Od tłumaczki: Wróciłam z wakacji! Nawet nie wiecie, jak bardzo ich potrzebowałam. A teraz, z jednodniowym poślizgiem, prezentuję kolejny rozdział. Przepraszam, że nie dodałam go wczoraj, zgodnie z obietnicą, ale musiałam nadrobić zaległości w pracy. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 86 – IDEALNE DOPASOWANIE

10 listopada 1978

Wyczerpanie fizyczne, brak snu i magiczne napięcie, którego doświadczyli ostatniej nocy wycisnęło z Mii, Remusa i Syriusza ostatnie resztki energii. Spali głęboko w trawie pokrywającej sad za Dworem Potterów. Splątane kończyny tworzyły górę bladej skóry.

Remus otworzył oczy, czując na twarzy pierwsze promienie wschodzącego słońca. Spojrzał na leżącą przed nim czarownicę, która opierała dłonie na jego nagiej piersi, oddychała płytko przez lekko otwarte usta i nadal była pogrążona w głębokim śnie.

Przytłoczony bezwarunkową miłością, którą odczuwał do tej dziewczyny, pochylił się nad nią i musnął wargami jej czoło. Koniuszkami palców pieścił skórę jej policzków, ze zdumieniem przypominając sobie, jak potężną magię udało jej się przywołać. Nie mógł zaprzeczyć prawdzie: uratowała mu życie. Zawsze ratowała mu życie.

Wtedy przypomniał sobie, że to nie tylko Mia uratowała mu życie zeszłej nocy. Spojrzał ponad jej ramieniem i nagle znalazł się twarzą w twarz z rozbudzonym Syriuszem, który trzymał ramiona splecione wokół ciała śpiącej czarownicy. Z jego twarzy Remus mógł wyczytać strach. Syriusz bał się, że Remus porwie mu sprzed nosa ukochaną.

- Spokojnie, Łapo. Gdybym chciał ci ją odebrać, zrobiłbym to, kiedy spałeś.

Black prychnął pod nosem, bez słów przekazując mu to, co w rzeczywistości myślał: Chciałbym zobaczyć, jak próbujesz.

- Sam przyznałeś, że dzielenie się jest przyjemne – Remus drażnił się z przyjacielem.

Syriusz znowu prychnął.

- Na swoją obronę przyznam, że to był najlepszy seks wszechczasów. Bardzo mi się podobało to, że nie musiałem wszystkiego robić sam – zachichotał po chwili.

Remus też się zaśmiał, z ulgą przyjmując fakt, że niezręczność między nimi utrzymywała się na minimalnym poziomie, jeśli w ogóle jakaś była.

- Śmierdzący leń.

- Poranek jednak jest nieco… - Syriusz zawahał się, a chichot całkowicie zniknął z jego głosu. – Wstrząsający.

Remus spojrzał na czarownicę śpiącą w ramionach Blacka. Uśmiechnął się najpierw do niej, potem generalnie w kierunku obojga, a potem poważnym wzrokiem spojrzał na przyjaciela.

- Wciąż nie mogę uwierzyć, że zechciałeś zapieczętować Więź Watahy przed waszą Więzią Duchową.

Syriusz uniósł brew.

- Zeszłej nocy obaj uprawialiśmy seks z Mią, jednocześnie, a ty nie możesz uwierzyć, że jeszcze nie zapieczętowaliśmy naszej Więzi Duchowej?

- Podobno ona jest twoja – odpowiedział cicho Remus, głaszcząc palcem policzek Mii.

Syriusz nachylił się nad nią, obserwując uważnie, czy śpiąca dziewczyna w jakiś sposób reaguje na dotyk Lunatyka. Kiedy jednak jej twarz nawet nie drgnęła, chłopak odetchnął z ulgą.

- Gdybyśmy zapieczętowali naszą Więź Duchową, ty nadal leżałbyś w sypialni, blady i umierający, nieprawdaż?

Remus potrząsnął głową.

- Ona i tak zapieczętowałaby Więź Watahy – nie spojrzał ponownie na przyjaciela, który prawdopodobnie w tym momencie zastanawiał się, jak prawdziwe było to stwierdzenie. Remus znał Mię. Była jego najlepszą przyjaciółką i poświęciłaby dla niego wszystko. A nawet gdyby nie zrobiła tego wyłącznie dla niego, zapieczętowałaby Więź Watahy, aby zabezpieczyć przyszłość. – Zeszłej nocy nie chodziło o seks.

