Od tłumaczki: Przepraszam za ten dzień opóźnienia, ale ostatnio mam niewiele czasu na cokolwiek. Teraz będzie trochę lepiej.
Rozdział dość mroczny, co zostało już zapowiedziane na koniec poprzedniego. Mimo wszystko, życzę Wam jednak miłego czytania.
ROZDZIAŁ 93 – OCALIŁBY CIEBIE?
7 maja 1979 – wcześniej tego dnia
Syriusz nie ufał tej informacji, ale Moody nalegał, że muszą znaleźć szpiega dla Zakonu – kogoś, komu ufają zarówno Voldemort, jak i jego Śmierciożercy. Mieli niewiele opcji, szczególnie, że rekrutacja w szeregi Śmierciożerców ustała, przynajmniej na wyspach. Z tego powodu, kiedy Wilkes – znany poplecznik Czarnego Pana – pojawił się u Dumbledore'a, szukając schronienia i bezpieczeństwa, Zakon przyjął go z otwartymi ramionami. Pomimo przesłuchań prowadzonych pod wpływem Veritaserum i przy użyciu Legilimencji, Syriusz ani trochę nie ufał Wilkesowi. Powiedział wszystkim to samo, co zawsze powtarzał: raz Śmierciożerca, na zawsze Śmierciożerca. Moody prawie się zawahał, ale stwierdził, że taki idiota jak Wilkes nie obroni się zarówno przed Legilimencją, jak i Serum Prawdy.
Syriusz zastanawiał się, dlaczego mają złożyć swoje życia w rękach Wilkesa, skoro był takim idiotą.
- Uspokój się, Black. Jesteś zbyt chętny do bitki.
Syriusz zignorował przytyk Kingsley'a, skupiając całą swoją uwagę na małym, niewyróżniającym się budynku. Brak oczywistego zagrożenia tylko działał mu na nerwy.
- Nie ufam Wilkesowi. Wiem, że nasz wywiad potwierdza jego dezercję, ale uważam, że zbyt wiele ryzykujemy polegając na słowach byłego Śmierciożercy.
- Ludzie, z którymi ma się dzisiaj spotkać, nie noszą Mrocznych Znaków – zauważył łagodnie Kingsley, zawsze łagodzący nastroje wojowniczo nastawionych członków Zakonu. Nastroje, które w każdej chwili mogły wybuchnąć.
W tym roku stracili już pięcioro Aurorów w bezpośrednich starciach. Caradoc Dearborn zaginął dwa miesiące temu, tuż po tym, jak został zaatakowany razem z Dedalusem Diggle i Sturgisem Podmorem – dwaj ostatni nadal wracali do zdrowia w Klinice świętego Munga. Od tamtej pory nikt nie widział Dearborna. Zakon już stracił nadzieję na odnalezienie go żywego, szczególnie, że na całych Wyspach Brytyjskich ludzie znikali bez śladu, zarówno czarodzieje, jak i Mugole.
- Świat nie jest podzielony na ludzi dobrych i Śmierciożerców – wymamrotał Syriusz pod nosem. – Ale i tak uważam, że oznaczony, czy nie, on nadal jest jednym z nich.
Kingsley skinął głową, rozumiejąc, co Syriusz ma na myśli.
- Nawet, jeżeli jest jednym z nich, to właśnie z tego powodu my tu jesteśmy. A on uważa, że nadzorują go wyłącznie Pettigrew i Macdonald.
Dokładnie to zostało powiedziane Wilkesowi.
Peter i Mary tworzyli najmniej onieśmielającą parę w Zakonie. Nawet starsi czarodzieje, tacy jak Dumbledore, Dorcas i Aberforth sprawiali wrażenie siły, z którą należy się liczyć. W ciągu ostatnich dni, Peter wyglądał tak, jakby nie był w stanie zawiązać własnych sznurowadeł, a Mary – pomimo swojego temperamentu – udoskonaliła swoją grę aktorską i wyglądała jak osoba, która nie stwarzała zagrożenia.
Wilkes został poinformowany, że w związku z jego spotkaniem z kilkoma osobami popierającymi Śmierciożerców, Peter i Mary będą go śledzić z niewielkiej odległości.
Syriusz zasugerował, że w budynku razem z Wilkesem powinna być dwójka Aurorów, ale został przegłosowany przez Zakon. Peter i Mary, chociaż oboje byli wystarczająco zdolni, byli najbardziej niegroźnymi przedstawicielami Zakonu i ich obecność uspokajała Wilkesa. Jeżeli mężczyzna grał na dwa fronty, przy nich mógł się nie pilnować tak bardzo i coś mogło mu się wyrwać, zdradzając jego zamiary. Moody chciał, żeby Aurorzy ulokowali się przed budynkiem, ostrzegając o zbliżających się ludziach. Jeżeli to była pułapka, Śmierciożercy najprawdopodobniej pojawią się na zewnątrz budynku. Ku wielkiej uldze Syriusza, Wilkesowi nie powiedziano, że James i Lily również podążali za nim, ukryci pod Peleryną Niewidką. Śmierciożerca nie był również świadomy, że Alice i Frank czekali przy tylnym wyjściu z budynku, ani że Syriusz i Kingsley obserwowali frontowe drzwi.
