Od tłumaczki: Coś się powoli wyjaśnia, powoli się klaruje. Jesteśmy już bardzo daleko, jeśli chodzi o tę historię. Zbliżamy się do punktów kulminacyjnych. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 109 – NIE ZAPOMINASZ O CZYMŚ?
9 czerwca 1994
- Hermiono, uspokój się – powiedział do niej Remus błagalnym głosem. Wpatrywała się w niego takim wzrokiem, jakby ją osobiście zdradził. Jej oczy… Jej ogromne, czekoladowe oczy wypełnione były cierpieniem i dobijał go fakt, że to właśnie na niego w ten sposób patrzyła.
- Nikomu nie powiedziałam – krzyknęła. – Trzymałam to w sekrecie przed wszystkimi!
- Hermiono, proszę, wysłuchaj mnie! Wszystko ci wyjaśnię.
Pytanie, czy mógł? Wieczysta Przysięga była sformułowana w taki sposób, że mógł o tym rozmawiać wyłącznie z osobami, które już coś wiedziały na temat jej podróży w czasie. Dodatkowo mógł wszystko wyjaśnić wyłącznie Syriuszowi Blackowi po piętnastu latach od złożenia Przysięgi. Czyli właśnie teraz. To znaczyło, że Mia wiedziała. Mia wiedziała, że Syriusz był niewinny, że tego roku ucieknie i że będzie musiał się dowiedzieć całej prawdy o niej.
Remus zerknął na Syriusza, który wpatrywał się w Hermionę z mieszaniną obezwładniającego żalu i nieśmiałej, zabarwionej strachem nadziei. Jego serce wyrywało do przyjaciela, który musiał być zmieszany jej obecnością.
- Ufałem ci! – Krzyknął Harry i Remus odwrócił się do chłopaka. – A ty przez cały czas byłeś jego przyjacielem!
- Mylisz się. Przez długi czas nie byłem przyjacielem Syriusza, ale jestem nim teraz. Pozwól mi wytłumaczyć…
- NIE! – Wrzasnęła Hermiona. – Harry, nie możesz mu ufać! On przez cały czas pomagał Blackowi dostać się do zamku. On też chce cię zabić! I jest wilkołakiem!
Sposób, w jaki to powiedziała, zranił Remusa do głębi. Mężczyzna zadrżał. Przez wszystkie lata, kiedy znał Mię, dziewczyna nigdy nie odniosła się do jego choroby takim tonem. Nie wiedział, do czego przyrównać ból, który teraz poczuł.
Ale kiedy to konkretne słowo przeszło przez usta Hermiony, dziewczyna jęknęła i przyłożyła dłonie do twarzy. W jej oczach pojawiła się rozpacz.
Remus z kolei robił, co mógł, aby zachować spokój w tej sytuacji, chociaż kątem oka widział, że Harry i Ron patrzą na niego z przerażeniem.
- Nie tak dobrze, jak zwykle, Hermiono – powiedział, uśmiechając się lekko, próbując ukryć cierpienie. – Obawiam się, że miałaś rację tylko w jednym przypadku na trzy. Nie pomagałem Syriuszowi dostać się na zamek i zdecydowanie nie chcę zabić Harry'ego. Ale nie mogę zaprzeczyć, że jestem wilkołakiem.
Ron ponownie spróbował się podnieść, ale skończyło się tym, że opadł na podłogę z jękiem.
Remus spojrzał na Gryfona z pochmurną miną i instynktownie podszedł do niego, żeby mu pomóc.
- Nie zbliżaj się do mnie, wilkołaku – krzyknął przerażony chłopak.
Remus zamarł i zmusił się do przełknięcia gniewu na widok tak wyraźnej dyskryminacji i odrzucenia. Z wysiłkiem obrócił się w stronę Hermiony, która wyglądała na zrozpaczoną tym, że wydała jego sekret. I chociaż już znał odpowiedź, musiał zapytać.
- Od kiedy wiesz?
Hermiona zmarszczyła brwi, niezadowolona ze swojego zachowania.
- Od czasu, kiedy profesor Snape kazał nam napisać wypracowanie.
- Naprawdę jesteś najinteligentniejszą czarownicą swojego pokolenia, Hermiono – przyznał z podziwem.
Przez chwilę w chacie panowała absolutna cisza, ale przerwało ją popiskiwanie, dochodzące z kieszeni szat Rona. Remus szybciej poczuł, niż zobaczył, że Syriusz rzuca się w kierunku chłopca. Obrócił się na pięcie i złapał przyjaciela, wykorzystując wilkołaczą siłę do przytrzymania wyrywającego się Blacka.
- Marnujemy czas! On dzisiaj umrze. Teraz! Jeśli nie chcesz w tym uczestniczyć, sam się z nim rozprawię!
- Stój! Łapo…
Syriusz odepchnął od siebie Remusa. Ze łzami w bladych, szarych oczach, przyłożył pięść do piersi.
- Już swoje odczekałem! Dwanaście lat! W Azkabanie!
