Od tłumaczki: To jeden z moich ulubionych rozdziałów. Jest bardzo smutny, szczególnie, jeśli ktoś potrafi postawić się w położeniu Remusa. I wiąże ze sobą bardzo wiele luźnych wątków. Ocenę zostawiam Wam. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 102 – WIĘŹNIOWIE I PIWNICE
31 lipca 1993
Z dala od cywilizacji, na wyspie położonej gdzieś na Morzu Północnym, w więziennej celi siedział mężczyzna. Jeden z tych, którzy ginęli w tłumie identycznie ubranych ludzi o pustym spojrzeniu. Jeden z tych, którzy ginęli w labiryncie identycznych korytarzy i pustych wiader. Wiadra były puste, ponieważ wody wystarczyło albo do napicia się, albo do umycia. Nigdy na obie te czynności. I z jakiegoś powodu odwodnienie było większym koszmarem niż wszechobecny brud, chociaż kilku więźniów umarło z powodu celowego odmawiania sobie wody. Innym się to nie udało, bo Aurorzy ogłuszali ich, wiązali i dostarczali uzdrowicielom. A gdy ich stan ustabilizował się na tyle, że wiadomo było, iż przeżyją, wracali do brudnej celi i marzenia o śmierci.
Syriusz Black nigdy nie marzył o śmierci.
Podczas pierwszego roku spędzonego w więzieniu napędzała go zemsta. W ciągu kolejnych pięciu lat chciał, żeby zostawiono go w spokoju i chętnie to życzenie spełniono, bo nikt – nawet rezydenci Azkabanu – nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Aurorzy, uzdrowiciele, wizytujący urzędnicy mieli go za sekretnego Śmierciożercę, ulubieńca Sami-Wiecie-Kogo, mężczyznę, który zdradził Potterów. Prawdziwi Śmierciożercy, aktualnie przebywający w więzieniu, doskonale znali prawdę, ale nie powiedzieli nic w jego obronie. A nawet, gdyby chcieli coś powiedzieć… Kto by im uwierzył? Dla nich był zdrajcą krwi, ostatnim przedstawicielem dumnego rodu, który pogrążył tenże ród w głębokim gównie. Syriusz jednak uważał, że jego rodzina stoczyła się na dno na wiele lat przed jego urodzeniem.
Przez ostatnie kilka lat Syriusz marzył o swojej rodzinie – o swojej prawdziwej rodzinie. O rodzinie, którą sam sobie wybrał.
Na początku starał się nie myśleć o nich zbyt często. Dementorzy wyczuwali te szczęśliwe chwile i napierali na jego celę, żeby go obrabować z tych radosnych myśli. Syriusz był przerażony, że zabiorą mu wspomnienia – ostatnie skrawki jego własnego człowieczeństwa – i z tego powodu skupił się na swojej niewinności. Na Peterze. Na swojej nienawiści.
Ale nienawiść lubi łamać ludzi.
A Syriusz Black nie pozwolił się złamać.
Wyczekiwał krótkich chwil ulgi, kiedy Dementorów nie było w zasięgu wzroku. Wyczekiwał momentów, kiedy Aurorzy zmieniali się w patrolowaniu korytarzy Azkabanu, bo mieli przy sobie srebrzyste Patronusy. Wyczekiwał dni, kiedy eskortowali odwiedzających, urzędników i innych ludzi. A czasami zdarzały się takie dni, jak ten, kiedy czarodzieje zajmujący najwyższe stanowiska w Ministerstwie Magii przybywali na inspekcję.
Otoczony srebrzystymi Patronusami, które odpędziły Dementorów, Syriusz odetchnął z ulgą i oparł dłoń o kamienną ścianę swojej celi. Marzył, żeby stała się ona mięciutką poduszką, a zimna, wilgotna podłoga – ciepłym łóżkiem z czterema kolumienkami. Wtedy miałby na sobie mugolskie jeansy i skórzaną kurtkę zamiast zagrzybionego więziennego uniformu. I zamiast obezwładniającej samotności, byłaby z nim czarownica – jego czarownica – przeczesująca palcami jego włosy, całująca skórę tuż nad jego obojczykiem i z gracją przesuwająca usta w dół jego ciała.
