Od tłumaczki: Przed nami kilka słodko-gorzkich rozdziałów. Zbliżamy się do chwili, kiedy na moment zabraknie Syriusza – chyba pamiętacie to z oryginału? Niezbyt odpowiedni nastrój na okres przedświąteczny, ale nic na to nie poradzimy. U mnie prezenty już kupione. Mam nadzieję, że u Was też wszystko idzie po Waszej myśli. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 115 – NIEZBYT LUBIANY
2 sierpnia 1995
- Już tu są! W domu są ludzie!
Syriusz zbiegł schodami na parter rezydencji przy Grimmauld z takim uczuciem, jakby Święta przyszły w środku lata.
- Lunatyku! Tonks! Mamy gości! – Krzyknął, jednocześnie uciszając portret swojej matki, który był gotowy do wywrzaskiwania obelg pod adresem wspomnianych gości.
- Uspokój się, Łapo – zachichotał Remus, podążając za przyjacielem do przedpokoju, który zaczynał się wypełniać ludźmi o czerwonych włosach. – Jeszcze ich przestraszysz.
Lupin poklepał przyjaciela po ramieniu i zaczął witać się z przybyłymi.
Artur Weasley wystąpił przed swoją żonę i dzieci, które próbowały zmieścić się w wąskim przedpokoju razem ze swoimi ogromnymi kuframi. Wyglądał tak, jak Syriusz go zapamiętał. Tylko przybrał nieco na wadze w okolicach pasa i stracił trochę włosów na czubku głowy.
- Syriuszu, dobrze cię widzieć po tych wszystkich latach – przywitał się z gospodarzem miłym uśmiechem i wyciągniętą ręką.
Syriusz uśmiechnął się i chętnie przyjął zaoferowaną dłoń.
- Artur Weasley. Nie wiem, jak ci się odwdzięczę za zabranie swojej rodziny do Egiptu. Gdyby nie ta fotografia w Proroku Codziennym, cały czas siedziałbym w Azkabanie.
Artur zmarszczył brwi, a w jego oczach pojawiło się poczucie winy.
- Gdybym tylko wiedział…
- Ale nie wiedziałeś, Arturze – przerwał mu Black.
Artur westchnął i skinął głową.
- Mimo wszystko… Dwanaście lat. Żaden szczur nie żyje tak długo. Któregoś dnia zabrałem do pracy mojego syna, Percy'ego. To było niedługo po tym, jak Sam-Wiesz-Kto… Zniknął. Nie mam pojęcia, jak go znalazł, ale kiedy wróciliśmy z powrotem do Nory, Percy już miał szczura przy sobie. Molly kazała mi się go pozbyć, ale Percy zdążył się do niego przywiązać. Nigdy wcześniej nie miał czegoś swojego, co wcześniej nie należałoby do któregoś ze starszych chłopców. A przez pierwsze kilka lat ten szczur nie dał się dotknąć nikomu innemu, poza Percym. Powinniśmy byli coś podejrzewać.
- Powinniście byli kupić sobie kota – Syriusz roześmiał się, mając nadzieję chociaż trochę rozluźnić atmosferę, sprawić, żeby stojący przed nim człowiek nie miał poczucia wstydu. Ten człowiek nigdy w życiu nie zrobił nic złego. Mia miała o nim zawsze bardzo dobre zdanie. Artur walczył o prawa Mugoli, co sprawiło, że Wizengamot nim gardził. On jednak próbował ze wszystkich sił uczynić świat lepszym miejscem, jednocześnie zapewniając środki do życia swojej sporej rodzinie. – Za nic cię nie winię.
- Przestań – Artur potrząsnął głową. Z trudem powstrzymywał łzy. – Mam potrzebę, żeby cię przeprosić. Wiem, że wiele lat temu nie byliśmy właściwie przyjaciółmi, ale pozostawaliśmy w dobrych stosunkach i… Mia ci ufała i cię kochała. Była dobrą czarownicą i jej słowo powinno było wystarczyć. Ale kiedy…
- Wiem – uśmiech Syriusz zbladł na wspomnienie jego czarownicy.
- Czy kiedykolwiek ją odnaleziono? – Zapytał Artur.
- Nie – odpowiedział Syriusz stanowczo, bez wahania.
- Syriuszu, tak mi…
- Arturze! – Molly zagrzmiała od drzwi wejściowych. – Czy możesz mi pomóc z… CHŁOPCY! NATYCHMIAST TO ZOSTAWCIE! Ronaldzie! Pomóż Hermionie z jej kufrem.
Syriusz i Remus jak na zawołanie podnieśli głowy i zauważyli drobną czarownicę, która z trudem przeciskała się przez drzwi wejściowe, ciągnąc za sobą swój szkolny dobytek. Tłusty kuguchar przemknął pod jej nogami i natychmiast skierował się w stronę Syriusza.
Black uśmiechnął się do znajomego kocura, pochylił się nad nim i podrapał go za uszami. Jego uśmiech poszerzył się, gdy Krzywołap zamruczał przyjaźnie.
- Przecież ma ręce – warknął Ron na swoją matkę. – Ja mam swoje rzeczy, którymi muszę się zająć.
