Od tłumaczki: Oklumencja… Czyż Mia nie powtarzała im wielokrotnie, że mieli się jej wcześniej nauczyć? Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 91 – DESER
18 marca 1979
Pozostało 266.809 ziarenek piasku
Pomimo tego, że Dumbledore chciał trzymać Mię z daleka od spotkań Zakonu, dziewczyna w jakiś sposób wplątała się w wiele tajnych misji. Zależało jej na tym szczególnie po ataku na Remusa, do którego doszło przed sześcioma miesiącami. Spodziewała się, że dostanie jakieś drobne zadania do wykonania, bo właśnie to obiecał jej dyrektor. Nie spodziewała się jednak, że Dumbledore poinformuje Moody'ego, że Mia jest doświadczoną użytkowniczką Oklumencji i posiada również umiejętność Legilimencji.
Nagle stała się użyteczna dla starego Aurora i właśnie z tego powodu Frank i Alice siedzieli w salonie jej mieszkania, czekając na swoją pierwszą lekcję ochrony własnego umysłu. Z tego też powodu na kanapie siedział Syriusz i rzucał jej wrogie spojrzenia.
Miała zamiar odegrać się na Dumbledorze i Moodym za postawienie jej w takiej sytuacji.
- Jak już prawdopodobnie wiecie, Oklumencja jest umiejętnością zamykania swojego umysłu i chronienia swoich wspomnień przed atakami Legilimencji – zaczęła, z przyjemnością zauważając, że Frank i Alice skupili na niej swoją niepodzielną uwagę. – To bardzo trudna dziedzina magii… Syriuszu, naprawdę? Będziesz tam siedział i się gniewał przez cały czas?
W odpowiedzi wzruszył ramionami.
- Nie wiem. A ty będziesz nadal coś przede mną ukrywać?
- Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor.
- Przepraszam bardzo, ale nadal próbuję przetrawić informację, że czarownica, z którą jestem od roku i którą znam od jedenastego roku życia jest pieprzonym Oklumentą – wypluł to ostatnie słowo z takim jadem, jakby Mia zdradziła go z Oklumencją.
- Jestem też Legilimentą – stwierdziła z dumą Mia, decydując się zignorować nastawienie chłopaka. – I to jest powód, dla którego tu jesteście.
Podejrzewano to już od jakiegoś czasu, ale gdy w końcu anonimowe źródło potwierdziło, że Voldemort jest uzdolnionym Legilimentą, uzgodniono, że wszyscy członkowie Zakonu przejdą podstawowe szkolenie z Oklumencji, żeby chronić przed Śmierciożercami najważniejsze sekrety.
Niestety, jedynymi Oklumentami i Legilimentami znanymi Mii – poza Dumbledorem i nią samą – byli Śmierciożercy. Bellatrix, Barty Crouch Junior, Voldemort i najlepszy z nich wszystkich: Severus Snape. Na szczęście, okazało się, że zarówno Edgar Bones, jak i Emmeline Vance znali podstawy obu sztuk magicznych, wobec czego członkowie Zakonu zostali podzieleni na grupy. Mia otrzymała młodych Aurorów. Domyślała się, że Moody zrobił to celowo, bo był bardzo zadowolony z gniewnej reakcji Syriusza, jaka towarzyszyła ujawnieniu jej zdolności na jednym ze spotkań Zakonu.
Syriusz, po awanturze epickich rozmiarów, prawie z nią nie rozmawiał.
- Mamy zostawić was samych? – Zapytał z wahaniem Frank, przenosząc spojrzenie między gapiącymi się na siebie Mią i Syriuszem.
- Nie – warknęła Mia. – Moody chce, żeby Zakon znał sztukę Oklumencji. Wy jesteście moją grupą i mam zamiar nauczyć was pieprzonej Oklumencji.
Mówiła niecierpliwym, gniewnym tonem. Zdawała sobie sprawę z tego, że ich kłótnia najgorzej odbije się właśnie na Syriuszu, bo to w jego wspomnieniach niedługo będzie grzebać.
- Oczywiście, gdyby ktoś słuchał mnie od początku i nauczył się Oklumencji lata temu, nie mielibyśmy tego gównianego problemu.
- Jakbyś wiedziała, że kiedyś będziemy jej potrzebować! – Syriusz wrzasnął, wstał i zaczął iść w jej kierunku.
