Od tłumaczki: Jak mówi tytuł rozdziału, Mapa nigdy nie kłamie. Remus niedługo dozna bardzo bolesnego objawienia. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 107 – MAPA NIGDY NIE KŁAMIE

5 luty 1994

Spełnieniem marzeń było dla niego oglądanie, jak Harry gra w Quidditcha.

Mocno ryzykował, szczególnie, że na trybunach był Remus, który również oglądał mecz. Syriusz jednak pozostał w postaci Łapy i z odpowiedniej odległości patrzył, jak Harry lata, jak gdyby urodził się, by dosiadać miotły. Miał nadzieję, że uda mu się zobaczyć, jak chłopak gra przeciwko potomkowi Malfoy'a, skoro to jego pieniądze sfinansowały Błyskawicę Harry'ego, ale tego dnia Gryffindor mierzył się z Ravenclawem, a nie ze Slytherinem.

To ja powinienem tam być, pomyślał Syriusz, patrząc na trybuny.

Przymknął oczy. Tyle rzeczy powinno było się potoczyć inaczej. James i Lily powinni żyć. Mia powinna być u jego boku, szczęśliwa mężatka z kilkorgiem ich dzieci. Remus nie powinien sam stać na trybunach, obserwować Harry'ego, który boleśnie przypominał im o tym, co stracili. Syriusz patrzył z oddali na jedynego przyjaciela, jaki mu pozostał. Na mężczyznę, który jego już nie uważał za przyjaciela. Nie. Remus uważał go za mordercę. Za zdrajcę i Śmierciożercę. I on go wcale nie winił.

Nagle zauważył, że zbliżyła się do niego futrzasta, pomarańczowa kulka. Skinął wielkim łbem na powitanie kuguchara. Cóż, jakiegoś przyjaciela jednak mam.

Na moment jego uwaga z powrotem została przyciągnięta na boisko, bo usłyszał, że ktoś krzyczy „Expecto Patronum".

Przeszył go strach na myśl o Dementorach i Animag w panice rozejrzał się dokoła. Wrócił spojrzeniem do Harry'ego, który pikował z wyciągniętą różdżką, na końcu której uformowała się potężna tarcza Patronusa. Podbiegł bliżej, żeby być świadkiem, jak Harry zostaje wyściskany przez całą swoją drużynę. W dłoni ściskał małą, złotą piłeczkę. Z drugiej strony boiska czwórka Ślizgonów próbowała wyplątać się z czarnych szat, w których udawali Dementorów.

Kuguchar ponownie starał się przyciągnąć uwagę Łapy, ocierając się o jego kończyny. Z otwartego pyska kota wypadła pomięta kulka pergaminu. Zaciekawiony Łapa nosem rozprostował papier i poczuł rosnącą ekscytację na widok słowa zapisanego u góry strony: Hasła.

Dzisiaj, Glizdogonie, pomyślał Syriusz. Dzisiaj umrzesz.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Próbując zachować resztki rozsądku. Syriusz zmienił się w człowieka, zbliżając się do portretu strzegącego wejścia do Wieży Gryfonów. Z zadowoleniem stwierdził, że Grubej Damy nie ma w pobliżu. Zamiast niej Syriusz stanął naprzeciwko machającego mieczem rycerza.

- Czy twym zamiarem jest walczyć ze mną, przebrzydły przybyszu?

Syriusz uniósł brew, ale pozwolił by irytację zastąpiło rozbawienie. Miło było chociaż raz nie zostać rozpoznanym.

- Walczyć z tobą, szlachetny panie? Nie ważę się. Szukam wejścia do Wieży, której strzeżesz tego pięknego wieczoru.

- Wejścia do Wieży, powiadasz? To bardzo niebezpieczne miejsce – szepnął rycerz. – Tylko najdzielniejsi odważą się tam wejść.

- Jesteś w takim razie bardzo dzielny, panie, skoro strzeżesz takiego miejsca – powiedział z namysłem Syriusz. – Podejrzewam, że potrzebujesz ode mnie hasła, dobry rycerzu?

