Od tłumaczki: Kolejny bardzo dobry rozdział przed nami. Myślę, że wszyscy spodziewaliśmy się właśnie takiej konkluzji. Z góry jednak ostrzegam przed kolejnym rozdziałem – zdecydowanie będzie to kategoria M. Będzie to jednak rozdział bardzo ważny dla fabuły. A teraz miłego czytania.

ROZDZIAŁ 84 – ALFY

17 października 1978

W środku nocy Mia otworzyła oczy i odetchnęła głęboko znajomym aromatem Łapy, który ułożył się wokół jej małej, lisiej postaci. Ten zapach był dla niej źródłem poczucia bezpieczeństwa. Leżeli tylko we dwójkę, na dużym łóżku Remusa. Jeszcze głębiej nabrała powietrza, odszukując aromat Lunatyka. Bała się, że ten zapach powoli zaniknie i nigdy nie będzie mogła się nim napawać.

Zamknęła oczy i przypomniała sobie czas, kiedy jeszcze nie tworzyli Watahy. Kiedy jeszcze nie potrafili poprawnie zmieniać się w Animagów. Przypomniała sobie, jak kiedyś, w Pokoju Życzeń, zagłębiła gołe palce u rąk i nóg w ziemię, skupiając się na fałszywym księżycu w pełni, który łączył ją z Remusem.

Pamiętała, że poczuła, jak coś ciągnie ją poza granice zamku. Więź Rodzinna łączyła ją z Jamesem, Więź Duchowa łączyła ją z Syriuszem – zawsze ich łączyła za pomocą swojej magii – i jeszcze jedna więź, wtedy nieznana, wiodła przez Zakazany Las, do Wrzeszczącej Chaty. Wtedy o tym nie wiedziała, ale była to niesprowokowana Więź Watahy.

Wtedy była jeszcze niewidoczna, a teraz prawie potrafiła ją dostrzec pod powiekami zamkniętych oczu. Mocna, srebrna nić, która oplotła jej ciało i ciało Łapy.

Skupiła swoją magię, koncentrując się na tej nici, która zabrała ją z mieszkania i zaprowadziła do Doliny Godryka. Prawie udało jej się zobaczyć Dworek Potterów, gdzie rudowłosa czarownica spała oparta o wielkiego jelenia. Z jej rąk wypadła książka dotycząca wilkołaków, którą teraz spowijał blask księżyca.

Srebrna nić jeszcze raz pociągnęła ją ze sobą, w prawie brutalny sposób. I ponownie Mia podążyła za nią, zostawiła za plecami Dolinę Godryka i poszybowała ponad wzgórzami i lasami, ponad miastami i wsiami aż dotarła do lasu, który nie wyglądał, ale wydawał się znajomy. Więź ciągnęła ją mocno za sobą i Mia weszła do lasu, zbliżając się do czegoś, co wydawało z siebie przerażające wycie.

Kiedy się w końcu zatrzymała, jej wzrok padł na coś, co już wcześniej widziała. Na otwartym terenie, po obu stronach rzeki, rosły dwa drzewa.

Jedno z drzew, wiekowy i rozłożysty czarny bez, pięło się ku niebu. Był piękny, a jego jedyną skazą było poszarzałe ze starości poroże, wbite w pień.

Drugie drzewo było równie piękne – głóg, jeśli się nie myliła – i miała wrażenie, że już je gdzieś widziała. W jakiejś książce. Ale w jakiej?

Jej umysł został rozdarty na dwoje, pomiędzy obrazy z jej snu i wspomnienia, które przetaczały się falą przed jej oczami. Jej zmysły również się podzieliły. Część animagiczna skupiła się na głogu i tym dziwnym uczuciu, które jej mówiło, że to drzewo jest niesamowicie ważne. Część ludzka z kolei wróciła do znajomego obrazu starego bzu z porożem wbitym w pień.

