Od tłumaczki: Cóż… Miłego czytania, po prostu. Akcja przyspiesza.

ROZDZIAŁ 116 – KRÓL DUPKÓW

6 sierpnia 1995

Dni i noce, które spędzała w rezydencji przy Grimmauld były bardzo skomplikowane dla Hermiony Granger.

Oficjalnie mieli wojnę, Voldemort wrócił w pełni sił, działała specjalnie powołana organizacja, której celem była walka z Czarnym Panem – w końcu sama znajdowała się w kwaterze głównej tej organizacji – a jednak Molly Weasley budziła ich każdego ranka, przygotowywała śniadania i przydzielała zadania, jakby nadal byli w Norze i ich życie było normalne. Hermiona robiła się nerwowa, kiedy obserwowała, z jaką łatwością Fred i George dobrze się bawili, żartując sobie z Rona i Ginny – już doskonale wiedzieli, że z nią nie poszłoby im tak łatwo. Nawet Ron nie mówił nic o tej ciszy przed burzą, która wisiała w powietrzu od chwili, kiedy Harry wrócił z ciałem Cedryka Diggory'ego z cmentarza w Little Hangleton.

Hermiona jednak czuła, że to jest cisza przed burzą i wiedziała, że nie tylko ona jedna to czuje.

Mimo sposobu, w jaki profesor Lupin się do niej uśmiechał i tego, jak zawsze odpowiadał na jej pytania, Hermiona wiedziała, że mężczyzna balansował na krawędzi. Większą część swojego trzeciego roku spędziła obserwując tego mężczyznę, opętana swoim zadurzeniem i wdzięczna, że z czasem jej przeszło. Nauczyła się jednak odczytywać subtelne zmiany na jego twarzy.

Tak samo było z tą młodą, ładną dziewczyną, Tonks, która zaprzyjaźniła się z Hermioną i popisywała się swoimi umiejętnościami Metamorfomaga, jednocześnie opowiadając jej interesujące historie o Syriuszu i Remusie. Była Aurorem, a jednak zdarzały się sytuacje, kiedy traciła nad sobą kontrolę. Tak, jak wtedy, kiedy dotarło do nich, że Mundungus Fletcher w jakiś sposób dopuścił do ataku Dementora na Harry'ego. Włosy Tonks w mgnieniu oka zmieniły się w czarne, a jej tęczówki stały się szare. Szalała w nich furia.

Hermiona, Ron i Ginny byli wściekli, słysząc, co przydarzyło się ich przyjacielowi. Pani Weasley wychodziła z siebie. Kiedy w rezydencji pojawił się Dumbledore i zaczął wypominać Mundungusowi jego uczynek, wielu mieszkańców się przeraziło. Ale Hermionę dużo bardziej zainteresowała reakcja Syriusza i profesora Lupina. W obecności pozostałych członków Zakonu, pozostali spokojni i milczący, jakby nie mieli żadnych uwag do powstałej sytuacji, co było bardzo dziwne.

Po tym, jak Dumbledore opuścił rezydencję, a pani Weasley zdecydowała się położyć, Hermiona wymknęła się do kuchni po filiżankę herbaty na uspokojenie skołatanych nerwów. Usłyszała wtedy łkanie dobiegające z jednego z wielu pokoi rezydencji. Nie mogąc pohamować swojej ciekawości, podążyła za dźwiękiem do lekko uchylonych drzwi, za którymi mogła dojrzeć profesora Lupina, siedzącego spokojnie na krześle. Jego palce były złączone, oparte o klatkę piersiową, a nogi miał wyciągnięte na podnóżku. Jego oczy, zwykle zielone, w tym momencie miały intensywnie złotą barwę i wpatrywały się w Mundungusa Fletchera, przygwożdżonego do podłogi przez Łapę.

- Błagam – łkał Mundungus.

Nawet z tak oddalonego miejsca, Hermiona mogła wyczuć dolatujący od mężczyzny smród przetrawionego alkoholu, nie wspominając o innych, znacznie mniej przyjemnych, zapachach.

- Błagam – powtórzył. – Dumbledore… Już powiedział…

- Mimo że bardzo go szanuję – zaczął profesor Lupin zwodniczo łagodnym tonem. – Albus Dumbledore nie był obecny podczas narodzin Harry'ego Pottera. Nie trzymał go, kiedy płakał. Nie pomagał mu uczyć się chodzić czy mówić. I może większość czarodziejskiego świata uważa Harry'ego za zbawcę lub za broń do wykorzystania, dla tej bestii, która właśnie zatapia pazury w twoim ciele Harry jest jak syn. Syn, którego ty wystawiłeś na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Łapa obnażył kły i pochylił się do przodu, zwiększając nacisk na pierś mężczyzny.

Nawet pod tym dziwnym kątem, Hermiona widziała tę przerażającą furię w spojrzeniu szarych, psich oczu utkwionych w Mundungusie.

- Przepraszam! Przysięgam, to się nigdy nie powtórzy! Przysięgam!

Profesor Lupin uśmiechnął się.

- Dobrze wiedzieć. Za cztery dni przypada pełnia księżyca, a mówią, że jestem większy i trudniej mnie kontrolować niż Łapę.