- Dobrze podejrzewasz, uprzejmy panie.

- Doskonale – Syriusz sięgnął do kieszeni i wyciągnął listę. – Caput Draconis, świński ryj, miodojad, Fortuna Major, gaduła, olabogarety, nędzny kundel…

Rycerz roześmiał się.

- Wszystkie hasła?

Syriusz odpowiedział uśmiechem.

- Lubię być przygotowany.

- W takim razie wejdź, mój przyjacielu. Życzę ci udanego wieczoru – powiedział rycerz, uchylając portret.

- Tobie również – odpowiedział mrocznym tonem Black, wchodząc do znajomego Pokoju Wspólnego.

Gdy już dostał się do środka, skierował swoje kroki bezpośrednio ku dormitoriom chłopców, ale nagle stanął jak wryty. Las po burzy. Odwrócił głowę w kierunku sypialni dziewcząt i zmarszczył brwi. Po tych wszystkich latach, w Wieży nadal unosił się zapach Mii. Zabolało go to i musiał poświęcić chwilę na zebranie swoich myśli. Na przypomnienie sobie, dlaczego tu był.

Glizdogon. Glizdogon. Muszę zabić Glizdogona.

Syriusz bezgłośnie wszedł do sypialni, którą zajmowali trzecioroczni chłopcy. Pozwolił, żeby jego wyczulony węch zaprowadził go do łóżka śpiącego Harry'ego, którego aromat doskonale pamiętał. Nie potrafił się powstrzymać przed podejściem do niego. Powoli i po cichu odchylił zasłonę i spojrzał na chłopca – swojego chłopca.

Prawie dorósł, pomyślał Syriusz, przyglądając się śpiącemu chrześniakowi. Ostatni raz, kiedy patrzył na niego we śnie, Harry miał dopiero rok.

Dłoń Syriusza zbliżyła się do czoła chłopaka, chcąc odsunąć czarne włosy z jego czoła, ale w świetle księżyca wpadającym do sypialni mężczyzna zobaczył własną rękę. Skóra była poczerniała z brudu, pod paznokciami miał ziemię. Przyciągnął dłoń do siebie, nie chcąc skrzywdzić Harry'ego swoją obecnością. Swoim brudem. Opuścił zasłonę i spojrzał na drugie łóżko. Kuguchar powiedział mu, że szczur zwykle śpi razem z rudowłosym chłopcem.

Syriusz ścisnął nóż w trzęsących się dłoniach i nie mogąc się powstrzymać, zamachnął się na zasłony przy kolejnym łóżku. Rozsunął je gwałtownym ruchem w poszukiwaniu szczura. Kiedy jednak nigdzie nie zauważył Glizdogona, zaczął panikować. Nie, nie, nie…

- Gdzie on jest? – Warknął pod nosem, nieświadomy, że powiedział to na głos.

Powoli podniosły się powieki śpiącego chłopca i spojrzała na niego para jasnoniebieskich oczu. Syriusz spojrzał na Gryfona i zobaczył na jego twarzy strach i świadomość, kim jest pochylający się nad nim człowiek.

Kurwa mać, pomyślał z rezygnacją Black. Młody czarodziej, wyrwany ze snu, zaczął wrzeszczeć.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

6 luty 1994

Remus chciał porozmawiać z Harrym o Hermionie podczas ich prywatnych lekcji, dotyczących ochrony przed Dementorami, ale zdecydował, że nie powinien mieszać się w ich prywatne problemy. Już w tym momencie Harry zadawał pytania, na które Remus nie potrafił odpowiedzieć. Przebywanie w pobliżu chłopca było dla Lupina ciągłą walką, bo on przecież powinien znać go przez całe jego życie, powinien był go wychowywać od niemowlęcia. Problem leżał w tym, że wilkołaki nie miały żadnych praw.

