Od tłumaczki: Ten rozdział i kilka kolejnych prowadzą do jednego z najważniejszych elementów całego fanficka. Oczywiście, nie zdradzę, o co chodzi, ale akcja rozłoży się na rozdziały 83 – 86. Czyli już niedługo czeka nas prawdziwa jazda bez trzymanki. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 82 – INTERESY ZAKONU

13 sierpnia 1978

- Nie… - Jęknęła Mia, puszczając jego ramiona, kiedy dochodziła do siebie po porannym orgazmie. Jej uda zapulsowały bólem od bardzo częstego przebywania w jednej pozycji. – Nie przyzwyczajaj się, że zawsze będziesz dominował.

Miedziana wanna była przez nich używana częściej niż łóżko w ciągu kilku pierwszych nocy, od kiedy się wprowadzili na Ulicę Pokątną. I chociaż inne powierzchnie płaskie w mieszkaniu były równie wygodne, co wanna, było coś niesamowicie uroczego w mokrym Syriuszu Blacku. Może chodziło o sposób, w jaki jego długie włosy przyklejały się do mokrego karku i ramion chłopaka. Albo widok błyszczącej piersi, kiedy była wilgotna. Mia nigdy nie zgodziła się na pianę w wannie, chociaż Syriusz za każdym razem jej ją proponował. Nie mogła jednak pozwolić, żeby coś blokowało jej widok nagiego ciała Syriusza.

- Oczywiście, kochanie. Dzisiaj wieczorem ty możesz zdominować mnie – uśmiechnął się do niej, wychodząc z wanny. Złapał czerwony ręcznik kąpielowy i owinął go nisko wokół swoich bioder, a następnie w bardzo psi sposób potrząsnął głową, żeby pozbyć się nadmiaru wody. Zachichotał, gdy się do niego wykrzywiła.

- Idź już – klepnęła go w pośladek tuż po tym, jak sama wstała i owinęła się w swój ręcznik. – Jamie i Lily powinni zjawić się za dwadzieścia minut na śniadanie.

Sięgnęła po różdżkę i sprawdziła czas, upewniając się, że rzeczywiście mają jeszcze dwadzieścia minut.

- Powiedziałem, że możesz zdominować mnie wieczorem, a nie o poranku – wytarł się do sucha i odłożył ręcznik na krawędź zlewu. Pocałował jej nagie, pokryte blizną ramię i wyszedł dumnym krokiem z łazienki, wyglądając tak, jakby nic na świecie go nie interesowało.

Mia zachichotała i przechyliła głowę, żeby wysuszyć swoje długie włosy zaklęciem, żałując, że nie ma czasu na to, żeby je odpowiednio ułożyć. Zauważyła, że długie włosy swoim ciężarem sprawiają, że łatwiej je trzymać w ryzach, mimo że zrobienie z nich sensownej fryzury trwało dość długo.

Uśmiechnęła się, widząc swoje odbicie w lustrze. Promieniała po swojej porannej kąpieli z Syriuszem i przyzwyczajała się powoli do tego widoku. Pomimo wszystkich strat, jakie ponieśli od początku trwania tej wojny, pomimo trwania wojny, Mia nigdy nie czuła się szczęśliwsza.

Wysoki wrzask dochodzący z pokoju obok wytrącił ją z rozmyślań, w których się pogrążyła. Spanikowana rzuciła się do drzwi w samym ręczniku, ale od wyjścia z łazienki powstrzymał ją głos, który odezwał się zaraz po wrzasku.

- SYRIUSZU! WRACAJ DO SYPIALNI I WCIĄGNIJ PORTKI! DOBRY BOŻE, JESTEŚ DOROSŁYM CZARODZIEJEM!

Kilka sekund później Black wrócił do sypialni, tak samo nagi, jaki był, gdy wychodził po kąpieli z łazienki.

- Rogacz i Lily przyszli wcześniej.

Mia parsknęła śmiechem.

- Jesteś okropny, wiesz o tym?

Syriusz też się roześmiał, sięgając do ich wspólnej szafy i wyciągając z niej parę swoich ulubionych jeansów.

- Nie wiem, jaki problem ma Evans. Przecież wyglądam fantastycznie.