I właśnie wtedy Hermiona zrozumiała, jak niebezpieczni byli Syriusz i profesor Lupin. Jak daleko by się posunęli, żeby chronić Harry'ego. Wiedziała, że nie powinna była popierać sposobu, w jaki poradzili sobie z Mundungusem, ale z drugiej strony czuła dumę na myśl, w jakim niebezpieczeństwie z ich strony był każdy człowiek, który zagroził Harry'emu.

A poza tym, kim była ona, żeby ich osądzać? Trzymała przecież Ritę Skeeter zamkniętą w słoju przez kilka tygodni.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

- Wygląda wspaniale, Molly – pochwalił kolację profesor Lupin, nakładając solidną porcję gulaszu do miseczki, którą następnie podał Hermionie.

Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, przyjmując naczynie. Z zaciekawieniem zaobserwowała, że przystąpił do jedzenia, podawszy kolację wyłącznie jej i Tonks, która była aktualnie zajęta zmienianiem swojego nosa w zależności od upodobań Ginny.

Hermiona uważała, że była to część planu mającego na celu podniesienie na duchu Harry'ego, który przybył wcześniej tej nocy. Był na nich wszystkich wściekły, ale prawie cały swój gniew wyładował na dyrektorze. Profesor Dumbledore celowo trzymał Harry'ego w niewiedzy – Hermiona była z tego powodu niezadowolona.

Cieszyło ją jednak, że obecność Harry'ego podniosła na duchu zarówno profesora Lupina, jak i Syriusza.

- Nie potrafisz sama sobie przygotowywać jedzenia? – Szepnął do niej Ron.

Odwróciła się do niego ze zdumieniem.

- Słucham?

- Nie zauważyłaś? Lupin podaje ci każdy posiłek. Tobie i Tonks. Robi tak od kiedy się tu zjawiliśmy.

- Po prostu jest uprzejmy, Ronaldzie – warknęła do przyjaciela, ukrywając przed nim zadowolenie na myśl, że właściwie Ron miał rację. Profesor Lupin przygotowywał dla niej każdy posiłek. I w dodatku wie, jak piję herbatę, pomyślała, przypominając sobie swoje spotkanie z nauczycielem na trzecim roku.

- Nie zauważyłem, żeby kiedykolwiek podał mi kolację – wymamrotał Weasley z przykrością.

Hermiona tylko wywróciła oczami i próbowała skupić się na rozmowie profesora Lupina i Billa, która dotyczyła potencjalnego udziału goblinów w wojnie. Nie udawało jej się to jednak z powodu Mundungusa, który po drugiej stronie stołu głośno opowiadał jakąś historyjkę bliźniakom.

- Nie wiem, kto uczył cię rozróżniać dobro od zła, ale uważam, że pominąłeś kilka zasadniczych lekcji – zauważyła chłodno pani Weasley.

Fred i George ukryli się za swoimi szklankami pełnymi piwa kremowego. George czknął. Pani Weasley rzuciła nieprzyjemne spojrzenie Syriuszowi, po czym wstała i poszła po rabarbarowe ciasto, które zamierzała podać jako deser. Z jakiegoś powodu wzrok kobiety sprawił, że Hermiona cała się spięła. Usłyszała, jak Syriusz zaczął szeptać do swojego chrześniaka.

- Molly nie przepada za Mundungusem.

- Dlaczego on w ogóle jest częścią Zakonu? – Zapytał cicho Harry.

- Bo jest użyteczny – wymamrotał Syriusz. – Zna wszystkie męty. Dziwne, żeby ich nie znał, skoro sam jest jednym z nich. Jest też niesamowicie oddany Dumbledore'owi, który kiedyś wyciągnął go z jakiejś paskudnej sytuacji. Opłaca się mieć pod ręką kogoś takiego, jak Dung. Docierają do niego informacje, jakie nigdy by nie dotarły do nas. Ale Molly uważa, że zapraszanie go do stołu to przesada. Nadal mu nie wybaczyła, że zostawił cię na pastwę losu, kiedy miał obowiązek ciebie pilnować.

Wszyscy poza Hermioną wgryźli się ze smakiem w postawiony przez Molly deser. Dziewczyna tylko patrzyła ze zdumieniem na Syriusza. Czyż sama nie słyszała, jak Syriusz groził Mundungusowi kilka nocy temu? Zaczęła się zastanawiać, czy Syriusz celowo nie mówi Harry'emu całej prawdy, żeby go nie martwić. Wyłapała po chwili spojrzenie, jakie Black posłał złodziejowi. Mundungus głośno przełknął ślinę i po omacku sięgnął do kieszeni swojej peleryny, gdzie trzymał piersiówkę.

- Czas do łóżek, tak sądzę – pani Weasley ziewnęła szeroko, skończywszy deser. Wszystkie puste talerze zgrabnie ułożyły się w zlewie.

- Jeszcze nie, Molly – Syriusz odwrócił się do Harry'ego. – Wiesz, dziwię się. Spodziewałem się, że pierwszym, co zrobisz po powrocie, będzie zadawanie pytań o Voldemorta.

