Od tłumaczki: Przepraszam, że nie dodałam rozdziału w poniedziałek, ale zbliża się sezon zimowy i mam mnóstwo pracy… Zmieniamy trochę tematykę i przez kilka rozdziałów będziemy towarzyszyć raczej Remusowi, a nie Syriuszowi i Mii. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 112 – WILKOŁACZY NAWYK

4 marca 1995

To było żenujące.

Prawie trzydziestopięcioletni mężczyzna wyczekiwał z niecierpliwością przed sklepem ze słodyczami, bo jego właścicielka twierdziła, że widziała na ulicy Śmierciożerców. Od zeszłorocznego ataku podczas finału Mistrzostw Świata w Quidditchu ponad dziesięciokrotnie wzrosła liczba donosów na Śmierciożerców. I chociaż Remus nie miał żadnego interesu w sprawdzaniu każdego z nich, nie mógł się powstrzymać, żeby nie pojawiać się na Ulicy Pokątnej, kiedy Aurorzy podążali za świeżymi tropami.

Cóż… Jeden Auror.

Czarownica o fioletowych włosach z niedowierzaniem patrzyła na właścicielkę cukierni, robiąc wszystko, by nie wyglądać na znudzoną. Jej szata wisiała na niej, niezapięta, odsłaniając logo zespołu Fatalne Jędze, nadrukowanego na jej koszulce. W jej spodniach uwagę przyciągały dziury, które wyglądały, jakby zostały zrobione celowo. Z kolei jej czarne buty zdecydowanie nie były mugolskiej produkcji i kończyły się kilka centymetrów nad kostką. Jeden z nich miał na czubku wymalowany farbą znak pazurów. A jednak w przeciwieństwie do pozostałych elementów jej ubioru, które wyraźnie pokazywały, że dziewczyna ma nastawienie do świata „mam w dupie, co o mnie myślisz", odznaka Aurora była przypięta w regulaminowym miejscu i była idealnie wypolerowana. Odbijało się od niej światło wpadające przez najbliższe okno i padało na przeciwległą ścianę.

Jej młodość sprawiała, że bardziej pasowałby do niej uśmiech, uważał Remus, ale zamiast tego uśmiechu na jej twarzy malowała się frustracja, kiedy wyciągała od kobiety zeznania.

- A uważa pani, że to byli Śmierciożercy, ponieważ…?

- Ja nie uważam, panienko! Ja wiem! To na pewno był Śmierciożerca! Pamiętam, jak wyglądali podczas pierwszej wojny.

Sowa, która wcześniej przysiadła na ladzie, zadrżała, słysząc piskliwy ton właścicielki cukierni i odleciała.

- Widziałam ich, na pewno ich widziałam! Jeden przeszedł dokładnie przed moim sklepem, ubrany w czarne szaty i białą maskę. I tak go rozpoznałam. To musiał być jeden z tych Lestrange'ów!

- Lestrange? – Jedna fioletowa brew uniosła się, a w spojrzeniu czarownicy zagościła irytacja. Obaj bracia Lestrange byli zamknięci w Azkabanie, co było szeroko rozpowszechnionym faktem. – Który? I skąd pani wiedziała, że to był on, skoro miał na twarzy maskę?

Po dwudziestu minutach wysłuchiwania teorii spiskowych, młodsza kobieta przybrała swoją najlepszą „grzeczną minę", która według Remusa bardziej przypominała spojrzenie pod tytułem „jesteś głupią krową", i podziękowała przesłuchiwanej.

Wypadła przez drzwi i natychmiast skierowała się w stronę Dziurawego Kotła. Z bardzo niedojrzałego przyzwyczajenia, Remus wyszedł za nią i podążył za jej zapachem.

Nie było ku temu żadnej logicznej przyczyny i on o tym wiedział, ale ponieważ w całej Wielkiej Brytanii zgłaszano coraz więcej przestępstw związanych ze Śmierciożercami, Remus czuł potrzebę, aby bronić. Syriusz aktualnie przebywał w okolicach Hogsmeade, a Harry i Hermiona byli bezpieczni w murach Hogwartu. To tylko pozostawiało ją, jego partnerkę, niechronioną.

Nie podobała mu się świadomość, że uważał ją za bezbronną. W końcu była Aurorem. A jednak, tego ranka potknęła się już cztery razy i wilk drżał ze strachu o nią. Oczywiście, nie był natrętem. Po prostu… Musiał być pewny, że była bezpieczna.

