Od tłumaczki: Cały czas jesteśmy w temacie Remusa, Tonks i Syriusza. A Syriusz miesza, miesza i miesza… Miłego czytania, widzimy się za tydzień.

ROZDZIAŁ 113 – STARZY WROGOWIE, NOWE MIŁOŚCI

24 czerwca 1995

Albusie,

Minął rok, od kiedy poznałeś prawdę o mojej niewinności. Rok, od kiedy po raz ostatni widziałem mojego chrześniaka. Przez cały ten rok Harry znajdował się w Hogwarcie, pod Twoją opieką i – opierając się na jego listach i prasie codziennej – w nieustającym niebezpieczeństwie. Dzisiaj przybywam do Hogwartu. Ty i ja utniemy sobie krótką pogawędkę dotyczącą Harry'ego. Mam świadomość, że dzisiaj odbywa się trzecie zadanie Turnieju Trójmagicznego. Zakładam, że po wyłonieniu zwycięzcy, rozpocznie się świętowanie. Zrób mi tę przyjemność – wydaje mi się, że na nią zasłużyłem – i odpuść sobie zabawę. Będę na Ciebie czekał na grządce dyniowej Hagrida.

S.B.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Wiedział, że powinien był wyruszyć wcześniej.

Łapa od kilku godzin cierpliwie czekał na grządce dyniowej, nasłuchując odgłosów dobiegających z boiska do Quidditcha, które zostało zmienione w ogromny labirynt. Słyszał, jak uczniowie skandowali.

- Dig-go-ry! Dig-go-ry!

- Pot-ter! Pot-ter! Pot-ter!

Chciał się uśmiechnąć i też skandować nazwisko Harry'ego, ale coś mu się nie zgadzało.

Tydzień wcześniej wysłał sowę do Remusa z pytaniem, czy przyjaciel pojawi się w Hogwarcie, żeby kibicować Harry'emu. Remus odpowiedział, że bardzo chciał być obecny, ale dowiedział się, że wyłącznie uczniowie, nauczyciele, urzędnicy Ministerstwa i niektórzy dziennikarze zostaną wpuszczeni na teren szkoły. Dozwolone było, żeby na trybunach siedzieli również członkowie rodzin uczestników Turnieju i Remus chciał się pojawić właśnie jako członek rodziny, ale Dumbledore mu wyjaśnił, że poprosił Molly i Billa Weasley'ów, aby stanęli przy Harrym, jako jego krewni.

Ta wiadomość rozwścieczyła Remusa i Syriusza.

To oni byli rodziną Harry'ego.

Syriusz odesłał sowę z odpowiedzią do Remusa, obiecując podzielić się z nim szczegółami Turnieju, jak tylko sam wyciągnie wszystko od Harry'ego. Następnie kazał przyjacielowi wracać do miłych chwil ze swoją oficjalną nową dziewczyną i partnerką, której Syriusz ani nie poznał, ani nie dowiedział się o niej nic nowego. Ale była z Remusem już od miesiąca i nie przeszkadzała jej lykantropia.

Oklaski nagle zmieniły się w przejmującą ciszę i Łapa nadstawił uszu, oczekując ogłoszenia zwycięzcy. Nerwowe szepty szybko przeszły w głośne okrzyki „Harry! Harry! Harry!", a następnie w przerażone wrzaski. Łapa zadrżał, nie wiedząc, co robić. Poczuł jednoczesną ulgę i obrzydzenie z powodu tejże ulgi, kiedy dotarło do niego „Diggory nie żyje! Cedryk Diggory jest martwy!".

Chciał biec w stronę labiryntu, ale wtedy tłum uczniów ruszył w przeciwnym kierunku. Francuzki biegły, przerażone, do swojego powozu, a chłopcy z Durmstrangu powolnym, choć nerwowym krokiem zmierzali na swój zadokowany na jeziorze statek.

Ktoś głośno przeczyścił gardło i wzrok Łapy padł na Minerwę McGonagall, stojącą na skraju grządki dyniowej. Kobieta patrzyła na psa nieprzychylnie.

- Profesor Dumbledore chciałby cię zobaczyć w swoim gabinecie.

Gdyby Syriusz był w lepszym nastroju, albo chociaż w postaci człowieka, rzuciłby na pewno jakąś uwagą o sentymencie, jakim napawają go te słowa. Postanowił jednak bez słowa podążyć za swoją byłą nauczycielką do murów Hogwartu, od których rzucił się pędem w kierunku gabinetu Dumbledore'a. Musiał jednak zaczekać na McGonagall przed gargulcem pilnującym klatki schodowej.

- Likworowe pałeczki – powiedziała i gargulec odsłonił spiralne schody.

W chwili, kiedy zamknęły się za nimi wielkie, dębowe drzwi, Syriusz zmienił się w człowieka i odwrócił, żeby spojrzeć na starszą kobietę.

Minerwa krzyknęła cicho i przyłożyła dłoń do piersi. Na ułamek sekundy jej oczy rozszerzyły się z szoku, aby po chwili zmrużyć się gniewnie.

- Syriusz Black!

