Od tłumaczki: Przed Wami rozdział, który w końcu musiał nadejść. Większość z Was już chyba się mentalnie do niego przygotowywała. Jednak to jeszcze nie jest koniec drugiej części. Część trzecia rozpocznie się dopiero od rozdziału 101. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 97 – CZAS SIĘ SKOŃCZYŁ
19 września 1979
Pozostało 198 ziarenek piasku.
Dźwięki, jakie wydawała doprowadzały go do szaleństwa.
Syriusza nie obchodziło, skąd się brała jej pasja – czy pochodziła od ciągłego stresu i podniesionego wiecznie poziomu adrenaliny spowodowanego wojną, czy może było to nadal pokłosie wesela Lily i Jamesa. Wiedział tylko, że ma w łóżku czarownicę, która chętnie odpowiadała na każdy jego dotyk. Jakby jej życie zależało od tego, jak szybko jej puls przyspieszy w reakcji na jego pieszczoty.
Objął ją w talii i przyciągnął do siebie płynnym ruchem. Uśmiechnął się, kiedy jedną nogę założyła mu na ramię i uśmiechnęła się zachęcająco. Zsunął się niżej, całując każdy kawałek jej skóry, który znalazł się w zasięgu jego ust.
- Syriuszu, błagam – jęknęła. – Potrzebuję cię.
Ponownie się uśmiechnął, tym razem unosząc nad nią.
- Rozpraszasz mnie. Byłem bardzo zajęty tam na dole. I zamierzam dokończyć to, co zacząłem. Dzisiaj wieczorem.
A jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Mia będzie bardzo chętna, żeby się odwdzięczyć, pomyślał.
- Mia, tak dobrze być w środku… - Pochylił się nad nią i zaczął skubać wrażliwą skórę jej obojczyka.
Poruszył się w niej i pocałował ją mocno, pławiąc się w zachwycie, kiedy poczuł, jak jej paznokcie wbijają się w jego plecy. Próbowała przyciągnąć go jeszcze bliżej. Była oszalała z pragnienia.
- Kocham cię – szepnął, oderwawszy się od jej ust. – Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić, jak bardzo cię kocham.
- Też cię kocham, Syriuszu. Chodź ze mną, najdroższy, błagam.
Jej ciało i jej głos uwięziły go, jak żadne inne kajdany na świecie nie mogły go uwięzić. Jej usta, wypowiadające słowa o miłości i uwielbieniu metaforycznie posłały go na kolana. Na Merlina, jeżeli jego plany się powiodą, ta czarownica wieczorem stanie się jego narzeczoną.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Pozostało 81 ziarenek piasku.
Zdecydowali się na romantyczny wieczór w ich apartamencie, wobec czego Syriusz wyszedł, żeby zamówić jedzenie w chińskiej knajpce, znajdującej się niedaleko Dziurawego Kotła, a Mia została w domu, żeby się odpowiednio ubrać. Roześmiała się na myśl o strojeniu się do taniej kolacji, ale Syriusz nalegał. Odpowiadało jej dostosowanie się do jego planów, szczególnie, że obiecał spełnić kilka pomysłów, które przyszły mu do głowy, kiedy oboje oddawali się swojemu pożądaniu.
Wzięła kąpiel, długą i odprężającą, po czym krótkim zaklęciem wysuszyła włosy. Ze zdumieniem zaobserwowała, że były już długości włosów Pandory i z biegiem lat przestały się wić wokół jej głowy, jakby żyły własnym życiem. Spięła miodowo-brązowe loki wielką klamrą, założyła na siebie ciemnozielone spodenki od piżamy i starą bluzę Syriusza, w której kiedyś grał w Quidditcha, po czym zaczęła szukać dla siebie odpowiedniego stroju w szafie, którą dzielili.
Znalazła wąską, czarną sukienkę i położyła ją na łóżku. Zanurzyła dłoń w starym kufrze, w poszukiwaniu kolczyków, które Syriusz podarował jej kilka lat temu w prezencie bożonarodzeniowym. Upłynęło sporo czasu, od kiedy ostatni raz je nosiła i przypomniała sobie, że zanim opuściła Hogwart, schowała je do kasetki z biżuterią.
Odnalazła małe, drewniane pudełko, pomimo rzuconego na nie Zaklęcia Niewidzialności, zdjęła z niego wszystkie czary ochronne i otworzyła w poszukiwaniu kolczyków. Zamiast nich jej oczom ukazał się jednak stary Zmieniacz Czasu. Odsunęła go bezmyślnie, zastanawiając się, czy kolczyki nie leżą pod nim.