Siedzący obok Hermiony Ron krzyknął cicho na dźwięk imienia Czarnego Pana. Hermiona wzniosła oczy ku górze i skoncentrowała na Harrym, na twarzy którego w końcu pojawiła się ulga, bo ktoś zaczął z nim rozmawiać o czymś ważnym.

- Tak zrobiłem! – Wykrzyknął chłopak. – Pytałem Rona i Hermionę, ale oni twierdzą, że nie byli zapraszani na zebrania Zakonu, więc…

- Mieli rację – ucięła pani Weasley. – Wszyscy jesteście za młodzi.

Kobieta siedziała prosto na swoim krześle, założywszy ramiona na piersi. Jej dłonie były mocno zaciśnięte, a z jej twarzy zniknęło zmęczenie.

- A od kiedy ktoś musi być członkiem Zakonu Feniksa, żeby zadawać pytania? – Zapytał Syriusz. – Harry został uwięziony w domu tych Mugoli na cały miesiąc. Ma prawo wiedzieć, co się dzieje.

Syriusz nie miał okazji dokończyć, bo Fred i George włączyli się w rozmowę.

- Chwileczkę!

- Dlaczego właśnie Harry ma zadawać pytania?

- Nawet nie jest pełnoletni!

- To nie moja wina, że nie powiedziano wam, czym zajmuje się Zakon – wyjaśnił spokojnie Black. – O tym decydują wasi rodzice. W przypadku Harry'ego…

- To nie ty masz prawo decydować, co jest najlepsze dla Harry'ego! – Wtrąciła się ostrym tonem pani Weasley. Jej twarz, zwykle otwarta i łagodna, wykrzywiła się z gniewu i Hermiona zadrżała na ten widok. Zauważyła, że podobnie zareagowali Ron i Ginny, doskonale zaznajomieni z tym tonem głosu swojej matki. – Nie zapomniałeś przecież, co powiedział Dumbledore, prawda?

- O której części jego przemowy mówisz? – Zapytał grzecznie Black, chociaż Hermiona słyszała, że w jego głosie już pobrzmiewały kryształki lodu. Mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby szykował się do walki.

Hermiona otworzyła szeroko oczy, rozpoznając wyraz jego twarzy. W jego oczach lśnił ten sam groźny płomień, który był tam tej nocy, kiedy karał Mundungusa. Jej serce mocniej zabiło. Mogłaby to zrzucić na strach, ale poczuła też, że jej policzki czerwienieją i naszła ją dziwna myśl. Czy on mnie pociąga? Nie! To niedorzeczne.

- O tej, kiedy wspominał, żeby nie mówić Harry'emu więcej, niż powinien wiedzieć? – Wyjaśniła pani Weasley, kładąc nacisk na dwa ostatnie słowa.

- Nie zamierzam powiedzieć mu więcej, niż powinien wiedzieć, Molly – zgodził się Black. – Ale to on widział, jak Voldemort powstaje z martwych. Dlatego ma największe prawo, żeby…

Pani Weasley ponownie mu przerwała.

- Nie jest członkiem Zakonu Feniksa! Ma tylko piętnaście lat i…

- I poradził sobie w życiu z rzeczami straszniejszymi, niż widzieli członkowie Zakonu! – Warknął Syriusz. – Zrobił więcej, niż…

- Nikt nie umniejsza wagi jego czynów – wrzasnęła pani Weasley. Jej ciasno zaciśnięte dłonie drżały. – Ale nadal jest…

- On nie jest dzieckiem! – Odszczeknął zniecierpliwiony Black.

- Nie jest też dorosły – wytknęła pani Weasley, a jej policzki poczerwieniały. – On nie jest Jamesem, Syriuszu.

W jadalni zapadła cisza.

I podczas, gdy wszyscy patrzyli na Syriusza, czekając na jego odpowiedź, Hermiona patrzyła na profesora Lupina, który – z nieznanych jej przyczyn – patrzył właśnie na nią. W oczach miał poczucie winy. Jej serce zaczęło wybijać szalony rytm. Dlaczego patrzy na mnie z tak ogromnym poczuciem winy?

- Dziękuję, Molly, za przypomnienie, ale doskonale wiem, kim jest Harry – stwierdził zimno Syriusz.

- Nie wydaje mi się – pani Weasley prychnęła. – Czasami niepokoi mnie sposób, w jaki o nim mówisz. Wydaje ci się, że masz znowu obok siebie swojego najlepszego przyjaciela!

- A co z tym jest nie tak? – Warknął Harry.

Hermiona wyciągnęła rękę i uścisnęła dłoń przyjaciela. Z jednej strony miała nadzieję utrzymać jego ognisty temperament w ryzach, a z drugiej chciała mu zaoferować swoje milczące wsparcie. Rozumiała punkt widzenia pani Weasley. Ta kobieta była matką, która przede wszystkim dbała o bezpieczeństwo swoich dzieci. Było oczywiste, że uważała Harry'ego – i czasami Hermionę – za część swojej gromadki. Hermiona jednak widziała ból, który próbował ukryć Syriusz. Widziała poczucie winy, którego profesor Lupin nawet nie starał się ukrywać. Widziała wściekłość i zgorzknienie w oczach Harry'ego.

