Od tłumaczki: Ślub i wesele! Jaki to radosny czas. Tak po prawdzie, mnie samą to czeka za niecałe dwa miesiące. A James i Lily za chwilę będą to już mieli za sobą.

Miłego czytania! I mała przypominajka dla osób zainteresowanych: rozdziały są dodawane dość regularnie, raz w tygodniu, zwykle w poniedziałek. Jeśli z jakiegoś powodu nie dodaję rozdziału w poniedziałek, pojawia się on we wtorek.

ROZDZIAŁ 96 – PRZYSIĘGI I ZOBOWIĄZANIA

15 września 1979

Pozostało 6.030 ziarenek piasku.

Mia rzuciła Syriuszowi mordercze spojrzenie,

- Co ci się stało? – Przekazała mu bezgłośnie.

Syriusz uśmiechnął się szeroko i odpowiedział równie bezgłośnie:

- Przecież zawsze wyglądałem bosko.

Patrząc z radością na swoją pannę młodą, James z niecierpliwością przestępował z nogi na nogę. Oczy Lily błyszczały szczęściem w promieniach słońca. Dziewczyna kołysała się na piętach, chcąc jak najszybciej puścić ramię Remusa i znaleźć się obok swojego narzeczonego.

- Panie i panowie – rozpoczął urzędnik Ministerstwa Magii. – Zebraliśmy się tu po to, aby połączyć węzłem małżeńskim te dwie wierne, zakochane dusze. James Potter i Lily Evans stoją przed nami z zamiarem zjednoczenia swoich żyć i swojej magii. Chcą dzielić ten uroczysty moment ze swoją rodziną i z przyjaciółmi. W tych mrocznych czasach miłość taka, jaką w nich widzimy niech służy nam za przykład oraz, w co mocno wierzę, niech prowadzi nas w przyszłość, o jakiej marzymy.

Mia z trudem przełknęła ślinę, słysząc te słowa.

- Kto oddaje tę czarownicę?

Remus postąpił krok do przodu i położył rękę Lily w otwartej dłoni Jamesa.

- Członkowie domu Godryka Gryffindora – uśmiechnął się, poklepał Jamesa po ramieniu i zajął miejsce obok Syriusza.

Urzędnik zawiązał wokół dłoni Jamesa i Lily złotą wstęgę.

- Czy panna młoda i pan młody przybywają na tę ceremonię z błogosławieństwem swoich rodzin?

Mia i Syriusz podeszli do szczęśliwie zakochanych. Każde z nich niosło w swoich dłoniach wstęgę w innym kolorze.

- Ja, Syriusz Black, przybrany brat Lily Evans, udzielam jej mojego błogosławieństwa i zgody na wejściu do rodu Potterów – Syriusz ucałował Lily w policzek i zawiązał wokół dwóch dłoni czarną wstęgę.

- Ja, Mia Potter, adoptowana siostra Jamesa Pottera, udzielam mojemu bratu błogosławieństwa i zgody na wprowadzenie tej czarownicy do rodu Potterów – Mia złożyła na policzku Jamesa mokry pocałunek i roześmiała się, gdy się wykrzywił. Zawiązała wokół złączonych dłoni czerwoną wstęgę.

Mia prawie nie zwracała uwagi na słowa urzędnika, zauroczona wyrazem nieopisanego szczęścia, wymalowanym na twarzy swojego brata. Od czasu do czasu przesuwała wzrok ponad ramieniem Jamesa i zerkała na Syriusza, który prawie za każdym razem puszczał do niej oczko. Czasami jednak udawało jej się zauważyć, jak z identyczną intensywnością wpatrywał się w parę młodą. Bawił się wtedy zawieszonym na swojej szyi srebrnym łańcuchem. Robił to zwykle w momentach zdenerwowania lub ekscytacji. Mia zmarszczyła brwi i wtedy z jej rozmyślań wyrwał ją głos urzędnika.

- Jamesie, Lily… Te wstęgi symbolizują słowa przysięgi, które oboje wypowiecie, jak również związanie was do jednego rodu. Te wstęgi pokazują, że wasze serca, wasze rodziny i wasza magia od teraz już na zawsze będą jednością. Tak, jak zostały związane wasze dłonie, tak związane zostaną wasze życia. Czy oboje stoicie dzisiaj przede mną z własnej, nieprzymuszonej woli?

