Od tłumaczki: Kochani, w związku z gorącym okresem bożonarodzeniowo-noworocznym, nie miałam możliwości, żeby zamieścić ten rozdział w zeszłym tygodniu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Rozdział jest wyjątkowo świąteczny, tak się przypadkiem złożyło.

Korzystając z okazji, chciałabym Wam życzyć szczęśliwego nowego roku. Oby spełniły się Wasze marzenia i postanowienia.

Kolejny rozdział również pojawi się we wtorek – poniedziałek jest wolny i będę wtedy spać przez cały dzień. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 117 – TO NIE JEST ZDROWE

31 stycznia 1977

Mia i Syriusz wytoczyli się z salonu tatuażu, podpierając się nawzajem. Musieli sobie pomagać, żeby iść w miarę prosto i się nie przewrócić. Elfie wino było bardzo mocne i nadal krążyło w ich krwiobiegach. Mia powiedziała Syriuszowi, że prawdopodobnie oboje są jeszcze na endorfinowym haju, bo nie czują bólu od swoich najnowszych tatuaży. Żadne z nich nie mogło powiedzieć, że w tej chwili w ogóle odczuwali jakikolwiek ból.

Mii bardzo się to podobało.

Oczywiście, Syriusz musiał wpaść na pomysł, żeby wytatuować sobie jej imię na piersi. Skupił się na jej rozszerzonych źrenicach, kiedy obserwowała, jak został oznaczony jej imieniem na całe życie. Kiedy więc wspomniał, że chciałby żeby ona również wytatuowała sobie jego imię na swoim ciele, chętnie się zgodziła. Mina jej zrzedła dopiero, kiedy Syriusz wspomniał o miejscu, w którym miałaby dać się oznaczyć.

- Syriuszu! Nie masz pojęcia, jak to będzie bolało!

Koniec końców, nie bolało tak bardzo. Elfie wino wystarczająco ją znieczuliło, a dodatkowo pełne pasji spojrzenie Syriusza odwracało jej uwagę od poczynań tatuażysty w takim stopniu, że nie zauważyła, kiedy skończył.

Zachichotała, kiedy Syriusz uniósł ją nad ziemię i z nią zawirował, głęboko ją całując. Udało mu się uniknąć uderzenia pary Mugoli, która ze zgorszeniem się im przyglądała. Rozejrzał się uważnie po okolicy i widząc, że nikt ich nie obserwuje, zaciągnął swoją czarownicę w pustą alejkę, za stary, zamknięty sklep z gadżetami.

- Jamie cię zabije, kiedy się dowie – powiedziała Mia, odnosząc się do tatuażu, czując dłonie Syriusza wędrujące pod jej spódniczką, która była zdecydowanie zbyt krótka, jak na taką pogodę. Nic dziwnego, że Mugole się na nich gapili.

- Ten dupek praktycznie wytatuował sobie imię Lily wzdłuż całej klatki piersiowej. Ja dałem sobie wytatuować twoje imię tam, gdzie jego miejsce, czyli nad sercem – przycisnął usta do jej gardła i zadrżał z zadowolenia, kiedy wyrwał się jej jęk. Kochał te ciche dźwięki, które wydawała.

- Wiesz, o co mi chodzi – Mia wydęła wargi i przeczesała palcami jego włosy. – I skoro moje imię powinno być wytatuowane nad twoim sercem, dlaczego twoje imię znalazło miejsce na moim udzie?

Odsunął się od niej, żeby patrzeć, jak czerwienieje jej skóra, gdy jego palce wodziły lekko po skórze jej uda, w miejscu, gdzie zaczynał się tusz.

- Bo domyśliłem się, że gdyby wytatuować moje imię w miejscu, gdzie naprawdę mu się należy, mogłabyś nie wytrzymać bólu – odpowiedział z aroganckim uśmieszkiem.

- Syriuszu… Miejsce publiczne…

- Już uprawialiśmy seks w miejscu publicznym.

Mia zarumieniła się. Nadal zaskakiwało go, że potrafił wywołać na jej twarzy rumieniec, mimo wszystkiego, co razem przeszli.

- W Hogwarcie, w ciemnym korytarzu, w czasie ciszy nocnej… Nie w środku Londynu!

Syriusz uśmiechnął się drapieżnie, a jej oczy nagle zmieniły kolor z czekoladowego na bursztynowy. Działo się tak wtedy, kiedy była podekscytowana albo wściekła. Na Merlina, jak bardzo chciał, żeby jej oczy na zawsze pozostały bursztynowe.

Zbliżył się do niej i ustami musnął płatek jej ucha.

- Remus powiedział mi, że kiedyś dałaś się mu przelecieć na środku Londynu. W jakiejś ciemnej alejce, po koncercie, na który wspólnie się wybraliśmy.

Mia odetchnęła z trudem, kiedy uniósł ją i owinął jej nogi wokół swojego pasa.

- Powiedział ci o tym? – Zapytała, kompletnie nie odczuwając z tego powodu zawstydzenia. Jej pewność siebie była jedną z tych rzeczy, które Syriusza w niej pociągały.

- Czasami porównujemy doświadczenia – drażnił się z nią, po czym wzdrygnął się, kiedy uszczypnęła go we wrażliwą skórę pod pachą. – Auć!

Postawił ją na nogi i odsunął się od niej ze śmiechem.

- Ty dupku!