Remus w końcu zwrócił uwagę na łachmany, które Syriusz miał na sobie, a które kiedyś najprawdopodobniej były szatami więziennymi. Teraz materiał był brudny, miejscami zapleśniały i wisiał na ciele przyjaciela w strzępach. Klatka piersiowa Syriusza była z tego powodu doskonale widoczna i Remus na samym jej środku mógł dostrzec tatuaż, identyfikujący go jako więźnia Azkabanu. Lupin zmarszczył brwi na ten widok i jego wzrok bezwolnie przesunął się w bok, gdzie lśniło wytatuowane magicznym tuszem imię Mia.
- W porządku – Remus skinął głową i wyciągnął różdżkę w kierunku Syriusza. – Jak sobie życzysz.
- Nie! – Harry stanął między mężczyznami i swoimi przyjaciółmi. – Zdradziłeś moich rodziców! Wydałeś ich Voldemortowi!
- To kłamstwo! – Warknął Black. – Nigdy nie zdradziłbym Jamesa i Lily!
- Harry – przekonywał Remus łagodnym tonem. – Musisz mnie wysłuchać…
- A czy on słuchał? – Harry oskarżycielsko wycelował palec w Syriusza. – Kiedy moja mama umierała? Czy słyszał jej krzyki?
Syriusz zadrżał na te słowa.
- Nie! Nie było mnie tam, gdy… Nie było mnie tam, żeby to powstrzymać! I będę tego żałował do końca swojego życia!
Harry miał mord w oczach, natomiast Syriusz wyglądał na złamanego. Remus wiedział, że gdyby młody Potter zdecydował się zaatakować swojego ojca chrzestnego, Syriusz by się nie bronił. Harry zabiłby Blacka i żałowałby tego przez wiele lat, kiedy prawda w końcu wyjdzie na jaw. Lupin musiał działać szybko. Harry był wybuchową mieszanką temperamentów swoich rodziców oraz niestabilnej krwi Blacków.
Remus stanął między starszym mężczyzną i jego chrześniakiem.
- Ktoś inny zdradził twoich rodziców, Harry. Ktoś, kto w tym momencie znajduje się w tym pokoju. Ktoś, o kim przez długi czas myślałem, że nie żyje.
- On już nie żyje, tylko jeszcze o tym nie wie – dodał jadowicie Syriusz, patrząc ponad ramieniem przyjaciela. – Wyłaź, wyłaź, Peter! Przestań się ukrywać i pobaw się z nami.
- Nie pomagasz, tu dupku – wymamrotał Remus.
- Peter Pettigrew? – Harry spojrzał z niedowierzaniem na Syriusza. – Pettigrew przecież nie żyje! On zabił go dwanaście lat temu.
- Miałem taki zamiar – warknął Syriusz. – Ale Peter mnie przechytrzył. Nie tym razem!
Animag rzucił się w kierunku Rona, który upadł i wrzasnął z bólu, kiedy Black całym ciężarem swojego ciała wylądował na jego złamanej nodze.
- Syriuszu, nie! – Wrzasnął za nim Remus i ponownie odciągnął przyjaciela od Weasley'a. – Musisz zaczekać. Nie możesz postępować w ten sposób. Oni mają prawo wiedzieć, co się wtedy stało! Jesteśmy im to winni.
- Możemy to później wytłumaczyć. Zapewniam cię, że jest mnóstwo do wyjaśniania – Syriusz posłał Remusowi gniewne spojrzenie, po czym przeniósł je na Hermionę, stojącą blisko Harry'ego.
- Nie! Oni mają prawo wiedzieć wszystko, Syriuszu – Remus powoli tracił nad sobą kontrolę ze złości. Postanowił zignorować w tej chwili ukradkowe spojrzenia, jakie Syriusz posyłał Hermionie. Jeśli przeżyją dzisiejszą noc, będzie musiał wiele wyjaśnić. Szybko odwrócił się do Harry'ego. – Wszyscy uważają, że Syriusz zabił Petera. Ja sam do dzisiaj też tak myślałem. A potem zobaczyłem jego imię na Mapie. Mapa Huncwotów nigdy nie kłamie. Peter żyje.
- I ukrywa się właśnie tam – ogłosił Syriusz, wskazując palcem Rona.
Chłopak zbladł.
- J… Ja?
Syriusz wywrócił oczami.
- Nie ty, kretynie. Twój szczur!
- Parszywek? – Ron opiekuńczym ruchem położył dłoń na kieszeni, w której przebywał szczur. – Parszywek był w mojej rodzinie od…
- Dwunastu lat? – Zapytał Remus, znając odpowiedź.
Wtedy odezwała się Hermiona, głosem drżącym, ale spokojniejszym, niż wcześniej.
- Ale, panie profesorze, Parszywek nie może być Peterem Pettigrew. To niemożliwe.
- Dlaczego? – Zapytał łagodnie Lupin, z troską i odrobiną czułości w głosie, próbując dać jej znać, że nie był na nią zły za jej wcześniejszy wybuch.