Syriusz zaśmiał się.

- Ale to na pewno był seks.

- W więziach chodzi o intencje, Syriuszu. Doskonale o tym wiesz. Przyszła do mnie z intencją zapieczętowania Więzi, scementowania tego, co łączy Watahę. Gdyby można to było zrobić podpisując dokument albo ofiarowując kurczaka, zrobiłaby to.

Uwaga Remusa skupiła się na zabliźniającej się ranie na ramieniu Mii. Gdy wyobrażał sobie tę chwilę, zawsze miał wrażenie, że będzie patrzył na bliznę i czuł obrzydzenie do siebie. Ale teraz, patrząc na znak, czuł pewną zaborczość, potęgę i odpowiedzialność, nie tylko za nią, ale również za każdego człowieka związanego z Watahą. Za Syriusza, Jamesa i Lily, a także – dzięki kilku fragmentom z przyszłości, które pokazała mu Mia – za swoją przyszłą partnerkę i nawet za Harry'ego.

- Przypadkiem Więź Watahy pieczętuje się z użyciem seksu. Szkoda, że Więzi Duchowej nie można zapieczętować w tak prosty sposób.

Remus wzruszył ramionami.

- Wilkołaki, stary.

- Tak, cholerne wilkołaki – odpowiedział śmiechem Syriusz.

Wymienili spojrzenia, które powiedziały im więcej, niż chcieli głośno przyznać.

Remus obawiał się, że nigdy nie wróci do domu. Był wdzięczny za ocalenie życia, ale był zmartwiony, że jego przyjaciele uciekli się do tak drastycznych środków, żeby go uratować. Bał się, że z tego powodu utracił przyjaźń Syriusza.

Z drugiej strony Syriusz był tak samo jak Mia przerażony tym, że może utracić Remusa, ale musiał być dla niej silny i utrzymać swoje nerwy na wodzy. Kiedy przyszła do niego i przedstawiła mu swój plan zapieczętowania Więzi Watahy w celu uratowania przyjaciela, nawet nie zastanawiał się, do czego trzeba się posunąć, żeby tego dokonać. I chociaż nigdy by się do tego nie przyznał na trzeźwo i poważnie, gdyby Mia wahała się lub jej nerwy by tego nie wytrzymały, Syriusz sam dokończyłby rytuał z Remusem. Kochał go jak brata i zrobiłby dla niego wszystko. I mimo, że nie odczuwał żadnego pociągu seksualnego do swojego przyjaciela, wiedział, że utrata Remusa złamałaby serce Mii i tylko z tego powodu zdecydowałby się na taki krok.

To nie zazdrość go teraz trawiła, tylko poczucie lekkiego dyskomfortu. Coś, co mu mówiło, że powinien był być zazdrosnym. Ale zdawał sobie sprawę z tego, że Mia potrzebowała Remusa w taki sam sposób, jak on potrzebował Jamesa. Nie mógł jej odmówić tej emocjonalnej zależności, którą wykształciła. I właśnie dla niej Syriusz zrobiłby wszystko, co w jego mocy, żeby zachować Remusa przy życiu. Myśl o utracie swojego najlepszego przyjaciela była… Cóż, była nie do zniesienia.

I chociaż jego piersi nie rozsadzała zazdrość, Syriusz uśmiechnął się szeroko, kiedy Mia odwróciła się w jego ramionach i wtuliła w jego pierś. Wciągnął głośno powietrze do płuc i pozwolił, żeby obmyła go ulga, a ciepło spowiło jego serce. Nie mogła przecież wiedzieć, ile znaczyły dla niego jej nieświadome ruchy wykonywane przez sen. Nie mogła wiedzieć, jak cieszyło go, że po tak intensywnej nocy ona instynktownie wybierała jego.

- Więc dlaczego jeszcze tego nie zrobiliście? – Remus przełamał długą chwilę ciszy. – Dlaczego jeszcze nie zapieczętowaliście swojej więzi?

- Gdyby chodziło tylko o seks, nie miałbym z tym najmniejszego problemu – przyznał po chwili Syriusz. – Ale małżeństwo? Na Merlina, czasami zastanawiam się, jak udało mi się założyć spodnie na prawą stronę. A czasami nie przejmuję się w ogóle zakładaniem spodni. Możesz zapytać Lily i Rogacza. A poza tym, cały czas gdzieś z moim umyśle jest ta jedna myśl…

Brak zazdrości nagle się wyostrzył i próbował się na nowo zdefiniować. Uczucie zawibrowało z irytacją w jego piersi i nagle przekształciło się w coś bardzo podobnego do zazdrości.

