Od tłumaczki: Zostajemy w temacie Syriusza, Remusa i Tonks. Tworzą takie ładne, zgrane trio. Hermiona wróci za tydzień. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 114 – DOMEK, SŁODKI DOMEK

3 lipca 1995

Syriusz patrzył beznamiętnie na dom. Pomiędzy numerami jedenaście i trzynaście wznosił się ponury budynek z oskrobanymi drzwiami i zwichrowanymi oknami, który wydawał się mężczyźnie jeszcze gorszym więzieniem od Azkabanu. Policzył, ile razy nieomal zginął w więzieniu i doszedł do wniosku, że żaden z tych razów nie był tak paskudny, jak jego ostatnie chwile spędzone w rezydencji przy Grimmauld.

Nie odrywając oczu od budynku, który pojawiał się znikąd między otaczającymi go domami – już rzucono Zaklęcie Fideliusa – złapał mocno za ramię Remusa.

- Lunatyku, pamiętasz, jak na szóstym roku ukradliśmy dziewczynom ich bieliznę? Powiedziałeś mi wtedy, że zrobisz wszystko, bylebym tylko nie popełnił ponownie głupstwa takiego kalibru.

- Pamiętam.

- A zatem dlaczego właśnie stoimy przed domem moich rodziców? – Jęknął, nagle świadomy, że nogi same niosą go na próg. Dłoń sięgnęła ku jego ramieniu i Syriusz odetchnął, czując przy sobie spokojną obecność Tonks.

- Bo w momencie niecodziennej hojności, zaproponowałeś to miejsce Dumbledore'owi jako kwaterę główną Zakonu – przypomniał mu Remus, otwierając stare drzwi.

Zaatakował ich smród kurzu, brudu i pleśni. Syriusza i Remusa odrzuciło. A Tonks w ogóle to nie obeszło.

Black potrząsnął z niedowierzaniem głową.

- Co ja sobie, kurwa, myślałem?

- Że potrzebujemy bezpiecznej kryjówki. Prawdopodobnie dotarło też do ciebie, że Dumbledore w jakiś dziwny sposób przekonał naród goblinów, żeby nie zwracali uwagi na twój status skazańca i przekazali ci ponownie kontrolę nad twoimi skarbcami. Nie informując o tym Ministerstwa – wyjaśnił pogodnie Lupin.

Syriusz odetchnął z ulgą.

- Dobrze jest znowu mieć pieniądze.

W jakiś sposób, chociaż Syriusz nie do końca wiedział, jaki, Dumbledore'owi udało się odzyskać dostęp do skarbców rodu Blacków. Oczywiście, on osobiście nie miał do nich dostępu – w końcu był ścigany listem gończym. Ale dobrze było znowu mieć pieniądze. Na szczęście, Remus nigdy nie miał nic przeciwko wycieczce na Ulicę Pokątną. Narzekał jedynie na to, że za każdym razem Syriusz nalegał, żeby kupił coś dla siebie. Nie chcąc nadwyrężać uprzejmości przyjaciela, Remus zwykle kupował sobie jakieś słodycze. Miało to tę zaletę, że nabrał trochę ciała.

- Powinieneś doceniać fakt, że gobliny gówno obchodzi, co się dzieje w magicznym prawie. Nie interesuje ich kto jest, a kto nie jest poszukiwany – zauważył Syriusz. – Dopóki pamiętasz, żeby odpalić im ich działkę. Co takiego dał im Dumbledore?

Remus lekko wzruszył ramionami, przestępując próg budynku.

- Podobno twoja matka miała w swoim prywatnym skarbcu broń i biżuterię zrobioną przez gobliny. Pracownicy Gringotta wpadli w uniesienie, kiedy odzyskali swoje utracone skarby.

Syriusz prychnął.

- Gobliny są szczęśliwe, Dumbledore jest szczęśliwy. Wszyscy są szczęśliwi. Poza mną.

Tonks poklepała kuzyna po ramieniu.

- Spójrz na to z innej strony. Przynajmniej nie musisz już uciekać i nie będziesz głodował.

- Nie – zmarszczył brwi. – Zamieniłem jedno pierdolone więzienie na inne.