Mia twardo stała na podłodze, w żaden sposób nie pokazując, czy kroki chłopaka ją zaniepokoiły. Spojrzała na niego wyzywającym wzrokiem, wiedząc, że nawet gdyby był na nią tak wściekły, żeby posunąć się do rękoczynów – czego się absolutnie po nim nie spodziewała – ich Więź Duchowa by go powstrzymała. Jego zachowanie było wyłącznie grą pozorów. Bardzo dobrą grą, biorąc pod uwagę to, jak niespokojnie wiercili się na kanapie Longbottomowie.
- Naprawdę, możemy was zostawić – wymamrotała Alice.
Mia uniosła podbródek i zmrużyła oczy, patrząc na Syriusza i przeklinając fakt, że był od niej dużo wyższy. A kiedy się do niej uśmiechnął, zdając sobie sprawę, jak bardzo irytowało ją odchylanie głowy, żeby móc spojrzeć mu w oczy, uszczypnęła go mocno w bardzo wrażliwym miejscu, tuż nad pachą. Syriusz krzyknął z bólu, a Mia skorzystała z okazji i wypchnęła chłopaka ze swojej przestrzeni osobistej. Zerknęła na przyjaciół.
- Wszystko w porządku, Alice. Sprowadzając wszystko do podstaw, aby nauczyć się Oklumencji – kontynuowała, nie zwracając uwagi na warczącego Syriusza. – A przynajmniej, żeby nauczyć się w tempie, jakiego wymaga od nas Alastor, będę musiała użyć przeciwko wam Legilimencji i w tym czasie będziecie budować bariery. Jakieś pytania?
Frank uniósł dłoń i Mia uśmiechnęła się do niego.
- W taki sposób ty się tego nauczyłaś?
- Nie. Ja w ciągu wielu lat nabyłam odporność – Syriusz prychnął słysząc jej słowa i Mia natychmiast wycelowała w niego palec. – Wymagało to wiele wysiłku, ale było warto. Obiecuję.
Myślami wróciła do tych kilku momentów podczas ich ucieczki i polowania na Horkruksy, kiedy przysłuchiwała się, jak starszy Syriusz próbuje pomóc Harry'emu w nauce Oklumencji. Powiedział mu wtedy – nawet wtedy – że nigdy nie był w tym dobry. Mia powinna była o tym pamiętać. Ona sama podstaw nauczyła się od Dracona, który wyjaśnił jej, że Oklumencja może pomóc jej poradzić sobie z nawracającymi koszmarami sennymi, które rozpoczęły się po torturach doświadczonych podczas wojny. W rzeczywistości, Oklumencja nie pomogła na jej koszmary – pomogło dopiero spotkanie się z Bellatrix twarzą w twarz, w tej linii czasowej. Mia kontynuowała jednak naukę i z biegiem lat zaczęła wykorzystywać Oklumencję w walce z najsilniejszym atakiem na swoją osobę, czyli z Zaklęciem Prawdy Dumbledore'a.
- Dlaczego? – Zapytała Alice, wyrywając przyjaciółkę z zamyślenia.
- Szczerze? Bo się nudziłam – przyznała Mia ze śmiechem.
Syriusz drwiąco uniósł dłoń, przechodząc obok niej, żeby zająć miejsce na kanapie, tuż obok Franka.
- Ja mam pytanie: co jeszcze przed nami ukrywasz?
- Co się stanie, kiedy użyjesz na nas Legilimencji? – Wtrącił się Frank, widząc, że Mia nie ma zamiaru odpowiedzieć na pytanie swojego chłopaka.
Zmarszczyła brwi, widząc niepokój na twarzy Franka. W tej chwili tak bardzo przypominał Neville'a, że serce jej pękło na myśl, że będzie musiała wtargnąć w jego myśli. A znając przyszłość obojga Longbottomów, czuła się w dodatku winna. W przyszłości, z której przybyła, ich umysły już były roztrzaskane.
Próbując otrząsnąć się z własnej winy i swoich zmartwień, zaczęła tłumaczyć podstawy w najprostszy sposób.
- To będzie trochę przypominało rozmowę z Tiarą Przydziału. Tiara jest zaczarowana w taki sposób, żeby móc zajrzeć w nasze myśli. Niestety, kiedy do naszych myśli próbuje zajrzeć czarodziej lub czarownica, przeżycie może być bolesne. Szczególnie, kiedy się opieramy. Chciałabym was z góry za to przeprosić. Postaram się być delikatna.
