Od tłumaczki: Taki mały, przyjemny przerywnik przed nami. Plany, marzenia i mieszkania młodych Huncwotów. Do zobaczenia za tydzień i miłego czytania.

ROZDZIAŁ 81 – POZA ZAKONEM

6 sierpnia 1978

Mia wpatrywała się w imię ojca dopóki nie poczuła, jak wokół niej zamykają się znajome ramiona, a jej płuca wypełnił zapach skóry, przynoszący pocieszenie.

- Jesteś gotowa, kotku? – Zapytał Syriusz.

Po bitwie na błoniach Hogwartu wszyscy Gryfoni jak jeden mąż rzucili się do pomocy, odszukując i pomagając rannym. Panował tam chaos. Zarówno Alice, jak i Mary straciły matki podczas ataku. I podczas gdy obie młode czarownice padły na ziemię, nie mogąc sobie poradzić ze smutkiem, Peter nie był w stanie sam obronić swojej matki przed prawie śmiertelnym atakiem, który pogrążył ją w śpiączce. To wtedy jego ojciec, Evan Pettigrew, uznawszy, że jego żona nie żyje, wpadł w morderczą furię. Wyciągnął różdżkę i zaczął miotać na wszystkie strony zaklęciami i klątwami. Nie zwracał uwagi, kogo uderzyło jego zaklęcie, nawet, kiedy poszkodowanym był Peter. Kiedy na miejscu pojawili się Aurorzy, Evan został aresztowany za trafienie klątwą Cruciatus niewinnego człowieka.

Kiedy znaleźli ciało Charlusa, Mia się załamała.

Odejście Dorei bolało jak nic innego na tym świecie, ale mieli czas – trochę czasu – żeby przyzwyczaić się do myśli o jej śmierci. Mia musiała być silna dla pozostałych. W tamtym czasie James i Syriusz również tracili matkę, a do tej pory żaden z nich nie zetknął się ze śmiercią. W dodatku Remus właśnie się dowiedział, że jego mama też zmarła.

Utrata Charlusa była kroplą, która przelała czarę goryczy i Mia rozpadła się na kawałki w ramionach Syriusza na widok ojca, leżącego bez życia na błoniach, ze znajomą, purpurową linią na żebrach.

Dołohow był jednym ze Śmierciożerców, którzy zaatakowali.

Wszyscy, którzy widzieli bliznę Mii natychmiast zrozumieli, co się stało z Charlusem, ale nikt nic na ten temat nie powiedział. Raczej założyli, że była to jakaś specjalna klątwa Śmierciożerców, podobnie, jak w późniejszych czasach założą o zaklęciu Sectumsempra. Mia jednak wiedziała lepiej. Przypomniała sobie, że przyszły Remus poinformował ją, że uciszenie Dołohowa w Departamencie Tajemnic – dzięki czemu musiał rzucić zaklęcie niewerbalnie – prawdopodobnie ocaliło jej życie. Teraz Mia była pewna, że tak było.

Pogrzeb był bardzo cichym, spokojnym wydarzeniem, w przeciwieństwie do ostatniego pożegnania Dorei. Do zbyt wielu śmierci doszło w tym samym czasie, żeby mogli się skupić na żałobie po jednej osobie, a w dodatku Syriusz, Frank i Alice właśnie rozpoczynali swoje szkolenie na Aurorów.

Ale pomimo tego, jak bardzo ich to bolało i jak wiele łez przelali nad straconymi życiami, gdy wszyscy rodzice spoczęli w ziemi, Gryfoni zawarli cichy pakt, zgodnie z którym musieli ruszyć dalej i żyć. Trwała wojna i nieważne, jakie było to przerażające, wszyscy musieli się przyzwyczaić do śmierci.

- Jestem gotowa. Wracajmy do domu.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Pan wrócił do domu!

W momencie, kiedy James wyszedł z kominka, został uściskany przez nadgorliwą skrzatkę domową.