Kingsley poklepał Syriusza po ramieniu.
- Musisz wyluzować, stary.
W odpowiedzi Syriusz warknął.
- W środku jest dwójka moich najlepszych przyjaciół i dziewczyna, którą uważam za siostrę.
Czasami zastanawiał się, czy Peter nadal zalicza się do kręgu jego najbliższych przyjaciół. Od czasu zakończenia szkoły, Glizdogon powoli odseparowywał się od Huncwotów i ich przyjaźni na pewno nie pomógł fakt, że kiedy Remus był bliski śmierci, Syriusz Petera zaatakował. James zmusił ich do pogodzenia się i uściśnięcia sobie rąk, i pomimo udawania, że wszystko wróciło do normy, Syriusz nie czuł się już tak blisko związany z Peterem, jak w dzieciństwie. Prawdę mówiąc, ostatnimi czasy czuł się bardziej związany z Frankiem, niż z Glizdogonem. W tym momencie w głowie usłyszał zawiedziony głos Jamesa, mówiący mu, jakim jest złym przyjacielem i Syriusz obiecał sobie, że spędzi więcej czasu rozmawiając z Peterem.
- Wszyscy mamy kogoś, na kim nam zależy, a kto ryzykuje na tej wojnie – powiedział Kingsley tonem, jaki Syriusz w tej chwili docenił. Miło było być sparowanym z kimś, kto brał swoją pracę na poważnie i jednocześnie nie ignorował opinii i uczuć Syriusza.
- Głupotą jest odsuwać Remusa od tych misji.
Kingsley skinął głową.
- Wiem. Ale znasz Moody'ego. Gdy raz mu coś nie pasuje…
- Do kurwy nędzy, kiedy to się skończy? – Warknął Syriusz, poprawiając pozycję. – Chcę wracać do domu.
- Do pięknej panny Mii? – Kingsley poruszył sugestywnie brwiami.
Syriusz prychnął.
- Zazdrosny?
- Oczywiście – na twarzy Kingsley'a pojawił się uśmiech. – To niesamowita czarownica. Piękna, utalentowana i, tak między nami, nieco onieśmielająca.
Syriusz rzucił koledze mroczny uśmieszek.
- Stary, nie masz pojęcia, do czego ona jest zdolna.
Jego myśli powróciły do ich ostatniej sprzeczki, która dotyczyła niepomytych naczyń. Syriusz oświadczył wtedy, że gdyby Mia zgodziła się na skrzata domowego, nie mieliby takich problemów. Wiedział, że ta sugestia podziała na nią jak płachta na byka i Mia zdecydowanie go nie zawiodła. Nacierał na nią i prowokował do takiego punktu, kiedy koniuszki jej włosów zaiskrzyły. Rzuciła wtedy w niego talerzem. W odwecie, Syriusz przerzucił sobie Mię przez ramię, zaniósł do ich sypialni i pozwolił się ukarać za swoje nastawienie i sprawianie problemów. Godzinę później, z powodu braku czystych naczyń, Syriusz zjadł całe opakowanie lodów truskawkowych ze swojej nowej ulubionej płaskiej powierzchni.
- Kiedy zamierzasz się oświadczyć?
Poirytowany, Syriusz kopnął Kingsley'a w goleń.
- Ty dupku. Plotkujesz gorzej niż Mary. Co każe ci w ogóle myśleć, że zamierzam się oświadczyć?
Kingsley roześmiał się.
- Bo Potter się zaręczył.
- Nie robię nic tylko dlatego, że James coś zrobił.
Kingsley tylko spojrzał na kolegę i uniósł pytająco brew.
- Odwal się – mruknął Syriusz. – Nie robię. Ja jestem Aurorem, a on nie. Jestem w stanie podejmować swoje własne decyzje.
- A jaka jest twoja decyzja w kwestii pewnej pięknej czarownicy?
- To nie twój… - Nagle Syriusz obrócił się i zmrużonymi oczami zaczął czego wypatrywać. Jego czuły słuch zaalarmował go. Przez brudną szybę, dostrzegł czerwony błysk zaklęcia. – Widziałeś to?
Obaj Aurorzy z impetem wbiegli do budynku i ich oczom ukazali się nie nieoznakowani sympatycy polityki Voldemorta, ale zamaskowani, doskonale wyszkoleni Śmierciożercy, rzucający niebezpiecznymi klątwami na prawo i lewo. Nigdzie nie było widać ani Petera, ani Mary. Również Wilkes zniknął im z oczu.
