Od tłumaczki: To zdecydowanie jeden z moich ulubionych rozdziałów – Syriusz poznaje prawdę. Dość emocjonujący, taki punkt zwrotny w historii. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 110 – UCIECZKI
9 czerwca 1994
Syriusz obudził się niedbale obandażowany, w pustym pokoju. Nie, pomyślał. W celi. Wyprostował się i spróbował usiąść. Jęknął, kiedy ból zaatakował jego naciągnięte mięśnie. Z jego gardła wyrwał się warkot, kiedy spróbował wstać.
- H… Harry…
- Harry czuje się dobrze i przebywa w Skrzydle Szpitalnym.
Syriusz odwrócił się do drzwi i za kratami dojrzał błyszczące, niebieskie, wpatrzone w niego oczy.
- Dumbledore – szepnął Animag. – Panie profesorze… Albusie, Harry jest w niebezpieczeństwie.
Zamrugał oczami, próbując odegnać obezwładniający go ból, kiedy w końcu udało mu się stanąć na nogach. Kulejąc, dotarł do drzwi i przycisnął dłonie do krat.
- Musi go pan ochronić!
- Przed kim, albo przed czym, Syriuszu? – Zapytał łagodnie Dumbledore. – Przed tobą? Przed Remusem?
- Remus nie miał z tym nic wspólnego – Warknął Syriusz, a w jego głosie pojawiła się obronna nuta. Mężczyzna robił teraz, co mógł, aby w jakiś sposób wynagrodzić Mii złamanie obietnicy, którą złożył jej czternaście lat temu. – Remus jest niewinny. To był Peter Pettigrew. Żyje i przez dwanaście lat ukrywał się w Hogwarcie.
Black musiał przerwać i odkaszlnąć. Dotarło do niego, że musi mieć złamane przynajmniej jedno żebro.
- Przez cały czas… Ukrywał się pod postacią szczura. Peter jest Animagiem.
- No, cóż – powiedział z namysłem Dumbledore. – Przyznam, że tego się nie spodziewałem. Pozwól, że podsumuję: twierdzisz, że Peter Pettigrew żyje, że nie zginął z twojej własnej ręki i w dodatku jest niezarejestrowanym Animagiem?
- Tak – gniew w głosie Syriusza był wyczuwalny w powietrzu. – Tak samo, jak ja! Przyznałem się do mojego przestępstwa, więc czemu miałbym kłamać w kwestii Petera? To był on, Albusie. James i Lily zmienili Strażnika Tajemnicy. Właśnie na niego. To on ich zdradził!
Coś się momentalnie zmieniło we wzroku Dumbledore'a, jakby nagle wszystkie kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsca. Dyrektor zrozumiał, że Syriusz mówił prawdę.
- Nie ma żadnego dowodu – przyznał ze smutkiem Dumbledore. – Tylko twoje słowo.
- Harry był z nami, podobnie, jak Remus i chłopak Weasley'ów – drążył Syriusz. – I… I ta dziewczyna…
Nie potrafił wymówić na głos jej imienia. Nie pasowało do jej twarzy. Dla niego ona nigdy nie była Hermioną.
- Wilkołak i trójka nastolatków – Dumbledore zmarszczył brwi. – Nie jestem pewien, czy potrafię ci pomóc, Syriuszu. Aktualnie, stoję między tobą a Ministrem Magii i wściekłym Severusem Snapem, który leczy okropny ból głowy i domaga się sprowadzenia Dementora, który cię pocałuje.
Syriusz zadrżał ze strachu, słysząc te słowa. Pochylił głowę i zamknął oczy, próbując nie dopuścić do siebie tego chłodu, który zaczął ogarniać jego skórę.
- Ja… To nie ma znaczenia, Albusie. Nie mówię ci tego, abyś pomógł mi uciec. Nie zważając na mój własny los, mówię prawdę, że Peter Pettigrew żyje. Jest Śmierciożercą, który wyda Voldemortowi każdego, przede wszystkim Harry'ego, jeśli uchroni go to przed gniewem Czarnego Pana. Obiecaj mi, że mój chrześniak będzie bezpieczny – Syriusz zawahał się. – Obiecaj, że ona będzie bezpieczna.
Dumbledore skinął głową.
- Pamiętasz, Syriuszu, taką sytuację sprzed wielu lat, kiedy zostałeś przyprowadzony do mojego gabinetu, bo jeden z twoich żartów miał poważne konsekwencje? Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego nie zostałeś wydalony ze szkoły, mimo że naraziłeś na niebezpieczeństwo życie innego ucznia? Dlaczego nie zostałeś poważnie ukarany?
Syriusz potrząsnął przecząco głową.
- Nie. Z tego, co pamiętam, w tamtym okresie zależało mi jedynie na przebaczeniu.
- Powinienem ci w takim razie powiedzieć, co spowodowało, że podjąłem taką decyzję – Dumbledore uśmiechnął się do niego… Naprawdę się uśmiechnął, jakby Syriusz nie był skazany na los gorszy od śmierci. – Młoda czarownica poinformowała mnie, że Syriusz Black był oszołomionym, pełnym gniewu chłopcem, który zachowywał się w ten sposób, ponieważ nie potrafił sobie poradzić z uprzedzeniami swojej rodziny. A następnie stwierdziła, że Syriusz Black jest porządnym mężczyzną.
Dumbledore zachichotał i przeczesał palcami swoją długą, srebrzystą brodę.
- Ciekawy dobór słów, nie sądzisz? Zupełnie, jakby chłopiec i mężczyzna nie byli dla niej jedną osobą.