- Ponieważ… - Hermiona zawahała się. – Ludzie by wiedzieli, że Pettigrew był Animagiem. Przerabialiśmy ten temat na lekcji z profesor McGonagall. I sama sprawdziłam Animagów, odrabiając zadanie domowe. Ministerstwo Magii rejestruje czarodziejów i czarownice, zdolnych do zmiany w zwierzęta. Istnieje rejestr, w którym zapisane jest, w co się zmienia dany człowiek, jakie są jego znaki i cechy charakterystyczne. Chciałam zobaczyć, czy profesor McGonagall jest zapisana w tym rejestrze i dowiedziałam się, że w tym stuleciu w kraju zarejestrowano wyłącznie siedmiu Animagów. Nazwiska Pettigrew nie było na liście.
- Ponownie masz rację, Hermiono. Ale Ministerstwo nigdy się nie dowiedziało, że czw… Trójka uczniów Hogwartu potajemnie została Animagami podczas nauki w Hogwarcie – Remus zwrócił uwagę na pełne zdumienia spojrzenie, które posłał mu Syriusz, kiedy wychwycił kłamstwo.
- Hermiono, to prawda, że jestem wilkołakiem. Zostałem zainfekowany, kiedy byłem małym dzieckiem – wyjaśnił i westchnął, widząc smutek na jej twarzy. – Nie spodziewałem się, że będę mógł uczęszczać do Hogwartu, ale Dumbledore pociągnął za kilka sznurków i otrzymałem odpowiednie wykształcenie. Byłem jednak nastawiony na samotność. Wierzba Bijąca została posadzona latem, przed moim pierwszym rokiem, ponieważ Wrzeszcząca Chata była pomyślana jako miejsce moich transformacji. Chodziło o to, żebym mógł uczęszczać do Hogwartu, a jednocześnie uczniowie byliby bezpieczni.
- Jednak poza moimi transformacjami, czas w szkole okazał się najszczęśliwszym okresem mojego życia. Po raz pierwszy w życiu, miałem przyjaciół. Fantastycznych przyjaciół – Remus poklepał Syriusza po plecach. – Byli to Syriusz Black, Peter Pettigrew i twój ojciec, Harry, James Potter.
Harry tylko stał, oszołomiony, drżąc na całym ciele.
- Okazało się, że moi przyjaciele bardzo szybko zauważyli, że raz w miesiącu spędzam noc w Skrzydle Szpitalnym, cierpiąc na…
- Migreny – Syriusz prychnął.
Remus posłał przyjacielowi wrogie spojrzenie, po czym przeniósł uwagę z powrotem na Rona, Harry'ego i Hermionę.
- W końcu domyślili się, co się ze mną dzieje…
- Raczej wpadliśmy na to przypadkiem i zebraliśmy za to niezły opierdol – Syriusz znowu przerwał Remusowi.
- Sam chcesz opowiedzieć tę historię? – Warknął Lupin.
- Nie. Chcę zamordować pierdolonego zdrajcę – odpowiedział identycznym tonem Black. – Pospiesz się, do kurwy nędzy!
Remus odetchnął powoli i kontynuował swoją opowieść.
- Jednak zamiast mnie opuścić, czego się po nich spodziewałem, moi przyjaciele zrobili dla mnie coś, co pomogło mi znieść przemiany w wilkołaka. Co sprawiło, że transformacje stały się czasem wolności i zabawy. Stali się Animagami.
- To niemożliwe – stwierdziła Hermiona, a w jej oczach błysnął szok. – To bardzo trudna umiejętność, bardzo niebezpieczna i uczniom jej opanowanie zajęłoby…
- Wiele lat? – Remus zachichotał i skinął głową. – I zajęło.
- Przynajmniej większości z nas – wymamrotał Syriusz.
- Peter, jako najmniejszy z nas, prześlizgiwał się pod witkami Wierzby Bijącej i dotykał węzła, który ją unieruchamiał. Syriusz i James zmieniali się w wystarczająco duże zwierzęta, żeby trzymać wilka w szachu – wyjaśnił Lupin.
Syriusz przekrzywił głowę.
- Nie zapominasz o czymś?
Remus zdecydował się go zignorować.
- Więc widzicie, Snape przez cały czas miał rację.
- Snape? – Syriusz spojrzał na przyjaciela. – Co Snape ma z tym wspólnego?
- Snape jest w szkole. Jest jednym z nauczycieli.
- Wiem o tym – Syriusz jęknął. – Widziałem jego wredną twarz, kiedy krążyłem po korytarzach Hogwartu. Ja wylądowałem w Azkabanie, a on dostał propozycję pracy.
- Dlaczego Snape tak pana nienawidzi? – Zapytał Harry.
- Bo jest cholernym, niewychowanym, tłustowłosym dupkiem – warknął Syriusz.
- Ponieważ – Remus miał coraz mniej cierpliwości do wybuchów Blacka, ale cały czas starał się go ignorować. – Profesor Snape i twój ojciec byli szkolnymi rywalami. Slytherin przeciwko Gryffindorowi. Uprzedzenia były obecne w szkole dwadzieścia lat temu.
