Od tłumaczki: Ten rozdział nie potrzebuje żadnego wprowadzenia. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 100 – WYGRALIŚMY
15 sierpnia 1981
Drogi Łapo,
Dziękuję! Bardzo dziękuję za prezent urodzinowy dla Harry'ego! Spodobał mu się najbardziej ze wszystkich, które dostał. Ma dopiero roczek, a świetnie się bawi na tej dziecięcej miotełce. Był tak zachwycony, że zrobiłam mu zdjęcie. Dołączam je do listu.
Syriusz uśmiechnął się do zdjęcia przedstawiającego jego rocznego chrześniaka, którego nie widział od dobrych sześciu miesięcy. Mimo, że Syriusz już nie był Aurorem, Zakon Feniksa wykorzystywał go w trudnych misjach, podobnie jak pozostałych członków organizacji. Potterowie i Longbottomowie od roku się ukrywali, a ich przyjaciele zostali rozesłani na różne strony świata. Peter szukał w Szkocji potencjalnych kryjówek. Remus w Walii infiltrował watahy wilkołaków – z zapieczętowaną Więzią Watahy nie był zagrożeniem.
Z kolei Syriusz został wysłany do Bułgarii, gdzie zaprzyjaźnił się z mrocznymi czarodziejami. Znali oni doskonale jego nazwisko, w przeciwieństwie do jego poglądów i związków. Do jego podejścia do tematu „brudnych szlam".
Listy od przyjaciół i jego prawdziwej rodziny przypominały mu o jego własnych wartościach etycznych, przypominały, kim Syriusz był i dlaczego robił to, co robił. Nie pozwalały mu zatopić się w ciemności podobnej do tej, w której się wychowywał. Fotografie małego Harry'ego przypominały mu, o co walczył.
Jak sam doskonale wiesz, miotełka unosi się ledwo dwie stopy nad ziemię, ale Harry już ma na koncie próbę zabicia kota. I udało mu się zniszczyć tę okropną wazę, którą Petunia przysłała mi na Święta (nie, żebym narzekała…).
Syriusz parsknął śmiechem. Cholerny kot.
Oczywiście, James uważa, że cała ta sytuacja była bardzo zabawna. Już stwierdził, że Harry będzie świetnym graczem w Quidditcha.
Przyjęcie urodzinowe Harry'ego było bardzo ciche. Tylko Bathilda wpadła na herbatę. Ona jest wprost zakochana w Harrym. Zawsze była wobec nas bardzo uprzejma. Było nam bardzo przykro, że nie mogłeś być z nami, ale rozkazy Zakonu mają priorytet. Poza tym, Harry jest za mały, żeby w ogóle rozumieć, że właśnie obchodził pierwsze urodziny.
Syriusz westchnął, przypominając sobie, ile problemów miał z wysłaniem tej cholernej miotły do Wielkiej Brytanii. Przesyłka trzykrotnie została zatrzymana na cle, a w końcu i tak dostarczono ją Dumbledore'owi, który następnie przekazał paczkę Jamesowi i Lily. Syriusz nie miał pojęcia, gdzie aktualnie mieszkali Potterowie, chociaż miał swoje podejrzenia. Bardzo niebezpieczne było wspominanie w liście o niektórych szczegółach. Ponieważ Lily napisała o Bathildzie Bagshot, założył, że Potterowie przebywają w Dworku Potterów, w Dolinie Godryka. Postanowił, że w swoim kolejnym liście subtelnie da znać przyjaciółce, żeby ostrożniej formułowała niektóre zdania, na wypadek, gdyby sowa została przechwycona.
James jest coraz bardziej sfrustrowany tym przymusowym chowaniem głowy w piasek. Stara się tego nie okazywać, ale znam go. Dumbledore nadal ma jego Pelerynę Niewidkę, więc nie ma szans na krótkie wycieczki…
Syriusz westchnął, gdy przeczytał, że Dumbledore jest w posiadaniu peleryny. Z odległości tysiąca mil był w stanie wyczuć frustrację przyjaciela. James nie był typem człowieka, który dobrowolnie dał się zamknąć z dala od walki. Syriusz byłby wściekły, gdyby ktoś mu zasugerował takie zachowanie.
Gdybyś mógł nas odwiedzić, na pewno poprawiłoby to humor Jamesa. Glizdogon wpadł do nas w zeszłym tygodniu. Wyglądał na przygnębionego, ale prawdopodobnie dobiły go wieści o McKinnonach. Ja przepłakałam całą noc, kiedy się dowiedziałam…
Syriusz na chwilę odłożył list i ucisnął palcami grzbiet nosa. Pomimo ich burzliwej przeszłości i nienawiści, jaką Mia darzyła Marlene, wieść o jej śmierci wstrząsnęła Syriuszem. Ostatnimi dniami, każdy list, jaki do niego docierał, zawierał informacje o czyjejś śmierci. Informacja o odejściu Prewettów sprawiła, że wybrał się na rajd po pubach w poszukiwaniu prawdziwej whisky Ogdena. Dotarło wtedy do niego, że po tamtej sytuacji, kiedy zapadł w śpiączkę po wypiciu ogromnych ilości alkoholu, jest niemalże odporny na jego działanie i upicie się nie pomoże. A ponieważ nie mógł już więcej topić smutków w alkoholu, musiał się uporać ze swoimi uczuciami na trzeźwo. Nie powstrzymywało go to jednak od samego picia – teraz jednak whisky smakowała bardzo nostalgicznie. Smakowała jak… Ona.
Bathilda odwiedza nas od czasu do czasu. To naprawdę zwariowana staruszka, która bardzo dużo wie. Dzieli się z nami historyjkami, również z życia Dumbledore'a. Nie jestem pewna, czy byłby zachwycony, że ona tyle o nim rozpowiada. Nie wiem też, ile prawdy jest w jej opowieściach, bo dla mnie jest nie do pomyślenia, że…
Syriusz odłożył pierwszą stronę listu i sięgnął po drugą.
… Dumbledore w młodości przyjaźnił się z Gellertem Grindelwaldem. Osobiście uważam, że Bathilda powoli popada w urojenia.
Uważaj na siebie, Syriuszu. Ściskam mocno!
Lily.
Dumbledore i Grindelwald byli przyjaciółmi? Stara Bathilda rzeczywiście oszalała. Dobrze, że nie zaczęła wszystkim wmawiać, że przed słynnym pojedynkiem mężczyźni byli kochankami!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
25 października 1981
Powrót do Wielkiej Brytanii zajął Syriuszowi ponad miesiąc. Po złożeniu raportu Dumbledore'owi i Moody'emu, mężczyzna pognał bezpośrednio do Doliny Godryka. Rozmyślał jednocześnie o tym, że Moody, z twarzą poznaczoną głębokimi bliznami i amputowaną jedną nogą, cały czas pomagał w zarządzaniu Zakonem Feniksa, leżąc w łóżku, w Skrzydle Szpitalnym Hogwartu. Klinika świętego Munga nie była bezpiecznym miejscem dla członka Zakonu Feniksa.