Po wypowiedzeniu tych słów, dyrektor cofnął się od krat i odszedł od Syriusza, pozostawiając go własnemu losowi.
Syriusz wycofał się pod ścianę i osunął na pryczę. Jedno ramię przełożył przez swoją klatkę piersiową, dotykając obolałych żeber.
- A więc w taki sposób kończy się moja historia.
Zmarszczył brwi i skupionym wzrokiem zaczął wpatrywać się w drzwi, zastanawiając się, ile czasu zajmie Knotowi pojawienie się w jego celi z Dementorem u boku. Dementorem, który spojrzy na niego, gotowy pochłonąć jego duszę.
Z rozmyślań wyrwał go znajomy głos.
- Tu jest!
Syriusz spojrzał na okno, za którym znajdował się najdziwniejszy widok, jaki od dawna miał okazję zobaczyć: Harry Potter unosił się w powietrzu na grzbiecie hipogryfa, a za jego plecami siedziała drobna czarownica o gęstych włosach, zaciskająca mocno oczy.
Hipogryf dotknął koniuszkiem skrzydła szyby w oknie.
Syriusz, zapominając o bólu żeber, zerwał się z pryczy i pospieszył do okna.
- Zamknięte!
- Odsuń się – krzyknęła dziewczyna. Wyciągnęła z szaty różdżkę i, nadal trzymając się kurczowo Harry'ego, rzuciła zaklęcie. – Alohomora!
Okno otworzyło się.
Syriusz przez moment tylko na nich patrzył, zaskoczony. Czy Dumbledore nie mówił przed chwilą, że Harry przebywa w Skrzydle Szpitalnym? Jak mogli tak szybko przygotować misję ratunkową? W jaki sposób nikt ich nie zobaczył? Gdzie, do kurwy nędzy, udało im się zdobyć hipogryfa?
- No, wsiadaj – popędził go Harry, wyciągając do swojego ojca chrzestnego ramię. – Nie mamy czasu. Musimy się stąd wynosić. Dementorzy się zbliżają. Widzieliśmy, że Macnair po nich poszedł.
Te słowa wystarczyły, żeby Syriusz szybko wszedł na parapet, chwycił wyciągniętą rękę Harry'ego i wspiął się na grzbiet hipogryfa. Przerzucił nad nim nogę i pochylił się, żeby spojrzeć w oczy dziewczynie.
Mia, pomyślał, kładąc dłoń na jej talii, żeby się przytrzymać. Właśnie wtedy to poczuł. Więź Duchowa. To naprawdę była ona. Drgania Więzi były bardzo słabe i mógłby je przegapić, gdyby nie czuł jej wcześniej w całej swojej potędze. Dziewczyna jednak nie zwróciła na nie uwagi.
Była młoda. Tak młoda, że dziwnie się czuł, patrząc na nią czy dotykając jej, chociaż musiał się jej trzymać, żeby nie spaść z hipogryfa. Nie znał jej, ale jednocześnie… To była Mia.
- Hardodziob, w górę! – Krzyknął Harry i stworzenie wzbiło się w powietrze. – Na wieżę, no, dalej!
Dziewczyna skinęła do niego głową i uśmiechnęła się z sympatią. Dała mu swoje przyzwolenie, żeby się jej trzymał podczas lotu.
Syriusz z kolei uśmiechnął się, kiedy mocno zacisnęła powieki. Boi się latać. Tak, to na pewno jest Mia. Nie wiedział, dlaczego, ale w jego umyśle nie było żadnych wątpliwości.
Hipogryf – Hardodziob, przypomniał sobie Syriusz – wylądował miękko na dachu Wieży Zachodniej i Harry natychmiast z niego zeskoczył. Hermiona chciała podążyć w jego ślady, ale Syriusz ją przytrzymał, przerażony, że jeżeli teraz ją puści – jeśli puści którekolwiek z nich – znikną na zawsze.
- Syriuszu, szybko. Musisz uciekać – wydyszał Harry, wyrywając Syriusza z jego rozmyślań. – W każdej chwili mogą dotrzeć do gabinetu Flitwicka i zobaczą, że cię tam nie ma.
Syriusz puścił dziewczynę. Odwróciła się i uśmiechnęła do niego, a on poczuł, że ledwo panuje nad łzami, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Zdusił w sobie potrzebę dotknięcia jej twarzy. Twarzy, o której myślał, że nigdy więcej jej nie zobaczy.
- Mam u ciebie dług życia, mała czarownico – uśmiechnął się do niej i pomógł jej zsunąć się z hipogryfa. Zarumieniła się, a gdy Syriusz to zauważył, uśmiechnął się szerzej, po czym zwrócił się do Harry'ego. – Jak mogę się wam odwdzięczyć?
- Uciekaj! – Krzyknęli równocześnie i Syriusz roześmiał się, patrząc na nich. Dziewczyna… Hermiona… I Harry, który wyglądał tak, jak jego ojciec. Gdyby Syriusz nie czuł się w tym momencie tak staro, pomyślałby, że patrzy na Jamesa i Mię.
- Zobaczymy się ponownie – obiecał Black. Spojrzał na swojego chrześniaka. – Naprawdę jesteś synem swojego ojca, Harry.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
10 czerwca 1994
Większość jego rzeczy była już spakowana i Remusowi zostały ostatnie książki do rozłożenia na dwa średniej wielkości kartony, kiedy usłyszał, że drzwi do jego gabinetu się otwierają. Spojrzał w górę i uśmiechnął się do Harry'ego, który stał w progu z rękoma w kieszeniach i winą wypisaną na twarzy. Remus nie rozumiał, skąd ta wina. Chłopak uratował życie Syriusza, obronił swoich przyjaciół, pomógł wykurzyć zdrajcę z ukrycia i odważnie stawił czoła wilkołakowi – chociaż Remus musiał przyznać, że było to bardzo głupie posunięcie.
