Od tłumaczki: I w końcu na scenie pojawia się Harry Potter! A my nieubłagalnie zbliżamy się do końca części drugiej. Jeszcze jeden rozdział, następujący po tym, co dzisiaj przeczytacie. Zatem, miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.

ROZDZIAŁ 99 – HARRY

26 lipca 1980

- Remusie, obiecaj mi coś.

- Wszystko, kochanie.

- Obiecaj mi, że… Zawsze będziesz ufał Syriuszowi. Zawsze pamiętaj, że Syriusz jest dobrym człowiekiem. A kiedy będzie cię najbardziej potrzebował, obiecaj mi, że zajmiesz się nim w moim imieniu.

- Obiecuję.

Remus wyrzucał sobie tę obietnicę, kiedy patrzył na mężczyznę, który zemdlał na podłodze obok jasnowłosej czarownicy.

Przynajmniej nie leży chory, w swoich alkoholowych wymiocinach, pomyślał gorzko Remus.

Właśnie wrócił do domu z nocnej zmiany, podczas której stał na bramce mugolskiego klubu tanecznego. Pomimo swojej drobnej budowy, Remus udowodnił, że da sobie radę jako ochroniarz, kiedy podczas swojego pierwszego dnia pracy wyrzucił z klubu mężczyznę dwukrotnie większego od siebie, który zrobił się zbyt nachalny w stosunku do jednej z barmanek. Właściciel klubu stwierdził, że blizny Remusa też robią wrażenie. Wychodziło na to, że nikt nie chciał ryzykować bójki z mężczyzną, który wyglądał, jakby przeżył walkę na noże i szykował się do kolejnej. Oczywiście, była to tylko czasowa praca. Jego lykantropia sprawiała, że bardzo często przebywał na chorobowym, a w dodatku nie mógł nie odpowiedzieć na wezwanie Zakonu. Zarabiał jednak jakieś pieniądze, wobec czego był wdzięczny za zatrudnienie, czasowe czy nie. Nie podobało mu się tylko, że przez całą noc patrzył na Mugoli zapijających swoje smutki i sukcesy, po czym wracał do domu i patrzył na Syriusza robiącego dokładnie to samo.

To był piąty poranek, kiedy Remus wracał z pracy i zastawał Syriusza nieprzytomnego, na podłodze z jedną albo dwiema nagimi czarownicami wtulonymi w jego bok. Zacisnął dwa palce na grzbiecie nosa. Wiedział, że Syriusz nigdy nie miał zamiaru przyprowadzać czarownic do domu. Zwykle, kiedy minął punkt bez powrotu – a oznaczało to półtorej butelki whisky – zaczynał mówić o Mii i swojej tęsknocie za nią. Dziewczęta próbowały wtedy pocieszyć jego złamane serce i kupowały mu więcej alkoholu. Syriusz zaś pił do momentu, kiedy nie potrafił odróżnić pałki pałkarza od własnej różdżki.

Zdarzały się poranki, kiedy Syriusz budził się wcześniej niż czarownica, z którą spędził noc. Docierało wtedy do niego to, co zrobił, przeklinał, szedł do łazienki i szorował się do krwi, próbując zmyć z siebie winę. Remus opiekował się nim w tych chwilach, opatrując miejsca, gdzie miał otwarte rany lub poparzenia od zbyt gorącej wody.

Peter uważał, że Syriusz nie powinien w ogóle mieć poczucia winy. James odciął się od problemu Syriusza, bo sam miał na głowie większe zmartwienia na czele ze zbliżającym się porodem jego dziecka i faktem, że Voldemort chce je zabić.

Z kolei Remus właśnie stwierdził, że ma dosyć zachowania Syriusza.

- Wstawaj, do jasnej cholery! – Wrzasnął, kopiąc przyjaciela w nogę.

Remusie, kocham cię. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i bardzo cię kocham. Proszę, zajmij się nim. I pamiętaj, co mówiłam: ufaj Syriuszowi. Zawsze ufaj Syriuszowi.

Tak brzmiały jej ostatnie słowa, które mu powiedziała zanim zniknęła.

Remus potrząsnął głową. Nie wierzył, że ten idiota utrzyma się samodzielnie przy życiu. I ta myśl rozpaliła w nim jeszcze większy gniew. Ponownie kopnął przyjaciela.

- Wstawaj, Łapo!

Syriusz jęknął i obrócił się na plecy. Dłonią osłonił oczy, oślepione blaskiem poranka.

- Kurwa mać, Lunatyku! Zostaw mnie w spokoju – mruknął, po czym próbował się ponownie obrócić na brzuch.