- Jesteś strasznie szarmancki – wymamrotała Hermiona, wywracając oczami. W końcu znalazła się w przedpokoju. – Nie ma problemu, pani Weasley. Sama wezmę swoje rzeczy.
- Nie kłopocz się, kotku – stwierdził Syriusz. Przecisnął się między ściśniętymi w korytarzu Weasley'ami i chwycił rączkę kufra Hermiony. Spojrzał na dziewczynę i z trudem przełknął ślinę.
- Kotku? – Powtórzyła Hermiona, krzywiąc się z niechęcią.
Syriusz uniósł brew i wyszczerzył do niej zęby.
- Pokazujesz pazury, więc jesteś kotkiem.
Hermiona z trudem ukrywała swoją irytację pod powłoką wymuszonej uprzejmości.
- Nie lubię zdrobnień.
- To tylko takie czułe określenie – nie zgodził się Syriusz i próbował pociągnąć za jej kufer tylko po to, żeby poczuć, że dziewczyna sama go mocno trzyma. Rzucił jej zdziwione spojrzenie i jeszcze raz pociągnął za bagaż, próbując go jej odebrać.
Hermiona pociągnęła swoją stronę, zdecydowana sama zająć się swoim dobytkiem.
- Z całym szacunkiem, panie Black…
Syriusz zamrugał oczami, słysząc to określenie i puścił kufer, jakby ten go ugryzł.
- Na Merlina, nie nazywaj mnie tak.
- Ja… - Hermiona zmarszczyła brwi, wyglądając na zdenerwowaną. – Udostępnia nam pan swój dom, więc chcę być uprzejma, zwracając się do pana…
- Mów mi po imieniu – przerwał jej. – Tylko proszę, nie nazywaj mnie „panem Blackiem". Błagam.
Wydawało się, że była zawiedziona tą prośbą. Podobną minę miała Mia za każdym razem, kiedy przyłapywała go w samym środku płatania jakiegoś figla w Hogwarcie.
- W porządku – zgodziła się i natychmiast skorzystała z tego pozwolenia. – Syriuszu, dziękuję, że pozwoliłeś mi zatrzymać się z swoim domu.
- Wszystko, co należy do mnie, jest twoje – powiedział, nie panując nad swoimi słowami.
Na szczęście, pełne znaczenie tego, co właśnie powiedział, nie dotarło do niej, bo Hermiona zaczęła się rozglądać po rezydencji. Wyglądała tak, jakby nie chciała niczego dotykać. Przygryzła wargę, nie chcąc być niegrzeczna.
- Twój dom jest… Jest… Hmmm…
- To dziura pełna czarnomagicznych artefaktów – stwierdził otwarcie Syriusz. Zachichotał pod nosem, kiedy jego bezpośredni język przywołał na jej twarz znajomy, gniewny cień. Nadal bardzo lubił ją irytować. – Nie musisz komplementować tego domu, Hermiono. Obiecuję, że nie urazi mnie nic, co masz do powiedzenia na jego temat. Zresztą, to nie jest mój dom. Należał do moich rodziców. Mieszkałem tu tylko do szesnastego roku życia.
- Aha – zmarszczyła czoło i odwróciła się do niego, odrywając wzrok od zasłon, które skrywały portret. – Przepraszam, nie wiedziałam.
- Nie musisz za nic przepraszać. Z oczywistych przyczyn, nie dogadywałem się ze swoimi starymi – przyznał. – Więc pewnego dnia po prostu odszedłem.
Jego wzrok na chwilę spoczął na drzwiach jednego z pokoi. Drzwi były celowo zamknięte. On sam jeszcze tam nie zajrzał od czasu swojego powrotu do domu. Jego jedyna prośba dotycząca sprzątania rezydencji, jaką miał do Moody'ego, Kingsley'a i Tonks dotyczyła permanentnego usunięcia pewnego zaplamionego krwią perskiego dywanu.
- Wprowadziłem się wtedy do Potterów i zamknąłem jeden z rozdziałów swojego życia – Syriusz gapił się na dziewczynę, wolno idącą korytarzem. Zerkała na inne portrety wiszące na ścianach, niczym niezasłonięte. – Ale przeszłość zawsze mnie prześladowała.
- „Jeżeli pozwolimy przeszłości i teraźniejszości walczyć o nasze życie, na pewno zatracimy przyszłość" – powiedziała, uśmiechając się miękko.
Syriusz uniósł brew.
- Słucham?
- Winston Churchill – Remus wyszedł zza pleców przyjaciela z szerokim uśmiechem. – Mugol.
Uśmiech Hermiony stał się szerszy, bardziej szczery. Najwidoczniej wcześniej go nie zauważyła.
- Profesor Lupin!
Syriusz obdarzył Remusa wrogim spojrzeniem.
- Ty dopiero jesteś popularny!
Remus zaśmiał się, zignorował słowa Syriusza i objął Hermionę przyjacielskim gestem.
- Od ponad roku nie jestem twoim nauczycielem, Hermiono. Jeśli chcesz, możesz mi mówić po imieniu.
Hermiona roześmiała się i potrząsnęła głową.
- Zawsze będzie pan dla mnie profesorem Lupinem.
Syriusz parsknął śmiechem na widok przerażenia malującego się na twarzy Remusa.
- Miejmy nadzieję, że nie.
- Syriuszu – rzucił ostrzegawczo Remus.
