Od tłumaczki: To już 104 rozdział… Jak to szybko zleciało. Część trzecia trwa do 126 rozdziału, więc jeszcze trochę. Potem zacznie się szaleństwo.

A skoro jesteśmy przy szaleństwie… W sobotę wychodzę za mąż i mam szaleństwo w domu. Czasu brak na wszystko. Rozdziały dla Was dodaję w pracy. Na szczęście, mam kilka rozdziałów naprzód przetłumaczone, bo na tłumaczenie też nie mam czasu. Ale niedługo wszystko wróci do normy. Trzymajcie kciuki! Do zobaczenia za tydzień.

ROZDZIAŁ 104 – BOGIN W SZAFIE, KUGUCHAR W LESIE

2 września 1993

Wchodząc do Wielkiej Sali na obiad, Remus z uśmiechem zauważył, że Severus zdecydował się zjeść w swoich apartamentach. Mistrz Eliksirów zagroził takim zachowaniem podczas śniadania, komentując, że nie jest w stanie skupić się na jedzeniu, kiedy do stołu zaproszono dzikie zwierzę.

Remus tylko roześmiał się z tej próby obrażenia go. Miał pracę, ciepłe komnaty i jedzenie. Nawet obecność Severusa Snape'a nie mogła zepsuć jego humoru.

Jego uwagę przykuły jednak poirytowane miny Harry'ego i Hermiony.

Spojrzenie Remusa spoczęło na stole Gryfonów, gdzie dwójka przyjaciół siedziała obok zaniepokojonego Rona.

Nie minął nawet pierwszy dzień zajęć, a oni już są zestresowani? Remus zachichotał pod nosem. I chociaż wiedział, że nie powinien w taki sposób naruszać ich prywatności, dzięki swojemu wilczemu słuchowi doskonale wiedział, o czym rozmawiają.

- Ron, wyluzuj – Hermiona popchnęła talerz pełny gulaszu w stronę przyjaciela. – Słyszałeś, co powiedziała profesor McGonagall.

- Harry – Weasley poważnym tonem zwrócił się do przyjaciela. – Nie widziałeś przypadkiem dużego, czarnego psa, prawda?

- Właściwie widziałem – odpowiedział Harry. – Tej nocy, kiedy uciekłem od Dursley'ów.

Remus szeroko otworzył oczy i trącił dłonią szklankę pełną soku dyniowego. Pomarańczowy płyn rozlał się na stole nauczycielskim. Zerknął na Minerwę, która uważnie go obserwowała. Uśmiechnął się do niej lekko i zaczął serwetką wycierać mokrą plamę, zachowując się jak nieuważny Mugol. Kiedy to jednak przyciągnęło do niego więcej niechcianej uwagi, Remus skrzywił się, wyciągnął różdżkę i posprzątał po sobie.

W międzyczasie Ron kontynuował.

- Hermiono, jeśli Harry widział Ponuraka… To zły znak. Mój wujek Bilius widział kiedyś jednego i zmarł w dwadzieścia cztery godziny.

- Zbieg okoliczności – odparła lekko Hermiona, nalewając sobie soku dyniowego.

- Nie masz pojęcia, o czym mówisz! – Warknął Ron, coraz bardziej zły z powodu braku jej reakcji. Remus uważnie obserwował go ze swojego miejsca, zapamiętując jego temperament. – Ponuraki potrafią przerazić czarodzieja na śmierć!

- Sam właśnie sobie odpowiedziałeś – powiedziała Hermiona tonem, który Remus doskonale znał. – Zobaczysz Ponuraka i umrzesz! Ponuraki nie są zwiastunami śmierci, tylko przyczynami. A Harry cały czas żyje, bo nie jest idiotą. Nie powiedział sobie „zobaczyłem Ponuraka, czas kopnąć w kalendarz". Wróżbiarstwo to stek bzdur. Zbyt dużo niewiadomych i zgadywanek, jak na mój gust.

Remus uśmiechnął się, słysząc w jej głosie irytację. Pamiętał swój trzeci rok w Hogwarcie i równie wściekłą Mię Potter, która również nienawidziła Wróżbiarstwa.