Zamrugała oczami, kiedy zwróciła uwagę na piasek znajdujący się w klepsydrze.
Poruszający się piasek.
Prawie się przewróciła, sięgając po Zmieniacz Czasu i wyciągając go wraz ze złotym łańcuszkiem, do którego był przyczepiony. To niemożliwe, pomyślała, widząc, że zamiast ziarenek niebieskiego piasku zamrożonych w górnej części klepsydry, prawie całość przesypała się do dolnej połowy.
Zbliżyła Zmieniacz Czasu do oczu, żeby uważniej się mu przyjrzeć. Odwróciła klepsydrę, ale piasek nie odpowiedział na zmianę. Bardzo blisko przyglądała się pojedynczemu ziarnku, które przesuwało się z górnej do dolnej połowy klepsydry.
- Jakie jest tempo? – Szepnęła do siebie z paniką, spiesząc na drugą stronę łóżka, gdzie w szafce Syriusz trzymał stary kieszonkowy zegarek, który dostał od jej ojca na siedemnaste urodziny. Otworzyła zegarek i odmierzyła czas pomiędzy odpadnięciem jednego ziarnka z górnej połowy klepsydry do momentu, kiedy bezpiecznie spoczął w dolnej połowie.
- Nie – powiedziała, oddychając szybko, kilka minut później. – Jedno na minutę. Dlaczego na minutę?
Wstała i zaczęła spacerować po pokoju, czując ogarniające ją przerażenie. Zmieniacz Czasu trzymała w kurczowo zaciśniętych dłoniach.
- Dlaczego? Kiedy to się zaczęło? Czym skończy się to odliczanie? Kurwa mać!
Otworzyła szeroko oczy, kiedy jej wzrok padł na kalendarz przymocowany do ściany. Kupili go, żeby odliczać czas do wesela Lily i Jamesa, a ta data widniała tam czarno na białym. Od wielu lat nie myślała o niej inaczej, niż jak o kolejnej tajemnicy.
Ścisnęło ją w piersi i płacz wstrząsnął jej ciałem.
Dlaczego wcześniej nie zdała sobie z tego sprawy?
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Pozostały 62 ziarenka piasku.
- Kotku! – Zawołał Syriusz z drugiego pokoju. – Wiem, że uważasz Wróżbiarstwo za stratę czasu, ale te ciasteczka z wróżbą mnie rozbroiły. Mugole naprawdę uważają, że to działa? Właśnie zjadłem jedno i wypadła z niego taka wróżba: „Twoja nieskończona cierpliwość zostanie wynagrodzona".
Postawił torby z chińszczyzną na stole.
- Mia! Chodź, zanim wystygnie!
Kiedy żadna odpowiedź nie nadeszła, Syriusz podszedł do drzwi sypialni i wetknął głowę do pomieszczenia.
- Mia, przyniosłem kolację, więc… Mia?
Spojrzał na podłogę, gdzie jego czarownica siedziała z kolanami przyciągniętymi do piersi. Płakała tak gwałtownie, że co jakiś czas musiała głośno nabrać powietrza, żeby się nie udusić.
- Kurde, Mia! – Natychmiast przy niej klęknął. – Kochanie, co się stało?
Mokre, bursztynowe oczy podniosły się na niego i Mia załkała jeszcze mocniej, kiedy dotknął czule jej policzka.
- Błagam, nie gniewaj się na mnie – płakała. – Wybacz mi. Tak mi przykro, Syriuszu. Tak mi przykro.
Syriusz z trudem przełknął ślinę.
- Co zrobiłaś, kochanie?
- Nic – odpowiedziała i to słowo sprawiło, że jeszcze więcej łez potoczyło się po jej policzkach. – Nic nie zrobiłam. Nie mogłam nic zrobić. Chciałam… Przyrzekam ci, że chciałam coś zrobić. Chciałam wszystko naprawić. Ale wykonałam szczegółowe obliczenia numerologiczne, nawet zobaczyłam się z Widzącą… I kiedy próbowałam coś zmienić, los śmiał mi się w twarz!