- Jedna myśl, która każe mi się na każdym kroku spodziewać tego, że nawet po zapieczętowaniu naszej więzi ona i tak będzie potrzebowała… Ciebie.

- Ona mnie nie kocha – powiedział stanowczo Remus. – Nie w ten sposób. Zawsze chodziło o ciebie.

- Zwariowałeś? – Syriusz uniósł brew. – Byłeś jej pierwszym chłopakiem…

- Bo ty od niej odszedłeś – wtrącił się Lunatyk.

- Z tobą straciła dziewictwo…

- Bo ty wolałeś spać ze wszystkimi wolnymi Krukonkami na zamku.

- Za każdym razem, kiedy ona i ja… Z różnych przyczyn… - Syriusz westchnął i przygarnął mocniej do siebie jej śpiącą postać. Czuł się tak, jakby po przyznaniu się do swojego strachu miał ją stracić. – Wracała do ciebie. Zawsze wracała do ciebie.

- Do momentu, kiedy do mnie nie wróciła – Remus uśmiechnął się ze zrozumieniem. – Na koniec swojej drogi, wybrała ciebie. Naprawdę wybrała ciebie. Nie z powodu przeznaczenia, ani Więzi, ale dlatego, że ciebie kochała bardziej.

- Cóż, zajęło jej dużo czasu – Syriusz wydął wargi.

- Była ze mną, bo czuła się przy mnie bezpiecznie – wyznał Remus. – Oboje wiedzieliśmy, że nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Byłem tą osobą, której mogła zaufać i powierzyć swoje serce, czekając, aż pozbierasz swoje życie do kupy. Przy mnie, czekając na ciebie, nie była samotna. Oboje wykorzystywaliśmy sytuację. Łapo, już o tym rozmawialiśmy. Dlaczego muszę ciągle ci to przypominać?

- Bo widziałem ją ostatniej nocy i poczułem się… Nie wiem… Nieodpowiedni – Syriusz westchnął, zawstydzony tym, do czego się przyznaje. – Nie zrozum mnie źle. Nie jestem zazdrosny. Co dziwne, nigdy nie byłem. Nie, gdy chodziło o ciebie i o nią. Nie wiem, dlaczego, ale odsunąłbym się od niej, gdyby chciała być z tobą na zawsze.

Remus skinął głową.

- Wiem.

- Lunatyku, o cokolwiek byś poprosił, ona by to dla ciebie zrobiła. Trochę mnie to przeraża.

- Tak – Remus zgodził się z tym stwierdzeniem. – Ale dla ciebie zrobiłaby wszystko.

Syriusz prychnął.

- Wiesz o tym, bo znasz wszystkie jej sekrety?

- Nie przesadzaj. Czas wstawać. Potrzebuję kąpieli. Mogę się założyć, że moja magia jest znowu tak silna, że nawet bez różdżki podgrzałbym całą rzekę – powiedział, pewny siebie Remus. Kolor, który wrócił na jego policzki sygnalizował, że chłopak był w dużo lepszym stanie niż przez ostatnie trzy tygodnie, kiedy dochodził do siebie po ataku watahy.

Kiedy Syriusz ruszył się, żeby dołączyć do przyjaciela, Remus potrząsnął głową.

- Nie. Zostań z nią. Mia musi się obudzić przy tobie. Musi od ciebie usłyszeć, że zaakceptowałeś to, co stało się ostatniej nocy. Że nie myślisz o niej inaczej i że od niej teraz nie uciekniesz. Teraz musisz się nią zająć. Ona musi się dowiedzieć, co do niej czujesz, Łapo.

- Nigdy nie byłem dobry w rozmawianiu o moich uczuciach, Lunatyku – odpowiedział Syriusz, kryjąc twarz za miękkim ramieniem śpiącej czarownicy.

- Tym razem dasz radę. To rozkaz, skoro nie trafiają do ciebie moje rady. Oficjalnie jestem waszym Alfą. To potwierdzone i tak dalej.

Syriusz uniósł brew, czując dziwne napięcie magii w bliźnie, która znaczyła jego ramię. Po chwili zmrużył niebezpiecznie oczy, patrząc na roześmianego przyjaciela.

- Od teraz zawsze będziesz grał kartą Alfy?

