Od tłumaczki: Kontynuujemy historię trzeciego roku Hermiony. Remus… Cóż, nie przemyślał sprawy do końca. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 103 – WSPOMNIENIA
1 września 1993
Nos Remusa zadrżał, kiedy wciągnął do płuc znajomy zapach.
Jak las po letnim deszczu.
Przypadek sprawił, ze pierwszy września przypadał na dzień przed pełnią księżyca. I mimo świadomości, że będzie się czuł naprawdę paskudnie, nawet po wypiciu Wywaru Tojadowego – dostarczonego osobiście przez Dumbledore'a – Remus zdecydował się na podróż do Hogwartu pociągiem, zamiast siecią Fiuu. Dumbledore zażartował wtedy z sentymentu Remusa i chęci powrotu do wspomnień z dzieciństwa, ale Remus wiedział, że jego decyzja nie ma nic wspólnego z przeszłością. Jemu chodziło o to, że jednym z pasażerów pociągu będzie Harry i Syriusz może przypuścić atak na chłopca przed dotarciem do Hogwartu.
Ostatni miesiąc przed rozpoczęciem roku szkolnego upłynął Remusowi na dwóch rzeczach: przygotowaniu nadchodzących lekcji i wysyłaniu sów do Dumbledore'a w sprawie Harry'ego.
Czuwamy nad nim, Remusie. Ktoś przez cały czas ma na niego oko.
Odpowiedź dyrektora wcale nie uspokoiła skołatanych nerwów Remusa, szczególnie, że stary czarodziej słowem się nie zająknął, gdzie znajduje się Harry i kto jest odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo. Zakładał, że jest u Dursley'ów, ale gdy Dumbledore wspomniał, że Minister Magii osobiście zakupił dla niego podręczniki szkolne, Remus doszedł do wniosku, że w pewnym momencie Harry musiał opuścić Little Whinging.
Tak chyba było najlepiej, pomyślał Remus. W końcu dla Syriusza nie było problemem włamać się do domu Mugoli.
Wcześnie przybył na stację King's Cross, chcąc uniknąć zaaferowanych matek, podekscytowanych dzieci i poirytowanych Mugoli. Nieco wysiłku kosztowało go załadowanie swojego kufra do pociągu, więc koniec końców był zmęczony, kiedy wolnym krokiem ruszył do znajomego przedziału na końcu pociągu. Z czystego sentymentu zerknął na napis wyryty nad drzwiami przedziału. Wstęp wyłącznie dla Huncwotów. Pozostali zostaną przeklęci. Sięgnął dłonią do tego napisu, jakby jego dotknięcie miało przynieść mu szczęście. Przypomniał sobie moment, kiedy wykonali go wykonali. Odbyło się to podczas podróży do domu na święta, na ich siódmym roku.
- Lunatyku, pospiesz się, kurwa mać! – James warknął na Remusa, którego podtrzymywał na ramionach. – Cały czas nie rozumiem, dlaczego to ja trzymam ciebie. Przecież jesteś wyższy. To ja powinienem być na górze!
- Ale nie jesteś na górze. Bo gdybyś to ty miał wyryć nasze imiona w tym historycznym miejscu, nikt by ich nie odczytał – stwierdził Syriusz, siedząc po drugiej stronie przedziału, gdzie z zapamiętaniem rył inicjały swoje i Mii w miękkiej framudze.
- Skończyłem – Remus przytrzymał się ścian przedziału i zeskoczył z ramion przyjaciela. Spojrzał na wyryty napis z dumą w oczach i poczuł, jak James kładzie mu rękę na ramieniu. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli Lily albo Mia to zobaczą, zabiją nas?
- Stary, od czterech miesięcy jestem Prefektem Naczelnym i to jest najgorsza rzecz, jaką w tym czasie zrobiłem. Chyba zasłużyłem na jakąś nagrodę. W ten sposób imię Huncwotów nie zostanie zapomniane – James uśmiechnął się i zerknął na Syriusza, który ozdabiał serce otaczające inicjały S.B. i M.P. – Łapo, jaki z ciebie romantyk.
Syriusz odpowiedział uśmiechem.
- Odwal się, Rogaczu.
Mia pojawiła się w wejściu do przedziału razem z Lily.
- Dlaczego jesteście tacy zadowoleni z siebie? – Obie czarownice zerknęły na chłopców podejrzliwie, zanim weszły do środka i zajęły swoje miejsca.
- Zawsze jesteśmy zadowoleni z siebie – stwierdził James, siadając i wciągając Lily na kolana. Ukrył twarz w gęstych, długich, rudych włosach swojej dziewczyny. Zaczął całować jej kark, aż zachichotała, zawstydzona.
Mia odwróciła się do Remusa i uniosła brew.
- Chcę wiedzieć?
Syriusz prychnął.
- Dlaczego pytasz jego, jakby to on był niewinny?