Frank głośno przełknął ślinę.
- Czy… To znaczy… Zobaczysz wszystko?
- Wspomnienia i myśli tworzą warstwy. Nie są one w żaden sposób zorganizowane i w celu odkrycia tego, co mnie interesuje, będę te warstwy odgarniać. Ostrzegam, że na pewno zobaczę to, co jest na wierzchu – odpowiedziała i zobaczyła, jak policzka Franka czerwienieją. Założyła, że świeżo w pamięci chłopaka jest kilka zawstydzających, intymnych wspomnień. Nagle uświadomiła sobie, jak bardzo ją cieszy, że nie została wyznaczona do uczenia swojego brata.
- Musisz się skupić na wzniesieniu barier. Wyobraź sobie, na przykład, bogato zdobiony, ceglany mur, ukryty pod warstwą cementu, otoczony Diabelskimi Sidłami i dodatkowo chroniony zaklęciami. Dodawaj warstwę za warstwą i odrzuć wszystkie emocje. Jednakże, żeby cię lepiej zmotywować, wspomnę, że będę szukać konkretnych wspomnień. Intymnych wspomnień.
Alice zaczerwieniła się.
- Będziesz szukać czego?
Mia wzruszyła ramionami.
- Masz do wyboru mnie, Dumbledore'a, Edgara albo Emmeline. I bądźmy ze sobą szczerzy: mieszkałam z wami w Wieży przez siedem lat. Nie byliście tak subtelni, jak wam się wydawało i jeśli nie widziałam jeszcze tego, czego szukam, na pewno to… Słyszałam.
Kolor policzków Franka dorównywał rumieńcowi Alice.
- Na Merlina!
Mia odetchnęła głęboko i sięgnęła po różdżkę. Nie ma lepszego momentu. Ich mury i tak właśnie runęły.
- Chroń swoje wspomnienia, Frank – ostrzegła go i uniosła różdżkę. – Legilimens.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Dwie godziny później spocona i wyczerpana Alice upadła na podłogę. Była tak blada, jak Frank, dopóki Syriusz nie wlał w jego gardło Eliksiru Siły. Szkolenie było bardzo trudne, momentami brutalne, bo Frank w ogóle nie był w stanie się jej przeciwstawić, co spowodowało, że Mia ujrzała kilka momentów, których wcale nie miała ochoty oglądać. Alice radziła sobie tylko trochę lepiej. Ich naturalny brak barier ochronnych spowodował, że Mia kopała głębiej w ich umysłach i zdecydowała się wznieść własne tarcze – balansowała w tym momencie na granicy czarnej magii i nigdy wcześniej ani nigdy później tak bardzo się do tej granicy nie zbliżyła. Nie licząc tych kilku momentów, kiedy próbowała zabić Śmierciożerców, raz nawet z pozytywnym skutkiem.
Słowa Pandory rozbrzmiewały w jej umyśle, kiedy swobodnie nawigowała między myślami i wspomnieniami Franka i Alice. Mia, ty nie jesteś łzami feniksa. Nie mogła nikogo ocalić. Nie mogła zmienić przyszłości. Ty jesteś pieśnią! Nie mogła ich uzdrowić, ale mogła pomóc. Mogła dodać odwagi i nadziei tym, którzy ich najbardziej potrzebowali. Nie udałoby się jej ocalić Franka i Alice przed losem, który na nich czekał, ale może uda się jej zachować coś z umysłów jego rodziców dla Neville'a… Oczywiście, o ile uda jej się wrócić.
Mia walczyła o utrzymanie w umysłach przyjaciół barier i osłon tak silnych, na jakie było ją stać, otaczających fragmenty odpowiedzialne za odczuwanie konkretnego bólu. Bólu, który był jej znajomy: klątwy Cruciatus. Nie mogła zapobiec temu, że jej przyjaciele skończą jako pacjenci Kliniki świętego Munga, ale przynajmniej będzie mogła powiedzieć Neville'owi, że nie cierpieli tak bardzo, jak zwykle cierpią ofiary tego zaklęcia.
- Daj mi minutkę – powiedziała, opadając bezwładnie w swój wielki, puszysty fotel. Przywołała dla siebie Eliksir Siły.