Harry był bardzo utalentowanym czarodziejem. Genialnie grał w Quidditcha, był świetny w pojedynkowaniu się i naprawdę dobrze szło mu rzucanie zaklęć, chociaż w tej ostatniej dziedzinie nie dorastał do pięt Hermionie, która bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę dla całej szkoły. Rozpytując dyskretnie, Remus zorientował się, że Harry ma problem z Eliksirami – doskonale to rozumiał – i nie podobało mu się Wróżbiarstwo. Kiedy nie ćwiczyli Zaklęcia Patronusa, rozmawiali o Quidditchu.

To był temat, o którym Harry mógł rozmawiać z łatwością i rosnącym entuzjazmem, szczególnie, że Minerwa zwróciła mu Błyskawicę. I chociaż tożsamość osoby, która sprezentowała mu miotłę pozostawała cały czas tajemnicą, Remus był pewny, że był to Syriusz. Nikt inny nie wydawał się logicznym wyborem, ale Remus nie mógł zrozumieć, dlaczego mężczyzna, który miał swój udział w morderstwie rodziców chłopca, miałby dawać mu coś w prezencie.

- Ufaj Syriuszowi. Zawsze ufaj Syriuszowi – mówiła mu Mia.

Była taka część umysłu Remusa, która desperacko chciała zaufać słowom Mii, pomimo wszystkich dowodów wskazujących na winę Blacka. Częściowo zaczął kwestionować te dowody… Dopóki cały zamek nie został postawiony na nogi pewnej nocy, kiedy Syriusz Black ponowił próbę włamania. Udał się wtedy do Wielkiej Sali, aby pilnować zebranych tam uczniów, ale po pewnym czasie zdecydował, że bardziej się przyda, przeszukując zamek. Dziwiło go, że Dumbledore jest strasznie skryty w związku z miejscem włamania. Remus jednak domyślał się, gdzie zaatakował Syriusz i jego podejrzenia zostały potwierdzone na porannym spotkaniu grona pedagogicznego.

- Może powinnaś pomyśleć nad zmianą portretu na coś innego, Minerwo – zasugerował Snape. – Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że zbiegły morderca był w stanie dostać się do Wieży odczytując hasła zidiociałemu rycerzowi. Zalecałbym coś podobnego do sposobu na dostanie się do Pokoju Wspólnego Krukonów, ale z drugiej strony, gdyby wstęp do Wieży zależał od inteligencji członków twojego Domu, wszyscy nocowaliby na korytarzu.

Remus zdusił śmiech, który groził wybuchem wbrew jego woli. Ze wszystkich sił powstrzymywał się, żeby nie przypomnieć Severusowi, że pewnej nocy, wiele lat temu, Ślizgoni zostali zmuszeni do przespania się na korytarzu, kiedy nie mogli zlokalizować wejścia do swojego Pokoju Wspólnego.

Minerwa zazgrzytała ze złości zębami.

- Czy naprawdę nie możesz się powstrzymać, Severusie? Rozumiem doskonale, że obecność Remusa na zamku i ucieczka Syriusza z więzienia sprawiła, że mentalnie powróciłeś do młodzieńczych lat i niedojrzałego charakteru, ale może na chwilę przestaniesz rozmyślać o rywalizacji między Gryffindorem i Slytherinem, i zaczniesz martwić się faktem, że Syriusz Black prawie zamordował Harry'ego Pottera!

Te słowa sprawiły, że pozostali nauczyciele również postanowili wyrazić swoje opinie.

Z kolei Remus ukrył twarz w dłoniach, próbując nie dopuścić do głosu bólu głowy, spowodowanego rosnącym hałasem. W końcu jednak stwierdził, że musi przemówić.

- Ale go nie zabił. Nawet go nie zaatakował.