- Tak – odpowiedzieli jednocześnie.

- Czy przysięgacie na swoją magię przez całe wasze życie być dla siebie wiernymi partnerami?

- Przysięgamy.

- Czy przysięgacie na swoją magię, że przez całe życie będzie was prowadziła szczera przyjaźń?

- Przysięgamy.

- Czy przysięgacie na swoją magię kochać się bezwarunkowo?

- Przysięgamy.

- Czy przysięgacie na swoją magię stać przy sobie w zdrowiu i w chorobie, w dostatku i biedzie, w radości i smutku, w czasach wojny i pokoju?

Na moment zapadła pełna powagi cisza, gdy wspomniano o wojnie, o tym, w jak trudnych czasach przyszło im żyć. James jednak uścisnął dłonie Lily i do jej oczu powrócił blask.

- Przysięgamy.

- Lily Evans – powiedział urzędnik z uśmiechem. – Spójrz na swego Pana i Męża. Złóż swoją przysięgę.

Wszyscy wstrzymali oddechy. Mia nie mogła nie wrócić myślami do ceremonii zaślubin Narcyzy i smutku, jaki jej wtedy towarzyszył. Tutaj tego nie było. Teraz towarzyszyły im wyłącznie radość i najczystsza miłość.

- Ja, Lily Evans, daję tobie, Jamesie Potter, moją miłość, moją przyjaźń, moje wsparcie i moją ochronę. Przyjmę twoje nazwisko i będę je szanować. Tobie oddam mojego pierworodnego syna, twojego dziedzica, który przekaże twoją spuściznę i dziedzictwo twoich przodków: Odwagę i Talent. Świadomie wiążę się z tobą i tylko śmierć nas rozłączy. Tak przysięgam na moją magię. Suscipiam illud vinculum – powiedziała uroczyście Lily. Na koniec jej przysięgi czarna wstęga zmieniła kolor na złoty.

- Jamesie Potter – urzędnik zwrócił się do chłopaka. – Spójrz na swoją Panią i Żonę. Złóż swoją przysięgę.

- Ja, James Potter, daję tobie, Lily Evans, moją miłość, moją przyjaźń, moje wsparcie i moją ochronę. Oddaję ci moje nazwisko, wiedząc, że będziesz je szanować i przysięgam odpowiadać na ten szacunek z honorem. Oddaję ci moją różdżkę, aby ci służyła i cię broniła, oddaję ci moje życie, abyś zrobiła z niego użytek. Służę ci Odwagą i Talentem. Świadomie wiążę się z tobą i tylko śmierć nas rozłączy. Tak przysięgam na moją magię. Suscipian illud vinculum – powiedział James i czerwona wstęga zmieniła się w złotą.

- Ogłaszam was związanych na całe życie!

Zanim ktokolwiek mógł coś powiedzieć, James przygarnął Lily do siebie i mocno ją pocałował.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Musisz uważać.

Mia z uśmiechem podeszła do Remusa i usiadła obok niego przy stole ustawionym w pierwszym rzędzie. Poza krzesłem zajmowanym przez Lupina wszystkie pozostałe były puste. Puste były również stojące na stole butelki po kremowym piwie. Prawie wszyscy zaproszeni goście byli na nogach, tańcząc lub rozmawiając z przyjaciółmi i składając gratulacje nowożeńcom – wszyscy, poza Peterem, który znikał, kiedy w zasięgu jego wzroku pojawiała się Mia.

- Uważać na co?

- Na to, żeby nie pogrążyć się tak bardzo w smutku, że jedynym jego objawem będzie szeroki uśmiech.

Remus uniósł brew.

- Ile whisky już wypiłaś?

- Ani jednej szklaneczki – odpowiedziała z dumą, unosząc lekko smukłą butelkę, którą trzymała w dłoni. – Dzisiaj piję tylko piwo kremowe.

- Dlaczego nie ma cię na parkiecie? – Remus wskazał głową tańczące pary, spośród których wyróżniali się wirujący Frank i Alice.

- Dlaczego ty tutaj siedzisz?

- Pierwszy zadałem pytanie.