Zwrócił uwagę na spory obraz z zaciągniętymi czarnymi zasłonami. Kilkoro członków Zakonu przez ostatnie dni doprowadzało dom do stanu używalności. Jedną z pierwszych rzeczy, na które się natknęli, był portret Walburgi i Syriusz został już ostrzeżony, że nosi on niesamowite podobieństwo do jego matki. Szczególnie, jeśli chodziło o zasób słownictwa. Ta chwila, kiedy dotarło do niego, że matka zmarła, kiedy on gnił w Azkabanie, była jedną z najpiękniejszych chwil na wolności, a jednak teraz… Wiedząc, że ona nadal jest w tym domu, czuł się jak małe dziecko.

Częściowo pamiętał, jak bardzo bawiło go irytowanie jej. Jak łatwo mu to przychodziło. Pamiętał również te wszystkie zawstydzające Wyjce, które przysyłała do Hogwartu. Pamiętał, jak zamykała go w pokoju i głodziła całymi tygodniami. Jak zmusiła go, żeby Krwawym Piórem wyrył sobie na skórze słowa rodu Blacków.

Syriusz z trudem przełknął ślinę i opanował swoje emocje. Był dorosłym człowiekiem, miał ponad trzydzieści lat i nie pozwoli, żeby pieprzony obraz działał mu na nerwy.

- Obiecaj mi, że będziesz mnie odwiedzał… Często – poprosił cicho Remusa.

Remus uśmiechnął się do przyjaciela i odciągnął od ściany z portretem.

- Poza misjami dla Zakonu, będę siedział z tobą całymi dniami w tym domu. Obiecuję, Łapo.

Ta informacja załagodziła napięte nerwy Syriusza.

- Masz moje rzeczy? – Spojrzał na Remusa, który wyciągnął z kieszeni maleńki kufer i powiększył go machnięciem różdżki. – Chcę się rozpakować. Muszę się przekonać, czy moja kochana, martwa mamusia nie zmieniła mojej starej sypialni w ołtarz, na którym składała w ofierze Mugoli i kąpała się w ich krwi. Dla urody, rzecz jasna.

- Bez obrazy, Łapo, ale pamiętam twoją matkę – zaczął Remus z twarzą wykrzywioną z obrzydzenia.

Syriusz prychnął, zadowolony, że ktoś nadal ma humor.

- Nie powiedziałem, że kąpiel we krwi Mugoli działa. Jesteście pewni, że to miejsce jest czyste? – Black przesunął palcem po barierce przy schodach i skrzywił się, czując brud.

- Zależy, co masz na myśli, pod pojęciem „czysto" – powiedziała Tonks, opierając się o ścianę. – Oczyściłam to miejsce razem z Kingsleyem i Szalonookim. Potrzebowali, żeby towarzyszył im ktoś z krwią Blacków, żeby zdjąć z tego miejsca czary ochronne. Ale kiedy w poszukiwaniu czarnomagicznych artefaktów stłukłam jakiś wazon, kazali mi czekać na nich na ganku.

Dziewczyna wywróciła oczami i przeczesała dłonią swoje długie, aktualnie niebieskie włosy.

- Powiedzieli, że na pewno wpadnę na jakiś przeklęty artefakt. A tak w ogóle, w tym miejscu coś się zalęgło. Głównie chochliki, ale Kingsley uważa, że na wyższych piętrach czai się bogin. Na szczęście, nie znaleźliśmy żadnych aktywnych czy uśpionych klątw.

- To dobrze – wymamrotał Syriusz i zaczął wspinać się po schodach. – Niedługo do was wrócę. Lunatyku, zerknij na piwnicę. Sprawdź, czy damy radę ustawić jakąś klatkę na pełnie księżyca.

Remus westchnął ciężko, obserwując oddalającego się przyjaciela.

- Tak zrobię. Odpocznij, Łapo.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Zszedłszy do piwnicy, Remus skorzystał z Uroku Lewitacji i wielu zaklęć czyszczących, żeby odsunąć pudła, skrzynki i brud zalegające na podłodze. Pomimo starań, na ścianach i tak pozostało kilka warstw kurzu. Mężczyzna przespacerował się wzdłuż i wszerz pomieszczenia, sprawdzając wytrzymałość kamienia, budującego ściany. Jednocześnie liczył kroki, mierząc odległości.

- Powiesz mi, o co chodzi? – Zapytała Nimfadora.

Remus podrapał się po głowie.

- Nie powinienem mieć tutaj żadnych problemów. Ten kąt nadaje się na postawienie klatki.

- Klatki? Zamierzasz zamknąć się w klatce?

Próbował zignorować jej zdumienie. Czasami jednak zastanawiał się, czy świadomość jego choroby nie jest przypadkiem pochowana głęboko w jej umyśle. A teraz musiała świadomie stawić jej czoła.