- Bo zwykle jest – Mia zaśmiała się, opadła wdzięcznie na miejsce obok swojego chłopaka i pocałowała go w policzek. – Remus nie wpada w żadne kłopoty, podczas gdy wy…
- Wy ich nałogowo szukacie – zasugerował Remus i Mia roześmiała się na całe gardło.
- Nie mogę się z tobą nie zgodzić – powiedziała, wzruszając ramionami. Następnie zwinęła się w kulkę i przytuliła do ramienia Syriusza, wpatrując się wzrokiem pełnym miłości i adoracji w szare oczy swojego czarodzieja.
Właśnie w tym momencie aromat lasu po letnim deszczu zaatakował i obezwładnił jego zmysły. Remus momentalnie spanikował. Pociąg pełen był zapachów, które przypominały mu o przeszłości, ale jej zapach dominował nad wszystkimi.
Remus przeklął się w myślach, bo bez większego zastanowienia przyjął pracę i zaczął się do niej przygotowywać. Był tak skupiony na próbach zapewnienia Harry'emu bezpieczeństwa, że zapomniał, kto inny może znajdować się w pociągu – kto inny może być w tym samym czasie w Hogwarcie, w jego klasie. Na Merlina, ona będzie jego uczennicą!
Słyszał głosy zbliżające się do drzwi przedziału i nerwowo przysunął się do okna, pod którym zajął siedzenie. Naciągnął na siebie wyczyszczoną i naprawioną szatę z drugiej ręki i okrył się nią jak kocem. Pozwolił, żeby jego dość długie włosy opadły na twarz i zamknął oczy. Zupełnie jak dziecko, które się zasiedziało wbrew poleceniom rodziców, Remus udał, że śpi dokładnie w momencie, gdy ktoś wszedł do przedziału.
- Wiesz, kto to jest? – Zapytał młody, chłopięcy głos.
- Profesor Remus J. Lupin.
Coś zacisnęło się w piersi Remusa. Jego serce mocno uderzało o żebra na dźwięk jej głosu. Ten głos należał do jego pierwszej przyjaciółki. Pierwszej osoby, która pokazała mu, że zasługiwał na uprzejmość. Ten sam głos był pierwszym dźwiękiem, który słyszał po przebudzeniu w Skrzydle Szpitalnym, po każdej pełni księżyca. Ten sam głos łagodził jego zmartwienia, łagodził jego strach i wymagał na nim obietnice. Remus uśmiechnął się do siebie w duchu, kiedy dotarło do niego, że pierwszymi słowami, jakie usłyszał od niej po czternastu latach było jego imię.
- Skąd wiesz?
- Przeczytałam z jego walizki.
- Zastanawiam się, czego on uczy…
- To oczywiste – szepnęła Mia… Nie, nie Mia. Teraz ma na imię Hermiona. – Jest tylko jeden wakat. Obrona przed Czarną Magią.
- Mam nadzieję, że się do tego nadaje – stwierdził wątpiąco chłopiec. – Wygląda tak, jakby jedno porządne zaklęcie wystarczyło do zwalenia go z nóg. A tak w ogóle… Harry, co chciałeś nam powiedzieć?
Wtedy do rozmowy włączył się trzeci głos, znajomy, chociaż Remus nigdy go nie słyszał. Brzmiał prawie… Jak James.
- Twoi rodzice kłócili się w Dziurawym Kotle – powiedział Harry. – O Syriusza Blacka.
- Tego człowieka, o którym donosi Prorok Codzienny? – Zapytała Hermiona. – Wygląda przerażająco.
- Hermiono, w zeszłym roku spotkałaś bazyliszka, a boisz się jakiegoś faceta? – Nieznany chłopiec roześmiał się.
Bazyliszka?! Remus skrzywił się w duchu. Na co, do diabła, pozwala Dumbledore w tej szkole?
- Pozwól, że ci przypomnę, Ronaldzie – powiedziała krótko Hermiona. – Tak naprawdę, nie widziałam bazyliszka. Poza tym, to tylko zwierzę. Nie możesz winić zwierzęcia za działanie zgodne ze swoim instynktem.
Przez chwilę Remus oczyma wyobraźni widział małego, rudego lisa ganiającego szczura.
- Ludzie są dużo bardziej niebezpieczni, bo mają swoje powody.
- A jaki powód może mieć Syriusz Black, żeby mnie ścigać? – Zapytał gorzko Harry.
Hermiona stłumiła okrzyk.
- Ściga cię?
- Pan i pani Weasley kłócili się, bo wychodzi na to, że Black uciekł z Azkabanu, żeby mnie dorwać, a Ministerstwo próbuje to zatuszować. Wysłali posiłki do Hogwartu, żeby go złapali, zanim Black będzie miał okazję złapać mnie.
