Od tłumaczki: To już dziewięćdziesiąty rozdział tej powieści. Powoli zbliżamy się do końca Księgi Drugiej. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 90 – OGIEŃ I POPIÓŁ
31 grudnia 1978
Pozostało 377.670 ziarenek piasku
Mia nie myślała o nadchodzącym nowym roku dopóki Lily nie zapytała jej, jakie będą jej postanowienia noworoczne. Pomyślała wtedy o ludziach, których najbardziej kochała. O Syriuszu, który za dużo pił i palił. O Remusie, który ostatnimi czasy stał się zaborczy, gdy chodziło o czekoladę. O Jamesie, który trochę przybrał na wadze, bo nie uprawiał już żadnego sportu. Lily z kolei myślała dużo o swojej siostrze, z którą chciała się pogodzić i ponownie utrzymywać kontakt. W końcu była to jej jedyna rodzina.
A czy była jedna taka rzecz, na której Mia powinna się skupić?
Żyj swoim życiem. Ciesz się swoim życiem.
Z każdym dniem stawało się to coraz trudniejsze. Bo mimo że Mia pogodziła się z faktem, że nie uda jej się zmienić przyszłości, bardzo często rozmyślała o nadchodzących latach i przygniatało ją poczucie bezsilności. Próbowała logicznego podejścia. Wykonywała skomplikowane obliczenia numerologiczne. Codziennie wracała do listu Remusa, próbując się przekonać, że postępuje w jedyny słuszny sposób.
Ale potrzebowała czegoś jeszcze. Potrzebowała, żeby ktoś powiedział jej, że to, co robi – albo czego nie robi – było rzeczywiście słuszne.
Przyzwała wobec tego wszystkie pokłady swojej gryfońskiej odwagi i Aportowała się do Ottery St. Catchpole. Jednak zamiast skierować się znajomą ścieżką do Nory, ruszyła w stronę Pionka – domu nazywanego tak z powodu swojego podobieństwa do figury szachowej.
Gdy podchodziła do dziwacznie skonstruowanego budynku, na twarzy Mii powoli zaczynał pojawiać się uśmiech. Przed domem natknęła się na swoją przyjaciółkę. Jasne włosy kobiety spływały po jej plecach aż do talii i Mia ze zdumieniem zauważyła wplecione w nie żonkile.
- Mia Potter. Witaj
- Pandora Maestro. Chociaż wydaje mi się, że powinnam teraz do ciebie mówić „Pandora Lovegood", prawda?
Pandora skinęła z namysłem głową i zamiast zaprosić Mię do domu, jak nakazywała etykieta, usiadła na skrawku zielonej trawy, która rosła przed gankiem. Puściła luzem fartuch, który trzymała w dłoniach i kilka małych jabłek upadło na ziemię. Jedno, które nadal leżało na fartuchu, Pandora podniosła i zaoferowała Mii.
- Przepraszam, że nie dostałaś zaproszenia na zaślubiny. Polana, na której odbyła się ceremonia była naprawdę niewielka. I idealnie okrągła, muszę ci powiedzieć. Bardzo rzadko można znaleźć naturalnie występującą, idealnie okrągłą polanę w lesie. Nie chcieliśmy zaburzać naturalnego porządku przez jej powiększenie. I oboje byliśmy nadzy. Zgodnie z tradycją. Nie wiem, jak wielu naszych przyjaciół szanuje nasze tradycje.
Mia z uśmiechem zaczęła się zastanawiać, jak zareagowałaby na takie słowa lata temu, gdyby to Luna je wypowiedziała. Hermiona prawdopodobnie by się mocno zarumieniła i jąkając się próbowałaby wyciągnąć z Luny informację, czy przyjaciółka przypadkiem nie ulega naciskom starych tradycji czarodziejów czystej krwi albo archaicznym prawom, które dawno już wyszły z użycia. A może zmuszał ją do tego zboczony narzeczony. Mia jednak pobierała nauki u Dorei Potter i wiedziała, czym jest „tradycja", o której mówiła Pandora. Tę tradycję Mia uważała za coś pięknego, czystego i wypełnionego starożytną magią, którą bardzo chciała zgłębić. Chciała również zobaczyć minę Lily, gdy oświadczy jej, że Pandora ślubowała swojemu czarodziejowi nago.