- To nie miało nic wspólnego z uprzedzeniami – przerwał Syriusz. – On sobie na to zasłużył. Sam wszystko zaczął.
- Widzisz, Harry, Syriusz wyciął profesorowi Snape'owi żart, który omal nie skończył się jego śmiercią – powiedział Remus, patrząc na Blacka, który, zawstydzony, odwrócił wzrok. – Żart, którego częścią byłem ja, pełnia księżyca i Wrzeszcząca Chata.
- Powtarzam, zasługiwał na to. Przynajmniej częściowo – warczał pod nosem Syriusz. – Przez cały czas próbował doprowadzić do wydalenia nas ze szkoły i zagroził…
Jego spojrzenie znowu odnalazło Hermionę.
- Syriusz sprowokował profesora Snape'a do wejścia pod Wierzbę Bijącą. Gdyby udało mu się przebyć całą długość korytarza, stanąłby twarzą w twarz z wilkołakiem. Na szczęście, twój tata dowiedział się o tym, co zrobił Syriusz i w ostatniej chwili uratował profesora Snape'a. Dumbledore wtedy zmusił wszystkich do zachowania tamtego wydarzenia w tajemnicy.
- Dlatego Snape pana nienawidzi – podsumował powoli Harry. – Bo uważa, że pan też brał udział w tym żarcie.
- Dokładnie – potwierdził zimny głos, dochodzący zza pleców Remusa. – A mówiłem Dumbledore'owi, że pomagasz swojemu staremu przyjacielowi dostać się na zamek. Oto mój dowód. Expelliarmus.
- Cudownie! – Powiedział sarkastycznie Syriusz, kiedy różdżka wyleciała mu z dłoni. Zaklaskał kilkukrotnie i spojrzał w czarne oczy Snape'a z obrzydzeniem. – I, jak zwykle, wyciągnąłeś totalnie niepoprawny wniosek. A teraz oddaj nam różdżki. Ja i Remus mamy pewną sprawę do dokończenia.
- Tylko daj mi powód – Snape podszedł do Syriusza i przytknął swoją różdżkę do jego gardła. – Daj mi powód, żebym to zrobił.
Syriusz drżał z wściekłości i tłumionej nienawiści, patrząc w oczy Snape'a.
- Nie bądź głupcem, Severusie – warknął Remus.
- On nic na to nie poradzi. Bycie idiotą weszło mu w krew – zaszydził Black.
- Zamknij dziób, Syriuszu!
- Posłuchajcie się – zasyczał Snape. – Kłócicie się ze sobą jak stare, dobre małżeństwo. Bestia i kryminalista.
- Odwal się – Syriusz splunął.
- Profesorze Snape – zawołała cicho Hermiona, stojąca po drugiej stronie pomieszczenia. – Może powinniśmy ich wysłuchać? Nic nam się z tego powodu nie stanie.
- Panno Granger, grozi pani zawieszenie w prawach ucznia. Pani, Potter i Weasley znajdujecie się poza terenem szkoły, w towarzystwie wilkołaka i skazanego mordercy. Ten jeden raz w życiu, proszę trzymać język za zębami.
Ona jednak spróbowała jeszcze raz.
- Ale, jeśli… Jeśli doszło do pomyłki…
- Zamknij się, ty głupia dziewczyno – krzyknął Snape i nagle na jego twarzy pojawiło się długo skrywane szaleństwo. – Nie mów do mnie o rzeczach, o których nie masz pojęcia.
Syriusz zawarczał i pomimo różdżki wbijającej się w jego gardło, ruszył na Snape'a z mordem w oczach.
- Uważaj na słowa, ty pierdolony… - Zaczął, ale przerwało mu głośne „Expelliarmus".
Snape poleciał na przeciwległą ścianę, a Remus i Syriusz odwrócili się natychmiast w stronę, z której dobiegło zaklęcie. Zobaczyli Harry'ego, stojącego pewnie z uniesioną różdżką.
- Dziękuję, Harry – Syriusz uśmiechnął się z dumą.
Hermiona zadrżała z oburzenia.
- Zaatakowałeś nauczyciela!
- Nie twierdzę, że wam wierzę – Harry spojrzał na Remusa.
Remus skinął głową i podszedł do Snape'a, żeby sprawdzić jego puls. Skrzywił się na widok krwi, sączącej z rany na jego głowie. To nie zostanie nam szybko zapomniane, pomyślał, odbierając nieprzytomnemu Mistrzowi Eliksirów różdżki. Jedną podał Syriuszowi.
- Rozumiem, Harry. Czas najwyższy, żebyśmy pokazali ci jakiś dowód – Lupin spojrzał na przyjaciela, mając nadzieję, że Syriusz rzeczywiście ma jakiś dowód do przedstawienia.
Syriusz bez wahania włożył dłoń do kieszeni i wyciągnął z niej złożony kawałem pergaminu.