Po śmierci Charlusa, Tilly bardzo mocno związała się z Jamesem i Mią. Była wobec nich bardzo opiekuńcza i za każdym razem, kiedy opuszczali Dwór Potterów, niesamowicie się denerwowała. Mia początkowo była na siebie wściekła, za zaaprobowanie pomysłu Jamesa, ale po jakimś czasie doszła do wniosku, że chłopak wiedział co robi. A zdecydował się na stworzenie dla Tilly ogromnej listy zadań, dzięki której skrzatka będzie miała co robić. Nuda była największym wrogiem skrzatów domowych. W wolnych chwilach Tilly zastanawiała się nad niebezpieczeństwami, jakie czyhały na jej młodych państwa w Czarodziejskim Świecie i praca pomagała jej odegnać te myśli.

- Kolacja gotowa, Tilly? – Zapytał James, siadając wraz z przyjaciółmi przy stoliku w salonie. – Musimy szybko zjeść, żeby mieć czas na pakowanie.

- Tilly przygotowała to, co Pan lubi najbardziej. Zapiekana wołowina i nerki jagnięce pod ciastem francuskim, a na deser tarta melasowa. Dla panienki Lily grillowany kurczak, dla pana Remusa ciasto czekoladowe, dla pana Syriusza pieczeń jagnięca, a dla Pani biszkopt w winie z galaretką.

Mia zmarszczyła brwi, zaniepokojona ilością obowiązków skrzatki i ich wpływem na jej zdrowie.

- Nie musiałaś tego wszystkiego przygotowywać.

James odkaszlnął i morderczym wzrokiem uciszył Mię.

- Oczywiście, że musiała. I wszyscy bardzo się cieszymy, że ugotowałaś dla nas tak pyszne potrawy, Tilly.

Tilly rozpromieniła się i szybko znikła, żeby przygotować zastawę stołową.

James odwrócił się do swojej siostry i westchnął.

- Wiesz, że się załamie, jeśli spróbujesz powstrzymać ją od pracy.

- Wiem. Nie chcę powstrzymywać jej od pracy. Uwierz mi, że już dawno mi przeszło. Ale nie chcę, żeby zrobiła sobie krzywdę, przepracowując się – Mia spuściła wzrok. Stracili już tak wielu ludzi, że myśl o utracie Tilly, która do pewnego stopnia ich wychowała, przerażała ją.

- Obiecuję ci, że się nią zajmę – James wyciągnął ramię i ujął dłoń Mii. – Sama będziesz mogła się o tym przekonać. To też twój dom, wiesz o tym?

Mia uśmiechnęła się do swojego brata, podrzuciła nogi i położyła je na udach Syriusza.

- Ty i Lily rozpoczniecie wspólne życie w Dolinie Godryka. Dworek Potterów jest waszym domem. Ja wyniosę się z Dworu z tymi dwoma Huncwotami.

Dzień po pogrzebie usiedli razem, żeby przedyskutować ich opcje na przyszłość. Wszyscy się zgodzili, że zamieszkiwanie we Dworze bez Dorei i Charlusa wydawało się nie do przyjęcia. Syriusz i Remus już od jakiegoś czasu planowali przeprowadzkę. Syriusz nawet kupił już jakiś apartament na Ulicy Pokątnej i poza Remusem nikt go jeszcze nie widział. I udało mu się nakłonić Mię, żeby zamieszkała razem z nimi, twierdząc, że on i Remus przepadną bez jej rządzenia się i rozstawiania ich po kątach.

Mia od razu zaakceptowała propozycję swojego chłopaka i ucieszyła się, kiedy James poprosił Lily, żeby zamieszkała z nim w Dworku Potterów, niewielkiej willi, leżącej w centrum wioski w Dolinie Godryka. Tilly już kilkukrotnie odwiedziła stare domostwo, żeby posprzątać i przygotować je dla nowych lokatorów oraz dla siebie. James ubłagał Tilly, żeby wprowadziła się do niego, jednocześnie pozbawiając Mię poczucia winy, że jest właścicielką skrzata domowego. Bardzo ją cieszyło również to, że od tej pory Syriusz będzie musiał sam po sobie sprzątać.

- Z Huncwotami – prychnął Syriusz, masując stopy Mii. Uśmiechnął się, gdy musnęła dłonią jego policzek. – Pomyślałbyś, że ona nas nie lubi, Lunatyku.

- Obaj jesteście paskudni – odwróciła głowę i spojrzała na Lily, która przysiadła na kolanach Jamesa. Wyglądała jak królowa siedząca na tronie stworzonym specjalnie dla niej. – Czy wiesz, że ja nadal nie wiem, dokąd się wyprowadzam?