- Syriusz Black uciekł z Azkabanu, żeby dorwać ciebie? Harry, musisz mi obiecać, że będziesz bardzo ostrożny. Nie będziesz się celowo pakował w kłopoty…
- Nie pakuję się celowo w kłopoty – uciął Harry. – To kłopoty zwykle znajdują mnie.
Remus nie zdołał powstrzymać rozbawionego prychnięcia i zauważywszy, że dzieci przestały rozmawiać, zdziwione tym dźwiękiem, mężczyzna postanowił udać, że pochrapuje.
- Jak głupi musiałby być Harry, gdyby z własnej woli wybrał się na poszukiwania szaleńca, który chce go zabić? – Zapytał chłopiec, którego Hermiona nazwała Ronaldem. – Nikt nie wie, jak udało mu się uciec. Nikt nigdy nie zwiał z Azkabanu. A Black był sklasyfikowany jako więzień o najwyższym stopniu zagrożenia.
- Uważasz, że go złapią? – Zapytała Hermiona. – Chodzi mi o to, że szukają go nawet Mugole.
Gdzieś pomiędzy ich rozmowami o Syriuszu, wycieczce do Hogsmeade i niedziałającym fałszoskopie, który ktoś podarował Harry'emu, Remus pogrążył się głęboko w rozważaniach. Siedział w przedziale z synem swojego najlepszego przyjaciela. Chłopcem, którego powinien był wychowywać, gdyby nie te przeklęte ustawy Ministerstwa Magii. Głos Harry'ego, tak podobny do głosu Jamesa, wwiercał się boleśnie w jego serce, ale nie przysparzał mu tyle cierpienia, co słuchanie dziewczyny, Hermiony. Opowiadała coś o historii Hogsmeade tym sztywnym tonem, którego czasami Mia używała do karcenia Jamesa i Syriusza, gdy wymyślili coś głupiego. Serce Remusa ścisnęło się z bólu. Wilk w jego wnętrzu chciał sięgnąć do dziewczyny – tej dziewczyny, jego najlepszej przyjaciółki, jego Bety – i objąć ją. W tym momencie jednak wyglądałoby to bardzo niezręcznie, a w dodatku byłoby to nieodpowiednie z innego powodu. Nie dość, że ona była jego byłą, podróżującą w czasie dziewczyną, to miała trzynaście lat i była jego uczennicą.
- Nie wypuszczaj tej bestii! – Wrzasnął Ronald.
Korzystając z chwili, kiedy uwaga dzieciaków była rozproszona, Remus uchylił powieki i spojrzał prosto w oczy ogromnego, brzydkiego, pomarańczowego kłębka sierści.
Oczywiście, że musi mieć pieprzonego kota!
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Dokładnie o pierwszej pulchna czarownica pchająca wózek z przekąskami zawitała w progi ich przedziału. Remus wyczuł doskonale wszystko, co miała w sprzedaży i przez moment miał nieodpartą ochotę usiąść i błagać o podanie mu po jednej sztuce każdego produktu, który leżał na wózku. Niestety, nie miał przy sobie żadnych pieniędzy, więc nadal udawał, że śpi i przysłuchiwał się rozmowie Harry'ego, Hermiony i chłopca, który musiał być Ronem Weasley'em.
- Myślicie, że powinniśmy go obudzić? – Zapytał niezręcznie Ron. – Wygląda na kogoś, komu przydałby się posiłek.
Remus wyczuł, że dziewczyna się do niego zbliża i zaczął oddychać przez usta, nie dopuszczając do tego, żeby jej zapach uderzył mu do głowy. To, co do niego zdążyło dotrzeć wywołało już falę wspomnień. Miał zamknięte oczy, ale prawie mógł sobie wyobrazić wyraz jej twarzy. Przez wiele lat nie dbał o siebie i wiedział, że będzie na niego wściekła. Problem w tym, że ona go nie znała. Jeszcze nie. Nie wiedziała, kim był, czym był, podobnie jak nie wiedziała, jakie objawy jego choroby wywoływała zbliżająca się pełnia. Remus dziękował w myślach Godrykowi, Kirke i cholernemu Damoklesowi Belby'emu za Wywar Tojadowy. Merlin jeden wiedział, jakby się zachowywał, gdyby Lunatyk wyrwał się spod kontroli.
- Panie profesorze? – Zapytała z wahaniem. – Przepraszam… Profesorze Lupin…
O, kurwa, jęknął bezgłośnie Remus. Jestem jej nauczycielem.
- Nie przejmuj się, złotko – powiedziała czarownica, ruszając wózek z miejsca. – Jeśli okaże się głodny, gdy się obudzi, będzie wiedział, gdzie mnie znaleźć.
- On śpi, prawda? – Zapytał cicho Ron. – To znaczy… Nie jest martwy?