- Uspokój się, kochanie – Syriusz przyciągnął ją do siebie i zamknął w objęciach swoich silnych ramion. Delikatnie masował jej plecy uspokajającym ruchem. Nie widział jej w takim stanie od tamtej pamiętnej nocy, kiedy oboje upili się whisky w piwnicy. Po części zastanawiał się, czy nie wysłać Patronusa do Remusa. W jakiś sposób przyjaciel zawsze potrafił sobie poradzić ze spanikowaną Mią. – Cokolwiek się stało, w jakiś sposób z tego wyjdziemy.
- Nie, nie, nie – odsunęła się od niego. – Nie wyjdziemy. Nie mam czasu. Nie zostało wystarczająco dużo czasu. Zmarnowałam wszystko, Syriuszu. Całe osiem lat.
Syriusz wstał i podążył za nią, kiedy wybiegła z sypialni.
- Mia! Jak to, zmarnowałaś osiem lat? Zmarnowałaś je na co?
- Nic nie robiąc… Robiąc wszystko… - Wymamrotała, zagłębiając palce w swoje gęste włosy. Mocno zacisnęła na nich dłonie i przechadzała się nerwowo po salonie.
- To znaczy…? – Dłoń Syriusza przesunęła się nad kieszenią szaty, która kryła małe, welurowe pudełeczko. Jego puls przyspieszył i chłopak przygryzł wewnętrzną stronę policzka. Kurwa, czyżby się domyśliła? Czyżby wiedziała, co zamierzał zrobić i to był jej sposób, żeby mu odmówić? – Chcesz powiedzieć, że zmarnowałaś te lata… Będąc ze mną?
- Tak! – Warknęła. – Nie! Nie o to… Powinnam była zna… Znaleźć spo… Sposób, żeby o… O… Oca…
Jej jąkanie stanowiło punkt zapalny. Syriusz poczuł, jak rozpala się w nim gniew.
- Co przede mną ukrywasz? – Zażądał odpowiedzi i po prawdzie wystarczył mu strach wypisany na jej twarzy, kiedy usłyszała pytanie. Cokolwiek ukrywała, było to coś ważnego. I coś bardzo poważnego.
- Nie mogę ci powiedzieć. Gdybym spróbowała, zemdlałabym – odpowiedziała. – A chcę ci powiedzieć. Na Merlina, chcę ci wszystko powiedzieć.
- To mi powiedz – warknął na nią. – Kurwa mać! Czy kiedyś nadejdzie taki czas, gdy nie będzie między nami sekretów?
- Tak! Pewnego dnia ty i ja usiądziemy i opowiemy sobie o wszystkim, ale ten dzień nadejdzie za wiele l… L… L…
- Lat? – Zamrugał szybko powiekami. – Chcesz powiedzieć, że powiesz mi o wszystkim za wiele lat? To znaczy, że będziesz latami trzymała coś przede mną w sekrecie?
- Nie, nie, nie – podbiegła do niego i mocno go objęła, tuląc swój policzek do jego piersi. – Syriuszu, proszę, nic nie rozumiesz. A ja nie mam czasu, żeby to wyjaśnić. Powinnam była stawiać większy opór. Powinnam być spróbować. Ale myślałam wyłącznie o H… Har… Harry… Teraz wszystko zależy od ciebie. Syriuszu, nie ufaj G… G… G… Kurwa!
Syriusz praktycznie nie zwracał uwagi na jej słowa, przygnieciony faktem, że miłość jego życia jeszcze przez wiele lat będzie trzymać wiele informacji przed nim w tajemnicy.
- Nie mów o przyszłości… Nie o przyszłości… - Mamrotała do siebie. – Może o przeszłości?
Odwróciła się do swojego chłopaka z nadzieją w oczach.
- Syriuszu, Wrzeszcząca Chata. Pierwszy raz, kiedy w niej nocowaliśmy. Instynkt. Ufaj swojemu instynktowi.
- Mój instynkt mówi mi, że potrzebuję się przewietrzyć – powiedział gorzko i strząsnął z siebie jej dłonie, sięgając po skórzaną kurtkę.
- Nie! – Krzyknęła rozdzierająco. – W takim razie zaufaj mojemu instynktowi.
- Mia, może nie zauważyłaś, ale w tym momencie mam problem, żeby w ogóle ci ufać.
- Syriuszu, nie odchodź, nie odchodź… Błagam! – Krzyczała za nim przez otwarte drzwi ich mieszkania. – Syriuszu, nie zostawiaj mnie!
- Wrócę za godzinę albo dwie. Muszę… Kurwa mać, muszę pomyśleć.
- Syriuszu! – Załkała, widząc, jak chłopak Deportował się ze schodów prowadzących do ich apartamentu.