- Tak będzie najbezpieczniej dla wszystkich. Ustawimy czary ochronne u szczytu schodów. Albo nie – zerknął na drogę, którą tu przyszli. – Ustawimy je zarówno u szczytu, jak i u dołu schodów. A Syriusz będzie ze mną w postaci Animaga, jako dodatkowy środek uspokajający.

- A co ze mną?

Remus prychnął i nieświadomie rzucił jej wrogie spojrzenie.

- Osobiście wolałbym, żebyś podczas pełni księżyca znajdowała się na innym kontynencie.

Nimfadora stanowczym ruchem położyła sobie dłonie na biodrach i odpowiedziała identycznym spojrzeniem. Musiał się od niej odwrócić. Zdecydował się skoncentrować na podłodze i zacząć obliczać rozmiary klatki.

- Remusie, jestem w pełni wykwalifikowanym Aurorem.

- Więc powinnaś wiedzieć, dlaczego tak mówię, Nimfadoro.

Wiedział, że nie powinien był jej nazywać pierwszym imieniem, ale „Tonks" brzmiało w jego ustach niepoważnie, szczególnie biorąc pod uwagę to, co ich łączyło. Często w ogóle nie korzystał z jej imienia, zwracając się do niej bezosobowo, chyba, że się zapomniał lub chciał zwrócić jej uwagę. Jak teraz.

Minął, na szczęście, ten okres, kiedy Remusa otumaniał zapach ciasteczek i słodki dźwięk jej śmiechu. A przynajmniej potrafił się skoncentrować na innych rzeczach, kiedy mówili o jej bezpieczeństwie. Nic nie było dla niego ważniejsze. Mógł nieświadomie zranić jej uczucia, ale jeśli dzięki temu pozostanie cała i zdrowa, nie liczył się z tym.

- Dumbledore twierdzi, że Severus znowu zacznie warzyć dla mnie Wywar Tojadowy, ale na wszelki wypadek powinniśmy mieć pod ręką spory zapas Eliksiru Uspokajającego i Wyciągu z Dyptamu. Do tego standardowe ilości Eliksiru Uzupełniania Krwi – odhaczał w myślach listę niezbędnych eliksirów, celowo nie zwracając uwagi na jej zszokowaną twarz. – Nie jestem dobry w uzdrawianiu. Syriusz też sobie z tym nie radzi. Jestem ciekawy, czy pani Pomfrey mogłaby od czasu do czasu…

- Remusie, jak źle to wygląda? – Przerwała mu szeptem.

Potrzebował kilku minut, żeby zebrać się w sobie, bo doskonale wiedział, o co ona pyta: o ból.

Jego rodzice obserwowali, jak się zmieniał, gdy był młodszy, ale po kilku pełniach zaczęli zamykać go w piwnicy samego, bo nie mogli znieść widoku. Tak było łatwiej – przynajmniej im. Nawet w Hogwarcie, gdzie podczas każdej pełni księżyca towarzyszyli mu Mia, James, Syriusz i Peter, na czas transformacji zamykał się sam. Oni stali po drugiej stronie drzwi, słuchając jego krzyków i łkań podczas bolesnej przemiany. Od dziesięcioleci nikt nie widział go podczas transformacji poza sytuacją z zeszłego roku, kiedy Syriusz, Harry, Ron i Hermiona znaleźli się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze. Spróbował skupić się na strachu widocznym na ich twarzach, usilnie odpychając od siebie wspomnienie litości, która szybko zajęła miejsce ich przerażenia.

- Zależy od Wywaru Tojadowego – przyznał w końcu. – Obecna sytuacja nie jest najlepsza: jestem w nowym miejscu, które będzie regularnie odwiedzane przez różnych ludzi. Nie wspominając o samej klatce… Ale dopóki moja kobieta jest bezpieczna, a członkowie mojej watahy są ze mną, powinno być dobrze.

- Twojej watahy?

- Tak. Syriusz i… - Zawahał się, gdy zrozumiał, że się zagalopował. Czy on przez cały czas miał watahę? Syriusz cały czas był jej częścią, oznaczony od ponad siedemnastu lat. I chociaż Lunatyk rozpoznawał Tonks i Harry'ego jako członków watahy, Remus myślał o Hermionie, kiedy o nich mówił. O Hermionie, którą Lunatyk nadal uznawał za swoją Betę. – To długa historia.

