Od tłumaczki: Przed nami dwa bardzo szczęśliwe rozdziały. Poniższy tytuł na pewno może zasugerować, co się w nich będzie działo. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 95 – COŚ STAREGO, COŚ NOWEGO
6 września 1979
Pozostało 19.079 ziarenek piasku.
- Na pewno twój wieczór kawalerski ma się odbyć dzisiaj? – Zapytała Alice, obserwując, jak James, Syriusz i Remus narzucają na siebie swoje podróżne peleryny. Uniosła perfekcyjnie wyregulowaną brew, gdy usłyszała chichot Jamesa, który reagował w ten sam sposób na słowa „wieczór kawalerski" od kilku dni. – Remusie, nie wyglądasz najlepiej.
Remus uśmiechnął się do trzech czarownic stojących wokół olbrzymiego stołu roboczego, na którym stały już przygotowane czarne kociołki.
- Nic mi nie będzie, Alice. Ale dziękuję za troskę.
- Chodzi mi o to, że… No, wiecie… Księżyc – wyjaśniła miękko Alice, patrząc przez okno na zachodzące słońce. Zwróciła się do swoich przyjaciółek, które z uwagą obierały nasiona pięciornika gęsiego. – Nie przeszkadza wam, że wasi czarodzieje będą towarzyszyć Remusowi w taką noc?
Lily pierwsza podniosła wzrok i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Jeżeli stanie się coś złego, po prostu wyjdę za tego, który przeżyje tę noc. Szczerze mówiąc, liczę na Remusa. Bez obrazy, Syriuszu.
- A owszem, obrażam się, Lily. Chociaż patrząc na to z drugiej strony, żyjąc z Jamesem na pewno przyzwyczaiłaś się do małego ptaszka. Może Lunatykowi uda się godnie zastąpić Rogacza pod tym względem.
- Ty dupku – wymamrotał James i spróbował kopnąć Syriusza w krocze. Syriusz jednak się odsunął i James prawie się potknął o stolik, w który trafił. Lily, Mia i Alice równocześnie westchnęły z przerażeniem, widząc, jak zadrżały butelki pełne drogich, rzadkich składników eliksirów.
- Fajtłapa z ciebie, Potter – Lily uszczypnęła Jamesa w ucho.
James podniósł swoją narzeczoną.
- Mała czarownico, naprawdę uważasz, że nie poradzę sobie z tym dużym, złym wilkołakiem? Chciałbym ci uświadomić, że włóczę się z wilkiem od lat. Jeśli któryś z nas powinien się obawiać, jest to właśnie Lunatyk.
- Proszę, uważajcie na siebie – przerwała swojemu bratu Mia. – I bawcie się dobrze na wieczorze kawalerskim.
Gdy Jamie znowu się zaśmiał, Mia wywróciła oczami.
- Tak, tak, wiem, że się cieszysz.
Poklepała Jamesa po głowie, po czym podeszła do Remusa i delikatnie go przytuliła, jednocześnie wsuwając do kieszeni jego szaty czekoladowy batonik.
- To na rano – szepnęła, a Remus w odpowiedzi pocałował ją w czubek głowy i przekazał Syriuszowi.
- Jesteś pewna, że nie chcesz iść z nami, kotku?
- Nie. Wolę wieczór panieński.
- Nudny wieczór panieński – prychnął Syriusz. – Będziecie tylko siedzieć i warzyć eliksiry. Powinnyście się upić, wytańczyć i zamówić striptizera…
- Wcale nie powinny zamawiać striptizera – warknął James.
- Ja bym zamówił – Syriusz roześmiał się. – Gdybyś nie zdecydował się na organizację wieczoru kawalerskiego w noc pełni księżyca, wszyscy trzej rzucalibyśmy Galeonami w Drapieżną Wiktorię.
- Syriuszu Black, zabraniam ci zbliżać się do striptizerki, która jest wilą – Mia zmrużyła niebezpiecznie oczy. – Czy to jasne?
- Jak kryształ, kochanie. Zresztą, dlaczego miałbym uganiać się za jakimś ptakiem, kiedy mam w domu uroczą lisicę? – Uśmiechnął się radośnie i pocałował swoją dziewczynę. – Baw się dobrze podczas tego nudnego wieczoru panieńskiego, podczas którego Lily będzie się zastanawiać nad kilkoma ostatnimi dniami wolności.