- Tylko, jeśli będę musiał – uśmiechnął się szerzej i odszedł sprężystym krokiem w kierunku rzeki.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Mia otworzyła oczy, gdy jej powiek dotknęło światło poranka. Ciepło leżącego obok niej ciała dawało poczucie bezpieczeństwa i dziewczyna wtuliła się w słodkie objęcia mężczyzny. Odetchnęła aromatem pergaminu, trawy i whisky. Nie musiała na niego patrzeć, żeby złożyć pocałunek w zagłębieniu między szyją i obojczykiem Syriusza. Uśmiechnęła się, kiedy zacieśnił uścisk i schował twarz w jej włosach.

- Zadziałało? – Szepnęła.

- Tak. Chyba, że Remus stwierdził, że kąpiel nago w rzece, w listopadzie, to jego ostatnie życzenie przed śmiercią – zachichotał i z zadowoleniem usłyszał, że przyłączyła się do niego.

W tym momencie napłynęły do niej wspomnienia z ostatniej nocy. Wyzwolił je słodki ból, jaki czuła między udami, przypominający o tym, co robili. Zaczerwieniła się. Niestety, wszystkie potencjalne konsekwencje ich rytuału już tłoczyły się w jej umyśle w porządku alfabetycznym: Aluzje, Blizna, Ciąża, Dyskusje… Na szczęście, przy punkcie Ciąża przypomniała sobie, że Syriusz pamiętał o rzuceniu na nią Zaklęcia Antykoncepcyjnego zanim wspólnie wyruszyli do sypialni Remusa. Inaczej wpadłaby w panikę.

- Przestań się martwić, kochanie.

Mia uniosła głowę i spojrzała w ciemne, szare oczy Syriusza.

- Słyszę tryby obracające się w twojej głowie. Są głośne jak windy w Ministerstwie.

Chciała go uszczypnąć w odpowiedzi na ten komentarz, ale stres i zmartwienie były potężniejsze. Podniosła dłoń i delikatnie pogładziła go po policzku. Jej palce natrafiły na poranny zarost chłopaka.

- Między nami wszystko w porządku?

Syriusz pochylił się nad nią i ją pocałował.

- Między nami zawsze będzie wszystko w porządku, kotku.

- Jesteś pewien? – Zapytała nerwowo. – Nie chcę, żebyś myślał, że ostatnia noc była…

- Była magiczna.

Mia musiała się z nim zgodzić.

Mając doświadczenia w uprawianiu seksu z nimi obojgiem w przeszłości, wydawało się jej, że wie, na co się pisze proponując zapieczętowanie Więzi Watahy. Jej ciało przypominało jej teraz, jaką przyjemną czynnością był rytuał, ale ona wolała skupić się na otaczającej ich magii. Czuła, jak Więź Watahy stabilizuje się wokół nich i w nich samych. Rana na jej ramieniu jeszcze się nie zabliźniła, ale nie bolała. Pulsowała magią i Mia czuła się połączona z pozostałymi członkami Watahy. Srebrzysta wiązka, którą czasami widziała podczas medytacji wzmocniła się i przez cały czas była obecna wewnątrz jej jaźni. Bez trudu mogła za nią podążyć.

- To było jednak coś więcej niż tylko rytuał, który uratował życie Remusa – ciągnął Syriusz. – Wiem o tym.

- Nie! To był… - Próbowała zaprotestować, nie chcąc, żeby Syriusz myślał, że ona nadal żywi jakieś romantyczne uczucia do swojego najlepszego przyjaciela.

- To było pożegnanie.

Mia szeroko otworzyła oczy.

- Co?

- Oboje potrzebowaliście zakończyć wasz poprzedni związek, a ja musiałem to zobaczyć na własne oczy – przyznał Syriusz, marszcząc brwi. Wyglądał na zawstydzonego. – Musiałem doświadczyć tego, co łączy was dwoje i… I zrozumieć, że to, co łączy nas jest dużo silniejsze. Wiem, że nie jestem dobry w ubieraniu uczuć w słowa, chyba że chcę kogoś wkurzyć albo ciebie nakręcić.

Mia zarumieniła się, a Syriusz zachichotał.

- A skoro już przy tym jesteśmy, jest to bardzo łatwe do osiągnięcia.

Zmrużyła oczy w odpowiedzi.