Zamiast nich, Syriusz ujrzał Jamesa i Lily walczących z czterema uzbrojonymi Śmierciożercami. Usłyszawszy szalony śmiech dobiegający spod jednej maski, domyślił się, że wśród atakujących jest Bellatrix. Spod innej maski wystawały jasne, proste włosy. Na ich widok Syriusz warknął.
- Malfoy!
- Longbottomowie, pomóżcie Potterowi i Evans – rozkazał Kingsley. Nagle przed oczami Syriusza zmaterializowali się Frank i Alice. – Black, znajdź Pettigrewa i Macdonald.
Syriusz skinął głową, mimo iż wszystko w jego duszy nakazywało mu zostać u boku Jamesa. Widział, jak Alice i Frank włączyli się do walki, jak chroniąc nawzajem swoje plecy, zbliżali się do Jamesa i Lily. Dopiero wtedy Syriusz zauważył, że dwóch z czterech atakujących Śmierciożerców wcale nie bierze udziału w walce. Jeden celował klątwami tak daleko poza pole bitwy, że Syriusz zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem przeciwnik nie widzi jakiegoś członka Zakonu, o którym on nie był poinformowany. Drugi celował zdecydowanie lepiej, trzymał różdżkę w znajomy sposób, ale z miejsca, w którym stał Syriusz wyglądało to tak, jakby ten Śmierciożerca odbijał wszystkie klątwy, które Lucjusz i Bellatrix posyłali w kierunku Jamesa i Lily.
- Nie stój tak, ty idioto! – Wrzasnął Malfoy na najdrobniejszego Śmierciożercę. Wyciągnął lewą dłoń i złapał swojego towarzysza za szyję, tuż poniżej maski, po czym rzucił go gwałtownie w kierunku drzwi.
Kiedy maska mężczyzny uderzyła o kant drzwi, złamała się na dwie części i spadła z jego twarzy. Oczy Syriusza rozszerzyły się. Identyczne szare tęczówki wbiły się w jego twarz.
- Syriusz – szepnął Regulus, a jego twarz pobladła.
- Ty! – Warknął Syriusz i skierował różdżkę przeciwko swojemu młodszemu bratu. Otworzył usta ze zdumienia, kiedy na obnażonym nagle przedramieniu zauważył Mroczny Znak. Żołądek Syriusza wywinął koziołka i chłopak rzucił niewerbalne Zaklęcia Ogłuszające. – Regulusie, ty cholerny dupku!
- Syriuszu, przestań! – Błagał Regulus, rzucając Zaklęcie Tarczy.
- Ty sukinsynu! – Syriusz rzucił się do przodu, zapominając, że jego zadaniem było odszukanie Petera i Mary. Nie był w stanie myśleć logicznie. Przed jego oczami przesuwały się obrazy Lily wpadającej do Czarnego Jeziora i Mii wdmuchującej w jej płuca życiodajne powietrze. Widział Śmierciożerców otaczających jego własne zakrwawione ciało w salonie rezydencji przy Grimmauld i słyszał Walburgę błagającą Voldemorta, żeby oszczędziła Regulusa. Widział bliznę Mii – Szlama – wyciętą na jej przedramieniu.
Czerwona mgiełka wdarła się w jego pole widzenia i otumaniła jego umysł.
- Do diabła, Syriuszu! – Krzyknął Regulus, unikając zaklęć brata. Jego drobna postać i refleks szukającego pomagały mu w pojedynkowaniu się, a brak kontroli Syriusza nie pomagał z kolei w celności. – Przestań! Muszę ci… Ty głupi, bezmyślny… Syriuszu! Ktoś was zdradził!
- Bez jaj! – Syriusz warknął i rzucił się na Regulusa, powalając go na ziemię. Ich różdżki upadły na podłogę.
Regulus nadal odpierał ataki brata i unikał jego pięści.
- Przestań! Bracie, mogę wyjaśnić…
- Nie jestem twoim pierdolonym bratem! – Wrzasnął Syriusz i posłał zaciśniętą pięść prosto w nos Regulusa. Z satysfakcją poczuł pod swoimi kosteczkami pękającą chrząstkę. Zostawił krwawiącego chłopaka na podłodze, wstał i bezgłośnie przyzwał swoją różdżkę.
- Zaczekaj! – Błagał Regulus, patrząc na Syriusza bezsilnym wzrokiem.
Syriusz zawahał się na ułamek sekundy, co dało Regulusowi czas na odzyskanie swojej różdżki i rzucenie kolejnego Zaklęcia Tarczy.
- To nie to, o czym… Kurwa, przestań mnie atakować, ty dupku! Próbuję ci powiedzieć, że chcę od nich odejść i mam informacje, które będą cenne dla twojego Zakonu.