- Nie musisz przepraszać. Bardzo się cieszę z waszego szczęścia. Po prawdzie, byłabym zachwycona, gdybym mogła być częścią waszej ceremonii, ale z drugiej strony obecność Syriusza mogłaby zepsuć odświętną atmosferę – przyznała Mia, chichocząc.
Pandora uniosła bladą brew.
- Wydawało mi się, że wychowano go w duchu starych tradycji.
Mia skinęła głową, ale czuła, że jest winna przyjaciółce wyjaśnienia.
- Tradycje czarodziejów czystej krwi nie zawsze są równoznaczne ze starymi tradycjami. Poza tym, uważam, że on po prostu lubi się buntować przeciwko jakimkolwiek tradycjom, które przypominałyby mu o jego domu rodzinnym.
Pandora uśmiechnęła się.
- Tak, masz rację. Prawdopodobnie dlatego tak dobrze do siebie pasujecie – ugryzła soczyste, zielone jabłko, które trzymała w dłoni. Wzruszyła ramionami i kontynuowała z pełnymi ustami. – Chociaż Więź Duchowa też ma swoje znaczenie.
- Oczywiście, że wiedziałaś – Mia potrząsnęła głową, po czym zmarszczyła brwi, gdy coś przyszło jej do głowy. – Jak dużo wiesz?
Pandora przez moment siedziała cicho, przełykając kęs jabłka.
- Wiem więcej, niż tobie wolno powiedzieć. Przykro mi, że zostałaś uciszona. Niestety, profesor Dumbledore nie wierzy, że przeznaczenie i wybory osobiste mogą iść ze sobą w parze. Nie możesz pokładać wiary w przeznaczenie, a później sądzić, że nic z tego na końcu nie wyjdzie.
- Czy ja właśnie tak nie postępuję? – Zapytała Mia.
- Profesor Dumbledore uważa, że podejmuje właściwe decyzje z właściwych powodów, ale jego własne serce go okłamuje. Jego wybory są bardzo samolubne, bardziej, niż chciałby przyznać. Cierpisz z tego powodu bardziej niż on, bo twoje rany nadal są otwarte. Tobie współczuję bardziej niż jemu.
Mia nie wiedziała, jak ma się czuć z powodu okazanego współczucia.
- Pandoro, jesteś Widzącą? – Wyrzuciła z siebie, przechodząc do głównego powodu swojej wizyty. Wydawało jej się, że zna odpowiedź na to pytanie, ale z drugiej strony odpowiedzi Luny zawsze były nieco mgliste. Pomimo wszystkich zmian, które Mia przeszła w ciągu ostatnich kilku lat, cały czas nie mogła się pozbyć swojej niechęci do Wróżbiarstwa. Nie mogła jednak odmówić Lunie jej daru i logiczne było założenie, że jej matka również była obdarzona.
- Przecież nie wierzysz we Wróżbiarstwo – powiedziała Pandora, posyłając jej ujmujący uśmiech.
Mia westchnęła z irytacją. Prawie słyszała w swojej głowie głos Rona, wyśmiewający ją za rozważanie tej idei.
- Nie wierzę we wróżenie z fusów i dzienniki snów – wyjaśniła, myśląc o Sybilli Trelawney i wpływie, jaki kobieta miała na Lavender i Parvati. – Ale nie mogę zaprzeczyć istnieniu niektórych gałęzi magii. Nie mogę zignorować istnienia Więzi i… Specyficznych darów…
Spojrzała na Pandorę, zastanawiając się, czy kobieta przewidziała swoją własną przyszłość. Czy widziała swoją córkę. Swoją śmierć.
- Darów przekazywanych z matki na córkę? – Pandora nieświadomie wykręcała gniazdko nasienne zjedzonego jabłka, raz w jedną, raz w drugą stronę. Mia nie wiedziała, czy jest jakiś wzór. – Wiedziałaś, że moja matka była Widzącą? Zginęła, kiedy miałam dziewięć lat. To był tragiczny wypadek. Moja babcia zmarła w taki sam sposób.