Syriusz skorzystał z gościny Potterów i zatrzymał się w Dworku na tak długo, jak chcieli. Nie miał ochoty na powrót do swojego apartamentu – pamiętał, że gdy był tam ostatnim razem, on i Remus wdali się w bójkę.
Syriusz dał się zmanipulować Glizdogonowi i pokłócił się z Remusem o wszystkie swoje niepewności, jakie miał w stosunku do jego związku z Mią. Było jednak zbyt blisko pełni księżyca, żeby mogli spokojnie porozmawiać, bez daleko idących konsekwencji.
- Ukrywasz coś! Nigdy cię nie dziwiło, gdy jakiś jej sekret wychodził na jaw! Podzieliła się nimi wszystkimi właśnie z tobą, prawda? – Warczał Syriusz. – Czego mi nie mówisz, Remusie?
- Oskarżasz mnie o…? Myślisz, że ja… - Remus spojrzał na przyjaciela z góry.
- Nie patrz tak na mnie, Lunatyku! Z tego, co wiem, może się okazać, że Smarkerus ma rację i to ty jesteś odpowiedzialny za jej…
Nie było mu dane dokończyć to zdanie. Ostatnie, co pamiętał, to oślepiający ból po lewej stronie twarzy i krzyk Remusa.
- Nie tylko ty ją kochałeś! Nie tylko ty jeden tęsknisz za nią każdego pierdolonego dnia, Łapo! Ja nigdy nie skrzywdziłem jej w taki sposób, w jaki ty to zrobiłeś! Prędzej bym zginął, niż zdradził Mię… Żadnego z was bym nie zdradził, chociaż muszę przyznać, że zachowujesz się, jak wrzód na dupie!
Od tamtej pory się nie widzieli.
- Wydaje mi się, że powinniśmy to jeszcze raz przemyśleć – powiedział do Jamesa Syriusz. Kołysał w ramionach małego Harry'ego i od czasu do czasu dmuchał na czarne włosy, które groziły wejściem do jego nosa.
James chodził od pokoju do pokoju, zbierając porozrzucane zabawki. Nie chciał usłyszeć kolejnego wykładu Lily na temat bałaganu w Dworku.
- Nie ma o czym myśleć, stary. Jesteś naszym Strażnikiem Tajemnicy. Albus rzucił zaklęcie – odpowiedział lekko Potter. – Pamiętasz? Byłeś tam przecież.
Syriusz westchnął, sfrustrowany. Nie zwracał uwagi na to, że Harry zdecydował się pociągnąć za jego włosy. Dzieciak zawsze ciągnął czyjeś włosy. Syriusz podejrzewał, że chłopcu nie podoba się, że nie wszyscy wyglądają tak, jakby zostali potraktowani Urokiem Statycznym Lily. Przez moment się uśmiechał, wyobrażając sobie, jak przy Harrym zachowywałaby się Mia. Rączki Harry'ego utknęłyby w jej gęstych lokach.
Odsuwając od siebie myśli o swojej czarownicy i związany z nimi ból, Syriusz ponownie skoncentrował się na Jamesie, który nie miał ochoty na kłótnię. Rzeczywiście, Zaklęcie Fideliusa zostało rzucone, ale Syriusz był przerażony, że w jakiś sposób może narazić swoich przyjaciół na niebezpieczeństwo. Syriusz Black Strażnikiem Tajemnicy Potterów? Nie było na tym świecie nic bardziej oczywistego.
- Rzućmy je jeszcze raz. Lily z łatwością to zrobi – nalegał Black, wskazując ją palcem, gdy wchodziła do pokoju.
- To prawda – Lily z uśmiechem obserwowała, jak James sprząta po ich synu. – Ale nie widzę w tym żadnego sensu.
Syriusz posłał jej nieprzyjazne spojrzenie, bo zdecydowała się wziąć stronę swojego męża. James był idiotą. Jak mogła tego nie widzieć.
- Lily, słyszałaś Smarkerusa na ostatnim spotkaniu Zakonu – zignorował jej zawiedzioną minę, którą skwitowała złośliwe przezwisko, jakie nadali Severusowi. – Jestem na ich celowniku. Polują na mnie i jeśli mnie zabiją, Zaklęcie zostanie zniesione. Wasza trójka szybko podąży w moje ślady.
Lily zacisnęła wargi i wyciągnęła przed siebie ręce.
- Daj mi Harry'ego. Jeśli masz zamiar zacząć wrzeszczeć, nie będziesz tego robił z moim synem w ramionach!
Syriusz odsunął się od Lily, jakby próbowała mu zabrać ulubioną zabawkę.
- Nie – wydął wargi. – Ja… Wszystko w porządku. On też czuje się dobrze. Prawda, mały?
- Mały! – Powtórzył Harry, sepleniąc. – Obzie!
- Widzisz? Sam tak twierdzi. Mądry dzieciak!
Lily wywróciła oczami.
- On powtarza wszystko, co ty powiesz. I to mnie trochę martwi.
- Uspokój się. On nie powtarza wszystkiego, co ja mówię – zignorował ją. – Poza tym, przecież nie powiedziałem „kurwa".
- Ku…
Syriusz szeroko otworzył oczy i położył szybko dłoń na ustach Harry'ego.
Za późno. Lily zauważyła to i usłyszała.
- Oddaj mi mojego syna!
Syriusz jeszcze raz się do niej wykrzywił, ale oddał jej chłopca. Lily natychmiast go wyniosła do innego pomieszczenia.
- Na Merlina! Wydaje mi się, czy od kiedy urodziła Harry'ego stała się jeszcze bardziej nieznośna?
James potrząsnął głową z rozbawieniem.
- Stary, siedzimy w kryjówkach już półtora roku. Oboje jesteśmy nerwowi.
- Przecież widzę.
- Tylko nie zaczynaj – James opadł na kanapę i przeczesał palcami włosy. – Przynajmniej ty, Remus i Peter robicie coś znaczącego dla losów tej pieprzonej wojny. Frank i Alice mają takie same odczucia, jak my. Wszyscy dosłownie chodzimy po ścianach z bezsilności.
Syriusz zajął miejsce obok swojego przyjaciela i poklepał go po ramieniu.
- Twoim zadaniem, Rogaczu, jest zapewnić swojemu synowi bezpieczeństwo. Nawet jeśli oznacza to, że nie zrobisz nic innego podczas wojny.
Sfrustrowany Potter kopnął stojący najbliżej stolik.
- Jak wielu ludzi zginie, bo nic nie robię? Fenwick, Dorcas, Dearborn, bracia Prewett, Edgar Bones i jego rodzina… McKinnonowie! Wszyscy zamordowani przez Śmierciożerców. Boję się, że teraz padnie na ciebie!
- Nigdzie się nie wybieram, stary. Przynajmniej metaforycznie. Muszę na jakiś czas zniknąć z Wielkiej Brytanii, skoro wzięli mnie na celownik – Syriusz westchnął, zastanawiając się, jakie decyzje zostały podjęte w jego sprawie. Wiedział, że powrót nie był najlepszym pomysłem, ale przez wiele miesięcy ukrywał się w Bułgarii z mrocznymi czarodziejami, popierającymi Voldemorta i przyszłymi Śmierciożercami. Musiał się od nich na jakiś czas uwolnić, żeby nie postradać zmysłów.