Syriusza mocno zaskoczyły te słowa, ale nie wziął ich sobie do serca. Raz Śmierciożerca, na zawsze Śmierciożerca.
- Ty tchórzliwy gnojku! Najpierw dołączasz do pierdolonych Śmierciożerców, a gdy ich zachowanie cię przerasta, chcesz się wycofać. No co? Było inaczej, niż podczas torturowania członka własnej rodziny w jego własnym domu? Myślałeś, że to był blef? Że Bellatrix się wtedy nudziła? Nie! Właśnie tak postępują! Właśnie tak ty postępujesz! Drętwota!
- Protego! Ja tak nie postępuję! Ja nigdy… - Regulus obniżył różdżkę. – Nie chciałem… Nie chcę tego dłużej robić. Syriuszu, chcę odejść.
Trzęsąc się z wściekłości, Syriusz walczył sam ze sobą. Przed nim stał Regulus, Śmierciożerca, jego młodszy braciszek. Nie uśmiechał się arogancko, jak miał w zwyczaju, ale patrzył na niego ze strachem. Syriusz nie mógł połączyć tego wyrazu twarzy z Mrocznym Znakiem wypalonym na jego ramieniu. Ruszył do ataku, ale powstrzymał go widok srebrzystej linii na karku Regulusa. Usłyszał w głowie słowa Mii.
„Zaleczyłam ranę na jego karku i powiedziałam mu, żeby zdobył trochę Wywaru z Dyptamu, to nie będzie blizny. Tak, Syriuszu. Uzdrowiłam twojego brata i powiedziałam mu, w jaki sposób nie zostanie mu blizna. Może wiesz, jaki ja mam stosunek do blizn."
Dlaczego Mia uzdrowiła Regulusa?
Ten moment, kiedy ona okazała Ślizgonowi serce sprawił, że Syriusz zaczął w siebie wątpić.
- Zejdź mi z oczu albo cię zabiję – powiedział w końcu niskim, niebezpiecznym tonem.
Regulus otworzył szerzej oczy, widząc, że Syriusz się wycofuje. I zamiast zaatakować, czego spodziewał się Syriusz, młodszy Black również odpuścił i obniżył różdżkę.
- Udowodnię ci to. Naprawdę. A w międzyczasie… Powiedz, proszę, Evans, że mi przykro – powiedział szybko i Aportował się w chmurze czarnego dymu.
- Kurwa mać! – Wrzasnął wściekły na siebie Syriusz i odwrócił się w kierunku walczących. – Peter! Mary!
Zerknął przez ramię i zauważył Lily oraz Alice rzucające wymyślne klątwy w kierunku Lucjusza i Bellatrix. Za ich plecami podkradali się trzej kolejni Śmierciożercy. Nigdzie nie widział Jamesa ani Franka i już chciał wyruszyć na poszukiwania swojego najlepszego przyjaciela, gdy usłyszał głos Petera.
- Łapo! Pomóż mi!
Syriusz obrócił się i zauważył głowę przyjaciela wychylającą się z małego pokoiku. Ściana tego pokoju została zniszczona już wcześniej i Black bez wahania przebiegł przez dziurę, schylając głowę w uniku przed śmiercionośnym zaklęciem. Kiedy uważnie przyjrzał się Peterowi i Mary, cała krew odpłynęła z jego twarzy.
Peter wyglądał, jakby miał zwymiotować, kiedy tak trzymał ciało Mary w ramionach. Po jego brudnej twarzy spływały łzy. Mary obficie krwawiła, jej skóra przybrała barwę popiołu. Jej ciałem wstrząsały drgawki, a jej powieki raz się unosiły, raz opadały, gdy dziewczyna traciła i odzyskiwała przytomność. W tych rzadkich chwilach przytomności próbowała wyrwać się z uścisku Petera, prawdopodobnie chcąc wrócić do walki. Mary zawsze miała duszę wojowniczki. Jej różdżka jednak leżała niedaleko stopy Petera, złamana na pół. Syriusz zaczął się zastanawiać, czy przyjaciółka zniszczyła swoją broń w momencie, gdy coś rozwaliło ścianę.
- Łapo… Pomóż. O… Oni uderzyli ją… - Peter jąkał się, patrząc na dziewczynę w swoich ramionach. – O…Ona jest w szoku.
- Mary? – Syriusz klęknął obok dziewczyny i delikatnie ujął jej twarz w dłonie. – Mary, kochanie, spójrz na mnie.
Uśmiechnął się, kiedy uniosła powieki i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami.
- Witaj z powrotem, piękna. Trzymaj się, dobrze? Sprowadzę pomoc. Pete, co się stało?
- W… Wilkes. Pułapka.
- Gdzie on jest? – Z ust Syriusza wyrwał się warkot.