- Sam widziałem, Miona! W filiżance Harry'ego pojawił się Ponurak!

- Na początku wcale nie byłeś tego pewny. Powiedziałeś Harry'emu, że wygląda, jak owca – odgryzła się Hermiona.

- A tobie profesor Trelawney powiedziała, że nie masz daru! Teraz po prostu próbujesz się wykręcić, bo nie podoba ci się, że w czymś nie jesteś najlepsza!

Chłopiec chyba uderzył w czuły punkt, bo ogromne tomiszcze, w którym zagłębiła się jego przyjaciółka nagle z hukiem wylądowało na stole, rozbryzgując na wszystkie strony kawałki mięsa i marchewki.

- Jeżeli bycie dobrym we Wróżbiarstwie oznacza udawanie, że widzi się coś w pozostałościach po obrzydliwej herbacie, nie jestem pewna, czy chcę się tego dalej uczyć! Ta lekcja była totalną bzdurą w porównaniu z moją Numerologią!

Remus poczuł lekkie uczucie żalu, gdy zauważył, że młoda czarownica zamaszystym krokiem opuszcza Wielką Salę. Skupił swoją uwagę ponownie na Harrym, mając nadzieję, że chłopiec za nią pójdzie i jednocześnie doskonale rozumiejąc, dlaczego tego nie zrobił. Przypomniał sobie te chwile, kiedy Mia kłóciła się o coś z Syriuszem i Remus prawie zawsze brał stronę Huncwotów. Zasługiwał na chłód, którym w następstwie go obdarzała. Wspomnienia o niej i wszystkim, co stracił, prześladowały go w tej szkole, szczególnie, że musiał patrzeć na wcielenie Mii w postaci Hermiony Granger.

Westchnął i spojrzał na swój talerz. Jedzenie w Hogwarcie nie smakowało tak dobrze, kiedy musiał sam je sobie nakładać na talerz.

Remus przeprosił swoich kolegów i wstał od stołu, planując opuścić Wielką Salę. Mijał uczniów, nie poświęcając im najmniejszej uwagi. Chciał tylko wrócić do swoich komnat i zakopać się głęboko pod kołdrę. Marzył o odpoczynku, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że niedługo będzie musiał udać się do swojego dobrze chronionego gabinetu, gdzie zaczeka do wschodu słońca.

Skręciwszy za róg, w korytarz, który prowadził do jego komnat, Remus zauważył czubek głowy pokrytej gęstymi, brązowymi włosami, wystający spod parapetu głęboko osadzonego okna. Bardzo cicho się do niej zbliżył i zobaczył, że dziewczyna nieświadomie bawi się złotym łańcuchem, na którego końcu wisiał Zmieniacz Czasu. Była głęboko zamyślona. Nie usłyszała, jak ostro wciągnął powietrze, kiedy przypomniał sobie swoje ostatnie chwile z Mią.

Stała wtedy przed nim z innym Zmieniaczem Czasu na szyi – piasek był niebieski, a nie biały, jak teraz – ubrana była w bluzę Syriusza, którą nosił zwykle pod szatami do Quidditcha i zielone, jedwabne spodenki od piżamy, a nie w szarą spódnicę i czarno-czerwone szaty uczennicy Gryffindoru. Jej włosy układały się z miękkie loki, nie tworzyły naelektryzowanego, gęstego obłoku wokół jej głowy. A jej oczy były bursztynowe, a nie koloru czekolady.

Zmieniacz Czasu Hermiony wykonał jeden obrót i dziewczyna rozpłynęła się w powietrzu.

- Na Merlina. Dziewiętnaście lat… Dziewiętnaście lat bez… - Remus spojrzał na czarownicę i powstrzymał łzy, cisnące się mu do oczu. – Bez ciebie.

Chciał natychmiast zerwać z niej Zmieniacz Czasu i zniszczyć go na zawsze.

- Ja ja mam przeżyć dziewiętnaście lat bez ciebie?

