencie Przestrzegania Magicznego Prawa.
James dostał oklaski za wyjątkowy talent w przewodzeniu gryfońskiej drużynie Quidditcha przy jednoczesnym uzyskaniu bardzo wysokich wyników egzaminów. Swoją umiejętność godzenia ze sobą trudnych obowiązków potwierdził zaś na siódmym roku, doskonale sprawdzając się w roli Prefekta Naczelnego. Mia trochę się obawiała, że takie publiczne wychwalanie chłopaka mocno rozedmie jego ego, ale jeden rzut oka na rozpromienioną miłością twarz Lily powiedział Mii, że jej brat nie musi już się przed nią puszyć, żeby przyciągnąć jej uwagę.
Następnie Dumbledore powiedział zgromadzonym, że aż czworo uczniów przystępujących w tym roku do egzaminów pobiło dotychczasowe rekordy. Jako pierwszy wywołany został Snape, który otrzymał pochwałę i został poklepany po plecach przez dyrektora za ustanowienie najwyższego wyniku z Eliksirów w ciągu ostatnich stu lat. Lily jeszcze bardziej się rozpromieniła i zawstydziła, kiedy Dumbledore zdradził, że zdobyła najwięcej punktów na egzaminie z Zaklęć, ku uciesze profesora Flitwicka. Mia, oczywiście, przeszła jak burza przez egzamin z Transmutacji, ku jednoczesnej dumie i niezadowoleniu profesor McGonagall. Ale z nich wszystkich najważniejszy był Remus, który stał wyprostowany jak struna, nieśmiało się uśmiechając, kiedy Dumbledore wyjaśniał, że to właśnie ten student miał najwyższą łączną ocenę z egzaminów. Ocenę, która stawiała chłopaka na zupełnie innym poziomie, niż wszyscy jego koledzy i koleżanki z roku razem wzięci.
- Nie mógłbym być z was bardziej dumny, niż jestem – powiedział z uśmiechem Charlus, zbliżając się do nastolatków z otwartymi ramionami. Zaczął się śmiać, kiedy rzuciła się na niego cała gromada. – Dlaczego profesor McGonagall tak krzywo na ciebie patrzyła, Syriuszu?
- A skąd ja mam wiedzieć? Ta kobieta nie może oderwać ode mnie wzroku – odpowiedział Syriusz, udając niewiedzę i zachichotał, kiedy Mia uderzyła go w ramię.
Charlus przeniósł wzrok na swoją córkę i Remusa.
- Jestem ciekawy jednej rzeczy. W jaki sposób łączna ocena z egzaminów Remusa jest wyższa od oceny Mii?
Słysząc pytanie, Mia wykrzywiła się brzydko do przyjaciela, który odpowiedział głębokim, bogatym śmiechem.
- Praktyczny egzamin z Obrony przed Czarną Magią był podzielony na dwie części. Podczas pierwszej prezentowaliśmy umiejętność rzucania różnych ofensywnych i defensywnych zaklęć. Mia dostała najwyższe oceny z tej części – wyjaśnił James, chichocząc pod nosem. – Drugą częścią były pojedynki. Profesor Broadmoor zdecydował, że Mia i Lunatyk będą się pojedynkować ze sobą.
Mia wydęła wargi.
- To nie było śmieszne.
Syriusz wyszczerzył do niej zęby.
- Och, kotku. Naprawdę było.
Charlus uniósł brew.
- Co się stało?
- W trakcie pojedynku, Remus… - Szepnęła Lily, zanosząc się śmiechem. – Transmutował Mię w lisa.
Cała grupa roześmiała się kosztem żartu, który Remus wyciął Mii.
Oczywiście, Remus nie transmutował Mii w lisa, jak założyła większość obserwatorów, tylko rzucił na nią niewerbalne zaklęcie, które wymusiło na niej przemianę w Animaga. Była tak zszokowana tym posunięciem, że opuściła gardę i nie była przygotowana na kolejny atak. Wręcz musiała się poddać. Gdyby zmieniła się z powrotem w człowieka, zdradziłaby się ze swoją sekretną umiejętnością. Dlatego czekała, aż Remus odczyni swój urok, jednocześnie przegrywając pojedynek.