- Powinieneś znaleźć Lunatyka. Razem byście byli bezpieczni – zasugerował James.
Syriusz wykrzywił się, przypominając sobie swoje ostatnie spotkanie z wilkołakiem.
- Pieprzyć Remusa.
James przenosił spojrzenie swoich szeroko otwartych orzechowych oczu między Syriuszem i drzwiami, przez które przed chwilą przeszła Lily. Czekał na chwilę, kiedy jego żona pojawi się w progu, wściekła na obu za obrzucanie się wrzaskami i przekleństwami w zasięgu słuchu Harry'ego.
- O co ci, kurwa, chodzi? Nadal nie pogodziliście się po tamtej kłótni? Od tamtej pory minął przecież rok! I wiesz doskonale, że obaj się myliliście. Musisz sobie to wbić do głowy.
Zakłopotany Syriusz westchnął.
- Chodzi o to… Właściwie o nic. Przesadzam – potarł dłońmi swoje policzki. – Nie jestem pewien, czy mogę mu nadal ufać. W dodatku ten cholerny wilk też nie próbuje nawiązać ze mną kontaktu.
- A nie jest przypadkiem na misji z watahą?
- Tak twierdzi Dumbledore.
James skinął głową. Dla niego słowo dyrektora było ostatecznym potwierdzeniem, jak się rzeczy miały. I mimo że Syriusz podziwiał starego czarodzieja, oczywista niechęć, jaką żywiła do niego Mia sprawiała, że Black nie ufał mu do końca. Z drugiej strony, Mia nienawidziła wielu osób, a Dumbledore starał się, jak mógł, żeby zapewnić bezpieczeństwo Jamesowi, Lily i Harry'emu.
- Skoro Dumbledore tak twierdzi, jest to prawda – powiedział po chwili James. – Łapo, nigdy nie próbowałem zrozumieć, jaki związek istnieje między tobą i Lunatykiem, szczególnie, że pośrodku tego związku zawsze znajdowała się moja siostra. Ale on należy do rodziny. Do Watahy. Cóż… On jest powodem, dla którego mamy Watahę. Ufam mu tak samo, jak ufam tobie i Glizdogonowi. Taka nieufność wobec przyjaciela jest całkowicie niehonorowa. Tylko my nam zostaliśmy na tym świecie.
Syriusz spojrzał na Jamesa, który w tym momencie był tak podobny do Charlusa, jak Mia zawsze była podobna do Dorei. Dorea i Mia były słodkie i uprzejme, zdeterminowane i przebiegłe. Należało się ich bać. Z kolei Charlus i James byli lojalni do szpiku kości. Z tego powodu Syriusz w ostatnich dniach czuł się tak, jakby do nich nie pasował.
- Wiem. Przepraszam. Ale mamy kreta w Zakonie. Wiem, że nie chciałem się z tym zgodzić, gdy Snape nam o tym powiedział, ale Dumbledore wszystko potwierdził. Powinienem opuścić Wielką Brytanię, ukryć się, a tak naprawdę… Nie mogę zostawić ciebie, Lily i Harry'ego bez ochrony! Jeśli mnie dorwą…
- Co w takim razie proponujesz?
- Możesz być swoim własnym Strażnikiem Tajemnicy?
James potrząsnął głową.
- Nie mogę. Zaklęcie nie działa w ten sposób. Przynajmniej jeszcze tak nie działa. Podobno pracują nad jego modyfikacją. Szkoda, że Mia…
- Tak, wiem – przerwał mu Syriusz tonem pełnym napięcia. Rzucił Jamesowi przepraszające spojrzenie, kiedy przyjaciel zerknął na niego z uniesioną brwią. – Wiem. Była genialna, jeśli chodziło o ulepszanie zaklęć.
- To musi być Glizdogon. Lunatyk jest za bardzo zaangażowany w walkę na froncie, podobnie jak ja – Syriusz czuł się fatalnie, okłamując swojego najlepszego przyjaciela. W głębi duszy wiedział, że powodem, dla którego trzymał Remusa z daleka od Zaklęcia Fideliusa było to, że mu po prostu nie ufał. Nie obchodziło go, że obiecał kiedy Mii, że będzie ufał Remusowi ponad wszystko na świecie. Nie obchodziło go, że obiecał Jamesowi i Lily, że przeprosi Remusa przy najbliższej okazji. – Albo on, albo Alice lub Frank. Ale oni musieliby wyjść z ukrycia, żeby rzucić zaklęcie, co sprowadziłoby na nich niebezpieczeństwo. Stawiam na Glizdogona. On nigdy nie uczestniczy w walkach. Od czasu śmierci Mary za bardzo się ich boi.
James z namysłem skinął głową.
- To ma sens.
- W takim razie sprowadź tu tego małego dupka i nikomu nie mów o tej zamianie. Im mniej osób będzie o tym wiedziało, tym bezpieczniejsza będzie cała wasza trójka. A im bezpieczniejsi będziecie, tym mniej osób będę musiał zamordować, jeśli stanie się coś złego.
James zmarszczył brwi.
- To nie jest śmieszne, Łapo.
- A wyglądam, jakbym się śmiał? – Syriusz zmrużył oczy. Wiedział dzięki listom od Lily, że James obawiał się tego, że Black podąży mroczniejszą ścieżką z powodu zadania, które zostało mu przydzielone. Syriusz jednak nie mógł zaprzeczyć, że to zagrożenie życia Harry'ego było przyczyną, dla której pogodził się z ciemną stroną swojej natury. James stwierdził wtedy, że Syriusz zbliża się niebezpiecznie blisko pewnej granicy, co przypomniało Blackowi pamiętne słowa Mii:
- W tym tkwi twój problem, Syriuszu! Ty cały czas sądzisz, że jest jakaś granica!
- Jeżeli coś się nam stanie, musisz trzymać nerwy na wodzy – zażądał James, nagle przestraszony. Złapał mocno głowę Syriusza w dłonie. – Jesteś ojcem chrzestnym Harry'ego. Twoim obowiązkiem będzie się nim zająć, jeśli mnie zabraknie.
Syriusz potrząsnął głową, nie dopuszczając do siebie myśli o tym, że James może zginąć.
- Spisaliście swoją ostatnią wolę?
- Oczywiście, że spisaliśmy – prychnął James, odpychając przyjaciela od siebie. – Bylibyśmy idiotami, gdybyśmy tego nie zrobili. Jeżeli coś się nam stanie, Harry dziedziczy wszystko. A ty dziedziczysz Harry'ego.
- A jeśli ja zginę?
- Remus dostanie Harry'ego.
Syriusz westchnął.
- Nie Peter?