- Petrificus totalus – Remus wskazał różdżką ciało mężczyzny. Uniósł je z podłogi i odkaszlnął, delikatnie poszturchując śpiącą czarownicę, skuloną pod kocem obok miejsca, gdzie przed chwilą leżał Black. – Hmmm… Przepraszam panią?

Czarownica powoli usiadła i spojrzała na Remusa, który tylko szeroko otworzył oczy.

- Chyba sobie ze mnie jaja robicie – warknął. – Z całym szacunkiem, Marlene, wypierdalaj.

Marlene tylko prychnęła i podciągnęła koc pod brodę, żeby zakryć całe swoje ciało. Tak jakby Remus w ogóle chciał na nie spojrzeć. Przeczesała dłonią swoje długie, złociste loki i rzuciła wilkołakowi mroczne spojrzenie.

- Z tego, co wiem, mieszkanie należy do Syriusza. Ty jesteś tylko jego gościem.

- Z tego, co ja wiem, jutro wypada pełnia księżyca. Jeśli tak bardzo chcesz zostać, proszę bardzo. Zobaczymy, co powiesz pojutrze – obserwował, częściowo z rozbawieniem, a częściowo z poczuciem winy, jak dziewczyna odsuwa się od niego, przerażona. Zanim miała okazję mu odpowiedzieć, Remus przeszedł przez przedpokój, ciągnąc za sobą ciało Syriusza, wpadł do sypialni, a stamtąd do łazienki.

Napełnił miedzianą wannę po brzegi wodą, magią sprawił, że wszystkie ubrania opadły z przyjaciela, zdjął z niego Zaklęcie Wiążące i pozwolił, żeby bezwładne ciało Syriusza w pluskiem wpadło do wody. Black kopał nogami i wymachiwał rękoma, walcząc z zalewającą go cieczą, zaś Remus w tym czasie usiadł na krześle pod oknem i zamknął drzwi najsilniejszym urokiem, jaki znał. Następnie machnął różdżką i flanelowa szmatka sama się namydliła i zaczęła szorować skórę Syriusza wbrew jego woli.

- Kurwa mać! Remusie! – Wrzasnął Black. – Lunatyku, przestań!

- Uznaj to za pierwszy dzień swojego odwyku – warknął Remus, nie przejmując się morderczymi spojrzeniami, jakie co chwilę rzucał mu Syriusz. – Złożyłem Mii obietnicę, że bez względu na wszystko będę się tobą opiekował i oto jestem. Dosłownie czyszczę twój zasrany tyłek, bo jesteś zbyt pijany, żeby samemu się ogarnąć.

- Nie masz prawa… - Syriusz zaczął wrzeszczeć.

- McKinnon?! – Remus również odpowiedział krzykiem. Wstał i z wściekłością kopnął stojący w pobliżu ceramiczny kosz na śmieci, posyłając go na ścianę, gdzie rozpadł się na tysiące kawałeczków. – Żartujesz sobie? Mia nienawidziła Marlene.

Syriusza ogarnął w końcu wstyd. Nareszcie przestał się bronić przed flanelą, która z zaciekłością szorowała teraz skórę jego klatki piersiowej i ramion, zmywając brud i pot, jednocześnie ujawniając mnóstwo nowych tatuaży, pokrywających górną część jego ciała. Ostatnimi dniami więcej było magicznego tuszu na jego skórze niż samej skóry.

- Nie chciałem… Nie wiedziałem nawet, że… - Wykrzywił się gorzko i spojrzał na wściekłego Remusa. – Marlene? Naprawdę? Ja pierdolę…

- To się musi skończyć.

- Za bardzo boli, żebym mógł to skończyć – przyznał Syriusz, próbując zapanować nad swoimi emocjami. – Nie mogę oddychać, kiedy jestem trzeźwy, Luniaczku. Wszystko wskazuje na to, że ona nadal żyje. Więc dlaczego próbują mi wmówić, że zginęła, kiedy ja ją przez cały czas wyczuwam?

Nieświadomie uderzał pięścią w swoją pierś.

- Nasza Więź Duchowa… Zmieniła się. Cały czas istnieje, ale wydaje mi się, że to ja dźwigam cały jej ciężar. Jakby była złamana. Ja się złamałem – ukrył twarz w dłoniach i zaczął otwarcie płakać. – A jeśli to oznacza, że Mia jest ranna i mnie potrzebuje? Jest gdzieś tam… Ty też to czujesz, prawda? Przez Więź Watahy?

- Tak – przyznał ze smutkiem Remus, tak bardzo pragnąc wyznać Syriuszowi prawdę i nie mogąc tego zrobić. Nie mógł złamać Wieczystej Przysięgi. – Nie wiem, co mogę ci powiedzieć, stary. Musisz się skupić. Najważniejsze, żebyśmy wygrali wojnę. Żebyśmy byli w stanie chronić dziecko Rogacza i Lily.