Mia westchnęła z przesadą i położyła głowę na ramieniu przyjaciela.

- Mój partner mnie zostawił. Powiedziałam mu, żeby pobawił się grzecznie z Mugolami – lekceważącym ruchem wskazała za siebie, gdzie przy innym stoliku siedzieli żałośnie wyglądający Petunia i Vernon, których próbował zabawiać rozentuzjazmowany Syriusz.

- To chyba nie był najlepszy z twoich pomysłów, kochanie – powiedział rozbawiony Remus. – Więc zamiast tańczyć całą noc w ramionach swojego chłopaka, postanowiłaś…

- Posiedzieć w kącie ze smutnym staruszkiem? – Wtrąciła Mia, chichocząc, kiedy Remus roześmiał się głośno.

- Coś takiego.

- Dlaczego jesteś smutny, mój drogi panie Lunatyku?

Remus westchnął i zabrał z jej dłoni butelkę z piwem kremowym, po czym sam je dokończył. Uśmiechnął się, kiedy się rozluźniła, oparta o jego ramię. Objął ją lekko.

- Wesela są stresujące. Jest tak wielu gości. Jestem ci bardzo wdzięczny, że przekonałaś Jamesa i Lily, żeby wyprawili niewielkie przyjęcie. Wiem, że Syriusz starał się, aby zaprosili Andromedę i jej rodzinę.

Mia uśmiechnęła się ze smutkiem, wyobrażając sobie sytuację, w której kuzynka Syriusza pojawiła się na weselu. W takim wypadku Remus zrobiłby z siebie pośmiewisko, próbując uciec przed sześciolatką.

- Jeśli pocieszy cię ta myśl, ty sam wyprawisz bardzo małe wesele – szepnęła, patrząc na niego krzywo.

- Jesteś w stanie mi to powiedzieć? – Brwi Remusa zniknęły pod włosami.

- Na to wychodzi.

- Jak było?

Mia wzruszyła ramionami.

- Nie mam pojęcia. Nie zaprosiłeś mnie.

- Słucham? – Usiadł prosto. – Wydawało mi się, że mówiłaś, że w przyszłości się przyjaźnimy.

- Bo się przyjaźnimy. Prawdę mówiąc, wtedy mi to nie przeszkadzało, bo nie wiedziałam, co w trawie piszczy. Ale ty wiedziałeś i teraz jestem na ciebie wściekła. Na przyszłego ciebie.

- Mam nadzieję, że miałem dobry powód, aby cię tak obrazić – Remus zachichotał.

- Wydaje mi się, że oboje byliście tak szczęśliwi tym, że się odnaleźliście, że uciekliście, żeby wziąć ślub – Mia uśmiechnęła się, nie zdradzając, jak wielki wpływ na pośpiech, z jakim się pobrali miała wojna. I fakt, że gdyby Bellatrix wiedziała, że jej siostrzenica chce wyjść za wilkołaka, Śmierciożercy zrobiliby nalot na gości weselnych i wymordowaliby wszystkich.

- Mugole ssą – głośno powiedział Syriusz, podchodząc do nich od strony Remusa i ignorując fakt, że siedzieli objęci. – Szwagier Lily nie ma pojęcia, kim są Sex Pistols i wydaje mi się, że nazwał mnie hipisem. Kim, do kurwy nędzy, jest hipis?

Mia wykrzywiła się do niego, kiedy siadał.

- Tak mi przykro, kochanie. Chcesz zatańczyć, żeby poczuć się troszkę lepiej?

- Tak. Jeszcze zanim zakończy się to wesele, będę trzymał w ramionach najpiękniejszą czarownicę – odpowiedział rezolutnie, wstał i poprawił na sobie szaty, po czym odszedł od stolika.

- Kochanie? – Zawołała za nim roześmiana Mia. – Nie zapomniałeś przypadkiem o czymś?

Syriusz całkowicie ją zignorował i spokojnym, zdeterminowanym krokiem ruszył przez parkiet. Przyciągał do siebie wzrok, przeszkadzając innym parom w tańcu. Udało mu się nawet rozdzielić wirujących Longbottomów, zanim dotarł do stolika w głębi namiotu. Bardzo głośno odkaszlnął. Wszyscy, którzy nie widzieli jego podejścia zwrócili na niego wzrok.