- Oszukiwał – prychnęła Mia.
- Wcale nie – Remus odpowiedział uśmiechem, nadal ciesząc się z tej wygranej w pojedynku. – Bardzo dokładnie trzymałem się zasad. Znalazłem i wykorzystałem słabość przeciwnika, żeby wygrać.
- Oto są słowa oszusta.
- Cóż, może to nieważne, jak do tego doszło. Jestem dumny z tego, że znam i, w niektórych przypadkach, jestem ojcem tak utalentowanych młodych ludzi – radosny uśmiech Charlusa przygasł po chwili. Zanim kontynuował, upewnił się, że żadna osoba postronna go nie słyszy. – Albus poinformował mnie, że poza świadectwami, otrzymaliście od niego zaproszenia.
Każdy z Gryfonów skinął ostrożnie głową.
- Dobrze. W takim razie nadszedł czas, żebyście przeczytali zaproszenia, zapamiętali to, co na nich napisano i natychmiast je zniszczyli.
W jednej chwili nastolatkowie rozłożyli niewielkie kawałki pergaminu, które otrzymali na scenie od dyrektora podczas rozdawania dyplomów.
I chociaż Mia miała pewne podejrzenia w związku z tym, co było zapisane na zaproszeniu, uderzyły w nią przeczytane słowa:
Kwatera główna Zakonu Feniksa znajduje się w Wieży Tut, we wsi Tutshill, w Anglii.
- Nie rozumiem – wyjąkał Peter.
- Zapamiętaj, zniszcz i później zadawaj pytania – powiedział Charlus.
- Incendio – Mia jako pierwsza spaliła kawałek pergaminu, który trzymała w dłoni, a pozostali szybko poszli w jej ślady. Niektórzy rozumieli, co się właśnie stało. Inni, w tym Peter, nie mieli o niczym pojęcia.
- Wszystko zostanie wyjaśnione później – na twarz Charlusa wrócił dumny uśmiech, gdy dołączyli do nich państwo Brown, państwo Pettigrew, Begonia Macdonald i Augusta Longbottom.
- Zebrała nam się bardzo utalentowana grupa młodych ludzi – powiedział Lord Potter do pozostałych rodziców. – Uważam, że należy wznieść toast za ich osiągnięcia.
Za zebranymi pojawił się z cichym pyknięciem skrzat domowy, trzymający przed sobą tacę pełną różnych drinków.
Kiedy Syriusz i Mia sięgnęli po kielichy z elfim winem, James szybko wskoczył pomiędzy nich i skrzata domowego z okrzykiem „Po moim trupie", po czym rozdał wszystkim kremowe piwa.
- Za nasze dzieci, przyszłość Czarodziejskiego Świata, jak również za tych, którzy powinni dzisiaj być z nami, ale ich nie ma – powiedział Charlus, unosząc butelkę, a w jego oczach zagościł smutek.
Remus skinął głową i posłał starszemu Potterowi spojrzenie pełne wdzięczności.
- Za Hope Lupin.
- Za Aarona Macdonalda – Mary uśmiechnęła się do swojej matki, która nieelegancko pociągnęła nosem i chusteczką dotknęła kącika oka.
- Za Edgara Longbottoma – dodał z dumą Frank, unosząc swoją butelkę. Spotkało się to z aprobującym skinieniem głowy jego matki.
- Za Harolda i Aster Evans – odezwała się Lily, a w jej głosie można było wychwycić łzy. Dziewczyna oparła głowę na ramieniu Jamesa, który natychmiast otoczył ramieniem jej barki.
James wzniósł butelkę, patrząc w oczy ojca.
- Za Doreę Potter.
- Za Doreę Potter – powtórzyła Mia.
- Za Doreę Potter – zgodził się cicho Syriusz.