Mia zmarszczyła brwi, przypominając sobie, że Luna powiedziała jej coś podobnego. Nie podobało jej się, że tyle pokoleń genialnych czarownic musiało wycierpieć tak wiele – przede wszystkim dorastać bez własnych matek. Ta myśl sprawiła, że zakuło ją serce. Bardzo tęskniła za Doreą.
- Czy właśnie to aktywuje twój dar? Bycie świadkiem śmierci? W taki sposób stajesz się Widzącą?
Pandora skinęła głową.
- Pandoro – Mia westchnęła, czując ogromny ciężar na swoich ramionach. – A gdyby twoja matka nie musiała zginąć?
- Ale zginęła – odpowiedziała całkowicie niewzruszona tym pytaniem kobieta. – Nikt nie żyje wiecznie.
- Chodzi mi o to… Gdyby nie musiała zginąć, gdy ty miałaś dziewięć lat?
Pandora wzruszyła ramionami.
- Wtedy odeszłaby, gdy ja bym miała dziesięć, pięćdziesiąt albo nawet siedemdziesiąt cztery lata. Fakt, że umarła, gdy miałam dziewięć lat niczego nie zmienia.
- Tak, ale… - Zaczęła Mia, odczuwając podobną frustrację, jakiej doświadczała podczas rozmów z Luną. – Ale byłaby przy tobie dłużej.
- Albo nie – nie zgodziła się z nią Pandora. – Może gdyby nie zginęła, gdy miałam dziewięć lat, porwałyby ją wróżki. Paskudne stworzenia.
Kobieta zachowywała się tak, jakby wcale nie rozmawiały o śmierci jej matki. Dopiero widząc, że Mia szuka w głowie kolejnych argumentów, powiedziała coś bardziej konkretnego.
- Albo zostałaby zamordowana przez Śmierciożerców.
Te słowa pozbawiły Mię oddechu w takim tempie, że dziewczyna musiała przyłożyć dłonie do piersi. Pomyślała o podejściu swojej matki do wprowadzania zmian w przyszłości. I chociaż ich słowa były różne, Dorea i Pandora w gruncie rzeczy mówiły o tym samym. Jej matka była bardzo stanowcza, gdy mówiła o przyszłości. Twierdziła, że Śmierć odbierze sobie z nawiązką to, co zostało jej zabrane. Przekonywała Mię, że gdyby ta uratowała kogoś od tragicznej, ale bezbolesnej śmierci, Żniwiarz zabierze tę osobę niedługo później w wyniku długiej, bolesnej tortury.
Głos Pandory wyrwał ją z jej rozmyślań.
- Wiedziałaś, że nie wszyscy widzą testrale? Tylko osoby, które widziały śmierć mogą je ujrzeć.
Mia skinęła głową, przypominając sobie pierwszy raz, kiedy je zobaczyła.
- Kiedy ty byłaś świadkiem śmierci, zaczęłaś widzieć więcej niż tylko testrale, prawda? Czy widzisz przyszłość?
- A nie pamiętasz tego? – Pandora odpowiedziała pytaniem, które potwierdzało fakt, że kobieta przynajmniej mgliście zdawała sobie sprawę z tego, skąd pochodzi Mia. – Powinnaś napić się soku z pióra memortka. Chyba, że jakimś sposobem spożyłaś jad pikującego licha. Na to nie ma lekarstwa.
Mia zmarszczyła brwi.
- Niestety, nie mam problemów z pamięcią.
- Zatem przyszłaś do mnie, żebym była twoim sumieniem? – Szeroki uśmiech rozjaśnił twarz Pandory. – Nigdy nie byłam niczyim sumieniem. Powiesz mi, jak sobie poradziłam, dobrze?
Mia zmusiła się, żeby nie wywrócić oczami.
- Czy mogę zmienić cokolwiek?
Wydawało się, że Pandora zignorowała pytanie przyjaciółki. Było to zachowanie, jakie kiedyś zirytowałoby Mię, ale w tym momencie dziewczyna wiedziała, że Pandora wyraźnie wysłuchała jej pytania i odpowiada na nie na swój sposób.