- Gdzie jest Harry? – Black zignorował jej gniew i przerażenie.

Spojrzała na niego z wściekłą frustracją.

- Jesteś Animagiem? Jak?

- To bardzo ciekawa historia, Minnie, i bardzo chętnie ci ją opowiem. Ale najpierw chcę zobaczyć mojego chrześniaka!

Minerwa z trudem przełknęła ślinę i odetchnęła, próbując się zebrać w sobie.

- Harry jest z Albusem. Jest bezpieczny. Zdarzyła się… Ktoś zginął podczas Turnieju. Nie jesteśmy pewni, co dokładnie się stało. Pozwól, że udam się teraz do profesora Dumbledore'a i poinformuję go o twojej obecności – stwierdziła na pozór spokojnie, po czym odwróciła się i bez dodatkowych słów wyszła z gabinetu.

Syriusz nie wiedział, jak długo czekał – to mogły być minuty lub godziny. Jednak w momencie, kiedy drzwi się otworzyły i mężczyzna dostrzegł Harry'ego, szybkim krokiem przemierzył pomieszczenie i porwał chrześniaka w objęcia.

- Harry, jak się czujesz? Wiedziałem. Wiedziałem, że coś takiego… Co się stało?

Odsunął się nieco od chłopaka, ze zdumieniem wpatrując się w pobladłą twarz tego zwykle pełnego życia nastolatka.

- Co się stało? – Syriusz zażądał odpowiedzi od Dumbledore'a, który zaprowadził Harry'ego do swojego biurka i pomógł mu usiąść w jednym z foteli.

- Okazuje się, Syriuszu, że nie byłeś pierwszym człowiekiem, który uciekł z Azkabanu – powiedział z namysłem dyrektor. – Przez ostatnie dziewięć miesięcy Alastor Moody był więźniem, przetrzymywanym w swoim własnym kufrze przez Bartemiusza Croucha Juniora. Barty używał Eliksiru Wielosokowego, aby podszywać się pod Moody'ego.

- Barty… Nie – Syriusz potrząsnął głową. – Nie. Crouch umarł w Azkabanie. Pamiętam, jak strażnicy rozmawiali… Jak mówili, że zmarł.

- Zmienił się na naszych oczach i w tym momencie jest trzymany pod kluczem na zamku, czekając na przesłuchanie przez urzędników Ministerstwa – poinformował go Dumbledore. – Dostał zadanie od Voldemorta. Miał przybyć do Hogwartu, włączyć Harry'ego do Turnieju wszelkimi możliwymi sposobami i dopilnować, żeby jako pierwszy dotarł do Pucharu Turnieju Trójmagicznego, który został zamieniony w Świstoklik.

Syriusz szeroko otworzył oczy i poczuł, że zaczyna drżeć. Zerknął na Harry'ego i zrozumiał, że nie tylko on tak reaguje. Potrzebował więcej odpowiedzi, ale zdawał sobie sprawę, że inny chłopiec zginął w Turnieju i jeśli mógł coś wyczytać z twarzy swojego chrześniaka, była to właśnie informacja, że Harry był świadkiem tej śmierci.

- Harry, muszę się dowiedzieć, co się stało po tym, jak dotknąłeś Pucharu – powiedział Dumbledore.

- Możemy zaczekać z tym do rana, prawda? – Zapytał ostro Syriusz. Położył pewnie dłoń na ramieniu chłopaka. – Daj mu się przespać. Daj mu odpocząć.

- Cedryk… - Zaczął Harry. – Cedryk i ja dotknęliśmy Pucharu jednocześnie. Zostaliśmy przeniesieni na cmentarz.

Harry mówił miękko, cicho. Jego zielone oczy były wpatrzone w coś, co pozostawało niewidzialne dla Albusa i Syriusza.

- Oni… Potem on zabił Cedryka. Pettigrew… Pettigrew zabił Cedryka.

Syriusz nabrał oddechu w płuca, próbując zapanować nad swoją wściekłością. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Dumbledore uniósł dłoń, prosząc, żeby się wstrzymał.

I Harry opowiedział im wszystko. Opowiedział o tym, jak został uwięziony na cmentarzu z Voldemortem, Peterem i ciałem Cedryka. Jak Glizdogon naciął jego skórę i wykorzystał jego krew w rytuale, który ożywił Voldemorta.

Syriusz klęknął u boku Harry'ego, patrząc na ranę na jego przedramieniu. Dokładnie w tym samym miejscu pojawiła się blizna Mii. Szlama. A na jego własnym ramieniu, ukryta pod wieloma warstwami tatuaży, znajdowała się blizna pod nieudanym oznaczeniu Mrocznym Znakiem, którego próbował Lucjusz Malfoy.

Zamknął oczy i spróbował skupić swój gniew na czymś osiągalnym. Trójka była potężnym magicznym medium. W jakiś sposób – może los tak chciał, a może mieli szczęście – Mia, Syriusz i Harry stworzyli swoistą trójcę. Mia, urodzona w rodzinie Mugoli, naznaczona jako szlama, oznaczona tym słowem w skórze, adoptowana przez czystokrwistych rodziców, jedna z najpotężniejszych czarownic, jakie znał. On sam, czarodziej urodzony w rodzinie czystej krwi, który sprzeniewierzył się tradycjom swojego rodu. Próbowali go zmusić do posłuszeństwa Voldemortowi, próbowali go oznaczyć wbrew jego woli, ale on z nimi walczył. I Harry, pół-krwi czarodziej, którego krew została przelana, aby do pełni sił powrócił jedyny człowiek, który chciał zobaczyć Harry'ego martwego. Ale Harry przeżył.

Harry przeżył.

Syriusz koncentrował się na tych słowach, podczas gdy Harry kontynuował swoją opowieść. Mówił o tym, jak Voldemort przyjął cielesną postać, jak wezwał swoich Śmierciożerców i jak próbował z nim walczyć, ale przeszkodziło im coś dziwnego.

- Różdżki się połączyły? – Syriusz przenosił wzrok z Dumbledore'a na Harry'ego. – Dlaczego?

- Priori Incantatem – wymamrotał Albus.

- Efekt cofnięcia zaklęć? – Zapytał ostro Black.

- Dokładnie – przyznał dyrektor. – Różdżki Harry'ego i Voldemorta mają ten sam rdzeń. Obie mają w sobie pióro dokładnie tego samego feniksa.

Harry zagłębił się w szczegóły, opowiadając o tym, w jaki sposób zamanifestowały się wcześniejsze zaklęcia, rzucone różdżką Voldemorta. Przyznał, że dzięki temu mógł przez króciutką chwilę zobaczyć… Swoich rodziców.

Syriusz opadł na najbliższe krzesło i ukrył twarz w dłoniach, próbując wyrzucić z głowy swoje najgorsze wspomnienia o nocy, kiedy zginęli James i Lily. Ten moment, kiedy przeskakiwał nad martwym ciałem swojego najlepszego przyjaciela, spiesząc do sypialni swojego chrześniaka. Tę chwilę, kiedy zauważył rude włosy Lily rozsypane na podłodze, u stóp Hagrida.

- Harry, powtórzę ci to, co już mówiłem – powiedział Dumbledore, zwracając się do młodego Gryfona. – Wykazałeś się odwagą, jaką nie mogą się poszczycić dorośli czarodzieje. Przekroczyłeś dzisiejszej nocy wszystkie oczekiwania, jakie mogłem wobec ciebie mieć. Stanąłeś naprzeciwko Voldemorta, nie okazując strachu, podobnie jak wszyscy ci ludzie, którzy zginęli z jego ręki u szczytu jego mocy. Pójdziesz teraz ze mną do Skrzydła Szpitalnego. Nie chcę, żebyś dzisiejszej nocy wracał do Wieży Gryfonów. Potrzebujesz Eliksiru Słodkiego Snu i odrobiny spokoju. Syriuszu, zostaniesz z nim?

Syriusz skinął głową, wstał i zmienił się z powrotem w psa. Wyszedł razem z Harrym i Dumbledorem z gabinetu, i towarzyszył im w cichej wędrówce przez opustoszałe korytarze, do Skrzydła Szpitalnego.

Kiedy Dumbledore otworzył drzwi do Skrzydła Szpitalnego niewielka grupka rudowłosych oraz Hermiona natychmiast odwrócili głowy w ich stronę.

Najstarsza czarownica krzyknęła i zrobiła taki ruch, jakby chciała popędzić w stronę Harry'ego, z jego imieniem na ustach.

Instynktownie, Łapa stanął przed swoim chrześniakiem i warknął ostrzegawczo.

- Molly – Dumbledore uniósł dłoń. – Wysłuchaj mnie. Harry ma za sobą bardzo trudny wieczór. W dodatku, opowiadając mi o wszystkim, musiał się zmierzyć z tymi wydarzeniami jeszcze raz. W tym momencie potrzebuje snu, odpoczynku i ciszy. Jeżeli chce, żebyście przy nim zostali, ja nie widzę żadnych przeszkód. Natomiast nie zgadzam się na zadawanie mu żadnych pytań. Zdecydowanie nie dzisiaj.

- Dyrektorze… - Podeszła do nich pani Pomfrey ze wzrokiem utkwionym w psie. – Czy mogę zapytać…

- Pies zostanie z Harrym – zdecydował Dumbledore. – Zapewniam cię, że jest doskonale ułożony. Harry, obiecuję, że do ciebie wrócę od razu po rozmowie z Ministrem Knotem. Chciałbym, żebyś pozostał w Skrzydle Szpitalnym do jutra i opuścił je dopiero po mojej rozmowie z uczniami.

Pani Pomfrey podała Harry'emu piżamę, w którą mógł się przebrać. Podczas gdy ją zakładał za parawanem, Łapa podszedł do Hermiony. Nerwy ostatniej nocy, ostatnich kilku miesięcy, ostatnich czternastu lat… To było dla niego za dużo. Potrzebował jej – nawet jeśli ona nie była do końca tą osobą, do której tęsknił.

Podszedł cicho do łóżka, na którym siedziała, wskoczył na nie i położył swój wielki, ciężki łeb na jej kolanach.

- Będzie dobrze – szepnęła Hermiona, przeczesując palcami jego gęste futro. Syriusz zadrżał, czując się w końcu bezpiecznie, czując, że ktoś się w końcu o niego troszczy. Tak dawno się tak nie czuł…

Kobieta – Molly – podeszła do Hermiony, patrząc z niepokojem na psa.

- Hermiono, kochanie, może nie powinnaś dotykać tego psa. Jest brudny i nie wiadomo, gdzie przebywał.

Kiedy zrobiła jeszcze jeden krok w stronę łóżka, Łapa znowu zawarczał ostrzegawczo i na moment obnażył ostre zęby. Po chwili znowu opuścił głowę na kolana Hermiony, domagając się głaskania.

Harry po chwili wyszedł zza parawanu i wsunął się pod kołdrę, którą Molly natychmiast zaczęła wygładzać. Łapa zeskoczył z kolan Hermiony i wskoczył na łóżko Harry'ego. Dwa razy okręcił się wokół własnej osi, po czym zwinął się w kłębek futra w nogach swojego chrześniaka, rzucając ostrzegawcze spojrzenia wszystkim, którzy odważyli się zbliżyć.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Znowu się zaczynało.

Harry nie przespał nawet godziny, kiedy Syriusz usłyszał wściekłe wrzaski dobiegające zza drzwi Skrzydła Szpitalnego. Znał te głosy zbyt dobrze: Korneliusz Knot i Minerwa McGonagall. Barty Crouch Junior był martwy, pocałowany przez Dementora, którego Knot sprowadził do szkoły, pomimo wydarzeń z poprzedniego roku. Crouch był martwy, wobec czego nie było żadnego dowodu. Żadnego dowodu poza słowem Harry'ego, które zdaniem Knota było niewystarczające.

Minerwa trzęsła się ze złości. Dumbledore sprzeciwiał się słowom Ministra z godnością, ale równie gniewnie spoglądał na niskiego mężczyznę. Do uszu Syriusza dotarło nawet, że pojawił się Snape, który stanowczo rozdarł rękaw swojej szaty, prawdopodobnie po to, żeby pokazać szalonemu Ministrowi swój Mroczny Znak. Syriusz zrobił, co mógł, żeby zignorować byłego Śmierciożercę i nagromadzone w swojej duszy ogromne ilości nienawiści.

Rodzina Weasley'ów stała nieopodal i wszyscy z marnym skutkiem ukrywali swoje niezadowolenie słowami Ministra. Hermiona siedziała przy Harrym, jedną dłoń położyła na ramieniu przyjaciela, a drugą bawiła się uchem Łapy. W jakiś sposób, jej obecność go uspokajała, chociaż słyszał, że sama zgrzytała ze złości zębami.

- Mamy dużo pracy – ogłosił Dumbledore, kiedy Knot już opuścił mury szkoły. – Molly, mam rację, wierząc, że możemy liczyć na ciebie i Artura?

- Oczywiście, że tak – odpowiedziała. – Wiemy, jaki bywa Knot. To sentyment Artura do Mugoli trzyma go tak długo w Ministerstwie. A Knot uważa, że Arturowi brakuje dumy.

- W takim razie muszę przesłać Arturowi wiadomość – zdecydował dyrektor. – Wszyscy, którzy są w stanie uwierzyć w prawdę, muszą zostać poinformowani jak najszybciej. Artur ma swoje kontakty w Ministerstwie i będzie najlepszą osobą do przekazania wieści czarodziejom, którzy nie są tak krótkowzroczni, jak Korneliusz.

- Ja się spotkam z tatą – powiedział najstarszy z chłopców, Bill. – Natychmiast wyruszam.

- Wspaniale. Powiedz mu, co się wydarzyło. I zapewnij, że skontaktuję się z nim najszybciej, jak będzie to możliwe – powiedział Albus, po czym odwrócił się do Minerwy. – Artur będzie musiał działać dyskretnie. Minerwo, proszę, przekaż Hagridowi, że chciałbym go bezzwłocznie zobaczyć w moim gabinecie. Niech przyprowadzi ze sobą Madame Maxime, jeśli nie będzie miała nic przeciwko.

Skinęła głową i bez słowa wyszła ze Skrzydła Szpitalnego.

- Czas, aby dwie osoby poznały kogoś, kto znajduje się między nami. Syriuszu, przyjmij swoją normalną postać.

Łapa zerknął pytająco na starego mężczyznę i po chwili zmienił się w człowieka.

Molly wrzasnęła i skoczyła na równe nogi.

- Syriusz Black! – Zapiszczała, wskazując na niego palcem.

Syriusz jednak zdecydował się zignorować jej krzyki, koncentrując całą swoją uwagę na postaci tłustowłosego Śmierciożercy, który stał naprzeciwko niego.

- On! – Warknął Snape. – Co on tu robi?

- Niezły tatuaż, Smarkerusie – odpowiedział identycznym tonem Black, niebezpiecznie zwężając oczy.

- Uroczy więzienny numer, Black.

- Syriusz jest tutaj na moją prośbę – powiedział stanowczo Dumbledore, przenosząc spojrzenie z jednego na drugiego. – Podobnie jak ty, Severusie. Ufam wam obu. Czas najwyższy, żebyście zakopali topór wojenny i nauczyli się ufać sobie nawzajem.

Zarówno Syriusz, jak i Snape, prychnęli z niedowierzaniem.

- Na razie zadowolę się brakiem otwartej wrogości – kontynuował ze zniecierpliwieniem dyrektor. – Uściśnijcie sobie dłonie. Jesteśmy po tej samej stronie. Nie mamy wiele czasu i jeżeli osoby stojące po tej samej stronie nie są w stanie zachowywać się wobec siebie w sposób cywilizowany, nie mamy żadnych szans na zwycięstwo.

Powoli, gapiąc się na siebie morderczym wzrokiem, Syriusz i Snape zbliżyli się do siebie i szybko uścisnęli dłonie. Ale kiedy Dumbledore spojrzał w inną stronę, Black wymamrotał bezgłośnie „Pierdol się", a Snape warknął pod nosem w odpowiedzi. Prawie natychmiast od siebie odskoczyli.

- Syriuszu, musisz natychmiast wyruszyć. Poinformujesz Remusa Lupina, Arabellę Figg, Mundungusa Fletchera… Całą starą gwardię. Przyczaj się u Lupina. Tam się z tobą skontaktuję.

- Ale… - Zaczął Harry.

Syriusz zbliżył się do swojego chrześniaka i dotknął czubkami palców jego twarzy. Przywołał na twarz coś, co można było uznać za ojcowski uśmiech, a przynajmniej Syriusz miał nadzieję, że James w taki sposób patrzyłby na swojego syna w takiej chwili.

- Niedługo się zobaczymy, Harry. Obiecuję. Ale najpierw muszę zrobić wszystko, co w mojej mocy. Rozumiesz, prawda?

- Oczywiście, że rozumiem – Harry skinął głową.

Black złapał dłoń Harry'ego, odwrócił głowę w kierunku Hermiony i uśmiechnął się do niej z wdzięcznością, po czym zmienił się w Łapę i wybiegł ze Skrzydła Szpitalnego.

Miał swoje zadanie, którego Dumbledore nie mógł sformułować jaśniej.

Zakon Feniksa się przegrupowywał.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Jeden miesiąc. Jeden cudowny, zachwycający miesiąc, od kiedy Nimfadora Tonks była oficjalnie jego czarownicą. Jeden miesiąc, od kiedy Remus zabrał ją na randkę do lodziarni Floriana Fortescue i jąkając się, wymamrotał coś o związku na wyłączność. Dukał z takim zawstydzeniem, że mieszkający w jego duszy poeta krzywił się ze złości. Ale zszokowało go dopiero to, że powiedziała tak.

Remus zaczynał mieć świadomość, że jego krótkie doświadczenia w sferze związków były dokładnie takie: krótkie. Jego związek z Mią nie przygotował go na taką czarownicę, jaką była Nimfadora. Podczas gdy Mia była jednocześnie podstępna jak Ślizgonka i odważna jak Gryfonka, Nimfadora była lojalną i przyjazną Puchonką. Podczas gdy Mia poruszała się z gracją, Nimfadora wiecznie coś potrącała. Podczas gdy Mia była osobą oczytaną, Nimfadora wolała uczyć się wszystkiego w praktyce.

I chociaż różniły się w tak wielu punktach, Remus widział w nich również wspólne cechy: determinację w dążeniu do celu, dobroć, siłę i tę niezachwianą potrzebę chronienia swoich ukochanych.

Często myślał o Mii, będąc z Nimfadorą. Sam jednak był zdziwiony tym, że myślał o niej wyłącznie w kontekście tęsknoty za swoją najlepszą przyjaciółką. A ta czarownica – jego partnerka, przeznaczona mu samica – bardzo mu tę przyjaciółkę przypominała.

Remus coraz bardziej niecierpliwie czekał na moment, kiedy będzie mógł odesłać Hermionę Granger w przeszłość z nadzieją, że powróci do niego Mia Potter. I wtedy, gdy przedstawi sobie te dwie czarownice, może on sam poczuje się cały.

A jednak mimo tego, że często myślał o Hermionie i jej przyszłym… Albo przeszłym… Wcieleniu, w tym momencie nie mógłby się w ogóle skupić na wspomnieniach o Mii.

Czarownica siedząca wygodnie na jego kolanach wyznaczyła sobie zadanie w postaci pobicia rekordu we wstrzymywaniu oddechu podczas namiętnych pocałunków. Remus bardzo szybko uzależnił się od całowania Nimfadory i miał nadzieję, że nigdy nie będzie musiał się go wyrzec.

Ich pierwszy pocałunek był bardzo niezręczny, bo Nimfadora potknęła się o wystający kamień na Ulicy Pokątnej i wpadła prosto w jego ramiona. Stało się to jednak tuż przed pełnią księżyca i wilk natychmiast skorzystał z okazji, co spowodowało, że zanim Remus się zorientował, już ją entuzjastycznie całował. A przecież nie byli jeszcze na żadnej randce. Przepraszał ją potem i próbował tłumaczyć swoje księżycowe objawy, ale Tonks tylko się roześmiała i stwierdziła, że gdyby wcześniej wiedziała, że wilkołaki są tak seksowne, już dawno by sobie jakiegoś znalazła. Remus zawarczał wtedy zaborczo, a dziewczyna mrugnęła do niego zawadiacko.

Nimfadora bezustannie z nim flirtowała, całowała go zawsze, kiedy znajdował się blisko niej i natychmiast mu zaufała. Przez jego pierś przeszedł przyjemny dreszcz, kiedy objęła udami jego nogi i ustawiła się w sposób, który sugerował coś oczywistego. Jej gorące usta przekazywały identyczną wiadomość: Ufam ci. Pragnę cię.

Remus jednak nie ufał sobie. Jeden nieostrożny ruch, moment utraty kontroli i wiedział, że ją oznaczy, zanim będzie miał okazję wytłumaczyć, co to w ogóle oznacza. A biorąc pod uwagę, że była Blackiem – i w dodatku kuzynką Syriusza – była szansa, że uzna podgryzanie w trakcie seksu na coś fajnego.

- Wiesz, Remusie – szepnęła, poprawiając sposób, w jaki siedziała. – W jakiś sposób wysyłasz do mnie sprzeczne sygnały.

- To znaczy? – Lupin próbował złapać oddech.

- No cóż… - Pochyliła się i musnęła ustami jego ucho, a przez jego pierś ponownie przebiegło drżenie. – Siedzę na twoich kolanach i mam pod sobą twarde dowody na to, że pragniesz mnie tak mocno, jak ja ciebie, a jednak się powstrzymujesz. Dlaczego? Chodzi o różnicę wieku? Wiesz, że mi to nie przeszkadza.

- Nie – Remus potarł twarz dłońmi. – To znaczy, tak, trochę mi to przeszkadza, ale nie o to chodzi…

- Chodzi o wilka? Lepiej powiedz, że chodzi o wilka, bo jeżeli znowu wspomnisz o pieniądzach, zaknebluję cię – powiedziała groźnie, przypominając im obojgu ich pierwszą prawdziwą kłótnię. Obraził się wtedy na nią, bo nalegała na kolację w drogiej restauracji. Wiedział, że było to miejsce, na które go zwyczajnie nie stać. Ona jednak stwierdziła, że zapłaci za nich oboje, na co Remus zdecydował się spędzić wieczór użalając się nad sobą i przeklinając ostro ustawę przeciw wilkołakom i jakąś sukę nazwiskiem Umbridge, która ją napisała.

- A może i tak cię zaknebluję? – Nimfadora uśmiechnęła się przebiegle. – Zwiążę cię. Naprawdę nieźle mi wychodząc Zaklęcia Związania.

Jej uśmiech się poszerzył, kiedy usłyszała, że Remus zawarczał.

- O, wilkowi chyba się podoba ten pomysł – pocałowała go mocno i otworzyła oczy, patrząc na niego orzechowymi tęczówkami. Remus poczuł, jak wilk przejmuje kontrolę i Nimfadora odsunęła się lekko, wyglądając na zadowoloną z siebie. – Tu się kryje mój piękny, złotooki chłopiec.

Remus poruszył biodrami w bardzo sugestywny sposób i Tonks krzyknęła cicho.

- Chyba jednak nie chłopiec.

- Ale nie do końca człowiek – przygryzła dolną wargę. – Podoba mi się to.

Remus zmarszczył brwi.

- Nie jestem taki, jak inni.

- Nie bardziej, niż ja – palcem dotknęła jego zmarszczonego czoła. – Lubię wilka. Lubię czarodzieja. Dla mnie są tą samą osobą. Więc daj sobie spokój z wymyślonymi problemami. Lubię cię, pragnę cię i nie zamierzam się z tobą kłócić. Nie jesteś przecież dużym, złym wilkiem, który chce pożreć niewinną dziewicę.

- Jest… - Westchnął. – Jest wiele rzeczy, których o mnie nie wiesz. Jesteśmy ze sobą dopiero od miesiąca.

- Ale jaki cudowny był ten miesiąc! I, szczerze mówiąc, na pierwszej randce byliśmy w marcu.

Remus prychnął, opierając się wygodnie o kanapę. Założył ręce za głowę, żeby chociaż przez chwilę nie trzymać ich na jej ciele.

- Tak, pamiętam tamten dzień. Śledziłem cię na Ulicy Pokątnej, a ty zaprosiłaś mnie na frytki i piwo kremowe, po czym opowiedziałaś mi całą historię mojego życia, którą doskonale znałaś. Strasznie romantycznie.

- Nadrabiasz od tamtej pory. Podlewasz kwiatki, którym ja zapomnę dać wody, zostawiasz mi na pół-zjedzone czekoladki i raczysz mnie poezją, której nie rozumiem. Musisz uważać, Remusie Lupin, bo dziewczyna może się przyzwyczaić do takiego traktowania. A co będzie, jeśli zdecyduję, że nigdy cię nie zostawię?

Spojrzał na nią, na swoją partnerkę, na dziewczynę, na którą tak długo czekał. Osiemnaście lat, żeby poznać jej imię. Dwadzieścia dziewięć lat, żeby zobaczyć ją na własne oczy. Trzydzieści cztery lata, jedenaście miesięcy i dwadzieścia dwa dni, żeby z nią porozmawiać. Była jego całkowitym przeciwieństwem. I jednocześnie była idealna.

- Kocham cię – szepnął nieświadomie, zagubiony w myślach.

Fioletowe włosy Nimfadory natychmiast zmieniły barwę na ogniście czerwoną, a jej orzechowe oczy stały się niebieskie. Szczęka jej opadła i spomiędzy otwartych ust wymknęło się ciche „wow".

Jęknął, kiedy uświadomił sobie, co powiedział.

- Przepraszam… Nie mogę… Nic nie mogę na to poradzić. I nie chodzi o pozycję, w jakiej się właśnie znajdujemy. Ani o to, że jesteś taka śliczna, bo przecież jesteś.

Spojrzał na nią, na jej zarumienione policzki, na jej źrenice, rozszerzone z podniecenia, na niewielką bliznę na jej czole, którą mogła przecież ukryć, ale tego nie robiła. Stracił na chwilę wątek.

- I nie chodzi o to, że pachniesz jak ciasteczka – wziął głęboki oddech i jego własne oczy błysnęły złotem, gdy poczuł zapach swojej prywatnej Amortencji. – Bo pachniesz. Jesteś po prostu… Idealna.

Prychnęła.

- Nie jestem. O wszystko się potykam.

- Ja cię złapię. Kocham cię łapać.

Uśmiechnęła się do niego.

- Jesteś niepoprawnym romantykiem, prawda?

- Największym na świecie.

Na moment zatopiła się w myślach, po czym uśmiechnęła się słodko i przesunęła kciukiem po jego dolnej wardze. Spodobało jej się, gdy go ucałował.

- Myślę, że ja też cię…

- Przestań – przerwał jej Remus. – Nie musisz mi tego mówić tylko dlatego, że ja to powiedziałem. Nie chcę cię zmuszać do deklarowania czegoś, czego nie…

- Zamknij się, Remusie. Ja też cię kocham.

Jego oczy musiały znowu zmienić kolor, bo Nimfadora uśmiechnęła się i sama pozwoliła, żeby jej tęczówki przybrały barwę starego złota, praktycznie świecącego w ciemnościach.

Zadrżał na ten widok i mocno zacisnął dłonie na jej biodrach. Dopiero wtedy zauważył, że jego ręce nie były już splecione za głową.

- Musimy porozmawiać o kilku rzeczach, jeśli chcemy iść na całość – powiedział jej, jednocześnie obracając ją w taki sposób, że teraz leżała na kanapie, przygwożdżona do niej jego ciężarem. – Może się zdarzyć, że… Stracę kontrolę.

Nimfadora wyszczerzyła zęby.

- A kto powiedział, że nie chcę, żebyś stracił kontrolę?

Wilk zawył z radości, a Remus uśmiechnął się i jego wargi nakryły jej usta w gorącym pocałunku. Ułożył się wygodnie między jej udami i roześmiał jak idiota, kiedy poczuł, że jej palce przeczesują jego włosy.

- LUNATYKU!

Remus natychmiast oderwał się od dziewczyny i z przerażeniem w oczach odsunął od niej.

- Kurwa mać!

- Kto to?

Remus podniósł wzrok w momencie, kiedy Syriusz wszedł do salonu. Był dozgonnie wdzięczny wszystkim bogom, że on i Nimfadora byli nadal ubrani.

- Przepraszam! – Zachichotał Syriusz, ale nie odwrócił wzroku.

- Wynoś się – warknął Remus.

- Syriusz Black? – Wyrzuciła z siebie Nimfadora, odsuwając się od Remusa.

- Cholera – Syriusz westchnął. – Słuchaj…

Wyciągnął różdżkę ze swojej szaty.

- Na pewno jesteś miłą dziewczyną i nie chcę rzucić na ciebie Zaklęcia Zapomnienia, ale jestem ściganym człowiekiem i nie mogę pozwolić, żebyś… - Urwał, kiedy włosy dziewczyny zmieniły kolor z czerwonego na fioletowy. Westchnął na ten widok. – Mała Tonks?

Odwróciła głowę w kierunku Remusa, patrząc na niego z wściekłością. Zepchnęła go całkowicie na bok, co sprawiło, że zleciał z kanapy i wylądował na podłodze.

- Przez cały ten czas wiedziałeś, gdzie jest Syriusz Black?

Syriusz w międzyczasie pochylił się nad przyjacielem i wbił w niego oskarżycielskie spojrzenie.

- Posuwasz moją małą kuzyneczkę?