Lily potrząsnęła głową i się roześmiała.

- Pozwól im zrobić ci niespodziankę. Cały czas nie mogą się pogodzić z tym, że minęły te czasy, kiedy mogli przeklinać Ślizgonów i robić sobie żarty z Filcha. A skoro o przeklinaniu innych mowa, muszę przyznać, że jestem z ciebie dumna, Mia.

- Dlaczego?

- Marlene – wyznała Lily.

- Cały czas nie mogę uwierzyć, że McKinnon jest w Zakonie – syknęła Mia i zerknęła na drugi koniec kanapy, gdzie Syriusz agresywnymi ruchami uciskał jej stopy. Domyśliła się, że w taki sposób chce uniknąć rozmowy o dziewczynie-której-imienia-nie-wolno-mu-wymawiać.

- Wiem, jaki masz do niej stosunek. Dlatego jestem szczęśliwa, że w końcu wydoroślałaś i nie pozwalasz już swojej różdżce myśleć za siebie – dodała Lily.

- Zostawiłam swój Tele-Świstoklik w innych szatach – odpowiedziała poważnym tonem Mia, wpatrując się w swoje paznokcie, jakby podziwiała nowiutki manikiur. Niestety, różowy lakier, który nałożyła jej Mary w zeszłym tygodniu był już mocno obdrapany. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie rzucę na tę krowę żadnego zaklęcia pod nosem Dumbledore'a i kilku Aurorów?

- Oczywiście, że nie. Mia zaczeka, aż zostanie wysłana na misję z Marlene. Dopiero wtedy ją przeklnie, jak stąd na księżyc – zachichotał Syriusz i otrzymał w nagrodę szeroki uśmiech od Mii.

- Mia tak nie postąpi – nie zgodziła się Lily. – Może i jej nie lubi, ale nie zaryzykowałaby w ten sposób powodzenia misji.

- Tak prawdę mówiąc… Czeka mnie permanentna misja poza Zakonem – przyznała Mia, próbując nie pokazać, że mina jej rzednie i miejsce uśmiechu chce zająć grymas.

- Co to ma znaczyć? – James uniósł brew. – Co znaczy „poza Zakonem"?

Mia zmarszczyła brwi, kiedy do niej dotarło, jak James mógł odebrać jej słowa. Podejrzewał, że Dumbledore kazał Mii szpiegować, co naraziłoby ją na niebezpieczeństwo.

- Nic mi nie będzie. Chodzi o pracę w cieniu Zakonu. Równania numerologiczne, przewidywanie wyników naszych działań – skłamała. – To oznacza, że nie mogę regularnie uczestniczyć w spotkaniach. Jeżeli będę zbyt mocno uwikłana w którąś sprawę, mogę próbować nagiąć równania w taki sposób, żeby dały oczekiwany przeze mnie wynik. Dlatego wszystkie informacje będę otrzymywać bezpośrednio od Dumbledore'a.

- Wychodzi więc na to, że zostałam przyjęta do Zakonu Feniksa, bo byłoby to podejrzane, gdybym nie została włączona przy czynnym udziale mojej rodziny i przyjaciół – podsumowała Mia, stojąc wraz z Dumbledorem w odizolowanej, wyciszonej części Wieży Tut. Dumbledore miał czelność się do niej uśmiechnąć. Dziewczyna kontynuowała ze zmrużonymi oczami. – Podejrzewam, że gdybym nie miała tak wysokich wyników egzaminów, powiedziałby pan, że nie jestem odpowiednio wykwalifikowana do pracy w Zakonie. A w rzeczywistości to ja jestem najlepiej przygotowana na to, co nas czeka.

- Jestem pewien, że z łatwością nawiązałaby pani i wygrała pojedynek z każdym obecnym tu członkiem Zakonu – odpowiedział dyrektor z nutą dumy w głosie. – Może poza Remusem.

- Remus wykonał niezłą sztuczkę, ale i tak jest oszustem. Powinien pan powtórzyć jego egzamin praktyczny – stwierdziła Mia, której nie spodobało się nawiązanie dyrektora do jej przegranej podczas egzaminu z Obrony przed Czarną Magią. – Co mam powiedzieć pozostałym? „Wiem, że jestem członkiem Zakonu, ale nie mogę uczestniczyć w spotkaniach, bo Dumbledore boi się, że emocje wezmą nade mną górę i wyznam wszystko, co wiem o przyszłości"? Tylko, że ja dosłownie nie mogę wyznać niczego o przyszłości, więc pewnie po prostu zrobię awanturę.

Skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała wyczekująco na Dumbledore'a.

- Nie można zmienić przyszłości i uważam, że twoja obecność na spotkaniach przysporzyłaby właśnie Tobie najwięcej bólu – we wzroku dyrektora pojawił się smutek. – Zakon będzie pierwszą linią obrony w tej wojnie i na pewno doznamy strat. Ty na pewno wiesz, kto zginie.

- Oczywiście, że wiem – warknęła. Od zawsze bolało ją to, że wiedziała, co stanie się z Jamesem i Lily. Była chora z wściekłości na siebie, kiedy siedziała na spotkaniach z innymi ludźmi, o których wiedziała, że zginą i nie mogła nic z tym zrobić. Czuła się współwinna ich śmierci.

- Właśnie dlatego uważam to za niesprawiedliwe dla ciebie, wiązać się z ludźmi, o których wiesz, że zginą. Wysyłać ich w twojej obecności na misje, z których wiesz, że nie wrócą. Chcę być dla ciebie uprzejmy, panno Potter.

- Uprzejmością byłoby nie pozwolić im umrzeć. Na ten temat dyskutujemy od lat – wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić. – Nic się nie zmienia. Jestem tego świadoma.

Dumbledore uśmiechnął się do niej.

- Wierzę, że wygramy tę wojnę.

Mia spojrzała na dyrektora wzrokiem, który mówił „jesteś skończonym idiotą". Miała nadzieję, że zrozumiał.

- Wie pan ode mnie, że na pewno wygramy. To nie jest żadna wiara. To nawet nie nadzieja. To pewność.

Opuściła ramiona wzdłuż boków i zerknęła przez niedomknięte drzwi, gdzie zebrali się pozostali tegoroczni absolwenci, gotowi do złożenia przysięgi. Uśmiechnęła się ze smutkiem na widok Syriusza i Franka, którzy przysypiali na kanapie.

- Alastor poinformował mnie, że jego młodzi rekruci bardzo dobrze sobie radzą na szkoleniu – rzucił Dumbledore, widząc, gdzie padło spojrzenie Mii.

- Ja również niedługo dołączę do Ministerstwa – przypomniała. – Usługi Administracyjne Wizengamotu. Dostałam pracę jako młodsza archiwistka. Nie będę zwracać na siebie uwagi. Jakbym rzuciła na siebie Zaklęcie Kameleona.

- Na swoim stanowisku będziesz miała dostęp do publicznych i utajnionych akt – zauważył Dumbledore. – Nieważnie, czy będziesz obecna na spotkaniach, czy nie, Mia. Na pewno będziemy mieli z ciebie dużo pożytku.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Po tym, jak Tilly już nakarmiła wszystkich swoich podopiecznych ich ulubionymi potrawami, Syriusz i Remus zabrali Mię z domu, żeby pokazać jej ich nowe mieszkanie. James i Lily byli bardzo zadowoleni, ponieważ pierwszy raz od dawna mieli Dwór wyłącznie dla siebie. Prawdopodobnie był to też ich ostatni samotny wieczór we Dworze. Następnego ranka chcieli się przeprowadzić do willi w Dolinie Godryka.

Kiedy Syriusz, Remus i Mia weszli do Dziurawego Kotła, Tom uniósł podejrzliwie brew, wyszedł zza lady i krzyżując ramiona na piersi zastąpił im drogę. Zmrużył niebezpiecznie oczy.

- Kochaniutka, wszystko gra?

- Tom? – Zaśmiała się zawstydzona Mia. – Tak, wszystko w porządku. Ci dwa idioci mają dla mnie niespodziankę. I wydaje im się, że aby osiągnąć szczyt podekscytowania, muszę do ostatniej chwili mieć zasłonięte oczy.

- Niech będzie – Tom nie wydawał się być stuprocentowo przekonany i nadal patrzył na chłopców, jakby mieli popełnił jakiś zbrodniczy czyn. – Idźcie już.