Nie mogąc się powstrzymać, Mia oparła się o framugę drzwi prowadzących z łazienki do sypialni i obserwowała, jak Syriusz się ubiera. Jej wzrok padł na pośladki Blacka, opięte ciasnym materiałem jeansów. Nie zauważała już tych kilku blizn na jego plecach, które były dowodami maltretowania dziecka podczas jego najwcześniejszych lat życia, podobnie jak tych, których nabawił się podczas ataku przed kilkoma laty, kiedy uciekł z Rezydencji przy Grimmauld. A było tak, ponieważ Syriusz zaczął już zakrywać swoje blizny barwnymi tatuażami.

Na jego prawej łopatce widniał wytatuowany magicznym tuszem feniks, który rozłożył pięknie skrzydła, widząc spojrzenie Mii. Potrząsał piórami i wyciągał dumnie głowę. Po drugiej stronie jego kręgosłupa, na lewym ramieniu, widniał czarny odcisk łapy. Nad nim napisano: Chcę być Anarchią, zaś pod nim: nie żadnym sługusem. Mia wiedziała, że nie ma to nic wspólnego ze służbą w Zakonie. Był to po prostu cytat z piosenki Sex Pistols.

Syriusz nie miał żadnych obiekcji przed pokrywaniem ciała cytatami pochodzącymi z piosenek mugolskich i czarodziejskich zespołów. Wzdłuż jego żeber, po prawej stronie klatki piersiowej, ciągnął się fragment piosenki Led Zeppelin: Na nas wszystkich musi spaść choć odrobina deszczu. Po lewej stronie wytatuował słowa Judas Priest: Piekielnie lubię skórę. To chyba były słowa, które najlepiej opisywały Syriusza, nie licząc słów Na zawsze czysty, zdobiących jego tyłek. Lewą łopatkę pokrywał szereg liczb. Dla większości nie miały one sensu, ale Mia wiedziała, że były to daty urodzin jej rodziców, upamiętnione na skórze syna, którego wychowali przypadkiem, ale kochali bezwarunkowo.

- Gapisz się – odezwał się Syriusz z lekkim uśmiechem.

- Skąd wiesz? Nawet nie patrzysz w moją stronę.

- Zawsze się na mnie gapisz.

A dlaczego, u diabła, nie miałabym się gapić? Mia westchnęła, jeszcze raz otaksowała go wzrokiem i sama zaczęła się ubierać, wybierając dla siebie również parę jeansów oraz starą, wyciągniętą koszulkę Syriusza z nadrukiem Zjednoczonych z Puddlemere. Wychodząc z sypialni jeszcze raz klepnęła go w pośladek.

- Skończył się wam sok dyniowy – stwierdził James, wychodząc z kuchni i jednocześnie osuszając z napoju duży karton. Mia zmrużyła oczy, patrząc na brata i po chwili przeniosła spojrzenie na Lily, która siedziała na kanapie i przeglądała tygodnik Czarownica.

- Nie możesz nauczyć swojego czarodzieja, że pije się ze szklanki?

Lily prychnęła.

- A ty nie możesz nauczyć swojego, że chodzi się w ubraniach?

- Kiedy on lepiej wygląda bez ubrań – Mia zachichotała i usłyszała, jak James jęknął w odpowiedzi, jednocześnie wyrzucając pusty karton do kosza na śmieci. – Coś nie tak, Jamie?

- Nie musicie mi ciągle przypominać, że mój najlepszy przyjaciel sypia z moją małą siostrzyczką – wywrócił oczami i usiadł na kanapie, obok swojej dziewczyny.

- Na twoim miejscu bym tam nie siadał, Rogaczu – zaśmiał się Syriusz, wchodząc do salonu. Pochylił się nad Mią i cmoknął ją w policzek.

James poderwał się z kanapy jak oparzony i spojrzał na mebel, jakby ten go osobiście znieważył. Ruszył w kierunku wygodnego, głębokiego fotela, ale zanim na nim usiadł, zerknął na Syriusza, który jednoznacznym gestem uniósł dwukrotnie brwi. Zrezygnowany James zdecydował się postać.

- Rogaczu, jeśli jesteś tak pruderyjny – uśmiech Blacka ciągle się poszerzał. – To możesz mieć duży problem ze zjedzeniem śniadania z naszego stołu kuchennego.

- Syriuszu! – Syknęła Mia.

- Śniadanie zjemy w Dziurawym Kotle – stwierdził natychmiast James, zamykając oczy. – Niech ktoś ściągnie Lunatyka.