Śledził ją od rana, patrząc z oddali, jak chodzi od sklepu do sklepu i przyjmuje zeznania od zwariowanych, paranoidalnych, podstarzałych czarownic i czarodziejów. Nimfadora Tonks była dobra w tym, co robiła. Czasami była zbyt dosadna, nie miała cierpliwości dla ludzi, którzy wciskali jej kit albo próbowali zastraszyć swoim nastawieniem. Kilka godzin wcześniej uderzyła w jakiegoś przechodnia Klątwą Żądlącą tylko dlatego, że się na nią obleśnie gapił.

Remus szedł za nią ze wzrokiem utkwionym w kamiennym chodniku i dopiero po chwili dotarło do niego, że nie słyszy już jej kroków.

- Śledzisz mnie? – Zapytała prosto z mostu.

Mówiła do niego.

Do niego!

Zaaferowany Remus zastygł i gorączkowo starał się przypomnieć sobie, jak funkcjonują słowa.

- Co? Ja? Ja… Tylko chodzę. Co? To znaczy…

Z trudem przełknął ślinę i spojrzał w jej oczy. Dzisiaj są niebieskie, pomyślał i jego oddech przyspieszył. Znajdował się na skraju ataku paniki. Nie wiedząc, co powiedzieć, zdecydował, że najlepszym wyjściem będzie ucieczka, wobec czego odwrócił się na pięcie i zaczął biec… A przynajmniej spróbował, bo natychmiast jego twarz zderzyła się ze ścianą.

Chwilę później uświadomił sobie, że wpatruje się w niebo, a nad nim pochyla się najpiękniejsza czarownica świata.

- Widzę, że poznałeś Walusia – powiedziała z uśmiechem.

Remus zamrugał oczami.

- Walusia?

- No – zachichotała i pokazała dłonią ceglaną ścianę, z którą się przed momentem zderzył. Pogłaskała ją z czułością. – Waluś i ja czasami na siebie wpadaliśmy. Spójrz na to.

Przyklękła przy Remusie, a on zadrżał i spróbował się odsunąć. Dopiero po chwili zwrócił uwagę, że pokazywała mu ledwie widoczną bliznę po lewej stronie swojego czoła. Gdyby mu jej nie pokazała, Remus nigdy by jej nie zauważył.

- Miałam jedenaście lat, jak sobie rozbiłam łeb. Byłam tak podekscytowana zakupami wyposażenia do Hogwartu, że wleciałam na Walusia. Odzyskałam przytomność w klinice świętego Munga, sześć godzin później.

Remus wykrzywił się, gdy dotarło do niego, co właśnie powiedziała.

- Czy ty… Wszystko w porządku? – Wyrwało mu się.

- W sensie, dziesięć lat później? – Ponownie zachichotała. – Tak, myślę, że przeżyję.

Uśmiechnął się, słysząc jej głęboki śmiech. Pomyślał, że to najpiękniejszy dźwięk, jaki mógł stworzyć wszechświat.

- Powiesz mi, dlaczego mnie śledziłeś?

Uśmiech nagle znikł z jego pobladłej twarzy. Spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.

Wiedział, kim ona dla niego jest od ponad piętnastu lat, od czasu do czasu nawet ją widywał (oczywiście, zawsze z odpowiedniej odległości), ale nigdy nie postanowił z nią porozmawiać. A teraz wypowiedział do niej czternaście słów, z których ponad połowa nie miała sensu.

- Chodzi o to, że… To znaczy… Z powodu Śmierciożerców? W końcu jesteś Aurorem.

Wywróciła oczami i uśmiech spełzł z jej twarzy.

- Widziałeś jakiegoś, tak? Niestety, ja już zmianę skończyłam. I nie jadłam cały dzień. Jeśli chcesz złożyć zeznanie, będziesz musiał to zrobić podczas obiadu. Chodź ze mną.

Wyciągnęła do niego dłoń, żeby pomóc mu wstać.

Remus zagapił się na nią.

- No, dawaj – przysunęła rękę bliżej. – Obiecuję, że nie gryzę.

Remus roześmiał się. Głośniej, niż zamierzał… Właściwie, w ogóle nie zamierzał się śmiać. Zasłonił usta i zarumienił się.

- Przepraszam, nie śmiałem się z ciebie. Po prostu… - Zamrugał oczami, zawstydzony i wstał bez jej pomocy. Nie obraziła się z tego powodu. Otrzepała dłonie i odwróciła się na pięcie, żeby ponownie skierować się w stronę Dziurawego Kotła.