Co było takie ważne w tych drzewach? Z jakiegoś powodu pomyślała o Harrym i Draconie. Przypomniała sobie, że dawno temu zauważyła w jakiejś książce coś, co uznała za śmieszne. Na zdjęciu znajdował się głóg, a głogową różdżką posługiwał się Draco. Dokładnie tą różdżką, którą później Harry zniszczył Voldemorta. A w pień drugiego drzewa wrośnięte było poroże jelenia – rogacza – co przywodziło na myśl Harry'ego.

I wtedy wszystko wpadło na swoje miejsce.

Pierwsze drzewo, czarny bez z porożem wbitym w pień, było znane w mugolskim świecie. Nazywało się Drzewem Rogacza, a ona widziała jego zdjęcie w mugolskiej książce. Opis mówił, że poroże utkwiło w pniu drzewa po tym, jak jeleń zranił się o drzewo, uciekając przed drapieżnikiem przez zdradliwe wody płynącej obok rzeki. Drugie drzewo też było znane, a jego nazwę miała na czubku języka.

Wszystko wyleciało jej z głowy, kiedy poczuła, że srebrna nić ciągnie ją do miejsca w pobliżu obu drzew, gdzie jej zmysły zostały zbombardowane smrodem krwi i potu, spod którego można było wyczuć lekki zapach pergaminu i trawy.

Lunatyk!

Gdy zdała sobie z tego sprawę, zobaczyła go w swojej wizji – rannego, zakrwawionego wilka, leżącego między drzewami.

Mia otworzyła oczy i instynktownie zmieniła postać na ludzką.

- Remus!

Odwróciła się do Łapy, który patrzył na nią ze zdziwieniem.

- Syriuszu, wstawaj! – Krzyknęła do niego, wyskoczyła z łóżka i zniknęła za drzwiami, pędząc do własnej sypialni.

- Mia? – Zapytał zaspany Syriusz, dotarłszy za nią do ich pokoju.

Spanikowana, prawie zniszczyła swój regał z książkami, szukając czegoś i odrzucając niepotrzebne woluminy, jakby to były śmieci. W normalnej sytuacji, nigdy by tak nie potraktowała żadnej książki. W normalnej sytuacji może nawet by pamiętała, żeby skorzystać z magii, szukając tego, czego potrzebowała.

- Mia, co robisz?

Odwróciła się do swojego chłopaka, trzymając w dłoniach małą książeczkę.

- Wiem, gdzie jest Remus.

Oczy Syriusza otworzyły się szeroko i chłopak wyrwał z rąk Mii trzymaną przez nią książkę. Nawet nie spojrzał na jej tytuł.

- Co masz na myśli, mówiąc, że wiesz, gdzie on jest?

- Miałam wizję – wyjaśniła i zaczęła przewracać strony książki, którą on nadal trzymał w dłoniach. Z niecierpliwością szukała jednej informacji.

- Wizję? Mia, wiem, że czasami żartujemy, że jesteś jedną z Widzących, ale…

- Nie taką wizję – sprostowała. – Pamiętasz, jak ci opowiadałam, że podczas medytacji byłam w stanie zobaczyć Więź Watahy? Że w taki sposób byłam w stanie się dowiedzieć, gdzie znajdujecie się ty, Jamie i Remus, chociaż sama byłam w Pokoju Życzeń? Jak widziałam Więź Watahy zanim została sprowokowana?

- Nadal ją widzisz? Naprawdę go znalazłaś?

- Tak mi się wydaje – jej głos drżał od tłumionych emocji. – Czy ma dla ciebie jakieś znaczenie las Whinfell?

- To gdzieś w Cumbrii, prawda? Słyszeliśmy pogłoski, że tam można znaleźć jedną z watah – przeczesał włosy zmęczonym ruchem. – Kurwa mać! Jesteś tego pewna? Mia, musimy być pewni. Dzisiaj mamy pełnię księżyca i jeśli mam dać znać Moody'emu, że potrzebujemy jednostkę do odbicia Remusa z lasu pełnego przemienionych wilkołaków, muszę mieć stuprocentową pewność.