- Remusie! – Zawołał Syriusz, przekrzykując śmiech, którym wybuchły obie czarownice, słysząc, jak staroświeckie poglądy ma James. Black ruszył korytarzem i załomotał do drzwi sypialni Lupina. – Lunatyku, obudź się! Wchodzę bez pytania, więc jeśli właśnie walisz konia, to twoja wina, że cię przyłapię!

- Jak się wam mieszka we Dworku? - Zapytała Mia, siadając obok Lily, ignorując scenę, jaką robił James, nie chcąc dotknąć żadnej powierzchni, jaka mogła wejść w kontakt z nagimi Syriuszem i Mią.

Nie powinien się w takim razie opierać o tamtą ścianę, pomyślała Mia.

- Willa jest przepiękna. Jeszcze nie zdążyliśmy się rozpakować.

- Ona chce nas rozpakować na mugolski sposób – jęknął James.

- Tak jest lepiej – stwierdziła Lily. – Mia wie, o czym mówię.

Mia uśmiechnęła się z namysłem, pamiętając czasy, kiedy ona lubiła wykonywać niektóre czynności w mugolski sposób. Czuła się wtedy, jakby w jakiś sposób wracała do korzeni.

- Właściwie, wyłącznie moje książki rozpakowałam ręcznie – przyznała. – I zrobiłam to w ten sposób tylko dlatego, że niektóre woluminy są naprawdę stare i wolałam się przekonać, jak dobrze Syriusz i Remus je spakowali.

Podczas gdy Mia bardzo się cieszyła, że na jaw wyszła kolejna wspólna cecha, która łączyła ją z Lily, czasami przygnębiało ją to, że Lily zna prawdę o jej pochodzeniu. Kilka miesięcy zabrało oduczenie Lily patrzenia na jej bliznę Szlama podczas rozmów o świecie Mugoli.

- Łapo! – Krzyknął James. – Powiedz Lunatykowi, żeby się pospieszył!

- To może być problem – odpowiedział cicho Syriusz. Włosy spadły mu na twarz, kiedy z uwagą patrzył na trzymany w dłoni pergamin.

- Co to jest? – Zapytała Mia.

Syriusz wyciągnął dłoń w jej kierunku.

- Remus odszedł.

- Co masz na myśli, mówiąc odszedł? – Skupiła całą swoją uwagę na słowach zapisanych znajomym pismem, które zawsze na nią działało. – Do Łapy i Mii. Przepraszam, ale ominie mnie dzisiejsze śniadanie. Interesy Zakonu. Zostałbym, żeby się pożegnać, ale nie będzie mnie przynajmniej przez miesiąc i wiem, że zrobilibyście scenę. Nie martwcie się o mnie. Kocham Was. Remus. O czym on mówi, pisząc interesy Zakonu?

Spojrzała z wyczekiwaniem na pozostałą trójkę, mając nadzieję, że coś wiedzą. Ale kiedy zauważyła, że nic nie wiedzieli, zaczęła panikować.

- Nie, nie, nie… - Wstała i upuściła list na kanapę. Ruszyła biegiem w kierunku sypialni Remusa. Nie przejmując się tym, że narusza jego prywatną przestrzeń, zaczęła otwierać jego szafy i wysuwać szuflady. Chaotycznie przeszukiwała jego rzeczy, mając nadzieję na znalezienie czegoś, co powie im, gdzie Lupin zniknął. Nie brakowało żadnych ubrań, poza jego podróżną peleryną, która zwykle wisiała na haczyku po wewnętrznej stronie drzwi jego garderoby. Kontynuowała przeszukiwanie jego pokoju dopóki nie natrafiła na to, czego szukała.

W szufladzie jego szafki nocnej stało siedem sporej wielkości fiolek z nietkniętym Wywarem Tojadowym, który uwarzyła dla niego w zeszłym tygodniu. Przeliczyła je dwukrotnie i zmartwiała. Powinien był wziąć jedną z nich ostatniej nocy, pomyślała i poczuła dudnienie w skroniach.

- Mia? – Syriusz zawołał ją, stojąc w progu. Odwróciła się do niego i zauważyła niepokój wypisany na jego twarzy. – Gdzie on jest?

- Na tajnej misji pod przykrywką. Dumbledore wysłał go, żeby szpiegował wilkołaki – opadła na łóżko Remusa i ukryła twarz w dłoniach. – Zostawił swój Wywar Tojadowy.