- Nie. Przecież oddycha – odszepnęła Hermiona.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
W pewnym momencie Remus rzeczywiście zasnął, uspokojony głosem Mii… Nie, głosem Hermiony, czytającej ustępy z Praktycznej Obrony przed Czarną Magią, podręcznika, który wybrał na ten rok.
Jakiś czas później obudził się, ale nie pokazał tego po sobie. Wyczuwał tylko, że szykuje się jakaś nieprzyjemna sytuacja. Lekko odwrócił głowę i minimalnie uniósł powieki, żeby chociaż rozróżnić kształty i kolory tego, co znajduje się w przedziale. W drzwiach stało trzech chłopców, z których jeden miał bardzo jasne włosy. No, świetnie, pomyślał do siebie. Nie będzie musiał sobie poradzić wyłącznie z Harrym – na którego polował Syriusz – i swoją byłą dziewczyną oraz jej ohydnym kocurem, ale również z potomkiem Lucjusza Malfoy'a. Remus ze zdumieniem doszedł do wniosku, że mężczyźnie w jakiś sposób udało się rozmnożyć.
Kiedy Ron podniósł się z miejsca, żeby postawić się trzem Ślizgonom, kocia transporterka upadła na podłogę z hukiem, a Remus parsknął pod nosem śmiechem. Przyciągnęło to uwagę dzieci.
- Kto to? – Zapytał syn Lucjusza.
- Nowy nauczyciel – odpowiedział Harry, również podnosząc się z miejsca. – Coś mówiłeś, Malfoy?
Blondyn zerknął oceniająco na śpiącego Remusa i odwołał swoich kolegów.
- Chodźcie – wymamrotał z zawodem w głosie i zniknął.
Harry i Ron usiedli na swoich miejscach. Ron rozmasował kostki.
- W tym roku nie mam zamiaru stać bezczynnie i nie reagować na zaczepki Malfoy'a – powiedział gniewnie młody Weasley. – Mówię poważnie. Jeżeli jeszcze raz powie coś na temat mojej rodziny, przytrzymam jego głupi łeb i…
- Ron! – Przerwała mu Hermiona, wskazując podbródkiem postać nauczyciela. – Uważaj na słowa.
Kąciki ust Remusa uniosły się lekko. Była teraz zupełnie inna od dziewczyny, którą znał. Czarownica, która była jego przyjaciółką nie przejmowała się tym, czy wpadnie w tarapaty. Raz nawet znokautowała Snape'a na oczach McGonagall, bo Smarkerus obraził Syriusza w zasięgu jej słuchu. Uderzyła go ponownie na początku siódmego roku, bo powiedział coś niemiłego o jej matce. A teraz Remus miał unikalny wgląd w przeszłość Mii, co tylko sprawiło, że miał o niej dużo wyższe mniemanie. Była… Jest… Taka niewinna, pomyślał.
Oparł się wygodnie o okno i pozwolił sobie zasnąć.
Obudził się niedługo później, gdy pociąg gwałtownie się zatrzymał i wszystkie światła zgasły bez ostrzeżenia. Remus natychmiast otworzył oczy i instynktownie sięgnął po różdżkę. Jego lykantropia pozwalała mu bez problemów widzieć w ciemnościach i mężczyzna z rozbawieniem patrzył jak trójka… Czwórka… Piątka uczniów wpadła na siebie w przedziale i próbowała wyplątać ze swoich kończyn i szat.
- Przepraszam. Wiecie może, co się dzieje? Auć! Przepraszam!
- Cześć, Neville.
- Harry? To ty? Co się dzieje?
- Nie mam pojęcia. Siadaj.
- Pójdę zapytać motorniczego, co się stało.
- Kto to?
- Kto to?
- Ginny?
- Hermiona?
- Co tutaj robisz?
- Szukałam Rona i…
- Wejdź i usiądź.
- Nie tutaj! Ja tu siedzę!
- Auć!
- Cisza! – Warknął Remus, usłyszawszy przerażający dźwięk w oddali. Wstał i wyciągnął przed siebie swoją różdżkę. Bezgłośnie przywołał kulę światła i położył ją sobie na dłoni. Normalnie zapaliłby światło na końcu swojej różdżki, ale miał przeczucie, że będzie jej jeszcze potrzebował. Wilk wył w jego głowie, wyczuwając niebezpieczeństwo, nakazując Remusowi ochronić młodych. – Zostańcie na swoich miejscach.
Podszedł do drzwi, które uchyliły się właśnie w tym momencie i nagle stanął twarzą w twarz z Dementorem. Prawdziwym Dementorem, unoszącym się przed nimi w powietrzu. Dzieci za jego plecami jęknęły ze strachu, ale Remus stał bez ruchu. Poczuł, jak przesuwa się po jego skórze chłód roztaczany przez mroczną istotę, jak zimno wnika głęboko w jego kości. Zalały go wspomnienia i mężczyzna głośno nabrał oddechu w płuca.