- Czternaście – mocno go objęła. Łkała. – Remusie, kocham cię. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i bardzo cię kocham. Proszę, zajmij się nim. I pamiętaj, co mówiłam: ufaj Syriuszowi. Zawsze ufaj Syriuszowi.

- Obiecuję – odpowiedział, trzymając ją równie mocno, jak ona jego. Zastanawiał się, czy mógłby wraz z nią przenieść się w przyszłość. Ale nie mógł tego zrobić. Musiał najpierw dotrzymać kilku obietnic. – Niedługo się zobaczymy. Dostaniesz z powrotem swojego przystojnego, posiwiałego wilkołaka.

Remus jęknął i przeczesał dłonią swoje siwiejące włosy. Westchnął, sfrustrowany.

- To będzie najdłuższy rok mojego życia – wymamrotał, po czym wznowił marsz ku swoim komnatom. Był jeszcze bardziej zdecydowany, żeby przespać resztę dnia.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

9 września 1993

Remus był już spóźniony na lekcję Obrony przed Czarną Magią z trzecioklasistami. Porządnie zamknął drzwi szafy i pobiegł w kierunku sali lekcyjnej, praktycznie lecąc ponad kamienną podłogą zamku. Zgodnie ze swoim planem lekcji, powinien był zacząć od czerwonych kapturków i zwodników, ale dotarła do niego wiadomość, że na zamku znaleziono bogina. Z szeroko otwartymi oczami przypomniał sobie jedną z lekcji prowadzonych przez profesora Prewetta. Nie mógł uwierzyć w swoje własne szczęście.

Zdecydował się z tego powodu opóźnić swój oryginalny plan zajęć. Przetransportował bogina do szafy stojącej w pustej klasie i pospieszył po czekających na niego uczniów. Z uśmiechem wszedł do sali lekcyjnej i położył swoją wiekową teczkę na biurku. Spojrzał na swoich uczniów i zauważył, że przed wszystkimi leżą otwarte podręczniki oraz pióra przygotowane do notowania.

- Dzień dobry. Proszę o schowanie podręczników. Dzisiejsza lekcja skupi się na praktyce. Potrzebne będą wam wyłącznie różdżki.

Zwrócił uwagę, że niektórzy uczniowie – przede wszystkim Harry i Ron – wyglądali na zadowolonych, że nie będą korzystać z książek, natomiast inni – głównie Hermiona – byli tym faktem rozczarowani. Uśmiechnął się do nich szerzej i skierował ku wyjściu z sali.

- Proszę za mną.

Zaprowadził uczniów w stronę pustej klasy, gdzie w zabezpieczonej szafie przebywał bogin. Zatrzymał się tylko na moment, żeby ostrzec Irytka, zanim ten rzucił pod kątem nauczyciela jakąś zniewagą. A gdy tylko przestąpił próg komnaty, natychmiast zauważył w jej kącie Snape'a, który wyglądał na poirytowanego tym, że mu przerwano. Ślizgon pospiesznie ruszył w kierunku drzwi, ale przystanął, gdy jego spojrzenie padło na jednego z uczniów w barwach Gryffindoru.

- Lupin, prawdopodobnie nikt cię nie ostrzegł, ale w tej klasie uczy się Neville Longbottom. Nie powinieneś powierzać mu trudniejszych zadań. Chyba, że w pobliżu znajduje się panna Granger, która będzie szeptać mu podpowiedzi do ucha.

Remus uniósł brew i spojrzał na swoich uczniów. Harry patrzył na Snape'a z nienawiścią, a Neville był czerwony na twarzy, co tylko utwierdziło Lunatyka w przekonaniu, że nie był to pierwszy raz, kiedy Snape publicznie obraża chłopca.

- Neville jest synem Alice i Franka.

- Wow. Jaki jest?