Mia potrząsnęła głową.
- Idźcie już, zanim księżyc wstanie.
Troje czarodziejów wyślizgnęło się tylnymi drzwiami i Deportowało do Dworu Potterów, gdzie byli umówieni na spotkanie z Peterem – ku niezadowoleniu Mii. W sadzie mieli zamiar świętować zbliżające się zaślubiny Jamesa jak zwierzęta, zgodnie z prośbą przyszłego pana młodego. Dosłownie, jak zwierzęta.
Miesiącami planowali ceremonię. Mimo tego, że chcieli niewielkie przyjęcie, przygotowania pochłonęły cały ich wolny czas. Lily musiała się nauczyć wszystkiego o tradycjach ślubnych czarodziejów czystej krwi i Mia bardzo chętnie wprowadziła ją w tajniki tej wiedzy. Kiedy jednak powiedziano jej, że zgodnie z najstarszymi, najświętszymi tradycjami panna młoda powinna zostać wprowadzona do magicznego kręgu i przekazana swojemu narzeczonemu nago, Lily z otwartymi ustami zagapiła się na Mię, Alice i Pandorę, oczekując, że któraś z nich wybuchnie śmiechem i przyzna, że to żart. Kiedy jednak żadna tego nie zrobiła, a Pandora w dodatku pokazała Lily zdjęcia z jej własnej ceremonii zaślubin, Lily zaczęła się histerycznie śmiać i zagroziła, że ucieknie razem z Jamesem.
Na koniec, James i Lily zdecydowali się na piękną ceremonię, która łączyła niektóre tradycje mugoskich ślubów z elementami wymaganymi od potomków rodzin czystej krwi. Suknia ślubna była jedną z tych tradycji. Przyjęcie weselne miało się odbyć w sadzie Dworu Potterów. Syriusz i James wzięli na siebie odpowiedzialność za uprzątnięcie sadu w dzień przypadający po pełni księżyca, kiedy Remus będzie odpoczywał w rezydencji. Pomimo protestów swoich przyjaciół i Jamesa, Lily zdecydowała się zaprosić Petunię i Vernona na wesele, ale zaznaczyła, że nie chce ich widzieć na ceremonii, która będzie zawierać rytuał zapieczętowania więzi. Mia uważała, że nawet gdyby Petunia była w stanie ogarnąć rozumem niektóre gałęzie magii, Lily nie chciała aby ona i jej zaściankowy mąż wydawali na ten temat swoje opinie.
Zaproszenia zostały rozesłane i zgodnie z sugestią Mii i Syriusza, którzy już wcześniej widzieli coś takiego, zostały zaczarowane, by działać jako świstokliki i w dzień wesela przetransportować zaproszonych bezpośrednio do Dworu Potterów. Frank i Kingsley zaproponowali, że będą czuwać nad bezpieczeństwem ceremonii, bo wesele w rodzinie Potterów mogło stanowić dla Śmierciożerców idealną okazję do zaatakowania członków Zakonu. Wszystkie potrawy z kolei przygotowywała Tilly, która nie była tak szczęśliwa od czasów, kiedy pracowała dla Dorei.
I mimo, że wszyscy chcieli radować się zbliżającym się ślubem, śmierć Mary na nich wszystkich kładła się cieniem, przypominając im o trwającej wojnie. Kiedy planowały wieczór panieński Lily, padła propozycja, żeby wyjść na miasto i się rozerwać, ale Alice pracowała następnego dnia, Lily nie chciała się bawić bez Mary, a w przypadku Mii zainterweniował Remus, który nakazał czarownicy nie zbliżać się do whisky, bo wciąż miał w pamięci jej ostatni wybuch. Z tych powodów czarownice zdecydowały się na spokojny wieczór w domu, pełen rozmów i warzenia eliksirów.
- No, dobrze… Mamy spory zapas Eliksiru Uzupełniania Krwi, na wypadek, gdyby komuś z Zakonu coś się stało. Wywar Siły, Esencja Dyptamu – wyliczała Alice, patrząc na listę eliksirów, które przygotowywały przez cały dzień, aby mieć pewność, że Zakon będzie dobrze zaopatrzony. – Mogę zacząć przygotowywać Eliksir Pieprzowy, jeśli uwarzysz dla mnie dodatkową dawkę tego, co właśnie robisz, Lily.