- Widziałam dwa drzewa – zabrała mu książkę.

Po twarzy Syriusza przemknął cień, kiedy spojrzał na to, co mu pokazywała.

- Mia, to książka dla dzieci.

- Nie, to Opowieść o Trzech Braciach.

- Wiem. Jako dziecko czytałem te opowieści. Opowieści dla dzieci.

- Nie interesują mnie opowieści, ale zdjęcia – stuknęła palcem w jeden z obrazków. – Dwa drzewa, rosnące po dwóch stronach rzeki. Rzeki, którą przekroczyli trzej bracia, korzystając z magii, zanim stanęli twarzą w twarz ze Śmiercią. Jednym z tych drzew był czarny bez, z którego Śmierć, według legendy, wyciosała Czarną Różdżkę. Syriuszu, to drzewo naprawdę istnieje. Mugole nazwali je Drzewem Rogacza, bo z pnia wystaje poroże.

- A więc widziałaś Remusa leżącego pod drzewem, z której wystawało poroże? – Syriusz uniósł brew. – Skąd możemy mieć pewność, że chodzi o drzewo w lesie Whinfell? Poroża bardzo często utykają na drzewach. Nawet nasz Rogacz utknął w drzewie, w środku Zakazanego Lasu na szóstym roku.

Przypomniało jej się, jak musieli siłą wyciągać poroże Rogacza z pnia drzewa, na które zaszarżował.

- Wiem, że chodzi o las Whinfell z powodu drugiego drzewa. Po drugiej stronie rzeki, niedaleko czarnego bzu, rośnie głóg. Wszędzie rozpoznam to drzewo. Ono jest jednym ze znaków rozpoznawczych lasu Whinfell. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę…

- Z czego? Że głóg rośnie obok bzu?

- Mugole nazywają czarny bez Drzewem Rogacza – powiedziała. – A to drugie drzewo… Głóg… Głóg, o którym wiem, że znajduje się w lesie Whinfell… Mugole nazywają go Drzewem Trzech Braci.

Próbowała skupić się na najbardziej palącej kwestii: odnalezieniu Remusa. Ale część jej umysłu była podekscytowana tym, że udało jej się znaleźć jedno z najbardziej magicznych miejsc w Czarodziejskim Świecie: rzekę, którą przekroczyli bracia Peverell, czarny bez, z którego Śmierć stworzyła Czarną Różdżkę i Drzewo Trzech Braci, nazwane tak po Peverellach. Zaczęła się zastanawiać, czy różdżka Dracona nie pochodziła przypadkiem z drewna pozyskanego z głogu rosnącego w lesie Whinfell i czy od początku jej przeznaczeniem nie było pokonać Voldemorta.

- Znam oba te drzewa, te słynne drzewa, i dzięki temu mogę dokładnie wskazać, gdzie znajduje się Remus. Ale musimy się pospieszyć. Remus jest ranny.

- Mia, nie możemy – Syriusz złapał jej nadgarstek, jakby wydawało mu się, że ją zatrzyma, gdyby Mia mu się wyrwała. – Muszę się skontaktować z Moodym. Odnajdziemy go, gdy tylko wstanie słońce.

Jego wzrok był wzrokiem Aurora. Mia widziała czasami takie spojrzenie u Harry'ego i bardzo ją ono rozsierdziło.

- A jeśli wataha znajdzie go pierwsza? A jeśli wszyscy zmienią się rano w ludzi i zabiorą go stamtąd, zanim pojawią się Aurorzy? Remus jest ranny. Syriuszu, już im się udało go skrzywdzić, ale Remus sobie poradził i od nich uciekł. Ale ten stan rzeczy nie będzie trwał. Wiem, gdzie on jest i zamierzam go przyprowadzić. Z tobą albo bez ciebie.