- Nie. Od momentu, kiedy upuścił Harry'ego na głowę, kiedy dzieciak miał sześć miesięcy, Lily nie pozwala mu się do niego zbliżać – James roześmiał się. – Dzięki niech będą Merlinowi, że Lily była obok i zdążyła rzucić Zaklęcie Miękkości na podłogę. Kontynuując jednak twój tok myślenia… Jeśli coś się stanie również Remusowi, Harry trafi do Franka i Alice. Nasz najgorszy scenariusz zakłada, że Harry i Neville wychowają się jak bracia. Dumbledore zna nasze życzenia. Wszystkim się zajmie. Najważniejsze, żeby Harry'ego wychowywała rodzina.
- Zgadzam się, dopóki nie jest to rodzina Lily.
Obaj czarodzieje głośno się roześmiali.
- Nawet o tym nie wspominaj – powiedziała Lily, wracając do pokoju z Harrym na biodrze. – Wolałabym, żeby wychowywał się w legowisku smoka. Prawda? Chciałbyś, żeby wychowały cię smoki?
Uśmiechnęła się do trzymanego w objęciach chłopca, który w odpowiedzi zachichotał i pociągnął za jej długie, rude włosy.
Sięgnęła do małego koszyka, stojącego w roku pokoju i wyciągnęła z niego pluszowego Rogogona Węgierskiego. Harry natychmiast puścił włosy matki i zajął się zabawką.
- A teraz, skoro przestaliście rozmawiać na tak przygnębiające tematy – spojrzała uważnie na obu mężczyzn. – Kolacja jest gotowa.
- Sama gotowałaś? – Syriusz zaśmiał się krótko. – Gdzie jest Tilly? Od ponad roku nie jadłem dobrej tarty melasowej.
- Tilly jest we Dworze. Wysłaliśmy ją, żeby posprzątała – odpowiedział James. – Prawie oszalała, będąc zamkniętą z nami.
Syriusz skinął głową i wstał z kanapy. Wyciągnął dłonie do Harry'ego i uśmiechnął się szeroko, kiedy jego chrześniak z radością wskoczył w jego ramiona.
- Chodź ze mną, Harry. Pokażę ci, jak zmienić brokuły w ciasto.
- Wszystko w porządku? – Szepnęła Lily, owijając ramiona wokół klatki piersiowej swojego męża.
- Nie. Martwię się o niego – przyznał James, marszcząc brwi. – Utrata Mii… To go złamało.
- Złamało nad wszystkich – poprawiła go Lily. – Miałeś jakieś wieści od Remusa?
James potrząsnął głową.
- Jego ostatni list był dość ogólnikowy. Mówił coś o watasze na północy wysp brytyjskich. Obiecywał, że postara się wrócić do domu na Święta. Chciał wiedzieć, czy spotka wtedy Łapę. I chociaż mam nadzieję, że pytał, bo zdaje sobie sprawę, że czas najwyższy się pogodzić, to moje przeczucie mi mówi, że jednak pytał, aby uniknąć spotkania z nim.
- Powinniśmy przygotować coś specjalnego na Święta. Tylko dla rodziny. Musimy coś zrobić, żeby naprawić stosunki między nimi. Nawet gdybyśmy zostali zmuszeni, aby położyć ich na noc w jednej sypialni. Szanuję Dumbledore'a i doceniam, co dla nas zrobił, ale nie podoba mi się, że zdecydował się wysłać Remusa i Syriusza na niezależne misje. Wiem, że Zakon potrzebuje od każdego z nich czegoś innego i obowiązki wobec Zakonu mają pierwszeństwo, ale my przynajmniej mamy siebie, a po utracie Mii… Oni tak bardzo na sobie polegali, a teraz obaj są tacy samotni!
- Święta to dobry czas – zgodził się z nią James. – Mam nadzieję, że do momentu ich nadejścia wojna się skończy, my będziemy bezpieczni i będzie można sprowadzić pod jeden dach zarówno Syriusza, jak i Remusa. Naprawimy to, co ich poróżniło.
Lily uśmiechnęła się i ucałowała męża w policzek.
- Zanim nadejdą Święta, mamy inną okazję do uczczenia. Jakie mamy plany na Halloween?
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
31 października 1981
Syriusz łkał, opierając się o potężne ciało Hagrida, a ramię półolbrzyma podtrzymywało go. Jak on się tu znalazł? Jak wszystko mogło nagle przybrać tak zły obrót? Rozejrzał się po zrujnowanym Dworku, który do niedawna był jego domem. Był domem jego przyjaciół.
A jego przyjaciele…
Syriusz pojawił się u Petera, żeby sprawdzić, co u niego. Zaledwie kilka dni wcześniej dokonali podmiany Strażnika Tajemnicy. I mimo, że Syriusz ufał Peterowi, nadal się o niego martwił. A ponieważ od niego zależało teraz bezpieczeństwo Jamesa i Lily, Syriusz zdecydował się czuwać nad Peterem. Przynajmniej do momentu, kiedy Dumbledore przeniesie go do pewnej kryjówki.
Kiedy jednak Syriusz zjawił się w pustym mieszkaniu Petera, ogarnęła go panika. Glizdogon wiedział, że nie wolno mu było opuszczać mieszkania, co oznaczało, że musiało stać się coś bardzo złego.
Wskoczył na motocykl i poleciał najszybciej, jak się dało do Doliny Godryka.
Przybył jednak za późno.
Zmusił się do wejścia w ruiny rezydencji. Nie przejmował się swoim bezpieczeństwem. Słyszał wyłącznie płacz Harry'ego dobiegający z jego pokoju. Spojrzenie utkwił przed sobą, kiedy wchodził po schodach na piętro, zdając sobie sprawę, że na skraju jego pola widzenia pojawiło się zimne, martwe ciało Jamesa. Pozwolił, żeby kierował nim instynkt i niezdrowy przypływ adrenaliny. Jego serce później rozpadnie się na kawałki – później, kiedy już będzie pewny, że Harry jest bezpieczny.
Kiedy dotarł do pokoju dziecięcego, znalazł w nim Hagrida, trzymającego Harry'ego w swoich masywnych dłoniach. Po twarzy gajowego toczyły się ogromne łzy. Harry krzyknął głośno, widząc stojącego w progu Syriusza, jego malutkie rączki wyciągnęły się w stronę ojca chrzestnego.
- Hagridzie – wykrztusił Syriusz, pozwalając sobie spojrzeć na podłogę, gdzie przy kołysce Harry'ego rozlała się plama rudych włosów. Przełknął łzy i wyciągnął ręce. – Hagrdzie, daj mi… Daj mi chłopca.
Półolbrzym zawahał się, ale po chwili przekazał dziecko Syriuszowi. Black mocno przytulił swojego chrześniaka, trzymał się go jak liny ratunkowej. Harry z kolei uspokoił się w objęciach Blacka i mężczyzna mógł w końcu przyjrzeć się twarzy dziecka. Zauważył ranę na jego czole. Z jego gardła wydobył się groźny warkot. Opanowała go pierwotna furia.
- Oddaj mi go – powiedział Hagrid, tłumiąc szloch. – Dumbledore kazał mi go zabrać.