Najpierw usłyszał wyjącego wilka, a sekundę później rozdzierający ból zawładnął nim, poczynając od jego obojczyka, kończąc na palcach u stóp. Przypomniał sobie, jak Fenrir Greyback zatopił swoje kły w jego ciele, a jego matka wołała z oddali „Nie! Tylko nie mój Remus!".
Po chwili przed jego oczami ukazały się białe ściany kliniki świętego Munga. „Nie żyje? Moja mama nie żyje?".
Remus zamrugał gwałtownie powiekami i wypuścił wstrzymywane powietrze. Spojrzał na Dementora z pogardą.
- Nikt tutaj nie ukrywa Syriusza Blacka.
Kącikiem oka dostrzegł, że Harry upadł na podłogę, nieprzytomny. Kurwa, Remus przeklął bezgłośnie i uniósł różdżkę, gdy zauważył, że Dementor przeniósł uwagę na chłopca. Zamknął oczy i pomyślał o rzece za Dworem Potterów, fałszywym księżycu w Pokoju Życzeń, weselu Jamesa i Lily oraz o chwili, kiedy trzymał w ramionach nowonarodzonego Harry'ego.
- Expecto Patronum.
Znikąd między Remusem i Dementorem pojawił się srebrny wilk, który obnażył kły i dosłownie wypędził mroczną istotę z przedziału.
Kiedy mężczyzna był pewny, że Dementor nie wróci, opuścił różdżkę, klęknął obok Harry'ego i poklepał go lekko po policzkach.
- Harry? Wszystko w porządku? – Obserwował, jak chłopiec otwiera oczy. W blasku płonących znowu lamp, Remus zauważył, że jego tęczówki były szmaragdowe. Niewiele brakowało, żeby Remus krzyknął. Oczy Lily.
- C… Co?
- Czy czujesz się dobrze? – Zapytał zdenerwowany Lupin.
- Tak – Harry zerknął ku drzwiom. – Co się stało? Co to było? Kto krzyczał?
Remus zmarszczył brwi. Wiedział, że jedną z umiejętności Dementora było zmuszenie swojej ofiary do przypomnienia sobie najgorszych chwil swojego życia. On usłyszał przerażone krzyki swojej matki, gdy został zainfekowany lykantropią przez Greybacka, a następnie został przeniesiony do chwili jej śmierci. Nie potrafił jednak sobie wyobrazić, co widział i słyszał Harry.
- Nikt nie krzyczał – powiedział Ron.
- Ale słyszałem krzyki.
Remus sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej dużą tabliczkę czekolady, którą chciał zachować na później, kiedy objawy jego zbliżającej się transformacji staną się nie do zniesienia. Wyglądało jednak na to, że Harry potrzebował czekolady bardziej niż on.
- Trzymaj – powiedział do chłopca, podając mu spory kawałek. – Zjedz. Czekolada pomoże.
- Co to było? – Powtórzył Harry.
- Dementor – odpowiedział spokojnie Remus, łamiąc tabliczkę na mniejsze kawałki, które rozdał pozostałym uczniom. – Jeden z Dementorów z Azkabanu.
Neville i Ron z chęcią sięgnęli po kawałki czekolady, a drobna, rudowłosa czarownica, która przypominała Lily, wzięła kolejny trzęsącymi się dłońmi. Spojrzenie Remusa odnalazło Hermionę. Jej wielkie oczy były koloru czekolady, miały identyczny odcień, jak kawałek, który jej podawał. Zauważył, że jej włosy były bardziej napuszone, niż pamiętał, a jej zęby były zbyt duże jak na jej małe usta. Zmusił się, żeby uśmiechać się do niej profesjonalnie, kiedy sięgała po czekoladę. Zgniótł pusty papierek i wetknął do kieszeni.
- Zjedz to. Na pewno pomoże. Ja muszę porozmawiać z motorniczym. Przepraszam was.
Remus wstał i pospiesznie opuścił przedział. Bez wahania skierował się ku lokomotywie.
- Widać ich więcej?
- Nie, dzięki Merlinowi – motorniczy westchnął. – Pan je odpędził?
Remus skinął głową.
- Cholerne potwory! Nie wiem, co sobie myśleli w Ministerstwie! Za jakieś dziesięć minut powinniśmy zajechać na stację w Hogsmeade. I mogę obiecać, że dzisiejszy wieczór spędzę upijając się do nieprzytomności u Rosmerty.
- Szkoda, że nie mogę do pana dołączyć – wymamrotał Remus pod nosem, po czym zamknął wejście do lokomotywy i wrócił do przedziału. Kiedy wszedł do środka, natychmiast zauważył, że Hermiona siedzi w najdalszym rogu kanapy i obejmuje ramionami młodszą dziewczynę. Neville i Ron zajęli swoje miejsca i patrzyli na siedzącego na podłodze Harry'ego, który wpatrywał się w nieruszony kawałek czekolady, który trzymał w dłoniach.