- Cóż – Nimfadora usiadła na brzegu najbliższej skrzyni. – Nie powiedziałeś mi do tej pory nic o tym, co znaczy bycie samicą przeznaczoną wilkołakowi. Planujesz zdradzić mi swoje tajemnice?

- Odpowiem na każde twoje pytanie.

- Skąd wiesz, że nią jestem? – Wyrwało jej się bezwiednie.

W tym momencie zdał sobie sprawę, że Tonks musiała zrobić sobie całą listę pytań, na które chciała usłyszeć odpowiedzi.

- Wyczuwam to. Między nami wytworzyła się więź. Magiczne stworzenia widzą ją, w przeciwieństwie do czarodziejów i czarownic. Jest podobna do więzi, jaka łączy mnie z członkami mojej watahy, ale jest… Ważniejsza. Bardziej treściwa.

- I to sprawia, że jesteśmy… Małżeństwem?

Otworzył szeroko oczy, przerażony tą implikacją.

- Nie! Więzi są… Skomplikowane. Szczególnie, jeśli chodzi o wilkołaki. Więzi muszą być przygotowane poprzez uczucia, sprowokowane przez magiczną lub fizyczną intencję i zapieczętowane… - Urwał, a na jego policzkach pojawił się zdradliwy rumieniec. Unikał jej wzroku. – Normalne więzi są pieczętowane rytuałem, zwykle ceremonią zaślubin, ale z wilkołakami jest inaczej.

- Jak?

Westchnął i złapał w dwa palce grzbiet swojego nosa.

- Musiałbym wejść z tobą… W intymną relację.

- To nie brzmi źle – Nimfadora zachichotała, zadowolona z jego słów.

Remus w duchu przeklął swoje ciało za twardą reakcję na jej śmiech. Zwalczył swoje pożądanie, przypominając sobie, czym musiałaby się zakończyć wspomniana wcześniej intymna relacja.

- Musiałbym cię ugryźć.

Jej śmiech przycichł.

- To brzmi gorzej. Czy ja…?

- Nie. Przecież… Nie ugryzłbym cię w trakcie transformacji. Nie zostałabyś zainfekowana.

- Jesteś pewny?

Myśli Remusa momentalnie znalazły się przy Mii i Syriuszu w sadzie Potterów. Przełknął z trudem ślinę i odkaszlnął.

- Stuprocentowo. Ostatnim razem nic takiego się nie wydarzyło.

- Ostatnim razem? – Zmarszczyła brwi. – Miałeś partnerkę przede mną?

- Co? Nie! Nie. Chodziło mi o to… Kurwa mać. O zapieczętowanie Więzi Watahy. My… Wiele lat temu zapieczętowaliśmy Więź Watahy.

- Aha – przechyliła głowę, zastanawiając się nad czymś. Po chwili uniosła z zaciekawieniem jedną brew. – Stój… Uprawiałeś seks z Syriuszem?

- Nie! – Zaprzeczył Remus bardzo szybko. – To znaczy…

- Święta Hufflepuff! - Tonks roześmiała się głośno.

Remus potrząsnął głową.

- Nie uprawiałem seksu z Syriuszem. Była jeszcze… To znaczy… Ja pierdolę, to najgorsza sytuacja, w jakiej kiedykolwiek się znalazłem. Była z nami czarownica. Była członkiem watahy. Ja… Zapieczętowałem Więź Watahy z nią. Nie z Syriuszem. To znaczy… Syriusz tam był, ale… Nie uprawiałem z nim seksu!

- Niech ci będzie – Nimfadora uśmiechnęła się, zdecydowanie za bardzo rozbawiona. – Kim ona jest?

Remus zmarszczył brwi i odwrócił od niej wzrok.

- Remusie? – Rozbawienie zniknęło z jej głosu, kiedy dostrzegła, jaki nagle zrobił się osowiały i załamany. Wstała i położyła dłoń na jego ramieniu. – Nie będę zazdrosna. Czytałam o więziach wilkołaków i wiem, jak działa wierność w rozumieniu więzi. Jesteś dobrym człowiekiem. Nie uważam, że zostawiłbyś mnie dla którejś ze swoich byłych dziewczyn. Nie jestem zazdrosną wiedźmą. Co zdarzyło się w przeszłości, należy do przeszłości. Nie spodziewam się, że pogonisz, gdzie pieprz rośnie Charliego Weasley'a lub Donaghana Tremletta.

- Nie o to chodzi… - Urwał i spojrzał na nią spod przymkniętych powiek. – Donaghan Tremlett, mówisz? Basista Fatalnych Jędz?