- Jeszcze nie zdechłeś, Black? – Jakiś głos zawołał zza drzwi jego celi, przerywając jego marzenia.
Syriusz Black nie był mordercą, ale potrafiłby zabić. Jego spojrzenie padło na okrągłą, zadowoloną z siebie twarz Korneliusza Knota. Ministra Knota, jak się do niego zwracali Aurorzy. Mężczyzna stał przed wejściem do celi w staromodnej, prążkowanej szacie i najbrzydszym kapelusiku, jaki Syriusz w życiu widział. W ręku trzymał zwinięty egzemplarz Proroka Codziennego.
- Przeprowadzam inspekcję – powiedział Knot, jakby właśnie spotkał się z Syriuszem w interesach. W rzeczywistości skazaniec (jeśli skazańcem można nazwać kogoś, kto nigdy nie stanął przed sądem) i morderca spotkał się właśnie z mężczyzną, który wtrącił go do więzienia i dosłownie naznaczył go jako człowieka niebezpiecznego dla społeczeństwa.
Syriusz bezgłośnie potarł bliznę na swojej piersi, która identyfikowała go jako więźnia Azkabanu. Była to tylko jedna z kilku blizn, jakie otrzymał na małej wysepce, na Morzu Północnym. Dostał również tatuaż na nadgarstku, jedyny, którego sam sobie nie wybrał: numer więzienny. Bo właśnie do tego został zredukowany: do numeru, jednego pośród wielu szaleńców.
- I jak idzie ta inspekcja, panie ministrze? – Zapytał Syriusz. Zastanawiał się, czy w ogóle chciał rozmawiać z tym mężczyzną, ale bardzo rzadko zdarzała mu się prawdziwa rozmowa. A na początku swojego pobytu nauczył się, że głupie odzywki nie pomagają, a czasami nawet zapewniają mu porządną chłostę.
- Całkiem nieźle. Masz jakieś uwagi? – Knot parsknął śmiechem.
Był taki moment podczas lat, które spędził w więzieniu, kiedy Syriusz rzuciłby się na okratowane drzwi tylko po to, żeby zetrzeć z twarzy tego mężczyzny uśmiech. W tym momencie nie miał na to sił. Jego ciało było wygłodzone prawie do śmierci i Syriusz sądził, że nie byłby w stanie nawet utrzymać w dłoniach łyżki. Nie, żeby miał dostęp do takiego luksusu, jakim były sztućce. Czasami jednak wracał myślami do tych dni, kiedy dostęp do zastawy stołowej nie był czymś, do czego tak strasznie tęsknił. Prawie bawiły go słowa nowych więźniów skazanych na pobyt w Azkabanie, którzy skarżyli się na brak łyżki, którą mogliby zjeść kleik i brak różdżki, którą mogliby transmutować łyżkę. Na szczęście, w swojej postaci animagicznej, Syriusz był psem i nie przeszkadzało mu jedzenie z podłogi. Jeszcze mniej przejmował się tym, jak musi to wyglądać dla strażników i innych więźniów.
Black odkaszlnął.
- Obsługa hotelowa jest poniżej wszelkiej krytyki. Przynieśli mi szampan z rocznika 1962, kiedy wyraźnie zamawiałem rocznik 1974.
Korneliusz Knot roześmiał się, słysząc żartobliwy ton Syriusza i mężczyzna przez chwilę poczuł się prawie jak człowiek.
- Nie spodziewałem się, że po tym, co zrobiłeś całej jego rodzinie, będziesz chciał świętować jego urodziny – powiedział po chwili Knot, a jego rozbawienie zniknęło, zastąpione potępiającym wzrokiem.
- Czyje urodziny? – Zapytał zdezorientowany Syriusz.
- Harry'ego Pottera – Knot rzucił Syriuszowi swój egzemplarz Proroka Codziennego. Na samej górze pierwszej strony widniała data: trzydziesty pierwszy lipca.