- Oprowadzić cię po domu? – Zaproponował dziewczynie gospodarz.
Hermiona chyba była zainteresowana wycieczką, ale w tym momencie przerwał im donośny głos Molly Weasley.
- Ginny! Hermiono! Czy możecie pomóc mi w kuchni?
Z wyprzedzeniem blokując obelgi wywrzaskiwane przez jego matkę, Syriusz dłonią przytrzymał zasłony na jej portrecie.
- Inny razem – Hermiona uśmiechnęła się do Syriusza. – Ale jestem pewna, że Fred i George byliby wdzięczni za wycieczkę. Nie mogli się doczekać spotkania z wami.
- Z nami? Dlaczego? – Zapytał Remus.
Hermiona wzniosła oczy ku górze.
- Jesteście ich idolami. Wiecie, Mapa Huncwotów i tak dalej…
- GINNY! HERMIONO! – Wrzasnęła Molly.
Syriusz przypadkiem puścił zasłony okrywające obraz i na dźwięk krzyków Molly, portret jego matki ożył z nienawiścią.
- Brud! Ohydne stworzenia, zdrajcy krwi i szlamy plamią dom mojego ojca!
Syriusz skoczył, jak oparzony, żeby jak najszybciej uciszyć starą wiedźmę. Odwrócił się do Hermiony i spojrzał na nią z zawstydzeniem.
- Tak mi przykro. To właśnie była moja matka. Nie udało nam się zdjąć portretu ze ściany.
Krzyki w połączeniu z tym jednym konkretnym słowem, które padło z ust czarownicy zdenerwowały Hermionę. Dziewczyna trzymała dłoń na piersi i próbowała uspokoić oddech. Mii udało się doprowadzić do perfekcji swoje reakcje na ataki słowne i emocjonalne, bo nie chciała sprawiać wrażenia słabej, ale Hermiona nadal miała wiele do nauczenia się. Jeszcze nie potrafiła ukryć, że bolało ją obrażanie jej linii krwi.
- Wszystko… W porządku – skłamała. – To nie twoja wina.
Syriusz i Remus stali tylko niezręcznie w przedpokoju, walcząc z potrzebą pocieszenia drobnej czarownicy. Obaj wiedzieli, że nie mogą tego zrobić, bo ona nie była jeszcze Mią. Była tylko piętnastoletnią wiedźmą, najlepszą przyjaciółką syna ich zmarłego przyjaciela.
Ta myśl musiała ich uderzyć jednocześnie, bo obaj cofnęli się od niej.
Właśnie w tym momencie Ginny zbiegła z wyższego piętra, witając się z mężczyznami uprzejmym uśmiechem. Złapała dłoń Hermiony i pociągnęła ją za sobą.
- Chodźmy już, bo zaraz mama znowu zacznie się drzeć.
W chwili, kiedy Hermiona zniknęła im z oczu, Syriusz cofnął się pod ścianę i osunął się po niej na podłogę. Uszło z niego całe powietrze.
Remus przyłożył czoło do najbliższych chłodnych drzwi.
- Mogło pójść lepiej.
- Naprawdę? Panie profesorze? – Zapytał sarkastycznie Syriusz i gorzko się uśmiechnął, kiedy Remus jęknął. – Jak, u diabła, udało ci się uczyć ją przez cały rok?
Remus wyprostował się, spojrzał na siedzącego na podłodze Syriusza i włożył dłonie do kieszeni szaty.
- Szczerze? Poprosiłem Dumbledore'a, żeby wyciągnął z mojej głowy wszystkie… Intymne wspomnienia.
- Sad Potterów? – Domyślił się Syriusz. Podrapał lekko znak watahy, ukryty pod warstwami tatuaży.
- Między innymi – przyznał Remus, rumieniąc się. – Wiedziałem, co się wydarzyło, ale to, co zrobił Dumbledore miało odebrać wspomnieniom ich moc. Niestety, Lunatyk pamięta wszystko, więc kiedy ja zastanawiałem się, dlaczego to wspomnienie było takie ważne, wilk bardzo chętnie rzucał mi pełnym obrazem sytuacji w twarz. Tobie powinno to pomóc, jeśli chciałbyś spróbować.
Syriusz przez moment nie mógł znaleźć słów, żeby odpowiedzieć przyjacielowi.
- Odebrać mi wspomnienia o niej? Remusie, postaram się odpowiedzieć delikatnie: dosłownie wyrwę gardło każdemu, kto spróbuje jeszcze raz odebrać mi tę dziewczynę. Nawet, jeśli chodzi tylko o wspomnienia o niej.
Remus skinął głową, rozumiejąc Syriusza. Po chwili się uśmiechnął.
- Nie pozwól, żeby usłyszała cię Hermiona. Zrobiła na mnie wrażenie zagorzałej pacyfistki.
- Podobno rąbnęła Malfoy'a?
- To był bardzo odosobniony moment. Później tego żałowała. W tym momencie jest praktycznie idealną Gryfonką. Potrzeba było… Potrzeba będzie Dorei, żeby Hermiona odnalazła swoją wewnętrzną Ślizgonkę.
Syriusz wywrócił oczami.
