Od tłumaczki: Ten rozdział jest dość chaotyczny, ale właściwie nie mógł być inaczej napisany przez Autorkę. Porusza dość trudne tematy w życiach naszych młodych bohaterów. Obiecuję, że kilka kolejnych rozdziałów będzie przyjemniejsze. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 94 – LEW, WĄŻ I KOBRA
25 czerwca 1979
Pozostało 124.220 ziarenek piasku.
Mia siedziała przy małym biurku w banku Gringotta. Była wyczerpana. W banku przebywała od rana i zanim gobliny w ogóle dopuściły ją do jej własnego skarbca, oprowadzono ją dokładnie po wielu gabinetach. Goblin, który jej towarzyszył w przenoszeniu niektórych swoich ruchomości do głównego skarbca Potterów, Gornuk, znikał aż trzynaście razy, żeby przedyskutować jej plany z przynajmniej czterema różnymi przełożonymi. Zapisała sobie w myślach, że gdyby kiedyś przyszło jej do głowy pracować w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, na pewno nie zatrudni się w Biurze Łącznika z Goblinami. Pokłady cierpliwości Mii Potter były zdecydowanie mniejsze niż Hermiony Granger.
Winiła za to Huncwotów.
Harry i Ron przynajmniej jej słuchali – raz czy dwa.
- Panno Potter, czy na pewno chce pani dodać pana Remusa Johna Lupina jako współwłaściciela pani skarbca? Pozwoli mu to na dostęp, deponowanie i korzystanie ze wszystkich środków tam zgromadzonych, zarówno czarodziejskich, mugolskich, jak i wyprodukowanych przez gobliny – przy ostatnich słowa Gornuk skrzywił się znacząco.
- Tak. I zgodnie z moją wolą, w przypadku mojej śmierci skarbiec zostanie całkowicie przepisany na jego nazwisko. Nie będą potrzebne żadne dodatkowe wnioski. Nie będzie żadnych restrykcji.
Gornuk skinął głową i kontynuował wypełnianie niezliczonej ilości dokumentów.
Mia ziewnęła i czekała, jednocześnie rozmyślając o poradzie Pandory. Ona będzie pieśnią feniksa. Przyniesie nadzieję i odwagę tym, którzy ich potrzebują. Do tej pory udało jej się usunąć Petera z równania, co poskutkowało tym, że ona sama była osobą dużo milszą dla całego otoczenia. Pomogła Alice i Frankowi poradzić sobie z bólem, którego w przyszłości doświadczą z rąk Lestrange'ów i Barty'ego Croucha juniora. A teraz czekała w banku Gringotta na przekazanie prawa własności swojego skarbca na nazwisko Remusa, jedynej osoby, która w przyszłości może go potrzebować.
Po śmierci Jamesa i Lily, z Syriuszem w Azkabanie, Remus zostanie z niczym. Charlus i Dorea w przeszłości dokonywali miesięcznych wpłat do skarbca Remusa, ale w momencie, kiedy Remus sam zaczął kontrolować swoje finanse i zauważył, że James kontynuuje to, co rozpoczęli jego rodzice, zrobił przyjacielowi awanturę, od której Mii uszy zwiędły, a która zbliżyła się niebezpiecznie blisko kruchego ego obu mężczyzn. Remus zgodził się, żeby Mia i Syriusz zajmowali się rachunkami za mieszkanie i jedzenie, ale jeżeli chcieli mu podarować coś więcej, ignorował ich przy każdej możliwej okazji. Postępując w tej sposób, gdyby Mia została uznana za zmarłą – albo na skutek rzeczywistej śmierci, albo na skutek swojego powrotu do roku 1998 – Remus będzie mógł o siebie zadbać. Nie mógł przecież odrzucić jej ostatniego życzenia, jakim było podarowanie mu pieniędzy na przeżycie kolejnych piętnastu, dwudziestu lat.
Kiedy tak siedziała, rozmyślając, jak najlepiej poinformować Remusa o swoich planach, poczuła, jak coś się rozgrzewa w okolicach jej mostka. Ignorując dziwne spojrzenie, jakie posłał jej goblin, sięgnęła pod swoją bluzkę i wyciągnęła zaczarowany Galeon, zawieszony na łańcuszku, który lata temu dostała na święta Bożego Narodzenia od Jamesa. Nikt od lat nie używał go do przesyłania wiadomości, więc zaczęła panikować, czytając napisy.
Wracaj do domu. RL.
Natychmiast odpisała.
Co się dzieje? MP.