- To nie znaczy, że by nie spróbował – odpowiedziała Pomona. – Słyszałam, że z wściekłości pociął zasłony wokół łóżka Weasley'a. Gdyby od razu znalazł dobre łóżko…

- Ale nie znalazł. Podszedł do złego łóżka. Dlaczego Syriusz zaatakowałby losowe łóżko? – Zapytał retorycznie, zaskoczony swoim rozumowaniem. Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że psi węch Syriusza pozwoliłby mu natychmiast zlokalizować Harry'ego. Więc dlaczego zaatakował Rona Weasley'a? – Dlaczego zadał sobie trud włamania się na zamek, ukradzenia listy haseł i wejścia do Wieży, tylko po to, żeby w ostatnim momencie stracić cierpliwość i zaatakować losowego ucznia?

- Kto wie, co się dzieje w umyśle szaleńca? – Warknął Snape. – Black zawsze był bezmyślny i działał instynktownie.

- Chodzi mi o to, że coś tu nie ma sensu…

- Dlaczego nie skupiliśmy się na tym, w jaki sposób Black dostał się na zamek? – Snape zażądał odpowiedzi, zwracając się bezpośrednio do Dumbledore'a. – Pytałeś kiedyś Lupina, jak on i jego przyjaciele wymykali się z zamku i do niego wracali jako młodzi, bezczelni ludzie? A może Lupin nie chce się podzielić tymi informacjami, bo w rzeczywistości pomaga Blackowi. To nie byłby pierwszy raz, kiedy on jest niebezpieczeństwem dla uczniów.

- Nie mam nic wspólnego z Syriuszem i doskonale o tym wiesz – Remus na moment stracił nad sobą kontrolę i wstał, żeby stawić czoła Severusowi. – Jestem świadomy, że między tobą i Syriuszem są pewne niedokończone sprawy, podobnie, jak między tobą i mną, ale najważniejsze jest teraz ochronić Harry'ego!

Mężczyźni wymienili jeszcze kilka niecenzuralnych słów, po czym Remus w końcu się uspokoił i przeprosił kolegę, co spowodowało, że wściekły Severus wyszedł z gabinetu dyrektora. Jego szaty powiewały za nim w rytm jego kroków, a Remus zaczął się zastanawiać, czy nie zaczarował ich w ten sposób.

- Remusie, niestety muszę cię o to ponownie zapytać – Dumbledore zwrócił się do Remusa, kiedy wszyscy poza nimi i Minerwą opuścili zebranie. – Czy wiesz, którędy Syriusz Black mógł się dostać na zamek?

Remus próbował odpowiedzieć. Jego wątpliwości dotyczące Syriusza czasami rosły, czasami malały. W tym momencie ich w ogóle nie miał. Kiedy jednak chciał opowiedzieć Dumbledore'owi o Łapie i tajnych przejściach z Hogwartu, poczuł na nadgarstku ogień. Wieczysta Przysięga przypomniała mu o tym, do czego się zobowiązał.

- Przepraszam, Albusie, ale mam dosłownie związane ręce.

Dumbledore chyba zrozumiał, co Lupin miał na myśli, bo skinął powoli głową.

- Jeśli to wszystko…

- To nie wszystko – przerwał Remus. – Chcę porozmawiać o Hermionie.

Minerwa natychmiast cofnęła się do stołu i spojrzała na niego spod zmrużonych powiek.

- Pani profesor… Minerwo – Remus westchnął, sfrustrowany. – Czy możesz przestać patrzeć na mnie jak na dużego, złego wilka, który zaraz porwie Czerwonego Kapturka i uczyni z niej swoją dziecięcą pannę młodą? Wiem, kim ona jest. I wiem kim ona była, albo kim dopiero będzie. I czyż nie udowodniłem w ciągu ostatnich lat, że jestem człowiekiem honoru?

Minerwa wyglądała na zawstydzoną.

- Wybacz mi, Remusie. Chodzi o to, że… Panna Granger nie miała łatwego życia w tej szkole jako osoba urodzona w rodzinie Mugoli. Z tobą w gronie nauczycielskim i Syriuszem Blackiem na wolności… Martwię się o jej bezpieczeństwo. Nie chcę nawet myśleć, do czego mógłby się posunąć ten szaleniec, gdyby wiedział o jej obecności. Nie mogę przez to w nocy zasnąć.