- Świetnie. Jestem uwięziony w swoim starym domu, w miejscu, gdzie prawie zginąłem, moja martwa matka wywrzaskuje obelgi za każdym razem, kiedy ktoś podniesie głos, Dumbledore nie zgadza się, żeby przybył tu Harry… W dodatku w pobliżu jest piętnastoletnia wersja czarownicy, z którą łączy mnie Więź Duchowa, a która nie ma pojęcia, kim jestem i w dodatku nie podoba się jej mój temperament. Ja pierdolę! Co innego może pójść źle?
Jakby na wezwanie, przed Syriuszem pojawił się Stworek.
- Mój Pan, ten wyrodny syn rodu Blacków, pozwolił zamieszkać w rezydencji brudnym zdrajcom krwi. Biedna moja pani, co by zrobiła Stworkowi, gdyby wiedziała, że Stworek musi sprzątać po zdrajcach, wilkołakach, zmiennokształtnych i szlamach. Wpuścili szlamę do rezydencji szlachetnego rodu Blacków! Biedny Stworek!
Rozwścieczony tym, że ktoś ponownie waży się obrażać Hermionę tym słowem, Syriusz wstał. Nie potrafiąc już dłużej powstrzymywać gniewu, który buzował pod powierzchnią jego skóry od miesiąca, powalił skrzata domowego. Położył swoją stopę, okrytą butem ze smoczej skóry, na plecach służącego i zepchnął go ze schodów.
- Nigdy więcej nie waż się wypowiedzieć tego słowa!
- Syriuszu! – Ostrzegł do Remus.
Mężczyzna spojrzał na swojego przyjaciela, który z kolei patrzył na coś po drugiej stronie korytarza. Podążył za spojrzeniem Remusa i zadrżał, widząc Hermionę. Stała w otwartych drzwiach, jej czekoladowe oczy ciskały gromy. Wydawało mu się, że w jej wzroku odbija się potwór, jakim był w opinii całego czarodziejskiego świata.
Zanim zdążył się odezwać, podbiegła do Stworka i klęknęła u jego boku.
- Moje biedactwo! – Krzyknęła. Wyciągnęła ręce, próbując pomóc skrzatowi domowemu, całkowicie ignorując fakt, że zaczął z nią walczyć. Zmrużonymi, pełnymi obrzydzenia oczami spojrzała na Syriusza. – Jak mogłeś? To tylko biedny skrzat domowy!
- Hermiono, to coś właśnie nazwało cię…
- Nieważne, jak mnie nazwał! Uważasz, że nigdy wcześniej nikt nie nazwał mnie szlamą? To tylko słowo, którego nauczyli go czarodzieje – warknęła i ponownie skupiła uwagę na Stworku. Jej twarz wygładziła się. – Jak się czujesz?
- Szlama dotyka Stworka! Co powiedziałaby moja biedna pani, gdyby tylko wiedziała… - Skrzat zapłakał, odsunął się od czarownicy i zniknął.
- Słyszałaś? – Zapytał Black. – Nie powinnaś go wcale żałować, Hermiono.
- On nie jest rzeczą – odgryzła się. – I… Wolałabym, żeby pan więcej nie atakował tego biednego skrzata z mojego powodu, panie Black. Po pierwsze, jest to zachowanie godne potępienia, a po drugie, nie potrzebuję żadnej ochrony. To nie jest pańskie zadanie.
Odwróciła się na pięcie i odeszła w stronę, z której przybyła. Prawdopodobnie z powrotem do kuchni, do Molly i Ginny.
Remus jęknął.
- Poszło świetnie.
- To nie moje zadanie? – Powtórzył Syriusz z niedowierzaniem, gapiąc się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała Hermiona.
- Wiedziałeś, że Mia ma miękkie serce dla skrzatów domowych – przypomniał mu Remus.
- Nie moje zadanie?
- Wyświadczę ci przysługę, Łapo – powiedział Remus, kładąc dłonie na ramionach Syriusza i popychając go w kierunku schodów. – Identyczną do tej, którą Mia wyświadczyła mi wiele lat temu.
- Nie moje zadanie? – Syriusz zaciął się na tym jednym zdaniu. – Słyszałeś ją?!
Remus zignorował go, wspinając się po schodach.
- Pójdziemy do twojej sypialni, gdzie wypijesz Eliksir Uspokajający i weźmiesz długą, odprężającą kąpiel. Ponieważ twoja niepełnoletnia czarownica jest na dole, kompletnie nieświadoma, kim dla niej jesteś. A jesteś w tym momencie nabuzowany energią. Jeżeli Molly Weasley zauważy, że patrzysz na Hermionę nadopiekuńczym wzrokiem, pełnym zadowolenia z posiadania… - Remus urwał na moment, kiedy Syriusz spojrzał na niego właśnie w ten sposób. – Tak, właśnie tak. Molly cię zabije, a twoim ciałem nakarmi Hardodzioba.
- Cześć, Syriuszu – powiedział Tonks, schodząc ze schodów i spotykając się z nimi na półpiętrze. – Cześć, kochanie.
Uśmiechnęła się do nich i pocałowała Remusa w policzek.
- Co się z nim stało?
- Wyobraź sobie, że twój kuzyn kopnął starego, zgorzkniałego, pełnego uprzedzeń skrzata domowego, który nazwał Hermionę szlamą – powiedział Lupin. – I zrobił to na jej oczach, a musisz wiedzieć, że nasza Hermiona aktywnie walczy o prawa skrzatów.