- Żartowałem! – Roześmiał się głośniej i po chwili znowu na nią natarł. Złapał ją, zanim miała okazję odejść. – Ale jestem urażony. Z Remusem uprawiałaś seks na mieście, a ze mną nie chcesz?

Mia wywróciła oczami w reakcji na tę udawaną zazdrość.

- Co będę z tego miała?

Syriusz powoli uniósł brew.

- Chcesz się ze mną targować? Na Merlina, naprawdę nie zostałaś przydzielona do odpowiedniego domu.

- Już to sss-słyszałam – zasyczała celowo. – A teraz mi powiedz, co będę z tego miała.

Syriusz osunął się na kolana i z zachwytem spojrzał na skraj spódniczki Mii. Kiedy jednak skrzyżowała ramiona na piersi, całkowicie obojętna na mało subtelne zachowanie chłopaka, Syriusz spojrzał w jej oczy.

- No, co? Nie podoba ci się widok? Przecież korzę się przed tobą, błagam!

- I nie jest to warte ani sekundy mojego cennego czasu, widząc, jaką ci to sprawia przyjemność – przygryzła dolną wargę i zaskomlała, kiedy Syriusz warknął i zacisnął dłonie wokół jej ud.

- A jeśli przestanę błagać i zacznę żądać? – Zapytał, wodząc nosem po jej skórze, szukając wzrokiem najnowszego tatuażu. Był wdzięczny za wynalezienie Zaklęć Uzdrawiających, bo miejsce, któremu chciał poświęcić całą swoją uwagę mogłoby być bez nich zbyt obolałe.

- To bardziej do ciebie pasuje…

- Chcę się przekonać, jak smakuje moje imię wytatuowane na twojej skórze.

Jęknął, przesuwając językiem po tuszu, który odznaczał się na jasnym udzie dziewczyny. Czuł swoją potęgę, kiedy zadrżała od takiej subtelnej pieszczoty.

- Podoba ci się, kotku? – Spojrzał w górę i zauważył, że odrzuciła głowę do tyłu i zagryzła wargi. – W takim razie to na pewno ci się spodoba!

Wstał, założył sobie jej nogi na biodra i zaczął rozpinać pasek…

Puk! Puk! Puk!

- Łapo! Nie śpisz?

Syriusz otworzył oczy i natychmiast je zamknął, próbując wrócić w słodkie objęcia snu. Rzeczywistość próbowała zwalić mu się na głowę z ogłuszającym hukiem.

Nie, nie, nie… Krótka spódniczka, wytatuowane udo…

- Syriuszu?

- Ja pierdolę! – Black gwałtownie skopał z siebie okrywające go koce i wstał, gapiąc się z nienawiścią na kalendarz, pokazujący datę 8 października 1995. Zrzucił kalendarz z nocnego stolika, podszedł stanowczym krokiem do drzwi swojej sypialni i otworzył je szeroko. Rzucił swojemu najlepszemu przyjacielowi mordercze spojrzenie. – Jesteś. Niesamowitym. Kutasem.

Remus wykrzywił się do Syriusza.

- Dzień dobry, ty dupku.

- Co ci się stało? – Zapytała Tonks, wychodząc zza pleców swojego chłopaka. Żuła mugolską gumę i jej włosy miały identyczny lawendowy odcień, jak smakołyk.

- Już wam mówię – zaczął wściekły Black. – Od piętnastu pierdolonych lat nie zrobiłem sobie dobrze!

Jego brutalna szczerość spowodowała, że po twarzy Remusa przemknął cień, a guma wypadła z ust Tonks.

- To… - Nimfadora wyglądała na zszokowaną. – Nie jest zdrowe.

Remus wywrócił oczami i Syriusz dopiero teraz dostrzegł ciemne cienie na policzkach przyjaciela.

- Wybudziliśmy cię z erotycznego snu? Chcę w ogóle wiedzieć, o czym śniłeś?

Syriusz wymamrotał coś bezładnego pod nosem, odwrócił się i sięgnął po czarną szatę. Narzucił ją sobie na ramiona, w ogóle nie przejmując się jej zawiązaniem w pasie.

- Wspomnienie. Chyba ci o nim kiedyś mówiłem. Salon tatuażu, wąska, londyńska uliczka, krótka spódniczka – jęknął z bólu. – Ja pierdolę, nienawidzę mojego życia. Nienawidzę tego domu.

Warknął głośno, zanim kopnął mocno w ścianę. Odwrócił się do przyjaciela i obdarzył go gniewnym spojrzeniem.

- Ciebie też nienawidzę.

Remus roześmiał się.

- Skocz pod prysznic i zrób sobie dobrze.

- Nie mogę – wydusił Syriusz przez zaciśnięte zęby.

- Dlaczego?

- Jak sądzisz, o czym myślę, żeby się podniecić?

- No, tak – odpowiedział z namysłem Remus, a po chwili do niego dotarło, o czym myślał przyjaciel. – Aha.

- Tak, aha – warknął Black. Przeszedł obok Lupina, szybko zbiegł po schodach na parter i zawołał Stworka, żeby skrzat zaczął przygotowywać śniadanie. Nie był w nastroju, żeby rozmawiać z Tonks i Remusem. A przynajmniej nie był w nastroju przed pierwszą kawą.

- Nie rozumiem – wymamrotała Tonks, podążając za Remusem i Syriuszem do kuchni.

- Mia – wyjaśnił jej Remus.

Zabrało to jej kilka chwil, ale w końcu zrozumiała, co miała znaczyć ta lakoniczna odpowiedź.

- Aha. No, tak, ona ma już szesnaście lat.