- Syriuszu…

- Wiem, że te kilka razy, kiedy ci to powiedziałem to były przypadkowe lub wymuszone słowa, ale… - Wziął głęboki oddech i spojrzał w jej oczy. – Ale naprawdę cię kocham.

Mia westchnęła, słysząc jego słowa.

Patrząc w jego oczy, widziała bezbronność i otwartość, których Syriusz zwykle nie pokazywał. W tej chwili zrozumiała, dlaczego nigdy nie udało mu się udoskonalić swojej umiejętności Oklumencji. Gdy jego tarcze opadały, opadały z hukiem. Gdyby w tym momencie spróbowała na nim Legilimencji, nie napotkałaby żadnego oporu. Oczywiście, nie chciała go w ten sposób ranić w tym pięknym momencie.

- To piękne i przerażające uczucie – położył dłoń na jej imieniu, które wytatuował sobie nad sercem. Był to jeden z jego żartów, które zmieniły się w romantyczny gest. Gdyby nie znała go lepiej, doszłaby do wniosku, że od zawsze planował to zrobić. – Za każdym razem, gdy na ciebie patrzę, czuję napięcie w piersi, które każe mi coś powiedzieć, ale zwykle nie mówię nic.

- Dlaczego? – Cień przemknął po jej twarzy, kiedy koniuszkami palców wodziła po jego ustach. Uśmiechnęła się dopiero, kiedy je ucałował.

- Upór? Duma? – Zasugerował.

- Też cię kocham, Syriuszu.

- Bardziej niż Remusa? – Zapytał kpiącym tonem.

- Ale z ciebie dupek – Mia klepnęła go otwartą dłonią w klatkę piersiową.

Ten ruch spowodował, że Syriusz chwycił jej ręce i odwrócił ich pozycje. Uśmiechnął się do niej, patrząc na nią z góry. Jej smukłe nadgarstki zamknął w uścisku swoich dużych, silnych rąk. Usta wykrzywiał mu arogancki uśmieszek, typowy dla niego.

- Czy ostatnia noc była dla ciebie wystarczająco poetycka? – Pochylił się nad nią i pocałował jej nagi obojczyk. – Podobno seks z Remusem właśnie tak wyglądał. Przyznaję, że osobiście czuję się zawiedziony. Ja nie słyszałem żadnej poezji.

Mia zarumieniła się, gdy dopadło ją wspomnienie ciał Remusa i Syriusza otaczających jej ciało – będących wewnątrz jej ciała – trzymających ją ciasno między sobą. Przypomniała sobie, jak wiele lat wcześniej zobaczyła po raz pierwszy bliznę Syriusza. Działo się to w piwnicy Rezydencji przy Grimmauld. Black pokazał jej, Harry'emu i Ronowi swój znak, kiedy wszyscy gorąco dyskutowali o tym, czy lykantropia Remusa przenosi się wyłącznie przez ugryzienie całkowicie przemienionego wilkołaka, czy również na inne sposoby.

- Chcesz dowodu? Luniaczku, jeśli ślina, nasienie lub krew przenoszą twój mały, kudłaty problem na innych ludzi, ja sam miałbym swój własny mały kudłaty problem! To znaczy… Krew – wyjaśnił, kiedy wszyscy zgromadzeni w piwnicy na niego spojrzeli. – Na piątym roku mieliśmy trochę… A potem po Hogwarcie… Takie braterstwo krwi. Jak u Mugoli. Nic związanego z nasieniem. No, wiecie…

Pieprzony kłamca, pomyślała Mia z zadowoleniem.

- Ostatnia noc miała w sobie więcej z rock&roll'a niż z poezji.

Syriusz wyszczerzył do niej zęby.

- W tym jestem niezły. Za cholerę nie potrafiłbym zacytować Lorda Briana.

- Lorda Byrona – poprawiła go Mia.

- Widzisz? To nie moja bajka – wyciągnął z jej włosów kilka brązowych liści. – Ale jeśli mógłbym zaśpiewać ci tekst dobrej piosenki, twoja skóra zaśpiewałaby ze mną.

Uniosła jedną delikatną brew.

- Naprawdę, panie Black?

Zmrużył oczy.

- Naturalnie, panno Potter.

- Więc wyzywam cię – uśmiechnęła się. – Spraw, żeby moja skóra zaśpiewała.