- Mówiłam wam, że przepaska na oczy to zły pomysł – wymamrotała Mia, gdy przyjaciele poprowadzili ją na tyły Dziurawego Kotła, gdzie mieściła się ceglana ściana, oddzielająca Świat Czarodziejów od świata mugolskiego. Syriusz mocno przytrzymał Mię, podczas gdy Remus różdżką obstukiwał cegły.

- Z tego, co pamiętam, powiedziałaś dokładnie coś takiego: „Opasek na oczy nie powinno się używać poza sypialnią" – odpowiedział jej Syriusz.

- Nigdy czegoś takiego nie powiedziałam! I, jak dobrze wiesz, nigdy nie miałam na oczach opaski, będąc w sypialni – prychnęła.

- Naprawdę? – Syriusz pochylił się nad nią i musnął ustami jej ucho. – Bo rumieniec na twarzy Remusa podpowiada mi, że kłamiesz.

Remus odkaszlnął.

- Właściwie, ona nigdy nie miała na oczach opaski. I nie znajdowaliśmy się wtedy w sypialni.

Syriusz roześmiał się. Jego śmiech zagłuszyły nieco obracające się cegły.

- Trzymałaś coś przede mną w tajemnicy, kotku. Zatrzymujemy to – powiedział łagodnie, dotykając lekko supła, który przytrzymywał opaskę na miejscu.

Mia potrząsnęła głową, czując, jak Syriusz łapie jej prawą dłoń, a Remus lewą.

- Na Merlina… Jak ja przeżyję mieszkanie z wami obojgiem?

Poprowadzili ją w głąb Ulicy Pokątnej. Mia była wdzięczna losowi za to, że nie słyszy zbyt wielu głosów wokół siebie. Czułaby się fatalnie, gdyby następnego ranka przywitał ją artykuł w Proroku Codziennym, oskarżający Remusa i Syriusza o próbę uprowadzenia czarownicy.

- Uważam, że świetnie damy sobie radę – powiedział Syriusz, łapiąc ją pod ramię i delikatnie sterując jej ruchami, tak aby nie potknęła się na kamienistej powierzchni ulicy. – A gdybyśmy mieli jakiekolwiek problemy, Zaklęcia Wyciszające sobie z tymi problemami poradzą, prawda, Lunatyku?

- Nie wiem, czemu się przejmujesz – Remus zachichotał. – Wszystkie dźwięki, jakie Mia potrafi z siebie wydać, ja już słyszałem. Wielokrotnie.

Mia zaczerwieniła się, nieco poirytowana otwartym brakiem zazdrości, jaki okazywali obaj chłopcy, co prowadziło ich do jawnych i głośnych dyskusji. Przydałoby im się choć trochę poczucia wstydu.

- A co z dźwiękami, które wydaje Syriusz? – Zapytała, mając nadzieję, że sprowokuje to zawstydzenie w przynajmniej jednym z nich.

- Mia, dzieliłem sypialnię i łazienkę z Syriuszem przez siedem lat. Jeżeli przy tobie jest tak samo głośny, jak wtedy, kiedy zabawia się sam ze sobą, to też nie ma takiego dźwięku, którego bym nie słyszał.

- Sam ze sobą? – Odwróciła głowę, nadal z opaską blokującą jej wzrok w kierunku Syriusza, jakby uważała, że może dostrzec w jej zasłoniętych oczach ogromne zdumienie.

- No co? – Zapytał niewinnie Black. – Jestem bardzo utalentowanym kochankiem i lubię dawać sobie znać, że robię coś, co mi się podoba.

Cała trójka wybuchła niekontrolowanym śmiechem i Mia poczuła, jak całe napięcie ostatnich kilku miesięcy ją opuszcza. Jej żałoba była bardzo ciężka, wojna była niesamowicie bolesna, ale tych dwóch czarodziejów, stojących po jej obu stronach miało na nią zbawienny, leczniczy wpływ.

- No, dobra – rzucił nagle z ekscytacją Syriusz. – Jesteś gotowa, żeby zobaczyć nasze nowe mieszkanie?

- Tak! Zdejmij mi z oczu tę przepaskę!

Syriusz jednym ruchem ją uwolnił. Mia zamrugała kilka razy powiekami, żeby przyzwyczaić się do światła i spojrzała ze zdumieniem na kamienicę, przed którą stali.

- Na Merlina… - Wymamrotała, czując, jak opada jej szczęka.