- Czy mogę prosić uroczą damę do tańca?

Minerwa McGonagall rzuciła mu mordercze spojrzenie.

- No, chodź, Minnie. Wiem, że chcesz ze mną zatańczyć.

Ponieważ spoczywało na niej spojrzenie każdego gościa zaproszonego na wesele Potterów, profesor McGonagall tylko prychnęła i ujęła wyciągniętą rękę Syriusza. Chłopak zaprowadził swoją nauczycielkę na parkiet i wziął w ramiona.

- Muszę ci coś powiedzieć, Minerwo – zaczął z diabelskim uśmiechem. – Zdaję sobie sprawę z tego, że bosko wyglądam, szczególnie odstawiony w te kolorowe szaty, ale cały czas jestem szczęśliwie zajętym czarodziejem, więc prosiłbym, żebyś trzymała swoje delikatne rączki z dala od mojego tyłka.

McGonagall zazgrzytała zębami ze złości i spróbowała odsunąć się od Syriusza, ale on wykorzystał jej ruch, żeby wygiąć ją mocno do tyłu. Uśmiechnął się, gdy usłyszał gwizdy i okrzyki przyjaciół. Nikt nie dopingował go głośniej niż Remus i Mia.

- Chodź ze mną – zażądała Mia.

- Gdzie? – Zapytał Remus, podążając za jej dłonią.

- Chodź ze mną zatańczyć.

- Mia – jęknął.

- Jesteś uroczy. Myślałeś, że ładnie proszę.

Zaciągnęła go na parkiet. Dłonie splotła na jego karku i uśmiechnęła się, gdy poczuła jak jego ramiona obejmują jej talię.

- Już się uśmiechasz.

- Tańczę z prawie najładniejszą czarownicą na tym weselu – powiedział Remus, zerkając na Syriusza, którą próbował okręcić profesor McGonagall w miejscu. Wszyscy zatrzymali się, żeby na nich popatrzeć i roześmieli, kiedy mu odmówiła, wobec czego Syriusz sam zawirował na parkiecie.

Mia westchnęła, szczęśliwa i przytuliła policzek do piersi przyjaciela.

- To taki dobry dzień. Na zawsze będę go miała w pamięci. Zapamiętam Jamiego i Lily, takich naturalnych i radosnych – powiedziała, patrząc na nowożeńców, tańczących powoli w swoich objęciach w dalekim rogu namiotu.

- Wysoko stawiają poprzeczkę.

- Odbijany – zarządził Syriusz, który właśnie się przy nich pojawił z wyciągniętą ręką.

- Nie ma sprawy – Remus odsunął się od Mii. Jednak zamiast złapać jej wolne dłonie, Syriusz pochwycił Remusa i zaczął z nim tańczyć.

Mia odrzuciła głowę i głośno się roześmiała. Syriusz doskonale bawił gości, tańcząc bardzo blisko Remusa, a momentami nawet kładąc głowę na jego piersi. Remus z kolei próbował wyrwać się z ramion przyjaciela.

Zanim Mia miała możliwość wrócić do stolika, para silnych rąk złapała ją od tyłu w pasie, podrzuciła i po chwili złapała.

- Jamie! – Zaskrzeczała. – Jesteś straszny!

- No co? – James prychnął z niewinną miną. – Czy pan młody nie może zatańczyć ze swoją własną siostrą, na swoim własnym weselu?

Mia uśmiechnęła się szeroko i cały gniew z niej wyparował na widok szczęścia wypisanego na jego twarzy.

- Taka jestem szczęśliwa w twoim imieniu, Jamie.

- Sam jestem szczęśliwy w swoim imieniu. Tak przy okazji, ile on już wypił? – Zapytał, wskazując głową Syriusza. – Dziwię się, że cały czas tańczy w rytm muzyki.

- Zdziwiłbyś się bardziej, gdybyś wiedział, do czego w ogóle są zdolni mężczyźni, gdy są odpowiednio odurzeni alkoholem – powiedziała i zapadła między nimi cisza. Mia była pewna, że Jamie liczy kroki, żeby nie nadepnąć jej na palce. – Mama i tata byliby z ciebie dumni, Jamie.

- Z ciebie też, Mia.