Momentalnie Syriusz zawisł nad nią na łokciach. Jego blade ciało promieniało, ponieważ od tyłu oświetlało go wschodzące słońce. Jego kruczoczarne włosy nadawały mu kontrastu, podobnie jak tatuaże i blizny. Już nie patrzył na niedoskonałości jej skóry spowodowane Czarną Magią, nieprzewidzianymi wypadkami i nieudaną Aportacją z przerażeniem i poczuciem winy. Teraz, szczególnie z pasującymi bliznami, które nosili na ramionach, byli do siebie bardziej podobni niż kiedykolwiek.

- Sny i fantazje leżą razem ze mną w łóżku – zaśpiewał jej cicho. Jego głos był tak niski, że czuła wibracje w powietrzu, które dotarło do jej ucha. – W ciemności widzę, jak się uśmiechasz.

Przez jej umysł przewinęło się mnóstwo cytatów, powiedzeń i przysłów, które doskonale opisywały to, co się z nią właśnie dzieje. Całą minutę zajęło jej jednak dojście do wniosku, że miłość Syriusza nie była delikatną poezją. Była za to tekstem piosenki, lirycznym, niezmiennym.

- Dotykasz mojego ciała i moja dusza staje w płomieniach.

Mia czuła jego usta przy swoim uchu. Nie pocałował jej jednak – mimo jej pragnienia – a jego dłonie pieściły całe jej ciało. Wydawało się, że chciał, żeby jej skóra zapłonęła, tak, jak płonęła jego dusza wedle słów piosenki.

- Widzę światło poranka. Słońce wschodzi i odbija się w twoich oczach.

I wtedy ją pocałował – w końcu ją pocałował – i w jakiś sposób ten pocałunek wszystko zmienił. Do tej pory wymienili tak wiele pocałunków. Od tego pierwszego – i drugiego – pocałunku w zawalonym sekretnym przejściu do Hogsmeade, które kryło się na czwartym piętrze Hogwartu do pocałunków w jego sypialni we Dworze Potterów… Od korytarza na piątym piętrze Hogwartu do miedzianej wanny, która stała w ich mieszkaniu.

Ale ten… Ten pocałunek był inny.

Złocista wiązka, która symbolizowała ich Więź Duchową, która zawsze rozjaśniała się, gdy się dotykali, zaczęła wibrować. Ciągnęła ich ku sobie, dochodząc z najgłębszych miejsc ich podświadomości. Ale nie brzmiała już jak czyjeś początki nauki gry na instrumencie.

Teraz ich Więź brzmiała tak, jakby ktoś łagodnie, ale celowo wodził smyczkiem po idealnie nastrojonych skrzypcach. Muzyka, którą Mia słyszała perfekcyjnie zestrajała się z odcieniami szarości, które widziała w oczach Syriusza. Zapach, który czuła nasycony był aromatami świeżo ściętej trawy, pergaminu i skóry. W jakiś sposób ta muzyka miała też smak – na krańcach swojego języka czuła posmak dojrzałej, wieloletniej whisky.

- Nagle znikasz i zostaję tutaj sam.

W jakiś sposób jej serce było tak przepełnione miłością, że prawie zapomniała o jego rękach. W tym momencie zrozumiała, że to nie Przeznaczenie gra muzykę ich dusz, ale Syriusz grał nią, jakby była najlepszym na świecie Stradivariusem – wykonywał na jej skórze „Jezioro Łabędzie" Czajkowskiego, jednocześnie szepcząc jej do ucha tekst rockowej piosenki, wykonywanej przez zespół złożony wyłącznie z kobiet.

Zadrżała. On zachichotał. Zaskomlała. On wtedy jęknął.

- Wiem, że tu jesteś. Czuję twoją obecność – pocałunkami znaczył drogę od jej ust do ucha. – A dźwięk, który z siebie wydajesz sprawia, że płonę.

Drżała z podniecenia, jej ciało pulsowało słodkim bólem, ale nadal odpowiadała na każde jego dotknięcie, każdy pocałunek. Każde pchnięcie mogło sprawić, że jej świat rozpadnie się na kawałki, każde wycofanie sprawiało, że chciała płakać.

- Czy ja śnię? Czy naprawdę tu byłaś?

Nie potrzebował żadnej muzyki do swojego tekstu, ale Mia zastanawiała się, czy przypadkiem w oryginale ta piosenka nie była śpiewana ostrzej, szybciej, mocniej niż rytm, który narzucił im Syriusz. W jakiś sposób znalazł jednak ten idealny moment między lekkością i siłą. Utrzymywał ich w tym momencie i pielęgnował go.