- I dziecko Alice i Franka – dodał Black.

Remus westchnął i potrząsnął głową.

- Tak czy inaczej, musimy chronić naszą rodzinę. Naszych przyjaciół. Żeby to robić, musisz być trzeźwy. Umyj się. Ubierz się. Za kilka godzin rozpoczyna się zebranie Zakonu.

- Czy ty przypadkiem nie wróciłeś właśnie z pracy?

- Jutro wypada pełnia księżyca – stwierdził Remus i ze smutkiem zauważył, że Syriusz o tym nie pamiętał. Z drugiej strony, od czasu zniknięcia Mii, Lunatyk spędził kilka pełni w samotności. Rogacz był zbyt zajęty opiekowaniem się Lily, a Łapa zwykle był pijany, również w postaci psa. Z kolei Glizdogon, lojalny i zawsze chętny, żeby towarzyszyć Remusowi, nie przydawał się mu z powodu swoich niewielkich rozmiarów.

Wzruszył ramionami i skierował się ku wyjściu z łazienki.

- Wyśpię się następnego dnia.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Czy to nie będzie niebezpieczne? Rodzić poza kliniką świętego Munga? – Alice nerwowo splotła przed sobą dłonie, patrząc na trzech mężczyzn stojących na czele zgromadzenia. Pośrodku znajdował się Dumbledore. Po jego lewej stał Alastor Moody, a po prawej Severus Snape.

- Dużo bardziej niebezpieczny byłby poród w klinice – odpowiedział Snape. W jego głosie można było wychwycić zniecierpliwienie. Wszyscy poza Dumbledorem patrzyli na Śmierciożercę z podejrzliwością. – Jak już mówiłem, największym pragnieniem Czarnego Pana jest odkrycie, kto jest jego przepowiedzianym przeciwnikiem. Zbliżamy się do końca lipca i jego nastrój robi się z dnia na dzień coraz bardziej wybuchowy. W przeszłości nie potrzebował żadnego powodu, żeby zaatakować szpital.

Dumbledore położył dłoń na ramieniu Snape'a. Ślizgon zadrżał, czując dotyk ręki dyrektora. Odsunął się od starszego mężczyzny i stanął pod ścianą, próbując nie zwracać na siebie uwagi.

- Uważamy, że najbezpieczniej dla dzieci by było, gdyby urodziny się w Dworze Potterów lub w Dworze Longbottomów – powiedział Dumbledore. – Obie rezydencje mają silne osłony, które powinny zapewnić wam bezpieczeństwo do momentu, kiedy zostaniecie przeniesieni do kryjówek.

Po spotkaniu Snape powoli zaczął się zbliżać do kanap, które okupowali Huncwoci i Lily.

Syriusz musiał przyznać, że do tej pory Snape w żaden sposób ich nie zawiódł. A gdyby ktoś ośmielił się krzywo spojrzeć na Lily, byłby w stanie zabić i wroga, i przyjaciela.

Snape odkaszlnął.

- Li… To znaczy, pani… Potter. Czy mógłbym zamienić z panią kilka słów?

Syriusz wstał i stanął między nimi.

- Po moim trupie.

Snape uniósł brew.

- To się da załatwić.

Zanim Syriusz zdążył się zamachnąć, żeby znowu posłać Ślizgona na podłogę, James położył dłoń na ramieniu przyjaciela.

- Daj spokój, Łapo. Czego chcesz, Snape?

- Porozmawiać z twoją żoną.

- Nie ma mowy – warknął Syriusz.

Lily westchnęła i również wstała. Jedną dłoń położyła na wystającym brzuchu, drugą na wygiętym w łuk kręgosłupie.

- James… Syriuszu… Proszę.

James wydawał się wahać, ale po chwili skinął głową i pocałował żonę, jakby znaczył swoje terytorium. Snape wywrócił oczami na takie zachowanie.

- Jakbyś mnie potrzebowała, będę tam – wskazał dłonią kąt komnaty, gdzie Dumbledore i Moody rozmawiali z Alice i Frankiem. Odwrócił się i odszedł szybkim krokiem, ciągnąc za sobą Petera i Remusa.

Syriusz został przy Lily.

Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i lekko dotknęła jego twarzy, przykuwając do siebie jego uwagę.

- Syriuszu, idź z nimi. Dam sobie radę.

I chociaż Syriusz wahał się tak długo, jak James, w końcu poddał się jej spojrzeniu i odszedł, żeby dołączyć do pozostałych Huncwotów, zostawiając Snape'a i Lily samych. Zatrzymał się jednak w takiej odległości, żeby słyszeć ich słowa.