Płacząc, pobiegła z powrotem do ich sypialni w poszukiwaniu swojej różdżki. Z chwilą, kiedy w jednej dłoni poczuła drzewo z winorośli, a drugą trzymała ciasno zaciśniętą wokół Zmieniacza Czasu, wykrzyczała zaklęcie.
- Expecto Patronum! – Z jej różdżki wyłonił się srebrzysty lis, który usiadł przed nią, czekając na instrukcje. – Remusie! Pomocy!
Mały Patronus wystrzelił przed siebie.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Pozostało 10 ziarenek piasku.
Remus pojawił się przed drzwiami ich mieszkania i pospieszył do salonu. Nie pamiętał nawet, żeby zebrać z lady wszystkie swoje zakupy, za które zapłacił w aptece, tak przestraszyła go wiadomość dostarczona przez małego, srebrzystego lisa. Na słowa „Remusie! Pomocy!" zniknął bez słowa, zostawiając wszystko za sobą.
Wpadł z impetem do mieszkania, spodziewając się zastać pobojowisko, ale zobaczył tylko skuloną Mię z oczami czerwonymi od płaczu.
- Mia?
Uniosła głowę i na jego widok jej ciałem wstrząsnął gwałtowny szloch. Wstała i po chwili znalazła się w jego ramionach.
- Remusie, on odszedł.
- Słucham? – Odsunął ją na odległość łokci. – Kto odszedł? Co się stało?
- Syriusz odszedł. Pokłóciliśmy się i… On nic nie rozumiał, a ja nie mogłam mu nic powiedzieć z powodu zaklęcia Dumbledore'a…
- Piłaś coś? Mia, nie wiem, co się stało, ale na pewno to jakoś naprawimy.
- Nie – potrząsnęła głową. – Tego nie da się naprawić. Wszystko zostało zniszczone i ja nie jestem w stanie tego naprawić. Remusie, tak mi przykro. On mi nigdy nie wybaczy. Jak mógłby mi wybaczyć to, że niczego nie zmieniłam? Że nie powstrzymałam Voldemorta od za… za…
Remus zadrżał, kiedy wymówiła imię Sam-Wiesz-Kogo. Nie dlatego, że się bał, ale dlatego, że taka reakcja stała się zwyczajowa w społeczeństwie czarodziejów.
- Mia, rozmawialiśmy już o tym. Wiesz, że nie możesz zmienić przyszłości i to, co ma się zdarzyć, na pewno się wydarzy. Spróbujemy razem przez to przejść i możesz być pewna, że nikt cię nie znienawidzi, a już w szczególności Syriusz. Daj mu trochę czasu, żeby ochłonął i wszystko będzie w porządku.
Mia uniosła lewą dłoń.
- Co to jest? Czy to…? – Otworzył szeroko oczy, zszokowany, czując, jak po jego grzbiecie przemknął zimny dreszcz. – Mia, czy to jest to, o czym myślę?
Rozwarła zaciśnięte palce i pokazała mu Zmieniacz Czasu, w którego górnej połowie zostało tylko kilka ziarenek piasku.
- Piasek się przesuwa. Wcześniej się nie przesuwał – powiedział, przełykając wraz ze śliną panikę, która groziła wybuchem. – Mia, kiedy piasek zaczął się przesuwać?
- Podejrzewam, że dziewięć miesięcy temu, ale dopiero dzisiaj go znalazłam.
- Dlaczego się przesuwa?
- Bo nie mogę istnieć w dwóch postaciach – wyjaśniła. – Dzisiaj są moje urodziny, Remusie.
- Twoje urodziny są w marcu – nie zgodził się Remus, potrząsając głową.
- Mia Potter urodziła się dwudziestego siódmego marca, ale Hermiona Granger urodziła się… Urodzi się dziewiętnastego września 1979.
Remus wstrzymał oddech.
- O której godzinie?
- Minutę po dziesiątej – szepnęła, a w jej oczach błysnęła porażka.
Remus wyciągnął z kieszeni szaty zegarek i go otworzył. Za dwie dziesiąta.
Pozostały 3 ziarenka piasku.
- O, kurwa – wymamrotał i spojrzał na Mię, która stała, jak skamieniała, w jednej dłoni ściskając różdżkę, a w drugiej Zmieniacz Czasu. – Co się teraz stanie?