Remus przenosił wzrok między nimi obojgiem i dostrzegł, że włosy Nimfadory zmieniły kolor na czarny, a oczy stały się identycznie szare, jak oczy Syriusza. Rodzinne podobieństwo. Przerażające rodzinne podobieństwo.

- Ja… Ja… Nie jestem w stanie mierzyć się przeciwko dwóm Blackom jednocześnie! Czy któreś z was nie może być po mojej stronie?

Czarownica odpuściła jako pierwsza i zwróciła się ku Syriuszowi.

- Na Merlina, Syriuszu… Jesteś… Wyglądasz… - Uśmiechnęła się i objęła kuzyna. – Wyglądasz jak gówno.

Syriusz odpowiedział uśmiechem i oddał uścisk.

- A ty wydoroślałaś – odsunął ją od siebie, żeby się jej przyjrzeć.

Remus wstał i otrzepał dłonie o spodnie. Złapał spojrzenie Syriusza ponad ramieniem Nimfadory.

- Powiedzmy, że wydoroślałaś – Black wykrzywił się do przyjaciela.

- Nimfadora jest dorosłą kobietą – bronił się Lupin.

- Nie nazywaj mnie Nimfadora – wtrąciła Tonks.

- Jesteś stary – wytknął Syriusz.

- Mi wypominasz wiek? – Remus prychnął. – Przynajmniej ona jest pełnoletnia!

Oczy Syriusza pociemniały.

- To był cios poniżej pasa, Luniaczku. Tonks to moja mała kuzynka.

- Ma dwadzieścia dwa lata!

- A ty trzydzieści cztery!

- Świetnie, wszyscy potrafią liczyć – Nimfadora wskoczyła między nich i klasnęła w dłonie. – Opłaca się siedem lat nauki w Hogwarcie, prawda?

Popchnęła Remusa na kanapę i usiadła mu na kolanach, stając się tarczą dla ataków swojego nadopiekuńczego kuzyna.

- Jak ci się udało uciec z Azkabanu? Dlaczego w ogóle tam trafiłeś? Kto naprawdę zabił tamtych Mugoli? Bo jestem pewna, że to nie byłeś ty! I gdzie się podziewałeś przez ostatnie dwa lata.

Syriusz prychnął na widok Nimfadory siedzącej wygodnie na kolanach Lupina.

- Jestem Animagiem. Wrobili mnie. Peter Pettigrew. Byłem tu i ówdzie – odpowiedział na wszystkie pytania. – Ale uważam, że są ważniejsze rzeczy, którymi trzeba się zająć. I nie mogę uwierzyć, że to powiem, ale fakt, że moja cholerna kuzynka jest twoją przeznaczoną partnerką wcale nie jest najważniejszy.

Remus zbladł.

- Słucham? Partnerka? – Nimfadora obróciła się i spojrzała w twarz Lupina. – Samica wilkołaka? To nie jest mit?

Syriusz skrzywił się, zdając sobie sprawę z tego, co zrobił.

- O… Kurde.

Remus rzucił przyjacielowi mordercze spojrzenie.

- Jesteś dupkiem niepojętego formatu, Łapo.

Nimfadora szeroko otworzyła oczy.

- Jestem ci przeznaczona?

- Nie powiedziałeś jej? – Zapytał Syriusz.

Remus zazgrzytał zębami.

- Wychodzi na to, że nie.

Spodziewał się, że odskoczy od niego i wybiegnie, zatrzaskując za sobą drzwi, ale ona tylko uderzyła go w pierś. Mocno.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? Czekaj… To dlatego mnie śledziłeś, zanim zaczęliśmy się spotykać?

Syriusz parsknął śmiechem.

- Cóż za klasa, Luniaczku.

- Nie osądzaj mnie, ty pieprzony hipokryto! – Warknął Remus. – Chcesz mi powiedzieć, dlaczego czuć od ciebie czarownicą, którą obaj znamy?

Syriusz opuścił wzrok i przestąpił z nogi na nogę.

- Nie muszę ci się tłumaczyć, skoro właśnie zastałem cię uprawiającego seks z moją kuzynką.

- Nie uprawialiśmy seksu!

- Jeszcze nie – dodała cicho Nimfadora.

Remus spojrzał na nią, zdziwiony.

- Naprawdę?

Syriusz strzelił palcami przed jego nosem.

- Skup się!

- Czekaj… Jesteś w stanie wyczuć na nim zapach innej czarownicy? – Zapytała Nimfadora z zaciekawieniem.

- To nie tak, jak myślisz – powiedział Syriusz. – Ona mnie tylko głaskała.

Nimfadora roześmiała się i odkaszlnęła.

- No… Cóż… Fajnie miałeś.

Syriusz westchnął, sfrustrowany.

- To nie tak…

- Łapo! – Przerwał mu ostro Remus. – Co tu robisz?

Radosna mina Syriusza zniknęła w mgnieniu oka, zastąpiona pociemniałym spojrzeniem. Ta zmiana sprawiła, że w żołądku Remusa uformowała się lodowata kulka.

- Voldemort wrócił.