- Black zdaje sobie sprawę z tego, że małżeństwo składa się z dwóch osób, a nie z trzech?

- Czego pan chce, panie Snape? – Warknęła Lily.

- Panie Snape? Bardzo oficjalnie – odpowiedział drwiąco. – I bardzo mi się nie podoba. W końcu poznałaś mojego ojca.

- Między tobą a mną nie ma już żadnego nieformalnego powiązania.

- Tak. Potter tego dopilnował.

- Nie. Ty tego dopilnowałeś – powiedziała z wyrzutem Lily. – Znak na twoim przedramieniu jest wynikiem wszystkiego, przed czym ostrzegałam cię lata temu. Na długo, zanim zakochałam się w Jamesie.

- Byłem twoim najlepszym przyjacielem – wyszeptał.

- Byłeś. I postanowiłeś zostać Śmierciożercą.

- Śmierciożercą, który ryzykuje własnym życiem, żeby ochronić twoje dziecko!

Lily zignorowała jego próbę zagrania na jej uczuciach. Ton jej głosu pozostał niezmieniony.

- Jestem ci wdzięczna, ale to w żaden sposób nie wymazuje przeszłości. Już nigdy nie będzie tak, jak kilka lat temu i bardzo mnie to boli. Wszyscy tak wiele straciliśmy. Pochowałam swoich rodziców i widziałam, jak moi przyjaciele robią to samo. W ostatnim roku straciłam dwie bardzo bliskie przyjaciółki. Jedna została brutalnie zamordowana przez Śmierciożerców, druga nagle zniknęła, prawdopodobnie porwana przez Śmierciożerców. A teraz muszę siedzieć na zebraniach Zakonu i patrzeć na człowieka, który był moim przyjacielem, a obecnie jest oznaczony przez to samo zło, które tak wiele mi odebrało.

Snape potrzebował chwili, żeby przetrawić jej słowa.

- To był mój błąd.

- Wiem o tym, Sev.

- Chciałbym… - Zawahał się. – Chciałbym zrobić coś, co by sprawiło, że przyjmiesz moje przeprosiny. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie ma nic takiego.

- Kontynuuj swoją pracę. I powiedz mi prawdę.

- Na jaki temat?

Lily zawahała się, zastanawiając się głęboko, jak zadać pytanie, które ją dręczyło.

- Czy Sam-Wiesz-Kto porwał Mię?

Na dźwięk imienia Mii, Syriusz przestał udawać i spojrzał ostro na rozmawiających. Żałował, że nie widzi wyrazu twarzy Snape'a, gdy ten odpowiadał na pytanie Lily.

Snape uniósł brew, zdumiony pytaniem.

- Nic na ten temat nie wiem. Jedyny raz, kiedy jej imię zostało wymienione na spotkaniu Śmierciożerców wiązał się z pragnieniem Czarnego Pana, aby przeciągnąć Blacka na naszą… To znaczy ich stronę. Poinformowałem wtedy Czarnego Pana i jego wewnętrzny krąg, że pomimo swojej agresywnej natury – Snape potarł nieświadomie podbródek, w odruchu Pawłowa łącząc imię Mii z bólem spowodowanym uderzeniem pięścią. – Panna Potter jest nastawiona przeciwko Śmierciożercom, jak nikt inny.

- Dziękuję – odpowiedziała Lily, ale w jej oczach widoczny był zawód.

Syriusz wiedział, jak się czuła. Pomimo że odpowiedź Snape'a rozdrapała stare rany, brak jakiejkolwiek wiedzy o tym, co się z nią stało, powoli go zabijał.

- Ja… Miałam nadzieję, że jednak została porwana. Wtedy przynajmniej byśmy coś wiedzieli.

- Byłbym głęboko zaskoczony, gdyby się okazało, że panna Potter w ogóle dała się porwać. Zawsze mi się wydawało, że była Widzącą.

Lily spojrzała na Severusa ze zdziwieniem.

- Słucham? To była tylko taka bajeczka, którą nam opowiedziała, kiedy rezygnowała z Wróżbiarstwa.

- Jesteś pewna?

Lily skinęła głową.

- Stuprocentowo. Dlaczego pytasz?

- Chodzi o to, co mi powiedziała przed opuszczeniem Hogwartu. I doszło do pewnej dziwnej sytuacji między Mią Potter i jednym z moich dawnych przyjaciół, Regulusem Blackiem. Black poinformował mnie, że ona dała mu subtelnie znać, że wie o jego lojalności wobec Czarnego Pana, ale postanowiła zachować to dla siebie. Wspomniał, że wiedziała o czymś, o czym nie miała prawa wiedzieć. Oczywiście, nie mam pojęcia, o czym wtedy mówił, ani co sobie wtedy myślał.