- Feniks jest pięknym stworzeniem, prawda? Ptak zrodzony z ognia i popiołu, którego celem jest umrzeć w ogniu i popiele, a następnie z ognia i popiołu się odrodzić. Feniksy bezustannie się zmieniają.
- Tak, ale one nie umierają.
- Naprawdę? – Pandora przechyliła głowę, zdziwiona słowami Mii. Szeroko otwarte oczy, wypełnione czystym zdumieniem dopełniały obrazu. Mia miała przed sobą czystą niewinność. – Nie wiem, czy ja potrafiłabym stanąć w płomieniach i przeżyć. Może udałoby mi się wrócić do życia, ale tego nie wiem, bo nigdy nie próbowałam. Feniksy to potrafią. Cudowne stworzenia. Dojrzewają i zmieniają się.
- Cierpią podczas Dnia Spalenia. A co by się stało, gdyby feniks nie musiał spłonąć?
Gdyby ona mogła zmienić przyszłość? Gdyby naprawdę się postarała? Czy by się jej udało? Znała list przyszłego Remusa na pamięć. Wiedziała, co sądziła na ten temat Dorea. Pamiętała, o czym bezustannie przypominał jej Dumbledore. Sama wykonała obliczenia numerologiczne. Znała ich wynik. Ale potrafiła przyznać przed samą sobą, że nie znała wszystkich gałęzi magii. Może gdzieś tam, w miejscu, którego jeszcze nie znała, znajdował się cud, którego potrzebowała?
Pandora położyła dłoń na jej ramieniu.
- Gdyby nie płonęły, nie mogłyby się odrodzić. Wtedy feniks by umarł i pozostał martwy.
- Wszystko umiera – kłóciła się Mia.
- I wszystko podlega przemianom. Śmierć nie oznacza końca.
- Nie każdy jest feniksem.
- Nie – zgodziła się Pandora. – Ale każdy może się odrodzić.
Mia skinęła głową ze zrozumieniem. Harry był dowodem na to, że odrodzenie nie było wyłącznie powrotem z martwych (w czym i tak był mistrzem). Harry był po części Jamesem, po części Lily, a po części samym sobą. Przyszłość była odbiciem przeszłości, zmąconym wyłącznie przez dążenie do lepszego świata. Była samolubna, chcąc zmienić całe dobro, które cechowało przyszłość, wyłącznie po to, żeby uniknąć bólu w przeszłości. Ale czy chciała ukoić cierpienie Jamesa? A może cierpienie Lily? A może swój własny ból?
- Czy cierpienie jest konieczne? Czy nie ma odrodzenia bez ognia?
Oczy Pandory rozbłysły, jakby właśnie przyszła jej do głowy pewna myśl, którą musiała się podzielić z przyjaciółką. Ujęła dłoń Mii.
- Ognia nie wolno się bać. Oczyszcza przecież lepiej niż woda, nieprawdaż? A popiół również ma swoje zastosowanie. Popiół daje życie feniksom. I zobacz, jakie silne wyrastają. Są w stanie przenieść największe ciężary na najdalsze odległości. Ich łzy leczą śmiertelne rany, a ich pieśń dobrym ludziom daje odwagę, a w złych sercach sieje ziarna niepokoju. Czy bez ognia mielibyśmy tę pieśń? Czy mielibyśmy ją bez popiołów?
Mia czuła, jak w kącikach jej oczu zbierają się łzy, ale zmusiła się, żeby nie zapłakać. Nie była już taka pewna, czy to spotkanie było mądrym pomysłem, czy słowa Pandory w jakiś sposób jej pomogły. Nie mogła zmienić przyszłości. Nie mogła niczego zmienić. Czuła się bezsilna, pozbawiona wszelkiej nadziei. Czuła się tak, jakby jej obecność nie miała żadnego znaczenia.
- Chciałabym być feniksem – przyznała ze smutkiem, a łzy w końcu spłynęły po jej policzkach. – Wtedy mogłabym uzdrowić rany, jakie zostały zadane temu światu.
Pandora pochyliła się ku Mii i położyła dłoń na jej policzku. Na jej ustach zagościł słodki uśmiech.