Trzynaście, pomyślał Syriusz. Jego chrześniak, jego chłopiec, kończył dzisiaj trzynaście lat. We wrześniu rozpocznie trzeci rok nauki w Hogwarcie – bardzo ważny rok, podczas którego wybierze dodatkowe przedmioty. Syriusz zastanawiał się, czy Harry podąży śladami Lily, Mii i Remusa, i wybierze Starożytne Runy i Numerologię, czy może zdecyduje się na coś, co wymaga więcej odwagi i zapisze się na Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami? Przez całe lata myśli Syriusza często wracały do Harry'ego Pottera.
Po śmierci Jamesa i Lily oraz uwięzieniu Syriusza w Azkabanie nikt nic nie słyszał o Harrym Potterze. Dopiero dwa lata temu, gdy Harry rozpoczynał naukę w Hogwarcie, na małą wyspę na środku Morza Północnego dotarły wieści o chłopcu. Aurorzy, uzdrowiciele i strażnicy więzienni byli strasznymi plotkarzami.
- Harry Potter! Możesz w to uwierzyć? – Wykrzyknął jeden ze strażników. – Mój syn jest rok wyżej w Hogwarcie. Z tego, co słyszałem, wygląda dokładnie, jak jego ojciec!
Poza oczami, pomyślał Syriusz. Harry ma oczy Lily.
- No, oczywiście, że Harry Potter został przydzielony do Gryffindoru – wspomniała innego dnia uzdrowicielka do swojej koleżanki. – Przecież jego rodzice należeli do Gryffindoru. Ale jeśli chcesz znać moje zdanie, byłby świetnym Krukonem.
Gryffindor. Syriusz uśmiechnął się z radością, gdy to usłyszał. Jak dumny ojciec. Jak James, gdyby się o tym dowiedział.
- Widziałem na własne oczy, kiedy odwiedziłem córkę, Ścigającą Slytherinu. Może nie jest najlepszym graczem… Miotało nim na wszystkie strony… Ale mecz się skończył, gdy Harry Potter złapał znicza ustami! – Auror zaśmiał się do swojego partnera, stojąc nieopodal celi Syriusza. – Najmłodszy Szukający tego stulecia, tak mówią.
Syriusz nie odważył się zadawać pytań, nie pokazał, że w ogóle słyszał te ciche rozmowy. Za bardzo się bał, że przestaną przy nim rozmawiać. A chciał wiedzieć o Harrym wszystko. Harry był jedyną dobrą rzeczą, która mu pozostała. Świat odebrał mu całą resztę. Harry rozjaśniał ten pusty świat.
- Żyje z Mugolami – powiedział przechodzący obok jego celi Łamacz Klątw, zatrudniony przez Ministerstwo do oceny zaklęć ochronnych. – Możesz w to uwierzyć? Harry Potter przez te wszystkie lata mieszkał u Mugoli.
- Co? – Wymamrotał na głos Syriusz, ale na szczęście nikt go nie usłyszał.
- A jego matka nie była przypadkiem Szlamą?
- Tak. Podejrzewam, że to jej rodzina.
Wściekły Syriusz podbiegł do krat.
- Co?!
Zdarzyło się to rok temu. Syriusza trzeba było ogłuszyć, a następnie Uzdrowiciel musiał wlać w jego gardło Eliksir Uspokajający, warzony specjalnie dla więźniów Azkabanu. Black obudził się dwa dni później, posiniaczony i zesztywniały, ale równie wściekły, co przed spacyfikowaniem, bo z jakiegoś powodu Harry był wychowywany przez Petunię i Vernona Dursley'ów.
Co, do kurwy nędzy, myślał sobie Dumbledore?
Wiedział, co się stało z Longbottomami. W przeciwieństwie do większości więźniów, którzy wykrzykiwali zapewnienia o swojej niewinności, Bellatrix i bracia Lestrange zjawili się w Azkabanie z triumfem na ustach. Ale nawet jeśli Alice i Frank nie mogli się zająć Harrym, pozostawał jeszcze Remus. Dlaczego Remus nie wychowywał chłopca, jak zaplanowali to James i Lily? To pytanie, krążące od roku po głowie Syriusza, miało jedną potencjalną odpowiedź. Najprawdopodobniej jego przyjaciel, o którym przez długi czas myślał jak o zdrajcy, zginął. Nie był jednak na odpowiedniej pozycji, żeby zadawać pytania, szczególnie o wilkołaka.