- Auć. Czekaj… - Jasnozielone oczy Tonks rozjarzyły się. – Ona tu jest? Na Merlina, w końcu ją poznam!
Dziewczyna rzuciła się ku schodom.
- Co? – Remus zbladł. – Zaczekaj!
- Uspokój się – Tonks wróciła do nich i uśmiechnęła się przewrotnie. – Nie mam zamiaru mówić tej dziewczynie, że znam jej przyszłość. Będę miła, pokażę jej, jakie ciekawe twarze mogę przyjmować jako metamorfomag…
Jej nos zmienił się w uroczy świński ryjek.
- Niedługo będziemy najlepszymi przyjaciółkami. Wtedy spróbuję trochę podnieść twoje szanse, co? – Spojrzała na Syriusza.
- To… - Zaczął Black, ale szybko urwał i spojrzał na kuzynkę z namysłem. – Doceniam pomoc.
- Naprawdę będziesz swatać swojego kuzyna z piętnastolatką? – Zapytał z niedowierzaniem Remus.
- Słucham? Przecież to nie tak, że ona już zaraz straci dla niego głowę. Do chwili, kiedy odeślesz ją w przeszłość brakuje jeszcze kilku lat. Wtedy ona będzie dorosła. A poza tym, skoro już jesteśmy tacy dokładni, będę też swatać ciebie – rzuciła Tonks i roześmiała się, gdy Remusowi opadła szczęka. – No, co? Czyżbyś już zapomniał, że to też jest twoja była dziewczyna? Chcesz, żebym twoje szanse też podniosła?
Dora uniosła kilka razy brwi w bardzo sugestywnym geście, śmiejąc się do rozpuku z przerażenia, malującego się na twarzy swojego czarodzieja.
Nagle Remus zesztywniał.
- Robisz to celowo.
Tonks wyszczerzyła zęby.
- Tak łatwo cię wkurzyć.
- Czuję się tak niekomfortowo – jęknął. – Jak ty możesz się z całą tą sytuacją czuć tak dobrze?
Odpowiedział mu Syriusz.
- Dorea kiedyś mi powiedziała, że to ma coś wspólnego z krwią Blacków. Nam dość naturalnie przychodzi wszystko, co niezręczne, niekomfortowe i publicznie nieakceptowalne. Rodzimy się bez poczucia wstydu.
Tonks skinęła głową, zgadzając się z tym opisem.
- Idźcie się pobawić, chłopcy. A ja zapytam naszą uroczą czarownicę, czy woli blondynów, czy brunetów.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
5 sierpnia 1995
- Zanim zaczniemy, nałóż, proszę, na drzwi Zaklęcia Wyciszające. Nie sądzę, żeby młodsi mieszkańcy tego domu powinni wiedzieć, czym aktualnie zajmuje się Zakon.
- Nie martw się, Albusie. Już rzuciłam te zaklęcia – zapewniła Molly Weasley, siadając przy dużym stole.
Zakon Feniksa zebrał się w całości po raz pierwszy od powrotu Voldemorta. Do tej pory Dumbledore bardzo subtelnie pociągał za sznurki, żeby w końcu rezydencja przy Grimmauld była wystarczająco dobrze chroniona, aby się spotkać w sekrecie.
Wszyscy poza Emmeline Vance i Arabellą Figg zajęli swoje miejsca przy ogromnym stole. Dwie brakujące kobiety właśnie w tym momencie trzymały wartę niedaleko Privet Drive. Normalnie, byłaby to zmiana Mundungusa, ale mężczyzna tak spektakularnie zawalił proste zadanie, jakim było pilnowanie Harry'ego Pottera, że chłopiec padł ofiarą ataku Dementora.
Na jednym krańcu stołu królował Dumbledore, po swojej prawej stronie mając Szalonookiego Moody'ego, a po lewej Kingsley'a. Drugi koniec stołu należał do Syriusza, mającego po bokach Tonks i Remusa. Black nie mógł się oprzeć wrażeniu, że już rozpoczęła się swego rodzaju bitwa na spojrzenia, jaką toczył ze starym czarodziejem. Dedalus Diggle, Elphias Doge, Minerwa McGonagall, Mundungus Fletcher, Sturgis Podmore i Hestia Jones wypełnili puste miejsca pomiędzy Weasley'ami.
W odległym kącie jadalni stał Severus Snape, posyłający wszystkim zgromadzonym mroczne spojrzenia.
- Powinnaś jeszcze nałożyć na drzwi Zaklęcie Nieprzepuszczające, Molly – zasugerował Syriusz.
Molly rzuciła mężczyźnie wrogie spojrzenie, jakby właśnie poddano w wątpliwość jej umiejętność rzucania Zaklęć Wyciszajacych.
- A to dlaczego? – Zażądała odpowiedzi. Podparła boki dłońmi zaciśniętymi w pięści, próbując w ten sposób dodać powagi swojemu wymagającemu głosowi.
Niestety, Molly w tym momencie nie rozmawiała ze swoimi dziećmi, ale z Syriuszem Blackiem, który – w przeciwieństwie do jej dzieci – wcale się jej nie bał.
Posłał jej długie spojrzenie, kompletnie ignorując jej irytujące nastawienie, które, prawdę mówiąc, pogarszało się z dnia na dzień.
- Ponieważ miałem ten przywilej i poznałem twoje dzieci w ciągu ostatnich kilku dni. I muszę przyznać, że to ludzie inteligentniejsi, niż uważa większość dorosłych.
Wskazał palcem szczelinę pod drzwiami kuchennymi, spod których wystawała para Uszu Dalekiego Zasięgu.
Zachichotał pod nosem. Molly zaczerwieniła się z gniewu.
Snape złapał za Uszy Dalekiego Zasięgu, wyszarpnął je spod drzwi kuchennych, po czym rzucił na całe pomieszczenie Zaklecie Nieprzepuszczające. Robił to wszystko, patrząc nieprzyjaźnie na Syriusza.
- Jak wam idzie sprzątanie domu? – Zapytał Dumbledore.
- Bardzo dobrze – odpowiedziała Molly, siadając obok swojego męża. – Musimy oczyścić budynek z chochlików, ale zostało dużo czasu do powrotu dzieci do Hogwartu. Mam wielu pomocników.
Syriusz wywrócił oczami.
- Syriuszu? Jak ty się czujesz? Ponieważ nie możesz opuszczać rezydencji, nie wahaj się prosić członków Zakonu o dostarczenie ci tego, co potrzebujesz.
Słysząc słowa Dumbledore'a, Black uniósł głowę i uśmiechnął się szeroko do Snape'a, w zamian otrzymując tylko drwiące wykrzywienie wąskich warg. Z czystej złośliwości chciał sporządzić długą listę rzeczy, których wymagał do życia, tylko po to, aby wysłać tłustowłosego dupka na zakupy. Wiedział jednak, że zakupami zajmowała się Molly, która na pewno zrobiłaby mu wykład o ilości pochłanianego przez niego alkoholu.
- Dziękuję, Albusie – uwaga Blacka ponownie skupiła się na dyrektorze. – Doceniam to. Jest tylko jedno, o co chciałbym prosić, żeby zostało mi dostarczone.
Dumbledore rozjaśnił się.
- I co to by było?
- Mój dzieciak.
Remus położył uspokajająco dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Syriuszu…
- Nie! – Wyrwał ramię z uścisku Remusa i posłał dyrektorowi mordercze spojrzenie. – Chcę wiedzieć, dlaczego Harry'ego z nami nie ma. Powinniście go do mnie przyprowadzić w momencie, kiedy ten dom stał się bezpieczny. Nie powinien mieszkać z tymi cholernymi Mugolami.
- Ofiara Lily… - Zaczął Dumbledore.
- Nie ma już znaczenia! - Przerwał mu Syriusz. – Glizdogon skorzystał z krwi Harry'ego, żeby wskrzesić Voldemorta.
Zignorował reakcję większości członków Zakonu, którzy zadrżeli ze strachu. Syriusz w duchu gorzko się roześmiał, bo przecież to oni mieli być wystarczająco odważni, żeby stawić czoła Czarnemu Panu.
- Lily nie może dłużej chronić Harry'ego. I wolałbym, żebyś więcej o niej nie wspominał, Albusie. Jest tylko kilka tematów, które w rozmowie ze mną mogą zaowocować totalną utratą kontroli i Lily Potter jest jednym z nich – warknął, definitywnie kończąc temat.
Ktoś prychnął z niedowierzaniem i Syriusz odwrócił się z wściekłością wypisaną na twarzy, żeby ujrzeć Snape'a. Wstał i palcem wskazał na mężczyznę.
- Nie zaczynaj ze mną, Smarkerusie.
- Syriuszu – powiedział stanowczo Dumbledore, przykuwając ponownie do siebie uwagę młodszego mężczyny. – Ofiara Lily spowodowała, że byłem w stanie rzucić potężne zaklęcie ochronne na Harry'ego. Dopóki mieszka w domu swojego wujostwa, jest bezpieczny.
Syriusz skinął głową, zajął z powrotem swoje krzesło i ku ogromnemu niezadowoleniu Molly, położył stopy na stole kuchennym.
- Rozumiem. Problem w tym, że kiedy chociaż na moment opuści ten dom, może paść ofiarą Dementora! Nie wspominając już o tym, jak ci Mugole krzywdzą go w swoim własnym domu.
- Harry jest całkowicie bezpieczny – próbował się wtrącić dyrektor.
- Arturze, Molly, kiedy Harry nie był u Dursley'ów, znajdował się pod waszą opieką, prawda? – Black zwrócił się do małżeństwa. – Powiedzcie mi, co sądzicie o opiece, jaką zapewniało mu jego wujostwo?
Artur i Molly zgodnie odwrócili wzrok i nie odpowiedzieli na to pytanie.
Zanim jednak którekolwiek z nich znalazło swój głos, Dumbledore postanowił się wtrącić.
- Właśnie z powodu ataku Dementora i zbliżającego się przesłuchania Harry'ego w Ministerstwie Magii, chcemy sprowadzić go tutaj wcześniej, niż zakładałem. Jutro, żeby być dokładnym.
Syriusz skrzyżował ramiona na piersi.
- I dobrze.