- Nie mam pojęcia – odpowiedziała, wzruszając ramionami. – Poprzednio, jak używałam Zmieniacza Czasu, gdy wszystkie ziarenka się przesypywały, po prostu docierałam do swojej linii czasowej. Ale wtedy cofałam się zaledwie o godziny. Minęło osiem lat, Remusie. Może się okazać, że po prostu… Zniknę.
- Nie – w jego głowie trwała szaleńcza gonitwa myśli. Szukał sposobu, jakiegokolwiek, żeby to naprawić. Zrobił to, co pierwsze mu przyszło do głowy: wyjął Zmieniacz Czasu z jej dłoni i założył złoty łańcuch na jej szyję.
- Co robisz?
- Ratuję ci życie. To moje zadanie, prawda? Ja cię odesłałem. Powiedziałaś mi kiedyś, że to nie jest tylko Zmieniacz Czasu, ale również Świstoklik. To właśnie on odesłał cię w przeszłość.
Mia skinęła głową.
- Wykombinuję, jak nałożyć na siebie zaklęcia – obiecał jej. – Wiem, kiedy dokładnie zostałaś odesłana w przeszłość i teraz wiem również, kiedy dokładnie musisz… Musisz wrócić do swojego czasu.
Widziała, że walczył z własnymi łzami.
- Sprawię, że Zmieniacz Czasu przeniesie cię w przyszłość dokładnie jedną minutę po dziesiątej, dziewiętnastego września 1979. Mam… Aż dziewiętnaście lat, żeby znaleźć sposób.
Pozostały 2 ziarenka piasku.
Dziewiętnaście lat.
- Na Merlina. Dziewiętnaście lat… Dziewiętnaście lat bez… - Remus spojrzał na czarownicę i powstrzymał łzy, cisnące się mu do oczu. – Bez ciebie.
Chciał natychmiast zerwać z niej Zmieniacz Czasu i zniszczyć go na zawsze.
- Jak ja mam przeżyć dziewiętnaście lat bez ciebie?
- Czternaście – mocno go objęła. Łkała. – Remusie, kocham cię. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i bardzo cię kocham. Proszę, zajmij się nim. I pamiętaj, co mówiłam: ufaj Syriuszowi. Zawsze ufaj Syriuszowi.
Pozostało 1 ziarenko piasku.
- Obiecuję – odpowiedział, trzymając ją równie mocno, jak ona jego. Zastanawiał się, czy mógłby wraz z nią przenieść się w przyszłość. Ale nie mógł tego zrobić. Musiał najpierw dotrzymać kilku obietnic. – Niedługo się zobaczymy. Dostaniesz z powrotem swojego przystojnego, posiwiałego wilkołaka.
Mia jęknęła głucho i odsunęła się od niego. Stanęła na palcach i pocałowała go w policzek. Następnie wezwała swojego Patronusa. Mały, srebrzysty lis spojrzał najpierw na Remusa, a później skoncentrował się na Mii.
- Syriuszu, bardzo mi przykro. Proszę, żebyś pamiętał, że cię kocham. Kocham cię ponad wszystko na świecie. I bardzo mi przykro, że…
Zanim dokończyła to zdanie, ogarnął ją błękitny blask. Kiedy przygasł, po Mii nie było ani śladu.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Syriusz chciał iść się napić do Dziurawego Kotła, ale wiedział, że będzie to pierwsze miejsce, w którym Mia zacznie go szukać. Po tej kłótni potrzebował jednak trochę czasu dla siebie, zanim ją ponownie zobaczy. Ta wiedźma potrafiła go irytować jak nikt inny. Wydawało mu się, że był przygotowany do tego, aby się jej oświadczyć, więc nie spodziewał się ataku paniki, która go nagle ogarnęła. Reakcja Jamesa na dzień przed weselem i w dzień jego wesela nagle nabrała sensu.
Syriusz narażał swoje serce i swoją duszę na ból.
Tylko dwa razy w życiu widział, żeby ktoś tak mocno się otwierał przed kimś innym. Rok temu, kiedy James oświadczył się Lily. Ledwie „tak" wyrwało się z jej ust, James już wirował z nią po parkiecie Rezydencji Potterów. I tamten moment, kiedy Remus wysłał Mii List Intencyjny. Syriusz wiedział, że to on sprowokował takie zachowanie swojego przyjaciela, ale i tak historia skończyła się dla niego szczęśliwie, bo zarówno on, jak i Mia doszli do wniosku, że chcą być ze sobą i Więź Duchowa tylko im w tym pomaga. Więc spaliła List Intencyjny Remusa na oczach wszystkich przyjaciół, jak wymagała tego tradycja.