- Peter… Widziałeś Petera? – Zapytał Syriusz, wdychając zapach włosów Harry'ego.
Hagrid potrząsnął przecząco głową i wyciągnął ręce po chłopca.
Syriusz podał mu swojego chrześniaka z wyraźnym wahaniem.
- Muszę odszukać Petera. Harry będzie z tobą bezpieczny, prawda? Zabierzesz go prosto do Dumbledore'a i tam zostanie do momentu, kiedy wyjaśnimy, co się stało?
Hagrid skinął głową i położył sobie Harry'ego w jednej dłoni, natomiast wolnym ramieniem objął Syriusza. Doświadczywszy pierwszego tej nocy kontaktu fizycznego, Syriusz rozpłakał się. Przytrzymał się płaszcza Hagrida, żeby nie upaść.
- Dostałem polecenie od Dumbledore'a. Zabiorę go tam, gdzie mi kazał.
Syriusz nie zapytał, dokąd Hagrid zabiera jego chrześniaka, chociaż powinien był. Mężczyzna wiedział tylko, że Harry'emu trzeba zapewnić bezpieczeństwo i dach nad głową. Dumbledore wiedział, co robić. James powiedział, że Dumbledore znał życzenia jego i Lily. Dumbledore się wszystkim zajmie.
- Zabierz mój motocykl. Wiem, że nie powinieneś korzystać z magii – powiedział Syriusz, ocierając łzy z twarzy. Zmuszał się, żeby nie patrzeć na ciało Lily. – Nie chcę, żebyś ryzykował Aportację, mając przy sobie Harry'ego. Na motocyklu dostaniesz się w krótkim czasie w miejsce, do którego masz dotrzeć.
Hagrid ponownie skinął głową i chciał przejść obok Syriusza, ale Black zatrzymał go, pochylił się nad Harrym i pocałował go w czoło.
- Wszystko będzie w porządku, Harry. Ja… Muszę się czymś zająć, ale wrócę po ciebie. Niedługo się zobaczymy.
Obserwował, jak Hagrid opuszcza Dworek Potterów z małym Harrym w kołysce. Kiedy w końcu byli poza zasięgiem jego wzroku i słuchu, pozwolił sobie osunąć się po ścianie na podłogę i zapłakać głośno. Ogarnęła go rozpacz.
Znajdował się na skraju szaleństwa i potrafił myśleć tylko o tym, że Mia wiedziałaby, co robić w takiej chwili. W jaki sposób żyć dalej. Wiedziałaby, co zrobić z ciałami Jamesa i Lily, jak skontaktować się z Remusem. Wiedziałaby, czy Remusowi można ufać. Wiedziałaby, jak odnaleźć Petera… Albo ciało Petera, bo przyjaciel musiał być martwy. Chociaż z drugiej strony Mia prawdopodobnie nie chciałaby go odnaleźć. Mia nigdy nie lubiła Petera.
- Chodzi mi o to, że… Peter nie jest mi tak bliski jak was dwóch.
Kiedy byli dziećmi, miała prawo do swoich opinii. Peter nie był odważny. Nie rwał się do walki, jak pozostali Gryfoni. Był idealnym Strażnikiem Tajemnicy.
- Co on ci takiego zrobił?
- Zrobił ci coś? Mów!
- Nie. Po prostu… Nie wiem. Nie ufam Peterowi.
I kiedy Syriusz się nad tym dłużej zastanawiał, musiał przyznać, że Mia miała rację. Peter miał nawyk odzywania się zanim pomyślał. Jego reakcja na lykantropię Remusa też nie była taka sama, jak reszty grupy. A wszyscy wiedzieli, że sposób traktowania Remusa był dla Mii punktem zapalnym.
- A dlaczego nie mieli go wpuścić do Hogwartu, co, Peter? Powinni go wyrzucić? Może zamknąć w klatce? Jak jakieś zwierzę?! Co będzie następne, Peter? Zamknąć czarodziejów mugoslkiego pochodzenia w obozach koncentracyjnych?
Na Merlina, ta dziewczyna zrobiłaby wszystko, żeby chronić Remusa. A okazało się, że Remus nie był taki idealny, jak zawsze myślała.
- W zeszłym roku Syriusz znalazł ukryty tunel do Hogsmeade. Chcemy zobaczyć, czy jest ich więcej.
- Hej! To był sekret Huncwotów! Remusie, nie potrafisz dochować tajemnicy!
- Oczywiście, że umie! – Warknęła wtedy na niego Mia. – Prawdę mówiąc, Remus zawsze powinien być waszym strażnikiem tajemnicy.
Może James miał rację, zastanawiał się Syriusz. Może Mia miała wtedy rację. Może powinni byli uczynić Remusa Strażnikiem Tajemnicy. Oczywiście, Mia nie mogła wtedy o tym wiedzieć. A może wiedziała? Zawsze żartowali, że jest Widzącą. Zawsze wiedziała o czymś z wyprzedzeniem.
- Cały Remus: olał swoich przyjaciół i wygadał wszystkie nasze sekrety swojej dziewczynie!
- Remus nic mi nie powiedział! Prawda jest taka, że zawsze powinieneś ufać Remusowi, Syriuszu. Skoro wasze sekrety wyszły na jaw, może macie pośród siebie… Chciałam powiedzieć kreta, ale bardziej mi to przypomina szczura. Ile razy wam powtarzałam, że Peter nie potrafi dochować tajemnicy?
Syriusz poczuł, jak krew odpływa z jego twarzy wraz z ilością wspomnień, które przewijały się przed jego oczami. Nie… To nie było możliwe. To było lata temu i ona… Ona po prostu go nienawidziła. To wszystko. To musiało być wszystko. Mia nie znosiła Petera. Miała, oczywiście, dobre powody. W końcu szpiegował ją, kiedy uprawiała seks z Remusem.
- To tylko znaczy, że Peter nas szpieguje, podsłuchuje nasze rozmowy. Minęło kilka miesięcy, od kiedy spałam z którymkolwiek z was. To znaczy, że był w posiadaniu tej informacji od dłuższego czasu, ale użył jej w momencie, kiedy tego potrzebował.
- Nie sądzę, żeby Peter celowo…
- Przestań ufać Glizdogonowi!
Syriusz poczuł, jak jego serce się boleśnie skurczyło.
- Nie…
- Może powinieneś porozmawiać z Dumbledorem – powiedziała kiedyś do Petera. – On ci pomoże. Zapewni twojej rodzinie bezpieczeństwo.
- Nic nie rozumiesz, Mia.
- Peter, twoi przyjaciele cię ochronią! Właśnie po to tu są. Zginą dla ciebie, tak samo, jak ty byś zginął dla nich.
I Peter dla nich zginął. Zginął, próbując ochronić sekret Jamesa i Lily. Prawda? Oczywiście, że tak. W jaki inny sposób można przełamać Zaklęcie Fideliusa? W jaki inny sposób Voldemort dostałby się do rezydencji? Peter był członkiem Zakonu Feniksa. Był Huncwotem. Walczył o życie Mary, kiedy Wilkes ich zdradził. Regulus sam to przyznał.