- Jestem tego świadomy – szczeknął Syriusz. – A co najgorsze, moje ciało nieświadomie reaguje na uroczą, nagą Mię, owiniętą wokół moich bioder, całkowicie pełnoletnią… Po czym mój umysł przypomina mi, że Hermiona taka nie jest!

Kopnął drzwi prowadzące do jadalni. Z zadowoleniem stwierdził, że jego skrzat domowy miał wystarczająco dużo przyzwoitości, żeby postawić kubek z parującą kawą obok ulubionego miejsca Syriusza.

- Po co mnie obudziliście?

- Kominek był otwarty – odpowiedział Remus, wchodząc za przyjacielem do jadalni i zajmując miejsce naprzeciwko niego. – Chciałem się dowiedzieć, czy ostatnio ktoś do ciebie wpadł.

- Nie – Syriusz pociągnął długi łyk mocnego, czarnego płynu, nie zwracając uwagi na fakt, że Stworek go nie posłodził, ponieważ mężczyzna nie wydał mu bezpośrednio takiego polecenia. Ten skrzat kiedyś mnie zabije, pomyślał. – Poprzedniej nocy rozmawiałem z Harrym.

Remus zmrużył gniewnie oczy.

- Znowu? Zwariowałeś?

Syriusz wzruszył ramionami.

- Nikt mnie nie złapał – powiedział takim tonem, jakby się usprawiedliwiał. Nie wspomniał nic o tym, że prawie został złapany, kiedy ta suka Umbridge zaczęła przeczesywać płomienie, szukając osoby, która wetknęła swoją głowę w jej kominek. – Musiałem z nim porozmawiać. Napisał mi wcześniej, że znowu boli go blizna.

- Pojawiły się koszmary? – Zapytał od razu Remus, a jego zirytowana mina zmieniła się natychmiast w zaniepokojenie.

Syriusz potrząsnął przecząco głową i westchnął.

- Nie jestem pewny. Wyjmuj swój magiczny pergamin i pióro, i napisz do swojej ulubionej korespondencyjnej przyjaciółki – mężczyzna nie starał się nawet ukryć goryczy i zazdrości w swoim głosie. – Może ona będzie wiedziała, jeśli Harry w ogóle cokolwiek jej powiedział. Harry uważa, że powodem jest ich nowa nauczycielka Obrony przed Czarną Magią, ta Umbridge.

Mina Remusa zrzedła, kiedy usłyszał to nazwisko i Syriusz wcale go za to nie winił. Tonks, podobnie jak jej czarodziej, skrzywiła się z niechęci.

- Słyszałam o niej – przyznała. – Ale wasze miny mówią mi, że powinnam wiedzieć o niej więcej.

- To podła, zawistna… - Zaczął Syriusz.

- Pełna uprzedzeń kurwa o żabim pysku! – Dokończył wściekle Remus, a jego oczy błysnęły złotem.

Aktualnie orzechowe oczy Tonks rozszerzyły się ze zdziwienia. Sięgnęła dłonią w kierunku Remusa i przeczesała palcami jego włosy, co go nieco uspokoiło. Spojrzała pytająco na Syriusza, który tylko bezgłośnie powiedział „księżyc", uważając, żeby nie zauważył tego cieszący się dotykiem swojej partnerki wilkołak.

- No, co? – Prychnął Lupin, kręcąc nosem. – To przez Umbridge nie mogę uzyskać pomocy w klinice świętego Munga, gdybym był ranny lub chory. To z jej powodu nie mogłem wychowywać Harry'ego. Z jej powodu teraz nie mogę nigdzie dostać pracy. To właśnie ona pisała te wszystkie prawa przeciwko wilkołakom, jeszcze wtedy, gdy Mia pracowała w Ministerstwie.

- Pamiętam to – przypomniał sobie Syriusz.

- Mia, będzie dobrze. Przecież ty zawsze lepiej dawałaś sobie radę z moimi obrażeniami, niż jakikolwiek Uzdrowiciel – Remus próbował uspokoić przyjaciółkę, która wpadła do ich mieszkania wrzeszcząc coś o jakimś prawie, które zostało uchwalone, a w którego wyniku wszystkie mieszańce (głównie wilkołaki) straciły prawo wstępu do kliniki świętego Munga i innych czarodziejskich szpitali w Wielkiej Brytanii.

Syriusz był wściekły i obrażony na cały świat w imieniu przyjaciela, James i Lily zagrozili, że we dwójkę rozgromią zarówno zarząd szpitala, jak i cały Wizengamot, ale Remus błagał ich, żeby się pohamowali. Nie chciał przyciągać do siebie więcej uwagi.

I chociaż reszta się wycofała na prośbę Remusa, Syriusz z rozbawieniem zauważył, że Lupin oczekiwał tego samego od Mii.

- Nie o to chodzi, Remusie! – Wrzasnęła. – Oni cię dyskryminują! Takie zachowanie nie przystoi nikomu, włącznie z purystami krwi, którzy nie mają bladego pojęcia o lykantropii.

- No, cóż… - Remus wzruszył ramionami, a Syriusz parsknął śmiechem prosto w swoją whisky, kiedy we włosach Mii trzasnęła iskra. Jeżeli była jakaś rzecz, której ta dziewczyna w nich nie znosiła, była to ich samoocena. – Nic z tym nie zrobimy. Tak zawsze było i tak zawsze będzie.