- Genialny, jeśli tylko dać mu szansę – odpowiedziała słodkim tonem, jakim zwykle mówiła o Jamesie. Remus już w tym momencie mógł stwierdzić ze stuprocentową pewnością, że Mia traktowała syna Franka i Alice jak rodzinę. – Jest tak podobny do ojca, że nawet mnie to zdziwiło. Był bardzo bliskim przyjacielem. Pierwszą osobą, którą spotkałam w pociągu do Hogwartu. Można powiedzieć, że był moim pierwszym przyjacielem.

- Właściwie miałem nadzieję, że Neville pomoże mi podczas dzisiejszej lekcji – Remus lekko włożył dłoń do kieszeni i zacisnął w pięść, patrząc spokojnie na swojego wroga z czasów szkolnych. Prawdę mówiąc, Snape był raczej wrogiem Jamesa i Syriusza. I Mii. – Uważam, że świetnie sobie poradzi. Trzeba tylko dać mu szansę.

Snape'owi nie spodobała się ta odpowiedź. Wykrzywił się z gniewem w stronę Lupina i wyszedł z klasy zamaszystym krokiem. I jeszcze raz Remus zaczął się zastanawiać, czy kolejna dawka Wywaru Tojadowego nie będzie przypadkiem zatruta.

Szafa zadygotała, uderzona od środka przez niewidzialną siłę i kilkoro uczniów podskoczyło.

- Nie ma się czego bać. To tylko bogin – powiedział i uważnie obserwował reakcje swoich podopiecznych, które zaczynały się od zainteresowania, przez zaniepokojenie, kończąc na absolutnym przerażeniu. – Boginy lubią małe, ciemne kryjówki. Szafy, puste przestrzenie pod łóżkami, szafki pod zlewami… Raz spotkałem jednego, który schował się w starym zegarze z kukułką. Ten tutaj został znaleziony wczoraj i poprosiłem dyrektora o przekazanie go w moje ręce w celach szkoleniowych. I tu zaczynamy lekcję moim pierwszym pytaniem: czym jest bogin?

Uśmiechnął się, kiedy znajoma dłoń uniosła się ponad głowę.

- To zmiennokształtny – odpowiedziała z dumą Hermiona. – Przybiera taką postać, jaka w danej chwili najbardziej przerazi otoczenie.

- Nie ująłbym tego lepiej – odpowiedział Remus i z radością zobaczył, że dziewczyna się rozpromieniła. – W swojej kryjówce bogin nie przyjmuje jeszcze przerażającego kształtu. Dzieje się tak, ponieważ nie wie jeszcze, co przerazi pierwszą osobę, która przed nim stanie. Nikt nie wie, jak w rzeczywistości wyglądają boginy, ale kiedy go wypuszczę, natychmiast przyjmie najbardziej przerażającą formę. A to oznacza, że mamy nad nim przewagę. Wiesz, jaką, Harry?

Celowo zapytał młodego Pottera, tłumiąc wybuch śmiechu, kiedy zauważył machającą dłoń Hermiony.

- Ja… Bo jest nas tak wielu, że nie będzie wiedział, która forma jest najbardziej przerażająca?

Remus uśmiechnął się z dumą, po czym przeniósł uwagę na całą klasę i zaczął tłumaczyć, jak rzucić zaklęcie, dzięki któremu można pokonać bogina. I kiedy wszyscy uczniowie wydawali się opanować inkantację oraz ruch różdżki, Remus zaprosił Neville'a na środek sali, gdzie chłopiec przyznał, że najbardziej przeraża go Snape. Lupin był zdeterminowany, żeby wyplenić z niego ten strach.

- Chciałbym, żebyście poświęcili kilka minut na zastanowienie się, co was najbardziej przeraża i w jaki sposób można ten strach zmienić w coś śmiesznego – ponownie przypomniała mu się lekcja, podczas której profesor Prewett po raz pierwszy pokazał im bogina. Nagle zaczął się zastanawiać, czy to, co właśnie robił, było dobrym pomysłem. Na pewno pojawią się typowe, nastoletnie powody do strachu, pająki, szczury, może goblin albo dwa… Ale Remus zdał sobie właśnie sprawę z tego, że niektórzy uczniowie… Jak kiedyś on sam, Syriusz, Mia i James… Mogą bać się czegoś poważniejszego. Mroczniejszego.