- Nie ma problemu – odpowiedziała Lily i dodała do kociołka dodatkowe składniki, aby w efekcie dostać nie jedną, a dwie dawki eliksiru. – Powinno wystarczyć na trzy miesiące. Mia, a co ty robisz?
Widziała, że przyjaciółka pochyla się nad zieloną cieczą, błyszczącą w czarnym kociołku.
- Eliksir na Wytrzeźwienie – przyznała po chwili. – Z jakiegoś powodu to jest jedyny eliksir, który nam się bardzo szybko kończy.
Lily potrząsnęła głową, chichocząc pod nosem. Alice tylko wywróciła oczami, czyszcząc kociołek przed przystąpieniem do warzenia kolejnego eliksiru.
- A ty, Lily? Co przygotowujesz?
- Napar Antykoncepcyjny.
Mia powoli podniosła wzrok i wlepiła go w swoją przyszłą bratową.
- Słucham?
- Napar Antykoncepcyjny – powtórzyła niewzruszona Lily.
- Obie używacie Naparu? Zaklęcie jest dużo prostsze. Na Merlina, to było pierwsze zaklęcie niewerbalne, które Syriusz opanował do perfekcji – zażartowała Mia. – I doskonale wiem, że Jamie je zna. Mama kazała mi się go nauczyć, gdy miałam piętnaście lat i jestem pewna, że tata nakazał mu to samo.
- Masz rację – Lily zaczerwieniła się. – Ale on… Często się zapomina, gdy dajemy się porwać chwili. A poza tym, lubię warzyć eliksiry. Zawsze lubiłam.
Mia widziała, że na twarzy Lily pojawił się cień. Momentalnie zniknął, ale Mia wiedziała, że był to smutek z powodu tęsknoty przyjaciółki za Snapem i ich utraconą przyjaźnią. Warzenie eliksirów było dla Lily sposobem na pamiętanie o tamtej części swojej osoby, o swoim dzieciństwie i o osobie, która pozwoliła Lily połączyć świat mugolski ze światem czarodziejskim w momencie, kiedy dziewczyna tego potrzebowała.
- Rozumiem. Chociaż z drugiej strony, za chwilę wychodzisz za mąż. Nie wiem, po co ci tej eliksir.
Lily i Alice spojrzały na Mię jak na wariatkę.
- To, że wychodzę za mąż nie sprawi, że nagle stanę się wiecznie ciężarną, nie widzącą własnych stóp kurą domową – Lily roześmiała się na tę myśl. – Nie chcę mieć dzieci przez najbliższe kilka lat.
- Tak samo, jak ja – dodała Alice.
Mia skinęła głową, jednocześnie prowadząc w głowie nieskomplikowane obliczenia.
Koniec lipca, odjąć od tego czas standardowej ciąży, wziąć jedno- dwutygodniową poprawkę na różnice w cyklach każdej czarownicy… Do tego dochodzi czynnik genetyczny… Przygryzła nerwowo dolną wargę. Listopad. Nieco ponad miesiąc od dzisiejszego dnia. A Lily właśnie powiedziała, że warzy dawkę niezbędną na trzy miesiące.
Przeczyściła gardło.
- Nie wiem, jak wy, ale ja bym się czegoś napiła. Lily, może otworzysz dla nas butelkę wina? Rzucę na kociołki Zaklęcie Stazy i wszystkie trzy będziemy mogły iść do salonu i spróbować wyśmienitej melasowej tarty Tilly.
- Brzmi jak świetny pomysł – Alice rozpromieniła się, odłożyła mieszadło i zmniejszyła ogień pod kociołkiem.
- Czerwone czy białe? – Zapytała Lily, również obniżając temperaturę swojego wywaru.
Mia uśmiechnęła się.
- Białe.
Alice skierowała się w stronę salonu.
- Zamierzam poczęstować się tartą. Idziesz?
- Za momencik. Muszę dodać jeszcze jeden składnik, zanim będę mogła zostawić ten eliksir do dojrzewania – skłamała Mia i z niecierpliwością obserwowała, jak obie czarownice wychodzą z komnaty.