Po chwili otrzymała bardzo wyraźną odpowiedź.
Syriusz. RL.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Remusie? Syriuszu? – Krzyknęła Mia w momencie, kiedy wypadła z kominka. Rzuciła na podłogę swoją torebkę i pelerynę podróżną, i ruszyła przed siebie w poszukiwaniu obu mężczyzn. Nie znalazłszy żadnego z nich, poczuła, jak jej płuca ściska panika, która odpuściła dopiero w momencie, gdy przez frontowe drzwi do mieszkania wszedł jej najlepszy przyjaciel. – Remusie, co się dzieje? Gdzie jest Syriusz?
Remus położył dłonie na jej ramionach i odetchnął głęboko.
- Uspokój się.
- Uspokój się? Wysyłasz mi taką wiadomość i spodziewasz się, że będę spokojna?
- Mia… - Remus westchnął. – Syriusz dostał list od swojej matki.
Gniew momentalnie z niej wyparował. Jęknęła zrezygnowana. Od wielu lat nie słyszeli nic od Walburgi Black – właściwie, od dnia, kiedy Syriusz uciekł z rezydencji przy Grimmauld. Mia mniej więcej wiedziała, co powinno się wydarzyć, ale i tak zbladła, gdy pomyślała sobie, co mogło być zawarte w tej konkretnej wiadomości od kobiety.
- Na Merlina, co ta stara prukwa ma nam do powiedzenia?
Remus zmarszczył brwi.
- Ojciec i brat Syriusza nie żyją.
Zszokowana, otworzyła usta. Przypomniała sobie rozmowę, jaką przeprowadziła z Syriuszem w kuchni Dworu Blacków, w czasie kiedy Harry i Ron przekopywali się przez pokój Regulusa w poszukiwaniu Horkruksa.
- Opowiedz mi o swoim bracie.
- Innym razem, kochanie.
- Byłeś na pogrzebie?
- Pogrzeb się odbył, ale nie byłem zaproszony. Dostałem uroczy list od mojej matki, z informacją, że mój ojciec i mój brat nie żyją.
- To straszne.
- Typowe.
- Nawet nie miałeś okazji, żeby się pożegnać…
- Nie w taki sposób, jak myślisz. Pożegnałem się z nimi wszystkimi na zawsze, gdy wypalili moje imię z drzewa genealogicznego. A kiedy Reg zmarł… Pożegnałem się z nim, obalając butelkę whisky z moją dziewczyną.
Nareszcie rozumiejąc, jaka była jej rola, Mia weszła do kuchni i jednym ruchem różdżki przywołała do siebie dużą, jeszcze zamkniętą butelkę whisky. Spojrzała na Remusa.
- Gdzie on jest?
- Na dole – wskazał drzwi do piwnicy. – Zagroził mi pojedynkiem, jeśli spróbowałbym rozdzielić jego i whisky.
Zerknął na butelkę w jej dłoni i Mia wiedziała, że Remus zastanawiał się, czy to dobry pomysł.
- Syriuszu? Kochanie?
U dołu schodów zapaliła światło i ruszyła przez piwnicę w poszukiwaniu swojego chłopaka. Znalazła go siedzącego na podłodze, na samym środku pomieszczenia, ubranego wyłącznie w swoje sprane jeansy. Jego długie, czarne włosy były rozczochrane, na jego czoło spływał pot, jakby Black dopiero co wrócił z treningu. Remus mówił jej, że Syriusz szukał okazji do pojedynku, więc nie dziwił jej jego stan. Zastanawiała się tylko, gdzie podziała się reszta jego ubrań.
Podeszła do niego od tyłu i zwróciła uwagę, że koncentrował całą swoją uwagę na lewej ręce, w której kołysała się do połowy pełna butelka bursztynowego płynu. Kiedy jednak obeszła go i mogła spojrzeć na jego twarz, zauważyła, że to nie na swojej dłoni się skupiał, ale na starej bliźnie, która była skutkiem nieudanej próby oznaczenia go Mrocznym Znakiem przez Lucjusza Malfoy'a.
Mia zmarszczyła brwi. Domyślała się, że Syriusz wrócił myślami do swojej ostatniej nocy spędzonej w Dworze Blacków. Sama widziała jego wspomnienia tamtych wydarzeń i rozumiała go. Zakrwawiony i pobity prawie do nieprzytomności, nadal nalegał, żeby Regulus uciekł razem z nim.