Podczas tych dwóch godzin, kiedy Mia pracowała z Longbottomami, Syriusz uspokoił się. Widział, że to szkolenie męczyło zarówno Mię, jak i ich przyjaciół i wyglądał, jakby zaczynało do niego docierać, że nie można do tego podchodzić lekceważąco. To była bardzo przydatna umiejętność, a w tym wypadku wymagano od Syriusza jej opanowania. A przynajmniej Mia miała nadzieję, że to wszystko zaczęło do niego docierać. Przestał się na nią gapić z mordem w oczach, co było dla niej małym zwycięstwem.
Gdy tylko Eliksir Siły zaczął działać i Mia poczuła towarzyszące mu ożywienie, wstała, żeby spojrzeć w twarz Syriuszowi.
- Jestem gotowa.
Syriusz najwyraźniej się uspokoił, wstał i uderzył dłońmi w uda. Zachwiał się nieco na piętach, uśmiechnął i przeciągnął. Wyglądał jak bokser, który rozgrzewa się przed wejściem na ring.
- Powiedz mi w takim razie, którą z naszych upojnych nocy mam przed tobą ukryć? Którąś z Hogwartu? Seks w wannie? Noc w sadzie?
Jego uśmiech jednak zbladł, a w oczach pojawił się strach, kiedy Mia nie chwyciła przynęty.
- No, co? – Zapytał obronnym tonem. – Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Musisz mieć powód, żeby coś przede mną ukryć, Syriuszu. Musisz być zmotywowany, żeby utrzymać to przede mną w sekrecie.
Patrzył na nią przez kilka długich sekund. Zadrżał, kiedy zrozumiał, jak niekomfortowa staje się wisząca między nimi cisza i nagle wszystkie kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsca. Jego szare oczy rozszerzyły się z gniewu i strachu.
- Nie.
Mia walczyła ze swoimi emocjami, mocniej ściskając różdżkę w dłoni.
- Też nie chcę tego robić.
Syriusz opuścił wzrok na kawałek drewna z drzewa winorośli, który jego czarownica zaciskała w dłoni i cofnął się o krok.
- Nie pokażę ci moich wspomnień z Dworu Blacków – warknął.
- To dobrze. Nie chcę ich oglądać. Nie chcę… Nie chcę tego widzieć. Ale nie ma nic innego, co chciałbyś przede mną ukryć. A może potrafisz coś takiego znaleźć?
- Ja… Ja…
- Syriuszu, błagam, trzymaj te wspomnienia w ukryciu – prosiła, unosząc różdżkę. Chciała, żeby walczył. Żeby się jej przeciwstawił. Zastanawiała się, czy nie szukać innych wspomnień, ale Syriusz otwarcie z nią rozmawiał o zbyt wielu sprawach i nigdy nie był wystarczająco zawstydzony swoimi podbojami innych czarownic, żeby ukrywać te myśli przed nią. To musiało być to konkretne wspomnienie.
- Kurwa mać – Syriusz zacisnął dłonie w pięści, a jego ramiona zesztywniały. Potrzebował kilku chwil, żeby spojrzeć jej w oczy. – Niech ci będzie. Zaczynaj.
- Kocham cię – szepnęła. – Legilimens.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Remus wyszedł z kominka i natychmiast otrzepał swoje szaty z kurzu i popiołu. Były to szaty używane, kupione z drugiej ręki i chłopak wiedział, że jeżeli zaczną wyglądać gorzej niż teraz, Mia i Syriusz poczują się zobligowani do kupienia mu nowego kompletu. Walczył z ich szczodrością najdłużej, jak mógł. Nie potrafił się rozstać ze swoimi zużytymi ubraniami, doskonale wiedząc, że Syriusz kupił ten apartament za swoje pieniądze, a Mia brała na siebie wszystkie rachunki i zakupy spożywcze. Oczywiście, ich wydatki były praktycznie niezauważalne, biorąc pod uwagę ilość złota w skarbcu Potterów i wielkość spadku Blacków. Czasami miał ochotę przyjąć ich pomoc, ale z drugiej strony był na to zbyt dumny. I właśnie w tego powodu codziennie rano wychodził z mieszkania w poszukiwaniu pracy – żeby chociaż częściowo zapłacić za swoje wydatki.
Niestety, dzisiaj – podobnie jak każdego innego dnia – nikt nie był w stanie zaoferować pracy świetnie wykwalifikowanemu czarodziejowi, którego niezbywalnym problemem była lykantropia.