- Co w tym złego? Nie jesteś swoim ojcem, Harry, chociaż wyglądasz prawie tak samo, jak on – powiedziała pani Weasley do chłopaka, chociaż jej wzrok nadal spoczywał na Syriuszu. – Nadal jesteś uczniem, a dorośli, pod których opieką się znajdujesz, nie powinni o tym zapominać.

- Uważasz, że jestem nieodpowiedzialnym ojcem chrzestnym? – Syriusz podniósł głos.

- Chodzi mi o to, że jesteś znany ze swoich wyskoków, Syriuszu. To dlatego Dumbledore ciągle ci przypomina, żebyś został w domu…

- Zostawmy polecenia, jakie wydał mi Dumbledore, poza tą dyskusją, bardzo cię proszę – cierpliwość Blacka była na wyczerpaniu.

- Osobiście uważam – cicho wtrącił się profesor Lupin. – Że lepiej będzie, jeśli Harry pozna fakty… Nie wszystkie, ale ogólny zarys informacji… Od nas. Wolałbym, żeby nie dotarła do niego przeinaczona wersja.

- No cóż – pani Weasley westchnęła i powiodła wzrokiem po pozostałych osobach zgromadzonych przy stole, poszukując wsparcia, którego nie dostała. – Widzę, że zostanę przegłosowana. Przypomnę wam tylko jedno: Dumbledore ma swoje powody, żeby nie informować Harry'ego o wszystkim. I mówię to jako osoba, która chce dla niego jak najlepiej…

- On nie jest twoim synem! – Wymamrotał Black.

- Ale troszczę się o niego, jak o własnego syna! – Odwarknęła mu pani Weasley. – Na kogo innego może w życiu liczyć?

- Na mnie!

Hermiona poczuła, jak trzymana w jej dłoni ręka Harry'ego zacisnęła się mocno. Widok jego twarzy, jego tęsknoty za domem, kiedy patrzył przez całą długość stołu na swojego ojca chrzestnego, złamał jej serce.

Syriusz był wściekły.

- Tak – pani Weasley uśmiechnęła się drwiąco. – Problem w tym, że nie mogłeś się nim odpowiednio zająć, kiedy siedziałeś w Azkabanie, prawda?

Zgromadzeni przy stole wstrzymali oddechy, patrząc z niepokojem na Syriusza i panią Weasley, którzy wyglądali na gotowych do walki.

Hermiona zerknęła na Harry'ego, który był emocjonalnie rozdarty i dziewczyna doskonale go rozumiała. Pani Weasley traktowała go jak matka przez wiele lat, ale nawet Hermiona wiedziała, skąd bierze się roszczenie Syriusza. Po przypadkowym natknięciu się na profesora Lupina i Syriusza karzących Mundungusa, Hermiona zdawała sobie sprawę, jak ważny dla nich obu był Harry.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

10 sierpnia 1995

Drzwi do piwnicy powoli się otworzyły i Hermiona ruszyła się ze swojego miejsca na podłodze, gdzie zasnęła. Po chwili znalazła się twarzą w twarz z Łapą.

Próbowała tej nocy zasnąć, ale okno pokoju, który zajmowała razem z Ginny, wychodziło dokładnie na księżyc w pełni. Wiedziała, że profesor Lupin cierpi gdzieś w piwnicy tego domu. Ta wiedza sprawiała jej ogromny ból. Bezgłośnie opuściła łóżko, złapała jakąś książkę i po wielu schodach zeszła aż do drzwi prowadzących do piwnicy, gdzie za wieloma ochronnymi zaklęciami znajdował się profesor Lupin. Usiadła przy samym wejściu i od czasu do czasu jej uszu dobiegał dźwięk pazurów drapiących o podłogę, głośne węszenie albo krótkie szczeknięcie. Domyślała się, że w zaklęcia ochronne wpleciona jest również blokada sensoryczna, bo wyglądało na to, że jej obecność przed drzwiami piwnicy nie miała wpływu na to, co dzieje się w jej wnętrzu.

Obudził ją dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzała w górę i zobaczyła wpatrującego się w nią Łapę. Zarumieniła się.

Syriusz momentalnie zmienił się w człowieka i zmarszczył brwi.

- Wszystko w porządku, Hermiono?

- Ja… Martwiłam się – Przyznała. Próbowała znaleźć jakąś dobrą wymówkę, ale była na to zbyt zmęczona. – Czy on…?

- Da sobie radę. Teraz śpi. Do wschodu słońca pozostało kilka godzin. Pomyślałem, że zrobię sobie herbaty i zjem kilka herbatników. Czy… - Zawahał się i odkaszlnął. – Chciałabyś do mnie dołączyć?

Hermiona spojrzała prosto w jego szare oczy i uśmiechnęła się. Odzyskał w dużej mierze wagę, którą stracił wcześniej w Azkabanie i podczas swojej ucieczki. Nie mogła zaprzeczyć temu, że był przystojny – posunęłaby się nawet do nazwania go pięknym w jakiś mroczny sposób. Jego arystokratyczna maniera nieco przypominała jej Malfoy'a, ale sposób jego bycia był bardzo odprężający.

Uświadomiwszy sobie, że się na niego zagapiła i nic nie odpowiedziała na jego pytanie, pochyliła głowę, a na jej policzki wkradł się zdradziecki rumieniec. Potrząsnęła przecząco głową i wstała.