- O, nie – Mia potrząsnęła głową. – Zapamiętaj to sobie, Remusie Lupin! Któregoś dnia obalę każde z tych przestarzałych, okropnych praw, a potem znajdę Dolores Umbridge i ją, kurwa, pochowam!

Ciało drobnej czarownicy zatrzęsło się z wściekłości, kiedy przebiegła obok nich i udała się do swojej sypialni.

- Brawo, Luniaczku – zachichotał Syriusz.

- Zamknij się. Mia w końcu się opanuje i zrozumie, że jedna uprzedzona wiedźma blednie w porównaniu do wszystkiego, z czym walczymy.

- To pełna uprzedzeń kurwa o żabim pysku! – Wrzasnęła Mia zanim zatrzasnęła za sobą drzwi do sypialni. Zostawiła w salonie zaskoczonego Remusa, który gapił się za nią z otwartymi ustami i Syriusza, krztuszącego się ze śmiechu.

Teraz, oczywiście, to Remus pałał tym praworządnym gniewem, który Mia zawsze chciała w nim wzniecić w kwestii tego, jak odnosił się do niego czarodziejski świat. Widząc prychającego, wściekłego mężczyznę, Syriusz nie mógł się powstrzymać i mrugnął porozumiewawczo do kuzynki.

- Jest taki seksowny, jak się wścieka, prawda?

- Masz absolutną rację – zgodziła się Tonks z błyskiem w oku.

Remus tylko wydął wargi, urażony i po chwili podskoczył z cichym okrzykiem, co sprawiło, że kolanami uderzył w spód blatu. Widząc zadowolony wyraz twarzy Tonks, Syriusz doszedł do wniosku, że dziewczyna wsadziła dłonie w bardzo interesujące miejsce.

- Moje zadanie zostało wykonane – Remus odkaszlnął i zdecydował się zignorować Tonks, która tylko przewróciła oczami. Wstał i gorzko odezwał się do przyjaciela, zanim wybiegł z jadalni. – Zrób sobie dobrze, myśląc o mnie, ty dupku!

Syriusz tylko zachichotał, widząc takie zachowanie i skupił całą swoją uwagę na kuzynce.

- Od dłuższego czasu nie stracił nad sobą kontroli w ten sposób. Nie zwracaj uwagi na takie zachowanie. Lunatyk przed pełnią księżyca zawsze był drażliwy. Ale można było to tolerować, kiedy regularnie uprawiał seks – wzruszył ramionami i przyjrzał się Dorze zastanawiającym wzrokiem. – Nadal udaje cnotkę-niewydymkę?

Tonks odchyliła się na krześle w taki sposób, że tylko dwie nogi dotykały podłogi. Syriusz zdawał sobie sprawę, że taka pozycja może się skończyć źle zarówno dla niej, jak i dla krzesła.

- Tak. Nie rozumiem tego. Chodzi o wiek?

Syriusz potrząsnął przecząco głową. Wywrócił zmęczonymi oczami i wlepił wzrok w pusty kubek po kawie. Zastanawiał się, czy nie poprosił Stworka o dolewkę, ale jeszcze nie był gotowy na walkę z tą bestią.

- Chodzi o sam związek. Remus uważa, że to wobec ciebie niesprawiedliwe, że skończysz uwiązana do złamanego wilkołaka z drugiej ręki, który nie ma ani jednego Sykla na koncie.

Zmarszczyła brwi, a po jej twarzy przemknął cień. Widać było, że cierpi.

- Nie obchodzi mnie to.

- Wiem – sięgnął do niej przez stół i złapał ją za rękę. – Podczas okresu dojrzewania Mia miała fantastyczny wpływ na jego równowagę emocjonalną. Ale po śmierci Jamesa i Lily Remus został zmuszony do zamieszkania pod jednym dachem ze swoim ojcem i to go złamało. Lyall Lupin nienawidził wilkołaków i uważał, że Remus nie zasługuje, żeby być szczęśliwym. Kiedy Remus oficjalnie zaczął się starać o rękę Mii, Lyall całkowicie się od niego odciął. Zgaduję, że w tym momencie, kiedy ta Umbridge naucza tego, czego on powinien uczyć… Kiedy próbuje zmienić czarodziejów i czarownice młodego pokolenia w uprzedzone, małe dupki…

- To musi bardzo źle na niego działać – przyznała na głos.

Syriusz skinął głową i rozejrzał się za paczką papierosów. Wystarczyła myśl o tej suce, żeby zdenerwował się bardziej, niż powinien. Całą swoją uwagę miał poświęcić Harry'emu i wojnie – z drugiej strony, niestety, w wojnie Syriusz się zbytnio nie udzielał.

- Remus nie potrafi ukrywać swoich emocji tak dobrze, jak sam uważa. Gdy coś się dzieje, a zbliża się pełnia księżyca, wszystko, co próbuje ukryć, wychodzi na wierzch. Uważam, że byłoby mu dużo łatwiej, gdyby po prostu mówił, co mu leży na sercu i otwarcie przyznał, jakie to gówniane uczucie, kiedy wszyscy mają cię za potwora, zamiast próbować się przekonać, że ci ludzie mogą mieć rację. Ale jeśli chodzi o Umbridge…

- Skoro już o niej mówimy… - Wtrąciła się Tonks, stawiając krzesło na podłodze na czterech nogach ku ogromnej uldze Syriusza. – Dzieciaki nadal uczą się samodzielnie obrony?

Black zaśmiał się z dumą i przestał szukać papierosów.