- Cześć, kotku – wymamrotał, unosząc nieco głowę, żeby na nią spojrzeć. – Słyszałaś już? Jestem ostatnim żyjącym dziedzicem Starożytnego i Popieprzonego rodu Blacków.
Siadając obok niego na podłodze, wyciągnęła do niego rękę.
- Syriuszu, oddaj mi butelkę.
- Nie. Jest moja.
- To chociaż podziel się ze mną – nalegała. – Nie otworzę swojej, dopóki ta nie będzie pusta.
Syriusz tylko na nią spojrzał spod przymkniętych powiek.
Ucałowała go w usta, smakując na nich pozostałości whisky. Czując jej dotyk, Syriusz pochylił się, próbując pogłębić pocałunek.
O, nie. To się na pewno teraz nie wydarzy, pomyślała i odepchnęła go od siebie.
- Masz takie piękne oczy, kotku… - Syriusz uśmiechnął się do niej. – Mówiłem ci to kiedyś? Przypominają kolorem whisky.
Uniósł butelkę, próbując porównać te dwie barwy.
- Miałem już wcześniej cię o to zapytać. Twoje oczy nie są już czekoladowe. Nigdy.
- Wiem – Mia wyrwała mu butelkę z rąk i pociągnęła z niej łyk.
- Od kiedy?
Zamrugała oczami, czując, jak alkohol pali jej gardło – Syriusz w swojej rozpaczy wybrał tanią whisky niskiej jakości – i postawiła butelkę między swoimi nogami.
- Od czasu, kiedy zapieczętowaliśmy Więź Watahy. Nawet w tych momentach, kiedy wilkołak nie jest w swojej zwierzęcej formie, jego ugryzienie może mieć pewne skutki uboczne. Dziwny apetyt, irytacja podczas pełni księżyca… Wydaje mi się, że moja animagczna połowa zareagowała na ugryzienie Remusa i zmiana koloru oczu jest permanentna.
Syriusz ucichł na chwilę, próbując chociaż odrobinę trzeźwiej podejść do tego tematu.
- Nie mówiłaś nic o efektach ubocznych.
- Oczywiście, że nie. Remus by się awanturował. Przeszkadza ci ta zmiana? – Zapytała, zmartwiona tym, że przy takiej ilości alkoholu, jaką wypił, na wierzch mogła wypłynąć jego zazdrość. Spojrzała na niego i zauważyła, że chłopak chichotał. Głośno i niepowstrzymanie chichotał. – Z czego się śmiejesz?
- Czekoladowe. Takie były wcześniej twoje oczy. Czekoladowe dla Remusa. Mi zawsze bardziej podobał się ten kolor. Jakby barwa whisky należała do mnie, a ta druga… I w jakiś sposób twoje ciało musiało poczuć, jak Remus zagłębia w nim swoje zęby – dotknął jej policzka, po czym przesunął kciuk na jej bliznę symbolizującą Więź Watahy. – Żebyś zrozumiała, że należysz tylko do mnie.
Robiła, co mogła, żeby zignorować jego pociemniałe spojrzenie i sposób, w jaki zwilżył swoją dolną wargę.
Nie. Nie o to chodziło tego wieczoru.
- To brzmi dziwnie poetycko i przemyślanie, szczególnie przy poziomie twojego gniewu w tym momencie – Mia uniosła butelkę i mu podała. – Za co pijemy?
Syriusz wyrwał whisky z jej dłoni i uniósł w górę, jakby chciał właśnie spełnić toast.
- Za koniec najczystszego i jednocześnie najbrudniejszego z rodów – powiedział z dumą, biorąc łyk alkoholu. – Jestem ostatnim, wiesz? Ostatnim z Blacków.
- Jamie i ja też jesteśmy Blackami – odparowała Mia, chociaż w głębi duszy przyznawała, że dużo czasu zajęło jej pogodzenie się z tym, z jakiego rodu pochodzi Dorea. Od samego początku nie miała problemów z przynależnością do rodziny Potterów, ale dopiero z czasem zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że w jakiś sposób, niezależnie od więzów krwi, ona sama była Blackiem. Wystarczyło spojrzeć na jej ognisty temperament. – Podobnie, jak Andromeda i Narcyza. Weasley'owie i Prewettowie też wywodzą się z rodu Blacków. I Longbottomowie.
- Ja jako ostatni noszę to nazwisko. Ono umrze ze mną.
Mia zmarszczyła czoło.
- Nie chcesz, żeby twoje dzieci niosły dziedzictwo rodu Blacków?
Syriusz zaśmiał się bez humoru.
- Chcesz dać naszym dzieciom moje nazwisko?