- Czy to był tylko sen? A może fantazja?

Nagle nie leżała już na trawie, ale została podciągnięta na jego kolana. Oplotła nogami jego pas i przycisnęła piersi do jego ciała. W ich włosach było mnóstwo liści. Z tego powodu przez moment zaczęła się zastanawiać, czy nie wyglądają jak dwa leśne duszki uprawiające miłość w promieniach wschodzącego słońca. A może ona wyglądała jak nimfa. Ona była Echo, a on był jej Narcyzem. Tylko, że oni postanowili coś zmienić, nie mieli w sercach smutku i żali, i rzucili wyzwanie bogom. W tym momencie Mia zrozumiała. Właśnie tak miało być. Wiedza. Wolna wola. Miłość. Wymagania, jakie stawiała przed nimi Więź Duchowa były tak dokładne i specyficzne, że do tej pory nigdy ich wspólnie nie spełniali. Gdy ona była jeszcze Hermioną, tylko Syriusz spełniał wymagania Więzi. Kiedy wróciła w czasie, wyłącznie ona miała wiedzę o Więzi i w pełni ją akceptowała. A w końcu, gdy oboje mogli swobodnie wybierać, wybrali siebie i Więź Duchowa stała się wyłącznie etykietą, która definiowała ten moment.

Gdy było już po wszystkim, słyszała wyłącznie jego oddech, bicie jego serca i szum rzeki płynącej niedaleko.

- Kocham cię, wiedźmo – powiedział, z trudem łapiąc oddech.

Mia zachichotała i pocałowała go w skroń.

- Ja ciebie też, kundlu.

- Naprawdę chcecie mi powiedzieć, że właśnie na to jestem skazany?

Skoro już przerwano jej chwilę pełną przyjemności, Mia zerknęła ponad ramieniem Syriusza i ukryła śmiech w zagłębieniu szyi chłopaka, gdy zauważyła spojrzenie Remusa. Lupin właśnie skończył odświeżającą kąpiel w rzece i patrzył na nich rozbawionym wzrokiem, szczególnie biorąc pod uwagę pozycję, w jakiej ich zastał.

- Na waszą dwójkę, bezwstydnie uprawiających seks w świetle poranka?

- Jeśli mam być szczery, Luniaczku – odezwał się Syriusz, odsuwając się lekko od Mii, ale nadal ukrywając jej nagość przed wzrokiem przyjaciela… Co przecież nie było konieczne. – To nie jest dla ciebie nic nowego.

- Wszystko między wami w porządku? – Zapytał Remus, odwracając wstydliwie wzrok. Jego przyjaciele robili dokładnie to samo, bo Aportowali się w sadzie nago, jeśli nie liczyć podartej szaty rytualnej Mii.

- Czujemy się świetnie, Remusie. Dziękuję za troskę – powiedziała szczerze Mia i pochyliła się nad Syriuszem, żeby pocałunkiem przypieczętować swoje słowa.

- Nie. To ja dziękuję, kochanie – wzrok Remusa skrzyżował się z jej spojrzeniem i Mia mogła wyczytać w niej wyłącznie wdzięczność. Przez chwilę patrzył na najnowszą bliznę na jej ramieniu i przez jego twarz przemknął cień. – Boli? Przykro mi, że rana musi się zagoić naturalnie.

Mia machnęła lekceważąco ręką.

- Nie przeszkadza mi to.

- Innym może przeszkadzać. Jeśli obcy ludzie ją zobaczą, mogą tego nie zrozumieć.

- Nie obchodzi mnie, co pomyślą obcy ludzie. Tę bliznę będę nosiła z dumą, Remusie.

Syriusz uśmiechnął się i przechylił głowę, żeby zerknąć na swoją bliznę.

- Mi też się moja podoba. I, co bardzo mnie cieszy, nikt nie musiał przegryzać mojej skóry.

Mia wywróciła oczami.

- To nam tylko przypomina, że ostatnia noc była rytuałem. Zostaliśmy magicznie związani, potężną i świętą więzią. Te blizny są oznaką tego, jak bardzo ciebie kochamy.

- A może powinieneś powiedzieć „dziękuję, Syriuszu" – Black sarkastycznie przerwał jej podniosły wywód. – Jesteś wspaniałym kochankiem i nie spodziewałem się, że będziesz tak hojny, żeby podzielić się swoją czarownicą. Słucham? Ocaliłeś życie swojego najlepszego przyjaciela? Jaki jesteś szlachetny i przystojny! Pieśni, jakie ludzie będą śpiewać na twoją cześć, przejdą do legendy!