- Witaj, Harry. Widziałem, że się zbliżasz – powiedział, wskazując na rozłożoną na biurku Mapę Huncwotów. Zmarszczył brwi, kiedy Harry tylko patrzył na niego ze zmartwieniem w szmaragdowych oczach i nagle coś zaskoczyło w umyśle Remusa. Roześmiał się, pokazując palcem ślady, jakie na jego karku i szczęce zostawiły zęby Łapy. – Uwierz mi, wyglądałem gorzej.
Mina Harry'ego jeszcze bardziej spochmurniała.
- Wylali pana.
- To ja zrezygnowałem z pracy – sprostował Remus, wrzucając kolejny tom do kartonu. – Komuś wymsknęło się, że walczę z pewnym małym, futrzastym problemem.
- Snape – wymamrotał złowieszczo Harry.
Sposób, w jaki chłopak wymówił to nazwisko przypomniał Remusowi, że naprawdę stoi przed nim syn Jamesa Pottera. Remus westchnął, mając nadzieję, że w jakiś sposób Harry'emu uda się zapanować nad gorszymi cechami charakteru, jakie mógł odziedziczyć po swoim ojcu, z jego aroganckim ego na pierwszym miejscu. Wierzył, że obecność Hermiony w jego życiu utemperuje chłopca i wszystko się ułoży tak, jak powinno.
- Nieważne – Remus wzruszył ramionami. – Wiedziałem, że mój sekret kiedyś wyjdzie na jaw. Jutro o tej porze zostaniemy zasypani sowami. Rodzice nie będą chcieli, żeby… Ktoś taki, jak ja uczył ich dzieci.
Musiał zdławić gorycz, która groziła przelaniem się w jego sercu.
Częściowo nawet nie mógł winić Snape'a. W końcu naraził między innymi jego życie, nie wypijając Wywaru Tojadowego, który stał poprzedniego wieczora przed nim. Próbował nie gniewać się na nikogo, ale musiał przyznać przed sobą, że w tym miejscu, po raz pierwszy od dwunastu lat, poczuł się jak w domu. Do tego, w końcu czuł się potrzebny. Nie pomagała świadomość, że zostawi Harry'ego i Hermionę samych… Bez żadnej ochrony.
- Ale Dumbledore…
- Ryzykował już bardzo wiele, żebym mógł tutaj uczyć – uciął Remus. – Poza tym, ludzie tacy, jak ja… Powiedzmy, że jestem do tego przyzwyczajony. Ale zanim całkiem odejdę, opowiedz mi o swoim Patronusie.
- Skąd pan o tym wie?
Remus zachichotał.
- A co innego mogło odpędzić ponad setkę Dementorów?
- No, cóż… - Zaczął nerwowo Harry. – Na początku myślałem, że przyjął kształt konia, albo jednorożca, ale wydaje mi się, że to był…
- Rogacz – dopowiedział cicho Remus. – Twój ojciec zmieniał się w jelenia.
Uśmiechnął się, przypominając sobie zwierzęcą postać swojego przyjaciela, jego łagodność i królewską postawę… Przynajmniej w momentach, kiedy nie szarżował na kogoś, kogo oskarżał o uwiedzenie swojej siostry.
- W taki sposób dotrzymywał mi towarzystwa, kiedy byłem… Chory. Był najlepszym przyjacielem, jakiego mogłem mieć – Remus opuścił wzrok i z trudem przełknął ślinę. – Ich… Ich śmierć bardzo mnie przybiła.
- Znał pan też moją mamę, prawda?
Remus przytaknął ze smutkiem.
- Lily była wyjątkową czarownicą. Jedną z najlepszych kobiet, jakie znałem. Była niesamowicie utalentowana i stawała zawsze w obronie słabszych. Prawdę mówiąc, znałem tylko jedną czarownicę, która była od niej pod tym względem lepsza – wydukał i odkaszlnął. – Oni i Syriusz byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Bardzo się cieszę, że jednak nie straciłem ich wszystkich.
- Co się teraz stanie z Syriuszem?
- Nie jestem pewny, Harry – Lupin oparł się o brzeg biurka. – Wiążę z przyszłością pewne nadzieje i mam jakiś ogólny zarys planu przed sobą. Jeśli spotkam Syriusza na swojej drodze, na pewno się z nim tym planem podzielę.
Harry uśmiechnął się.
- Jeśli go pan spotka, proszę mu powiedzieć, że… Że cały czas liczę na nasz plan. Pewnego dnia jego nazwisko zostanie oczyszczone z wszystkich zarzutów i wtedy ustalimy szczegóły.
- Powiem mu – obiecał Remus i złożył Mapę Huncwotów. Przyłożył do niej różdżkę i szepnął „Koniec psot", po czym oddał pergamin Harry'emu. – Już nie jestem twoim nauczycielem, więc nie mam wyrzutów sumienia, oddając ci mapę. Mam nadzieję… I wiem, że James i Syriusz by mnie poparli… Że ty, Ron i Hermiona wykorzystacie ją, żeby mieć trochę zabawy podczas pobytu na zamku.
- A co powiedziałaby moja mama?
Remus roześmiał się, wyobrażając sobie przerażone spojrzenie Lily.
- Sprałaby ci tyłek za to, że w ogóle myślisz o podążeniu w nasze niecne kroki. Twój ojciec stwierdziłby, że w taki razie warto to zrobić.
Puk, puk, puk!