- Nie, dziękuję. Chciałam tylko się upewnić, że profesor Lupin czuje się dobrze – powiedziała cicho i uciekła na schody.

Zatrzymała się, kiedy Syriusz ją zawołał.

- Zajmę się nim. Obiecuję, kotku – szepnął, patrząc na nią w taki sposób, jakby ją o coś prosił, a nie obiecywał.

Był smutny. Miał wypisane na twarzy poczucie winy.

A może, pomyślała, prosił o wybaczenie. Nie miała jednak pojęcia, co było do wybaczenia i dlaczego właśnie ją o nie poprosił.

A jednak te słowa, które spłynęły z jego ust – podobnie jak czułe zdrobnienie, na które sobie pozwalał, a które irytowało ją coraz mniej – i sposób, w jaki je wymówił sugerowały, że Syriusz wie, jak ważny był dla niej profesor Lupin. Cała ta sytuacja wydała się jej bardzo… Prywatna. Intymna. Poruszyła coś w jej duszy i Hermiona natychmiast spróbowała to zamaskować uprzejmym uśmiechem i ucieczką do swojego pokoju.

Kiedy już znalazła się w swojej bezpiecznej przystani, uspokoiła swój oddech. Była zszokowana tym, że jej serce mocno uderza w piersi, co nie miało nic wspólnego z tym, że właśnie wbiegła kilka pięter po schodach.

Świetnie, pomyślała drwiąco. Dwóch profesorów, Wiktor Krum, a teraz ojciec chrzestny Harry'ego? Czemu nie może mnie pociągać ktoś w moim wieku?

Bezgłośnie prawiła sobie kazanie, jednocześnie zastanawiając się, czy przypadkiem nie powinna być nieco milsza dla Rona. Z drugiej strony, jego zachowanie podczas Balu Bożonarodzeniowego sprawiło, że spadł na sam koniec listy potencjalnych osób, które mogłyby ją zainteresować.

Muszę się po prostu skupić na nauce, zdecydowała i ułożyła się wygodnie w łóżku, gdzie absolutnie, bez żadnych wątpliwości nie będą jej prześladować sny z Syriuszem Blackiem w roli głównej.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

31 sierpnia 1995

Hermiona nie wiedziała, co jeszcze może zrobić, poza przeprosinami, jakie już ofiarowała. Nie chciała przecież celowo obrazić Rona, będąc zszokowaną tym, że dostał odznakę Prefekta. Chociaż, prawdę mówiąc, była zszokowana do szpiku kości.

Co, na bogów, zrobił ten chłopak, żeby zostać Prefektem? Hermiona przez wiele lat ciężko pracowała, żeby zdobyć upragnioną odznakę, a w jakiś sposób Ron również został uznany godnym piastowania tego stanowiska? Ron, który miał słabe oceny, miał nawyk łamania wszystkich zasad, miał złe nastawienie do nielubianych nauczycieli i wcale nie szanował profesora Snape'a…

I wyglądało na to, że ten jeden moment, kiedy zdziwienie było widoczne na jej twarzy wystarczył, żeby Ron ignorował ją za każdym razem, kiedy znajdowali się w jednym pomieszczeniu.

Niech mu będzie. Skoro chciał się tak zachowywać…

- Twój brat jest dupkiem – wymamrotała Hermiona, zszedłszy ze schodów. Przywitał ją widok Ginny z uchem przytkniętym do zamkniętych drzwi. Co ciekawe, Ginny nawet nie podskoczyła z zaskoczenia na słowa Hermiony.

- Który brat? Każdy z nich bywa od czasu do czasu dupkowaty, więc musisz być dokładniejsza.

- Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, powinnam powiedzieć, że chodzi mi o Percy'ego – powiedziała Hermiona, marszcząc czoło. Widok zdruzgotanych państwa Weasley, kiedy przy stole kuchennym wspominano imię Percy'ego łamał jej serce. – Ale w tym wypadku mówię o Ronie.

- Ron jest królem dupków, nie wiedziałaś? – Ginny zachichotała. – Zasłużył sobie na ten zaszczytny tytuł, kiedy Fred i George pojechali po raz pierwszy do Hogwartu i w domu zostaliśmy wyłącznie ja i Ron. „Ale, mamusiu, nie chcę zostać w domu z głupią Ginewrą".

Ginny idealnie udawała łkanie swojego starszego brata.

- Zrobił scenę na stacji kolejowej i wrzucił mojego ulubionego wypchanego smoka pod lokomotywę.

- Nie zrobił tego! – Krzyknęła cicho Hermiona.

- Uwierz mi, zrobił. Mama porządnie go sprała po powrocie do domu – Ginny uśmiechnęła się złośliwie na to wspomnienie. – Kochałam tego cholernego smoka.

- Język – ostrzegła ją cicho Hermiona. – Ginny? Możesz mi wyjaśnić, dlaczego rozmawiamy szeptem?

- Bo nie chcę, żeby przyłapano mnie na podsłuchiwaniu.

Hermiona spojrzała na przyjaciółkę z niezadowoleniem.

- Ginny, niegrzecznie jest naruszać cudzą prywatność.