Przesunął palcem po dacie wydrukowanej na gazecie pozostawionej przez Knota, jakby była to twarz Harry'ego. Doskonale pamiętał tamten poranek, trzynaście lat temu, kiedy wybudził się ze śpiączki wywołanej nadmiarem spożytego alkoholu tylko po to, żeby James zaczął się na nim wyżywać jak na worku treningowym. Wtedy Lily oświadczyła, że odeszły jej wody.
Zagubiony w swoich myślach, Syriusz nawet nie zwrócił uwagi, że Knot poszedł dalej. Zaciskając dłonie na pozostawionej gazecie, mężczyzna poczuł wdzięczność, że dostał coś do czytania. Pomimo tego, że w młodości miał reputację lenia, Syriusz magazynował wiedzę i przekuwał ją w swoją broń. Myśl, że jego umysł mógł zmarnować się w Azkabanie, jak jego ciało była dla niego tak bolesna, jak dotykanie swoich zmatowiałych, skołtunionych włosów. Pamiętał czasy, kiedy te włosy były czarne i lśniące. Czyste. Zachęcające do przeczesywania ich palcami przez czarownicę… Jego czarownicę.
Czytał najświeższe doniesienia z ligi Quidditcha. Zauważył informację, że w przyszłym roku odbędzie się Puchar Świata. Na Merlina, jak bardzo brakowało mu latania. Spojrzał na środek gazety, gdzie wydrukowane było zdjęcie wielodzietnej rodziny.
PRACOWNIK MINISTERSTWA MAGII ZGARNIA GŁÓWNĄ WYGRANĄ!
Artur Weasley, szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli, wygrał doroczną loterię organizowaną przez dziennik Prorok Codzienny. Zachwycony pan Weasley powiedział naszemu reporterowi: „Wydamy pieniądze na rodzinne wakacje w Egipcie, gdzie pracuje nasz najstarszy syn. Bill jest Łamaczem Klątw i pracuje dla banku Gringotta". Rodzina Weasley'ów spędzi w Egipcie cały miesiąc i wróci tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, ponieważ piątka dzieci państwa Weasley uczęszcza do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Gratulacje – powiedział Syriusz, przypominając sobie, że Artur Weasley był jednym z przyjaciół Mii z Ministerstwa Magii. Pamiętał, że mężczyzna miał kilkoro dzieci i Mia założyła się z nim o płeć kolejnego. Syriusz zastanawiał się, kto wygrał.
Jego oczy dokładnie przyglądały się każdemu szczegółowi zdjęcia: dumnym rodzicom i podekscytowanym dzieciom. Zaczął rozmyślać nad tym, ile dzieci zdążyłby spłodzić z Mią do tego momentu. Czy Remus znalazłby w końcu przeznaczoną mu kobietę i czy ich dzieci wspólnie by się wychowywały. Czy James i Lily zdecydowaliby się na kolejnego potomka, czy Harry byłby jedynakiem. Dobrze by było, gdyby miał siostrę. James i Mia byli idealnym przykładem na to, jak powinno się wychowywać dzieci. Lily na pewno nalegałaby na córkę, która zapanowałaby nad ogromnym, aroganckim ego, które chłopiec z pewnością odziedziczył po ojcu.
Zachichotał pod nosem na tę myśl i ponownie przyjrzał się zdjęciu, skupiając uwagę na dwójce najmłodszych dzieci. Chłopiec ramieniem obejmował dziewczynkę. Oboje szeroko się uśmiechali. Na ramieniu chłopca siedział szczur.
Uśmiech Syriusza zbladł, kiedy zauważył u szczura coś dziwnego: brakowało mu jednego palca.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
3 sierpnia 1993
Remus jęknął, obudziwszy się w ciemnej piwnicy. Nienawidził jej bardziej niż Wrzeszczącej Chaty. Tęsknił za sadem Potterów, gdzie mógł cieszyć się wolnością, ale na chwilę obecną jedynym miejscem, w którym mógł bezpiecznie spędzać pełnie księżyca była ta piwnica, obłożona zaklęciami przeciwko wilkołakom. A wilkołak pojawiał się raz w miesiącu, przejmując pełną kontrolę nad jego ciałem i umysłem, zostawiając go załamanego, poranionego i wyczerpanego następnego ranka.