No, dobrze… Czy jestem taką fatalną przyjaciółką dla Alice i Lily? Nie, jestem świetną przyjaciółką Harry'ego i Neville'a! Argumentowała w głowie Mia, kiwając głową i dławiąc głęboko w sobie poczucie winy. Jej dłoń przemknęła nad kociołkiem Lily i do nieskończonego jeszcze Naparu Antykoncepcyjnego wpadła jedna figa abisyńska. Sprawiło to, że wywar stracił całą swoją moc. Na moment zalśnił błękitem, ale po chwili wrócił do swojego normalnego, różowego koloru.
Odetchnęła z ulgą. Lily i Alice nawet nie zauważą różnicy.
Mia weszła do salonu i zauważyła, że Lily mocuje się z butelką wina. Roześmiała się głośno, widząc wielką butelkę ściśniętą między udami przyjaciółki, która siłą próbowała wyciągnąć z niej korek.
- Jesteś czarownicą, czy nie? – Mia sięgnęła po butelkę, machnęła nad nią różdżką i korek sam z niej wyleciał.
Lily zaczerwieniła się ze wstydu.
- Zdecydowałaś już, jaką biżuterię założysz na ceremonię? – Zapytała Alice. – Matka Franka zmusiła mnie, żebym do ślubu założyła tę śmieszną, błyszczącą tiarę, która ważyła kilka kilogramów. Nadal jestem zdumiona, że na koniec ceremonii zdołałam Franka pocałować. Wydawało mi się, że mój kark złamie się jak gałązka.
Lily spojrzała na swoje dłonie.
- Prawdę mówiąc, myślałam tylko o założeniu pierścionka zaręczynowego. A skoro już jesteśmy w temacie biżuterii, chciałam ci to oddać, Mia – powiedziała, dostrzegając na swoim nadgarstku bransoletkę Potterów. – Wiem, że ty dałaś ją Syriuszowi, a Syriusz dał ją mi, ale skoro i tak mam zostać Potterem…
- Zatrzymaj ją – Mia uniosła dłoń. – To klejnot rodowy Potterów. Powinnaś przekazać ją swoim dzieciom.
Mia zawahała się, po czym zachichotała.
- Za kilka lat, kiedy je będziesz miała.
- Skoro to jest klejnot rodowy Potterów, powinien należeć do ciebie, a nie do mnie.
Mia wzruszyła ramionami.
- Pewnego dnia będę musiała przebrać wszystkie rodowe klejnoty Blacków i będzie ich wystarczająco dużo.
- Tak? – Alice uniosła brew. – Syriusz się oświadczył?
- Co? – Mia zbladła. – Nie, oczywiście, że nie. Chodziło mi o to, że moja matka należała do rodu Blacków, a nie… Na Godryka… Chyba bym umarła, gdyby Syriusz dał mi coś, co należało do jego matki. Dosłownie umarła. Tak kobieta pewnie przeklęła całą swoją biżuterię, żeby zatruwała każdego, kto nie jest czystej krwi, a ośmiela się dotknąć jej własność. Bardzo się cieszę, że wszystko, co mama zostawiła Jamiemu i mnie zostało sprawdzone przez Łamacza Klątw.
Lily i Alice spojrzały na siebie.
Mia spojrzała na nie.
- No, co?
- Nic, nic – Alice lekkim ruchem zakręciła winem w kieliszku. – To ciekawe, jak szybko zmieniłaś temat z oświadczyn na biżuterię.
- Tak po prawdzie, najpierw ty zmieniłaś temat z biżuterii na oświadczyny – Mia zmrużyła oczy. – Ja tylko wracałam do pierwotnego tematu.
- Nie chcesz wyjść za Syriusza? – Zapytała bezpośrednio Alice.
- Potrzebuję więcej wina, żeby o tym rozmawiać – Mia sięgnęła po butelkę. – Właściwie, w ogóle nie chcę o tym rozmawiać. Tej nocy powinnyśmy skupić się na Lily. I na dobrej zabawie.
- Niech ci będzie – odpowiedziała przyszła panna młoda z determinacją. – Będziemy piły i grały.