- Syriusz i profesor Lupin rozmawiają z Harrym o seksie – powiedziała Ginny, jakby to dawało jej prawo do słuchania.

Hermiona szeroko otworzyła oczy i pospieszyła do drzwi.

- Przesuń się, bo nic nie słyszę.

- I o to chodzi. Próbują nauczyć Harry'ego, jak niewerbalnie rzucać zaklęcie antykoncepcyjne. I nie pytaj mnie, jak udało im się obejść zakaz używania magii przez osoby niepełnoletnie poza Hogwartem. Oni dwaj są lepsi niż Fred i George.

Hermionie wydawało się, że jej twarz przybrała buraczany odcień – nie była tylko pewna, czy odpowiedzialne za to było zawstydzenie, zażenowanie czy może gniew.

- A skoro już o nich mowa – kontynuowała Ginny. – Bliźniaki w końcu ogarnęli, o co chodzi z Łapą i Lunatykiem. George przez cały dzień zasypywał Lupina i Syriusza pytaniami. I wydaje mi się, że widziałam, jak Fred płakał z radości.

- Na bogów… - Hermiona prychnęła. – Po pierwsze, Harry nie jest w stanie nauczyć się zaklęcia niewerbalnego, nieważne, za jak utalentowanego niektórzy go uważają. Po drugie, Harry jest zbyt młody, żeby w ogóle myśleć o… O…

- Seksie? – Drażniła się z przyjaciółką Ginny.

- O zaklęciu antykoncepcyjnym – poprawiła ją Hermiona, zastanawiając się, dlaczego rumieniec nie chce zniknąć.

- To twoja opinia. Może ja nie jestem w stanie rzucić go niewerbalnie, ale zaklęcie antykoncepcyjne znam od sześciu miesięcy.

Hermionie opadła szczęka.

- Twoja matka naprawdę…

Ginny odrzuciła głowę do tyłu i roześmiała się cicho, zakrywając dłonią usta, aby nikt jej nie usłyszał.

- Na Merlina, nie. Fred i George mnie nauczyli, kiedy złapali jakiegoś Krukona, któremu się spodobałam. Najpierw zamknęli go w schowku na miotły na całe dwa dni, a później nauczyli mnie zaklęcia antykoncepcyjnego w dodatku do kilku klątw. Jako środek zaradczy.

Ich rozmowa zakończyła się nagle, kiedy usłyszały głosy dobiegające z drugiej strony drzwi.

- Chyba tego nie rozumiem. Tracisz tylko czas, Syriuszu – powiedział Harry.

- Nie łam się, chłopcze. To ja nauczyłem cię, jak się chodzi i jak się mówi. Tego też ja cię nauczę.

- Ty nauczyłeś mnie chodzić i mówić?

- Oczywiście, że ja. Ode mnie dostałeś swoją pierwszą miotłę. Unosiła się niecałą stopę na ziemią, ale mimo wszystko latała.

- A moi rodzice? – Zapytał Harry.

Na to wtrącił się profesor Lupin.

- Twoi rodzice zawsze byli przy tobie, ale my byliśmy w waszym życiu przez cały czas. A przynajmniej spędzaliśmy z wami każdą wolną chwilę. Kiedy się urodziłeś, wojna trwała w najlepsze, a ponieważ twoi rodzice się ukrywali, my musieliśmy wykonywać wszystkie misje.

- Naprawdę? Jakie misje?

- Bardzo nudne – odpowiedział Syriusz podejrzanie szybko. – Dużo podróżowaliśmy, ale nic interesującego się nie działo. Ustaw różdżkę w odpowiedniej pozycji i spróbuj jeszcze raz.

- Co było moim pierwszym słowem?

Nastała kompletna cisza. Dopiero po chwili odezwał się Black.

- Nie wolno mi powiedzieć.

- Dlaczego nie?

- Bo obiecałem twojemu ojcu, że zachowam to w sekrecie. Twoja mama skopałabym mi dupę, jeśli by się dowiedziała, że nauczyłeś się tego słowa ode mnie. Udawajmy, że twoim pierwszym słowem było „znicz" i dajmy już sobie spokój, dobrze?

Harry, Syriusz i profesor Lupin roześmieli się radośnie.

Ukryta za drzwiami Ginny chichotała bezgłośnie, z kolei Hermiona potrząsała głową z niedowierzaniem. W głębi duszy była jednak zadowolona, że Harry miał takie słodkie dzieciństwo i nie odebrano mu do końca chwil spędzonych ze swoim ojcem chrzestnym.

- Skoro byliście tak blisko z moimi rodzicami, dlaczego usłyszałem o was dopiero na trzecim roku? Przez cały ten czas miałem ojca chrzestnego, a ciocia Petunia i wuj Vernon słowem się o nim nie zająknęli.

- Widzisz, Petunia jest po prostu jebniętą piz…

- Twoja mama nie była w dobrych stosunkach ze swoją siostrą w momencie, kiedy się urodziłeś – profesor Lupin przerwał Syriuszowi. – Wysłała jej zawiadomienie o twoich narodzinach, ale twojego wujostwa nie interesowały informacje o reszcie rodziny.