- Tak. W Hogwarcie był rok wyżej, niż ja. Chodziliśmy ze sobą przez kilka miesięcy. Słyszałam, że jesienią planuje wziąć ślub.

Remusa nie zwiódł jej lekki ton. Wydawało się, że nic nie było w stanie jej zaskoczyć.

- Chodziłaś z gwiazdą rocka i Smokologiem – wymamrotał i słowa te zawisły w ciszy między nimi.

- I z wilkołakiem – dodała, stukając palcem w jego pierś. – Mam dość interesujący gust, prawda? Dodaj do tego, że najbardziej z nich trzech lubię wilka, chociaż okazał się największą cnotką.

- Ja… - Remus zamrugał oczami, zaskoczony jej słowami. – Nimfadoro…

- Nie nazywaj mnie Nimfadorą, Remusie – jej palec wylądował przed jego oczami w ostrzegawczym geście. Cechy charakterystyczne Blacków nigdy nie były u niej bardziej widocznie niż w chwilach, kiedy była zła lub zirytowana.

Remus westchnął.

- Dora?

Zastanowiła się przez moment i skinęła głową.

- Powiedz mi o tej swojej byłej dziewczynie, która jest zbyt skomplikowana.

- Mia Potter – wyrzucił z siebie Remus.

- Mia… Czy to nie była przypadkiem dziewczyna Syriusza…? – Dora uniosła brew. – Stój, Potter? Potter, tak jak Harry Potter?

Remus skinął głową.

- Ona jest… Była… Jego ciotką. Tak jakby.

- Jak to jest, że jej nie pamiętam? To znaczy, w pewnym sensie pamiętam dziewczynę Syriusza. Pamiętam, że miał dziewczynę. Wiem, że ją poznałam, ale reszta jest dość zamazana. Byłam wtedy tylko dzieckiem. Ale Potterowie byli znani – jej spojrzenie zmiękło, a jej włosy pociemniały. Remus domyślił się, że zauważyła jego cierpienie. – Przepraszam, Remusie. Wiem, że byli…

- W porządku – uspokoił ją, starając się ze wszystkich sił ignorować tępe rwanie w miejscu, gdzie powinien czuć Więź Watahy. – Mia była siostrą Jamesa. Zniknęła jesienią 1979 roku. Moody zamknął sprawę kilka miesięcy później i uznano ją za zmarłą. Dumbledore… A przynajmniej tak sądzę, że to właśnie on… Usunął jej imię ze wszystkich oficjalnych dokumentów.

Dora zmarszczyła czoło.

- Dlaczego mam wrażenie, że to nie jest koniec tej historii?

Remus westchnął i przeczesał palcami włosy.

- Co wiesz o Zmieniaczach Czasu?

Godzinę później oboje siedzieli oparci o kamienne ściany piwnicy w miejscu, gdzie w przyszłości stanie klatka Remusa. Mężczyzna nerwowo patrzył na swoją partnerkę, przygryzając wargę i pozwalając lewej nodze podrygiwać. Ona zaś miała zamyśloną minę, próbując przetworzyć wszystkie informacje, którymi ją nakarmił. Zarzucił ją wspomnieniami i historiami, zbieranymi przez dwadzieścia lat, dotyczącymi Hogwartu i tego, co działo się po nim.

Opowiedział jej o Mii.

Powiedział jej wszystko, co o niej wiedział, co mogło stać się przydatne. I jeszcze trochę ponad to.

- Aha…

Remus tylko patrzył na nią, czekając na jakąś reakcję. Spodziewał się, że będzie przynajmniej zaskoczona, może nawet podejrzliwa.

- Nie wierzysz mi? – Zapytał, widząc, że dziewczyna jest tylko zamyślona.

- Nie. Wierzę ci.

- Uważasz mnie za okropnego pedofila? – Drążył.

- Niby czemu? Przecież była w twoim wieku, kiedy ze sobą chodziliście, prawda? – Skinął głową, potwierdzając jej słowa. – Nie mogłeś nic poradzić na to, że ona pewnego dnia zniknie i pojawi się wiele lat później jako twoja trzynastoletnia uczennica. Jak się wtedy czułeś? Jako jej nauczyciel?

- Prawie tak samo źle, jak wtedy, kiedy jako osiemnastolatek dowiedziałem się, że przeznaczona mi kobieta ma dopiero pięć lat – stwierdził i ukrył twarz w dłoniach.