- Kocham cię, braciszku.

- Ja ciebie też kocham, siostrzyczko.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Dobry wieczór, Petunio. Vernonie – Mia uprzejmie przywitała parę, zbliżając się do zajmowanego przez nich stolika. Zajęła wolne krzesło obok kobiety, wiedząc, że nie wytrzymałaby bliskości jej męża. Szczególnie jego smrodu.

- Wydaje mi się, że nigdy nas oficjalnie nie przedstawiono. Nazywam się Mia Potter i jestem siostrą Jamesa. Właściwie, od dzisiaj jestem też siostrą Lily – powiedziała, patrząc na Petunię, która wyglądała, jakby Mia właśnie ją wyzwała. – Chciałabym podziękować wam obojgu za przybycie. Wiem, jak wiele znaczy dla Lily obecność jej rodziny.

- Ciekawe przyjęcie. Na świeżym powietrzu. Czy twojej rodziny nie stać na wynajęcie takiej rezydencji, jak tamta, żeby zorganizować wesele na odpowiednim poziomie? – Zapytał Vernon z nieprzyjemnym uśmieszkiem, zadowolony ze swojej próby urażenia czarownicy.

- Lily i James nalegali na wesele na świeżym powietrzu – wyjaśniła Mia, niewzruszona przez ton Mugola. – Tak właściwie, ta rezydencja nie jest na wynajem. Chociaż jestem ciekawa, ile byśmy na niej zarobili. Muszę porozmawiać o tym z Jamiem.

- O czym ty mówisz? – Zapytała Petunia.

- Ta rezydencja należy do nas. James i ja się w niej wychowaliśmy. To jest nasz dom – odpowiedziała Mia, słodko się uśmiechając. – Przepraszam, to był nasz dom. James i Lily wyprowadzili się do swojego dworku.

Dursley'owie mieli zszokowane miny, co według Mii było zwyczajnym wyrazem ich twarzy.

- Wychowaliście się tutaj? – Petunia westchnęła, patrząc na młodą czarownicę. – Więc teraz mieszkasz tu sama? Masz cały ten wielki dom dla siebie?

Mia słyszała w tonie jej głosu fałszywą grzeczność, z którą ludzie zwracali się do tych, którzy mieli pieniądze.

- Nie, ja przeprowadziłam się do Londynu – wskazała palcem Syriusza i Remusa, stojących obok Jamesa, który mieszał dla nich drinki. – Mieszkam z tymi dwoma przystojniakami.

Petunia spłonęła rumieńcem, a w jej oczach pojawiła się pogarda.

- Mieszkasz z dwoma mężczyznami?

Mia uśmiechnęła się, po części zastanawiając się, jaka byłaby reakcja Petunii na szczegółową relację na temat tego, co działo się między nią i tymi dwoma czarodziejami w sadzie, w którym aktualnie przebywali. Odcień czerwieni, którą pokryła się twarz kobiety był interesujący, ale Mię bardziej cieszyła purpura, którą pokrył się Vernon, mamroczący pod nosem coś o wstydzie i skandalicznym zachowaniu.

- Czy wasz… Rodzaj zawsze tyle pije? – Zapytał po chwili Vernon, patrząc na trzech Huncwotów podnoszących szklaneczki w toaście.

Zamiast odpowiedzieć na jego pytanie, Mia machnęła różdżką nad pustymi kieliszkami tych niewdzięcznych Mugoli i napełniła je szampanem.

- Wzniesiecie ze mną toast za uroczą parę młodą?

- Absolutnie nie – wzburzyła się Petunia. – Staramy się o dziecko.

Kobieta położyła dłoń na swoim brzuchu, jakby już spodziewała się potomka.

Mia uniosła brwi w udawanym zaskoczeniu.

- Wspaniale – skłamała, pamiętając historie, jakie Harry opowiadał jej o swoim okropnym kuzynie. – W taki razie wznoszę toast za twoje zdrowie, Petuniu. Za nowe życie. Oby nasze połączone rodziny cieszyły się dziećmi.

- Oby nie – wymamrotał w odpowiedzi Vernon.

- Przepraszam? – Mia zwróciła arystokratyczne spojrzenie na mężczyznę.