- Cześć, Tom! – Krzyknęła po wejściu do pubu. Natychmiast ruszyła w kierunku pustego stolika, po drodze przewracając jedno krzesło. Odkaszlnęła, poprawiając je. – Daj mi dwa piwa kremowe i dużą michę frytek!

Nieco zagubiony, Remus poszedł za nią, usiadł naprzeciwko niej i zamrugał oczami, kiedy zamówiła dwa piwa. Jedno prawdopodobnie było dla niego. Nagle poczuł się, jak na randce. Ale przecież to nie była żadna randka. Technicznie, oni się nawet nie znali. Nie liczyło się, że Remus wielokrotnie spotykał jej matkę i przez dwadzieścia lat przyjaźnił się z jej kuzynem. Ta czarownica nawet nie znała jego imienia.

- Wróćmy do Śmierciożerców – skupiła swoją uwagę na Remusie. – Widziałeś ich?

- Co? Ja… Nie. Chodziło mi o to, że… Ludzie ich widzieli.

- Śledziłeś mnie, bo usłyszałeś, że ludzie widzieli Śmierciożerców?

Uważnie go obserwowała i gdy zauważyła, że jego zdenerwowanie i zawstydzenie osiągnęły szczyt, mrugnęła do niego zawadiacko. Serce Remusa wpadło do żołądka.

- Uważasz, że cię obronię? – Zapytała, uśmiechając się.

Remus prychnął. Musiał przełknąć ślinę, żeby się upewnić, że jego serce było na swoim miejscu.

- Daję sobie radę, dziękuję za propozycję – powiedział, a w jego głosie pojawiła się nutka samozadowolenia. – Jesteś zbyt naiwna. Nie powinnaś tak szybko ufać ludziom. Dla przykładu, ja mogłem być Śmierciożercą. A ty przez cały czas byłaś do mnie odwrócona plecami. Nie jest bezpiecznie…

Prychnęła z rozbawieniem i mu przerwała.

- Nie jesteś Śmierciożercą.

Remus spojrzał na nią gniewnie, nie wiedząc, czy powinien potraktować to jako komplement, czy się obrazić.

- A skąd to wiesz?

- To proste – pociągnęła z butelki łyk piwa kremowego. Tom postawił między nimi ogromną miskę wypełnioną frytkami.

Remus przeklął siebie w myślach, gdy nie mógł oderwać wzroku od sposobu, w jaki jej usta objęły szyjkę butelki, kiedy piła. A kiedy wysunęła język, żeby zebrać kilka kropel piwa, które jej uciekły, wyszeptał pod nosem „Ja pierdolę".

- Śmierciożercy to fanatycy czystości krwi. I nawet gdybyś był czarodziejem czystej krwi, i tak by cię nie przyjęli. Jesteś wilkołakiem.

Zastygł i na moment przestał oddychać. Nie tak miało się to odbyć. Miał ją spotkać w normalny, przyzwoity sposób, a nie zostać przyłapanym na śledzeniu jej na Ulicy Pokątnej. Miał się z uśmiechem przedstawić, a nie próbować uciec i nadziać się na ścianę. Miał ją zaprosić na kolację, a nie iść za nią bez słowa do Dziurawego Kotła. A następnie przez wiele miesięcy, może nawet lat, poznawałaby go, zanim powiedziałby jej, że jest wilkołakiem.

A ona już o tym wiedziała.

- Może i jestem niezdarą, i potykam się o wszystko przez połowę tego czasu, kiedy moje stopy dotykają ziemi – przyznała, szczerząc szeroko zęby. – Ale jestem dobrym Aurorem. Może miałam trochę problemów, żeby zaliczyć śledzenie i ukrywanie się podczas mojego szkolenia, ale cała reszta nigdy nie sprawiała mi problemów. Między innymi rozpracowywanie innych. Wiem dokładnie, kim jesteś, Remusie Lupin.

Odetchnął z sykiem, kiedy usłyszał, jak lekko i łatwo jego imię zabrzmiało w jej ustach.

- Przynajmniej raz w miesiącu jesteś w Ministerstwie, żeby złożyć podanie o pracę, ale czarodzieje nie widzą drzew, bo las im zasłania, więc nigdy pracy nie dostaniesz, bo boją się twojej choroby. Widziałam cię raz w Atrium i zapytałam Szalonookiego, czy cię zna. Powiedział mi, jak się nazywasz, po czym kazał mi pilnować własnego nosa i brać się do pracy. Więc cię sprawdziłam. Dość szybko znalazłam cię w Rejestrze. Powinni zainwestować nieco w lepszą ochronę Departamentu Administracji.