- Z tego, co wiem, tak. Przekazałem im ostrzeżenie Molly – wzniósł oczy ku niebu. – A następnie powiedziałem im, że z całego serca popieram ich inicjatywę.

Tonks roześmiała się, co natychmiast podniosło Syriusza na duchu. Rezydencja przy Grimmauld była mroczna i zatęchła. I chociaż nie przypominała mauzoleum, jak wydawało się Syriuszowi, jedynymi dźwiękami, jakie rozbrzmiewały w tych komnatach było mamrotanie Stworka, wrzaski portretu Walburgi lub nerwowe dyskusje toczone przez członków Zakonu.

- Chcesz mi powiedzieć, dlaczego Molly Weasley tak bardzo cię nie znosi? – Tonks znowu odchyliła się na krześle. – Kiedy ją poznałam, zrobiła na mnie wrażenie słodkiej, miłej, domowej czarownicy.

Syriusz roześmiał się głośno na to stwierdzenie.

- Ona wcale nie jest słodką, miłą, domową czarownicą. Niech cię nie zwiedzie jej uśmiech. Wydawało mi się, że jej nastawienie do mnie ma związek z moją reputacją. Szkoda, że nie widziałaś jej miny, kiedy pierwszy raz się zmieniłem w człowieka w Hogwarcie. Zaczęła wrzeszczeć, jakbym miał jej odrąbał głowę.

- No, tak… Ale przecież wszyscy wiemy, że nie jesteś mordercą. To znaczy… - Tonks wzruszyła ramionami i prawie straciła przy tym równowagę, ale zdążyła złapać się krawędzi stołu. – Nigdy nie byłeś mordercą. Wiesz, o co mi chodzi.

- Może nie jestem mordercą, ale jestem ojcem chrzestnym Harry'ego. Kiedy w końcu moje nazwisko zostanie oczyszczone ze wszystkich zarzutów, będę miał w związku z tym pewne prawa – warknął. – Molly bawiła się w rodzica dla mojego dzieciaka, od kiedy zaczął naukę w Hogwarcie. W normalnych warunkach, byłbym jej za to wdzięczny, ale ta kobieta wbiła sobie do głowy, że sweter wydziergany na drutach i wręczony mu na święta Bożego Narodzenia czyni ją ważniejszą w hierarchii ode mnie. Nie raz słyszałem, jak rozpowiadała na prawo i lewo, że ma nadzieję, że Harry zwiąże się z jej córką, kiedy oboje będą pełnoletni. Nie wspominając nic o tym, że rozpowiadała to samo o Hermionie i swoim najmłodszym synu.

Tonks prychnęła.

- To nikomu nie wyjdzie na dobre.

- Jeżeli Molly lub jej dzieciak jeszcze raz sprawią, że Hermiona zaleje się łzami i ja się o tym dowiem… To się skończy. Kropka – Syriusz tak mocno zacisnął dłonie na pustym kubku, że jego kosteczki pobielały. Nie mógł się zdecydować, czy chce dolać sobie kawy, czy może wolałby rzucić pustym kubkiem o ścianę.

- Kto ją doprowadził do płaczu?

- Remus powiedział, że Ron nie panuje do końca nad swoim temperamentem i wyżywa się na Hermionie – wyjaśnił Black. – Nie sądzę też, żeby był dobrym przyjacielem dla Harry'ego, ale nie powiem nic, żeby nie nadwyrężać moich stosunków z Harrym. Molly też doprowadziła Hermionę do płaczu. W zeszłym roku Prorok Codzienny i tygodnik Czarownica pisały o…

- Tak, czytałam te artykuły – Tonks weszła mu w słowo.

- Molly uwierzyła w te bzdury i przez długi czas szorstko traktowała Hermionę.

Tonks zmarszczyła czoło i postawiła krzesło na podłodze.

- Biedactwo. Jak myślisz, co się stanie, kiedy Hermiona na powrót stanie się Mią? Molly na pewno nie przyjmie tego dobrze, szczególnie, jeśli traktuje Hermionę prawie jak córkę i chciałaby, żeby doszło do czegoś między nią i Ronem.

- Gówno mnie to obchodzi, jak Molly na to zareaguje – prychnął Syriusz. – Ale z niecierpliwością czekam na dzień, kiedy przedstawię Mię Potter Molly Weasley.

- Dlaczego?

- Bo jestem przekonany, że Molly będzie miała do powiedzenia parę paskudnych rzeczy na mój temat – po twarzy Syriusza przemknął mroczny, drapieżny uśmieszek. – Z kolei Mia ma cudowny nawyk rzucania klątw na czarownice, które próbują szkalować moje dobre imię.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

18 grudnia 1995

Kiedy portret Fineasza Nigellusa poinformował Syriusza, że Artur Weasley został zaatakowany i zaklęcia ochronne rezydencji przy Grimmauld muszą przepuścić świstoklik, który sprowadzi do domu dzieci Weasley'ów i Harry'ego, Syriusz nastawił się psychicznie na noc spędzoną z roztrzęsionymi nastolatkami. Na szczęście, miał jeszcze tę odrobinę autorytetu, żeby powstrzymać chłopców – poza Harrym – którzy byli gotowi ruszyć do kliniki świętego Munga bez opieki.

Potrzeba było kilku piw kremowych, żeby się uspokoili.