Widział, że Harry wygląda na zaniepokojonego i poczucie winy zalało go potężną falą.

Szybkie zerknięcie w bok powiedziało mu, że Hermiona też nie wygląda na zadowoloną. Remus nigdy nie miał okazji zobaczyć, jaką postać przyjmuje bogin Mii, ale dziewczyna kiedyś powiedziała jemu i Syriuszowi, że pokazałby się jej jako jeden z nich, mówiący jej, jak bardzo jej nienawidzą. Nie potrafił sobie tego nawet wyobrazić. Miał jednak nadzieję, że bogin młodziutkiej Hermiony Granger nie był tak poważnym zagrożeniem.

To jednak Harry go bardziej martwił. Kiedy chłopiec powiedział, że podczas ataku Dementora usłyszał krzyczącą kobietę, Remus założył, że chodziło o Lily. I właśnie ta myśl, wraz ze zbliżającym się boginem, uświadomiła Remusowi, że największym strachem Harry'ego może być ponowne przeżycie śmierci jego rodziców. A było to coś, czego Remus nie chciał zobaczyć. Wiedział, że będzie musiał wtrącić się w jego próbę. Próbę, która przypadkiem wypadła właśnie w tym momencie.

Prawie dwumetrowy, owłosiony pająk podchodził do Rona, stukając odnóżami o kamienną podłogę.

- Riddikulus! – Wrzasnął Ron i nogi pająka znikły. Beznogi tułów potoczył się bezwładnie po podłodze. Lavender Brown pisnęła ze strachu i uciekła, przez co bogin nagle znalazł się pod nogami Harry'ego. Chłopiec uniósł różdżkę, ale Remus zdążył wskoczyć między niego i bogina.

- Jestem!

Łup!

Miejsce beznogiego pająka zajęła błyszcząca, biała kula, wisząca na wysokości twarzy Remusa.

- Riddikulus!

Łup!

- Naprzód, Neville! Wykończ go! – Krzyknął Remus, widząc, jak bogin wylądował pod nogami Gryfona w postaci karalucha.

Łup!

Przed uczniami ponownie pojawił się Snape. Neville, z determinacją w oczach, uniósł różdżkę.

- Riddikulus – krzyknął i na ułamek sekundy ubranie Snape'a zmieniło się z jego zwyczajowych czarnych szat w koronkową suknię. Neville wybuchnął gromkim śmiechem i bogin eksplodował na tysiące drobnych kawałeczków.

- Bardzo dobrze! Bardzo dobrze, Neville! Wszyscy się świetnie spisali. Gryffindor dostaje po pięć punktów za każdego ucznia, który poradził sobie z boginem, dziesięć za Neville'a, który zrobił to dwa razy i po pięć punktów dla Hermiony i Harry'ego.

- Ale ja przecież nic nie zrobiłem! – Zaprotestował Harry.

- Ty i Hermiona odpowiedzieliście poprawnie na moje pytania, na początku lekcji, Harry – wyjaśnił lekko Remus. Odkaszlnął i zwrócił się do pozostałych uczniów. – To była fantastyczna lekcja. Waszym zadaniem domowym jest przeczytanie rozdziału o boginach i jego pisemne streszczenie. Macie czas do poniedziałku. Na dzisiaj to wszystko.

I w momencie, kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim wychodzącym uczniem, Remus oparł się o nie plecami i osunął na podłogę. Ukrył twarz w dłoniach.

- Co ja sobie, kurwa, myślałem?

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

16 października 1993

Pomimo tego, że Syriusz stracił sporo na wadze podczas swojego pobytu w więzieniu, nadal udało mu się złamać kilka żeber, kiedy pod postacią Łapy przeciskał się przez kraty w drzwiach swojej celi. Złamane kości nie bolały jednak tak bardzo, jak skok do Morza Północnego i wysiłek, jaki kosztowało go dopłynięcie do brzegu. Kiedy w końcu morze wyrzuciło go na skały, był pewny, że umrze. Przynajmniej zginę jako wolny człowiek, pomyślał, zanim przypomniał sobie, że Glizdogon, ten zdradziecki szczur, przebywa w Hogwarcie. Harry był w niebezpieczeństwie. Syriusz nie mógł sobie pozwolić na śmierć, kiedy jego chrześniak go potrzebował.