Zamknąwszy drzwi piwnicy za sobą krótkim, zmęczonym ruchem różdżki, Remus marzył, żeby to miejsce zniknęło na zawsze. Rozciągnął zesztywniałe mięśnie i spojrzał na siebie w lustrze, szukając nowych blizn w swojej kolekcji.
- Żadnych blizn – szepnął z namysłem. – Tylko siniaki. Bardzo dziękuję, Lunatyku.
Przymknął z oczy, kiedy ostry ból rozszedł się po całym jego ciele. Westchnął, cały czas patrząc na swoje odbicie. Mimo swoich trzydziestu trzech lat, Remus raczej wyglądał na kogoś po czterdziestce. Jego skóra poszarzała i wisiała na nim, w piaskowych włosach pojawiało się coraz więcej siwych pasm, a ciemne cienie pod jego oczami sprawiały, że czasami wyglądał jak śmiertelnie chory. Prawdę mówiąc, w dni przypadające po pełni księżyca właśnie tak się czuł.
Wszedł do kuchni i postawił czajnik na ogniu. Spojrzał na trzy ostatnie puszki z zupą, które kupił miesiąc temu, dzięki tymczasowej pracy, którą udało mu się znaleźć w świecie Mugoli. Pracował jako woźny. U Mugoli, bo żadne prawo nie zakazywało mu szukać u nich pracy. Tymczasowo, bo nawet w mugolskim Londynie był wilkołakiem i co miesiąc musiał brać kilka dni chorobowego. Po pierwszych dwóch miesiącach powiedziano mu, żeby lepiej o siebie zadbał i przestał chorować, bo inaczej na jego miejsce znajdzie się ktoś, kto będzie wykonywał swoją pracę solidnie.
Na szczęście, jego ostatnia wypłata była w stanie zapełnić wszystkie kuchenne szafki jedzeniem. Problemem było to, że teraz jedzenie się kończyło i Remus żałował, że warzywa, które próbował zasadzić wiosną nie ukorzeniły się. Wyrzucał sobie teraz rezygnację z Zielarstwa na swoim szóstym roku.
Ziewnął i przeszedł do salonu. Miał ochotę usiąść na kanapie i zrelaksować się z dobrą książką w dłoni. Niestety, kanapa była już zajęta.
- Na Merlina! Kurwa! – Krzyknął zszokowany Remus na widok innego czarodzieja, który odważył się wejść do jego domu. Gorąca herbata wylała się z pękatego kubka i poparzyła mu dłonie. Czując ból, Remus upuścił kubek na podłogę. – P… Profesor Dumbledore?
- Dzień dobry, Remusie – w jasnoniebieskich oczach Dumbledore'a pojawił się błysk. – Przepraszam. Nie chciałem cię przestraszyć.
- Jak…? – Zaczął Remus, czując, jak serce gwałtownie uderza o jego żebra. Oddychał z trudem. – W jaki sposób przedostał się pan przez moje zaklęcia ochronne, nie uruchamiając alarmu?
Dumbledore w odpowiedzi tylko uniósł brew.
- Czy mogę w czymś panu pomóc? – Zapytał dyrektora, sięgając po różdżkę, aby sprzątnąć z podłogi rozlaną herbatę i roztrzaskaną porcelanę. Zignorował poparzone dłonie. Kto by się przejmował kolejną raną? – Nie jestem w nastroju na gości, ale mogę zaproponować filiżankę herbaty.
- Nie, dziękuję – uśmiech Dumbledore'a po chwili zmienił się w ten miękki wyraz twarzy, który Remus kojarzył z litością. – Przykro mi z powodu twojego ojca.
Remus zmarszczył brwi.
- Dziękuję.
- Udało wam się pogodzić, zanim zmarł?
Remus skinął głową.
- Coś w tym rodzaju.