- To jeden z powodów, dla których zgodziłem się tutaj uczyć – wyznał Remus. Przeczesał dłonią włosy. – Wiem, że ona nie jest Mią… A przynajmniej jeszcze nią nie jest. Ale to nie oznacza, że nie jestem za nią odpowiedzialny. Z powodu tego, kim była dla mnie Mia i kim będzie dla mnie Hermiona. A także dlatego, że jest moją uczennicą. Czy to wszystko, co miałaś mi do powiedzenia?

Minerwa skinęła głową.

- Przesadziłam i bardzo mi z tego powodu przykro. Znam cię od kiedy byłeś jedenastoletnim chłopcem i powinnam była wiedzieć lepiej, niż myśleć o tobie tak źle.

Syriusza też znasz od wielu lat, pomyślał Remus. Czyżby wobec niego też się myliła?

- Przeprosiny przyjęte. Wracając do tematu, martwię się o Hermionę. Wiem o Zmieniaczu Czasu i uważam, że ona jest przemęczona ilością obowiązków. Wzięła na siebie zbyt wiele. Jestem też prawie pewien, że ona nic nie je.

- Skąd wiesz?

- Bo wiem, na co zwracać uwagę. Może jeszcze nie jest Mią Potter, ale w głębi duszy to ta sama osoba. Pamiętam, że kiedykolwiek Mia żyła pod ogromną presją otoczenia, przestawała przejmować się własnym zdrowiem. Ja… Jej przyjaciele zawsze byli blisko niej, żeby się nią zająć. Ale ostatnimi czasy Harry był skupiony wyłącznie na Dementorach i Syriuszu, a Ron aktualnie się do niej nie odzywa.

- Wiesz, dlaczego? – Minerwa wywróciła oczami.

Remus skopiował jej ruchu z wyraźną irytacją.

- Z tego, co słyszałem, jej kuguchar zjadł szczura Weasley'a.

- To chorowite zwierzątko? Mam nadzieję, że to była szybka śmierć. Ja sama nigdy nie lubiłam szczurów – uśmiechnęła się na koci sposób.

Remus zachichotał.

- Jestem zdziwiony, że nie dogadywałaś się lepiej z Mią, Minerwo. Ona również nienawidziła gryzoni.

Przypomniała mu się ich pierwsza noc spędzona wspólnie we Wrzeszczącej Chacie, kiedy rudy lis zapamiętale gonił szczura. Posmutniał, bo chociaż Mia w pewnym sensie żyła, Peter swoje życie stracił.

- Będę miała oko na pannę Granger – obiecała Minerwa.

Skinął głową z wdzięcznością.

- A ja zajmę się Harrym.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

12 luty 1994

Zajmowanie się Harrym było łatwe w teorii, ale nie w praktyce. Remus robił, co mógł, ale w pewnym momencie zrozumiał, że chłopak musiał odziedziczyć w jakiś sposób Pelerynę Niewidkę Jamesa. Podążanie jego tropem stało się trudne, a musiał przestać sprawiać wrażenie lunatyka, przemierzającego korytarze Hogwartu, węsząc jak pies.

I, nie wiedząc do końca, w jaki sposób mu się udało, Remus był pewny, że Harry znalazł niektóre tajne przejścia między Hogwartem i Hogsmeade. Jako Huncwot był z niego dumny. Jako nauczyciel był zirytowany tym łamaniem reguł, szczególnie, że Harry wiedział, że jest w niebezpieczeństwie. Remus nigdy nie uważał Hogsmeade za tak pociągające, żeby ryzykować życiem. Z drugiej strony, jego zapas czekolady kurczył się w zastraszającym tempie…

- Przez cały czas byłem w Wieży Gryfonów.