Podobało mu się udawanie psa w mugolskim Londynie. Pomimo jego upiornego wyglądu i skołtunionego futra, Mugole litowali się nad nim. Nawet jeśli się go bali albo obawiali się wścieklizny, rzucali mu resztki jedzenia, żeby go odpędzić od siebie lub dać sobie czas na ucieczkę. Do czasu, kiedy dotarł na Privet Drive, był tak przejedzony, że bolał go żołądek.

Ale ani przepełniony żołądek, ani połamane żebra, ani nawet lodowato zimne wody Morza Północnego nie przysporzyły mu tyle bólu, co widok jego chrześniaka po raz pierwszy od dwunastu lat. Chłopiec wypadł z impetem przez drzwi wejściowe domu swojego wujostwa, a Syriusz słyszał, że Vernon Dursley coś za nim wrzeszczy. Czuł nieodpartą pokusę, żeby podbiec do otyłego mężczyzny i zatopić kły w jego nodze, ale z drugiej strony Harry właśnie oddalał się od bezpiecznego schronienia pieszo, ciągnąc za sobą swój kufer i klatkę z sową.

Łapa podążył za Harrym, ukryty w cieniu i zatrzymał się w momencie, kiedy jego chrześniak wygrzebał ze swojego kufra lśniącą, srebrzystą tkaninę. Uśmiechnął się na psi sposób, kiedy rozpoznał starą Pelerynę Niewidkę Jamesa. Chciał się w tym momencie ujawnić, podejść do Harry'ego i wszystko wyjaśnić, ale znikąd pojawił się Błędny Rycerz i Harry zniknął w jego wnętrzu.

Cały następny miesiąc Syriusz kierował się w stronę Szkocji, zatrzymując się czasami poza szlakiem, żeby mugolskie kamery zarejestrowały jego twarz i skierowały Aurorów w złą stronę. Następnie zamieniał się z powrotem w Łapę i wracał na szlak do Hogwartu.

Zapach Hogsmeade był oszałamiający. Syriusza ogarnęło pragnienie, żeby wejść do Miodowego Królestwa i wykupić wszystkie słodycze. Były ku temu jednak dwie przeszkody. Po pierwsze, jego podobizna, wycięta z pierwszej strony Proroka Codziennego, była wywieszona na wszystkich sklepach i przybytkach wzdłuż głównej ulicy Hogsmeade. Po drugie nie miał żadnych pieniędzy. Zmusił się, żeby pozostać skupionym i skierował się do Hogwartu. Zatrzymał się na skraju Zakazanego Lasu, uważnie lustrując otoczenie. Szukał szczura.

Jedyny raz, kiedy skupił się na czymś innym niż swojej zemście nastąpił w noc pełni księżyca. Pozostał w Zakazanym Lesie i obserwował z daleka, jak jego stary przyjaciel patroluje błonia Hogwartu, mając na sobie – o, ironio! – szaty nauczyciela. Patrzył, jak Remus wraca na zamek, gdzie musiał mieć przygotowaną zabezpieczoną komnatę, bo przez całą noc nie pojawił się przy Wierzbie Bijącej.

Spojrzał na księżyc, gdy pojawił się na nocnym niebie w całej okazałości. Wokół niego panowała cisza, ale Syriusz wiedział, że gdzieś w Hogwarcie Remus wyje z bólu. Łapa położył wielki, czarny łeb na ziemi i zaskomlał, gdy obezwładniło go poczucie winy. Jak mógł popełnić taki błąd? Jak mógł złamać obietnicę daną Mii i przestać ufać Remusowi? Był zazdrosnym głupcem i pozwolił Glizdogonowi na jego manipulacje. Powinien był wiedzieć lepiej.