- Feniksy nie są w stanie powstrzymać się od płonięcia – szepnęła z uniesieniem, jakby zdradzała jakiś sekret. – Zawsze się spalą. Jeżeli nie zapłonie w niedzielę, zrobi to we wtorek albo w czwartek. Ale zawsze zapłonie, a potem odrodzi się z popiołów. Nieważne, jak bolesny jest ogień, zawsze będą śpiewać dla tych, którzy tego potrzebują.
Gdy zgasła ostatnia iskra nadziei na to, że Mia jest w stanie coś zmienić, dziewczyna pochyliła się do przodu i załkała. Pandora przygarnęła ją do siebie i kołysała zapłakaną czarownicę.
- Mia, ty nie jesteś łzami feniksa. Nie widzisz tego? Ty jesteś pieśnią!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Pozostało 377.476 ziarenek piasku
- Bo, kurwa, nie chcę!
Mia wyszła z kominka tuż po tym, jak skorzystała z Sieci Fiu u Pandory, żeby wrócić do domu. Jej oczy przywitał widok jej chłopaka i jej najlepszego przyjaciela stojących naprzeciwko siebie na środku salonu. Syriusz był zirytowany i zmieszany. Remus był zirytowany i wyraźnie zdesperowany. Przyglądała im się, gdy obaj się do niej odwrócili i zauważyła, że na twarzy Remusa pojawiło się zawstydzenie.
Z drugiej strony, Syriusz był zachwycony tym, że ją widzi. Podszedł do niej, mocno przytulił i pocałował, trochę ją tym zaskakując. A gdy w końcu się od niej oderwał, obdarzył ją czarującym uśmiechem.
- Kotku, powiedz Remusowi, że robi się nudny i powinien spędzić Sylwestra z nami.
- Remusie, robisz się nudny i powinieneś spędzić z nami Sylwestra – powiedziała z krzywym uśmiechem. – A tak w ogóle, co my mamy w planach? Wydawało mi się, że mówiłeś o rozpoczęciu roku 1979 w taki sam sposób, jak skończysz 1978. Z tego, co pamiętam, na twojej liście zakupów znajdowały się syrop czekoladowy, bita śmietana i olejki.
- Tak po prawdzie, to był olej silnikowy, do motocykla – przyznał Black. – Chyba, że…
- Syriuszu – Mia ujęła jego twarz w dłonie. – Skup się.
- Racja. Rogacz i Lily organizują jakieś przyjęcie u Franka i Alice… - Przypomniał jej.
Mia skinęła głową, przypominając sobie zaproszenie, jakie dostała w zeszłym tygodniu od Alice. Dziewczyna organizowała kolację z prawdziwego zdarzenia, wyłącznie dla par. Prawie się zgodziła, ale Syriusz w porę zorientował się, że musiałby się elegancko ubrać i przez godzinę narzekał, aż w końcu Mia się ugięła i stwierdziła, że mogą inaczej spędzić Sylwestra.
- Dlatego szukałem innej opcji, odpowiedniej dla całej naszej trójki – Syriusz gestem wskazał wszystkie osoby znajdujące się w pokoju. Remus wykrzywił się do przyjaciela.
- Niepotrzebnie. Nie jestem dzieckiem, któremu trzeba organizować randkę w ciemno.
Mia zmarszczyła brwi, widząc gorzki wyraz twarzy Remusa. Nie podobał jej się również jego ton. Zaczęła się zastanawiać, co takiego wymyślił Syriusz, że wytrąciło to Remusa z równowagi. Pełnia księżyca przypadała dopiero za dwa tygodnie.
- Co mamy w planach? – Powtórzyła pytanie.
- Andromeda zaprosiła nas do siebie – powiedział Syriusz. – Pomyślałem, że przyjemnie będzie wejść w nowy rok w kręgu rodziny.
Mia westchnęła, nagle wszystko rozumiejąc. Nie musiała nawet patrzeć na Remusa, żeby wiedzieć, dlaczego nie zgodził się iść z nimi. Odwróciła się jednak do przyjaciela i z uwagą przyjrzała jego spanikowanym oczom, zaciśniętym ustom i wyrazowi twarzy, który błagał ją, żeby w jakiś sposób pomogła mu się wykręcić. Słowa Remusa o „randce w ciemno" nagle nabrały głębszego znaczenia.