- Cześć, kochanie – powiedział, zauważając w kącie ciemnego salonu znajomą głowę, pełną gęstych loków. Kiedy nie odpowiedziała, Remus wytężył wzrok i zauważył, że jej sucha już twarz jest poznaczona śladami łez. Z miejsca, w którym stał, mógł wyczuć zapach whisky. – Mia?
- Kolacja jest na stole – odpowiedziała zachrypniętym głosem. – Zostawiłam dla ciebie trochę gulaszu.
Remus nie spuścił wzrok z przyjaciółki, kiedy wolnym krokiem podchodził do kuchennego blatu. Zerknął na miskę z parującymi warzywami i wołowiną, na którą było nałożone Zaklęcie Stazy.
- Wygląda jak… - Uniósł pytająco brew. – Tilly u nas była?
- Ja gotowałam.
Zmarszczył brwi, koncentrując ponownie całą uwagę na przyjaciółce.
- Ty gotowałaś? Przecież nienawidzisz gotować. Nie wiedziałem nawet, że potrafisz. Co się dzieje? Widzę przecież, że płakałaś – klęknął przed nią. – Gdzie jest Syriusz?
- Zamknął się w sypialni – wskazała w kierunku przedpokoju dłonią, w której kołysała się szklaneczka do połowy napełniona whisky. – Aktualnie ze mną nie rozmawia. Pokłóciliśmy się.
- Zawsze się ze sobą kłócicie.
- Tym razem na poważnie.
Remus uniósł ją pomimo jej protestów, po czym sam zajął jej miejsce w szerokim fotelu, ją posadził obok siebie i przełożył jej nogi przez swoje uda. Próbował się uśmiechnąć, kiedy głaskał powoli jej ciemne włosy.
- Powiedz mi, jak to działa? – Zapytał, mając nadzieję, że rozmową chociaż trochę rozproszy jej zły humor. – Chodzi mi o to, że Więź Duchowa powinna sprawić, że gdy jesteście obok siebie, jesteście w świetnych humorach, prawda?
Mia prychnęła z niedowierzaniem i oparła się o przyjaciela.
- Syriusz Black potrafi być w złym humorze, gdy znajduje się wyłącznie w obecności Syriusza Blacka.
Remus skinął głową.
- Punkt dla ciebie.
- Z nami nie jest tak samo, jak z tobą i… - Zaczęła i urwała w momencie, kiedy miała wypowiedzieć imię jego partnerki. Doceniał jej dyskrecję. Nie miał pojęcia, czy Syriusz przypadkiem ich nie podsłuchuje z drugiego pokoju. – Wilkołaki i przeznaczone im kobiety działają raczej instynktownie. Wyobraź sobie, że magia dobiera was w taki sposób, żeby wynik waszej więzi był jak najlepszy.
Skorzystał z tego, że skupiła się na czymś innym i bez problemu wysunął szklankę z jej dłoni. Bezgłośnie odesłał ją na najbardziej oddalony stolik.
- Więź Duchowa jest czarodziejskim odpowiednikiem bratnich dusz. On jest po prostu drugą połową mojej duszy. Nie jest moim przeciwieństwem, nie jest moją lepszą połową. Jest tą częścią mnie, której brakowało. Co znaczy, że na bardzo głębokim poziomie świadomości mamy ze sobą bardzo dużo wspólnego. A to z kolei prowadzi do tego, że…
- Ścieracie się ze sobą – dokończył Remus, doskonale wszystko rozumiejąc. – Co się stało?
- Szalonooki…
- Szalonooki? – Remus uniósł brew.
Mia spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Moody.
Remus zachichotał.
- Szalonooki? To genialne! Chcę wiedzieć, w jaki sposób dorobił się tego uroczego określenia?
- Cicho – położyła mu palec na ustach. – Moody poprosił… Nie, on mnie poinformował, że będę uczyła Franka, Alice i Syriusza sztuki Oklumencji.
Ze zdenerwowania zagryzała wewnętrzną stronę policzka. Wlepiała wrogie spojrzenie w ciemności salonu, jakby Moody właśnie w tym momencie stał przed nią.
- Syriusz… Miał pewne problemy.
Remus wciągnął powietrze ze świstem, zdając sobie sprawę z tego, że było wiele wspomnień, których Syriusz mógł nie chcieć pokazywać Mii. Zaczynając od intymnych spotkań z Marlene McKinnon.