W tym momencie skończył się czas nostalgii, czas wspominania i świętowania. Chwilę po tym, jak Gryfoni skończyli wznosić swoje toasty za zmarłych rodziców, błonia rozświetlił blask. W tłum wmieszały się wstęgi czarnego dymu i Mia cicho krzyknęła na widok Śmierciożerców w pełnych uniformach.
W tym jednym momencie, kiedy ogarnęła ją panika, Mia wróciła myślami do Bitwy o Hogwart, która zakończyła Drugą Wojnę Czarodziejów. I pomimo tego, że tym razem zaatakowała tylko garstka Śmierciożerców, byli równie niebezpieczni, co setki. Instynktownie Mia stanęła przed Syriuszem i Remusem, ale żaden z nich nie pogodziłby się z ukrywaniem za jej plecami.
Gryfoni natychmiast się rozdzielili, formując małe grupki, stając do siebie plecami, żeby chronić siebie nawzajem. Wyciągnęli różdżki i rozpoczęli atak na zamaskowanych Śmierciożerców, ogłuszając tak wielu, jak się dało.
Grono pedagogiczne natychmiast ruszyło do boju, starając się bronić tych, którzy byli zbyt młodzi lub zbyt starzy, żeby samodzielnie dać sobie radę. Profesor McGonagall stała przed przynajmniej dziesiątką dzieci, walcząc przeciwko dwójce napastników. Profesor Flitwick przebiegł obok nich szybciej, niż Mia się po nim spodziewała i po drodze rzucał w Śmierciożerców groźnie wyglądającymi klątwami. Dumbledore bez problemu unikał zaklęć zmierzających w jego stronę. Jednak zamiast walczyć, uniósł różdżkę, żeby aktywować ponownie czary ochronne, które pozwalały na Aportację w Hogwarcie ze względu na odwiedzających rodziców.
Mia zauważyła, że jej ojciec stoi obok Augusty Longbottom, która posłała w stronę szarżującego Śmierciożercy nielegalne, chociaż nie Niewybaczalne, zaklęcie ofensywne. Z ramienia napastnika buchnęła krew.
Za plecami miała Syriusza i Remusa. Ochraniali się nawzajem. Spostrzegła, że James, Lily i Peter robią dokładnie to samo. Po drugiej stronie miejsca wyznaczonego dla gości stali Frank, Alice i Mary.
- Jamie! – Wrzasnęła Mia i rzuciła Zaklęcie Oszałamiające na Śmierciożercę, który właśnie celował w jej brata. Czarodziej w czarnych szatach poleciał kilka metrów do tyłu, lądując na kilku kolorowych krzesłach. James ruszył przed siebie, żeby ująć tego człowieka, ale uprzedził go inny Śmierciożerca, który złapał swojego wspólnika za nadgarstek i Aportował się wraz z nim.
Wyglądało na to, że pozostali Śmierciożercy pomyśleli tak samo. Jeden za drugim, znikali tak szybko, jak się pojawili. Zdążyli uciec zanim Dumbledore przywrócił pełną moc Zaklęć Ochronnych. Mia widziała w ich oczach furię. Byli wściekli, że napotkali taki opór. Należało im się.
To nie była prezentacja ich potęgi. Nie była to też misja zamordowania Dumbledore'a. Nie, to była wiadomość. Voldemort właśnie pokazał Dumbledore'owi, że nie boi się wejść bez pozwolenia na teren dyrektora i poczynać sobie według swoich upodobań. Chciał wywołać panikę wyłącznie dla samego faktu wywołania paniki.
Ale to była również tragedia.
Najpierw przeliczono uczniów. Zajęli się tym James i Lily, ostatni raz w swoich rolach Prefektów Naczelnych. Ich zadaniem było dowiedzieć się, kto był ranny, kto zginął, a kogo ewentualnie brakowało. Wielu uczniów odniosło niewielkie obrażenia, trzech zginęło. Co gorsza, zginęło dużo więcej dorosłych czarodziejów.
Na koniec okazało się, że brakuje wyłącznie jednego studenta. Severusa Snape'a.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
6 sierpnia 1978
- Ja, James Potter…
- Ja, Syriusz Black…
- Ja, Lily Evans…
- Ja, Remus Lupin…
- Ja, Peter Pettigrew…
- Ja, Frank Longbottom…
- Ja, Alice Longbottom…
- Ja, Mary Macdonald…
- Ja, Mia Potter, przysięgam być lojalna członkom Zakonu Feniksa, przysięgam służyć z wykorzystaniem wszystkich moich umiejętności, przysięgam dobrowolnie i honorowo chronić pozostałych członków Zakonu Feniksa oraz wszystkich obywateli Czarodziejskiego Świata. Przysięgam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby położyć kres czasom terroru wprowadzonym przez Śmierciożerców i mrocznych czarodziejów.
Wypowiedziała słowa przysięgi, ale nie poczuła żadnego wiążącego wpływu magii. Jakaś jej część chciała zaproponować prowokowanie więzi podczas składania przysięgi, zdając sobie sprawę, że to brak tej więzi pozwoli niektórym członkom Zakonu, szczególnie Peterowi, złamać przysięgę, którą właśnie dobrowolnie złożył.
Nowi rekruci siedzieli z tyłu komnaty, podczas gdy starsi członkowie Zakonu rozmawiali o sposobach ochrony najznamienitszych rodzin czarodziejów urodzonych w rodzinach Mugoli oraz właścicieli mniejszych biznesów, którzy otwarcie sprzeciwiali się supremacji czystej krwi. To właśnie oni byli potencjalnymi, najbardziej prawdopodobnymi celami.
Mia uśmiechnęła się ze smutkiem, patrząc jak Alice nerwowo bawi się swoją obrączką. Ich pierwsze plany zakładały, że ślub odbędzie się późnym latem, ale zarówno Alice, jak i Frank zdecydowali się przyspieszyć ceremonię po ataku Śmierciożerców. Matka Alice była jedną z ofiar i planowanie wesela bez jej udziału stało się dla dziewczyny zbyt bolesne. Z tego powodu Augusta Longbottom pociągnęła za wszystkie sznurki, za które trzeba było pociągnąć, żeby ceremonia odbyła się szybciej, bez udziału osób postronnych.
Frank i Syriusz wyglądali na wyczerpanych. Black opierał ciężko głowę na ramieniu Mii, próbując nie zasnąć. Było to niesamowicie trudne, słuchając nerwowego wykładu Alastora Moody'ego na temat braku ochrony wokół Banku Gringotta, gdzie widziano osoby podejrzane o przynależność do Śmierciożerców: Bellatrix i Rudolfa Lestrange'ów. I chociaż nie mieli żadnych twardych dowodów przeciwko małżeństwu Lestrange, Bellatrix przyciągnęła do siebie niechcianą uwagę wydzierając się w głębi banku na temat dodatkowych zabezpieczeń skarbca.
Od Mii aż promieniowała złość, kiedy słuchała jego wywodu. Przy każdym zirytowanych westchnięciu, które wyrywało się spomiędzy jej zaciśniętych ust, Dumbledore rzucał jej zaciekawione spojrzenie i uprzejmy uśmiech, od których prawie zagotowała jej się krew. Mia pogodziła się z przyszłością i zdecydowała się nie brać aktywnego udziału w działaniach, które mogły ją zmienić, ale jednocześnie doprowadzało ją do szaleństwa to, że ona wiedziała, co się dzieje, a pozostali jedynie się domyślali.
- Syriuszu – szepnęła. – Syriuszu, chrapiesz.
Powoli podniósł zmęczone powieki i spojrzał na nią z wdzięcznością zaspanymi, szarymi oczami.
- Dzięki, kochanie.
Mia prychnęła.
- Stała czujność.
Syriusz wywrócił oczami i rozejrzał się po małym salonie Wieży Tut, gdzie odbywało się spotkanie. Alastor Moody – cały czas posiadający swoje dwie nogi i oboje oczu – kłócił się z innym członkiem Zakonu i jednocześnie Aurorem, Edgarem Bonesem. Tematem sprzeczki były problemy przy ostatnim aresztowaniu Śmierciożercy. Ktoś źle się obchodził z materiałem dowodowym.
- Ten człowiek to wariat – szepnął Syriusz do Mii, patrząc na Moody'ego.
Zdążyło minąć kilka dni od ataku na błonia Hogwartu, gdy Alastor Moody zdecydował się zaciągnąć Franka, Alice i Syriusza do Ministerstwa, żeby rozpocząć ich szkolenie. Frank i Syriusz zostali partnerami i trenowali pod bezpośrednim nadzorem Moody'ego, natomiast Alice została przydzielona do innej czarownicy i trenowała pod okiem Edgara Bones'a.
Dwóch starszych Aurorów nie podzielało zdania dotyczącego sposobu szkolenia rekrutów. Alice i jej partnerka, Elspeth Entwistle, podczas pierwszej połowy dnia otrzymały stosy książek i instrukcji, a na drugą połowę dnia zostały wysłane do sali gimnastycznej. Syriuszowi i Frankowi z kolei powiedziano, że cały dzień mają spędzić na studiowaniu podręczników. Korzystając z ich skupienia, Moody przez cały dzień atakował ich urokami, rzucał na nich klątwy i inne zaklęcia.
Frank i Syriusz zdecydowali, że najbezpieczniej będzie, jeśli usiądą plecami do siebie i będą się zmieniać w wypatrywaniu ich szefa i nauczyciela. Obaj byli wyczerpani i równie paranoicznie nastawieni do świata jak Moody pod koniec pierwszego tygodnia szkolenia. Wraz z trwaniem kursu, obaj chłopcy nadal byli zmęczeni, ale w ich oczach widniało doświadczenie i umiejętności przekazane im przez starszego Aurora.
Kiedy spotkanie się oficjalnie skończyło, wszyscy się podnieśli. Dorcas Meadowes, właścicielka Wieży Tut, zaproponowała wszystkim obecnym coś orzeźwiającego do picia, a następnie, żeby rozluźnić napiętą atmosferę, stwierdziła, że czas najwyższy na zrobienie pamiątkowego zdjęcia Zakonu.
Mia zaproponowała, że to ona zrobi im zdjęcie, bo gdyby znalazły się na nim jej włosy, nie zostałoby miejsca dla nikogo innego.
Kilka chwil później błysnęła lampa i sztuczne uśmiechy znikły z twarzy członków Zakonu tak szybko, jak się na nich pojawiły. Kilka osób stanęło pod czarną tablicą, na której wypisane były nazwiska osób podejrzanych o przynależność do Śmierciożerców wraz z ich przyjaciółmi i partnerami biznesowymi, inwestycjami, nieruchomościami i historiami wykroczeń. Po jednej stronie tablicy było wyznaczone miejsce na wycinki z gazet, związane z atakami Śmierciożerców.
Wzrok Mii spoczął na jednym z artykułów.
HORROR W HOGWARCIE
Wczoraj, tuż po rozdaniu świadectw ukończenia Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Śmierciożercy – aktywnie służący Sami-Wiecie-Komu – bez ostrzeżenia zaatakowali szkolne błonia. Albus Dumbledore wraz z nauczycielami robili, co mogli, żeby wznieść nad zamkiem Zaklęcia Ochronne, podczas gdy starsi uczniowie i ich rodziny brali udział w czynnej walce. Mimo szybkiego odwrotu Śmierciożerców i rozpoczętego śledztwa Aurorów, musimy donieść, że wiele żyć zostało straconych w tej krwawej masakrze.
Nasze kondolencje składamy rodzinom osób, które bohatersko zginęły na błoniach Hogwartu:
Elizabeth Abbot, Samanthy Alton, Ottona Bagmana, Lucii Bagman, Amaranty Brown, Julii Fawcett, Sarah Fawcett, Begonii Macdonald i Charlusa Pottera.