Weasley'owie zebrali się w grupę, oferując sobie nawzajem wsparcie i pocieszenie, przypadkowo zostawiając Harry'ego samego. Harry jednak miał taką minę, jakby pasowało mu wykluczenie z tej grupy. Syriusz stanął obok chrześniaka i zarzucił mu ramię na barki, od czasu do czasu rzucając mu jakąś pocieszającą uwagę. Domyślał się, że chłopak jest nadal w szoku.

Kilka godzin później, kiedy Molly weszła do domu, wyglądając na kilkanaście lat starszą, niż w rzeczywistości, Syriusz wstał. Zanim jednak zdążył coś do niej powiedzieć, ona poinformowała swoje dzieci o stanie ich ojca.

- Wyjdzie z tego – powiedziała słabym, wyczerpanym głosem. – Teraz śpi. Później możemy go zobaczyć.

Fred opadł z powrotem na krzesło i schował twarz w dłoniach. George i Ginny podeszli do matki i mocno ją objęli. Ron zaśmiał się histerycznie i duszkiem wypił swoje kremowe piwo.

Syriusz czuł się niezręcznie, obserwując, jak na twarzach Weasley'ów miesza się zaniepokojenie i ulga. Widział, że Molly nieudolnie próbowała zamaskować swoje zapłakane oczy, bo nadal były podpuchnięte i różowawe.

Nie wiedząc, co innego może zrobić, dopuścił do głosu swoją wewnętrzną Lily i klasnął głośno w dłonie, kiedy do głowy przyszedł mu wspaniały pomysł.

- Śniadanie! – Krzyknął radośnie. – Gdzie się podział ten cholerny skrzat domowy? Stworek! STWOREK!

Stworek jednak pozostał głuchy na wezwania.

- Chrzanić go. Niech będą jajka na bekonie, herbata i tosty.

Pospieszył do kuchni i zaczął się po niej gorączkowo krzątać, zastanawiając się, czy w ogóle pamięta, jak odpalić kuchenkę. Minęło wiele lat, od kiedy ostatni raz dla siebie gotował. Nawet wtedy, kiedy żyli w trójkę, razem z Mią i Remusem, udawało im się przeżyć, bo stołowali się na mieście i Mia trochę potrafiła gotować.

Nagle u jego boku pojawił się Harry gotowy do pomocy.

Syriusz uśmiechnął się do chrześniaka.

- Potrafisz gotować?

Harry skinął głową.

- Dursley'owie kazali mi… To znaczy, nauczyli mnie.

Jedyną oznaką, że Syriusz usłyszał, co powiedział Harry, było drgnięcie nosa. Mężczyzna zachował jednak tę informację w szufladce podpisanej Dursley'owie, zemsta w swoim umyśle. Poklepał Harry'ego po plecach.

- To dobrze. Bo ja nie mam pojęcia, co robić.

- Nigdy wcześniej nie gotowałeś? – Zapytał Harry.

- Niezbyt dobrze – przyznał Syriusz. – Zawsze w pobliżu były skrzaty domowe. Tutaj, w Hogwarcie, w domu twoich dziadków. Wyłącznie w okresie, kiedy mieszkałem z Remusem w apartamencie na Pokątnej musiałem sam gotować. A i tak zwykle kupowaliśmy obiad w Dziurawym Kotle i żywiliśmy się słodyczami.

Mężczyzna z zaciekawieniem obserwował, jak Harry z wielką wprawą zabrał się za przygotowywanie śniadania. Wiedział, że zaoferowana przez chłopaka pomoc była prawdopodobnie próbą ucieczki przed poczuciem winy, które go gnębiło i przez to poczuł się bardzo nie na miejscu w roli opiekuna. Nie wiedział, jak sobie poradzić z tym problemem, poza zapewnieniem Harry'ego, że atak na Artura nie zdarzył się z jego winy. Ale znał swojego chrześniaka dobrze i wiedział, że Harry jest uparty jak osioł. Żadne zapewnienia do niego nie dotrą.

W końcu Syriusz uznał, że jeżeli Harry chce po prostu przepracować swoje emocje, on nie będzie się wtrącał.

Kiedy Syriusz mieszał jajka na patelni – głównie po to, żeby wyglądało, jakby brał udział w przygotowywaniu śniadania – Harry wyciągnął z najbliższej szafki talerze. W tej samej chwili pani Weasley podeszła do chłopaka od tyłu, odebrała mu talerze i przyciągnęła do siebie.

- Nie wiem, co by się stało, gdyby nie twoja pomoc, Harry. Prawdopodobnie przez wiele godzin by nie znaleźli Artura i wtedy byłoby za późno. Dzięki tobie, mój mąż żyje. Dzięki tobie, Dumbledore miał czas, żeby wymyślić usprawiedliwienie dla obecności Artura w tamtym miejscu. Nie masz pojęcia, jakie byśmy mieli kłopoty w przeciwnym wypadku.

Odwróciła się od Harry'ego i otarła oczy. Zawahała się, pociągnęła nosem i dopiero po krótkim zastanowieniu przemówiła do Syriusza.

- Syriuszu, ja… Myliłam się, co do ciebie. Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem ci wdzięczna, że zająłeś się moimi dziećmi i… I Harrym – szepnęła, zawstydzona.

- To moje zadanie i zaszczyt, zajmować się Harrym – powiedział stanowczo Syriusz, kładąc dłoń na ramieniu swojego chrześniaka. Zastanawiał się, czy do Molly dotrze, że w ten sposób zaznaczył swoje roszczenie do chłopaka. Ona jednak tylko skinęła głową, nie dając po sobie poznać, czy to zauważyła, czy nie. – Z przyjemnością pomogłem twojej rodzinie, Molly. Dzieciaki i tak miały wrócić do domu, a Artur będzie potrzebował nieco czasu, żeby dojść do siebie. Możecie zostać w rezydencji tak długo, jak potrzebujecie.