Syriusz od tamtej pory zastanawiał się, czy on również się nie poparzy.
- Piwo dla wszystkich! Ja stawiam! – Krzyknął wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, który właśnie przeszedł przez drzwi prawie pustego, mugolskiego pubu.
Pięciu albo sześciu mężczyzn przyklasnęło mężczyźnie, a barman tylko kiwnął głową do nowego gościa, zanim zaczął nalewać bursztynowy płyn do kilku szklanek. Pierwszą podał szczerzącemu zęby Mugolowi.
Syriusz spojrzał na mężczyznę i uniósł brew.
- Twoja drużyna wygrała mecz albo coś takiego? – Zapytał, nie znając się wystarczająco dobrze na mugolskim sporcie, żeby powiedzieć coś dokładniejszego.
- Lepiej! Moja żona właśnie rodzi!
Syriusz zachichotał, rozbawiony.
- Nie obraź się, stary, szczególnie, że właśnie postawiłeś mi piwo – zerknął na pełną szklankę, którą postawił przed nim barman. – Ale skoro zaraz urodzi ci się dziecko, co robisz w pubie?
Mugol za jednym razem opróżnił całą szklankę i skinął głową barmanowi, prosząc o dolewkę. Odetchnął i zaśmiał się nieco histerycznie.
- To był bardzo długi dzień. Lekarze mówią, że to jeszcze trochę potrwa i Helen, moja żona, powiedziała, że ją denerwuję, spacerując po sali porodowej. Kazała mi się wynosić. Zapowiedziała, że jeśli zemdleję z nerwów przed wielkim momentem, złamie mi nos. Zaproponowała też, żebym poszedł się napić, dopóki wolno mi pić.
- Brzmi trochę, jak moja dziewczyna – każda kobieta, która była zdolna zagrozić mężczyźnie złamanym nosem była w porządku według Syriusza. – W takim wypadku ja stawiam kolejkę. Dwa razy whisky Ogdena.
Barman uniósł brew.
- To jakaś nowa marka? Nie sądzę, żebyśmy mieli ją na półkach.
- Może być zwykła whisky. Jedna dla mnie, druga dla przyszłego ojca – wskazał stojącego obok Mugola.
- Dzięki – mężczyzna uśmiechnął się do Syriusza i wyciągnął dłoń. – Richard Granger.
Czarodziej przyjął dłoń, kiwając głową.
- Syriusz Black.
- Syriusz? – Richard zachichotał. – Naprawdę masz tak na imię?
Black wzruszył ramionami, raczej rozbawiony niż obrażony.
- Rodzinna tradycja.
- Ciekawa rodzina – wymamrotał Granger, uśmiechając się nadal pod nosem. – Bez obrazy, oczywiście.
- No pewnie – odpowiedział Syriusz. – Gówniana rodzina. Cieszę się, że już jej nie ma.
Zepchnął obraz swoich rodziców i Regulusa w najdalsze zakątki swojego umysłu. Próbował za to przywołać wspomnienia swojej prawdziwej rodziny: Jamesa i Lily, Mii i Remusa, i nawet Petera… Chociaż sam nie wiedział, gdzie w te dni podziewał się ten cholerny szczurek. Pojawił się na weselu Potterów, bo zmusili go do tego groźbami i zaraz po ceremonii zniknął.
- To dlatego pijesz w samotności? – Zapytał zaciekawiony Richard.
Syriusz uniósł brew.
- Bardzo często zdarza ci się wypytywać kompletnie obcych ludzi o szczegóły ich żyć?
Richard wzruszył ramionami.
- Lubię być osobą, która wie wszystko. A nie mogę przecież wiedzieć, nie pytając, prawda? I, jeśli mogę to dodać, nie wyglądasz na osobę, która coś świętuje.
- A powinienem w tym momencie świętować – Syriusz westchnął, pokonany. – Powinienem trzymać swoją dziewczynę, a nie szklankę piwa.
- Zerwaliście ze sobą?
- Nie. Wkurzyłem się na coś i po prostu wyszedłem z domu. Dlatego będzie na mnie przez jakiś czas wściekła. Właściwie, ona zawsze jest na mnie wściekła – roześmiał się i przesunął dłońmi po swojej twarzy. – Cały ten parszywy czas. Wrzeszczy tak głośno, jakby dopiero odkryła, że ma płuca.