- A… Dlaczego szukałaś mnie w Rejestrze? – To jedyne pytanie wydało mu się odpowiednie.

- Widać po tobie – wzruszyła ramionami i popchnęła w jego stronę frytki. – Jedz. Sama z ciebie skóra i kości.

Nie mógł się oprzeć poleceniu otrzymanemu od niej. Remus chwycił frytkę i wpakował sobie do ust.

- Jestem tylko ciekawa jednej rzeczy. Skoro przez cały czas zmieniam wygląd, jak byłeś w stanie mnie śledzić? Chodzi o zapach?

Remus skinął głową i dopiero wtedy przypomniało mu się, że powinien przeżuć to, co włożył do ust.

- Wiedziałam! – Krzyknęła z ekscytacją, a jej oczy jasno zamigotały.

- Nie uważasz tego za dziwne? – Zapytał po przełknięciu frytki.

- Nie. A czy ty uważasz, że to jest dziwne? – Wykrzywiła się w koncentracji i jej włosy zmieniły kolor z fioletowego na turkusowy. Kiedy Remus potrząsnął przecząco głową, uśmiechnęła się. – No, właśnie. Nie możesz nic poradzić na to, kim jesteś. A tak z ciekawości, jak ja pachnę?

- Jak biszkopty – odpowiedział bez namysłu i natychmiast zaczerwienił się z zawstydzenia.

Roześmiała się głośno.

- To świetnie. Dużo lepiej niż łajnobomba albo odorosok. A przy okazji, jestem Tonks – wrzuciła frytkę do ust, oblizała palce i wytarła dłoń o spodnie. Następnie tę samą dłoń wyciągnęła do Remusa. – Ale podejrzewam, że to już wiedziałeś.

Remus spojrzał ze zdumieniem na jej rękę. Wyglądał tak, jakby po raz pierwszy w życiu widział ten gest.

- Nie boisz się dotykać wilkołaka?

- Nie, ale poczuję się urażona, jeśli rzeczony wilkołak nie jest na tyle dobrze wychowany, żeby uścisnąć mi dłoń – odpowiedziała drwiąco, poruszając lekko palcami.

Uśmiechnął się do niej i ujął delikatnie jej rękę.

I dokładnie w momencie, kiedy ich skóra się zetknęła, Remus poczuł jak połączyła ich złota nić. Jego serce przyspieszyło i zaczął się zastanawiać, czy ona reaguje podobnie. Spokojny wyraz jej twarzy powiedział mu, że prawdopodobnie nic nie poczuła, ale on sam był zadowolony z odczuwania tego, o czym wiele lat temu opowiadali mu Mia i Syriusz.

- Jesteś tym Remusem Lupinem, który kiedyś mieszkał z moim kuzynem? – Odezwała się niespodziewanie Nimfadora, łapiąc kilka frytek z talerza.

- Wiedziałaś o tym? – Remus uniósł brew. – Chodzi mi o to… Pamiętasz? Byłaś taka…

Zawahał się. Młoda. Była taka młoda.

- Mam dość dobrą pamięć. A mama i ja zwykle nie jesteśmy zapraszane na niedzielne obiady u Blacków. Chociaż w tym momencie dość krucho z nimi, skoro większość członków rodu albo nie żyje, albo siedzi w Azkabanie. Dzięki temu łatwiej jest zapamiętać tych dobrych krewniaków.

- I uważasz Syriusza za tego dobrego krewniaka? Czyż nie jest prawą ręką Voldemorta, zdrajcą swoich przyjaciół, mordercą Mugoli i zbiegiem?

- Nie – uśmiechnęła się, a jej włosy u nasady zrobiły się różowe. – Syriusz jest tym kuzynem, który zawsze dzielił się ze mną kociołkowymi pieguskami i nie nakrzyczał na mnie za stłuczenie jego ulubionej karafki do whisky. Miał kota, który mnie nie znosił, ale Syriusz powiedział, że nie mam się przejmować, bo jego też nie lubi.

- Dawał mi jednego sykla za każdym razem, kiedy mama wywróciła oczami. Miał dziewczynę, która częstowała mnie czekoladą, którą trzymała w kociołku pod zlewem – Nimfadora roześmiała się na to wspomnienie, przez co nie dostrzegła wyrazu zaskoczenia pomieszanego z irytacją na twarzy Remusa. – I mieszkał z nimi jeszcze jeden współlokator, który był chory za każdym razem, kiedy wpadałam z wizytą. Nazywał się Remus Lupin.