Po utracie apartamentu przy Ulicy Pokątnej, Remus nie miał się gdzie podziać, wobec czego zostało mu wyłącznie zwrócić się do jego ojca z błaganiem o schronienie. Lyall Lupin zaakceptował powrót syna pod jednym warunkiem – Remusowi nie wolno było z nikim się związać dopóki mieszkali pod wspólnym dachem. Wydawało się, że to właśnie relacja Remusa z Mią Potter sprawiła, że na wierzch wypłynęły wszystkie obawy starszego Lupina. Remus jednak w głębi serca wiedział, że jego ojciec miał problem z lykantropią na długo zanim on zaczął się spotykać z Mią. Nie widział jednak sensu w kłótni, ponieważ nie miał zamiaru się z nikim wiązać – szczególnie, że przeznaczona mu czarownica, jego prawdziwa partnerka, nawet nie rozpoczęła nauki w Hogwarcie. Dlatego zgodził się na te zasady.
Przez długie lata Remus opiekował się swoim ojcem, który mocno podupadł na zdrowiu. Nadal pił zdecydowanie za dużo, chociaż nie zbliżył się nawet do poziomu, który osiągnął Syriusz. Dla przykładu, Lyall nigdy nie wpadł w śpiączkę wywołaną nadmiarem alkoholu. Nie przeszkodziło mu to jednak zapić się na śmierć. Marskość wątroby bardzo rzadko zabijała czarodziejów – Syriusz Black był tego chodzącym przykładem. Ciało czarodzieja było w stanie wytrzymać znacznie większe obciążenie i uszkodzenie organów wewnętrznych, niż ciało Mugola. W końcu jednak i tak się poddawało. Lyall Lupin w końcu dał się zwyciężyć chorobie trawiącej jego ciało przez dziesięciolecia. Zostawił swojemu synowi dach nad głową i ani Sykla więcej.
- Słyszałem, że szukasz pracy – powiedział po chwili milczenia Dumbledore. – Mój przyjaciel z Ministerstwa powiedział mi, że pojawiasz się u nich kilka razy w miesiącu, składając aplikacje.
Remus szerzej otworzył oczy. Owszem, złożył kilka podań o pracę w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli i kilku innych biurach zlokalizowanych na drugim piętrze budynku Ministerstwa. Powtarzał składanie aplikacji przynajmniej raz w miesiącu, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że tej pracy nie dostanie. Miał jednak dzięki temu powód, żeby co jakiś czas pojawiać się osobiście na piętrze, gdzie mieściło się Biuro Aurorów. Pracowała w nim świeża absolwentka Hogwartu, której włosy czasami przyjmowały uroczy, fioletowy kolor. Która z jakiegoś dziwnego powodu przyczepiła się do starego Aurora, Alastora Moody'ego i zasypywała go pytaniami oraz prośbami o coraz to nowe zadania. Która przynajmniej dwa razy dziennie potykała się o stojący w kącie biura kosz na śmieci.
Ponieważ jedynym żyjącym członkiem jego Watahy był zamknięty w Azkabanie morderca – nie licząc, oczywiście, Harry'ego, do którego nie mógł się zbliżyć – Remus sam trzymał pieczę nad swoją przyszłą partnerką. Zaczęło się od tego, że dziwnym zbiegiem okoliczności planował swoje wycieczki do Szkocji w te dni, kiedy uczniowie Hogwartu odwiedzali Hogsmeade. Obserwował ją wtedy z daleka i upewniał się, że jest bezpieczna i szczęśliwa. Wiedział, że w tym czasie nie mógł jej zaoferować nic więcej. Później, kiedy skończyła szkołę i została przyjęta do programu szkoleniowego dla Aurorów, Remusa opanował przenikliwy strach i potrzeba chronienia jej. Tylko pamiętne słowa Mii powstrzymywały go przed wyciągnięciem serca do Nimfadory Tonks. Mia znała ich w przyszłości, co oznaczało, że Nimfadora – która wolała, jak się do niej zwracano per Tonks – była bezpieczna… Na razie. Oczywiście, wszystko to miało rację bytu wyłącznie w przypadku, jeśli Remus nie zniszczył linii czasowej, z które Mia pochodziła.
- Szukam jakiejkolwiek pracy, jeśli mam być szczery – odpowiedział Remus, siląc się na lekki ton.