Mia uśmiechnęła się.
- Mówimy teraz o naszych dzieciach, tak?
- Oczywiście, że o naszych – Syriusz westchnął i objął jej ramiona. Oddał jej butelkę. – W ostatnich miesiącach stałem się zgodnym, czasami chętnym do dzielenia się swoimi rzeczami mężczyzną. Ale nie zgadzam się, żebyś urodziła Remusowi szczeniaki.
Mia wywróciła oczami i pociągnęła łyk whisky.
- Dopóki nie będziesz nalegał na cały miot, chyba dam radę urodzić ci dzieci.
- I będą nosiły nazwisko Potter – powiedział twardo.
Dziewczyna nie zgodziła się.
- Będą nosiły nazwisko Black.
- Nie! To nazwisko powinno ze mną umrzeć. Cały ród i wszystko, co za nim stoi powinny zniknąć z powierzchni ziemi – warknął pod nosem.
Mia zdecydowała się kontynuować ich sprzeczkę, sama nie wiedząc, dlaczego to robi. Syriusz był tak pijany, że rano nie będzie pamiętał rozmowy o ich potencjalnym potomstwie.
- Uważam, że powinieneś go odbudować. Sprawić, że twoje nazwisko znowu będzie miało swoją wartość. Sprawić, że mama będzie z niego dumna.
Syriusz nic na to nie odpowiedział. Położył się tylko na jej kolanach i objął ramionami jej talię.
Westchnęła i przeczesała palcami jego gęste włosy. Było to coś, co robiła regularnie od chwili, gdy się poznali jako jedenastolatkowie. Chciałaby pozostać w tej pozycji na zawsze. Bez zmartwień o Śmierciożerców, o Voldemorta, o wojnę, czy o Azkaban. Jak on to zrobił? Jak wytrzymał w Azkabanie przez tyle lat? Tyle lat pozbawionych tego? Tyle lat beze mnie?
I wtedy w jej umyśle pojawiła się dużo mroczniejsza myśl. Mia usilnie powstrzymywała łzy. W jaki sposób ja przeżyję tyle lat bez niego?
- Oni zabili mojego brata, Mia – szepnął, przerywając zalegającą w ciemnościach ciszę.
- Co się stało? – Zapytała, chociaż doskonale znała odpowiedź.
- Chciał od nich odejść. Powiedział mi o tym, kiedy… Kiedy walczyliśmy – Syriusz usiadł i potarł dłońmi twarz w geście bezsilności. – Mały, pieprzony tchórz… Rzucił się na głęboką wodę razem z najbardziej doświadczonymi Śmierciożercami, a gdy sytuacja zrobiła się dla niego za gorąca… Od nich nie można po prostu odejść. Czyżby oczekiwał, że po zrobieniu sobie tego głupiego tatuażu, pozwolą mu się od niego uwolnić, kiedy mu się znudzi? Śmierciożerca jest naznaczony na całe swoje życie. Przyjęcie znaku jest równoważne śmierci. Jego śmierci. I oni… Zabili go. Zabili mojego…
Mia zagryzła wargi, żeby się nie rozpłakać, kiedy usłyszała, że jego głos się łamie. Wiedziała, jak bardzo nienawidził płakać. Wiedziała, że gdyby okazał słabość w momencie upojenia alkoholowego, po wybuchu płaczu nastąpiłby wybuch gniewu i chłopaka byłoby bardzo trudno spacyfikować.
- Wiedziałaś… Kiedy był mały, Reggie bał się ciemności. Przychodził wtedy do mojego łóżka i… A oni go zabili, Mia.
- Na kiedy zaplanowano pogrzeb? – Zapytała, mając nadzieję na odwrócenie jego myśli od trudnego dzieciństwa.
Syriusz prychnął.
- Odbył się dwa tygodnie temu.
Z gardła zszokowanej Mii wyrwał się niski warkot. Wiedziała, że Syriusz dowiedział się o śmierci Regulusa z listu i rozpaczał po nim bez swojej rodziny, ale zakładała, że z własnej woli nie uczestniczył w pogrzebie.
- Ta suka!
- I tak bym nie poszedł. Nienawidzę go. On… Był tak głupi…
- A może nie chciał od nich odejść, bo się bał – zasugerowała Mia. – Może chciał w końcu postąpić właściwie.
- W to, kurwa, nigdy nie uwierzę.
- Możemy udawać, że tak właśnie było.