- A więc to dlatego byłeś chory zawsze, kiedy was odwiedzałam! Mia wiedziała?

Remus skinął głową, nie patrząc na nią.

- Znała nas oboje. Przynajmniej tyle mi powiedziała. Przybiegła do mojej sypialni za pierwszym razem kiedy ty i twoja mama przyszłyście odwiedzić Syriusza – przypomniał sobie ten dzień i roześmiał się. – Zatrzymała mnie w komnacie, powiedziała mi, kim jesteś i uświadomiła mi, że muszę pozostać w ukryciu, bo inaczej zacząłbym cię śledzić po całej Ulicy Pokątnej.

- Ojej – Dora odciągnęła jego ręce od twarzy i zaczekała, aż na nią spojrzy. Przeczesała palcami jego włosy i uśmiechnęła się, kiedy jęknął z zadowolenia, gdy podrapała go lekko za uchem. – Ja bardzo lubię śledzącego mnie, ślamazarnego Remusa. Bardzo źle mu wychodzi śledzenie ludzi.

Remus spojrzał na nią obojętnie.

- Cieszę się, że moja obsesyjna natura tak bardzo ci się podoba.

- Powinno cię to cieszyć. Czy Mia… To znaczy, Hermiona, zamierza tu przybyć? – Zapytała Dora, po czym kontynuowała, gdy Remus skinął głową. – Dasz sobie z tym radę? Na Merlina! Czy Syriusz da sobie z tym radę?

Remus zrozumiał, dlaczego nagle patrzyła na niego z przerażeniem. Syriusz – na pół oszalały i wiecznie balansujący na krawędzi – zostanie zmuszony do przebywania w jednym miejscu z osobą, z którą łączy go Więź Duchowa. Problem w tym, że ta osoba była na razie niepełnoletnia, a w dodatku nie miała pojęcia o łączącym ich uczuciu. Sama świadomość takiego stanu rzeczy była nie do zniesienia.

- Nie rzuci się na nią, możesz mi wierzyć – zapewnił ją. – Obiecał mi, że patrzy na nią wyłącznie jak na coś, co może się zdarzyć w przyszłości. Jak na coś potencjalnie dobrego. Ich Więź Duchowa nie dopuści do tego, żeby ją skrzywdził. Obawiam się jednak o jego zdrowie psychiczne. Kiedy Mia zniknęła, Syriusz… Coś w nim pękło.

Przypomniał sobie tamtą noc, kiedy Black upił się do nieprzytomności i wpadł w śpiączkę.

- Świadomość, że Mia żyje, dała Syriuszowi nadzieję. Ale… Ona nic nie wie. A on musi trzymać język za zębami i udawać, że jej nie kocha.

- Tak, jak ty – stwierdziła Dora.

Potrząsnął przecząco głową.

- Ja nie…

- Wszystko w porządku – uśmiechnęła się do niego, usiadła na jego kolanach i położyła jego ręce na swojej talii. – Rozumiem. Co prawda, nie rozumiem jeszcze wszystkiego na temat więzi i wilkołaków, ale wyczuwam to.

Pochyliła się nad nim i lekko ucałowała czubek jego nosa.

- Na początku nie wiedziałam, że to, co czuję przy tobie, to właśnie więź, ale teraz to ma sens. Może i mam spory temperament, ale nie wskakuję do łóżka każdemu mężczyźnie, z którym się spotykam.

- Przecież nie poszliśmy do łóżka!

- Wiem. Zaczynam sądzić, że się ze mną drażnisz – mrugnęła do niego zawadiacko i położyła palce na jego wargach, kiedy je otworzył, żeby zaprotestować. – Pozwól, że to wyjaśnię. Czuję coś do ciebie, Remusie. Zaufanie i coś… Coś głębszego.

Zarumieniła się uroczo i Remus ucałował jej palce, nadal spoczywające na jego wargach.

- Kocham cię. I jestem tego pewna, chociaż znam cię krócej niż rok. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak wiele łączy cię z dziewczyną, z którą dorastałeś, w której się kiedyś zakochałeś, z którą dzieliłeś życie. Która była twoją kochanką i przyjaciółką. Wiedzieć, że ona nie wie, kim ty jesteś… Być zmuszonym czekać…

Przyciągnął ją do siebie i zanurzył twarz w jej włosach. Odetchnął jej zapachem i pozwolił, żeby ten aromat ukoił jego nerwy.