- Chciałbym stworzyć zaawansowaną grupę, odpowiedzialną za bezpieczne sprowadzenie Harry'ego do Londynu. Na miotłach. Alastorze?
Szalonooki skinął sztywno głową, patrząc swoim okiem na dyrektora. Jego magiczne oko skierowane było na Syriusza i lśniło gniewem – jakby było to w ogóle możliwe.
- Wezmę Doge'a, Diggle'a, Shacklebolta, Podmore'a i Vance.
- Przepraszam, Szalonooki – Tonks wyglądała na urażoną. – Nie zapominasz o kimś?
- O kim?
- Ja też idę – ogłosiła takim tonem, który wskazywał na awanturę wiszącą w powietrzu, jeżeli mężczyzna się na to nie zgodzi.
- Remus też idzie – dodał Syriusz.
Moody warknął.
- Nie.
- Moody, wiem, że między nami są pewne kwestie, których nie wyjaśniliśmy sobie przez całe dziesięciolecia – stwierdził Black, przypominając sobie tamten dzień, kiedy fizycznie zaatakował swojego starego szefa. Odszedł wtedy z pracy i zagroził, że na odchodne wepchnie mu odznakę Aurora do gardła. – Ale mówimy o moim chrześniaku. Skoro mnie tam nie będzie, on mnie zastąpi.
Kiedy nikt nie zaprotestował, Syriusz spojrzał na Dumbledore'a wzrokiem pełnym jadu, z którego Mia byłaby dumna.
- Przez całe życie Harry'ego ignorowano wszystkie polecenia Jamesa i Lily. Teraz, skoro ja jestem w jego życiu, planuję wszystko naprawić. Kiedy Harry nie przebywa w Hogwarcie, ma być ze mną lub z Remusem. Zgodzę się na jego przebywanie w Norze wyłącznie dlatego, że ufam Arturowi – celowo nie powiedział nic o Molly, żeby obserwować, jak kobieta tężeje ze złości.
- Mogę się zgodzić na to, że Remus dołączy do grupy odpowiedzialnej za sprowadzenie do nas Harry'ego – odpowiedział mu Dumbledore.
Syriusz zwrócił uwagę na to, że dyrektor nie skomentował w żaden sposób jego pozostałych żądań dotyczących chłopaka.
- Dziękuję, Albusie – Remus skinął głową z wdzięcznością.
- Nasza wtyczka przekazała nam informację, że Sami-Wiecie-Kto ponownie szuka dostępu do przepowiedni – zaczął Moody, a wszystkie twarze odwróciły się w kierunku Snape'a, który postanowił zignorować zainteresowanie. – Jak tylko zabezpieczymy Pottera i skończy się cała ta farsa z przesłuchaniem, przepowiednia będzie naszym największym problemem.
- Co sugerujesz, Alastorze? – Zapytał Artur.
Moody spojrzał na niego, a jego magiczne oko zawirowała w oczodole.
- Stałą czujność.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Po spotkaniu członkowie Zakonu Feniksa opuścili rezydencję przy Grimmauld, pozostawiając w niej wyłącznie jej mieszkańców. Remus pożegnał się z Dorą, którą czekała nocna zmiana w Ministerstwie, po czym zaczekał, aż Molly i Artur udadzą się do swojej tymczasowej sypialni.
Młodsi mieszkańcy Dworu Blacków zostali odesłani do łóżek kilka godzin wcześniej i Remus sam miał nadzieję na kilka godzin głębokiego, nieprzerwanego snu. Jego stawy już zaczynały go rwać, zwiastując nadejście pełni księżyca w przyszłym tygodniu.
Przeszedł obok otwartych drzwi do biblioteki, po czym stanął w miejscu, cofnął się i zajrzał do środka. W bibliotece, na niewygodnej kanapie, cicho spała Hermiona. Jej niesforne, miodowo-brązowe loki otaczały jej twarz jak aureola, a jej dłonie mocno obejmowały książkę przyciśniętą do klatki piersiowej.
Na podłodze, niedaleko jej głowy, siedział Syriusz, wpatrujący się w jej śpiącą postać. Delikatnie odsunął lok jej gęstych włosów z twarzy i zatknął za jej ucho.
Remus zmarszczył brwi, widząc cierpienie w oczach przyjaciela.
- Łapo? Wszystko w porządku? – Szepnął, przechodząc przez pomieszczenie.
Syriusz nie odwrócił głowy.
- Podniosłem Zaklęcie Wyciszające. Nie chciałem jej obudzić. Widzisz to? – Zapytał ze smutnym uśmiechem. – Żadnych koszmarów. Wiem, że Mii z wiekiem przeszły, ale widzieć ją w tym wieku, nie wrzeszczącą podczas snu…
Odetchnął drżąco, jakby cały czas oczekiwał, że drobna czarownica za chwilę zacznie się rzucać niespokojnie w swoim śnie.
Remus spojrzał na nią i również się uśmiechnął. Nie mógł zaprzeczyć, że dobrze się czuł, widząc, jak Hermiona głęboko śpi. Miał w pamięci zbyt wiele wspomnień Mii, która z krzykiem i łzami w oczach wybudzała się z koszmaru. Zbyt wiele razy przerażona odzyskiwała przytomność. Odsunął od siebie te wspomnienia i ponownie zerknął na Syriusza, który odwrócił się od Hermiony i zmęczonym gestem pocierał oczy.