- Nie wolno mi pić whisky – ostrzegła Mia.
- Remus nam powiedział. Wino powinno wystarczyć – Lily napełniła po brzeg trzy kieliszki. – Jako panna młoda, którą niedługo będę, zdecydowałam, że będziemy grać w „Nigdy, przenigdy".
Mia jęknęła z rezygnacją.
- Lepiej zmień swoje nastawienie, bo dorzucę do tego Veritaserum – zagroziła Lily.
- To banał – ogłosiła Mia. – Ale ty niedługo wychodzisz za mąż, więc się zgadzam. Nawet wymyśliłam już pierwsze zdanie. Nigdy, przenigdy nie zmuszałam moich przyjaciółek do udziału w głupiej, mugolskiej, pijackiej grze w celu wyciągnięcia z nich ich najgorszych, najmroczniejszych sekretów.
Lily upiła łyk wina z kieliszka z diabelskim uśmiechem na twarzy. Alice szybko poszła w jej ślady, chociaż nie był to jej pomysł.
- Nigdy, przenigdy nie chciałam poślubić Syriusza Blacka – Lily spojrzała wyzywająco w oczy przyjaciółki.
Mia tylko poruszyła z dezaprobatą nosem, westchnęła i zbliżyła kieliszek do ust. Wzdrygnęła się, słysząc pisk przyjaciółek. Nie mogła się jednak powstrzymać od lekkiego uśmiechu. One po prostu chciały się cieszyć kolejnym weselem, której majaczyło w odległej przyszłości. Tak właśnie powinny reagować dziewczyny – czekać niecierpliwie na przyszłość, kiedy wszystkie będą szczęśliwymi mężatkami, robiącymi zawrotne kariery. I chociaż Mia bardzo chciała mieć na to nadzieję, ona wiedziała, że jej przyszłość taka nie będzie. A przynajmniej nie będzie taka przez najbliższe kilkanaście lat. Chciała wyjść za Syriusza, ale póki co nie miała tego w planach. Nigdy nie zobaczy młodszego Syriusza Blacka w odświętnych, rytualnych szatach, czekającego na nią pośrodku magicznego kręgu. W przyszłości tego chłopca czaiło się złamane serce i więzienie pełne Dementorów.
Chcąc pozbyć się z głowy tych myśli, Mia mocniej przechyliła kieliszek i jednym haustem wypiła całą jego zawartość. Zignorowała zaniepokojone spojrzenia, jakie posłały jej Alice i Lily. Chrzanić Remusa i jego zakazy.
- Nigdy, przenigdy nie uprawiałam seksu w apartamencie Prefektów Naczelnych w Hogwarcie – wypaliła Alice i z rozbawieniem przyglądała się, jak Lily pije, zarumieniona.
Gra toczyła się bardzo niewinnie przez następne dwadzieścia minut, aż Mii skończyły się pomysły na temat tego, czego nigdy, przenigdy nie robiła. Od tego momentu, Lily i Alice prześcigały się w coraz śmielszych zdaniach, chcąc zarówno dowiedzieć się czegoś o historii romansów Mii oraz wypróbować granice jej cierpliwości.
Po godzinie zarówno Lily, jak i Alice wiedziały więcej, niż kiedykolwiek chciały się dowiedzieć o Remusie, Syriuszu, Pokoju Życzeń, kilku schowkach na miotły, sadzie w Dworze Potterów, opaskach na oczy, Zaklęciach Wiążących i lodach truskawkowych.
Późno w nocy, Lily ponownie rozpoczęła temat bransolety Potterów i Mia uśmiechnęła się do przyjaciółki. Wiedząc, że z jakiegoś powodu było to dla Lily bardzo ważne, Mia sięgnęła po jej dłoń i zamknęła jej nadgarstek w delikatnym uścisku. Różdżką lekko stuknęła w ozdobę.
- Geminio.
Na jej własnym nadgarstku pojawił się doskonały duplikat.
- Widzisz? – Powiedziała z dumą. – Teraz każda z nas ma po jednej.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
15 września 1979
Pozostało 6.060 ziarenek piasku..