- Boli, jak jasna cholera – przyznał cicho, niewypowiedzianie wdzięczny, że miał obok siebie kogoś takiego, jak Dora, osobę, która bezwarunkowo go rozumiała. – Syriusz zawsze był jednym z moich najlepszych przyjaciół, ale to właśnie Mia stanowiła dla mnie namiastkę szczęścia i poczucia spełnienia, które mogłem znaleźć dopiero… Przy tobie. Nazywała mnie swoją bratnią duszą. Mówiła, że oddała mi serce, a Syriuszowi duszę.

- Brzmi jak wielka romantyczka. Tak, jak ty.

- Już nie patrzę na nią w ten sposób. Jak na przedmiot swoich uczuć. Teraz już nie – odchylił się i spojrzał w oczy Dory. – I już nigdy nie będę. Od kiedy dowiedziałem się, kim jesteś, na żadną kobietę nie patrzyłem w ten sposób.

Odpowiedziała szerokim uśmiechem.

- Zrobię, co mogę, żeby pomóc. Będę na nią uważać i postaram się utrzymywać Syriusza przy zdrowych zmysłach, kiedy będę w pobliżu. Przeżyjemy całą tę wojnę, ty wypełnisz warunki swojej Wieczystej Przysięgi i odeślesz ją w przeszłość, a potem będziemy tylko czekać z nadzieją na jej powrót. A skoro już jesteśmy przy Przysiędze, podobno mogłeś opowiedzieć to wszystko wyłącznie osobom, które wiedziały o Mii lub Syriuszowi. Jak to możliwe, że przeżyłeś zdradzenie mi tych wszystkich tajemnic?

- Jesteś mi przeznaczona – Remus uśmiechnął się i przytulił się mocniej do zagłębienia między jej szyją i obojczykiem. – Nasza magia jest ponad wszystkim innym, nawet Wieczystą Przysięgą.

Pociągnęła go lekko za włosy i odsunęła jego głowę od swojego karku. Pochyliła się nad nim i pocałowała go. Warknął krótko, kiedy poczuł jej język na swoich wargach. Jego dłonie przesunęły się z jej bioder na krągłe pośladki.

I właśnie tę czarowną chwilę przerwał po chwili morderczy wrzask.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Co się dzieje? – Krzyknął Remus, wbiegając po schodach.

Syriusz ze złością przyłożył palce do nosa.

- Ten pieprzony skrzat domowy ma jakiś atak!

Rzeczywiście, po podłodze, tuż przed nogami dwóch mężczyzn, tarzał się Stworek. Wokół jego pasa przewiązany była kawałek brudnego materiału, który podczas każdego ruchu skrzata domowego wydzielał ohydny odór. Syriusz i Remus skrzywili się z obrzydzeniem.

- On wrócił! Pan, ten rozwydrzony bachor, nie powinien był wracać! Biedna ta moja pani! Co powinien zrobić Stworek? Stworek służy szlachetnemu i starożytnemu rodowi Blacków, ale jego pan jest zdrajcą krwi, plamą na honorze swojego szlachetnego rodu! Biedna moja pani!

Remus przez moment patrzył bez słowa na skrzata.

- Co się stało?

- Staram się robić to, co sugerował Dumbledore i chciałem być dla niego miły.

- Więc dlaczego wali łbem o ścianę? – Tonks zbliżyła się do nich, z zainteresowaniem obserwując, jak Stworek przestał udawać atak szału i przeszedł do karania siebie.

- Wychodzi na to, że przyjmowanie uprzejmych poleceń od plamy na honorze rodu Blacków jest sprzeczne z rozkazami, które otrzymał od mojej kochanej mamusi – wysyczał Syriusz. – Przywitałem się z nim, a on zaczął wyć i o wszystko się obijać. Na Merlina, tęsknię za Tilly.

Stworek dalej wypłakiwał sobie oczy, uderzając twarzą o poręcz schodów.

- Gdyby moja pani wiedziała, że ten zdrajca krwi wróci do domu, co by powiedziała biednemu Stworkowi? Co by zrobiła, gdyby wiedziała, że Stworek będzie musiał służyć swojemu Panu, zgniłemu owocowi wydanego przez szlachetny ród Blacków i jego brudnym przyjaciołom mieszanej krwi?

- Na twoim miejscu nikogo z obecnych nie nazwałbym brudnym. Wąchałeś się ostatnio? - Zapytała Tonks, marszcząc z obrzydzeniem nos. Skupiła się na zmniejszeniu swoich otworów nosowych.

Stworek spojrzał na nią z nienawiścią.