- Rodziny? – Dopytał Harry.

- Miałem na myśli…

- Nas – dopowiedział Black. – Mnie i Lunatyka. Byliśmy rodziną. Praktycznie zostałem adoptowany przez twoich dziadków, podobnie, jak Remus. Twój tata był naszym bratem, twoja mama była naszą siostrą. Kiedy… - Zawahał się, a kiedy znowu zaczął mówić, Hermiona wychwyciła zmianę w jego głosie. Był pełen smutku, nostalgiczny. – Powinieneś był zostać ze mną. Ale ja spierdoliłem sprawę. Wiem o tym. Mimo wszystko, twoi rodzice wyrazili jasno swoje życzenia. Gdybym ja nie był w pobliżu, żeby cię wychować, miałeś trafić do Remusa.

- To dlaczego…?

- Ustawa przeciw wilkołakom – odpowiedział gorzko profesor Lupin. – Ministerstwo by mi ciebie odebrało w chwili, kiedy by się dowiedzieli.

Hermiona wykrzywiła twarz z gniewu, słysząc tę informację.

- Wystarczy tych nieprzyjemnych wspomnień – powiedział stanowczo Syriusz. – Próbuję wbić chłopakowi do głowy najmądrzejsze zaklęcie stulecia.

- I tak uważam, że marnujesz na mnie swój czas, Syriuszu. Ja nigdy nawet nie pocałowałem dziewczyny.

Ginny i Hermiona spojrzały na siebie. Ginny była wyraźnie zaskoczona tymi słowa, jednak na Hermionie nie zrobiły one wrażenia. Wiedziała, że Harry był niesamowicie wstydliwy, kiedy chodziło o dziewczyny. Jedyną, która mu się kiedykolwiek podobała, była Cho i Harry ledwie odważył się zaprosić ją na Bal Bożonarodzeniowy. Nieco zbyt późno, jak się okazało.

- Naprawdę? – Syriusz zachichotał. – Widzisz, co się dzieje, kiedy ratujesz świat? Naprawdę doceniamy twoje poświęcenie, Harry.

- Dzięki – odpowiedział chłopak sarkastycznie. – Ile miałeś lat, kiedy… Hmmm…

- Piętnaście – odpowiedział Syriusz.

- Ja też – dodał profesor Lupin.

Hermiona szeroko otworzyła oczy. Mogła zrozumieć, że Syriusz miał piętnaście lat podczas swojego pierwszego razu, ale profesor Lupin?

- A wiecie…? Ile lat miał mój tata? – Dopytywał nerwowo Harry.

- Prawie osiemnaście – Black nadal się śmiał pod nosem. – Nie martw się, Harry, masz jeszcze dużo czasu. Jestem jednak ostrożny. My byliśmy nieco młodsi, kiedy tata… To znaczy, tata Jamesa zaprosił nas na męską rozmowę i nauczył nas tego zaklęcia. I jeśli poczujesz się dzięki temu lepiej, pierwszy raz, który się dla mnie liczył, miał miejsce, gdy miałem siedemnaście lat.

- A jak to możliwe, że wcześniejsze się nie liczyły?

- Nic nie czułem do tych innych dziewczyn. Byłem głupim, bezczelnym dzieciakiem i próbowałem poradzić sobie ze swoimi problemami poprzez sypianie z czarownicami. Ale wszystko się zmieniło, kiedy zrozumiałem, że jedna dziewczyna jest moją prawdziwą, jedyną miłością.

- On ma rację – przyznał profesor Lupin.

Hermiona odsunęła się od drzwi, nagle czując się zawstydzona podsłuchiwaniem. Spojrzała na Ginny i potrząsnęła głową.

- I tak mi się to nie podoba. Chociaż podejrzewam, że dobrze znać to zaklęcie.

Ginny zachichotała.

- Ominęłaś najlepsze części ich rozmowy. Zanim Harry do nich dołączył, opowiadali bliźniakom o ich podbojach w Hogwarcie.

- Podbojach?

- Syriusz był bardzo popularny wśród Krukonek.

Hermiona się wykrzywiła.

- A profesor Lupin kiedyś uprawiał seks w bibliotece.

Hermiona cicho krzyknęła.

- W mojej bibliotece?

- Cicho! – Ginny przyskoczyła do Hermiona i objęła ramionami, próbując jednocześnie zatkać jej usta. W końcu starsza dziewczyna przestała wydawać z siebie pełne zdumienia i szoku dźwięki. Jednak to, co działo się w jej sprawnie działającym umyśle, było inną kwestią. Zalały ją obrazy profesora Lupina, z nagim torsem, opierającego się o regał, za którym znajdował się Dział Ksiąg Zakazanych. Jej policzki zapłonęły i zaczęła się szamotać w uścisku Ginny.

- Dziewczęta? – Zawołała pani Weasley, stając u dołu schodów. – Co tam robicie tak późno?

- Nic takiego! – Krzyknęły równocześnie Ginny i Hermiona.

- W takim razie marsz do łóżek. Jutro mamy w planach dużo pracy i musicie być wypoczęte.