- Gdzieś tam – Peter wskazał dłonią kolejną zniszczoną ścianę, za którą znajdowało się następne pomieszczenie. – Próbowałem, ale… Ale…
- W porządku, stary – Syriusz poklepał Petera po plecach. – Zmywaj się stąd. Będę cię osłaniał.
Zerknął w miejsce, gdzie toczyła się najzagorzalsza walka i zauważył, że Lucjusz i Bellatrix zniknęli, zostawiając na miejscu wyłącznie trójkę nowych Śmierciożerców. Wszyscy trzej przestali walczyć i tylko rozglądali się wokół siebie. Jamesa, Lily, Alice, Franka i Kingsley'a nie było.
- Wznieśli osłony przeciwko Aportacji – wymamrotał Peter. – Przepuszczają tylko ich. Wiem, bo próbowaliśmy uciekać, kiedy tylko Wilkes zwrócił się przeciwko nam.
Mary próbowała coś powiedzieć, ale Peter jej szybko przerwał.
- Cichutko… Wszystko będzie dobrze. Wilkes uderzył Mary, a wtedy ktoś… - Peter uniósł lewe ramię i Syriusz dostrzegł ziejącą ranę na jego przedramieniu.
- No, dobrze – Syriusz delikatnie przejął Mary od Petera i ułożył ją na ziemi, tuż przy ścianie. Krzyknęła z bólu i Black zmarszczył brwi. – Pete, uciekaj. Wyjdź poza osłony. Ja wyciągnę stąd Mary,
- Ja mogę ją zabrać – zaprotestował Peter.
- Nie, Glizdogonie. Jesteś ranny. Możesz ją upuścić. Po prostu stąd zjeżdżaj – Syriusz zaczął się irytować, widząc wahanie Petera. – No, już!
Trzymając różdżkę wysoko w dłoni, obserwował, jak Peter ruszył w kierunku wyjścia. Trójka pozostałych Śmierciożerców gdzieś znikła i Syriusz przestał się martwić, w jaki sposób ich wyminie. Ale na widok uciekającego Petera do akcji wkroczył Wilkes, do tej pory ukrywający się w małym pokoju, przylegającym do głównego pola walki. Wilkes zmrużonymi oczami spojrzał na wycofującego się Glizdogona.
- Pettigrew! – Wrzasnął, celując różdżką w plecy Petera. – Ty cholerny krecie!
- Avada Kedavra! – Krzyknął Syriusz i czubek jego różdżki rozjaśnił się oślepiającą zielenią, kiedy Zaklęcie Zabijające uderzało w pierś Śmierciożercy grożącego jego przyjacielowi. Ciało Wilkesa upadło na ziemię, a Syriusz poczuł mdłości. Jego kolana poddały się i sam osunął się na podłogę. Z szoku wyrwał go dopiero widok drżącego ciała Mary.
- S… Syriuszu…
- Mary, na Merlina, tak mi przykro – powiedział, ponownie układając ją w swoich ramionach, próbując ją wydostać z tego piekła. Kiedy wstał, dziewczyna krzyknęła z bólu, a on zauważył, że rana na jej brzuchu krwawi mocniej, niż przypuszczał. Ona i Peter musieli zostać zaatakowani w momencie, kiedy przekroczyli próg budynku, żeby straciła tak wiele krwi.
- Syr… Syriuszu… Pułapka…
- Wiem – zamrugał powiekami, żeby odpędzić łzy. Chciał ją zanieść w bezpieczne miejsce, chociaż sam nie wiedział, gdzie ono mogłoby się znajdować. – Wiem. Wilkes nas zdradził. Tak mi przykro, Mary. Ja… Nie wiem, co mam robić.
Niósł ją spokojnym, stabilnym krokiem przez podłogę pokrytą gruzem i szkłem. Kierował się do wyjścia.
- P… Peter – szepnęła Mary. – Peter…
- Wszystko w porządku – Syriusz pochylił się nad nią i ucałował jej czoło. Zauważył, jak chłodna była jej skóra. – Peter się stąd wydostał. Zranił się w ramię. Poza tym nic mu się nie stało.
W oczach Mary pojawiły się łzy. Ponownie krzyknęła z bólu.
- N… Nie. Peter… Pułapka…
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
9 maja 1979
Pozostało 193.457 ziarenek piasku.
Mia nie miała pojęcia, dlaczego śmierć Mary tak bardzo ją zaskoczyła. Mimo tego, że dziewczyna była bliską przyjaciółką Huncwotów, Mia przecież wiedziała, że Mary ginie podczas wojny. Czarownica jej pokroju nie pozwoliłaby, żeby Harry'ego wychowywali Petunia i Vernon Dursley. Nie, Mary musiała zginąć. Mia przecież powinna była być na to przygotowana. Była pewna, że gdzieś w swoim umyśle wiedziała, ale zdecydowała się odrzucić tę wiedzę i żyć w nieświadomości. Znała nazwiska wszystkich osób, które nie przeżyją tej wojny.