- Kurwa – warknął Syriusz i wyciągnął różdżkę. Machnął nią lekko i przed nim pojawił się jego Patronus. Srebrzysty Łapa spojrzał na chłopaka, czekając na polecenia. – Lily, powiedz Jamesowi, że Rogacz ma czekać na nas w sadzie za Dworem Potterów. Jak już się tam znajdzie, rzuć standardowe, comiesięczne osłony. I nie idź za nim.

Otrzymawszy polecenie, Patronus zniknął za oknem.

- Wiem, co robię – obiecała. – Zmień się w momencie, kiedy wylądujemy.

Cel. Wola. Namysł.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Gdy tylko pojawili się w lesie Whinfell, Syriusz natychmiast zmienił się w Łapę i rozejrzał się, żeby odnaleźć małego, rudego lisa. Zauważył Mię po chwili i rzucił się za nią, podążając za jej wizją w ciemnościach. Spojrzał w górę i przez moment zachwycił się feerią barw, jakie na niebie wymalował zbliżający się wschód słońca. Po drugiej stronie nieba ku linii horyzontu chylił się księżyc, nadal w pełni.

Jego nozdrza wypełnił odór krwi i Syriusz przyspieszył wyłącznie po to, żeby między dwoma drzewami idealnie pasującymi do opisu Mii znaleźć krwawiącego, nieprzytomnego Lunatyka.

Mia dotknęła pyszczkiem nosa wilkołaka. Powoli jego powieki się podniosły i dwoje Animagów mogło spojrzeć w pobladłe ze zmęczenia, złote oczy ich przyjaciela, które nie błyszczały, jak zwykle. Jego futro, w normalnych warunkach barwy jasnego piasku, było brudne, pokryte kurzem i zaschniętą krwią.

Łapa zbliżał się do nich powoli, ale nawet z większej odległości widział rany na ciele Lunatyka. Niektóre były świeże – musiały zostać zadane tej nocy – ale inne były starsze. Prawdopodobnie pochodziły sprzed miesiąca i nigdy nie zostały zaleczone. Warknął z wściekłością na widok tego, w jak ogromnej potrzebie znalazł się ich przyjaciel.

Węsząc w powietrzu, Łapa odwrócił się od Mii i Remusa. Zobaczył przed sobą trzy inne wilki, których pyski były pokryte krwią. W dziwaczny sposób przypomniało to Syriuszowi walkę Remusa z jego boginem na trzecim roku. Trzy wilkołaki warczały gniewnie, zbliżając się do polany w pobliżu dwóch drzew. Łapa wyprostował się i ryknął, stojąc na straży Mii i Remusa. Niestety, nie miało to żadnego efektu.

I chociaż Syriusz miał doświadczenie w comiesięcznym zadawaniu się z Lunatykiem… I chociaż jeden raz udało im się pokonać Greybacka… Łapa wiedział, że nie ma szans przeciwko trzem dorosłym, pragnącym świeżej krwi wilkołakom. To było jakieś szaleństwo. I nieważne, co mówiono o rodzinie Blacków, nawet Syriusz nie był tak szalony.

Odwrócił wielki łeb w kierunku Mii i szczeknął. Miał nadzieję, że zrozumiała, o co mu chodziło, kiedy wskazał nogę Lunatyka.

Patrzył z napięciem, jak Mia schowała się za ich przyjacielem, po czym zrobiła najbardziej ryzykowną rzecz w swoim życiu: zmieniła się w człowieka, cały czas dotykając Lunatyka. Serce łomotało w klatce piersiowej ogromnego psa, kiedy trzej napastnicy i Lunatyk wychwycili w powietrzu jej zapach. Tylko poważne rany Remusa powstrzymały go przed rzuceniem się na przyjaciółkę.

Problemem były jednak trzy wilki, na których drodze stał Syriusz. One były silne i w ich oczach pojawił się głód.