- Nie zatrułem tej czekolady – Remus uśmiechnął się, kiedy Harry odgryzł kawałek i kolory od razu zaczęły wracać do jego twarzy. Ciężar spadł z jego ramion na ten widok, ale nie opuścił go całkowicie, bo wyobrażał sobie reakcję Lily na wieść, że dopuścił Dementora w pobliże jej syna.
- Za dziesięć minut będziemy w Hogwarcie – dodał, po czym pochylił się nad Harrym i uważnie się mu przyjrzał. Jego oczy bez problemu odnalazły bliznę w kształcie błyskawicy, o której do tej pory tylko słyszał.
- Wszystko w porządku, Harry?
- Tak – wymamrotał w odpowiedzi.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Remus zrobił wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić Harry'emu bezpieczeństwo i z tego powodu wysłał szybką wiadomość na zamek, informując dyrektora o tym, co zdarzyło się podczas podróży pociągiem. Następnie, po krótkiej wymianie zdań z młodym Malfoy'em, Remus przeżył najwspanialszą chwilę tego wieczoru: przywitał się z wściekłym Severusem Snapem, który był obecnym Mistrzem Eliksirów Hogwartu i jednocześnie osobą, której nakazano warzenie jego Wywaru Tojadowego.
Remus jadł obficie podczas uczty powitalnej, co jakiś czas rozglądając się po stole nauczycielskim i natrafiając na wrogie spojrzenie Snape'a. Zaczął się zastanawiać, ile czasu zajmie Smarkerusowi zatrucie jego Wywaru Tojadowego.
Jadł w ciszy, od czasu do czasu uśmiechając się i odpowiadając na jakieś pytania profesorów Flitwicka i Sprout – od tej chwili Filiusa i Pomony, bo byli przecież jego kolegami po fachu.
Kilkukrotnie jego wzrok powędrował do stołu Gryfonów, gdzie Harry i Hermiona jedli otoczeni przyjaciółmi. Dopiero gdy profesor McGonagall uszczypnęła go boleśnie w ramię, zdał sobie sprawę z tego, że się bezwstydnie gapił. Starsza czarownica patrzyła na Remusa zmrużonymi oczami, ukrytymi za okularami i mężczyzna poczuł zawstydzenie. Zerknął jeszcze raz na stół Gryfonów, po czym przeniósł spojrzenie na zastępczynię dyrektora i zszokowany zrozumiał, dlaczego nauczycielka patrzyła na niego takim potępiającym wzrokiem.
- Nie, ja… Chodzi o to, że… Harry… - Zająknął się, kiedy dotarło do niego, że profesor McGonagall prawdopodobnie myślała, że Remus obserwuje dziewczynę. A to oznaczało, że ona wiedziała. Wiedziała, że Hermiona Granger była Mią Potter. Poczuł gniew, bo był nieprzygotowany na to, że ponownie zobaczy Mię, a teraz w dodatku zrozumiał, że przez cały rok Minerwa będzie obserwować jego stosunki z młodą czarownicą. Był wściekły na Dumbledore'a za to, że go nie uprzedził.
Przy pierwszej okazji skierował swoje kroki do biura dyrektora.
- Wiedziałeś?
- Remusie, jak się aklimatyzujesz? – Dumbledore usiadł za swoim biurkiem. Uniósł dłoń i zanurzył palce w miękkich piórach feniksa. – Bardzo żałuję, że nie miałem możliwości odpowiednio przywitać cię w Hogwarcie, ale uczta powitalna wymagała mojej całkowitej uwagi.
- Albusie! – Warknął Remus i od razu się poprawił. – Profesorze… Wiedział pan?
- Wiem o wielu rzeczach, Remusie. Musisz mi powiedzieć, o co ci chodzi i może moja wiekowa pamięć będzie w stanie ci odpowiedzieć.
- Mia! Wiedział pan, że ona tu będzie? - Westchnął, otrzymawszy w odpowiedzi tylko spokojne spojrzenie. – Oczywiście, że pan wiedział. Moja… Mia Potter. Tylko nie do końca. Naprawdę ma na imię… Na Merlina! Minęło czternaście lat.
Jęknął i osunął się na krzesło stojące naprzeciwko dyrektora. Wsunął obie dłonie w swoje przedwcześnie posiwiałe włosy.
- Hermiona – podpowiedział Dumbledore z uśmiechem. – Nazywa się Hermiona Granger.
Remus spojrzał wrogo na starszego czarodzieja.
- Wiem, jak się nazywa.
- Czarownica urodzona w rodzinie Mugoli – kontynuował Dumbledore, jakby Remus mu wcale nie przerwał. – Bardzo inteligentna, jak na swój wiek, ale to mnie wcale nie zaskoczyło. W tym roku wzięła na siebie bardzo dużo obowiązków. Wierzę, że nie będziesz od niej zbyt wiele wymagał na swoich zajęciach. Z tego, co rozumiem, Ministerstwo Magii przychyliło się do prośby Minerwy, która złożyła wniosek o pożyczenie Hermionie Zmieniacza Czasu, aby mogła uczestniczyć we wszystkich zajęciach.