Zamiast tego, skupiła się na osobach, które przeżyją.
Na Syriuszu i Remusie.
Na Harrym.
Syriusza zaczęły męczyć koszmary senne, bezpośredni rezultat śmierci Mary i swojego pierwszego zabójstwa. Moody był z niego dumny, bo młody Auror bez wahania wyeliminował Śmierciożercę, który w dodatku okazał się szpiegiem, jednocześnie chroniąc swoich przyjaciół. Wielu członków Zakonu gratulowało mu jego postawy, ale Mia widziała, że to, co uczynił, zniszczyło coś w jego duszy.
Następnego dnia po katastrofie, Kingsley wpadł do ich mieszkania, żeby porozmawiać z Syriuszem. Mia była mu za to niewypowiedzianie wdzięczna, bo cokolwiek powiedział mu starszy Auror, pozwoliło Syriuszowi podnieść się z dna, które okupował. Był przecież Aurorem i trwała wojna. Ludzie ginęli na wojnie. Czasami stawałeś przed wyborem: zabij albo sam zgiń. Mia o tym wiedziała. To właśnie Syriusz jej to wszystko uświadomił, kiedy ona pogrążyła się w ciemności po tym, jak przypadkiem zabiła starszego Crabbe'a podczas ostatniej bitwy w roku 1998.
W przeciwieństwie do Dorei i Charlusa, czy innych ludzi, których stracili na tej wojnie, Mary nie miała mieć oficjalnego pogrzebu. Była jedyną ofiarą tamtego dnia i Śmierciożercy na pewno o tym wiedzieli. A ponieważ Mary nie miała w tym momencie żadnej rodziny, za jej pochówek odpowiedzialny był Zakon Feniksa. Oficjalny pogrzeb z pewnością przyciągnąłby niechcianą uwagę i zakończyłby się serią zgonów.
James, Syriusz, Remus i Peter zaproponowali, że oni ją pochowają. Syriusz i Peter chcieli to zrobić samodzielnie, bo obaj byli przy niej, kiedy umierała, ale James i Remus zaoferowali swoje wsparcie dla przyjaciół.
- Lily i Alice nie idą – powiedział Syriusz, kiedy Mia pomagała mu założyć jego pelerynę podróżną. – Frank i Alice będą z Moodym w Ministerstwie, żeby odwrócić od nas uwagę. Lily również.
Mia to rozumiała.
- Tak będzie najlepiej. Nie chcę, żebyście to robili, ale… Mówimy przecież o Mary. Ktoś musi dopilnować, że zostanie godnie pochowana.
- Gdy już złapiemy wszystkich drani, którzy są za to odpowiedzialni, wyprawimy jej oficjalny pogrzeb – obiecał Remus, kładąc dłoń na ramieniu Syriusza. – Na razie musimy się nią zająć sami. Jej najbliższa rodzina nie żyje, a dalsi krewni nie wiedzieli o jej powiązaniach z Zakonem. Na pewno chcesz zostać sama?
- Na pewno – skłamała. – Sam powiedziałeś, że to nie jest jej oficjalny pogrzeb, a wyłącznie pochówek w ziemi. Kiedy wojna się skończy, będziemy mieli czas, żeby rozpaczać… Nad wszystkimi, których straciliśmy. W międzyczasie, musimy się przystosowywać do sytuacji, żyć dalej i walczyć.
Syriusz rzucił jej uśmiech przepełniony smutkiem, po czym pochylił się nad nią i ucałował kącik jej ust.
- Moja waleczna dziewczyna.
- Jesteście gotowi? – Zapytał James, wychodząc z kominka. Chwilę później w ich mieszkaniu pojawił się Peter.
Remus skinął głową i spojrzał na Glizdogona.
- Jak tam twoje ramię, Pete?
Peter dotknął lekko obandażowanego przedramienia.
- Już lepiej, dzięki. Uzdrowiciele mówią, że takie rany bardzo długo się goją. Ta może nigdy się nie zagoić. Musiała we mnie uderzyć jakaś mroczna klątwa.
Jego wodniste oczka skierowały się ku odsłoniętemu ramieniu Mii, na którym wyraźnie widniało wyryte słowo Szlama. Przestała się przejmować ukrywaniem swoich blizn, szczególnie, kiedy wiedziała, że spotka Petera.
Syriusz westchnął.
- Powinniśmy się zbierać. Chcę już to mieć za sobą.
Czterech czarodziejów odwróciło się jednocześnie w kierunku wyjścia.
- Peter – zawołała za Glizdogonem Mia. – Możesz zostać chwilę dłużej? Chciałabym z tobą porozmawiać.
Zdenerwowany Peter spojrzał na Syriusza.