- Syriuszu! Ktoś was zdradził!
- Bez jaj!
Syriusz tam był. Widział to na własne oczy. Wilkes ich zdradził i nawet próbował zamordować Glizdogona, kiedy ten odwrócił się do Śmierciożercy plecami. Syriusz zabił wtedy zdrajcę, osłaniając uciekającego Petera. Próbując ocalić Mary, która umarła w jego ramionach.
- Mary, na Merlina, tak mi przykro.
- Syr… Syriuszu… Pułapka…
- Wiem. Wiem. Wilkes nas zdradził. Tak mi przykro, Mary. Ja… Nie wiem, co mam robić.
- P… Peter… Peter…
- Wszystko w porządku. Peter się stąd wydostał. Zranił się w ramię. Poza tym nic mu się nie stało.
- N… Nie. Peter… Pułapka…
- O, kurwa – wymamrotał do siebie, czując, jak jego skóra lodowacieje.
- Jak tam twoje ramię, Pete?
- Już lepiej, dzięki. Uzdrowiciele mówią, że takie rany bardzo długo się goją. Ta może się nigdy nie zagoić. Musiała we mnie uderzyć jakaś mroczna klątwa.
Jego przedramię. Klątwa uderzyła w jego przedramię. Czy po tamtym dniu widzieli, żeby odsłaniał ramię? Czy kiedykolwiek widzieli bliznę, jaką zostawiła? Nie, to niemożliwe. Syriusz był pewny. Remus był szpiegiem. Na bardzo długi czas odseparował się od nich i żył w zgodzie z innymi wilkołakami. Nawet Snape stwierdził, że zdrajcą jest Syriusz albo Remus. Ale z drugiej strony, od kiedy on się w czymś zgadzał ze Smarkerusem?
- Kurwa mać! – Wrzasnął i wstał. Nerwowo zaczął chodzić po zniszczonym przedpokoju, marząc, żeby Mia stanęła obok niego, przeczesała mu włosy palcami i obiecała, że wszystko będzie w porządku. Tak bardzo chciał cofnąć czas i uratować swoją rodzinę i przyjaciół. – Co ja mam teraz zrobić?
- Syriuszu?
- Tak, kotku?
- Możesz mi coś obiecać?
- Dla ciebie wszystko, kochanie.
- Obiecaj mi, że… Że zawsze będziesz ufał Remusowi. Zawsze pamiętaj, że on nikogo nie skrzywdzi. A… A kiedy będzie cię najbardziej potrzebował, obiecaj mi, że będziesz przy nim.
- Obiecuję.
- Co ja zrobiłem? – Zapłakał. Kolana się pod nim ugięły i upadł na podłogę. – Co ja narobiłem?!
- Syriuszu, nie ufaj G… G… G… Kurwa mać!
- Glizdogonowi – wypluł to słowo jak truciznę. Jego dłonie zacisnęły się w pięści tak mocno, że paznokcie przebiły skórę.
- Nie mów o przyszłości… Nie o przyszłości… Może o przeszłości? Syriuszu, Wrzeszcząca Chata. Pierwszy raz, kiedy w niej nocowaliśmy. Instynkt. Ufaj swojemu instynktowi.
- Mój instynkt mówi mi, że potrzebuję się przewietrzyć.
- Nie! W takim razie zaufaj mojemu instynktowi.
Ona zawsze miała rację. Zawsze wszystko wiedziała. Zawsze zwracali się do niej po radę, po pomoc. Była ich światłem przewodnim. Zawsze miała rację. I pierwszej nocy, którą spędzili wspólnie we Wrzeszczącej Chacie, instynkt nakazał jej zabić Glizdogona.
Rozpacz została zastąpiona szalejącą furią.
Syriusz zawarczał pod nosem i sięgnął do kieszeni po swoją ostatnią szansę. Planował tego użyć, gdyby najczarniejszy scenariusz stał się rzeczywistością i w grę by wchodziła misja ratunkowa. Gdyby porwano Petera i Syriusz musiałby po niego pójść, skorzystałby z Tele-Świstoklika, dzięki któremu znalazłby i uratowałby przyjaciela.
A jednak to, co jeszcze niedawno wydawało się Syriuszowi najczarniejszym scenariuszem, już nim nie było. On znajdował się w samym środku najczarniejszego scenariusza. I wcale nie wybierał się na misję ratunkową.
Chciał się zemścić.
Wyciągnął z kieszeni Sykla, którego kilka dni wcześniej zmienił w Tele-Świstoklik. Drugi ukradkiem włożył do kieszeni szaty wierzchniej Glizdogona, kiedy się ostatnio widzieli.
Mocno zacisnął dłoń na monecie.
- Portus!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Peter Pettigrew przemieszczał się szybko po ulicach Londynu. Znajdował się w strefie granicznej między mugolskimi centrami handlowymi i czarodziejską dzielnicą mieszkaniową. Mugole, co oczywiste, nie widzieli magicznych rezydencji, ukrytych za potężnymi zaklęciami odpychającymi.
Pomimo tego, że znajdował się w pobliżu ludzi swojego własnego rodzaju, Peter czuł się bezpieczniej pośród tłumu Mugoli. Przynajmniej w tym momencie czuł się bezpieczniej. Od teraz będzie chroniony. Zrobił to, czego od niego oczekiwano, bez względu na koszty. Czarny Pan go ochroni, wyniesie w hierarchii społecznej nowego świata, zgodnie z obietnicą.
Coś zadrżało w jego kieszeni i w momencie, kiedy spojrzał w dół, zauważył, że jego szata błyszczy niebieskim światłem. Coś ciężkiego rzuciło go na asfalt. Potykając się, próbował wstać i zauważył, że otaczający go Mugole patrzą ze zdziwieniem w jego kierunku.
Peter odwrócił się i spojrzał prosto we wściekłe, szare oczy Syriusza Blacka. Krew odpłynęła mu z twarzy.
Dziedzictwo Blacków spowodowało, że Syriusz wiecznie poruszał się po bardzo cienkiej granicy oddzielającej szaleństwo od zdrowego rozsądku. Patrząc w małe, wodniste oczka zdrajcy, mężczyzna nie wiedział, po której stronie tej granicy właśnie się znajduje. Stał przed nim jego przyjaciel z dziecięcych lat. Mały chłopiec, którego gnębił w pociągu do Hogwartu Lucjusz Malfoy. Młody Huncwot, który wraz z nim żartował z innych ludzi, dzielił z nim przez siedem lat dormitorium, który walczył z nim ramię w ramię – tak przynajmniej kiedyś uważał. Stojący przed nim czarodziej był jego przyjacielem przez prawie całe życie, a odebrał mu to wszystko, co w jego życiu było najważniejsze, co kochał ponad wszystko. Jamesa i Lily, jego rodzinę. Harry'ego, po którego będzie musiał wrócić, kiedy już załatwi tę sprawę. Remusa, przeciwko któremu Peter go subtelnie nastawiał. I Mię… Czy Peter był odpowiedzialny za jej śmierć? Jej porwanie? Jej odejście?