Remus otworzył szeroko oczy i tylko patrzył na Dumbledore'a, mając w pamięci widok oprawionej w srebro klepsydry pełnej niebieskiego piasku.
- Zmieniacz Czasu? Na Merlina, moje zajęcia… Jestem jej nauczycielem. Nie mogę się tego podjąć, Albusie. Przykro mi, ale nie mogę wrócić do Hogwartu. Nie mogę być jej nauczycielem.
- Wręcz przeciwnie! Uważam, że nikt nie nadaje się do tego bardziej, niż ty.
- Dyrektorze! Nie mogę być jej profesorem. Wiesz, kim dla mnie była… Kim nadal dla mnie jest! – Zmarszczył brwi, kiedy poczuł w piersi silny uścisk. – Ta dziewczyna była dla mnie absolutnie wszystkim: moją najlepszą przyjaciółką, moją pierwszą miłością… Moim sercem i… Ja mam trzydzieści trzy lata, a ona… Trzynaście.
Remus się pochylił, chowając głowę między kolanami.
- Chyba zaraz się porzygam.
- To prawda, nie wyglądasz najlepiej – skomentował jego słowa Dumbledore. – Wiem, że jutro wypada pełnia księżyca. Przykro mi, że dowiedziałeś się tego wszystkiego w tak drażliwym momencie.
- Muszę się stąd wydostać – jęknął Remus, ale się nie ruszył.
Dumbledore pozwolił, żeby przez moment zapadła cisza. Sięgnął do miski, stojącej na biurku i wziął z niej cytrynowego cukierka.
- Remusie, Dementorzy zaatakowali pociąg. Czy powinienem zacząć się zastanawiać, co by się stało, gdyby ciebie nie było w jednym z przedziałów? Gdybyś nie miał możliwości, żeby uratować Hermionę?
Remus nie musiał patrzeć w lustro, żeby wiedzieć, że jego oczy błysnęły złotem.
- Przestań.
- Żeby uratować Harry'ego? – Dumbledore, niezrażony, kontynuował. – Wygląda prawie, jak James. Ale…
- Ma oczy Lily.
- Dokładnie – dyrektor skinął głową. – Jest bardzo interesującym młodym człowiekiem.
Remus warknął, kiedy poczuł żółć na języku.
- Wiedziałbym to, gdybyś go ode mnie nie zabrał. Znałeś ostatnią wolę Jamesa i Lily. Wiedziałeś, że gdyby coś się stało im lub… Lub Syriuszowi… Harry miał zostać ze mną.
- A czy byłeś wtedy w stanie zająć się niemowlęciem? – Zapytał Dumbledore, ale Remus postanowił go zignorować. Już wcześniej o tym dyskutowali i Lupin znał argumenty dyrektora, a w tym momencie tylko dawał wyraz swojemu poczuciu winy.
- Wysłałeś go do siostry Lily – powiedział, a jego twarzy zniekształcił grymas. – I nie próbuj mi wciskać kitu o tym, jak ważna jest rodzina, bo miałem nieprzyjemność poznać tych Mugoli. To było nasze… Moje zadanie, zająć się nim. Zapewnić mu bezpieczeństwo.
- Możesz się tym zająć teraz. Syriusz Black uciekł z Azkabanu.
Remus zamrugał gwałtownie powiekami na te słowa.
- To powinno być niemożliwe do wykonania. Nikt tego wcześniej nie zrobił. Nie masz może jakiegoś pomysłu dotyczącego sposobu, w jaki Syriusz wydostał się z Azkabanu?
Remus miał cały miesiąc, żeby zastanowić się nad tym pytaniem i prawdę mówiąc, miał kilka pomysłów. Chociaż nie wiedział dokładnie, jak Syriusz uciekł, miał pojęcie, dlaczego Aurorzy nadal nie mogą wpaść na jego trop. Syriusz na pewno ukrywał się tuż pod ich nosami jako Łapa. Niestety, gdy spróbował przekazać tę informację dyrektorowi, Wieczysta Przysięga zapiekła jego nadgarstek bolesnym ostrzeżeniem. Nie dał nic po sobie poznać, chociaż przyciągnął dłoń bliżej ciała.
- Remusie, kocham cię. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i bardzo cię kocham. Proszę, zajmij się nim. I pamiętaj, co mówiłam: ufaj Syriuszowi. Zawsze ufaj Syriuszowi.
- Obiecuję.
- Nie – Remus skłamał i natychmiast poczuł, jak ból Wieczystej Przysięgi się cofa.