- Co zobaczyłaś?
- Rezydencję przy Grimmauld.
Remusowi opadła szczęka, gdy Mia podała mu adres domu Syriusza. Doskonale wiedział, o jakim wspomnieniu mówiła.
- W takim razie rozumiem, dlaczego jest wściekły – rzucił, nie wiedząc, w jaki sposób może pomóc swoim przyjaciołom. Podrapał się po karku. – Ale i tak Syriusz musiał się kiedyś nauczyć Oklumencji. Gdybyś ty nie zaglądała do jego umysłu, musiałby to zrobić ktoś inny, prawda?
Mia odwróciła się do Remusa i spojrzała mu głęboko w oczy tęczówkami barwy bursztynu. Ten kolor trochę go zdziwił – jej oczy błyszczały, bo odbijało się w nim światło latarni, które oświetlały Ulicę Pokątną – i Remus zaczął się zastanawiać, kiedy po raz ostatni widział jej oczy mające naturalną, czekoladową barwę.
- Powiedziałam mu dokładnie to samo – stwierdziła. – Nie miało to większego znaczenia. Na Merlina! Chciałabym móc nauczyć go Legilimencji. Wtedy on mógłby obejrzeć moje wspomnienia.
Zmarszczył brwi, przypominając sobie, jak sam oglądał niektóre jej wspomnienia w biurze Dumbledore'a, korzystając z Myślodsiewni.
- To byłoby bardzo niebezpieczne, Mia. Zgodziłem się obejrzeć to, co chciałaś mi pokazać i wiem, że było tego niewiele, ale… Ja cały czas mam problem z pogodzeniem się z tym, co widziałem. Wiem, że nadal ukrywasz przed nami wiele rzeczy i wiem, dlaczego to robisz. Musimy obronić przyszłość, z której pochodzisz. Musimy wygrać wojnę. Syriusz… Nie spodobałoby się mu to, co zobaczyłby w twoim umyśle, prawda?
Mia potrząsnęła przecząco głową.
- Ja nie lubię tego, co jest w moim umyśle.
Nie mógł powstrzymać się od zastanawiania nad przyszłością. Mia zawsze była nerwowa, kiedy miała o niej mówić. Jedyny temat, który sprawiał, że promieniała, dotyczył przyszłego syna Jamesa, Harry'ego. Ale nawet wtedy jej śmiech barwiły smutek i tęsknota. Była taka część jego duszy, która nie chciała znać tej przyszłości, nawet mimo tego, że Mia zapewniała, że w końcu przyszłość wypełni się radością i pokojem.
- Przejdzie mu, Mia. Pewnego dnia Syriusz wszystko zrozumie.
W roku 1994, pomyślał Remus, przypominając sobie słowa Wieczystej Przysięgi, które pozwalały mu wyjawić Syriuszowi prawdę w określonym momencie.
- Nie jestem tego taka pewna – wyznała spanikowana Mia drżącym od alkoholu głosem. W jej oczach ponownie pojawiły się łzy. – A jeśli mnie tu nie będzie, żeby mu wszystko wyjaśnić? Nie wiem, co się stanie, gdy… Syriusz może mnie winić za wszystkie złe rzeczy, które przydarzą się w przyszłości. Mogłam do nich nie dopuścić. Mogłam zmienić przyszłość.
- Nie, nie mogłaś. Nie możesz nic zrobić… I… - Remus zawahał się, bo to, co przyszło mu do głowy było przerażającą myślą. – Oby Merlin do tego nie dopuścił, ale jeśli ciebie tu nie będzie, ja mu wszystko wytłumaczę. Złożyłem Przysięgę. Oczywiście, upewniłaś się, że nie będę mógł nic powiedzieć jeszcze przez kilka lat, ale będę tutaj. Wszystko mu opowiem i będzie dobrze.
Zauważył w jej oczach to straszne potwierdzenie.
Ukryła twarz w jego szatach i zmoczyła je swoimi łzami. Remus pocałował czubek jej głowy i trzymał ją mocno w ramionach.
- Remusie, obiecaj mi coś – szepnęła.
- Wszystko, kochanie.
Zawahała się i odetchnęła głęboko, zanim kontynuowała.