- Wszystko się ułoży – powiedziała Lily, marszcząc brwi, kiedy siadała obok przyjaciółki. – Dumbledore wie, co robi.

Mia tylko prychnęła.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

24 sierpnia 1978

Mia siedziała w swoim biurze – małej komnacie w jednym z długich korytarzy Departamentu Przestrzegania Magicznego Prawa. Pierwszego dnia, kiedy pojawiła się w pracy, została tu przyprowadzona przez starszego czarodzieja, który wyglądał tak, jakby robił jej ogromną łaskę.

W rzeczywistości, nie miała żadnego bezpośredniego przełożonego, ponieważ oficjalnie pracowała dla wszystkich szefów departamentów oraz dla Wizengamotu. Z tego powodu raczej nie nawiązywała bliższych znajomości z pracownikami Ministerstwa, a w trakcie pracy rozmawiała wyłącznie z ludźmi, którzy podrzucali jej dokumenty do opracowania.

W małej komnacie było miejsce wyłącznie na niewielkie biureczko i trzy spore szafki na akta, na które rzucono Urok Rozszerzenia Przestrzeni, dzięki czemu mieściły się w nich zbierane i archiwizowane przez wieki prawa, edykty i regulacje wydawane przez rząd czarodziejów. Czarownica, która wcześnie piastowała to stanowisko, zostawiła po sobie niesamowity nieład, więc kiedy Mia została zatrudniona, spędziła cały pierwszy tydzień na sprzątaniu i układaniu akt, które były pozostawione same sobie. Prawdę mówiąc, ciągła praca odwracała jej uwagę od stałego martwienia się o los Remusa.

Pełnia księżyca minęła w zeszłym tygodniu i zarówno Syriusz, jak i Mia czuli się niekomfortowo bez Remusa, o którego mogliby zadbać tego dnia. Zdawało się, że księżyc również na nich miał wpływ. Próbowali odwrócić swoją uwagę od tego specyficznego uczucia za pomocą whisky, czarodziejskich gier i nawet uprawiania seksu, ale w kulminacyjnym momencie, gdy księżyc w pełni był w zenicie, jedynym ukojeniem dla ich skołatanych nerwów była przemiana w Animaga. Ułożyli się wtedy obok siebie na zimnej podłodze, pod oknem, przez które wpadało światło księżyca i zasnęli.

W czasie, jaki miała wolny między opracowaniem dokumentów na temat grubości kociołków, odwołań od wyroków i historii aresztowań, Mia zapoznawała się dokładnie z Wytycznymi na temat leczenia nieczarodziejskich pół-ludzi oraz oryginalnym Kodeksem Wilkołaków, sporządzonym w 1637 roku i nieaktualizowanym od tamtej pory. Ponieważ jej praca nie miała większego wpływu na jej życie, poświęcała większość swojego czasu na zapoznawanie się z aktualnie obowiązującymi przepisami prawnymi, jak również starymi prawami i tradycjami czarodziejów czystej krwi, o których istnieniu nie była do tej pory świadoma. Zdumiewało ją to, jak wiele starożytnych obyczajów cały czas było uznawanych za legalne we współczesnym świecie czarodziejów.

„Oskarżenie czarodzieja czystej krwi, który może udowodnić, że w swoim drzewie genealogicznym ma przynajmniej cztery pokolenia przodków czystej krwi o to, że czystej krwi w swoich żyłach nie posiada jest obrazą, która wymaga odpowiedzi zgodnie ze starożytnymi prawami. Czarodziej lub czarownica ma w takim przypadku prawo wyzwać osobę, która obrazę wysnuła na pojedynek, który kończy się śmiercią jednego z uczestników."

Mia niektóre prawa czytała na głos i wywracała oczami, słysząc, jak dramatycznie brzmią.

- Na Merlina! Samo istnienie tych szalonych tradycji i obyczajów wyjaśnia, skąd takie, a nie inne zachowanie u Malfoy'ów!

- Dzień dobry, Mia! – Z rozmyślań wyrwał ją radosny, jasny głos.

Mia skupiła się na postaci, która pojawiła się w drzwiach jej biura i uśmiechnęła się. Do komnaty wszedł wysoki, szczupły, rudowłosy mężczyzna i bez pytania rozsiadł się na krześle stojącym po drugiej stronie jej biurka.