W połowie października Łapa obudził się, czując wtulone w siebie ciepłe ciało, porośnięte futrem. W świetle poranka futro wyglądało na rudawe i pachniało lasem po deszczu… Prawie. Zamiast małego lisa, którego miał nadzieję zobaczyć, obok niego leżał najbrzydszy pomarańczowy kot, jakiego kiedykolwiek widział.

Łapa warknął na zwierzę, które tylko uniosło jedną powiekę i obdarzyło psa znudzonym spojrzeniem, nie przejawiając najmniejszych oznak chęci ucieczki. Syriusz zmienił się w człowieka i popchnął kocura. Zwierzak przekręcił się na grzbiet i zaprezentował mężczyźnie swój brzuch.

- Naprawdę? – Syriusz prychnął i pochylił się nad kotem, żeby go pogłaskać.

- Jesteś po części kugucharem, prawda? Kiedyś mi powiedziano, że kuguchary to niesamowicie inteligentne zwierzęta, które potrafią rozpoznać Animagów. Czy to prawda? – Zapytał po chwili, a kocur w odpowiedzi poruszył głową na sposób, który niezaprzeczalnie przypominał skinięcie.

- Kurwa mać… - Syriusz westchnął ze zdziwieniem. – Czy ty właśnie…? Nie. Chyba w końcu oszalałem.

Spróbował przeczesać palcami włosy, ale jego palce natrafiły na kołtun i mocno pociągnął za skórę głowy. Zamrugał powiekami z bólu, po czym westchnął, pokonany, i ponownie spojrzał na kocura.

- Powiedz, nie złapałbyś dla mnie szczura?

Kuguchar odpowiedział głębokim pomrukiem.

- To duży, brzydki szczur. Brakuje mu palca na przedniej łapie.

Żółte oczy poszukały wzroku Syriusza, jakby mężczyzna właśnie powiedział coś, co kot zrozumiał.

- Wiesz, o którym szczurze mówię, prawda? – Uśmiechnął się, a jego potrzeba zemsty i przelania krwi zdrajcy powoli osiągała apogeum. – Zawrzyjmy umowę. Jeśli złapiesz i dostarczysz do mnie tego szczura, jak już z nim skończę, pozwolę ci go zjeść.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

31 października 1993

Koci przyjaciel Syriusza próbował na wszelkie sposoby złapać szczura – jeśli miał wierzyć narzekaniom rudowłosego chłopca. Syriusz jeszcze nie miał okazji zobaczyć właścicielki kuguchara, ale młody Weasley przez cały czas jęczał albo o „Hermionie i jej cholernym kocie", albo o „biednym, starym Parszywku".

O Parszywku – dwunastoletnim szczurze, któremu brakowało palca.

Mimo tego, że kugucharowi nie udało się złapać szczura, stał się on najlepszym przyjacielem Syriusza, ukrywającego się przez cały ten czas w Zakazanym Lesie. Kocur przynosił mu jedzenie z kuchni – wyglądało na to, że skrzaty domowe chętnie dokarmiają spasionego zwierzaka. Na jego prośbę, ukradł z Wielkiej Sali nóż, który Syriusz natychmiast schował do kieszeni. Uważna obserwacja powiedziała mu, że Ron Weasley ze swoim szczurem mieszkali w Wieży Gryfonów. W Wieży, która powinna być niemal opustoszała w dniu, kiedy wszyscy uczniowie powyżej trzeciego roku odwiedzali Hogsmeade.

Czekał tak długo, jak starczyło mu cierpliwości, po czym wślizgnął się na zamek, korzystając z tajnego przejścia niedaleko zielarni. Korzystał z niego jako nastolatek za każdym razem, kiedy chciał zapalić. Mimo sporych rozmiarów oraz jasnego światła dnia, nikt nie zwrócił uwagi na czarnego psa, przemierzającego korytarze Hogwartu. Warknął, wyczuwając, że szkoła jest otoczona przez Dementorów. W dodatku na miejscu byli Aurorzy i wszyscy nauczyciele, a jednak on – morderca – prześlizgnął się pod ich nosami, całkowicie niezauważony. Dumbledore kompletnie nie znał się na zabezpieczeniach. To był cud, że większość uczniów kończyła szkołę żywa.

Oczy Łapy rozszerzyły się, kiedy zauważył mężczyznę ubranego w powiewające, czarne szaty, o długich, tłustych włosach, zmierzającego ku jednemu z korytarzy. Z czystej ciekawości, podążył bezszelestnie za tłustowłosym dupkiem i ukryty w cieniu obserwował, jak Snape wnosi dymiący kielich za drewniane drzwi. Nastawił czarne, pokryte futrem ucho, żeby podsłuchać rozmowy i natychmiast wychwycił głos Remusa. Zaczekał przez moment, zastanawiając się, czy przyjaciel wyczuje jego zapach. Jednak kiedy Remus nie pojawił się na korytarzu, Syriusz założył, że smród Wywaru Tojadowego musiał zamaskować wszystkie inne zapachy, za co był niesamowicie wdzięczny.

- Severusie, bardzo dziękuję. Możesz postawić kielich na moim biurku? Właśnie pokazywałem Harry'emu druzgotka.

- Fanscynujące – odpowiedział drwiąco Snape. – Powinieneś natychmiast to wypić, Lupin.

Dupek, pomyślał gorzko Syriusz.

- Tak, oczywiście. Tak zrobię.

- Uwarzyłem cały kociołek – kontynuował Mistrz Eliksirów. – Na wypadek, gdybyś potrzebował więcej.

- Jestem ci bardzo wdzięczny, Severusie..

- Nie musisz być – warknął Snape i szybkim krokiem opuścił komnatę. Syriusz przylgnął do ściany, chowając się w cieniu, czekając aż mężczyzna go minie.

- Profesor Snape był tak uprzejmy i uwarzył dla mnie pewien eliksir – Syriusz usłyszał słowa Remusa. – Ja sam nigdy nie byłem dobry, jeśli chodziło o ten przedmiot, a mój wywar jest wyjątkowo skomplikowany. I bardzo żałuję, że nie można go posłodzić.

Syriusz uśmiechnął się w duchu, wyobrażając sobie minę Remusa pijącego Wywar Tojadowy. Podczas ich szkolnych lat narosło wokół tego wiele żartów. Jeden raz, Syriusz pożyczył od Lily jej mugolski aparat fotograficzny, żeby zrobić kilka nieruchomych zdjęć i uchwycić moment, kiedy Remus krzywi się po wypiciu Wywaru. Jedyną osobą, którą te zdjęcia rozbawiły, był James. Mia odpłaciła mu, rzucając pustym kielichem w jego głowę.

Podczas gdy Harry i Remus byli pogrążeni w rozmowie, Syriusz bezszelestnie się od nich oddalił. Przypomniał sobie o wszystkich skrótach i tajnych przejściach, unikając wałęsających się uczniów i strasząc dwójkę, która namiętnie się obściskiwała w jednym z mało uczęszczanych zakątków zamku. Cierpliwie zaczekał, aż uczniowie zejdą do Wielkiej Sali na kolację, po czym szybkim krokiem wbiegł w znajomy korytarz i stanął przed jeszcze bardziej znajomym portretem.

Kurwa. Portret. Jak mógł zapomnieć o portrecie? Zagniewany, przyjął ludzką postać i posłał mordercze spojrzenie Grubej Damie.

- Otwórz.

- Chyba żartujesz! – Krzyknęła Gruba Dama. – Pamiętam cię, młody człowieku i wiem, co robiłeś od kiedy opuściłeś mury szkoły.

- Otwórz! – Warknął przez zaciśnięte zęby.

- Nie boję się ciebie, Syriuszu Black!

Wściekły i sfrustrowany faktem, że obraz nie pozwala mu ziścić jego marzeń o zemście, Syriusz jednym ruchem dłoni sprawił, że pojawił się w niej nóż. Spojrzał na portret spod przymkniętych powiek.

- Uciekaj.