- Obiecaj mi, że… Zawsze będziesz ufał Syriuszowi. Zawsze pamiętaj, że Syriusz jest dobrym człowiekiem. A kiedy będzie cię najbardziej potrzebował, obiecaj mi, że zajmiesz się nim w moim imieniu.
Uniósł brwi, nie rozumiejąc, dlaczego właśnie teraz poczuła potrzebę wymuszenia na nim takiej obietnicy. Co się miało wydarzyć w przyszłości? I dlaczego Syriusz mógł go tak bardzo potrzebować? Czyżby Syriusz miał się okazać niegodnym zaufania? Czyżby miał zrobić coś, co każe Remusowi uznać go za niegodnego zaufania?
- Obiecuję – wymamrotał, nie mogąc się pozbyć paskudnego uczucia, jakie towarzyszyło jej słowom.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Ponieważ Remus na to nalegał, Mia skierowała swoje kroki do sypialni, którą dzieliła z Syriuszem. Westchnęła, sięgając ku klamce. Zauważyła, że w którymś momencie Syriusz musiał zdjąć z drzwi Zaklęcie Zamykające. To musi coś oznaczać, przyznała w myślach i weszła do pomieszczenia.
Nawet w ciemnościach dobrze widziała zarys sylwetki Syriusza, leżącego pośrodku ogromnego łóżka. Strużka światła księżyca wpadała do sypialni przez niedokładnie zasłonięte okno i wystarczająco rozjaśniała pokój. Mia nie musiała zapalać sobie światła, żeby bez urazów dotrzeć do łóżka.
Patrzyła na kształt jego pięknego ciała i widziała, że jego pierś wznosi się i opada w rytm oddechów. Cieszyła się, że nawet po ponownym przeżyciu swoich najgorszych wspomnień, Syriusz potrafił zapaść w głęboki sen.
Fizycznie i psychicznie wyczerpana, Mia szybko zrzuciła z siebie ubranie i nie przejmując się koszulą nocną, wsunęła się pod kołdrę. Ułożyła się wygodnie, położyła głowę na ogromnej poduszce i zerknęła w bok. Oczy Syriusza były otwarte i patrzyły prosto na nią.
- Rozmawiasz ze mną? – Zapytała, a kiedy nie odpowiedział, westchnęła. Jej głos był pełen żalu. – Wiesz, że tego nie chciałam.
- Wiem.
- Ale… Cieszę się, że do tego doszło. Nie musisz wszystkiego dusić w sobie, Syriuszu. Jeżeli komuś możesz zaufać w kwestii swojej przeszłości, tą osobą jestem ja.
- Wiem – powtórzył i jęknął. Potarł dłonią twarz. – Po prostu… Nie podoba mi się, że to wspomnienie jest przez cały czas w mojej głowie. A teraz jest również w twojej.
Mia przysunęła się do niego i przytuliła nagim ciałem do jego ciała. Przerzuciła ramię nad jego talią i lekkim ruchem pieściła skórę jego bioder.
- Nie myślę o tobie gorzej.
- Niewiele rzeczy sprawia, że myślisz o mnie gorzej. Widocznie niezbyt dobrze się staram, żeby obniżyć twoje standardy.
Uśmiechnęła się i ucałowała zagłębienie w jego szyi.
- Przepraszam, Syriuszu.
- Wybaczam ci, kotku.
- Kocham cię.
- Wiem.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Było jeszcze ciemno, kiedy Mia poczuła, że materac, na którym spała, ugiął się. Jej powieki lekko się uniosły. Ledwo widziała sylwetkę Syriusza, ale miała świadomość, że chłopak usiadł na łóżku. Zbyt zmęczona, żeby rozmawiać – jeśli to był powód, dla którego się obudził – wygodnie ułożyła głowę na poduszce, zamknęła oczy i pozwoliła, żeby otuliło ją ciepło pokoju.
Uśmiechnęła się leniwie, kiedy poczuła, jak grzbiet jego dłoni przesuwa się po jej żebrach. Jego ręka wędrowała wyżej i wyżej, aż w końcu spoczęła tuż pod jej piersią. Mia stwierdziła, że na to mogłaby się obudzić.
A wtedy na jej rozgrzane ciało kapnęło coś mokrego i bardzo zimnego.
Krzyknęła, podskoczyła i złapała różdżkę. Miała szeroko otwarte oczy i była przygotowana na najgorsze.
- Lumos!