James i Syriusz stali przed ołtarzem ustawionym w sadzie Rezydencji Potterów i obaj leczyli niesamowicie silnego kaca. Zielonkawy odcień twarzy Jamesa kłócił się z kolorem jego rytualnych szat. Syriusz odesłał Remusa sprzed ołtarza z prośbą, aby ten dał im znać, kiedy ceremonia się rozpocznie, z kolei Peter został wręcz wypchnięty w poszukiwaniu Eliksiru Trzeźwiącego.
Całą noc poprzedzającą zaślubiny Huncwoci spędzili na piciu ogromnych ilości alkoholu w mieszkaniu Remusa i Syriusza. Nie świętowali jednak zbliżającej się ceremonii, a próbowali nie dopuścić do tego, aby James wpadł w panikę. Nawet jedna godzina nie zdążyła minąć od chwili, kiedy James znalazł się z dala od Lily, kiedy uświadomił sobie, że dziewczyna ma przed sobą całe dwanaście godzin na podjęcie decyzji, czy związanie się z nim na całe życie jest dobrym pomysłem. Potrzeba było wspólnych wysiłków pozostałych trzech przyjaciół, żeby wmusić w Jamesa pierwszą porcję whisky. Remus zasugerował podanie mu Eliksiru Uspokajającego, ale Syriusz miał nadzieję, że gdy minie pierwszy atak paniki, James będzie chciał świętować wraz z nimi.
Na ich nieszczęście, musieli utrzymywać Jamesa w pijackim upojeniu do momentu, kiedy zemdlał na kanapie, a wtedy Syriusz zdecydował, że musi dokończyć otwartą butelkę. Kiedy się obudzili, Syriusza niemiłosiernie bolała głowa, a James znowu zaczął panikować, z tym, że tym razem towarzyszył mu kac.
- Nie mogę oddychać – jęknął Potter, ignorując spojrzenia posyłane mu przez gości weselnych. Dłonie miał mocno zaciśnięte na swoich włosach i wyglądał tak, jakby miał je zaraz wyrwać z cebulkami. – Łapo, nie mogę oddychać.
Puścił swoje włosy i złapał przód szat Syriusza, wpatrując się w niego oszalałym wzrokiem.
- A co, jeśli się nie pokaże? Jeśli uciekła z Digorrym?
- Z Amosem? – Syriusz roześmiał się. – Stary, ona poszła z nim na jedną randkę. Lata temu.
- Może on tylko czekał na okazję, taką ja ta, żeby mi ją ukraść sprzed nosa – krzyknął James z przerażoną miną. – O, kurwa… Stracę miłość mojego życia dla jakiegoś Puchona.
Krzyki przyszłego pana młodego przyciągnęły uwagę gości z pierwszych rzędów. Wszyscy ze zdziwieniem patrzyli na rozgrywającą się przy ołtarzu scenę, a największe zgorszenie błyszczało w oczach Minerwy McGonagall. Rzuciła Syriuszowi wrogie spojrzenie, a on odpowiedział, puszczając jej oczko.
- Dobrze, że nie dla Ślizgona – pocieszył przyjaciela Syriusz.
James przestał panikować i spojrzał z obrzydzeniem na Blacka.
- Jesteś najgorszym drużbą w historii ślubów! – Zacisnął dłoń w pięść i uderzył przyjaciela w ramię. Prychnął, gdy Syriusz w odpowiedzi się tylko roześmiał. – Twoim zadaniem jest mnie uspokajać, do kurwy nędzy!
Syriusz parsknął, rozcierając ramię.
- Jak ja niby mam to zrobić, do diabła? Ostatniej nocy potrzeba było całej butelki whisky, żeby cię spacyfikować. A wtedy zaczął się cyrk. Wybuchłeś łzami, rozerwałeś swoją koszulę i zacząłeś się bawić kwiatami wytatuowanymi na piersi. Chwilę do siebie pogadałeś, po czym odpłynąłeś – Black uśmiechnął się na to wspomnienie. Cały czas żałował, że nikt nie miał przy sobie aparatu. – Stary, co mogę teraz zrobić?
- Nie wiem, Syriuszu! Odwróć moją uwagę, na Merlina. Czymkolwiek, byle zadziałało.
- Czymkolwiek? – Syriusz uniósł brew i rozejrzał się w poszukiwaniu natchnienia.
James pokiwał głową z desperacją.