Remus uniósł wzrok na dźwięk głosu Harry'ego. Wiedząc, że uczniowie powoli wracają z wioski, został oddelegowany do patrolowania korytarzy, bo nauczyciele wiedzieli, że niektórzy bardzo chętnie wykorzystają swoje zakupy do zastawienia niewinnych pułapek.

- Czy ktoś może to potwierdzić? – Głos Snape'a poniósł się echem po korytarzu.

Remus podążył za głosem Mistrza Eliksirów, nie ufając Severusowi, kiedy chodziło o Harry'ego. Dumbledore zapewniał go o swojej wierze w Snape'a, co sprawiło, że Remus zaczął uważać go za honorowego człowieka, ale stało się jasne, że w przypadku Harry'ego, mężczyzna nie potrafił być obiektywny.

Zastał ucznia i jego nauczyciela, stojących naprzeciwko siebie na środku pustego korytarza. Nie wyszedł jednak z cienia, bo chciał usłyszeć ich rozmowę i zorientować się, jaki jest stosunek Snape'a do Harry'ego.

- A zatem – zaczął Mistrz Eliksirów tonem ociekającym jadem. – Wszyscy wokół, poczynając od samego Ministra Magii, próbują trzymać sławnego Harry'ego Pottera z dala od Syriusza Blacka. Ale sławny Harry Potter sam ustala, które zasady są warte przestrzegania, a które nie. Niech inni martwią się o jego bezpieczeństwo! Słynny Harry Potter może iść, gdzie chce, nie martwiąc się o konsekwencje!

Czy Snape w ogóle znał tego chłopca? Remus uczył Harry'ego od kilku miesięcy, a już doskonale wiedział, jak bardzo chłopak nie znosi swojego statusu celebryty, jak nienawidzi traktowania na preferencyjnych warunkach. Był zwykłym nastolatkiem, który chciał grać w Quidditcha z przyjaciółmi, uczyć się nowych zaklęć, zwiedzać Hogsmeade z pozostałymi uczniami i wagarować podczas lekcji Eliksirów. Chciał być normalny. Każdy, kto zadał sobie odrobinę trudu, żeby go poznać, mógł to zauważyć.

- Tak bardzo przypominasz swojego ojca, Potter.

Remus poczuł, jak jego serce zaczyna wybijać szalony rytm. Nagle zaczął się cieszyć, że do pełni księżyca zostały dwa tygodnie. Chociaż nie był już częścią tego świata, James należał do Watahy i Remus cały czas czuł silny instynkt ochronny, gdy chodziło o jego przyjaciela.

- On był tak samo arogancki. Pewne, chociaż słabo wyróżniające się, umiejętności gry w Quidditcha sprawiły, że uważał się za lepszego od nas wszystkich. Krążył po tych korytarzach ze swoimi przyjaciółmi i fanami, i puszył się przed wszystkimi. Podobieństwo między wami dwoma jest niesamowite.

- Mój tata się nie puszył – oburzył się Harry.

Remus zachichotał. O, tak. Puszył się.

- Ja również się nie puszę.

- Twój ojciec nie szanował żadnych zasad, Potter – kontynuował Snape, widząc, że nacisnął chłopaka w odpowiedni sposób. – Zasady odnosiły się do słabszych. Nie do kapitanów wygrywających Puchar Quidditcha. Jego ego było tak napuchnięte…

- ZAMKNIJ SIĘ!

- Coś ty powiedział, Potter?

- Żeby się pan zamknął na temat mojego taty! – Wrzasnął Harry. – Znam prawdę. Uratował panu życie! Dumbledore mi powiedział! Gdyby nie mój tata, nie byłoby pana tutaj!

Remus zamrugał gwałtownie oczami i ukrył twarz w dłoniach.