Nie była jednak przygotowana na widok swojego chłopaka, półnagiego, wytatuowanego, długowłosego – idealnego przykładu niegrzecznego czarodzieja, jakiego każda szanująca się czarownica nigdy nie przedstawiłaby swoim rodzicom – siedzącego na łóżku z dużą łyżką wystającą z ust i pudełkiem lodów truskawkowych w ręku.
Nie była w stanie wydusić z siebie słowa, ale jej oczy niebezpiecznie się zwężały, gdy na niego patrzyła. Kiedy się do niej uśmiechnął, warknęła i rzuciła swoją zapaloną różdżkę pomiędzy nich.
- Twoja huśtawka nastrojów doprowadza mnie do szału! Czy to są moje lody?
- Nie, to są moje lody – odpowiedział Syriusz, wylizując dokładnie łyżkę.
Mia spojrzała na swój brzuch i zobaczyła, że różowy, zamrożony deser topi się na jej gorącej skórze. Sięgnęła po różdżkę, żeby się wyczyścić, ale Syriusz zatrzymał jej dłoń. Jego spojrzenie nabrało głębi. Mia głośno przełknęła ślinę i tylko patrzyła, jak chłopak wyciągnął łyżkę z ust i pochylił się nad nią. Nie przestał patrzeć jej w oczy, kiedy jego usta dotknęły skóry jej płaskiego brzucha. Oddech uwiązł jej w gardle i czuła, jak serce mocno uderza w jej klatce piersiowej, kiedy patrzyła w głodne, ciemne oczy swojego chłopaka… Nie, swojego kochanka… Oczy, które przygwoździły ją do materaca.
Syriusz zlizał roztopione lody z jej skóry, głośno dając upust swojemu zachwytowi.
Mia jęknęła, ale po chwili znowu z jej ust wyrwał się okrzyk, bo zimny lód ponownie dotknął jej skóry. Spojrzała w dół i zobaczyła, że Syriusz specjalnie nałożył deser na jej skórę.
- Syriuszu! – Usiadła, ale natychmiast napotkała jego dłoń, która pchnęła ją z powrotem na łóżko. Spojrzała mu prosto w oczy i warknęła.
- Będziesz leżała spokojnie, jak każdy dobry kociak – zażądał Black zmysłowym głosem, w którym rysowało się rozbawienie. – Zjem całe opakowanie lodów z twojej gorącej, jedwabistej skóry. Będę cię tak torturował do momentu, kiedy będziesz tylko rozedrganym, chętnym ciałem, które nie wie, gdzie jest gorące, a gdzie zimne.
Zagapiła się na niego bez słów, zszokowana jego bardzo dziwnym życzeniem i sposobem, w jaki zareagowało jej ciało. Wyobraziła sobie, jakim ogniem zapłonęłyby zakończenia jej nerwów, gdyby pozwoliła mu spełnić swoją zachciankę… Na Merlina, chciała się zgodzić, ale z drugiej strony nie była cholerną salaterką do lodów!
- Syriuszu, jeśli uważasz, że możesz… Och! – Uciszył ją chłód łyżki przytkniętej do jej ciała. Po cichym okrzyku nastąpiła seria krótkich, szybkich oddechów i mroczny chichot, który wydarł się z gardła Syriusza.
- Chyba nie sądziłaś, że zwykłe „przepraszam" załatwi sprawę? – Zapytał z aroganckim uśmieszkiem. – Gdybym to ja trzymał coś w sekrecie przed tobą przez siedem lat, a potem zanurkował w twoim najgorszym wspomnieniu na polecenie cholernego, paranoidalnego Aurora, spałbym teraz na kanapie. Jestem prawie pewien, że byłaby to kanapa w domu Rogacza. A teraz, wiedźmo, możesz mi się odwdzięczyć.
Zniżył głos do szeptu.
- Będziesz leżała nieruchomo, podczas gdy ja z ochotą zjem opakowanie moich lodów.
Mia zadrżała, a słowa „Tak, proszę" rozbrzmiewały i powtarzały się w jej umyśle.
Kiedy rozpadła się na kawałeczki, osiągając wstrząsające spełnienie, wykrzykując z pasją jego imię, zdała sobie sprawę, że już nigdy nie spojrzy na lodziarnię Floriana Fortescue w taki sam sposób.
Pozostało 266.128 ziarenek piasku.