Chociaż brakowało mu jasnych kolorów i oślepiających lamp, budynek był bardzo znajomy. W oknach wystawowych nie było skaczącego, błyszczącego i ruszającego się towaru, a przed drzwiami nie stała ogromna figura przedstawiająca rudowłosego czarodzieja ze spiczastych kapeluszem. Był jednak adres: Ulica Pokątna 93 – miejsce, gdzie w przyszłości swoją siedzibę będzie miał sklep Freda i George'a Weasley'ów.

- Nie rozumiem – szepnęła, nadal nie mogąc ze zdumienia zamknąć ust.

- To nasz nowy dom! To znaczy, oczywiście, że nie cały budynek – Syriusz wskazał jej tabliczkę w oknie wystawowym, która mówiła „Zamknięte z powodu przeprowadzki". – Kiedyś był tu Salon Eliksirów Upiększających Madame Primpernelle, ale ponieważ jej interes kwitnie, musiała znaleźć jakiś większy lokal. Odkupiłem od niej całą kamienicę, bo nad sklepem jest mieszkanie.

- A co masz zamiar zrobić ze sklepem? – Zapytała Mia, wchodząc z chłopcami do ogromnego, pustego pomieszczenia, które w przyszłości będzie zastawione półkami i stolikami pełnymi Czekoladek Lesera, Zaklęciami Snu na Jawie (opatentowanymi!) i klatkami z Pufkami Pigmejskimi.

- Nie mam pojęcia – przyznał Black z uśmiechem.

- Gdy szukaliśmy mieszkania, zatrzymaliśmy się na Ulicy Pokątnej na obiad i Syriusz zauważył tabliczkę „Na sprzedaż" w oknie kamienicy – wyjaśnił Remus, kierując się na tyły sklepu, gdzie znajdowała się klatka schodowa. Mia nie pamiętała jej ze swojej oryginalnej linii czasowej. – Nie zdążyłem dopić swojego piwa kremowego, a Syriusz już miał podpisaną umowę i przekazywał pani Primpernelle dane swojego skarbca w Banku Gringotta.

Mia tylko jeden raz była w mieszkaniu Freda i George'a, w dodatku na krótko przed ucieczką wraz z Harrym, Ronem i Syriuszem, ale wchodząc do apartamentu, od razu poczuła się, jak u siebie. Uśmiechnęła się, kiedy do niej dotarło, że oto los podarował jej fragment przyszłości.

Zastanawiała się, jakim cudem bliźniakom umknął fakt, że wcześniej właścicielami kamienicy było dwóch Huncwotów.

Nie było takiej możliwości, żeby się dowiedzieli. Gdyby cokolwiek do nich dotarło, rozpowiedzieliby całemu światu. Gdyby wiedzieli, z pewnością zamknęliby sklep i całą kamienicę zmieniliby w muzeum ku czci Huncwotów.

Mia zastanawiała się, czy starszy Remus i starszy Syriusz wiedzieli, co w przyszłości znajdowało się w kamienicy, która wcześniej była ich własnością. Jednak biorąc pod uwagę, że Remus podczas najgorszego momentu wojny pracował pod przykrywką z wilkołakami, a Syriusz albo tkwił za Zasłoną, albo towarzyszył im w poszukiwaniu Horksruksów, obie pary prawdopodobnie nie wiedziały o ich wspólnych związkach z kamienicą.

Wnętrze mieszkania było urządzone raczej po mugolsku, z wyjątkiem kilku fotografii, które Remus i Syriusz zdążyli porozwieszać na ścianach. Powoli podeszła do zdjęcia, które stało na kominku, tuż obok słoja z proszkiem Fiu. Zostało zrobione tuż przed ceremonią ukończenia szkoły, po egzaminach. Podniosła je i uśmiechnęła się szeroko.

Po lewej stronie stały Mary i Alice, stykając się ramionami. Frank stał za Alice i trzymał dłonie na jej barkach. Na palcu dziewczyny błyszczał pierścionek zaręczynowy z ogromnym rubinem. Przed roześmianymi dziewczynami stał Peter, który właśnie obrócił głowę w kierunku Jamesa, który uniósł Lily w górę w sposób, w jaki pan młody podnosi pannę młodą. Lily lekko uderzyła swojego chłopaka w pierś. Po prawej stronie Jamesa stali Syriusz, Mia i Remus. Na fotografii Mia zaczęła tańczyć w ramionach Remusa, bujając się na prawo i lewo w rytm nieistniejącej muzyki. Syriusz wyciągnął do niej dłoń i Mia przetańcowała w jego stronę, kończąc ruch głębokim wygięciem w łuk, podtrzymywana przez silną rękę Blacka. Za ich plecami Remus zaczął się radośnie śmiać.