- Nie wiem, jaki on ma z tym problem – warknął Syriusz. – Powiedziałem tylko, że wybieramy się do mojej kuzynki, a ten cholerny dupek wpadł w furię.
- Nie próbuj nawet rozmawiać o mnie ponad moją głową – odgryzł się Remus. – Fakt, nie chcę iść do domu twojej kuzynki, ale to nie ma nic wspólnego z tobą, Łapo.
- A co innego masz do roboty, do kurwy nędzy? Stary! – Syriusz nie rozumiał przyjaciela. – Będziesz siedział w domu i użalał się nad sobą?
- Zrobię, co, kurwa, będę chciał! – Wrzasnął Lupin. – Po prostu… Kurwa mać! Nie możesz się ode mnie odwalić?
- Remusie, wybaczysz nam na chwilę? – Zapytała Mia, przerywając ich słowny pojedynek, który nie był w ogóle interesujący, ponieważ chłopcy nie potrafili pohamować swoich temperamentów. Remus skinął głową, złapał swoją zimową pelerynę i wyszedł z mieszkania. Raczej nie planował wrócić przed wschodem słońca. Serce Mii skurczyło się boleśnie, gdy sobie uświadomiła, że jej najlepszy przyjaciel powita nowy rok nad kuflem piwa w Dziurawym Kotle. Sam.
- Nie wiem, jaki ma problem – powtórzył Syriusz. – Dupek.
- Kochanie – Mia słodko pocałowała swojego chłopaka. – Wiem, że się o niego troszczysz, ale pomyśl przez chwilę. Może Remus czułby się dziwnie, będąc z nami i twoją rodziną. Spędzanie Świąt z nami, Jamesem i Lily to jedno, ale spędzanie Sylwestra z nami i twoją rodziną to coś innego. To tylko mu przypomni, że on nie ma swojej rodziny.
Syriusz poczuł się wyraźnie urażony jej słowami.
- My jesteśmy jego rodziną. Moja rodzina jest jego rodziną.
Uśmiechnęła się słysząc te słowa, bo Syriusz nie zdawał sobie sprawy, jak prawdziwe okaże się to zdanie.
- Wiem o tym. Jest jeszcze coś, co musisz wziąć pod uwagę. Nawet jeśli nie chodzi o twoją rodzinę, mówimy o Sylwestrze i Nowym Roku. Co będziemy robić, gdy zegar wybije północ?
Syriusz skinął głową, nagle rozumiejąc, o co jej chodzi.
- Uprawiać seks.
- Całować się – poprawiła go. – Nie będę uprawiać z tobą seksu w domu twojej kuzynki. To byłoby dziwne.
- Lunatyk mógłby sobie kogoś znaleźć – kontynuował Syriusz, ignorując jej słowa. – Wtedy też zakończyłby stary rok całując kogoś. Mógłby zabrać Mary. Co prawda Peter poczułby się urażony, ale…
Mia skrzywiła się i poczuła, jak wzbiera w niej wściekłość. Żałowała, że nie zrobiła nic więcej, żeby trzymać Syriusza z dala od Petera. Dla Jamesa, niestety, liczyła się przyjaźń i lojalność, wobec czego zrobił wszystko, żeby pogodzić ze sobą skłóconych Huncwotów.
- Peter powinien się trzymać z daleka od Mary. Nigdy nie interesowała się nim w Hogwarcie i bardzo by chciała, żeby Peter przestał siadać obok niej na zebraniach Zakonu.
- Daj chłopakowi spokój – Syriusz zachichotał. – Ciężko mu otrząsnąć się ze swojej pierwszej miłości. Poza tym Mary jest lepsza od tamtej ślizgońskiej suki, z którą się spotykał.
- Oczywiście, że jest lepsza. Mary jest niesamowita i dlatego zasługuje na kogoś lepszego od chłopaka, który się nad nią ślini, zamiast skupiać się na odprawie.
Syriusz skinął głową.