- Masz fantastyczną kolekcję – stwierdził, pozornie bez związku, Dumbledore, przyglądając się uważnie tytułom książek, które zapełniały półki od podłogi po sam sufit. Dotyczyły każdego możliwego zagadnienia, mimo że większość z nich skupiała się na Obronie przed Czarną Magią i Starożytnych Runach. Znalazło się też kilka książek omawiających szczegółowo magię czasu.
Remus miał praktycznie wszystkie poważne tytuły. Znalazły się wśród nich: Najbardziej Przerażające Okrucieństwa, Syreny i Trytony: Kompletny Przewodnik po Zwyczajach i Języku, Kompendium Pospolitych Klątw i Przeciwzaklęć oraz, co zaskoczyło Dumbledore'a, Bezprawie Wilków: Dlaczego Wilkołaki nie zasługują na Życie.
Palce dyrektora przesunęły się po grzbiecie tej ostatniej książki.
- Czytałeś Włóczęgi z wilkołakami?
Remus prychnął i skrzyżował ramiona na piersi.
- Oczywiście, że nie. Gilderoy Lockhart jest idiotą osobnej klasy.
- Do niedawna uczył Obrony przed Czarną Magią – poinformował z uśmiechem Dumbledore.
Remus, zszokowany, otworzył usta.
- Z całym szacunkiem, ale skończyły się panu aplikacje na to stanowisko? Ludzie, którzy uczyli mnie w szkole nie prezentowali takiego dna. Nawet uprzedzony do wilkołaków Śmierciożerca, który prowadził lekcje na moim piątym roku czegoś nas nauczył.
- Bardzo trudno znaleźć kogoś, kto chciałby tę pracę – przyznał dyrektor, wyglądając na rozbawionego irytacją Remusa. – Jestem tu po to, żeby rozwiązać ten problem. Co byś powiedział na pracę w Hogwarcie?
Remusowi nagle zabrakło tchu. Praca?! Prawdziwa praca, z prawdziwymi pieniędzmi. Nie tylko z pieniędzmi, ale również z dachem nad głową, który nie wymagał ciągłych napraw. I nie żaden dach nad głową, tylko Hogwart, miejsce, które było dla niego drugim domem podczas najważniejszych lat jego życia. Dom, w którym poznał swoich najlepszych przyjaciół, gdzie utworzył Watahę, gdzie noce spędzał na powtórkach w bibliotece, a poranki wspólnie z przyjaciółmi przy stole Gryfonów… Jedzenie! Praca, która zapewniała trzy obfite posiłki każdego dnia!
Remus drżał, modląc się, żeby to nie był żart.
- Wynagrodzenie nie jest tak wysokie, jakie chciałbym ci zaproponować – podjął Dumbledore, biorąc milczenie Remusa za wahanie. – Ale czekają na ciebie ciepłe komnaty, a koszty utrzymania cię spadają na szkołę. Będziesz miał pełne prawo do ułożenia swojego własnego programu nauczania. Podczas pełni księżyca będzie cię ktoś zastępował i jestem pewien, że Poppy chętnie zajmie się twoim zdrowiem. I mogę cię również zapewnić, że zatrudniamy w szkole Mistrza Eliksirów, który zgodził się… Zgodzi się warzyć dla ciebie Wywar Tojadowy.
Kolana ugięły się pod Remusem i mężczyzna upadł na podłogę.
Dumbledore postanowił zignorować tę reakcję.
- Nie wiem, gdzie zaopatrujesz się w Wywar Tojadowy, ale mogę cię zapewnić, że nie znajdziesz lepszego Mistrza Eliksirów od tego, który pracuje w szkole.
- Ja nie… - Wykrztusił szeptem Remus.
Dumbledore przekręcił głowę, żeby go lepiej słyszeć.
- Słucham?
- Ja… Nie zaopatruję się w Wywar Tojadowy – Remus oddychał płytko. – Nie mogę… Jest zbyt… Koszt jest…
Zamknął oczy i przypomniał sobie ostatni raz, kiedy zachował pełnię władzy podczas transformacji w wilkołaka. Wiele lat. Minęło prawie czternaście lat. Czternaście lat, od kiedy Mia zniknęła.