Łapa znowu ostro szczeknął, a Mia skinęła głową, mając nadzieję, że rozumie, o co chodzi chłopakowi. Ścisnęła mocno nogę Lunatyka i deportowała się.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Mia aportowała się w ogromnym sadzie za Dworem Potterów. Poczuła nieopisaną wdzięczność, kiedy minęła bariery ochronne, co oznaczało, że James dotarł do sadu przed nią i wzniósł osłony. Szybko odskoczyła od Lunatyka, który walczył o oddech po nagłej, wspólnej aportacji. W momencie, kiedy udało mu się zaczerpnąć powietrza, jego oczy rozbłysły złotem, spojrzał na nią i warknął.

- Jamie! – Wrzasnęła Mia i zmieniła się w lisa w tym samym momencie, w którym między jej niewielką postać, a wściekłego wilkołaka wskoczył Rogacz. Lunatyka przed zaatakowaniem powstrzymywały wyłącznie jego krwawiące rany i rozłożyste poroże.

Chwilę później nocną ciszę rozdarł trzask aportacji i wszystkie zwierzęta obróciły łby, żeby zobaczyć, jak z niczego materializuje się Syriusz i z hukiem zwala się na mokrą, trawiastą ziemię. Rogacz nadal powstrzymywał Lunatyka, podczas gdy Mia podbiegła do swojego chłopaka, żeby sprawdzić, czy nie jest ranny i czy przypadkiem nie został zainfekowany. Nie czując jego krwi, okazała ulgę owijając swój puszysty ogon wokół jego nogi na bardzo koci sposób.

- Nic mi nie jest – obiecał Syriusz.

Lunatyk walczył z Rogaczem, a z jego ran pociekło więcej krwi, kiedy tak rzucał się na trawie. Jego wzrok spoczywał na Syriuszu, z jego pyska zwisała strużka śliny. Za jego spojrzeniem nie kryła się spokojna powaga Remusa. Nie przyjąwszy Wywaru Tojadowego, ich przyjaciel był więźniem własnego ciała.

Żeby nie dopuścić do tego, że Remus się wykrwawi, Syriusz szybko zmienił się w Łapę i powoli podszedł do wilka, który zaczął się uspokajać w momencie, kiedy z powietrza ulotnił się ludzki zapach.

A kiedy w końcu Lunatyk się uspokoił i przestał się ruszać, Wataha ułożyła się wokół niego. Łapa i Rogacz oflankowali wilka, z kolei Mia położyła się pod jego podbródkiem. Wszyscy zrobili, co mogli, żeby utrzymać ciepło, które osłoni zmaltretowane ciało Remusa przed chłodem poranka. Lunatyk zapadł w niespokojny sen, ale pozostałe trzy zwierzęta czekały z niecierpliwością na wschód słońca.

Wystarczyło, żeby pierwsze promienie słońca przedarły się nad horyzontem, żeby, ku nerwowemu wyczekiwaniu trójki Animagów, Lunatyk przeistoczył się we wrzeszczącego człowieka – nagiego, rannego, skąpanego we własnej krwi.

Mia natychmiast zmieniła się w człowieka i pospieszyła do przyjaciela.

- Remusie, kochanie, słyszysz mnie?

- M… Mia? Wszystko… Boli.

- Jamie, sprowadź Lily – nakazała bratu, który przerażonym, pełnym zmartwienia spojrzeniem wpatrywał się w postać Remusa. – A potem wyślij Patronusa do pani Pomfrey i każ jej się tu natychmiast stawić. Syriuszu, złóż swój raport Moody'emu i powiedz mu, co się stało, ale nie pozwól nikomu z Zakonu wrócić z tobą do Dworu. Jeżeli Dumbledore albo Moody się tu pojawią, rzucę na całe to miejsce pierdolonego Fideliusa i już nigdy tu nie wejdą.