- Aha – Syriusz spostrzegł, że tuż za urzędnikiem Ministerstwa, który przybył, by udzielić ślubu Jamesowi i Lily rozpościerały swoje gałęzie znajome drzewa. Uśmiechnął się, kiedy przyszedł mu do głowy świetny pomysł, w jaki sposób może odwrócił uwagę przyjaciela. – Powiedzieć ci coś ciekawego?
James odetchnął z ulgą.
- Tak. Proszę. Cokolwiek.
Syriusz położył dłoń na ramieniu Jamesa i pochylił się ku niemu. Palcem wskazał niedalekie drzewa, na które patrzył z nostalgią.
- Widzisz tę niewielką polanę między drzewami? Ja i Remus zaliczyliśmy tam trójkącik z twoją siostrą.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Panie są już gotowe? – Zapytał Remus, zaglądając do starej sypialni Mii, która w tym momencie pełniła rolę saloniku przyszłej panny młodej.
Czarownice zamiast odpowiedzieć, pojawiły się przed nim całą grupą. Wszystkie szeroko się uśmiechały. Alice i Mia miały na sobie bardzo podobne suknie, ciemnoczerwone, przewiązane w pasie złotą wstęgą.
Długie, miodowo-brązowe włosy Mii spływały luźno po jej plecach i kończyły się tuż nad talią. Remus uśmiechnął się do niej, kiedy się nad nią pochylał, żeby pocałować ją w policzek.
- Syriusz oszaleje, kiedy cię zobaczy.
Mia zarumieniła się i nieco przesunęła, żeby odsłonić Lily w prostej, białej sukni. Jej rude włosy były wysoko upięte i przytrzymywane złotym grzebieniem inkrustowanym rubinami, który idealnie pasował do rodowego pierścionka zaręczynowego zdobiącego palec dziewczyny.
- Skoro już mówimy o tym, że idzie oszaleć… - Remus zaśmiał się radośnie na widok przyjaciółki. – Na twój widok James na pewno postrada zmysły.
Wyciągnął ramię w kierunku panny młodej, próbując nie wyglądać na zaniepokojonego. Ostatnim razem, kiedy widział Jamesa, chłopak miał potężnego kaca i walczył z atakiem paniki.
Dłonie Lily się trzęsły, kiedy podała je Remusowi.
- Jak on wygląda?
Remus nadal się uśmiechał, mając nadzieję, że dziewczyna nie zwróci uwagi na to, że był to wymuszony grymas.
- Bardzo dobrze – skłamał. Na szczęście, Lily była zbyt zdenerwowana, żeby to zauważyć.
- To dobrze. Bardzo dobrze – skinęła głową, ściskają ramię przyjaciela.
Przerwała im Mia.
- Zostało jeszcze tylko kilka szczegółów. Mamy dla ciebie coś, co pozwoli ci uhonorować swoje mugolskie dziedzictwo.
- Ode mnie coś pożyczonego – powiedziała Alice, otwierając przed Lily płaskie, czerwone pudełko, w którym spoczywał złoty łańcuszek z pojedynczym rubinem. – Pochodzi z mojej strony rodziny. Sama miałam go na sobie w trakcie mojego ślubu.
- Jest przepiękny, Alice. Dziękuję – powiedziała wzruszonym tonem Lily, zapinając sobie łańcuszek na karku.
Remus sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej srebrną monetę.
- Wiem, że nie jest to sześciopensówka – zaczął, prezentując magicznego Sykla. – Ale wyglądem najbardziej ją przypomina. Nie dałem rady znaleźć nic lepszego, szczególnie biorąc pod uwagę, że wcześniej nie znałem tej tradycji.
Umieścił monetę w dłoni Lily.
Czarownica zaśmiała się i pocałowała go w policzek, zanim schyliła się, żeby umieścić Sykla w swoim bucie.
Mia podała jej kolejne pudełeczko.
- Jamie i ja zapewniliśmy ci coś nowego i starego.
Lily otworzyła pudełeczko i prawie wybuchła płaczem na widok kolczyków. Nie były do siebie dopasowane, jednym był złoty jeleń, drugim złota łania.
- Są wspaniałe.