- Przyjmuję propozycję – wyjąkał w końcu z szerokim uśmiechem.
- Cudownie! – Dumbledore klasnął z zachwytem dłońmi i zaczął wstawać. – Jest jeszcze jeden powód, dla którego zaproponowałem ci to stanowisko. Czy ostatnio czytałeś Proroka Codziennego?
Remus potrząsnął głową. Na gazety marnowało się pieniądze.
- Od kilku tygodni nie widziałem żadnego numeru. Dlaczego?
Dumbledore sięgnął do kieszeni swojej szaty i wyciągnął w kierunku Remusa zwinięty pergamin. Z jego twarzy zniknęły resztki uśmiechu.
Remus z wahaniem odebrał od dyrektora dziennik, rozwinął go i spojrzał w twarz, której nie widział od dwunastu lat.
- Nie – wymamrotał pod nosem.
BLACK NADAL NA WOLNOŚCI
Ministerstwo Magii potwierdziło dzisiaj, że Syriusz Black, prawdopodobnie najbardziej znany i znienawidzony z więźniów skazanych na Azkaban, nadal przebywa na wolności. „Robimy wszystko, żeby go złapać", powiedział dzisiaj rano Korneliusz Knot, Minister Magii. „Błagamy magiczne społeczeństwo o zachowanie spokoju", dodał. Knot usłyszał słowa krytyki od niektórych członków Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów, ponieważ poinformował o ucieczce Blacka mugolskiego premiera Wielkiej Brytanii. „Tak naprawdę, musiałem to zrobić", powiedział nam poirytowany Knot. „Black jest szalony. Stwarza niebezpieczeństwo dla każdej osoby, którą spotka na swojej drodze, nieważne, czy będzie to Mugol, czy czarodziej. Premier Mugoli zapewnił mnie, że nikomu nie zdradzi prawdy o pochodzeniu Blacka. I spójrzmy prawdzie w oczy – czy ktoś by mu uwierzył, gdyby tę prawdę zdradził?". Mugole zostali poinformowani, że Black ma przy sobie broń palną (rodzaj metalowej różdżki, której Mugole używają do zabijania się nawzajem). Natomiast świat czarodziejski drży z obawy, że powtórzy się masakra sprzed dwunastu lat, kiedy Black zabił trzynaście osób przy użyciu jednej klątwy.
- Jak to możliwe? Z Azkabanu nie można uciec – Remus gapił się z przerażeniem na ruszające się zdjęcie wrzeszczącego Syriusza Blacka. Mężczyzny, który kiedyś był jego przyjacielem, który należał do Watahy. Mężczyzny, o którym myślał, że nie jest w stanie skrzywdzić ludzi, których kochał. Mężczyzny, którego zobowiązany był chronić mocą Wieczystej Przysięgi, złożonej ponad czternaście lat temu Mii.
Pamiętał słowa Wieczystej Przysięgi. Pamiętał, że obiecał Mii ujawnić Syriuszowi prawdę o jej pochodzeniu po piętnastu latach od jej złożenia. Dokładnie tego roku. Szczęka mu opadła ze zdumienia, gdy pojął, że jednak nie zniszczył jej linii czasowej. Ale jednocześnie oznaczało to coś dużo gorszego: Mia wiedziała. Wiedziała o Syriuszu i Azkabanie. Wiedziała o Jamesie i Lily. Wiedziała, że Syriusz tego roku ucieknie. Dlaczego? Dlaczego to się tak potoczyło?
Remus czasami rozmyślał o Wieczystej Przysiędze. Zwykle, gdy przypadkiem jego wzrok padał na pudło z rzeczami Syriusza, które Dumbledore przekazał mu po pogrzebie Lily i Jamesa. Pamiętał, że nie mógł złamać jego różdżki – powstrzymało go bardzo bolesne ostrzeżenie. Wiedział jednak, że rozmyślanie o Przysiędze nie miało sensu. A nie miało sensu, bo Syriusz Black do końca swojego żałosnego życia będzie zamknięty w Azkabanie. W więzieniu, z którego nie można uciec.
Tyle że… Syriusz Black właśnie z niego uciekł.