Mężczyźni odeszli w przeciwnych kierunkach. Za Jamesem szedł jego srebrzysty Patronus, który po chwili odłączył się od niego i pogalopował poza sad Potterów.

Wzrok Mii beznamiętnie przesunął się po ranach Remusa i po chwili dziewczyna zdjęła z siebie wierzchnią szatę, którą transmutowała w ciepły koc. Owinęła nim drżące ciało przyjaciela, po czym rzuciła na niego Zaklęcie Rozgrzewające. Następnie objęła go mocno.

- Trzymaj się, mój drogi. To trochę zaboli – szepnęła, po czym Aportowała ich oboje z sadu.

Pojawili się po chwili w starej sypialni Mii, gdzie dziewczyna delikatnie uniosła magią ciało Remusa i położyła go na łóżku. Zamrugała oczami, odganiając łzy, gdy usłyszała jego krzyki. Zmusiła się, żeby go odkryć i uważnie przyjrzeć się najgłębszym, najpoważniejszym ranom na jego klatce piersiowej i brzuchu.

- Remusie, czy to są tylko ślady zębów i pazurów? – Zapytała, zdając sobie sprawę, że te obrażenia najtrudniej wyleczyć.

- Nie. Oberwałem… Kilka razy… Zaklęciem Tnącym i Roztrzaskującym – przyznał z trudem. Zamrugał oczami, czując, jak Mia zbiera z jego ciała zaschniętą krew. Starała się być bardzo delikatna, żeby nie spowodować gorszych obrażeń. – Wiedzieli, Mia. Wiedzieli, że jestem inny.

- Że jesteś Alfą – Mia skinęła głową, ponownie walcząc z napływającymi do oczu łzami. W tym momencie nie zawahałaby się usmażyć Dumbledore'a na wolnym ogniu. – Właśnie o tym poinformowałam dyrektora, kiedy Zakon dowiedział się, że zaginąłeś. On naprawdę uważał, że uda ci się dołączyć do obcej watahy.

- Ja też tak uważałem – Remus zmarszczył brwi, przełykając ślinę ruchem pełnym cierpienia. – Ja tylko… Chciałem się do czegoś przydać.

- Cicho, kochanie. Już dobrze – Mia odwróciła się nagle, słysząc trzask towarzyszący Aportacji.

Widok zbliżającej się pani Pomfrey sprawił jej taką ulgę, że prawie upadła na podłogę zalana łzami. Z drugiej strony przerażony okrzyk, który wyrwał się z ust pielęgniarki nie zwiastował nic dobrego.

Powstrzymawszy się od powiedzenia czegoś więcej, pani Pomfrey wyprostowała się i spojrzała na Mię.

- Będzie pani asystować?

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

10 listopada 1978

- Co się z nim stanie podczas transformacji?

- Ja… Nie jestem w stanie tego przewidzieć – odpowiedziała pani Pomfrey. – Ale należy założyć, że nie przeży…

- Dziękujemy, Poppy – szybko wtrącił się Syriusz.

Tortury, których sprawcami byli pobratymcy Remusa, wyczerpały go zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Na życzenie Dumbledore'a chłopak próbował zinfiltrować watahę wilkołaków, szukając jednocześnie pocieszenia i bezpieczeństwa, które dawała duża liczba zgromadzonych wilków. Większość bardzo szybko go zaakceptowała, zakładając, że był nieszkodliwy dla ich sporej grupy. Żył pomiędzy społecznością wilkołaków do momentu pierwszej pełni księżyca, kiedy wszyscy ludzie przemienili się w wilki w bezpiecznym dla nich lesie, w okolicach Suffolk. Ponieważ nie przyjmował Wywaru Tojadowego przez tydzień, który poprzedzał pełnię, władzę nad nim przejęła dominująca osobowość Alfy. W tym samym momencie jego zapach został przechwycony przez aktualnego Alfę tejże watahy. Dwa wilki wdały się w brutalną walkę o przywództwo. I chociaż Lunatyk był silniejszy, jeśli chodziło o siłę fizyczną i wytrzymałość, drugiemu Alfie przewagę dało to, jak dużo stworzył potomków.