- Ten skretyniały minister rzucił mi Proroka Codziennego, kiedy pojawił się ostatnim razem na inspekcji. Drwił ze mnie, mówiąc o urodzinach Harry'ego. Od razu rozpoznałem szczura. Ile razy widziałem, jak się w niego zmienia? W artykule napisano, że dzieci od września wracają do Hogwartu. Musiałem… - Syriusz spojrzał błagalnie na Harry'ego. – Musiałem się upewnić, że jesteś bezpieczny.
- Na Merlina – szepnął Remus, wpatrując się w zdjęcie. – Jego przednia łapa.
- Co z nią? – Zapytał wrogo Ron.
- Brakuje mu palca – wyjaśnił Syriusz.
- Oczywiście – Remus odetchnął. – To było takie proste, takie genialne. Sam sobie go odciął?
Syriusz sztywno skinął głową. Remus widział, jak napięła się skóra jego policzków, kiedy zacisnął zęby.
- Tuż przed przemianą w szczura. Kiedy już go znalazłem, Peter wrzasnął na całą ulicę, że zdradziłem Jamesa i Lily. I zanim zdołałem go zabić, rozwalił pół ulicy zaklęciem z różdżki, którą trzymał za plecami. Zabił wszystkich w promieniu sześciu metrów. Uciekł do kanałów z innymi szczurami, zostawiając mnie na miejscu zbrodni, trzymającego jego zakrwawione szaty.
- Parszywek stracił palec w walce z innym szczurem. Miał ciężkie życie, a w tym roku terroryzował go ten szalony kot – Ron z wyrzutem wskazał pomarańczowego kuguchara, który mruczał z zadowoleniem, leżąc na łóżku.
- Ten kuguchar jest najinteligentniejszym zwierzęciem, jakie w życiu poznałem – stwierdził Syriusz, podszedł do kota i pogłaskał po głowie. Krzywołap zamruczał przyjaźnie. Trójce Gryfonów na ten widok opadły szczęki.
Ron zamrugał oczami i z wahaniem zbliżył się do kuguchara, próbując również go pogłaskać, ale kocur tylko syknął na niego.
- Cholerna bestia.
- Tylko on rozpoznał w Peterze Animaga – kontynuował Syriusz, mając bardzo zadowoloną minę, ponieważ wydawało się, że kocur akceptował tylko niego. – Kiedy w końcu udało mi się z nim porozumieć, Krzywołap zaproponował, że złapie dla mnie Glizdogona. To on przynosił mi jedzenie z kuchni i zdobył dla mnie listę haseł.
- Krzywołap przynosił panu jedzenie? – Zapytała z powątpiewaniem Hermiona.
- Twój? – Dopytał Black, patrząc na dziewczynę.
Skinęła głową.
- Jestem… W takim razie jestem ci dozgonnie wdzięczny – Syriusz pochylił się lekko, a jego głos zadrżał.
Remus spojrzał z namysłem na Rona.
- Jest jeden sposób, w jaki możemy udowodnić, że mówimy prawdę. Ron, podaj mi szczura.
- Co chcecie z nim zrobić? – Zapytał Weasley napiętym głosem.
- Zmusimy go, żeby się ujawnił – wyjaśnił Remus. – Jeżeli to naprawdę jest zwykły szczur, nic mu się nie stanie.
Ron zawahał się. W końcu, wyciągnął dłoń z Parszywkiem i podał go Remusowi. W szczura jakby wstąpiło życie i zaczął się szamotać, piszczeć i wyrywać. Jego czarne oczka patrzyły z popłochem.
- Razem? – Zapytał Remus Syriusza, trzymając w jednej dłoni wyrywającego się Parszywka, a w drugiej wycelowaną w szczura różdżkę. Black skinął głową. – Na trzy. Raz… Dwa… Trzy!
Z obu różdżek buchnęło oślepiające biało-niebieskawe światło i Parszywek na moment zawisł w powietrzu – jego niewielkie ciało skręcało się i wiło. Nagle Ron krzyknął, a szczur poleciał w dół i spadł na podłogę. Ponownie oślepiło ich jasne światło i…
- Kogo my tu mamy… Cześć, Peter – powiedział łagodnie Remus, jakby często się zdarzało, że szczury zmieniały się w jego dawno nie widzianych przyjaciół ze szkoły. – Kupę lat.
Peter spojrzał w pełną wściekłości twarz Syriusza. Następnie przeniósł spojrzenie na Remusa, który był dla niego mniejszym złem.
- R… Remusie… Znalazł mnie i znowu będzie próbował mnie zabić! Syriusz zabił Lily i Jamesa, a teraz chce zamordować mnie! Musisz mi pomóc, Remusie.
- Nikt nie spróbuje cię zabić, dopóki nie wyjaśnimy kilku szczegółów – zagroził Remus.
Syriusz uśmiechnął się mrocznie.
- Wyjaśnimy kilka szczegółów? – Zaskrzeczał Peter, po czym padł z przerażeniem na podłogę i załkał. – Ja przecież nie chciałem! Czarny Pan… Nie wiecie, jaką bronią dysponuje! Zabiłby mnie, Syriuszu!