- Udawaj dla mnie, kotku – Syriusz znowu westchnął i ponownie położył głowę na jej kolanach. – Opowiedz mi o bracie, który nie był… Po prostu… Spraw, żeby było lepiej.
Mia jeszcze raz przeczesała palcami włosy Syriusza i bezgłośnie odetchnęła, kiedy wyczuła, jak jego ciało opuszcza napięcie.
- Dawno, dawno temu pewna rodzina węży znalazła z samego rana w swoim domu magiczny dar. Maleńkie lwiątko – uśmiechnęła się, kiedy usłyszała rozbawione prychnięcie Syriusza. – Węże wychowały lwiątko i nauczyły go wszystkiego o gadziej naturze i życiu jako wąż. I nawet gdyby się postarało… A nie starało się jakoś bardzo mocno… Lwiątko miało ostre pazury zamiast kłów, miało futro zamiast łusek i ryczało głośno zamiast subtelnie syczeć. Ale mimo wszystkich dzielących ich różnic, lwiątko kochało jak brata najmniejszego z rodziny węży, który był wężem w każdym znaczeniu tego słowa.
Mia zmarszczyła czoło, kiedy Syriusz przestał się śmiać i zwiotczał w jej ramionach.
- Mały wąż i lwiątko dorastały razem, ale w końcu rozdzieliła ich ogromna odległość. Lwiątko wyrosło na dumnego lwa i stało się królem dżungli.
- A czy lwy przypadkiem nie żyją na sawannach? – Przerwał jej Syriusz.
- Cicho, nie przeszkadzaj w mojej opowieści.
- To bardzo dziwna opowieść – zaczął narzekać. – Nie potrafisz jej dobrze opowiadać.
- Zamknij się. Małe lwiątko stało się dumnym, groźnym lwem, a mały wąż dorósł i stał się godnym przedstawicielem swojego gatunku. Bracia stali się wrogami i bardzo rzadko ze sobą rozmawiali. Wąż atakował swoimi jadowitymi kłami przyjaciół lwa… Ale tego żałował.
Syriusz zesztywniał i Mia zaczęła się zastanawiać, o czym myślał.
- Któregoś dnia, przebywając w wężowej jamie, młody wąż natknął się przypadkiem na skarb, który należał do ich króla, kobry – powiedziała, uśmiechając się na wspomnienie momentu, w którym odnaleźli fałszywy Horkruks z krótkim liścikiem od R.A.B. – Wąż wykradł ten skarb i chciał uciec, żeby podzielić się sekretem króla kobry ze swoim potężnym bratem, lwem. Chciał sięgnąć do niego i ponownie stać się rodziną.
- Ale król kobra go zabił – Syriusz ponownie jej przerwał.
Mia zmrużyła oczy. Oczywiście, chciała zmienić zakończenie tej historii, ale Syriusz miał rację. Jego nie zwiodą żadne kłamstwa. Żadne bajeczki nie odwrócą jego uwagi od rzeczywistości.
- Ale król kobra go zabił – przyznała.
- Znaleźli jego ciało na brzegu Tamizy, na plaży niedaleko Gravesend. Śmierciożercy porzucili tam jego ciało. Znaleźli go Mugole.
Na czole Mii pojawiła się bruzda. Znała doskonale prawdę związaną ze śmiercią Regulusa. Inni Śmierciożercy nie mieli z nią nic wspólnego. Umarł jako bohater. Ocalił skrzata domowego, odszedł od Czarnego Pana i poświęcił swoje życie w próbie obalenia tyrana.
- Może… Może utonął.
- Tak… A może w głębi duszy był dobrym człowiekiem – odpowiedział głosem ociekającym sarkazmem. – W tym świecie jest za dużo możliwości.
Złapał butelkę i solidnie się z niej napił. Mia poczuła, jak alkohol moczy jej spódnicę.
- Chciał odejść, a ja mu nie wierzyłem.
- Nie mogłeś o tym wiedzieć, Syriuszu.
- Mogłem… Powinienem był… A ja tylko stałem i patrzyłem. Mogłem coś zrobić. Cokolwiek – jego głos był miękki, na granicy snu. – A zamiast tego pozwoliłem mojemu małego braciszkowi umrzeć.
A kiedy Mia była pewna, że Syriusz śpi, z jej ust wyrwał się szloch.
- To tak, jak ja.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Lunatyku, obudź się. No, już! Podnieś swoją ciężką dupę!
Remus otworzył oczy i próbował coś dojrzeć w ciemnościach panujących w pokoju.