Richard zaśmiał się w odpowiedzi.
- Brzmi, jak większość kobiet, które znam. Co zrobiłeś?
Syriusz wyjął z kieszeni małe, welurowe pudełeczko, otworzył je i postawił na barze. W środku błyszczał srebrny pierścionek zaręczynowy. Srebro tworzyło wzór podobny do symbolu nieskończoności, wysadzanego malutkimi diamencikami. A w samym jego środku lśnił ogromny opal.
- Mój Boże, człowieku – Richard westchnął na widok pierścionka. – To chyba ty powinieneś był postawić całą kolejkę.
Syriusz prychnął, zamknął pudełeczko i schował je do kieszeni.
- Powiedziała nie?
- Nie miałem okazji zapytać. Wszedłem do pokoju i kłótnia zaczęła się z niczego. W jej trakcie pomyślałem nawet, żeby w nią rzucić tym pierścionkiem ze słowami „Widzisz? To właśnie myślę o przyszłości! Jesteś, kurwa, szczęśliwa?".
- Ale z ciebie romantyk – rzucił sarkastycznie Richard.
- Robię, co mogę. Nigdy nie byłem dobry w tym romantycznym gównie. A przynajmniej nie, kiedy chodziło o nią – jego myśli powędrowały do Remusa i Syriusz zdał sobie sprawę, że mógł poprosić przyjaciela o poradę, w jaki sposób się oświadczyć. Jeszcze niedawno myślał sobie, że byłaby to dziwna prośba, szczególnie, że Remus był jej byłym chłopakiem, ale teraz Syriusz sobie wyrzucał, że nie zapytał. – Ona potrafi przejrzeć każde kłamstwo. Nie potrafię wymyślić odpowiedniego sposobu, żeby poprosić ją o rękę.
Richard skinął głową, jakby rozumiał, o co chodzi. Syriusz żałował, że nie wszyscy Mugole są tacy, jak ten mężczyzna, którego właśnie spotkał. Nie, po tym świecie musieli się poruszać tacy ludzie, jak Vernon Dursley.
- Mi sześć miesięcy zajęło znalezienie odwagi, żeby poprosić Helen o rękę – powiedział zamyślony Richard. Oparł się wygodnie łokciami o bar i uśmiechnął nieco rzewnie. – A później przez cztery miesiące zastanawiałem się, jak to zrobić. Zabrałem ją na Sycylię. Poszliśmy na przedstawienie, potem na kolację, a na koniec kupiłem jej bardzo starą kolekcję dzieł Szekspira. Przywiązałem pierścionek zaręczynowy do zakładki, którą zaznaczyłem jej ulubiony sonet. Byłem taki romantyczny.
- W moim przypadku by nie zadziałało – Syriusz zachichotał. – Książki by z chęcią przyjęła, ale moja dziewczyna nienawidzi Szekspira. Jakaś laska przysłała mi jego wiersz w szkole i moja Mia straciła nad sobą kontrolę. Jej oczy się rozjarzyły, włosy zaczęły elektryzować i przeklęła każdą dziewczynę, która tamtego dnia na mnie spojrzała.
Ledwo te słowa przeszły przez gardło Syriusza, chłopak zdał sobie sprawę, że powiedział Mugolowi o czarodziejskiej szkole.
Richard jednak tego nie zauważył i się roześmiał.
- Znalazłeś sobie ostrą sztukę.
Syriusz odetchnął z ulgą i również odpowiedział śmiechem.
- Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
- Więc dlaczego się wahasz?
Syriusz wzruszył ramionami i przełknął whisky, krzywiąc się, kiedy nie dała takiego samego efektu, jak magiczny alkohol Ogdena.
- To skomplikowane. Ona trzyma coś przede mną w tajemnicy.
- Każdy ma jakiś sekret.
- Ona ma ich zbyt wiele, stary – powiedział Syriusz, myśląc o jej bliznach, o dziwnym jąkaniu, które pojawiło się w ciągu ostatniego roku, o jej mglistych odniesieniach do przyszłości i niechęci, żeby o tym rozmawiać. O tym, że będąc w pobliżu niektórych osób, w jej oczach pojawiały się łzy. O jej niezrozumiałej niechęci do Petera, która nie mogła być usprawiedliwiona nawet tym, że jeden raz podejrzał ją, gdy uprawiała seks.
- Sądzisz, że cię zdradza?
Syriusz natychmiast pokręcił przecząco głową.