Vernon pochylił się nad stołem i wbił wzrok w dziewczynę.

- Powiedziałem „oby nie". I tak po naszym świecie chodzi za dużo was, pomyleńców. Byłbym głęboko zszokowany, gdybym się dowiedział, że oni… - Spojrzał z obrzydzeniem na Lily i Jamesa, uśmiechających się do siebie z miłością. – Się mnożą.

Wspomnienia z jej pierwszej linii czasowej wróciły do niej gwałtowną falą. Harry i jego ubrania z drugiej ręki. Ron mówiący Hermionie o kratach w oknach sypialni Harry'ego. Ciasta urodzinowe, które pozwalały Harry'emu najeść się latem, kiedy Dursley'owie go głodzili. Zamek na drzwiach, groźby, prześmiewcze prezenty urodzinowe i bożonarodzeniowe.

Schowek.

Schowek pod pierdolonymi schodami.

- Chciałabym się z wami dogadać.

Mia odstawiła kieliszek z szampanem na stół. Gdy wąsy Vernona zjeżyły się, dziewczyna tylko uniosła dłoń.

- Możesz dać sobie spokój i siedzieć cicho, bo ja i tak powiem to, co mam do powiedzenia. Nie interesuje mnie, czy masz zamiar protestować – jej głos był cichy i spokojny, ale jej oczy ciskały błyskawice. – Obiecuję ci, Vernonie Dursley, że usłyszysz o naszym świecie i naszym rodzaju wyłącznie w ostateczności. I jeżeli kiedykolwiek taka ostateczność by nadeszła, ty się zgodzisz na postawione warunki. Jeżeli się z nich nie wywiążesz, będziesz się tłumaczyć przede mną.

Vernon posłał jej mordercze spojrzenie. W ogóle się nie przestraszył. Było to bezmyślne z jego strony.

- Uważasz, że przejmę się groźbami rzucanymi przez małą dziewczynkę?

- Tak. Powinieneś.

Vernon spojrzał na Mię, otwierając usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wyrwał się z nich żaden dźwięk. Mia uśmiechnęła się lekko.

- Panie Dursley, mój rodzaj ma wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego, żeby się mnie bać, a oni mają sposoby, żeby się przede mną bronić. Wiem, że nie grzeszy pan inteligencją – powiedziała dobitnie, nie zwracając uwagi na cichy krzyk oburzonej Petuni. – Więc będę mówiła powoli i obiecuję nie używać trudnych słów. Chciałabym po prostu, żeby coś było jasne: jeżeli sprawi pan jakiemukolwiek członkowi mojej rodziny ból, wykorzystam moją dziwaczną magię, włamię się do pańskiego umysłu i wszystko wyczyszczę.

Vernon patrzył na czarownicę bez słów.

Gdyby Mia nie widziała potu, który wystąpił na czoło mężczyzny, pomyślałaby, że nic z jej przemowy do niego nie dotarło. Cieszyło ją również, że Petunia aż trzęsła się ze strachu. Odchyliła się na krześle i rozpromieniła, czując rozpierającą ją dumę. Szkoda, że jej matka nie mogła zobaczyć jej w tej chwili. Szkoda, że Harry tego nie widział.

Krzyki Petunii przerwały pojedynek spojrzeń, jaki nadal toczył się między Vernonem i Mią.

- O, mój Boże! Zabierzcie tę bestię!

Do stolika zbliżał się ogromny, czarny pies. W pysku trzymał bukiet kwiatów.

- Łapo, mam nadzieję, że to nie jest to, o czym myślę – powiedziała Mia, obdarzając psa ostrzegawczym spojrzeniem. Nic sobie z tego nie robiąc, Łapa położył bukiet Lily na jej kolanach. – Idę to oddać.

Złapała kwiaty i podniosła się z krzesła eleganckim ruchem. Uśmiechnęła się uprzejmie do Petunii i Vernona.

- Bardzo się cieszę, że mogłam was poznać i z wami porozmawiać. Mam nadzieję, że weźmiecie sobie moje słowa do serca.

Zostawiła Mugoli w zręcznych łapach Animaga i skierowała się z bukietem w stronę uroczej panny młodej.

- Łapa mi przyniósł twój bukiet.