Remus obudził się pobity, ranny, pokryty ugryzieniami i zadrapaniami głębszymi, niż sam sobie kiedykolwiek zadał. Wataha skorzystała z jego osłabienia, związała go, głodziła i torturowała, próbując wyciągnąć od niego przydatne informacje.

- Jedyną rzeczą, która dawała mi nadzieję na dokończenie mojej misji – powiedział im jakiś czas po uratowaniu go z rąk pewnej śmierci. – Był fakt, że wataha uważała, że przysłał mnie do nich Sami-Wiecie-Kto. Przez to wataha zaczęła być podejrzliwa w stosunku do niego. Stwierdzili zgodnie, że nie podejmą się negocjacji ze Śmierciożercami.

Ponieważ Remus nie przyznawał się do pracy na rzecz jakiejkolwiek grupy, wataha zrobiła się nerwowa i podzieliła się na mniejsze grupy. Alfa zabrał jedną na południe, a pozostałe skierowały się w inne strony. Remusa siłą zaciągnięto do lasu Whinfell, gdzie najpierw torturowano go zaklęciami, a potem rzuciły się na niego inne wilki. Pozostawiono go tam na śmierć, ale udało mu się uciec, kiedy inne wilkołaki udały się na polowanie i poszukiwania wody. W końcu upadł między dwoma drzewami, rosnącymi na dwóch brzegach rwącej rzeki.

Pani Pomfrey stwierdziła, że Mia i Syriusz dokonali cudu, znajdując Remusa. Alastor Moody stwierdził, że cała sytuacja była mocno podejrzana i zawiesił Syriusza w obowiązkach Aurora.

Ugryzienia innych wilkołaków pozbawiły Remusa ogromnych ilości krwi, a głodówka i ubogie warunki, w jakich przebywał sprawiły, że nie był w stanie wydobrzeć – nawet mając do dyspozycji lykantropię. Był słaby, blady i miał wysoką gorączkę, której nie można było w żaden sposób zbić. A co było najgorsze, w próbie wyleczenia swojego ciała w tak nieprzyjaznych warunkach, Remus śmiertelnie wyczerpał swój magiczny rdzeń, przez co jego przyjaciołom było jeszcze trudniej mu pomóc.

Im bliżej było kolejnej pełni księżyca, tym bardziej wszyscy się o niego martwili.

Chwile grozy przeżyli kilka dni wcześniej, kiedy po otrzymaniu pierwszej dawki Wywaru Tojadowego, Remus dostał ataku. Wataha – łącznie z Lily, którą Więź Rodzinna łączyła zarówno z Syriuszem, jak i z Mią – trzymała się bardzo blisko Remusa, zdając sobie sprawę z tego, że nawet niezapieczętowana Więź Watahy dodaje mu sił. Niestety, tej siły było za mało.

Gdy pojawił się Peter, nieoczekiwanie nadepnął Syriuszowi na ogon. Syriusz obwinił Petera o stan Remusa i wieczór skończył się pojedynkiem dwóch przyjaciół.

- Gdybyś nie był takim pieprzonym tchórzem i poszedł z nami do Zakazanego Lasu, żeby pokonać Greybacka, byłbyś częścią tej Watahy i może razem mielibyśmy wystarczająco dużo magii, żeby go uratować!

Potrzeba było połączonych wysiłków Jamesa, Lily i Mii, żeby powstrzymać Syriusza i pozwolić Peterowi uciec. Trzeba było jednak przyznać Mii, że zrobiła to, aby powstrzymać swojego chłopaka przed przedwczesnym zabiciem szczura, za co mógł wylądować w Azkabanie wiele lat wcześniej, niż powinien. Nie mogła mu pozwolić odczuwać faktycznej winy za coś, za co później zostanie wrobiony. Przynajmniej w jej przyszłości, Syriusz nie był winny śmierci Petera.