- A czy dyrektor poinformował cię, w jakich okolicznościach twój ojciec ocalił mi życie? – Zapytał drwiąco Snape. – Czy może wolał zachować szczegóły dla siebie i nie ranić nimi wrażliwych uszu swojego cennego Pottera? Uważam, że nie powinieneś mieć fałszywego wyobrażenia o swoim ojcu, Potter. Myślałeś, że był bohaterem? Pozwól, że ci coś uświadomię. Twój świętoszkowaty tatuś i jego przyjaciele okrutnie sobie ze mnie zażartowali. I gdyby twojego ojca w ostatniej chwili nie obleciał strach, żart skończyłby się moją śmiercią. W tym, co zrobił, nie było nic odważnego. Ratował nie tylko moją skórę, ale przede wszystkim swoją. Gdyby ich żart się powiódł, wszyscy zostaliby wydaleni z Hogwartu.

Remus zamknął oczy, przypominając sobie tamtą pamiętną noc, kiedy Syriusz wmanewrował Ślizgona w wejście do tunelu pod Wierzbą Bijącą, a na niebie królował księżyc w pełni. Częściowo to rzeczywiście miał być żart, ale Remus wiedział, że w głębi serca Syriusz chciał, żeby Severusowi stała się krzywda. Snape zagroził wtedy Mii, a było to coś, czego Syriusz nie mógł tolerować. Podobnie, jak ona była nadopiekuńcza, kiedy ktoś zagroził Syriuszowi albo Remusowa, tak jednocześnie była granicą, której nikt nie mógł przekroczyć, żeby nie sprowadzić na siebie ich gniewu.

- Wywróć kieszenie na lewą stronę, Potter! Wywróć kieszenie, albo idziemy prosto do dyrektora! Natychmiast! A to… Co to może być?

- Zapasowy kawałek pergaminu.

Remus uniósł brew i słuchał uważnie.

- Ujawnij swoje tajemnice! Czytaj!

- „Pan Lunatyk życzy wszystkiego dobrego profesorowi Snape'owi…" – Zaczął czytać Harry.

Remus otworzył szeroko oczy, słysząc swój własny przydomek z czasów szkolnej młodości. Od lat nie słyszał, żeby ktoś wypowiadał to słowo na głos. Uśmiechnął się szeroko, wyobrażając sobie wyraz twarzy Jamesa, gdyby ten się dowiedział, że to jego własny syn odzyskał Mapę, którą Huncwoci własnoręcznie stworzyli i zostawili w biurze Filcha po tym, jak Peter ją stracił.

Za późno Remus przypomniał sobie o zaklęciach ochronnych wplecionych w Mapę.

- „… I błaga go, aby nie wtykał swojego ogromnego nochala w nie swoje sprawy".

Na moment zapadła absolutna cisza. Remus wstrzymał oddech, czekając na wybuch Severusa. A Harry czytał dalej.

- „Pan Rogacz zgadza się z panem Lunatykiem i chciałby dodać, że profesor Snape jest wrednym dupkiem".

Remus zakrył dłonią twarz i zdusił zawstydzony uśmieszek.

- „Pan Łapa chciałby wyrazić swoje zaskoczenie, że taki kretyn został nauczycielem".

Harry za to zapłaci. Remus o tym wiedział.

- „Pan Glizdogon życzy profesorowi Snape'owi miłego dnia i radzi mu umyć tłuste włosy".

- Ty mały, wredny… - Zaczął Snape.

Remus uznał te słowa za znak, że należy wkroczyć.

- Harry?

- Panie profesorze?

- Dzień dobry, Severusie – Remus uśmiechnął się lekko do kolegi, ignorując niespotykane czerwone plamy na policzkach bladego mężczyzny. – Wszystko w porządku?

- Właśnie zażądałem, żeby Potter opróżnił kieszenie. Miał przy sobie to – warknął Snape, podając Remusowi Mapę Huncwotów.

Remus zmusił się do utrzymania neutralnego wyrazu twarzy. Szybko rzucił okiem na znajomy pergamin, po czym spojrzał na Harry'ego, który się trząsł – Remus nie wiedział, czy powodem była wściekłość, strach przed ukaraniem, czy może to, co usłyszał o Jamesie.