- Pettigrew! – Syriusz wrzasnął na najniższego Huncwo… Nie, wróć. Najniższego Śmierciożercę, który zaczął uciekać w panice. Black oczekiwał, że Glizdogon zacznie uciekać. Peter zawsze uciekał.
Syriusz uniósł różdżkę, ignorując dziwne spojrzenia, jakimi obdarzali go przechodzący obok Mugole. Ignorując fakt, że prawdopodobnie wyglądał jak szaleniec. Ignorując przepotężne pragnienie, żeby zmienić się w psa i rozerwać Petera swoimi zębami. Nie, ta sprawa musiała się wyjaśnić między dwoma mężczyznami. Najpierw Syriusz zwiąże Petera zaklęciem, a następnie rozerwie go na strzępy gołymi rękoma.
Jednak ku jego zdziwieniu, Peter nagle obrócił się na pięcie i spojrzał na niego. Różdżkę trzymał w dłoni za plecami.
- Jak mogłeś? – Krzyknął Peter rozdzierającym tonem, a Syriusz tylko warknął. – Lily i James! Jak mogłeś wydać ich Czarnemu Panu?
Syriusz szeroko otworzył oczy, nagle uświadamiając sobie, co się działo. Ruszył przed siebie z zamiarem ataku, ale, jak przed momentem, nie docenił Glizdogona. Peter, co zaskakujące, był od niego szybszy.
Syriusz praktycznie nie widział ruchu różdżki. Zdążył zauważyć krew na dłoni Petera, jego wargi układające się w słowa zaklęcia i oślepiający błysk. Wokół niego nagle zaistniał ogień, krew i fragmenty zrujnowanych domów i ulic. Siła uderzeniowa odrzuciła Blacka na ścianę, którą miał za plecami. Nie mógł złapać oddechu.
Najpierw wrócił mu zmysł węchu, chwilę później wzrok. Eksplozja chwilowo go ogłuszyła, ale i tak docierały do niego stłumione wrzaski, kiedy rzucił się ku wielkiemu kraterowi, gdzie znajdowało się źródło wybuchu. Leżały tam puste szaty Petera. Syriusz postanowił zignorować leżące wokół ciała Mugoli, z determinacją szukając tego, czego potrzebował, zanim mógłby umknąć z piekła. Złapał zakrwawione szaty Glizdogona i zauważył, jak wypada z nich jeden palec.
- Gdzie on jest?! Gdzie jest ten pierdolony szczur?!
Wściekłość i rozpacz w końcu popchnęły go na tę stronę cienkiej granicy, po której królowało szaleństwo. Syriusz zaczął się histerycznie śmiać, kiedy zrozumiał, co się stało. Wykiwano go. Rozdarł zakrwawione szaty Petera, wrzeszcząc w ogarniającej go furii. Nie był do końca świadomy, że otoczyli go Aurorzy z Bartemiuszem Crouchem i Korneliuszem Knotem na czele.
Przed jego oczami pojawiły się obrazy zimnych, martwych ciał Jamesa i Lily, smród wszechobecnej krwi atakował jego zmysł węchu. Śmiech zamarł na jego wargach i z oczu trysnęły łzy. Ukrył twarz w dłoniach i zaszlochał.
- To moja wina. Zabiłem ich. Zabiłem!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
3 listopada 1981
Remus patrzył na ogromny nagrobek, odczytując powoli imiona swoich przyjaciół. Chciał być wściekły. Chciał poczuć furię i chęć zemsty, które powinny się w nim rozpalić, ale nie czuł nic. Powrócił do domu, do Londynu, kiedy sowa od Dumbledore'a dotarła do niego, koczującego z niewielką watahą w małej walijskiej wiosce. W zapieczętowanej kopercie znalazł krótki list i Świstoklik.
List składał się wyłącznie z trzech słów: Wracaj do domu.
Spędził wiele miesięcy z innymi wilkołakami, starając się przekonać ich do siebie, dowiedzieć się, gdzie leży ich lojalność. Brakowało im jedzenia, brakowało snu. Gdy jednak nadeszło Halloween, nie mógł zasnąć, pomimo wyczerpania. Kręcił się na posłaniu, przewracał z boku na bok i przykładał dłonie do klatki piersiowej, w której czuł ból i pustkę. Coś, co kiedyś było stałym źródłem ciepła zmieniło się w zimną przestrzeń w jego duszy. Zbyt dużo czasu spędziłem z dala od rodziny, stwierdził wtedy.
List Dumbledore'a, chociaż krótki i przesiąknięty zmartwieniem, był dla niego ulgą. W końcu pozwolono mu na powrót do domu, na ponowne bycie człowiekiem. Na spędzanie czasu z ludźmi, których kochał.
Remus zaczął pakować swoje rzeczy, kiedy usłyszał rozmowę dwóch wilkołaków, zamkniętych w pokoju obok.
- Wygląda na to, że nie będzie nas potrzebował. Słyszałem, że dał się zabić. Przez głupie niemowlę, tak mówią. Taki był z niego Czarny Pan.
- Kto zginął? – Zapytał Remus, wchodząc do pokoju i patrząc w oczy tych kilku wilków, które zdołał dobrze poznać podczas ostatnich miesięcy.
- Sam-Wiesz-Kto. Rano wybrałem się do wioski czarodziejów i zastałem ich podczas świętowania i wychwalania jakiegoś dzieciaka. Mówili o nim tak, jakby był wcieleniem samego Merlina.
- Jakiego dzieciaka?
- Jakiegoś sieroty. Chyba nazywa się Harry Potter.
Remus zacisnął dłoń na Świstokliku tak mocno, że przedmiot przebił mu skórę. Przeniósł go jednak do domu. Domu w zniszczonym świecie, gdzie jego przyjaciele byli albo martwi, albo skazani na pobyt w więzieniu, gdzie był sam i samotnie musiał zmierzyć się z przyszłością, gdziekolwiek by nie wylądował.
Odwrócił wzrok od nagrobka, bo nie mógł znieść już dłużej jego widoku. Poczuł, jak od tyłu zbliża się do niego Dumbledore i całe jego ciało napięło się.
- Dobrze cię widzieć, Remusie – powiedział stary czarodziej, kładąc dłoń na ramieniu Huncwota. – Cieszy mnie, że wyszedłeś bez szwanku ze swojej misji pośród watah wilkołaków.
- Już nie ma sensu, żebym z nimi przebywał, prawda? Wojna skończyła się.
- Tak. Wygraliśmy.
Remus zawarczał, strząsając z siebie dłoń Dumbledore'a.
- Dwoje moich przyjaciół zostało pochowanych pod naszymi stopami. Z kolejnego zostały same atomy. Kolejna dwójka całe życie spędzi w klinice świętego Munga, a ostatni… - Zamrugał na myśl o Syriuszu. Ostatnim razem, kiedy się widzieli, odeszli od siebie skłóceni. Obaj byli wściekli, zgorzkniali, obwiniali się o zbyt wiele. Było między nimi zbyt wiele pytań, na które zabrakło odpowiedzi. W głowie Syriusza była tylko Mia, a z powodu tej przeklętej Wieczystej Przysięgi, którą wymusił na nich właśnie Dumbledore, on nie mógł Syriuszowi nic powiedzieć. Na pewno nie przez najbliższe trzynaście lat. Nie, żeby to miało jakieś znaczenie, skoro Syriusz został skazany na dożywocie w Azkabanie.