To jest właśnie moja rodzina, pomyślała Mia i odstawiła zdjęcie z powrotem na kominek, zanim rozejrzała się ponownie po pomieszczeniu. To jest mój dom.

Chłopcy szybko oprowadzili ją po całym mieszkaniu. Pokazali jej małą kuchnię, w której obecności Mia nie widziała sensu, bo Remus absolutnie nie potrafił gotować, a Syriusz przez całe życie mieszkał ze skrzatami domowymi. Dziewczyna zdała sobie w tym momencie sprawę z faktu, że jeśli ona nie będzie chłopcom dostarczać jedzenia pod nos, jak robiła to Tilly – a nie miała takiego zamiaru – jedyną opcją przeżycia przez następnych kilka miesięcy będzie żywienie się daniami na wynos z Dziurawego Kotła. Zamiast lodówki w kuchni stała niewielka szafka, na którą rzucono Zaklęcie Chłodzące, mająca służyć do przechowywania świeżego jedzenia. Zauważyła, że chłopcy schowali w niej sok dyniowy, piwo kremowe i mleko.

Zauważyła też, że w barku stojącym niedaleko kuchni Syriusz zdążył już umieścić kilka butelek whisky. Z przebiegłym uśmiechem na ustach Mia zajrzała do szafki pod zlewem kuchennym, gdzie znalazła duży, czarny kociołek. Sięgnęła do środka i wyciągnęła pełną garść Czekoladowych Żab. Przewidywalny Remus, pomyślała ze śmiechem.

Pokój Remusa był za pierwszymi drzwiami w przedpokoju. Mia uśmiechnęła się widząc coś, co mogła określić wyłącznie jako bibliotekę z łóżkiem pośrodku. Pokój był prosty, skromny i krzyczał całym sobą, że należy do Remusa. Ściany były pomalowane na łagodny, kremowy kolor, podobnie jak reszta mieszkania. Podobnie jak salon, barwy pokoju Remusa miały być łagodne dla oczu.

- Mam nadzieję, że przygotowałeś miejsce dla wszystkich moich książek – zagroziła Mia Syriuszowi, widząc ogromną kolekcję Lupina. – Jeśli nie, może się okazać, że będę więcej czasu spędzać w jego sypialni niż w naszej.

Remus zachichotał, a Syriusz prychnął i zaciągnął ją do drugich drzwi, za którymi mieściła się większa sypialnia.

Sypialnia, czego można było się spodziewać, była pomalowana na czerwono i złoto, co odpowiadało kolorom komnaty Syriusza we Dworze. Mia nie miała nic przeciwko temu. Zauważyła, że kartony z jej rzeczami stały w głębi pokoju i bardzo ją ucieszył fakt, że nikt nie próbował ich rozpakować, bo chciała to zrobić sama i po swojemu. Zwróciła również uwagę, że długi regał ciągnący się wzdłuż przeciwległej ściany był w ponad połowie pusty, czekający na zapełnienie jej kolekcją.

Chłopcy otworzyli przed nią kolejne drzwi, za którymi kryła się łazienka. Oczy Mii rozszerzyły się na widok największej wolnostojącej wanny, jaką w życiu widziała.

- Na słodką Kirke – spojrzała na wannę z uwielbieniem, po czym weszła do niej i umościła się w niej niczym domowy kot. Zachichotała. – Jest tak wielka, że zmieszczą się w niej dwie osoby.

- A nawet trzy, jeśli się znudzimy – dodał prowokacyjnym tonem Syriusz.

Remus parsknął śmiechem.

- Będę się trzymać mojej własnej łazienki.

- Bardzo mnie to cieszy. A teraz spadaj – Syriusz skinął głową w kierunku drzwi. – Czas ochrzcić naszą nową wannę.

- Pamiętajcie o Zaklęciach Wyciszających – zdążył wrzasnąć Remus, zanim drzwi zamknęły się mu przed nosem.