W pokoju, za dębowymi drzwiami, Syriusz i Remus siedzieli przy okrągłym stoliku naprzeciwko Harry'ego. Odprężało ich przypominanie sobie dobrych chwil z ich młodości, ale jednocześnie obaj musieli zapanować nad odruchami, kiedy usłyszeli dwie czarownice, ukryte po drugiej stronie drzwi.

Kiedy usłyszeli, że Molly woła dziewczęta i każe im iść do łóżek, napięcie opuściło ich ciała.

- Myślisz o jakiejś konkretnej dziewczynie? – Zapytał Syriusz.

Harry zarumienił się i wbił wzrok w dno pustego kubka po gorącej czekoladzie.

- Tak jakby – przyznał cicho. – To skomplikowane.

- Chodzi o Hermionę? – Drążył Black, ignorując zdumione spojrzenie, jakie posłał mu Remus.

Zastanawiał się nad tym już od wielu miesięcy, od czasu, kiedy w Proroku Codziennym pojawił się artykuł Rity Skeeter, dotyczący sekretnego związku jego chrześniaka i Hermiony. Remus próbował go przekonać, że reporterka kłamała, ale Syriusz chciał usłyszeć prawdę bezpośrednio od Harry'ego. Pomyślał o dniu, kiedy będzie musiał zdradzić Harry'emu całą prawdę i opowiedzieć o podróży Hermiony w czasie. Nie czekał na ten dzień z radością. Jeżeli Harry rzeczywiście był w niej zakochany, cała ta sytuacja niebywale się skomplikuje i Syriusz chciał być na to przygotowany.

- Co?! – Harry spojrzał na swojego ojca chrzestnego z obrzydzeniem. – Na Merlina, nie! To obrzydliwe. Hermiona jest dla mnie jak siostra.

Syriusz powstrzymał się od westchnięcia z ulgą i tylko skinął z namysłem głową.

- Dobrze wiedzieć. Powiedz mi jeszcze, dlaczego ta dziewczyna to taka skomplikowana sprawa?

- Miała wcześniej chłopaka i on… - Harry zmarszczył brwi. – On umarł.

Syriusz i Remus spojrzeli po sobie i westchnęli jednocześnie.

Pierwszy odezwał się Lupin.

- To okropne, Harry. Ale w życiu trzeba iść przed siebie. Nie wolno się zatrzymać wyłącznie dlatego, że ktoś odszedł. Zaufaj nam w tym temacie. Mamy doświadczenie.

Syriusz w odpowiedzi tylko wywrócił oczami, wiedząc, że przyjaciel mówił o sposobach Blacka na radzenie sobie ze stratą po zniknięciu Mii. A były to bardzo marne sposoby.

- Dzięki – szepnął Harry. – Chyba pójdę już do łóżka.

- Nie tak szybko – Syriusz wyciągnął ramię i położył dłoń na ramieniu chrześniaka, nie pozwalając mu wstać. – Myślisz, że dam ci kilka rad odnośnie dziewczyn, nauczę cię zaklęcia antykoncepcyjnego i pozwolę ci iść spać? Za jakiego ojca chrzestnego ty mnie masz?

- Za świetnego ojca chrzestnego? – Zasugerował chłopak.

Syriusz zachichotał na widok szelmowskiego błysku w oczach chrześniaka.

- Niezła próba, młody. Uważaj na siebie w tym roku. Mówię poważnie – powiedział stanowczo, niemal ojcowskim tonem. – Skup się na swoich lekcjach. Wiem, że nie wszystkie zajęcia są tak ciekawe, jak mój instruktaż, ale potrzebujesz każdej cząstki wiedzy, jaką chcą ci przekazać twoi nauczyciele.

- I nie proś Hermiony, żeby odrabiała za ciebie zadania domowe – wtrącił się Remus. Kiedy Harry spojrzał na niego, jak łoś złapany w światła samochodu, Lupin pokiwał głową z dezaprobatą. – Tak, wiem, że przez całe lata to robiłeś.

- Przestań ją traktować w ten sposób – poparł przyjaciela Remus. – I nie pozwalaj innym jej denerwować. Mówisz, że jest dla ciebie jak siostra, więc traktuj ją jak siostrę. Nie masz pojęcia, jak ogromny ból zadałbym komuś, kto doprowadziłby twoją mamę do łez. Ona była moją siostrą.

Harry zamyślił się nad ostrym spojrzeniem, którym wwiercał się w niego Syriusz. Skrzywił się.

- Nie mówisz o Malfoy'u, prawda?

Remus uniósł brew.

- Co jest bardziej bolesne? Kiedy obraża cię twój wróg czy przyjaciel?

Harry westchnął, doskonale rozumiejąc, o co chodzi. Skinął głową.

- Postaram się trzymać temperament Rona w ryzach.

- Temu chłopcu się nie spodoba rozmowa ze mną – zagroził Black. – Hermiona jest twoją siostrą, co czyni ją członkiem tej rodziny. A my chronimy członków naszej rodziny, Harry. Słyszysz, co mówię? Rodzina jest najważniejsza.

- Rozumiem – chłopak ponownie skinął głową, ale tym razem wyprostował się z dumą. – Nie zawiodę cię.

Syriusz uśmiechnął się i przyciągnął do siebie chrześniaka.

- Wiem, że mnie nie zawiedziesz.