- I powinieneś był umrzeć! – Zagrzmiał Black. – Powinieneś był umrzeć, zamiast zdradzić swoich przyjaciół. Oni umarliby dla ciebie.
- Ron… - Peter doczołgał się do chłopca. – Czy nie byłem dobrym przyjacielem? Dobrym zwierzakiem? Nie pozwolisz im mnie zabić, prawda, Ron? Jesteś po mojej stronie, tak?
Ron jednak patrzył na Glizdogona z obrzydzeniem.
- A ja ci pozwalałem spać w moim łóżku!
- Nie, nie, nie. Dobry z ciebie chłopiec, dobry pan… - Peter jeszcze bardziej zbliżył się do Weasley'a. – Nie pozwolisz im na to. Byłem twoim szczurem. Byłem dobrym przyjacielem.
- Lepszy był z ciebie szczur niż człowiek, Peter. Nie ma się czym chwalić – warknął Syriusz.
Ron, blady z bólu, odsunął złamaną nogę poza zasięg rąk Petera.
Peter natychmiast odwrócił się i, nadal pozostając na kolanach, skierował w stronę Hermiony.
- Dobra dziewczyna, kochana dziewczyna, ty na pewno… - Glizdogon zawahał się, patrząc na jej twarz, jakby podświadomie ją rozpoznał. Po długim momencie ciszy, otrząsnął się z myśli, które go zajmowały i sięgnął do przodu, łapiąc skraj jej szaty.
Remus i Syriusz zareagowali instynktownie i Peter znalazł się po drugiej stronie pokoju, próbując odzyskać oddech. Kiedy w końcu udało mu się nabrać powietrza do płuc, spojrzał na swoich starych przyjaciół z przerażeniem. Remus mógł sobie tylko wyobrazić, jak wyglądał w tym momencie. Lata doświadczenia nauczyły go wyczuwać wilka tuż pod powierzchnią jego świadomości. Praktycznie mógł dostrzec odbicie swoich złotych tęczówek w pociemniałych ze strachu oczach Petera. Syriusz stał obok niego, ciężko oddychając i warcząc pod nosem.
- Syriuszu, co ja mogłem zrobić? – Glizdogon zapłakał. – Czarny Pan… Nie masz o nim pojęcia. Posiada taki arsenał broni, jakiego nie można sobie wyobrazić. Bałem się, Syriuszu. Nigdy nie byłem taki odważny, jak ty, Remus i James. Nigdy nie chciałem, żeby do tego doszło. Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać zmusił mnie do tego…
- Przestań kłamać! Przekazywałeś mu informacje ponad rok wcześniej, niż doprowadziłeś do śmierci Jamesa i Lily! Szpiegowałeś dla niego. To ty nas zdradziłeś i ty byłeś odpowiedzialny za tamtą pułapkę! To ty zabiłeś Mary, prawda? – Krzyknął Black i oderwał fragment rękawa mężczyzny, odsłaniając jego Mroczny Znak.
Peter zalewał się łzami.
- Musiałeś przecież zdawać sobie sprawę – Remus zaczął bardzo cichym, niebezpiecznym tonem. – Że jeśli nie zabije cię Voldemort, zrobimy to my.
Dwanaście lat. Przez dwanaście lat nosił żałobę po Peterze, podobnie, jak po Jamesie i Lily. Przez dwanaście lat łamał obietnicę daną Mii i nie ufał Syriuszowi. Remus nigdy nie odebrał nikomu życia, nawet w walce. Ale to… Było warto.
- Żegnaj, Peter – powiedział głosem, który zwiastował koniec i uniósł różdżkę równocześnie z Syriuszem.
- Nie! – Wrzasnął Harry i rzucił się przed siebie. Stanął dokładnie między trzęsącym się Peterem i dwiema wyciągniętymi różdżkami, które zostały natychmiast opuszczone. – Nie możecie go zabić.
- Harry – Syriusz próbował przemówić mu do rozsądku. – Ten… Szczur jest odpowiedzialny za śmierć twoich rodziców. Odebrał im życie, odebrał mi życie… Odebrał mi wszystko!
- Wiem. Ale nie możecie go zabić.
Syriusz i Remus zadrżeli z wściekłości.
- Zabierzemy go na zamek – zaproponował Harry, patrząc błagalnie na dwóch Huncwotów. – Oddamy go Dementorom. Niech zgnije w Azkabanie.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Syriusz szedł spokojnym krokiem przez korytarz prowadzący od Wrzeszczącej Chaty do Wiebrzby Bijącej. Cały ich orszak prowadził pomarańczowy kuguchar, za którym podążał Remus, który nie tylko ciągnął za sobą dokładnie skrępowanego Petera Pettigrew, ale również podtrzymywał rannego Rona Weasley'a. Pomiędzy Remusem i Syriuszem lewitowało ciało nieprzytomnego Severusa Snape'a – Syriusz uważał, że nieprzytomny Snape jest jednocześnie najłatwiejszym do zniesienia – podtrzymywane różdżką w dłoni Blacka. Mężczyzna musiał zdusić w sobie bardzo dziecinne pragnienie, aby kilka razy uderzyć głową Smarkerusa w strop tunelu.
Harry i ta dziewczyna – Hermiona – zamykali ich orszak.
Ta dziewczyna.
Remus przyrzekł mu, że to była Mia, ale cała ta sytuacja była niezwykle skomplikowana. Mia wyglądała inaczej, była przynajmniej pięć lat młodsza od osoby, którą zapamiętał, miała inaczej na imię i, co najważniejsze – a jednocześnie najgorsze dla samego Syriusza – nie poznawała go.
- Wiesz, co to znaczy, Harry? – Wyrwało się nagle Syriuszowi, kiedy tak powoli posuwali się tunelem. Postanowił zignorować fakt, że dziewczyna cicho krzyknęła, kiedy głowa Snape'a przypadkiem uderzyła w strop, bo on na moment stracił koncentrację. – Oskarżenie Glizdogona?
- Jesteś wolnym człowiekiem.
- Tak – przyznał Syriusz i odetchnął z ulgą… I z pewną dozą nadziei. Musiał odkaszlnąć, zanim mówił dalej. – Ale jestem również… Nie wiem, czy ktoś ci to powiedział… Jestem twoim ojcem chrzestnym.
- Tak, wiem.
Syriusz uśmiechnął się i obejrzał przez ramię na chłopca, który tak bardzo w tej chwili przypominał Jamesa.
- Chodzi mi o to, że twoi rodzice… W czarodziejskim świecie rodzice chrzestni to bardzo ważna funkcja. Powinienem był… - Zatrzymał się na środku korytarza i przeczesał brudne włosy dłonią w pełnym frustracji ruchu.
Czy właśnie nadszedł czas, żeby wyznać Harry'emu, jak ogromne poczucie winy go przytłaczało, bo nie był obecny w życiu chłopca podczas pierwszych trzynastu lat jego życia? Czy to była odpowiednia chwila, aby opowiedzieć mu o magicznych więziach i przyznać, że z powodu Więzi Rodzinnej czuł się tak, jakby Harry był jego własnym synem? Czy może przekroczyłby w ten sposób jakąś niewidzialną granicę?
- Cóż, uczynili mnie twoim opiekunem – powiedział w końcu, czując, jak mało znaczącym słowem było „opiekun", ale w tym momencie nie wiedział, jak inaczej określić to, co czuł w głębi duszy. – Zrozumiem, jeśli będziesz wolał zostać u swojego wujostwa…
Nie, tak naprawdę tego nie zrozumie.
- Ale przemyśl to sobie w wolnej chwili. Kiedy tylko oczyszczą moje nazwisko ze wszystkich zarzutów i będziesz chciał zmienić miejsce zamieszkania…
- Mógłbym zamieszkać z tobą? – Harry prawie krzyknął. – Wyprowadzić się od Dursley'ów?
- Rozumiem, że możesz tego nie chcieć…
- Oszalałeś? – Głos Harry'ego załamał się.
Syriusz ponownie się zatrzymał, odwrócił i spojrzał na swojego chrześniaka, który odpowiedział jasnym, świdrującym spojrzeniem. Black na moment przeniósł wzrok na czarownicę u boku Harry'ego, która uprzejmie się do niego uśmiechała i jednocześnie wyglądała, jak miłość jego życia, którą stracił czternaście lat temu.
Oszalałem? Zamyślił się Syriusz i po chwili zachichotał pod nosem.
- Oczywiście, że chcę się wynieść od Dursley'ów! – Powiedział głośno Harry, odciągając uwagę Blacka od drobnej czarownicy. – Masz jakiś dom? Kiedy mogę się do ciebie wprowadzić?
Syriusz dalej śmiał się cicho, zachwycony entuzjazmem Harry'ego. Tak bardzo w tej chwili przypominał Jamesa, że rwało go serce. Jednocześnie mężczyzna zwrócił uwagę na to, że Harry bardzo szybko odrzucił myśl o Dursley'ach. Nie winił go za to – w końcu sam miał tę nieprzyjemność spotkać się kilkukrotnie z Petunią i Vernonem – ale odłożył tę kwestię na później. Wiedział, że w pewnym momencie będzie musiał porozmawiać ze swoim chrześniakiem na temat życia u jego wujostwa.
- Naprawdę? Mówisz poważnie?
Harry uśmiechnął się.
- Oczywiście, że mówię poważnie!
Syriusz kontynuował lewitowanie ciała Snape'a przed sobą do momentu, kiedy opuścili tunel pod Wierzbą Bijącą. Mężczyzna zaczekał, aż Harry i ta dziewczyna wyjdą pierwsi, po czym sam pojawił się na błoniach Hogwartu. Odetchnął pełną piersią, po raz pierwszy od dwunastu lat czując wolność.
- Wystarczy jeden fałszywy ruch, Peter – ostrzegł Remus. Po chwili jednak sam złapał się za pierś, bez ostrzeżenia upadając na trawę. – Syriuszu…
O, nie, wzrok Syriusza natychmiast powędrował w górę, gdzie księżyc w pełni właśnie wyłaniał się zza chmur.