- Masz rację. Pogadam z nim. Chociaż może gdyby udało nam się zeswatać Mary z Remusem…
- Nie wydaje mi się, żeby Remus chciał się z kimś umówić, przyprowadzić ją do domu twojej kuzynki i obściskiwać ją na oczach… Wszystkich – ucięła. – Wiem, że chcesz zobaczyć się ze swoją rodziną, ale Remus na pewno wyszedł na całą noc i mamy całe mieszkanie dla siebie.
- Jakby towarzystwo kiedykolwiek nas powstrzymywało – powiedział Syriusz niskim, zmysłowym tonem. Rzucił się w jej kierunku, objął ją w talii i przerzucił przez ramię, po czym skierował się do sypialni.
Mia zachichotała pod nosem, ciesząc się, że udało się jej go rozproszyć.
- A co z Andromedą?
- Przeżyje. Później wyślę do niej sowę – klepnął ją w pośladek otwartą dłonią. – Zdecydowałem się pożegnać rok 1978 z przytupem.
Syriusz jednak nie zdążył zrobić kilku kroków w stronę sypialni, kiedy przypomniał sobie, że byli sami w mieszkaniu i nie było możliwości, żeby Remus zastał ich w bardzo niedwuznacznej sytuacji. Zdjął czarownicę ze swojego ramienia, ale zanim jej stopy dotknęły podłogi, przygwoździł ją całym swoim ciałem do ściany. Jego dłonie mocno chwyciły jej tyłek.
Mia roześmiała się i owinęła nogi wokół jego bioder. Z jej ust wyrwało się ciche westchnięcie, kiedy jego usta obsypały jej kark pocałunkami.
- Upłynęło sporo czasu, od kiedy robiliśmy to w ten sposób – jęknęła, kiedy mocniej się do niej przycisnął. Przypomniała jej się ta noc, którą spędzili kilka lat temu na piątym piętrze w Hogwarcie, a którą później powtórzyli w jej domu rodzinnym. Kiedy jego dłoń nieco się przesunęła, Mia cicho krzyknęła i mocno zacisnęła ręce na jego włosach. – Syriuszu, jeśli znowu mnie upuścisz…
- To się zdarzyło tylko raz. I to była wyłącznie twoja wina. Wbiłaś paznokcie w moje plecy. Cały czas się zastanawiam, czy moje nerki pracują od tamtego czasu poprawnie – wymamrotał z ustami przy jej obojczyku. Stanął nieco inaczej, rozłożył podtrzymywany ciężar dużo lepiej, co pozwoliło mu zabrać jedną rękę i ją rozebrać, bez ryzyka upuszczenia jej.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Kilka godzin później, gdy już leżeli przytuleni w łóżku, Syriusz obserwował, jak Mia zasypia i budzi się co chwilę. Z miłością powiódł palcami po skórze jej twarzy, powtarzając sobie w myślach, że jego życie było piękne, od kiedy ona w nim była. Pochylił się nad nią i musnął nosem zagłębienie w jej szyi. Odetchnął jej zapachem, który przypominał mu dzień po burzy.
Otworzyła oczy i uśmiechnęła się do niego. Uniosła dłoń i nawinęła sobie na palec lok jego długich włosów.
- Przykro mi, że nie poszliśmy na zabawę.
- Nie potrzebowałem żadnej zabawy.
Roześmiała się z niedowierzaniem.
- Ty nie chciałeś się upić whisky w Sylwestra?
- Wiesz, że nie potrzebuję alkoholu do przeżycia – powiedział, po czym musnął ustami jej wargi. Zamknął oczy i przyciągnął ją do siebie. Pogłębił pocałunek w momencie, gdy na niebie rozbłysły pierwsze fajerwerki.
Nie potrzebuję alkoholu, pomyślał, smakując swoją czarownicę. Jej wargi były miękkie, ale jej pocałunki paliły. Słodycz zawarta w każdym jej jęku i w każdym pomruku ogrzewała jego wargi i język, paliła gardło, sprawiała, że jego dusza stawała w płomieniach.
Ona smakuje jak whisky.
Pozostało 377.160 ziarenek piasku