Mia roześmiała się i pięścią uderzyła w jego pierś.

- Ubieraj się. Musimy wszystkich poinformować, że Remus jednak nie umiera.

- W co mam się ubrać, kotku? – Syriusz rozejrzał się po okolicy i wrócił spojrzeniem do Mii, która właśnie w tym momencie zorientowała się, jak bardzo nadzy byli. Co właściwie Remus wytknął im chwilę wcześniej.

Gdy dotarło to do niej, pisnęła głośno i spróbowała rękoma zasłonić najwrażliwsze części swojego ciała przed wzrokiem dwóch czarodziejów, którzy jednocześnie zaczęli się śmiać. Jej działania były kompletnie niepotrzebne.

- Remusie, podrzyj moją szatę – Mia wskazała czarny materiał, który leżał u podstawy pobliskiego drzewa. – Transmutuję coś dla każdego z nas.

Kilka minut później, cała trójka skierowała się w stronę Dworu. Ramię Syriusza oplatało talię Mii. Dziewczyna miała na sobie skórzaną spódniczkę, która bardzo przypominała jej strój z zeszłorocznego koncertu Black Sabbath oraz top, który bardziej przypominał strój kąpielowy Mary. Remus i Syriusz mieli na sobie wyłącznie czarno-zielone, luźne spodnie, bo Mii zabrakło materiału na transmutowanie koszulek. Z tego powodu czarodzieje dumnie prezentowali nagie klatki piersiowe.

- Sądzicie, że Jamie i Lily już wstali? – Zapytała Mia.

Zanim którykolwiek zdążył odpowiedzieć, stanęli twarzą w twarz z zirytowaną Lily oraz Jamesem, który wyglądał na zdecydowanie za słabo wkurzonego faktem, że jego siostra, najlepszy przyjaciel i umierający kumpel zniknęli z rezydencji.

- Uważam, że jest taka możliwość – odpowiedziała Lily i gniewnym ruchem skrzyżowała ramiona na piersi.

- Dlaczego jesteście nadzy? – Zapytał drżącym głosem James.

Mia wzruszyła ramionami.

- Prawdę mówiąc, mamy na sobie jakieś ubrania.

James jęknął z bezsilności i potarł dłońmi oczy.

- Na Merlina!

- Remusie, czy ty… Dobrze się czujesz? – W oczach Lily rozbłysła nadzieja. Pod wpływem promieni wschodzącego słońca, jej oczy wyglądały jak dwa szmaragdy.

Remus odpowiedział szerokim uśmiechem.

- Nigdy nie czułem się lepiej, Lily.

- Dzięki Bogu! – Odetchnęła z ulgą i uściskała go mocno. – Nie masz pojęcia, jak mnie to cieszy. Wszyscy się o ciebie strasznie martwiliśmy.

James skoncentrował wzrok na swoich gołych stopach.

Remus zmarszczył brwi, widząc, że w oczach Lily pojawiły się łzy.

- Przepraszam.

- To nie twoja wina. Ale fakt, że czujesz się lepiej i że cała wasza trójka wygląda tak, jak wygląda… To sporo tłumaczy.

- Co dokładnie tłumaczy? – Zapytał Syriusz, patrząc, jak ponownie zirytowana Lily staje obok Jamesa.

- To – odpowiedziała mu, odciągając koszulkę Jamesa w taki sposób, żeby pokazać przyjaciołom srebrzysto-różową bliznę, która nagle pojawiła się na jego obojczyku.

Mia szeroko otworzyła oczy na ten widok i spłonęła rumieńcem. Nie odważyła się spojrzeć bratu w oczy. W jakiś sposób, próbując jak najszybciej uratować życie Remusowi, Mia i Syriusz zapomnieli, że ich wataha oryginalnie składała się nie z trzech, a z czterech członków i kiedy Więź Watahy zostanie zapieczętowana, wszyscy zostaną nią połączeni – nie tylko osoby biorące aktywny udział w rytuale.

Pełna zadowolenia mina Syriusza zupełnie nie pasowała do niekomfortowych spojrzeń, jakie rzucali sobie James i Mia. Podobnie jak radosny okrzyk, który wydobył się z jego ust.

- Patrz, Rogasiu! Teraz do siebie pasujemy! – Z przyjemnością dotknął swojego znaku watahy.