Molly wybuchła płaczem i mocno przytuliła Syriusza, który tylko wykrzywił się z niechęcią. W ostatnich latach nie był nawykły do okazywania uczuć w tak fizyczny sposób. Szczególnie przez czarownice. Tonks, oczywiście, się nie liczyła. Odkaszlnął i poklepał niezręcznie Molly po plecach.

- Syriuszu, nie wiem, jak ci dziękować. Uzdrowiciele uważają, że Artur przez jakiś czas powinien zostać w klinice i ja rzeczywiście wolałabym być jak najbliżej niego. Oczywiście, to znaczy, że możemy zostać tu aż do świąt…

Oczy Syriusza rozjarzyły się szczęściem.

- Im nas więcej, tym weselej! – Zerknął na patelnię i zamrugał oczami na widok ciemnobrązowej jajecznicy, która nie wyglądała już dobrze. – Zrobisz coś dla mnie? Uratujesz to wykwintne danie? Powinienem był zostawić to do zrobienia Harry'emu.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

20 grudnia 1995

Syriusz nie był pewien, do czego doszło w klinice świętego Munga, kiedy Tonks odeskortowała tam Harry'ego i rodzinę Weasley'ów, ale po ich powrocie Harry zamknął się w swoim pokoju i nie chciał z nikim rozmawiać. Po południu, kiedy ani Ron, ani Ginny nie zdołali dostać się do jego sypialni, Syriusz zaczął się poważnie martwić.

- Gdzie jest Harry? – Zapytał Remus, wchodząc do gabinetu, gdzie Syriusz tkwił w swoim ulubionym fotelu. Stukał niecierpliwie stopą w podłogę i kręcił kryształową szklaneczką pełną ajerkoniaku, zamiast whisky.

- Zamknął się w pokoju – Syriusz wskazał głową schody. – Nie chce wyjść. Ani na obiad, ani do swoich przyjaciół, ani do mnie.

- Co się stało?

- Czy wyglądam, jakbym, kurwa, wiedział? Luniaczku, możesz dostać się do Hogwartu?

- Oczywiście. Po co?

- Powiedz Dumbledore'owi, żeby przysłał do nas Hermionę.

Remus uniósł brew.

- Słucham? On przecież nie…

- Przyśle ją – Dumbledore był mu coś winny. I był coś winny zarówno Weasley'om, jak i Harry'emu. – Harry jej potrzebuje. Ją na pewno do siebie dopuści i Hermiona będzie w stanie wyciągnąć z niego, co się stało.

- Skąd wiesz?

Syriusz dopił ajerkoniak i wstał, żeby ponownie napełnić szklaneczkę.

- Mia pomogłaby Jamesowi.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Hermiona i Remus przeszli przez drzwi frontowe rezydencji przy Grimmauld pokryci śniegiem. Syriusz wyszedł im naprzeciwko, mrucząc pod nosem „Odpoczywajcie, świąteczne hipogryfy". Uśmiechnął się szeroko na widok drobnej czarownicy, która spojrzała na niego i odpowiedziała uprzejmym uśmiechem.

- Hermiono! Na Merlina, udało ci się tu przybyć! – Podbiegł do niej i zatrzymał się tuż przed nią, gotowy, żeby ją objąć. Po chwili niezręcznego wahania, zdecydował się objąć ramieniem Remusa, który strząsał z włosów płatki śniegu.

- Przyjechaliśmy Błędnym Rycerzem – wyjęczała Hermiona, a jej uśmiech zniknął. – To było straszne przeżycie. Po prostu straszne. Cieszę się, że rano nie zjadłam śniadania.

Syriusz odwrócił się do Remusa i spojrzał na niego zmrużonymi oczami.

- Zabrałeś ją Błędnym Rycerzem?

Remus potrząsnął głową, ewidentnie czując się tak źle, jak Hermiona, na myśl o tym środku lokomocji.

- Dumbledore to zasugerował. I nie patrz tak na mnie. Wiesz, że nienawidzę Błędnego Rycerza.

- Nowe doświadczenie – wymamrotała Hermiona, próbując usprawiedliwić dyrektora. – Ale przyznam, że nie chciałabym tego ponownie przeżywać.

Syriusz i Remus wykrzywili się do siebie, kiedy dziewczyna nie patrzyła, bo obaj zdawali sobie sprawę z tego, że dyrektor już zdecydował, że dzieciaki wrócą do Hogwartu Błędnym Rycerzem. Dumbledore nie chciał przyciągać niepotrzebnej uwagi do pociągu. A już i tak wiele zaryzykowali, sprowadzając Weasley'ów i Harry'ego świstoklikiem.

- Możesz w ogóle tu być? Twoi rodzice… - Zaczął Syriusz, przypominając sobie, że Hermiona nadal miała mugolską rodzinę.

Instynktownie się o nich martwił, bo pamiętał, że Mia im kiedyś powiedziała, że straciła całą rodzinę i w ten sposób stała się jednym z Potterów. Remus przypomniał Syriuszowi, że nie wiedzieli, co stało się z rodziną Hermiony, wobec czego nie mogli nic zrobić poza wzmocnieniem zaklęć ochronnych wokół domu Grangerów. Okazało się jednak, że Minerwa pomyślała o tym wcześniej i wzmocniła je latem.