- Naprawdę? – Lily parsknęła śmiechem, wcale nie wyglądając na zaskoczoną. – To bardzo ciekawe. Właśnie opowiedziałam Syriuszowi o jednej z mugolskich tradycji weselnych, według której dziewczyna, która złapie bukiet panny młodej jako następna stanie na ślubnym kobiercu. Jakie to dziwne, że moje kwiaty zniknęły chwilę później.

Mia skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała na swoją bratową spod przymrużonych powiek.

James objął Mię w pasie.

- Daj im spokój. Oni tylko chcą, żebyśmy byli jedną wielką, szczęśliwą rodziną. Z pominięciem Mugoli, oczywiście.

Lily najpierw się roześmiała, a potem westchnęła bezsilnie.

- Co ja sobie myślałam, zapraszając ich tutaj?

- A przyszło ci do głowy, że może ktoś ich podleje? – Zapytał James.

Głośny wrzask rozdarł przyjemny gwar panujący w namiocie. Wszyscy odwrócili się w kierunku, z którego dobiegał i zobaczyli ogromne cielsko Vernona Dursley'a, który próbował stanąć między swoją krzyczącą żoną a uniesioną tylną łapą czarnego psa.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Wspominałem ci już, Rogaczu, że do twojej siostry nie docierają subtelne znaki? – Zapytał Syriusz, kiedy razem z Jamesem przemierzali puste korytarze Dworu Potterów.

James unosił przed nimi ogromny kufer, wypełniony ubraniami i innymi drobiazgami niezbędnymi parze młodej podczas ich podróży poślubnej.

- Stary, rzuciłeś jej na kolana bukiet kwiatów zmoczony psią śliną. Oczekiwałeś innej reakcji?

- Ze słowami nie idzie mi tak dobrze – westchnął i zaczął się bawić srebrnym łańcuchem zawieszonym wokół swojej szyi. – Ona o tym wie.

- Daj sobie spokój, człowieku – przekonywał go James. – Zaufaj mi w tej sprawie. Im dłużej będziesz to przeciągał, tym gorzej na tym wyjdziesz.

- Jakie to uczucie? – Zapytał Syriusz.

- Które?

- Łącząca was Więź.

James parsknął, rozbawiony.

- Łapo, ty i Mia już dzielicie Więź.

Syriusz wywrócił oczami.

- Wiem o tym, ale ty i Lily… Jesteście małżeństwem. Zapieczętowaliście Więź Małżeńską, jak wypada. Jakie to uczucie?

James zatrzymał się w pół kroku, żeby zastanowić się nad pytaniem przyjaciela. Westchnął i wzruszył ramionami.

- Nie wiem, czy potrafię to opisać. Ulżyło mi, tak mi się wydaje. Wiesz, że teraz jestem w stanie wyczuć jej magię? I jeśli kiedyś miałem jakieś pytania w kwestii jej uczuć… Teraz mam wszystkie odpowiedzi, jakich szukałem. Teraz nic nas nie powstrzyma. Spędzę resztę mojego życia kochając tę czarownicę.

- I tak właśnie powinno być, przyjacielu – Syriusz uśmiechnął się, klepiąc Jamesa po ramieniu.

- Syriuszu?

Chłopak odwrócił się do przyjaciela, wiedząc, że James używał jego pełnego imienia tylko wtedy, kiedy chciał mu powiedzieć coś ważnego. Prawie odwrócił wzrok pod przeszywającym spojrzeniem jego orzechowych oczu. A wtedy James uścisnął rękę Syriusza i Black poczuł jak w jego dłoń zostało wciśnięte małe pudełeczko.

- Znalazłeś.

James skinął głową.

- Znalazłem.

- O, kurwa – Syriusz chciał się roześmiać, ale James nie wyglądał, jakby mu było do śmiechu.

- Zaopiekuj się moją siostrą. Spraw, żeby bezpiecznie wydostała się ze szponów tej wojny i jeżeli wtedy nadal będzie uwielbiała twój tyłek, ożeń się z nią.

- Obiecuję – Syriusz przyciągnął swojego najlepszego przyjaciela do siebie i po męsku go objął. – Przyrzekam na moją magię, że przy mnie będzie bezpieczna.

Pozostało 5.778 ziarenek piasku.