- Dziewczyna, która się zmienia, ośmiela się mówić do Stworka. Pachnie trochę, jak Black, ale oszukuje Stworka i niszczy skarby jego Pani!

Tonks wywróciła oczami.

- To był tylko jeden wazon. Zbiłam go przypadkiem. I nie nazwałabym tej kupy gówna skarbem. Był obrzydliwy.

- Co ja mam z nim począć? – Zapytał Syriusz, patrząc na swojego przyjaciela i kuzynkę z przerażeniem w oczach.

Remus wzruszył ramionami.

- Wydaj mu rozkaz i każ mu się zamknąć?

- Stworku, zamknij się – warknął głośno Black.

Skrzat natychmiast zamilknął, ale głośna komenda Syriusza obudziła portret Walburgi. Zasłony odsunęły się i naznaczona nienawiścią twarz kobiety natychmiast odwróciła się w kierunku Syriusza.

- Ty! Plama na honorze rodu mojego ojca! Zepsuty, zdradziecki chłopiec! Nie jesteś moim synem!

- Ja pierdolę – westchnął Syriusz, nagle czując, jak zwala się na niego cała trauma, jakiej doświadczył w wieku szesnastu lat, kiedy wyładowywała na nim swoją frustrację.

- Sprowadziłeś do mojego domu brudnych mieszańców! Hołotę! Stworzenia, które powinny padać przed nami na kolana!

- Dobrze panią widzieć, pani Black – wymamrotał Remus sarkastycznie.

- Jak śmiesz wracać do tego domu?

Syriusz posłał jej mordercze spojrzenie.

- Uwierz mi, matko, że nie był to mój pierwszy wybór. Ale, jak widzisz, wróciłem i obiecuję, że zrobię wszystko, żeby doprowadzić do ruiny twój ukochany szlachetny i starożytny ród.

- Zepsuty chłopcze! Zdradziecki chłopcze! Mój biedny Regulus był ostatnim ze szlachetnego i starożytnego rodu Blacków! On zginął w czystości, podczas gdy ty zrujnowałeś nasze dobre imię…

- Pieprząc córkę zdrajczyni krwi, Dorei Potter? – Wtrącił się Syriusz z wrednym uśmieszkiem.

- JAK ŚMIESZ?

Remus machnął różdżką i zasłony ponownie spowiły portret w ciemnościach. Wrzaski umilkły.

- No, dobrze – Syriusz odetchnął. – Wystarczy zasłonić portret i ona się zamyka. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyśleliśmy?

- Pieprzyłeś córkę zdrajczyni krwi, Dorei Potter? – Powtórzył zdumionym tonem Remus. Na jego twarzy wypisany był zawód.

Syriusz roześmiał się, czując jak w jego żyłach zaczyna krążyć adrenalina, efekt spotkania z matką.

- Widziałeś, jak ją to rozzłościło? Merlinie, dobrze było to powiedzieć. Wiem, że to było wulgarne, ale musiałem to z siebie wyrzucić, zanim pojawi się reszta. A mówiąc o reszcie, znacie jakiś sposób na zniesienie portretu do piwnicy, albo chociaż permanentne uciszenie tej staruchy? Nie chcę, żeby Harry i Hermiona usłyszeli, co ona ma do powiedzenia. Szczególnie Hermiona.

Tonks potrząsnęła przecząco głową, odpowiadając na jego pytanie. Podeszła do kuzyna i zarzuciła mu ramię na barki.

- Wszystko się ułoży, Syriuszu. Damy radę.

- Łatwo mówić. Wasza dwójka przynajmniej będzie miała coś do roboty.

- Przypominasz mi kogoś – Remus uśmiechnął się ze smutkiem.

- Wiem. Jamesa – zgodził się Syriusz. – Kurwa mać! Nie mam pojęcia, co zrobię, jeśli będę musiał się ukrywać równie długo, co James i Lily. Powinieneś był go zobaczyć blisko końca, Lunatyku. Był na granicy załamania nerwowego, a Lily była wściekła i gotowa pęknąć na zawołanie. Od razu było wiadomo, że chcą się wyrwać z tamtego domu. Sądzisz, że ja wytrzymam tak długo?

Remus poklepał przyjaciela po plecach.

- Uważam, że wytrzymasz tak długo, jak to będzie konieczne. Tak długo, jak Harry będzie cię potrzebował. A w międzyczasie postaraj się po prostu nie zwariować.

Okazało się, że „tak długo, jak to będzie konieczne" oznaczało miesiąc.