- Witaj, Arturze. Jak się czuje twoja żona?

- Nie jest w ciąży! – Artur roześmiał się.

Pierwszego dnia swojej pracy, niecałe trzy godziny po rozpoczęciu zmiany, Mia poznała młodego asystenta z Urzędu Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli, który wpadł do jej biura ze stertą dokumentów do opracowania. Wszystkie dotyczyły jakiegoś czarodzieja, który zaczarował dwadzieścia mugolskich klamek do drzwi w taki sposób, żeby po określonym czasie same się otwierały. Następnie chciał je sprzedawać mugolskim włamywaczom.

Mia była zszokowana, widząc w jej biurze człowieka, którego uważała za przybranego ojca… Który w rzeczywistości był ojcem jednego z jej najlepszych przyjaciół z oryginalnej linii czasowej. Artur Weasley był dokładnie taki, jakim go zapamiętała: radosny, uprzejmy dla każdego i ekstremalnie poświęcający czas i uwagę swojej rodzinie.

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.

- Cieszysz się?

- Po bliźniakach? – Artur odpowiedział słabym śmiechem i przeczesał palcami rzadkie włosy. – Muszę przyznać, że odczułem ulgę. Nie wydaje mi się, że starsi chłopcy powodowali takie problemy.

Artur ziewnął, wyczerpany tym, że w domu miał dwoje niemowląt w dodatku do Billa i Charliego, którzy weszli właśnie w okres buntu i niszczyli wszystko, co leżało w zasięgu ich wzroku. Zaczepiali też młodszego brata, Percy'ego.

- Źle się czuję, nie będąc w domu, żeby pomóc Molly.

- Jesteś dobrym człowiekiem. Z tego, co mi o niej mówiłeś, wnioskuję, że Molly sobie poradzi. Ale może powinieneś przynieść jej kwiaty?

- Kwiaty? – Artur zachichotał. – Nie słyszałaś? Mam piątkę dzieci do wykarmienia. Nie mogę marnować Sykli na kwiaty.

- Jesteś czarodziejem, czy nie? – Mia wzniosła oczy do góry, sięgnęła po arkusz czystego pergaminu, zrolowała go i machnęła nad nim różdżką. Pergamin rozwinął się w przepiękną orchideę.

- Jesteś genialna – Artur obdarzył ją uśmiechem, który przypomniał jej uśmiech Rona. Serce ją zabolało. Dorastanie z Jamesem i Lily w jakiś sposób wynagrodziło jej brak Harry'ego w jej życiu, ale za Ronem tęskniła. Do momentu, kiedy Artur wszedł niespodziewanie do jej biura, Mia była pewna, że zapomniała, jak Ron wyglądał.

- Potrafisz wyczarować goździki?

- Słucham? – Mia spojrzała Arturowi w oczy, wyrwana z tęsknych myśli. – Nie. Moja mama zawsze mówiła, że goździki są tandetne.

Artur skinął głową.

- Szkoda, że nie mogę wyczarować nam wakacji. Molly na pewno by się przydały. Wydawać by się mogło, że ona jest w ciąży od czasów Hogwartu.

Mia powolutku uniosła brew.

- Naprawdę? Od Hogwartu?

Nie potrafiła sobie wyobrazić uczęszczania do szkoły z Molly i Arturem, i była wdzięczna losowi za to, że Huncwoci rozpoczęli szkołę po ich odejściu. I tak dziwnie się czuła, rozmawiając z Arturem na tym etapie jego życia, ale gdyby miała być świadkiem jego starania się o Molly Prewett, czułaby się jeszcze dziwniej.

- No, niezupełnie. Pobraliśmy się od razu po ukończeniu szkoły, a William pojawił się na świecie jakiś rok później – wyjaśnił. – Na początku naszego związku bardzo uważaliśmy z eliksirami i zaklęciami antykoncepcyjnymi.

- Mądry człowiek.

- Musiałem uważać. Dwa razy byliśmy prawie pewni, że wpadliśmy na naszym siódmym roku.

Mia prawie się zakrztusiła, kiedy próbowała zdusić śmiech. Otworzyła szeroko oczy, słysząc słowa Artura, które mógł do niej beztrosko wypowiedzieć, bo była jego dobrą koleżanką z pracy, a nie panną wiem-to-wszystko, która zaprzyjaźniła się z ich synem. Zaskoczyło ją, że Molly i Artur mieli takie wpadkowe sytuacje w szkole.