Remus wpatrywał się w nią uważnie, kończąc swoje piwo kremowe.

- I mimo tego, co o nim słyszeliśmy, mama zawsze twierdziła, że Syriusz jest niewinny. Biorąc pod uwagę, że wyszła za mojego ojca mimo wszystkiego, co musiała wycierpieć, uważam, że dobrze potrafi ocenić ludzki charakter. A ty?

- Co, ja? – Zapytał zaskoczony Remus.

- Co ty myślisz o moim kuzynie?

Zawahał się i pozwolił, żeby to pytanie przez moment między nimi wisiało.

- Uważam, że nie ma na świecie nic, czego Syriusz by nie zrobił dla ludzi, których kocha. Rodzina i przyjaciele są dla niego wszystkim. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczycie. On na pewno bardzo by tego chciał.

- Mówisz tak, jakbyś niedawno się z nim widział.

Remus zachichotał i odkaszlnął.

- Mogę cię zapewnić, panno Tonks, że nie znam aktualnego miejsca pobytu Syriusza Blacka – nie kłamał. Wiedział, że Syriusz najprawdopodobniej znajdował się w okolicach Hogsmeade, ale nie wiedział, gdzie dokładnie.

- Po prostu Tonks. A przy okazji, nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Dlaczego mnie śledziłeś?

Remus zawahał się. Chciał skłamać, ale nie wydawało mu się to odpowiednie.

- Musiałem się upewnić, że jesteś… Bezpieczna – skrzywił się, wypowiadając te słowa.

Roześmiała się.

- Bardzo dziwne zachowanie, biorąc pod uwagę, że byłeś dla mnie obcym człowiekiem.

Poszarzał na dźwięk słowa obcy.

- Wyjaśnisz mi, dlaczego tak bardzo interesuje cię moje bezpieczeństwo?

- Wolałbym tego nie robić.

- W każdym razie, nie martw się o mnie, bo dostaniesz zmarszczek na swojej pięknej buźce – rzuciła, nieświadoma reakcji, jaką wywołała w nim uwaga o jego pięknej twarzy. – Ludzie uważają mnie za słabą, bo byłam Puchonką. A ty powinieneś mi zaufać.

Jej błękitne oczy błysnęły, momentalnie przypominając Remusowi Syriusza i Mię. To spojrzenie było charakterystyczne dla Blacków.

- Nie jestem dziewczyną, z którą ktoś chciałby zadrzeć.

- Nie uważam cię za słabą. Po prostu… Martwiłem się. To taka… Cecha wilkołaków. Może ze względu na twoje więzy rodzinne z Syriuszem jestem wobec ciebie nadopiekuńczy? – Pochylił się i ukrył twarz w dłoniach. – Przepraszam, to było nie na miejscu.

- Troszkę dziwne – zgodziła się, ale jej ton się nie zmienił. Nadal była rozbawiona. – Jeżeli uznamy, że jesteśmy przyjaciółmi, takie wyznania przestaną być dziwne.

Remus uniósł brew i jedną powiekę.

- Przecież mnie nie znasz.

- Ale lubię to, co o tobie wiem – wyszczerzyła zęby i odchyliła się na krześle. Podrzuciła frytkę i złapała ją zębami. – Jesteś wilkołakiem. Przez długi czas przyjaźniłeś się z moimi dobrymi krewniakami. Zderzasz się ze ścianami i nie poprawiłeś po mnie krzesła, które przewróciłam. To mi mówi, że pomimo dbania o moje bezpieczeństwo, pozwolisz mi sprzątnąć bałagan, jaki zrobię. Składasz podania o pracę w Ministerstwie, chociaż doskonale wiesz, że cię nie przyjmą. To znaczy, że jesteś albo głupi, albo konsekwentny, albo robisz to z zupełnie innego powodu.

Słysząc to, Remus się gwałtownie zaczerwienił, a Nimfadora zachichotała, jakby właśnie potwierdził jej teorię.

- I nie zjadłeś wszystkich frytek – zrobiła dłonią ruch nad talerzem. – Zaprzyjaźniałam się z ludźmi, wiedząc o nich znacznie mniej. Ale jeśli dla ciebie to za mało, możemy zagrać w dwadzieścia pytań. W jakim domu byłeś w Hogwarcie?

- W Gryffindorze – odpowiedział, w końcu szczerze się uśmiechając. Zapach biszkoptów poraził jego zmysły. Sposób, w jaki ona się do niego uśmiechała, rozgrzewał go lepiej niż ogień w kominku.

- Lojalny, przystojny i w dodatku odważny – położyła łokieć na stole i oparła podbródek na dłoni. W jej oczach zapłonął diabelski płomyk. – Co ja z tobą zrobię?

Kochaj mnie, wyjdź za mnie, przeleć mnie tak, że postradam zmysły.

Patrzył w niebieskie oczy, które powoli zmieniały barwę na zieloną – identyczną do tej, którą widział codziennie rano, przeglądając się w lustrze. Jej włosy też się zmieniały. Teraz miały jasną, piaskową barwę, ale pozbawione były siwych pasemek. Uznał to za dobry znak i wezwał na pomoc swoją słynną gryfońską odwagę.

- Mogłabyś dać się zaprosić na kolację – zaproponował.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

10 marca 1995

- Wyglądasz jak gówno – powiedział Remus, wchodząc do jaskini, w której Syriusz zatrzymał się z Hardodziobem.

W przeciwległym kącie, w prowizorycznym gnieździe spał hipogryf, otoczony kurzymi kośćmi i resztkami szczurów. Remus skrzywił się na ten widok, z którym do pary szedł bardzo nieprzyjemny zapach. Ze sposobu, w jaki zachowywał się Syriusz, Remus doszedł do wniosku, że mężczyzna przywykł do życia w smrodzie. Naprzeciwko Hardodzioba piętrzyły się gazety, zarówno Prorok Codzienny, jak i tygodnik Czarownica. Lupin zauważył na kilku okładkach Harry'ego. Na którymś ze zdjęć dojrzał też Hermionę w objęciach wysokiego, ponurego chłopca.

- Jesteś strasznie miły, jeśli chodzi o rozdawanie komplementów, Lunatyku. Zaręczam ci, że mówiąc do mnie w ten sposób, na pewno nie dostaniesz się do moich klejnotów.

- Śpisz w jaskini – Remus zignorował przytyk.

Syriusz wzruszył ramionami.

- A ty czasami sypiasz w klatce. Nie osądzaj mnie, ty dupku.

Remus westchnął. Kilka ostatnich dni spędził, umawiając się z Nimfadorą – Tonks, przypomniał sobie – na Ulicy Pokątnej. Czasami jedli obiad w Dziurawym Kotle, czasami chodzili na lody do Floriana Fortescue. Nie nazywał tych spotkań randkami, bo nie stać go było, żeby zabrać ją w jakieś ładne miejsce, a w dodatku ona nalegała, że będzie za siebie zawsze płacić. Czuł się jednak dobrze, po prostu spędzając z nią czas, przebywając blisko niej, poznając ją. Powoli uspokajało się jego poczucie wiecznego pilnowania jej. Podobnie, zanikał bełkot, którym odpowiadał na każde pytanie lub uśmiech skierowane bezpośrednio do niego. Remus zaczynał sobie uświadamiać, że był szczęśliwszy, niż w ciągu ostatnich lat i przyczyna była dla niego oczywista.

Tak samo oczywista – i niesamowicie bolesna – była świadomość, dlaczego Syriusz wyglądał gorzej, niż zwykle. Utknął w zawieszeniu, żyjąc w jaskiniach nieopodal Hogsmeade, widząc z daleka wieże Hogwartu, ale nie mogąc być blisko Harry'ego i Hermiony. Jedyny kontakt z nimi miał przez zdjęcia w gazetach. Remus przez długi czas postępował tak samo, ale jeśli Syriusz wierzył we wszystko, co o nich pisano, nic dziwnego, że wyglądał tak źle.

- Martwię się o ciebie, to wszystko. Może wrócisz do mojego domu? Straciłeś już na wadze wszystko to, co przybrałeś ostatniego lata, a ja obiecałem Mii, że się tobą zajmę.

Syriusz prychnął, a po twarzy przemknął mu cień.

- Ja też jej obiecałem, że się tobą zajmę, podobnie jak obaj jej obiecaliśmy, że będziemy sobie nawzajem ufać i zobacz, gdzie to nas zaprowadziło. Obaj koncertowo spieprzyliśmy sprawę.

Remus znowu westchnął i złapał dwoma palcami grzbiet nosa. Tak, koncertowo to wszystko spieprzyliśmy.

- Przepraszam – Syriusz zmarszczył brwi i zerknął na stos gazet. – Cały czas nie… Nie sypiam dobrze. Próbowałem dostać się do Hogwartu, albo chociaż do Zakazanego Lasu, ale przy tych wszystkich uczniach z Durmstrangu i Beauxbatons… Raz spróbowałem, ale jakaś Francuzka zaczęła się drzeć, żeby zabrać stąd tę bestię, to brudne zwierzę!

Ostatnie słowa wykrzyknął prześmiewczym, francuskim akcentem.

- Mogę wrócić do wioski i przynieść ci coś do jedzenia – zaproponował Remus, wiedząc, że Syriusz nie zgodzi się na opuszczenie jaskini.

- Nie marnuj na mnie pieniędzy, Luniaczku. Harry odwiedził mnie kilka dni temu i od tamtej pory skrzaty domowe regularnie coś mi podrzucają – odpowiedział Syriusz, przygaszony faktem, że jego chrześniak, chłopiec, którym miał się opiekować, troszczył się o niego.

- Tylko Harry? – Zapytał Remus, pochylając się, żeby podnieść egzemplarz Czarownicy. Otworzył tygodnik na zaznaczonej stronie i uśmiechnął się na widok Hermiony tańczącej z bułgarskim szukającym, Wiktorem Krumem, jak twierdził podpis pod zdjęciem. Jednak artykuł towarzyszący zdjęciu nie mówił o niej nic dobrego, szargając jej reputację i dobre imię.

SEKRETNA NIEODWZAJEMNIONA MIŁOŚĆ HARRY'EGO POTTERA!

Chłopiec, jak każdy inny – chłopiec, cierpiący z powodów jakże charakterystycznych dla etapu dojrzewania. Pozbawiony miłości od czasu tragicznej śmierci jego rodziców, czternastoletni Harry Potter uważał, że znalazł pocieszenie w ramionach swojej dziewczyny, urodzonej w rodzinie Mugoli Hermiony Granger. Nie spodziewał się jednak tego, że dziewczyna zada mu kolejny emocjonalny cios w jego niepozbawionym tragedii życiu.

Panna Granger, pospolicie wyglądająca, ale bardzo ambitna uczennica, upodobała sobie sławnych czarodziejów i jej ambicji nie jest w stanie zaspokoić Harry Potter. Od momentu, kiedy w Hogwarcie pojawił się bułgarski szukający, Wiktor Krum, bohater ostatniego finału Pucharu Świata w Quidditchu, panna Granger bawi się uczuciami obu chłopców. Krum, uwiedziony diabelskimi sztuczkami panny Granger, zaprosił ją na całe lato do swojej bułgarskiej posiadłości. Cytując jego wypowiedź, „nigdy nie czuł czegoś takiego do innych dziewcząt". Do uszu reporterki dotarły jednak pogłoski, że to nie pospolita powierzchowność panny Granger mogła jej zapewnić zainteresowanie nie jednego, a dwóch bohaterów magicznego świata.

- Przecież ona jest po prostu brzydka – mówi Pansy Parkinson, ładna i energiczna uczennica czwartego roku. – Nie zdziwiłabym się, gdyby uwarzyła Eliksir Miłosny. Ona jest bardzo inteligentna. Myślę, że w ten sposób zdobyła ich zainteresowanie.

Eliksiry Miłosne są, rzecz jasna, zakazane w Hogwarcie i bez wątpienia dyrektor szkoły, Albus Dumbledore, zbada te informacje. W międzyczasie, osoby życzące wszystkiego najlepszego Harry'emu Potterowi powinny mieć nadzieję, że następnym razem odda on swoje serce bardziej odpowiedniej dziewczynie.

- Pozostała dwójka była razem z nim – powiedział Syriusz, wyrywając magazyn z rąk Remusa i rzucając na stertę gazet.

- Pozostała dwójka? – Powtórzył Lupin, unosząc pytająco brew. – Próbujesz zdystansować się od Hermiony?

- Czemu nie? Przecież nie jest Mią.

Remus wywrócił oczami.

- Słucham? Przecież przez całe lato próbowałeś mi wmówić, że Mia i Hermiona są jedną osobą. Co się zmieniło?

Syriusz odwrócił wzrok.

- Chodzi o tego Bułgara? – Remus roześmiał się. – Na Merlina, dramatyzujesz! Ona ma czternaście…

- Piętnaście – poprawił Black.

- … lat i była z nim na jednej randce.

- I stała się dla niego tak ważna, że to właśnie ją musiał odzyskać z dna Czarnego Jeziora w jakimś głupim Turnieju!

Remus prychnął.

- Biorąc pod uwagę, ile dziewczyn Mia wysłała do jeziora, uważam, że karma do niej wróciła.

Przez chwilę nikt się nie odzywał.

- Lily prawie umarła w tym jeziorze.