Remus i Harry odwrócili się do Hermiony, stojącej w progu.
- Wejdź, Hermiono – Remus uśmiechnął się i poklepał Harry'ego po głowie. – Jeszcze się zobaczymy, Harry. Mogę ci to obiecać.
Harry w odpowiedzi tylko się uśmiechnął i wyszedł z gabinetu, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
To był znak dla Hermiony.
- To niesprawiedliwe.
- Niewiele rzeczy w życiu jest sprawiedliwe. Zrobisz coś dla mnie, Hermiono? Zajmiesz się Harrym?
- Oczywiście, że tak – odpowiedziała bez wahania. – Ale czy nie możemy czegoś zrobić? Napisać do Ministerstwa? Wszyscy pańscy uczniowie chcą, żeby pan z nami został. Może poza Ślizgonami, ale ich opinia nie jest obiektywna.
- Niestety, nie uważam, żeby to pomogło – Remus zmarszczył brwi, widząc, jak jej oczy zaszkliły się łzami. Nienawidził, kiedy Mia płakała, a zdarzało się to bardzo rzadko i zwykle zwiastowało coś okropnego. Hermiona płakała dość często, co tylko sprawiło, że mocniej się o nią troszczył. – Twoja uprzejmość, jak zwykle, mnie zaskakuje.
- Dokąd pan pójdzie?
- Do domu. Może się gdzieś wybiorę. Chociaż nie chciałbym spędzić kolejnych lat samotnie. Jeśli mi się poszczęści, może sprawię sobie zwierzaka. Zawsze byłem wielbicielem psów.
Hermiona uśmiechnęła się ze smutkiem.
- Słyszałam, że ogromny, czarny pies szuka domu.
Remus wyszczerzył zęby.
- Jeśli go znajdę, zrobię wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo. Ty opiekuj się w tym czasie Harrym – odwrócił się do biurka i sięgnął po mniejszy z kartonów. – To dla ciebie.
Jej oczy zalśniły entuzjazmem, gdy zobaczyła książki.
- Naprawdę? – Z gracją odebrała od niego pudło. – Ale myślałam… To znaczy, czy mogę…?
- Pożyczam ci je – sprostował Remus. – Kiedy je przeczytasz, odeślij je do mnie, a ja wyślę ci kolejne materiały do nauki. Nie jestem już twoim nauczycielem, ale wiedząc, że Dumbledore ostatnio zatrudnił Gilderoy'a Lockharta na tym stanowisku, zawiódłbym twoje zaufanie jako przyjaciel, gdybym zostawił twoją edukację w rękach ludzi niekompetentnych. A pisząc do mnie, będziesz miała okazję powiedzieć mi, co u Harry'ego. Uważam, że lepiej się będzie czytało listy od ciebie niż od chłopaka, który ma obsesję na punkcie Quidditcha. Chciałbym jednak wiedzieć, jak mu się powodzi. Chciałbym wiedzieć, jak powodzi się tobie.
Skinęła głową.
- Mogę panu pomóc, zanieść te pudła do bram Hogwartu?
- Nie ma potrzeby – Remus machnął różdżką i wszystkie kartony zmniejszyły się i wylądowały w kufrze. – Jeszcze nie znikam. Profesor Dumbledore zgodził się przechować dla mnie kilka rzeczy i zanim stąd odejdę, muszę je odebrać.
- A zatem to jest pożegnanie – zrozumiała Hermiona.
Remus potrząsnął głową.
- „Nigdy nie mów żegnaj, bo pożegnanie oznacza, że odchodzisz, a odchodząc zapominasz".
- Piotruś Pan – Hermiona zbierała się na odwagę, żeby o coś zapytać. – Panie profesorze… Czy obiecuje pan, że mi odpisze?
- Obiecuję.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Z kominka buchnęły zielone płomienie i wyczerpany Remus pojawił się w swoim małym salonie. Opuszczenie Hogwartu było dla niego bardzo bolesne i przyznawał sam przed sobą, że nie do końca pojął, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Dobę temu był przekonany, że Syriusz był przynajmniej częściowo odpowiedzialny za śmierć Jamesa i Lily. Dobę temu był przekonany, że Peter nie żyje. Teraz wszystko się zmieniło.
- Domyślam się, że cię wylali?
Remus podskoczył i krzyknął ze zdumienia.
- Od kiedy tak łatwo cię wystraszyć? – Zapytał wyciągnięty na kanapie Syriusz. Jego długie nogi wystawały poza boczne podparcie sofy, a ramiona miał skrzyżowane nad głową.
- Jak…? Gdzie…? – Remus nie mógł znaleźć słów, patrząc na swojego przyjaciela. Okupującego jego kanapę. W jego salonie. Nadal się nie wykąpał, a leżał w najlepsze na jego kanapie. – Jak, u diabła, tu wlazłeś?
Syriusz wywrócił oczami.
- Korzystasz z tych samych zaklęć obronnych, jakimi obłożyliśmy nasze mieszkanie. Stała czujność, Lunatyku!
- Jak je rozmontowałeś? – Remus nadal patrzył na Syriusza szeroko otwartymi oczami. – Nie masz przecież różdżki. Chyba, że jakąś ukradłeś?
- Błagam cię – prychnął Black. – Gdybym chciał, rozmontowałbym nasze zaklęcia ochronne bez różdżki, niewerbalnie i w dodatku w trakcie głębokiego snu. Nie martw się, Aurorzy już przeszukali to miejsce. Nie wszedłem, dopóki nie byłem pewny, że odeszli. Moody jest dokładnie taki, jakim go zapamiętałem, wredny, stary dupek. Słyszałem, że chce odejść na emeryturę. Przyprowadził ze sobą moją kuzynkę. Nie mogę uwierzyć, że mała Tonks jest Aurorem.