Pamiętała, że starsza Molly Weasley wielokrotnie strofowała swoich synów za zbyt beztroskie podejście do czarownic. Zagroziła, że permanentnie usunie drzwi do pokoju Ginny, żeby Harry nie wślizgiwał się do niej nocami. Rzucała zgorszone spojrzenia w kierunku Fleur, kiedy dziewczyna była odwrócona do niej plecami, nie wspominając już o tej sytuacji na jej oryginalnym czwartym roku, kiedy dzięki artykułom Rity Skeeter uwierzyła, że Hermiona jest puszczalska.

Mia ostrożnie umieściła tę informację w dalekim zakątku swojego umysłu na wypadek, gdyby wróciła do swojej linii czasowej i weszła na ścieżkę wojenną z Molly. Mia ją lubiła, ale miała nadzieję, że kiedyś pozna taką jej stronę osobowości, która zachowuje dla siebie swoje sądy.

- Czasami wydaje mi się, że właśnie dlatego tak szybko zaakceptowała moje oświadczyny – kontynuował niezrażony Artur. – Nie chciała, żeby ktokolwiek coś podejrzewał, gdyby dzieci pojawiły się za szybko. Weasley'owie są przeklęci swoją płodnością.

- A nie mogłeś się powstrzymać? – Mia roześmiała się głośno.

- Powinnaś zobaczyć moją żonę – Artur uniósł brwi jednoznacznym ruchem, co przypomniało Mii Freda i George'a. – Najpiękniejsza kobieta na świecie. Nie potrafiłbym się bez niej obejść, nawet gdybym chciał. A czemu miałbym chcieć się bez nie obejść, skoro znalazła w swoim sercu miejsce dla mnie i chętnie przyszła do mojego łóżka?

- Jesteś gorszy od mojego chłopaka, Arturze – Mia potrząsnęła głową, uśmiechając się do mężczyzny, który zachodził do jej biura przynajmniej raz w tygodniu z prośbą o opracowanie dokumentów i jednocześnie opowiadał jej, że żona czeka na niego w domu. – Molly to bardzo szczęśliwa czarownica.

- Szczęśliwa i wyczerpana czarownica – sprostował, wzdychając. – Nie opuściła Nory bez dziecka przy piersi od… Na Merlina, który mamy rok?

- Mam przyjaciółkę, która nie miałaby nic przeciwko posiedzeniu z dzieckiem. I na pewno by się jej podobało, że chociaż raz nie jest jedyną rudowłosą osobą w pomieszczeniu – Mia zachichotała, przypominając sobie, że Lily niedawno jej mówiła, jak bardzo nudzi się w Dworku Potterów, gdzie Tilly wszystko robi sama. – Przyszedłeś do mnie z wizytą towarzyską, czy masz dla mnie jakieś dokumenty?

- No właśnie – spojrzał na pergamin, który trzymał w ręku. – Mam odmowę, którą trzeba zarejestrować.

- Kolejną? – Mia zmarszczyła brwi i odebrała do niego dokument. Szybko przeskanowała wzrokiem treść, z którą spotkała się już kilka razy w ciągu ostatnich tygodni.

- Uwierz mi, kiedyś uda mi się przepchnąć Uchwałę o Ochronie Mugoli – powiedział z determinacją, z której Mia była dumna. – Muszę ją odpowiednio sformułować.

- Niestety, dopóki w Wizengamocie zasiadają tacy ludzie jak Lucjusz Malfoy, Orion Black czy Teodor Nott, będziesz musiał zaciekle walczyć – Mia westchnęła i odwróciła się, żeby zarejestrować odmowę i dołożyć ją do kilku innych, które otrzymał Artur w przeciągu sześciu miesięcy, od kiedy zaczął pracować nad Uchwałą. Popchnęło go do tego morderstwo dokonane przez Śmierciożerców na młodym mugolskim małżeństwie. Wizengamot jednak nie chciał się tym zajmować, bo Mugole nie podlegali pod prawo Świata Czarodziejów, z wyjątkiem rzucania Zaklęć Pamięci na przypadkowych świadków używania magii.

- Chociaż mi się to nie podoba, boję się, że możesz mieć rację. Chyba musisz znać odpowiednich ludzi…

Mia prychnęła.