Dumbledore uważnie na niego spojrzał i po chwili skinął głową.
- W poszukiwaniu Blacka Ministerstwo oddelegowało do szkoły oddział Dementorów. Możemy tylko zakładać, że Syriusz przybędzie tu w poszukiwaniu Harry'ego.
- Proszę nie zakładać nic, jeśli dotyczy to Syriusza Blacka.
- To tylko przypuszczenia, Remusie. Nikt nie zna Syriusza lepiej, niż ty.
On rzeczywiście znał Syriusza, a przynajmniej tak mu się wydawało.
- Albusie, proszę nie zakładać, że wiesz cokolwiek o mnie.
- Do czego mógłby posunąć się Syriusz Black, żeby dopaść Harry'ego?
Remus potrząsnął głową, próbując pozbyć się wspomnienia, w którym Syriusz z miłością wpatrywał się w swojego chrześniaka tuż po jego narodzinach. Patrzył na niego jak na jakiś skarb. Jak na swojego własnego potomka.
- Do wszystkiego.
- A co może zrobić, gdy już go dopadnie?
- Ja… Nie wiem – Remus westchnął. – Albusie, nie jestem… Nie powinienem być osobą, która stoi między Syriuszem i Harrym. Jestem w to za mocno wplątany. Nie jestem pewien, co chcesz na mnie wymusić.
Dumbledore sięgnął do jednej z szuflad swojego biurka i wyciągnął z niej stary kawałek pergaminu. Powoli go rozłożył i pozwolił Remusowi na niego zerknąć.
- Wiele lat temu bardzo mądra czarownica zapewniła mnie, że ponad wszystko inne Remusowi Lupinowi można ufać i polegać na nim.
Widząc ten list – list, który Mia dostała od niego i zabrała ze sobą w przeszłość – Remus wyciągnął dłoń, ale powstrzymał się przed jego dotknięciem.
- Skąd to masz?
- Po odejściu panny Potter udało mi się zabezpieczyć ten list. Nie mogłem pozwolić, żeby wpadł w niepowołane dłonie – implikacja, że chodziło mu o dłonie Syriusza zawisła niewypowiedziana w powietrzu. – Zdaję sobie sprawę z twojego związku sprzed lat z Mią Potter i, jak przypuszczam, z przyszłego związku z Hermioną Granger…
Remus się wykrzywił z niechęcią.
- Proszę, przestań używać słowa „związek".
- Czy słowu Mii Potter można ufać?
- Bezwarunkowo – Remus wetschnął.
Dumbledore przepchnął list w kierunku Remusa i skinął zachęcając głową. Lupin złapał szybko kawałek pergaminu i przygarnął do siebie w sposób przypominający dziecko sięgające po swoją ulubioną maskotkę.
- Ona w ciebie bezgranicznie wierzyła, Remusie. Wydaje mi się, że w tym momencie Harry równie bezgranicznie wierzy w nią. I oboje potrzebują ochrony. Jak myślisz, co bardzo niestabilny emocjonalnie Syriusz Black by zrobił, gdyby po dostaniu się do Hogwartu przypadkiem trafił na młodą czarownicę bliźniaczo podobną do utraconej miłości jego życia?
Remus poczuł mdłości na tę myśl.
- Zostanę. Zostanę i będę miał oko na oboje. To moje zadanie. Moim zadaniem jest zapewnić im obojgu bezpieczeństwo.
Dumbledore wstał i złączył dłonie.
- Fantastycznie! Rozumiem, że interakcje, w jakie możesz wejść z panną Granger mogą być dla ciebie nieco problematyczne?
Remus zmrużył niebezpiecznie oczy.
- Oskarżasz mnie o coś?
- Oczywiście, że nie, mój chłopcze. Ale zdaję sobie sprawę, że możesz traktować ją inaczej niż pozostałych uczniów z uwagi na twój związek z panną Potter. Wspomnienia mogą nas czasami prześladować, Remusie. Jeżeli znajdziesz się w potrzebie, mogę bezpiecznie przechować ich część. Cały czas będziesz ich świadomy, bo przechowywanie wspomnień nie jest równoważne z ich odebraniem. Ale nie będzie im towarzyszył ładunek emocjonalny.
Remus zawahał się, zastanawiając nad propozycją. Wspomnienia były dla niego bardzo ważne, szczególnie, że wyłącznie dzięki nim udało mu się przetrwać ostatnie czternaście lat. To właśnie w najtrudniejszych chwilach, kiedy uważał, że wszystkie lata w Hogwarcie z jego przyjaciółmi były tylko bolesnym wyobrażeniem, wspomnienia o Mii mówiły mu, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Jak mógł pozwolić Dumbledore'owi zabrać te wspomnienia?
Przygarnął stary pergamin do piersi i odwrócił się od dyrektora, żeby wyjść z jego gabinetu. Nie mógł się przemóc, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Przemyślę to.