W ogóle nie myślał, powiedział do siebie w duchu Syriusz, grzebiąc żal po Regulusie głęboko pod wszystkimi innymi emocjami.

- Co ona ci powiedziała, Severusie?

Snape przez chwilę nic nie mówił, zbierając się w sobie.

- Zaoferowała mi wybaczenie za coś, czego jeszcze wtedy nie zrobiłem.

- Słucham?

Odwrócił wzrok od Lily, a w jego oczach pojawił się wstyd.

- Nie chciałbym o tym mówić. Mia Potter poinformowała mnie, że popełnię błąd i będę poszukiwał wybaczenia, ale nikt nie będzie w stanie mi go zaoferować. Powiedziała, że z tego powodu ona mi wybacza. Podpowiedziała mi również, żebym poszukał pomocy Dumbledore'a, kiedy będę gotowy… Odpokutować za grzechy.

- Mia to powiedziała?

Skinął głową.

- Może niedokładnie w ten sposób. Miała talent, żeby owijać niektóre swoje myśli w bawełnę. Podsumowując, popełniłem śmiertelny błąd i zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że za swoje grzechy trzeba odpokutować. Zwróciłem się do Dumbledore'a i z tego powodu wylądowałem w tym miejscu. Zdaję raporty z posunięć Czarnego Pana i robię wszystko, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo.

- Mi i Alice – poprawiła go Lily.

- Skoro tak twierdzisz.

Syriusz widział, że Lily odwróciła wzrok, bo nie mogła znieść palącego spojrzenia Snape'a.

- Czy jesteśmy bezpieczne?

- Oczywiście, że nie – Snape prychnął. – Powinnyście były uciec w momencie, kiedy obie dowiedziałyście się o ciąży. Potter powinien był pomyśleć i zabrać cię w bezpieczne miejsce.

- Nie możemy opuścić naszych przyjaciół. Nie zostawimy naszego świata na pastwę szaleńca. Musimy walczyć – Lily nie odpuszczała.

- Zbyt łatwo ufacie innym ludziom. Już powiedziałem to Dumbledore'owi, ale uważam, że ty też powinnaś wiedzieć, że w szeregach Zakonu jest zdrajca.

Syriusz poczuł, jak podłoga usuwa się spod jego nóg.

Lily otworzyła szeroko oczy i cicho krzyknęła.

- Słucham? Skąd wiesz?

- Ponieważ niedługo po tym, jak rozpocząłem szpiegowanie dla Zakonu, zostałem przyprowadzony przed oblicze Czarnego Pana i przesłuchany przez niego w sprawie moich częstych spotkań z ludźmi, z którymi nie powinienem się spotykać – poinformował ją. – Ktoś mu doniósł, że go zdradziłem. Na szczęście, jestem wyśmienitym Oklumentą i udało mi się go przekonać, że zaoferowałem Dumbledore'owi fałszywą pomoc, że postanowiłem się do niego zbliżyć, żeby odkryć wszystkie sekrety Zakonu Feniksa. W tym momencie moim zadaniem jest odkryć waszą kryjówkę. Dlatego zasugerowałem naszemu byłemu dyrektorowi skorzystanie z ochrony ostatecznej i umieszczenia was i Longbottomów pod Fideliusem. Nikt, włącznie ze mną, nie powinien wiedzieć, gdzie się znajdujecie.

Lily wyglądała, jakby zastanawiała się nad wszystkim, co powiedział jej Severus. Dłoń spoczywająca na jej brzuchu zacisnęła się w pięść.

- A czy tobie również nie powinnam ufać?

- Nie powinnaś ufać nikomu. O to chodzi – spojrzenie Snape nabrało ostrości, kiedy spojrzał na stojącego po drugiej stronie komnaty Syriusza. Black najpierw odwrócił głowę, ale później spojrzał na Snape'a równie morderczym wzrokiem.

- Czy Zaklęcie Fideliusa zapewni nam bezpieczeństwo? – Zapytała.

- Tak. O ile znajdziecie odpowiedniego Strażnika Tajemnicy, ale właśnie tutaj leży sedno problemu. Nie wiemy, kto jest zdrajcą. Ja stawiam wszystkie moje pieniądze na Blacka albo Lupina.

Syriusz zacisnął dłoń na butelce kremowego piwa, którą podał mu James. Musiał wziąć kilka głębokich, uspokajających oddechów, zanim był pewny, że nie zmiażdży szkła.