Remus zbladł, myśląc o dziewczynie, której nie widział od roku. Gdzieś głęboko w jego duszy, wilk czuł ciągłe swędzenie, które znikało, gdy ona była w pobliżu. Ale postanowił ukryć tę reakcję przed Syriuszem.
- Ktoś cię widział?
- Przecież tu jestem, prawda?
- Chcesz herbaty? – Zaproponował Remus, przechodząc do kuchni. – Nie wydaje mi się, żeby w domu było jakieś jedzenie, ale pamiętam, że herbatę zostawiłem.
- Wolałbym się napić whisky – odpowiedział wyraźnie Syriusz. – Ale nie masz. Już sprawdziłem.
- Nie dałbym ci w tym momencie najtańszej whisky – odgryzł się Remus, wracając do salonu i opadając z jękiem na fotel. Nadal nie był w formie po swojej ostatniej transformacji. – Z tego, co kojarzę, nie możesz nawet się odlać.
- Ale whisky chętnie bym się napił – stwierdził Syriusz. – Brakuje mi jej smaku. Brakuje mi wielu rzeczy. Musimy poważnie porozmawiać.
- Tak mi przykro – wyrzucił z siebie Remus. – Tak mi przykro, że walczyłem z tobą ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy. Gdybym do tego nie doprowadził… Nie wiem…
Jego twarz wykrzywił grymas złości. Pochylił się do przodu i przeczesał palcami posiwiałe włosy.
- Nie powinienem był brać każdej misji, którą Dumbledore mi podsuwał. Ale tęskniłem za nią – powiedział, jakby to wszystko wyjaśniało. Wiedział, że tak nie było. – Tęskniłem za nią, jak za częścią samego siebie.
- Znam to uczucie – przyznał cicho Syriusz.
- Nie mogłem mówić o wielu rzeczach, a ty… Nie wiedziałem, jak utrzymać cię przy życiu, Syriuszu – równie cicho powiedział Remus. – Po zniknięciu Mii ledwo funkcjonowałeś. Prawie umarłeś. A później Zakon zaczął wysyłać nas na misje. Gdybym częściej był na miejscu, może nie przestałbyś mi ufać…
- Nie rób tego, Luniaczku. Wiem, jak się wtedy zachowywałem. Kiedy nie upijałem się na umór, wszczynałem bójki. A kiedy któryś raz z kolei aresztowano mnie za publiczną walkę, postanowiłem przenieść je do domu. Nie mogłem walczyć z Jamesem, bo on i Lily mieli Harry'ego i mnóstwo własnych problemów. Glizdogon tylko wykorzystał okazję i podszeptywał mi same gówna do ucha, a Smarkerus podczas spotkań Zakonu twierdził, że zdrajcą jest jeden z nas. Więc wyładowałem się na tobie. Taka pojebana sytuacja.
- Dokładnie.
- Mia? – W końcu zdecydował się o nią zapytać, patrząc w oczy Remusa.
- Hermiona – poprawił go Lupin. – Nazywa się Hermiona Granger.
- Zmieniacz Czasu?
Remus się wzdrygnął.
- Skąd, u diabła…?
- Nie jestem idiotą, Remusie – Syriusz prychnął. – Zdobyłem w końcu więcej S.U.Mów niż ty. Kiedy w końcu zrozumiałem, że sobie jej nie wyobrażam, dodałem dwa i dwa do siebie. Kiedy uratowała mnie razem z Harrym, miała na szyi łańcuch. Nigdy żadnego z bliska nie widziałem, ale czytałem o Zmieniaczach Czasu. Znam ją. Mogłem… Więź Duchowa.
Potarł dłonią klatkę piersiową i westchnął.
- Wyczuwasz ją? – Zapytał zaciekawiony Remus.
- Ledwie. Jest tam, ale jest… Osłabiona. Mama… Dorea – tłumaczył Syriusz. – Powiedziała mi, że Więź Duchowa potrzebuje, aby oboje partnerzy wiedzieli o sobie, chcieli być ze sobą i kochali się. Więź nie jest w tym momencie silna, bo ona mnie nie zna, prawda?
Remus pokręcił przecząco głową.
- Jest normalną, czternastoletnią dziewczyną.
- Kiedy ty poznałeś prawdę? – Zapytał gorzko Black.
- Na siódmym roku, kiedy pojawiła się jej blizna – przyznał Remus, palcem wskazując swoje przedramię. – Mia zabrała mnie do gabinetu Dumbledore'a i przy pomocy Myślodsiewni pokazała mi swoje wspomnienia z przyszłości, żeby udowodnić, kim naprawdę jest. Przez wiele lat nie wierzyłem w to, że ta przyszłość się ziści. Wydawało mi się, że z jej zniknięciem została ona zaprzepaszczona. Ale teraz, skoro jesteś wolny…
- Widziałeś mnie? – Zdziwił się Syriusz.
Remus przytaknął.
- Widziałem nas obu. Oczywiście, Mia bardzo ostrożnie wybrała wspomnienia, które mi pokazała. Ale widziałem ją, Hermionę – powiedział z naciskiem. – Z tobą. Oczywiście, minie kilka lat, ponieważ ona jest w tym momencie dzieckiem.
Syriusz wywrócił oczami.
- Na Merlina, nie musisz mi o tym przypominać. Powiedz mi, jak wygląda linia czasowa.
- Odeślę Hermionę w przeszłość we wrześniu 1998 roku – wyjaśnił Remus. – Zaczaruję Zmieniacz Czasu tak, aby działał jako Świstoklik z opóźnionym zapłonem i zabrał Mię z powrotem do roku 1998 z dziewiętnastego września 1979.
- Noc, kiedy zniknęła – Syriusz szeroko otworzył oczy. – Ty? Ty ją mi odebrałeś?
- Na to wychodzi – powiedział Remus przepraszającym tonem. – Podróże w czasie są skomplikowane. Zrobiłem to, co zrobiłem, bo robiłem to już wcześniej. Ona również. I my wszyscy. Przysięgam, że nie chciałem ci jej odbierać. Ale, kurwa mać, patrzyłem na nią, gdy znikała. Wezwała mnie.
- Tamtej nocy?
Remus rzucił przyjacielowi nieprzyjazne spojrzenie, czując, jak odżywają w nim stare urazy.
- Powiedziała mi, że po prostu wyszedłeś, kiedy ona… Kiedy próbowała ci powiedzieć, co się dzieje.
Syriusz wstał i z wściekłością kopnął najbliższy stolik.
- Skąd, do kurwy nędzy, miałem to wiedzieć? Wracam do domu, a moja czarownica wypłakuje sobie oczy. Mówi mi, że ma przede mną więcej tajemnic i zaczyna się jąkać…
- Tak działało zaklęcie – Remus westchnął. – Dumbledore rzucił na nią zaklęcie, które powstrzymywało ją przed wyznaniem prawdy. Zapobiegało przed zmianą przyszłości. Za każdym razem, kiedy była blisko zdradzenia jakiejś tajemnicy, zaczynała się jąkać i traciła przytomność.
- Ja pierdolę – Black potarł dłońmi twarz. – Ona wiedziała?
Remus zmarszczył czoło, patrząc na pełne żalu oczy swojego przyjaciela, jedynego przyjaciela, który pozostał mu na świecie. Widział, jak ożywa ból pochowany głęboko w duszy Syriusza. Patrząc na cierpienie na jego twarzy, Remus domyślił się, o czym Syriusz pomyślał: Mia wiedziała o Lily i Jamesie.
Syriusz pozwolił sobie rozmyślać nad tym, analizować tę myśl pod każdym kątem, próbując ją zrozumieć. Nie miało to żadnego sensu, ale musiało być prawdą, nieważne, jak okropnie to brzmiało, jak szalone się wydawało. Z trudem przełknął ślinę, która niczym kwas poparzyła jego suche gardło.
- Wiedziała o Rogaczu i Lily. Mia pozwoliła Jamesowi umrzeć.
Remus skinął głową, ale nie do końca zgodził się z przyjacielem.
- Wszyscy pozwoliliśmy im umrzeć.
W pewnym sensie była to prawda. Syriusz zachowywał się bezmyślnie, topiąc smutek i cierpienie w alkoholu, a następnie pożytkując swoją gniewną energię w bójkach i szpiegostwie. Odciął się całkowicie od Remusa, skłaniał się ku opiniom Petera i polegał całym swoim ciężarem na Jamesie i Lily. Miał dobre zamiary, ale nadal winił się po części za śmierć przyjaciół.
Mia wiedziała o wszystkim. Wiedziała o Peterze, o atakach i o upadku Voldemorta. Wiedziała o Harrym, biorąc pod uwagę to, że w tym czasie Hermiona była jego najlepszą przyjaciółką. A najgorsze… A przynajmniej najbardziej osobiste dla Syriusza było to, że Mia wiedziała o Azkabanie. Syriusz wahał się pomiędzy poczuciem zdrady, jakiego doświadczył i ulgą, że Mia żyła.
- Nie wiem, czy jej nienawidzić, czy ją kochać – przyznał po chwili, a napięcie w jego głosie trochę go przeraziło. – Jak mogła dopuścić do śmierci Jamesa? Przecież go kochała. Jak mogła…?
Jego głos załamał się i Syriusz musiał ukryć twarz w dłoniach. Pokrytych pęcherzami i bliznami, brudnych dłoniach.
- Zostawiła mnie tam. Pozwoliła mi tam gnić. Dwanaście lat w Azkabanie.
Remus podszedł do Syriusza i usiadł obok niego.
- Kochaj ją – doradził. – Uwierz mi, że ona cierpiała. Nie mogła niczego zmienić, Łapo. Nawet jedna rzecz zrobiona inaczej mogła doprowadzić do nieodwracalnych zmian w przyszłości. Więcej ludzi mogło umrzeć, więcej mogło cierpieć. Harry mógłby nie przeżyć.
Te słowa dotknęły czegoś z duszy Syriusza. Mężczyzna spojrzał w oczy Remusa i wolno pokiwał głową.
- Harry żyje. Kocham ją za to – stwierdził, jakby miało to jakieś znaczenie dla jego uczuć.
Syriusz wiedział, że jego serce już dawno zdecydowało, że Mia była dla niego wszystkim. Nawet, gdy pokazywała swoją najgorszą, najmroczniejszą stronę, kochał ją bezwarunkowo. I właśnie to było jej najgorszą stroną.
Remus wstał.
- Powinniśmy się przespać.
- Zostań ze mną, Lunatyku – poprosił Syriusz.
Lupin wyciągnął ramiona nad głowę.
- Jutro przygotuję ci sypialnię gościnną. Możemy zostać w chacie przez kilka dni, ale uważam, że później powinniśmy odejść. Przynajmniej do czasu, aż Ministerstwo przestanie cię szukać. Znam kilka starych kryjówek Zakonu, które przeznaczył dla mnie Dumbledore, kiedy pracowałem pod przykrywką z wilkołakami. Możemy się między nimi przemieszczać. Jeśli chcesz, możesz na dzisiejszą noc zająć moją sypialnię.
- Nie mogę tego zrobić, Luniaczku.
- Łapo, nalegam. Po tym wszystkim, przez co przeszedłeś, mogę chociaż oddać ci moje łóżko.
- Nie – Syriusz zachichotał. – Chodzi mi o to, że żaden z nas nie może tej nocy skorzystać z twojej sypialni. Zanim wróciłeś do domu, zdążyłem upchnąć tam hipogryfa.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
11 czerwca 1994
Kiedy woda zimnym strumieniem popłynęła z prysznica i uderzyła w dłoń Syriusza, mężczyźnie natychmiast przypomniała się długa przeprawa przez Morze Północne, którą zakończył swoją ucieczkę z Azkabanu. Na Merlina, minął już rok od tych wydarzeń. Rok uciekania, ukrywania się i przerażenia. Po dwunastu latach więzienia i oczekiwania na zemstę. Na zemstę, której jeszcze nie miał okazji posmakować.
Kiedy woda zrobiła się gorąca, Syriusz odetchnął para wodną, jakby niosła w sobie zapach świeżej tarty melasowej. Powoli zdjął z siebie złachmanione więzienne szaty i odrzucił je daleko, w kąt łazienki.
Kiedy wślizgnął się pod parujący strumień, z jego ust wyrwał się jęk, w którym mieszały się przyjemność i ulga. Oparł dłoń o ścianę i zamknął oczy, pozwalając, żeby ciepło rozprzestrzeniło się po jego zmarzniętej skórze, ogrzało zesztywniałe, naciągnięte mięśnie.
Sięgnął po kostkę taniego mydła i wysmarował nim kawałek flaneli, którym następnie wytarł całe ciało. Musiał zmyć z siebie cały brud, smród i wspomnienia dwunastu lat w więzieniu. Szorował tkaniną ramiona, nogi, brzuch i boki. Zawahał się na moment, kiedy jego palce musnęły wystające żebra. Ze zwiększoną energią tarł klatkę piersiową. Ulżyło mu, kiedy tatuaż z imieniem Mii zrobił się wyraźniejszy. Syknął z bólu, kiedy mydło dostało się do otwartej rany na jego plecach i postanowił, że poprosi Remusa o jej zamknięcie, jak tylko wyjdzie spod prysznica.
Jęknął, kiedy w końcu, po kilku próbach, udało mu się domyć zesztywniałe, pokryte kurzem i pyłem włosy. Po czwartym myciu nareszcie poczuł się czysty i mógł odpowiedzieć na bardzo ważne, dręczące go przez wiele lat pytanie: czy długotrwałe przebywanie w pobliżu Dementorów sprawiało, że człowiekowi nie stawał?
Odpowiedzią było zdecydowane nie.
Niestety, do tej pory podczas chwil spędzonych wyłącznie ze sobą, fantazjował o swojej czarownicy, która w tym momencie miała tylko czternaście lat. I mimo że wieloletnie wystawienie na działanie Dementorów nie zmniejszyło jego możliwości seksualnych, myśl o tym, że zostałby uznany za pedofila natychmiast sprawiła, że jego erekcja opadła.
Syriusz skupił się na brudnej wodzie, która wirowała przy odpływie, zabierając ze sobą brud, krew i ból. Logiczna część jego umysłu wiedziała, że nigdy nie będzie w stanie zapomnieć lat spędzonych w Azkabanie. A jednak, kiedy woda zrobiła się czysta, poczuł, że mu się udało. Już dawno dotarło do niego, że może nigdy w życiu nie poczuć się ponownie czystym, a teraz właśnie tak się stało.
Po zakręceniu wody, Syriusz sięgnął po ręcznik, który zostawił dla niego Remus i zaczął się mocno wycierać miękką, puszystą tkaniną. Jego spojrzenie padło na ubrania, które również przygotował dla niego przyjaciel. Black uśmiechnął się, przypominając sobie, jakim miłym uczuciem była świadomość, że ktoś się o niego troszczy, nawet jeśli chodziło o tak błahą czynność, jak przygotowanie dla niego ubrań.
- To dobrze, że wiodłeś tak gówniane życie, jak ja – powiedział, wychodząc z łazienki wyłącznie w spodniach. – Dzięki temu, że obaj głodowaliśmy, twoje ubrania na mnie pasują.
Fakt, że Remus się nie roześmiał, przyciągnął jego uwagę.
Syriusz zmarszczył brwi, widząc dziwne spojrzenie przyjaciela. Remus patrzył na jego ciało z przerażeniem. A Black doskonale wiedział, jak ono wygląda po dwunastu latach przymusowej głodówki i regularnego bicia. Zirytowało go współczucie na twarzy Remusa. Ze wszystkich ludzi, on powinien był wiedzieć lepiej.
Syriusz odwrócił się do Remusa plecami, pokazując ranę.
- Możesz to dla mnie naprawić? I przestań na mnie patrzeć, jakbym miał się załamać. I tak wyglądam lepiej, niż ty.
Remus roześmiał się krótko.
Syriusz jednak słyszał, jak przyjaciel pociągał nosem i prawdopodobnie wycierał załzawione oczy.
- Przynajmniej nie masz siwych włosów – powiedział Lupin. – Chociaż dzięki nim wyglądałem jak prawdziwy nauczyciel.
Czując, że rana na plecach się zasklepiła, Syriusz wciągnął przez głowę wyblakłą koszulkę i odwrócił się twarzą do przyjaciela.
- Jak się wtedy czułeś? Będąc w Hogwarcie, ucząc Mię?