Remus był zdziwiony tym, że nie przeprowadzono żadnego procesu, ale w tym momencie w ogóle go to nie obchodziło. Syriusz wydał Jamesa i Lily Voldemortowi. Próbował złożyć w ofierze własnego chrześniaka. Remusa nagle przeszyła wdzięczność, że Mia nie dotrwała końca wojny.
- Żadne z nas nie wiedziało, do czego zdolny był Syriusz – powiedział miękko Dumbledore.
- Mia by wiedziała. Mia wiedziała – zadrżał na tę myśl. Czy Mia wiedziała, że to się wydarzy? Nie mogła wiedzieć. Nie mogła wiedzieć, że miłość jej życia zdradzi jej brata i bratową, wyda całą jej rodzinę na pastwę mordercy. Nie. Mia nie wiedziała. Nigdy nie zakochałaby się w Syriuszu, gdyby wiedziała. Nieważne, czy łączyła ich Więź Duchowa, czy nie.
- Być może. Wymagało to ode mnie nieco zachodu, ale… Udało mi się odzyskać rzeczy Syriusza. Chcę ci je oddać – dyrektor podał mu pudełeczko, które zostało magicznie pomniejszone.
Remus przyjął je od Dumbledore'a i machnął nad nim swoją różdżką, żeby przywrócić mu oryginalny rozmiar. Otworzył je i zauważył, że działa w nim Zaklęcie Powiększające Przestrzeń. Sięgnął dłonią do środka i wyczuł skórzaną kurtkę Syriusza oraz srebrny łańcuszek o drobnym splocie, na którym wisiał Świstoklik kierujący do Dworu Potterów. Na dnie pudełka leżała długa, orzechowa różdżka.
Remus warknął, patrząc na różdżkę Syriusza leżącą w jego dłoni.
- Dlaczego miałbym to zabrać ze sobą?
- Wydawało mi się, że mają dla ciebie wartość sentymentalną – stwierdził Dumbledore. – Wiem, że Syriusz i panna Potter byli ze sobą bardzo blisko.
W końcu Remusa ogarnął gniew. Upuścił pudełko i ujął różdżkę Syriusza w obie dłonie, mając zamiar złamać ją na pół. Gdy jednak przyłożył nacisk do drewna, poczuł bolesne ukłucie w nadgarstek i bezwolnie wypuścił różdżkę z dłoni. Gdy upadła do otwartego pudełka, Remus tylko westchnął, pokonany.
- To bardzo ciekawe – powiedział z namysłem dyrektor. – Wygląda na to, że Wieczysta Przysięga cały czas jest w mocy.
Remus rozmasował pulsujący bólem nadgarstek, przeklinając ostrzeżenie, jakie otrzymał od magii Przysięgi.
- Obiecałem jej, że zdam się na jej osąd w sprawach związanych z przyszłością. Obiecałem, że… Z jakiegoś powodu nadal muszę opiekować się tym dupkiem. Nawet jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa jego różdżce. Niech ją szlag trafi! Niech ich oboje szlag jasny trafi!
Dumbledore westchnął.
- Zbyt wiele spoczywa na twoich ramionach, Remusie. Bardzo mi przykro z tego powodu.
- Albusie, gdzie jest Harry?
- Ze swoją rodziną.
- Ja jestem jego rodziną – nie zgodził się Remus. – Jedyną rodziną, jaka mu pozostała.
- To nieprawda. Hagrid i ja zostawiliśmy go u Petunii i Vernona Dursley'ów.
Remus poczuł, jak w jego żołądku formuje się lodowata kula. Szok i niedowierzanie pojawiły się na jego twarzy.
- Co zrobiliście? Oszalałeś? Miałeś tę nieprzyjemność poznać tych Mugoli? Harry powinien być pod moją opieką! Uważasz, że nie znałem szczegółów ostatniej woli Lily i Jamesa? Teraz moim zadaniem jest dbać o niego. Zapewnić mu bezpieczeństwo.
- Więc pomóż mi zapewnić mu bezpieczeństwo, Remusie. Aurorzy zajęli mieszkanie Syriusza, więc z tego, co rozumiem, nie masz gdzie się podziać.
Remus gwałtownie wciągnął powietrze, gdy dotarła do niego ta wiadomość. Nie miał już domu. Stracił wszystko: rodziców, najlepszego przyjaciela, jego rodzinę, a teraz również swój dom.
- Niedawno została przeforsowana nowa ustawa dotycząca wilkołaków. Zgodnie z nią, nie masz prawa być legalnym opiekunem Harry'ego – kontynuował dyrektor. – Gdybym pozwolił ci się nim zająć, Ministerstwo natychmiast by ci go odebrało. I wtedy chłopiec znalazłby się w ich rękach. To dziecko jest specjalne. Wyjątkowe. On, niemowlę, pokonał Voldemorta. Wychowywany pośród Mugoli nie stanie się przedmiotem studiów czy testów. Nie będzie niczyją kartą przetargową i nie stanie się celem. Bardzo mi się nie podoba dyskryminacja twojej choroby, ale gdybym pozwolił Harry'emu zostać z tobą, chłopiec zostałby dodatkowo obciążony twoimi problemami. A już ma wiele do niesienia na swoich ramionach. Czy właśnie tego być chciał?
Remus z trudem przełknął ślinę.
- Nie. Oczywiście, że nie.
Najwidoczniej słowa wilkołaka przekonały Dumbledore'a, że Remus nie zrobi nic pochopnego w związku z Harrym i jego bezpieczeństwem. I chociaż dalej coś mówił, Remus już dłużej nie słuchał, patrząc bezmyślnym wzrokiem na nagrobek przyjaciół. Żałował, że nie było go przy nich, żeby ich bronić. Żałował, że nie mógł odwiedzić Franka i Alice, ale wilkołakom zakazano wstępu do kliniki świętego Munga. Żałował, że nie zostało wystarczająco dużo szczątków Petera, żeby go pochować.
Miał nadzieję, że Syriusz cierpi w Azkabanie.
- Remusie, kocham cię – przypomniał sobie ostatnie słowa, jakie wypowiedziała do niego Mia. Przytłoczyło go dziwne poczucie winy. – Jesteś moim najlepszym przyjacielem i bardzo cię kocham. Proszę, zajmij się nim. I pamiętaj, co mówiłam: ufaj Syriuszowi. Zawsze ufaj Syriuszowi.
- Obiecuję.
Dlaczego złożył jej taką obietnicę? Dlaczego założył Zmieniacz Czasu na jej szyję? To zmieniło całą przyszłość. Zrujnowało przyszłość.
Remus był pewien, że próbując ją ocalić, zniszczył przyszłość, z której przybyła.
KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ
