Od tłumaczki: Już po ślubie. Świetna impreza, odrobinkę stresująca, ale warto było się do niej przygotowywać. Za tydzień wyjeżdżam na wakacje i z tego powodu od razu chciałabym Was poinformować, że kolejny rozdział pojawi się 7 października.
Sam rozdział, który teraz dostaniecie skupia się głównie na Remusie. Nieważne, czy Hermiona jest sobą, czy Mią – ciągnie ją do Lunatyka. To widać.
ROZDZIAŁ 105 – TRZY ROLKI PERGAMINU
5 listopada 1993
- Ale… Proszę pana – powiedziała Hermiona, nie mogąc się powstrzymać. – Nie powinniśmy jeszcze przerabiać wilkołaków. Mieliśmy teraz omawiać zwodniki…
- Panno Granger – profesor Snape zaakcentował jej nazwisko śmiertelnie spokojnym tonem, który jednocześnie ją zirytował i przestraszył. Naprawdę nie chciała, żeby ponownie ją zawstydził.
Dlaczego dochodziło do tego, że ona pracowała najciężej, jak mogła, aby być najlepszą czarownicą – z tego powodu w ogóle zdecydowała się na naukę w Hogwarcie – a ten jeden jedyny nauczyciel nie dostrzegał jej starań? Jego uprzedzenia w stosunku do Harry'ego najprawdopodobniej miały osobiste podłoże. Zawsze szydził z tego, że Harry jest celebrytą, jakby to było coś, z czego można być dumnym, a nie ciężar, jaki się niesie na barkach. Ale co takiego ona zrobiła, żeby profesor Snape jej nienawidził?
- Wydawało mi się, że to ja prowadzę tę lekcję, nie ty. I w tym momencie chcę, żebyście otworzyli podręczniki na stronie trzysta dziewięćdziesiątej czwartej! Wszyscy! Natychmiast.
Podręcznik Hermiony już był otwarty na odpowiedniej stronie, co również było w oczach profesora Snape'a przewinieniem.
- Kto z was potrafi mi powiedzieć, jak odróżnić wilkołaka od prawdziwego wilka?
Ręka Hermiony, jak zwykle, powędrowała w powietrze. Dziewczyna przeczytała już ten rozdział… Po prawdzie, przeczytała już cały podręcznik. Zaprotestowała przeciwko tematowi tej lekcji ze względu na swoich kolegów, którzy byli nie tylko zdziwieni podejściem profesora Snape'a od planu lekcji profesora Lupina, ale także nie do końca byli w stanie zrozumieć, o czym profesor Snape mówił. A wiedząc, że Mistrz Eliksirów uważał niewiedzę za powód do frustracji – nie mówiąc już o tym, że gdy frustracja zmieniała się we wściekłość, wszystkie Domy poza Slytherinem traciły punkty – Hermiona próbowała uratować pozostałych Gryfonów przed gniewem tego mężczyzny. Jej plan powiódł się tylko w połowie, bo chociaż profesor Snape skupił swój gniew na niej, udawał, że nie zauważa jej wyciągniętej ręki.
- Ktokolwiek? Chcecie mi powiedzieć, że profesor Lupin nie potrafił wytłumaczyć wam podstawowych różni między…
Nieznane, niepokojące uczucie gniewu zaczęło nabierać kształtu w duszy Hermiony, kiedy profesor Snape odważył się drwić z profesora Lupina i jego sposobu nauczania. Dziewczyna darzyła swojego wychudzonego, zabiedzonego nauczyciela Obrony przed Czarną Magią bezgranicznym respektem i bezwarunkowym zaufaniem od chwili, kiedy uratował ich w pociągu do Hogwartu przed Dementorem. W jej wyobraźni stał się uosobieniem każdego szlachetnego bohatera z głupich książek Lavender. Profesor Lupin był odważnym, genialnym, przystojnym mężczyzną, więc z jakiej racji profesor Snape z niego drwił? Wróć… Przystojnym? Skąd to się wzięło?
Zarumieniła się, nie zdając sobie sprawy, że jej dłoń nadal jest uniesiona. Na szczęście, uwagę profesora Snape'a skupiła na sobie Parvati, która odważyła się mu postawić, kiedy Hermiona głęboko rozmyślała.
- Powiedzieliśmy panu. Jeszcze nie czytaliśmy o wilkołakach. Nadal zajmujemy się…
- Cisza! – Syknął Mistrz Eliksirów. – No, no, no. Nie spodziewałem się spotkać trzeciej klasy, w której nikt nie będzie wiedział, jak rozpoznać wilkołaka. Na pewno poinformuję profesora Dumbledore'a, jak bardzo zalegacie z materiałem…
Znowu to zrobił. Obraził profesora Lupina.
Z jakiegoś powodu uznała, że nie może mu pozwolić na więcej.
- Panie profesorze, wilkołak różni się od wilka na kilka subtelnych sposobów. Na przykład, pysk wilkołaka…
Nauczyciel ponownie na nią spojrzał, nienawistnym spojrzeniem czarnych oczu.
- To drugi raz, kiedy odezwała się pani niepytana, panno Granger. Gryffindor traci pięć punktów, bo jest pani taką nieznośną Wiem-To-Wszystko.
Powoli opuściła dłoń, czując, jak zawstydzenie ogarnia całe jej ciało. Jej spojrzenie rozmyło się pod wpływem łez, które zebrały się w kącikach oczu. Już wcześniej ją tak nazywano. I chociaż wydawałoby się, że „Wiem-To-Wszystko" było łatwiejsze do zniesienia, niż obelgi, którymi obrzucał ją Malfoy, bardziej bolało to konkretne określenie. Nie mogła nic poradzić na to, że Malfoy nazywał ją szlamą, ale przecież powinna potrafić się pohamować i nie udowadniać na każdym kroku, że jest najlepsza. Nie powinna pokazywać, że jest inteligentna. Że przeczytała wszystkie podręczniki i ćwiczyła wszystkie zaklęcia. Udowadniać, że zasługuje na magię, kiedy inni czarodzieje – w szczególności Ślizgoni – nie uważali, że na nią zasługiwała.
- Zadał pan pytanie, a ona zna odpowiedź. Po co pytać, jeśli nie chce się usłyszeć odpowiedzi? – Warknął Ron.
Profesor Snape w odpowiedzi zaczął rozdzielać szlabany.
Hermiona uśmiechnęła się miękko do przyjaciela za poparcie. Oczywiście, wolałaby, gdyby nie musiał tego robić. Wolałaby, żeby sam nie nazwał jej panną Wiem-To-Wszystko tego ranka, kiedy zapytała, czy skończył już swoje wypracowanie z Transmutacji. Okazało się, że nie skończył, a fakt, że ona już swoje skończyła – na tydzień przed terminem – obraził Rona i jego leniwą naturę.
Właśnie wtedy zdała sobie sprawę z tego, dlaczego tak bardzo lubiła lekcje profesora Lupina. Nigdy nie sprawił, że czuła się jak ktoś, kto obraża czarodziejów, w których żyłach krew płynęła od pokoleń. Troszczył się również o Harry'ego – zwracał się do niego po imieniu, a nie, jak pozostali nauczyciele, per „panie Potter". Profesor Lupin był przy nich zrelaksowany i zachowywał się nieformalnie, co sprawiło, że czuła się tak, jakby ją znał i szanował. A kiedy się do niej uśmiechał, ona… Twarz Hermiony zaczerwieniła się na tę myśl.
Świetnie, wyrzucała sobie w myślach. Kolejne zadurzenie w kolejnym nauczycielu. Harry i Ron nigdy jej tego nie zapomną. Nie po wydarzeniach związanych z profesorem Lockhartem, w zeszłym roku.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
6 listopada 1993
Jej palce były uwalane atramentem, co już nikogo nie dziwiło. Dwie rolki pergaminu, których wymagał od nich profesor Snape były już dawno skończone, a ona poprawiała właśnie trzecią. Zastanawiała się przy tym, czy profesor Snape odejmie jej punkty za to, że nie postąpiła zgodnie z poleceniem. Zadał im tylko dwie rolki pergaminu, ale na swoją obronę miała to, że ilości informacji, które znalazła, nie zmieściłaby tylko na dwóch rolkach.
Z drugiej strony, informacji o samej lykantropii wcale nie było tak dużo. Podano podstawowe informacje o rozprzestrzenianiu się wirusa (ugryzienie albo zadrapanie zdrowego człowieka przez w pełni przemienionego wilkołaka, wyłącznie w noc pełni księżyca), sposobach leczenia (których nie było) oraz zupełnie niepotrzebnych sposobach tropienia, łapania i zabijania wilkołaków. Wiele też napisano o tym, dlaczego wilkołaki odrzucono ze społeczeństwa. Kiedy o tym czytała, zrobiło się jej niedobrze – szczególnie w momencie, kiedy natknęła się na akapit dotyczący pozbycia się wilkołaków z magicznego świata i ręczny dopisek na marginesie: Ze szlamami zrobić to samo.
- Dlaczego takie książki można w ogóle znaleźć w szkole? – Mruknęła do siebie, dodając ten tom do listy książek, które uważała za nieodpowiednie dla szkolnej biblioteki. Planowała przekazać tę listę profesorowi Dumbledore'owi, prosząc jednocześnie o usunięcie ich z publicznego dostępu lub przesunięcie do Działu Ksiąg Zakazanych.
Przeniosła wzrok na swoje wypracowanie i jej twarz się wykrzywiła, kiedy spojrzenie padło na tytuł „Jak rozpoznać i zabić wilkołaka". Potrząsnęła głową. Profesor Snape mógł równie dobrze zadać im wypracowanie dotyczące zaplanowania zabicia kolegi z ławki. Czy naprawdę uważał, że grupa trzynastolatków będzie chciała się nauczyć, jak kogoś zabić?
Wilkołak jest w rzeczywistości człowiekiem, który na jedną noc, kiedy na niebie króluje księżyc w pełni, zmienia się w przerażającego, śmiertelnie niebezpiecznego potwora.
Hermiona zmarszczyła brwi i przytknęła różdżkę do pergaminu, wymazując cztery ostatnie słowa.
… zmienia się w potencjalnie niebezpieczną istotę, przypominającą wilka. Wyglądem wilkołak subtelnie różni się od wilka, głównie długością pyska, oczami bardziej przypominającymi ludzkie – chociaż iż kolor przeważnie pozostaje złoty – oraz podkręconym ogonem.
Wilkołaki są ofiarami nieuleczalnej choroby zwanej lykantropią. Jedynym środkiem, pomagającym im zachować zdrowe zmysły podczas transformacji jest Wywar Tojadowy, eliksir wynaleziony przez wybitnego Mistrza Eliksirów, Damoklesa Belby'ego.
Zerknęła do księgi, która opisywała Wywar Tojadowy jako niesamowicie drogi i trudny do uwarzenia, jeśli nie było się Mistrzem Eliksirów. Następnie, chociaż nie było to tematem wypracowania, dodała cały akapit dotyczący watah i więzi wilkołaków.
Bezpieczeństwo jego samicy jest podstawowym instynktem wilkołaka. Przerasta nawet jego potrzebę polowania. Dorównuje jej wyłącznie potrzeba chronienia jego watahy. Wilkołaki łączą się w pary na całe życie, chociaż bardzo często dochodzi do sytuacji, kiedy wilk Alfa, nie znalazłszy jeszcze swojej przeznaczonej kobiety, wdaje się w stosunki seksualne z najbliższą samicą, zwykle jego Betą. Nie można fizycznie odróżnić partnerki wilkołaka od jego watahy, ponieważ wilkołaki znaczą swoich ugryzieniem między obojczykiem i ramieniem. Uważa się, że robią tak, ponieważ są bezmyślnymi bestiami, kierującymi się krwawym instynktem i chęcią zabijania.
Hermiona ponownie zmarszczyła brwi i różdżką usunęła całe ostatnie zdanie. Zerknęła na objawy lykantropii, które wydawały się jej nieznośnie bolesne. Jej serce zakuło, gdy uświadomiła sobie, jak nieszczęśliwy żywot wiedli ludzie zarażeni lykantropią, szczególnie w czarodziejskim świecie, który tak łatwo ich odrzucał i osądzał.
Wilkołak, który nie posiada ani partnerki, ani watahy doświadcza dużo boleśniej objawów lykantropii. Bezpośrednio przed pełnią i po pełni księżyca takie wilkołaki w ludzkiej postaci są chorobliwie blade, uskarżają się na problemy z żołądkiem, bóle mięśni, bóle głowy oraz nadwrażliwość na światło, zapachy i dźwięki. Z powodu agresywnej natury tych objawów, logicznym jest, że wilkołaki przedwcześnie się starzeją.
Aha.
Przypomniała sobie sytuację sprzed kilku dni, kiedy profesor Lupin podczas lekcji Obrony przed Czarną Magią ukrył twarz w dłoniach, próbując nie pokazać po sobie, że dręczy go jakiś ból. Poprosił również, bardzo uprzejmie, Seamusa i Deana o czytanie w ciszy, a nie plotkowanie szeptem.
Wtedy nie zdawała sobie z tego sprawy, ale teraz sobie uświadomiła, że gdy skończyła czytać na lekcji, wlepiła spojrzenie w postać profesora Lupina i zaczęła rozmyślać nad intrygującym kolorem jego włosów. Nie był blondynem. Miał ciemniejsze włosy, jak mokry piasek na plaży, które miejscami całkowicie posiwiały. Na początku wydawało się jej to dziwne, szczególnie, że ktoś jej powiedział, że profesorowie Snape i Lupin byli na tym samym roku w Hogwarcie. To znaczyło, że byli w tym samym wieku, a jednak profesor Lupin wyglądał na dużo starszego.
- Na bogów – mruknęła do siebie.
Profesor Lupin przez cały tydzień był chory. Wczoraj profesor Snape zastępował go na lekcjach.
Wczoraj przypadała pełnia księżyca.
Szybko wykonała w głowie niezbędne obliczenia. Profesor Lupin wyglądał fatalnie przez cały poprzedni tydzień, podobnie jak tamtego dnia, kiedy wsiedli do pociągu – dziwnym zbiegiem okoliczności był to dzień przed pełnią księżyca. Pomimo młodego wieku miał przerzedzone, siwe włosy, często narzekał na bóle głowy oraz na nadwrażliwość na dźwięki. Jego bogin zmienił się w księżyc w pełni. I do tego dochodziły blizny na jego twarzy – blizny! Jak mogła tego wcześniej nie połączyć? Miała lepsze pytanie, w co pogrywał sobie profesor Dumbledore, zatrudniając wilkołaka w szkole pełnej dzieci?
Nie. Hermiona ostro się upomniała za takie okropne myśli. Oczywiście, że profesor Lupin powinien uczyć. Był genialny – był najlepszym nauczycielem Obrony przed Czarną Magią, jakiego mieli. Nagle poczuła wyrzuty sumienia, że tak szybko osądziła tego mężczyznę tylko z powodu choroby, nad którą nie miał kontroli. Była wściekła na siebie, bo przecież czytając o takim traktowaniu wilkołaków, sama uważała, że to haniebne zachowanie. Ponownie skupiła się na objawach lykantropii i nagle dotarło do niej, że jej ulubiony nauczyciel, człowiek, który uratował ich przed Dementorem, straszliwie cierpi.
Nie namyślając się dłużej, Hermiona pozbierała swoje książki i pergaminy, załadowała je do swojej obszernej torby i pospiesznie opuściła bibliotekę.
Szybko zjadła obiad i wymówiła się od pozostania przy stole dłużej, niż było to konieczne. Pobiegła do swojego dormitorium i z zapałem zaczęła grzebać w kufrze w poszukiwaniu dużej tabliczki czekolady z Miodowego Królestwa, którą kupiła podczas ostatniego weekendu spędzonego z Ronem w Hogsmeade. I chociaż ona sama nie była wielką fanką słodyczy, pamiętała, że profesor Lupin poczęstował ich właśnie tym smakołykiem po ataku Dementora, wyjaśniając, że po niej poczują się lepiej. Wiedząc, jak Harry reagował na te mroczne istoty, Hermiona stwierdziła, że mądrze będzie mieć w zapasie spory zapas czekolady.
Zeszła schodami na niższe poziomy zamku, gdzie mieściło się Skrzydło Szpitalne i praktycznie wpadła na panią Pomfrey.
- Panno Granger, czuje się pani dobrze?
- Przepraszam, pani Pomfrey. Tak, ja się czuję dobrze. Zastanawiałam się tylko, czy zastanę tutaj profesora Lupina. Profesor Snape wspomniał, że zachorował – powiedziała Hermiona, rozglądając się po ogromnej komnacie z wysokim sklepieniem. Zauważyła, że pod najbardziej oddaloną ścianą postawiono łóżko, które następnie przesłonięto parawanem dla zapewnienia leżącej tam osobie odrobiny prywatności.
- Profesor Lupin ma odpowiednią opiekę, moja droga – obiecała pani Pomfrey, ale spojrzenie, jakie posłała Hermionie zawierało w sobie dużą dozę podejrzliwości. – Niestety, nie przyjmuje gości.
- Rozumiem. A czy mogłabym coś dla niego zostawić? – Zapytała Gryfonka, trzymając przed sobą tabliczkę czekolady. – Nie jestem pewna, czy to pomoże, ale profesor Lupin poczęstował nas czekoladą po ataku Dementora i… Cóż… Nawet jeśli w tym momencie mu nie pomoże, po prostu spłacam dług.
- Przekażę mu, moja droga – pani Pomfrey wzięła od niej czekoladę i uśmiechnęła się ze wzruszeniem. – To bardzo miłe z twojej strony, że o nim myślisz.
- Jest fantastycznym nauczycielem i… Źle się czuję z tym, że jest chory – wyrzuciła z siebie Hermiona, odwróciła się na pięcie i odeszła.
Chwilę później pani Pomfrey odsunęła parawan, za którym leżał Remus. Usłyszał, oczywiście, całą wymianę zdań, bo ze snu wyrwał go głos Hermiony. Był posiniaczony i wyczerpany po ostatniej pełni księżyca, ale Wywar Tojadowy, który otrzymał od Snape'a nie był zatruty, więc spędził relatywnie spokojną noc we własnym apartamencie – ciesząc się pełnią kontroli, ale samotny.
Pani Pomfrey przygwoździła go do łóżka ostrym spojrzeniem.
- Wie o twojej chorobie?
- Na to wygląda – odpowiedział Remus i sięgnął po czekoladę. Przez chwilę tylko wdychał jej aromat, po czym rozdarł opakowanie. – Poppy, jak to jest, że ty, Minerwa i profesor Dumbledore pamiętacie Hermionę jako Mię Potter, ale nikt inny tego nie zauważył? Severus jej nienawidzi… Właściwie, nie bez powodu, biorąc pod uwagę, ile razy mu przyłożyła, gdy jeszcze byliśmy w szkole, ale gdyby wiedział, kim ona naprawdę jest… Wtedy jego nienawiść byłaby dużo bardziej widoczna.
- Minerwa nałożyła na dziewczynę zaklęcie, gdy po raz pierwszy przybyła do Hogwartu – wyjaśniła Poppy. – Natychmiast rozpoznała pannę Potter i zażądała od dyrektora wyjaśnień. I, z tego, co zrozumiałam, właśnie ze względu na Severusa, Minerwa obłożyła ją zmodyfikowanym zaklęciem odwracającym od niej uwagę. Szczerze wątpię, że Minerwa albo dyrektor chcieli mnie wtajemniczyć, ale Hermiona tak często ląduje w Skrzydle Szpitalnym po swoich przygodach z panem Potterem i Weasley'em, że w końcu musiałam zauważyć zaklęcie.
Remus prychnął z rozbawieniem.
- Zaklęcie odwracające uwagę. Jeden z ulubionym uroków Mii. Rozbawi ją to, gdy się dowie, że musiało być na nią rzucone.
- Jeśli dobrze pamiętam – pani Pomfrey też się uśmiechnęła. – Panna Potter wolała rzucać zaklęcia szpecące skórę i eksperymentować z eliksirami.
Remus uśmiechnął się szeroko na to wspomnienie.
- Czyli dobrze rozumiem, że gdy ludzie na nią patrzą i zaczynają ją rozpoznawać, coś odwraca ich uwagę?
- Co w tym stylu. Chociaż nie pomniejsza to niechęci, jaką odczuwają w stosunku do niej niektóre osoby. Skoro Severus tak silnie zareagował na obecność panny Granger, nie chciałabym widzieć reakcji niektórych Krukonek, z którymi chodziliście do szkoły.
- W takim razie, dlaczego ja ją pamiętam? Skąd wiem, kim ona dokładnie jest i kim się stanie?
- Uważam, że tylko ty znasz odpowiedź na to pytanie – pani Pomfrey westchnęła z irytacją, niezadowolona z faktu, że nie zna wszystkich odpowiedzi. – Zjedz czekoladę i trochę odpocznij.
Więź Watahy, pomyślał Remus, kiedy pielęgniarka go opuściła. Hermiona nie nosiła jego znaku na obojczyku, jak Mia, ale więź nadal istniała, bo on o niej wiedział. Mia cały czas była żywa, istniała gdzieś w głębi duszy Hermiony i oczekiwała na powrót. I wilk o tym wiedział. Wiedział, że żyła, że była blisko i nadal należała do niego.
Ta myśl ogrzewała jego serce. Niestety, skoro on mógł rozpoznać Mię w Hermionie z powodu Więzi Watahy, Syriusz rozpozna ją w mgnieniu oka z powodu ich niezapieczętowanej Więzi Duchowej.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
8 listopada 1993
- Rozchmurz się, Harry – powiedziała Hermiona i poklepała go po ramieniu. – Zapytaj profesor McGonagall, czy nie ma możliwości zorganizowania ci nowej miotły.
Nie widziała w tym sensu, ale prawdę mówiąc, nigdy nie widziała sensu w Quidditchu. Uważała ten sport za brutalny i niecywilizowany, ale nie chciała o tym mówić w momencie, kiedy Harry rozpaczał po stracie swojego Nimbusa.
- Nawet gdyby zorganizowała mu nową miotłę, na pewno nie byłaby tak dobra, jak poprzednia – wytknął Ron. – Nadal nie mogę uwierzyć, że Snape…
- Profesor Snape – poprawiła Hermiona.
- … odjął nam pięćdziesiąt punktów za to, że rzuciłem krokodylim sercem w Malfoy'a. I zachował się cholernie…
- Język! – Upomniała przyjaciela.
- … stronniczo, kiedy Malfoy udawał Dementora tylko po to, żeby cię nastraszyć, Harry. Następnym razem, jak zobaczę tego oślizgłego dupka…
- Język! – Hermiona miała dość.
- Daj mu spokój – powiedział Harry.
- Jeśli Snape znowu prowadzi Obronę przed Czarną Magią, to zrywam się z zajęć – oświadczył Ron, idąc za przyjaciółmi w kierunku sali lekcyjnej. – Hermiono, sprawdź, kto jest w środku.
Dziewczyna wetknęła głowę przez drzwi i uśmiechnęła szeroko na widok profesora Lupina.
- Jest w porządku.
Uczniowie zaczęli wlewać się do klasy i witać z nauczycielem. Zamiast jednak zapytać o jego zdrowie i samopoczucie, zaczęli narzekać na niesprawiedliwe zachowanie profesora Snape'a i jego niedorzeczne zadanie domowe.
- To niesprawiedliwe! On tylko pana zastępował. Nie powinien był zadawać nam nic na kolejną lekcję!
- Nic nie wiemy o wilkołakach!
- … dwie rolki pergaminu!
- Powiedzieliście profesorowi Snape'owi, że jeszcze nie omawialiśmy tego tematu? – Zapytał profesor Lupin, marszcząc lekko czoło.
Ponownie podniosły się oburzone głosy.
- Tak, ale powiedział, że mamy ogromne zaległości…
- … nie chciał nas słuchać!
- … dwie rolki pergaminu!