- A jak ty sypiasz?
- Tak samo, jak ostatnio.
- Dementorzy?
Syriusz pochylił głowę.
- Jeśli nie oni, to generalnie śni mi się Azkaban… Albo Dolina Godryka. A ostatnio mój własny umysł zwrócił się przeciwko mnie i pokazuje mi różne, alternatywne wyniki przygody Harry'ego na tamtym cmentarzu.
Remus położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- On jest bezpieczny, Syriuszu. Oni wszyscy będą bezpieczni.
- Dumbledore zabronił im pisać do Harry'ego. Nie wiem, czemu, ale ten staruch nie chce, żeby Harry o czymkolwiek wiedział. Nie chciałem grzebać w jej rzeczach, ale w tej książce jest długi list, który napisała do Harry'ego. Powiedziała mu, że przeprasza, że wcześniej nie pisała, zapytała, czy jego wujostwo karmi go odpowiednio – zawarczał. – Czy traktują go odpowiednio. W co sobie Albus pogrywa, Lunatyku? Zawsze ufałem temu człowiekowi, podobnie jak ty i James, ale Mia nigdy mu nie ufała i zaczynam się zastanawiać, dlaczego tak było.
Remus zmarszczył brwi i usiadł na krześle za Syriuszem. Spojrzał na Hermionę, która nadal spokojnie spała, nieświadoma rozmowy, która się wokół niej toczyła.
- To spotkanie było koszmarne! Wiem, że jesteś wściekły, Łapo. Ja też jestem wściekły. Ale to nam nie pomaga. Nie możesz przejawiać takiej wrogości wobec Snape'a, Moody'ego i Albusa – powiedział. – I Minerwy.
Syriusz warknął.
- Widziałeś, jak ona na mnie patrzy?
- Tak – potwierdził Remus. – Większą część trzeciego roku Hermiony spędziła patrząc w ten sposób na mnie. Ona wie, kim naprawdę jest Hermiona i kim ona jest dla nas. Nie możesz jej winić.
Syriusz prychnął.
- Ta kobieta uczyła mnie przez siedem lat. Wydawałoby się, że mnie zna.
- Wie, że nie skrzywdzisz Hermiony – zapewnił go Remus. – Ale spójrz na to z innej strony: w tym momencie Hermiona Granger jest grzeczną, ułożoną uczennicą, urodzoną w rodzinie Mugoli, najlepszą w swojej klasie. I to wszystko udaje jej się osiągnąć pomimo kłopotów, w jakie się pakuje z Harrym i Ronem.
- I co z tego?
Remus zachichotał.
- I wychodzi na to, że wystarczyło kilka lat dorastania z nami, żeby zmienić ją w sprawiającą problemy, strojącą sobie żarty z ludzi czarownicę, która w dodatku ma problemy z zapanowaniem nad złością, szczególnie w odniesieniu do Ślizgonów.
Syriusz przeczesał dłonią włosy, obserwując, jak Hermiona lekko oddycha we śnie. Na jej ustach igrał niewielki uśmiech, jakby śniło jej się coś przyjemnego. Było to krańcowo inne doświadczenie, niż jej krzyki i koszmary, które towarzyszyły im przez całe dzieciństwo.
- Ona tam jest. Widzę ją – wyszeptał Black. – Szkoda, że ona nie widzi mnie.
Remus poczuł, jak jego serce się łamie na widok cierpienia przyjaciela
- Pewnego dnia będzie cię widziała w taki sposób, w jaki chcesz.
- A w międzyczasie mnie nienawidzi.
Kącik ust Remusa prawie niedostrzegalnie uniósł się w górę.
- Jesteś niezbyt lubianym gościem.
- Kiedyś mnie kochała.
- Nadal podejrzewam, że była pod Imperiusem.
Syriusz roześmiał się, odrzucił głowę do tyłu i westchnął.
- Wiesz, chodziła z wilkołakiem i chyba przez niego obniżyła standardy.
Remus uśmiechnął się, słysząc beztroski śmiech przyjaciela. W ostatnich czasach rzadko się to zdarzało.
- Rano będzie obolała, jeśli pozwolimy jej spać na kanapie.
Syriusz natychmiast się z nim zgodził, wstał i wyciągnął ręce, żeby podnieść Hermionę, ale zawahał się, postąpił krok do tyłu i zamrugał powiekami, odganiając od siebie ból. Potrząsnął głową i nieświadomie potarł to miejsce na swojej piersi, gdzie wytatuowane było imię Mii.
- Możesz… Możesz ją wziąć? Ja … Nie powinienem. Jeśli obudzi się w moich ramionach, na pewno mnie przeklnie. Jeśli obudzi się w twoich, będzie zachwycona.
Remus tylko wywrócił oczami, ale pochylił się nad dziewczyną i delikatnie ją uniósł. Jej kolana zwisały bezwładnie z jego ramienia, drugim podpierał jej barki. Odwrócił się, chcąc wyjść z biblioteki i zauważył, że Syriusz za nim nie poszedł. Zamiast tego, nalał sobie małą szklaneczkę whisky, która zamiast pomóc mu ukoić ból, na pewno przypomni mu minione dni.