- W porządku – szepnął Black. – Ona chce ci tylko podziękować za to, co zrobiłeś dla Mary.
Syriusz poklepał przyjaźnie Petera po plecach i spojrzał na Mię, która słodko się do nich uśmiechała.
- No jasne – wymamrotał Peter. – Idźcie przodem. Niedługo do was dołączę.
- Kocham cię, kotku – Syriusz uśmiechnął się do swojej dziewczyny i wszedł w zielone płomienie.
Mia odpowiedziała szczerym uśmiechem.
- Też cię kocham.
James pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek.
- Kocham cię, Mia.
- Ja ciebie też kocham, Jamie.
- Kocham cię, Mia – rzucił Remus, przechodząc obok niej i całują w czubek głowy.
- Też cię kocham.
Po wyjściu trzech Huncwotów między Mią i Peterem zaległa cisza. Dziewczyna wpatrywała się w gasnące zielone płomienie.
- To dziwne, nieprawdaż? – Powiedziała, a jej ton nagle stał się zimny i obcy. – Czułeś to? Ten ogrom miłości? Oni zawsze tacy byli. Od pierwszej chwili, kiedy Potterowie mnie adoptowali Jamie był obok mnie, pierwszy do okazywania uczucia i nazywania mnie swoją siostrą. Syriusz też był obok mnie, pomógł mi się podnieść z ulicy, kiedy zdarłam sobie skórę z kolana. Remus bał się mi zaufać, a jednak chciał to zrobić całym sercem. To właśnie jest miłość. To jest rodzina.
Peter uśmiechnął się i skinął głową.
- Tak, masz rację.
- Nie jesteś częścią tej rodziny, Peter.
Jego oczy rozszerzyły się z zaskoczenia.
- Słu… Słucham?
Mia powoli do niego podeszła. Nie była teraz lwicą, zaganiającą gazelę. Była żmiją, czającą się na swoją ofiarę w wysokiej trawie. Nie napadła na niego z zaciśniętymi pięściami, jak kiedy zaatakowała Dracona czy Snape'a. Działała subtelnie. Była w końcu córką Dorei Potter. To nie jej ugryzienie było śmiertelne, a jej jad.
- Czego nie rozumiem, to tego, że dano ci szansę. Masz rodziców czystej krwi, a w dodatku wyłącznie jedno z nich ma jakiekolwiek powiązania z Czarną Magią. Na początku ci to w ogóle nie przeszkadzało, prawda? Nie. Zawsze byłeś chciwym, samolubnym małym człowiekiem, który zadowalał potężniejszych od siebie, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo.
Z każdym krokiem, jaki robiła w jego stronę, Peter instynktownie się cofał.
- Przez cały ten czas, jaki spędziliśmy w Hogwarcie, obserwowałam cię. Widziałam, jak padasz do stóp mojemu bratu, jak pławisz się w cieniu podziwu, jakim obdarzony był Syriusz, jak cieszysz się z przyjaźni Remusa. I jednocześnie krzywiłeś się, bo Remus jest wilkołakiem, a ja i Lily jesteśmy szlamami.
Peter drgnął, słysząc to obraźliwe słowo.
- Ja… Mia, ja nie… - Kontynuował cofanie do momentu, kiedy jego plecy uderzyły w mur kominka.
Sięgnęła do jego twarzy i odsunęła pieszczotliwym ruchem kosmyk włosów, który opadł na jego oczy. Jednocześnie patrzyła na niego, jakby był karaluchem, którego trzeba zgnieść obcasem.
- Boisz się? Czy zacząłeś się zastanawiać, ile było do tej pory okazji, kiedy mogłam cię skrzywdzić? Pomyślałeś może, że dolałam ci wolno działającej trucizny do drinka?
Peter szeroko otworzył oczy.
- Wiesz, że jestem do tego zdolna. W szkole bardzo często dolewałam czegoś do napojów pozostałych uczniów. A może zastanawiasz się, czy nie podam ci za chwilę mojego Tele-Świstoklika? Może w końcu… W końcu… Nakarmiłam jednym wielką kałamarnicę? Potrafisz pływać? – Jej usta nagle wykrzywił arogancki, niebezpieczny uśmiech. – Potrafisz się wydostać z wnętrza bestii?
- Ja… Muszę już iść – wyjąkał. Drżał na całym ciele.
- Tak. Pochować Mary.
Westchnęła i cofnęła się o krok.
Peter odetchnął z ulgą i rozluźnił nieco napięte mięśnie.
- Bo przecież jesteś odpowiedzialny za jej pochówek, prawda? – Powiedziała nagle, ponownie patrząc mu prosto w oczy. – Mugol, szlama albo zdrajca krwi. To są propozycje ofiary. Jak tam twoja rana, Peter?