- Myślisz się w kwestii Syriusza i Remusa. Oni nigdy by nie…

- Jesteś pewna? – Snape jej przerwał. – Black został wychowany przez purystów krwi. Wszyscy wiedzą, że ten chłopak wiecznie balansuje na krawędzi szaleństwa. A Lupin jest cholernym wilkołakiem. Jeżeli się okaże, że siostra Pottera jest martwa, jestem prawie pewny, że sprawcą jej śmierci jest jeden z nich, a morderstwa dokonano pod wpływem szaleńczej zazdrości.

Pod wpływem słów Snape'a w żołądku Syriusza uformowała się bolesna, lodowa kula. James i Peter omawiali z Kingsley'em ostatni raport, który nadszedł z Irlandii. Remus szeptał o czymś z Dumbledorem, ukryty za Zaklęciami Wyciszającymi. Instynktownie Syriusz wiedział, że dyrektor próbuje namówić Lunatyka na ponowne nawiązanie kontaktu z watahami wilkołaków, ale w jego głowie przez cały czas rozbrzmiewały słowa Snape'a. A Mii nie było obok, żeby wybić mu je z rzeczonej głowy.

- Oni obaj należą do mojej rodziny – powiedziała twardo Lily do Snape'a. – Nigdy by nas nie zdradzili. Poza tym, nie znasz ani Syriusza, ani Remusa, ani nie wiesz nic o ich związkach z Mią.

Snape'owi na moment odjęło mowę ze zdumienia.

- Byłabyś bardzo zaskoczona, gdybyś wiedziała, do czego zdolny jest zazdrosny mężczyzna.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

31 lipca 1980

Syriusz powoli otworzył oczy i momentalnie zdziwił się, nie czując kaca. Chciało mu się pić – tak, jakby od wielu dni nic nie pił. Rozejrzał się po komnacie, zastanawiając się, gdzie się znajduje. Jaka była ostatnia rzecz, którą zapamiętał? Mugolski pub, dużo whisky i rozmowa z Peterem o tym, czy Remusowi można ufać. Pamiętał, że Glizdogon mu wtedy powiedział, że zawsze uważał, że Remus jest zazdrosny o związek Syriusz i Mii. Że był zaskoczony tym, że Remus tak łatwo się poddał.

Początkowo Syriusz kłócił się z przyjacielem, twierdząc, że w noc zniknięcia Mii Remus był na spotkaniu z Dumbledorem. A przynajmniej Remus tak mu powiedział, kiedy Syriusz znalazł go spanikowany, przerażony zniknięciem swojej dziewczyny.

Syriusz wierzył, że Remus nie byłby w stanie skrzywdzić Mii, ale gdzieś w jego duszy rosły wątpliwości, napędzane słowami Petera i ilością wlewanej w siebie whisky. Wypił tamtego wieczoru więcej, niż zazwyczaj, chcąc w upojeniu alkoholowym pogrzebać brak zaufania, ból, żal i rozgoryczenie.

Zatem, dlaczego nie miał kaca?

Rozejrzał się na boki i zauważył, że znajduje się w Dworze Potterów, w swojej starej sypialni. Na stoliku nocnym stał szereg pustych fiolek po eliksirach. Zaś w fotelu ustawionym przy łóżku siedział James, patrzący nieprzyjaźnie na swojego przyjaciela.

To znaczyło, że musiał się odurzyć alkoholem do takiego poziomu, do jakiego wcześniej nie dotarł.

- Aha – wymamrotał.

James uniósł brew.

- Aha?

Syriusz odkaszlnął, próbując pozbyć się szorstkości w gardle.

- Dzień dobry, Rogaczu – uśmiechnął się do swojego najlepszego przyjaciela, który skoczył na równe nogi i pochylił się nad nim z morderczą miną. O, kurde.

- Ty kutasie! – Wrzasnął James, uderzając pięścią w policzek leżącego Syriusza. – Wypiłeś tyle, że zapadłeś w śpiączkę! A teraz się budzisz i mówisz „aha"? Jakby nic się nie stało?

Śpiączka?!

- Auć! Ty dupku, przestań mnie bić! – Syriusz zamrugał oczami, próbując się bronić. Nie miał jednak sił, żeby unieść dłonie. Jak długo mógł być nieprzytomny?

- Co, do diabła, się tu dzieje? – Wrzasnęła Lily, wbiegając do sypialni, szeroko otwartymi oczami wpatrując się w swojego męża. Gdy jednak zobaczyła, że Syriusz jest przytomny, podbiegła do niego i zarzuciła mu dłonie na szyję. – Na Merlina! Myśleliśmy, że tego nie przeżyjesz, ty kretynie. Gdybyś był Mugolem, na pewno byś zmarł, wiesz o tym, ty bezmyślny człowieku? Mieliśmy szczęście, że Peter był na tyle trzeźwy, żeby cię tutaj dostarczyć.