- Syriusz? – Kiedy jego wzrok w końcu przyzwyczaił się do mroku, dojrzał wyczerpaną twarz swojego przyjaciela, który cuchnął whisky. – Łapo, co się dzieje?
- Chodzi o Mię. Coś… - Syriusz zmarszczył brwi i potrząsnął głową. Remus usiadł na łóżku. – Nie wiem, jak jej pomóc.
Remus jęknął i wyplątał się z kołdry.
- Co się stało?
Syriusz podszedł do drzwi i je otworzył.
- Stary, zemdlałem parę godzin temu. Gdy się ocknąłem, zobaczyłem, jak Mia demoluje całą piwnicę. Połowa z tego, co tam było jest roztrzaskana w drobny mak, a butelka, którą ze sobą zabrałem jest pusta. Ja na pewno jej nie opróżniłem.
- To znaczy, że nie możesz sobie poradzić ze swoją pijaną wiedźmą? – Warknął gorzko Remus.
- Próbowałem, Lunatyku. Za każdym razem, kiedy Mia próbuje mi coś powiedzieć… Jąka się i nic nie przechodzi przez jej gardło. Nie mam pojęcia, o czym ona do mnie mówi.
- O, kurwa – nagle Remus zrozumiał sytuację. – W porządku.
Otworzył drzwi do piwnicy i zauważył, że Syriusz przygotowuje się do zejścia razem z nim.
- Nie. Ty idź do sypialni i się połóż. Miałeś bardzo ciężką noc, a jutro będzie dużo spraw do załatwienia. Zajmę się twoją czarownicą.
- Na pewno?
- Mam siłę, żeby zajmować się wami wyłącznie pojedynczo. Idź.
Syriusz uśmiechnął się do przyjaciela z wdzięcznością.
- Dziękuję, Lunatyku.
- Jeśli uda mi się ją uspokoić, przyniosę ją do waszego łóżka.
Syriusz odszedł w kierunku sypialni, a Remus spojrzał na zejście do piwnicy, nerwowo przeczesując dłonią włosy. Westchnął i zaczął schodzić po schodach.
Zauważył mnóstwo szklanych odłamków i zamrugał szybko oczami. Nagle poczuł niesamowitą ulgę na myśl, że nie zdecydował się przechowywać żadnych swoich rzeczy w piwnicy, a pozostawić tam wyłącznie to, co zostało po poprzednim właścicielu. Znalazł Mię stojącą w kącie pomieszczenia. U jej nóg leżała pusta butelka po whisky, a w dłoni trzymała drugą, opróżnioną w trzech czwartych. W drugiej dłoni ściskała różdżkę.
- Mia?
Obróciła się na pięcie, podbiegła do niego i objęła go w pasie. W międzyczasie zawartość butelki rozlała się na podłogę.
- Remus? Remusie… Zaczekaj… - Odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy spod przymkniętych, ciężkich powiek. – Którym z nich jesteś?
- Młodszym – odpowiedział, już wiedząc, w czym leżał jej problem. Bardzo się cieszył, że nie osiągnęła tego stadium lata temu, zanim Dumbledore rzucił na nią Zaklęcie Prawdy. Biorąc pod uwagę fakt, że wynik wojny zależy od tego, co ona ma w swojej głowie, whisky była bardzo złym towarzyszem czarownicy, której język się rozwiązywał od nadmiaru alkoholu. – Kochanie, śnisz o jakimś innym miejscu?
- Innym miejscu, innym czasie – skinęła głową. Uniosła dłoń i odgarnęła jego grzywkę z czoła. – Tęsknię za twoimi posiwiałymi włosami. Byłeś taki przystojny…
- A teraz naprawdę tak źle wyglądam? – Drażnił się z nią ciepłym tonem.
- Uwielbiam twój uśmiech – dotknęła jego warg. – Zawsze powinieneś się uśmiechać, Remusie… Nawet wtedy… Nawet po… Jam…Ja…
W upojeniu alkoholowym nie próbowała siłą wypowiedzieć tych słów, a wyłącznie powstrzymać się od jąkania, co sprawiło, że utknęła w swojej wypowiedzi.
Przyciągnął ją do siebie, kiedy dostrzegł łzy w jej oczach.
- Już dobrze, Mia. Nie musisz nic mówić.
Załkała, przyciśnięta do jego klatki piersiowej.
- Powinnam być silna, Remusie. Ale nie potrafię. Nie jestem wystarczająco odważna. Nie mam pojęcia, co się stanie. Czy ja umrę, gdy to się skończy? Po tym jak, wszystko się rozpadnie i wszyscy, których kocham…
- Nic już nie mów.