- Dziękujemy, pani Pomfrey – powiedział James, odprowadzając pielęgniarkę na skraj zaklęć ochronnych otaczających Dwór Potterów, skąd mogła się bezpiecznie Aportować.

Zaklęcia Antyaportacyjne zostały wzmocnione i rozciągnięte nad całym terenem należącym do rodziny Potterów na żądanie Mii, tuż po tym, jak we Dworze nagle pojawił się Dumbledore, prosząc o chwilę rozmowy na osobności z Remusem. Za żadne skarby świata nie chciała zostawić Lunatyka samego z dyrektorem, ale James i Syriusz przekonali ją, że Dumbledore może pomóc.

Kiedy jednak dyrektor w żaden sposób nie pomógł ich umierającemu przyjacielowi, a zamiast tego opuścił ich, mówiąc coś o nadziei, James zgodził się z Mią, że dopóki Remus nie wyzdrowieje, nie dopuszczą do niego żadnego z członków Zakonu.

Jeśli Remus wyzdrowieje.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Syriuszu? Syriuszu, obudź się.

- Co się dzieje? – Jęknął, podnosząc głowę i patrząc na smutną twarz swojej czarownicy. Widząc jej podkrążone oczy, szybko usiadł. – Coś z Remusem? Jakaś zmiana?

- Nie. On nadal… - Powoli odetchnęła. Cała drżała. – Zostały cztery noce do pełni księżyca.

Syriusz zmarszczył brwi.

- Wiem o tym.

- I pani Pomfrey powiedziała, że…

- O tym też wiem – warknął.

- Czy… - Zaczęła, ale zawahała się. – Czy wiesz, że cię kocham? Wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie?

Pochyliła się w jego stronę, położyła dłonie na jego policzkach i pocałowała go. Po chwili odsunęła się od niego i stłumiła szloch.

Syriusz również się zawahał i spojrzał jej głęboko w oczy, jakby chciał dostrzec, jakie sekrety skrywała za swoimi łzami. Wiedział, że go kochała. Czasami nie wiedział, dlaczego, ale… Na Merlina… Wiedział, że go kochała. Czuł jej miłość w każdym dotyku, w każdym pocałunku. Za każdym razem kiedy był w niej, czuł, jak ciągnie go do niej Więź Duchowa. Czuł jej miłość za każdym razem, kiedy tonął w jej spojrzeniu.

Wiedział.

- Co się dzieje?

- Do czego byś się posunął, żeby go uratować?

Długo się zastanawiał nad jej słowami, już wiedząc, do czego zmierzała. Była przerażona i chciał ją pocieszyć, ale przede wszystkim chciał dać jej wszystko, czego potrzebowała. Chciał ją zapewnić, że robi dobrze. Zawsze wiedział, że pomimo siły ich uczucia, Mia potrzebuje również Remusa.

- Zrobiłbym wszystko, żeby uratować moich przyjaciół – zapewnił ją, a z jego głosu wyzierała szczerość.

- Zapieczętowane więzi wzmacniają naszą magię. To dlatego czarodzieje i czarownice żyją dłużej niż Mugole. I właśnie dlatego, kiedy jesteśmy ranni, możemy skorzystać z siły tych więzi do szybszego wyleczenia się – wyjaśniła mu, a łzy popłynęły po jej policzkach. – Mama mi o tym powiedziała, kiedy tłumaczyła mi, czym jest nasza Więź.

Syriusz czekał na ten moment, kiedy w jego piersi zapłonie zazdrość. Ale kiedy nic się nie stało, przełknął głośno ślinę, wiedząc, że oboje zapuszczają się na nieznane tereny.

- Chcesz zapieczętować Więź Watahy. To jest twój plan na uratowanie Remusa, prawda?

Mia powoli pokiwała głową.