- Nie. W swoim życiu była tylko z… - Remusem. – Widzisz, naszym przeznaczeniem jest być razem. Zdecydował o tym los albo coś równie głupiego. Ale jestem uwięziony między wiedzą, że ona należy tylko do mnie i tym, że nie mówi mi prawdy. Mam wrażenie, jakby cała wolna wola została mi odebrana w tym momencie. Tak jakby przeznaczenie zadecydowało, że mamy być razem, ale nie dało nam żadnych wskazówek, jak tego dokonać.
- Kupiłeś jej pierścionek – zauważył Richard.
- Mam dla niej pierścionek – poprawił Syriusz. – To stara pamiątka, należąca do jej rodziny. Nosiła go matka jej mamy. Ona sama w ciągu kilku ostatnich lat straciła oboje rodziców, a jej brat tydzień temu sam się ożenił.
- Czy to przeznaczenie znalazło ten pierścionek? – Zapytał Richard.
- Nie. Jej brat go znalazł. Poprosiłem go o jego błogosławieństwo i zdecydował się mi pomóc.
- Gdyby to przeznaczenie zmuszało was, abyście byli razem, uważasz, że mógłbyś spokojnie siedzieć przy barze i zapijać smutki?
- Masz trochę racji – przyznał Syriusz, wstając od baru. – Wygląda na to, że muszę zaplanować oświadczyny.
Richard zachichotał.
- Na twoim miejscu, najpierw zaplanowałbym przeprosiny.
- Nie. Seks jest najlepszy, kiedy ona jest na mnie wkurzona – odpowiedział Black z aroganckim uśmieszkiem.
- Skoro jesteśmy w temacie… - Richard spojrzał na zegarek. – Muszę wracać do szpitala, żeby obejrzeć konsekwencje innego seksu. Ale zanim to zrobię… Dwa razy whisky, poproszę. Dla mnie i mojego nowego przyjaciela, który niedługo się zaręczy.
Barman podał im po szklaneczce wypełnionej bursztynowym alkoholem, a Richard położył na barze mugolskie pieniądze. Mężczyzna wzniósł toast w kierunku Syriusza.
- Na zdrowie. Za Syriusza i…?
- Mię – przypomniał czarodziej.
- Za Syriusza i Mię!
- I za mężczyznę, który niedługo zostanie ojcem – dodał Syriusz, zanim przełknął drinka.
- No, jasne, stary – Richard uśmiechnął się. – A teraz, jeśli mi wybaczysz, lecę na spotkanie z córką.
We dwójkę opuścili mugolski bar. Syriusz wyciągnął dłoń, którą Richard uścisnął, uśmiechając się z radością. Czarodziej zaczął się zastanawiać, czy on będzie tak głupio szczęśliwy, kiedy będzie miało się urodzić jego dziecko.
- Wybraliście już imię?
Szeroki, radosny uśmiech Richarda zmienił się w miękki, sentymentalny wyraz.
- Hermiona.
Bez dalszych słów, mężczyźni rozeszli się w różnych kierunkach. Syriusz, kiedy już się upewnił, że jest poza zasięgiem słuchu swojego rozmówcy, zachichotał pod nosem.
- I on uważał moje imię za dziwaczne. Biedna dziewczynka.
Potrząsnął głową i sięgnął do kieszeni, żeby upewnić się, że pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym nadal w niej spoczywa.
Mógł to zrobić. Mógł to zrobić.
- Dobry wieczór, Tom – Syriusz skinął głową do barmana, przechodząc lekkim krokiem przez Dziurawy Kocioł. Kierował się w stronę ceglanej ściany, będącej przejściem na Ulicę Pokątną. W momencie, kiedy uderzał różdżką w odpowiednie cegły, przed nim pojawiła się wirująca, srebrzysta mgiełka. Chłopak zacisnął dłoń mocniej na różdżce, gdy rozpoznał siedzącego przed nim Patronusa.
- Syriuszu, bardzo mi przykro… - Zaczął głosem Mii. – Proszę, żebyś pamiętał, że cię kocham. Kocham Cię ponad wszystko na świecie. I bardzo mi przykro, że…
Słowa nagle się urwały i Patronus rozwiał się przed jego oczami. Syriusz stał, jak skamieniały, jakby cały świat się na niego zawalił. Nieświadomie dotknął swojej piersi. Czuł się… Źle.
To nie brzmiało jak przeprosiny. I nie brzmiało jak wyznanie miłości.
Brzmiało jak… Pożegnanie.