- Hermionę – poprawił Remus.
Syriusz wywrócił oczami.
- Wiem, kim ona jest, Remusie.
- Nie, nie wiesz. To dwie różne czarownice. Mia była Hermioną, ale Hermiona nie jest Mią – wyjaśnił Remus. – Powodem, dla którego Mia miała taki charakter było całe życie przeżyte jako Hermiona. Mia była… Ułożoną układanką. Albo przynajmniej bliską ostatecznego ułożenia. Hermiona to kawałki tej układanki, które powoli wskakują na swoje miejsca.
Remus znowu podszedł do Syriusza, tym razem niosąc dla niego kubek z gorącą herbatą.
Syriusz natychmiast ją wypił, ignorując pieczenie gorącego płynu wewnątrz ust. Ciepło przeniknęło do kości i do każdej żyły, ogrzewając jego ciało, które po wyjściu spod prysznica znowu się ochłodziło.
- Mia nigdy nie mówiła o życiu przed adopcją przez Potterów.
Black siedział wygodnie, pogrążony we wspomnieniach.
- Tylko o bliznach. Oczywiście, nie widziałem nagiego ciała Hermiony – wykrzywił się, myśląc o czternastolatce w mniejszym lub większym stopniu rozebranej. Różnica wieku między nimi stawała się nie do zniesienia. – Ale widziałem jej przedramię. Było czyste.
Remus skinął głową.
- Jeszcze nikt jej nie skrzywdził. A przynajmniej nie doznała cierpienia z rąk Śmierciożerców. Wydaje mi się, że nie chcesz wiedzieć, jakie przygody przeżyła z Harrym od początku nauki w Hogwarcie.
Syriusz uniósł brew.
- Powiedzmy, że spotkanie twarzą w twarz z wilkołakiem i mordercą skazanym na dożywocie w Azkabanie bledną przy niektórych ich wybrykach – Remus upił łyk ze swojego kubka. Kiedy jednak przyjaciel patrzył na niego oczekująco, poddał się. – W zeszłym roku otwarto Komnatę Tajemnic.
- Gówno prawda! Przecież to tylko legenda.
- Powiedz to bazyliszkowi, którego zabił Harry.
Syriusz zakrztusił się herbatą i skrzywił, kiedy nieco gorącego płynu ulało się z kubka i poparzyło mu dłonie. Patrzył na przyjaciela z niedowierzaniem, mając nadzieję, że zaraz usłyszy, że Remus robi sobie z niego niezdrowe żarty. Kiedy tak się jednak nie stało, Syriusz usiadł prosto i odstawił kubek na najbliższą płaską powierzchnię.
- Powiedz mi wszystko, co wiesz.
Godzinę później, kiedy wszystko zostało już opowiedziane, Remus zaparzył kolejną porcję herbaty i dwa mężczyźni udawali, że sączą whisky, aby w jakiś sposób uspokoić skołatane nerwy.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Kiedy Syriusz obudził się w nocy, bo Remus mocno nim potrząsał, zorientował się, że spał w swojej animagicznej postaci na kolanach przyjaciela. Szybko usiadł i zmienił się z powrotem w człowieka.
- Cóż, nie można powiedzieć, że nigdy nie znaleźliśmy się w bardziej krępującej sytuacji.
Remus uśmiechnął się ze smutkiem.
- Śnił ci się koszmar.
Syriusz skinął głową. Tyle sam zrozumiał.
- Potrafisz się zmieniać we śnie?
Black ponownie potaknął.
- Dementorzy nie zwracali uwagi na zwierzęta.
Remus odkaszlnął.
- Mam coś dla ciebie. Kiedy Ministerstwo zdecydowało się przejąć nasze mieszkanie, Dumbledore'owi udało się odzyskać niektóre rzeczy. Oddał mi wszystko, a ja postanowiłem przechować również to, co należało do ciebie. Chciałem zaczekać do rana, żebyś mógł na spokojnie przejrzeć swoje rzeczy, ale wydaje mi się, że potrzebujesz w tej chwili czegoś znajomego.
Remus wstał i podszedł do stolika kawowego, na którym stało niewielkie pudełko, którego wcześniej tam nie było. Syriusz usiadł i z uwagę obserwował, jak dłoń, a następnie całe ramię przyjaciela zagłębiło się w środku.
- Niewykrywalne powiększenie przestrzeni?
Remus skinął głową i po chwili powrócił na kanapę.
Syriusz wyciągnął drżącą dłoń i po chwili wylądowała w niej orzechowa różdżka. Ostro nabrał oddechu w płuca, kiedy poczuł, jak różdżka łączy się z jego magią w taki sam sposób, jak zrobiła to u Ollivandera, kiedy miał jedenaście lat.
- Stary – szepnął Black, oddychając miękko, czując magię pulsującą pod skórą. – Chyba za żadną inną rzeczą nie tęskniłem tak bardzo przez ostatnie dwanaście lat.
- Wstrzymaj się z tymi słowami – odpowiedział Remus i na otwartą, wolną dłoń Syriusza upuścił długi, srebrny łańcuch.
Syriusz tylko zacisnął wargi i przełożył łańcuch przez głowę szybkim ruchem. Złapał za niego, jak za każdym razem, kiedy czuł się niepewnie lub potrzebował pocieszenia – potrzebował poczucia bezpieczeństwa. Zamknął oczy, walcząc z napływającymi łzami.
Nie było słów, jakimi Syriusz mógłby wyrazić swoją wdzięczność.
Remus uścisnął dłoń przyjaciela. Black otworzył oczy i zobaczył wyraz zrozumienia na twarzy Lupina.