Syriusz spojrzał ponad jej ramieniem na Petera, który siedział pod ścianą w kącie komnaty. Ewidentnie źle się czuł, będąc w centrum uwagi.

- Pani Pomfrey powiedziała, że najprawdopodobniej Więź Watahy uratowała ci życie – dodała, puszczając go.

Remus wszedł do sypialni w idealnym momencie. Lily, płacząc, rzuciła się mu w ramiona. Lunatyk spojrzał ostro na leżącego Syriusza i przekazał łkającą przyjaciółkę Peterowi. Jednocześnie James odsunął się od łóżka, jeszcze raz uderzając mocno Syriusza, tym razem w ramię.

- Rogaczu! – Krzyknął Remus, podbiegając do łóżka i odciągając przyjaciela. – On nadal jest chory.

- I co z tego? To pierdolony alkoholik, którego trzeba porządnie kopnąć w dupę! – Wrzeszczał James ze łzami w oczach i furią w głosie. – Prawie umarłeś! Masz pojęcie, co by twoja śmierć ze mną zrobiła? Straciłem już rodziców i siostrę! A teraz ty chciałeś mnie zostawić!

Syriusz spuścił wzrok, nie potrafiąc spojrzeć w oczy swoich przyjaciół. Wielokrotnie żartowali na temat jego problemów z alkoholem, wielokrotnie przestrzegali go, żeby przejrzał na oczy, zanim będzie za późno, ale Syriusz zawsze wiedział, kiedy ma dość. Nigdy wcześniej nie doprowadził się do takiego stanu. Ich zmartwione miny przypomniały mu chwile, kiedy Mia siedziała przy jego łóżku w Skrzydle Szpitalnym, gdy dochodził do siebie po obrażeniach, jakich doznał podczas gry w Quidditcha albo bójki ze Ślizgonami. Błagała go wtedy, żeby nie był taki bezmyślny i nie dawał się niepotrzebnie zranić.

- Niedługo zostanę ojcem i nie mam, kurwa, pojęcia, jak się do tego zabrać! Potrzebuję cię, Łapo – wyznał głośno James. – Potrzebuję mojego najlepszego przyjaciela.

Zawstydzony Syriusz tylko zamrugał oczami.

- James – wymamrotała Lily.

- Jesteś samolubnym dupkiem i w końcu musisz dorosnąć, do kurwy nędzy! Syriuszu! – Wrzeszczał dalej James, podtykając oskarżycielsko palec pod nos przyjaciela.

- James! – Lily krzyknęła.

James odwrócił się do swojej żony z irytacją cały czas wymalowaną na jego twarzy.

- Co?

- Chyba odeszły mi wody.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Na Merlina, spójrzcie na te włoski – Syriusz uśmiechnął się szeroko, patrząc na noworodka, którego trzymał w ramionach.

Pani Pomfrey zjawiła się w Dworze Potterów niedługo po tym, jak Remus ją wezwał do rodzącej Lily. James spanikował na wieść, że ojcem zostanie dosłownie za chwilę. Syriusz, doskonale rozumiejąc, że jego najlepszy przyjaciel go potrzebuje, szybko wypił pozostałe eliksiry stojące na nocnym stoliku, po czym zaciągnął Pottera do łóżka jego żony. Pani Pomfrey nie była zachwycona, widząc Blacka na nogach, ale potrzeby Lily były ważniejsze od jego zdrowia, więc powstrzymała się przed wygłoszeniem swojej opinii.

Pani Pomfrey przyznała Lily, że była bardzo wdzięczna za wstrzymanie się z wzywaniem jej do ostatniego momentu. Okazało się bowiem, że pielęgniarka właśnie wróciła do Hogwartu z Dworu Longbottomów, gdzie poprzedniej nocy odebrała poród Alice.

Kilka godzin później, kiedy lipiec powoli zmieniał się w sierpień, Harry James Potter pojawił się na świecie i przywitał wszystkich głośnym wrzaskiem. Krzyczał tak do momentu, kiedy ktoś okrył go kocykiem i złożył w oczekujących ramionach Lily.

Noworodek natychmiast zamilkł i spojrzenie jego szmaragdowych oczy spotkało się z identycznymi tęczówkami jego matki.

- Wydawało mi się, że nowo narodzone dzieci mają niebieskie oczy – skomentował Remus.

- To magia – szepnęła Lily, patrząc z uwielbieniem na synka.

Wyczerpana Lily w końcu zasnęła, a Huncwoci przekazywali sobie niemowlę. A przynajmniej tak mieli robić, ale Syriusz póki co nie zgodził się oddać swojego chrześniaka przyjaciołom. Kwilący Harry leżał spokojnie w jego objęciach i Syriusz bawił się sterczącymi, czarnymi włoskami dziecka.