- Nie! – Wrzasnął i próbował się odsunąć, ale Mia zdążyła chwycić jego ramię. Jej palce mocno zagłębiły się w bandaż.
- Potrzebuję różdżki, żeby go tu wezwać, czy wystarczy po prostu dotknąć znaku? – Ścisnęła mocniej, a z oczu Petera pociekły łzy bólu. – Myślę, że potrzeba różdżki. Zwykły dotyk musi za to piekielnie boleć.
Ponownie zacisnęła dłonie i poczuła mroczną satysfakcję, gdy pod Peterem ugięły się kolana.
- Pozwól, że zapytam jeszcze raz, Glizdogonie. Boisz się?
Spojrzał jej w oczy i skinął głową.
- T… Tak. Proszę, Mia…
To byłoby takie łatwe, pomyślała. Stoi tu, przede mną. Zabić go. Zabić go. Zabić tak, jak zabił Cedryka. Tak, jak zabił Mary.
Mia jeszcze raz powtórzyła w swojej głowie równania numerologiczne. Jeżeli Glizdogon zginie, nie zostanie Strażnikiem Tajemnicy. Zostanie nim ktoś inny. Nie Syriusz, bo to właśnie Syriusz zaproponuje zamianę. Ktoś równie niegodny zaufania? A jeśli zmienią plany jeszcze drastyczniej? Jeśli Voldemort przybędzie wcześniej? Jeśli Lily nie będzie przy Harrym, żeby go bronić? Jeśli zamiast niej zginie Harry?
Co jeśli? A jeśli? A może?
Nie.
Mia wiedziała, że nie może tego uczynić. Obiecała, że Harry będzie bezpieczny. Obiecała Jamesowi. Nawet jeśli to oznaczało, że ona utraci wszystko inne, Harry miał żyć. Nie potrafiła nikogo zabić z zimną krwią. Nie w ten sposób. Nawet gdy chodziło o Petera Pettigrew.
Każda podjęta przez nas decyzja jest predestynowana. Podróż w czasie niczego nie zmieni.
Co ma się wydarzyć, na pewno się wydarzy, nieważne jak.
- Gdybym zdecydowała świadomie nie zabijać cię w tym momencie, czy stworzyłoby to między nami Dług Życia? – Zapytała, puszczając jego ramię. Postanowiła zignorować fakt, że przytrzymał je przy swojej klatce piersiowej bardzo znajomym ruchem. – Nie. Zapewne nie. Ale zastanawiam się… Gdybym zdecydowała się ciebie jednak zabić za to, co zrobiłeś… Za to, co będziesz przez cały czas robił… Czy on by cię ocalił? Czy Voldemorta obchodzisz na tyle, żeby interweniować?
Z jej gardła wydobył się warkot, kiedy zobaczyła, że drgnął, gdy wypowiedziała to imię.
- Nie waż się tak reagować, ty śmierdzący tchórzu!
- Przepraszam, Mia – wymamrotał przez łzy. – Byłem… Nie rozumiesz… Bardzo mi przykro.
- Mi również. Przykro mi, bo miałam swój udział w twojej przemianie w potwora – spojrzała na niego z obrzydzeniem. – Może gdybym była dla ciebie przyjaciółką, uratowałabym cię, ale coś mi mówi, że byłeś skazany od samego początku. Syriusza wychowali puryści krwi i walczył z ich naukami całe swoje życie. Remus jest sklasyfikowany przez Ministerstwo jako niebezpieczny mieszaniec, a jednak jest najwrażliwszym człowiekiem, jakiego znam. Jamie jest potężniejszy niż daje to po sobie poznać, a jednocześnie jest wcielonym dobrem. Ich wszystkich mogłeś stawiać sobie za wzór. Na nich mogłeś polegać i ich prosić o pomoc. A jednak…
Potrząsnęła głową i spojrzała w bok.
- Mia…
- Wyjaśnijmy coś sobie, Glizdogonie. Nie ufam ci. I z jakiegoś dziwacznego powodu, którego mogą się wyłącznie domyślać bogowie, zdecydowałam się ciebie jeszcze nie zabijać – czuła, jak jej magia burzy się pod skórą jej palców. – Jesteś tchórzem i zdrajcą. Dla mnie nie istniejesz. Po tym, jak pochowasz Mary i udasz, że płaczesz nad jej utratą… Po tym, jak udasz, że nie jesteś jej mordercą… Odsuniesz się ode mnie i mojej rodziny, albo dokończę to, co zaczęłam cztery lata temu we Wrzeszczącej Chacie.
Nie mogła powstrzymać Petera Pettigrew przed zdradzeniem swojego brata i jego rodziny. Ale nie musiała patrzeć na jego twarz przy śniadaniu, udając, że nie wie, jak potoczą się losy Lunatyka, Glizdogona, Łapy i Rogacza.
Pozostało 193.439 ziarenek piasku.