Profesor Lupin uśmiechnął się, widząc oburzenie swoich uczniów.
- Nie martwcie się. Porozmawiam z profesorem Snapem. Nie musicie pisać tego wypracowania.
- Nie… - Jęknęła zawiedziona Hermiona. – Ja już swoje skończyłam.
Profesor Lupin roześmiał się radośnie i przyklęknął przed jej biurkiem. Obdarzył ją tak szczerym, promiennym uśmiechem, że Hermiona poczuła, jak jej policzki czerwienieją. Uwaga, jaką jej poświęcał jednocześnie ją ekscytowała i uspokajała.
- Hermiono, z przyjemnością przeczytam twoje wypracowanie. Na pewno dostaniesz dodatkowe punkty za ciężką pracę, którą włożyłaś w jej przygotowanie.
Hermiona uśmiechnęła się szeroko i odetchnęła z ulgą.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Po skończonych zajęciach, Remus z uwagą obserwował, jak Hermiona pakuje swoje rzeczy do torby. Zwrócił uwagę, że dziewczyna przysłuchuje się rozmowie Harry'ego i Rona, dotyczącej Malfoy'a. Rozmowie, którą jako przykładny nauczyciel, powinien był przerwać.
- Mówię poważnie, Harry. Następnym razem, jak go zobaczę, przywalę mu w jego głupi ryj – ogłosił Ron.
- „Siła to ostateczność, do której uciekają się tylko nieudolni" – zacytowała Hermiona, a jej przyjaciele spojrzeli na nią ze zmarszczonymi brwiami.
- Czy ty właśnie nazwałaś mnie głupim? – Zapytał zaniepokojony Ron.
- Issac Asimov – powiedział Remus, przyciągając ich uwagę do siebie. Widząc zdumione spojrzenia Harry'ego i Rona, zachichotał. – Hermiona cytowała znanego mugolskiego autora.
- Czytał pan Fundację, panie profesorze? – Zapytała rozpromieniona Hermiona.
- Bardzo dużo czytam – przyznał. – I bardzo lubię przechowywać w pamięci cytaty, które mają znaczenie. Na przykład: „Ci, który wyrzekają się przemocy, mogą to czynić tylko dlatego, że inni dopuszczają się przemocy w ich imieniu".
- George Orwell! – Wykrzyknęła w odpowiedzi.
- Widzę, że grasz w tę grę – chociaż posłał dziewczynie zadowolony uśmieszek, wokół serca Remusa owinęła się nostalgia. – Co powiesz o tym: „Kiedy ktoś usiłuje wynieść się ponad prawa natury, najczęściej pada ich ofiarą. Najlepszy z ludzi gotów stać się zwierzęciem, gdy zboczy z prostej drogi przeznaczenia"?
W oczach Hermiony pojawiło się zadowolenie.
- Kolejny sławny, mugolski autor. Sir Arthur Conan Doyle.
- Prawie dobrze. Czarodziej.
- Naprawdę? – Jej wzrok rozjarzył się ciekawością.
Światło odbijające się od pobliskiego okna sprawiło, że jej tęczówki z czekoladowych na króciutki moment zmieniły się w bursztynowe. Dusza Remusa zapłonęła nieznośnym bólem, gdy mężczyzna pomyślał, kim jest ta dziewczyna i, co ważniejsze, kim jeszcze nie jest.
Harry i Ron przenosili zdumione spojrzenia z przyjaciółki na nauczyciela i z powrotem.
- Hermiono, jeśli skończyłaś rozmawiać po goblidegucku z profesorem Lupinem, możemy już iść? – Zapytał Weasley.
Wokół Hermiony zaiskrzył gniew, kiedy odwróciła się, żeby złapać swoją ciężką torbę. Remus uważnie ją obserwował i zauważył moment, kiedy dostrzegła na swoim biurku kawałek papieru, którego wcześniej tam nie było. Sięgnęła po niego i dotarło do niej, że było to opakowanie po czekoladzie z logo Miodowego Królestwa.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy odczytywała słowa, które napisał dla niej w środku.
Dziękuję ci za uprzejmość.