- Sam je zrobił, wiele lat temu – przyznała Mia i z uśmiechem obserwowała, jak szok zagościł w szeroko otwartych, szmaragdowych oczach przyjaciółki. – Chciał ci je dać z okazji Walentynek, ale skończyło się na tym, że walnął Amosa Diggory'ego w twarz.
Lily roześmiała się głośno.
- Pamiętam tamten dzień – powiedziała, ocierając łzy z kącików oczu. Wyciągnęła kolczyki z opakowania i włożyła sobie w uszy. – Byłam na niego wściekła. Co jest w nich nowego?
- To – Mia wyszczerzyła zęby i machnęła różdżką nad głową Lily.
Panna młoda odwróciła się do lustra i zauważyła, że kolczyki roztaczają z siebie ciepły blask.
- Co się stało?
- To jest coś, co próbuję doprowadzić do perfekcji – wyjaśniła Mia. – Pewna wariacja Zaklęcia Patronusa. Te kolczyki wchłoną w siebie wszystkie szczęśliwe wspomnienia dzisiejszego dnia i kiedy będziesz je miała na sobie, będą przepełnione magią Patronusa. Będziesz mogła stawić czoła hordzie Dementorów i cały czas będziesz w stanie go przywołać.
- Już je uwielbiam! – Zapiszczała Lily i rzuciła się Mii na szyję. – A co z niebieskim? Mam już coś nowego, coś starego, coś pożyczonego i sześciopen… To znaczy Sykla w bucie. Gdzie jest coś niebieskiego?
- Syriusz miał się zająć czymś niebieskim – zdradził Remus i nagle uśmiech Lily przybladł, a w jej oczach pojawiła się panika.
- O, Boże… Co zrobił?
- Bądź spokojna – zaśmiała się Mia. – Nic strasznego. My już pójdziemy na dół.
Ucałowała policzek Lily i razem z Alice skierowała się ku wyjściu z Rezydencji.
Kiedy zostali sami, Lily zerknęła na Remusa.
- Jeszcze raz chcę ci podziękować. Za to, że się zgodziłeś. Po prostu nie ma nikogo, kto mógłby mnie wydać przyszłemu mężowi i…
- Nie musisz mi dziękować – Remus uśmiechnął się do przyjaciółki i jeszcze raz ujął jej dłonie w swoje. – To mogłem być tylko ja lub Syriusz. Syriusz, ponieważ dał ci to.
Wskazał spojrzeniem bransoletę Potterów, którą Lily z dumą nosiła na nadgarstku.
- W naszym świecie to oznacza, że jest praktycznie twoim bratem i głową twojej rodziny. Ja, ponieważ… - Wzruszył ramionami. – Należysz do Watahy. To sprawia, że jesteś moja. Tak, jak Syriusz, James i Mia.
- Podoba mi się ta myśl – odpowiedziała rozpromieniona Lily.
Zeszli na dół i skierowali się ku tylnym drzwiom, prowadzącym do sadu. Na zewnątrz przywitał ich stojący tłum zaproszonych gości. Ku ołtarzowi wiódł ciemnoczerwony dywan, a w tle grał kwartet smyczkowy. Kiedy Lily postawiła stopę na dywanie, zawieszone w powietrzu szklane kule wypełniły się błękitnymi płomyczkami.
Czarownica zapatrzyła się na ten piękny spektakl i uśmiechnęła szeroko.
- Syriusz miał dobry pomysł – szepnęła.
Lily drżała z nerwów, kiedy Remus prowadził ją ku ołtarzowi. Widziała, że stojący przy nim James buja się na piętach z niecierpliwością.
Nogi Lily zignorowały tempo nadawane przez muzyków i dziewczyna widocznie przyspieszyła.
Remus zachichotał.
Kiedy dotarli do ołtarza, spojrzenie Lily za żadne skarby nie chciało się oderwać od twarzy swojego przyszłego męża.
Gdyby jednak potrafiła się od niego odwrócić, zauważyłaby, że jej świadkowa, druhny, czarodziej u jej boku i wszyscy goście zgromadzeni w sadzie gapią się na drużbę pana młodego, którego twarz przyozdobił świeży siniak pod okiem. Syriusz Black nadal jednak uśmiechał się triumfalnie.
Pozostało 6.030 ziarenek piasku.