- Już on znajdzie sposób na swoje włosy – zaśmiał się Remus. – Rogaczowi jakoś udało się zauroczyć Lily, chociaż nadal twierdzę, że nie jestem pewny, czy ona nie jest pod Imperiusem.

Syriusz parsknął śmiechem i potrząsnął głową.

- Nie sądzę. James nie jest wystarczająco inteligentny, żeby rzucić tę klątwę. Mam nadzieję, że chłopiec odziedziczy pod tym względem talent swojej mamy.

- Słyszę cię, wiesz? – Jęknął z najbliższego krzesła zmęczony James.

Syriusz roześmiał się głośno.

- To dobrze. Przez moment wydawało mi się, że Lily tak głośno wrzeszczała ci do ucha, że ogłuchłeś.

James wykrzywił się do przyjaciół.

- Nie mogę uwierzyć, że wyrzuciła mnie z pokoju.

- Nie straciłeś wiele – powiedział lekko Syriusz. – Przynajmniej cały czas będziesz mógł patrzyć na swoją żonę i uprawiać z nią seks. Po tym, co dzisiaj widziałem, mój fiut chyba się skurczył i już nigdy nie stanie.

Syriusz nagle się skrzywił, bo James zerwał się na nogi, podszedł do niego i uderzył go mocno w ramię, którym nie trzymał Harry'ego.

- Auć! Kurwa! Za co to było?

- Nie przeklinaj przy moim synu! – Syknął James.

Syriusz w odpowiedzi cicho się roześmiał.

- Masz dzieciaka, Rogaczu.

Trzech czarodziejów wstało i wszyscy zapatrzyli się w noworodka trzymanego przez Syriusza. Lily spała głęboko, nie zwracając uwagi na pochrapywanie Petera, który zemdlał na pobliski fotel.

- Nauczymy go tylu rzeczy – Syriusz uśmiechnął się radośnie, myśląc o wszystkich wspaniałych chwilach, które mogły się przydarzyć w przyszłości. – Jak żartować z ludzi, jak latać na miotle, jak podrywać czarownice…

- Na Merlina – Remus jęknął. – Mam nadzieję, że odziedziczył umiar Lily. Jeśli nie, naszym zadaniem będzie równoważyć wszystkie straszne nawyki, które Harry przejmie od Syriusza.

- Naszym najważniejszym zadaniem będzie utrzymać go przy życiu.

Remus i Syriusz spojrzeli na Jamesa, z którego twarzy zniknęła cała radość. Mężczyzna wpatrywał się w swojego nowo narodzonego syna. Harry zacisnął swoją piąstkę na palcu wskazującym Syriusza.

Remus położył dłoń na ramieniu przyjaciela.

- James…

- No, co? – James warknął. – To prawda. Voldemort chce zabić mojego syna!

Starszy Potter zapłakał cicho. Wyciągnął dłoń i drżącymi palcami dotknął twarzy dziecka.

- Nie mam pojęcia, w jaki sposób go obronić. Nie potrafiłem ocalić ani mamy, ani ojca… Ani…

- Zamknij się – ostrzegł go Syriusz, czując, jak jego własne emocje zaczynają się burzyć pod skórą. – Nie próbuj o tym mówić.

James go zignorował.

- Nie potrafiłem ocalić Mii.

Syriusz podał dziecko Remusowi.

- Remusie, zabierz Harry'ego – poprosił, czując jak jego serce przyspiesza, a w jego głowie pojawia się pragnienie, żeby się napić. Chciał utopić swój ból, ale z drugiej strony miał zadanie do wykonania. Nie mógł odpuścić… Nie, kiedy James zmagał się ze swoimi problemami.

Przyciągnął przyjaciela do siebie i długo nie puszczał.

- Ogarnij się, stary.

- Nie wiem, jak – James łzami zmoczył koszulę Syriusza. – Czuję się taki bezsilny. Voldemort chce zabić mojego syna, a ja do tej pory nie potrafiłem uchronić nikogo z mojej rodziny przed śmiercią! Jak ja mam sobie z tym poradzić? Moim zadaniem jest zapewnić mu bezpieczeństwo! Moim zadaniem jest chronić go!

Przez chwilę w komnacie rodzącej było cicho. A potem Syriusz tę ciszę przerwał.

- Nasze zadanie – szepnął.

Remus skinął głową, podchodząc do nich. Stanął w taki sposób, że mały Harry znalazł się między trzema dorosłymi czarodziejami.

- Nasz zadanie.

Syriusz przycisnął swoje czoło do czoła Jamesa.

- Naszym zadaniem jest chronić Harry'ego.