Remus wzdrygnął się i zamrugał, kiedy wspomnienie tamtego dnia wypłynęło z jego podświadomości i uderzyło go między oczy. Jęknął i podszedł do przyjaciela, po czym osunął się na ziemię.

- Przepraszam, Łapo. Zapomniałem.

Syriusz westchnął boleśnie.

- Ona jest tylko nastolatką i chociaż nie patrzę na nią, jak na… Nie mogę na nią tak patrzeć… Ona nadal jest moja.

Remus skinął głową, doskonale rozumiejąc, o co chodziło Syriuszowi. Cały poprzedni rok spędził, obserwując, jak Hermiona dorasta. Ciężko mu było rozróżnić te dwie czarownice. Jednak pomimo bardzo intymnych stosunków, jakie panowały między nim i Mią, nigdy nie spojrzał w ten sposób na Hermionę. Dlatego wiedział, jak czuje się Syriusz.

- Może ona nie wie o Więzi Duchowej, ale ja wiem i dlatego moim zadaniem jest sprawienie, że dziewczyna będzie bezpieczna i szczęśliwa. W tym momencie ona nie jest bezpieczna, Harry nie jest bezpieczny, a ja nie mogę z tym nic zrobić. Muszę tylko siedzieć i udawać, że nie wiem, kim ona jest. Nie masz pojęcia, jakie to uczucie.

- Zdziwiłbyś się – wymamrotał Remus i przeczesał palcami włosy, wahając się przez moment, zanim zdecydował się na osobiste wyznanie. – Ja… Znalazłem swoją partnerkę.

Syriusz szeroko otworzył oczy, momentalnie zapominając o swojej depresji.

- Przepraszam, co? Kiedy? Kto to jest? – Dopytywał z ekscytacją.

Remus potrząsnął głową.

- Nie mogę ci powiedzieć. Jest dużo młodsza ode mnie i byłem w tej samej sytuacji, co ty. Patrzyłem, jak dorasta i czekałem, mając nadzieję, że przypadkiem się nie zabije.

- Nie zabije? A kim ona jest? Smokologiem?

- Nie, ale podobno kiedyś z jednym chodziła – odpowiedział gorzko Remus, wspominając ostatnią rozmowę z Nimfadorą, podczas której opowiedziała mu o swoim krótkim związku z Charliem Weasleyem, kiedy oboje jeszcze byli w szkole.

- Teraz ty wyglądasz jak gówno – zadrwił Syriusz.

- Niech ci będzie – prychnął Remus. – Dobraliśmy się, para smutnych staruszków.

- Twoja dziewczyna chodziła ze smokologiem, moja umawia się z bułgarskim szukającym – Syriusz westchnął i oparł się o ścianę. – Mam nadzieję, że pewnego dnia obaj będziemy mieli szczęście i dziewczyny zdecydują się na wilkołaka i zbiegłego więźnia.

Remus nie chciał się przyznawać Syriuszowi, że już czynił pewne postępy w swoim życiu miłosnym. Nie chciał zapeszyć, nastawiając się na to, że jego przyjaźń z Nimfadorą była czymś więcej, niż mu się wydawało. W dodatku, nie chciał rzucać przyjacielowi w twarz swojej radości.

- Co my w ogóle mamy do zaoferowania? – Zastanawiał się na głos.

- Dobrze wyglądamy? – Podpowiedział Black.

Spojrzeli po sobie. Syriusz miał na sobie podarte szaty, był chudy, blady i brudny, chociaż nie wyglądał tak źle, jak bezpośrednio po ucieczce. Remus z kolei miał na sobie pocerowane szaty z drugiej ręki, siwe pasma we włosach i mnóstwo blizn na twarzy.

- Kiedyś dobrze wyglądaliśmy? – Poprawił się po chwili.

- Przynajmniej twoja czarownica odbędzie podróż w czasie i zobaczy cię w twoim najlepszym wydaniu. Moja będzie musiała się pogodzić ze starym, biednym, siwym wilkołakiem.

- Przecież jej to nie będzie obchodziło. Dzielicie Więź – wytknął Syriusz.

- Mia tak mówiła – Remus uśmiechnął się. – Ale i tak mam prawo, żeby narzekać.

- Powiesz mi, kim ona jest?

Remus potrząsnął głową.

- Jeszcze nie.

Powietrze wypełniła nieznośna cisza. Przez chwilę obaj mężczyźni gapili się na Hardodzioba, który obgryzał kurze kości, zostawione przez Harry'ego, Rona i Hermionę.

- Martwię się o Harry'ego.

- Ja też.