- Powiedziałam im, że zostaję w szkole, żeby powtarzać materiał do egzaminów – wyjaśniła, zdejmując kurtkę i rękawiczki. Podała je Remusowi, chociaż to Syriusz wyciągnął po nie ręce. – Powiedziałam im, jak ważne są S.U.M.y, więc mi uwierzyli. Prawdę mówiąc, jestem zdziwiona, że w ogóle chcieli, żebym wróciła na święta do domu. Ja naprawdę powinnam powtarzać materiał.

Remus zachichotał z czułością.

- Nie musiałaś kłamać z naszego powodu – powiedział Syriusz z poczuciem winy, że odciąga ją od jej rodziny.

- Właściwie, musiałam – Hermiona zmarszczyła brwi. – Kłamałam z mojego powodu, z powodu Harry'ego, a przede wszystkim, dla nich samych. Są Mugolami. Oni nie rozumieją.

Syriusz nic więcej nie powiedział, rozumiejąc sytuację. Przypominał sobie długie rozmowy z Lily, jakie toczył na temat jej rodziny. Była dumna z tego, że urodziła się w rodzinie Mugoli, o czym często mówiła, ale miało to swoje wady. Największą było chyba wyobcowanie, jakie czuła we własnej rodzinie, a któremu winna była głównie Petunia. Nawet po śmierci rodziców, siostry rzadko ze sobą rozmawiały. Z tego powodu Petunia niewiele wiedziała o świecie Lily.

- Poza tym, gdybym nie zaczęła kłamać moim rodzicom o czarodziejskim świecie kiedy miałam dwanaście lat, zabraliby mnie z Hogwartu w momencie, gdy usłyszeliby słowa troll górski – wywróciła oczami i podparła się pięściami pod boki. Spojrzał na Syriusza. – Gdzie on jest?

- Na górze – Syriusz pokazał palcem sufit. – Nie chce otworzyć nikomu drzwi.

Hermiona prychnęła i przeszła kilka kroków w stronę schodów.

- Zobaczymy.

Black stanął ramię w ramię z Lupinem i mężczyźni obserwowali, jak Hermiona wspina się na piętro. A gdy już znikła im z pola widzenia, słyszeli, jak wali z determinacją w drzwi.

- Harry, wiem, że tam jesteś. Wyjdziesz do mnie? Chcę z tobą porozmawiać.

I nastąpił cud. Drzwi się otworzyły.

- Co ty tu robisz? – Zapytał Harry, wciągnął Hermionę do środka i zatrzasnął za nią drzwi.

Syriusz szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w pustą przestrzeń schodów.

- Ta dziewczyna jest po prostu magiczna. Nie miałeś żadnych problemów z…Lunatyku? – Black spojrzał na przyjaciela, który miał ciasno zaciśnięte wargi i wpychał zaciśnięte dłonie do kieszeni, jakby chciał coś ukryć. – Co tam masz?

- Nic takiego – wymamrotał Remus, sepleniąc z powodu wypchanych policzków.

Syriusz wywrócił oczami.

- Na Merlina! Czy ona ma jakiś sekretny zapas czekoladek z Miodowego Królestwa zawsze przy sobie, na wypadek, gdyby na ciebie wpadła? Rozpuściła cię – postukał palcem w ramię Remusa.

Lupin tylko zaśmiał się w odpowiedzi.

- Jesteś zazdrosny.

- Dupek.

- Kretyn.

- Debil.

- Głupi kundel.

- Kurwiszon!

- Jebaniec!

- Cholerny, pierdolony wilk!

- Język! – Warknęła Molly Weasley, wchodząc do przedpokoju. – Syriuszu, miałeś przecież świecić przykładem dla dzieci.

Potrząsnęła z zawodem głową, po czym odwróciła się do Remusa i słodko się uśmiechnęła.

- Witaj, mój drogi. Jak się masz?

Syriusz prychnął.

- Jakim cudem, on…?

Remus z kolei uśmiechnął się, zdecydowanie zbyt zadowolony z tego faworyzowania.

- Fantastycznie, Molly. Dobrze cię widzieć.

- Masz ochotę na coś do jedzenia? – Zapytała, ignorując wraz z Remusem obrażoną minę Blacka. – Gulasz jest na ogniu i będzie gotowy na kolację, ale mogę ci przygotować kanapkę albo dwie, jeśli jesteś głodny.

Remus potrząsnął głową.

- Nie chcę ci sprawiać kłopotu.

- Żaden problem, mój drogi – Molly poklepała wilkołaka po ramieniu i odeszła w kierunku kuchni.

Remus chciał za nią podążyć, ale Syriusz zdążył złapać za skraj jego szat i pociągnął go do tyłu.

- Nie tak szybko, Luniaczku. Najpierw pobawimy się w aportowanie – sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej ciężką sakiewkę pełną monet. – Weź te pieniądze i kup dla wszystkich prezenty świąteczne. Coś naprawdę dobrego dla Harry'ego. Jakieś porządne książki do Obrony. Już ma najlepszą miotłę dostępną na rynku. I kup świąteczne dekoracje. Dung już poluje na drzewko.

Remus uśmiechnął się, a jego twarz się rozpogodziła.

- Brzmi nieźle. Nie pamiętam szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia od kiedy…

- Od zaręczyn Rogacza i Lily – dokończył Syriusz. – Czas najwyższy, żebyśmy zaczęli pracować nad szczęśliwymi wspomnieniami, nie sądzisz?