- Harry, dobrze się czujesz?

- Zobaczymy – Snape odpowiedział za chłopaka. – Zerknij na to, Lupin. Podobno jesteś ekspertem. Śmierdzi mi to Czarną Magią.

Remus prychnął, przypominając sobie wszystkie zaklęcia rzucone na Mapę, z których żadne nie miało nic wspólnego z Czarną Magią. Najgorsze były te, które kazały Mapie obrażać każdego, kto próbowałby się dostać do środka bez hasła, co Snape właśnie odczuł na własnej skórze.

- Wątpię, Severusie. Wygląda na pergamin, który obraża każdego, kto próbuje go odczytać – wzruszył ramionami i otworzył zagięte strony, wpatrując się w puste kartki, jakby właśnie sam został obrzucony obelgami. – Prawdopodobnie wyprodukowany przez Zonko.

- Naprawdę? – Snape zacisnął z wściekłości szczękę. – Uważasz, że sklep dla żartownisiów mógłby sprzedawać coś takiego? Nie sądzisz, że dostał ten kawałek pergaminu bezpośrednio od wytwórców?

Remus powstrzymał uśmiech. Snape musiał pamiętać przydomki wszystkich Huncwotów. Nie byliśmy zbyt subtelni, używając ich publicznie.

- Zbadam ten pergamin. Jak już wspomniałeś, ja jestem ekspertem – Remus zwrócił uwagę na wyraz obrzydzenia, który przemknął po twarzy Snape'a. – Chodź ze mną, Harry.

Kiedy weszli do gabinetu, Remus zamknął drzwi za Harrym, rzucił Mapę Huncwotów na biurko i odwrócił do Harry'ego z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Próbował patrzyć na chłopaka z zawodem. Musiał wyobrazić sobie, jak zareagowałaby Lily, bo James prawdopodobnie śmiałby się do rozpuku.

- Nie chcę żadnych wyjaśnień. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta Mapa została skonfiskowana przez pana Filcha wiele lat temu. Tak, wiem, że to Mapa – wyjaśnił, widząc rozjarzony wzrok Harry'ego. – Nie chcę wiedzieć, jak znalazła się w twoim posiadaniu. Jestem jednak zdumiony, że jej nie oddałeś. Pomyślałeś kiedyś, jak niebezpieczne by było, gdyby znalazła się w rękach Syriusza Blacka? Że doprowadziłaby go do ciebie?

Harry opuścił wzrok i Remus odetchnął z ulgą, mając nadzieję, że w końcu dotarło do niego, w jak trudnej sytuacji się postawił. Może w końcu zdał sobie sprawę z grożącego mu niebezpieczeństwa. Schował Mapę do szuflady, zastanawiając się, za jakimi zaklęciami ochronnymi ją umieścić, żeby Syriusz się do niej nie dostał.

- Dlaczego Snape myślał, że dostałem ją od wytwórców?

To pytanie wytrąciło Remusa z równowagi.

- Bo… Twórcy Mapy bardzo by chcieli wywabić cię ze szkoły. Uznaliby to za dobry żart.

- Zna ich pan? – Zapytał chłopak z roziskrzonym wzrokiem.

Remus uśmiechnął się bez przekonania.

- Spotkaliśmy się – odpowiedział. – Chyba rozumiesz, że nie mogę ci oddać Mapy, Harry. I radziłbym ci na razie unikać profesora Snape'a.

Harry odwrócił się, żeby odejść, ale zatrzymał się na chwilę przy drzwiach.

- Panie profesorze, uważam, że Mapa nie zawsze działa, tak dla jasności. Wcześniej tego wieczora zauważyłem na niej kogoś. Kogoś, kto od dawna nie żyje.

Niemożliwe. Mapa nigdy nie kłamie.

- Kto to był, Harry?

- Peter Pettigrew.

Remus poczuł, jak krew odpływa z jego twarzy.