Już widział, jak bardzo przerazi Syriusza informacja, że miłością jego życia jest dziewczyna, która urodzi się dopiero za kilka miesięcy.
- Nie wiem tyle, ile ty wiesz i, na Merlina, wolałbym, żebyś ty też nie wiedziała tak dużo. Chciałbym być w stanie odebrać ci tę wiedzę. Nie chcę się zestarzeć i być tym człowiekiem, który cię tu odesłał. Nie chcę, żebyś dłużej cierpiała. Zrobiłbym wszystko, żeby uchronić cię od tego, przez co teraz przechodzisz.
Natychmiast się od niego odsunęła i spojrzała mu w oczy swoimi bursztynowymi tęczówkami.
- Musisz. Obiecałeś – powiedziała głosem, w którym wychwycił panikę.
- Wiem.
Była na granicy płaczu.
- Remusie, błagam, odeślij mnie z powrotem. Zawsze odsyłaj mnie z powrotem. Nie odbieraj mi mojego życia. Nie odbieraj mi jego.
Remus rozumiał, że mówiła o Syriuszu. Jego zadaniem było odesłanie dziewiętnastoletniej dziewczyny trzydzieści lat w przeszłość, gdzie zakocha się z wzajemnością w Syriuszu Blacku… I w nim, w pewnym momencie… Ale to nie miało w tej chwili znaczenia. Najważniejszym czynnikiem był właśnie Syriusz. Ona potrzebowała Syriusza, a Syriusz bezapelacyjnie potrzebował Mii. Remus był wyczerpany ciągłym zajmowaniem się nimi obojgiem.
- Tak wiele kosztowało sprowadzenie go z powrotem – szeptała. – On tak wiele stracił, Remusie. Nie zrobiłam tego dla siebie, wiesz? A przynajmniej wtedy tak o tym nie myślałam. Po prostu… Pomyślałam o nim, kiedy zobaczyłam zaklęcie w tamtej księdze i pomyślałam, że… Harry go potrzebował. Mogłam mu go oddać.
Nie miał pojęcia, o czy Mia mówiła, ale spokojnym ruchem głaskał ją po gęstych, długich włosach. Drugą ręką sięgnął po różdżkę i uprzątnął z podłogi rozbite szkło, po czym usiadł przy ścianie i posadził ją sobie na kolanach. Zabrał butelkę z jej dłoni i postawił poza jej zasięgiem.
- Opowiedz mi o Harrym.
- Nie mogę – posmutniała. – Wiesz, że nie mogę.
- Możesz mi o nim opowiedzieć, bo to niczego nie zmieni – wyjaśnił. – W ten sposób działa to zaklęcie, prawda?
Mia odezwała się dopiero po dłuższej chwili.
- Tęsknię za nim – szepnęła. – Był moim najlepszym przyjacielem.
Remus zachichotał i przycisnął wargi do jej włosów.
- Jestem dotknięty. Nie zdawałem sobie sprawy, że tak łatwo mnie zastąpić.
- Ty też jesteś moim najlepszym przyjacielem – każde słowo akcentowała lekkim uderzeniem palca w jego pierś.
- Dlaczego Harry był inny niż wszyscy? Jak się spotkaliście?
- W pociągu. Miał połamane okulary, włosy Potterów i oczy o barwie najgłębszej zieleni, jakie kiedykolwiek widziałam.
- Oczy Lily – szepnął Remus z uśmiechem.
Mia zaśmiała się.
- To było takie zabawne. Siedział w przedziale z Ronem…
- Kim jest Ron?
- Sam zobaczysz – machnęła lekceważąco dłonią. – Ron próbował jakiegoś zaklęcia, żeby się popisać przed Harrym. Wypowiedział jakieś śmieszne, wymyślone słowa nad swoim szc…sz… Parsz… Kurwa!
- W porządku, kochanie – Remus zaczął się zastanawiać, co mogło się wydarzyć w pociągu do Hogwartu, przed rozpoczęciem przez nią pierwszego roku, że nie tylko miało coś wspólnego ze zmianą przyszłości, ale również niemiłosiernie ją rozzłościło. – Pomiń to. Wróćmy do Harry'ego.
Odetchnęła kilka razy, powoli i głęboko, po czym sięgnęła po butelkę whisky. Zanim jednak uniosła ją do swoich ust, Remus wyrwał szkło z jej rąk i rzucił przez całą długość piwnicy. Butelka roztrzaskała się z wyraźnym hukiem. Mia najpierw wykrzywiła się do przyjaciela, po czym westchnęła i przytuliła się do niego.