Na jej policzki wkradł się zdradziecki rumieniec i spojrzała na swojego nauczyciela, wdzięczna, że Harry i Ron zdążyli zniknąć za drzwiami. Uśmiechnęła się szeroko i uciekła.
Remus chciał jej przekazać, że docenia jej troskę. Chciał jej powiedzieć, że wie, iż ona zna jego tajemnicę i niesamowicie mu ulżyło, że nie pobiegła ze skargą do Dumbledore'a. Chciał jej podziękować za to, że nie uważa go za potwora. Chciał, żeby wiedziała, że był jej wdzięczny.
Zdążył jednak zauważyć jej rumieniec i prędkość, z jaką opuściła salę lekcyjną. Uniósł pytająco brew, a chwilę później jego wyostrzony słuch wychwycił sposób, w jaki jej puls przyspieszył. Otworzył szeroko oczy, kiedy do niego dotarło, co to oznaczało.
O, nie, pomyślał. To bardzo zła wiadomość.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Zabierz wspomnienia – powiedział Remus, nie czekając, aż drzwi gabinetu dyrektora całkiem się za nim zamkną. – Wyjmij je z mojej głowy.
- Dzień dobry, Remusie – Dumbledore uśmiechnął się do młodszego mężczyzny, ignorując jego wybuch. – Co cię do mnie sprowadza? Cytrynowego dropsa?
- Nie! – Warknął. Zapadła cisza i Remus odetchnął, próbując zapanować nad gniewem. Sięgnął do kryształowej misy i wyciągnął z niej kilka cukierków. – Zgadzam się na usunięcie niektórych moich wspomnień.
- Coś się stało? – Zapytał spokojnie Dumbledore. – Wyglądasz na zdenerwowanego.
- Ona… Hermiona… - Remus wykrzywił się ze złością. – Ta dziewczyna się we mnie zadurzyła.
Oczy Dumbledore'a zamigotały rozbawieniem.
- Rozumiem.
Remus spojrzał na dyrektora nieprzyjaźnie.
- To nie jest śmieszne.
Dumbledore miał czelność odpowiedzieć uśmiechem, co powiedziało Remusowi, że mężczyzna uważał to za odrobinę zabawne.
- Usunę kilka moich wspomnień – stwierdził Remus. – Chciałbym, żebyś je dla mnie bezpiecznie przechował. To bardzo… Specyficzne i ważne wspomnienia. Bardzo by mi zależało, żeby nikt ich nie widział. Jeśli mam dobrze wykonywać swoją pracę, wolałbym nie być od czasu do czasu bombardowany bardzo emocjonalnymi wspomnieniami dotyczącymi mojej byłej dziewczyny, podczas gdy ja jestem nauczycielem jej czternastoletniego wcielenia. W dodatku, ona się we mnie zadurzyła!
- Już to mówiłeś – Dumbledore zachichotał pod nosem.
- Na Merlina, to paskudne uczucie.
- Za bardzo się martwisz, Remusie – powiedział z uśmiechem dyrektor. – Wiem, że nie patrzysz na pannę Granger, mając na myśli coś niestosownego. Jesteś dobrym człowiekiem…
- Poinformujesz profesor McGonagall o tej sytuacji w moim imieniu? – Przerwał mu napiętym tonem Lupin.
Dumbledore kontynuował jednak, jakby młodszy czarodziej mu nie wszedł w słowo.
- Rozumiem, że sytuacja, w której się znajdujesz jest bardzo stresująca i dlatego zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ci pomóc. Pamiętaj, że przez cały czas będziesz świadomy tych wspomnień. Nie stracisz ich całkowicie.
Remus skinął głową, zadowolony, że nie będzie dłużej musiał uginać się pod ciężarem emocji towarzyszących wspomnieniom i jednocześnie winny, ponieważ z własnej woli chciał się z tymi wspomnieniami rozstać. Był też przerażony, że ktoś może je obejrzeć bez jego pozwolenia.
- Mam nadzieję, że to odbierze im ich moc, jak wcześniej mówiłeś. I może nie będę miał odruchu wymiotnego, kiedy spojrzę na jedną i pomyślę o drugiej.