- O odpowiednio głębokich kieszeniach…

- Dokładnie – zgodził się Artur. – Żeby cokolwiek zmienić. Słuchaj… Zwykle nie proszę o przysługi, ale…

Zmarszczył brwi i Mia rozpoznała jego spojrzenie: właśnie tak wyglądał Ron za każdym razem, kiedy Harry zaproponował, że za niego zapłaci. Weasley'owie nie przyjmowali jałmużny. Chłopcy musieli przejąć ten nawyk od ojca.

- Nie wspominałaś przypadkiem, że twój chłopak należy do rodziny Blacków?

- Należy. Niestety, jest ostatnią osobą, która mogłaby ci pomóc w twojej przeprawie z Wizengamotem. Orion Black jest jego ojcem i wydziedziczył Syriusza kilka lat temu za jego związki z Mugolami i niechęć do Śmierciożerców.

Zamiast zawodu, na twarzy Artura pojawił się uśmiech.

- Brzmi, jak dobry człowiek. My, zdrajcy krwi, jesteśmy wobec siebie lojalni.

Mia odpowiedziała uśmiechem.

- Jest bardzo dobrym człowiekiem.

- No, tak – Artur wstał i odetchnął głęboko, szykując się na kolejną walkę. – Podejrzewam, że zobaczymy się za tydzień, kiedy moja kolejna propozycja uchwały zostanie oddalona.

- Trzymaj się, Arturze.

Wychodząc, Weasley prawie zderzył się z wchodzącym Syriuszem.

- Przepraszam, kolego.

Syriusz spojrzał ponad ramieniem Artura, na Mię.

- Nie wiedziałem, że będziesz miała spotkanie.

- Bo nie miałam. Syriuszu, to jest Artur Weasley – Mia radośnie przedstawiła sobie dwóch czarodziejów. – Pracuje w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli. Arturze, to jest mój chłopak, Syriusz Black.

- Miło mi cię poznać – Artur wyciągnął rękę, którą Syriusz chętnie ujął. – Masz tutaj uroczą czarownicę. Trzymaj się jej.

- Teraz myślisz, że jest urocza. Powinieneś ją zobaczyć, jak się wścieknie – Black mrugnął zawadiacko okiem, a Artur się roześmiał.

- W takim razie, mamy coś wspólnego. Moja żona też ma ognisty temperament i krótki bezpiecznik.

- Przy piątce dzieci poniżej dziesiątego roku życia, to konieczność – wymamrotała Mia i zachichotała, widząc, jak Syriusz unosi brew.

- Piątka?! – Syriusz cicho krzyknął. – Przegrałeś zakład, czy coś?

- Raczej wygrałem – Weasley się uśmiechnął i Syriusz w odpowiedzi ryknął śmiechem. – Ale chyba na bliźniakach się skończy.

- A założymy się? – Zaproponowała Mia z diabelskim błyskiem w oku, zastanawiając się, jak zareagowałby wyczerpany Artur Weasley, gdyby się dowiedział, że będzie miał jeszcze dodatkowo nie jedno, a dwoje dzieci.

- Nie zakładaj się z nią, Arturze. Albo ma Wzrok, albo oszukuje, kiedy chodzi o zakłady.

- Wezmę to pod uwagę. Było mi bardzo miło, Syriuszu. Mia, widzimy się za tydzień – Artur skinął głową, wyszedł i zamknął za sobą drzwi.

- Miły gość – powiedział Syriusz i wepchnął dłonie głęboko do kieszeni. Był to jasny znak, że jest zdenerwowany.

Mia ostrożnie przyjrzała się swojemu chłopakowi, kiedy ten nagle się do niej odwrócił i spojrzał jej prosto w oczy.

- Co się stało? – Zapytała i poczuła, jak zaciska się jej gardło.

Trwała wojna i Syriusz bardzo często znajdował się na linii ognia razem z Frankiem Longbottomem i ich nauczycielem, Alastorem Moodym, który stwierdził, że nauka przez doświadczenie będzie najlepsza dla młodych Aurorów. Syriusz już kilka razy oberwał i stracił przytomność podczas akcji przeciwko Śmierciożercom i Mia wiecznie się o niego martwiła.

- Dumbledore zwołał na wieczór zebranie Zakonu – wyjaśnił Syriusz, marszcząc brwi.

- I? – Zapytała, przygotowując się na najgorsze.

I wtedy najgorsze nadeszło.

- Lunatyk zaginął.