- O, nie! – Krzyknęła dziewczyna i stanęła pewnie między Harrym i Remusem, jakby sądziła, że uda jej się obronić przyjaciela przed wilkołakiem. Gdyby nie znajdowali się w tak ogromnym niebezpieczeństwie, Syriusz by się roześmiał na ten widok.
Black stanął między nastolatkami i Remusem, który trząsł się z bólu i zaciskając z całej siły zęby, próbował powstrzymywać wrzaski. Wiedząc, że za chwilę wydarzy się to, co nieuniknione, Syriusz odwrócił się do czarownicy i spojrzał głęboko w jej czekoladowe oczy.
- Uciekaj – szepnął do niej. – Natychmiast uciekaj!
Harry rzucił się do przodu, chcąc pomóc młodemu Weasley'owi otworzyć kajdany łączące go z Remusem i Peterem, ale Syriusz szybko złapał swojego chrześniaka wpół i odrzucił go w tył, w kierunku dziewczyny.
- Harry, zostaw to mnie. Zabieraj ją i uciekaj!
Remus zawarczał. Jego ciało łamało się i wydłużało pod wpływem pełni księżyca. Atakował ich dźwięk pękających i zrastających się kości. Syriusz usłyszał, jak dziewczyna załkała. Widział, że ona i Harry zastygli, obserwując rozgrywającą się przed nimi scenę.
Podbiegł do Harry'ego, położył dłonie na jego ramionach i potrząsnął nim, wyrywając go z szoku.
- Harry! Musisz zapewnić jej… Im bezpieczeństwo! To twoje zadanie! – Powiedział szybko, po czym zmienił się w ogromnego, czarnego psa i stanął na czterech łapach naprzeciw Lunatyka, który zawył.
Wilkołak cofnął się i kłapnął szczękami w kierunku przerażonych nastolatków, po czym uwolnił się z kajdan, wiążących go z Peterem i Ronem. Zanim jednak miał okazję ugryźć rannego chłopca, Łapa skoczył przed siebie i zacisnął zęby na karku Lunatyka, całym ciężarem swojego ciała odciągając go od ludzi.
Poczuł wtedy, nie po raz pierwszy, jak pazury wilkołaka rozorały mu skórę.
W końcu odskoczyli od siebie. Łapa zawarczał wściekle i stanął między wilkołakiem i Wierzbą Bijącą. Lunatyk przyjął pozycję dominującą i Syriusz poczuł potrzebę poddania się swojemu Alfie, ale walczył z nią z całych sił. Wilk zauważył nieposłuszeństwo członka swojej Watahy i ze złością ugryzł grzbiet Łapy, nie zahaczając o skórę, a wyrywając mu futro. Syriusz zaskomlał z bólu w tym samym czasie, kiedy z Zakazanego Lasu dobiegło wycie.
Lunatyk puścił Łapę i usiadł, zaintrygowany. Syriusz upadł na ziemię, drżąc z wyczerpania i krwawiąc w miejscach, gdzie wilkołak wyrwał mu futro. Obserwował bez sił, jak wilk biegnie w stronę lasu. Z jękiem podniósł się na cztery łapy i pobiegł za nim, ale wystarczyło mu sił wyłącznie, żeby dotrzeć na plażę nad Czarnym Jeziorem. Tam ponownie upadł.
- Syriuszu!
Słyszał krzyki Harry'ego i zmienił się z powrotem w człowieka. W tym samym momencie znajomy chłód ogarnął jego ciało.
- Nie – Syriusz jęknął, zarówno z bólu, jak i ze strachu, ponieważ nacierała na niego przynajmniej setka Dementorów. Słyszał ją w swojej głowie, swoją Mię, błagającą, żeby jej nie zostawiał, błagającą, żeby nie odchodził. Powinien był wtedy z nią zostać. Kiedy powrócił, jej już nie było. Dlaczego z nią wtedy nie został?
Jaki był głupi. Jaki uparty…
- Hermiono, myśl o czymś szczęśliwym – krzyczał z rozpaczą Harry.
Coś szczęśliwego, pomyślał Syriusz, czując, jak chłód przenika jego kości. Coś ciasno ścisnęło jego klatkę piersiową. Wydawało mu się, że Więź Duchowa tworzy nad nim warstwę ochronną, jakby wiedziała, że coś ją atakuje.
Myśl o czymś szczęśliwym.
Zwycięstwa w Pucharze Quidditcha, korytarze na piątym piętrze, pasujące do siebie blizny w kształcie półksiężyca, latający motocykl, poranna kawa, czerwona pościel i mosiężna wanna. Jeleń, wilk i lis biegające między drzewami. Rudowłosa czarownica z zielonymi oczami, trzymająca w ramionach czarnowłosego chłopca. Lody truskawkowe, złota bransoleta, srebrny łańcuch i pierścionek z opalem.
Smak whisky w pocałunku.
Bursztynowe oczy.
- Expecto Patronum! Hermiono, pomóż mi! Expecto Patronum!