- Latał na miotle… A nie powinien był. Malfoy dokuczał wtedy Neville'owi.
- Mówisz o synu Franka i Alice?
- Tak. Harry stanął w jego obronie. Był genialny.
Uśmiechnął się, słysząc jej słowa.
- A, jeśli mogę spytać, co ty wtedy robiłaś?
- Pouczałam Harry'ego, żeby został na ziemi. Zawsze go pouczałam. Ich obu – ziewnęła i potarła twarzą o jego ubranie. Prawdopodobnie chciała podrapać się po nosie. Wiedział doskonale, że kiedy płakała, jej nos robił się czerwony i swędział. – Ich wszystkich, tak właściwie. Same były z nimi kłopoty. Z Syriuszem też. Był kurewsko bezmyślny.
- A co ze mną? – Zapytał. – Opowiedz mi coś o mnie.
- Byłeś taki mądry i odważny. Uczyłeś na… Że nie… Nie wolno się bać.
- Dobrze, już dobrze – przerwał jej, zanim znowu zaczęła płakać. – Nie musisz się bać. Jestem tutaj. Zawsze będę.
Westchnęła głośno i znowu ziewnęła.
- Jestem taka zmęczona, Remusie.
Wstał powoli i przyciągnął ją do siebie. Podłożył ramię pod jej kolana i ją uniósł. Jej dłonie natychmiast owinęły się wokół jego szyi, a jej głowa wylądowała pod jego podbródkiem. Remus uśmiechnął się, widząc, jak niewinnie wyglądała, szczególnie biorąc pod uwagę furię, z jaką wcześniej zdemolowała piwnicę.
- Chodźmy, kochanie. Zabiorę cię do łóżka.
- Nie pozwól, żeby Syriusz cię usłyszał – wymamrotała.
- Bardzo śmieszne – wywrócił oczami i nogą otworzył drzwi do mieszkania. – Zabieram cię do jego łóżka.
- Bądź ostrożny, bo on czasami śpi nago.
Remus wykrzywił się, idąc długim korytarzem. Zauważył, że Syriusz zostawił uchylone drzwi do swojej sypialni.
- Zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedział jej, po czym zajrzał do komnaty.
Mimo wyczerpania, Syriusz zdecydował się zaczekać na Mię i Remusa. W jego oczach zabłysła ulga, gdy zobaczył swoją spokojną dziewczynę w ramionach przyjaciela. Wstał, żeby ją od niego zabrać, a Remus z chęcią mu ją przekazał.
- Dzięki, Luniaczku.
- Jesteś mi coś winien – odpowiedział tylko Remus, ziewnął i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Syriusz uśmiechnął się do czarownicy, którą trzymał w ramionach, zaniósł ją do łóżka i delikatnie położył na materacu.
- Cześć, mój mały, pijany kotku.
- Cześć, duży, pijany psie – wymamrotała w odpowiedzi i wsunęła dłonie w jego włosy dokładnie w momencie, kiedy Syriusz odkładał ją na łóżko. Zamrugał oczami z bólu i zdecydował, że skoro ona jego pociągnęła, on da się pociągnąć. Poleciał za nią na łóżko, a kiedy nie ona nie stawiała żadnych oporów, ułożył się wygodnie na jej piersiach.
- Już wszystko w porządku?
- Tak. Remus mnie poskładał.
- Jest w tym dobry.
- Syriuszu? – Wyszeptała.
- Tak, kotku?
- Możesz mi coś obiecać?
- Dla ciebie wszystko, kochanie.
Ucichła na moment, po czym wzięła głęboki oddech.
- Obiecaj mi, że… Że zawsze będziesz ufał Remusowi. Zawsze pamiętaj, że on nikogo nie skrzywdzi. A… A kiedy będzie cię najbardziej potrzebował, obiecaj mi, że będziesz przy nim.
Syriusz zmarszczył brwi, zastanawiając się, co mogło spowodować, że wymogła na nim taką obietnicę. Nie widział jednak nic złego w tym, że ją złoży. Trwała wojna. Po śmierci Mary Mia musiała być przerażona możliwością utraty kogokolwiek. Musiała być przerażona, że ona też może umrzeć podczas wojny i zostawić ich samych. Syriusz nie chciał myśleć o tym, że może ją utracić. Nie chciał myśleć o tym, że może kogokolwiek utracić.
- Obiecuję.
Pozostało 123.728 ziarenek piasku.
